2008.11.29 / sobota / 09:57 - Wolny weekend

Załatwiłem sobie dwa dni wolne akurat na weekend więć odpocznę od tych nudnych rozmówek w pracy, znajdę sobie jakieś ciekawe zajęcia. Wpłaciłem na Allegro pieniądze więc będę mógł teraz handlować i prawdopodobnie w tym lub przyszłym tygodniu wystawię wreszcie na sprzedaż kolumny i może jeszcze kilka innych sprzętów. Telewizora kurier wczoraj nie przywiózł bo pewnie postanowił przełożyć tę dostawę na poniedziałek. Mi tam obojętne.

W pracy głowa mnie bolała ale teraz czuję się już dobrze... Widocznie przy pracy też można odpocząć i się wyleczyć, wyspać się nie zamykając oczu. Maanamu całego nie udalo mi się przesłuchać, będę się z całością zapoznawał powoli ale już kilka utworów wielbię, jak choćby "To mi się śni" z najnowszej płyty. Ta najnowsza jest najgorsza, zaledwie 3 dobre utwory, reszta okropna, szczególnie tekstowo ale wiadomo, każdy się w końcu wypala...

Pokochałem ten oto utwór "Sahara" z prostym tekstem, który tutaj cytuję... Banał ale z muzyką i tym schodzącym, masywnym basem w refrenie ta piosenka jest... Lovely.

A koncert Moloko na DVD też jest piękny... A nawet rzekłbym - seksowny. Ach, Róisin. ;P Tak wygląda charyzmatyczna kobieta z klasą... A ja chyba uwielbiam właśnie charyzmatyczne babki, a nie sierotki jak kiedyś myślałem... Choć nie... Sam nie wiem. A zresztą... Ważniejsze, że mnie nie uwielbiają ani takie, ani takie. ;(


"Nie opuszczaj mnie
Bądź aż do końca świata
Ja będę dla ciebie
Jak piękny koniec lata"

Maanam - "Sahara"



2008.11.28 / piątek / 09:02 - Koniec listopada

O jaka piękna antologia... I jaka tania. A pod nią aktualnie czytana przeze mnie książka - bardzo dobra jak na razie. Kiedy ja tego całego Maanamu posłucham? Aha, choćby w weekend bo będę miał teraz dwa dni wolne. Jeszcze tylko dzisiaj popracuję i będzie to ostatni dzień pracy w listopadzie.

Zaraz zrzucę wszystkie płyty na mp3 i do pracy zabiorę wielkie słuchawki siostry to będę miał czego słuchać przez 11 godzin dyżuru. Cholera, pracuję po 11 godzin, a przecież z poprzedniej pracy w pewnym sensie odszedłem też po to żeby mniej pracować. Gdy odejdę z tej obecnej to pójdę do jakiejś dwunastogodzinnej?

Czekam na telewizor ale właściwie to muszę iść spać więc gdy kurier go przywiezie to tata odbierze przesyłkę. Będzie musiał wnieść 50 kilogramów do domu... Może kurier pomoże. Później po włączeniu tego pudła okaże się ile ma wad. Domyślam się, że idealny nie będzie...

Zimno tu jak cholera więć zmykam pod kołdre, którą najpierw będę musiał podgrzeć suszarką. Posłucham tyle Maanamu ile będę mógł zanim zasnę... Rzucę okiem na koncert Moloko...


"Zżera mnie żądza, żądza pieniądza, żądza pieniądza"

Maanam "Żądza Pieniądza"



2008.11.27 / czwartek / 17:22 - Fartem

Ha! A możę cha! Pieniądze, które wysłałem w świat jakimś cudem trafiły tam gdzie miały trafić i jutro kurier ma przywieźć telewizor. Sam nie wiem jak się to wszystko stało ale ważne, że się udało. O.

Teraz pozwolę sobie pójść do pracy...

A jak widać, po prawej stronie u dołu pozwalam sobie cytować różne rózności, głównie muzyczne... To co akurat dobiega z głośników lub to co gra mi w głowie... W cytowaniu jest coś pustego... W pewnym sensie to taki dowód bezmyślności, bo zamiast stworzyć coś samemu to człowiek cytuje to co ktoś już kiedyś stworzył... W każdym razie jeśli coś cytuję to zarazem to polecam...

Usta mi wyschły na mrozie.

Spadam do roboty. I na pocztę po antologię Maanamu i koncert Moloko.


"I got some dirty boots - baby!"

Sonic Youth - "Dirty Boots"



2008.11.27 / czwartek / 08:57 - Błuuuueeeeeeeeeeeeeeee

Łuuuueee.... Blaaaauuuuuch... Pleeeffffff...


"Someday a rain is gonna come and wash all the scum off the steets"



2008.11.25 / wtorek / 20:29 - If the 6 was 9

Dzisiaj tytuł tej piosenki Tori Amos nabrał dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Te słowa w piękny sposób nawiązują do tego co zrobiłem.

Jeśli gdzieś można się pomylić to ja zazwyczaj to zrobię i tak się stało gdy wpłacałem pieniądze za telewizor na konto. Zastanawiam się teraz tylko gdzie poszło moje 440 złotych... Istnieje szansa, że tam gdzie chciałem ale wszystko jest tak zakręcone, że nawet nie będę tutaj tego tłumaczył. W każdym razie w grę wchodzi podwójna albo nawet potrójna pomyłka. Panie na poczcie nie miały wcześniej do czynienia z takim przypadkiem.

Od dzisiaj będę sprawdzał prawidłowy numer konta 5 razy zanim wpłacę pieniądze. Jak mogłem pomylić szóstkę z dziewiątką? No fakt, podobne są do siebie...

Jedno wielkie UPS... A raczej O KURWA...

Całkiem możliwe, że podarowałem komuś w prezencie 440 złotych i już nigdy tej kasy nie zobaczę. Lipa.

W dodatku w pracy miałem jedną z najcięższych nocy, z najniższą średnią jaką kiedykolwiek wyrobiłem. Nigdy jeszcze nie widziałem tylu wkurzonych pracowników narzekających na duży ruch i twierdzących, że jeśli tak będzie dalej to odejdą. Ja też chętnie bym już uciekł bo firma zaczyna zmierzać w jakimś chorym kierunku...

Żeby mnie jeszcze dobić na koniec to rano nie przyjechał autobus i musiałem marznąć na przystanku 30 minut.

Napieprzyłem ile mogłem napieprzyć więc teraz już może być tylko lepiej. A może w ogóle wszystko będzie miało szczęśliwe zakończenie.

W ogóle jest dobrze, jestem szczęśliwy nawet jeśli moje pieniądze już nigdy do mnie nie wrócą. Ludzie mają większe problemy na świecie - na przykład w Brazylii gdzie lawiny błota zmiotły z powierzchni ziemi całe osady.



2008.11.24 / poniedziałek / 07:36 - Caught in a whisper

To był dziwny dzień... A raczej noc.

No comments.

Nie żeby było źle... Ale jakiś taki wypalony jestem... Emocjonalnie.

