2008.07.31 / Czwartek / 14:09 - It will never return

Kolejny dzień, który wypełni mi praca, tym razem od godziny 17:00 do 2:00... Na zdjęciu zrobionym wczoraj widać mnie siedzącego przy komputerze w firmie, na swoim ulubionym miejscu, z dala od wszystkich, na samym końcu za filarem... Uwielbiam być na uboczu choć czasami fajnie jest zachowywać się inaczej niż na codzień i cieszę się, że miałem okazję przez kilka chwil w ciągu ostatnich miesięcy tak się zachowywać ale teraz najwyraźniej powracam do swojej szarej rzeczywistości... Od Oli oddaliłem się już tak, że wkrótce będziemy ludzmi, którzy nie mają dla siebie żadnego znaczenia... To smutne ale prawdziwe. Czas więc wychodzić z domu. Tym razem wsiądę na rower i tak dostanę się do pracy. Pogoda jest ładna, mi nic nie dolega, jestem zdrowy i powinienem się cieszyć ale jakoś nie potrafię... Nic mnie nie bawi i nawet to, że jutro mam wolne nie ma dla mnie dużego znaczenia. Ale może wsiądę jutro na rower i pojadę gdzieś daleko. To zawsze trochę pomaga.



2008.07.31 / Czwartek / 01:35 - Is there anybody out there?

Jest godzina 1:20 w nocy. Siedzę przy komputerze, słucham muzyki (aktualnie The Chemical Brothers), dodaję kolejne zdjęcie do PhotoBloga... Cała rodzina śpi. Nadal uzupełniam listę ocenionych przeze mnie filmów na FILMWEB co trwa bardzo długo ale nie ma się czemu dziwić, widziałem ponad 800 filmów i mam wszystkie zapisane na specjalnej liście z ocenami... Teraz przenoszę to właśnie na FILMWEB. W ogóle lubię wszystko zapisywać, katalogować, oceniać, układać w jakiejś konkretnej kolejności. Ludzi niestety też tak oceniam i umieszczam ich na liście ale nie pytajcie kto jest na jakim miejscu i w jakich kategoriach, to ma znaczenie tylko dla mnie. Internet jest czymś wspaniałym ale i tak najważniejsi są w nim ludzie. Gdy nie ma się w nim do kogo odezwać, lub ten ktoś po prostu nie odpowiada to czuje się pustkę... Coś co ja odczuwam już od jakiegoś czasu. W ogóle jestem coraz smutniejszym człowiekiem. Wystarczy popatrzeć na moje obecne zdjęcia i na te robione wiele lat temu. Może tak musi być... To co kiedyś dawało mi szczęście dzisiaj już nie ma znaczenia. Kiedyś w mojej szkole wisiał duży napis, jakiś cytat, z tego co pamiętam głoszący mniej więcej coś takiego - "To człowiek jest człowiekowi najbardziej potrzebny do szczęścia". Wtedy uważałem, że to jest przesada, dzisiaj wiem, że to cholerna prawda. Kiedyś na lekcji WOSu nauczycielka mówiła, że człowiek jest istotą żyjącą w społeczeństwie i sam nigdy nie będzie szczęśliwy, a ja myślałem, że to bzdury bo nie do każdego się to odnosi. Nie wiem jak innym ale mi teraz samotność bardzo ciąży... Powiecie, że nie jestem samotny bo mieszkam w domu z rodziną? A ja powiem na to - nie pierdolcie. Wiecie o co chodzi.



2008.07.30 / Środa / 23:54 - Catch as catch can

Zwykły, całkiem przyjemny dzień ale wydarzyło się coś ważnego, co mi o czymś przypomniało ale nie napiszę o co chodzi, to akurat zostawię tylko dla siebie. Nie ma to związku z nikim kto by czytał te słowa... To się wydarzyło między mną a... No właśnie. Dawno już się tak nie czułem... Bardzo dawno. Wiele lat minęło. Przypomniałem sobie dlaczego cokolwiek bym zrobił to i tak będę miał zmarnowane życie. Czasami ma się tylko jedną szansę... W pracy tymczasem smski się całkiem fajnie pisało, w międzyczasie czytałem "Tommyknockers" Stephena Kinga. Chyba pierwszy raz od czterech miesięcy wyrobię średnią w pracy. Fajnie, ale 200 złotych i tak zapłacę za nieobecności. Nie szkodzi, to było tego warte. Jutro na 17:00 do 2:00 i później dzień wolny ale szykuje się inwazja rodziny. I dobrze.



2008.07.30 / Środa / 04:39 - Szczęście

"Czterech szczęśliwców trafiło szóstkę"... No tak, czterech ludzi podzieli się wygraną i uczciwie przyznaję, że mnie wśród nich nie ma ;) Ale czy oni nie wiedzą, że pieniądze szczęścia nie dają? Ja to wiem. Nie wygrałem niczego, dlatego jednak musiałem wstać o tej 3:20... Właściwie to o 3:25. Przestawiłem budzik w telefonie o pięć minut później żeby się lepiej wyspać. Niestety zasnąłem chyba po 1:00 w nocy bo siostra, mama i tata ganiali nietoperza, który wleciał do naszego domu. Tata udowodnił, że jest mężczyzną - złapał go w łazience w firankę i wyniósł na dwór. Mam nadzieję, że to się naprawdę działo choć możliwe jest, że wszystko mi się tylko przyśniło... :) Ale nieeee, to było zbyt realne, wszystko słyszałem. Tak w ogóle to przecież nietoperze są fajniutkie ;P Nadchodzi 5:00 więc pora wyjść z domu, iść 25 minut przez las, jechać 40 minut autobusem, później czekać 10 minut na przystanku na tramwaj i dostać się nim w 15 minut do centrum skąd pieszo przejść do firmy, co zajmie mi kolejne 10 minut. Następnie po około 20 minutach czekania na rozpoczęcie dyżuru zanurzyć się w rutynowym odpisywaniu na smsy by po 8 godzinach skończyć, wrócić do domu i zająć się czymś... Tylko nie wiem czym. Na zdjęciu widać moją nową dziewczynę... Ładna, prawda? I mądra, a to jest ważniejsze. :D



