2009.05.31 / Niedziela / 20:52 - Mazovia MTB 2009-05-31

Planowałem wziąć w tym maratonie udział ale zamiast tego byłem po prostu obserwatorem, fotografem i filmowcem w jednym - też było ciekawie.

Przed dom wyszedłem około 10:30 i jakieś 45 minut później z prędkością strzały przemknęli pierwsi - elitarni uczestnicy. Nie zdążyłem nawet chwycić za aparat a już ich nie było... Na szczęście przez kolejne trzy godziny jechali następni, których skutecznie uwieczniałem na zdjęciach i filmach. Linki do dwóch przykładowych filmów zamieszczam na dole, słychać na nich nawet mój głos. ;P

Początkowo pogoda była bardzo ładna i żałowałem, że nie wybrałem się na maraton ale dwie godziny później nadeszła ulewa połączona z burzą, zrobiło się zimno i wtedy zrozumiałem, że pozostanie dzisiaj w domu było całkiem sensownym rozwiązaniem (wybawieniem). :)

Niezwykle przyjemny dzień, będę go bardzo miło wspominał. Było wiele powodów do śmiechu bo organizacja nieco szwankowała a przecież zawsze najśmieszniej jest wtedy gdy coś się nie udaje... Ogólnie wesoło było.

I tym miłym akcentem kończy się maj roku 2009.


Mazovia MTB 2009-05-31 Zmiana dętki

Mazovia MTB 2009-05-31 Zderzenie i zgubienie chipa


2009.05.30 / Sobota / 03:32 - Las maquinas de la muerte

Właśnie tego brakowało w naszej firmie - automatu z jedzeniem i piciem. W budynku Radia Zet mieliśmy dwa automaty z napojami w puszce ale ten nowy, postawiony na korytażu naszej nowej siedziby jest zaopatrzony w interesujące mnie pożywienie. Z bogatego menu najbardziej interesują mnie batony Twix i Kitkat, rogale 7days i ogólnie wszystkie napoje łącznie z enegergetycznym Tigerem, dzięki któremu nie chce się spać. Mam teraz na co tracić kasę, muszę tylko mieć przy sobie drobne. Nie będę już przymierał z głodu i pragnienia jak to bywało do niedawna, gdy skończyła mi się herbata i kanapki.

Z pracy wyszedłem 3 godziny wcześniej i jutro będę miał ostatni dyżur w maju, później tylko dwa tygodnie czerwca i rozpocznie się urlop, o którym na PhotoBlogu piszę już od ponad dwóch miesięcy. Czekam na niego jak na zbawienie.

Fajnie jest ostatnio. Naprawdę przyjemnie i miło.

Szkoda tylko, że Marilyn Manson nagrał taką przeciętną płytę. Spodziewałem się po nim czegoś więcej bo wszystkie jego poprzednie płyty stały jednak na wysokim a niekiedy najwyższym możliwym poziomie. Kolejny wypalony.

Dlatego ostatnio muzycznie zachwycam się Sonic Youth, szczególnie utworami, w których śpiewa Kim Gordon. Dzisiaj wszyscy są już po pięćdziesiątce więc Youth w nazwie jest nieco nie na miejscu, ale ja skupiam się na ich najbardziej rewelacyjnych płytach z końca lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych. Na kolejną zamówioną czekam.


"I feel like I'm disappearing
getting smaller every day
but when I open my mouth to sing
I'm bigger in every way"

Sonic Youth "Tunic"


2009.05.29 / Piątek / 14:51 - Hidden

Nie obetnę włosów, nie obętnę, niech rostną chaotycznie tak jak chcą. :) Pod tą fryzurą mogę ukryć pryszcze, które ostatnio przeprowadziły zmasowany atak na moją twarz i zastanawiam się jaka jest tego przyczyna. Papierosy? Mało urozmaicona, uboga w witaminy dieta? W dodatku wypadają mi włosy po każdym wymyciu... Rozpadam się! ;o

Wczorajszy wolny dzień spędziłem przed ekranem komputera, grając z dęblińskimi i poddęblińskimi kobietami w literaki, warcaby i kalambury na pewnym popularnym serwisie gier on-line, rozmawiając ze znajomymi na gadu gadu, podziwiając urodę Julii Volkovej na wszelakich zdjęciach znalezionych w internecie i wystawiając sprzęt na aukcji Allegro - muszę pozbyć się subwoofera, który nabyłem ponad tydzień temu.

Dwa dni temu w autobusie widziałem kobietę o tak oszałamiającej urodzie, a raczej tak dokładnie wpasowującej się w mój gust, że aż postanowiłem uwiecznić ją na zdjęciach, lecz niestety żadne z nich się nie udało. Była to zdecydowanie jedna z najlepiej prezentujących się kobiet jakie w życiu widziałem...

Ale... Najważniejszą wiadomością dnia wczorajszego było jednak to, że z firmy został zwolniony jeden z dwóch najbliższych mi kolegów - Jacek. Pracował u nas rok i został niesłusznie wyrzucony, na podstawie bezpodstawnych oskarżeń o włamanie na komputer supervisora. Ech, jest to po prostu żenujące, że zwalnia się jednego z najlepszych pracowników, człowieka, którego lubi właściwie każdy, totalnie bezkonfliktowego... Cóż, pozostaje tylko wierzyć, że nasza przyjaźń nie skończy się wraz z jego odejściem. Wielka strata dla firmy.

