2009.03.31 / Wtorek / 20:52 - Zainstalowany w Puławach

Ten tekst piszę już na laptopie siostry, choć jeśli wziąć pod uwagę, że ten laptop stoi w moim nowym pokoju, w moim nowym mieszkaniu to chyba powinienem napisać, żę też jest mój. :) Panoszę się tu strasznie, rozrzucam wszędzie swoje rzeczy, wieszam na ścianie zdjęcia Doroty (które wkrótce będę palił) ale siostra pewnie i tak się cieszy z tego, że teraz ma towarzystwo, przynajmniej przez około 2 godziny w ciągu dnia bo właśnie tyle czasu mi pozostaje dla siebie odkąd się tu przeprowadziłem. Ledwo przyjechałem a już muszę iść spać bo jutro wstaję o 3:15 nad ranem by o 8:00 być już w Warszawie.

Ale za to w pociągu ile mam czasu na czytanie, bawienie się telefonem i gapienie się na ludzi. A ja uwielbiam gapić się na ludzi... O taaaak.

Na zdjęciu widać mnie na stacji w Dęblinie, przez który teraz będę przejeżdżał dwa razy dziennie. Ale ubaw. ;P

Dobrze, a tak na serio to przeprowadziłem się tutaj bo siostra ma szybki transfer internetu. :) To jest główna zaleta tej nowej sytuacji, w której się znalazłem.

Jestem teraz miastowy. Ha.


2009.03.31 / Wtorek / 06:40 - Moja Warszawa

Za 40 minut mnie tu już nie będzie... Mimo tego, że spałem tylko 4 godziny jestem jednak w miarę przyzwoicie wyspany.

Ale Warszawy tak łatwo nie opuszczę bo za bardzo kocham to miasto, uważam je za swoje, zapewne najbardziej swoje z tych wszystkich, w których bywam i chyba nie ma się czemu dziwić. Do zmiany miejsca zamieszkania na stałe zmusiłaby mnie tylko ciężka sytuacja życiowa albo bardzo dobra sytuacja życiowa związana z zakochaniem się w jakiejś wartościowej dziewczynie, z wzajemnością oczywiście... Wtedy moglibyśmy razem iść mieszkać gdziekolwiek bo przecież tak naprawdę najważniejsze jest to z kim się mieszka a nie gdzie.

Może kiedyś taką dziewczynę znajdę, w co jednak wątpię, a może to, że właśnie teraz się wyprowadzam, choć nie w pełni, o czymś świadczy... Najprędzej o tym, że jestem głupi.

Ale nie jestem... I dlatego szybko wrócę do stolicy.

Wielu moich znajomych i rodzina ostatnio źle oceniają moje zachowanie, twierdzą, że jestem naiwny, że daję się wykorzystywać, zmierzam w złym kierunku, że jestem ślepo zakochany w nieodpowiedniej osobie, która i tak mnie skrzywdzi a może krzywdzi mnie już teraz, że się nie szanuję... A ja nie wiem sam co myśleć. Najczęściej mam wytłumaczenie - każdego trzeba zrozumieć i zaakceptować takiego jakim jest, szczególnie jeśli się tego kogoś kocha...

A ogólnie to wiadomo, że mam w głowie chaos i sam nie wiem dokąd i po co idę... Przynajmniej coś się dzieje.


2009.03.30 / Poniedziałek / 23:37 - Ostatni dzień w domu

Tekst ten piszę słuchając utworu "Spell" Nicka Cave'a bo mi go Owca kazała puścić i się z Nią zsynchronizować... ;)

Niby to mój ostatni dzień w domu, ostatnie chwile tu spędzone ale wiadomo, że i tak szybko wrócę, że to tylko zabawa w wyprowadzanie się. W ogóle szkoda gadać o tym wszystkim... Chciałbym żeby było inaczej ale jest po prostu... Niepoważnie. A może ja za dużo wymagam.

Pieprzyć to. Cieszę się z tego co mam.

Teraz zawsze po wyjściu z pracy będę musiał się spieszyć na pociąg pospieszny goniąc go tą ulicą, którą widać na zdjęciu, czyli Złotą... Patrząc na tarczę zegara na Pałacu Kultury będę się zastanawiał czy uda mi się dobiec na peron na "piętnaście po" bo właśnie piętnaście minut po pełnej godzinie zawsze odjeżdża pociąg do Puław. Drogę z firmy do Dworca Centralnego pokonuje się w około 12 minut więc zawsze będę na peronie w ostatniej chwili.

Będzie ciężko ale zarazem będzie inaczej i o to właśnie chodzi. Koniec. Następny tekst dodam już w Puławach, do których udaję się jutro po pracy razem z trzema ciężkimi torbami.

Idę spać jeśli mi Owca pozwoli...


2009.03.29 / Niedziela / 22:35 - Tortury

Gdyby nie ta naprawdę przyjemna pogoda i mały ruch w pracy to dzisiejszy dzień byłby naprawdę ciężki.

Powoli zbliża się moje teoretyczne opuszczenie rodzinnego domu, mama już nawet zaczęła rozpaczać, że traci syna, siostra już myśli o wprowadzeniu się na stałe do mojego pokoju, ale z tego co widzę to wszystko potrwa raczej tylko miesiąc i w maju powrócę pod Warszawę pałając wielką miłością do cudownej stolicy a nawet do Puszczy Kampinoskiej. Znowu wsiądę na rower dojeżdżając nim do pracy, powiem, że mam w dupie te całe Puławy będzie tak jak dawniej... Tyle teorii, zobaczymy jak będzie w praktyce.

Stwarzam kolejny problem? O nie, ja nie chcę stwarzać problemów, muszę się wyzbyć tej złej cechy by być bezproblemowym człowiekiem. Będę więc do życia nastawiony bardzo pozytywnie - od wtorku będzie zajebiaszczo. :P

Tylko PKP ze swoimi cenami biletów miesięcznych i kijowym rozkładem jazdy mnie wkurwia. Ot co.


"Sama sobie umiem zadać ból
Dręczę ciało swoje dręczę mózg
Nie poszczuta psami gryzę się
Pod batogiem tryska ze mnie śmiech
Lubię cierpieć bo mam taki smak
Księciem mego życia został kat
Gdy mi mało to ze wszystkich sił
Gniotę oczy i wyciskam łzy
Bo tortur bo tortur
Bo tortur nigdy dość"

Renata Przemyk "Tortury"



2009.03.28 / Sobota / 20:55 - Przeprowadzam się do Puław

Ten tekst piszę będąc pod wpływem alkoholu bo niestety idąc przez las wypiłem niemal całą butelkę szampana Dorato... To taka moja prywatna oznaka słabości, chociaż ja nadal uważam się za abstynenta... Piłem ze smutku i ze szczęścia zarazem a także dlatego, że moje życie ostatnio jest dosyć ciężkie.

Przede wszystkim najważniejsza wiadomość jaką mam do przekazania jest taka, że od wtorku nie będę już mieszkał pod Warszawą W Truskawiu bo zostaję mieszkańcem Puław. To właśnie stamtąd będę dojeżdżał teraz codziennie do pracy w Warszawie, w Puławach będzie mój dom, sam na razie nie wiem na jaki czas. To była ważna decyzja i zarazem bardzo kosztowna bo bilet miesięczny na PKP jest naprawdę cholernie drogi. Ale mimo wszystko jest to chyba dobry krok ku usamodzielnieniu się.

Chciałbym wiedzieć, że przez cały miesiąc nie będę widział rodziców i nie zawitam do domu ale tego nie jestem taki pewny bo rozkład jazdy pociągów nie jest zbyt dobry i z niektórych dyżurów będę mógł wrócić jedynie do domu w Truskawiu. Wszystko zależy więc od grafiku w pracy.

Najlepiej byłoby teraz znaleźć pracę w Puławach albo w Lublinie ale czy to będzie w ogóle wykonalne? Podobno dla chcącego nic trudnego ale pracę najłatwiej można znaleźć jednak w Warszawie... Zobaczymy. Na razie trzymam się swojej głupiej firmy bo muszę zarobić na życie po prostu.

Zostawiam rodziców i młodszą siostrę w lesie, niech sobie tutaj żyją spokojnie... Na pewno będzie im trochę smutno ale cóż, taka jest kolej rzeczy. O swojej samodzielności na razie nie mogę mówić bo przecież będę mieszkał z siostrą, ale na pewno jest to dobry wstęp do dorosłości... Zapewne sensowniej byłoby wynajmować mieszkanie w Warszawie ale ja jednak chcę być teraz w Puławach. Poza tym w przyszłości mogę być zmuszony do życia właśnie tam bo tam mam mieszkanie.

Będę teraz mniej sypiał i w ogóle miał mniej wolnego czasu dla siebie... Za to w pociągu będę mógł czytać książki... Dużo książek. Całe dwie godziny do pracy i dwie godziny z powrotem, jest więc tego sporo.

Przez dwa dni będę jednak jeszcze mieszkańcem Truskawia... To nie było takie złe ale muszę coś zmienić w swoim życiu, nawet jeśli teraz będzie trudniej.