2008.07.29 / Wtorek / 21:33 - 29 lipca

Za chwilę idę spać i po niecałych sześciu godzinach wstaję, o 3:20 by znowu wybrać się do pracy na rano, na godzinę 7:00. Ponownie pojadę autobusem. Dzisiaj miałem wolny dzień, całkiem przyjemny, nie narzekam... Przeczytałem do końca Palahniuka, teraz będę mógł ponownie zabrać się za Stephena Kinga. Później przypomniałem sobie doskonały film, który puściłem na dvd, a który oglądałem ostatnio już dosyć dawno - "Prawo Bronxu". Polecam każdemu... Rewelacja. Od czasu mojej ostatniej miłości (czy raczej stanu zakochania) silniej trafiają do mnie wszystkie wątki miłosne w filmach. Mają większe znaczenie... Najbardziej przemawia teraz do mnie wątek miłosny z filmu "Million Dollar Hotel"... Już kiedyś uwielbiałem ten tragizm "miłości niemożliwej" ale teraz to bardziej boli... Ech, znowu truję. Tymczasem kończy się kolejny dzień mojego życia. Przejrzałem ponownie cały mój PhotoBlog i stwierdzam, że naprawdę lubie swoje życie. Każdą jego chwilę, każdą sekundę. Wszystko to co się udało lub nie. To co było i już nigdy nie powróci... Najsmutniejszą rzeczą na świecie jest upływ czasu. To, że wszystko przemija jest największym naszym dramatem... Przynajmniej ja tak to odczuwam. Choć z drugiej strony "czas leczy rany"... Ale tego powiedzenia akurat nie lubię. Po obejrzeniu filmu puściłem sobie wreszcie koncert Nicka Cave'a, który kupiłem jakiś czas temu. Cały bardzo dobry ale niektóre momenty są po prostu niesamowite. Muzyka tego faceta dociera do mnie w szczególny sposób. Wielki talent, wielki, prawdziwy artysta, wielka osobowość... Uwielbiam go. 29 lipca to także imieniny... Imieniny Marty, którą pragnę tutaj serdecznie pozdrowić i jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Chyba zasługujesz Marto na więcej niż dostajesz... Olu, Ty zasługujesz na znacznie więcej niż dostałabyś ode mnie. Wciąż zajmujesz w moim sercu szczególne miejsce... Już zawsze będziesz. Za pół godziny będzie losowanie wielkiej wygranej w kumulacji lotto. Mama kupiła los... Kto wie, może obudzę się już jako milioner ;D Tak sobie dzisiaj pomyślałem... Niedługo rok 2010. Cholera, ale ten czas szybko leci. Niedługo będę trzydziestolatkiem. Pamiętam jak byłem w kinie na filmie "Samotni" w roku 2001. Film opowiada o życiu trzydziestolatków i myślałem sobie wtedy, że jeszcze dużo czasu minie zanim ja taki będę, a tu proszę... Jescze chwila i będę naprawdę dojrzałym facetem. Obym był wtedy pod wieloma względami lepszy niż teraz. Trzeba nad sobą pracować. Idę spać... Ktoś wygra dzisiaj te pieniądze w lotto i od jutra zacznie nowe życie. Ja chcę się obudzić w tym samym... Jest wcale niezłe.



2008.07.28 / Poniedziałek / 17:23 - Autobusy i tramwaje

Tak ogólnie to pragnę tu napisać, że cholernie mi się nie podoba mój wygląd odkąd obciąłem sobie włosy, ale jest naprawdę wygodnie. Do pracy miałem na 7:00 co oznaczało, że obudzić musiałem się już o 3:20. Tak jak planowałem wybrałem się tym razem pieszo - autobusem - tramwajem. Gdy wracałem to było tak gorąco, że następnym razem chyba jednak ponownie wybiorę się rowerem. W pracy monotonne nudy. Poza pracą niestety też... Pustka, pustka, pustka i nic świętego... :)



2008.07.27 / Niedziela / 19:30 - New model 1.5

Zmieniłem fryzurę jakiś czas temu i powoli próbuję też zmienić siebie ale wcale nie mam tutaj na myśli tych moich planów dotyczących prawa jazdy czy studiów... Chcę się wyzbyć emocji... Uczuć... Żyć z dnia na dzień i nie czekać na nic. Nie szukać... Raki są zdecydowanie za bardzo uczuciowe. Dzisiaj do pracy wybrałem się rowerem ale kupiłem sobie bilet miesięczny i teraz będę się przemieszczał autobusem i metrem. Przynajmniej dzięki temu będę miał więcej czasu na czytanie.



2008.07.27 / Niedziela / 00:33 - Za rok już samochodem?

Na razie telepię się do pracy na rowerze ale jeśli wszystko dobrze pójdzie to za rok lub dwa lata będę jeździł samochodem... Nie mogę zapominać o tych celach, które sobie wcześniej wyznaczyłem... Niby już nie mam dla kogo tego wszystkiego robić ale nie mogę się poddawać. Lepiej piąć się w górę niż upadać... Ech... Takie głupotki sobie piszę. W pracy nudy, w życiu nudy... Książkę dobrą czytam. O, i tym też trzeba się cieszyć. A teraz idę spać bo wstaję już za 4 godziny... Siostra wraca jutro do domu...



2008.07.26 / Sobota / 03:19 - Deux

Wróciłem z pracki o godzinie 3:00 i wklejam kolejne zdjęcie do PhotoBloga... W pracy duży ruch co wcale nie oznacza, że praca nie była śmiertelnie nudna. W międzyczasie zajmowałem się jeszcze tworzeniem innych smsów, prywatnych, co zabierało mi dużo czasu i sam nie wiem do czego miało doprowadzić... Tak powolutku rozpierdalam swoje życie na kawałeczki, bawię się... A może po prostu chciałbym być kochany.



2008.07.25 / Piątek / 14:59 - Working man

Udało się. Ten tekst piszę w pracy przy pomocy telefonu, dodaję zdjęcie i najwyraźniej wszystko jest w porządku, udaje się to. Teraz niestety muszę już zaczynać więc znikam.



2008.07.25 / Piątek / 03:35 - Dwa brzegi

To był dzień wypełniony pustymi, nic nie znaczącymi czynnościami... Taki jakich wiele ostatnio.



2008.07.24 / Czwartek / 00:40 - Take it as it comes

Całkiem przyjemny dzień, powrót do pracy po dwóch dniach przerwy nie był bolesny, dyżur dla mnie trwał tylko 7 godzin, pisało się całkiem przyjemnie a w międzyczasie nawet znajdowałem chwile na poczytanie książki. Co prawda trochę się zamartwiałem, jak się później okazało, czymś czym nie powinienem się martwić... Ale coż, jak komuś na czymś zależy to się o to martwi. Fajnie mieć takie krótkie włosy, kask lepiej leży na głowie, w pracy już nie jest mi tak gorąco ale mimo wszystko jeśli chodzi o wygląd to osobiście wolę siebie w długich... Może za rok ich nie obetnę... Zobaczymy. Teraz udam się na spoczynek, oby jeszcze nie wieczny.



2008.07.23 / Środa / 00:31 - Virginity

Tak się prezentuję po zmianie fryzury. Sam sobie się teraz nie podobam ale przynajmniej jest wygodnie... Jeeeee! Spoko, za rok i tak będę tak samo długie jakie miałem jeszcze kilka godzin temu. Lubię obcinać włosy raz na rok, zawsze w tym samym czasie, dzięki temu człowiek jeszcze lepiej zdaje sobie sprawę z upływu czasu. Tymczasem przede mną powrót do pracki, gdzie będę siedział i zarabial pieniądze na nowe okulary, na prawo jazdy, na kilka ubrań i na dentystę, do którego będę musiał chodzić prywatnie. Nie narzekam, to są konieczne wydatki, konieczne zmiany w moim życiu... Byłem na złej drodze ale ktoś wskazał tą właściwą, a może sam zrozumiałem, że nigdzie nie zajdę tym szlakiem, którym podążałem. :) Ha, ha, uwielbiam tak pierdolić. Teraz to już zdecydowanie - "I'm on my highway to hell" Ye ye ye!!! A teraz spieprzam się kąpać.