Teraz udam się do pracy w firmie, w której szerzy się niesprawiedliwość - jak wszędzie zresztą. Pozostaje tylko pytanie kiedy wreszcie mnie zwolnią.


2009.05.27 / Środa / 12:52 - Googlemaps

W pracy znowu niewiele się dzieje więc większość czasu spędzam na Googlemaps bo niedawno odkryłem, że gdy zrobi się maksymalne powiększenie mapy Paryża lub innego wielkiego miasta to włącza się rewelacyjna opcja - możliwość odbycia wirtualnej wycieczki i wygląda to tak jak widać na zdjęciu. Można się swobodnie rozglądać we wszystkie strony i wjechać kamerą w każdą uliczkę... Tylko Wieży Eiffla nie mogę znaleźć bo nie wiem gdzie się ona znajduje, dzisiaj będę kontynuował poszukiwania. :) Właśnie teraz Warszawa jest przenoszona w taki sam sposób na Google - przez kilka miesięcy będzie po niej jeździł samochód fotografujący wszystko dookoła i wkrótce będzie można odbyć taką wirtualną wycieczkę także po naszej chaotycznej stolicy. :) Czekam na Lublin, Puławy i Dęblin, może kiedyś te miasta też tam wrzucą. :)

Dzisiaj do pracy będę chyba jechał w czasie deszczu, a jak będę miał większego pecha to nawet w czasie burzy. Jutro na szczęście wolny dzień.


2009.05.26 / Wtorek / 05:48 - High end of low

Fajnie tak siedzieć w pracy do 3:00 i wracać rowerkiem wtedy gdy wschodzi słońce, podoba mi się taka opcja.

Ostatnio następuje wysyp premier moich muzycznych idoli - najpierw Yeah Yeah Yeahs, później Tori Amos a teraz Marilyn Manson wydał nową płytę, którą właśnie sobie zamówiłem w Merlinie i jeszcze dzisiaj albo jutro ją odbiorę. Zajefajnie.

Rzucam te głupie fajki... Oddam paczkę mentolowych Marlboro w dobre ręce. Zabierzcie ode mnie ten szajs.


2009.05.25 / Poniedziałek / 13:55 - Tata psychopata

Na ekranie telewizora mój ulubiony film - "Lśnienie". Scena kultowa. Kreacja aktorska Jacka Nickolsona w tym filmie jest moim zdaniem najlepszą ze wszystkich w całej historii kina, choć duża w tym zasługa reżysera - Stanleya Kubricka. Kiedyś moim ulubionym filmem był "Leon", następnie "Czas apokalipsy" a teraz właśnie "Lśnienie". To jeden z tych filmów, na które mogę się gapić jak zahipnotyzowany niezależnie od tego, który raz je oglądam. Jest tylko kilka takich. Ale telewizor nadal mam za mały, przydałoby się kupić większy, plazmowy albo od biedy nawet lcd... Tak, pamiętam o tym, że miałem robić prawo jazdy ale jakoś nie mam do tego weny, nie wspominając o tym, że nie mam na to pieniędzy. Pieniądze w miarę łatwo by się znalazły ale z weną mógłbym mieć dużo większy kłopot.

Wyjątkowo dobrze znoszę ten ośmiodniowy maraton w pracy i w ogóle idzie mi tam dobrze, chyba nawet średnią wyrabiam a rozrywka ogólnie nie jest taką męczarnią jak ezoteryka, którą mieliłem przez kilka początkowych miesięcy tego roku. Dzisiaj mam już dzień szósy pracy i od dzisiaj zaczynam dyżury o godzinie 17:00 a kończę o 3:00 więc chyba rano będę nawet widział wschód słońca powracając rowerem do domu.

Zastanawiam się o czym tu jeszcze napisać... Nie ma o czym bo nic się nie dzieje. Urlop już dostałem i rozpocznie się on równo za trzy tygodnie, a dokładniej dwa tygodnie i sześć dni.

Nikogo to nie obchodzi ale ostatnio nadałem kolejnej płycie rangę płyty idealnej i jest to "It'll end in tears" zespołu This Mortal Coil. Na razie znam więc cztery płyty, które nazywam idealnymi, a do tej ostatniej mam szczególny sentyment, szczególnie do utworu "Song to the siren".

Tak, tak, to po lewej stronie na zdjęciu to subwoofer, który w poprzednim tygodniu kupiłem na Allegro. Niedługo będę go sprzedawał bo niestety jest on tylko namiastką prawdziwego subwoofera, ale na razie lepszy taki niż żaden.

Idę do pracy by zarobić pieniądze, które powinienem odłożyć lub wydać na coś sensownego ale jak zwykle mi się to nie uda.


"On the floating, shapeless oceans
I did all my best to smile
til your singing eyes and fingers
drew me loving into your eyes."

This Mortal Coil "Song to the siren"


2009.05.23 / Sobota / 00:55 - Człowiek z lasu

W pracy jest ostatnio coraz więcej luzu i dzisiaj ponownie mogłem sobie wrócić wcześniej do domu, konkretnie cztery godziny wcześniej. Sama praca zresztą pracy nie przypominała i wygląda na to, że teraz płacą mi za czytanie książek.

