2009.01.31 / Sobota / 22:16 - Przemijanie

Kajtek, poczciwa psina, sypia sobie smacznie na jakiejś starej poduszcze pod heblarką taty, w dodatku dookoła ma rozsypane ciepłe wióry więc żyje mu się u nas całkiem przyjemnie. I pomyśleć, że ktoś go wyrzucił, pozbył się takiego fajnego pieska, pozostawił na pastwę losu. Na szczęście mama go przygarnęła, przyprowadziła i zamieszkał u nas już dosyć dawno temu, sam nie pamiętam, w którym roku dokładnie.

Zajął miejsce poprzednich psów, które często też były fajne ale jakoś ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Chyba tylko Saba, suka, którą mieliśmy naprawdę długo zdechła u nas w Truskawiu zwyczajnie, ze starości. Mama nawet płakała po jej śmierci i twierdziła, że żaden nowy pies jej nie zastąpi ale jak widać myliła się bo tak to już jest, że mimo iż coś (lub ktoś) wydaje nam się niezastąpione i uważamy, że nie będziemy potrafili bez tego żyć to jednak... Czas leczy rany.

Na śpiącego pieska natknąłem się rano, tuż przed wyjściem do pracy więc cyknąłem mu zdjęcie i tu je zamieszczam. Gdybym zrobił zdjęcie kilka sekund wcześniej na ujęciu byłaby widoczna także mysz, która odeszła nieśpiesznie między deski gdy mnie zobaczyła. Dokładna liczba mieszkańców naszego domu nie jest więc nam znana, domyślam się, że bywa zmienna. :)



2009.01.31 / Sobota / 18:43 - Soul kitchen

Ostatnio nie golę brody ani tego co można nazwać wąsami, by sprawdzić co z tego wyjdzie. Chyba nie zmierza to w żadnym dobrym kierunku więc prawdopodobnie jutro chwycę za maszynkę i znów będę gładki (na tyle na ile to możliwe z moją chropowatą skórą). Włosy też mógłbym obciąć, bo gdy teraz oglądam swoje zdjęcia zrobione pół roku temu, wtedy gdy miałem krótkie włosy, to wydaje mi się, że faktycznie (jak niektórzy twierdzili) wyglądałem lepiej.

Najlepiej wynajmę stylistę. ;P

Mogę też zapuszczać brodę i wąsy dalej co sprawi, że niedługo osiągnę taki stan jaki prezentował Jim Morrison w okresie ukazania się płyty "L. A. Woman". ;)

W pracy było bardzo przyjemnie, rozrywkowy dyżur, na którym nic się nie działo, kompletnie nic. Wkurzałem więc starszą siostrę smsami lub po prostu spałem. Teraz wróciłem do domu i przede mną cała wolna noc, którą będę musiał jakoś zagospodarować... Może wreszcie uczynię jakieś faktycznie postępy w nauce gry na gitarze... Ale nie, bo w nocy nieprzyjemnie się brzdąka gdyż trzeba się starać grać po cichu by nie obudzić domowników.

Dzisiaj w głowie słyszałem ciągle utwór "Not me" This Mortal Coil więc teraz go sobie puściłem z cd. Sprytne, nie? :)

Jutro w pracy mam być może ostatni dyżur na rozrywce. Nie żal mi.



2009.01.30 / Piątek / 20:50 - Ezoteryczny wir

Chcąc czy nie chcąc zostałem dzisiaj posadzony na próbnym dyżurze ezoterycznym, czego bałem się przez dwa i pół roku tej pracy. Czasy się jednak zmieniły, ja się zmieniłem i muszę przyznać, że nie było strasznie a jeśli się do ezoteryki przyzwyczaić to nawet może być ona przyjemniejszą formą pracy od pisania na rozrywce. Na razie na pewno muszę się jeszcze sporo nauczyć bo nie mam umiejętności wkręcania klientów w długie i interesujące ich rozmowy. Muszę też przygotować znacznie większą ilość standardowych odpowiedzi, które będę ludziom sprzedawał masowo jedna po drugiej.

Ogólnie wariaci mi się dzisiaj nie trafiali ale było sporo ludzi zwyczajnie cierpiących, takich jak choćby jedna mężatka, która nadal kocha swojego męża mimo tego, że ją zdradził i od niej odszedł zostawiając ją z dzieckiem, czy przedszkolanka, którą mają zwolnić z pracy i boi się, że nie będzie miała z czego spłacać długów. Każdy z tych klientów po prostu potrzebuje wsparcia i podzielenia się z kimś swoimi problemami a mi przypada rola pocieszyciela, którą w zasadzie lubię, ale która jest trochę dołująca.

Dalszy ciąg mojej wróżbiarskiej kariery rozpoczynam od wtorku a jutro i pojutrze po raz ostatni popiszę ze starymi, dobrymi zboczeńcami. Wcześniej pisałem, że odejdę z pracy i w jakimś sensie odszedłem... A raczej przeszedłem...

A ogólnie, poza pracą jest dobrze. :) Jeśli porównać mój obecny stan z tym sprzed mniej więcej dwóch tygodni to jest nawet bardzo dobrze.

No nic... Muszę iść spać bo jutro wstaję już po godzinie 3:00. :(


"Czarna magia Wolno zapalają się neony Już po godzinach szczytu Wracam z radia Jestem lekko uwalony Oczy mi sie rozjeżdżają Nie zgadzają mi się strony Gołębie wydziobują okruchy dobrobytu Między krzesłem a podłogą wszystko po staremu Nieznośna lekkość butów"

Pidżama Porno "Ezoteryczny Poznań"



2009.01.29 / Czwartek / 23:08 - Very warm right now

Bez kitu, prawie jak Travolta w Pulp Fiction. :P

Jeszcze tylko to jedno zdjęcie z sesji fotograficznej chciałem pokazać bo mnie osobiście ono bawi. :) No co? Akurat muzyka w tle leciała gdy robiłem sobie zdjęcia. ;P Tak wyglądam w czasie swojej największej aktywności psychofizycznej i emocjonalnej. :) Więcej życia we mnie nie ma, to jest szczyt. :) Jak Frankenstein...

Gdyby trzeba było to ja bym nawet zatańczył. Nigdy tego nie robiłem, tak jak nie robiłem wielu innych rzeczy ale... Jak człowiek musi to zrobi wszystko, a jeszcze lepiej gdy zrobi to dlatego bo po prostu chce. Ja już nigdy nie powiem nigdy. :)

Jutro już na 100% zmierzę się z ezoteryką i albo wyniosę z tego nowe doświadczenia oraz umiejętności albo mnie stamtąd wyniosą.

A korzystając z okazji chcę tu podziękować koleżance lub znajomej z internetu, zwanej przeze mnie Klimatyzacją za to co zrobiła niedawno. Dzięki wielkie, choć o to nie prosiłem, a nawet protestowałem... Życzę by w sobotę wszystko poszło tak jak sobie to wymarzyłaś. :)

Moja myśl dnia dzisiejszego - wyznawanie uczuć jest świetne. ;) Dobrze wpływa na zdrowie.

Cytacik będzie trochę zbyt wzniosły i natchniony ale to naprawdę piękny utwór a ten tekst jest dla mnie bardzo ważny. No i jest taki ciepły, a ciepło to coś co ostatnio czuje częściej niż kiedyś i nie chodzi o temperaturę w moim pokoju. :)

Aha, wbrew temu co może się wydawać ja wcale nie odlatuję, całkiem twardo stąpam po ziemi. Moje buty dużo ważą.


"I am feeling very warm right now Please don't disappear I am spacing out with you You are the most beautiful entity that I've ever dreamed of

(...)

Do you know when you look at me It is a salvation I've been waiting for you so long I can drive on that road forever I wish you could exist to live on my planet Well it's very hard for me to say these things in your presence So how does it make you feel?"

Air "How does it make you feel?"



2009.01.29 / Czwartek / 09:49 - Bujam w obłokach

O ile wczoraj trudno było mi się skupić nad przygotowywaniem smsów na ezoterykę to dzisiaj trudno mi się będzie skupić nawet nad nic nie robieniem. Ale ja nie protestuję, podoba mi się to... I tak już od pewnego czasu miałem problemy ze skupieniem...

Chyba pierwszy raz nie wiem co powinienem tutaj napisać więc najlepiej napiszę niewiele.

Ze spraw przyziemnych - ezoteryki nie miałem, będę ją miał dopiero jutro od godziny 9:00. Odbębniłem zwykły dyżur rozrywkowy, który śmiertelnie mnie wynudził... Rozrywce mówię zdecydowane dość! Od przyszłego tygodnia już tylko wróżby, na stałe, następnie jeszcze jeden tydzień i urlop, jak zwykle zasłużony.

Ale jak napisałem - to są sprawy przyziemne, a ja oderwałem się od ziemi i fruwam sobie w obłokach...



2009.01.28 / Środa / 14:52 - Zawirowania w sferze uczuciowej

Co prawda ciężko mi się skupić nad ezoteryką ale nie miałem wyjścia, w nocy musiałem pisać gotowe smsy do pracy, to samo robiłem dzisiaj w ciągu dnia lecz nadal jeszcze mam dużo do przygotowania dlatego życzyłbym sobie żebym dzisiaj dostał w prezencie jednak dyżur rozrywkowy. Na ezoterykę przyjdzie czas w piątek o 9:00 rano. Dzisiaj nie jestem jeszcze gotowy...

Uczucia, praca, finanse, zdrowie, rodzina... Pytanie na ezoteryce zazwyczaj zawsze porusza problemy związane, z którąś z powyższych dziedzin życia. Dziwicie się, że najwięcej pytań dotyczy sfery uczuciowej? Ja nie.

Wklejam kolejne zdjęcie zrobione wczoraj i mam nadzieję, że robie to po raz ostatni bo pod względem fotografii robi się tu trochę monotonnie. ;) Idę na łatwiznę.

Ostatnie rozważania doprowadziły mnie do jednego wniosku - jesteśmy dziećmi swoich rodziców.

Powinienem być teraz w dobrym nastroju czy w złym? Sam nie wiem, niech mi ktoś podpowie...


"W prawdziwym życiu gdy coś się spieprzy to pozostaje spieprzone już na zawsze"

Darren Aronofsky - reżyser "Requiem dla snu"



2009.01.27 / Wtorek / 19:38 - uroD-a

To, że ktoś się komuś podoba jeszcze niczego nie oznacza bo to tylko początek długiej i niepewnej drogi, która może nas zaprowadzić na skraj przepaści. Każdy z nas posiada w głowie coś co nazwałbym wzorcem urody, zbiorem pewnych cech, które połączone w całość sprawiają, że ktoś nam się podoba. Cech tych szukamy chyba przez cały czas w twarzach i w spojrzeniach osób, które poznajemy, a nawet, które mijamy na ulicy. W pewnym momencie zapala się nam czerwona lampka i wiemy, że osoba, która stoi obok jest dla nas w jakiś sposób szczególna. Oczywiście są tacy, którzy twierdzą, że wygląd nie ma znaczenia, kiedyś nawet ja próbowałem do nich należeć, ale myślę, że nasza natura zawsze jednak będzie silniejsza i ostatecznie przejmie nad nami kontrolę, skieruje nas do ludzi, którzy w jakiś sposób są zgodni ze wzorcem, który mamy zaprogramowany pewnie już w chwili narodzin.

