2009.06.30 / Wtorek / 21:43 - Namiastka ekstazy

Śmiało przełamuję kolejne bariery swojego PhotoBloga i zamieszczam kolejne zdjęcie, które można nazwać kontrowersyjnym (lub zwyczajnie głupim). ;) Och, po prostu mam słabość do kobiecych nóg. ;) Właściwie do całego ciała. W ogóle, co tu dużo gadać, uwielbiam kobiety, szczególnie niskie, a na dzisiaj i mam nadzieję, że na przyszłość też, właśnie tą jedną, z którą spędziłem dzisiejszy dzień.

Taki typowy piknik nad Wisłą...


"Pierwsza dotknęłam Twojej ręki
Czy to głód serca czy ciała
Serce, ciało, dusza - wszystko razem
A reszta, reszta sama się stała

Do kogo biegłam nie pamiętam
A Ty do kogo - nie chcę wiedzieć
Znam Twoje imię, kolor oczu
Znam Twoje ciało i mam Ciebie"

Maanam "Do kogo biegłam"


2009.06.30 / Wtorek / 21:43 - Randka zaatakowana przez konie

Dzisiejszy dzień niemal w całości spędziłęm pod Dęblinem, w miejscowości Borowa gdzie udałem się na urodziny koleżanki. Rozłożyliśmy koc nad Wisłą i zrobiliśmy sobie coś w stylu pikniku, na którym jedynym daniem były czekoladki a jedynym napojem wino. Cały dzień upłynął w niezwykle przyjemnej atmosferze choć w pewnym momencie zostaliśmy przegonieni przez stado koni liczące kilkanaście osobników, które pasło się nieopodal nas. Najwidoczniej spodobał im się ten niebieski koc bo próbowały go zjeść, podobnie zresztą jak moją torbę. Wino także próbowały wypić ale na szczęście było zakorkowane. Gdybym nie był lekko pijany to pewnie bym sie bał.

Ogólnie było bardzo kulturalnie nie licząc kilku momentów wymagających ocenzurowania. Lepiej żeby to co się działo pozostało w pamięci mojej i koleżanki oraz na zdjęciach, które ukryję gdzieś w najskrytszych zakamarkach dysku twardego. W każym razie mam nadzieję, że nadal jestem romantykiem, na swój sposób.

Za chwilę zaczynam się pakować i jutro powracam do domu. Świetnie było przeżyć ten ostatni dzień tak jak go przeżyłem lub raczej tak jak go razem przeżyliśmy.


2009.06.29 / Poniedziałek / 21:35 - Pijące rodzeństwo

Przeszedłem się dzisiaj na dworzec PKP gdzie kupiłem bilet powrotny na środę, a następnie zakupiłem wino z okazji swoich urodzin i wypiłem niecałą jedną butelkę z siostrą, z tym, że mnie przypadła zdecydowanie większa część. Skończyło się tym, że byłem chyba po raz pierwszy w życiu wstawiony co było właściwie całkiem przyjemne. Poszedłem nawet chwiejnym krokiem na spacer po Puławach, posiedziałem na skwerku, wypaliłem pięć papierosów jednego po drugim... Ale teraz już mi przeszło. Całkiem fajnie jest tracić kontakt z rzeczywistością ale fajnie jest też być w pełni trzeźwym. Szczególnie, że moja rzeczywistość jest teraz całkiem przyjemna.

Jutro kolejne urodziny, tym razem już nie moje oczywiście (a jakże) i mam nadzieję, że spędzę je z solenizantką. ;) Jeśli pozwoli i jeśli będzie chciała.

Na dworze upał, upał i jeszcze raz upał.


"Nicotine, valium, vicodin, marijuana, ecstasy and alcohol.
Cocaine."

Queens of the stone age "Feel good hit of the summer"


2009.06.29 / Poniedziałek / 13:25 - 27 lat zycia Michała Górki

Dzisiaj są moje urodziny, które spędzam przed laptopem. Żadnej imprezy nie przewiduję tak samo jak nie przewiduję żadnych prezentów. Do domu jednak nie wróciłem, odłożyłem to na środę.

Starzeję się, tego nie da się uniknąć ale mam chociaż nadzieję, że starzeję się powoli i w dobrym stylu. Nadal twierdzę, żę zachowałem w miarę młodzieńczy wygląd, szczególnie jeśli porówna się mnie z moimi kolegami ze szkoły.

Nie golę się ostatnio więc wyglądam jak nieogolony ćwok. Włosów też nie obcinam więc wyglądam jak zarośnięta małpa. :) Ale mimo tego ostatnio otrzymuję tyle komplementów dotyczących mojej marnej osoby ile nie dostawałem nigdy wcześniej. Ktoś tu mi porządnie słodzi ale podobno szczerze więc jestem zadowolony, na swój próżny sposób. :) Zresztą ja tą osobę także pozwalam sobie zasypywać szczerymi komplementami bo sądzę, że w pełni na nie zasługuje.