Dzień upłynął mi w dużej mierze na słuchaniu najnowszej płyty Tori Amos - "Abnormally attracted to sin", która okazała się jednak dobra, a nawet bardzo dobra mimo wcześniejszych niepokojących znaków świadczących o tym, że będzie zła, a nawet bardzo zła. Nie ma więc mowy o tym, że mógłbym nie pójść na koncert w październiku - gdy tylko bilety pojawią się w sprzedaży to popędzę do Empiku czy innego Trafficu w celu nabycia dwugodzinnej przepustki do raju.

Tymczasem kładę się do łóżka by kontynuować czytanie najnowszej książki Palahniuka, którą już teraz uznałem za jego najlepsze dzieło. Nie powinno się jednak chwalić dnia przed zachodem słońca więc z poważniejszą opinią powstrzymam się do momentu przeczytania ostatniej strony.


2009.05.22 / Piątek / 01:47 - Nie-rzucanie palenia

Tak właśnie wygląda moje rzucanie palenia... Mam swój przystanek na Bemowie, na którym sobie siadam by zapalić papierosa w drodze do pracy i z pracy... Mam kilka takich miejsc na wypalenie papierosa...

Może więc dla odmiany nie będę rzucał palenia. Od dziś nie rzucam.

Kilka osób przekonywało mnie, gdy jeszcze nie paliłem, że dobrze wyglądałbym z papierosem... O tak, szczególnie moje płuca i moje naczynia krwionośne dobrze będą wkrótce wyglądać. Lepiej wyglądałbym gdybym umył włosy ale niestety, wczoraj nie miałem na to czasu... W ogóle ostatnio pod względem wyglądu zaczynam przypominać ćpuna, a przynajmniej miewam takie momenty...

Z moich obserwacji wynika, że lubię ludzi, którzy palą... Palenie jest symbolem czegoś ale w tej chwili nie potrafię określić czego... Jest za późna godzina na takie przemyślenia... Pewnie zazwyczaj Ci, którzy palą są ludźmi słabszymi od tych, którzy nie palą... Lub są słabi właśnie w tej dziedzinie po to by mogli być mocni w innych...

Fajne jest to, że dopiero gdy sam zacząłem palić to zauważam w filmach, które lubiłem od dawna, sceny z papierosami. Na przykład Weronika z "Podwójnego życia Weroniki" Kieślowskiego pali papierosy, a wcześniej jakoś umykało to mojej uwadze. Muszę też wspomnieć, że w filmach Kieślowskiego nie tylko palenie ale też coś jeszcze jest pokazywane po mistrzowsku - seks. Szczególnie w filmie "Przypadek", który ostatnio oglądałem... Co to się porobiło - największą uwagę zwracam w filmach na papierosy i seks...

Skoro zacząłem palić za sprawą dziewczyny to przestać też będę mógł tylko w ten sposób, pod warunkiem, że ta, w której się zakocham nie będzie paliła... Ale dość już w na tym PhotoBlogu o miłości, dość o dziewczynach i dość o papierosach... Wyczerpałem już limit na ten rok.

Dość czy dosyć?

Dam sobie spokój z pisaniem...

Idę zjeść kolację bo już zbliża się 2:00 w nocy...


2009.05.21 / Czwartek / 20:44 - W samym sercu miasta

W samym sercu Warszawy stoi sobie firma, w której pracuję i jest to właśnie ten budynek widoczny na zdjęciu, konkretnie ten jedyny szerszy niż wyższy. Zapraszałem do tej pracy wielu ludzi ale jeszcze nikt z zaproszenia nie zechciał skorzystać... Dlatego właśnie nie otrzymałem jeszcze nigdy premii 50 zł za znalezienie nowego pracownika (naiwniaka).

Dzisiaj pracowałem tylko dwie godziny po czym powiedziałem, że chętnie poszedłbym do domu co z powodu małego ruchu mi umożliwiono, wsiadłem więc na rower i wracałem nietypowo bo o 17:00 zamiast w środku nocy, a na ulicach i na chodnikach o 17:00 jest tłoczno, o tak. Bardzo tłoczno. W drodze powrotnej widziałem dziesiątki pięknych dziewczyn, z czego szczególnie jedna rzuciła mi się w oczy, nie wiem jak to możliwe, że do niedawna ich nie zauważałem... W pracy zresztą też jest cholernie dużo fajnych i cholernie ładnych dziewczyn (z czego szczególnie jedna rzuciła mi się w oczy), ale piszę to wszystko z pozycji wiecznego obserwatora, nie, żebym miał zamiar jakoś działać... Tak więc zarobiłem dzisiaj mniej ale przynajmniej mogę teraz posiedzieć przy swoim komputerze lub poleżeć w łóżku czytając książkę, Pratchetta albo nowego Palahniuka bo zazwyczaj czytam kilka książek naraz. Nie kończę jednej a już zabieram się za drugą i kto wie, może to odnosi się też jakoś do mojego życia, może w życiu też rozpoczynam wiele spraw a niewiele kończę... Rzekłbym jednak, że raczej dużo planuję a niewiele robię... Dużo piszę i mówię a później nie przekłada się to na czyny... Albo wręcz co innego mówię a później co innego robię... Nie wiem zresztą, nie zagłębiam się w to.

Do urlopu pozostały mniej więcej trzy tygodnie czyli tyle samo ile będzie trwał ów urlop. Dużo to i niedużo zarazem... Nie wiem zresztą, nie zagłębiam się w to...