Do dzisiaj nie rozumiem jak to jest możliwe, że człowiek oznaczony przykładowo literą A zakochuje się w człowieku oznaczonym literą B, a w tym samym czasie B zakochuje się w A odwzajemniając jego uczucia i oboje są szczęśliwi. Pewnie częściej dochodzi do tego, że A zakochuje się w B, a B olewa A i zakochuje się w C, który równie dobrze może zakochać się w B jak i w D albo całej reszcie literek alfabetu.

Jednym słowem uczucia to rzecz piękna, ale to także chaos. A jednak w tym chaosie ludzie jakoś sobie radzą, potrafią się w nim odnaleźć i w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób łączą się w pary.

Ile ja spotkałem dziewczyn, które odpowiadałyby mojemu wzorcowi? Po krótkim wysileniu mózgownicy i sięgnięciu wgłąb pamięci mogę podać liczbę siedem. Spośród nich, tylko jedna dowiedziała się, że mi się podoba ale stało się to dopiero wtedy gdy była już mężatką, pół roku temu. Odpowiedziała, że ja też jej się podobałem... Rychło w czas wyznałem jej to co czułem. :/ Siedem, a wszystkie podobne do siebie zapewne tak bardzo, że gdyby ustawić sie obok siebie to uznanoby je za siostry. A to przecież prosta sztuczka natury, kilka cech, które można dokładnie obliczyć, które można być może zapisać wzorem matematycznym.

Oczy takie a takie, kształt brwi, ust, nosa, brody, twarzy ogólnie i całej sylwetki dokładnie określony... Tylko, że jeden facet będzie zwracał uwage na oczy a inny, zapewne ten bardziej pusty, na tyłek, choć kto powiedział, że ten patrzący na oczy jest lepszy? ;)

I wszystko fajnie, spotykamy sobie te wzorce raz na kilka lat, a jak ktoś ma nadmiar szczęścia, który w tym przypadku można nazwać pechem to spotka nawet dwie takie osoby w jednym dniu, ale sam wygląd to dopiero wstęp. Później trzeba w jakiś sposób daną osobę poznać i przekonać się czy równierz charakter nam odpowiada, choć zapatrzeni na samą urodę możemy zacząć akceptować cechy charakteru, który przy zdrowych zmysłach nazwalibyśmy negatywnymi.

Jak ktoś ma szybki procesor w głowie to wszystko załatwi w odpowiednio krótkim czasie i ma wtedy prawo być szczęśliwy. Pewien znany człowieczek wziął ślub z dziewczyną, którą poznał tydzień wcześniej i spędzili oboje resztę życia, byli razem przez dzisiątki lat i z tego co wiem byli szczęśliwi. A może to tylko bajka.

Zresztą nie chodzi przecież o to żeby ciągle być szczęśliwym, tylko o to, że we dwoje łatwiej znosi się nieszczęścia, a te nie ominą nikogo.

Wracając do początku... To, że ktoś się komuś podoba jeszcze niczego nie oznacza, ale to bardzo dziwne kiedy zwykły, prosty komentarz na dole, pod moim PhotoBlogiem sprawia, że mam dobry dzień, a brak komentarza sprawia, że mam zły... Lub po prostu przeciętny.

Najchętniej wyciąłbym sobie serce i pozbył się uczuć na zawsze...

I jeszcze jedno - zbyt często żyję w czymś czego po polsku nie warto nazywać, ale po angielsku owszem, bo brzmi ładnie - dreamworld.


"Everybody needs somebody To love"

The Blues Brothers "Everybody needs somebody"



2009.01.27 / Wtorek / 11:50 - With the guitar in my hand

Zamontowałem na statywie stary aparat fotograficzny taty, który jest dużo lepszy od tej zabawki zakupionej przeze mnie w poprzednim roku i strzeliłem sobie sesję zdjęciową z samowyzwalacza. Mam teraz sporo zdjęć więc na PhotoBlogu będę miał co zamieszczać przez najbliższe dwa tygodnie - wciąż ja i ja i ja. :) Niełatwo jest robić zdjęcia samemu sobie bo nie za bardzo wiadomo jak się ustawić ale jako tako to wyszło... A gitarę mam głównie do ozdoby. ;P

Dzisiaj w nocy na gadu gadu byłem chyba zbyt szczery a nie wiem czy było mi to potrzebne... No, w każdym razie niedługo powinienem wygrać pewien zakład i gdy mój idol zawita do Polski to bilet na koncert będę miał za darmo. :) Choć zarazem jeśli wygram to będę miał powód żeby się troszeczkę zasmucić ale... Są rzeczy, na które nie ma rady.

A wracając do gadu gadu... Bardzo łatwo wyznać tam prawdę i powiedzieć komuś coś czego nie miałoby się odwagi powiedzieć w cztery oczy. Najchętniej to cały czas z ludźmi porozumiewałbym się przez gadu gadu, nawet stojąc obok nich... Tak, to kolejna oznaka mojej psychicznej słabości... Kiedyś z tym powalczę. Może po trzydziestce. ;/

Od jutra albo od piątku jestem wróżbitą a może wróżem, sam nie wiem jaka to różnica. Uprasza się o nie pisanie do mnie do pracy i nie zadawanie mi głupich pytań bo płacą mi od godziny a nie od ilości smsów. Oby ludzkość miała jak najmniej pytań bo ja tylko będę udawał, że znam odpowiedź.

A tak zupełnie od bani, a może nawiązując do nocnej rozmowy na gg, napiszę tutaj jeszcze, że przestaję wierzyć w ideały. Kiedyś wierzyłem...


"Don't believe in fear Don't believe in faith Don't believe in anything That you can't break

You stupid girl You stupid girl All you had you wasted All you had you wasted"

Garbage "Stupid girl"



2009.01.26 / Poniedziałek / 09:44 - On the horsey

Nic szczególnego się nie dzieje. Możliwe, że ezoterykę w pracy będę miał już w środę a nie dopiero w piątek i od razu zostanę rzucony na głęboką wodę zamiast mieć najpierw dyżur próbny. Trzeba będzie to przeżyć jakoś...

Kilka dni temu zdobyłem trzy utwory, lub jak kto woli, piosenki nagrane, skomponowane i zaśpiewane przez koleżankę z pracy. Trzeba przyznać, że całość stoi na naprawdę wysokim poziomie a koleżanka ma bardzo dobry głos i spokojnie mogłaby zajmować się muzyką i śpiewem profesjonalnie. Miałem kilku muzykujących znajomych, którzy mieli jakieś tam zespoły ale nigdy nie znałem osobiście kogoś kto robiłby naprawdę cholernie dobrą muzykę, którą spokojnie można nawet sprzedawać i którą na pewno bym kupił. Kto wie, może w przyszłości owa koleżanka będzie szerzej znana, czego jej życzę, na razie nucę sobie w myślach od czasu do czasu utwór "Między planetami", który z tych trzech jest zdecydowanie najlepszy. Całość to muzyka klubowa, lekko chill-out'owa lub może coś co nazwałbym stylem electro - pop.

Przy okazji powoli zaczynam rozumieć, że to czym najbardziej chciałbym się zajmować w życiu to właśnie muzyka, ale nie jej granie tylko nagrywanie jej w studiu, realizacja, miksowanie, mastering... No ale na to jest zdecydowanie za późno, trzeba było iść na studia o kierunku "realizacja dźwięku" jeśli takowy istnieje. Poza tym mam lekko przytępiony słuch ogólnie i dodatkowo na jedno ucho gorzej słyszę wysokie oraz niskie tony. Poza tym kto powiedział, że byłbym w tym wszystkim dobry? Na pewno jednak gdybym miał wybór robić to co sobie wymarzyłem i mógłbym posiąść odpowiednie do wykonywania tego cechy to byłaby to właśnie ta działka, muzyczno - dźwiękowa. Dokumenty o realizowaniu nagrań płyt mogę oglądać bez końca. :) Podobnie jak o kolumnach, sprzęcie audio i dźwięku mogę gadać na okrągło, zanudzając przy tym kogoś kto akurat ma nieszczęście słuchać moich wywodów. ;P

A tak na serio to w czym ja jestem dobry? Jeszcze tego nie odkryłem. ;)

W spaniu... Więc idę spać. Przede mną 2 dni wolne.

W marnowaniu życia.


"I'm eighteen and I don't know what I want Eighteen I just don't know what I want Eighteen I gotta get away I gotta get out of this place I'll go runnin' in outer space oh yeah"

Alice Cooper "I'm eighteen"



2009.01.25 / Niedziela / 16:21 - Zagubiony w sobie

Jednak już wszystko dobrze... Wszystko po staremu.

Wracam do swojego "zagubienia w sobie". :/

Choć ja nie czuję się zagubiony w sobie tylko raczej w tym świecie, a poza tym myślę, że zawsze mogę się łatwo odnaleźć tylko nie samodzielnie... Ktoś musiałby mi pomóc. Aha, i znam ludzi, którzy są o wiele bardziej zagubieni ode mnie.

Dobrze, że u mnie w domu przynajmniej wszystko w porządku - ciepło i zrozumienie, a może nawet wsparcie... Chyba tak.

Wczoraj miałem wolne, dzisiaj idę na dyżur a jutro i pojutrze ponownie wolne bo mam się przygotowywać do ezoteryki. Będę więc zdobywał wiedzę na temat tarota, run i innych dupereli. Aj aj aj...


"Cudownych rodziców mam!"

Urszula Sipińksa "Cudownych rodziców mam"



2009.01.23 / Piątek / 16:21 - Sadness

To do dupy...

A myślałem, że wszystko jest na właściwym miejscu.



2009.01.23 / Piątek / 09:48 - Żonkil zakwitł nadzieją

Wciąż mam przy sobie ten tajemniczy objekt, który zdobyłem podczas urlopu w Puławach, noszę go cały czas w lewej kieszeni kurtki i dziwnie bym się czuł gdyby go tam zabrakło. To kasztan roku 2008... Co rok gdy jestem w Puławach na jesieni to biorę jednego kasztanka na pamiątkę choć ten jest pierwszym, którego zamierzam zachować do końca życia. Później pochowajcie mnie razem z tymi moimi kasztankami. Taki ze mnie sentymentalny ludek żyjący wspomnieniami.

