2009.02.28 / Sobota / 02:26 - Miłość i strach

To co się teraz wydarzyło było bardzo szczególnym doświadczeniem. Czytałem przez kilkadziesiąt minut słowa najważniejszej dla mnie Osoby... Myśli z przeszłości, sprzed kilku lat, sprzed kilku miesięcy... Pierwszy raz czytełem je z pełnym zrozumieniem, ponieważ dopiero teraz wiem co dokładnie opisują, wcześniej po prostu nie znaliśmy się zbyt dobrze. Zrozumiałem dzięki temu jak wielkie szczęście miałem spotykając Ją na swojej drodze, że jestem teraz częścią życia Tej Osoby a Ona jest częścią, bardzo znaczącą, mojego. Odważyłbym się nawet stwierdzić, że teraz jest Ona całym moim życiem i nie byłyby to słowa na wyrost.

Szczerość, mądrość, dobroć, inteligencja, niezwykła uroda, wrażliwość, czułość, delikatność, otwartość... Obecnie nie widzę w Niej żadnych wad, może dlatego, że "El amor es ciego", a może po prostu Jej zalety są tak znaczące, że wszelkie wady, nawet jeśli istnieją, nie będą przeze mnie nigdy dostrzegalne, nie będą miały znaczenia.

Zrozumiałem dzisiaj dokładniej kim dla Niej jestem, w jakim momencie Jej życia się pojawiłem i co mogę zrobić żeby Jej życie było jak najlepsze. Zrozumiałem jak krótko się znamy, jak dużo czasu musimy sobie poświęcić by się poznać, jak niewielki ślad w Jej życiu zdołałem na razie pozostawić i jak niewiele dla Niej dotychczas zrobiłem.

Jestem zawsze w pobliżu, nawet gdy dzieli nas te 120 kilometrów... Myślami i sercem zawsze jestem przy Tobie. Zawsze gotów przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze...

Zarazem boję się bardzo. Boję się, że Cię stracę... Że K. albo T. mi Cię odbierze... Lub po prostu sama odejdziesz. Przepraszam. Wiem, że stwarzam problemy tam gdzie ich nie ma, ale nic na to nie poradzę. Najwyraźniej u mnie w parze z miłością zawsze idzie strach, lecz czyż nie jest on dowodem na to jak bardzo mi na Tobie zależy? Dopiero gdy jestem przy Tobie to wszystko staje się takie proste, oczywiste i piękne... Jesteś teraz moim narkotykiem, uzależniłem się od Ciebie i już chyba nie potrafiłbym bez Ciebie żyć.

Chyba dopiero to, że się do kogoś należy daje prawdziwą wolność. Trzeba tylko trafić na odpowiedniego człowieka.

Kocham Cię Księżniczko.


2009.02.27 / Piątek / 21:22 - Drugi dzień w fabryce

Pierwszy raz zawsze jest najtrudniejszy, dlatego wczoraj było źle i ciężko w nowym miejscu, a dzisiaj poszło już znacznie lepiej. Powoli przyzwyczajam się do tego żałosnego budynku, do brudnych okien, nieprzyjemnej okolicy i dłuższego dojazdu. Może nawet niedługo będę zwyczajnie lubił to wszystko...

Teraz czekają mnie dwa całonocne dyżury jedenastogodzinne, dwa dni w Puławach a później wielka niewiadoma... Nie robię żadnych planów, nie biorę żadnych urlopów i nie ustawiam grafiku tak żeby mieć dwa dni wolne obok siebie. Tylko w marzeniach wybiegam daleko w przyszłość i jestem w nich wtedy bardzo szczęśliwym człowiekiem, ponieważ jestem z osobą, którą kocham. Ostatnio moje marzenia lubią się spełniać ale czy tak będzie dalej... Tego nikt nie wie.

A ja zamiast swoich marzeń chciałbym spełniać marznia Jej, choć pewnie najlepiej jest wtedy gdy dwoje ludzi ma takie same marzenia i mogą je spełniac wspólnie.

Ha, jestem mistrzem w pisaniu banałów. :) Przede mną noc, którą powinienem przesiedzieć przed komputerem lub przeleżeć przed telewizorem... Spróbuję nie zasnąć zbyt szybko.


2009.02.26 / Czwartek / 22:07 - Fabryka głupoty

Skończyła się praca w kulturalnym Radiu Zet, zaczęło się tyranie w prawdziwej fabryce. Niby robimy to samo ale jednak otoczenie się zmieniło na takie jakie widać na tym zdjęciu, można powiedzieć, że jest bardzo industrialnie. Szyby są żólte ponieważ opary z komina odkładały się na nich przez wiele lat i teraz nie da się ich już domyć, ogrzewanie nie działa przez co siedzimy przy komputerach w kurtkach, pomieszczenia są ciasne i nieładne. Najzabawniejsza jednak jest winda... Można ją chyba nazwać windą towarową. W dodatku dojazd od autobusu zajmuje mi teraz piećdziesiąt minut zamiast dawnych dwudzistu. Podsumowując więc przenosiny w nowe miejsce można stwierdzić, że wszystko zmieniło się na gorsze. Nie dostrzegam żadnego plusa.

Ogólnie dzień w pracy był ciężki bo początek dnia miałem ciężki, głównie z powodu mojej cierpiącej psychiki, ale później, wieczorem, wszystko wróciło do czegoś co można nazwać normą, lub może nawet wzniosło się na nieco wyższy poziom...

Nadal jestem bardzo szczęśliwy... Jest po prostu dobrze i już tylko chciałbym żeby wszystko było dobrze w życiu tej najważniejszej dla mnie osoby i żeby była zwyczajnie szczęśliwa. Tak ja ja jestem szczęśliwy dzięki Niej. Cały czas sobie uświadamiam jak wiele miałem szczęścia, że los postawił Ją na mojej drodze. Chciałbym żeby Ona mogła to samo powiedzieć o mnie.

Idę spać bo jutro muszę już o 9:00 być w fabryce... :/ Na pocieszenie - 3 dni pracy i jadę do Puław. :)


2009.02.26 / Czwartek / 06:00 - Dopasowanie, wycofanie, cień

Trudna noc za mną, trudne dni przede mną... I tak niewiele ode mnie zależy, tak niewiele mogę zrobić...

Są takie sytuacje gdy nie można słuchać wyłącznie głosu serca gdyż według niego każde z dwóch rozwiązań może być dobre. Można się wtedy wspierać rozumem, rozsądkiem, zimną analizą, radami rodziny i przyjaciół ale czy w ten sposób nie oszukuje się samego siebie? Może najlepszym rozwiązaniem jest rzut monetą, ale kto zdecydowałby się na to aby los jego i bliskich mu osób zależał od siły bezwładności upadającej monety...

Zawsze też mając dwie drogi do wyboru, które wydają się równie słuszne, można pójść tą trzecią...

Zadaje sobie pytanie czy naprawdę będę mógł zawsze mówić wyłącznie o tygodniu, o pięciu cudownych dniach, które były wstępem do... Niczego. Czyżby zakończenie filmu "Między słowami" miało się stać moją rzeczywistościa? Jeśli tak to muszę mieć w sobie dużo siły bo czeka mnie prawdopodobnie najgorszy czas w moim życiu. Takie kontrasty chyba są naturalne - przez chwilę jest pięknie aby później miał nastać mrok...

I później znowu trzeba liczyć na czas, który podobno potrafi leczyć rany... Ale ja już po prostu nie wierzę, że mógłbym się ponownie zakochać a nie chcę nigdy tylko udawać, że jestem szczęśliwy.

Niektórzy po prostu do siebie nie pasują i im wcześniej zdadzą sobie z tego sprawę tym lepiej. Ja już sam nie wiem czy kiedykolwiek będę do kogoś pasował... Przez moment wydawało mi się to całkiem realne.

Może będę musiał opanować trudną sztukę wycofania się i ucieczki w cień... Czasami dla ukochanej osoby trzeba zrobić właśnie to - usunąć się.

A gdyby to wszystko co działo się w ostatnim miesiącu się nie wydarzyło? Gdybym po prostu się nie pojawił? Pewnie teraz ta najważniejsza dla mnie osoba byłaby szczęśliwsza, chyba miałaby powód do radości. Pojawiłem się dokładnie w ostatniej chwili... Może tak miało być, jeśli wierzyć w istnienie przeznaczenia. Może jestem do czegoś potrzebny... A może tylko przeszkodziłem.