2008.07.23 / Środa / 00:19 - Dłuższe nie będą

Oto ostatnie chwile moich długich włosów. Kilkanaście minut po zrobieniu tego zdjęcia zostały ścięte. Niektórzy zwolennicy moich długich włosów być może poczuli się lekko zawiedzeni, ja sam zresztą do nich należałem ale musiałem zrobić coś żeby silniej zaakcentować zmianę, która nastąpiła w moim życiu. Sam jeszcze nie wiem czego dokładnie ta zmiana dotyczy i co oznacza ale ważne, że się dokonała. :) A tak przy okazji - od dzisiaj telewizja w okolicach Warszawy jest nadawana z innego miejsca, co w praktyce, dla mnie oznacza brak telewizji. I dobrze, zajmę się czytaniem książek a nawet nauką... I tak od jakiegoś czasu byłem zaciętym przeciwnikiem telewizji, niestety tylko teoretycznie. Teraz będę miał okazję udowodnić, że w praktyce telewizja jest mi zupełnie niepotrzebna. Co innego dvd.. Tego bym się tak łatwo nie pozbył. Dlatego właśnie w moim pokoju telelwizor jednak zostanie, nie będę go wyrzucał za okno, co byłoby może czynem efektownym ale... Jeszcze przyjdzie na to czas. :)



2008.07.22 / Wtorek / 19:47 - Un air de famille

Siostra nadal spędza razem z nami swój urlop i właśnie dzisiaj, podczas mojego drugiego dnia wolnego miałem okazję ją zabrać na bardzo fajną, pięćdziesięciokilometrową wycieczkę rowerową - pod pomnik Syrenki. Było naprawdę bardzo fajnie, lubię jeździć na rowerze z bliskimi osobami, w ogóle lubię przebywać z bliskimi, wcale nie jestem samotnikiem, ale niestety - bliskich osób mam naprawdę niewiele. Można ich policzyć na palcach jednej ręki. Szkoda, że gdy siostra pojedzie to nie będę miał z kim jeździć, młodszej łatwo na to nie namówię, pozostają mi więc samotne wycieczki. W ogóle jeszcze bardziej szkoda, że dzisiejszy dzień spędziłem z siostrą a nie z dziewczyną, której, swoją drogą, nie mam. No ale trudno... Może kiedyś będę jakąś miał... Może gdzieś na mnie czeka.



2008.07.22 / Wtorek / 19:40 - Mężczyzna

Mężczyzna, który budzi się sam w łóżku to nie mężczyzna... Zdobycie wymarzonej kobiety jest najlepszym dowodem tego, że jest się prawdziwym facetem.



2008.07.19 / Sobota / 18:53 - By nie zmarnować życia

Sobota wyglądała tak: Wstałem rano o 4:30, tuż po przebudzeniu napisałem maila, zjadłem śniadanie, umyłem się, wyszedłem z domu, wsiadłem na rower, na początku lekko trzęsąc się z zimna a później zalany promieniami wschodzącego słońca dojechałem do centrum Warszawy gdzie znalazłem szklankę wina stojącą na chodniku, wino więc wylałem a szklankę zabrałem ze sobą bo to pożądny kawałek szkła był, przyda się może w domu moim albo siostry, chwilę później trafiłem do pracy gdzie akurat zastałem nic nie robiących, z powodu awarii, pracownikówi, która to awaria minęła akurat 10 minut przed rozpoczęciem mojego dyżuru, bym mógł przez następne 7 godzin pisać smsy maści wszelakiej, od gorszących po piękne, o miłości, w trakcie pracy napisałem jednego smsa prywatnego co jest zabronione, po wyjściu z firmy i ponownym przyklejeniu dupska (a właściwie zgrabnego, męskiego tyłeczka) do siodełka roweru napisałem i wysłałem drugiego maila telefonem by godzinę później trafić w największą ulewę jakiej doświadczyłem w tym roku, było oczywiście niezwykle przyjemnie, pływałem we własnych butach, a to, że telefon w mojej kieszeni jeszcze działał po wlaniu do niego całej tej wody to cud, na szczęście po wejściu do domu mama podała mi pomocną dłoń a konkretnie ręcznik, dziesięć minut później, po osuszeniu się zjadłem dobre kotlety z bardzo niedobrymi, młodymi ziemniakami (nigdy takich nie lubiłem) i ogórkiem, a ponieważ nie najadłem się za bardzo to zabrałem się za pałaszowanie dwóch a może trzech pączków z mlekiem i taki przepełniony mlekiem zasiadłem do komputera gdzie rutynowo, słuchając muzyki, dodaję kolejny wpis na PhotoBloga i sprawdzam kilka innych serwisów, szukam tej najważniejszej osoby na gg, która także jest najważniejszą osobą w moim życiu, rozmawiam o tym i owym, zazwyczaj o niczym mądrym, często doprowadzam do zdenerwowania lub po prostu potwornie nudzę, a teraz właśnie siedzę i stukam w klawiaturę ale gdzieś w tym wszystkim brakuje sensu... Trzeba to będzie uporządkować, trzeba będzie sobie wyznaczyć wytyczne... Kierunek działania... A więc... Po pierwsze - kupić za najbliższe pieniądze nowe okulary, w których będę lepiej widział a przy okazji może będą ładniejsze od tych... Po drugie - zebrać pieniądze na robienie prawa jazdy i poważnie się za to wziąść, prawdopodobnie jeszcze w tym roku... Oblać kilka razy ale w końcu zdać i mieć ten cholerny papierek uprawniający do jeżdżenia samochodem... (To, że nie mam samochodu to szczegół). Po trzecie - zacząć wreszcie powtarzać to wszystko czego uczyli w szkole ponieważ teraz mój umysł już pracuje właściwie, tak jak powinien, nie tak jak wtedy gdy byłem w szkole, gdy byłem idiotą... Po powtórzeniu, wyuczeniu się, opanowaniu materiału, zapewne z przedmiotów ścisłych, nawet jeśli to uczenie się miałoby trwać ze dwa lata albo i cztery, wybrać się wreszcie na studia... Nie mam jeszcze pojęcia jakie. Po czwarte - gdzieś w międzyczasie będę się musiał zabrać za naprawianie moich zębów, przede wszystkim mam na myśli próchnicę bo jakaś na pewno się tam pojawiła ale można też będzie o aparacie pomyśleć... O ile z moimi szczególnymi ząbkami coś można w ogóle zrobić. :) To moje cztery wytyczne... Zabieram się więc do działania. Przynajmniej coś się będzie działo... Zdrowo pierdolę? :) Kurwa, trzeba mieć amibcje. :D A ja zawsze byłem mądrym chłopakiem tylko gdzieś się zagubiłem...



2008.07.18 / Piątek / 18:27 - Centrum Sterowania Wszechświatem

Siadam i przez kolejne 8 godzin raczej się z miejsca ne ruszę bo nawet nie lubię wychodzić na przerwę... Jeszcze przez dwa miesiące będę przesiadywał na tej sali a później urlop. Z pewnością bardzo nudny, w tym roku może nawet być bolesny bo nie potrafię już czerpać radości z tych rzeczy, które cieszyły mnie choćby rok temu. :( Zmieniam się w zgorzkniałego dziada? Oj, aj... Niedobrze. :) Nieeee... Bez przesady, tak źle nie jest. Ja naprawdę czasami się jeszcze uśmiecham...



2008.07.18 / Piątek / 18:10 - Jądro ciemności

Na zdjęciu stoję przed firmą o godzinie 6:15 bo dzisiaj miałem na nietypową jak dla mnie godzinę 7:00. Całkiem fajnie tak rano wstać gdy jeszcze wszyscy śpią i jest ciemno, później jechać przez jeszcze pustą Warszawę i znaleźć się w budynku radia gdy jeszcze nie ma tam innych pracowników. Lubię tak, inaczej niż wszyscy, własnymi ścieżkami, nietypowo... Tam z tyłu za mną, gdzie są te zielone okna rozgrywa się moje nudne życie jako operatora smsowego... Tam przesiaduję na dupie całymi godzinami tracąc wzrok, pisząc niemoralne bzdury, doprowadzając swoje dłonie do bólu a kręgosłup do jeszcze większego skrzywienia... Ale w gruncie rzeczy nie jest tak źle, to naprawdę fajna firma.



