2008.09.30 / wtorek / 20:41 - Because music matters

Rano zjawili się u siostry w mieszkaniu panowie, którzy założyli sieć kablową i już jutro, po wizycie informatyka powinno wszystko działać z zawrotną prędkością. Po zainstalowaniu kabla siostra poszła do pracy, ja zostałem sam, jak zwykle, więc dla rozrywki poszedłem zapłacić rachunek za gaz, odkurzyłem i... Tyle. Wczoraj wieczorem zalałem niechcący łazienkę wodą z wanny ponieważ coś jest nie tak z odpływem ale kiedyś podobno siostra ma się tą łazienką zająć i możliwe, że za remont zapłacę właśnie ja. W tej chwili trwa mała kłótnia o to na co powinienem wydawać pieniądze, że podobno kupuję za dużo płyt i oczywiście sam się z tym zgadzam, ale praktycznie posiadam już niemal wszystkie płyty, na których mi zależało więc teraz na pewno będę na nie wydawał zdecydowanie mniej, pozwolę sobie na góra trzy płyty miesięcznie... Dobrze, czasem tylko dwie. Na zdjęciu nie będzie tym razem mojej twarzy bo dzisiaj niekorzystnie wyglądam, zmiast tego zamieszczam zdjęcie mojego wspaniałego odtwarzacza mp3, przy którym wszystkie iPody mogą się schować. Odtwarzacz noszę przy sobie praktycznie zawsze, muzyka dodaje mi siły i energii jak nic innego na świecie... Szkoda, że minimalnie gorzej słyszę na jedno ucho... Pewnie za często słuchałem discmana w swoim czasie, w latach szkolnych. Dzisiaj dowiedziałem się jednej rzeczy - PhotoBloga nie można usunąć, nie ma takiej opcji. Ciekawe. Aha, avatara sobie stworzyłem więc teraz przy komentarzach napisanych przeze mnie pojawia się moja facjata.



2008.09.29 / poniedziałek / 18:48 - Moje skormne imieniny

Dzisiaj są moje imieniny, których zwyczajowo nie obchodzę, ale wspomnieć o nich na photoblogu mogę. Właściwie lubię swoje imię, jestem za nie wdzięczny mamie (tata chciał mi nadać imię Orestes) i cieszę się gdy w pracy klientki zazwyczaj wybierają do rozmowy właśnie faceta i imieniu Michał gdy stworzy im się możliwość owego wyboru. Jeśli wierzyć w to, że imię ma jakikolwiek wpływ na charakter człowieka to Michały zazwyczaj myślą głównie o sobie ale kto by wierzył w takie durnoty. Dzisiaj od rana świeciło słońce więc wyszedłem sobie na dwór by pokręcić się trochę po tym w miarę ładnym mieście, odwiedziłem bankomat by stwierdzić, że mam na koncie 5 złotych, później poszedłem do nędznego puławskiego Empiku gdzie przekonałem się, że ostatnio wydanej książki Palahniuka po prostu nie ma choć w Warszawie jest dostępna już od dnia premiery, a następnie udałem tam gdzie widać mnie na zdjęciu, czyli pod kościół "na górce" ponieważ uznałem, że właśnie to jest odpowiednie miejsce na czytanie książki. Na górce jak to na górce, wiał silny wiatr więc miejsce jednak było takie sobie, ale książka cholernie dobra ("Nocny patrol"). O 15:15 poszedłem po siostrę do jej pracy i właśnie wtedy zaczął padać deszcz. To chyba koniec ładnej pogody podczas tegorocznego urlopu, teraz będzie już tylko zimno i deszczowo. W piątek stąd wyjeżdżamy razem z siostrą bo w niedzielę siostra musi się udać do Empiku w Warszawie gdzie pojawi się jej dawny a może i obecny idol - Garou. Rozumiem, że ja będę zmuszony się tam udać, na przykład po to by pełnić rolę fotografa. Nie ma sprawy, nie będę protestował.



2008.09.28 / niedziela / 23:40 - Koniec abstynencji?

To co się dzisiaj wydarzyło trzeba koniecznie uwiecznić na photoblogu bo drugi raz może się to nie powtórzyć. Jadłem kiełbasę! Ja, Michał G., jadłem kiełbasę z grilla. Skandal. W dodatku tę kiełbasę maczałem w musztardzie oraz ketchupie i nawet kilka razy dziabnąłem pomidora oraz paprykę! Wszystko popijałem piwem a w międzyczasie sączyłem z kieliszka miód pitny! A do tej pory byłem takim wspaniałym abstynentem... Czyżby te czasy miały odejść na zawsze? Z tego co dzisiaj jadłem i piłem nic mi nie smakowało (co widać po mojej minie na zdjęciu), wszystko było jak dla mnie po prostu ochydne i całe szczęście bo gdyby alkohol mi posmakował to szybko mógłbym się stoczyć na dno po równi pochyłej... Mógłbym stosować alkohol jako środek pozwalający zapomnieć o moich, wydumanych bądź nie, problemach. Pewnie w pracy piłbym najczęściej... Kto wie, może jakość moich smsów, a co się z tym wiąże - średnia w pracy, byłaby wyższa. Muszę się wypisać z grona abstynentów na GRONIE... Zdradziłem swoje piękne zasady... Jestem złym człowiekiem... Wujki i ciotki mnie rozpiły... Amen.



2008.09.28 / niedziela / 20:58 - 5 godzin na działce

Dzisiejszy piękny dzień spędziłem razem z siostrą, ciocią oraz wujkiem na działce niedaleko Janowca gdzie było niezwykle przyjemnie. Jadłem i piłem rzeczy, których nigdy wcześniej nawet nie dotykałem a siostra miała okazję odkryć w sobie potrzebę macierzyństwa bawiąc się z czteroletnimi dziećmi sąsiadów i opiekując się nimi jak prawdziwa dobra mamusia... Wyglądali razem wspaniale i można jedynie się smucić, że sama nie posiada własnych dzieciaczków... Jeśli o mnie chodzi to dzieci chyba za mną nie przepadają a ja nie przepadam za nimi, jestem zbyt poważny... Może gdybym miał własne, które byłyby równie dziwne i spokojne jak ja to mógłbym je wielbić pod niebiosa. Za to siostra chyba minęła się z powołaniem, może powinna pracować w przedszkolu bo ma bardzo dobre podejście do dzieci... Zresztą gdy ja byłem mały to też opiekowała się mną a następnie naszą młodszą siostrą wzorowo. Dobrze, wystarczy o tych dzieciach... Ogólnie wszyscy się relaksowaliśmy, podziwialiśmy widoki, które są niezłe bo faktycznie widać Wisłę i Kazimierz Dolny... Działka była tania a jest bardzo fajnym miejscem na urządzanie sobie grilla. To był bardzo przyjemny dzień, jak na razie najprzyjemniejszy z tych, które spędziłem tutaj na tegorocznym urlopie.