No, ale wracając do roku 2009, do dnia 22 stycznia to był on całkiem znośny... Ostatnio radzę sobie całkiem nieźle z... Własnym mózgiem i psychiką. :)

Niestety nie mam czasu na to by pogrywać na gitarze ucząc się tej niełatwej sztuki, dopiero w przyszłym tygodniu będzie lepiej bo mam aż 3 dni wolne. Zamówiłem jakąś tam tanią książkę z płytą, która ma pomóc w nauce no i zobaczę co z tego wyjdzie, może wtedy moje umiejętności zaczną się podnosić w szybszym tempie. Najlepiej jest mieć jakiegoś mistrza, jakiegoś guru, który naucza ale ja takowego nie posiadam. Na żaden kurs nauki grania na gitarze też raczej nie planuję się zapisywać (o ile takowe w ogóle istnieją).

O, właśnie mi się przypomniał zwrot - kurs prawa jazdy... To miało być w tym roku? Cholerka... No nie wiem... Może w wakacje?

A nadzieja wymieniona w tytule tego wpisu? Obecnie zwalczam więc w sobie nadzieję, która we mnie niedawno rozkwitła, na nic nie liczę w sprawach, które mam teraz na myśli, a które skryję za zasłoną tajemnicy.

Innymi słowy mam nadzieję, że będzie co najmniej tak beznadziejnie jak jest teraz bo mi się to nawet podoba.

Wracając do kasztanków, których w mojej trumnie powinno być około czterdziestu, może pięćdziesięciu. Człowiekowi wydaje się, że czeka go jeszcze wiele dni zanim będzie stary i zanim umrze, ale ostatnio zauważyłem, że gdy weźmie się malutki kalendarzyk mieszczący się na jednej stronie, taki w formie wizytówki i położy się go na stole tak żeby było widać wszystkie liczby oznaczające poszczególne dni, a obok tego kalendarza ułoży się pięćdziesiąt innych, czyli mniej więcej tyle ile nas wszystkich czeka jeszcze lat życia jeśli będziemy zdrowi, to ujrzy się wtedy dokładnie ile jeszcze dni nam pozostało do wykorzystania. Smutny to widok... Bardzo.

Mam tak mało czasu... A wciąż czuję, że go marnuję...



2009.01.22 / Czwartek / 09:56 - Za tydzień powrót na ezoterykę

Wiedziałem, że ten moment kiedyś nadejdzie i oto wczoraj było wielkie bum, kilka szybkich decyzji i zgodziłem się powrócić na ezoterykę w pracy. W piątek będę miał próbny dyżur a później pewnie już normalne dyżury ezoteryczne, specjalnie jak najwięcej, żebym się jak najszybciej przyzwyczaił do nowej rzeczywistości.

Zgodziłem się sam choć jeszcze niedawno uważałem ezoterykę za totalne dno. Jakby na to nie patrzeć na pewno jest ona dnem ale praca na tym całym wróżbiarstwie jest po prostu lepiej płatna, bo tam bez problemu powinienem wyrabiać średnią. Jeśli każdego miesiąca będę zarabiał średnio o 450 złotych więcej niż przez ostatni rok to chyba się to opłaca... Warto na początku trochę pocierpieć, a kto wie, może w końcu tak jak wszyscy sam będę wolał ezo od rozrywki.

Czekałem na zmiany i szybko się pojawiły. Nie powinno być źle... Wiele czasu minęło odkąd ostatnio próbowano mnie przekonać do ezoteryki a ja na pewno trochę się zmieniłem, może dorosłem, może zmądrzałem.

Lub po prostu znudziłem się tą całą monotonną rozrywką... To nowe wyzwanie wydaje mi się teraz całkiem interesujące. A więc do dzieła, w przyszły piątek przekonam się jak mi idzie.

Poza tą rewolucją było dzisiaj w pracy po prostu całkiem przyjemnie. W ogóle ostatnio jest przyjemnie.


"Let's be alone together. Let's see if we're that strong."

Leonard Cohen "Waiting for the miracle"



2009.01.21 / Środa / 15:21 - Prawie jak Roy Harper

To nie jest tak, że teraz będę tutaj zamieszczał wyłącznie zdjęcia mojej girary, o nie. :) Później wrócę do fotografowania samego siebie... :)

Dzisiaj granie idzie mi już ciut lepiej i oby taka tendencja utrzymywała się przez najbliższy czas. Mam nadzieję, że nie okażę się takim beztalenciem abym był zmuszony do wystawienia gitary na Allegro. :) Kto wie, może siostra też kiedyś zajmie się graniem... I będzie lepsza ode mnie. O cholera, chyba nie zniósłbym tego. :P Już wystarczy, że jest lepsza w grze w pierwszą część Quake'a gdy gramy przez sieć nie pamiętam kiedy ostatnio wygrałem.

Nieee, nie jestem taki żebym był zły na siostrę gdyby okazała się lepsza ode mnie... Łatwo godzę się z porażkami.

Niestety praca mnie wzywa więc przestanę katować swoje palce na gitarce i pomknę zaraz na całonocne pisanie smsów, tyle, że przygotuję sobie zaraz ponad setkę gotowców i będę je później tylko wklejał. Zastanawiam się dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej...

A wracając do gitary - nie dodano do niej żadnej instukcji obslugi i gdy będę musiał wymienić struny to nie wiem jak sobie poradzę. Może znajdę pomoc w internecie... :/


"As I walk these narrow streets Where a million passin feet have trod before me With my guitar in my hand Suddenly I realize nobody knows me"

Nick Cave And The Bad Seeds "The singer"



2009.01.21 / Środa / 00:35 - Sześć strun

Pierwszy instrument muzyczny w moim życiu dotarł dzisiaj po południu za sprawą kuriera do mojego domu, gdy akurat byłem w pracy. Kurier jak zwykle miał wielkie problemy ze znalezienim naszej miejscowości, której nie ma na mapach więc po raz kolejny musiałem tłumaczyć jak odnaleźć duży biały dom w środku lasu. Udało mu się i nawet nie ugrzązł w śniegu tak jak się tego obawiał. Po powrocie mogłem więc już przejechać palcami po strunach gitary wydając pierwsze dźwięki a później, po kolacji zabrałem się za strojenie co trwało ponad godzinę choć nie sądzę abym wykonał je właściwie. Po prostu jako tako to wszystko brzmi, wykonałem wszystko według instrukcji, struny odpowiednio wzajemnie wprawiają się w drganie więc chyba nie jest aż tak źle.

Większym problemem jest zagranie czegokolwiek. Chyba nie ma na świecie człowieka, który od razu pierwszego dnia grania na gitarze wydobywałby z niej coś co można nazwać ładną melodią ale z pewnością jedni mają do tego większe predyspozycje a inni mniejsze. Sam nie wiem do której grupy ja należę. Na razie brzmi to wszystko koszmarnie choć nawet wstęp do "Son of a blue sky" Wilków zagrałem tak, że jest on rozpoznawalny. Popełniam jednak masę podstawowych błędów, nie trafiam w odpowednie struny ani odpowiednie progi, tempo także mam takie, że nie pozostaje nic jak tylko się załamać... Ale jednak z tego "Son of a blue sky" jestem dumny, brzmi to już niemal jak muzyka. :) Może za rok będę już grał lepiej... Oby. Na razie rozbolały mnie dłonie, szczególnie lewa, w stawie. Opuszki palców też troszkę bolą, a nawet odczuwam pewien ból w kręgosłupie ale co tam, jest całkiem przyjemnie.

Spróbuję to powoli opanowywać, a czasu na ćwiczenie będę miał niestety niewiele bo wiadomo - praca, praca, praca. Tymczasem wtorkowy dyżur był taki jak przewidywałem - bardzo przyjemny, z niewielkim ruchem i nawet wypuszczono mnie już po sześciu godzinach zamiast po dziewięciu bo mamy teraz taki nadmiar pracowników, że nie mieścimy się na sali (a nowi cały czas przychodzą, nie ma ich gdzie upychać).

Po pracy pojechałem jeszcze do Merlina, później do sklepu muzycznego po kostki do gitary, z czego tylko jedna nadaje się do grania a druga jest zbyt sztywna i nieprzyjemnie się jej używa.

Dopiero teraz doceniam zawodowych muzyków z moich płyt cd... Biorę czarny album Metalliki, puszczam "Nothing else matters" i do moich uszu dobiega prawdziwa muzyka, zagrana w odpowiednim tempie i z właściwą energią. Później włączam pauzę, próbuję samodzielnie zagrać ten wstęp i mimo, że pociągam te same struny to brzmi to jednak strasznie nieudolnie... Ale będzie lepiej i na razie tego się trzymam. Musi być lepiej, bo gorzej już być nie może.

Przede mną cała wolna noc ale nie chcę brzdąkać na gitarze gdyż mógłbym obudzić siostrę a musi się wyspać bo jutro ma kolejny ważny egzamin. Jak na razie wszystkie zdaje a jakie dostaje oceny to jest już sprawa drugorzędna. No, może pogram sobie tak naprawdę cichutko, ledwo muskając kostką struny. Do dzieła, ponownie "Son of a blue sky" tylko teraz szybciej, bardziej tak jak w oryginale.

Ogólnie jest już lepiej... Ostatnio trochę szalałem, ale już się uspokoiłem.



2009.01.20 / Wtorek / 08:48 - Pig

Czy na tym zdjęciu wyglądam trochę jak świnia? ;) Ewentualnie jak Pumba z Króla Lwa... To był głuszec z tego co wiem... Nie, on wyglądał efektowniej ode mnie.

Wstałem i próbuję nastawić się nieco pozytywniej do życia żeby już nie być takim zdołowanym człowieczkiem jak wcześniej. Może nie będzie tak źle, słońce świeci, nie jest bardzo zimno... Nic mnie nie boli więc narzekać nie powinienem. O tak, "nic" czasem też może być jakąś pozytywną wartością.

Maruda ze mnie i już... Ale nawet marudzić i narzekać można w ciekawy sposób a ja jestem nudnym marudą. Muszę się z tego wyleczyć.

Idę... Zmykam.



2009.01.20 / Wtorek / 01:08 - Shyne

Jaki dla Was jest ten rok 2009? Dopiero się zaczął i niewiele można o nim powiedzieć ale mi wydaje się bardzo nieciekawy. Coraz silniej odczuwam, że będę w tym roku musiał wiele zmienić, najpewniej pracę bo to pociągnie za sobą dalsze zmiany choć sam do końca nie wiem jakie. Coraz bardziej nudzi mi się bycie mną... A może właśnie chciałbym zacząć bym prawdziwym sobą.

W pracy krążą pogłoski jakoby dziewczyna, której nienawidzę i której nienawidzi tak wiele osób miała zostać w ciągu najbliższych miesięcy teamleaderką, tylko dlatego, że ma znajomości. Kiedy tak się stanie, będzie to doskonały moment na odejście z firmy. Wtedy nie wahałbym się ani chwili, od razu bym rzucił pracę w firmie, w której teamleaderką jest taka kretynka. Ale kto wie, może to tylko pogłoski...

Odejść na pewno w końcu trzeba... Niestety mamy system podawania dyspozycji, który takie odejście bardzo utrudnia. Nie można tak po prostu przestać przychodzić na dyżury bo jest się związanym umową... A dupa, jak ktoś chce odejść to odchodzi.

