2008.10.31 / piątek / 22:36 - Kajtek

Kajtek - nasza poczciwa psina. Chyba najfajniejszy pies ze wszystkich jakie mieliśmy choć większość była urocza... Nitk jednak nie ma pojęcia ile lat ma Kajtek a on sam tego nie zdradzi. Możnaby go przeciąć na pół i policzyć słoje, hje hje... :P

Zostaliśmy w domu bez mamy, która chyba jest tutaj głową rodziny ale jeszcze jakoś żyjemy. Głównie skupiłem się dzisiaj z siostrą na słuchaniu muzyki (na nowo odkryłem Sonic Youth) i przede wszystkim na obejrzeniu koncertu Portishead na dvd, który kupiłem kilka dni temu. Istne cudo. Chyba nigdy już nie będzie powstawała tak idealna muzyka jak ta, którą tworzył ten genialny zespół.

Tymczasem koncert Róisin w Warszawie zbliża się wielkimi krokami i będe musiał zadecydować czy chcę mieć wolny dzień przed koncertem czy po nim. Chyba lepiej będzie przed, czyli biorę wolny wtorek i środę, a w środe właśnie będzie koncert. W czwartek wrócę do szarej rzeczywistości, która wcale aż tak szara nie jest.



2008.10.31 / piątek / 09:31 - Midnight cowboy

Takie słodkie nic... W pracy duży ruch i przede wszystkim cholernie zimno bo okno nie dało się zamknąć. W drodze do pracy Pratchett (w sensie, że książka jego autorstwa)... W drodze powrotnej zepsułem sobie trzecie sluchawki w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Klątwa jakaś. Przestanę słuchać mp3... No i tyle. Mama pojechała do swoich rodziców na grób do Puław. Ja dzisiaj mam wolne... Tak jak pisałem - nic. Ale słodkie oczywiście.



2008.10.30 / czwartek / 09:40 - Mort

Szanuj Święto Zmarłych bo prędzej czy późnej stanie się ono również twoim świętem.

Za sto lat wszyscy jak tu stoimi (siedzimy) przeniesiemy się... Gdzieś. Katolicy uważają, że do innego świata w którym czas nie płynie, Ci którzy wierzą w reinkarnację twierdzą pewnie, że narodzimy się tutaj ponownie by po raz kolejny przejść ścieżką zwaną życiem a ateiści, którzy w nic nie wierzą po prostu zniknął i dobrze im tak, frajerom zakichanym.

A w co ja wierzę? A bo ja wiem? Wieczność jakby nie patrzeć to dosyć ryzykowna teoria. Od pewnego czasu uważam, że nieskończone nic i nieskończone coś to jedno i to samo a więc zniknięcie po śmierci równa się wiecznemu życiu. Ma to sens? Według mnie tak choć wiem, że to chore.

Trochę nie podoba mi się Halloween, tak samo jak nie podobają mi sie Walentynki. Mam oficjalnie w dupie te święta i nigdy ich nie uznam. Ale wiadomo, religia jakby tu nie patrzeć niestety zanika, co stwierdzam choćby po tym, że u mnie w pracy jest mnóstwo ateistów (ale wiadomo, ta praca przyciąga specyficznych ludzi a ci porządni po prostu w ogóle nie godzą się w niej rozpoczynać kariery)... Właściwie zastanawiam się czy w pracy w ogóle jest choćby jedna wierząca osoba. Wszyscy potrafią tylko pluć na kościół a sami nie wiedzą dlaczego to robią i nie zastanowią się czy ktoś przypadkiem nimi nie steruje. Tak więc religia zanika a na jej miejsce pojawia się co? Może pojawić się wyłącznie przeciwieństwo religii...

No, ale wierzę w równowagę na świecie i jak mawiał Lars von Trier na koniec każdego odcinka doskonałego "Królestwa" - trzeba akceptować zarówno dobro jak i zło. Czym byłoby dobro gdyby dla kontrastu na świecie nie pleniło się zło...

Równowaga... Chyba nadal obowiązuje na tym świecie więc jest nieźle.

A ateistom pragnę tutaj przypomnieć, że Jezus Chrystus nie był postacią z bajki tylko tak samo jak Napoleon Bonaparte czy Józef Stalin był kimś realnym, postacią historyczną... No i najwyraźniej naprawdę zmartwychwstał. A więc za sto lat spotkamy się gdzieś... Pewnie tam też obowiązuje równowaga. A czy wszystko to co tu widzimy dookoła zostało stworzone przez Boga? No raczej. Człowiek, który uważa inaczej jest jak program komputerowy, który uznałby, że sam się napisał, albo jak mebel, który twierdziłby, że sam się stworzył gdyby oczywiście meble lub programy mogły myśleć.

Hje, hje... Zazwyczaj po powrocie z pracy nachodzi mnie ochota na pisanie takich pseudofilozoficznych bzdurek.

"Przecież jestem tylko wszą, przecież jestem tylko pchłą"... No właśnie, co ja tam wiem. Nie mnie nikogo osądzać, żyjcie tak jak uważacie, że należy żyć.



2008.10.29 / środa / 14:44 - Sinclair Zx Spectrum

Przy tym komputerku spędziłem wiele radosnych chwil w dzieciństwie a było to pod koniec lat osiemdziesiątych i na samym początku dziewięćdziesiątych bo później w naszym domu zagościł zwykły pecet. Ostatnio przypominam sobie te prastare gry pocinając w nie na emulatorze, gdzie wyglądają tak samo jak za dawnych czasów. O dziwo gra się w nie bardzo przyjemnie, te najlepsze tytuły nie utraciły do dzisiaj swojego uroku.