2008.09.27 / sobota / 23:02 - Black & white

Skoro mam możliwość wklejania tutaj dwóch zdjęć w ciągu jednej doby to wykorzystam to i umieszczę jeszcze jedno zdjęcie zanim pójdę spać... Jutro minie połowa mojego urlopu. 50% zmartwienia, 50% radości.



2008.09.27 / sobota / 21:53 - Słoneczna sobota

Pomimo tego, że pogoda była bardzo ładna to do Kazimierza Dolnego jednak nie pojechaliśmy, może więc zawiozę się tam autobusem albo nawet rowerem sam w najbliższym tygodniu, w każdym razie na pewno jutro też tam się z siostrą nie wybiorę bo mamy inne plany - jedziemy z ciocią i wujkiem na ich działkę gdzie zrobimy sobie grilla. Pogoda ponownie powinna dopiasać. Dzisiaj pospacerowałem trochę z siostrą, posiedziałem nad Wisłą na bardzo fajnym deptaku, który powstał tutaj kilka lat temu. Wcześniej wstąpiliśmy też na cmentarz do dziadka i babci. Ogólnie było bardzo przyjemnie, taki skromny urlopik mam ale nie narzekam, właśnie tego mi było trzeba żeby tu przyjechać i zapomnieć o pracy. No i jutro wreszcie po raz pierwszy będę na tej słynnej działce cioci, z której widać cały Kazimierz Dolny.



2008.09.26 / piątek / 16:35 - Urlop on-line

Urlop spędzam głównie tak jak widać na zdjęciu, zgarbiony nad laptopem siostry. W ogóle to laptopy są bardzo fajne, przydałby mi się taki i aż żal będzie się rozstawać z tym, który zakupiliśmy siostrze. W domu mam bardzo porządny komputer (na który pracowałem cztery miesięce) ale laptop to takie milutkie urządzenie, ciche, szybko się włącza i wyłącza, można je przenieść gdzie się tylko chce a w razie odłączenia prądu nadal działa bez konieczności posiadania ciężkiego UPSa. Najbardziej jednak podoba mi się ten mały skok klawiszy w klawiaturze laptopa dzięki czemu szybciej można pisać i mniej męczyć palce. W pracy by mi się taka klawiatura przydała ale niestety moje długie paluszki są tam katowane starymi, zacinającymi się klawiaturami, które niekiedy przypominają narzędzia tortur. Pracodawcy jak zwykle nie zależy na komforcie pracownika - w wielu firmach tak jest. No, ale nie myślę o pracy, jestem mniej więcej w połowie urlopu i o robocie zacznę myśleć najwcześniej za dwa tygodnie. Rower stoi tutaj pod ścianą w pokoju siostry ale nie wybieram się nigdzie bo pogoda nadal jest przeciętna. Może pojedziemy w weekend z siostrą do Kazimierza Dolnego... Zobaczymy.



2008.09.26 / piątek / 02:11 - Bajka

Zielona - ulica w Puławach przy której w dzieciństwie mieszkała moja mama i cała familia. Galeria Zielona przy tej ulicy - miejsce mojego pierwszego w życiu spotkania z przedstawicielką płci przeciwnej (zazwyczaj pięknej), a nawet dwiema... Byłem wtedy tak wykończony całonocnym dyżurem w pracy (urozmaiconym koncertem zespołu Feel), że wszystko było mi obojętne i nawet się nie stresowałem. I teraz gdy słyszę ten badziewny Feel to od razu mi się przypomina ów szczególny w moim życiu, czerwcowy poranek... Dawno to było. W tym roku mam inne poczucie czasu niż w poprzednich latach... Styczeń, marzec, czerwiec - wydaje się, że to było wieki temu, nawet czuję się tak jakby to wszystko wydarzyło się w jakimś innym życiu. Tak, zawsze będę patrzył na Galerię Zieloną z sentymentem i bardzo miło wspominał ten dzień... Ciekawe czy kiedyś jeszcze raz się umówię na jakiekolwiek spotkanie z kolejną zapoznaną przez internet dziewczyną. Tak sobie myślę, że byłoby fajnie, mógłbym ponieść kolejną uroczą porażkę... Nieeeeee, tym razem by się udało... "I żyli długo i szczęśliwie", jak w bajce. Czas ucieka, starzeję się... Trzeba się spieszyć. Moje aktualne życie jest takie nudne, że naprawdę przydałoby się nieco urozmaicenia a nic tak nie urozmaica i nie zmienia życia jak bycie zauroczonym czy zakochanym... Już nie wyobrażam sobie lepszego sposobu na nawiązywanie nowych znajomości od rozmowy przez internet. To idealne rozwiązanie dla takich nieśmiałych ułomków jak ja... Tylko czemu szukam głównie wśród dziewczyn młodszych ode mnie o 10 lat? Może powinienem się przerzucić na starsze ode mnie kobiety? Najlepiej takie samotnie wychowujące dzieci, porzucone przez byłych facetów... No nie wiem... Młodość dodaje mi energii a dojrzałość jakoś mnie przygnębia, pewnie więc nie zmienię tego dziwnego nawyku. Najbardziej żałuję, że gdy miałem lat 15 i spotkałem tą najważniejszą dziewczynę w moim życiu to się do niej nie odezwałem. Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, po prostu od razu wiedziałem, że to ktoś szczególny, to było niesamowite, zupełnie tak jakbym ją znał od dawna... Myślałem sobie wtedy "muszę do niej podejść i powiedzieć - przepraszam, ale nie wyobrażam sobie tego, że już nigdy nie mógłbym Cię zobaczyć...". Nie zrobiłem tego ale mimo wszystko widywałem ją przez 4 lata... Ale skończyło się... W 2000 roku widziałem ją przedostatni raz w życiu, w dniu, w którym wracałem z kina, z filmu "Szósty zmysł"... Ciekawe jak zareagowałbym na nią teraz. Chyba najpiękniejsze jest to, że znikła bo przez to w moich myślach na zawsze pozostanie idealna. W 2002 roku spotkałem ją po raz ostatni. Uświadomiłem sobie wtedy, że w każdej twarzy, w każdym spojrzeniu szukam tego co widziałem w niej. Dostałem wtedy ostatnią szansę na to by się do niej odezwać ale nie zrobiłem tego, a byłem pewny, że ja także nie byłem jej obojętny. W tramwaju patrzyła się na mnie przez cały czas... Pomyślałem, że pewnie i tak nie warto niczego zaczynać, że pewnie ma już jakiegoś faceta (co pewnie było zgodne z prawdą)... Wysiadła a ja nie i tak skończyła się moja miłość. Dziś już nawet nie pamiętam jej twarzy i spojrzenia nawet jeśli bardzo staram się sobie przypomnieć jak wyglądała. Wszystkie inne zauroczenia i miłości są tylko bladym cieniem tego co przeżyłem wtedy i myślę, że to wcale nie było spowodowane tym, że byłem taki młody. Może w życiu trafia się tylko na jedną idealną drugą połówkę. Może Platon miał rację. Gdybym mógł w tamtych czasach skontaktować się z nią przez internet... To naprawdę wspaniałe narzędzie. Życzę sobie tylko aby ona nigdy nie pojawiła się na serwisie typu Nasza-Klasa, żebym nigdy jej już nie zobaczył bo niektóre sny powinny pozostać snami na zawsze. Ech, chaotyczny i dziwny jest ten wpis. Ale nie ma się co dziwić, jest późna godzina i jak zwykle zebrało mi się na pisanie bzdur. Dzisiaj większość dnia przespałem i teraz w środku nocy spać już mi się nie chce... Znajdę sobie jakieś zajęcie...