Za dziwne uznałem ostatnio, że wielu ludzi pracujących w mojej firmie zataja przed znajomymi a nawet przed najbliższą rodziną to czym się zajmują w pracy. Kurde, ja jestem z tego wszystkiego dumny i nikt mnie nie przekona do zmiany zdania, jakiś dziwny chyba jestem. :P

A to logo Mercedesa obraca się i obraca, cały czas, dzień i noc...


2009.05.20 / Środa / 11:05 - Pasztet

Trzy wolne dni minęły i teraz przede mną aż osiem dni pracy, z czego oczywiście się bardzo cieszę... ;/

Pasztet Podlaski - moje podstawowe pożywienie. Sam nie wiem od jak dawna go jem, prawdopodobnie od około dwanastu a może nawet piętnastu lat... Niewiele miałem dni bez zjedzenia choćby jednej kanapki z tym pasztetem. Zazwyczaj zaczynam od tego dzień ale niekiedy jem pasztet dwa, a jak się bardzo uprę, to i trzy razy dziennie (w wyjątkowych okolicznościach). Lepiej nie myśleć ile kurcząt musiało stracić życie bym mógł się wyżywić, lepiej nie myśleć też co można w tym pasztecie znaleźć. Ja wiem, że on jest ochydny ale to mi nie przeszkadza w jego konsumpcji.

Pogoda słoneczna, pora więc wsiąść na rower i pojechać do pracy. Dziwnie się czuję gdy nie mam przy sobie żadnej paczki papierosów ale chyba jednak nie kupię kolejnej - bardziej ze względów finansowych niż zdrowotnych.


2009.05.17 / Niedziela / 18:51 - Zamulam w dziczy

Z tatą na przydomowej ławce... Pod względem budowy ciała raczej się w tatę nie wrodziłem. :P

Doczekałem się prawdziwego cudu - trzech dni wolnych! :D Dzień pierwszy niestety niemal w całości już zjadłem ale jeszcze pozostał pyszny poniedziałek i słodki wtorek, które skonsumuję tak samo jak niedzielę - będę siedział w domu nic nie robiąc. :P

Co prawda miałem na dzisiaj wspaniały plan wyjazdu do Puław ale sam się z niego wycofałem i zamiast nawiązywać nową, piękną znajomość w pociągu osobowym do Dęblina, robię to co robię, czyli nic. Zamulam w Puszczy Kampinoskiej, tonę w bagnie beczynności. :) A mogło być ciekawie. Kto wie czy dostanę drugą szansę... Ale może wcale jej nie potrzebuję?

Jak cudownie jest nie mieć żadnych obowiązków. Muszę tylko pamiętać o tym by oddychać, jeść, pić i chodzić do ubikacji. Poza tym pełna wolność i dowolność.


"You've got to get yourself together
You've got stuck in a moment and now you can't get out of it
Don't say that later will be better now you're stuck in a moment
And you can't get out of it"

U2 "Stuck in a moment you can't get out of"


2009.05.15 / Piątek / 11:55 - T-shirt

Czarnych koszulek nigdy za wiele, a takiej jak ta nie ma prawie nikt. :) Czuję się w niej tak... Awangardowo. :P Wiem, że trochę wymięta ale zdjęcie było robione zaraz po wyjęciu jej z paczki...

Tymczasem noc minęła, nadeszło kolejne południe i po raz kolejny muszę zbierać się do pracy. Filmu na wideo nie obejrzałem bo za bardzo chciało mi się spać ale nic to nie szkodzi - przecież będę miał kolejne wolne dni...

Idę myć włosy przy dźwiękach Lacrimosy Mozarta.

Taki krótki wpis... Dla odmiany.


2009.05.15 / Piątek / 01:16 - Zagubiony rowerzysta

Z planów przejechania rowerem trasą maratonu niewiele wyszło bo po pierwsze kolega nie mógł do mnie dołączyć na czas gdyż najpierw zaspał a później utknął w długiej kolejce do kasy w jednym z warszawskich hipermarketów. Mimo tego wyruszyłem w trasę sam lecz już po przejechaniu dwóch kilometrów skręciłem nie tam gdzie trzeba przez co najzwyczajniej w świecie się zgubiłem. Zaczęło się więc krażenie po podwarszawskim lasku i szukanie właściwej trasy. Szczęśliwym trafem ją odnalazłem ale niewiele to dało bo kilometr dalej zgubiłem się po raz drugi, dla odmiany na polu pod pewną wsią. Tym razem zamiast skręcić tam gdzie trzeba, pojechałem prosto przez co trafiłem w nieco inne miejsce niż powinienem. Na koniec zgubiłem właściwy szlak po raz trzeci, na polu, które widać na załączonym zdjęciu. Po tych wydarzeniach postanowiłem odpuścić sobie resztę trasy mimo, że akurat dalszą część znałem już doskonale. No cóż, w dniu maratonu trasa będzie dokładnie oznaczona ale na razie żadnych oznaczeń jeszcze nie było więc pogubienie się w tym wszystkim wcale nie było trudne. Nadal nie wiem jak będzie z maratonem. Jeśli znajdę jeszcze jakiś wolny dzień na trening i przejechanie całej trasy to możliwe, że spróbuję stawić się na starcie w ostatnią niedzielę maja.

