2009.04.30 / Czwartek / 21:11 - Dekalog

Dzisiaj rano do pracy pojechałem dla odmiany zupełnie inną trasą, przez miejsca, w których jeszcze nigdy nie byłem... Po drodze minąłem ten oto kościół czt też sanktuarium (jaka jest różnica?), niezbyt ładny ale dosyć oryginalnie wyglądający.

Ostatnio nachodzą mnie myśli związane z Dziesięcioma Przykazaniami... Fajnie byłoby gdybyśmy umieli ich przestrzegać. Byłoby łatwiej.

Hmm... "Dekalog" Kieślowskiego był świetny. Najbardziej lubię część szóstą.

A moja historia nie skończyła się tak jak w tym filmie ani nie tak jak w "Między słowami" choć wcześniej myślałem, że to będzie właśnie jedno z tych dwóch zakończeń. Moja historia zakończyłą się głupio i chaotycznie, wolałbym już wersję z "Między słowami". Ostatni pocałunek, ostatnie słowa i odejście w swoją stronę bez odwracania głowy i oglądania się za siebie... Uwielbiam to. W ogóle uwielbiam cholernie dobrze nakręcone zakończenia cholernie dobrych filmów. Na przykład "Wielki błękit"... Chyba nie można pokazać samobójstwa w piękniejszy sposób... W ogóle Besson robił kiedyś doskonałe filmy o outsiderach.

Zajebiście lubię słowo outsider.

Dzisiaj może wreszcie obejrzę coś zaległego na wideo.


2009.04.29 / Środa / 16:54 - El amor es ciego

Mamy zakaz wstępu do lasu więc może jednak powinienem wstrzymywać się z paleniem papierosa stojąc na suchej ściółce...

Ostatnie trzy miesiące to była bajka i domyślam się nawet, że rozgrywała się według konkretnego scenariusza na co zresztą mam dowody. Bajka jak to bajka - jest fajna ale co z tego skoro nie jest niczym prawdziwym. Natomiast z bajki na pewno można się wiele nauczyć, kolejna lekcja więc za mną.

Dzisiaj bawiłem się w psychologa próbując zrobić wiele by pewnych dwoje ludzi miało szansę na zbudowanie sensownego związku, nie takiego, który rozpierdzieli się po raz kolejny. Że niby się wmieszałem w nie swoje sprawy? Cóż... To prawda. Ale nie lubię gdy ktoś kłamie na mój temat, gdy próbuje się mnie zamieść pod dywan, to po pierwsze, po drugie - chciałem pomóc i po trzecie - kierowałem się emocjami. Drugi raz bym tego nie zrobił.

Choć przyznaję, cieszę się, że nawiązałem ten wczorajszy kontakt. Gdybym nawiązał go wcześniej to pewnie zachowywałbym się zupełnie inaczej. Sporo dzięki temu wszystkiemu zrozumiałem.

I to by było na tyle. Rozdział zamknięty. Napieprzyłem i spadam. Zajmę się swoim życiem. Przez trzy miesiące byłem ślepy, dziękuję wszystkim, którzy patrzyli na to trzeźwym wzrokiem i mi to powtarzali - mieliście rację. Pewnie chciałem być ślepy by nie widzieć tego jak wygląda moje prawdziwe życie.

W pracy dzisiaj źle mi szło... Może jutro będzie lepiej.

Aha... Nie mam o nic żalu. Nigdy nie będę miał. I nie lubię mieć wrogów ale nie pozwalam sobą pomiatać.


2009.04.29 / Środa / 04:02 - Mam dość

Taki tytuł wpisu miał się pojawić tutaj przed pierwszym maja jak to przepowiadałem jeszcze w marcu i oto się pojawia.

Zastanawiałem się co było efektem tego wszystkiego co wczoraj zaszło - głównie mojego zachowania, które faktycznie słusznie można krytykować. Doszedłem do wniosku, że efektem tego było zwykłe oszukiwanie mnie a nawet traktowanie tak jakbym był rzeczą. Tak się kończą zabawy ludźmi.

Tak, tak Michałku, poczekaj jak głupi bo przecież istnieje taka możliwość, że kiedyś będziemy razem. Lepiej jeśli będziesz sobie cierpliwie czekał mając na to wszystko nadzieję bo jeśli mi się nie uda to chcę mieć do kogo wrócić... Czekaj sobie ale nie licz nawet na to, że napiszę zwykłego smsa pytając co tam u Ciebie słychać. Ba, nawet nie odpowiem gdy będziesz do mnie pisał bo mam ciekawsze zajęcia...

Jasne, zawsze warto mieć kogoś w zapasie...

No cóż, zapewne tak właśnie zachowują się księżniczki i ja za takie zachowanie wczoraj właśnie podziękowałem.

No tak, ale ja zostałem ostrzeżony na samym początku... Nie powinienem więc mieć pretensji. Tylko jeśli się w kimś zakochujesz a ta osoba mówi Ci, że jest zła i Cię skrzywdzi to dasz sobie z nią spokój i spróbujesz zapomnieć czy prędzej spróbujesz udowodnić, że nie jest zła. Udowodnić nie tylko sobie ale także jej?

Namieszałem więc i znikam. Na pewno nie będę teraz przykładał ręki do kłamstw. Nie będę pomagał komuś kogo uważam za fałszywą osobę. To co zrobiłem wcale nie było zemstą tylko chęcią przekazania, że na kłamstwie, na braku szczerości nie da się zbudować dobrego związku. Zostałem poproszony o to żeby kłamać ale na kłamstwo w tak ważnej sprawie nigdy się nie zgodzę.

Czy ja zakochuję się głównie w wyglądzie? Tak, zdecydowanie. I uważam, że jakiekolwiek inne zakochiwanie się jest oszukiwaniem samego siebie i przede wszystkim oszukiwaniem tej osoby, w której podobno jest się zakochanym. Może jestem w błędzie.

Na pewno zrozumiałem jedno - wygląd to nie wszystko.

Ale i tak dziękuję za te trzy miesiące. Tak, wiem... Ja też nie jestem w porządku, też jestem fałszywy. Żeby przypadkiem nie wyszło na to, że uważam się za ideał. Kto chce może mnie krytykować i ja się za to nie obrażę bo zasługuję na krytykę.

Idę do pracy.


2009.04.28 / Wtorek / 19:29 - Księżniczka każe spierdalać

Czy można od osoby, którą się kocha dostać smsa o treści "Spierdalaj!" i się nim nie przejać? Można, na co ja jestem żywym dowodem. Sam nie wiem dlaczego to nie zrobiło na mnie wrażenia... Może dlatego ponieważ wiem, że mam rację. A może dlatego, że naprawdę kocham i naprawdę na tej osobie mi tak zajebiście zależy. Zależy mi na tym by nie spieprzyła życia sobie i przy okazji także bliskiej osobie.

Mam wszystkie smsy od stycznia aż do tego dzisiejszego zapisane na komputerze. Kilka tysięcy smsów układających się w interesującą opowieść. Od miłych słów, poprzez naprawdę piękne aż po to jakże zabawne "Spierdalaj!". To trochę tak jak w niektórych związkach - początki są piękne ale kończy się to właśnie w taki sposób. Może więc dobrze, że ja przeżyłem ten związek w takim przyspieszonym tempie. Gorzej byłoby gdyby kazano mi spierdalać i wynosić się z życia wtedy gdyby były na świecie już dzieci, gdyby konieczny był rozwód.

I niech każdy to zrozumie - nie uważam, że zostałem skrzywdzony. Te trzy miesiące były naprawdę wspaniałe, nawet jeśli wiele z tego co się działo było sztuczne lub było grą. Czuję, że jestem teraz silniejszy. Odczuwam też wdzięczność.

Słyszałem takie wieści, że podobno mam dostać gitarę. :) Zabawne. Idę sobie do Liceum Czartoryskich w Puławach, odnajduję profesora i mówię mu, że przyszedłem po gitarę po czym on daje mi ją mówiąc "No chłopie, niestety Ci się nie udało mimo, że tak się starałeś". A ja odpowiadam "Warto było". :) Później zwracam się do szatniarki słowami "Do widzenia, choć właściwie już nigdy się nie zobaczymy", ona odpowiada pytaniem "Już nigdy nie zawita pan do nas z bukietem kwiatów?", na co ja mówię "Jeśli pani chce to wpadnę by przynieść kwiaty dla pani"... I wychodzę myśląc, że tak bardzo chciałem mieć dziewczynę właśnie z Liceum Czartoryskich, z dawnej szkoły mojej mamy...

A tak poza tym, poza tą całą dziecinadą to dzisiejszy dzień był bardzo przyjemny, 3 razy odwiedziłem Izabelin, odebrałem rower z serwisu i poszalałem nim ostro po lesie. Yes!

Zabawny był ten dzień. A jeśli o miłość chodzi to cóż... Kocham nadal. Wszakże jestem beznadziejnym przypadkiem romantyka. Romantyk znaczy po prostu idiota. :)


2009.04.28 / Wtorek / 00:24 - Ostatni tydzień kwietnia

Jak się ma psiaka to trzeba go od czasu do czasu pokazać na PhotoBlogu...

Zamierzałem jutro (a właściwie już dzisiaj) jechać do Kutna i Sójek ale widzę, że nic z tego nie wyjdzie bo powinienem już spać żebym mógł wstać wcześnie rano lecz niestety spać mi się nie chce więc i cały wyjazd odkładam na jakiś inny dzień... Może nawet pojadę tam rowerem i zatrzymam się w hotelu czy motelu. Żal mi wydawać 64 złote na bilety. :)

Tak więc siedzę sobie przed komputerem, robiłem na dysku porządek w katalogach ze zdjęciami kasując te nieudane, które tylko niepotrzebnie zajmują miejsce. Doszedłem do zdjęć z lutego bieżącego roku i od razu naszedł mnie zły nastrój więc nawet już porządkować dysku mi się nie chce. Chyba po prostu coś poczytam bo ostatnio ponownie ciągnie mnie do książek. Do filmów zresztą też i właśnie dzisiaj obejrzałem wreszcie jakiś film, którego nigdy wcześniej nie widziałem, co zdarzyło mi się pierwszy raz od stycznia.

Wracam do normalności lub budzę się ze snu, jak kto woli. Tylko, że to był bardzo piękny sen, nie chciałem się z niego budzić. Widocznie nic co piękne nie trwa wiecznie.