2008.09.25 / czwartek / 14:31 - Podpisanie umowy na internet

Słońce nareszcie wyszło po wielu pochmurnych dniach więc o wiele przyjemniej chodziło się po mieście, a miałem gdzie chodzić bo razem z siostrą wybraliśmy się do siedziby telewizji kablowej by siostra mogła tam podpisać umowę na internet. Za kilka dni zjawi się więc pan instalator, nastrępnie pan informatyk i wszystko powinno działać o wiele lepiej niż na modemie iPlusa. Ledwo napisałem teraz te słowa o ładnej pogodzie a już słońce zaszło... No tak, to przeze mnie będzie dzisiaj padał deszcz... Zaraz mogę się wybrać do siostry do pracy jak będę miał ochotę ale równie dobrze mogę zostać tutaj by wreszcie porządnie zabrać się za czytanie. Ciągłe siedzenie w internecie już mnie wykańcza... Dość.



2008.09.24 / środa / 19:05 - Rozleniwiam się

Wstałęm dzisiaj wcześnie rano by nie marnować dnia ale po zjedzeniu śniadania położyłem się na nowo do łóżka z zamiarem poczytania książki (bardzo dobra tak w ogóle) i niestety powieki tak mi ciążyły, że musiałem zasnąć ponownie. Obudziłem się dopiero po południu, a po godzinie 15:00 poszedłem do siostry gdy wychodziła z pracy bo to bardzo blisko. Pospacerowaliśmy trochę po parku, później poszliśmy na zakupy i dzięki temu na obiad mogłem zjeść kilka lodów... Teraz siostra gdzieś poszła z koleżanką a ja zostałem sam. Zabiorę się więc za książkę... Ende.



2008.09.23 / wtorek / 14:45 - Z łóżka na łóżko

Siostra poszła do pracy, zostawiła mnie samego więc się nudzę i wolny czas spędzam głównie przed komputerem oraz telewizorem, a na dwór nie chce mi się wychodzić z powodu naprawdę marnej pogody. Z każdą godziną nadciągają coraz ciemniejsze chmury... I pomyśleć, że miałem w tym roku przyjechać do Puław rowerem. Kręcę się więc po domu tak jak pisałem, raz leżę na łóżku w dużym pokoju, raz w małym i cały czas zamierzam sie zabrać za czytanie książek, które tutaj przywiozłem ale na razie czytanie mam tylko w planach. Zamiast tego zrobiłem sobie sto durnych zdjęć, z których jedno tutaj zamieszczam. W szkole w Finlandii doszło dzisiaj do kolejnej masakry, bo kolejny uczeń postanowił przenieść kolegów i koleżanki a także zapewne nauczycieli oraz samego siebie na tamten świat... Hmm, sam miałem ochotę zrobić coś takiego gdy chodziłem jeszcze do szkoły i całe szczęście, że w Polsce broń nie jest łatwo dostępna. Ale to było dawno temu, te lata już minęły i teraz już nikogo nie mam zamiaru mordować... Chyba. Idę czytać... W łóżku oczywiście... A może dla odmiany w fotelu.



2008.09.22 / poniedziałek / 20:03 - Żerowanie na siostrze

Już się zainstalowałem w Puławach, rozłożyłem swoje graty i objadam siostrę ze wszystkiego co ma w domu, a ponieważ miała niewiele to musieliśmy pójść do sklepu po zakupy. Na zdjęciu uchwyciłem moment, w którym siostra akurat zdejmuje z półki mój ulubiony pasztet, który już od wielu, wielu lat jem właściwie codziennie. Lepiej nie myśleć ile malutkich kurcząt musiało zginąć abym mógł się wyżywić. Ja niestety pieniądze w tym miesiącu wydałem na płyty więc siostra musi mnie utrzymywać. ;P A skoro o płytach mowa to "Abattoir Blues / The Lyre Of Orpheus" Nicka Cave'a, które dziś odebrałem z Merlina jest bardzo dobre, a tyle się naczytałem, że to słaba płyta. Lepiej nie wierzyć w recenzje muzyczne bo każdy ma swój gust, trzeba wierzyć samemu sobie... Naprawdę świetna, bardzo melodyjna, rozśpiewana płyta a właściwie dwie płyty bo to wydanie dwupłytowe. Laptop łączy się w Puławach z internetem całkiem nieźle, łapie zasięg EDGE pokazując trzy kreski z pięciu możliwych... Podobno na hotelu Izabella znajduje się nadajnik 3G ale w bloku u siostry łapię tylko EDGE... Zresztą nieważne, grunt, że jest lepiej niż u mnie w mrocznej puszczy. Gorąco tutaj w mieszkaniu bo w kaloryferach już jest nagrzane więc o marznięciu takim jak w domu nie ma mowy. Dla mnie takie środowisko jest w sam raz, lubię ciepełko. Lubię też nic nie robić i dlatego mi się tu podoba. Wracam więc do słodkiego relaksowania się...



2008.09.22 / poniedziałek / 14:05 - W drodze z Warszawy do Puław

Ho ho, mam zabawczkę, mogę stworzyć nowy wpis na PhotoBlogu jadąc z Warszawy do Puław Polskim Expressem. Właśnie jesteśmy z siostrą w miejscowości Zakręt i będziemy kierować się teraz na Lublin przez Garwolin i Ryki, by w końcu sto kilometrów dalej skręcić w prawo na Puławy. Pogoda dzisiaj nie jest zbyt przyjemna ale tutaj w autokarze jest ciepło, a nawet gorąco. W Warszawie naczekaliśmy się ponad godzinę na autokar bo jak zwykle wyjechaliśmy za wcześnie. Wstąpiłem do Merlina po kolejną płytę Nicka (podobno najgorszą) a później, równo o 13:00 wręczyłem pewnemu warszawskiemu bikerowi swoją starą kierownicę od roweru, tak po prostu, za darmo, bo taki hojny jestem ;P Tymczasem jedziemy dalej i niedługo po prawej stronie powinno pojawić się lotnisko w Góraszce. Wybieram się na ten piknik lotniczy już od wielu lat i jakoś nie mogę się wybrać. Może w przyszłym roku... W Warszawie modem złapał zabójczy zasięg internetu HDSPA, jednak tutaj na wsi już jakość połączenia spadła do klasy EDGE i wkrótce pewnie połączenie osiągnie klasę GPRS co jest totalną porażką więc kończę i czym prędzej się rozłączam.



2008.09.21 / niedziela / 21:47 - Jutro opuszczam dom

Minęła północ a ja właśnie się spakowałem i jestem gotowy do jutrzejszego wyjazdu z siostrą do Puław.