Pojeździłem sobie kilka godzin, później posiedziałem przy komputerze i tak minął mi ten wolny dzień. W niedzielę najprawdopodobniej wybieram się do Puław ale nietypowo - z Dworca Wschodniego, pociągiem osobowym, co oznacza, że będę miał przesiadkę na stacji w Dęblinie. Cóż, nie chciałem tego, ale Dęblin ponownie pojawia się w moim scenariuszu, tym razem już za sprawą innej osoby... Widocznie jestem skazany na Dęblin. ;)

Teraz puszczę sobie na wideo jakiś zaległy film, nagrany wcześniej a do dzisiaj nie obejrzany. Kilka jeszcze na mnie takich czeka.


2009.05.14 / Czwartek / 03:32 - Warszawa vs Puszcza Kampinoska

Co to się porobiło - już pięćsetny wpis na moim PhotoBlogu... Przerażające.

Zdjęcie przedstawia okolice mojej firmy, moją codzienną drogę do pracy, którą zresztą bardzo lubię. Szkoda, że nasze biura nie znajdują się w tym budynku ze zdjęcia bo to jeden z moich ulubionych w Warszawie. Nasz prezes wynajął biura w nieco podlejszym miejscu, ale przyznaję, że mimo wszystko całkiem przyjemnym.

Doczekałem się wreszcie wolnego dnia i czwartek spędzę praktycznie w całości na rowerze bo umówiłem się z kolegą na przejechanie niemal połowy Puszczy Kampinoskiej dokładnie tą samą trasą, którą pod koniec maja będzie jechać maraton Mazovia MTB. Kolega pierwszy raz wybierze się rowerem do lasu i jestem ciekaw czy w związku z tym przejedziemy całą trasę bo jednak las to las i nie jeździ się po nim tak samo łatwo jak po szosie. Kolega w ogóle rozbawił mnie dzisiaj kilkoma stwierdzeniami dotyczącymi Puszczy Kampinoskiej, mianowicie myślał on, że łoś jest mięsożerny i żywi się na przykład królikami. :D Miałem niezły ubaw w pracy gdy to usłyszałem i wyboraziłem sobie łosia polującego na króliki a potem pożerającego je. :) Poza tym kolega spodziewał się natknąć w Puszczy na krowy żyjące dziko. :) To też był super. Mówił coś jeszcze ale już wyleciało mi to z głowy... Taką wiedzę o lesie mają ludzie, którzy urodzili się w Warszawie i praktycznie nigdy się z niej nie ruszali a las znają tylko z filmów. Jutro przegonię kolegę po puszczańskich wydmach i bagnach i mam nadzieję, że mu się tu spodoba. :P Niestety ominie go niewątpliwa atrakcja jaką są komary gdyż pochowały się one gdzieś i mimo maja jeszcze się na poważnie nie pojawiły.

Ja rowerem po Puszczy w tym roku jeszcze niewiele jeździłem ale po Warszawie śmigam z coraz większą prędkością, a swój obecny dojazd do firmy lubię o wiele bardziej niż ten poprzedni, gdy firma znajdowała się jeszcze w budynku Radia Zet. Kto by pomyślał, że tak mi się spodoba na Miedzianej.

Chyba wkrótce rozpocznie się nowy wątek na moim PhotoBlogu, który będzie miał związek ze mną, z moim bolącym zębem i koniecznością udania się na pierwsze w życiu borowanie. Boże, miej mnie w Swej opiece. Nie wiem jak ja to przeżyję. :(


2009.05.13 / Środa / 12:19 - Ef ju si kej

Praca, praca, praca... To już szósty dzień ale na pocieszenie ostatni gdyż jutro mam nareszcie wolne. Jeżdżę więc do pracy gdy świeci słońce, wracam do domu gdy wieje zimny wiatr lub dodatkowo pada zimny deszcz... W uszach mam słuchawki, przez które wprowadzam do swojego mózgu a może i ducha muzykę, a ostatnio moje fascynacje skupiają się na Yeah Yeah Yeahs, Nirvanie, Elvisie Presleyu i Kasi Nosowskiej... Yeah Yeah Yeahs wydali w tym roku płytę i okazała się ona zajebista, nie zawiodłem się na swojej ulubionej współczesnej wokalistce - Karen O.

Zaraz znowu wsiadam na rower, wciskam play w odtwarzaczu i jadę przed siebie... Nie mogę się doczekać dnia, w którym pojadę rowerem do Puław. To już za nieco ponad miesiąc bo wtedy zaczyna się mój trzytygodniowy urlop.

Podczas dojazdów do firmy myślę sobie jak fajnie byłoby pracować jako kurier rowerowy - mieć pracę polegającą na jeżdżeniu po Warszawie. To moje odwieczne marzenie, którego chyba tak naprawdę nie chcę realizować bo mogłoby się okazać, że rzeczywistość nie jest tak różowa jak się wcześniej wydawało. Rzeczywistość potrafi kąsać.