Choć zaczynam powoli wierzyć, że na tym świecie istnieją jeszcze kobiety, które mogłyby mnie zainteresować. Pełne wewnętrznego spokoju, posiadające pewien niezwykły urok... Piwne oczy... I oczywiście słuchające dobrej muzyki - a to jest podstawa.

O, do domciu mnie wypuczono dwie godziny wcześniej. Zacnie.

Tymczasem przed pójściem do pracy kupiłem na allegro używany ale duży telewizor Sony Trinitron za 390 zł. Pamiętam jeszcze czasy gdy taki sprzęcior kosztował prawie 3000 zł. Ponieważ porządna plazma nadal kosztuje sporo, bo około 6000zł, to znalazłem alternatywne rozwiązanie, mam nadzieję, że niezłe. Poprzedni skromny telewizorek zostanie zastąpiony przez coś nieco lepszego o ile to coś w ogóle będzie działać. Telewizji prawie nie oglądam ale dvd - jak najbardziej. Zresztą teraz będę miał dobry powód żeby bezmyślnie gapić się w tv... Rysio z Klanu będzie miał teraz taaaaaką gębę.

Dwa dni wcześniej kupiłem koncert Moloko na DVD w jedynym sklepie, w którym jeszcze można było go dostać, oraz... Maanam - anologia, wszystkie 11 płyt plus dwie bonusowe i dwie dvd za śmiesznie niską cenę.

Zakupy, zakupy, zakupy... Przynajmniej wiadomo po co się pracuje.



2008.11.22 / sobota / 10:06 - Centrum Sterowania Idiotami

Mam za sobą bardzo ciężki dyżur z bardzo dużym ruchem, który ustał dopiero po godzinie 5:00 gdy wszyscy popierdzieleni klienci wreszcie poszli spać. Oczywiście już o 6:00 nowa zmiana klientów zaczęła się budzić a oni uwielbiają witać dzień razem z nami. Pierwsza rzecz, którą robią to wysyłanie do nas smsa. Podczas takiego zapierdolu zawsze jestem bliski zwolnienia się z firmy i rozpoczęcia poszukiwań nowej pracy, ale później wszystko się uspokaja i zapominam o tym, że bywa ciężko. O, nawet miałem czas by zrobić sobie zdjęcie gdy już wszyscy wrócili do domów. Cały czas dostaję dyżury od 20:00 do 7:00 i nad ranem w firmie na smsach są zazwyczaj już tylko trzy osoby, niekiedy cztery jak dobrze pójdzie. Ciągle jednak potrzebujemy nowych pracowników, czas mija a firma wciąż wita nowych chętnych z otwartymi ramionami. Właściwie to nawet obniża się próg wymagań żeby więcej ludzi zechciało u nas pracować. Nawet już dyktanda nie trzeba zdawać na pierwszych trzech godzinach próbnych.

Przyznać trzeba jedno - mamy dużo szczęścia do supervisorów i teamleaderów czyli naszych przełożonych, którzy są naprawdę bardzo fajnymi ludźmi. Wystarczy już, że klienci zatruwają nam życie, gdyby to samo spotykało nas ze strony przełożonych to byłoby marnie. Tymczasem w innych firmach tak jest, że twój szef jest twoim wrogiem. U nas chyba to jest najważniejsze, że oni wszyscy kiedyś też pracowali tak jak my na smsach więc nas rozumieją. Połowa z nich jest młodsza ode mnie o kilka lat - wiadomo, w życiu można sobie radzić lepiej albo gorzej. Ja jestem z tych, którzy radzą sobie gorzej ale jeszcze nie jest tak fatalnie. Na razie straciłem zapał by piąć się w górę.

Poza tym nic się nie dzieje, śnieg spadł i to już taki widoczny. Choinkę niedługo można będzie ubierać. Dzisiaj odrobina wolności.



2008.11.21 / piątek / 10:08 - Insomnia

Dzisiaj przekonałem się, że słuchawki, które siostra kupiła już jakiś czas temu świetnie nadają się do mojego odtwarzacza mp3. Przyjemnie słucha się dzwięku przepełnionego basem, przydałby mi się taki także w domu, dobiegający z kolumn ale na to trzeba pieniędzy a ja właśnie jestem na etapie ich ciułania.

W pracy zachwycałem się więc głównie muzyką, szczególnie płytą, która kupiłem, czyli Faithless - Reverence. Czasami nawet techno jest muzyką posiadającą duszę.

Nad ranem wstąpiłem po książkę na pocztę, przeszedłem się trochę po Izabelinie gdzie zrobiłem sobie to zdjęcie przed moją dawną szkołą - podstawówką, bo gdy ja chodziłem do szkoły to czegoś takiego jak gimnazjum nie było. Dawne czasy.

Później wróciłem do domu i odebrałem maila od taty, który polecił mi żebym kupił kolejną rzecz na Allegro, tym razem jakieś frezy do drewna. Jak tak dalej pójdzie to tata przepuści całe pieniądze na narzędzia. ;) Muszę się wreszcie zabrać za wystawienie na Allegro moich kolumn. Kolegi chyba do nich nie przekonałem ale nic dziwnego zachęcałem go słowami - "Ja bym Ci nie polecał tych kolumn". :P Nie potrafię być nieszczery.



2008.11.20 / czwartek / 16:30 - Widok z okna

Będzie mi brakowało tego widoku za oknem... Nie jest to widok z okna mojego pokoju oczywiście, bo w tym przypadku widoczne byłyby tylko drzewa, jest to widok z firmy. Lubię sobie wyjrzeć za okno i patrzeć jak tam po drugiej stronie ludzie pracują. "Praca mnie fascynuje - mógłbym ją oglądać godzinami".

Tymczasem suszę włosy, zbieram się powoli do wyjścia i dzisiaj ponownie przed pracą wstępuję do Merlina, tym razem po odbiór płyty Faithless... Tania była to zamówiłem. Kiedyś kupowało się płyty w ciemno, a teraz zawsze przed zakupem dokonuję odsłuchu (przez internet) więc wiem czego się spodziewać. Z jednej strony to dobrze, z drugiej brakuje nieco zaskoczenia. :P

Rano będę musiał wstąpić na pocztę po książkę. Poczta działa u nas w taki ciekawy sposób, że samemu trzeba się zgłaszać po przesyłki. Listonosz nawet nie raczy dostarczyć awizo, trzeba się samemu dopytywać czy już jest coś do odebrania. Lipa.



2008.11.19 / środa / 23:38 - Klimatyzacja

Chociaż klimatyzacja w pracy praktycznie nie działa i pożytek z niej jest taki, że w środku nocy z sufitu potrafi spływać na nas zimne powietrze, to jednak ta druga klimatyzacja, pisana z wielkiej litery, ma się dobrze, najwyraźniej radzi sobie w życiu. Pozdrawiam serdecznie.

A okna w firmie i tak trzeba otwierać, inaczej byśmy się udusili, może w nowym miejscu będzie lepiej. Na razie raz jest zimno, wręcz lodowato by po chwili, po zamknięciu okna robiło się gorąco... Później znowu ktoś otwiera okno i lodowate powietrze wlatuje do środka. Cud, że się jeszcze nie pochorowałem od tego.