Dzisiejszy dzień minął mi głównie na siedzeniu przy komputerze, a konkretnie przy laptopie, bo tylko nim mogłem złapać zasięg internetu.

Na jakiś czas przenoszę się do miasta. Żegnaj lesie.



2008.09.21 / niedziela / 03:42 - Weselmy się

Przez cały dzień odpoczywałem od komputera i internetu a przed północą jak się dorwałem do klawiatury i myszki to dopiero teraz, po 3:30 będę szedł spać. Fajnie jest... Niedawno myślałem, że nigdy nie będę rozmawiał na gg i nigdy ponownie nie będę chciał nikogo poznawać przez internet ale powoli się otwieram a może nawet już się otworzyłem i... Po prostu fajnie jest. Na pewno jednak mam już inne podejście do wszelkich znajomości, już pewnie nie odlecę tak jak za pierwszym razem... Pierwsza poważna (czy na pewno?) znajomość w wieku 26 lat... Nie no, ja to naprawdę jestem dziwny... Troszkę to żałosne ale pozwolę sobie to olać. Dobranoc.



2008.09.20 / sobota / 02:09 - Nocne granie

Jest godzina 2:05 a ja nadal nie śpię tylko słucham The Doors. Wszyscy domownicy już zasnęli i nawet ja jestem już senny więc teraz po prostu pójdę do łóżka i pewnie zasnę dosyć szybko. Wcześniej jednak pstryknąłem jeszcze jedno zdjęcie, sam nie wiem po co... Nie mam nic do napisania ani nic do pokazania a jednak umieszczam kolejny wpis... Jak zwykle robię to dla samego siebie bo po prostu lubię raz na jakiś czas przeglądać własnego bloga... Lubię też czasami czytać mój pamiętnik sprzed 10 lat, który prowadziłem aż do obecnego roku. Pamiętnik przegrał konkurencję z PhotoBlogiem ale pod wieloma względami był lepszy... Tak sobie czasem myślę - fajnie jest mieć normalną rodzinę, w której rodzice nie są rozwiedzeni, gdy po pracy wracają do domu, gdy zawsze ma się ich pod ręką. Fajnie też mieć rodzeństwo, tak jak ja mam dwie siostry... Jestem szczęśliwy z tego powodu, że z moją rodziną wszystko jest w porządku i nie zapowiada się na to by cokolwiek miało się w przyszłości zmienić. Mnóstwo ludzi ma rozpieprzone rodziny, w których ojciec mieszka gdzieś daleko i widuje się go tylko raz na jakiś czas, albo co gorsza jest totalnym pijaczyną, który w najgorszym przypadku znęca się nad domownikami... Jak to zajebiście, że ja nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Tylko niekiedy zastanawiam się czy to tych osób nie wzmacnia, czy takie złe doświadczenia nie pomagają im łatwiej radzić sobie z problemami w życiu. Zaczęło się moje nocne pisanie bzdetów więc naprawdę idę już spać.



2008.09.19 / piątek / 23:54 - Me, myself and I

Siostra właśnie zasnęła na mojej wersalce, a ja na laptopie odtwarzam "Borata". Za każdym razem ten film podoba mi się bardziej. Cały wieczór spędziłem przy komputerze... Było dosyć przyjemnie. Fotka, Nasza-Klasa, Grono, GG... Aha, ostatnio lubię czytać od początku do końca blogi osób, których wcale nie znam.



2008.09.19 / piątek / 18:52 - When the music is over

Musiałem dzisiaj wstać o przerażająco wczesnej godzinie - 8:00. ;o Pojechałem po siostrę na Dworzec Centralny ale wcześniej wstąpiłem na pocztę po przesyłkę ze sklepu ROCKMETALSHOP.PL. ;P Przysłali zamówiony przez mnie pasek nabijany ćwiekami i koszulke "The Doors - LA Woman". Milutko. Nareszcie mam jakiś nowy pasek bo poprzedniego używałem chyba od 10 lat albo i dłużej. Przed odebraniem siostry wstąpiłem jeszcze do sklepu po płyty i teraz właśnie słucham zacnego WHEN THE MUSIC'S OVER wiadomego zespołu. Siostra już zagnieździła się u nas w domu na kilka dni, w tej chwili właśnie prowadzi burzliwą dyskusję z mamą, a u mnie nic się nie zmienia... Nadal siedzę sobie w pokoju i słucham, słucham, czytam, siedze w necie... Tak będzie do poniedziałku. Jim właśnie śpiewa (po zmianie płyty) "Hello, I love You, won't yot tell me your name?"...



2008.09.18 / czwartek / 20:00 - Song after song after song

Czas trochę za szybko płynie i niedlugo 1/4 urlopu przeminie... ;( Jutro siostra przyjeżdża więc wybiorę się po nią na Dworzec Centralny, ruszę się z domu, pojeżdżę trochę. Wkurza mnie to, że dobowy bilet kosztuje aż 14 złotych ale dobrze, już niech stracę... I tak muszę odebrać The Doors z Merlina.pl... Teraz będę miał ich wszystkie płyty. Kupuję te kompakty z muzyką a wiem, że i tak najlepszy dźwięk można uzyskać z płyty gramofonowej i nawet jedną taką posiadam w kolekcji, a jest to najlepszy album świata moim zdaniem czyli "PORTISHEAD - PORTISHEAD". Płytę więc mam ale gramofonu jeszcze nie bo to raczej droga zabawka a ja ostatnio mam napięty budżet. Poza tym mam przecież plany na przyszły rok takie jak zrobienie prawa jazdy a to też trochę kosztuje. Muszę się nauczyć oszczędzać co jak widać na razie w ogóle mi nie wychodzi.



2008.09.17 / środa / 20:22 - The importance of being idle

Urlop... Odpoczynek także od PhotoBloga i internetu choć oczywiście nie całkowity. Milutko jest. W piątek przyjeżdża siostra i prawdopodobnie w poniedziałek jadę z nią do Puław. Tam będę robił to samo co tutaj czyli nic.