Gdyby nie było komputerów to nie byłoby też mojej pracy, choć nie byłoby jej też bez ludzkiej głupoty. Za kilka godzin znowu wybiorę się z domu, wstąpię jeszcze do Merlina po kilka książek (tanich) i znowu spędzę całą noc na rozmówkach z dnem społecznym. Ciemno jakoś, pochmurno... No tak, nadchodzi 1 listopada więc tak właśnie powinno być... Nastrojowo.

Przeczytałem "Dolores Claiborne" Stephena Kinga. Jedna z lepszych jego książek, bardzo feministyczna, a dzisiaj odbieram ten chwalony pod niebiosa "Wielki marsz". Przekonam się czy faktycznie zasługuje na pochwały, domyślam się, że tak.

Aha, gdzieś tu po Warszawie krąży dzisiaj Ola zwana Owcą, która przyjechała do teatru z klasą. Będę kilometr od niej, a mimo tego się nie zobaczymy. Troszeczkę przygnębiające, ale naprawdę tylko troszeczkę, minimalnie...



2008.10.28 / wtorek / 09:18 - Śródmieście

Przed wyjściem do pracy byłem bardziej senny niż teraz, po powrocie. Było nieco nudnawo, głównie zajmowałem się powstrzymywaniem od zaśnięcia. Słyszałem jakieś pogłoski w pracy, że podobno mają nas przenosić na ulicę Miedzianą a wtedy musiałbym powiedzieć pa pa tej przyjemnej okolicy, która znajduje się za mną na zdjęciu. Jeśli naprawdę nas przeniosą to i tak nie powinno być źle, Miedziana też mi pasuje. Ale może to tylko takie pogłoski...

Teraz pozwolę sobie zapaść w standardowy dla mnie dzienny sen.



2008.10.27 / poniedziałek / 16:27 - Komputer w łóżku

Bo najlepiej to w ogóle z łóżka się nie ruszać. Właściwie to swoją pracę mógłbym wykonywać tutaj, na własnej wersalce ale niestety tak dobrze nie jest, będę musiał pojechać do firmy na 20:00 a jestem dzisiaj jakiś niewyspany... Dobrze, że jutro mam wolne.

Komputer w łóżku na jakiś czas zostanie. Z przodu stoją dwie duże kolumny, z tyłu dwie małe więc filmy na dvd oglądam z dźwiękiem przestrzennym... Niewiele to daje tak szczerze mówiąc ale lepiej niż w zwykłym stereo na pewno jest.

Pora się zbierać i do roboty wybierać...



2008.10.26 / niedziela / 23:23 - Młociny

Tak właśnie wygląda pociąg metra podstawiony na stacji Młociny. Wszystkie nowe stacje mają po dwa perony co akurat wcale nie jest ułatwieniem ale i żadną poważniejszą przeszkodą też nie. Jeśli skierują autobus pod hutę to właśnie tutaj będę wsiadał do metra i ruszał w dalszą trasę żeby dostać się do wszelkich interesujących miejsc w Warszawie.

Przede mną wolna noc, którą spędzę pewnie przy komputerze... Z głośników sączy się cicho muzyka i akurat w tej chwili jest to "Portishead - Machine gun", jeden z najlepszych utworów ostatnich lat w moim skromnym rankingu. Ale dosyć o muzyce, dosyć o wszystkim, po prostu zajmę się czymś...



2008.10.26 / niedziela / 09:50 - Taki dyżur to jest dyżur

Dzisiejszy dwunastogodzinny, przedłużony dyżur był chyba najfajniejszym w tym roku. Miałem okazję czytać przez kilka godzin książkę, grać w kulki, przechadzać się po firme, rozmawiać z kolegami, oglądać jak dwóch z nich się bije za co jeden w trybie natychmiastowym wylatuje z pracy, spać... Wszystko dzięki awarii, która rozpętała się mniej więcej po północy i zablokowała totalnie wszystko. Kocham awarie. Jaka piękna jest praca gdy nic się nie robi.

Rano, wcale niezmęczony pomimo 12 godzin pracy udałem się metrem na trzy nowe stacje, w tym tą najważniejszą, końcową. Wszystko bardzo fajnie, bardzo przyjemnie, o wiele lepiej niż dotychczas. Teraz nadszedł czas na drugą, dla mnie osobiście mniej przydatną linię metra no i na przeniesienie naszego burakobusu pod Hutę.



2008.10.25 / sobota / 17:01 - Palma zjara się

Tak wygląda okolica przystanku tramwajowego przy mojej firmie, tam w oddali widać słynną palmę, która kiedyś miała problem z odpadającymi liśmi ale najwyraźniej doprawili jej teraz solidniejsze bo już kilka lat się trzymają. Tramwajem jeżdzę tylko jeden przystanek, później kieruję się do metra i wysiadam na Placu Wilsona. Na razie jeszcze nie wiadomo czy autobus nadal będzie jeździł do Placu Wilsona po otwarciu ostatniej stacji metra czy skierują go pod Hutę. Trwa spór a jego wynik jest mi właściwie obojętny bo obie opcje mi odpowiadają. Za godzinę wychodzę z domu i udaję się na ten zapewne przyjemny dyżur ciągnący się 12 godzin. W połowie dyżuru dojdzie do pewnych zawirowań czasowych i od jutra będzie się robić ciemno już o 17:00... 1 listopada też spędzę w pracy pomimo tego, że mamy święto. Klientów takie rzeczy jak święta kościelne czy narodowe nie ruszają... Zresztą nawet gdybym miał wolne to do Puław raczej i tak bym nie pojchał. W Warszawie też mam na cmentarzach jakąś rodzinę ale nie mam pojęcia gdzie dokładnie. Planuję wybrać się kiedyś wreszcie na Powązki by zobaczyć kto ze znanych ludzi tam spoczywa... Odwiedziłbym grób takiego na przykład Kieślowskiego... Dobra, idę się przygotowywać do wyjścia. Całkiem przyjemnie jest, nie narzekam na nic. Aha, kilka dni temu urwałem niechcący swój audiofilski kabel, interkonekt Audioquest Copperhead i teraz używam innego, o dziwo lepszego pod kilkoma znaczącymi względami. Czasami droga rzecz ale źle dobrana tylko szkodzi. A, jeszcze wspomnę tu, że przeczytałem Pratchetta "Blask fantastyczny" w zaledwie trzy dni co jak na moje możliwości jest rewelacyjnym czasem. :) Dwie kolejne jego książki już czekają na mnie w Merlinie a teraz czytam "Dolores Clairborne" Stephena Kinga.