Idę umyć swoje wypadające włosy. Z każdym dniem mam ich coraz mniej i mniej... Kolejne oznaki starości. :) Cholera, a chciałem sobie dredy robić... ;)


"You look like an angel
Walk like an angel
Talk like an angel
But I got wise
You're the devil in disguise
Oh yes you are
The devil in disguise

You fooled me with your kisses
You cheated and you schemed
Heaven knows how you lied to me
You're not the way you seemed"

Elvis Presley "(You're the) Devil in disguise"


2009.05.11 / Poniedziałek / 11:27 - Nicość - bezcenna

Wczoraj w pracy niespodziewanie kazano mi przeistoczyć się na kilka godzin we wróżkę więc musiałem wyzbyć się swojej wredności i zająć się pocieszaniem wszelkiej maści ułomków umysłowych. Ludzie są beznadziejni, chcieliby tylko siedzieć na dupie, nic nie robić, wygrywać w totolotka i liczyć na to, że wszystko samo się ułoży, a szczególnie, że znajdą swoją tzw. drugą połówkę - osobę będącą panaceum na wszelkie ich problemy, która zaprowadzi ich od razu do bram raju. Za samo użycie słowa druga połówka albo totolotek powinno ich się pierdolnąć mózgoczaszką o kant stołu. Jak baba, która ma już ponad pięćdziesiąt lat i w życiu miała już czterech facetów, a każdy kolejny okazywał się być większym złamasem od poprzedniego, może w ogóle pytać czy odnajdzie swoją drugą połówkę? W takich chwilach wróżce do głowy przychodzi jedynie zwrot "Ty tępa pizdo!", no ale na smsach nie można być szczerym, trzeba nałożyć maskę, myśleć pozytywnie i pocieszać kretynów... No i największy mit, w który wierzyłem zanim poszedłem do tej pracy - że to głównie faceci zdradzają a kobiety są zazwyczaj wierne. Patrząc na klientki z smsów mogę stwierdzić - gówno prawda, baby często są takimi samymi szmatami jak faceci kurwiarzami, proporcje są w miarę równe.

Choć w sumie moje zajęcie sprowadzało się do klikania myszką... Nie było źle, no i wyszedłem trzy godziny wcześniej. Podczas powrotu do domu rowerem, jadąc jedną z najbardziej ruchliwych ulic w Warszawie rozmawiałem, pisząc na gadu gadu przy pomocy telefonu komórkowego... Więcej nie będę tak postępował bo to dosyć niebezpieczne, można zakończyć jazdę pod kołami rozpędzonego samochodu...

Jeśli chodzi o mój start w maratonie rowerowym to nadal nie wiem jak postąpie. Trochę żal mi pieniędzy ale z drugiej strony głupio byłoby nie wziąć w tym udziału. Czas pokaże jak będzie.

Ostatnio dotarło do mnie, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat, praktycznie mógłbym powiedzieć - po raz pierwszy od zawsze nie dążę do tego by zbliżyć się do jakiejkolwiek dziewczyny. Innymi słowy - nie ma teraz takiej, w której bym się podkochiwał lub, za którą bym się uganiał, choć moje uganianie się zazwyczaj było bierne, niestety (czyli byłem tak głupi jak klienci ezoteryki). Zawsze jakieś dziewczyny gdzieś tam były, mniej więcej pojawiły się w takiej kolejności, z czego pierwsza wtedy gdy chodziłem jeszcze do zerówki, a ona była w drugiej klasie i wydawała mi się wtedy taka dorosła... - Nina, Ola, Agnieszka, Monika, Karolina, długo długo Agnieszka (ta sama), Ola lub może raczej Aleksandra, Beata, Kamila no i Dorota... Oraz kilka bezimiennych, czyli takich, których imion nigdy nawet nie poznałem. A teraz nie ma żadnej i bardzo się z tego cieszę bo nic tak nie wykańcza człowieka jak nadzieja.

I chyba właśnie dlatego ostatnio tak dobrze się czuję. Ciekawe kiedy ponownie wpadne w sidła zauroczenia... A może się uodporniłem?

Brak miłości brakiem problemów.

Tylko, że o miłości można chyba mówić dopiero wtedy gdy będzie ona odwzajemniona. A tym, którym udało się znaleźć odwzajemnioną miłość chętnie zadałbym pytanie - jak kurwa dokonaliście tego cudu?

Też powinienem czekać na cud?


"You don't know what love is...
You just do as you're told"

The White Stripes "You don't know what love is (You just do as you're told)"


2009.05.10 / Niedziela / 03:05 - Dyskretny urok codzienności

Ha, udało mi się nie zapalić papierosa przez cały dzień mimo tego, że w torbie mam całkiem świeżą paczuszkę zacnych, smakowitych Marlboro. Jestem z siebie dumny. :)

W pracy było nawet przyjemnie, więcej czasu poświęcałem na rozmawianie niż na pisanie smsów. Kolega namawiał mnie na to bym wystartował w maratonie rowerowym Mazovia MTB, który 31 maja będzie miał etap biegnący przez Puszczę Kampinoską tuż pod oknami naszego domu. Zastanawiam się czy przypadkiem się na to nie porwać bo jeśli tylko przejechałbym całą trasę to dostałbym dyplom, który mógłbym sobie oprawić w ramki i powiesić na ścianie. :P Poza tym byłaby to całkiem ciekawa przygoda, kosztująca co prawda jakieś 50 złotych, ale chyba warta tego drobnego wydatku... Wystarczy przejechać 60 kilometrów po lesie w ciągu 6 godzin co brzmi całkiem sensownie... Ale zapewne i tak uczestnictwo w tym maratonie sobie odpuszczę a 31 maja będę po prostu obserwatorem.

W każdym razie teraz jestem dosyć senny więc zaraz mykam pod kołdrę razem z suszarką, której użyję do podgrzewania swojego nieco przemarzniętego ciała. Dorwę się do książki, którą aktualnie męczę i powoli będę ją czytał dopóki nie zasnę, co zapewne nastąpi dosyć szybko.