Dzisiaj siedzę sobie w domu, a konkretnie przy komputerze. Obudziłem się i od kilku godzin nie odchodzę od komputera, w pracy komputer, w domu komputer... Cholera, ale urozmaicenie.

Za plecami cały czas gra muzyka... Tym razem jest to Cypress Hill, najlepszy hip-hopowy zespół świata, choć na kilku nowych płytach nieco się zeszmacił. "Temples of boom" to jednak płyta legenda, dowód na to, że hip-hop może być muzyką pisane przez duże M. Z klimatem pisanym przez duże K. Kolejny dowód na to jak cholernie dobra była muzyka w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. A może dlatego tak myślę, że wtedy wszystko słyszałem po raz pierwszy. Pamiętam jak The Offspring uznałem za bardzo ostrą muzykę gdy pierwszy raz kolega mi go puścił na walkmanie. Później dotarł do mnie właśnie hip-hop i to było coś niezwykłego... Dzisiaj się tego nie rozumie jaka to wtedy była nowość. Życie dzieciaka jest po prostu czymś zajebistym a z biegiem lat świat wydaje się coraz mniejszy, ma się coraz silniejsze uczucie szybko mijającego czasu. Wszystko powoli traci na wartości. Najlepiej jest robić coś po raz pierwszy, za drugim razem już nie jest tak przyjemnie... Może dlatego trzeba się czasem zresetować... W sensie - umrzeć.

Zastanawiamy się jacy byli ludzie w epoce kamienia łupanego, w Starożytności, w Średniowieczu, w Renesansie... A może to cały czas byliśmy my, może rodzimy się i umieramy by następnie ponownie się narodzić i ponownie umrzeć, może moje obecne wcielenie jest czterdziestym którymś, może pięćdziesiątym... Takie rozwiązanie też trzeba dopuszczać jako możliwe. "Nie umrzemy nawet jeśli byśmy tego bardzo chcieli". Jesteśmy tu uwięzieni. ;o

Jeśli popatrzeć na świat, na to jak całość jest zorganizowana, to podobno wszystko zaczęło się od wybuchu w jednym małym punkcie, powstały galktyki, gwiazdy, planety, które oddalają się od tego cenralnego punktu, ale po pewnym czasie proces ten zacznie się cofać, wszystko to zacznie się do siebie zbliżać by ostatecznie znowu nastąpił wielki wybuch. Albo bliżej - Ziemia krąży wokół słońca, mamy wiosnę, lato, jesień, zimę i ponownie wiosnę, lato... Ziemia obraca się dookoła własnej osi więc mamy dzień, noc, ponownie dzień, następnie znowu noc... Okrąg, koło - to jedyny istniejący kształt w naszym świecie. Prosta nieskończona nie istnieje nigdzie poza naszymi mózgami, możemy sobie ją tylko wyobrazić. Jeżeli istnieje nieskończoność to tylko dlatego, że jest ona okrągła.

Dlatego myślę, że nie może być tak, że po śmierci człowiek idzie sobie do jakiegoś Nieba, gdzie trwa wiecznie. Wieczność po prostu nie ma sensu. To tak jakby ktoś dał nam książkę ale okazałoby się, że ma ona nieskończoną ilość stron. Czy miałoby to jakiś sens? Chciałoby się komuś coś takiego czytać i czy czytanie jakiejkolwiek strony z tej książki coś by oznaczało? Prędzej jest tak, że po śmierci odbywa tam drugie życie. W dniu śmierci się znika na zachodzie by później pojawić się na wschodzie w dniu urodzin.

Albo po śmierci staniemy przed Bogiem i zapytamy się - Panie Boże, o co w tym wszystkim chodzi? A Bóg odpowie - Nie wiem, myślałem, że wy mi to wyjaśnicie.

Tyle pieprzenia na dziś. Kiedyś zbuduję swoją własną religię... Jak w piosence Garbage.



2008.11.19 / środa / 09:35 - Winterschlafer

Zimno, w czapce już muszę chodzić... W dodatku w nocy padał pierwszy śnieg ale oczywiście jak na pierwsze opady przystało szybko znikł. W środku nocy, mniej więcej wtedy gdy padał śnieg, czyli około 2:00 wydarzyło się coś niespotykanego wcześniej, przez dwa i pół roku mojej pracy nigdy do tego nie doszło, myślałem, że jestem mocny ale dzisiaj po raz pierwszy w pracy udało mi się najzwyczajniej w świecie... Zasnąć. Prawie nikt nie pisał, było tak nudno a ja byłem tak senny, że sam nie wiem kiedy zapadłem w sen... Obudziłem się po 30 minutach, z obolałą nogą i ręką bo ułożyłem się w niewygodnej pozycji na fotelu. Klienci trochę sobie na mnie poczekali a w pracy chyba nawet nikt nie zauważył, że spałem. Fajne uczucie gdy nagle jest 30 minut później, 30 minut bliżej końca dyżuru. W dodatku taka mała drzemka była wystarczająca i senność po prostu znikła. Chciałbym mieć pracę polegającą na spaniu - jak ochroniarze.

Aktualnie czytam Pratchetta "Mort" i jeśli kilka jego następnych książek będzie trzymało taki wysoki poziom (czyli będą tak zajebiście śmieszne) to uznam go za swojego ulubionego pisarza.



2008.11.18 / wtorek / 09:18 - Koniec jesieni

Skończyła się jesienna pogoda i dzisiaj rano przyszedł mróz. W Warszawie chyba około -3 stopnie, w lesie jak zwykle zimniej, pewnie z -6. Z jednej strony nie lubię takiej pogody a z drugiej... Lubię. Sam nie wiem czemu, chyba chodzi o ten zimowy klimat... A tej zimowej kurtki ze zdjęcia bardzo nie lubię. Chyba zminusuję sobie konto i kupię jakąś nową.

W pracy było dosyć luźno, przed pracą wstąpiłem jeszcze raz do Merlina, po płytę Moloko zawierającą same Remixy ich utworów... Wkrótce ma się pojawić na dvd koncert Róisin albo Moloko więc kupię go od razu. Szkoda, że koncertów na dvd jest tak mało, powinno być dużo, dużo więcej. No i powoli można już przestawać mówić o dvd i przestawać je kupować by przerzucić się na blu-ray, co pewnie zrobię w drugiej połowie przyszłego roku. Na razie zmiany w tej dziedzinie nadchodzą powoli ale odtwarzacze faktycznie staniały. Telewizory też i w przyszłym roku powinienem wreszcie kupić jakiś naprawdę duży.

No, ale po powrocie z pracy zastała mnie w domu dosyć nieprzyjemna sytuacja rodzinna związana z naszą dalszą rodziną (o ile ciocię można nazwać dalszą rodziną)... Ciocia miała operację i w związku z tym wynikły jakieś komplikacje... Mama jest oczywiście jak zwykle załamana, ale nie dziwię się, przecież to są siostry. Cztery siostry, mama jest z nich najmłodsza... W jakiejś kolejności muszą odchodzić z tego świata ale nie sądzę, żeby ten proces już teraz miał się zaczać... Hmm.