2008.09.16 / wtorek / 19:04 - The beast is coming down

Więc... Zaczynając tam gdzie skończyłem... Po północy puściłem na dvd zakupioną płytę z filmem dokumentalnym oraz koncertem Nicka Cave'a. Film dokumentalny "The road to God knows where" jest genialny, podobnie jak drugi zamieszczony na płycie, krótkometrażowy "The song"... Czarno białe zdjęcia, mało efekciarstwa, pozornie niewiele treści a tak naprawdę film doskonale pokazuje życie muzyków, artystów będących akurat w trasie koncertowej. To wielka zaleta tego dvd, natomiast sam koncert zamieszczony na drugiej płycie to moim zdaniem porażka. Nie chodzi o to, że zespół wypada źle, do tego nie mam zastrzeżen, ale sposób montażu jest fatalny. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. Jako widz czułem się zagubiony i wręcz znurzony tymi ciągłymi ruchami kamery, zmianami ujęcia... Jednak nie to jest najgorsze. Totalnie chorym pomysłem jest to, że właściwie są to dwa różne koncerty zmontowane w jeden. Na jednym ujęciu widać Nicka w marynarce a sekundę później już bez i przez takie zagrywki widz czuje się skołowany (przynajmniej ja). W dodatku jeszcze te wstawki z tytułami utworów... Żenada. Jest to więc nie tyle koncert co niemal godzinny teledysk z urywkami z dwóch różnych koncertów. Szkoda. Zdecydowanie lepiej wypada "God is in the house" jeśli o Nicka chodzi. Piszę tutaj o rzeczach, kto nikogo nie interesują ale naprawdę się wkurzyłem, że wydałem pieniądze na coś co się nieprzyjemnie ogląda... W recenzjach na Merlin.pl i na Gronie jakoś nikt nie zauważył tego beznadziejnego montażu... Najwyraźniej ludzie nie zwracają uwagi na takie rzeczy... Ech. Na szczęście w zestawie jest druga - genialna płyta. Po obejrzeniu tego wszystkiego wreszcie zasnąłem, gdy rodzice wychodzili już do pracy... Przed południem się obudziłem, sam już nie pamiętam co dokładnie robiłem... Aha, przez godzinę czytełem photoblog jednej emo-panny-idiotki-fanki Tokio Hotel, na który natrafiłem jakoś przypadkiem... Przeczytałem cały i teraz rozumiem już jakiego spustoszenia w mózgownicach nastolatków potrafi dokonać to komercyjne gówno zwane EMO... Koszmar... A za moich czasów młodzież słuchała takiej dobrej muzyki... Co to się porobiło? Po prostu - media to szambo. Komercha rozpieprza świat coraz bardziej... Na przykład dobre filmy już w ogóle nie powstają... Może kiedyś i muzyka całkiem upadnie. Pewnie starsi ode mnie twierdzą, że upadek już nastąpił. To chyba normalna kolej rzeczy. Dla mnie Marilyn Manson był idolem gdy byłem nastolatkiem, a dla współczesnych dzieciaków jest nim jakiś osrany Bill z osranego Tokio Hotel. A może powinienem raczej przytoczyć tekst Kazika - "Najbardziej mnie teraz wkurwia u młodzieży to, że już więcej do niej nie należę". Na szczęście są jeszcze na tym świecie ludzie wiedzący co jest naprawdę dobre i takich lubię najbardziej. Zresztą akceptować trzeba wszystkich. Wracając do mediów... Ja telewizji już w ogóle nie oglądam. Nie robiłem tego przez miesiąc i jestem gotowy do tego by po prostu odłączyć ostatecznie antenę... Zrobiłbym to już teraz ale niestety mama czasem coś chce oglądać w moim pokoju więc nie mogę sobie na to pozwolić... Zakończę ten przydługi wywód cytatem z Marilyn Manson - "KILL YOUR GOD - KILL YOUR TV". Jezus pewnie powiedziałby to samo.



2008.09.16 / wtorek / 00:09 - Black is my colour

Buty teoretycznie za duże w stosunku do reszty ciała, ale za to głowa też jakby za duża więc wszystko się wyrównuje, równowaga zachowana. ;P Kiedyś i tak będę grubasem, to pewne... Nie wiem czy będę się wtedy cieszył czy płakał... Troche ciała by się przydało, tego się nie da ukryć. Tymczasem pierwszy dzień urlopu minął, zaczęła się północ a ja w końcu i tak tkwię przy komputerze, słucham Suzanne Vega i już się szykuję na to by obejrzeć "Road to God knows where / Live at The Paradiso", które dzisiaj przytaszczyłem z Merlina. Bo jednak nie bacząc na to, że było zimno wyjechałem z domu rowerkiem do Warszawy i odebrałem różne towary, jak choćby ładowarka do baterii i karta pamięci do aparatu. Teraz przerzucam się już ostatecznie na robienie zdjęc aparatem a nie telefonem... A oto za co uwielbiam Tori Amos: "Tori Amos udzieliła stanowczej reprymendy dwóm kobietom zajmującym miejsca w pierwszym rzędzie podczas jej niedawnego koncertu. Amos występowała przed kilkoma dniami w Copley Symphony Hall w San Diego. Uwadze wokalistki nie mógł umknąć fakt, że dwie panie siedzące pod samą sceną wiercą się bez ustanku, wstają, siadają, i znowu wstają, aby wyjść z sali i wrócić po kilku chwilach. Po pewnym czasie Tori nie wytrzymała i w mało uprzejmy sposób poprosiła kłopotliwe fanki o opuszczenie sali. - Chwileczkę! - wykrzyknęła gwiazda. - Wyp***cie z mojego koncertu! Sp***cie! Możliwość siedzenia w pierwszym rzędzie to przywilej. To moje miejsca i przyznaję je ludziom, którzy lubią muzykę. Amos poprosiła następnie ochronę, aby wyprowadziła dwie panie za zewnątrz.". I tak właśnie zachowują się prawdziwi artyści :D



2008.09.15 / poniedziałek / 13:46 - Wstawać, jechać, działać!

Krótko spałem, obudziłem się po czterech godzinach snu, przeczytałem maile w telefonie i widzę, że muszę jechać odebrać cztery zamówienia z Merlina.pl więc tu się nie ma co się pieścić, trzeba zwlec dupę z wyra i mimo niesprzyjającej aury pogodowej pojechać do centrum Warszawy... Tylko właściwie... Chyba zrobię to jutro to od razu przy okazji będę mógł obejrzeć nowe mieszkanie kolegi... Na razie wstanę tylko po to by przynieść sobie śniadanie do łóżka a później czymś się zajmę... Byle nie znowu siedzeniem przy komputerze bo od tego w końcu zawsze zaczyna boleć mnie głowa... Siostro, wpadaj i zabieramy się stąd! Tegoroczny urlop dla odmiany spędzę w Puławach. ;P



2008.09.15 / poniedziałek / 09:04 - Jestem woooooolnyyyyyyy!!!

Cholera, doczekałem się! Urlop, urlop, urlop! OMG, ale ekscytacja! Nie jestem w stanie o niczym innym pisać, szaleństwo, szaleństwo!!! Rozkoszszsz! Orgaaaaaaaaazm!!! Uuuch. Tylko dlaczego... Oj dlaczego??? Dlaczego do kur... nędzy jest to urlop BEZPŁATNY??? A dobra, w każdym razie wolne mam i już. Do roboty wracam 13 października. Przyznać muszę, że rok temu miałem lepszą pogodę podczas urlopu...