Idę do pracy, w której mam zdecydowanie za dużo czasu na myślenie... W poniedziałek i wtorek jednak chcę być w Puławach, o ile jestem tam nadal do czegoś potrzebny. Na pewno te dwa dni będą wyglądały inaczej niż się spodziewałem, może nawet lepiej, może będą bardziej znaczące, poważniejsze... Ja naprawdę chcę dać się poznać tak bardzo jak to możliwe, ale na to trzeba czasu... 4 lata... 1 tydzień...


2009.02.25 / Środa / 17:53 - Tylko martwi się nie martwią

Dzień pełen zmartwień. Tyle, że ja nie martiwę się o samego siebie bo w moim życiu właściwie nic złego się teraz nie dzieje, wprost przeciwnie. Ale mimo wszystko mam o kogo się martwić więc to robię. Gdybym tylko mógł naprawdę w jakiś sposób pomagać... Ech.

Tymczasem dzień wyglądał tak, że wstałem już po godzinie 3:00, do pracy pojechałem na 7:00 i byłem tam tylko do 12:00 bo ostatnio bardzo łatwo można zostać wypuszczonym wcześniej z powodu braku miejsca. Skoro razem z kolegą zostaliśmy zwolnieni do domu w południe, postanowiliśmy udać się pod nową siedzibę naszej firmy, w której już prawie wszystko jest zainstalowane. 3 przystanki tramwajowe od Radia Zet znajduje się ulica Miedziana i właśnie na niej stoi ta rudera, która na zdjęciu jest widoczna za naszymi plecami. Od razu rzuca się w oczy, że jest to budowla w dużo gorszym stanie niż obecna siedziba ale najgorsze jest to, że okolica wydaje się niezbyt przyjemna. Podobno po zmroku łatwo można tam dostać w mordę a kto wie czy w dzień nie jest to równie łatwe. Zamiast ludzi sukcesu, jak to miało miejsce na Żurawiej, spotyka się meneli, pijaczków i dresiarzy. Z kolegą byliśmy zawiedzeni co chyba widać nawet po naszych minach. Ciekaw jestem czy gdzieś tam będzie można zostawiać rower w bezpiecznym miejscu.

Później pojechaliśmy jeszcze do Arkadii, w której kolega robił zakupy. Nie sądziłem, że dorosły facet może kupować słuchawki przez ponad godzinę jednak tyle właśnie to trwało. Ja miałem być jego doradcą w tej dziedzinie ale ogólnie i tak kupił takie jakie sam chciał. Fajnie.

A tak poza tym to nie mogę się doczekać początku przyszłego tygodnia.


2009.02.24 / Wtorek / 19:50 - 9 lat temu

Mam taką zasadę, że na PhotoBlogu zamieszczam wyłącznie aktualne zdjęcia, w takiej kolejności w jakiej były robione, ale dzisiaj jednak cofnę się w czasie do roku 2000, do zwykłej papierowej fotografii wykonanej tanim aparatem Kodaka, który wtedy miałem. Tak wyglądałem gdy miałem 18 lat, gdy przechodziłem okres poważnego marnowania sobie życia. Sam nie wiem kiedy ten okres się skończył i czy w ogóle się skończył ale należy się cieszyć, że poczynione wtedy szkody nie były większe...

Osobiście uważam, że teraz wyglądam nawet lepiej. A czy obecnie jestem mądrzejszy niż 9 lat temu? Oby.


2009.02.24 / Wtorek / 13:27 - Dłonie mi zmarzły

Dzisiaj w Warszawie można się było natknąć na tego oto samotnie spacerującego młodzieńca... Pojechałem do pracy mimo, że miałem wolny dzień co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Myślałem, że uda mi się tam załapać na jakiś dyżur ale niestety było to niemożliwe ponieważ połowa komputerów już została z firmy wyniesiona i nie ma odpowiedniej ilości miejsc. Pobyłem więc na sali tylko 5 minut, pogadałem z kolegą i następnie ruszyłem na spacer Nowym Światem aż do Zamku Królewskiego by stamtąd pójść na stację Metro Ratusz. Warszawa wyglądała dzisiaj całkiem ładnie, pogoda też była nienajgorsza... Ale mimo wszystko głupio tak samemu chodzić nie trzymając nikogo za rękę. :) Wróciłem więc do domu i na tym się skończył ten atrakcyjny dzień.

A ja osobiście cieszę się, że jestem świadkiem nie tylko słów ale też czynów. To chyba daje mi powód do tego bym był coraz szczęśliwszy. :) I na pewno jestem, ale sam też chcę uszczęśliwiać, pomagać, być blisko, być potrzebny, użyteczny... Po prostu być. Żyć nie tylko dla siebie ale też dla kogoś.

Jutro do pracy idę na godzinę 7:00, następnie dwa razy na 9:00, dwa razy na 20:00 i w poniedziałek rano już znowu będę jechał do Puław... Jeśli nic się nie zmieni.


2009.02.23 / Poniedziałek / 09:41 - Ołówek w dłoń

Dzisiaj jest już znacznie lepiej niż wczoraj, od rana byłem sam w domu bo wszyscy domownicy wybyli do pracy i do szkoły ale to nie znaczy, że byłem zupełnie sam. Teraz nie odczuwam już samotności i to także jest piękne... :)

Nie miałem wiele do zrobienia więc siadłem przed biurkiem, włożyłem pierwszą płytę Faithless do odtwarzacza, wziąłem ołówek w dłoń i na kartce narysowałem osobę, która ostatnio tak wiele dla mnie zrobiła, która w pewnym sensie zmieniła moje życie na lepsze. Tą jedyną i szczególną... Księżniczkę. Ponieważ w rysowaniu nie jestem jednak dobry to efekt mnie nie zadowolił, zawsze osoba, którą rysuje wychodzi na starszą niż w rzeczywistości ale mimo wszystko postanowiłem zamieścić tutaj ów rysunek, tym bardziej, że jest to pierwsze ujawnienie wizerunku Tej Osoby. :) Niektórzy wiedzieli od początku o kim mowa, inni być może dowiedzieli się właśnie teraz a pozostali nadal nie mają pojęcia kto ma taki piękny profil (w rzeczywistości dużo piękniejszy).

Dziękuję za wszystko.


2009.02.22 / Niedziela / 19:53 - Wybieram Puławy

Po powrocie do domu miałem mieszane uczucia lub raczej całkiem negatywne, prawie nic mi się tutaj nie podobało, było zimno, od razu posprzeczałem się z mamą i ogólnie wszystko mnie wkurwiało. Zresztą już Warszawa mi się wydawała jakaś szara, brudna zbyt głośna i zwyczajnie za duża... Co ze mną zrobił ten tygodniowy pobyt w Puławach? Pierwszy raz w życiu poczułem, że najchętniej zwyczajnie spierdoliłbym z mojego rodzinnego domu. Panuje w nim jakaś nieprzyjemna atmosfera, niby wszystko jest w porządku ale wystarczy wyjechać na jakiś czas a później tu wrócić by przekonać się jak jest naprawdę.

Albo zwyczajnie coś mi się w głowie poprzestawiało...

Chyba tylko moja młodsza siostra mnie rozumie, ale z tego co wiem to ostatnio jest zakochana więc nie ma się czemu dziwić. Zresztą nie wiem nawet co się dzieje w jej życiu, praktycznie nigdy z nią szczerze nie rozmawiałem, nie potrafię tego. Relacje w tej rodzinie mogłyby być znacznie lepsze...

Lub po prostu coś mi się we łbie ostatnio popierniczyło i teraz to zauważam...

Jak się okazało już w pociągu, do pracy idę dopiero w środę bo kolega wziął mój wtorkowy dyżur a ja wziąłem za niego piątkowy. Mam więc jeszcze dwa dni wolnego ale to dla mnie niewiele znaczy... W każdym razie firma nadal znajduje się w Radiu Zet, przenosiny nastąpią podobno dopiero w marcu. Połowa komputerów jednak już znikła z sali.

Najchętniej wróciłbym do Puław i tam zamieszkał razem z siostrą. Gdyby tylko można było dojeżdżać codziennie stamtąd do pracy w Warszawie i nie kosztowałoby to fortuny... O pracy w Puławach nawet nie marzę, znalezienie jej tam graniczy z cudem, tak mi się przynajmniej wydaje, nie wiem, nie szukałem. Zresztą teraz może i znalezienie niezłej pracy w Warszawie graniczy z cudem, przecież podobno mamy kryzys.