2008.10.25 / sobota / 09:48 - City of lans

Wkurzają mnie te piątkowe wieczory gdy już od 20:00 sporo ludzi pijanych się szwęda po ulicach a później w nocy już tylko imprezują, imprezują, imprezują... I tak mija ich puste życie z butelką w ręku, jeszcze gorzej niż moje. Żenada. Ale naprawdę, na pyski tych wszystkich drechów i dupy tych wszystkich lafirynd warszawskich to żal patrzeć. Jak można być takim pustakiem... Szczególnie jeden kijowy klub przyciąga wszystkie znienawidzone przeze mnie typy ludzkie. Najgorsi są oczywiście ci najbogatsi, czyli zwyczajna mafia i dziwki. Taka w dużej mierze jest Warszwka w weekendy nocą.

Miałem też powód być wkurzony na ZTM bo po raz kolejny w tym miesiącu mój uroczy autobus 708 wożący mnie codziennie do pracy nie dotarł na wiochę ponieważ pewnie po drodze się zepsuł. Z tego powodu spóźniłem się drugi raz w życiu do pracy bo musiałem jechać naookoło, 714 a później tramwajem przez Wolę. Owszem, zwiedziłem sobie kawał Warszawy ale jednak wolałbym takich niespodzianek już więcej nie mieć. W dodatku rano jeszcze kanary wpadły (wpadli?) do autobusu i bileciki sprawdzali. A za co tu płacić? Jedna dziewczyna próbowała się cichaczem wymknąć na przystanku to akurat ją dopadli, okazało się, że biletu nie miała no i klapa... O, przypomniałem sobie jak kiedyś kolega z klasy przekupił kanara kanapką. Heh.

Chyba dzisiaj jest otwrcie całej linni metra, do samego końca, pod Hutę. Nareszcie!

Dzisiaj, a właściwie już jutro przestawia się godzinę cofając ją wstecz, czyli zamiast trzeciej będzie dopiero druga co oznacza, że będę musiał tkwić w pracy 12 godzin podczas 11 godzinnego dyżuru. Ciekawe urozmaicenie, zajefajnie i w ogóle... No i jeszcze pewnie kolejna awaria będzie tak jak dzisiaj, nie ma co.

Jak śpiewa Nick Cave - "IT'S A WONDERFUL LIFE..."



2008.10.23 / czwartek / 09:18 - 11 hours of boredom

Tu właściwie nie ma o czym pisać bo nic się nie działo, dyżur minął spokojnie pomimo całkiem sporego ruchu, siadłem tu gdzie widać mnie na zdjęciu i przez 11 godzin się nie ruszyłem jeśli nie liczyć jednego wyjścia do łazienki o godzinie 6:00 nad ranem. Podczas powrotu do domu padał deszcz, który teraz jest mi obojętny skoro już nie poruszam się rowerem. Na mojej leśnej drodze trwają prace związane z doprowadzaniem do nas łącza stałego Telekomunikacji.

Teraz pójdę spać i po obudzeniu się będę czerpał radość z wolnego dnia.

Miało mnie nie być na zdjęciach ale nie udało się. Żadnej ciekawej fotki jakiegokolwiek obiektu martwego nie cyknąłem... Ta pani na zdjęciu siedząca za mną, proszę zwrócić uwagę na ten różowy kosmyk włosów... Fajne, nie?. Mi się podoba. Wystarczy coś takiego zrobić by się wyróżnić z tlumu. Oczywiście trzeba to zrobić z sensem. No a dla mnie jeszcze coś wyróżnia tą panią - MARTENSY! ;D

Aha... Ja nie zamierzam sobie robić różowych wstawek we włosach... Spoko, spoko.



2008.10.22 / środa / 17:20 - Home, sweet home

"- Czy jest w tym lesie coś do jedzenia?
- Tak... My".

Zostawiam mój kochany domek w lesie i idę do pracy na kolejny jedenastogodzinny dyżur. Zostawiam rodzinę, sprzęty, płyty, komputer... Książkę, którą czytam zabieram ze sobą, bo jest niesamowita. W końcu to Pratchett. Szczerze polecam wszystkim.

To już trzecie zdjęcie, na którym mnie nie widać. Sukces.



2008.10.21 / wtorek / 20:43 - It's a funny time of year

Widzę, że pewne zmiany wprowadzili na PhotoBlogu i teraz nieco inaczej wygląda dodawanie nowej notki. Właściwie to mi pasuje, nie będę protestował.

W pracy było znośnie choć średnia leci na łeb, na szyję. Rano napisałem, że słońca nie będzie widać bo jest pochmurno ale chyba mi się coś wydawało, chyba jeszcze nie byłem do końca obudzony bo dzisiaj niebo było przecież pogodne i nie zauważyłem na nim żadnej chmury. To chyba ostatnie tak ciepłe dni w tym roku...

Teraz relaksuję się przy pięknej muzyce Bel Canto i przede mną jeszcze cała wolna noc, którą spędze albo przy komputerze, albo przy dvd albo najlepiej przy książce. Aha, wcześniej jeszcze obejrzę Kubę Wojewódzkiego bo tak w ogóle to telewizja znowu jest nadawana z Pałacu Kultury więc praktycznie odzyskałem wszystkie kanały (poza TV4). Niekiedy poddaję się i bezsensownie patrząc w telewizor pozwalam się słodko ogłupić.