2009.05.09 / Sobota / 03:36 - Powyżej dwudziestki

Hah! To co przed chwilą zobaczyłem na PhotoBlogu pewnej osoby, której imienia nie będę wymieniał rozbawiło mnie do łez. :) Czuję się skasowany, wymazany z pamięci, usunięty. Na pocieszenie, widocznie po to bym nie czuł się samotny, nie tylko ja zostałem usunięty, mam swojego towarzysza niedoli. Widocznie podli byli z nas faceci i zasłużyliśmy na skasowanie. Ciekawe kto następny będzie za jakiś czas w taki sposób kasowany. Naprawdę... Żałosne i totalnie dziecinne. Dlatego dobrze, że już nie mam z tym nic wspólnego. Cieszę się, że się uwolniłem skoro tak to miało wyglądać.

W pracy było nieźle... Ostatnio w ogóle jest nieźle... Tak jakby szło na lepsze. No ba, teraz przecież może być już tylko lepiej. :)

Dzisiaj w ubikacji męskiej spojrzałem w lustro i pomyślałem - kurde, cholernie lubię tego faceta po drugiej stronie. :)

Tylko żeby ktoś nie pomyślał, że uważam się za ideał. Jestem zwykłym człowiekiem ze swoimi słabościami, posiadam liczne wady, nie zawsze zachowuję się tak jak powinien zachować się ktoś porządny. Ostatnio słusznie zostałem skrytykowany przez pewną przyjaciółkę, przyjąłem tą krytykę i cóż - postaram się nad tym pracować bo faktycznie, to jedna z moich większych wad. No i przede wszystkim - to wszystko co zrobiłem ostatnio, na początku maja - to naprawdę było głupie, w pewnym sensie podłe, wredne i beznadziejne. Kierowałem się emocjami, zapewne także uczuciami ale najwidoczniej głównie chęcią zemsty, chęcią dokopania osobie, która wcześniej była dla mnie bliska i przede wszystkim - która w stosunku do mnie była raczej w porządku. W tej sprawie biorę całą winę na siebie, przyznaję, zachowałem się jak palant i miewam takie chwile, że nienawidzę siebie samego za to wszystko. Na szczęście nie oczekuję wybaczenia.

Ale tak jak pisałem - lubię siebię i cholerka, teraz chyba nic tego nie zmieni.

Przesłucham teraz płytę, którą kupiłem ("Kasia Nosowska - Sushi") i pódję spać.


2009.05.07 / Czwartek / 20:28 - Zodiakalne raki

Dzisiejszy wieczór upływa mi na niezwykle miłej rozmowie poprzez gadu gadu i mam nadzieję, że takich rozmów będzie więcej. Cóż - rak z rakiem się dogada. :) To zdecydowanie mój ulubiony znak zodiaku.

Poza tym dzisiejszy wolny dzień spędziłem głównie na kręceniu się po domu, kręceniu się przed domem i pojechaniu do Izabelina po rower do serwisu. Teraz szykuję się na ten nieszczęsny, siedmiodniowy maraton w pracy. Dojazdy do firmy mogą być niezbyt przyjemne z powodu pogody, a szczególnie dosyć silnego wiatru...

Na razie zawiało pozytywną energią więc jest... Fajnie.

Wczorajsze obejrzenie filmu "Slumdog Milionaire" doprowadziło mnie do wniosku, że współczesne kino jest drętwą kopią tego co powstało wcześniej. Ogólnie zastanawiam się czy kiedyś powstanie jeszcze choć jeden naprawdę cholernie zajebisty film. Szczerze w to wątpię.

Tori Amos wydaje album za dwa tygodnie ale wszystko wskazuje na to, że nawet go nie kupię bo Tori dołączyła do powiększającego się grona wypalonych artystów. A szkoda, bo nawet koncert się szykuje w Sali Kongresowej w październiku. Domyślam się, że na niego nie pójdę.


2009.05.06 / Środa / 23:25 - After

Początek maja mamy już za sobą, wszystko jest już ustalone, wszystko jasne, każdy żyje po swojemu tak jak lubi. Na Naszej-Klasie liczba znajomych zmniejszyła mi się o jedną osobę - nie wiem, chyba powinienem się z tego powodu pociąć żyletką. :) No ale na pocieszenie dostanę niedługo gitarę. Co prawda dałem ją jako prezent na osiemnaste urodziny ale kto powiedział, że prezentów nie można zwracać? Wszystko można robić, a przede wszystkim każdy człowiek ma prawo do tego by zmarnować sobie życie, jak było powiedziane w filmie "Amelia". O, moja gitara nazywa się właśnie Amelia. ;) Ale to nie ja nadałem jej takie imię więc przemianuję ją na Dorotę - dla upamiętnienia tego wszystkiego. Cóż, moja pierwsza gitara, moja pierwsza kobieta... Z gitarą nie trafiłem dobrze bo mimo ceny jest ona raczej przeciętna, natomiast z kobietą było już lepiej choć też miałem pewne zastrzeżenia.

Było - minęło.

Dzisiaj miałem dzień wolny jutro mam jeszcze wolniejszy, następnie czeka mnie siedem dni pracy i prawdopodobnie pięć spędzonych w Puławach bo znowu jadę odwiedzić siostrę. Myślę, że Dęblin też odwiedzę bo przecież muszę odebrać gitarę oraz wręczyć Owcy te oto płyty dvd widoczne na dzisiejszym zdjęciu. W Dęblinie oczywiście będę unikał okolic Lotniska, ale szkoda, bo park jest naprawdę fajny i bardzo go polubiłem, no i ogólnie głupio tak mieć wrogów ale dobrze, godzę się z tym stanem rzeczy.