"Chomiczówka, Chomiczówka, latem Izabelin, Truskaw
Chomiczówka, Chomiczówka, wysypisko radiowo, lotnisko Bemowo
Chomiczówka, Chomiczówka, tutaj przedszkole, szkoła sto-szóstka
Chomiczówka, Chomiczówka, pod hutą liceum i zawodówka."

Sidney Polak "Chomiczówka"



2009.03.28 / Sobota / 06:22 - Moja, nie moja... Dziewczyna

Za oknem śnieg powoli znika, topi się i mam nadzieję, że w tym roku już nie powróci...

Na półce w pokoju pojawił się nowy element - zdjęcie w ramce. Ktoś wchodzący do mojego pokoju mógłby pomyśleć, że na tym zdjęciu widać mnie i moją dziewczynę ale byłby w błędzie bo tak naprawdę można chyba mówić o tym, że na tym zdjęciu widać mnie i moją przyjaciółkę. Tylko, że ja zawsze będę zakochanym przyjacielem, nie potrafię tego zmienić.

Wywołałem wczoraj kilkanaście zdjęć najpiękniejszej dzewczyny jaką znam czyli Doroty oczywiście i wszystkie są tak cudowne, że najchętniej wytapetowałbym sobie nimi cały pokój ale aż tak szalony na razie nie jestem... Ostatnio inne dziewczyny zupełnie dla mnie nie istnieją. Kiedyś jechałem metrem, szedłem ulicą i zauważałem wiele ładnych dziewczyn, zazdrościłem facetom, którzy szli z tymi dziewczynami trzymając je za ręce, którzy je przytulali, całowali się z nimi... Ale ponad pół roku temu poznałem tą najpiękniejszą, absolutny numer jeden, a w tym roku przeżyłem z nią to wszystko co przeżyłem i teraz już nie mam czego zazdrościć, teraz oni mogą zazdrościć mi - porwałem się na absolutny top i można powiedzieć, że osiągnąłem właściwie wszystko to co chciałem osiągnąć, oczywiście tylko dzięki temu, że i Ona tego chciała. Pozostało już tylko jedno - chciałbym żebyśmy byli normalną parą... Żebym mógł powiedzieć - Dorota jest moją dziewczyną. Ale aby tak się stało trzeba mieć wspólne marzenia... Na razie nasze marzenia chyba się trochę rozmijają.

Maj będzie dla mnie nieprzyjemnym miesiącem a to co będzie po nim przyprawia mnie o ból brzucha i głowy...

Ale muszę zrobić to co powinien robić każdy kochający - postawić na pierwszym miejscu osobę, w której jestem zakochany a nie siebie, tak będzie najlepiej dla Niej... Dla mnie będzie nieco gorzej...

Poza tym przyszłość jest tak naprawdę nieznana i może być bardzo różnie...

Idę do pracy... Trzeba czasem zarobić trochę kasy, choćby na niebieskie ośmiornice, nie wspominając już o łaciatych krowach.


2009.03.27 / Piątek / 21:09 - Metrem jadę na wojnę

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że nie lubię Warszawy... Jakby nie patrzeć to jednak jest moje miasto.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że nienawidzę swojej firmy... Jakby na to nie patrzeć to ona nie jest taka zła.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że mam dziewczynę... Jakby na to nie patrzeć to jednak żadna mnie nie chce.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że moje życie jest smutne... Jakby na to nie patrzeć to jednak potrafię się cieszyć drobiazgami.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że jest mi teraz źle... Jakby na to nie patrzeć to mam wiele powodów do radości.


2009.03.27 / Piątek / 06:04 - Górka w dołku

Zdjęcie sprzed dwóch dni... Ostatnio nawet nie chce mi się robić jakichkolwiek nowych.

Wczorajszy dzień był dołujący, zresztą nie tylko dla mnie... Praca bardzo źle na mnie działa bo cały czas mam tą swoją ezoterykę, na której ostatnio jest ciężko i gdy pomyślę ile dni przede mną to aż się wszystkiego odechciewa. Do tego dochodzą wszelkie inne problemy... Ale znowu narzekam a tego robić nie powinienem.

Może dzisiaj będzie lepszy dzień.

Tymczasem wczoraj dodatkowo zdołowałem się tym, że kupiłem siostrze odtwarzacz dvd do telewizora i okazało się, że wydałem na niego za mało i przez to nie ma nawet wyjścia na wzmacniacz. Nawet nie przypuszczałem, że robią dvd bez takiego wyjścia... Właściwie jest to 150 złotych wyrzucone w błoto. Siostrze zawiozę więc mój stary odtwarzacz a ten zostanie u nas, będzie sobie stał nieużywany przy drugim telewizorze. To potwierdza tezę, że jeśli chce się wydać mniej i oszczędzi się za wiele to później drogo się za to zapłaci. Lepiej od razu kupować coś porządnego by później nie narzekać.

Zresztą tutaj dvd i tak już nie jest mi potrzebne bo ja się tutaj zajmuję tylko pracą a gdy mam wolne to po prostu jestem w Puławach.


2009.03.25 / Środa / 22:06 - Zmiana scenerii

Wcześnie rano opuściłem Puławy i przeniosłem się do nieco większego miasta, które też lubię ale jakby trochę mniej. Pogoda wszędzie była nieciekawa ale z tego co zapowiadają to już koniec śniegu w tym roku i za jakiś tydzień będzie już cieplutko i słonecznie. Najważniejsze, że w weekend w Lublinie nie było śniego i deszczu, teraz może sobie padać ile chce.

W pracy okropny zapierdziel połączony jak zwykle z nudą. Chętnie zmieniłbym zajęcie na jakieś inne, zmieniłbym miasto i dużą część swojego życia bo wszystko to co jest tutaj powoli zaczyna mnie wykańczać. Ten dom w lesie też tak źle na mnie działa... Dopiero dzisiaj zauważyłem jaka tutaj panuje cholerna cisza.

Ale dosyć marudzenia, przede mną dzień za dniem wypełniony pracą.


2009.03.24 / Wtorek / 17:27 - Wtorek ulubionym dniem tygodnia

Wiem, fryzura dosyć dziwna, szczególnie gdy zawiał wiatr i dodatkowo zadarł moje włosy do góry. Następnym razem postaram się mieć inną, normalniejszą. Na razie wciąż zapuszczam włosy...

Było jak zwykle bardzo miło jeśli nie liczyć tego, że swoje życie ogólnie mogę chyba uznać za żart. Może Bóg mnie stworzył po to żeby mieć się z kogo śmiać... Ja też uważam, że to wszytsko jest dosyć śmieszne i trochę głupie oczywiście też.

Ale ponieważ prawie nikt nie wie o co chodzi to napiszę coś innego. Dzisiaj pierwszy raz spotkałem osobę, która powiedziała mi, że czyta mojego PhotoBloga. Dziwne to uczucie gdy spotyka się kogoś kto ma na twój temat jakąś wiedzę (całkiem sporą) a Ty widzisz tego kogoś pierwszy raz w życiu, ale dobrze, piszę PhotoBloga więc mam świadomość, że ktoś jednak go czyta i nie są to wyłącznie osoby mi znane. Na razie mam około 100 wejść dziennie i nie wiem czy jest to wynik dobry czy zły... Poza tym wiele osób pewnie wchodzi po kilka razy w ciągu jednego dnia... Oj tam, PhotoBlog... Taka zabawa.

Chociaż nie... Właściwie to chyba w niedzielę też spotkałem osobę, która czytała mojego bloga... Nie wiem. Pozdrawiam wszystkich czytelników i pragnę zauważyć, że tak naprawdę i tak mnie nie znacie mimo tego, że to wszystko czytacie. Cieszę się jednak, że osoba, na której najbardziej mi zależy zna mnie już dosyć dobrze, pod kilkoma względami nawet lepiej niż moja własna rodzina. Jeszcze bardziej cieszę się z tego jak dobrze ja Ją znam... A przynajmniej jak wiele wiem.

"Amelia" dzisiaj była w telewizji, przypomniałem sobie jaki to jest świetny film. Przypomniałem sobie też jak dawno temu oglądałem "Leona zawodowca" gdy miałem 15 lat i jak bardzo zauroczyłem się dwunastoletnią wtedy Natalie Portman, która w tym filmie wyglądała tak pięknie, że oczu nie dało się od niej oderwać. Najlepsze jest jednak to, że spotkałem w swoim życiu dziewczynę, która jest do niej bardzo podobna tylko jest jeszcze piękniejsza, no i na szczęście nie ma dwunastu lat, tylko osiemnaście dzięki czemu mogłem się do Niej w jakiś sposób zbliżyć. W dodatku na urodzie nie kończą się Jej zalety i to jest najważniejsze.

Do dziś nie mogę uwierzyć w to wszystko co się wydarzyło przez ostatnie dwa miesiące. Na początku roku nawet przez myśl by mi nie przeszło, że może być tak pięknie... Nawet jeśli to tymczasowa bajka (czego bym nie chciał) to i tak jestem szczęśliwy i wiem, że w życiu już nie zaznam niczego lepszego.