Po prostu jeszcze z miesiąc i naprawdę przestanę tam pracować.

Teraz pójdę spać. Jutro wstanę i w pracy dyżur będę miał udany. Zawsze jest tak, że jak tylko narzekam tutaj na pracę to od razu mam same fajne dyżury, a gdy piszę, że praca nie jest zła to trafia się taki, z którego chce się uciec i biec ulicami Warszawy.

Kiedyś ucieknę, ten moment się zbliża a ja nie powinienem z tego robić takiego halo tylko po prostu zakończyć ten okres w życiu i zacząć kolejny.

Koledzy mówią - przenieś się na ezoterykę... Niech tak mówią. Skoro uważają, że taplanie się w umsyłowych wymiocinach tych biednych debili jest sensownym zajęciem to niech sobie tam siedzą.

A tak poza tym - jutro lub pojutrze kurier przywiezie moją gitarę. Oby nie była tak uszkodzona jak telewizor, który mi dostarczano tą samą drogą. Pamiętajcie, nigdy nie korzystajcie z firmy kurierskiej zwącej się OPEK.

Chciałbym znowu powiedzieć, że świat jest piękny a życie jest cudowne ale jakiś zdołowany ostatnio jestem. Może jak przyjdzie wiosna, zniknie ten cały śnieg i znów będę mógł wsiąść na rower to odzyskam dobre samopoczucie. Zdziwilibyście się gdybyście się dowiedzieli co ostatnio poprawia mi nastrój najefektywniej.

Popisałbym jeszcze ale nie chcę się stać zbyt szczery i nie chcę się otwierać. Poza tym nudne to wszystko jak diabli. Idę spać.



2009.01.19 / Poniedziałek / 09:36 - You silly little boy

Wdech...

Wydech...

I idę spać.

To wszystko jest tak nieważne...

Całe moje życie...

Nie znaczy nic.

A o tym co najważniejsze i tak nie mogę tu pisać...

Zaprosiłbym wszystkich do wnętrza mojej głowy. Przekonalibyście się jak to jest być mną i z radością wrócilibyście do swoich ciał i swoich umysłów. Do swojego życia...

To naprawdę nie jest zabawne być mną. Mam przesrane... Mam narzucone granice poza które nie mogę wyjść. Granice, które tworzy mój własny umysł, moja własna psychika a nawet moje ciało... Najtrudniej jest walczyć z samym sobą.


"Nobody cares... Nobody cares..."

"A Bronx Tale" - reż. Robert De Niro



2009.01.18 / Niedziela / 16:23 - Baton Rouge R11 - czekam

Wczoraj kliknąłem na ikonkę "zamów" na stronie pewnego sklepu internetowego i tym sposobem stałem się posiadaczem gitary akustycznej Baton Rouge R11, którą kurier powinien dostarczyć we wtorek akurat wtedy gdy będę w pracy. Wydatek to ani duży, ani mały, przekonam się czy trafiony i czy ów zakup przyniesie mi radość. Na razie naczytałem się teorii i poznałem podstawy a co będzie dalej? Zobaczy się... Teoretycznie to już nawet potrafię gitarę dostroić. :P W praktyce pewnie pourywam struny już na samym początku.

Wśród wszystkich rzeczy wytwarzanych przez człowieka instrumenty muzyczne darzę największym szacunkiem, nawet te produkowane masowo. Szacunkiem darzę też ludzi potrafiących grać, ale o tym już chyba pisałem.

Właściwie to odczuwam też potrzebę posiadania pistoletu bo uznałem, że jest to rzecz, którą człowiek powinien mieć. :) W życiu człowieka może przyjść taki dzień, że nie pozostanie mu nic innego jak tylko strzelić sobie w łeb. Nic tylko muszę kiedyś zdobyć pozwolenie na broń i gdzieś kupić jakiś pistolet, który będę trzymał na wypadek zajścia nagłej potrzeby rozstania się z tym światem. :)

Żartuję... Chyba.

Tylko czy w Polsce w ogóle można nabyć legalnie broń palną? Może mi się Polska z Ameryką pomyliła.

Wczoraj także dokonałem za sprawą kolegi kolejnego odkrycia muzycznego - pani Lydia Lunch. Jej pierwsza płyta, jeszcze z lat osiemdziesiątych, jest piękna, dziwna... Bardzo w moim stylu. Nie wiem jak kolejne, ale ważne, że ta pierwsza mnie zauroczyła i już ją zamówiłem z Merlinie. Sam bym tak łatwo tej damy nie odkrył...

Na Allmusic.com, wśród artystów podobnych do Lydii Lunch wymieniony jest Nick Cave & The Bad Seeds. Coś w tym jest.

Za jakieś dwie godziny wychodzę do pracy, a jutro ponownie mam dzień wolny.

Mam wrażenie, że gdzieś przepadło sporo archiwalnych zdjęć z PhotoBloga. Może gdy przenosili się z tym serwisem na inne serwery to pogubili gdzieś archiwalne zdjęcia? Jeśli tak to ja się w taki sposób nie bawię... :(




"Suicide is painless, it brings so many changes..." Marilyn Manson "Suicide is painless"



2009.01.17 / Sobota / 09:53 - Muzyczna wrażliwość

Było jak było, nie będę przynudzał o pracy... Tam zawsze jest tak samo, raz lepiej, raz gorzej.

Najciekawsze było to, że dowiedziałem się iż kolega Jacek, o którym niedawno tutaj wspominałem, którego uważam za najinteligentniejszego człowieka spośród tych ludzi, których znam osobiście oraz najlepiej znającego się na muzyce (co jest tym ważniejsze, że nasze muzyczne gusta w dużej mierze sie pokrywają) okazał się być synem muzyka z pewnego znanego polskiego zespołu - Ira. No proszę, to wyjaśnia dlaczego kolega ten ma taką wiedzę muzyczną, taką wrażliwość i tak przeżywa wszystko to czego słucha, a w dodatku potrafi bardzo pięknie opisać słowami zawartość płyty, jej nastrój, jej klimat. Muzykująca rodzina - i wszystko jasne. Teraz rozumiem dlaczego kolekcja jego płyt cd wynosiła kiedyś ponad 1000... Ostatnio słucha on już jednak tylko mp3, a w ogóle to szkoda, że nie zajął się profesjonalnie muzyką tylko siedzi u nas na tych smsach... No ale różnie się ludziom życie układa, moim zdaniem i tak dobrze sobie radzi, zresztą wcześniej pracował za granicą a nawet jako drwal w Polsce. Dzisiaj też się dowiedziałem, że jedna koleżanka z pracy (bardzo oryginalna choćby dlatego, że nosi na głowie turban) także zajmuje się muzyką, coś tam nagrywa i ogólnie w pracy wielu jest mądrych, ciekawych ludzi, aż szkoda, że ja jestem tam trochę na uboczu, ale wiadomo, zawsze trzymam się z boku, nawet jeśli jestem w interesującym środowisku. Taka już jest moja natura. Bardzo jednak lubię obserwować ludzi, szczególnie tych stojących na wysokim poziomie, nawet jeśli niewiele z nimi rozmawiam...

Ja z żadnej rodziny muzyków nie jestem a mimo tego uważam, że mam po prostu dobry gust, choć nastawiam się głównie na słuchanie kobiet. Głośniki mam już rewelacyjne, sprzęt niezły, mogę słuchać i słuchać godzinami, czerpiąc z tego wielką satysfakcję. Ilość płyt, którą kupiłem w poprzednim roku była naprawdę duża, sam nie wiem ile będę kupował w tym ale pewnie już mniej. Zdecydowanie do sprzętu przydaby się jeszcze subwoofer żeby mój pokój wypełnił się także głębokimi basami i kto wie czy nie dokonam takiego zakupu już wkrótce... Na razie te słuchawki, które mam na zdjęciu na głowie spisują się pod względem przenoszenia basu dużo lepiej od kolumn.

Na razie obliczyłem, że za miesiąc styczeń zarobię malutko... Zdecydowanie zbyt mało i winna jest temu też po części moja poniedziałkowa nieobecność ale cóż ja mogłem na to poradzić...

Na luty wyznaczyłem sobie tydzień urlopu, od szesnastego do dwudziestego drugiego... Odwiedzę siostrę w Puławach bo tam się naprawdę przyjemnie wypoczywa. Kiedyś nie lubiłem Puław, dzisiaj uważam, że to całkiem fajne miasto.

Kładę się, zamykam oczy i zasypiam. Dzisiaj wolny dzień.



2009.01.16 / Piątek / 18:08 - Acoustic

"Brazil" obejrzałem na raty, połowę w nocy a drugą połowę w południe dzisiaj, gdy się obudziłem. Szalony film ale mimo wszystko dobry...

Przeszukałem dzisiaj kilka sklepów internetowych w poszukiwaniu odpowiedniego modelu gitary akustycznej i już jakiąś tam konkretną sobie upatrzyłem, firmy Baton Rouge, a jeśli nie tą to może Yamaha, jeszcze się zastanowię i prawdopodobnie dokonam zakupu. :P Wiedzę w tej dziedzinie mam zerową. Zawsze można sprzedać na Allegro jeśli okarzę się totalnym beztalenciem albo paluszki będą mnie od grania za bardzo bolały...

Dawno temu, jeszcze w szkole jeden kolega noszący na codzień dresy zapytał się mnie "Ty grasz na gitarze?"... Odparłem, że nie i zapytałem czemu tak sądzi, a on powiedział "A tak jakoś wyglądasz"... :)

Kolejna zabaweczka...

Na pewno nie jestem dobry w robieniu zdjęć. Zapisałem się na pewien serwis, na którym umieszcza się "artystyczne" zdjęcia wysokiej jakości i po dłuższym zastanowieniu przekonałem się, że nie mam na dysku żadnego zdjęcia godnego uwagi. Nie będę więc kupował droższego aparatu, on mi nie pomoże w robieniu dobrych zdjęć. :/ Po prostu na kilka tysięcy zrobionych przeze mnie zdjęć żadne z nich nie było naprawdę dobre.

Tymczasem praca mnie wzywa, zaraz wychodzę z domu... Młodsza siostra zdaje na razie wszystkie egazminy, mniejsza o to na jakie oceny, grunt, że zdaje. Starsza siostra też jeszcze żyję. Ja zawsze jestem w połowie martwy...

Idę...



2009.01.15 / Czwartek / 23:56 - Ten PB schodzi na psy

Skoro zamieszczam tutaj już durne zdjęcia swojej dłoni to znaczy, że powoli mój PhotoBlog upada. :) Może dociągnę do 10 kwietnia i minie wtedy równo rok odkąd umieściłem tu pierwszą wiadomość a później przestanę cokolwiek dodawać, to będzie taki rok z życia człowieka, dzieło zamknięte.