2009.04.27 / Poniedziałek / 15:55 - Spotkanie z samym sobą

Nie siedziałem nad wodą zbyt długo, najwyżej godzinkę, choć nie wiem dokładnie ile czasu minęło bo go nie liczyłem mimo tego, że szczęśliwy wcale nie jestem... Chyba jednak więcej niż godzinę bo ganiałem łabędzia z aparatem i próbowałem mu zrobić przynajmniej jedno dobre zdjęcie. Zrobiłem ich ze sto ale niestety ani jedno nie wygląda na naprawdę dobre. Cóż, może powinienem go narysować zamiast fotografować...

Cały czas towarzyszył mi nasz pies - Kajtek, który najwyraźniej polubił tamto miejsce bo jeszcze nie wrócił do domu. :) Było całkiem przyjemnie ale wiadomo, że takie samotne przesiadywanie nad zbiornikami retencyjnymi nie jest zbyt fascynującym zajęciem więc na razie zajmę się czym innym - kopiowaniem filmów na dvd. To już jest coś ciekawego, prawda? ;P Sczególnie jeśli ma się taki napęd dvd jaki mam ja, który trzeba na siłę przytrzymywać by się nie otworzył. :)

Mam więc zajęcie do nocy, a jutro spróbuję wstać wcześnie rano i wybrać się tam gdzie planowałem, na wiochę jeszcze gorszą niż Truskaw.

Dodam jeszcze, że pogodziłem się z tą całą sytuacją a może z samym sobą i już nie tylko wierzę, ale wiem, że w piątek nie będę zdenerwowany. Jeśli dobrze pójdzie to nawet nie będę smutny.


2009.04.27 / Poniedziałek / 12:46 - Mały Truskaw

Dzisiejszy dzień upływa mi pod znakiem relaksu. Wstałem rano i wybrałem się do Izabelina gdzie zostawiłem swój rower w serwisie skąd odbiorę go jutro. Z Izabelina wróciłem pieszo 6 kilometrów do swojej wsi w samym sercu Puszczy Kampinoskiej - Truskawia Małego, lub może Małego Truskawia, jak kto woli. Najlepiej po prostu nazywać tą wiochę tak jak nazywa się oficjalnie - Truskawiem. Jak widać na tej dużej mapie nasz dom leży w środku lasu, z dala od cywilizacji więc nic dziewnego, że jestem takim nieco dzikim człowiekiem... Nazywanie mnie dzikusem z lasu nie jest wcale rozmijaniem się z prawdą i nie obrażam się na coś takiego. ;)

Za chwilę wsiadam na drugi rower i jadę na rozlewisko Mokre Łąki obok oczyszczalni ścieków. Jest to nasze miejsce, w którym można posiedzieć nad wodą i popatrzeć na pływające kaczki, łabędzie, sunące po niebie obłoki oraz ogólnie się porelaksować co właśnie zamierzam zrobić. Oczyszczalnia ścieków, która znajduje się obok nie wydziela żadnego nieprzyjemnego zapachu więc jest spoko. Gdzieś w tamtej okolicy na początku tego roku powiesiła się na drzewie pewna dwudziestoletnia dziewczyna... Przykra sprawa... Ciekawe czy postawili tam jakąś kapliczkę z tej okazji.

Uparłem się i planuję jutro pojechać do Kutna pociągiem mającym odjazd o 9:00 z Dworca Centralnego. Zobaczymy czy ten plan naprawdę zrealizuję. Mam nadzieję, że gdy już będę na miejscu to nie rozpłaczę się ze wzruszenia gdy powrócą wspomnienia o moim dawno już przeminiętym dzieciństwie...

Jadę nad wodę. Żałuję trochę, że nie ma mnie w Puławach, ale czasem trzeba też pobyć tutaj, z samym sobą.


2009.04.26 / Niedziela / 17:57 - Warszawskimi ulicami

Mamy piękny, słoneczny dzień, tylko odrobinę zbyt wietrzny. W pracy spędziłem zaledwie 7 godzin na całkiem przyjemnym dyżurze i wróciłem z niego prosto do domu w lesie (zachaczając o Złote Tarasy) zamiast pojechać do Puław. Zrezygnowałem ostatecznie z pobytu w Puławach w ciągu najbliższych dwóch dni wolnych i już tego troszeczkę żałuję.

Jutro albo pojutrze może mnie ponieść aż do Kutna, chyba, że moje ciało i umysł opanuje wysokie stężenie lenistwa co jest bardzo prawdopodobne.

Na dzień dzisiejszy tak ogólnie jest nieźle i mam nadzieję, że nie jest to wyłącznie zasługą dwóch wypalonych papierosów.

Ezoteryka zaczęła mi się podobać akurat wtedy gdy mnie z niej przenoszą z powrotem na rozrywkę. Hmm...


2009.04.26 / Niedziela / 05:28 - Dylemat

W firmie mój rower czeka na mnie przypięty do kaloryfera właśnie w tym miejscu, obok sali, na której ludzie ćwiczą Tai-Chi. Ja jestem wtedy cztery piętra wyżej i zajmuję się stukaniem w klawisze przez 8 godzin w ciągu dnia, a od piątku 9 godzin w nocy.

Nadal mam dylemat pod tytułem - jechać do Puław czy nie - ale chyba już dokonałem wyboru i zostanę w domu, co tak naprawdę wcale mi się nie podoba, ale pewnie tak będzie rozsądniej... W Puławach i tak jeszcze się nasiedzę w czerwcu i lipcu... Właśnie, czekam na czerwiec. Zawsze trzeba mieć coś na co się czeka, a jeszcze lepiej gdy ma się kogoś. Ja mam na razie siebię.

Wczoraj w nocy puściłem sobie na dvd "Podwójne życie Weroniki" Kieślowskiego. Teraz odbieram ten film nieco inaczej niż kiedyś, a już zupełnie inaczej przemawiają do mnie teraz wszelkie "łóżkowe" sceny w filmach ale mam na myśli te naprawdę dobre a u Kieślowskiego właśnie takie są. Teraz mają dla mnie większe znaczenie... Hmm. Film jest nadal znakomity a Kieślowskiego powinienem chyba wreszcie odwiedzić na Powązkach gdy tylko dowiem się gdzie konkretnie znajduje się jego grób.

Pozwolę sobie w tej chwili zjeść pasztet na śniadanie.


2009.04.25 / Sobota / 19:18 - It's a dull life

Ładnie, prawda? Tak wygląda moja obecna, codzienna droga do pracy i akurat to uwiecznione na zdjęciu miejsce znajduje się jakiś kilometr od mojego domu. Godzinę później przekraczam już granicę Warszawy.

Na szczęście dzisiaj pogoda była naprawdę w porządku dzięki czemu mój nastrój poprawił się o jakiś 1%, co oznacza, że i tak nadal sięga dna. Jest mniej więcej tak, że gdyby ktoś dał mi pistolet a ja wiedziałbym, że po śmierci nie ma niczego tylko następuje kompletna pustka to strzeliłbym sobie w swój pusty, romantyczny łeb.

Zastanawiam się czy zostać tu w lesie na dwa najbliższe dwa wolne dni czy jeszcze raz odwiedzić siostrę w Puławach i przy okazji jak taki pieprzony intruz, trujdupa przyleźć do Liceum Czartoryskich... Hah. Pojawiła się też w mojej głowie idea by to właśnie w ten najbliższy poniedziałek wreszcie odwiedzić Kutno, a nawet moją wiochę, na której mieszkałem przez pierwsze 10 lat życia - Sójki.

Jeśli o papierosy chodzi to dzisiaj odwinąłem paczuszkę z folii ale nadal nie zapaliłem ani jednej fajki... Może już nie jest mi to potrzebne.

Biedne dziewczyny zalogowane na nieszczęsnym serwisie Sympatia.pl mają teraz wątpliwą przyjemność kontaktowania się ze mną bo wykupiłem sobie abonament i im marudzę. Dobra, żartuję, nie marudzę, szukam po prostu kogoś z kim można pogadać. Nie wiem jak to możliwe, ale ze wszystkich dziewczyn jakie tam są znowu powybierałem jakieś siedemnasto i osiemnastolatki... Ech. Pewnie idę na łatwiznę. Albo to ten sam patent co w "My, dzieci z dworca Zoo". Kto czytał ten wie o ile rozumie co mam na myśli.

Tymczasem jeśli chodzi o wygląd to dziewczyny po prostu przestały mi się podobać (ale spoko, to nie znaczy, że teraz podobają mi się faceci). Cały czas mam przed oczami (szczególnie gdy gapię się na jej zdjęcia) tą jedyną, idealną pod względem wyglądu. Najgorsze jest to, że nawet gdybym coś poczuł do innej dziewczyny to pewnie nigdy nie będę się na nią patrzył takim wzrokiem pełnym uwielbienia jakim patrzyłem na Dorotę.

Jedno wielkie DAMN.

Poodliczajmy zatem dni. 6 pieprzonych dni do jebanego piątku. Z naciskiem na to drugie wulgarne słowo oczywiście...

Przepraszam, poniosło mnie... Zachowuję się jak dziecko. Niech już nadejdzie taki czas gdy sam będę się z tego wszystkiego śmiał.

Nie, chyba nie jadę do Puław. Łatwiej mi będzie znieść piątek i w ogóle to wszystko jeśli teraz tam nie pojadę.


2009.04.25 / Sobota / 06:35 - Nie chcę kupować chomika

Na dworze jest zimno ale i tak będę musiał wsiąść na rower i dojechać do firmy, do której teraz już nie mam 25 kilometrów jak kiedys. Dystans ten zmniejszył się mniej więcej do 22 kilometrów, ale pewności nie mam bo już od kilku lat nie posiadam licznika (szczęsliwi kilometrów nie liczą?).

Tak jak rok temu tak i teraz jeżdżę w tym nieco zbyt dużym kasku, ubieram się w obcisły strój rowerowy, który na mnie wcale nie jest taki obcisły i w którym wyglądam na chudzielca, co jest zgodne z prawdą bo chudzielcem przecież jestem. Tylko, że od tego roku już nie mam z tego powodu takich kompleksów jak dawniej, co może jest złe i może powinienem je mieć.

Hmm, dodaję kolejny wpis mimo tego, że właściwie nie mam nic do napisania. Może jednak coś jeszcze napiszę, choćby to, że jeszcze wczoraj wiedziałem, że chcę jechać do Puław za dwa dni a dzisiaj już sam nie wiem czy jest mi to do czegokolwiek potrzebne. Każdy mi to odradza... Może właśnie dlatego pojadę.

Za 25 minut nie powinno mnie tu już być więc idę zrobić kanapki i uciekam do pracy.