Dzisiaj jeszcze raz idę do pracy a jutro nareszcie dzień wolny. Średniej w tym miesiącu już nie uda mi się uratować.



2008.11.17 / poniedziałek / 09:14 - Ramalama bang bang

Trzeci dzień pracy za mną... Nic szczególnego się nie działo... Zresztą wystraczy tego ciągłego przynudzania o pracy. Jest jak jest, piszemy smski i już.

Wróciłem do pustego i niestety zimnego domu, puściłem Róisin Murphy - "Ruby blue", włączyłem komputer i teraz piszę te słowa a gdy skończę pójdę zjeść serki waniliowe... Później zapadnę w sen w łóżku, a właściwie na wersalce bo mam wersalkę, której nigdy nie składam i nie ścielę. Co dzień, co noc to samo.

"Nie mów dzień dobry, nie mów do widzenia, dzień w fabryce trwa non stop". Słowa tej piosenki Dezertera przychodzą mi do głowy gdy jestem tak zarobiony jak ostatnio.

Jak dobrze pójdzie to sprzedam moje duże kolumny koledze, tylko muszę go przekonać do tego, że są dobre... A gdy już je sprzedam to kupię sobie nowe, pięknie brzmiące B&W. Choć teraz słucham Róisin i sam się dziwie jak dobry dźwięk dobiega z tych małych kolumn, które mam teraz. Najchętniej słuchałbym muzyki w domu cały czas, ale właśnie czas jest czymś czego mi zawsze brakuje... Mniej więcej od dwóch i pół roku, od czasu mojego romansu z ITV, MNI lub CSW. Jak kto woli.



2008.11.16 / niedziela / 09:45 - Adios Radio Zet

Dzisiaj potwierdziła się ostatecznie wiadomość o tym, że naszą firmę przenoszą z budynku Radia Zet na ulicę Miedzianą, do jakiegoś parterowego, płaskiego jak naleśnik budynku, w którym wszyscy będziemy razem na jednej sali, czyli smsy, 0700..., informacja biura podróży oraz (o zgrozo) szefostwo, które aktualnie znajduje się na innym piętrze. Wynajmowanie biura w tak zacnym budynku jak obecny było pewnie zbyt drogie i dlatego konieczne będzie przeniesienie. Poza tym firma otwiera nowe działy więc tutaj nie było już miejsca... Od lutego przyjdzie więc nowe. Rowerem będę miał 2 kilometry bliżej ale już nie będę mógł jeździć metrem co uważam za wielką stratę bo ja po prostu kocham metro. Budynek Radia Zet za to bardzo lubię i żałuję troszeczkę, że trzeba będzie się z nim żegnać. Ja się bardzo przywiązuję do miejsc... Przywiążę się więc pewnie też i do nowej lokalizacji. Niech będzie jak ma być.

W pracy było bardzo spokojnie bo w sobotę zawsze tak jest. Wszyscy są przed wypłatą więc przykładowe rozmówki pracowników wyglądały dzisiaj tak: - Ja mam 3 złote na koncie...
- Ja mam 7...
- Ja mam 20...
- Ja minus 300 złotych...
- O, znalazłam w portfelu 12 złotych!
- Inwestuj w akcje, węgiel, ropę, naftę...!!!
- Kupuję Orlen!!! :D

Tjaaa... A ja osobiście mam chyba minus 500 złotych więc wypłaty w tym miesiącu tak jakby nie będzie.

Idę się zdrzemnąć.



2008.11.15 / sobota / 09:38 - Me against them

Zimno się zrobiło więc zacząłem chodzić w zimowej krutce. Niestety nie mam pieniędzy na nową kurtkę więc chodzę w takiej, którą kupiłem chyba 8 lat temu... Kasa rozeszła się na coś innego, chyba na jakieś płyty znowu... Okulary miałem kupić ale też mnie na nie już nie stać. Może kiedyś się uda.

Tymczasem ruch w pracy osiąga wartość krytyczną. Pracownicy na ezoteryce mają ponad 200 klientów naraz do odpisania, a na rozrywce dzisiaj też był cały czas ogólny zapierdol. W dodatku od godziny 6:00 zostałem sam jeden na rozrywce... Sam jeden przeciwko wszystkim zboczeńcom z całej Polski (z zagranicy też zresztą piszą). Skoro firma jest tak źle zorganizowana to niech się klienci nie dziwią, że odpowiedź na smsa otrzymują po 40 minutach... Szybciej się nie da odpisać. Tak duży ruch ma też swoje zalety - ma się wszystko gdzieś, w ogóle nie trzeba się starać, można wysyłać smsy zawierające trzy albo cztery wyrazy. O średniej już się nie myśli bo spadła poniżej normy już dawno i teraz tylko pozostaje do rozstrzygnięcia kwestia czy policzą nam minusy. Jeśli tak to mam pensję obniżoną o 400 złotych. Cudownie.

Od pewnego czasu (konkretnie od czasu gdy w naszej firmie kultowym serialem stał się "Kapitan Bomba") klienci nie są już nazywani klientami. Teraz nazywa się ich najczęściej mianem - "tępe chuje". Muszę przyznać, że to określenie doskonale do nich pasuje, normalnie strzał w zajebistą dziesiątkę. Oczywiście klientki z ezoteryki to częściej "tępe pizdy"... Sami i same się o to proszą.

A tak całościowo patrząc to i tak był to fajny wieczór i fajna noc... Dzień prześpię.



2008.11.14 / piątek / 13:43 - All the things you hate

Chcę czy nie chcę ale do pracy już dzisiaj iść muszę. Wstałem jak zwykle za wcześnie i jak zwykle w pracy będę bardzo śpiący nad ranem. Nie wiem nawet ile dni pracy mnie teraz czeka bo jeszcze nie widziałem nowego grafiku.

Wgrywanie filmów na YouTube trwało całą noc pomimo, że mam ich tylko sześć. W dodatku wiele razy wgrywanie zacinało się przy sześciu lub przy dwudziestu procentach. Mistrzostwem było kiedyś zacięcie się pobierania sterowników do karty dźwiękowej gdy pasek stanu doszedł do 99%. Taka złośliwość krzemienia.

Tata wykorzystuje moje konto na Allegro do kupowania jakichś pochłaniaczy wilgoci albo szlifierek... Ja nadal nie sprzedałem swoich dużych kolumn bo nie chce mi się jechać do banku, z poza tym podłączyłem je do komputera przez inny wzmacniacz, na karcie dźwiękowej ustawiłem bardzo duże wzmocnienie basów i głośniki grają całkiem nieźle więc chyba je sobie zostawię. Stoją blisko mojego łóżka, tuż przy mojej głowie więc możliwe, że takie długotrwałe magnesowanie mózgoczaszki podczas snu jakoś mi zaszkodzi... Ale chyba nie bardziej niż moja praca.