2008.10.21 / wtorek / 06:47 - Sunshine

"Słońce wschodziło powoli, jakby nie wiedziało czy w ogóle warto się wysilać". Ja na razie słońca jeszcze nie widzę i wątpię czy w ogóle dzisiaj ujrzę bo niebo spowite jest chmurami. Właśnie otrzymałem od mamy informację o tym, że kolejny autobus się zepsuł i nie przyjechał... To za to płacimy 114 złotych miesięcznie? Przesiadam się na własny samochód... Idę bo iść trzeba... Adios... Miało mnie już nie być na zdjęciach więc mnie nie ma.



2008.10.20 / poniedziałek / 23:27 - Dull

Dzisiaj byłem przygaszony i czułem się jakiś taki osaczony... Nie lubię siadać w pracy w takim miejscu gdzie gromadzi się wielu głośnych i ruchliwych ludzi. Jutro lepiej znajdę sobie jakiś cichy kąt, najlepiej za moim ulubionym filarem bo tam jestem odpowednio oddalony od innych. Już powinienem iść spać bo wstaję za niecałe 6 godzin. Martensy. Dzisiaj widziałem aż trzech ludzi w martensach. Dwie dziewczyny w pracy i jedną starszą kobietę w metrze, na oko około siedemdziesiąt lat a na nogach martensy, ale nie glany tylko takie trzewiki z żółtą nicią. Bajer. Na lato muszę kupić sobie trzydziurkowe, ale na zimę będę musiał znaleźć w sklepie jakieś inne buty, które ochronią moje stopy przed mrozem, rozglądam się za jakimiś z gore-texem, wiadomo, że na takie trzeba wydać sporo kasy, a ja niestety zawaliłem w tym miesiącu i średnią mam bardzo niską. Cholera. Skończyłem książkę i zabieram się za następną, tym razem będzie to Pratchett. Muzycznie przede wszystkim "Peaches - The teaches of peaches" ostatnio... Bardzo energetyczna muzyka, pomagająca w odpowiednich momentach, a ja takich momentów gdy potrzebuję wsparcia mam sporo. Dobrze, że muzyka cały czas działa. Kiedyś zacznę po prostu chlać. Nie chce mi się spać ale muszę się kłaść... Spadam. No tak, na fotce znowu moja facjata, a miałem coś innego fotografować... Nieważne. O kurde! W tv pokazali właśnie zwiastun jutrzejszego programu Kuby Wojewódzkiego i co? Zajebał mi pomysł na fryzurę! To ja byłem pionierem. :)



2008.10.20 / poniedziałek / 00:26 - Strange days have found us

Siedem godzin w pracy to jednak mało ale odczuwa się to dopiero po odbyciu wcześniej jedenastogodzinnego dyżuru. Robota minęła więc jak z bicza strzelił czy jakoś tak, a w niedzielę jak to w niedzielę, miałem nawet czas na czytanie i wreszcie kończę naprawdę rewelacyjny "Nocny patrol". Autobus dzisiaj nie przyjechał o 13:10 bo się zepsuł i do pracy pojechałem później, to pięćdziesięciominutowym czekaniu na zimnie, o 14:00 i co najważniejsze - zdążyłem. W godzinę można więc się dostać z mojej wiochy do firmy jeśli ma się szczęście. Jutro, czyli właściwie już dzisiaj do pracy wybieram się na południe więc zaraz idę grzecznie do łóżeczka spać. W pracy stwierdziłem, że pewna część ludzi po prostu mne wkurwia i nie chodzi mi tu o klientów ale o operatorów. Po prostu niektórzy mają w sobie element wkurwiający. Chwała wszystkim pozostałym.



2008.10.18 / sobota / 23:35 - We are all together

Wolny dzień sobie spokojnie minął, głównie na rozmowach przez gg i oglądaniu tego co zgrałem u siostry z YouTube. Zabawnie dzisiaj było gdy dowiedziałem się, że dawna koleżanka z dawnej klasy w liceum (kiedy to było?) też idzie na koncert Róisin Murphy i w dodatku akurat kupiła przez przypadek miejsce dokładnie obok mnie. Fajny zbieg okoliczności, prawda? Będę więc miał na koncercie zacne towarzystwo i w ogóle to już odliczam dni do dwunastego listopada. Tymczasem idę jeść płatki z mlekiem a jutro wybieram się zwyczajowo do robotki, lubianej bądź nie... Nieważne.



2008.10.18 / sobota / 09:49 - I'm slowly turning into you

Tytuł tego wpisu to tytuł piosenki zespołu The White Stripes, która dzisiaj jakoś tak utkwiła mi w głowie i teraz ją sobie śpiewam w myślach... Uzależniłem się od tego refrenu! Przede wszystkim - udało mi się kupić bilet na koncert więc już na pewno dwunastego listopada tam będę, na Ursynowie, w pierwszym rzędzie siedzącym, daaaaleko od sceny ale to mi nie przeszkadza. Może wezmę ze sobą lornetkę. W Trafficu biletu nie kupiłem bo już o 19:00 zamykają kasę o czym warto pamiętać, poszedłem więc do Empiku i zdobyłem to czego szukałem. W pracy taka rozmowa: Koleżanka - Co ty robisz? Ja - Fotografuję bilet... Koleżanka - Co to za bilet? Na co to? Na kiedy? Ja - Na Róisin Murphy. Koleżanka - Nie znam, a jaki to rodzaj muzyki, pewnie rock sądząc po twoim ubiorze, glany i cały na czarno... Ja - O dziwo jestem muzycznie wszechstronny, to muzyka klubowa. Koleżanka - Klubowa? I tak tego nie znam. Pierwszy raz poczułem, że mój wygląd jakoś mnie określa. Wow. Właśnie, ciekawe w ogóle jacy ludzie przyjdą na koncert. Chyba jacyś fani clubbingu... Czyli ja będę jedynym człowiekiem w glanach? Nie wierzę. A swoją droga jak można nie znać Roisin Murphy i nie wiedzieć co to za zespół Moloko. Damn. W pracy 11 godzin minęło całkiem przyjemnie a dzisiaj mam wolne. Po pracy widziałem moją ulubioną dwudziesto-siedmio-latkę, która wygląda coraz lepiej i lepiej w przeciwieństwie do kilku innych dziewczyn, które za młodu wyglądały świetnie a teraz w najlepszym przypadku przeciętnie. Hmmm... Moje pokolenie wkracza powolutku w wiek średni. Niektórzy wkraczają szybciej inni wolniej, ja chyba utknąłem mentalnie gdzieś w okolicach podstawówki. A ja także wyglądam coraz lepiej, hej! ;D A gdybym miał mnóstwo kasy to bym sobie takie autko kupił jak to na zdjęciu, tak na przekór.