A chomika jednak nie chcę kupować. :/ Chcę... Szczerze mówiąc to po prostu chcę nie być samotny i być przez kogoś prawdziwie kochanym. Teraz nie mam podstaw do tego ale w przyszłości chciałbym mieć dziecko lub dzieci, to ostatnio zaczyna stawać się jednym z niewielu moich marzeń. Ale może zanim coś dostanę muszę sam coś z siebie dać, a pewnie daję wciąż za mało i nie chodzi o to by dać coś komuś, tylko by dać coś z siebie aby nad sobą popracować.

Kolejne zamotane zdanie i zamotane myśli w głowie...

Pora robić to cholerne prawo jazdy...


2009.04.24 / Piątek / 13:12 - Kwietniowa Masa Krytyczna

Dzień niemal w całości spędziłem na rowerze - z domu wyjechałem w południe a wróciłem po 22:00. Pokręciłem się po stolicy, która teraz wydaje mi się zdecydowanie zbyt duża (dziwne uczucie), a o 18:00 rozpoczęła się Masa Krytyczna, na której z racji naprawdę ładnej pogody było duuuuuużo ludzi. Nie byłem sam, razem ze mną było trzech kolegów z dawnych, szkolnych lat, z czego jeden zakończył Masę przed czasem z racji awarii roweru, a konkretnie koła lub jeszcze bardziej uściślając - dętki.

A ogólnie jest strasznie nijak, zły nastrój mnie dopadł i nie chce puścić... Kupiłem sobie paczkę papierosów ale jeszcze jej nie otworzyłem. Może po prostu będę ją przy sobie nosił...

Idę teraz spać i jutro rano do pracy także wybieram się rowerem. W niedzielę jednak już nie rowerem, a autobusem by po dyżurze móc wsiąść do pociągu, który zawiezie mnie do Puław.


2009.04.23 / Czwartek / 18:26 - Skazany na puszczę

W pracy byłem tylko 5 godzin bo klientom nie chciało się pisać, a teraz przede mną wolny dzisiejszy wieczór oraz cały jutrzejszy dzień. Powróciłem do lasu, przeszedłem przez furtkę widoczną na zdjęciu, przywitałem psa, mamę, siostrę i tatę (w tej kolejności) i spokojnie mogę teraz zdziczeć w chłodnym domu.

Na szczęście nie będę tu dziczał tylko wyjadę jutro do ludzi, konkretnie na Masę Krytyczną, gdzie spotkam się z kolegą a może nawet kolegami...

Odczuwam w sobie potrzebę zrobienia czegoś ale sam nie wiem do końca czego. Gdy już się dowiem to może to zrobię.


2009.04.22 / Środa / 18:56 - Nieunikalny koniec

Dzisiaj w pracy dowiedziałem się, że moje kursowanie pociągiem z Puław do Warszawy i z Warszawy do Puław oraz sam pobyt w Puławach zakończy się szybciej niż planowałem. Już jutro rano ostatni raz dojadę bezpośrednio z mieszkania siostry do pracy i na tym się skończy moja kwietniowa pseudo-przeprowadzka. Na jutro został mi jeden, ostatni papieros, którego wypalę w drodzę na stację pkp. Obiecuję sobie, że następnych już nie będzie. Po pracy jadę do domu w lesie, w piątek na Masę Krytyczną, w sobotę do pracy rowerem a w niedzielę powracam po pracy do Puław na ostatnie dwa dni wolne. Podczas tych dwóch dni prawdopodobnie po raz ostatni (przynajmniej na jakiś czas) wpadnę do Liceum Czartorystkich. W poniedziałek może także odwiedzę Lublin... Trzeba postawić smutną kropkę bo zbliża się maj...

Od wtorku w pracy rozpoczynam to czego teraz już nie nazwałbym pracą - czyli dyżury rozrywkowe. W porównaniu z ezoteryką będzie to zwykłe siedzenie przy komputerze i gadanie... Jestem z tego rozwoju wydarzeń zadowolony. Ezoterykę męczyłem od końca stycznia, pamiętam to dokładnie bo to właśnie wtedy zacząłem rozmawiać z Dorotą. Kawałek stycznia, luty z tygodniowym urlopem, codziennym kupowaniem czekoladek i pierwszym pocałunkiem, marzec z urodzinami i bukietem kwiatów a przede wszystkim dwudniowym wyjazdem do Lublina i kwiecień z ważnym wydarzeniem i pięknym piątkiem spędzonym w Dęblinie... Tak wyglądał początek roku 2009 stojący pod znakiem Doroty lub jak kto woli - miłości... Mojej.

A teraz będzie maj...

Pora się spakować. Może jeszcze na jesieni zrobię sobie kolejny taki miesiąc z dojazdami z Puław do Warszawy, kupię kolejny bilet miesięczny. Chciałbym tu być, nie ukrywam. Jeszcze nigdy wcześniej nie czułem, że tutaj naprawdę jest mój dom, ten miesiąc to zmienił. Mam nadzieję, że w lesie i w Warszawie nie będę teraz czuł się obco.


"So close, no matter how far
Couldn't be much more from the heart"

Metallica "Nothing else matters"


2009.04.22 / Środa / 04:37 - Without her kiss...

Dodaję niemal automatycznie kolejny wpis na PhotoBlogu nie mając właściwie nic do napisania. Przyszło mi do głowy jednie to żeby zacytować kolejny utwór, w którym jestem zakochany, utwór Toma Waitsa, mojego kolejnego idola. Kto twierdzi, że słucha dobrej muzyki a go nie zna ten cipka.

Przy okazji wklejam kolejne zdjęcie dokumentujące moją nieco szarą codzienność... Zawsze siadam w ostatnim wagonie.

Mógłbym jeszcze pomarudzić, posmucić się i ponarzekać ale czy to by cokolwiek zmieniło? Lepiej sobie to odpuszczę, wstanę z taboretu, na którym siedzę przed laptopem i pomaszeruję do pociągu. Buty już mnie na szczęście nie ścierają więc chodzenie znowu jest dla mnie przyjemnością. Zajebiste mam przyjemności w życiu...

Cholera, ale ta piosenka jest cudowna... W ogóle słucham cholernie dobrej muzyki i znam tylko kilka osób, o których też mogę tak powiedzieć. :P

O czym jest ten wpis i po co powstał? Chyba tworzę te durnoty dla zabicia czasu... Podobnie jest z paleniem. Tymczasem czas powinienem chyba raczej chcieć spowalniać bo już niedługo będę miał 27 lat - stara dupa jestem i już. A wiele lat temu kolega powiedział mi "Michał, marnujesz najlepsze lata swojego życia" gdy dowiedział się, że nie spotykam się z żadną dziewczyną... Wtedy pomyślałem, że mam przecież jeszcze tyle czasu, po co się śpieszyć? Tylko, że ten czas nagle gdzieś spierdolił, dziewczyny w moim wieku zazwyczaj są już mężatkami a nawet matkami... Dobrze, że ja gustuję w roczniku 1991... Hmm, rocznik 1991 - mój ulubiony. ;) No i mogę powiedzieć, że dla tego co przeżyłem i dla tej dziewczyny warto jednak było czekać. Ostatni rocznik jaki byłbym w stanie zaakceptować to 1992 bo dziesięć lat różnicy jest moją granicą, której nie chcę przekraczać.

Niedługo nawet rocznik 1991 to będą stare dupy... Nienawidzę tego, że wszyscy dorastamy i starzejemy się... To naprawdę podłe.


2009.04.21 / Wtorek / 21:14 - Puławy zazdroszczą Warszawie

Proszę bardzo do czego to dochodzi, Puławy pozazdrościły Warszawie (a także innym większym miastom) i też organizują Masę Krytyczną. Jestem ciekaw ilu rowerzystów się zjawi w piątek pod galerią i gdzie będą jeździć... Ja tego nie zobaczę bo będę wtedy na Warszawskiej Masie... Oczywiście - o ile pogoda dopisze.

Dzisiejszy dzień był całkiem przyjemny a jutrzejszy będzie jeszcze przyjemniejszy bo do pracy idę tylko na 6 godzin gdyż oddałem dwie ostatnie godzinki koledze, który chętnie je ode mnie weźmie. Na rozrywce w tym miesiącu osiągnąłem sukces wyrabiając podwójny dodatek co oznacza, że do każdej godziny dostanę dodatkowe 4 złote. Taka sztuka jeszcze nigdy mi się nie udała, a teraz, proszę bardzo. Ciekawe...

Dzisiaj naszą firmę odwiedził konsul z ambasady amerykańskiej przez co musieliśmy siedzieć cicho i nie pokazywać się na oczy nikomu z tej delegacji. Ukryli nas w pokojach za zamkniętymi drzwiami tak jakby się nas wstydzili. :) Nawet specjalnie na tą okazję sprowadzili do firmy drzwi... Dodatkowo obrazy powiesili na ścianach więc teraz mamy bardzo kulturalnie wyglądający korytaż. :)

Wypaliłem dzisiaj 5 papierosów... Upadek. Może jednak uda mi się nie kupić kolejnej paczki.


2009.04.21 / Wtorek / 04:21 - Wzdłuż Wisły

Kolejne zdjęcie z cyklu - rower stojący pod znakiem drogowym. ;) Jeżdżę na damce, nie dlatego, że mam w sobie sporo kobiecych cech (choć mam) ale po prostu dlatego, że to rower siostry. Co prawda Owca zauważyła wczoraj, że portfel też mam damski ale ja go lubię, niech sobie będzie damski, i tak go nie zamienię. :P

Bardzo przyjemnie jedzie się z Puław do Dęblina rowerem, trasa wiedzie wzdłuż Wisły przez lasy i otwarte przestrzenie, okolica jest bardzo malownicza, posiada pewien specyficzny urok, nad Wisłą latają mewy, na gniazdach siedzą bociany, a nad Dęblinem krążą samoloty i śmigłowce. Wystarczy, że zaświecie słońce i piękna wycieczka rowerowa gwarantowana. Dzisiaj niestety nie idę już na rower tylko do pociągu ale to już prawie koniec, za tydzień, w środę wykonam ostatni przejazd na moim bilecie miesięcznym i trzeba będzie się pożegnać z Lubelszczyzną. Szkoda, bo zadomowiłem się tutaj i chętnie zostałbym na dłużej...

Pieniądze zaoszczędzone na kolejnym ewentualnym bilecie przydadzą się jednak na coś innego, bo ostatnio naszła mnie ochota na to by kupić sobie... Gitarę. :P Co prawda jedną już miałem, twierdziłem, że nie nauczę się na niej grać, ale wczoraj po raz pierwszy udało mi się zagrać akord (na innej gitarze), a nawet dwa i poczułem chęć do tego by jednak po raz kolejny rozpocząć przygodę z tym instrumentem. Chyba niedługo dokonam zakupu... Tym razem prawdopodobnie byłaby to Yamaha... Zobaczymy. Teraz byłaby to gitara tak po prostu dla mnie, nie byłaby częścią mniej lub bardziej podstępnego planu. ;)

Za godzinę wychodzę z domu i udaję się na stację a po drodze niestety zapalę papierosa bo nie udało mi się rzucić tego nałogu (a może tego przyzwyczajenia, bo po co od razu nazywać to nałogiem). ;) Czyli jednak jestem słaby... Well. Co z tego?