Dziękuję wszystkim, którzy złożyli mi dzisiaj życzenia.


"Tell me that you wanna hold me
Tell me that you wanna bore me
Tell me that you gotta show me
Tell me that you need to slowly
Tell me that yr burning for me
Tell me that you can't afford me
Time to tell yr dirty story
Time f'r turning over and over
Time f'r turning four leaf clover

Betting on the bull in the heather"

Sonic Youth "Bull in the heather"


2009.06.28 / Niedziela / 14:45 - Wycieczka rowerowa z sąsiadką

Dzisiejsza niedziela jest prawdopodobnie moim ostatnim dniem spędzonym w Puławach podczas tegorocznego urlopu. Wieczorem się spakuję a jutro rano wezmę dwie torby oraz gitarę i powrócę do swojego domu pod Warszawą. Gitarę właśnie dzisiaj sprzedałem za 500 złotych z czego się bardzo cieszę bo potrzebne mi są pieniądze gdyż obecnie jestem nieco spłukany. Do Puław przyjechałem rowerem ale na razie go tutaj zostawię bo nie mam go już jak zabrać. Wrócę po niego za jakiś czas i możliwe, że ponownie przejadę na nim 157 kilometrów dzielących Puławy od mojego domu.

Tymczasem dzisiaj skorzystałem z ładnej pogody i wybrałem się z tutejszą sąsiadką na wycieczkę rowerową, całkiem przyjemną i nawet dosyć długą. Podczas postoju zjadłem loda co sprawiło, że przypomniałem sobie o moim chorym zębie zaatakowanym przez próchnicę. Zamiast jednak iść do dentysty postanawiam na razie po prostu nie jeść lodów.

Szkoda, że stąd wyjeżdżam bo naprawdę bardzo przyjemny był ten urlop, szczególnie dosyć szczególny piątek. Tak, to był zdecydowanie najprzyjemniejszy dzień podczas tego urlopu.

Dzisiaj wieczorem powraca siostra.

A ja tak sobie pomyślałem właśnie, że do domu równie dobrze mogę wrócić dopiero w środę... Nie wiem jeszcze jak to będzie.


2009.06.27 / Sobota / 19:05 - Girls

Po wczorajszym dniu musiałem posprzątać całe mieszkanie gdyż korek od butelki walał się po wszystkich jego zakamarkach po tym jak został rozdrobniony nożem na tysiąc kawałeczków. :) Sprzątać właściwie lubię więc bieganie po mieszkaniu z odkurzaczem było dla mnie przyjemnością, w ogóle lubię mieć porządek w domu. Zaraz zabieram się za mycie talerzy.

Dzisiejszy upalny dzień spędzam głównie na zapoznawaniu się poprzez internet z kolejną jakże uroczą dziewczyną, konkretnie piękną panną Igą, którą nawet w jakiś tajemniczy sposób sprowokowałem do założenia PhotoBloga. Jest bardzo sympatycznie ale prawiłem tyle komplementów, że stężenie cukru w sieci zaczęło przekraczać wszelkie dopuszczalne normy, muszę więc trochę ochłonąć. ;)

Poza tym wczorajszy dzień spędziłem z równie sympatyczną i uroczą a przede wszystkim bardzo dla mnie ważną dziewczyną i chciałbym aby takich dni było więcej.

Cieszę się bardzo z każdej wirtualnej znajomości, która później przeradza się w znajomość jak najbardziej realną i mam nadzieję, że przynajmniej jedna taka znajomość czymś zaowocuje przemieniając się w coś naprawdę poważnego, coś co można nazwać związkiem i nie mam tu na myśli oczywiście od razu małżeństwa.

Za dwa dni kończę 27 lat a przecież jeszcze nigdy nie mogłem powiedzieć, że mam dziewczynę. To oczywiste, że chciałbym kiedyś wreszcie mieć. Byłoby to poważną oznaką normalności, a ja przecież jestem normalny, prawda?


2009.06.26 / Piątek / 23:15 - Kiedy siostry nie ma w domu...