Pisałem już, że w tym rodzinnym domu w lesie panuje zła atmosfera? Człowiek przebywając tutaj nie chce się zmieniać na lepsze. Może negatywna energia to ezoteryczny bełkot ale przysiągłbym, że wyczuwam tutaj coś takiego. W życiu człowieka nadchodzi w końcu taki czas gdy chce się uwolnić od rodziców i w moim właśnie ten moment nadszedł.

Albo coś mi się w mózgu porobiło takiego dziwnego... Od serca doszło do mózgu i mam teraz sieczkę zamiast myśli. Albo pierwszy raz w życiu zaczynam myśleć sensownie. Jak dorosły człowiek.


2009.02.22 / Niedziela / 10:42 - Do zobaczenia Lubelszczyzno

Zmieniłem się przez ten tydzień i nadal chcę się zmieniać na lepsze. Trzeba będzie zacząć nad sobą pracować...

Jedno jest pewne - przestało mnie cieszyć wydawanie pieniędzy na głupoty. Co innego jest teraz radością mojego życia. Na pewno będę teraz oszczędzał, a na wiosnę zabiorę się wreszcie za robienie prawa jazdy.

Za półtora roku zamierzam iść na studia... Pewnie nikt mi nie wierzy ale chcę tego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Wrócę.


2009.02.22 / Niedziela / 00:20 - Babcia i Dziadzio

Wszyscy moi dziadkowie niestety znajdują się już na tamtym świecie, a na tym został po nich ślad w postaci tego oto grobu, ale tym śladem są także wszyscy, którzy dzięki nim się urodzili - ich cztery córki, dzieci tych córek, a wśród nich także ja, wnuki...

Na szczęście podczas tego pobytu w Puławach znalazłem czas by odwiedzić grób, postałem tam chwilkę i porozmawiałem z babcią w myślach, a właściwie opowiedziałem jej co się ostatnio dzieje w moim życiu... Myślę, że byłaby bardzo szczęśliwa. A może obserwuje mnie cały czas i wie wszystko.

Dziadka niestety nie pamiętam zbyt dobrze gdyż umarł w 1985 roku... Babcia umarła w roku 2006, zaraz po tym gdy poszedłem do mojej obecnej pracy.

Jutro opuszczam Puławy, wracam do Warszawy, a konkretniej do Truskawia pod Warszawą. Przez chwilę się cieszyłem, że tam wrócę ale teraz opanowała mnie jakaś dziwna tęsknota za Puławami, mimo tego, że wciąż w nich jestem. Zdałem sobie sprawę, że cholernie ciężko będzie wrócić do domu, będzie tam bardzo pusto... Dzisiaj czuję, że najchętniej opuściłbym Warszawę na zawsze i zamieszkał tutaj. W Warszawie żyje ponad milion ludzi ale brakuje tam tej najważniejszej osoby.


"Ain't no sunshine when she's gone.
It's not warm when she's away.
Ain't no sunshine when she's gone
And she's always gone too long anytime she goes away.

Wonder this time where she's gone,
Wonder if she's gone to stay
Ain't no sunshine when she's gone
And this house just ain't no home anytime she goes away."

Bill Withers "Ain't no sunshine"


2009.02.21 / Sobota / 19:31 - Śmiertelnie piękna zima

Nie spodziewałem się, że ta zima będzie aż tak piękna. Początek roku był podły, dusiłem w sobie coś bardzo ważnego, co na szczęście później wyszło na jaw (zresztą nie za moją sprawą bo byłem wtedy zbyt nieudolny). Ale nadszedł luty, niezapomniany luty roku 2009... Nie sądziłem, że może mnie spotkać tyle szczęścia w życiu, czuję się jakbym trafił główną wygraną w Lotto. Pewnie nawet lepiej bo gdyby ktoś dał mi do wyboru - główna wygrana lub ten tydzień, który właśnie przeżyłem, wybrałbym to drugie, te kilka dni, kilkanaście godzin. Nawet gdyby nie miało się wydarzyć nic więcej będę wdzięczny za to wszystko co mnie spotkało.

Na myśl przychodzi mi teraz zakończenie filmu "Między słowami".

Mam bardzo dużo czasu... Ale wiem, że może się to wszystko skończyć tak jak w tym filmie.

Ta zima mogłaby być idealna. Na razie nie jest... Może taka będzie dopiero wiosna, może lato lub jesień... A może to co idealne jest niemożliwe do osiągnięcia.


2009.02.21 / Sobota / 09:46 - Ostatni raz

Tak się to kończy, przynajmniej na jakiś czas... Mam nadzieję, że tylko na jakiś czas. Dzisiaj ostatnie spotkanie, bardzo krótkie, będące w pewnym sensie pożegnaniem.

Moim wielkim marzeniem jest aby to wszystko było dopiero początkiem, a jak będzie w rzeczywistości to pokaże przyszłość. Ostatnio wiele moich marzeń się spełniło. Jutro wracam do domu, wsiadam do pociągu w Puławach i po południu jestem już w Warszawie, tam idę do firmy podać dyspozycje na pierwszy tydzień marca, sam nie wiem czy już w nowe miejsce czy jeszcze w stare. Od wtorku poczuję się chyba tak jakbym zaczął nowe życie, nie tylko z tego powodu, że będę miał firmę w innym miejscu, ale ogólnie... Czuję się inaczej.

Po przespaniu się z myślami i obudzeniu dzisiaj rano doszedłem do wniosku, że wczoraj byłem ogromnym szczęściarzem.

Dzisiejszą noc spędzę sam bo siostra jedzie do Dęblina na zabawę. Ja w Dęblinie byłem już wczoraj, dzisiaj znowu tam będę i w niedzielę przejadę przez to miasto już tylko pociągiem... Skończy się najpiękniejszy tydzień mojego życia. Trzeba będzie pomyśleć o wzięciu kolejnego urlopu na wiosnę.


"I wanna kiss you in Paris
I wanna hold your hand in Rome
I wanna run naked in a rainstorm
Make love in a train cross-country
You put this in me
So now what, so now what?

Wanting, needing, waiting
For you to justify my love"

Madonna "Justify my love"


2009.02.20 / Piątek / 18:18 - 5 godzin, które mnie zmieniło

Trzeba mieć do mnie cierpliwość i mogę się tylko cieszyć, że osoba, która jest dla mnie tak ważna tą cierpliwością się potrafi wykazać. Byłem dzisiaj świadkiem idealnego podejścia do kogoś takiego jak ja, niektórzy po prostu wiedzą jak postępować.

Robiłem duże kroki ku normalności we wtorek, w środę i w czwartek ale ten dzisiejszy był zdecydowanie największy. Sam bym go nie zrobił...

Mogę chyba napisać, że to był jak na razie najważniejszy dzień w moim życiu... To nie będzie przesadą. Nie sądziłem, że 5 godzin może tak szybko minąć.

Nie wiem co dzisiaj pisać, więc najlepiej będzie jeśli zakończę. Muszę się z tym wszystkim przespać...

Jedno jest pewne. Moje uczucie po dniu dzisiejszym bardzo się wzmocniło.


2009.02.20 / Piątek / 07:22 - Szczególny piątkowy poranek

Czuję się tak jakby to był najważniejszy poranek w moim życiu...

Uczucia... Trzeba z nimi uważać. Szczególnie z tym jednym, mającym największe znaczenie.

Za 8 minut zadzwoni budzik ważnej, najważniejszej dla mnie osoby. Chciałbym żeby zawsze budziła się i zasypiała szczęśliwa, ale najwyraźniej to niemożliwe. Może będzie szczęśliwa dzisiaj ze mną... Choć trochę.


2009.02.19 / Czwartek / 20:28 - Młodość

Oto i zdjęcie mojej mamy, o którym wcześniej wspominałem. Zostało zrobione w 1973 roku co oznacza, że mama miała wtedy 20 lat. Jak każde dziecko mam w sobie zarówno coś z mamy jak i z taty ale chyba już na pierwszy rzut oka, że przeważają we mnie cechy mojej mamy, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd.

Nadal uważam to za największy fenomen tego świata, że dwoje ludzi się spotyka, zakochują się w sobie i następnie rodzi im się dziecko lub dzieci posiadające cechy każdego z nich. Lepiej nie mogło to zostać rozwiązane.