Pod spodem utwór, który już zawsze będzie mi się kojarzył z początkiem tego roku, konkretnie z lutym, ze wszystkimi przeżyciami, których nie zapomnę do końca życia... Szkoda, że nie mogę tego przeżyć jeszcze raz, że nie mogę być tak szczęśliwy jak byłem wtedy, że nie odbieram teraz tej piosenki tak jak w lutym. Nigdy nie lubiłem zdania "w życiu piękne są tylko chwile" ale wygląda na to, że jest w nim sporo prawdy. To niedobrze...

W lutym i marcu miałem w sobie mnóstwo nadziei... Teraz zostało jej już tak niewiele, praktycznie nie ma jej we mnie już wcale.

Co dobrego czeka mnie jeszcze w życiu?

Jeśli ma się marzenia to trzeba pamiętać, że one naprawdę mogą się spełnić... Komuś innemu. :/


"You'll discover, when you look around
You don't have to be alone
Just one lover, is all you need to know
When you're feeling all alone

Oh, oh, you might need somebody
You might need somebody, too".

Randy Crawford "You might need somebody"


2009.04.20 / Poniedziałek / 20:40 - 5 godzin w Dęblinie

Rano zastanawiałem się jak spędzę ten dzień, dokąd pojadę ale można było się domyślać, że i tak skończę w Dęblinie. Tak się właśnie stało, wsiadłem na rower i półtorej godziny później byłem już w tym jakże ważnym dla mnie mieście... Odwiedziłem kogo miałem odwiedzić, porozmawiałem, pogapiłem się, pokręciłem po mieście, pogłaskałem najpierw jednego psa, później drugiego, poznałem dwie osoby znane mi wcześniej tylko z opowieści (jedną także z PhotoBloga) i ogólnie poprawiłem swój humor, który ostatnio mimo wszystko jest w złej kondycji.

Było bardzo przyjemnie, przyjacielsko, miło... Jak zwykle dodam - przynajmniej dla mnie. Ale dziękuję tym, którzy wciąż chcą mnie widzieć.

Teraz niestety muszę już iść spać by jutro znowu pociągiem wybrać się do stolicy, do pracy... Koniec dwóch wolnych dni, teraz pozostaje mi tylko czekać na piątek, na Masę Krytyczną o ile pogoda pozwoli mi na to bym w niej uczestniczył.


"Będę jeszcze wierzyć, że ciągle jesteś obok mnie
I to pozwala dalej iść

Wszystko nie tak - to wszystko co cię spala
Wczoraj jeszcze była, a dziś umiera wiara
W coś, co jeszcze jakąś wartość ma
Co jakąś wartość ma"

Post Regiment "Znaczy wiesz"


2009.04.20 / Poniedziałek / 07:36 - Czas czas czas

Zdjęcie z wczoraj ale dzisiaj może być podobnie - wsiądę na rower i gdzieś pojadę bo jak się właśnie dowiedziałem mam cały dzień wolny, mogę go wykorzystać tak jak to sobie wymyślę... Przez chwilę w moim mózgu zrodził się plan wyjazdu do Kutna, w którym się urodziłem, ale pociągiem jedzie się tam ponad 3 godziny... Byłbym tam po południu i wieczorem musiałbym wrócić stamtąd do Truskawia na noc... Hmm, może to nie jest zły pomysł, może dzisiaj jest na to odpowiedni dzień ale powinienem się już zacząć przygotowywać, tymczasem ja leżę w łóżku i nie chce mi się z niego ruszyć... W dodatku nie naładowałem sobie baterii do aparatu...

Heh, nie wiem co robić... Zbyt wiele możliwości do wyboru. :) Na początek zjem śniadanie a później zobaczy się co wymyślę. Może przejadę się rowerem do Dęblina, może pierwszy raz do Nałęczowa pojadę... Tylko, że gardło mnie trochę boli po wczorajszej, zimnej wycieczce rowerowej...

Najważniejsze, że mam wolny dzień.

Od wczoraj ciągle słyszę w głowie ten utwór zespołu Nine Inch Nails więc go zacytuję. Tylko niech ktoś nie pomyśli, że ten cytat jakoś odnosi się do mnie... Jeszcze tak źle ze mną nie jest. Teledysk do "Closer" jest... Hmm, piękny? Tak.

Idę jeść i... Sam nie wiem co robię później.


"You, let me violate you, you let me desecrate you
You, let me penetrate you, you let me complicate you
Help me I broke apart my insides, help me I've got no soul to sell
Help me the only thing that works for me, help me get away from myself
I want to fuck you like an animal
I want to feel you from the inside
I want to fuck you like an animal
My whole existence is flawed

You get me closer to God"

Nine Inch Nails "Closer"


2009.04.19 / Niedziela / 13:24 - Where do I belong?

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Tylko, że ja mam teraz dwa domy (lub patrząc na to z innego punktu - nie mam żadnego)... Dobrze jest więc zarówno pod Warszawą jak i tutaj w Puławach. O. Jakże optymistycznie.

Pojeździłem dzisiaj rowerem po okolicy, zrobiłem prawie dwadzieścia kilometrów i było to tak niewiele tylko dlatego, że dzisiaj jest dosyć zimno a na otwartych przestrzeniach dodatkowo wietrznie. Przejechałem przez Wisłę starym mostem w Puławach, wróciłem nowym, podobno najnowocześniejszym w całej Polsce i udałem się jeszcze do Zakładów Azotowych by zobaczyć je po raz pierwszy z bliska. Są naprawdę duże... Ogromne. Puławy trzymają dosyć dobry poziom tylko dzięki tym zakładom i gdyby one upadły to z Puławami zapewne stałoby się to samo, mnóstwo ludzi tam pracuje.

A teraz zajmę się konsumowaniem spaghetti, które zrobiła mi siostra. Wyszło idealne. :P Siostra ma jakieś służalcze upodobania. ;)

Idzie Ona dzisiaj na koncert Justyny Steczkowskiej, która przyjechała do tego zacnego miasta, zwanego niegdyś Polskimi Atenami. :) Nie żebym pamiętał te czasy... Aż tak stary nie jestem.

Aha, wczoraj w pracy miałem dyżur na rozrywce. Jakże miło było móc znowu pisać o dupie Marynie. :P


2009.04.17 / Piątek / 19:26 - Tu mi będzie dobrze

Powróciłem do domu w lesie i zostanę tutaj na jedną noc. Na zdjęciu po raz trzeci wychylam się przez okno w firmie, tym razem od strony kibla. Najlepszy widok mamy właśnie z klopa. :)

Dzisiaj mam bardzo pozytywny dzień, jestem ogólnie happy, lubię samego siebie i doceniam swoje obecne życie, które przecież nie jest właściwie ani trochę złe. Mam gdzieś tych, którzy mają gdzieś mnie i lubię tych, którzy są w stosunku do mnie w porządku. Trzeba kurde trochę mądrzejszym być, bardziej się szanować. Innymi słowy - zlewamy tych, którzy nas zlewają i tak chyba jest najlepiej.

W pracy chciałem pogorszyć swoją sytuację i się buntować, grozić, że odejdę a zamiast tego wszystko poszło w dobrym kierunku i teraz nie mam już powodów do tego by protestować...

Idę skorzystać z obecności sprawnej wanny w domu co oznacza, że zwyczajnie się wykąpię. :)

Ostatnio nie ma u mnie dnia bez tego utworu. A muzyki słucham teraz na marnym odtwarzaczu mp3 w mojej nokii, który mimo swojej marności dostarcza mi wiele przyjemności.


"Chory jest świat, chory sen wariata
Krwawe kartki pocztowe z różnych stron świata
Czarna niedziela, długa jak sen.
Karetka na sygnale podaje mi tlen.
Nie moge uciekać choć ktoś mnie goni
Przykładam pistolet do swej skroni
Nie wezmą mnie żywcem
Mam nowy plan: No Pasaran, No Pasaran"

Blade Loki "No Pasaran"


2009.04.16 / Czwartek / 04:26 - Warszawa Centralna

Będzie mi brakowało tych dojazdów pociągiem gdy już skończy mi się bilet miesięczny na PKP. To takie fajne uczucie gdy się wie, że można wsiąść do pociągu w każdej chwili i jechać z Warszawy do Puław lub z Puław do Warszawy dowolną ilość razy... Od maja przeniosę się ponownie do lasu i trochę tego żałuję bo wciąż lubię Puławy. Z każdym dniem to miasto staje mi się bliższe... W pociągu już nawet rozpoznaje ludzi, z którymi codziennie jeżdżę. Tylko tutaj czasu mam ciągle za mało dla samego siebie a gdy będę mieszkał w lesie to będę go miał o jakieś dwie godzinki więcej. Poza tym będę mógł jeździć na dłuuuuugie wycieczki rowerowe po Warszawie i po puszczy. :)

Na razie na niedzielę mam plan wyjazdu z siostrą i jej koleżanką, tutejszą sąsiadką do Lublina, podczas, którego ja mam być przewodnikiem. W poniedziałek mam dzień wolny i kto wie czy nie przejdę się do liceum jak za starych, dobrych czasów (dwa miesiące temu byłem tam pierwszy raz)... Tak sobie powtarzałem wtedy w lutym, że nie mogę odlecieć, że muszę twardo stać na ziemii ale jednak wyniosło mnie gdzieś wysoko w górę aż do nieba i teraz chyba wciąż spadam. Zderzenie z glebą odczuję pewnie dopiero na początku maja... Ech, sam tego chciałem... W piątek też chętnie wybiorę się do liceum bo mam kolejny dzień wolny ale wszysko jeszcze zależy od okoliczności. Następnie wolne będę miał jeszcze dwa dni - poniedziałek i wtorek pod koniec kwietnia i to już będzie finisz. Na jakiś czas pożegnam się z Puławami...

Do urlopu pozostało 60 dni. Jednak dużo... Ech. A urlop będzie trwał tylko trzy tygodnie, chyba, że zwolnię się z pracy tak jak zapowiadałem... Ciekawe co będzię później, w drugiej połowie tego roku. Jako urodzony pesymista powiem - pewnie będzie gorzej.