W ciągu tych dwóch miesięcy poznałem też najpiękniejszy zapach na tym świecie. A skoro już o zapachu mowa to odradzam męską wodę toaletową STR8. Dosyć drogie to badziewie a niewiele daje, zapach się szybko ulatnia i jest bardzo słaby. Czasami to co tańsze jest lepsze.

Kończę, idę spać i jutro zmykam z Puław. Na szczęście dosyć szybko wrócę...


2009.03.24 / Wtorek / 11:04 - To Puławy właśnie

Kolejny wietrzny dzień w Puławach, kolejny wtorek spędzony w tym mieście. Jutro wracam już do swojej stolicy, sam już nie wiem czy uwielbianej czy nienawidzonej i czeka mnie tam dosyć ciężki maraton w pracy, żadnego dnia wolnego aż do czasu mojego kolejnego przyjazdu do Puław... Pieniądze trzeba jednak zarabiać więc nie będę protestował, a i tak dobrze, że mogę sobie brać wolne w pracy wtedy kiedy chcę.

Na zdjęciu ulica Piłsudskiego w Puławach, jedna z ważniejszych o ile nie najważniejsza. Mieszkam blisko, ale w Puławach właściwie wszędzie jest blisko bo to naprawdę nie jest duże miasto. Takie w sam raz na ten czas.

Czas najchętniej bym teraz zatrzymał ale on musi płynąć. W przyszłości być może będzie leczył moje rany, powoli i mało skutecznie, jak zawsze.

Na razie nie mam jednak widocznych żadnych ran więc ubieram się i idę... Puławy opuszczam jutro rano o 5:50.


2009.03.23 / Poniedziałek / 12:47 - Wiatr, kościół i kosmetyki

Poniedziałek jest bardzo wietrzny. Dowiedziałem się od mamy, że w naszym domu pod Warszawą już nie ma prądu więc cieszę się, że mnie tam teraz nie ma. W Puławach też nieźle wieje ale w mieście prądu tak szybko nie wyłączą.

Dzisiaj po raz pierwszy od dawna poszedłemdo kościoła, nie tylko po to żeby tam zajrzeć ale po to by pomodlić się i porozmawiać z Bogiem (a może bardziej z samym sobą)... Odczuwam też potrzebę tego by wreszcie pójść do spowiedzi... To nie tajemnica kiedy ostatnio byłem u spowiedzi - wtedy gdy miałem pierwszą (i na razie ostatnią) komunię. Fatalnie, bo ja cały czas uważam się za wierzącego człowieka. Najwyraźniej jestem wierzący tylko z nazwy... Nie ukrywam, że mi to trochę ciąży i chciałbym to zmienić w przyszłości.

Zajrzałem dzisiaj też do Rossmna gdzie zrobiłem większe zakupy, po raz pierwszy kupiłem sobie takie dezodoranty i wody toaletowe jakie naprawdę mi się podobały, kupiłem też kilka innych kosmetyków... Albo zmieniam się powoli w babę (ewentualnie ciotę) albo po prostu w porządnego, zadbanego mężczyznę. Jeśli ktoś zapyta skąd wcześniej brałem kosmetki i dlaczego używałem takich jakie mi nie pasowały to odpowiem zwyczajnie - kupowała mi je mama, mimo tego, że mam 26 lat. Taka jest smutna lub głupia prawda.

Uwolnić się od mamy, usamodzielnić... To były ważne cele w moim życiu, których nie zrealizowałem w swoim czasie. W dużej części to właśnie z tego powodu mam teraz przesrane (nie tylko jako romantyk ale ogólnie, jako człowiek).

Za godzinę wychodzę z mieszkania po raz kolejny...


"Każdy trochę jest potrzebny gdy
Do wyboru już lepszego nie ma nic"

Renata Przemyk "Każdy trochę jest potrzebny"



2009.03.23 / Poniedziałek / 00:32 - Lublin

Według grafiku miałem być teraz w pracy, miałem mieć dyżur od 20:00 do 7:00, podobnie zresztą jak wczoraj ale na szczęście leżę teraz w Puławach na wersalce i piszę te słowa. Dyżur sprzedałem za 50zł i powiem, że opłaciło się tak postąpić. Oba weekendowe dni spędziłem w Lublinie gdzie po prostu było niezwykle przyjemnie. Bardzo się cieszyłem choćby z tego, że pogoda dopisała, zresztą później powodów do radości miałem jeszcze więcej i będę to wszystko wspominał jeszcze bardzo długo (jak zwykle twierdzę, że do końca życia) a przede wszystkim będę teraz częściej wpadał do tego uroczego miasta.

Dopiero finał, czyli niedzielny wieczór był nieco nieprzyjemny ale tak w życiu bywa... Można powiedzieć, że wcześniej też nie wszystko się powiodło lecz cóż... Nie każdy musi być doskonały, ludzie mają swoje słabości i choć na pewno powinni próbować z nimi walczyć to lepiej żeby nie robili tego kosztem własnego zdrowia. Trzeba się w życiu zmuszać do bycia lepszym lub odważniejszym ale w końcu nadchodzi moment gdy trzeba zrezygnować i to wcale nie jest złym rozwiązaniem.

Przenocowałem w sobotę u brata, poznałem sporą część miasta i ogólnie wycwaniłem się w tym całym Lublinie tak, że śmiem go już nazywać swoim miastem (kolejnym), oczywiście nieco na wyrost (albo nawet bardziej niż nieco). Moja mama studiowała przez 5 lat w Lublinie... Kiedyś powiedziałbym, że to było dawno temu, lecz dzisiaj, gdy wiem jak szybko mija życie, już bym tak nie powiedział.

I uwaga, uwaga... Pierwszy raz byłem w McDonaldzie. Najdziwniejsze jest to, że nie uznałem tego za swój upadek ale za powód do dumy lub po prostu za coś zwyczajnego. Z każdym dniem normalnieję? Chciałbym żeby kiedyś nadszedł dzień, w którym stwierdzę, że jestem już normalny... Ostatnio nadal jednak często zadaję sobie pytanie - czy ja się w ogóle nadaję do życia? Mam już kilka dowodów na to, że nie.

Wypada mi tylko podziękować za wszystko i pozdrowić wszystkich, których poznałem. Świat jest pełen fajnych, interesujących, inteligentnych ludzi, tylko dlaczego ja wcześniej takich nie poznawałem? Może za bardzo izolowałem się od świata... Nie bez przyczyny zresztą... Kiedyś żyłem w swoim świecie, dzisiaj chcę żyć w waszym.

Koniec smutów, bo to były dwa naprawdę bardzo wesołe (dla mnie) dni i mam nadzieję, że dwa będą choć w połowie tak dobre. Skoro nie muszę iść do pracy to na pewno nie będą złe.


2009.03.20 / Piątek / 21:06 - Warszawa-Puławy, Puławy-Warszawa

Coraz krótsza wydaje się podróż pociągiem z Warszawy do Puław i z Puław do Warszawy. Zaczynam rozpoznawac po drodze poszczególne domy, charakterystyczne miejsca, znam już twarze konduktorów i panów sprzedających kawę i słodycze... Nie sądziłem, że będę tą trasą jeździł z taką częstotliwością, kiedyś przyjeżdżałem do Puław raz na rok a i tak robiłem to niechętnie.

Siedzę więc teraz przed laptopem u siostry w mieszkaniu i czekam na jutrzejszy dzień, który spędzę po części u brata ciotecznego i jego rodziny, gdzie także przenocuję. Niedziela też może być bardzo interesująca i szczególna, ale w tej chwili jeszcze nie do końca wiem jak będzie naprawdę. Niech tylko nie pada deszcz ani śnieg, o tyle proszę.

Przede mną 4 dni wolne... Czego chcieć więcej?


"Żegnam was, już wiem
Nie załatwię wszystkich pilnych spraw
Idę sam, właśnie tam
Gdzie czekają mnie
Tam przyjaciół kilku mam, od lat
Dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram
Jeszcze raz żegnam was
Nie spotkamy się"

Perfect "Nie płacz Ewka"



2009.03.19 / Czwartek / 20:57 - A little uneasy

Dzisiaj obudziłem się już o 3:00 w puławskim mieszkaniu, na wersalce, w pokoju, który mogę chyba nazywać swoim i o 5:50 wyjechałem pociągiem do Warszawy. Podróż z Puław do pracy w Warszawie zajmuje mi praktycznie tyle samo czasu co dojazd do tej pracy z mojej smutnej wioski w środku lasu. Z taką różnicą, że z Puław się przyjemniej jedzie... Rozważam zakup biletu kwartalnego na PKP żebym mógł jeździć do Puław tak często jak mi się będzie podobało.

Kolejny szary warszawski dzień za mną...

Pora się pakować bo jutro do pracy wybieram się ponownie z dwiema torbami - jedną standardową i drugą wypełnioną do pełna, na wyjazd do Puław. O 17:15 wsiadam do pociągu i zostawiam stolicę za sobą... Chciałbym na nowo polubić to miasto i może uda mi się to na wiosnę lub latem... Latem powinienem się po nim obijać samochodem podczas kursu prawa jazdy, za który zamierzam się wziąć w lipcu lub sierpniu.