Moja dwudziestoletnia mama spogląda z tego portretu z uśmiechem na twarzy, takim jaki znam od chwili gdy się urodziłem. Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo, za które mogę tylko dziękować rodzicom. Chciałbym żeby moje ewentualne dziecko lub dzieci w przyszłości mogły tak powiedzieć o mnie, że ich tata był w porządku i nigdy nie rozstał się z mamą, że zawsze mięli pełną, kochającą się rodzinę.

Mama z tego zdjęcia jeszcze nie wie, że za kilka lat spotka podczas wyjazdu w delegację mężczyznę, w którym się zakocha, wysokiego, przystojnego blondyna, starszego od niej o 10 lat, nieco zdziwaczałego, ale samodzielnego starego kawalera. Wezmą ślub i przeprowadzi się do niego 250 kilometrów od domu, urodzi podczas studiów dziecko, moją starszą siostrę. Cztery lata później urodzi syna, mającego bardzo dziwne zachowania, bojącego się wielu rzeczy, w pewnym sensie dalekiego od normalności. Syna, który płakał pierwszego dnia w szkole, który bał się jeździć samochodami gdy był mały, który miał dziesiątki innych problemów. Siedem lat później urodzi kolejną córkę, już w latach dziewięćdziesiątych. Dwa lata później przeprowadzi się wraz z całą rodziną w okolice Warszawy, do lasu, w którym, jakby nie patrzec, dosyć ciężko się żyje. Tam będzie borykać się z kolejnymi problemami, w pracy, w rodzinie, ze zdrowiem... Moja mama zapytana o to co było największym szczęściem w jej życiu zapewne odpowie, że dzieci.

O przepraszam, odleciałem w typowy dla siebie, familijny sposób. :) Jedna z moich ulubionych komedii romantycznych to "Family Man", proszę więc mi się nie dziwić.

Rzeczywistość bywa jednak brutalna i potrafi człowiekowi ostro dokopać w dupę. Zresztą jeszcze częściej ludzie sami sobie zadają ból i cierpienie... Ech, życie.


2009.02.19 / Czwartek / 17:05 - Blisko

Wspaniale jest być tak blisko osoby, która jest dla nas bardzo ważna, dlatego to był kolejny wspaniały dzień, kolejne wspaniałe chwile.

Zawsze uważałem, że jeśli mam spotkać jakąś wartościową dziewczynę to będzie to akurat taka, która chodzi w glanach. :) Sprawdziło się.

Przed spotkaniem odbyłem sentymentalną podróż w przeszłość gdy stałem na korytarzu liceum i oglądałem zdjęcia absolwentów sprzed ponad 35 lat, a wśród nich oczywiście zdjęcie mojej mamy ale także zdjęcie cioci. Lata siedemdziesiąte są moimi ulubionymi chociaż nigdy w nich nie żyłem. Wszyscy na tych zdjęciach wyglądają na ludzi na wysokim poziomie co zresztą by się zgadzało, bo kiedyś to liceum miało podobno bardzo wysoki poziom nauczania (tak twierdzi mama). :) Zauważyłem przede wszystkim, że dziewczyny były wtedy bardzo ładne, nawet moja mama była ładną dziewczyna, ciocia zresztą też. :) Ciekawie jest dokonać takiego odkrycia.

A później odwraca się głowę od tego starego zdjęcia i widzi się obecnie uczące się tam dziewczyny i chłopaków. To są najpiękniejsze lata ich życia i oni wszyscy powinni to wiedzieć, zresztą pewnie zdają sobie z tego sprawę. To zderzenie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości było bardzo ciekawym doświadczeniem.

A po dzwonku, w szatni, wśród tych wszystkich młodych osób ta jedyna, do której przyszedłem. Pojawia się i od razu wszystko dookoła jest takie piękne. :) Dla takich chwil warto żyć.


2009.02.19 / Czwartek / 11:50 - Dzień trzeci

Po raz trzeci taki sam poranek - przygotowałem się do wyjścia i wkrótce idę. Dzisiaj spróbuję odnaleźć ślady swoich przodków, a konkretnie zdjęcie mamy jako absolwentki, które wisi na ścianie korytarza w pewnym poważanym liceum. Rok ukończenia szkoły przez mamę to 1973. Fajnie się składa, że ostatnio codziennie wpadam właśnie do tej szkoły, którą kończyła mama. To nie było dawno temu, życie człowieka jest krótkie. Chciałoby się powiedzieć, że historia zatoczyła koło ale to stwierdzenie byłoby chyba trochę na wyrost.

W każdym razie tata przyjeżdżał do mojej mamy gdy jeszcze nie byli małżeństwem właśnie do Puław. Coś w tym jest. Miał kilka lat więcej niż ja teraz ale mama była od niego dużo młodsza... Dlatego zawsze dziwię się gdy ludzie uważają, że duża różnica wieku między mężczyzną i kobietą może być jakąkolwiek przeszkodą. Ludzie albo do siebie pasują albo nie, mogą to wyczuć, nie muszą się nad tym zastanawiać.

No ale nie wybiegam w przyszłość, skupiam się na dniu dzisiejszym i chyba znacznie ważniejszym - jutrzejszym.

Dzisiaj Tłusty Czwartek ale ja pewnie nie zjem ani jednego pączka. Standardowo - skoro wszyscy jedzą dzisiaj pączki to ja nie będę. :)


2009.02.18 / Środa / 22:41 - Koniec pięknego dnia

Tak się kończy dzisiejszy dzień, niedługo pójdę spać, ale jeszcze zamieszczam zdjęcie swojej uśmiechniętej mordy, abym kiedyś mógł ponownie tu zajrzeć i przypomnieć sobie jaki byłem szczęsliwy.

Kto wie ile jeszcze szczęścia mnie czeka w życiu, cieszę się więc póki mam powód i ostatnio uśmiech prawie nie schodzi z mojej twarzy. Siostra twierdzi, że zdurniałem. ;)


2009.02.18 / Środa / 19:18 - Spotkanie numer 2

Od razu zaznaczam, że to nie moje dzieło. :) Uważam to za niezwykle miłe, że tak ważna dla mnie osoba poświęciła swój czas by narysować to co uznaję za ważną chwilę swojego życia.

Cóż mogę napisać. Z mojego punktu widzenia było wspaniale, chyba jeszcze wspanialej niż wczoraj, główne dlatego, że byłem wewnętrznie mniej zestresowany (nie wiem jednak jaki zestresowany dla kogoś kto obserwował mnie z zewnątrz). A poza tym nie mogło być inaczej. Nie z Tą Osobą. :)

Pobawiłem się trochę w normalnego człowieka robiąc coś pierwszy raz w życiu i nie jest to nic z tych rzeczy, o których być może pomyśleliście. Po prostu mam tak duże zaległości w byciu normalnym, że bez problemu można znaleźć "rzeczy, których jeszcze nigdy nie robiłem". Teraz jest o jedną taką rzecz mniej.

Wiem już, że ciężko będzie wrócić z Puław do domu... Dobrze, że zostało jeszcze kilka dni. Od wtorku "Back to reality".

Nadal nie odlatuję, bez obaw. Chciałbym ale nie odlatuję bo wiem, że rzeczywistość może brutalnie sprowadzić człowieka na ziemię.

A jednak około 15:30 wróciłem do mieszkania, puściłem płytę z muzyką i brzmiała ona tak dobrze jak nigdy wcześniej. Siedziałem przez godzinę na wersalce bez ruchu i chłonąłem muzykę w taki sposób jakiego nigdy nie doświadczyłem. :) Wtedy sobie odleciałem, na godzinkę...

Ujmując rzecz ściślej napiszę, że jednak doświadczyłem już takiego stanu gdy muzyka niemal dotyka każdego nerwu w ciele człowieka, przez uszy trafia prosto do serca a może i do duszy. To było ponad pół roku temu. Tyle tylko, że była to muzyka wprowadzająca w depresję, smutna, nie dająca nadziei, dołująca. Ta dzisiejsza byłą pozytywna, piękna... O miłości. Dobrej miłości.