Ostatnio zakochałem się w płycie "Puk puk" Kasi Nosowskiej. Jutro odbieram ją z Merlina w Warszawie, a na razie słucham jej na mp3. W ogóle to jutro po pracy jadę do domu... Do tamtejszego domu.

Przypomniał mi się fioletowy kolor... Wszystko mi się ciągle przypomina, ja już żyję głównie wspomnieniami...

Praca wzywa, znikam. Praca, w której nie usprawiedliwią mi nieobecności za niedzielę - stówa w plecy.


"Cóż jedyną matką jaką znasz
Jest nadzieja
Głupią matkę masz

Jeąli wiesz co chcę powiedzieć

I jutro gdy
Obudzisz się
Poczujesz swą
W nocniku dłoń"

Kasia Nosowska "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć


2009.04.15 / Środa / 20:38 - No smoking

Zauważyłem, że czuję się dużo lepiej gdy nie palę więc naprawdę daję sobie z tym spokój. Ostatnie pięć papierosó wypaliłem w Lublinie, chyba przez sentyment... Teraz nawet już nie noszę przy sobie zapalniczki żeby mnie nie kusiło (papierosów tym bardziej przy sobie nie noszę). Co prawda w pracy nachodziła mnie taka myśl żeby w drodze na dworzec kupić sobie nową paczuszkę L&Mów i do tego zapalniczkę ale nieeee, jednak się powstrzymałem. Mam silną wolę ;P

Ostatnio nie chodzę tylko kuśtykam a to dlatego, że starł mnie but, jeden z tych, które kupiłem niedawno. Oby po wyrobieniu się przestały mnie ścierać bo naprawdę je lubię i oby pięta szybko mi się zagoiła bo chodzenie jest dla mnie jedną z największych przyjemności w życiu... :) Teraz to niestety udręka.

I tak sobie mija czas, Puławy, pociąg, Warszawa, pociąg, Puławy... Może powinienem zacząć odliczać dni do czegoś przyjemnego? Może do początku mojego urlopu, czyli do 15 czerwca. A więc... Cholera wie ile to dni. Jutro policzę. Teraz idę spać.


2009.04.14 / Wtorek / 20:44 - Eternal sunshine...

"Eternal sunshine of the spotless mind".

Zakup dokonany dzisiaj w lubelskim Empiku - jeden z najważniejszych filmów o miłości, o związku kobiety i mężczyzny, przy okazji film zdrowo pokręcony... Zdecydowanie nie nazwałbym go komedią romantyczną jak wieści napis na okładce. Widziałem go ostatnio jakieś dwa lata temu ale dzisiaj jest dla mnie dużo bardziej aktualny. Ważne jest też to, że mogę się identyfikować z głównym bohaterem, a obecnie główna bohaterka też jakby kogoś mi przypomina... :/ Film wyreżyserował jeden z moich idoli - Michel Gondry, który robi najlepsze teledyski na świecie, i który po prostu jest bardzo fajnym i mądrym człowiekiem... Myślę, że podobnym do mnie i pewnie dlatego tak go lubię.

Spać idę już za 30 minut bo jutro wybieram się do pracy na rano, sam nie wiem na ile godzin. Skoro ogłoszono żałobę narodową to znaczy, że klienci nie będą dostawać spamu a co się z tym wiąże - nie będą do nas pisać. Możliwe więc, że dosyć szybko mnie wypuszczą...

Teraz pozostaje tylko odpowiedzieć sobie na pytanie - czy ja jeszcze mam po co przyjeżdżać do Puław czy powinienem olać ten bilet miesięczny i najbliższe dwa tygodnie i tak spędzić w domu w lesie dojeżdżając do pracy właśnie stamtąd... Czy to oznaczałoby porażkę? Moje życie to teraz i tak porażka więc właściwie wszystko do siebie pasuje. :/

Cholera... W tym roku pierwszy raz odczuwam coś czego nigdy wcześniej nie odczuwałem - nie mogę sobie znaleźć miejsca na świecie. Pewnie dlatego, że nie chodzi o to aby człowiek był gdzieś, tylko aby był z kimś. Tak ja to widzę...

Koniec smutów, idę spać.


2009.04.14 / Wtorek / 15:03 - Wish You were here

Z powodów, których sam nie rozumiem odrzuciłem zaproszenie do Dęblina na dzień dzisiejszy i udałem się do Lublina, zupełnie samotnie, tak jak to kiedyś lubiłem najbardziej. Obecnie sam już nie wiem ile zostało we mnie z tego dawnego samotnika ale te cztery godziny w Lublinie spędziłęm w bardzo przyjemny sposób - głównie chodząc. Zrobiłem pieszo pewnie jakieś 10 kilometrów, wydałem nieco grosza w centrum handlowym Plaza, najadłem się frytek w McDonaldzie (tak, tak, siadłem w tym samym miejscu) i ogólnie zwiedziłem to co już było mi znane i co widziałem po raz pierwszy. Jeśli dobrze pójdzie do do Lublina pojadę po raz kolejny w najbliższą niedzielę, tym razem ze starszą siostrą.

Bardzo przyjemne miasto, szkoda, że tak ciężko tam znaleźć pracę bo chętnie wynająłbym sobie tam mieszkanie i właśnie w Lublinie uczył sie prawdziwej samodzielności. Pewnie po jakimś czasie, przymierając z głodu błagałbym rodziców o pomoc... :P

Pierwszy raz jechałem do Lublina pociągiem, pierwszy i zapewne ostatni bo bilet kosztuje 3 razy więcej niż bilet na busa. Wiem już jednak gdzie jest dworzec PKP i w ogóle wiem gdzie jest wszystko. To już moje miasto i basta. ;D

Bardzo lubię poznawać nowe miasta i tak kiedyś było z Warszawą. Poszedłem do liceum w Warszawie i zamiast uczęszczać na lekcje to zabrałem się za zwiedzanie i poznawanie wszystkich dzielnic, co skończyło się tym, że miałem kilkumiesięczną nieobecność... I tak właśnie Michałek w pewnym stopniu zmarnował swoje życie...

Zaraz wychodzę z mieszkania i idę po siostrę na stację... A jutro - Warszawa. Miasto, które poznałem już całe, ale które nigdy mi się nie znudzi.

Ale, ale... Dzisiaj było przyjemnie, jednak cały czas miałem wrażenie, że czegoś brakowało, lub raczej kogoś. A może to jednak mnie dzisiaj brakowało w Dęblinie, może tam powinienem być... Nie wiem jak postępować. Teraz po prostu pozwalam by czas płynął... By minęło kilka miesięcy... Może tygodni... A może dni. Nie wiem kiedy to ogarnę. Może nigdy.


2009.04.13 / Poniedziałek / 19:13 - Leniwy Lany Poniedziałek

Wczorajsze chorowanie całkiem mi się znudziło więć dzisiaj poszedłem już do pracy, na jedyny w tym miesiącu dyżur rozrywkowy (czysta przyjemność w porównaniu z ezo). Nie siedziałem w firmie długo bo tylko 6 godzin dzięki czemu już o 15:15 byłem w pociągu, który zawiózł mnie do Puław. Teraz jestem sam w mieszkaniu i zastanawiam się jak spędzę jutrzejszy dzień wolny, siostra dołączy do mnie jutro.

Spodziewałem się, że ktoś będzie chciał oblać mnie dzisiaj wodą w Warszawie albo Puławach ale do niczego takiego nie doszło, najwidoczniej ta tradycja (głupia) powoli zanika... W ogóle nie widziałem aby ktokolwiek kogokolwiek oblewał (czymkolwiek).

Liczne nieobecności i wcześniejsze wyjścia z dyżuru sprawią, że za kwiecień zarobię mniej niż bym mógł... Niedobrze, bo przecież nadal szykuję się do robienia prawa jazdy w wakacje. :/

Od dzisiaj na dole po prawej stronie będę zamieszczał nie tylko cytaty ale także linki do filmików nagranych przeze mnie i umieszczonych na YouTube. Po kliknięciu na link otwiera się film w oknie PhotoBloga. Można nawet wybrać opcję HQ dzięki czemu film będzie miał lepszą jakość... Zapewniam jednak, że te filmy nie będą ciekawe. :)

Dzisiaj zamieszczam niemal pięciominutowy widok z pociągu przejeżdżającego akurat przez Dęblin, od dworca PKP do mostu na rzece Wieprz...

Dęblin PKP - od dworca do mostu na rzece Wieprz


2009.04.12 / Niedziela / 13:06 - Chorowanie zamiast pracy

Wczorajszy dojazd do pracy rowerem nie był dla mnie dobry - sprawił, że dzisiaj już nie miałem siły wstać z łóżka bo się pochorowałem. Zresztą już wczoraj w pracy się źle czułem...

To moja pierwsza nieobecność w tej pracy spowodowana chorobą, mam nadzieję, że zostanie usprawiedliwiona mimo tego, że nie będę miał zwolnienia od lekarza. Czuję się jak za czasów szkolnych gdy z powodu choroby nie szedłem na lekcje tylko zostawałem w domu, włączałem komputer i grałem w gry. Dzisiaj też sobie pograłem, w grę, którą widać na ekranie. :) Moje simy bankrutują, w domu pustka, nie stać ich nawet na telewizor. :P Jedyna rozrywka to dla nich "bara bara"...

Komputer wstawiłem sobie do łóżka więc mogę tu spędzić cały dzień. W telewizji raczej niczego interesującego dzisiaj nie znajdę ale jakby co to z łóżka tv też mogę oglądać. No i najzabawniejsze jest to, że swoją pracę też mógłbym wykonywać nie wychodząc z łóżka ale firma nie godzi się na łączenie się z nią przez internet, trzeba więc jeździć do siedziby tracąc mnóstwo czasu i energii. Bez sensu.

Zdrowieję i relaksuję się dalej... Zaraz łyknę polopirynę.


2009.04.11 / Sobota / 12:39 - Pierwsze urodziny bloga

W zasadzie może powinno się to odmieniać blogu a nie bloga, ale jakoś bardziej mi pasuje ta druga wersja...

Rok temu dodałem pierwsze zdjęcie na tym serwisie, zrobiłem to za sprawą Owcy bo skoro Ona miała tutaj swojego bloga to ja postanowiłem mieć swojego (czyli jak zwykle - naśladowałem kogoś). Na początku niewiele pisałem, później się trochę rozkręciłem, może nawet niepotrzebnie... Obecnie dodaję przynajmniej jedno zdjęcie każdego dnia i piszę właściwie o wszystkim zostawiając dla siebie tylko kilka sekretów.