Na razie wciąż spoglądam w przyszłość z przerażeniem, chyba dlatego, że może być zbyt podobna do przeszłości... Do bardzo pustej przeszłości. Teraźniejszość za to jest naprawdę bardzo przyjemna.


2009.03.18 / Środa / 21:29 - Leaving Puławy

Dzisiaj obudziłem się już o 3:00 w puławskim mieszkaniu, na wersalce, w pokoju, który mogę chyba nazywać swoim i o 5:50 wyjechałem pociągiem do Warszawy. Podróż z Puław do pracy w Warszawie zajmuje mi praktycznie tyle samo czasu co dojazd do tej pracy z mojej smutnej wioski w środku lasu. Z taką różnicą, że z Puław się przyjemniej jedzie... Rozważam zakup biletu kwartalnego na PKP żebym mógł jeździć do Puław tak często jak mi się będzie podobało.

W każdym razie dzisiejsza pogoda w Puławach była totalnie beznadziejna... Dopiero w Warszawie zaświeciło słońce i nic nie padało, było sucho... Wiatr wiał jednak bardzo silny wszędzie.

Po pracy kupiłem sobie piwo w puszce co ma znaczenie dlatego, że zrobiłem to pierwszy raz w życiu. Miałem zamiar przekonać się jak będę się czuł po wypiciu całej jednej puszki (o tak, to dużo jak na moje możliwości)... To chyba było ostatnie piwo jakie w życiu piłem bo naprawdę smak tego napoju absolutnie mi nie odpowiada. Koniec, koniec, koniec, nigdy więcej. A efekt? Pokręciło mi się trochę w głowie i tyle... Zdecydowanie wolę wino i szampana.

Tyle atrakcji. Spać trzeba. Dwa dni pracy i jadę do Puław... Później jeszcze dalej na wschód...


"Does it have to be so cold in Ireland, for me?
Are they ready for me?
Where have you gone, from me?"

The Cranberries "So cold in Ireland"



2009.03.18 / Środa / 18:09 - Bitter sweet

Tutaj zawsze wszystko się zaczyna...

Kolejny piękny dzień spędzony w Puławach, tym razem lekko deszczowy ale nic nie jest w stanie popsuć mi dobrego humoru. Chciałem sobie kupić kurtkę na wiosnę ale wizyta w sklepach uzmysłowiła mi, że na takiego chudego człowieczka jak ja ciężko znaleźć coś dobrego lub inaczej mówiąc - wszystko źle na mnie wygląda. Na szczęście trafiłem na odpowiednie spodnie więc teraz mam już całe trzy pary. Wow.

Za dwie i pół godziny idę spać by obudzić się o 3:15 i jutro rano pierwszym pociągiem wyjechać z Puław trafiając dwie godziny później bezpośrednio do pracy na ezoteryczny dyżur. Na szczęście do Puław wracam bardzo szybko...

Ostatnio boję się Google. Wpisuję na przykład "piórnik w krowie łaty" i co się wtedy pojawia? Naprawdę jest to lekko przerażające... Ale... Who cares?

Chciałem pozdrowić wszystkich czytających te słowa. Ostatnio wczytują się w nie coraz ważniejsi dla mnie ludzie i to właśnie Was pozdrawiam. Mam nadzieję, że kiedyś poznamy się osobiście... Kolejne marzenie do spełnienia.

Tutaj zawsze się zaczyna a gdzie się kończy? Powinienem raczej zapytać - gdzie się skończy? I jak.

Moja wymarzona wersja - końca nie będzie.


"Dziewczyno, dziewczyno zamień słotę na lato"

T.Love "Garaż"



2009.03.16 / Poniedziałek / 19:13 - 16 marca 2009 roku

Zdjęcie jak najbardziej aktualne, zrobione w dniu dzisiejszym. Oboje jesteśmy piękni i młodzi. ;) Ja mniej.

Dlatego właśnie w Puławach jest tak przyjemnie, dlatego kocham to miasto, bo wiążą się z nim same dobre wspomnienia. Miałem jechać do Lublina ale na szczęście nie pojechałem bo byłbym tam całkiem sam... Tutaj nie musiałem być sam i właśnie to było piękne.

Na Lublin zresztą też przyjdzie jeszcze czas jeśli wszystko dobrze pójdzie. Od razu zamawiam ładną pogodę na weekend... Naprawdę bardzo by się przydała.

W ogóle miły tydzień się szykuje... W środę rano wracam do Warszawy a w piątek wieczorem już znowu będę w Puławach... Całe 4 dni odpoczynku od szarej stolicy, którą kiedyś tak wielbiłem.

Minął kolejny dzień mojego życia. Szczególny choćby pod tym względem, że pierwszy raz zrobiłem komuś coś do jedzenia. Kanapki konkretnie. Wcześniej robiłem to tylko sobie.

A jutro zakupy. Pora się jakoś odziać na wiosnę. Wciąż mam bardzo mało ubrań, co chyba widać na PB.

P.S. Czyż my nie jesteśmy do siebie podobni?


2009.03.15 / Niedziela / 10:47 - Leaving Warsaw

Już od ponad godziny gnieżdżę się w mieszkaniu siostry w Puławach, które po części należy też do mnie i w którym ostatnio czuję się jak w prawdziwym domu. :)

Aha, to na zdjeciu to nie Puławy, to zdecydowanie szara Warszawa a konkretnie czwarte piętro mojej firmy i ulica Miedziana na dole. Całkiem ładna i klimatyczna ulica, którą z każdym dniem lubię coraz bardziej.

Puławy wyglądały dziś pięknie w ten spokojny, słoneczny, niedzielny poranek. Zastanawiam się czy jutro nie wybrać sie na zwiedzanie Lublina, tak całkiem samotnie, na cały dzień... Odbyć mała podróż w nieznane.

Z pewnością teraz nadeszła pora na kilkugodzinny sen.


2009.03.14 / Sobota / 07:51 - Wróżbita na nocnej zmianie

Dzisiaj w nocy okazało się, że dyżury ezoteryczne rozpoczynające się o 20:00 nie są wcale takie złe. 4 godziny pisania, po północy praktycznie wszyscy klienci idą spać co oznacza, że my właściwie też możemy i dopiero około 3:00 nad ranem trzeba się ostro wziąć do roboty bo na Polsacie leci wtedy ezoteryczny program.

Fakt, trochę zaspany dzisiaj byłem co widać na tym zdjęciu, podczas dyżuru zasypiałem chyba z pięć razy. Złożyłem podanie o urlop i jeśli mi go przyznają to będę mógł na całe trzy tygodnie wybyć do Puław w drugiej połowie czerwca, zachaczając o lipiec. A może powinienem pojechać gdzie indziej, nie do Puław jak zwykle tylko gdzieś w Polskę wyruszyć... Choć samemu to tak trochę głupio. :/ Ale, pomysł wart jest tego by go rozważyć.

Wczoraj się nie wyspałem ale teraz mi się uda bo już wszelkie stresy opadły. Kładę się do łóżka i zasypiam, tym razem z myślą, że jednak chcę się obudzić.


2009.03.13 / Piątek / 08:12 - Aż po grób

To silniejsze ode mnie. Nie mogę przestać pisać mojego PhotoBloga, próbuję to zrobić i nie mam na to siły.

Zmieniam zdanie - to jest najważniejsze zdjęcie mojego życia. Wciąż wisi w pewnym ważnym miejscu ale chyba niestety będzie niedługo stamtąd zdjęte...

Wczorajszy wieczór niezwykle mnie zmienił. Do wczoraj żyłem w innym świecie, dużo lepszym... Od wczoraj nic już nie będzie takie samo, zawsze będę miał w spojrzeniu trochę więcej smutku, więcej bólu.

W jakiej dziewczynie najprędzej się zakocham? W takiej, która ma smutne oczy...

Znikła we mnie zazdrość. Znikły wszelkie złe uczucia, pozostały tylko te dobre. Jest we mnie przede wszystkim zrozumienie i to jest najważniejsze.

Jest niestety też wiele smutku.

Całe mnóstwo wcześniejszych wpisów po prostu nie ma sensu. Od dzisiaj będę bardzo uważał na to co piszę bo wcześniej dopuściłem się wielu głupot. W ogóle powinienem pisać tylko i wyłącznie o sobie, bo to mój blog... Pisanie nadal jest mi potrzebne, bo nadal żyję. Ostatnio zauważam jednak, że przeszłość naprawdę nie ma znaczenia lub ma bardzo niewielkie. Liczy się tylko traźniejszość i przyszłość.

Wracając więc do mojego życia - już nie palę. Przed chwilą wróciłem z pierwszej wycieczki rowerowej w tym roku, pojechałem 7 kilometrów do bankomatu tylko po to żeby przekonać się, że jest nieczynny. Na 20:00 idę do pracy na ciężki ezoteryczny dyżur. Jutro też tak będzie a w niedzielę rano wyjeżdżam do Puław.