2008.10.17 / piątek / 01:11 - Do trzech razy sztuka

Dzisiaj dla odmiany w pracy było całkiem przyjemnie ale czy to ważne? Praca jak praca, a chyba większość ludzi narzeka na swoją robotę.

Właściwie nic się nie działo interesującego... Gdy wracałem ostatnim autobusem do domu tuż przed północą to miałem okazję wsłuchiwać się w piękny, rosyjski język ponieważ akurat grupa Rosjan jechała w tym samym kierunku... Taki melodyjny, ciepły język... Wolę Rosjan od Amerykanów... Tyle ciekawostek... Trzykropek... Trzykropek... Trzykropek...

Jutro mam na 20:00 i posiedzę tam do 7:00 rano, czyli królewski dyżur, 11 godzin... Niegdysiejszy standard i teraz znowu do tego standardu powrócę bo już widziałem kilka takich dyżurów w grafiku na przyszły tydzień. Nie narzekam, mi to pasuje, w nocy dobrze się czuję.

Tymczasem odpowiedzią na moje wczorajsze lamenty i narzekania jest to co przeczytałem:

"Z przyjemnością informujemy, iż w związku z dużym zainteresowaniem koncertem Róisin Murphy decyzją managmentu i agencji Good Music koncert został przeniesiony do większej sali - Areny Ursynów w Warszawie, ul. Pileckiego 122. Już od jutra będzie możliwość nabycia biletów - miejsca stojące w cenie 130 zł, miejsca siedziące - 170 zł."

Ha! To oznacza, że muszę wygrzebać ze swojego już niemal pustego konta 130 lub 170 złotych i jutro przed pracą wstąpić do Trafficu lub Empiku po bilecik. Tylko z tym miejscem to przeciętnie dobrze bo jak się koncert skończy przed północą to będę z Ursynowa zapierdzielał do firmy (mam nadzieję, że metrem) i stamtąd rowerem do domciu... A to będzie listopad więc może być średnio ciepło... Ale warto! Warto jak jasna cholera! Obym tylko bilet upolował! Jeśli się uda to 12 listopada będę na koncercie wspaniałej Róisin! Yeeeeah! :P



2008.10.16 / czwartek / 01:42 - Blair witch project

Tak wygląda moja droga do domu w czasie północy. Zajebiste klimaty, tylko na zdjęciu i tak prezentuje się to nieco inaczej. Dzisiaj jest księżyc w pełni więc kilka ciekawych widoków się trafiło, a najfajniej było gdy wycelowałem aparat w ciemny las żeby zrobić zdjęcie a funkcja wykrywania twarzy oznajmiła, że przede mną znajduje się jakaś twarz i zaznaczyła ją kwadratem. Upiorne. Gdy idę przez las w środku nocy to wolę nie słuchać tych wszystkich odgłosów dookoła, nie wyjmuję więc słuchawek z uszu i słucham muzyki, która brzmi wtedy jakoś tak szczególnie... Staram się jednak dobierać takie niezbyt mroczne utwory, żeby się za bardzo nie bać. A najstraszniejszy dźwięk jaki można usłyszeć u nas w lesie to szczekanie koziołka... Ja pierdziele... Jak dla mnie to horror.