Na pierwszym zdjęciu, dodanym tutaj rok temu był rower, ten sam, który jest na dzisiejszym zdjęciu. Wtedy jeździłem do pracy rowerem już od lutego a w tym roku dopiero dzisiaj miałem swój pierwszy raz. Pogoda niestety nie za bardzo dopisała, zmarzłem i całe szczęście, że z pracy wypuścili mnie już po dwóch godzinach bo nawet zacząłem się źle czuć. Znowu pomykam po Warszawie w pomarańczowej kurtce i nieco przydużym kasku ale w tym roku do pracy dojeżdżam od innej strony bo mam firmę w innym miejscu... Przejeżdżam przez takie dzielnicę jak Bemowo i Wola, dojeżdżając na Ochotę. W drodze powrotnej przejeżdżałem akurat ulicą, przy której doszło dzisiaj do wypadku - citroen wjechał na teren targowiska zabijając jednego człowieka i siejąc ogólne spustoszenie. Na miejscu widziałem więc policję, straż pożarną, karetki, telewizję i zbiegowisko ludzi. Niewesoło... Ale wracając do PhotoBloga i mojego życia - sporo się zmieniło przez ten rok ale nie musze o tym pisać bo o wszystkim można przeczytać,choć jest tego tyle, że tylko szaleńcy zabraliby się za czytanie całości... Choć właściwie ja czasami sam czytam swojego bloga żeby sobie powspominać...

Mama i starsza siostra pojechały do kościoła ze święconką, a ja będę się próbował jakoś relaksować... Pewnie przy komputerze, z muzyką w tle.

Wszystkim czytającym życzę wesołych świąt! :) Młodszej siostrze życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Jak zwykle nie kupiłem jej prezentu a przecież przydałby się jej na przykład porządny telefon... Zły brat ze mnie. Muszę zmienić tą zasadę, że osobom spoza rodziny kupuję prezenty a najbliższym nie.

Mam nadzieję, że za rok będę lepszy. :) I mądrzejszy.


2009.04.10 / Piątek / 15:33 - Cztery dni w domu

Ku mojej uciesze dzisiaj w pracy musiałem spędzić tylko 3 godziny i już o 11:00 zostałem wypuszczony bo nie było w ogóle chętnych klientów. Pogoda była bardzo przyjemna więc zrobiłem sobie spacer do sklepu The Original przy Alejach Jerozolimskich, w którym zakupiłem trzydziurkowe glany, tym razem już nie Martensy a Wojasy. Buty nie dość, że są od Martensów o 50% tańsze to moim zdaniem są wykonane nawet lepiej, nie pozostaje mi nic innego jak tylko chwalić tą polską firmę. No i nie ma na nich napisu made in China. Aha i mają śruby w podeszwie. :) Jeeeee.

Na razie jednak do pracy przez najbliższe dwa dni będę dostawał się rowerem, który przed chwilą właśnie przetestowałem przypominając sobie jak fajny jest to sprzęt. W domu czuję się teraz świetnie i z przyjemnością tutaj powrócę już niebawem na stałe. Przede mną jeszcze niecałe trzy tygodnie dojazdów do Puław. Za dwa tygodnie w piątek wybiorę się nawet na Warszawską Masę Krytyczną, już przygotowałem na tą okazję dzień wolny od pracy.

W lesie póki co jest świetnie bo nie ma jeszcze komarów ale gdy te małe poworki się pojawią to rozpocznie się męczarnia. Dzisiaj robimy ognisko przed domem bo są taty urodziny, jutro urodziny ma moja młodsza siostra, która kończy 19 lat. Jutro też będą pierwsze urodziny mojego PhotoBloga. :)

Idę myć i smarować rower. :)


2009.04.09 / Czwartek / 20:56 - Home alone

Pociąg, którym wracam z pracy o 17:15 ma ciekawą trasę, która akurat przebiega przez wszystkie miasta, które nazywam swoimi, a są to Kutno, Warszawa, Dęblin, Puławy i Lublin. Właściwie z żadnymi innymi miastami nie miałem nic wspólnego poza Rzeszowem, bo jeszcze to jedno muszę dodać do listy. Kiedyś wybiorę się ponownie do Rzeszowa, brat mnie tam podobno zaprasza... Niekoniecznie na początku maja. Mógłbym jeszcze dodać Władysławowo gdzie byłem na jedynych w życiu koloniach, z których uciekłem po kilku dniach, a raczej zostałem zabrany przez moją dobrą mamusię, która przyjechała ratować syncia. Miałem wtedy tylko 7 albo 8 lat więc moim zdaniem na kolonie było trochę za wcześnie, aż nabawiłęm się urazu do wszelkiego podróżowania... Ale teraz za to chętnie bym sobie pojeździł po Polsce. Może odwiedzę wkrótce Kutno, w którym się urodziłem, pojadę zobaczyć jak wszystko zmalało.

Na razie siedzę sam w mieszkaniu w Puławach, siostra znajduje się teraz w lesie, zapewne leży w moim pokoju a ja panoszę się tu po mieszkaniu, chodzę nago i w ogóle to zaraz idę spać bo nic innego mi nie pozostaje. Jutro sam dołączam do rodziny w lesie... Po pracy jeszcze zamierzam iść kupić glany do słynnego sklepu na Jerozolimskich.

Dzisiaj pociąg był jeszcze bardziej zapchany niż wczoraj, musiałem stać całą drogę a na koniec jeszcze pokręciłem się po Galerii Zielonej w poszukiwaniu pewnej bluzy nie dla siebie zresztą ale jej nie znalazłem, odebrałem za to koncert Leonarda Cohena na DVD dla mamy.

Jutro do pracy pojadę z radością bo mam tylko siedmiogodzinny dyżur. Niby tylko godzinę mniej niż zwykle ale człowiek jedzie na taki dyżur z zupełnie innym nastawieniem. Teraz udam się do łóżka i spróbuję zasnąć.

Jakie to wszystko proste i głupie.


2009.04.09 / Czwartek / 04:09 - 250 kilometrów każdego dnia

Na zdjęciu tory kolejowe tuż przed samymi Puławami.

4 godziny dziennie w pociągu jednak potrafi byc dosyć męczące ale ja nie narzekam, mógłbym tak jeździć codziennie gdyby nie to, że zostaje mi tylko godzina wolnego czasu po powrocie i gdyby nie cena biletu miesięcznego - dla uściślenia - 450 złotych. Właśćiwie dobrze, że od maja się to skończy i znowu będę jeździł rowerem do firmy. Drugiego biletu miesięcznego na PKP już nie kupię i pewnie w maju w ogóle ani razu nie zawitam do Puław, chyba, że na występ do szkoły bo nie chciałbym żeby mnie to ominęło... Dopiero w połowie czerwca mam urlop i jeśli dobrze pójdzie to przyjadę do Puław na rowerze tak jak w roku 2003 i jak dwa lata temu. Muszę tylko poprawić nieco swoją kondycję bo jednak jest to 160 kilometrów do przepedałowania... Ale dla mnie to czysta przyjemność.

Za godzinę wychodzimy z siostrą do taksówki, która zabierze nas na puławski dworzec PKP i jedziemy razem do Warszawy ale możliwe, że ja jeszcze dzisiaj na noc powrócę do Puław i spędzę tutaj noc sam, czyli nastąpi mała zamiana - siostra będzie w lesie a ja w Puławach.

Ogólnie to nic się nie dzieje, zastój zapanował... Dobrze, że wypłata wpłynie mi dzisiaj na konto bo człowiek inaczej się czuje gdy wie, że ma jakieś pieniądze i w każdej chwili może coś kupić. Wystarczy sama świadomość tego, wcale nie trzeba niczego kupować.

Jadę więc zarabiać.


"I used to adore you
I couldn't control you"

Garbage "Special"


2009.04.08 / Środa / 20:14 - Zwykły dzień pracy

W drodze do pracy zastanawiałem się czy nie urządzić sobie wagarów w starym, dobrym stylu szkolnym. Pochodzić po mieście, poudawać, że się było w pracy a później jak gdyby nigdy nic wrócić do domu. Wizja konieczności zapłacenia za taką nieobecność 100 złotych oraz utraty dniówki jednak ostudziła mój zapał... I dobrze, bo nie było tak źle.

W Warszawie nadal czuję się doskonale, szczególnie w taki słoneczny poranek jaki był dzisiaj. Zjadłem sobie pączka, później wypaliłem papierosa i udałem się do firmy... Wieczorem wróciłem do Puław zapchanym pociągiem bo mnóstwo ludzi wracało ze stolicy do swoich domów na święta, nawet nie miałem już gdzie usiąść, musiałem stać.

W domu siostra przygotowała mi jedzenie, które właśnie konsumuję i zaraz gdy tylko zjem te ziemniaki z masłem to pójdę spać. Jutro do Warszawy pojedziemy już razem bo siostra wybiera się do nas na święta.

Na zdjęciu gitara... Ja swojej już nie mam, a raczej ona nie jest już moja i bardzo dobrze, bo ja nigdy bym się nie nauczył grać, miałem na to za mało czasu a poza tym zdecydowanie nie jestem artystą... Chciałbym być ale nie jestem. Jestem zwyczajnym prostaczkiem.

Nadal uważam, że gdy jest człowiekowi źle to muzycznie pomóc może przede wszystkim Post Regiment.


"Czas już czas porąbać wielki las
Nie mogę na was patrzeć nienawidzę was
Czas już czas porąbać wielki las
I zrobić ciasną trumne dla każdego z was

Czasami chciałbys wiedzieć czy
Czy młodym kurwom coś się śni
Wyważyc w nocy ciężkie drzwi
I znaleźć... nowe sny"

Post Regiment "Chory"


2009.04.08 / Środa / 04:02 - Codzienność

Wstałem, zjadłem płatki Kangus z zimnym mlekiem i za półtorej godziny będę już szedł do pociągu. Po drodze niestety wypalę papierosa, później pewnie drugiego w drodze z Dworca Centralnego do firmy... Gardło przestało mnie boleć więc znowu mogę palić. Wczoraj nie mogłem się powstrzymać, kupiłem w kiosku kolejną paczkę oraz zapalniczkę, mimo tego, że poprzedniej się pozbyłem właśnie po to by już nie palić. Jestem już w szponach nałogu czy nadal palę z nudy? Uznam, że jestem nałogowym palaczem dopiero wtedy gdy zapytam się w trakcie dyżuru w pracy - "Mogę wyjść na papierosa?". Pewnie otrzymam odpowiedź "Euzebiusz, przecież Ty nie palisz!". Teraz już palę...

Niby jest już wiosna, jest piękna pogoda ale jakoś nie potrafię się tym wszystkim cieszyć. Wczoraj na wycieczce rowerowej było fajnie i dzisiaj w pracy pewnie pomyślę, że wolałbym teraz jeździć na rowerze niż po raz tysięczny klepać te durne smsy, ale... Nie da się ukryć, że jestem jakiś taki zjebany.