Dzisiaj w nocy uświadomiłem sobie, że mam trzy przyjaciółki. Wszystkim trzem dziękuję bardzo za to, że są obecne w moim życiu. Najgorzej byłoby gdybym się nie miał do kogo odezwać... Na szczęście cały czas mam. Wy odzywajcie się do mnie zawsze wtedy gdy zechcecie... Zawsze też możecie na mnie liczyć jeśli do czegoś będę potrzebny.

Nie mogę też zapominać o rodzinie... Szczególnie o mamie i starszej siostrze.


"Jeśli nosisz w sobie ból
Nie pomogą ci
Utlenionej wody smak
I gencjany łyk
Bliznę masz
Pomimo że zaleczył ranę lekarz czas
I choćbyś bardzo chciał
Za żadną cenę nie pozbędziesz się jej sam
Bo ona będzie tkwić
Gdzieś w twojej głowie aż do końca ziemskich dni
I z tobą zniknie lecz
Na twardej ziemi pozostaniesz blizną ty
Gołym okiem nie ma szans
Poznać ile masz
Szwów wrośniętych w ciebie jak
Morze wrosło w piach
Szumisz nad cierpieniem swym
Falą bijesz ląd
Silny będziesz tylko gdy
Pójdziesz raz na dno"

Renata Przemyk "Blizna"



2009.03.13 / Piątek / 01:42 - Marzenia

Jestem już w pracy gdzie korzystając z internetu zamieszczam ostatnie zdjęcie na moim PhotoBlogu, tym razem to nie żart, postawnowiłem zakończyć tą całą pisaninę.

No koniec zamieszczam najważniejsze zdjęcie mojego życia (na którym co prawda wyglądam na niskiego faceta ale to złudzenie, bo po prostu siedziałem na murku). Znam swoje obecne marzenia, będę próbował je spełaniać, wiem co czuję i odpowiednia osoba też to wie. Chciałbym żeby istniało przeznaczenie, żeby Bóg miał dla mnie ułożony plan, szczególnie, że ostatnio poczułem się tak jakbym ten plan realizował, ale przeznaczenie pewnie nie istnieje, trzeba walczyć każdegnia dnia.

To już naprawdę koniec mojego PhotoBloga, jeśli ktoś nie wierzy, trudno. Koniec PhotoBloga, ale jeśli dobrze pójdzie, mniej więcej jedna trzecia życia... Najważniejsze jest dla mnie teraz to, że wiem z kim chciałbym je przeżyć.

Odwieczne pytanie - co będzie jutro...

Żegnam. Postaram się być dobrym człowiekiem... To też jedno z moich marzeń.


2009.03.12 / Czwartek / 05:33 - Nieczynne

Ponieważ obecnie ten PhotoBlog przynosi więcej złego niż dobrego - jestem zmuszony go zamknąć, przynajmniej na jakiś czas... Może na rok, może na pół roku... A może na kilka dni. :/ Nie wiem.

Ogólnie jest teraz naprawdę dobrze... Ale Wy już się nie dowiecie niczego. Pozdrawiam.


2009.03.11 / Środa / 21:39 - Stare pierniki

No dobrze... Starzy nie jesteśmy, ale nie wyglądamy już tak jak za czasów szkolnych. Nie widzieliśmy się prawie rok.

Kolega Łukasz. Jeden z niewielu kolegów, którego mogę nazwać przyjacielem... Chyba. Taką mam nadzieję. Co prawda jego pogląd na wiele spraw mi nie odpowiada ale i tak cholernie go lubię. Mimo tego, że dzisiaj ponad godzinę przekonywał mnie, że nie warto być romantykiem to ja raczej i tak nim pozostanę. Ale w zasadzie... Kolega ma dziewczynę już od dawna, ja nie mam do dziś... Najwyraźniej romantycy nie mają wzięcia w dzisiejszych czasach. Smutne to czasy zatem.

Gorzej będzie jeśli teraz przez bycie romantykiem wiele stracę...

Jak widać nie tylko ja nie prostowałem zębów. ;P

Miałem nie palić ale nie udało się i w drodze do domu wypaliłem kolejnego papierosa. Może jutro mi się uda nie sięgnąć po jeszcze jednego.

Yeah Yeah Yeahs wydają nową płytę tym roku. Zajebiaszczo! Marilyn Manson chyba też coś szykuje, ale on od czasu "Mechanical Animals", ostatniej genialnyj płyty, jest artystą ryzykownym... W ogóle już nie ufam swoim dawnym idolom. Wszyscy się zwyczajnie zestarzeli... Jak my.


"She says,
I'm not in love, but I'm gonna fuck you
'til somebody better comes along"

Marilyn Manson "User friendly"



2009.03.11 / Środa / 06:19 - To nie dla mnie

Jednak palenie sobie odpuszczę.

Wypaliłem cztery papierosy i wciąż noszę przy sobie paczkę L&Mów mentolowych (a jakżeby inaczej) w kieszeni kurtki ale raczej nie będę do niej sięgał. Próbowałem palić wtedy gdy było mi źle... Teraz właściwie nie jest źle więc papierosy nie są mi potrzebne.

Za chwilę znowu udam się do pracy na ezoterykę... I tak mi mija życie tutaj. Po pracy spotkam się z kolegą, który mnie ostatnio wkurza swoim zachowaniem. Niby dobry facet a robi złe rzeczy. W ogóle poznaję ludzi, którzy niby są dobrzy ale robią złe rzeczy. Może ja też taki jestem? A może to wszystko wcale nie jest złe?

Zaczynam uważać, że zdrada nie jest zła? Chyba naprawdę spadam coraz niżej, na dno, na którym nigdy nie chciałem się znaleźć...

Mam ochotę zamknąć PhotoBloga, tym razem naprawdę. Mam też ochotę nie napisać niczego jutro, pojutrze, popojutrze... Ale może mi to przejdzie.

Rok 2009 może być bardziej przełomowy niż myślałem. Tylko jeśli ten przełom ma polegać na tym, że ja będę postępował wbrew sobie to naprawdę marnie ze mną będzie.

Chciałbym już tam być. Sprawić, że cały świat przestanie istnieć, choć na chwilę.


2009.03.10 / Wtorek / 18:00 - Sex is easy, love is hard

Ezoteryka nawet nie była dzisiaj taka zła... Potwornie duży ruch ale i tak nie było źle.

Nudy. Już nie chce mi się opisywać wszystkiego na PhotoBlogu tak jak kiedyś... Wygasam powoli.

Dwa dni ezoteryki, dwie noce i poranny pociąg do Puław w niedzielę. 7:15 z Dworca Centralnego...

W zasadzie teraz jest lepiej.


"Tak przykro o tym myśleć, że
Nie zdarzy się
Już nigdy dwojga ust
Chwiejny gest

Nie kochaj
Bo kochać
Nie warto gdy
Zapłakany żal, rozżalone łzy"

Renata Przemyk "Nie kochaj bo kochać"



2009.03.09 / Poniedziałek / 09:21 - I'm on my way down now

Wczoraj wieczorem i dzisiaj w nocy nie było źle... Odkryłem kolejne zalety nowej lokalizacji mojej firmy - mamy teraz fajną, dużą kuchnię oraz nową salę z pięknym widokiem na samo centrum Warszawy, na Pałac Kultury, Mariott i wszystkie inne wysokie budowle. Będę więc teraz oglądał piękne wschody słońca gdy tylko nadejdzie wiosna i lato... Sedesy też już przepchali. :)

Ogólnie jest teraz nieźle. Nieźle... To chyba odpowiednie określenie. Jest tak nieźle, że aż rozpocząłem swoją małą autodestrukcję... Chyba się w niej rozsmakuję...

Rozsmakowuję się też w muzyce Renaty Przemyk... Wcześniej był Nick Cave & The Bad Seeds, teraz jest Renata Przemyk... Ciekawe kto będzie następny.

Może Tori Amos... No właśnie, za kilka miesięcy premiera nowej, dziesiątej już płyty Tori. Jeszcze tylko poproszę o koncert w Polsce i będzie całkiem pięknie.

Idę spać. Dzisiaj dzień wolny a jutro ezoteryka.


"Spiesz się raczej wolno bo nie warto biec
gdy
Wszystko jeszcze zdążysz mieć"

Renata Przemyk "Czekasz i wymyślasz mnie"



2009.03.08 / Niedziela / 09:38 - Śnieżny Dzień Kobiet

Dobrze, ale niech to będzie ostatni raz. Niech śnieg sobie posypie, niech zrobi się mokro i zimno ale od przyszłego tygodnia naprawdę powinna się już zacząć poprawiać pogoda, tego sobie życzę. Nareszcie wsiądę na rower, to mi zawsze pomagało, a teraz, jakby nie patrzeć, potrzebuję czegoś co mi pomoże. Na kogoś kto mi pomoże powoli przestaję już liczyć. Na szczęście mam jeszcze rodzinę...