2008.11.13 / czwartek / 19:12 - The day after

Emocje po koncercie jeszcze nie opadły... Czytam dyskusje na Gronie i biorę w nich udzial, zamieszczam w internecie zdjęcia z koncertu (choć są nędzne) a teraz zabrałem się nawet za wrzucanie nakręconych przeze mnie filmów na YouTube. Nakręciłem chyba najlepsze filmy ze wszystkich zgromadzonych na koncercie ale niestety popełniłem jeden poważny błąd - postawiłem aparat w takim miejscu, że 1/4 obrazu zasłania betonowa płyta, przez co Róisin widać od pasa w górę. Fatalny błąd. Mimo wszystko i tak mam lepsze filmy niż te, które dotychczas zamieszczono na YouTube. Zalogowałem się już w tym serwisie i podzielę się sześcioma nagranymi utworami ze społeczeństwem. :P Wgrywanie dużych plików przy pomocy mojego smutnego modemu iPlusa nie jest szybkie ale ważne, że w ogóle jest to możliwe.

Młodsza siostra po obejrzeniu filmów z koncertu chyba żałuje, że na nim nie była. Cholerka, mogłem jej kupić bilet i zabrać ją ze sobą... Za późno...

Nogi już przestały mnie boleć po moim wczorajszym wielkim marszu z Warszawy... Jutro powrót do normalności czyli nienormalna praca.



2008.11.13 / czwartek / 03:30 - Królowa sceny

Aaaah yeeees! Godzinę temu wróciłem do domu z koncertu. Musiałem przejść pieszo 15 kilometrów spod huty aż do domu, trwało to dwie i pół godziny a w Martensach łatwo się nie chodzi... Ale co tam, warto było!

Koncert był absolutnie rewelacyjny, z tego co mówili inni, najlepszy ze wszystkich koncertów Róisin w Polsce (a były już trzy czy cztery). Moja miejscówka okazała się doskonała, miałem świetny widok na scenę, od której dzieliło mnie jakieś 40 lub 50 metrów, widziałem też sporą część publiczności no i byłem w pierwszym rzędzie więc nikt mi nie zasłaniał. Dwie godziny zleciały bardzo szybko, zdziwiłem się, że to już koniec ale tak to już jest na dobrych koncertach, za szybko się kończą. Było bardzo elektronicznie, niekiedy wręcz industrialnie, miejscami ostro rockowo, ogólnie bardzo czadowo, każdy utwór miał dwa razy większą energię niż na albumach studyjnych, dźwięk też był bardzo dobry, nie brakowało basów, nie było za cicho, oświetlenie potęgowało efekt, wzmacniało emocje, ale i tak najważniejsi byli ludzie... Nie tylko Róisin ale też cały zespół, a w szczególności dwie dziewczyny tworzące chórek... No i taniec. Ogólnie nie lubię tańca ale Róisin i te dziewczyny zachowują się na scenie powalająco, to po prostu trzeba zobaczyć. Oglądałem na YouTube kilka występów Róisin ale ten warszawski wypadł jeszcze lepiej od nich, klimat był niesamowity już od pierwszego utworu - Overpowered. Artystka miała świetny kontakt z publicznością i cały koncert był zagrany na luzie, a wydawać by się mogło, że ten luz to tylko taka poza stworzona w teledyskach - nic z tych rzeczy. Show nie dla mamony ale dla samej radości grania i śpiewania, to widać, to jest szczere i za to kochamy Róisin. Praktycznie w każdej piosence miała na sobie inną kreację, wszystkie były bardzo, bardzo oryginalne, mniej więcej w stylu Bjork. Arena Ursynów jest idealnym miejscem na koncerty więc nie potwierdziły się moje obawy, że obiekt sportowy się do tego celu nie nadaje. Jedynym mankamentem była szatnia, w której po koncercie czekało się ponad pół godziny na kurtkę, ale nieważne, bo i tak bym już nie zdążył na autobus, koncert skończył się o 22:20. Nawet support był niezły - polski zespół Plastic. Ponad połowę koncertu nagrałem aparatem i telefonem ale oglądanie tego nie ma nic wspólnego z obecnością na koncercie. Po prostu na koncerty trzeba chodzić a nie oglądać je na ekranie telewizora czy komputera. Dla takich chwil warto żyć. :P

Po koncercie większość ludzi poszła do metra gdzie zapełniła cały pociąg, który przyjechał pusty. Ludzie na następnych stacjach dziwili się skąd po 23:00 takie tłumy w metrze... To też należy zaliczyć jako atrakcję tego wieczoru.

Wystarczy tego chaotycznego opisu. Spać jeszcze nie idę ale pisanie już kończę...

Emocje nie pozwolą mi szybko zasnąć. :P



2008.11.12 / środa / 15:30 - 5 godzin do koncertu

Najważniejsze to nie zapomnieć zabrać ze sobą biletu! Na szczęście już go schowałem do torby i za godzinę będę wychodził z domu. Jestem zwarty i gotowy, pozytywnie nakręcony oraz podekscytowany. :P

Mój pokój wypełnia muzyka z genialnej płyty "OVERPOWERED" ale dzisiaj Róisin zaprezentuje podobno też sporo utworów MOLOKO. Kilka z nich ma być w wersjach unplugged. :P Nad sceną będzie umieszczony dziewiętnastometrowy ekran więc jeśli nie będę widział samej Rósin albo będzie ona dla mnie rozmiarów mrówki to przynajmniej będę widział ten ekran. ;D

Jadę, jadę... Enjoy! Dzisiaj wieczorem będę dostępny pod adresem: Warszawa, Arena Ursynów, ulica Pileckiego 122, sektor C1, rząd 1, miejsce 12. ;P



2008.11.12 / środa / 07:18 - 13 godzin do koncertu

Za 13 godzin powinien się rozpoczynać koncert, na który czekam od miesiąca lub od roku 2000 jeśli ktoś woli bo to wtedy po raz pierwszy zachwyciłem się zespołem Moloko a konkretnie utworem "Pure pleasure seeker" oraz samą Róisin Murphy, obecnie 35 letnią wokalistką, jedną z najlepszych, najpiękniejszych i ogólnie ach i och. :D

Odbębniłem bardzo przyjemny dyżur w pracy, tym razem skrócony do 9 godzin własnie ze względu na koncert i na to, że muszę się wyspać. Wyłączam więc kompa i kładę się do łóżeczka.

To będzie dopiero drugi koncert w moim życiu. Dopiero, ale po raz drugi będzie to najwyższa półka. Yes! Tylko najpierw muszę znaleźć Arenę Ursynów bo nigdy jeszcze nie byłem obok niej. Przed samą Róisin niestety wystąpi jakiś nędzny support, w międzyczasie powinna się zjawić Monika z mojej dawnej klasy z liceum i później już tylko muzyka, światła i... Róisin. :P

A tak przy okazji - fajne są te ekrany na stacjach metra w centrum (jeden z nich widać na zdjęciu).

Aha, przeczytałem "Wielki marsz"... Mam wizję jak powinien wyglądać jako film, ale po co kręcić filmy? Książki wystarczą. Za dwa dni w kinach premiera "Udław się" na podstawie Palahniuka. Nawet nie zamierzam na to iść.