Mam długie palce ale pianistą nie jestem i raczej nie potrafię grać na żadnym instrumencie choć tego akurat nie mogę być pewien bo nie posiadam żadnego. Może dopiero kupię sobie gitarę lub jakieś inne brzdąkadło bo czasami odczuwam w sobie potrzebę zagrania czegoś, właścwie bardzo często, a najbardziej chciałbym grać na perkusji. Nie potrafię się sensownie wypowiadać więc może ujście znajdę w muzyce. :P Prędzej jednak doprowadzę do szału domowników zadręczając ich szarpaniem strun. A może gitara elektryczna? Może basowa? E, chyba 26 lat to za późno na zaczynanie muzykowania. Za późno jest już na wiele rzeczy...

W każdym razie wysoko cenię wszystkie dziewczyny, które grają na gitarze lub na jakimś innym instrumencie, sam nie wiem dlaczego, pewnie dlatego, że do grania potrzebna jest wrażliwość i inne poszukiwane przeze mnie cechy... W opisie na Sympatii.pl, w kategorii "wymarzona partnerka" wpiszę chyba zaraz "Dziewczyna z gitarą". :P

Co ja truję? Naprawdę, ten PB powoli zmienia się w rynsztok mojego niezbyt pojemnego umysłu...

Wracając do długich palców to przydają się do bardzo szybkiego pisania przy pomocy klawiatury, lubię swoje paluszki za to i już. :) Pisać mogę bez patrzenia na ekran i klawiaturę a mimo tego i tak osiągam ponad 300 znaków na minutę bez pomyłek. Jest jakaś dziedzina, w której jestem dobry, yes! Stukanie w klawisze... Tylko, że u mnie w pracy za szybkość akurat nie płacą a za skuteczność.

W pracy było dzisiaj dennie, bo klienci mylili numer i zamiast brać udział w konkursie RMFFM to trafiali do nas i niepotrzebnie psuli nam średnią jełopy jedne. Tylko cztery cyferki mają a i tak się pomylą... Co za ludzie. Gdy ja się myliłem w podawaniu numeru konta na poczcie to przynajmniej miałem tam ogrom cyferek, jestem usprawiedliwiony.

Po pracy znowu Merlin, tym razem ambitnie - Air.

Teraz przede mną cała noc... Obejrzę coś na wideo, pewnie "Brazil" Terrego Gilliama.



2009.01.15 / Czwartek / 06:38 - Wśród ludzi

Dzień po raz drugi... Znowu ludzie, słońce, hałas, korki, spaliny, mróz, smsy, smsy, smsy, ból palców, nuda...

Na chwilkę wróciłem na szanowny serwis Sympatia.pl, wstawiłem sobie opisy, które nic nie znaczą, typu "dupa blada" i chyba dzięki temu obecnie cieszę się tam sporym zainteresowaniem. No i gdzie tu mądrość? Dlaczego teraz dziewczyny piszą do mnie, a wcześniej tego nie robiły, gdy opisywałem się w jako tako sensowny i szczery sposób? Nauczyłem się już, że szczerość wcale nie jest taka ważna, lepiej można wyjść na graniu kogoś kim się tak naprawdę nie jest. W życiu trzeba to i owo wyreżyserować...

To niedobrze... Uciekam.



2009.01.14 / Środa / 21:41 - Gluty

Dla odmiany dzień w pracy zamiast nocy. Rano pieszo przez las, przez mróz, później zatłoczony autobus i bardzo zatłoczone metro, na ulicach jasno i mnóstwo ludzi, nie moje klimaty... W firmie taka ilość nowych ludzi jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Przedwcześnie pisałem o upadku z powodu braku pracowników, bo teraz będziemy ich mieli chyba aż zbyt wielu. Na dyżurze wyrobiłem jakąś kosmiczną, bardzo dobrą średnią, klienci byli po prostu świetni, gadało się z nimi rewelacyjnie, a raczej rewelacyjnie dawali się wkręcać w moje bezsensowne rozmówki, takie cuda też się zdarzają. Po pracy Merlin.pl, kilka bardzo komercyjnych płyt (Kylie, Christina... Te sprawy). Po Merlinie jazda tramwajem - przypomniałem sobie uroki powolnego przetaczania się przez miasto na powierzchni ziemi, a nie pod... Porażka. Jeśli jeździć to tylko pod ziemią... Metro rządzi.

Tyle... Jutro powtórka. To samo. Tylko tramwaj sobie odpuszczę i po Merlinie wrócę się jednak do metra.



2009.01.13 / Wtorek / 20:05 - Od wschodu do zachodu słońca

Piękny był ten dzisiejszy wtorek. Wstałem już o 6:30 rano i widziałem calutki dzień, od samego wschodu słońca do zachodu, nic mi nie umknęło. Już od dawna nie byłem obudzony przez cały dzień, zazwyczaj oczy otwieram dopiero wieczorem, gdy jest już po wszystkim.

Wygospodarowałem trochę czasu na nadrobienie zaległości filmowych bo nagrywam sporo na wideo, kupuję płyty dvd, a nie mam czasu by to wszystko odtworzyć. Dzisiaj było inaczej, na początek skupiłem się na dwóch filmach nagranych z telewizji i było to "Śmiertelnie proste" - pierwszy film wielbionych przeze mnie braci Coen i "Okno na podwórze" Alfreda Hitchcocka, którego dopiero poznaję ale już mogę go nazwać mistrzem. Wieczorem zabrałem się za dvd i obejrzałem naprawdę niespodziewanie dobry film kolejnego mojego ulubieńca - Jima Jarmuscha, a chodzi o "Broken flowers" z Billem Murrayem w roli głównej. Nie poszedłem na to do kina i dzisiaj trochę tego żałowałem, bo mimo, że film jest nową produkcją to oceniam go bardzo wysoko, Jarmusch znowu pokazał swój niepowtarzalny styl. Na koniec obejrzałem "The virgin suicides" Sofii Coppoli, który już widziałem kilka lat temu w telewizji ale dvd to jednak dvd, teraz film spodobał mi się dużo bardziej choć jest naprawdę dziwny... A już na pewno muzyka zasługuje na pochwałę bo została skomponowana przez Air - są to kolejni ludzie, których wysoko cenię (za dawne płyty, bo nowe mają już niższy poziom). Jeden z najlepszych, najbardziej hipnotyzujących soundtracków. 4 filmy na wysokim poziomie poprawiły mi humor, niestety to już koniec dnia, za dwie godziny muszę iść spać bo jutro wstaję do pracy na rano.

W ciągu dnia musiałem palić w piecu, który widać na zdjęciu... Sprawienie żeby w naszym domu było ciepło nie jest łatwe ale udało się i w tej chwili jest mi wręcz gorąco, co nie jest moją zasługą bo po powrocie z pracy paleniem zajęli się rodzice. Wspomnieć jeszcze mogę, że młodsza siostra miała dzisiaj pierwszy egzamin, który zdała, no i bardzo dobrze, bo los siostry na pewno nie jest dla mnie nieistotny. Los obu sióstr... Może ta druga nie jest jeszcze stracona...

Szkoda, że muszę iść do pracy... Przydałoby mi się kilka takich wolnych dni. Albo dzienna praca zamiast nocnej.


"I'm a high school lover, and you're my favorite flavor. Love is all, all my soul. You're my Playground Love."

Air "Playground love"



2009.01.13 / Wtorek / 07:30 - Nieobecność

Wczoraj zrobiłem sobie dzień wolny od pracy. Miałem wyznaczony dyżur od 20:00 do 7:00 więc właśnie w tej chwili powinienem wychodzić dopiero z metra ale ja jestem w domu, bo po prostu nie poszedłem do pracy. Będzie mnie to kosztowało 100 złotych, bo muszę w jakiś sposób zostać ukarany za to, że inni pracownicy musieli przeze mnie zmierzyć się z większą ilością klientów ale co mnie to obchodzi... Dodatkowo nie zarobiłem dniówki więc mogę odliczyć kolejną stówkę... :( Nie poszedłem, bo bym tam nie wyrobił, byłem zupełnie niewyspany z powodu kuriera, który obudził mnie w południe telefonowaniem do mnie. Kurier jak zwykle sam nie mógł znaleźć naszego domu, potrzebował pomocy, a gdy zostałem obudzony to już nie mogłem zasnąć i tak właśnie doszło do mojej nieobecności.

Za to dzisiaj mam wolne według planu więc przede mną cały dzień. Jutro idę na rano, pojutrze też... Zresztą równie dobrze mogę się zwolnić i przestać tam chodzić, to niemal bez różnicy... Byłbym osatecznie wolny.

Wczoraj czułem się fatalnie... Bez snu nie da się funkcjonować, po całym dyżurze muszę spać conajmniej 5 godzin, w przeciwnym razie potwornie boli mnie głowa i na niczym nie mogę się skupić... Dzisiaj jest już wszystko w porządku, a telefon będę teraz wyciszał w ciągu dnia żeby nikt mnie nie budził.



2009.01.12 / Poniedziałek / 09:49 - Słońce

Skoro był Księżyc to teraz będzie Słońce dla odmiany.

Miejsce akcji - pewna łąką w Truskawiu. Godzina 8:30, poniedziałkowy poranek. Temperatura zdecydowanie zbyt niska ale mimo wszystko pokręciłem się dwie minuty z aparatem i zrobiłem kilka zdjęć...

Ani jedno nie było udane.

Trzeba umieć krytykować samego siebie. :)



2009.01.12 / Poniedziałek / 09:38 - Księżyć w pełni

Ta okrągła kula na niebie to nie Słońce tylko Księżyc... Może nie wygląda to zbyt realnie bo podczas robienia zdjęcia porządnie wydłużyłem czas naświetlania ale efekt jest całkiem interesujący, choć gdybym miał więcej czasu to na pewno cyknąłbym ciekawsze zdjęcie. Niestety szedłem do pracy i miałem już tylko 5 minut do autobusu... Poczekam na kolejną pełnię.

Wiem, to zdjęcie jest bezsensowne, kompozycja jest żenująca, wykadrowanie właściwie też... Ale to była naprawdę piękna pełnia, chciałem ją uwiecznić. Poza tym w rzeczywistości też było bardzo jasno.

A może w ogóle kupię sobię porządny aparat i zajmę się fotografowaniem tak troszkę bardziej na serio? Żaden ze mnie artysta ale robienie zdjęć bardzo mnie uspokaja, jak każdego chyba. Trzeba będzie to wziąć pod uwagę.



2009.01.12 / Poniedziałek / 09:26 - Czas na czytanie

Niedziela w pracy za mną, było znośnie, jak to w niedzielę. Kolejne dyspozycje podałem czyli nadal nie myślę poważnie o zwolnieniu...

Siostra wczoraj miała swój pierwszy dzień w pracy (w Kolporterze) i od razu zarobiła całkiem sporo, z tego co się orientuję to 130 złotych, bo jest to praca na akord i kto więcej zrobi ten więcej dostanie pieniędzy. Nieźle, podobno siostra będzie teraz tam na weekendy wpadała (jeśli będzie jej się chciało) by zarobić trochę grosza. Ja podczas pierwszego dnia w pracy zarobiłem tylko 30 złotych więc poszedłem tam jeszcze tylko na drugi dzień a trzeciego już nie było bo zrezygnowałem. Początki nie były zbyt udane... I teraz nie jest wcale rewelacyjnie.