2008.10.16 / czwartek / 01:27 - Rid of me

Drugi dzień pracy po urlopie i mimo zaledwie siedmiogodzinnego dyżuru i tak czas jakoś poooowooooliii płynął, w ślimaczym tempie... Siedzę na tyłku, stukam w klawiaturę, czytam bzdurne smski i silę się na wymyślenie jakichś oryginalnych... Siedzę, siedzę, nudzę się, patrzę na zegar już zmęczony a tu dopiero godzina minęła, damn! A najbardziej mnie wkurza, że trzeba używać klawiatury, że nie można przelewać swoich myśli bezpośrednio na ekran komputera. Rok 2008 to normalnie kpina... "2001 Odyseja kosmiczna" - dobre sobie, co ten Kubrick myślał. Mamy już rok 2008 a ludzie muszą przemęczać swoje palce uderzając w te głupie klawiatury... Rządam postępu. To zajęcie jest po prostu totalnie durne... Pisanie smsów mnie nudzi i ciężko jest wysiedzieć w tej pracy. To już nawet nie jest śmieszne... Ale właściwie na razie nie mam wyboru więc muszę zostać w tej pustej robocie jeszcze przynajmniej na rok bo z tego co pamiętam to miałem robić prawo jazdy na wiosnę... Jestem taki znudzony, że nawet robienie prawa jazdy dostarczyłoby mi odrobiny rozrywki. Aha, dzisiejszy dzień jednak miał pewien dobry punkt - odebrałem z Empiku zamówioną płytę P J Harvey. Utwór "Rid of me" rząąąąądziiiii! "Lick my legs, I'm on fire, lick my lips, I'm desire!" Uuuuh... :P "You not rid of me, I'm make you lick my injuries". Kiedyś P J była mistrzynią. A jeśli o utalentowane, śpiewające kobiety chodzi to w listopadzie będzie koncert Róisin Murphy w Warszawie w Stodole a ja na niego nie idę bo cholera nie wyrobiłem się z kupnem biletu. Po prostu o to nie zadbałem i teraz bardzo żałuję. Przecież płyta Overpowered jest moim zdaniem jedną z dwóch najlepszych płyt tej dekady, a sama Róisin jest najładniejszą piosenkarką jeśli chodzi o urodę i poza tym świetnie się rusza, tak jakby od niechcenia, zupełnie szczególnie... Moja nieobecność tam to porażka, ech. Mnóstwo ludzi chce teraz kupić bilety na koncert, gdy już wszystkie zostały wyprzedane. Kto ma ten może się uważać za szczęściarza. Dobra, a teraz coś z zupełnie innej beczki - dzisiaj odkryłem, że podświetlenie tego bajerzastego sufitu na stacji Plac Wilsona zmienia się i jest zależne od godziny. Po 22:00 na przykład jest bordowe. Tak właśnie myślałem, że ta stacja przybiera różne kolory i moja teoria się potwierdziła. Heh. Albo jakieś omamy wzrokowe mam. Wychodzę z pracy, w telewizji akurat trwa mecz Polska - Słowacja i Polska wygrywa 1:0. W pracy wszyscy happy, a wracam do domu, włączam telewizję, panorama akurat leci i mówią - Polska przegrała mecz wynikiem 2:1. No brawo. Dobrze, że piłka nożna mnie nie obchodzi...



2008.10.14 / wtorek / 23:54 - Szoku nie było

Wróciłem do pracy i jakoś przeżyłem ten pierwszy dzień... Właściwie to było nudno i monotonnie choć jednak mimo wszystko klienci nadal potrafią mnie rozśmieszyć. Człowiek nigdzie się tak nie śmieje jak przy komputerze jeśli pracuje w tej firmie. Nie było tak jak zapowiadałem, że na pierwsze smsy trudno mi będzie odpowiadać. Najwyraźniej dodatkowy rok doświadczenia sprawił, że żadnego szoku nie przeżyłem i z miejsca zabrałem się za odpisywanie. Jutro i pojutrze na szczęście mam dyżury siedmiogodzinne więc się nie przemęczę. Nadal jestem nieco chory... Jutro zgolę te baki a włosy skieruję w inną stronę bo nad takimi trudno jest zapanować.



2008.10.13 / poniedziałek / 19:24 - The end

O kurwa, to naprawdę koniec mojego urlopu! Już leżę w łóżku, wkrótce zasnę a obudzę się już w świecie wypełnionym pracą! Nieeeeeee...!!!



2008.10.13 / poniedziałek / 13:24 - Ostatni dzień urlopu

Cztery tygodnie urlopu minęły a raczej przeminęły bo tak brzmi to bardziej dramatycznie. Oczywiście spędziłem urlop niezupełnie tak jak tego chciałem i jak zwykle czuję, że zmarnowałem wolny czas, ale to chyba normalne, zawsze tak się myśli. Był to urlop spędzony głównie przy komputerze ale nie nazwałbym tego czasu czasem straconym... Zawsze to jakaś forma relaksu i odpoczynku. Dwa tygodnie w domu, dwa tygodnie w Puławach u siostry. Było po prostu nieźle... Miałem przeczytać dużo książek ale ciąglę męczę jedną. Miałem obejrzeć wszystkie zaległe filmy na dvd ale nie obejrzałem ani jednego. Miałem do Puław jechać rowerem ale to też się nie udało, głównie z powodu pogody, która w tym roku podczas mojego urlopu była taka sobie, choć kilka ładnych dni się trafiło. Jutro po raz kolejny przypomnę sobie to dziwne uczucie gdy po długiej przerwie zasiada się do pisania smsów i trzeba się ponownie przestawić na nonsens, surrealizm, głupotę, na niską kulturę, albo całkowity brak kultury... Na dno dna po prostu, ale taka już jest moja praca i sam sobie jestem winny bo nie chce jej zmieniać. Pierwsza godzina w centrum operatorskim będzie trudna, tak samo jak rok temu po powrocie z urlopu ale później popadnę w typowy dla mojej pracy stan otępienia i wszystko wróci do normy. Na pierwszego smsa cholernie trudno jest odpisać. Rok temu zadałem sobie pytanie - "do kogo ten sms jest skierowany?". Pierwszego dnia po urlopie zazwyczaj bardzo się staram ładnie odpisywać... Później wszystko się olewa. Wniosek jest prosty - potrzebuję więcej urlopów żeby lepiej pracować. Lepiej powoli zacznę już ustalać datę kolejnego. Święta niedługo będą... Będę się musiał zastanowić czy chcę spędzić Sylwestra w firmie...



2008.10.10 / piątek / 18:28 - Resztki urlopu

Urlop nadal mam więc przez kilka dni nawet od pisania photobloga odpoczywałem. Dzisiaj musiałem udać się do pracy by podpisać umowę, którą podpisuję co miesiąc. Przy okazji dowiedziałem się co nowego wydarzyło się w firmie podczas mojej nieobecności, jak choćby to, że nasi pracownicy muszą teraz obsługiwać program ezoteryczny Polsatu co zwiększyło ruch tak bardzo, że brakuje ludzi do pracy. Tylko patrzeć jak mnie skierują na siłę na ezoterykę... Ale może tak się nie stanie. Miałem dobrowolnie się na ezo przenieść jednak zmieniłem zdanie i na razie będę się trzymał od tej czarnej magii z daleka. Dobrze, że dzisiaj było ciepło bo ostanio jestem lekko chory. Urlop skończy mi się we wtorek o godzinie 11:00, gdy siądę przed komputerem i zacznę odpisywać na smsy... Nie wiem czy jeszcze to potrafię.