Dzisiaj Dzień Kobiet więc wszystkim kobietom, które w jakiś sposób zostawiły ślad na moim życiu (jest takich niewiele) życzę spełnienia marzeń.

Dzisiaj w pracy będę miał kolejną "ostatnią" rozrywkę i od wtorku, od 7:00 rano powracam na ezoterykę. Zastanawiam się kiedy wreszcie odejdę z firmy... Miałem brać urlop na czerwiec ale może zamiast go brać to po prostu odejdę... Albo nie. Kto wie co będzie się działo w czerwcu...

Prawo jazdy na pewno będę robił w tym roku tylko muszę uzbierać fundusze. Teraz to zbieranie powinno iść łatwiej - nie będę już miał wydatków. To były przyjemne wydatki... W ogóle było przyjemnie... Ale w każdym razie teraz już tego nie będzie.

Cud, że ja jeszcze jestem.


2009.03.07 / Sobota / 09:16 - Znowu w życiu mi nie wyszło

Dzisiaj nastąpił koniec.

Może po prostu moje uczucia i przeczucia mnie zawiodły. Gdy na nas patrzę nadal uważam nas za piękną, idealną parę. Nie znam drugiej osoby tak podobnej do mnie pod tyloma względami... Na Ziemii nie ma drugiego człowieka, przy którym czułbym się tak dobrze jak przy Niej. Nawet na tym zdjęciu widać jaki byłem szczęśliwy...

Ale mimo wszystko dzisiaj nastąpił koniec. W dużej części z mojej winy, ale chciałem być po prostu szczery. Zawsze uważałem, że trzeba szczerze rozmawiać a gdy to teraz zrobiłem to wszystko się skończyło... A może to się stało z powodu braku odwzajemnionej miłości.

Mam już tylko nadzieję na to, że zostaniemy przyjaciółmi. Szczerze wierzę, że jest to możliwe... Tylko chciałbym być prawdziwym przyjacielem, a nie takim, który chce aby przyjaciółce nie udało się w życiu to na czym jej zależy. Może aby mogła zaistnieć prawdziwa przyjaźń musi zniknąć miłość.

Teraz już będę miał zupełnie inne podejście do wszelkich znajomości... Może faktycznie miłość potrzebuje czasu, może ja zawsze byłem zbyt szybki w okazywaniu tego uczucia. Nie chodzi o to, że nie chcę już być romantykiem. Teraz chcę po prostu być mądrym romantykiem.

Poza tym na świecie jest jeszcze całkiem sporo dziewczyn... Trzeba wierzyć w to, że znajdzie się jeszcze jakaś inna... Taka, która mnie doceni.

Na dzień dzisiejszy nadal jednak twierdzę, że ja swój ideał już poznałem, nadal chciałbym żebyśmy kiedyś byli parą i nigdy nie przestanę kochać Doroty. Może powinienem sobie życzyć - obyś przestał chłopie, obyś przestał...

Cieszę się, że to wszystko przeżyłem. Cholernie się z tego cieszę. I żyję dalej.


"If I made some coffee, would you sit and talk some more?
I know words are usually pointless when you've used them all before.
The way your smile fills the room --
Stay awhile. Kick off your shoes. Don't go. Please stay. --
It always happened this way.

(Why go?) Why go, (when you could stay awhile)?
(Why go?) Why go, (when you could stay awhile)?"

Faithless "Why go?"



2009.03.07 / Sobota / 00:46 - Przyjaciółki

Tak prezentuje się obecny budynek mojej firmy... Innych aktualnych zdjęć nie mam więc zamieszczam to choć zamierzam napisać nie o pracy, a znowu o uczuciach. :/

W Dęblinie, w pewnym domu przy jednej z głównych ulic zasypiają właśnie lub może już śpią dwie dziewczyny, które teraz można chyba nazwać moimi przyjaciółkami. Obie po raz pierwszy na żywo zobaczyłem tego samego dnia, obie zrobiły na mnie niezwykle pozytywne wrażenie choć każda nieco inne. Jedna była pierwszą dziewczyną z którą rozmawiałem na gadu gadu, pierwszą, z którą zdecydowałem się spotkać... Druga, pierwszą dziewczyną, z którą się całowałem, pierwszą, dla której starałem się robić tak wiele...

Niecały rok temu twierdziłem, że kocham tą pierwszą, dzisiaj twierdzę, że kocham tą drugą... Wiem, to może się wydawać dziwne ale nie będę tutaj o tym pisał, ważne, że zainteresowane osoby wiedzą na czym to polega. Mogę tylko dodać, że to obecne uczucie jest o wiele silniejsze od poprzedniego i zaszedłem też jednak dalej...

Muszę w sobie znaleźć wiele siły by móc pogodzić się z tym, że dziewczyna, którą kocham kocha innego chłopaka, że to właśnie on jest dla niej ważniejszy. Wcześniej nie mogłem zrozumieć dlaczego chce do niego wrócić, teraz to wiem - bo go kocha. Tak po prostu. Ja będę mógł zostać tylko jej przyjacielem, co oczywiście będzie bardzo przyjemne, bo wspaniale jest mieć taką przyjaciółkę... Ale jednak nie ma nic lepszego niż odwzajemniona miłość.

Jeśli Oni do siebie wrócą będzie to oznaczało jedno - w miłości nieważne są czyny, ważny jest człowiek. Zawsze lubiłem to stwierdzenie, ale nie sądziłem, że kiedyś będę przez nie tak cierpiał.

A może powinienem słuchać tego co mówi, czytać to co pisze... W Jej słowach jest przecież wytłumaczenie tego wszystkiego. Może powinienem przestać widzieć w Niej tylko piękną i szczególną dziewczynę a powinienem zacząć dostrzegać wolnego człowieka. Chyba dopiero wtedy będę mógł powiedzieć, że naprawdę Ją szanuję.

Podobno mój PhotoBlog staje się nudny, a ja zbyt wiele piszę o uczuciach i ogólnie zbyt wiele piszę o wszystkim. Może nadchodzi dobry moment by tym razem naprawdę go zakończyć... Albo pisać tylko raz na tydzień, jedno lub dwa zdania...

Idę spać w bardzo złym nastroju. To jedna z tych nocy gdy chce się zasnąć i już nie obudzić nad ranem. Wszystko na tym świecie powoli przestaje mieć dla mnie znaczenie.


2009.03.06 / Piątek / 18:36 - Uciekające dni

To zdjęcie jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone bankrutują. ;)

Oddział ambasady USA w naszej firmie otrzymał bardzo marną tabliczkę z napisem. :P Wszystko na razie jest w tym nowym budynku marne ale powoli pojawiają się pewne pozytywne zmiany i mogę już teraz powiedzieć, że zwyczajnie lubię to miejsce. Lubię wysiadać na wcześniejszej stacji metra - Metro Świetokrzyska i iść 20 minut obok Pałacu Kultury i przez Rondo ONZ aż na Miedzianą do firmy. To taki przyjemny spacer przez samo centrum stolicy, którą mimo wszystko nadal chyba lubię... Można się do niej przyzwyczaić, tak samo jak do wszystkiego czego się wcześniej nie lubiło. Aż żal będzie opuszczać w przyszłości Miedzianą 11.

Tymczasem dzisiaj wypuszczono mnie do domu 3 godziny wcześniej dając mi w ten sposób więcej wolnego czasu, który oczywiście zmarnotrawiłem.

Przede mną cała noc, którą przesiedzę przed komputerem... Słucham muzyki i na razie jestem przy Sonic Youth. Zawsze jest tak z ich płytami, że nie mogę ich wyłączyć w połowie. No i ta ich brudna muzyka działa na mnie odstresowująco a jakoś tak się dziwnie składa, że moje życie jest ostatnio stresujące. Nie przez pracę wcale. Przez cholerną niepewność.

Najlepsze jest jednak konkretne TAK albo konkretne NIE. Czarne kurwa, albo kurwa białe.

Może ja potrzebuję jakiejś blondynki... Kto powiedział, że one są złe? Blondynki jakby chętniej zwracają na mnie uwagę. Brunetki chyba chętniej zwracają uwagę na blondynów... A jak są niskie to zwracają szczególną uwagę na takich dwumetrowych blondynów...

Tjaaa...

Ciekawe jestem kiedy na moim PhotoBlogu pojawi się wpis zatytułowany "Mam dość". Najpewniej kurwa w maju.

Powyższy tekst nie oznacza, że coś się zmienia w moich uczuciach względem Doroty. Kocham ją bardzo, myślę o Niej cały czas, ale chyba zaczyna do mnie docierać jaki będzie koniec tej historii.

Dlaczego w życiu nic mi się nie udaje?

Poniżej tekst mojej ulubionej blondynki...