Owsiakowej Orkiestry wczoraj nie widziałem ale o 20:00 za oknem rozległ się huk fajerwerków, a o 19:40, gdy wysiadałem w centrum z metra to wprost zostałem stratowany przez ogromny tłum. Takiego zamieszania nie było tam nawet w Sylwestra. Wszyscy szli w stronę Pałacu Kultury podziwiać pokaz fajerwerków tylko ja jeden zmierzałem w przeciwnym kierunku, do budynku pewnego radia... Aha, oczywiście do tych milionów złotych zebranych przez orkiestre ja się nie dorzuciłem. A co? Skoro wszyscy dają to ja nie dam, lubię robić wszystko zupełnie na odwrót niż większość.

To w zasadzie tyle... Na zdjęciu zrobionym przedwczoraj książka Koontza, którą cały czas powolutku męczę. Wszystkie książki czytam bardzo powoli, bo chce mi się czytać tylko w autobusie i w metrze, wyłącznie wtedy gdy jadę do pracy ponieważ gdy wracam to jestem zbyt senny i od czytania zbyt łatwo zamykają mi się oczy.

Kiedyś nie sądziłem, że tak polubię książki... Zacząłem czytać dopiero rok temu i nie zamierzam przestawać. Wiem, na razie tylko bawię się w czytanie... Ale ważne, że doceniłem wyższość książki nad filmem.

Zimno dzisiaj... Mróz powrócił.



2009.01.11 / Niedziela / 09:35 - WOŚP 2009

Dzisiaj kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, z tego co się orientuję - siedemnasty. Gdy sięgam pamięcią do początku lat dziewięćdziesiątych to to faktycznie widzę tam Jurka Owsiaka i jego program, od którego się wszystko zaczęło, w którym w tle kręciła się Agata Młynarska. Tylko nie pamiętam jak ten program się nazywał... Niby jest pięknie ale ja osobiście jeszcze nigdy nie dałem na WOŚP ani grosika, sam nie wiem dlaczego. Teoretycznie popieram tą akcję ale w praktyce widać jak to wychodzi. Nieważne... Dzisiaj w przejściu podziemnym standardowo już ominę zbieraczy z puszkami szerokim łukiem. Na szczęście do płacenia jeszcze nie zmuszają.

W pracy było jako tako, strasznie nie chce mi się gadać z klientami, nawet tymi, z których łatwo mógłbym wydusić nieco grosza... Po dwóch i pół roku taka robota może się znudzić, jak to mówił ktoś w firmie - mniej więcej co trzy lata człowiek powinien zmieniać stanowisko żeby mu się jego praca nie znudziła. Faktycznie, ja powinienem już awansować wyżej, nie wiem, może do jakiegoś czasopisma erotycznego albo od razu do filmów porno... To w końcu moja branża. ;) Moja domena. Każdy jest w czymś dobry, może ja właśnie w tym.

Tymczasem po powrocie do domu nie zastałem tutaj ani siostry ani mamy, wysłałem więc do siostry smsa z zapytaniem gdzie się podziały, myślałem, że poszły do kościoła na msze, bo siostra jutro ma pierwszy egazmin w szkole, a wiadomo - jak trwoga to do Boga... Ale nie, siostra odpowiedziała, że jest... W pracy! Pojechała tam z mamą najwyraźniej będzie się powoli wdrażać w pierwszą pracę, więc teoretycznie jest lepsza ode mnie bo ja do pierwszej poszedłem gdy miałem 23 lata (siostra ma 18). Nie polecam jej pracy fizycznej, lepiej już chyba kompletnie zgłupieć w takiej robocie jak moja i przynajmniej poznać inteligentnych ludzi. Gdyby ktoś chciał to smsy wciąż czekają na każdego... A jeśli jest się kobietą to w naszej firmie czekają też telefony - linie 0700... Erotyczne, towarzyskie i oczywiście ezoteryczne. W Warszawie z głodu się nie umrze, najwyżej przyjdzie się pracować do nas gdy już się będzie w naprawdę złej sytuacji.

Eee, to może lepiej już zostać prawdziwą prostytutką...


"I said it before and I'll say it again I'm so happy we're just friends"

Sonic Youth "Creme brulee"


2009.01.10 / Sobota / 16:14 - Run Forrest, run!

Wolny dzień za mną. Dwa razy obejrzałem "American beauty" i po raz drugi zakochałem się w tym filmie. Teraz uwielbiam go jeszcze bardziej niż wtedy, gdy był w kinach, jest niesamowity, koniecznie trzeba oglądać go na DVD, bo w telewizji prezentuje się marnie. W nocy obejrzałem też "Forrest Gump", sam nie wiem który to już raz, pewnie piętnasty... Sporo czasu minęło odkąd ostatnio go oglądałem i teraz podoba mi się troszeczkę mniej, już nie uważam go za jeden z trzech najlepszych filmów świata, jest minimalnie zbyt amerykański, filmy które oglądałem po nim pokazywały te same rzeczy w lepszy sposób. Mimo wszystko nadal znajduje się on na szczycie mojej prywatnej listy, z pewnością zasługuje na miejsce w pierwszej dziesiątce. American Beauty umieszczam teraz w pierwszej piątce, a na szczycie listy prawdopodobnie nadal trzymam "Leona", tuż obok "Czasu apokalipsy", "Lśnienia" i "Amelii"... Nadal kocham kino, zdecydowanie, ale już nie ma ono na mnie takiego wpływu jak kiedyś.

Około 2:00 w nocy puściłem na wideo "Okno na podwórze" Hitchcocka ale tak jak to ostatnio często bywa - musiałem nacisnąć stop, wyłączyć telewizor i pójść spać. Spałem 11 godzin, a mimo tego nadal jestem zmęczony. Do pracy idę standardowo na 20:00, może tam poczuję się lepiej...

Zdjęcia żadnego nie zrobiłem więc zamieszczam to zrobione wczoraj nad ranem, w podziemiach Dworca Centralnego. Ci dwaj na pierwszym planie to koledzy z mojej firmy, którzy przyjechali do Warszawy z okolic Ostrowca Świętokrzyskiego i zadomowili się tu w sposób godny podziwu. Jeden z nich znalazł w firmie dziewczynę i teraz już od ponad pół roku mieszka razem z nią, wygląda na to, że tworzą bardzo zgraną parę. Pewnego dnia kolega ten powiedział mi, że podoba mu się jedna dziewczyna pracująca na telefonach, pokazał mi ją, a tydzień później już byli parą i to wydaje się dzisiaj takie oczywiste, że powinni być razem, jakby byli sobie przeznaczeni. Kiedyś był tylko Jacek, dzisiaj jest Jacek i Agnieszka. Tak jak kiedyś była tylko Ola, a teraz jest Ola i Jakub. Umiejętność znalezienia odpowiedniej osoby i właściwego zareagowania (poderwania jej) jest dla mnie czymś co podziwiam... I czego sam nie potrafię.

Dawniej był tylko Michał, ale kiedyś będzie Michał i... I będzie się to wydawać takie oczywiste, że byli sobie przeznaczeni... :/

Tjaaa...

Tymczasem ten drugi kolega to największy fan gier RPG jakiego kiedykolwiek poznałem. Nie sądziłęm, że można się tak czymkolwiek pasjonować. Potrafi mówić o RPG przez 8 godzin dyżuru gdy rozmawia ze swoim kolegą, który jest podobnym maniakiem RPG do niego. Każdy powinien mieć jakąś pasję, nawet jeśli zdecydowanie z nią przesadza, na tym polega cały urok pasjonowania się czymś.

Wracając do kolegi, którego opisywałem wcześniej, do Jacka - jest on jednym z najbardziej inteligentnych ludzi spośród tych, których znam.

Ende. Idę tyrać... Ale ostatnio często myślę o tym żeby przestać chodzić do pracy, tak po prostu, nie idąc na wyznaczony dyżur i płacąc za to karę, żeby mieli powód do wyrzucenia mnie.


"People are strange when you're a stranger
Faces look ugly when you're alone
Women seem wicked when you're unwanted
Streets are uneven when you're down

When you're strange
Faces come out of the rain
When you're strange
No one remembers your name
When you're strange
When you're strange
When you're strange"

The Doors "People are strange"



2009.01.09 / Piątek / 06:38 - Autobus nocny

W pracy nareszcie było całkiem przyjemnie, ruch niewielki, a o godzinie 3:30 wyłączono serwer, przez co wszyscy mogliśmy iść do domu... No, prawie wszyscy bo dwie osoby musiały na wszelki wypadek zostać. Poszedłem z kolegami na Dworzec Centralny bo stamtąd odjeżdżają wszystkie nocne autobusy w Warszawie i w dodatku wszystkie mają odjazd o tej samej godzinie i jest to dosyć ciekawe, gdy około 20 a może 30 autobusów w tym samym momencie wyrusza spod dworca w swoje trasy. Wcześniej na Dworcu Centralnym też było kilka interesujących widoków - bezdomni, alkoholicy i ćpuny, których w dzień tak bardzo nie widać bo są wmieszani w tłum w nocy od razu rzucają się w oczy, samemu lepiej się tam nie kręcić jeśli nie ma takiej potrzeby... Zresztą jeden typek już się dopytywał o to czy przypadkiem nie moglibyśmy mu sypnąć nieco grosza.

Dzięki tym wszystkim szczęśliwym zabiegom do domu wróciłem już o godzinie 6:00 i rozpoczynam teraz swój wolny dzień. Wszyscy domownicy już wyszli, ja zostałem sam i moim obowiązkiem jest teraz palenie w piecu, więc właśnie teraz idę dorzucić tam trochę węgla i drewna...

Wracając do pracy - cały czas trwa kampania nienawiści wymierzona przeciwko tej denerwującej blondynie, z którą się kiedyś pokłóciłem. Ludzie mają jej dość i każdy twierdzi, że jest to jedna z najbardziej pustych, głupich, debilnych dziewczyn jakie kiedykolwiek poznali. Potwierdzam to z całą stanowczością, bo owa idiotka zasługuje na miano najbardziej denerwującego człowieka jakiego miałem okazję w życiu poznać. Każdy niszczy ją jak może ale niestety... Ta larwa ma znajomości w naszej firmie więc będzie tak tkwiła mimo tego, że jest najgorszym, najbardziej obijającym się pracownikiem.

A mi zabrali 450 złotych... Taaak...



2009.01.08 / Czwartek / 17:16 - House of pain

Tak wygląda lodówka... :(

Nadal jest koszmarnie zimno, jeszcze nigdy nie było w naszym domu tak zimno, nie rozumiem dlaczego teraz jest to takie spieprzone, ale w cholerę z tym... Jutro, gdy mam wolne, będę najwyżej cały czas leżał pod kołdrami albo nałoże rękawiczki i czapkę. :( :(

Zaraz po raz tysięczny któryś pojdę do pracy i popatrzę jak to wszystko chyli się ku upadkowi...