2008.10.06 / poniedziałek / 22:02 - Comfortably numb

Starszą siostrę odwiozłem do Polskiego Expressu w Warszawie, czekając na odjazd siedzieliśmy razem godzinę w kawiarni w Złotych tarasach choć ja kawy nie lubię, później się pożegnaliśmy a ja poszedłem odebrać płyty z Merlina, w tym jeden z moich ulubionych filmów na DVD - "Podwójne życie Weroniki". Pamiętam jak ten film mnie zauroczył gdy obejrzałem go po raz pierwszy wiele lat temu. Mistrzostwo. No, ale nieważne... Następnie spotkałem drugą siostrę, wracającą akurat ze szkoły zatłocznym autobusem. Ciekawi mnie jakie stopnie z egzaminów będzie siostra dostawała na półrocze, bo na razie wydaje się, że poważnie wzięła się za naukę. Pożyjemy, zobaczymy. Oby jak najlepsze. Teraz przede mną jeszcze trochę wolnego czasu i z domu ruszę się chyba tylko raz, ale jeszcze nie wiem kiedy. Nic nie muszę... To wspaniałe.



2008.10.06 / poniedziałek / 09:21 - Siostrę trzeba odwieźć

Wstałem wcześnie, o 7:45 rano bo muszę odwieźć siostrę do Warszawy, ponieważ wraca dzisiaj do domu. Przyjechała tylko na wizytę Garou w Empiku i już dzisiaj wyjeżdża. Na dworze jest zimno, słońca nie widać ale przynajmniej nie pada deszcz. Zdjęcie zrobione wczoraj oczywiście. Widziałem ten kurier warszawski, w którym to nas pokazano... Lipa, bo byliśmy widoczni mniej więcej przez seknudę... Buuuu. Tymczasem słucham sobie płyty "Kicking against the pricks"... Super, ale nie zapominam o tym, że miałem kupić kolumny i zrobię to prawdopodobnie w grudniu, za pensję z listopada. Na wiosnę spróbuję dobrać sobie jakieś nowe okulary, co nie jest łatwe, bo przymierzałem ich już wiele i w żadnych nie wyglądałem dobrze, wszystkie są za szerokie i w każdych wyglądam starzej. Może to i lepiej... Młody nie jestem, mam już sporo siwych włosów. Późniejszą wiosną spróbuję zrobić prawo jazdy. W końcu każdemu się to udaje.



2008.10.05 / niedziela / 21:02 - Niedziela z Garou

O godzinie 15:00 pewien dosyć znany piosenkarz, zwany Garou, dawny lub także obecny idol mojej siostry zjawił się w Empiku na Nowym Świecie by przez godzinę rozdawać autografy, a także po to by odebrać złotą płytę za swój najnowszy album. Z tej okazji pojechaliśmy z siostrą do Warszawy i zaraz po wyjściu z mojej firmy, gdzie podałem dyspozycje, udaliśmy się na miejsce, a była to godzina 14:00. Godzina czekania nie była męcząca, ogólnie było bardzo fajnie choć siostrze nie chciało się iść po autograf czy po to żeby zrobić sobie z Garou zdjęcie, a szkoda, bo możliwość taka była. Właściwie nie wiem czy się jej nie chciało czy się przestraszyła albo wstydziła, ale ważne, że tam byliśmy. Ludzie zebrani w Empiku zasłaniali nam samego Garou przez większość czasu ale czasami gdzieś tam pojawiała się jego facjata i nawet zrobiłem mu parę zdjęć. Całość filmowało kilka kamer i jeden pan kamerzysta skierował obiektyw na mnie i siostrę dzięki czemu pokazano nas w telewizji, w kurierze warszawskim o godzinie 18:00 o czym poinformowała nas rodzina telefonicznie. Operator filmował też innych ale realizator wybrał właśnie nas, widocznie jesteśmy w jakiś sposób wyróżniający się z tłumu (to pewnie zasługa mojej fryzury ;P). Podobno widać było najpierw nas a później już tylko Garou, szkoda, że sam tego nie widziałem, ale gdy puszczano nas w tv to my byliśmy jeszcze w autobusie. W ogóle ostatnio pokazują mnie też podobno na telewizji puławskiej bo sfilmowano moją żałosną postać gdy jeździłem rowerem po parku podczas urlopu. Cholera, a nikt mnie o pozwolenie na udostępnienie mojego wizerunku nie pytał. Wizyta Garou skusiła głównie dziewczyny bo na pewno ma on więcej ma fanek niż fanów choć kilku facetów też się trafiło, wśród nich Roland, który kiedyś występował w Idolu i teraz jest postacią powszechnie znaną w Warszawie (co jakiś czas go widuję). Garou od czasu gdy go ostatnio widziałem na żywo, cztery lata temu, nieco posiwiał i wyłysiał ale chyba nadal prezentuje się imponująco, inaczej nie ściągnąłby do Empiku takiej ilości ładnych dziewczyn. Teraz siostra leży i ogląda u mnie TVN bo za chwilę Garou ma wystąpić w żałosnym programie "Taniec z gwiazdami", właściwie to chyba właśnie po to przyjechał do Polski żeby się w tym dnie dna pojawić. Później będzie powtórka kuriera warszawskiego więc może tym razem zobaczymy jak wypadliśmy przed kamerą (wiadomo - durne uśmiechy). Efekt tego całego zajścia - niemal wszyscy obecni obdarowani zostali autografami, wielu z nich zrobiło sobie zdjęcie z Garou i tylko dwójka skromnych ludków zadowoliła się samą obecnością na tej imprezie... Wiadomo kto taki. Aha, ja żadnym fanem Garou nie jestem, nie słucham jego muzyki ale przyznaję, że na żywo jest to bardzo fajny facet, kto był na jakimkolwiek spotkaniu z nim ten wie. Faceci podobno nie lubią Garou dlatego, że tak podoba się on kobietom... Zazdroszczą mu?