2009.02.18 / Środa / 11:45 - Radość bez stresu

O ile wczoraj byłem zestresowany i spięty to dzisiaj jest już zdecydowanie lepiej, za godzinę wyjdę z mieszkania, pójdę w to samo miejsce, tym razem już lepiej mi znane i będę czekał na to co ma się wydarzyć. :) Śmiem twierdzić, że ponownie będzie rewelacyjnie bo inaczej być nie może. Z odpowiednią osobą może być tylko... Odpowiednio. :)

Na niebie wiszą ciemne chmury, na pewno wkrótce zacznie z nich padać śnieg, który przykryje Puławy. Reszta Polski jest już zasypana, u mnie w domu pod Warszawą podobno też już mnóstwo śniegu leży więc teraz pora na Lubelszczyznę.

Niezwykle miło będę wspominał luty roku 2009, spędzony po części w Puławach. Ten tydzień jest wyjątkowy.


2009.02.17 / Wtorek / 17:30 - Przeżyłem i chcę żyć nadal

Ograniczę się teraz do trzykropka bo w przeciwnym wypadku mogłoby tu dojść do zbyt dużego nagromadzenia wzniosłych słów typu "szczególna", "cudownie" lub "niezapomniane" a przecież muszę twardo stać na ziemii. :) Nie odlatuję więc, choć mam powód.

Oto ten trzykropek, który przecież oznacza znacznie więcej niż mogłoby się wydawać:

...


2009.02.17 / Wtorek / 11:11 - Mieszanka radości i stresu

Gdy skończę pisać tą notkę, wstanę od laptopa, założę kurtkę i wyjdę na miasto, by udać się tam gdzie jestem umówiony. Zapomniałem jaki miał być ten trzycyfrowy numer ale zapisałem go w telefonie więc go tam odnajdę i o 12:30 będę na miejscu.

Mimo starań nie udało mi się doprowadzić swojego wyglądu do zadowalającego, ale cóż... Jestem jaki jestem. :P Ja siebie lubię a jak się komuś nie podobam to... :P

Z jednek strony jestem szczęśliwy i ogólnie wesoły a z drugiej stres mi dupę ściska. :) Może od 12:30 będzie lepiej.

Tylko dlaczego nikt nie wierzy, że to jest "przyjacielskie" spotkanie? Ja wierzę.

Idę.


2009.02.16 / Poniedziałek / 16:00 - Pociąg do Puław

Otwieram tą furtkę i wychodzę codziennie ze swojego ukrycia, z lasu jadę do ludzi, nie do końca umiem z nimi żyć ale skoro trzeba... Już we wtorek też będę musiał otworzyć kolejną furtkę i wyjść ze swojego zamknięcia w samym sobie. Nie jest to łatwe ale naprawdę tego chcę. No i mam do kogo wyjść a to jest najważniejsze.

Tymczasem wracając na ziemię mogę napisać, że najwyraźniej moja ezoteryczna kariera dobiegła końca lub na jakiś czas przestanę być wróżbitą ponieważ powiedziałem w pracy, że chcę wrócić na rozrywkę i supervisor się temu nie sprzeciwiał. Od przyszłego tygodnia chyba będę więc mógł ponownie zająć się swobodnymi rozmowami ze zwykłymi zboczkami. Jak przyjemnie.

Jutro jadę z siostrą do Puław, sam nie wiem, o której godzinie. Wkurza mnie to, że muszę jechać pociągiem bo firma Polski Express zbankrutowała. To był mój ulubiony środek transportu zaraz po warszawskim metrze. A teraz znowu trzeba będzie chodzić na paskudny, choć posiadający swój klimat Dworzec Centralny.

Już jestem w Puławch. Siedzę sobie przed laptopem siostry, ponownie podziwiam jak szybko działa u niej internet i dodaję tą oto notkę. :) Podróż była całkiem przyjemna, udało mi się dowieźć na miejsce gitarę w stanie nienaruszonym, pociągiem też się fajnie jechało, we dwoje czas szybciej mija. Tylko na miejscu okazało się, że jest zimniej niż w Warszawie więc musieliśmy przyjechać do mieszkania siostry taksówką bo od stacji to jednak kawałek drogi.

Urlop trwa, za kilka godziń dobiegnie końca dzień pierwszy i rozpocznie się o wiele ważniejszy, dzień drugi.

Pewnie zaraz wybiorę się z siostrą na zakupy, tradycyjnie do tego samego sklepu. Cholera, naprawdę lubię Puławy. Coraz bardziej.


2009.02.15 / Niedziela / 21:15 - World outside

Otwieram tą furtkę i wychodzę codziennie ze swojego ukrycia, z lasu jadę do ludzi, nie do końca umiem z nimi żyć ale skoro trzeba... Już we wtorek też będę musiał otworzyć kolejną furtkę i wyjść ze swojego zamknięcia w samym sobie. Nie jest to łatwe ale naprawdę tego chcę. No i mam do kogo wyjść a to jest najważniejsze.

Tymczasem wracając na ziemię mogę napisać, że najwyraźniej moja ezoteryczna kariera dobiegła końca lub na jakiś czas przestanę być wróżbitą ponieważ powiedziałem w pracy, że chcę wrócić na rozrywkę i supervisor się temu nie sprzeciwiał. Od przyszłego tygodnia chyba będę więc mógł ponownie zająć się swobodnymi rozmowami ze zwykłymi zboczkami. Jak przyjemnie.

Jutro jadę z siostrą do Puław, sam nie wiem, o której godzinie. Wkurza mnie to, że muszę jechać pociągiem bo firma Polski Express zbankrutowała. To był mój ulubiony środek transportu zaraz po warszawskim metrze. A teraz znowu trzeba będzie chodzić na paskudny, choć posiadający swój klimat Dworzec Centralny.


"Her eyes
She's on the dark side
Neutralize
Every man in sight"

Massive Attack "Angel"


2009.02.14 / Sobota / 21:47 - Three days left

Walentynki. Pierwszy raz wysłałem telefonem coś co można nazwać walentynką... Na szczęście, a może na nieszczęście, była to walentynka z przymrużeniem oka.

Walentynki w firmie polegały tylko na tym, że był zwyczajnie duży ruch... Jeszcze tylko jutro i koniec pracy. Urlop, tydzień wolnego, pobyt w Puławach.... Bardzo szczególny pobyt. Pobyt w Puławach będący w pewnym sensie spełnieniem marzeń... :)

Jestem jakiś rozkojarzony na fioletowo i nie mogę pisać... Znikam. :)

Aha, jutro ostatni raz idę do pracy do budynku Radia Zet. Od poniedziałku firma przenosi się na ulicę Miedzianą. Kolejny rozdział w życiu zakończony.


2009.02.13 / Piątek / 21:13 - Śnieżny piątek trzynastego

Pogoda nas dzisiaj nie rozpieszczała co zresztą widać na załączonym zdjęciu. Miałem wolny dzień ale wybrałem się do Warszawy, pojeździłem po sklepach i kupiłem tam to co było mi potrzebne, przede wszystkim nową kurtkę zimową. Poprzedniej bardzo nie lubiłem ale jakoś przez 9 lat nie mogłem się zabrać za kupno nowej... Teraz się udało. A ponieważ zima już niedługo będzie się kończyć, kurtka była akurat o 50% tańsza. Bardzo dobrze.

Później odebrałem z Dworca Centralnego siostrę i razem wróciliśmy do domu. Minęły dwie godziny a ja już muszę iść spać bo jutro czeka mnie w pracy dzień pełen wrażeń - Walentynki. Klientki na ezoteryce zapewne będą karmione jakimś ciekawym spamem a ja będę im musiał przepowiadać, że wieczorem ktoś je zaprosi na wspaniałe spotkanie... Bez sensu.

Osobiście Walentynek kiedyś nie uznawałem, dzisiaj w zasadzie chyba też ich nie uznaję chociaż nie mam co do tego pewności. Ostatnio nie znam samego siebie i nie wiem do czego jestem zdolny. Może i Walentynki mógłbym zaakceptować.

Ale niech będzie - na dzień dzisiejszy Walentynkom mówię stanowcze nie!

Wypada mi już tylko zacytować tekst znanej polskiej piosenki... I pójść spać.


"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze."

Happysad "Zanim pójdę"


2009.02.12 / Czwartek / 21:13 - I prefer to be a girl

Dzisiejszy czwartek był bardzo przyjemnym dniem mimo tego, że w pracy nadal męczy mnie ezoteryka. Jak powiedział dziś jeden kolega - "Bo Michał woli udawać dziewczynkę". Jasne, że wolę, rozrywka była zdecydowanie przyjemniejsza lecz mam tu na mysłi głównie ilość smsów. Na ezoteryce jest ich zdecydowanie za dużo... Zauważyłem, że właśnie to jest główną przyczyną mojej nienawiści do ezo a nie sama treść smsów. Ale nie kontynuuję już tego tematu bo jest nudnawy.