2008.07.17 / Czwartek / 15:58 - Coraz mniej mnie

Moje życie tak bardzo zmieniło się przez ostatnie miesiące... Jeszcze bardziej przez ostatnie tygodnie... Czuję się tak jakbym stawał się kimś innym i to pewnie prawda. Ale może to dobrze, może zmiany idą we właściwym kierunku... Może za kilka lat gdy będę wspominał przeszłość, nie będe mógł uwierzyć, żę byłem tak beznadziejny. Pewnie tak, bo dzisiaj dziwię się jak mogłem być taki beznadziejny wiele lat temu... Przez całe życie właściwie... Człowiek uczy się żyć, dorasta, zmienia się każdego dnia... Nie wiem kim będę jutro, pewnie nadal beznadziejnym palantem tylko trochę innym. Aż w końcu na koniec życia będę wiedział tylko dwie rzeczy - wszystko spieprzyłem, wszystko poszło nie tak jak chciałem i to, że chciałbym to wszystko przeżyć jeszcze raz od nowa.



2008.07.17 / Czwartek / 15:52 - I hate myself and I want to die

Może gdybym był Żydem to życie byłoby łatwiejsze...



2008.07.16 / Środa / 15:43 - Pustka

"Generalnie jest teraz spoko, zapomniałem już dosyć sporo, zakochałem się na nowo, w brukowej gazecie i internecie, bo lubię wszystko pop kulturowe, lubię filmy zwłaszcza życiowe, romantyczne o miłości, o mojej i Twojej ułomności"



2008.07.15 / Wtorek / 15:17 - I'm still in love with You

Niestety, nie udało się. Próbowałem pokonać to draństwo, zdeptać, odepchnąć, zapomnieć, przestać w to wierzyć ale to nie jest takie łatwe... Miłość i tak dała o sobie znać, przejęła nade mną kontrolę i zacząłem robić rzeczy, których miałem nie robić. Marny ze mnie przyjaciel... Na odległość łatwo nim być ale gdy jestem blisko kobiety, którą uważam za najpiękniejszą i najmądrzejszą ze wszystkich jakie znam to nie potrafię nie kochać. Nie wiem co dalej będzie i co robić... Postanowiłem być blisko nawet jeśli nie jestem potrzebny... Lub po prostu... Być. Kolejne najpiękniejsze chwile za mną... Powiedziałem najważniejsze słowa mojego życia. W wieku 26 lat, ale dopiero teraz miałem to komu powiedzieć. Nie chcę tego mówić żadnej innej kobiecie. Ja swoją już znalazłem, nawet jeśli tak naprawdę nigdy nie będzie moja...



2008.07.13 / Niedziela / 17:11 - Siostra przyjechała

Siostra ma urlop więc nareszcie spędzi troche więcej czasu z nami, fajnie. Szkoda tylko, że ja nie mam teraz urlopu i praca zabiera mi nadal dużo czasu ale nadrobię to we wrześniu i październiku gdy się do niej wybiorę. :) W ogóle to pozdrawiam Cię siostro i witam. :* :* A teraz szybko, potrzebny mi "Star Wars" na DVD i mogę jechać tam gdzie mnie potrzebują ;P



2008.07.12 / Sobota / 22:07 - Spokój w głowie

Musiałem pojechać na ponad stukilometrową wycieczkę rowerową żeby odzyskać spokój i udało się, ale wcale nie dzięki rowerowi i przejechanym kilometrom tylko dzięki krótkiemu, prostemu mailowi, którego odebrałem w Konstancinie-Jeziornej. Przeczytałem go i wszystko było już w porządku... Właściwie to byłem zajebiście szczęśliwy. :) Dziękuję.



2008.07.12 / Sobota / 06:39 - I was blind but now I see

Kolejna skrócona nocka, ponownie wróciłem do domu wcześniej, tym razem zostałem wypuszczony o 4:00. To chyba staje się powoli tradycją w mojej firmie ale bardzo dobrze, ja się nadal cieszę. Do pracy jechałem początkowo w deszcz i burzę ale później wszystko się uspokoiło i na zdjęciu widać mnie już suchego, przejeżdżającego przed kinem Muranów, gdzie "Szaruś" nadal zerka z plakatu, stojący w tej swojej idiotycznej bollywoodzkiej pozie. Humor raz mi wraca, raz jestem przygnębiony. Najważniejsze jest teraz dla mnie to, żeby przynajmniej udało mi się odzyskać Olę jako przyjaciółkę. Czasami trudniej jest walczyć o przyjaźń niż o miłość. Miłość to szaleństwo, chemiczna reakcja, żart Boga a może sprawka szatana, fałszywe poczucie spełniającego się przeznaczenia, podstęp zapewniający gatunkowi ludzkiemu przetrwanie... A przyjaźń jest taka normalna, taka zwykła i prosta, może nawet mająca większą wartość od miłości. Po co tak gonic za tą całą miłosną ułudą. Ja już nie gonię, już się opamiętałem. Teraz chcę normalności i chcę żeby osoba, którą cholernie lubię nie znikała z mojego życia. W tym bełkotliwym wywodzie nie chodzi mi o to, że miłość jest zła. Jest czymś pięknym ale nie można jej szukać tam gdzie jej nie ma, nie można jej sobie wymyślać i samemu ją stwarzać a wydaje mi się, że ja właśnie tak zrobiłem. Muszę przyznać - byłem ślepy. Nie widziałem tego co było naprawdę tylko to co chciałem widzieć. Postępowałem źle, za dużo myślałem o sobie, byłem fałszywy... Za łatwo zrezygnowałem i ogólnie zachowywałem się jak dzieciak a podobno mam 26 lat. Od dziś postanawiam - więcej normalności. Bez szaleństw, bez zbędnych emocji... Mniej myśleć o sobie... Więcej dawać niż brać... No i nie być nudziarzem do cholery a to co się tutaj wyprawia naprawdę staje się nudne. Koniec głupot. No, a tak w ogóle to dzisiaj mam wolne. Great. Nareszcie.



2008.07.11 / Piątek / 16:50 - Surrender

Nie mam już siły zmagać się z tym co było a czego nigdy nie będzie... Kończę pewien etap w życiu i spojrzę teraz w nieznaną przyszłość wypatrując nowej nadziei.



2008.07.11 / Piątek / 11:05 - The road to God knows where

Miało być już dobrze a nie do końca jest... Pewna mądra osoba, którą właśnie pragnę pozdrowić, napisała mi: "Jeśli to była prawdziwa miłość to nie zapomniałeś i nie przestałeś kochać, a tylko bronisz się przed uczuciami. Jeśli natomiast naprawdę przestałeś kochać z dnia na dzień to uwierz mi, to nie była miłość". Skłaniałbym się raczej ku tej pierwszej opcji... Jest dla mnie wygodniejsza, stawia mnie w lepszym świetle, sprawia, że jestem ofiarą... A jeśli się mylę i prawdziwa jest druga opcja? Ale dość tego... Miałem się zająć moim codziennym życiem zamiast udręczaniem się i roztrząsaniem tego co było. Dzisiaj ponownie wyszedłem z pracy wcześniej, tym razem o 3:00. Fajnie, ale może teraz, w piątek zostanę wreszcie do 7:00 bo trochę pieniędzy trzeba zarobić, choćby po to żeby kupić sobie trochę ubrań. Teraz najbardziej czekam na mój urlop, który będę mial od połowy września. Gdy tylko wiatr zacznie wiać w kierunku Puław to wybiorę się tam rowerem, uwielbiam ten dzień gdy jadę rowerem do Puław. 8 lub 9 godzin poświęcone na rozmyślanie nad własnym życiem. :) Super. Chętnie już teraz bym tam pojechał ale... Taką spontaniczną akcję wykręciłem rok temu, kiedy zamiast do pracy dojechałem rowerem do Puław. Fajnie jest tak nagle od wszystkiego uciec, zrobić coś nieprzewidywalnego, znaleźć się w jakimś innym miejscu i zostawić wszystko w tyle... Fajnie, ale może za często w życiu uciekałem. Same banały tu piszę, czas więc zakończyć na dziś. Na zdjęciu Most Poniatowskiego w tle, ostatnio bardzo lubię tą okolicę. Pierwsza płyta Post Regiment - nic tak nie pomaga gdy jest się w ciężkim stanie psychicznym.