"Got to find me somebody
But there´s nobody
To love me
And it´s driving me crazy
There´s nobody to love me"

Moloko "Forever more"



2009.03.06 / Piątek / 03:40 - Głowa do góry i idź do przodu

Panel sms w mojej pracy, rozmowa z jakąś tam klientką - jej smsy to te zielone, moje to te niebieskie ale czytać należy je zawsze od dołu do góry... Moja praca ma taką zaletę, że czasami nie muszę nikogo udawać tylko mogę z klientami porozmawiać o swoich prywatnych problemach, mogę napisać, że nazywam się Michał i opowiedzieć im o tym co mnie gryzie... Oczywiście bawię się wtedy, dramatyzuję i przedstawiam wszystko w nieco innych barwach ale i tak czuję, że piszę o sobie samym. Niewielu ludzi w swojej pracy może wykorzystać klienta w taki sposób... To trochę jak wizyta u psychologa lub jak rozmowa z przyjacielem... I jeszcze mi za to płacą.

Tymczasem ta klientka chciała tylko wziąć udział w konkursie Radia RMFFM ale pomyliła numer o jedną cyfrę i trafiła do mnie... Udawałem nieszczęsnego mężczyznę, który popadł w depresję bo zostawiła go dziewczyna o imieniu Dorota...

Kolejny sms jakiego wtedy napisałem zaczynał się od słów "Nie, Dorota nawet nie była moją dziewczyną..."

A najważniejsze, że co by klient nie pisał to i tak ma się go w dupie...

Na razie o miłości nie będę tu pisał bo to wszystko robi się nudne... Może po prostu miłość jest nudna. Życie jest ciekawe, ale sama miłość... Bywa naprawdę głupia.

Dobrze, że jutro mam na 20:00... Dzisiaj wstałem o 3:00 i pojawia się typowy problem - jedna łazienka a kilka osób chętnych do tego by z niej korzystać...

Tymczasem w pracy wczoraj żaden sedes nie działał (w sensie, że wszystkie były zapchane)... Brawo. Setka ludzi i zero sprawnych kibli.

Uwielbiam tą piosenkę... Jest smutna ale... Można powiedzieć, że prawdziwa. Niekiedy takie rozwiązanie jest najlepsze.

Uwielbiam też zakończenie szóstej części "Dekalogu" Kieślowskiego, wersji telewizyjnej, czyli tej z nieszczęśliwym zakończeniem. Kinowa wersja miała je przerobione na takie gdzie wszystko dobrze się kończy, ale to wersja telewizyjna jest prawdziwsza i jako jedyna ma sens. W prawdziwym życiu częściej mamy do czynienia ze smutnymi zakończeniami.


2009.03.05 / Czwartek / 18:04 - Czwarte piętro

Pracuję teraz na czwartym piętrze więc gdybym zechciał kiedyś wyskoczyć przez okno to na pewno przyniesie to spodziewany efekt. ;) No, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne...

Żartuję, samobójstwo nie jest w moim stylu... Wolę cudzobójstwo. :P

Dzisiaj nie mam chyba nic do napisania... Nadal co chwilę zmienia mi się nastrój, głównie jest on zależny od treści smsów jakie dostaję na mój prywatny telefon. Ogólnie ich treść wskazuje raczej na to, że mój nastrój powinien być coraz lepszy ale... Ciągle jest jakieś ale.

Rozsądne będzie więc czekanie połączone z działaniem... Wydaję mi się, że ktoś stojący po przeciwnej stronie barykady głównie czeka i nic nie robi, ale pewnie może sobie na to pozwolić bo wyprzedza mnie o jakieś cztery lata. Ciekawe gdzia ja będę za cztery lata.

Moja intuicja (kobieca jak zwykle) mi to podpowiada ale nie wiem czy warto jej wierzyć. Przeznaczenie ma swój głos i ostatnio przemawiało do mnie... Opowiedziało mi piękną historię. Chyba zbyt piękną by mogła być prawdziwa.

Wiem, że za cztery lata chciałbym się starać tak bardzo jak teraz i chciałbym patrzeć na Dorotę takim samym wzrokiem jakim patrzę dziś.

Tylko jeszcze trzeba sobie zadać pytanie czy ja się staram tak, że bardziej już nie można... Chyba najważniejsze, że te starania są naturalne i szczere a nie wysilone... I sprawiają mi przyjemność.

Ende. Jutro kolejny dzień w pracy od 7:00...


2009.03.05 / Czwartek / 03:59 - Krowie łaty

Wykańcza mnie to wstawanie o 3:00, dobrze więc, że jutro już ostatni raz...

Jestem człowiekiem lubiącym stabilizację a ostatnio w moim życiu panuje ciągła niepewność ale może tak już musi być, może wcześniej tej niepewności nie było bo po prostu można powiedzieć, że nie żyłem... To znaczy oddychałem, jadłem, serce mi biło i robiłem od czasu do czasu coś przyjemnego, stawiałem czoło problemom lub po prostu przed nimi uciekałem ale tak naprawdę dopiero od jakiegoś czasu czuję, że żyję... Mniej więcej od roku.

Wczoraj wieczorem byłem w bardzo dobrym nastroju, może nawet zbyt dobrym w stosunku do obecnej sytuacji. Może najgorsze jest to, że ja wciąż mam nadzieję... A może wszystko dzieje się tak jak zostało zaplanowane jeśli wierzyć w przeznaczenie... Tylko, że ja nigdy w nie nie wierzyłem lub wierzyłem tylko po części.

Ostatnio w moich myślach obecna jest 24 godziny na dobę już tylko Dorota... Tak, napiszę tutaj Jej imię bo wczoraj Ona napisała na Swoim PhotoBlogu moje... Nie potrafię w tej chwili myśleć o nikim i niczym innym a nawet gdy próbuję na siłę zapomnieć to dzieje się coś takiego jak wczoraj w pracy - rzut oka na biurko koleżanki a tam to co widać na tym zdjęciu... Kubek i piórnik w krowie łaty.

Nie chcę zapominać, nie chcę się wycofywać i poddawać... Sam nigdy nie zrezygnuję. Chcę być coraz bliżej nawet jeśli czasem będę zmuszony do tego by się oddalić. Będę czekał.


2009.03.04 / Środa / 18:14 - Depresja w pracy

Jak można się domyślać, było bardzo wesoło... :(

Najtrudniej jest zajmować się pracą gdy jest człowiekowi ciężko...

Dobrze, że gdy wyszedłem to była ładna pogoda bo to trochę poprawiło mi nastrój. Teraz też nie jest już tak źle, ale wiadomo - wahania nastroju to teraz normalka w moim życiu.


2009.03.04 / Środa / 03:45 - 18 lat

Wszystkiego dobrego z okazji osiemnastych urodzin Księżniczko... Powodzenia w dorosłym życiu, niech ułoży Ci się ono tak jak to Sobie wymarzysz, z odpowiednim, dobrym i kochającym Cię facetem, który zawsze będzie przy Tobie i którego Ty będziesz bardzo, bardzo kochać, tak na 100%. Zdrowia - tego na pewno też trzeba Ci życzyć... Ogólnie standardowo - wszystkiego najlepszego. :*

Na zdjęciu gmach najfajniejszej szkoły jaką znam (piszę tak pewnie dlatego, że nie muszę do niej chodzić) - Liceum Czartoryskich. Wiadomo, że zawsze będę miał sentyment do tego miejsca... Ciekawe czy jeszcze kiedyś będę czekał w szatni i wypatrywał wśród tłumu tej najpiękniejszej dziewczyny jaką widziałem... Właściwie może się zdarzyć, że już nie będę miał takiej okazji...

Tymczasem praca mnie wzywa, dlatego musiałem wstać o 3:15. Swój dzisiejszy nastrój określam jako jeszcze nie określony... :) Może będzie dobry, a może zły... Kto to może wiedzieć. Teraz wszystko jest niewiadome.

Powinienem teraz śpiewać "Słodka osiemnastolatka, zrobi z Tobą co chce... Słodka osiemnastolatka i tak...". Ale może nie będzie tak źle.


2009.03.03 / Wtorek / 15:52 - Miłość to coś więcej

Kocham, chyba nawet jeszcze mocniej... To miało być smutne spotkanie ale nie było takie. Smutek może mnie dopaść dopiero teraz, gdy będę sam, gdy będę daleko... Przy osobie, którą się kocha nie można nie być szczęśliwym.

Resztę napiszę gdy już wrócę do domu... Właśnie wychodzę na pociąg więc dodam tutaj jakiś tekst gdy już będę na miejscu.

...

4 godziny później...

...

Jestem już w domu i o dziwo tym razem jest tu nawet ciepło. :) Przede wszystkim zauważam, że dzisiaj mam ogromne wahania nastroju, jest dobrze, jestem szczęśliwy, za chwilę jest źle i jestem smutny... Teraz akurat jestem w tym dobrym nastroju ale gdy jutro rano się obudzę to już mogę być zdołowany... Kto wie, może nawet będę sobie płakał bo to jest bardzo w moim stylu. :/

Dzisiejszy dzień wspominam jako niezwykle przyjemny, pobawiłem się trochę w faceta, pierwszy raz w życiu kupiłem duży bukiet kwiatów dla dziewczyny i przypadkowo wybrałem żółte tulipany a jak się dowiedziałem, jest to kolor oznaczający zazdrość. I bardzo dobrze, bo jestem niesamowicie zazdrosny, zazdroszczę panu K. tego, że kilka lat temu spotkał na Swojej drodze dziewczynę, którą ja teraz kocham i przeżył z nią to wszystko co przeżył. W ogóle to dowiedziałem się, że pan K. najprawdopodobniej czyta moje słowa na PhotoBlogu więc co mam teraz zrobić? Pozdrowić? Mogę pozdrowić ale każdy wie, że to będą nieszczere pozdrowienia... Jeśli miałbym możliwość pstryknięcia palcami i sprawienia, że jeden człowiek z tego świata zniknie to w obecnej sytuacji byłby to właśnie pan K. Wredota ze mnie, wiem... Zazdrosna wredota...