2008.09.14 / niedziela / 09:43 - Ziiiiiiimnooooo

Zmarzłem dzisiaj rano straszliwie gdy czekałem na autobus, a i w autobsie wcale nie było lepiej bo oczywiście kierowca nigdy ogrzewania nie włączy... Ale ja mam słabe krążenie więc zazwyczaj marznę dwa razy mocniej niż inni, pewnie tylko ja tak to odczuwałem. Przed dyżurem zrobiłem zakupy w Arkadii, z których jestem zadowolony. W pracy okazało się, że glany jednak mnie trochę starły ale to głównie dlatego, że założyłem bardzo cienkie skarpetki, dzisiaj wezmę już grubsze, może nawet dwie pary więc powinno być lepiej. Tak w ogóle to dzisiaj idę już na ostatni dzień, nareszcie się doczekałem urlopu i od jutra się on dla mnie rozpocznie. Doskonale. Dzisiaj rano pierwszy raz odwiedziłem stację metra Słodowiec, która jest całkeim fajna, jak wszystkie zresztą, choć ta wyróznia się jasnymi kolorami. Moja ulubiona stacja to nadal Politechnika. Teraz muszę iść spać, ogrzeję się wreszcie pod kołdrą bo naprawdę przemarzłem straszliwie.



2008.09.12 / piątek / 13:46 - W samym sercu puszczy

Rozpoczął się mój drugi wolny dzień i na razie czas płynie sobie powoli, nie muszę się spieszyć, nie muszę nic robić... Ale jednak wczoraj i dzisiaj przeszedłem się kilka kroków po mojej beznadziejnej wsi (5 domów) bo pomagałem sąsiadce przy pracy licencjackiej (laptop siostry się przydał). W domu dzisiaj pusto, każdy członek rodziny poza mną ma jakieś zajęcie - rodzice w pracy, siostra w swojej nowej szkole... Ale ja... Relaks... Chillout... Muzyka...



2008.09.11 / czwartek / 03:31 - The good son

Fatalna jest jakość tego zdjęcia ale wczoraj innych fotek nie zrobiłem... Do Traffica się musiałem wybrać bo tylko tam można było dostać "The good son" Nicka Cave'a. Dawno już nie kupowałem płyty w normalny sposób, aż się zdziwiłem jakie to proste. Nie trzeba czekać na towar tak jak podczas kupowania w sklepie internetowym... Ale jednak drożej. Po zakupach udałem się do pracy gdzie dyżur miałem ubarwiony koncertem, który odbywał się za oknem, na tarasie Radia Zet. Nie wiem nawet kto występował, podobno jakaś Szwedka, która śpiewała w reklamie samochodu Saab... Koncert rozpoczął się o 20:00 ale od 15:00 do 19:00 miałem okazję wsłuchiwać się w próby, ustawianie głośności itd. czyli ogólnie przygotowania. Akurat te przygotowania były ciekawsze niż cały koncert. O, a teraz zaśpiewajmy razem z Nickiem - "This is the weeping song...!". Wolne... Nareszcie mam 2 dni wolne.



2008.09.10 / środa / 03:25 - Canon

Aparat kupiłem, odebrałem i jestem z niego całkiem zadowolony bo tanie to i dobre ustrojstwo. Co prawda na zamieszczonym zdjęciu ustawił ostrość nie tam gdzie chciałem bo na kościele zamiast na mojej twarzy ale to drobiazg. Aparat kręci naprawde świetnej jakości filmy więc będzie mi przy okazji służył także jako kamera... W pracy całkiem znośnie choć po raz pierwszy od dwóch lat się pokłóciłem ale tak bywa, niektórzy ludzie działają mi na nerwy, szczególnie głupie blondynki. A może to od noszenia tych glanów stałem się bardziej bojowy... Hmm, można zaryzykować stwierdzenie, że dodają one pewności siebie. ;) W każdym razie usłyszałem "nie wiedziałam, że jesteś taki sztywny" na koniec. O tak kurwa, jestem zajebiście sztywny i ponury i proszę mnie nie wpierdalać. Przepraszam za słownictwo... O, Kubę Wojewódzkiego dzisiaj widziałem pierwszy raz w życiu na żywo. Najpierw dostrzegłem jego wyrąbiste pomarańczowe porsche a kilka metrów dalej, w kawiarni przed moją firmą samego Kubę... Cholernie go lubię (szczególnie za czasopismo "Brum"), choć zarabia niesamowicie dużo pieniędzy. Wśród ludzi zachowuje się całkiem normalnie, po prostu tak jak w studiu, naturalnie... Przez chwilkę przemknął mi przez myśl pomysł żeby podejść do niego i zrobić sobie z nim zdjęcie ale nie, nie chciałem przeszkadzać człowiekowi przy obiedzie... Mogłem się sfotografować z jego porsche ale to też troche lipa... Idę spać. Do urlopu zostały 3 dni pracy... Rewelacja.



2008.09.09 / wtorek / 04:17 - Steel Toe

Udało się wszystko pomyślnie załatwić z butami. Rano zadzwonili do mnie ze sklepu i powiedzieli, że odebrali moje e-maile i mam szczęście, że jeszcze nie wysłali butów pocztą. Chciałem zamienić rozmari 10 na 9 ale okazało się, że takiego akurat nie mają i Bogu dzięki bo gdy pojechałem poźniej do sklepu to okazało się, że mój rozmiar to 8. Miara miarze nierówna co dowodzi, że butów lepiej nie kupować w sklepach internetowych. Zamówienie zostało anulowane. Przy okazji na miejscu dostępny był inny model, którego w internecie nie można było znaleźć - jedyne Martensy z przyszywanym czubem i czarną podeszwą. Te właśnie wybrałem i te właśnie widać na załączonym obrazku.

Sklep, w którym kupiłem buty znajduje się w bardzo klimatycznym, fajnym miejscu, które przypomina nieco scenografię filmu "Miasto zaginionych dzieci" lub "Delicatessen". Wchodzi się z Al. Jerozolimskich w bramę, w podwórko i nagle jest się w nieco magicznym zakątku, szczególnie teraz tak to wygląda gdy jest remont i wszędzie w środku stoją rusztowania, a dodatkowo padający deszcz potęgował efekt niesamowitości.

Dziewczyna sprzedająca buty zapytała mnie czy to moje pierwsze Martensy a gdy to potwierdziłem ostrzegła, że te buty zanim się dopasują do stopy potrafią ranić do krwi... Pocieszające. Nie rozumiem jednak jak to możliwe bo w pracy chodziłem właśnie w tych butach, później nawet jechałem na nich na rowerze (ciekawe czy ktoś jeszcze jeździ w glanach na rowerze) i nic mnie nie bolało. Fakt, nie chodzi się w nich tak jak w normalnych butach, szczególnie trudne jest schodzenie po schodach ale nie jest aż tak źle. Poza tym ta żółta nić... Dla niej warto cierpieć. ;) Aha, oczywiście są ciężkie, ale wiadomo - z przodu mają blachę w czubie. No cóż, przynajmniej wiatr mnie dzięki temu nie porwie. :)

Tymczasem w pracy zostałem dzisiaj dla odmiany godzinę dłużej bo musiałem pomóc koleżance uporać się z smsami (a konkretnie triggerami...). Nie było źle bo nie byłem zmęczony, mógłbym zostać nawet dłużej. Dzisiaj w nagrodę za to idę do pracy na 8 godzin zamiast na 10. Wcześniej wstępuję do sklepu internetowego po aparat, którym teraz będę robił zdjęcia dzięki czemu jakość fotek na PhotoBlogu znacząco się poprawi (zazwyczaj robiłem je telefonem).