2008.07.10 / Czwartek / 16:15 - Książka, do której mam sentyment

Przeczytałem. Właśnie skończyłem kolejną książkę Palahniuka - "Udław się". Polecam wszystkim, których nie zrażą pewne niemal pornograficzne elementy. To jedna z najlepszych książek jakie czytałem jeśli nie najlepsza, z tym, że ja na razie naprawdę niewiele czasu poświęcałem na czytanie. Dopiero się w tej dziedzinie rozkręcam... Kiedyś wolałem obejrzeć dobry film a czytanie uważałem za stratę czasu, teraz jest odwrotnie, wolę tracić ten swój czas, którego dla siebie mam niewiele, na czytanie właśnie... Może to dlatego, że ostatnio nie powstają już żadne dobre filmy. Ta książka jednak znaczy dla mnie coś więcej, jest też pamiątką, bo poleciła mi ją Ola (świetny gust) i kupiłem ją w dniu naszego pierwszego, krótkiego i nieco chaotycznego spotkania. Ach, jakiż ja jestem sentymentalny... ;) Na cóż, czas znowu wyjść z domu do pracy. Nie liczę na wcześniejsze wypuszczenie tak jak wczoraj, ale nie szkodzi, trochę pieniędzy muszę przecież zarobić... W ogóle ostatnio w pracy rozumiem każdego klienta, każdego niekochanego człowieka szukającego bliskości... Przytulam ich wszystkich słowami lub za przeproszeniem robię im laskę, czy co tam sobie wymarzą. :D Skoro tego potrzebują? Ludzie to pokręcony gatunek ;) Choć kiedyś klient, a człowiek to były dla mnie dwa różne pojęcia. :) W tym też książka Palahniuka mi pomogła, lepiej rozumiem świrów, jestem w stanie ich zaakceptować. Ba, może sam też nim jestem. A teraz wiadomośc dla tych, którzy wiedzą o co chodzi. Spójżcie na moje paznokcie na zdjęciu... Są krótkie. :) To moje dzieło! ;P Jestem z siebie dumny.



2008.07.10 / Czwartek / 05:15 - Koniec miłości

Koniec miłości - tak zatytułowałem maila, którego napisałem do Oli dzisiaj w nocy gdy wracałem rowerem do domu. Bo to prawda... Miłość jakoś we mnie wygasła, choć gdy się rozpoczęła to pisałem na PhotoBlogu, że tak szybko się nie skończy. Ale najwyraźniej nie potrafię kochać kogoś kto mnie nie kocha. Prosty mechanizm, nie wiem czy dobry... Pewnie tak. Kiedy zrozumiałem, że już nie kocham? Gdy porozmawiałem z Olą przez telefon... To była taka zwykła rozmowa o niczym, taka jakie przeprowadzałem wcześniej z tą różnicą, że teraz wiedziałem, że dziewczyna po drugiej stronie jednak mnie nie kocha. Niby było tak samo a jednak już zupełnie inaczej. To sprawiło, że wszystko co przedwczoraj i wczoraj czułem, całe to przygnębienie i smutek nagle znikły, tak jak znikło uczucie we mnie. Bez niego jest lepiej, gdyby się nie skończyło to cierpiałbym niepotrzebnie. Miłość nieodwzajemniona nie daje radości, przynosi jedynie cierpienie. Zacząłem sobie zadawać pytanie na ile naprawdę kochałem a na ile moja miłość była spowodowana pragnieniem tego żeby nie być samotnym... A może żeby być normalnym. Wtedy jednak przypominam sobie co czułem patrząc na Olę albo co napisałem siostrze zaraz po krótkim spotkaniu z Olą w Warszawie -napisałem "Kocham tę dziewczynę". To jednak była prawdziwa miłość. Ktoś może na to powiedzieć, że prawdziwa miłość nigdy się nie kończy... W drodze do pracy widok zakochanych par, kobiet i mężczyzn trzymających się za ręce, przytulających się był dla mnie bardzo bolesny... Słuchałem w odtwarzaczu przygnębiającej muzyki, dołowałem się i ogólnie było mi bardzo ciężko ale teraz to wszystko minęło... Znowu mogę się uśmiechać. :) Olę bardzo lubię, szanuję ale jest już tylko moją przyjaciółką, koleżanką, znajomą... Przyjaciółką, która kiedyś była kimś więcej. Czas więc zakończyć to marudzenie o uczuciach bo robi się z tego PhotoBloga romansidło, ewentualnie melodramat. :) A przecież moje życie teraz jest o wiele prostsze - praca, spanie, praca, spanie, praca, czas wolny, spanie, praca, zakupy, spanie, praca... Właśnie... Bardzo fajnie, że dzisiaj wyszedłem z firmy 5 godzin wcześniej. Dzięki temu po przyjściu do domu mogłem zrobić kolejny wpis na PhotoBloga, będę mógł dokończyć czytanie książki... Później pódję spać i znowu pojadę do pracy. Może w międzyczasie wydarzy się ponownie w moim życiu coś miłego co ponownie postawi wszystko na głowie. Byłoby fajnie. :) Pozdrawiam wszystich czytających moje słowa. Nie wiem kim jesteście ale na mojego PhotoBloga wchodzi regularnie jakieś 50 osób... A może zawsze jest to ktoś inny, ktoś przypadkowy? Życzę Wam szczęścia w życiu... Głównie w miłości bo to chyba ona jest najważniejsza. Tobie Olu też życzę żeby Ci się wszystko w życiu i w miłości udawało. Siostro... Tobie też. :)



2008.07.09 / Środa / 13:15 - Moja najlepsza przyjaciółka Ola

Musiałem się obudzić w nowej rzeczywistości bo od dzisiaj, od 9 lipca wszystko jest już inne... Choćby taki drobiazg jak standardowa, zimna tapeta na ekranie mojego telefonu, która zajęła miejsce zdjęcie kogos dla mnie szczególnego... Powoli będę musiał się przyzwyczaić do tego, że znowu jest tak jak dawniej choć nie do końca. Teraz mam przecież bliską przyjaciółkę - Olę, do której zawsze mogę napisać, zadzwonić... Może nawet mogę liczyć na to, że zostanę po przyjacielsku przytulony gdy będzie mi bardzo źle. Ja też chcę być dobrym przyjacielem, akurat w tej roli może spiszę się lepiej... Pogoda dopasowała się do mojego nastroju, jest pochmurno, deszczowo... Jeszcze tylko do tego wystarczy puścić jakąś depresyjną muzykę w stylu Beth Gibbons lub choćby Nicka Cave'a i będzie mnie cudownie serce bolało, będę czuł wspaniały ścisk żołądka i gorzki smak w gardle... I z tym wszystkim muszę na razie jakoś żyć, może z czasem mi to minie... Idę się przekonać jaki smak będzie miało dzisiejsze śniadanie...