Jutro mam wolny dzień, który wykorzystam na wyjazd do Warszawy po siostrę, która przyjeżdża z Puław by wrócić tam w poniedziałek i wtorek zabierając mnie ze sobą. Wcześniej pochodzę po sklepach, udam się do Arkadii lub innych Złotych Tarasów... Chętnie poszedłbym sobie do kina ale chyba jednak nie ma tam teraz niczego ciekawego.

Ważnym wydarzeniem było dzisiaj, lub właściwie wczoraj to, że tutaj gdzie mieszkam, mniej więcej kilometr od drogi, którą chodzę doszło do tragedii. Pewne dwudziestoletnia dziewczyna popełniła samobójstwo wieszając się na drzewie. Dziwiłem się wczoraj gdy wracałem do domu dlaczego w środku lasu o tak późnej godzinie stoi pięć radiowozów policyjnych, myślałem, że to jakaś obława ale dzisiaj wszystko się wyjaśniło. Osobiście już nigdy nie będę na swoim PhotoBlogu pisał bzdur o samobójstwie bo w starciu z rzeczywistością są to faktycznie bzdury wielkiego formatu.

Nie warto się zabijać... Warto żyć. Zdecydowanie.


2009.02.10 / Wtorek / 22:04 - Closer

Praca. Miało być źle, ale nawet nikt nie zapytał dlaczego byłem nieobecny w weekend. Wiedzieli z czym mają do czynienia - typowe załamanie ezoteryczne. Bywa. Na ezoteryce na pewno nie było dziś łatwo ale nie nazwałbym tego wszystkiego też czymś szczególnie trudnym. Po prostu typowy dzień na ezo, daje się wytrzymać mimo tego, że wszystko jest głupie i męczące. Wszyscy klienci chcieli wiedzieć z kim spędzą Walentynki chociaż zazwyczaj są bardzo samotni, nie mają nikogo kto by ich kochał. Ludzie zbyt często liczą na cud.

Sam nie wiem co będzie dalej w firmie. Czy zostanę na ezoteryce, czy wrócę na rozrywkę... Praca zajmuje obecnie tylko malutką część mojego życia mimo, że czasowo pochłania 1/3 doby.

Najważniejsze, że dostałem urlop i w przyszłym tygodniu nie będę pracował. Będę tam gdzie od jakiegoś czasu lubię być. Puławy to w gruncie rzeczy piękne miasto.

Dzisiaj po pracy wykonałem kolejny krok ku normalności. Niepewny, chwiejny i niezgrabny ale jednak z pewnością zrobiony we właściwym kierunku. Oby były kolejne.


"Jak nie zrobim, to się nie nauczym"

Pewien prosty kolega z dawnej, mało ambitnej pracy


2009.02.10 / Wtorek / 06:38 - Hello - hallo

Kolejny raz musiałem obudzić się o godzinie 5:00, niby jak normalny człowiek ale dla mnie takie poranne wstawanie nigdy nie będzie natrualne. Mój wewnętrzny zegar budziłby mnie o innej godzinie, mniej więcej około 11:00... Tylko kto może żyć tak jak sam tego chce?

Idę do pracy. Bojowo nastawiony, gotowy na wszystko lub zwyczajnie olewający to co się tam będzie działo. Najlepiej doradziła mi siostra, żebym po prostu się zwolnił. Słusznie... Co prawda słyszałem coś o jakimś kryzysie więc chyba powinienem mieć obawy i objekcje ale właściwie jest mi już wszystko jedno.

Tymczasem poza pracą ciekawie. Anioły nie istnieją, a przynajmniej nie mają ludzkiej postaci, księżniczki żyją właściwie tylko w bajkach, ludzi idealnych i nieomylnych nie ma. I dobrze, bo w zasadzie "I hate perfect people".

Ktoś szczególny jednak jest...

Idę.


"I put a spell on you
Because you're mine.
I can't stand the things that you do.
No, no, no, I ain't lyin'. No.
I don't care if you don't want me
'Cause I'm yours, yours, yours anyhow.
Yeah, I'm yours, yours, yours."

Marilyn Manson "I put a spell on you"


2009.02.09 / Poniedziałek / 16:20 - Reality bites

Stało się. Wczoraj nie poszedłem do pracy i dzisiaj też nie mam zamiaru tam iść. Zwyczajnie nie miałem siły na to by stoczyć kolejną walkę z ezoteryką. Oznacza to jedno - stratę niemal 400 złotych. Do tego można jednak dorzucić też spadek mojej reputacji w pracy o kilka punktów. Może nawet spadła tak nisko, że niedługo moje nazwisko zawiśnie na tablicy informacyjnej w sekcji - osoby zwolnione z pracy za nieodpowiednie zachowanie.

Jak za dwa dni spędzone w domu 400 zł to dużo, zdecydowanie zbyt dużo, można powiedzieć, że ta ucieczka mi się nie opłacała ale mimo wszystko nie będę z tego powodu rozpaczał. Są w życiu rzeczy ważniejsze niż pieniądze choć nie do końca wiem co takiego zyskałem. Kolejny raz udowodniłem, że zamiast walczyć ja po prostu uciekam, tak jak było to wcześniej w moim życiu. Niewiele się zmieniłem. A może ja po prostu jestem leniwy. Najchętniej przedstawiłbym to wszystko jako szlachetny czyn, udowadniający to, że nie postępuję wbrew sobie. Czasami jednak bycie meżczyzną wiąże się właśnie z umiejętnością postępowania wbrew sobie. Dla dobra innych.

Sytuacja wygląda teraz tak, że przede mną jeszcze 5 dyżurów na ezoteryce, ale o tyle lepszych, że będą one miały miejsce w dzień. Od 16 lutego zaczyna mi się urlop, jadę do Puław i niewiele z tego co tu zostawiam mnie obchodzi. Do rzeczywistości wrócę dopiero 23 lutego i ta bolesna rzeczywistość może oznaczać powrót na rozrywkę w pracy lub poszukiwanie nowego zajęcia. W Warszawie jest jeszcze druga firma zajmująca się smsami... Może tam się wybiorę, kto wie? Ale mam już serdecznie dość smsów. Może zostanę robolem.

Poza sferą zawodową, która ostatnio tak bardzo kuleje, moje życie wypełnione jest radością i bardzo pięknymi niespodziankami. :) Dzieją się rzeczy, których się nie spodziewałem... Muszę bardzo uważać żeby nie odlecieć bo to nigdy nie jest dobre. Trochę realisty jednak musi we mnie być.

Zdjęcie przedstawia obecny widok z okna mojego pokoju. Jak widać mieszkam w dziczy. :) Mimo, że takie rozwiązanie ma kilka zalet to tak naprawdę zdecydowanie wolałbym mieszkać w mieście bo tam jest po prostu łatwiej. I przyjemniej.

Jutro powrót do rzeczywistości. Jest ona tak szara jak jeszcze nigdy wcześniej. Przede wszystkim będę odpowiedzieć w pracy sensownie na pytanie "Euzebiusz, dlaczego Cię nie było w sobotę i w niedzielę?". Sam nie wiem co wtedy odpowiem, nie przygotowuję sobie żadnej odpowiedzi, zobaczę co mi przyjdzie do głowy, pewnie jak zwykle będę po prostu szczery. Możliwe, że to właśnie jutro podziękują mi za współpracę i skończy się moja męka w ITV, MNI czy CSW jak kto woli.

Wczorajsze zdjęcie i notka były koszmarne, ale taka bywa rzeczywistość, nie jest zbyt różowo. Życie nie jest podobne do reklamy w telewizji... Na szczęście, bo inaczej byłoby strasznie nudne i puste. Muszę zresztą po raz kolejny przyznać, że moje życie w zasadzie nie jest takie złe.

Ostatnio Elvis dobrze na mnie działa. Elvis - król. I jeszcze pewna Księżniczka potrafi sprawić, że czuję się dużo lepiej... Głównie ona. Chciałbym posiadać umiejętność poprawiania jej nastroju. Tego w żadnej szkole nie uczą, trzeba się samemu nauczyć jak być człowiekiem.