Chciałem dla zabawy pograć z siostrą w literaki przez Internet ale niestety siostra straciła połączenie z siecią bo siedzi w lesie gdzie iPlus ciągle gubi zasięg. Druga siostra też nie jest w zbyt dobrym nastroju, może nawet jeszcze gorszym niż ja... Teraz jedynie rozmowy na gg z jedną dziewczyną stanowią dla mnie rozrywkę i są naprawdę pocieszające... Gorzej, że na żywo jestem mniej rozmowny niż na gg. Jeszcze raz to powtórzę - tracę przy bliższym poznaniu. Albo mi się tak wydaje.

Poza tym nadal poprawia mi się nastrój gdy dostaję smsa od Doroty, choćby takiego na dobranoc... Albo na dzień dobry. Albo takiego o uprawie słonecznika w doniczce lub każdym innym drobiazgu. :) Ech, po prostu jestem od Niej całkowicie zależny, ona włada moim nastrojem, decyduje o tym czy będę miał zły czy dobry dzień... Całowałbym ziemię po której stąpa, taki jestem... Zakochany. Należę do Niej i już. "I don't care You don't want me, cause I'm yours yours yours, anyhow"... Tjaa... Beznadziejny ze mnie przypadek.

Idę pracować by zarobić na coś... Sam nie pamiętam już na co. Chyba na robienie prawa jazdy, które odłożyłem już do wakacji i czuję, że niedługo odłożę do jesieni. Oby nie była to jesień 2010 roku.

Na Dworcu Centralnym sprzedają pączki po 59 groszy za sztukę. Może więc zamiast palić papierosa w drodze do firmy to zjem sobie pączka... O.


"So no, of course, we can't be friends
Not while I'm still this obsessed
I guess I always knew the score
This is how our story ends

I smoke your brand of cigarettes
And pray that you might give me a call"

Garbage "Cup of coffee"


2009.04.07 / Wtorek / 19:27 - Anioły bierzta mnie

Spotkanie było... Zakupy były... Teoretycznie wszystko tak jak wcześniej ale jednak już inaczej, zimniej, z większym dystansem... Być może właśnie tak jak być powinno.

O 14:05 bus do Dęblina odjechał a ja zostałem sam więc postanowiłem wykorzystać wolne popołudnie i jednak udałem się do Kazimierza Dolnego tak jak to wcześniej planowałem. Zawsze gdy tam jadę to wybieram się za Kazimierz, skręcam w prawo obok Zajazdu Piastowskiego i wjeżdżam na pewną górę, na której widać mnie na tym zdjęciu. To miejsce nie jest powszechnie znane a moim zdaniem jest nawet przyjemniejsze niż samo miasto. Wcześniej lubiłem tam sobie pojechać samotnie i relaksować się w tym spokojnym miejscu ale jednak od pewnego czasu samotność już w ogóle mnie nie bawi... Trochę nędznie było, trochę smutno... Nie wiem, w jakiś dziwny nastrój popadłem i ogólnie to cieszę się, że jutro już pojadę do pracy... Cieszę się też, że w maju wrócę do domu i do Warszawy już raczej na stałe. Cieszę się z tego skoro nie mam innych powodów do radości...

W przyszły wtorek zrobię sobie drugą samotną wycieczkę, tym razem zapewne pojadę do Dęblina, tam przekroczę Wisłę i wrócę do Puław zataczając koło. W Dęblinie zatrzymam się na chwilę... Muszę się powoli usuwać z życia pewnej osoby... Widocznie byłem w nim tylko gościem, wpadłem na jakiś czas i skończy się tak, że zniknę...

Chciałem tego uniknąć ale... Szkoda gadać.

Tylko zaznaczam - moje uczucia się nie zmieniły, z mojej strony jest cały czas tak samo. Chyba zawsze tak będzie... Ale kogo to obchodzi.

Jakoś nie mogę sobie nigdzie miejsca znaleźć... Tu źle i tam niedobrze... Ech.


2009.04.07 / Wtorek / 09:38 - Romantycznie

Rozpoczął się wtorek - kolejny słoneczny dzień w Puławach, kolejny wolny dzień dla mnie...

Dzisiaj w planach mam popołudniowe wyjście do Galerii Zielonej na zakupy (z tym, że ja nic nie będę kupował bo poprzedni miesiąc poczynił poważne spustoszenie w moim portfelu) a wieczorem może jeszcze przejadę się gdzieś na rowerze. Na razie siedzę i wygrzewam się przed laptopem w promieniach słońca wpadających przez okno.

Zdjęcie zostało zrobione wczoraj podczas spaceru po parku. Właśnie to jest jeden z moich ulubionych widoków na tym świecie - kobieta i mężczyzna trzymający się za ręce. Zawsze jak widzę zakochaną parę to mam ochotę ich sfotografować, szczególnie jeśli widać, że dobrze do siebie pasują, jeśli są do siebie podobni, a widziałem już setki niezwykle podobnych do siebie ludzi dobranych w pary... Przydałaby się do tego jakaś dobra lustrzanka, wtedy mógłbym się ich zapytać czy pozwolą mi się sfotografować... Na razie fotografuję pary raczej tak jak widać na tym zdjęciu czyli od tyłu. :P Też ładnie...

Ale chyba jeszcze bardziej lubię patrzeć na pary z dzieckiem lub dziećmi... Jak ja to wszystko uwielbiam... Taaak.

Romantyk ze mnie, wiem. Szkoda tylko, że teraz ja nie mam już z kim spacerować w taki sposób... Ech. :/ W ogóle nie chciałbym być do końca życia tylko obserwatorem, ale bycie nim jest pewnie łatwiejsze niż bycie mężem i ojcem. A może właśnie jest trudniejsze... Prędzej to drugie.

Ale mimo wszystko nie jest źle. Pędzę pod prysznic i wkrótce wychodzę... Za trzy godziny znowu będę w szatni Liceum Czartoryskich.

Od jutra przede mną tydzień pracy, ale akurat od czwartku nie będę już w Puławach tylko w Truskawiu i do pracy będę jeździł przez te kilka dni rowerem. Do Puław powrócę w przyszły poniedziałek po pracy.


2009.04.06 / Poniedziałek / 18:48 - Wczechobecni Czartoryscy

Spałem tylko dwie godziny... Zasnąłem o 11:30 a o 13:30 już się obudziłem i w dodatku byłem wypoczęty. Puławskie cuda. ;)

Skorzystałem z ładnej pogody i wybrałem się na mały spacer po Puławach, wstąpiłem do Galerii Zielonej gdzie dokonałem zakupu myszki do laptopa. Teraz mogę pracowac (a raczej opierdzielać się) dużo szybciej i efektywniej.

Przeszedłem się też po uroczym parku, którego część uwieczniłem na zdjęciu i tak mniej więcej wyglądał ten słoneczny, przyjemny poniedziałek. Właściwie to jeszcze spora część dnia przede mną... Może wreszcie coś poczytam bo książek sobie tutaj kilka przywiozłem a jakoś topornie idzie mi ich czytanie. Wszystko idzie mi topornie...

Do Kazimierza jutro jednak nie jadę... Wolę sobie pójść z Czartoryskich do Czartoryskich... Nadal tak mam, że każda chwila spędzona z Dorotą jest dla mnie bezcenna. To chyba dobrze?


2009.04.06 / Poniedziałek / 11:17 - Wiecznie niewyspany

Chciało mi się spać przez cały dyżur w pracy, chciało mi się spać w pociągu, chciało mi sie spać na ławce przed liceum w Puławach i w końcu znalazłem się w mieszkaniu gdzie swobodnie mogę zasnąć ale zamiast tego leżę w łóżku z laptopem i wklejam kolejne zdjęcie na PhotoBloga...

Dziwne, ale teraz to w Puławach czuję się jak w domu, a w Truskawiu trochę tak jakbym był tam gościem... I tylko Warszawa pozostaje Warszawą, miastem, w którym zawsze będę się czuł jak w domu. Przydałoby się tam wynająć mieszkanie - poszukuję osoby, która wynajmie mieszkanie w stolicy na spółkę ze mną, najlepiej żeby to była kobieta. ;P

Miałem mieć wolną niedzielę ale kolega nie wziął za mnie dyżuru więc siedziałem w pracy 11 godzin, później przyjechałem z jednego ulubionego miasta do drugiego i przede mną dwa dni wolne. Teraz pozwolę sobie zasnąć... Jutro chętnie wybrałbym się na wycieczkę, choćby do Kazimierza Dolnego, pieszą albo lepiej rowerową, ale czy tak zrobię? Coś mi mówi, że nie... Po co tłuc się samemu po Kazimierzu...

O, właśnie... W takim razie poszukuję osoby, która chętnie pojedzie ze mną do Kazimierza Dolnego, najlepiej żeby była to kobieta. ;P

Żartuję, żartuję... Naprawdę idę spać...


2009.04.05 / Niedziela / 05:02 - Chwilowy powrót do lasu

Tak jak przypuszczałem powrót do domu w lesie okazał się nieunikniony ale nie szkodzi, już dzisiaj ponownie się stąd wyrywam...

Około 18:30 przyjechałem pociągiem do Warszawy i stwierdziłem, że jednak uwielbiam to miasto, było tak ciepło, spokojnie i po prostu swojsko, że poczułem się ponownie jak w domu. W Puławach też czuję się jak w domu ale jednak nieco innym... Warszawa to Warszawa i już.

W pracy dowiedziałem się, że mój kolega, o którym kiedyś wspominałem na PhotoBlogu nawiązując do tego jaki udany jest jego związek z dziewczyną, właśnie się z tą dziewczyną dzisiaj rozstaje. Ponieważ po rozstaniu prawdopodobnie popadnie w jeszcze większą depresję niż ta, w której jest obecnie to chętnie weźmie mój niedzielny dyżur by pracując nie myśleć o problemach i przyjdzie do firmy za mnie a ja pojadę prosto do Puław... Ale stanie się tak tylko wtedy gdy wszystko dobrze pójdzie (czyli w tym przypadku źle).

Dyżur skończyłem dzisiaj o 2:00 zamiast o 7:00 więc czekał mnie spacer po Warszawie nocą, jazda nocnym autobusem, kolejny spacer - po gminie Izabelin, kolejna jazda nocnym autobusem i jeszcze jeden spacer, tym razem ostatni, przez las do domu. I teraz jestem tutaj, w swoim zimnym pokoju... Wszyscy domownicy jeszcze śpią i ja też wkrótce pójdę spać tylko zjem posiłek, który można nazwać kolacją lub śniadaniem.