2008.07.09 / Środa / 01:27 - Bo do tanga trzeba dwojga

18 dni minęło od 20 czerwca do 9 lipca. 20 czerwca był najlepszym dniem w moim życiu, 9 lipca był najgorszym. Obydwa te dni były jakie były za sprawą jednej osoby - Oli. Dowiedziałem się tego czego nigdy nie chciałem się dowiedzieć ale cóż... Do miłości nie można się zmuszać. Ja się zakochałem, Ola nie. Bardzo proste. Znowu jestem człowiekiem nie mającym przed sobą przyszłości... Nie mam się dla kogo starać, robić prawa jazdy, iść na studia, próbować być lepszym każdego dnia, próbować się zmieniać w normalnego faceta... Zostałem sam choć w praktyce niewiele się zmieniło. Wszystko tak naprawdę rozgrywało się w mojej głowie, to nie działo się naprawdę, zbyt daleko wybiegałem w przyszłość i byłem zbyt wielkim optymistą a życie bywa brutalne... Czuję się tak fatalnie jak jeszcze nigdy się nie czułem, nie wiem czy gdy się dzisiaj obudzę to będzie lepiej czy gorzej. Skąd wezmę siłę do tego żeby pracować? Nie wiem nawet czy śniadanie będzie mi smakować... Mimo wszystko dziękuję Oli za to, że zrobiła dla mnie to wszystko, za każde miłe słowo, za każdą chwilę mi poświęconą, a przede wszystkim za szczerość. Nadal uważam ją za niezwykle mądrą, dobrą, kochaną dziewczynę, która w przyszłości będzie wspaniałą kobietą. Zazdroszczę facetowi, który będzie miał okazję iść z nią przez życie. Ja jestem zbyt delikatny, zbyt cichy, nieśmiały... Pierdołowaty po prostu. Za mało we mnie macho i może właśnie dlatego to się nie mogło udać... Nie wiem. Wiem jednak, że chciałbym aby kochano mnie i doceniano właśnie za to jaki jestem, żebym nie musiał się zmieniać w kogoś innego, żebym nie musiał grać. Beth Gibbons z Portishead śpiewa w jednej z najpiękniejszych piosenek bardzo kobiecy tekst... "Give me a reason to love you, give me a reason to be a woman...". Najwyraźniej ja nie dałem Oli powodu do tego żeby mnie kochała choć swoją szansę dostałem... A może istnieje tylko miłość od pierwszego wejrzenia? Patrzysz na kogoś i wiesz w jednej chwili, że to będzie najważniejsza osoba w Twoim życiu... Kiedyś tak myślałem, ale teraz zakochałem się jednak w inny sposób. 3 piękne miesiące... Tyle to trwało... Co to w ogóle było? Właściwie chyba tylko moje przekonanie i wmawianie sobie tego, że ktoś mnie kocha. Tak naprawdę tylko koleżeńska znajomość, może trochę bardziej niż koleżeńska ale do jakiegokolwiek związku było jeszcze bardzo daleko. Nie mam żadnych pretensji ani niczego do zarzucenia, wszystko jest dla mnie zrozumiałe i jasne, tylko szkoda, że jestem taki jaki jestem... Chciałbym być inny. Źle, że teraz zupełnie straciłem to co niedawno zyskałem - pewność siebie. Mogę zamknąć się w sobie i nie chcieć już niczego... Samotne życie jest puste i pozbawione sensu. Niby jest to wolność ale za taką wolność to ja dziękuję... Nikomu nie życzę samotności ale na razie sam się w nią zanurzę, może wciągnie mnie na dno a może znajdzie się jeszcze ktoś kto poda mi rękę i wyciągnie na powierzchnię, żeby znowu było pięknie... Patrzę na samą górę mojego PhotoBloga i tam widze teraz cytat Kieślowskiego "Ważne, żeby iść...". I chyba to właśnie zrobię. To co było już nie wróci, dobrze, że to przeżyłem ale trzeba ruszać dalej... Zostaną pamiątki, te realne, jak kubek, rozmowy zapisane na dysku, zdjęcia czy choćby wpisy na PhotoBlogu... I te noszone tylko w sercu, wspomnienia, niespełnione pragnienia, marzenia... Trzeba żyć dalej. Nie bójcie się o mnie, znajdę w sobie siłę żeby iść...



2008.07.08 / Wtorek / 14:26 - Dramat

To właśnie jest mój dramat - staję na wadze a ona wskazuje 49,8 kg... Razem z ubraniem. Może przydaje się to na rowerze bo łatwiej mi jest wjechać pod górę ale to niewielkie pocieszenie... Może kiedyś przytyję nieco... Ostatnio przeczytałem, że Johnnny Depp też ważył w młodości mniej niż 50 kg, ale to niewielkie pocieszenie. Gdybym zaczął ćwiczyć choćby na siłowni to mogłoby to spowodować jeszcze większy spadek mojej wagi... Cholerka. No nic, nie będę się tym aż tak przejmował... Dzisiaj mam wolny dzień więc idę cieszyć się tym, że nie muszę przesiadywać w pracy. Przepraszam za kolejną porcję użalania się nad sobą... Tak raz na tydzień muszę pomarudzić. :)



2008.07.08 / Wtorek / 14:14 - Soczysty poranek

Wczoraj nie dojechałem do pracy ponieważ źle się czułem już po przebudzeniu i w drodze do pracy jednak całkiem straciłem ochotę na siedzenie w takim stanie przy smsach. Wróciłem więc do domu gdzie po kilku godzinach wydobrzałem. Obudziłem się rano około 9:00, przeprowadziłem na gg interesująca i bardzo kulturalną dyskusję na niezwykle istotne tematy z Olą... Uhm... Tak. :P Niestety Ola musiała iść do fotografa więc się wyłączyła po dwóch godzinach a ja zostałem sam ze sobą. ;) Na śniadanie zjadłem to co zawsze. Nie przekonałem się niestety do pomidora, a szkoda, bo może dzięki tym witaminkom miałbym zdrowszą cerę, nie wyskakiwałyby mi takie syfy na twarzy... Uch, ale ten pomidor jednak jest po prostu okropny, nie potrafię się zmusić do jedzenia czegoś takiego. Fuj.



2008.07.07 / Poniedziałek / 15:48 - Shame

Czy ja kiedyś w ogóle byłem normalny?... No nic... Wstałem z bólem głowy po nocy spędzonej przed komputerem choć internet zaczął działać dopiero po 2:00... Wcześniej po prostu nie chciał, czasem modem się obraża i odmawia posłuszeństwa... Spać poszedłem o 7:00... Wstałem o 14:00. Miałem jakieś erotyczne sny, które sprawiły, że w ogóle się nie wyspałem. Dziwne uczucie. Teraz będę sie szykował do pracy ale już jutro znowu mam wolne. Zmieniam się powoli w potwora, muszę uważać żeby coś z dawnego mnie zostało w tym nowym człowieku, w którego się przeistaczam... Dobrze, truję niesamowicie, czas już kończyć ten wpis. Chmury się zbierają, może przyjdze deszcz, zmoczy mi łeb i wtedy otrzeźwieję...



2008.07.06 / Niedziela / 19:48 - It's hard to be a man'

Oto jaki śliczny kubeczek dostałem od Oli. :) Dzisiejszy dzień mija mi na zastanawianiu się nad tym czy jestem odpowiednio męski i wnioski są zastanawiające, dowiaduję się o sobie nowych rzeczy, poznaje lepiej samego siebie. :) Godzinę temu wpadli do mnie koledzy co nie zdarza się zbyt często, niełatwo do mnie dojechać, mieszkam daleko od cywilizacji. ;D Dzisiaj pierwszy raz w życiu siadłem za kierownicą samochodu z zamiarem zapalenia silnika i udało mi się to już za pierwszym razem, nie rozumiem co w tym trudnego - przekręca się kluczyk i już. Nabrałem chęci na zrobienie prawa jazdy, może odłożę trochę grosza na ten cel. Zobaczymy, zobaczymy... W ogólę to chciałbym się znaleźć w Dęblinie bo tutaj jakoś nic mnie nie bawi...