Ciekawy mają sposób liczenia wieku na tym PhotoBlogu. Według informacji na górze strony mam obecnie 27 lat. :)


"Lord have mercy
Lord have mercy
I got demons running through my slate
They like to creep when my thoughts get deep
Scheming, trying to find a place to fit in
And manifest itself in the form of a sin"

House Of Pain "Fed up"



2009.01.08 / Czwartek / 09:45 - Kino domowe

Tak ostatnio wrednie w pracy i tak zimno w domu, że na pocieszenie kupiłem sobie dwa doskonałe filmy na DVD. American Beauty zaliczyłem dwukrotnie w kinie w pamiętnym roku 2000, to były czasy naprawdę wspaniałych filmów, dzisiaj można za takimi jedynie tęsknić. Na szczęście pozostaje kino domowe, tylko jeszcze przydałby się projektor, oj przydał... Może kiedyś...

Tymczasem moja firma boryka się z niewystarczającą liczbą pracowników. Grafik, który kiedyś był zapełniony nazwiskami, dzisiaj świeci pustkami i w przyszłym tygodniu Ci pracownicy, którzy jeszcze wytrzymują będą po prostu zasypani smsami. Dawniej na nocy siedziało 6 osób, a teraz tą samą liczbę klientów muszą obsłużyć dwie osoby. To wyraźny znak, że z firmą jest źle. Widocznie potencjalni pracownicy znajdują ciekawsze zajęcia w innych firmach, może nie odpowiada im brak ubezpieczenia... W końcu jakby nie patrzeć to w McDonaldzie są lepsze warunki. Ja na razie zostaję, postaram się być w miarę wytrzymałym filarem w tej walącej się konstrukcji. Wzamian za to zostanie mi zabrane z pensji kolejne 450 złotych... Lipa do kwadratu.

W domu lodówy ciąg dalszy. Uciekam pod kołdrę...



2009.01.07 / Środa / 17:26 - Hibernatus

To co widać na zdjęciu to bezapelacyjne centrum kulturalne Truskawia, tu zbierają się wszyscy najważniejsy ludzie we wsi by omawiać aktualne sprawy i ogólne problemy tego świata. Szukają rozwiązania wszelkich kłopotów... Na dnie butelki.

W domu mamy obecnie 13 stopni i powiem szczerze, że z radością spieprzam stąd do pracy gdzie można się wygrzewać przy komputerze, siedząc w krótkim rękawie. Przed zaśnieciem musiałem intensywnie podgrzewać siebie i całą pościel suszarką ale i tak było ciężko. Z tego co wiem to gdyby na przykład w szkole panowały takie temperatury to odwołanoby lekcje, ale my tutaj musimy siedzieć i jakoś to wytrzymać. Piec już niby się sam przepchał po tym jak zapaliły się w nim sadze ale nadal jest zimno i myślę, że jest to sprawka mojego taty, który niekiedy, przyznam to szczerze, bywa totalnym pierdołą i mnie wkurwia. No ale chu..., rodziców sobie nie wybieramy.

Nadal jest fajnie, nie narzekam, cieszę się z tego co mam... O, przynajmniej nie ma u nas bombardowań takich jak w Strefie Gazy, tam to dopiero mają przechlapane. Idę do mojej wspaniałej, bezstresowej, ambitnej, przynoszącej mi duże zarobki i poczucie spełnienia - pracy.

Ech...



2009.01.07 / Środa / 09:38 - 11 stopni w domu

W domu mamy teraz 11 stopni na górze i boję się patrzeć ile jest na dole. Piec znowu nawala, nic tylko wiać stąd trzeba, lub godzić się na te chore warunki. Nie przygotowałem sobie drogi ucieczki więc muszę tu zostać.

W pracy to co ostatnio często się zdarza - zapierdol.

Ale mimo wszystko jest fajnie!. Wiosna idzie, hej! Radujmy się!



2009.01.06 / Wtorek / 16:15 - Człowiek z lodowatym sercem

W domu jest tak zimno, że aż cieszę się z tego, że za dwie godziny wychodzę do pracy. Temperatura w pokojach na górze, czyli tu gdzie jest cieplej osiąga 14 stopni... Powinienem już teraz przenieść się do ciepłego mieszkania siostry w Puławach by tam przeczekać mrozy ale wypełniłem dyspozycje w pracy i teraz muszę tam chodzić jeśli nie chcę tracić 100 złotych za każdy dzień nieobecności.

Ostatnio gdy mam wolne to bardzo szybko zasypiam i tak też stało się dzisiaj w nocy. Zabrałem się za książkę ale po kilku stronach musiałem ją odłożyć bo zachciało mi się spać. Tak to już ostatnio jest, że próba obejrzenia jakiegoś filmu albo przeczytania czegokolwiek kończy się na tym, że zamykają mi się oczy. Może powinienem jednak mieć pracę, do której chodzi się na dzień...

Na razie niech zostanie tak jak jest. Taki stan zawieszenia. Zimowy sen.



2009.01.06 / Wtorek / 01:18 - Am I pretty?

Ostatnio dowiedziałem się, że mam w oczach... Spokój. Fajnie, teraz muszę poszukać dziewczyny, która też miałaby coś w oczach, ale chyba sam nie wiem do końca co to powinno być. Też spokój? To może być dziwne połączenie, spokój + spokój = flaki z olejem. Łączyć powinno się na zasadzie podobieństwa czy przeciwności? Kto odpowie mi...?

Na pewno powinny to być oczy piwne, czarne lub ewentualnie niebieskie. Kąciki ust powinny opadać w dół, rzęsy powinny być długie, brwi dynamicznie unoszące się w górę... Takie mniej więcej wyglądają moje upodobania związane z kobiecą twarzą... Aha, najlepiej żeby owa kobieta była niewielka, niewysoka, bo to wzbudza w mężczyźnie potrzebę bycia opiekuńczym, przynajmniej we mnie. Tylko co z tego? :/ Ogólnie to ja mam chyba jakąś fobię na kobiety. Zaraz, czy ja już kiedyś tego nie pisałem?

Jeśli chodzi o kobiety to jak w seksmisji - "Ja się ich po prostu boję!!". :) Potrzebna mi jakaś terapia.

Oczywiście, wygląd to nie wszystko, ale... Ehm, podstawa. A najgorsze jest to, że jeśli już jakaś dziewczyna zwraca na mnie uwagę (takie cuda się zdarzają) to jest to blondynka, a ja wolę brunetki.

Ale zaraz, przecież miałem w ogóle nie myśleć już o dziewczynach, płeć przeciwna miała przestać dla mnie istnieć. :/ Nie chodzi o to, że miałem zostać gejem bo od tego jestem daleki, co oznacza, że jest we mnie jakieś 10% geja, a 90% to zwykłe hetero.

Miałem coś dzisiaj narysować ale zamiast tego leżałem i zachwycałem się coraz lepszym dźwiękiem dobiegającym z moich wciąż nowych kolumn. To naprawdę przyjemne gdy można włączyć płytę i całą ją posłuchać bez narzekania, szkoda tylko czas tak szybko mija, przydałoby się go więcej by móc się tym wszystkim nacieszyć. Obecnie za moimi plecami śpiewa PJ Harvey... Wonderful.

Zająłem się też dzisiaj krytykowaniem tego co kupiła sobie siostra (młodsza) a mianowicie butów firmy Nike. Po prostu te trzy firmy, które zaraz wymienie, bardzo mnie denerwują i nigdy nie kupię nic co zostało przez nie wyprodukowane, chodzi o Nike, Adidas i Reebok. Jak można nosić coś co jest tak reklamowane? Niech sobie inni w nich chodzą, ja wolę swoje stare, dobre Vansy lub teraz Martensy, a na rower Specializedy. Wszystko jest komerchą ale te drugie wydają mi się komerchą bardziej pozytywną. :)

Przed północą leżałem z mamą w łóżku i próbowałem wyjaśnić dlaczego Ci, którzy oglądają "Modę na sukces" lub "M jak miłość" to idioci, dlaczego cała telewizja to gówno... Poruszyliśmy też kilka innych tematów ale z całej rozmowy i tak nic nie wynikało, jak zwykle. :)

Północ minęła, ja się wykąpałem, wyszedłem z wanny i muszę teraz coś zrobić z czasem, chyba chwycę za książkę, bo Koontz jest zwyczajnie dobry i ciekawi mnie co wydarzy się dalej. Idę.



2009.01.05 / Poniedziałek / 09:11 - Do rzyci z tym nowym rozkładem!

Dzięki zmianom w rozkładzie autobusu 708 oraz zmianie przebiegu jego trasy mam teraz zabrane 30 minut wolnego czasu z każdego dnia, w którym pracę kończę o 7:00. Będzie zawsze tak samo - w ostatniech chwili ucieka mi autobus gdy wychodzę z metra, czekam 20 minut w kolejnym, który przyjeżdża akurat z zajezdni więc jest kompletnie zamarznięty, na domiar złego w drodze powrotnej tłukę się niepotrzebnie do Sierakowa i z powrotem, bo teraz co trzeci 708 ma tam kurs. Jednym słowem - gorzej.

Kolejna zmiana na gorsze szykuje się wraz z przeprowadzką firmy, a ta zbliża się wielkimi krokami (przeprowadzka, nie firma). W ogóle to niech już się kończy zima bym mógł wrócić do jeżdzenia do pracy na rowerze, bo to jednak jest niezawodny sposób i jaki przyjemny.

Po przyjściu do pracy kolejna miła wiadomość - za grudzień zabrano mi 445 złotych za słabą średnią. Gratuluję samemu sobie po raz kolejny tego, że nie chcę pracować na ezoteryce - tam bym tyle nie tracił. Chyba głupio postępuję dusząc się na tej rozrywce... Ewentualnie - dusząc się w tej firmie. Ale to stara śpiewka.

Temperatura na dworze spadła do -16 stopni u nas lesie, ale na szczęście w połowie drogi napatoczyła się sąsiadka jadąca samochodem, więc mnie zgarnęła i dostarczyła pod sam domek. Dziękować.

Dzisiaj wolne, muszę ten dzień spędzić w jakiś twórczy sposób. Może coś narysuję... Nie wiem. Idę spać w niezwykle zimnego łoża (wersalki). Gdzie jest niezastąpiona suszarka?



2009.01.04 / Niedziela / 14:32 - Minus piętnaście?

Jutro nad ranem, gdy akurat wyjdę z pracy, temperatura ma wynosić około -15 stopni, później ma być jeszcze gorzej. Cholera, to nie jest temperatura na moje ciało, nieważne ile na siebie nałożę to i tak będę bliski omdlenia i lepiej zawczasu obwiążę sobie nos szalikiem żeby mi nie odpadł. Szczęściarze z tych, którzy nie mają problemów z krążeniem, ja niestety do nich nie należę.