2008.10.03 / piątek / 23:13 - Powrót do domu

Już od kilku godzin jestem w domu, ale na szczęście koniec pobytu w Puławach wcale nie oznacza końca urlopu bo mam jeszcze ponad tydzień wolnego. Podróż była średnio przyjemna głównie dlatego, że nie lubię jeździć pociągiem a poza tym było deszczowo. W Warszawie odebrałem kolejne trzy płyty Nicka Cave'a i do pelenj dyskografii brakuje już tylko dwóch lub trzech, zależy jak liczyć. Zaraz zajmę się wsłuchiwaniem w tę muzykę tylko przegonię siostrę z mojego łóżka i pokoju. Teraz siedzę przy komputerze i nie mogę się przyzwyczaić do tej klawiatury i myszki ponieważ przez ostatnie dwa tygodnie używałem wyłącznie laptopa. No i internet przez iPlusa strasznie zamula... Zdjęcia tak powoli się wyświetlają, wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie... Ech. Ważne, że w ogóle mam dostęp do netu. Trzeba zaakceptować to co nie jest idealne... Aha, dzisiaj były urodziny Oli. Przestała być szesnastolatką i stała się siedemnastolatką (nie inaczej). Wszystkiego dobrego jeszcze raz.



2008.10.02 / czwartek / 22:54 - This is the end beautiful friend

Dzisiejszy, ostatni dzień pobytu w Puławach, urozmaiciłem sobie jeżdzeniem na rowerze. Odwiedziłem dworzec kolejowy, park i pałac Czartoryskich gdzie pracuje siostra, przejechałem obok liceum Czartoryskich, do którego chodziła moja mama, obok szpitala, w którym umierała moja babcia i dziadek, oraz koło kina Sybilla, w którym to byłem pierwszy raz sam na seansie w 1997 roku, a także obok urzędu, w którym byłem na komisji wojskowej, gdzie dostałem kategorię D (ku mojej uciesze)... Puławy to dla mnie ważne miasto, chyba już zawsze będę tutaj wracał... Właściwie to mam tutaj mieszkanie, na spółkę z moimi obiema siostrami. Ogólnie jednak i tak wolę Warszawę... To o Warszawie mogę napisać i powiedzieć, że jest moim miastem. Jutro wracam. Do pizzerii nie poszliśmy bo nikomu się nie chciało tam wybierać. Ja już się spakowałem i jestem gotowy do wyjazdu. Jakoś szybko to wszystko mineło, zdecydowanie zbyt szybko... W przyszłym roku chyba wezmę sobie dwa urlopy, jeden na wiosnę a drugi na jesieni. Ale nie, przecież mamy jechać za granicę z siostrą... Pierwszy raz opuścilibyśmy kraj, tylko zastanawam się gdzie powinniśmy się udać, gdzie jest najpiękniej. Nie ma co snuć planów bo do wakacji jeszcze daleko, a nie wiadomo nawet jak długo utrzymam się w pracy... Ostatnio ludzie wylatują z firmy tak po prostu, bez wyraźnego powodu. Mnie jak na razie trzymają więc może według nich nie jestem złym pracownikiem.



2008.10.02 / czwartek / 13:27 - Ludzie nie są dobrzy

Proszę bardzo, siostra przyniosła z pracy jakieś archiwalne numery bardzo marnego czasopisna, którego tytułu tutaj nie wymienię i w środku jeden artykuł był ciakawy... Z biografii Nicka Cave'a - "Wkrótce wyrzucono go ze szkoły, po tym, gdy wraz z kolegą próbował ściągnąć majtki ze starszej o kilka lat uczennicy". Ja w szkole nie próbowałem ściągać z uczennic majtek a i tak mnie wyrzucili... Chyba za umiłowanie wolności... Wczoraj przesiedziałem cały dzień przed laptopem więc dzisiaj wypadałoby gdzieś się wybrać, choćby do bankomatu po pieniądze na powrót i chyba zaraz to zrobię, założę na siebie to samo ubranie i pójdę na mały spacer. To mój ostatni dzień w Puławach, jutro już wracam do domu ale dzisiaj wieczorem jeszcze mogę iść z siostrą i jej koleżanką na pizzę, a w każdym razie do pizzerii ale nie wiem czy z tego skorzystam. Słońce świeci... Właściwie to mogę do tego bankomatu podjechać rowerem i chyba tak zrobię... Ale to i tak za godzinkę dopiero...



2008.10.01 / środa / 20:57 - Stałe łącze

Tym razem zdjęcie na PhotoBloga załadowało mi się w ciągu jednej sekundy a nie tak jak zwykle w ciągu niemal minuty a to dlatego, że laptop siostry łączy się od dzisiaj z internetem za pomocą sieci telewizji kablowej. Prędkość jest powalająca jak dla mnie, szkoda, że w domu takiego połączenia nie mam. Nareszcie mogłem swobodnie wejść na YouTube i zgrać sobie na dysk wszystkie interesujące mnie teledyski, reklamy czy urywki koncertów. Co prawda raz to wspaniałe połączenie całkiem padło i przez kilkanaście minut nic nie mogłem zrobić ale samo się wszystko naprawiło i już jest ok. Ogólnie to teraz już mnie głowa boli bo cały dzień siedziałem przy laptopie (choć nie, właściwie to po południu nawet przeszedłem sie do siostry do pracy by zanieść jej szminkę)... Tymczasem odchodzę od komputera. Co za dużo to niezdrowo.