Spać... Idę spać.



2008.09.07 / niedziela / 21:15 - Niedzielny poranek i Dr. Martens

Warszawa najładniej wygląda wtedy gdy wschodzi słońce a na ulicach jest jeszcze pusto, śwatło odbija się wtedy od okien wieżowców w specyficzny sposób dzięki czemu wszystko wydaje się ładniejsze. No i nawet na Alejach Jerozolimskich panuje wtedy cisza, jest tak spokojnie... Może się rozkoszować każdą chwilą i w takiej przyjemnej atmosferze upłynął mój dzisiejszy dojazd do pracy na godzinę 7:00. Przez cały dzień było bardzo gorąco, bardzo parno a ja w pracy trzęsłem się z zimna bo byłem niewyspany i klimatyzacja trochę zbyt mocno działała. Kilka godzin po rozpoczęciu dyżuru zrobiłem się bardzo senny i aż do końca byłem w stanie półświadomości, głosy dobiegały z daleka, niekiedy nie miałem pojęcia co właśnie piszę klientowi... Zdecydowanie za krótko spałem w nocy ale nie dziwne skoro zazwyczaj o tej godzinie, o której miałem zasnąć jestem w pracy. Ale to było dzisiaj a od jutra rozpocznę nowy tydzień, ostatni tydzień pracy przed urlopem. Rewelacyjnie... Z drzew już zaczynają spadać liście i już czuję ten wspaniały klimat jesieni... Bosko. We wtorek będę musiał się uporać ze zwrotem butów do sklepu bo jestem tak zamotany, że kupiłem sobie drogie, firmowe buty przez internet ale wybrałem niewłaściwy rozmiar. Podczas zamawiania spojrzałem na moje VANSy by zobaczyć jaki mają rozmiar, okazało się, że 10. Zamówiłem więc nowe buty właśnie w tym rozmiarze ale po kilku godzinach zrozumiałem, że się pomyliłem, bo VANSy to buty amerykańskie, a Dr. Martens (ta żółta nić mnie przekonała) są angielskie (chyba) więc powinno się je mierzyć według skali Unii Europejskiej - powinienem zamówić numer 9. Niestety dowiedziałem się o tym już po dokonaniu i potwierdzeniu zamówienia. Napisałem jeszcze maila wieczorem w sobotę aby mi zamienili rozmiar lub żeby anulowali zamówienie... Może tak zrobią a jeśli nie to paczka zostanie przysłana na pocztę a ja będę musiał odesłać ją do sklepu lub po prostu odwiozę ją bo to tuż obok mojej firmy, na Al. Jerozolimskich... Zamotany chłopiec jestem, nie ma co... Jak małe dziecko... Kilka lat temu kupiłem sobie za małe buty a teraz za duże... W ogóle to tak się nakręciłem na robienie zakupów przez internet, że nawet buty tam kupuję pomimo tego, że sklep z nimi mam pod nosem. Dobrze, że towar zakupiony przez internet zawsze można zwrócić w ciągu 10 dni. W każdym razie zamówiłem też drugie Martensy, już we właściwym rozmiarze, inny model - z dziesięcioma dziurkami... Te w złym rozmiarze mają tylko trzy. Myślałem, żeby dać je tacie ale tata dostał z pracy Wojasy i nawet jeszcze ich nie rozpakował... Najrozsądniej będzie zwrócić... Mogę też czekać aż mi się stopa rozklapcia po kilku latach... Tak jest napisane w instrukcji tego sklepu, że stopy zwiększają swój rozmiar wraz z upływem lat bo się... Rozklapciowują właśnie. :D Rozciapciają... Cały człowiek się rozciapciuje z biegiem lat i ogólnie zaczyna mu wszystko zwisać... ;) Tak, wiem, kiedyś nie wiedziałem nawet co to są Martensy ale zostałem wtajemniczony i pomyślałem - ja też, ja też chcę!... Zastanawiam się tylko czy te, które zamówiłem klasyfikują się jak GLANY czy nie... Do żadnej subkultury nie należę (chyba, że istnieje subkultura pozerów), chciałem mieć po prostu ładne, nareszcie czarne buty, a że przy okazji jest to legendarna firma - tym lepiej. W ogóle zamierzam teraz ubierać się na czarno bo czuję, że właśnie to jest mój kolor. Dobrze się w nim czuje a poza tym uważam, że dobrze w czarnym wyglądam. A więc - na zakupy! O, przynajmniej coś się dzieje w moim życiu... ;)



2008.09.07 / niedziela / 20:52 - Szambo

The great times... The good times... And the shit times... Mainly the shit times.



2008.09.06 / sobota / 18:49 - Chillout

Fajnie mieć wolny dzień... Wyszedłem przed dom wypróbować jak bardzo mobilny jest laptop siostry. Jest nieźle choć mógłby być lżejszy. Tu gdzie mieszkam można się czuć tak jakby się było na wakacjach... Urocze miejsce choć trzeba przyznać, że to niestety lekkie zadupie... Ale przynajmniej do Warszawki blisko! :P



2008.09.06 / sobota / 15:17 - Jesień

Tak, właśnie jesień lubię najbardziej ze wszystkich pór roku, może dlatego, że ostatnio zawsze na jesieni mam urlop. A skoro o urlopie mowa - został do niego praktycznie już tylko tydzień! "It's a funny time of year" jak śpiewa Beth Gibbons w jednej z najsmutniejszych piosenek jakie znam. Pojeździłem sobie dzisiaj troszeczkę, specjalnie niezbyt długo żeby mi cały dzień nie minął na jeżdżeniu. Z pewnym zniesmaczeniem stwiedziłem, że prawie już nie ma śladu po lesie między Izabelinem a Hornówkiem, wszędzie wpierdzielają się bogacze, stawiają swoje wille bo myślą, że to taka super okolica. Jest super, ale to między innymi zasługa tych lasów właśnie, jeśli wszystkie wytną by ustawić tam swoje budowle to nie będzie już tak atrakcyjnie. Szkoda, bo charakterystyczny odcinek zmienił się w zwyczajne osiedle, wszystkie domy takie same. Eeeech... Muszę dzisiaj iść wcześnie spać bo wstaję o 3:15 nad ranem, oczywiście dlatego, że do pracy mam na 7:00. To będzie przyjemna odmiana. Idę się relaksować... Z głośników dobiega właśnie ralaksujący głos Suzanne Vega...



2008.09.05 / piątek / 04:06 - Pismo Święte

Dzień jak codzień, taki z tych trochę lepszych... Nawet wypuścili mnie godzinę wcześniej a to się ostatnio często nie zdarza. Podobno powinno się to robić tylko wtedy gdy jest się zagubionym i potrzebuje się pomocy lub wskazówki a ja nie wiem czy jestem w takiej sytuacji, raczej nie. Otwiera się Pismo Święte na wybranej losowo stronie i czy się zdanie lub część zdania, którą wskaże się, także losowo, palcem. Po przyjściu z pracy teraz nad ranem zauważyłem w kuchni Pismo Święte więc sobie to przypomniałem i postanowiłem je otworzyć właśnie w taki sposób. Trafiłem na zdanie, które mówiło mniej więcej, nie pamiętam dosłownie: "...buduję na nowo to co zburzyłem..." Zostawię to bez komentarza i pójdę sobie teraz spać...