2008.07.06 / Niedziela / 04:36 - Powrót

Ola szczęśliwie wróciła z Włoch a ponieważ zawitała na 5 minutek do Warszawy to nie mogłem postąpić inaczej - byłem na miejscu, przed Salą Kongresową właśnie po to by te 5 minut spędzić razem z moją ukochaną kobietą (aktualnie pięknie opaloną). ;D Było wspaniale... Nawet pierwszy raz w życiu kupiłem różę, mam nadzieję, że zostało to docenione. ;) Dostałem od Oli piękny kubek zakupiony we Włoszech - już stoi na półce gdzie pełni rolę artefaktu. :) Dziękuję, dziękuję, dziękuję. :* :* :* Na zdjęciu mam koszulkę głupio zawiniętą przez torbę, proszę nie zwracać na to uwagi ;) Nie zauważyłem tego... Nieważne. Dzięki temu uroczemu spotkaniu pierwszy raz w historii mojej pracy się spóźniłem. :) Nie szkodzi, to tylko godzina i dziesięć minut spóźnienia... Warto było. To były bardzo przyjemne chwile, miło będę to wspominał i oczywiście już myślę o kolejnym wyjeździe do Dęblina... Przed końcem wakacji powinno się udać. :) Każda chwila spędzona z Olą jest bezcenna, ach... :) :* Siostro, a Ciebie jeszcze raz pytam - co to się ze mną porobiło? ;) Kto by przypuszczał, że będę się tak zachowywał...



2008.07.05 / Sobota / 09:08 - Zmasowany atak na operatora

W pracy miał być luz, miałem czytać sobie książkę a tymczasem było okropnie - strasznie dużo pisania, mnóstwo klientów dobijających się do naszych smsowych bramek, ból palców u rąk... Ech. Wystarczy sobie wyobrazić - zaczynam o 20:00 a pierwsza chwila kiedy mogę w ogóle zdjąć dłonie z klawiatury ma miejsce o 3:15 w nocy... I jest to dosłownie tylko chwila. Później o 5:00 awaria i wynikające z niej komplikacje ale do 7:00 jakoś dotrwałem. Teraz będę spał tylko cztery godziny jednak bywa tak, że po czterech godzinach snu jestem bardziej wypoczęty niż po dziesięciu dlatego już na to nie narzekam. Pogada cały czas deszczowa ale wczoraj miałem szczęście, deszcz mnie omijał. Na telefonie wyświetlił mi się napis związany z dzisiejszym dniem - Powrót Oli. Pozdrawiam Cię Olu jeśli już wróciłaś i czytasz ten wpis na PB. :) Pozdrawiam wszystkich... I idę spać.



2008.07.04 / Piątek / 16:48 - I am a grinderman

Skoro miałem wolne popołudnie i wieczór to postanowiłem przejechać się na rowerze po lesie, a w tym nowym ubraniu jeździ się naprawdę świetnie. :) Kiedyś tłukłem się po ścieżkach leśnych strasznym gratem ale od dwóch lat mam ten rower, który bardzo lubię i który wart był każdej zainwestowanej w niego złotówki (jeszcze trochę będę musiał zainwestować). Na zdjęciu w tle widać największą wydmę w całej okolicy, z której oczywiście sobie zjechałem by następnie zawieźć swój chudy i lekki tyłek na cmentarz w Palmirach - to jest miejsce, które mnie uspokaja, które pozytywnie wpływa na stan mojego ducha... Mogę tam siedzieć godzinami ale niestety tylko wtedy gdy nikogo poza mną nie ma a wczoraj siedziała tam jakaś zakochana para... Po minucie zawróciłem więc do domu. ;( Teraz jest środek nocy, mama śpi, tata śpi, siostra gra na komputerze a ja idę zjeść płatki z mlekiem. Spać pójdę dopiero nad ranem, może nawet około 8:00... O, Ola już wtedy będzie powoli opuszczać Włochy... No ale dobrze, ciągle tylko Ola i Ola... ;) Nudny jestem, prawda? ;P Ola powinna teraz zajmować 31% mojej uwagi, sama wie dlaczego :) Mi się jednak wydaje, że zajmuje jakieś 90%... Jestem za dobry ;P Albo zbyt przejęty tym całym moim życiem uczuciowym... Ewentualnie po prostu zbyt zakochany. ;D



2008.07.04 / Piątek / 01:25 - Nie ma to jak rower

Skoro miałem wolne popołudnie i wieczór to postanowiłem przejechać się na rowerze po lesie, a w tym nowym ubraniu jeździ się naprawdę świetnie. :) Kiedyś tłukłem się po ścieżkach leśnych strasznym gratem ale od dwóch lat mam ten rower, który bardzo lubię i który wart był każdej zainwestowanej w niego złotówki (jeszcze trochę będę musiał zainwestować). Na zdjęciu w tle widać największą wydmę w całej okolicy, z której oczywiście sobie zjechałem by następnie zawieźć swój chudy i lekki tyłek na cmentarz w Palmirach - to jest miejsce, które mnie uspokaja, które pozytywnie wpływa na stan mojego ducha... Mogę tam siedzieć godzinami ale niestety tylko wtedy gdy nikogo poza mną nie ma a wczoraj siedziała tam jakaś zakochana para... Po minucie zawróciłem więc do domu. ;( Teraz jest środek nocy, mama śpi, tata śpi, siostra gra na komputerze a ja idę zjeść płatki z mlekiem. Spać pójdę dopiero nad ranem, może nawet około 8:00... O, Ola już wtedy będzie powoli opuszczać Włochy... No ale dobrze, ciągle tylko Ola i Ola... ;) Nudny jestem, prawda? ;P Ola powinna teraz zajmować 31% mojej uwagi, sama wie dlaczego :) Mi się jednak wydaje, że zajmuje jakieś 90%... Jestem za dobry ;P Albo zbyt przejęty tym całym moim życiem uczuciowym... Ewentualnie po prostu zbyt zakochany. ;D



2008.07.03 / Czwartek / 17:25 - Rondo ONZ

O godzinie 14:00 wyszedłem z pracy a ponieważ znudziło mi się wracanie do domu ciągle tą samą trasą to tym razem pojechałem przez Wolę. Dzień był gorący, słoneczny... Jechało się bardzo przyjemnie, a podróż jak zwykle umilała mi Ola wysyłając smsy, za każdego płacąc aż złotówkę... Dzięki Olu :) Klienci co prawda płacą za smsy wysyłane do mnie jeszcze więcej jednak z Tobą jestem szczery a z nimi nie. :) (Ale ten temat, o którym rozmawiliśmy naprawdę skończmy ;P. I przypadkiem nie nawiązuj do tego w komentarzach... ;o Aaaaaa!). Dobrze, a wracając do normalności... Jutro do pracki idę na 20:00 i przez cały przyszły tydzień będę miał właśnie takie dyżury. Siostro, włączaj się aktywnie w komentowanie mojego bloga. Co dzień to jeden komentarz. ;D Pozdrawiam. Niech Ci praca lekką będzie.