2008.11.11 / wtorek / 15:35 - Jutro koncert Róisin Murphy

Właśnie się obudziłem i zdałem sobie sprawę z tego, że już jutro będzie koncert. Dzisiaj jeszcze tylko zapewne dosyć luźny, świąteczny dyżur, do domu wrócę nad ranem, wyśpię się nieco i pognam na ulicę Pileckiego, szukać Areny Ursynów. Wcześniej jakiś support podręczy ludzi a później o 20:00 rozpocznie się to na co czekam. Skończy się mniej więcej o 22:00, autobus mam o 22:50 a jeśli nie zdążę to chyba podjadę nocnym tak daleko jak się da a 10 kilometrów pójdę pieszo albo przenocuję w firmie. Proste. :P

Żebym tylko nie był bardzo daleko od sceny... Ja chcę coś widzieć. Ale najważniejsze to po prostu tam być.



2008.11.11 / wtorek / 09:29 - J & M

Skoro siostra przyjechała to trzeba to pokazać na PhotoBlogu. Tymczasem poprzedni wpis wyleciał bo go skasowałem ponieważ był mało estetyczny. :P

Przed pracą miałem jechać do Merlina po "Barton Fink" na DVD ale mi się odechciało wyjeżdżać z domu półtorej godziny wcześniej więc wybiorę się tam przed koncertem, a to już jutro. W pracy ruch był wielki, miałem ponad stu klientów ale wcale się nie zmęczyłem, akurat dzięki temu zwiększonemu ruchowi czas jakby szybciej płynął. O godzinie 5:30 standardowo już awaria do 6:30 czyli godzina odpoczynku.

Mój prawy Martens dzisiaj nieco ucierpiał, sam nie wiem gdzie i teraz ma pierwszą rysę na czubie. Prawidłowo.

Zimno się robi na dworze... Albo to mi jest zimno gdy nad ranem jadę niewyspany po 11 godzinach pracy.



2008.11.10 / poniedziałek / 01:38 - Nocne czuwanie przy komputerze

Noc mija spokojnie, leniwie, właściwie to jest trochę nudno. Chodzenie do pracy na 20:00 ma swoje zalety ale ostatnio moje wolne dni nie są wolnymi dniami tylko wolnymi nocami przez co właściwie nie mogę normalnie funkcjonować... Ale ja ogólnie jestem daleki od normalności więc to całe spanie w dzień i funkcjonowanie w nocy jako tako mi pasuje. Tak więc nudzę się, słucham sobie Pinacolady, to taka składanka stojąca na bardzo wysokim poziomie, mam wszystkie 5 podwójnych albumów... Do siedzenia przy komputerze w środku nocy jest to muzyka idealna.

No, ale jest 1:30 w nocy, skończyły się rozmówki na gadu gadu bo wszyscy normalni ludzie poszli spać więc chyba już wyłączę komputer, pójdę po płatki i mleko, przyniosę sobie do pokoju i zjem tam gdzie jem wszystko, czyli w łóżku. Chyba dzisiaj przeczytam "Wielki marsz" do końca. Ciekawe, że gdy czytam książkę to jej akcję wyobrażam sobie zawsze jako film a nie jako rzeczywistość. To znaczy w ogóle to nie jest ciekawe ale tak sobie klepię w klawiaturę bo mi się jeszcze wstawać nie chce. Najbardziej "lubię" gdy piszę jakiś długi tekst na PhotoBlogu, a ten serwis ma to do siebie, że potrafi się nagle po prostu zaciąć i trzeba zamykać Internet Explorer (Mozilli nie używam). Nie zawsze pamiętam o tym żeby kopiować to co napisałem do schowka więc już kilka tekstów przepadło w ten sposób... Dobra, ale po co ja to piszę... Ten blog staje się coraz bardziej rozlazły, coraz bardziej upodabnia się do mnie... Zastanawiam się po co w ogóle ktokolwiek na niego wchodzi... I jeszcze się zastanawiam kto mi te komentarze ostatnio pododawał... xXxX?

To zdjęcie troszeczkę mnie przeraża. Widać na nim moją czaszkę, która oczywiście jest schowana pod skórą, a jej oczodoły wypełnione są dużymi, płynnymi kulami zwanymi oczami... Ale mimo to widać czachę. Anatomia to coś co sprawia, że robi mi się słabo. Gdy sobie pomyśle o tym co mam pod skórą i mięśniami, te wszystkie kiszki, żyły, płyny, kości... Aaaach. I język... Zęby... Ludzie mnie przerażają... To, że jesteśmy istotami materialnymi jest straszne. Gdy umrę i będę już tylko sobie latał jako dusza to będzie pięknie. Być tylko myślą, jak we śnie... To znaczy nie myślą, bo myśli umierają wraz z mózgiem. Czymś innym, po prostu samym istnieniem, hje hje hje... W tym momencie zapędziłem się w bzdurzeniu tak daleko, że naprawdę idę po te płatki.



2008.11.09 / niedziela / 20:03 - Zielony Żoliborz

Żoliborz jest the best i już, to moja ulubiona dzielnica... Mnóstwo zieleni i przede wszystkim te stare osiedla wojskowe budują odpowiedni klimat. No i to podobno jedna z trzech najbezpieczniejszych dzielnic w Warszawie a wiadomo, że ja ogólnie wystraszony jestem, zawsze mi się wydaje, że zaraz ktoś mnie będzie okradał albo napadał. Za dużo 997 się naoglądałem?

997 - kultowa komedia. Kolega mnie kiedyś do tego przekonał, zacząłem oglądać i fakycznie potwierdzam, że to jeden z najśmieszniejszych programów.

W pracy był luzik, całkiem przyjemne rozmówki i półgodzinna awaria. Dzisiaj mam wolny dzień, siostra i tata nawet ognisko rozpalili przed domem, coś tam jedli i pili ale mi się na to zimno nawet nie chciało wychodzić. Idę jeść pierogi. :P



2008.11.08 / sobota / 10:22 - 11 hours of typing

Dzisiaj odbył się kolejny dyżur z nadmiarem klientów, tym razem ich liczba w pewnym momencie sięgała setki. Nic to jednak dla mnie, po prostu nie miałem czasu na czytanie książki, a szkoda, bo zabrałem się za "Wielki marsz" Stephena Kinga. Znowu użyję tego słowa, którego pojawia się na moim blogu zbyt często, ale książka jest - świetna.

Nad ranem przyjechałem do domu i zastałem tutaj siostrę, która przyjechała z Puław na kilka dni. Pojedzie w środę, w dniu koncertu... Jutro mam wolne, a teraz idę spać by znowu pomknąć do pracy na 20:00.

I tak w kółko, nieustannie, na ogrągło... Again and again and again... Aż do bólu głowy.