"Odkrywam w sobie nieśmiałą świadomość że
Życie mi coraz prędzej ucieka
Pada deszcz ja mimo to częściej zerkam ku górze"

Pidżama Porno "Między czarnym a czerwonym"


2009.02.08 / Niedziela / 20:17 - Wady

Oto co uznaję za swoje największe wady:

- nie poszedłem nigdy na studia tylko dlatego, że mi się nie chciało przyłożyć do nauki, jestem leniem
- kompletnie olewałem szkołę lub po prostu byłem za głupi przez co mogę się jedynie wstydzić tego jakie szkoły skończyłem
- mam beznadziejną pracę i tkwię w niej już zbyt długo, nie mam ubezpieczenia zdrowotnego ani emerytalnego
- mam krzywe zęby bo nie chciało mi się nigdy zająć ich prostowaniem, do tego trzeba doliczyć próchnicę
- jestem tak przerażająco chudy, że sam się boję własnego odbicia w lustrze (gdy staję przed tym lustrem nago)
- mam krzywy kręgosłup, niewielkiego garba, zapadniętą klatkę piersiową i skoliozę
- nie potrafię nawiązywać znajomości, mam niewielu kolegów a koleżanki w realu ze dwie lub trzy
- praktycznie nie potrafię rozmawiać z ludźmi, rozmowa zazwyczaj mnie męczy i mam tendencję do milczenia
- jestem niesamodzielny, chyba nie potrafiłbym sobie nawet niczego ugotować (a przynajmniej to by nie było smaczne)
- mam złą dykcję, ludzie często nie rozumieją co mówię i mam też osłabiony słuch przez co ja nie słyszę co oni mówią do mnie
- mój brak doświadczenia i obycia w sprawach damsko-męskich jest przerażający
- mam niezdrową cerę z tendencją do przetłuszczania się
- jestem zaniedbany, do dziś nie kupiłem sobie nowych okularów, kurtki i innych potrzebnych ubrań
- jestem marudny, zbyt wiele czasu poświęcem na narzekanie i użalanie się nad sobą
- nie mam prawa jazdy i samochodu
- wydaję pieniądze na głupoty więc moje oszczędności wynoszą na dzień dzisiejszy zero
- zbyt często zieję nienawiścią do ludzi, zdarzają mi się dni gdy mam ochotę zabić wszystkich dookoła
- jestem nadwrażliwy, wstydliwy i nieśmiały, czerwienię się na twarzy, szczególnie w towarzystwie ładnej dziewczyny
- nie jadam wielu rzeczy, które normalni ludzie jedzą bez problemu i ze smakiem
- nie potrafię tańczyć i uważam, że nigdy się tego nie nauczę, ogólnie nienawidzę tańca
- nie mam poczucia humoru
- łatwo się stresuję, z byle powodu robię się blady i trzęsą mi się ręce
- nie mam siły fizycznej, co wiąże się z niemal całkowitym brakiem mięśni
- nie znam swojej wartości i nie jestem świadom swoich zalet, uważam się za gorszego od innych
- jestem ogólnie dzikusem z lasu i powinienem powiesić się na najbliższym drzewie ;)

Ale szczerze mówiąc mam to wszystko w dupie i nadal lubię samego siebie. :) Oczywiście to nie oznacza, że nie powinienem nad sobą pracować ale zawsze uważałem, że aby człowiek zaczął się zmieniać to potrzebny mu jest jakiś bodziec (to też można uznać za moją wadę). Niektórzy nie potrafią się zmienić na lepsze dla samego siebie i własnie ja należę do tej kategorii ludzi. To głupie i złe.

A zalety?


"Ain't got no home, ain't got no shoes
Ain't got no money, ain't got no class
Ain't got no skirts, ain't got no sweaters
Ain't got no faith, ain't got no beard
Ain't got no mind

Ain't got no mother, ain't got no culture
Ain't got no friends, ain't got no schooling
Ain't got no name, ain't got no love
Ain't got no ticket, ain't got no token
Ain't got no God"

Nina Simone "Ain't go no / I got life"


2009.02.08 / Niedziela / 15:57 - Najkosztowniejsze wagary w życiu

Stało się. Wczoraj nie poszedłem do pracy i dzisiaj też nie mam zamiaru tam iść. Zwyczajnie nie miałem siły na to by stoczyć kolejną walkę z ezoteryką. Oznacza to jedno - stratę niemal 400 złotych. Do tego można jednak dorzucić też spadek mojej reputacji w pracy o kilka punktów. Może nawet spadła tak nisko, że niedługo moje nazwisko zawiśnie na tablicy informacyjnej w sekcji - osoby zwolnione z pracy za nieodpowiednie zachowanie.

Jak za dwa dni spędzone w domu 400 zł to dużo, zdecydowanie zbyt dużo, można powiedzieć, że ta ucieczka mi się nie opłacała ale mimo wszystko nie będę z tego powodu rozpaczał. Są w życiu rzeczy ważniejsze niż pieniądze choć nie do końca wiem co takiego zyskałem. Kolejny raz udowodniłem, że zamiast walczyć ja po prostu uciekam, tak jak było to wcześniej w moim życiu. Niewiele się zmieniłem. A może ja po prostu jestem leniwy. Najchętniej przedstawiłbym to wszystko jako szlachetny czyn, udowadniający to, że nie postępuję wbrew sobie. Czasami jednak bycie meżczyzną wiąże się właśnie z umiejętnością postępowania wbrew sobie. Dla dobra innych.

Sytuacja wygląda teraz tak, że przede mną jeszcze 5 dyżurów na ezoteryce, ale o tyle lepszych, że będą one miały miejsce w dzień. Od 16 lutego zaczyna mi się urlop, jadę do Puław i niewiele z tego co tu zostawiam mnie obchodzi. Do rzeczywistości wrócę dopiero 23 lutego i ta bolesna rzeczywistość może oznaczać powrót na rozrywkę w pracy lub poszukiwanie nowego zajęcia. W Warszawie jest jeszcze druga firma zajmująca się smsami... Może tam się wybiorę, kto wie? Ale mam już serdecznie dość smsów. Może zostanę robolem.

Poza sferą zawodową, która ostatnio tak bardzo kuleje, moje życie wypełnione jest radością i bardzo pięknymi niespodziankami. :) Dzieją się rzeczy, których się nie spodziewałem... Muszę bardzo uważać żeby nie odlecieć bo to nigdy nie jest dobre. Trochę realisty jednak musi we mnie być.

Zdjęcie przedstawia obecny widok z okna mojego pokoju. Jak widać mieszkam w dziczy. :) Mimo, że takie rozwiązanie ma kilka zalet to tak naprawdę zdecydowanie wolałbym mieszkać w mieście bo tam jest po prostu łatwiej. I przyjemniej.


"Mamy ciepłe posady
byście dla nas pracowali
damy wam pieniądze
i już jesteście z nami"

Dezerter "Wszystko dla was"


2009.02.06 / Piątek / 16:51 - Welcome to the machine

Gdybym dzisiaj nie miał wolnego dnia to chyba bym oszalał przez pracę. Jutro będę musiał tam konać na kolejnym ezoteryczny dyżurze, tym razem chyba jeszcze gorszym bo jedenastogodzinnym, nocnym. Pojutrze zresztą będzie podobnie ale już nie chcę uciekac z pracy bo znowu mi zabiorą pieniądze, a tak jak pisałem, ostatnio chcę je wreszcie zacząć zbierać.

Z jednej strony jestem dzisiaj szczęśliwy, z drugiej nieco przygnębiony, głównie tym, że niektórzy ludzie dostają od losu cierpienie, na które na pewno nie zasłużyli. Chciałbym przytulić każdego komu jest źle lub najlepiej pomóc w jakiś sensowny sposób ale zwyczajnie nie wiem jak pomagać ludziom. To nie jest łatwe zadanie a dopiero teraz pierwszy raz w życiu poczułem, że ktoś może potrzebować mojej pomocy, lub po prostu wsparcia z mojej strony.

Tylko czy słaby człowiek może w jakiś sposób kogoś wspierać? Na pewno może to robić człowiek dobry, lecz czy ja jestem dobry? Staram się taki być... Chyba mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że bycie dobrym człowiekiem jest moim celem w życiu, o ile ja w ogóle mam jakiś cel.