2008.07.03 / Czwartek / 17:16 - Setne zdjęcie na moim blogu

To jest setna fotka dodatana do mojego PhotoBloga, teraz czekam na tysięczną. :) Dzisiejszy dzień jest bardzo przyjemny, przede wszystkim dlatego, że w pracy siedziałem tylko 3 godziny więc wieczór i cała noc pozostają do mojej dyspozycji. W pracy wszystko dobrze, ruch nadal prawie zerowy ale najważniejsze, że nie policzyli mi mojej średniej, której nie udało mi się w czerwcu wyrobić, co oznacza, że jednak nie zabiorą mi 300 złotych. Świetnie. :P W pracy głównie zjamowałem się czytaniem książki Palahniuka. Do pracy ponownie wybrałem się ścieżką nad Wisłą ale tym razem pojechałem też przez Solec gdzie byłem pierwszy raz. Interesująca okolica, muszę ją nieco lepiej poznać. Ale na zdjęciu widać napis "Gdzie jest Ola". :) Od razu uprzedzam, że to nie ja go zrobiłem, nie jestem tak szalony żeby robić wielki napis na podstawie mostu Grota-Roweckiego :) Ktoś był poważnie zakochany bo na drugim moście, chyba Gdańskim widać kolejne wielkie napisy z imieniem Ola. A gdzie jest (moja) Ola? Teraz jeszcze we Włoszech ale jutro rano wyruszy w drogę powrotną i w sobotę będzie już w Polsce. Faaaajnie. :))



2008.07.02 / Środa / 23:21 - Na miejscu

Pół godziny przed rozpoczęciem dyżuru znalazłem się na miejscu - przed budynkiem Radia Zet i kilku innych wrednych firm. Zazwyczaj przyjeżdżam tutaj wieczorem a wtedy jest tutaj pusto, zupełnie inaczej niż przed południem, gdy wszędzie wokół kręcą się ludzie, przed budynkiem stoją zaparkowane motocykle, rowery, cała masa samochodów... Wolę jednak cichą i spokojną noc i na szczęście niedługo znowu zacznę chodzić na późniejsze godziny do pracy. Dyżur był fajny choć trochę dziwny, nawiedzały nas awarie, przez pół godziny siedziałem nic nie robiąc, żałowałem, że nie zabrałem ze soba książki by wreszcie poważnie zabrać się za jej czytanie. W ogóle ostatnio w tej firmie praca często polega na czekaniu aż pojawi się wygaszacz ekranu i wykonywaniu ruchu myszką, żeby go wyłączyć. Fajnie, tylko szkoda, że jednak zawsze w końcu jacyś zbłąkani klienci się znajdą by nas zadręczać. O 20:00 wyszedłem z firmy, wracając do domu popisałem z Olą smsy (po tym co wypisywałem już na pewno uważa mnie za zboczka ;)), było milutko i humor mi się bardzo poprawił pomimo tego, że po pracy bolała mnie głowa. Olu, Ty zachowuj to co ja piszę tylko dla Siebie, proszę Cię o to ;D Głowa nadal boli więc idę spać... Boli bo nie mialem jedzenia w pracy ponieważ niechcący kanapki zostawiłem w lodówce... No cóż... Jutro już na pewno je wezmę. :)



2008.07.02 / Środa / 23:05 - Do pracy wzdłuż Wisły

Pierwszy dzień pracy po ponad tygodniowej przerwie i wrażenia całkiem miłe bo pogoda ładna, ruch niewielki i średnia nie taka zła. Tym razem do pracy wybrałem się ścieżką rowerową biegnącą wzdłuż Wisły - fajne miejsce bo to niby centrum Warszawy a panuje tam taki spokój, atmosfera jakby się było na wakacjach. Most, który widać na zdjęciu, a którego nazwy w tej chwili nie pamiętam ładnie prezentuje się tylko na filmach, w rzeczywistości jest to zwykła kupa betonu, nawet nie pomalowana. Dobrze przynajmniej, że jest na nim ścieżka rowerowa. Szkoda, że nie mogę codziennie właśnie tędy jeździć do pracy. Nie opłaca mi się to bo w ten sposób niepotrzebnie robię kilka kilometrów więcej ale gdy dysponuję nadmiarem czasu to zawsze mogę się skierować w stronę Wisłostrady. Jutro chyba też tamtędy pojadę...



2008.07.01 / Wtorek / 16:48 - Koniec laby

Niestety, do końca mojego wolnego czasu zostało już tylko kilka godzin... Około północy pójdę spać a gdy się obudzę to już będę musiał skupić się na pracy. Ech. Nie szkodzi, fajny był ten krótki pseudo-urlop. Dzisiaj byłem w Warszawie po odbiór towarów ze sklepu internetowego (tak, tego ulubionego) skąd przywiozłem choćby to co widać na zdjęciu - grę Jenga. :) Naprawde bardzo przyjemna zabawa, polecam wszystkim. :) Można nawet grać samemu ale zawsze lepiej jednak kogoś mieć do towarzystwa (to się odnosi do całego życia, nie tylko do tej gry). Zaopatrzyłem się też w Scrabble (również bardzo fajne) a nawet kostkę rubika, której chyba jednak nigdy nie będę potrafił ułożyć. Teraz gdy z powodu burzy, wiatru lub awarii wysiądzie prąd i nie będę mógł siedzieć przy komputerze to i tak nie będę się nudził - pogram sobie z siostrą w jedną z wymienionych gier... Choć właściwie większość czasu i tak spędzam w pracy. Owca do mnie nawet dzisiaj napisała z czego się bardzo ucieszyłem bo wyjaśniła pewne ważne dla mnie sprawy... Ale to nie miejsce na pisanie o tym. ;) W każdym razie... Całusek Olu :* Siostra chyba się nie odezwie w moich komentarzach... Ech. ;( Siostro, siostro... No wstaw choć uśmiechniętą buźkę. :) Niech komentarze do mojego PB staną się miejscem Twojego publicznego wypowiadania się na róźne tematy, przynajmniej te związane z moim życiem. :) Dobrze, nie truję już tylko powoli kończę pisanie, urlop, siedzenie w necie, wycieczki rowerowe i lenistwo. Wracam do mojej ukochanej firmy (bleeeeee).



2008.07.01 / Wtorek / 16:23 - My intentions are good

Jest środek nocy a ja tkwię przy komputerze i wklejam kolejne zdjęcie na PhotoBloga. To zostało zrobione podczas mojego wczorajszego pobytu w Warszawie. Pojechałem do firmy gdzie spędziłem z kolegą sporo czasu, później przeszliśmy się do jego mieszkania, obejrzałem sobie jego laptopa... Taki spokojny, luźny dzień... Całkiem fajnie było i nawet deszcz nie padał, burza nie siała destrukcji... Pssst. O uczuciach już tutaj nie piszę bo nie należy się tak publicznie uzewnętrzniać. ;) Tak przynajmniej siostra mi doradziła więc Jej posłucham. Ale skoro nie o uczuciach to o czym? Hmm... Siostro, siostro, dopisz mi komentarz jakiś od Siebie. Wpisujesz imię, dodajesz komentarz i jest fajnie. :) No chociaż uśmiechniętą buźkę wyślij. :) Dzisiaj ostatni dzień mojego odpoczynku, jutro wracam do płatnego niewolnictwa. Jest taki utwór Dezertera - Wszystko dla was: "...Mamy ciepłe posady, byście dla nas pracowali, damy wam pieniądze i już jesteście z nami...". Nie sądziłem, że akurat to zdanie będzie mnie kiedyś dotyczyło. Moja praca naprawdę mnie wkurza, wolałbym zajmować się czymś bardziej moralnym... Ech, zostanę tam jeszcze przez jakiś... Rok. Idę spać... Wcześniej poczytam.