2009.04.04 / Sobota / 20:30 - Niechciana wolność

Jaką ja mam dobrą siostrę - sama mi skleiła prawego Martensa, który zaczął się rozpierdzielać. Wstaję rano i widzę, że wszystko jest z nim już w porządku (o ile klej wytrzyma). Miałem kupować na wiosnę nowe, trzydziurkowe glany i miały to być właśnie Martensy ale tej firmie powiem już pa pa i nigdy nie będę kupował jej kolejnych, ryzykownych wyrobów made in China. Niech spadają.

Miałem dzisiaj obudzić się dopiero o 14:00 żeby później nie zasnąć w pracy ale niestety jak to zwykle bywa niezupełnie mi się to udało i wstałem już o 10:00. Na szczęście przeczytałem wiadomość od kolegi, że on dzisiaj chętnie weźmie ode mnie kilka godzin więc w pracy będę tyko do 3:00 zamiast do 7:00. Wiąże się to z pewną zmianą planów - pojadę spać do domu pod Warszawą. Miałem przez ten miesiąc unikać tego miejsca ale jednak tak się ułożyło, że tam zawitam. Dopiero w poniedziałek będę z powrotem w Puławach.

Dzisiaj wciąż żyję wspomnieniami dnia wczorajszego i ogólnie delektuję się tym, że mogłem tak dobrze poznać przez ostatnie miesiące tą najważniejszą dla mnie dziewczynę. Właściwie stało się wszystko to co chciałem żeby się stało, zrealizowałem mnóstwo marzeń i mimo tego, że teraz to wszystko kończy się lub zmienia to jestem szczęśliwy. Przez ostatnie pół roku chciałem po prostu poznać Dorotę, tak dobrze na ile to możliwe i uważam, że osiągnąłem swój cel. Niech teraz Ona osiągnie swoje wymarzone cele... Niech żyje tak jak chce żyć, ja już nie przeszkadzam ale też nie znikam, żyję sobie tutaj tak jak widać gotów na to by ponownie zagościć w Jej życiu. :) Gotów by pomóc lub chociaż spróbować pomóc. Po raz kolejny zwracam sie ze słowami - zawsze możesz na mnie liczyć - mimo tego jakim słabym jestem człowiekiem.

Od teraz sporo się zmienia, można powiedzieć, że mam więcej wolności, na przykład mogę się zwolnic z pracy tak po prostu i przejść sobie do innej nie martwiąc się tym, że może przez miesiąc lub dwa będę bezrobotny, bez pieniędzy na koncie... Mogę też używać tego dezodorantu, który na zdjęciu stoi po lewej stronie.

Tak naprawdę wcale nie chcę tej wolności, ale dobrze już... Powiedzmy, że się z niej cieszę.

Idę suszyć włosy i powoli wybieram się do Warszawy do firmy, której niedługo prawdopodobnie powiem adios.


"Cause you were from a perfect world
A world that threw me away today today today
to run away

A pill to make you numb
A pill to make you dumb
A pill to make you anybody else
But all the drugs in this world
Won't save her from herself"

Marilyn Manson "Coma white"


2009.04.03 / Piątek / 20:30 - Dęblin - miasto wspomnień

Dzisiejszy dzień był jakby powtórką dnia sprzed niemal roku, powtórką 20 czerwca 2008. Po raz kolejny zawitałem do Dęblina na niemal cały dzień, spotkałem tych samych ludzi tylko tym razem wszystko było nieco inaczej, sporo się zmieniło przez ten rok, no i ja byłem teraz z inną osobą... Z przyjaciółką, którą co prawda kocham, ale czy ta moja miłość ma znaczenie? Ona po prostu jest i będzie... Będzie sobie czekać na lepsze czasy (które zwą się - do usranej śmierci).

Najważniejsze, że to był naprawdę wspaniały dzień, chyba jeden z trzech najlepszych w moim życiu, a może nawet najlepszy. Niewiele mi trzeba do szczęścia, właśnie takie zwyczajne spacerowanie z przyjaciółką, słuchanie jej opowieści z dzieciństwa, wyjście do parku z psem, pójście do pizzerii i ogólnie spędzanie wolnego czasu w najzwyklejszy sposób. This is my idea of a good time. :) I to wszystko przyprawione piękną pogodą. Dzisiaj pierwszy raz chodziłem po dworze bez kurtki.

Wieczorem dowiedziałem się czegoś ważnego, znalazłem się teraz w nieco innej sytuacji, moim zdaniem lepszej. Teraz jest właśnie tak jak powinno być, wcześniej cały czas coś mi nie pasowało i chyba wszyscy, którzy o tym wiedzieli też uważali, że to dziwne... Teraz jest więc normalnie.

Dzisiaj pierwszy raz w życiu próbowałem zjeść pizzę... Próbowałem. Nie udało mi się to. :) Nigdy więcej pizzy! :D

Przede mną cała noc przy komputerze bo zasnąć powinienem dopiero rano. Jutro praca.


2009.04.03 / Piątek / 07:28 - Słoneczny puławski piątek

Zdjęcie zrobione wczoraj nad Wisłą ale dzisiaj chyba będzie podobnie. Motyw Wisły powinien się ponownie pojawić... Mam wolne dni lecz i tak wstaję wcześnie rano, niewiele sypiam, najwyżej po 6 godzin... Tymczasem przydałby mi się taki dwunastogodzinny sen i właśnie dzisiaj będę miał okazję zrealizować ten plan ponieważ jutro do pracy wstaję dopiero po południu co jest spowodowane tym, że dyżur zaczynam dopiero o 20:00... A gdy w niedzielę rano wyjdę z pracy o 7:00 to pojawi się pokusa żeby pojechać stamtąd do domu pod Warszawą a nie do Puław i pewnie tak właśnie zrobię... Chyba. że się zbuntuję i kosztem małej ilości snu przyjadę jednak do Puław by po kilku godzinach znowu pojechać do Warszawy na kolejny dyżur...

Po dwóch dniach pracy przyjdą kolejne dwa dni wolne... Tak jak mówiłem wcześniej - za dużo mnie tu jest w tych Puławach, za bardzo się tu panoszę.

Za oknem świeci słońce, zapowiada się kolejny piękny dzień. Trzeba się szykować i iść a nawet jechać...

Tak patrzę na tą brudną wodę w Wiśle i sobie przypominam jak na początku lat dziewięćdziesiątych przyjeżdżaliśmy z rodziną na plażę na drugim brzegu i kąpaliśmy się... Czy dzisiaj ktoś kąpie się w Wiśle?


2009.04.02 / Czwartek / 22:48 - Krzaki pod mostem

To właśnie moja pierwsza poważniejsza wycieczka rowerowa w tym roku. Poniosło mnie gdzieś w kierunku Dęblina ale skończyło się pod nowym mostem w Puławach... Później pojeździłem jeszcze po okolicy i stwierdziłem, że z kondycją wcale nie jest u mnie źle mimo tego, że przez kilka miesięcy nie miałem styczności z rowerem.

Pogadałem wieczorem na gadu gadu i idę spać... Jutro będzie fajny dzień, nie tylko z tego powodu, że nie muszę iść do pracy... Dzisiejszy dzień też był fajny, nie zaprzeczam... Fajny, przyjemny i szczególny, przynajmniej dla mnie.

Od jutra chyba wyłączę myślenie, tak będzie mi w życiu łatwiej.

Rower - tego mi trzeba. Chcę więcej i więcej i więcej, tylko czasu brak i brak i brak.


2009.04.02 / Czwartek / 19:34 - 2 kwietnia 2009 roku

A więc 2 kwietnia 2009 roku... Dzisiaj miałem dzień wolny.

Na zdjęciu uwieczniony widok dosyć dobrze mi ostatnio znany - bus do Dęblina stojący w Puławach a w busie znajoma twarz, której akurat na tym zdjęciu za dobrze nie widać.

Gdybym chciał/mógł szczerze i otwarcie o wszystkim tutaj pisać to teraz bym się porządnie naprodukował ale to co mam do przekazania trafia ostatnio tylko do jednej osoby i jej imie wcale nie zaczyna się na literę D.

Ogólnie to jestem w jakimś dziwnym stanie i cała sytuacja, w której się znajduje też wydaje mi się dziwna... Na szczęście wieczorem wsiadłem na rower i pojeździłem po Puławach oraz okolicy, a rower siostry jest świetny. Właśnie tego mi było potrzeba... To mnie uspokaja.

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę w takiej sytuacji jak obecna, i że będę się tak zachowywał to bym go wyśmiał twierdząc, że mnie nie zna. Widocznie sam siebie nie znałem...

Czy ja nadal jestem romantykiem?


2009.04.01 / Środa / 21:34 - Miłość do Puław

Nie mam się do kogo przytulać więc przytulam się do filaru na puławskim peronie...

Dzisiaj po raz pierwszy przekonałem się jak to jest obudzić się rano w Puławach, pojechać do pracy do Warszawy i wieczorem powrócić do Puław... Powiem, że jest całkiem ciekawie i wcale nie tak męcząco jakby się mogło wydawać. Przez najbliższe dwa tygodnie będę właśnie tak postępował ale już widzę, że kilka dni spędzę jednak w domu pod Warszawą bo pociągi w święta nie będą jeździć o tych godzinach, o których są mi potrzebne. A miałem taki piękny plan - przez miesiąc nie widzieć domu rodzinnego... W ogóle nawet nie rozmawiać z mamą przez ten czas.

Wśród moich planów, których teraz jeszcze nie zrealizuję jest też taki - nigdy już nie wrócić do domu rodzinnego.

Na razie codziennie będę powtarzał tak przyjemne punkty dnia jak droga na stację PKP w Puławach, gdy jest jeszcze ciemno i na ulicach nie ma nikogo, jazda pociągiem ze stacji w Puławach do Dęblina, gdy przedziały są jeszcze puste, wschód słońca oglądany z pociągu, spacer z Dworca Centralnego do firmy gdy wszyscy ludzie wokół się spieszą a ja nie muszę, jedzenie serków waniliowych w pracy pół godziny przed rozpoczęciem dyżuru, wyjście z firmy i dużo szybszy spacer niż ten poranny, bym nie spóźnił się na pociąg a w końcu powrót ze stacji PKP do mieszkania... Siostra po mnie wtedy wychodzi, ciekawe kiedy jej się to znudzi. :)

Tylko jeden element jest nieprzyjemny - praca. Pewnie dlatego mi za nią płacą.

Dzisiaj był Prima Aprilis - nabierałem więc w pracy klientów, pisałem im, że będzie dobrze...