Dzisiaj zrozumiałem jak cudownie jest mieć przy sobie kogoś kogo się kocha... Jak cudownie mieć dziewczynę, iść z nią przez życie, doprowadzić do tego by została żoną a później matką... Zajebiście zazdroszczę tego każdemu komu się to udało.

Moja obecna sytuacja uczuciowa jest tak pokręcona jak życiorys Ridge'a Forrestera z "Mody na sukces"... Z mojej strony wszystko jest proste - kocham i chcę być z jedną, konkretną dziewczyną, z drugiej natomiast... Jedna wielka niewiadoma.

Poczekamy więc... Miłość wymaga cierpliwości... Nie wiem, wszystko mógłbym tutaj napisać, mam coraz większy chaos w głowie.

Za dwa tygodnie znowu jadę do Puław, tym razem na 3, a może 4 dni i tym razem już naprawdę do siostry. Lubię to miasto cholernie i lubię tam być. Jeśli się przy okazji pewna niska brunetka z pięknymi oczami napatoczy to będzie cudownie, ale ogólnie to za jakiś czas może mi to wszystko być po prostu obojętne...

Ech, pierdolę głupoty. Gdy jestem przy niej to wszystko jest oczywiste a tutaj, daleko od Puław i od Dęblina przychodzą mi do głowy jakieś dziwne pomysły... Kończę i idę spać bo jutro do pracy gnam już na 7:00.

Sam już nie wiem czego chcę? Więc to kolejna rzecz, która mnie łączy z Tą, którą kocham.


2009.03.03 / Wtorek / 00:55 - Razem

To zdjęcie ślubne rodziców stoi u siostry na szafce. Rodzice są ze sobą do dziś. Nie było żadnego rozwodu, a ja i moje siostry jako ich dzieci nie doznaliśmy żadnych poważnych cierpień i krzywd.

Zamieszczam to zdjęcie bo dzisiaj sporo myślałem o tym jak wielki wpływ życie ma to jakiego partnera sobie wybierzemy. Ten wątek pojawiał się dzisiaj wielokrotnie, najpierw gdy jechałem pociągiem i pisałem smsy, później gdy rozmawiałem o tym z ciocią, która wpadła nas odwiedzić, następnie w nocy na gadu gadu gdy rozmawiałem z Owcą.

Może nie powinienem tego pisać gdy przemawia przeze mnie zazdrość ale nie rozumiem jak można angażować się w związek z osobą, z którą się wcześniej często kłóciło. Jak spośród dwóch ludzi - człowieka spokojnego i człowieka nerwowego, można wybrać tego nerwowego. Jak można mówić, że brnę w niepewny związek albo gram w rosyjską ruletkę i mimo wszystko się na to godzić? Odpowiedzią jest zapewne stwierdzenie - miłość jest ślepa.

Skoro tak to ja też jestem ślepy bo cały czas jestem zakochany... Czego więc nie widzę? Tego, że w przyszłości mogę zostać skrzywdzony? Teoretycznie już zostałem skrzywdzony więc dlaczego niczego to nie zmieniło? Dlaczego nie osłabiło to ani trochę mojej miłości?

Jutro wtorek a właściwie to już dzisiaj bo północ minęła niecałą godzinę temu. Wtorek, podobny do tego sprzed dwóch tygodni. Wstanę o tej samej godzinie i w południe pójdę do Liceum Czartoryskich, tam poczekam w szatni a gdy zadzwoni dzwonek ujrzę wśród tłumu śliczną dziewczynę, w której jestem zakochany. Pójdziemy w to samo miejsce, w którym byliśmy dwa tygodnie temu i nie mam pojęcia co będzie się działo i do czego to wszystko ma doprowadzić. Teoretycznie wtedy wszystko się zaczynało a teraz wszystko ma się kończyć lub nawet już się skończyło ale dla mnie liczy się tylko jedno - kocham Ją.

Idealizowanie człowieka, którego się kocha nie jest niczym dobrym... Dobrze jest być realistą i mieć trzeźwe spojrzenie na wszystko, ale ja chyba nigdy nie przestanę być romantykiem... Po prostu cały czas wierzę w miłość... Tą, która mnie oślepia.


2009.03.02 / Poniedziałek / 09:31 - Puławska depresja

Przyjechałem. W Warszawie podczas dyżuru trzymałem się nieźle, przynajmniej na początku. Później było coraz gorzej, szczególnie gdy już wsiadłem do pociągu i pod koniec podróży przejechałem przez Dęblin... To miasto przywołuje zbyt wiele wspomnień. Pięknych czyli w obecnej sytuacji bolesnych. Następnie Puławy... Na każdym kroku trafiam na miejsce przywołujące wspomnienia ale nagorsze jest mieszkanie siostry. Liceum Czartoryskich zresztą także. Szczególnie gdy wiem kto tam w środku się znajduje...

Tymczasem jest taki piękny dzień, w powietrzu czuć już, że niedługo nadejdzie wiosna, świeci słońce. To miała być najpiękniejsza wiosna w moim życiu ale wiem już, że taka nie będzie... Liście się zazielenią, pojawią się pączki, kwiaty, będzie ciepło, Puławskie ulice będą piękne ale co z tego skoro dla mnie zwyczajnie puste.

Dzisiejsze spotkanie odwołane, sam tak postanowiłem. Jutrzejsze - mam nadzieję, że się odbędzie. Idę spać.


2009.03.01 / Niedziela / 16:58 - Początek marca - witaj depresjo

Marzec będzie także bardzo interesującym miesiącem. Muszę ułożyć sobie playlistę ze smutnymi piosenkami... Witaj depresyjna Beth Gibbons, witaj smutny Nicku Cave... Witajcie wszystkie smutki i chodźcie razem ze mną, będziemy teraz tworzyć zgraną parę.

Najchętniej wypaliłbym te dwie paczki papierosów ale niestety nie umiem palić, nie umiem się zaciągać. Poza tym te papierosy to jednak prezent... Chyba ostatni. Nie będzie kolejnego wzrostu sprzedaży czekoladek w Puławach. ;)

Hej dziewczyny, znów jestem wolnym facetem. Lub raczej nadal. Nie wierzę już, że znajdę kolejną idealną kobietę, może więc powinienem zadowolić się byle jaką? Może powinienem znów zapisać się na Sympatię. pl? Nieeee... Tak nie można. Albo idealna, albo samotność. A idealną znam obecnie tylko jedną, mieszka sobie w Dęblinie, chodzi do szkoły w Puławach... W jej oczach widziałem cały świat. Spędziłem z nią najpiękniejszy tydzień swojego życia. Nawet od ponad tygodnia mam już za sobą pierwszy pocałunek w życiu. Pierwszy pocałunek w wieku 26 lat... Jestem dumny i szczęścliwy, że przeżyłem to z dziewczyną, którą kocham ponad wszystko...

Czy można mieć depresję z uśmiechem na twarzy? To ja poproszę właśnie taką...

Idę do pracy. Teraz mogę się już z niej zwolnić bo nawet pieniądze nie są mi potrzebne... Choć nie, prawko jazdy i tak zrobię albo przynajmniej będę próbował robić. Może kiedyś będę mógł wozić samochodem jakąś nową dziewczynę. Może gdzieś czeka na mnie...

Księżniczka jest tylko jedna, ale ona woli być nazywana Aniołkiem.


""I'm not a smart man,
but I know what love is"

Cytat z filmu "Forrest Gump"



2009.03.01 / Niedziela / 09:53 - Koniec lutego

Niezwykle szczególny miesiąc w moim życiu dobiegł końca. Na karcie w pracy widać dwie nieobecności zaznaczone na czerwono - to wtedy gdy spanikowałem i nie poszedłem na ezoterykę. Dalej widać puste pola - to wtedy gdy byłem na najpiękniejszym urlopie swojego życia.

I to jest już koniec lutego.

Wracam do starej rzeczywistości?

Na pewno wracam na ezoterykę. Już za tydzień, bo sam napisałem w dyspozycjach "proszę o ezo". Od około tygodnia nie potrafię się odnaleźć na rozrywce...

Idę spać bo gdy wstanę po 16:00 to idę do pracy, a stamtad rano o 7:00 jadę do Puław... Dokładnie to teraz sam nie wiem po co. Najwyraźniej walczyć o miłość. Właśnie się dowiedziałem, że o nią trzeba walczyć.

Skoro tak... Powalczę! Kto mi wyjaśni jak to zrobić? :)