Dobra wiadomość - odblokowało mi się coś w głowie i znowu podobają mi się też inne dziewczyny, jednak tym razem już wiem, że wygląd to dopiero połowa sukcesu, oczywiście ta większa. Na razie jednak myślę, że z kobietami dam sobie spokój, jestem po tym wszystkim odrobinę zbyt wypalony, a przede wszystkim zrobiłem się nieufny. Może to i dobrze bo teraz będzie musiało minąć dużo czasu zanim powiem - kocham.

W ogóle chyba przeceniam miłość. To, że seks jest przereklamowany już wiem, ale może tak samo jest z miłością? O nie, w chwili gdy nachodzą mnie takie myśli powinienem sobie puścić z cd Nicka Cave'a śpiewającego słowa "But I believe in love..." w jednej z jego najpiękniejszych piosenek. Nie wiem jak Nick, ale ja wierzę, mimo wszystko wierzę w miłość.

A tymczasem obejrzę sobie "Slumdog Milionaire" by przekonać się czy także jest przereklamowany.


"A więc myślisz, że możesz oddzielić
Niebo od Piekła? Błękit nieba od bólu?
Zieleń traw od chłodu stalowej szyny?"

Pink Floyd "Wish you were here" (tłumaczenie)


2009.05.02 / Sobota / 02:25 - Nocne jeżdżenie

W pracy powróciłem na dyżury kończące się w środku nocy więc ponownie jeżdżę teraz na rowerze wtedy gdy na ulicach jest już pusto. Dzisiaj na przykład wyszedłem dwie godziny przed czasem czyli o północy...

Nie powiem, że jest dobrze bo nie jest. Po raz kolejny wiele myśli krąży mi po głowie i nie mogę się w pełni skupić nad pracą. Nie chce mi się jednak już o tym wszystkim pisać... Jest to zbyt żałosne.

Na pewno poznałem ostatnio swoją wartość. Jest zajebiście wysoka. Chyba pierwszy raz od dawna, a może od początku swojego życia naprawdę lubię samego siebie. Doceniam to jakim jestem człowiekiem, jakim jestem mężczyzną i jakim byłbym partnerem dla kobiety, gdyby tylko ona była w stosunku do mnie w porządku lub przynajmniej wykazywałaby się chęcią bycia w porządku... Pewnie ojcem też byłbym dobrym... Cóż, może przyjdzie jeszcze w moim życiu czas na samorealizację pod tymi względami. Czy to jest poprawne zdanie? :) Samorealizacja to chyba nie jest dobre słowo bo skoro do tego wszystkiego potrzebna jest kobieta... Współrealizacja? Hmm, potrzebuję więc dobrej kobiety. Na razie nie szukam więc nie wiem jak znajdę, zresztą wychodzę z założenia, że i tak wszystkie kobiety są już zajęte. Niestety czasami te dobre wiążą się ze złymi facetami i później mamy efekty - rozwody, skrzywdzone dzieci, zmarnowane życie... Niestety kobiety zdecydowanie zbyt często dokonują złego wyboru.

Moja myśl dnia - są na tym świecie ludzie i są też tępe chuje, dobrze jest potrafić ich od siebie odróżniać.

Moje motto od wczoraj to - Owca ma zawsze rację.

Nie żebym się podlizywał... Po prostu ma i nic na to nie poradzimy.

Idę spać.


2009.05.01 / Piątek / 14:20 - Majówka w pracy

Długi weekend, wolny czas, wyjazdy, odpoczynek, relaks... Ale nie u mnie bo we wszystkie święta zazwyczaj muszę jechać do pracy za co zresztą wcale się nie obrażam bo mam wypłacane wtedy dodatkowe pieniądze.

Znana zasada z smsów - namieszać jak najwięcej żeby coś się działo. W ten sposób klient przysyła większą ilość smsów. Może nauczyłem się przenosić tą zasadę do prywatnego życia. W pracy każą mi ingerować w życie innych ludzi więc teraz robię to także w rzeczywistości...

Cóż mogę napisać... Jeżeli ludzie się kochają to nic im nie zagrozi, przezwyciężą wszystkie problemy i nie zagrozi im żadna szuja z zewnątrz. Ale skoro miłości nie ma to o czym my w ogóle mówimy i po co to wszystko? Zabawne też jak jeden człowiek wymaga od drugiego szczerości nie będąc samemu szczerym w stosunku do niego...

Ale to przecież nie moja sprawa... Powinienem napisać - a róbcie sobie co chcecie. I nie dzwońcie do mnie, nie otwierajcie się przede mną bo mogę sobie wyrobić złą opinię na wasz temat i wtedy dzieje się to co się dzieje.

Ktoś tu chyba zapomniał po czyjej stronie stoję albo przynajmniej po czyjej chciałbym stać bo swoim zachowaniem udowodniłem, że tak naprawdę nie stoję po żadnej z tych dwóch stron. A przede wszystkim - Wy oboje powinniście stać po jednej stronie bo tylko wtedy będziecie mocni i nie zagrozi Wam taki ktoś jak ja.

Teraz pojadę do swojej pracy, zajmę się swoim życiem...