2008.11.07 / piątek / 17:21 - Nick Cave and The Bad Seeds

Ten zespół ma prawie tyle samo lat co ja choć Nick zaczynał śpiewać już dużo wcześniej, w innym zespole. Pierwszą wzmiankę o nim słyszałem w Teleekspresie, chyba w 1997 roku kiedy przyjechali do Warszawy zagrać koncert. Pamiętam, że siostra powiedziała wtedy, że dziwny jest ten facet, dziwnie wygląda... Jakiś czas później miałem okazję natknąć się na najpopularniejszy utwór - "Where the wild roses grow" zaśpiewany w duecie w Kylie Minogue - chyba każdy to zna i właściwie każdemu się ta piosenka podoba. Mi także się spodobała ale do zespołu przekonałem się gdy w radiu, w walkmanie, usłyszałem "Red right hand". Wiedziałem, że powinienem sprawdzić inne ich piosenki, bo klimat tego utworu był wspaniały. Jakoś jednak nie miałem okazji posłuchać niczego innego... Później przeczytałem recenzję dwóch płyt Bad Seeds napisaną przez Dobiasza z "Wirtualnej strefy Dobiasza" - człowieka, który ma gust muzyczny bardzo podobny do mojego dzięki czemu stał się moim muzycznym guru (dzisiaj już nie prowadzi swojej strony). Zachwalał tam płytę "Let love in" a jako, że to właśnie z niej pochodził utwór "Red right hand" to wytypowałem tę właśnie płytę jako pierwszą, którą kupię. Nie zrobiłem tego jednak szybko, kupowałem sporo innych płyt ale Nick czekał na swoją kolej. Na zakup płyty zdecydowałem się dopiero po usłyszeniu kolejnego utworu, który był zamieszczony na końcu filmu "Makrokosmos". W tym samym czasie w programie "30 ton" puszczali bardzo krótki urywek "Nautre boy" z wydanej wtedy płyty "Abbatoir Blues / The Lyre Of Orpheus" a więc był to rok 2004. Wtedy to kupiłem pierwszą swoją płytę - "Let love in" i zakochałem się w niej od razu. Doskonale dopasowała się do mojego obecnego nastroju, każdy utwór był znakomity, płyta okazała się jeszcze lepsza niż się spodziewałem. Sądziłem jednak, że pozostałe albumy ustępują temu więc nie zabrałem się za ich zakup... Do czasu aż przeczytałem recenzję "Murder ballads". Płyta była tak chwalona, że nie mogłem jej nie kupić. Słuchanie jej po raz pierwszy było jednym z najpiękniejszych przeżyć muzycznych i do dzisiaj uznaję tę płytę za jedną z trzech najlepszych na świecie, obok "Mechanical Animals" Marilyn Manson i "Portishead" Portishead. W tym roku, czyli 2008 poznałem pewną dziewczynę, która była i jest fanką Nick Cave and The Bad Seeds, za jej namową sięgnąłem po kolejną płytę "Henry's Dream" i po przekonaniu się, że ten album również jest świetny, zdecydowałem się na zakup kolejnych... Po obejrzeniu teledysków w pewną dziwną lipcową noc, w domu tej dziewczyny zakochałem się w zespole tak bardzo jak to możliwe (przy okazji to była najwznioślejsza chwila w moim małym życiu). Okazało się, że praktycznie na każdej płycie znajduje się conajmniej jeden rewelacyjny utwór. No i przede wszystkim sam Nick - trzeba go widzieć jak śpiewa, żeby pokochać jego muzykę jeszcze bardziej. Od lipca do teraz zebrałem wszystkie studyjne płyty zespołu i właśnie je widać na zdjęciu. Tym samym zespół Nick Cave and The Bad Seeds stał się moim ulubionym, Nick jest moim zdaniem najlepszym wokalistą, twórcą tekstów i muzyki oraz ogólnie osobowością... Uwielbiam ludzi, do których muzyka Bad Seeds trafia mniej więcej tak jak do mnie.

3 najlepsze płyty:

1. Murder Ballads
2. Let Love In
3. Henry's Dream

20 najlepszych utworów

1. The mercy seat
2. Deanna
3. Loverman
4. The singer
5. Stagger Lee
6. Tupelo
7. O Malley's bar
8. Sorrowful wife
9. The weeping song
10. Do you love me?
11. Red right hand
11. Into my arms
12. From her to eternity
13. Wanted man
14. (Are you) the one that I've been waiting for?
15. Jack the ripper
16. Loom of the land
17. I let love in
18. Song of joy
19. Fifteen feet of pure white snow
20. Still in love

Dzięki Nick.



2008.11.06 / czwartek / 09:32 - But I can drive you home

Wróciłem do domu po wyczerpującym, ruchliwym dyżurze... Zazwyczaj tak wygląda dyżur gdy stanie się to co się stało dziś czyli niektórzy pracownicy oleją obowiązek i zwyczajnie nie przyjdą przez co klientami zajmują się Ci nieszczęśnicy, którzy są obecni, w tym ja. Ale nie takiej masie klientów stawiało się już opór. Jestem wyćwiczony w boju i z pięćdziesięcioma na raz jeszcze sobie radzę.

Tak więc wróciłem, zjadłem kolacjo-sniadanie i idę spać. Dzisiaj krótka chwila wolności i od jutra znowu praca.



2008.11.05 / środa / 07:31 - Dwie godziny w prezencie

Dzisiaj pierwszy raz od dawna supervisor wypuścił mnie wcześniej z pracy, konkretnie dwie godzinki wcześniej, dzięki czemu o 7:00 byłem już w domu.

To właściwie koniec atrakcji bo nic szczególnego się nie działo. Zaczynam kolejną książkę Pratchetta, wkręcam się w nie coraz bardziej choć to niemożliwe żeby wszystkie trzymały taki wysoki poziom.



2008.11.04 / wtorek / 14:38 - Logo mojej firmy

Tak właśnie powinno wyglądać logo firmy, w której juz dwa i pół roku pracuję...

Wstałem po czterech godzinach snu więc dzisiaj w połowie dyżuru oczy mogą mi się zamknąć i już nie chcieć się otworzyć...

Rano przesłuchałem całe "From her to eternity" i zostałem powalony... Dawny styl Nicka był zajebisty (późniejszy zresztą też). Współczesne płyty oczywiśćie mają niższy poziom niż te stare ale to normalka, każdy artysta tak ma... Lub prawie każdy. Dlatego teraz obserwuję głównie spadek jakości niemal wszystkich zespołów, których słucham. Jest coraz gorzej i gorzej a nowych artystów nie przybywa. Złote lata w muzyce trwały moim zdaniem od roku 1995 do 1999 czyli druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Właśnie wtedy większość moich idoli nagrała najlepsze płyty w swojej karierze - Nick, Tori, Portishead, Bjork, Cypress Hill, The Chemical Brothers, Garbage, P J Harvey, Massive Attack, Marilyn Manson, Air, Renata Przemyk... O, nawet jedyna dobra polska hip-hopowa płyta wtedy powstała - zespołu Kaliber 44... Poza nią polski hip hop był zwykłym szambem. Zabawne jak nagle cała dzieciarnia przestała tego słuchać...

Obecna dekada jest taka sobie, szczególnie jej druga połowa...