2009.02.05 / Czwartek / 22:43 - Sequel

Wczorajszy eksperyment przyniósł spodziewane efekty. Liczyłem na to, że gdy podam nieprawdziwą informację o tym, że kończę pisać PhotoBloga to kilku czytelników lub czytelniczek się ujawni w komentarzu i faktycznie - kilka osób pozdrowiło mnie i życzyło udanych zmian. To, że było ich tak niewielu oznacza tylko, że na szczęście, niewielu czyta te moje bzdurki. :) Dzięki wielkie, ale niestety moje zniknięcie było tylko udawane, ja nie zamierzam kończyć tej całej pisaniny bo ona jest ważna dla mnie samego. Nie na darmo przez 10 lat pisałem pamiętnik, ja już mam to zakodowane w mózgu, że zawsze muszę gdzieś spisywać wydarzenia mojego malutkiego życia.

Drugim efektem tego eksperymentu był wzrost oglądalności, a raczej poczytności bo najwyraźniej niektórzy postanowili cofnąć się do poprzednich wpisów by zerknąć na nie jeszcze raz. Krzywa oglądalności wystrzeliła więc w górę bardzo znacząco, miała prawie sześciokrotny wzrost w stosunku do każdego innego dnia.

Niestety tak jak pisałem to nie jest koniec bo i moje życie jeszcze się nie kończy. To, że z jednej strony robi się całkiem interesujące a z drugiej całkiem popierdolone oznacza tylko, że będę teraz odczuwał jeszcze silniejszą potrzebę pisania. Człowiek musi z siebie wyrzucić to co mu na sercu leży więc ja lubię wyrzucać te głupotki tutaj. Co tu dużo gadać - PhotoBlog pomaga. Nie do końca wiem w czym, ale pomaga.

Zastanawiałem się też wcześniej czy nie podać informacji, że zamierzam popełnic samobójstwo rzucając się pod pociąg metra, podałbym wtedy dokładny czas i miejsce kiedy zamierzam tego dokonać i przekonałbym się czy ktoś przyszedłby mnie ratować. Domyślam się, że nikt.

Tacy już są ludzie, tak naprawdę każdy dba o własną dupę.

Tymczasem to co się teraz dzieje w moim życiu opiszę w skróce, bo już mi się tak chce spać, że nie wysiedzę tu dłużej. Ezoteryka - to największe dno z jakim miałem do czynienia. Za namową kilku osób postanowiłem się na nią przenieść i to był zajebiście wielki błąd. Przeżyłem dwa totalnie koszmarne dni w pracy i jestem zmuszony przeżyć ich jeszcze 7. Później mam urlop a po urlopie wracam na rozrywkę albo po prostu odchodzę z firmy. Ponieważ obecnie są mi potrzebne pieniądze wolałbym jednak na rozrywce zostać, a w porównaniu z ezoteryką jest to po prostu niezłe zajęcie. Oczywiście to tylko moje zdanie bo są ludzie i jest ich większość, którzy uważają, że to właśnie rozrywka jest dnem.

Ezoteryka jest czymś co powinno się wytępić, jest to coś tak szkodliwego dla ludzi jak sekty. Dziękuję bardzo ale ja nie będę do tego upadku przykładał ręki. Ostatnie 7 dni i nikt mnie już nigdy siłą nawet nie doprowadzi do obcowania z ezoteryką. A większe zarobki mnie zupełnie nie obchodzą.

Na zdjęciu budynek, w którym znajduje się firma, to ten polewej. Patrzę na niego codziennie już z sentymentem bo lada chwila przeniesiemy się na inną ulicę, do jakiegoś zgniłego baraku, w którym nie działa winda.

Idę spać, głowa mnie boli bo to był jeden z najgorszych dni ostatnich miesięcy. Tylko wieczorne smsy od pewnej osoby, którą bardzo lubię poprawiły mi nieco nastrój. Czasami wystarczy parę słów by było dobrze.


2009.02.04 / Środa / 22:49 - Ostatni wpis

To już ostatni wpis na moim PhotoBlogu. Nie zamknie się on nawet w przedziale całego roku gdyż zabrakło do tego dwóch miesięcy i kilku dni.

Ostatnio moje życie się zmienia a ja chcę aby te zmiany były jak największe, nie chcę być taki jaki byłem dotychczas i z tego też powodu nie chcę już tutaj dodawać nowych zdjęć i zajmować się dodawaniem notatek opisujących wszystko tak szczegółowo. Moje życie będzie teraz moją prywatną sprawą, tylko ja i najbliższe mi osoby będą wiedziały co się w nim dzieje.

Zdjęcie pokazuje mnie podczas najprzyjemniejszego dla mnie dnia spośród tych wszystkich, które były tutaj opisane. 20 czerwca 2008, zakończenie roku szkolnego, Dęblin. Początek dnia był taki ciepły i słoneczny, później padał deszcz... Tego dnia nie zapomnę do końca życia, zawsze będzie on dla mnie szczególny choć pozornie nic szczególnego się wtedy nie działo.

Spróbuję zakończyć cytatem streszczającym wszystkie te głupie notki do jednego, prostego zdania.

ALL YOU NEED IS LOVE


2009.02.02 / Poniedziałek / 20:31 - Heartbeat x2

Jak widać jednak się nie ogoliłem. :P

Ostatni dyżur na rozrywce był taki jak być powinien - bardzo wyczerpujący i denerwujący. Gdyby był przyjemny to mógłbym żałować, że odchodzę z tego działu i przerzucam się na nowy. Tylko, że sam nie wiem czy cieszyć się z tego przejścia na ezo i nie wiem co z tego wyjdzie. Może nie pociągnę tam długo...

Dzisiaj odpoczywam w domu i zamiast przygotowywać się na jutrzejszy dyżur pisząc gotowe smsy głównie zajmowałem się leżeniem w łóżku i rozmawianiu z mamą i tatą. Czasami trzeba pobyć trochę z rodziną.

A tak poza tym to jestem ostatnio szczęśliwy, tak po prostu. :) Gdzieś tam w mojej głowie pojawiają się też obawy ale czasami lepiej po prostu za dużo nie myśleć. Po szczęście trzeba sięgnąć póki ma się je w zasięgu ręki. :)


"Send me an angel to love
I need to feel a little piece of heaven
Send me an angel to love
I'm afraid I'll never get to heaven"

Garbage "My lover's box"


2009.02.01 / Niedziela / 17:28 - Ostatnia rozrywka w życiu

Nadszedł dzień mojego "ostatniego" dyżuru rozrywkowego w tej pracy. Piszę to słowo w cudzysłowie ponieważ jest to tylko teoretycznie ostatni dyżur, bo u nas od czasu do czasu pracownicy już pracujący na ezoteryce wracają na rozrywkę raz w miesiącu lub dwa, gdy są tam potrzebni. Ale tak brzmi to ładniej - dzisiaj wreszcie przestanę być dziwką. ;)

W nocy zamiast na gitarze grałem w gry komputerowe bo ostatnio wreszcie sobie kupiłem dwie w miarę nowoczesne by w pełni wykorzystać możliwości komputera. Fajnie od czasu do czasu odpocząć sobie w ten sposób nie wymagający myślenia... Niedługo Simsy 3 się ukazują, gra z bardzo lubianej przeze mnie serii, a podobno to zabawa typowo kobieca. No cóż, wiele razy powtarzałem, że ja jestem dosyć kobiecy. ;( Nawet za bardzo.

Jeśli jednak chodzi o gitarę to kupiłem sobie podręcznik, po raz pierwszy zacząłem układać dłonie we właściwy sposób i pozbyłem się nieprzyjemnego brzęczenia. Teraz mogę powoli zaczynać trenowanie, szkoda tylko, że wciąż brakuje mi na to czasu.

Jadę do pracy. Dwa lata i sześć miesięcy pisania smsów rozrywkowych, a teraz to się skończy. Kolejny etap w życiu za mną, szkoda, że taki głupi. Tym lepiej, że jest już za mną.

Przede mną niezane.

Wczoraj mój tata odkrył, że mam PhotoBloga. Rzucił na niego okiem i... Nic. Znałby mnie o wiele lepiej gdyby go przeczytał. W zasadzie jest tak, że ktoś kto to wszystko czyta, lub ktoś z kim mam kontakt tylko przez internet zna mnie lepiej niż moja własna rodzina... Ale takie myślenie jest zdradliwe. Rodzina to jednak rodzina.

Dwa tygodnie do urlopu. Lubelszczyzno witaj. ;)


"There's lots of pretty, pretty ones
Who want to get you high
But all the pretty, pretty ones
Will leave you low
And blow your mind"

Marilyn Manson "The dope show"