W pracy czeka mnie niedzielny dyżur, powinno być w miarę przyjemnie. Niedługo wypłata, której w tym miesiącu już nie zamierzam na nic wydawać, kryzys się zbliża więc postanowiłem zacząć oszczędzać, choć myślę, że akurat naszej branży kryzys nie dotknie.

Aha, prawo jazdy miałem robić na wiosnę... Akurat kolega będzie się zabierał wtedy do robienia prawa jazdy więc może jakoś tak się zgadamy i razem się za to zabierzemy. Tylko, że on już trzy razy próbował zdać i za każdym razem oblewał, a ja pierwszy raz w życiu w ogóle prawdziłbym samochód. Gdy teraz myślę o robieniu prawa jazdy to na przypomina mi się film Happy Go Lucky. Żebym to potrafił podchodzić do wszystkiego z takim luzem i pozytywnym nastawieniem jak bohaterka tego filmu... Byłobył łatwiej. :)

Przed chwilą znalazłem na PhotoBlogu prezent, w który się klika i dostaje się 10 dodatkowych zdjęc za darmo. Wow. ;P

Chyba sobie tygodniowy urlop wezmę na luty albo marzec i pojadę do siostry do Puław, bo gdzie indziej ja mogę pojechać. To znaczy teoretycznie wszedzię a w praktyce tylko tam.

Ende, ende, niewiele się dzieje.

A jeśli o to zdjęcie chodzi to naciska się ten czerwony przycisk a tam... Leje się sos? :)



2009.01.03 / Sobota / 09:53 - Looking for the summer

Nie wyrobię, jak temperatura obniży się jeszcze bardziej to ja po prostu padnę w połowie drogi i tam zamarznę, będe kolejną ofiarą tegorocznej zimy. Do domu wróciłem godzinę temu a jeszcze nie odtajałem, zaraz chyba znowu sięgnę po niezawodną suszarkę.

W pracy przejebane. Tyle o pracy.

Właściwie to kurde idę spać i o niczym już tu nie piszę, nie przynudzam. Może zrobię niemego PhotoBloga, same zdjęcia będę wrzucał... Nie, to by się mijało z celem. Tylko jaki jest cel?



2009.01.02 / Piątek / 17:06 - Ciepło

O jak przyjemnie - w domu nareszcie zrobiło się ciepło. Tata przepchał jakiś tam ruszt w piecu i już bardzo dobrze się pali, temperatura podniosła się znacząco i zrobiło się nareszcie znośnie, aż żal z domu wychodzić.

Nie wiem po co to piszę, może w tym roku zamierzam pobić rekord dodanych zdjęć na PhotoBloga, gdy będę wrzucał po dwa dziennie to za 12 miesięcy będzie ich tutaj o ponad 700 więcej, wow. :P Wtedy już sam nawet nie będę się dotykał do archiwum. :)

O czym by tu wspomnieć... W pracy supervisor został ojcem (matką jest supervisorka), urodziło im się śliczne dziecko i facet bardzo się zmienił, teraz nie tyle chodzi co unosi się nad ziemią, cały czas się uśmiecha, dostrzega piękno we wszystkim, jest niezwykle miły dla wszystkich i conajmniej raz na minutę wspomina o tym jak to jego dziecko wspaniale porusza oczami czy jak nimi mruga... Wiadomo, gdy człowiekowi rodzi się dziecko... Chyba nie może się wydarzyć nic wspanialeszego, wszystko inne przestaje być ważne.

End of story. :)

Aha, mogę wspomnieć jeszcze, że wzmacniacz sprzedałem za 290 złotych i facet, który go odbierał przyjechał do mnie na drugi dzień po tym jak go kupił mimo tego, że mieszka 130 kilometrów ode mnie. Chyba potrzebował sprzętu do nagłośnienia swojego Sylwestra, że tak się spieszył. Na Allegro ogólnie ze sprzedażą poszło mi bardzo dobrze, a sprzęt audio to coś co nie traci na wartości tak jak na przykład sprzęt komputerowy, który po jakimś czasie jest już nic nie warty.

Aktualnie mój pokój wypełnia muzyka Nick Cave And The Bad Seeds, kolumny brzmią teraz lepiej niż na początku, przez te dwa tygodnie już się rozruszały i z większą swobodą radzą sobie z muzyką. Poza tym sprzęt jest teraz połączony nowym kablem, który dostarczył mi kurier kilka dni temu. Fascynujące, prawda? :P

End of... Me.



2009.01.02 / Piątek / 15:15 - Śnieg za oknem

Budzę się, odsłaniam zasłony i za oknem widzę śnieg - koniec żartów, rozpoczęła się prawdziwa zima. Podobno temperatura ma spadać do minus dwudziestu stopni więc nie wiem jak ja to przeżyję. Czekam już na wiosnę.

Obejrzałem nad ranem do końca "Ptaki", wystawiłem ocenę na FilmWeb i tym razem była to ósemka - stare filmy mają swój niezaprzeczalny urok, nowych zazwyczaj nie daje się oglądać. Gdyby ktoś szukał mnie na FilmWeb to oczywiście jestem tam pod nazwą Shyne i mam ocenione już ponad 700 filmów, zapraszam. ;)

W domu nadal zimno, cieszę się, że uciekam do pracy. Puściłem sobie rozgrzewające R'n'B (Ms Dynamite) lecz to pomaga najwyżej ogrzać nieco ducha a nie ciało, chyba więc zaraz zacznę się podgrzewać suszarką. Coś jest u nas nie tak z piecem, kominem albo kaloryferami lub może po prostu tata tak nieumiejętnie pali, mama zawsze była w tym lepsza. Ja nie paliłem w piecu już od ponad roku czy dwóch lat. Rozleniwiłem się.

Dzisiaj praca, jutro wolne, pojutrze znowu praca i następnie znowu wolny dzień. W kratkę - dobrze.

To na zdjęciu to oczywiście nowa pętla autobusowa, na którą teraz jeżdzę, na której przesiadam się do metra i z której wracam do domciu nad ranem.


"You can't play like you're daddy now
And you can't claim shit coz you weren't around
And you can't get mad, but what can you do?
You can't tell me shit - I've grown without you"

Ms Dynamite "Father"



2009.01.02 / Piątek / 05:49 - In a cold cold night

5:45 nad ranem a ja nie śpię tylko oglądam filmy na wideo. Aktualnie jestem w połowie oglądania "Ptaków" Hitchcocka. Oglądałem i zacząłem przysypiać, nie dlatego, że film jest nudny, tylko po prostu z powodu ogólnego zmęczenia. Wyłączyłem więc wideo, włączyłem komputer, bo przy komputerze jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zasnąć (chyba, że w pracy) a przy telewizorze tak... Wszedłem tu i tam, ale teraz już wracam pod kołdrę bo w domu jest niezwykle zimno. Nad ranem temperatura potrafi u nas w domu spadać nawet do 13 stopni, ale rekordem było 8 stopni w pokoju na dole. Tak bywa gdy ma się ogrzewanie drewnem oraz węglem i chałupę, która w bardzo prosty sposbó się ochładza. Spadam pod kołdry - aktualnie śpię pod trzema a do tego na samą górę narzucony jest jeszcze koc. Dłonie mi zamarzają od pisania.

Oczywiście mógłbym teraz pójść spać ale w takim wypadku obudziłbym się około 11:00 i mógłbym być w pracy senny w czasie nocnego dyżuru.

Firmę podobno za dwa tygodnie nam przenoszą w okolicę zasiedloną przez meneli... Podobno też mogą mnie na siłę skierować na ezoterykę. Ciekawe. Pozwolić im na to czy nie? Oto jest pytanie...

Wracam do filmu. Skończyłem na momencie, w którym znaleziono w nim mężczyznę z wydłubanymi oczyma a może oczami, sam nie wiem, chyba obie formy są poprawne.



2009.01.01 / Czwartek / 07:13 - Powitanie roku 2009 na Żurawiej

Ogólnie powiem tak - było bardzo przyzwoicie. :) Jeśli wziąć pod uwagę, że kilka lat temu w Sylwestra po prostu poszedłem spać o 22:00 i przespałem północ a rok temu wyłączyli na naszej smutnej wsi prąd godzinę po północy to ten wczorajszy Sylwester był bardzo udany. Przede wszystkim dziesięć minut przed północą wyszliśmy wszyscy z firmy na ulicę i tam właśnie powitaliśmy Nowy Rok oglądając fajerwerki, składając sobie życzenia i pijąc szampana (do czego jako abstynent zostałem zmuszony). Ponieważ mój organizm łatwo poddaje się wpływowi alkoholu to po wypiciu zaledwie jednego kubka zaczęło mi się lekko kręcić w głowie i dobrze, że już nie pozwoliłem sobie dolewać więcej. Trzeba przyznać jednak, że na jakiś czas w sposób znaczący poprawił mi się humor, może powinienem częściej pić. Po 40 minutach wróciliśmy do komputerów gdzie trzeba było zająć się odpisywaniem na smsy, ale było całkiem nieźle, ruch niewielki, a klienci sami nie wiedzieli co pisać. O godzinie 1:45 dostaliśmy od systemu niespodziankę w postaci konieczności odpisania na 170 smsów naraz, co zajęło nam około godziny. Pracownicy trochę sobie popili więc zaczęli bawić się w rzucanie słodyczami po sali, a później w dzwonienie do klientów ze swoich prywatnych komórek. Podziwiam dziewczynę, która przeprowadzała z nimi rozmowy, trzema mieć do takiego czegoś ikrę. :) No ale klienci są odważni tylko przez smsy a jak pojawia się prawdziwa dziewczyna i możliwość realnego spotkania to oczywiście się wycofują, cwaniaków potrafią strugać tylko wtedy gdy piszą. Wiadomo. To pewnie trochę tak jak ja. Do 10:00 jakoś wysiedziałem i później został mi już tylko powrót autobusem z nowej pętli. Wsiada się i po pięciu minutach jest się już za miastem, to duży plus, podoba mi się.

Około pół kilometra od firmy, na Placu Konstytucji była wielka impreza, wielka scena ale aż tak daleko się nie zapuszczaliśmy, oglądaliśmy tylko pokaz fajerwerków z naszej ulicy i przyznaję, że był on raczej taki sobie, w Sydney mieli to chyba lepiej przygotowane. ;)

Cały dyżur w pracy zaczał się od tego, że jednej koleżance na ezoteryce przez błąd systemu wpadło 400 smsów naraz. Wszyscy z rozrywki się z tego śmieli a później sami dostaliśmy cały pakiet do odpisania więc zostaliśmy ukarani. :)

Właściwie to chyba wszystko, tak mniej więcej wyglądał skromny, ale i tak najprzyjemniejszy Sylwester w moim życiu. Czasem trzeba wyjść do ludzi i od razu robi się ciekawiej.

Ci ludzie ze zdjęcia to jacyś statyści. :) To nie są ludzie z mojej firmy... Tak gwoli ścisłości.


"If loving you is wrong I don't wanna be right"

Faithless "If loving you is wrong"