2008.09.04 / czwartek / 13:39 - Pozytywne uzależnienie

Właśnie sobie uświadomiłem, że dzisiaj prze dyżurem nie wstępuję do sklepu internetowego po odbiór towaru i źle się z tego powodu poczułem co oznacza, że jestem uzależniony od kupowania płyt, książek i filmów. Straszne, ale wmawiam sobie, że to lepsze niż na przykład alkoholizm... Dobrze, przesadzam, nie jest tak źle, po prostu nie miałem o czym napisać... ;) Płyt jest niewiele (ale za to praktycznie same bardzo dobre), książek śmieszna ilość... Jak widać na zdjęciu - zawsze będę miał sentyment do owieczek, a tą stojącą przy kubku z Wenecji zdobyła mama... W pracy. ;/



2008.09.04 / czwartek / 02:50 - Stephen King

Wolny dzień dosyć szybko minął, nigdzie nie pojechałem, właściwie spędziłem go głównie przy komputerze, nawet nie wyszedłem na dwór. Może dlatego teraz, przed trzecią nad ranem, nieco boli mnie głowa. Czytam... Kończę właśnie "Cujo" Stephena Kinga, zdecydowanie jedną z najlepszych jego książek (choć czytałem ich niewiele, nie powinienem się wypowiadać). Jak tylko skończę, zabiorę się za kolejną tegoż samego autora, tym razem będzie to "Podpalaczka". Niektorzy nie lubią Kinga, uważają pewnie, że pisze proste, komercyjne książki, że nie jest artystą tylko rzemieślnikiem... (O ile pisarz w ogóle może być artystą). Nie wypowiem się na ten temat bo naprawdę niewiele w życiu czytałem, ale na razie, na tym etapie rozwoju jego książki po prostu mi się podobają. King zarobił na piasaniu ponad miliard dolarów. Nieźle, czyż nie? "...powieści o ludziach, gdzie wydarzenia nadprzyrodzone to tylko tło by ukazać ich psychikę i problemy dnia codziennego". To jest dobre zdanie opisujące dużą część twórczości Kinga. Idę spać mniej więcej o 6:00... Później dwa dni pracy i sobota znowu wolna.



2008.09.03 / środa / 03:05 - Po dyżurze

A tak wyglądam po dyżurze... Tym razem dziesięciogodzinnym. W pracy zwyczajny nudy połączone ze zwiększonym ruchem, przed pracą wizyta w sklepie internetowym, w którym już wszyscy powinni mnie dobrze znać bo mam wrażenie, że jestem jednym ich najwytrwalszych klientów, ale naprawdę już kończę kupowanie płyt. Jeszcze tylko odbiorę 3 płyty Nick Cave And The Bad Seeds, które zamawiałem prawie miesiąc temu i nadal są sprowadzane i to wszystko. Dzisiaj odebrałem The White Stripes - "Icky Thump" z muzyki, a z książek Pratchetta i polecany mi przez pewną tajemniczą czytelniczkę mojego smętnego bloga - "Nocny patrol" Łukjanienki... Niech tylko urlop wreszcie nadejdzie żebym miał czas na to by zabrać się za czytanie. Dzisiaj dzień wolny. Na zdjęciu Aleja Solidarności. Tam w głębi, jakieś 300 metrów dalej miałem przez pewien czas swoje mieszkanko, można tak powiedzieć. ;) Ale później je straciłem bo jakiś babsztyl się tam wprowadził i mnie eksmitowano, odebrano mi klucze i teraz w Warszawie nocować mogę jedynie w firmie. ;( Fajnie było gdy miałem klucze do mieszkania w Warszawie... Dobre miejsce do zapraszania dziewczyn. ;D Ale jakoś nigdy tego nie wykorzystałem... ;/



2008.09.03 / środa / 02:58 - Przed dyżurem

Tak wyglądam przed dyżurem... Gęba wciąż ta sama i taka sama na każdym zdjęciu, będę musiał zmienić styl fotek i fotografować raczej to co mnie otacza a nie ciągle siebie, choć teraz widać jak mi włosy odrastają... Broda też. Hmm, a może zacznę się golić w jakiś inny sposób? Kozia bródka? O, a może wąsy... :) Okolice Powązek, bo ostatnio do pracy tamtędy jeżdże... O, na Powązkach chciałbym mieć swój grób. W Puławach chyba jednak nie, w Izabelinie też nie. Powązki mi pasują. ;)



2008.09.02 / wtorek / 03:59 - Samotny jeździec

To był taki sobie, normalny dzień. Wstałem po czterech godzinach snu, pognałem do pracy, przed chwilą wróciłem... W normie. Aha, w moim ulubionym sklepie przy odbieraniu płyty ("Mettalica - Mettalica") musiałem pierwszy raz w życiu zapłacić kartą a nie gotówką czyli jednak coś niestandardowego się wydarzyło. Tjaaa, szaleję. ;P Normalnie co za zajebiste przeżycie. Właśnie teraz po cichutku słucham sobie "The unforgiven", za chwilę kładę się do łóżka gdzie poczytam jeszcze "Cujo" (niespodziewanie dobre) i idę spać bo do pracy dziś mam na 15:00. Jutro wolne. Na zdjęciu ponownie w niezawodnej, pomarańczowej kurtce bo w nocy jest dosyć chłodno gdy się tak jedzie. W mieście jest zawsze około 5 stopni cieplej, a zaraz po wyjechaniu za granice miasta robi się zimno.



2008.09.01 / poniedziałek / 08:46 - Początek roku szkolnego

Na zdjęciu widać to co jest mi potrzebne do szczęścia po powrocie z pracy. Dzisiaj powróciłem rano, o godzinie 8:30. W całej Polsce mniej więcej o tej godzinie dzieci i młodzierz wracają do szkoły, rozpoczynają kolejny rok nauki i przyznaje, że ja też chętnie bym sobie do szkoły wrócił co pewnie tylko świadczy o tym, że jestem dziecinny. Ale jak by tu nie patrzeć to szkoła jednak jest fajna, szczególnie liceum, z którym ja akurat miałem duże problemy. Żałuję, że chodziłem do klas, w których byli sami faceci... Ach, gdybym tak miał o 10 lat mniej niż teraz, jakby to było fajnie. Całe życie byłoby przede mną, wszystkiego możnaby się spodziewać. Teraz nie spodziewam się już niczego szczególnie dobrego, choć właściwie obecna codzienność nie jest taka zła... Dobrze, zjem serki i deserki i za chwilę pójdę spać bo wstaję niestety już za cztery i pół godziny. Aha, wszystkim rozpoczynającym kolejny rok szkolny życzę sukcesów, szczególnie wszystkim osobom z Dęblina.