Ostatnio jakoś dziwnie się czuję bo zepsuły mi się sluchawki, o czym już pisałem, oddałem odtwarzacz siostrze a sam trwam w ciszy gdy jestem poza domem... Nabawię się od tego jakiejś nerwicy... Stany lękowe mnie dopadną. Paranoja i tak dalej...

"I think I'm paranoid"...



2008.11.04 / wtorek / 10:05 - From her to eternity

Przybyła do mnie pocztą pierwszy płyta Nick Cave and The Bad Seeds - "From her to eternity" (piękny jest ten tytuł). W Polsce oficjalnie nie do kupienia ale znalazł się jeden sklep sprowadzający płyty z zagranicy, w dodatku bo bardzo niskiej cenie bo ta kosztowała tylko 24 złote, gdy za te dostępne w Polsce płaci się po 36 zł lub częściej 49 zł (a frajerzy kupujący w Empikach płacą i po 70 zł). Można uznać, że posiadam już pełną dyskografię zespołu, mam wszystkie albumy studyjne (fanfary!). Brakuje jedynie płyty koncertowej "Live seeds", którą już zamówiłem na początku września oraz "B-sides and rarities"... Nick Cave w tym roku jest zdecydowanie moim numero uno.

Przed pracą odebrałem też książkę Palahniuka i jest ona tak krótka, że już w pracy i w autobusie przeczytałem prawie połowę... W zasadzie nie jest to typowa książka ale i tak mi się podoba, a jakże.

W pracy było dzisiaj dosyć ciężko i średnia zapewne znowu mi spadła więc pewnie ogólna miesięczna będzie znowu niższa niż 4,5, po raz kolejny odejmą mi sporo kasy... Jeśli coś takiego dłużej będzie trwało to zacznę bardzo poważnie myśleć o odejściu. Najwyższa na to pora...

No ale na razie ponownie idę spać by obudzić się za 6 godzin i pójść pracować...

Aha, dzisiaj jeden klient wykazał się poczuciem humoru, na pytanie jak wygląda odpowiedział mniej więcej: "Jestem wysoki, dobrze zbudowany, mam niebieskie oczy i długie, kręcone, czarne zęby". Heh. A inny klient przejechał 350 kilometrów PKSem żeby się spotkać z kimś wirtualnym... Dotarł na dworzec PKS w Pile o 4:20 rano... Nie był zadowolony.



2008.11.03 / poniedziałek / 17:06 - Hair

Zdjęcie z wczoraj... Włosy coraz dłuższe więc mogę je układać w różnych kierunkach, sam nie wiem, która wersja jest najlepsza... Zaraz znowu idę na nudnawy dyżur. Wcześniej wstępuję do Empiku, odbieram książkę Palahniuka i mam nadzieję, że nie będzie znowu coś piszczało w bramce gdy będę wychodził.

W piątek przyjeżdża siostra i zostaje aż do dnia koncertu, do środy. Właśnie, co koncertu już tylko 10 dni...

Idę bo praca wzywa. Chyba się ogolę bo kolega w pracy już nazywa mnie Lincoln przez tę brodę. :D Kolega ma poczucie humoru... Nazywa mnie też Pudzian. He he...



2008.11.03 / poniedziałek / 09:03 - Mirror father mirror

Na PhotoBlogu pokazałem już chyba całą rodzinę poza tatą więc teraz wklejam właśnie zdjęcie mojego szanownego ojca, dumy rodziny (ze względu na zajmowane niegdyś stanowisko) i w ogóle człowieka inteligentnego, zacnego, niegdyś przystojnego, silnego fizycznie, posiadającego ogromną wiedzę na temat Żydów, masonów i innych interesujących osobników pragnących zawładnąć światem, zwolennika Radia Maryja, aczkolwiek człowieka posiadającego (jak każdy) wady, które to wady zapewne po nim odziedziczyłem... O, jeszcze należy dodać jaki to tata jest zdolny i jakie ładne meble potrafił i chyba nadal potrafi robić (zresztą to wysokiej jakości biurko pod komputer, ta lampka i ta boazeria to też wytwory taty)... Nawet jeden model statku w życiu zbudował... No, ale życie mojego taty to temat, którego tutaj nie muszę poruszać, bo to blog dotyczący mojego śmiesznego życia.

Jestem dzieckiem swoich rodziców, mam ich cechy wymieszane w takich a nie innych proporcjach i nie wiadomo czy powinienem się cieszyć, że jestem jaki jestem czy martwić.

A kto nie wie z jakiego filmu pochodzą słowa będące tytułem tego wpisu, ten nie zna się na dobrym kinie.



2008.11.02 / niedziela / 17:02 - Midtown madness

Pospałem ale się nie wyspałem i znowu muszę iść do pracy. Zapomniałem rano napisać, że moja średnia w miesiącu październiku była najniższa ze wszystkich jakie dotychczas wyrobiłem - poniżej czwórki. Nie do końca jest to moja wina tylko tego na jakie godziny chodzę ale oczywiście ja się też nie starałem. Nie jest tak fatalnie, odejmą mi od pensji tylko 240 złotych...

Dzisiaj rano nawet byłem w kościele na mszy bo akurat do autobusu było jeszcze sporo czasu więc sobie poszedłem do kościoła przy Placu Wilsona... Msza co prawda już się kończyła i ludzie brali komunię, ale nie szkodzi, było fajnie. Lubię te kościelne klimaty, msza mnie uspokaja i w ogóle to szkoda, że nieczęsto mogę na nią chodzić w niedzielę. Zresztą kościół w Izabelinie nie jest tak fajny jak ten na Placu Wilsona...

Za godzinę wychodzę z domu... Oby w tym miesiącu średnia była lepsza bo w grudniu chciałem wreszcie kupić kolumny Bowers & Wilkins... E, wiadomo, że znowu nie uda mi się wyrobić 4,5. Najwyżej kupię kolumny w styczniu.



2008.11.02 / niedziela / 09:35 - Midnight madness

Czasami są takie noce w pracy, które mijają bardzo szybko. Ledwo się zasiądzie przed komputerem, coś tam się popisze i okazuje się, że już jest 7:00, że już trzeba wracać do domu. To mi się podoba.

Pratchetta "Równoumagicznienie" czytałem w pracy i tak się nakręciłem, że pisałem klientom coś o czarownicach i wiedźmach... A oni się z tego cieszyli. Nad ranem napisał klient, który twierdzi, że jest krasnoludkiem, ma 1 cm wzrtostu i jego marzeniem jest, żebym włożył(a) go sobie do... Czyż oni nie są milutcy? Jaki to fantazyjny naród Ci Polacy.

Święto było ale dla niektórych to okazja żeby się upić. Żenada. Żal to komentować.

Wziąłem wolne na środę, w którą odbędzie się koncert Róisin oraz na... Czwartek. Hmm... Uległem sugestii?

Zapadam w sen... Najchętniej zimowy, by obudzić się gdy już będzie piękna wiosna. Ale, ale, przecież pogoda jest świetna jak na początek listopada. Nie narzekam.