Ekshibicjonizmu ciąg dalszy. Najseksowniejsze mam te włosy pod pachami. ;)

Widać co się wyprawia, ledwo siostra zostawi mnie samego w mieszkaniu a już zaczynają się dziać rzeczy tak straszne (i przyjemne zarazem), że nie będę ich tu opisywał by nie zniszczyć resztek swojej dobrej reputacji. ;P

Odnośnie zdjęcia - oto jest właśnie moja zapadnięta klatka piersiowa, dzięki której nie wzięto mnie do wojska. Może do idealnego męskiego ciała nieco mi brakuje ale mam to w dupsku bo lubię siebie takiego jakim jestem na tyle by pochwalić się swoim wyglądem na zdjęciu. ;)

Dzisiaj pobiłem rekord - otwierałem butelkę wina przez 40 minut. Właściwie to nawet nie sam ją otwierałem bo po kilkunastu minutach szarpania się z korkiem, wbijania go do środka i wyciągania opadłem z sił i pozwoliłem się w otwieraniu, a właściwie wydłubywaniu korka nożem, wyręczyć. Cholera, mięśnie mimo wszystko się czasem przydają. Ale wino było bardzo smaczne i przede wszystkim dawało dobry efekt co zresztą widać na zdjęciu. :)

Idę spać czysty i pachnący jak nigdy. ;)


2009.06.26 / Piątek / 12:51 - Michał sam w domu

Sam w domu lub może jednak nie sam... We dwoje jest przyjemniej. :)

Siostra pojechała, zostawiła mnie samego więc zaczynam imprezować. :) Jednak jako romantyk i ogólnie spokojny człowiek imprezuję w bardzo kulturalny sposób.

Kilkanaście minut temu poszedłem do bankomatu a później do sklepów i po drodze nie mogłem puścić w odtwarzaczu mp3 nikogo innego jak tylko Michaela Jacksona. Przez chwilę nawet łezka mi się w oku zakręciła... Przypomniałem sobie dlaczego moja mama nie nazywa mnie Michał tylko Michael, a raczej Majkel. :)

To było jednak chwilowe, a teraz będę się raczej radował - wszak mam jeszcze ponad tydzień urlopu co z całą pewnością należy uznać za powód do radości. :) W ogóle to już muszę zacząć planować kolejny urlop, zapewne wezmę sobie jakiś tygodniowy na jesieni o ile w ogóle będę jeszcze wtedy pracował w tej samej firmie, a pewnie będę.


"Keep On With The Force Don't Stop
Don't Stop 'Til You Get Enough"

Michael Jackson "Don't stop 'til you get enough"


2009.06.26 / Piątek / 01:09 - Michael Jackson nie żyje

Właśnie się dowiedziałem, że Michael Jackson nie żyje... Właściwie był pierwszym idolem w moim życiu, gdy jeszcze byłem małym dzieckiem. Słuchałem go odkąd pamiętam, kiedyś jeszcze na kasetach magnetofonowych, a od poprzedniego roku na płytach CD gdy postanowiłem sobie przypomnieć jego twórczość. Nie ma potrzeby by cenić go za życie prywatne, gdyż był po prostu chory, ale artystą był z całą pewnością wielkim. Jego muzyki będę pewnie słuchał już zawsze. Domyślam się, że dla ludzi urodzonych w latach dziewięćdziesiątych nie jest on tak ważny jak dla nas - dzieci lat osiemdziesiątych. Odegrał ważną rolę w moim życiu, to z nim lub raczej dzięki niemu uczyłem się słuchać muzyki i przede wszystkim ją kochać.

Dziwnie się czuję... Umarł Michael Jackson a ja czuję się tak jakby umarła część mojego dzieciństwa... Część mnie.


2009.06.25 / Czwartek / 23:36 - Borowa

Siostra właśnie szykuje się do jutrzejszego wyjazdu, pakuje się już od kilku godzin a ja tkwię przy laptopie rozmawiając poprzez gadu gadu, usychając z głodu i zamieszczając kolejne zdjęcie na PhotoBlogu. Zrobione dzisiaj, w miejscowości, która zwie się Borowa... Jeszcze kilka miesięcy temu ta nazwa mi nic nie mówiła ale dzisiaj jest zupełnie inaczej i bardzo się z tego powodu cieszę. :)

Ta woda to rzeka, a ta rzeka to Wisła.


2009.06.25 / Czwartek / 16:05 - Brzechwa kłamie

Dzień rozpoczął się słonecznie, bezchmurnie, ciepło a nawet upalnie, wsiadłem więc na rower i pojechałem do Dęblina by dostarczyć pewną paczuszkę w pewne miejsce. Przy okazji poznałem osobiście kolejną osobę, którą wcześniej znałem tylko wirtualnie. Ciekawe są takie porównania virtual kontra real, zazwyczaj wychodzi na to, że na żywo ludzie są fajniejsi niż poprzez internet... Ale to nie jest regułą.

Bardzo lubię patrzeć na dobrze dobrane pary. Lubię mieć świadomość, że dziewczyny, które lubię mają fajnych facetów i analogicznie nie lubię mieć świadomości, żę mają durnych jełopów, jeśli mają, co oczywiście też się zdarza. W każdym razie ta dzisiejsza para robi na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. :)

Szybko nadszedł jednak czas powrotu do Puław i właśnie wtedy na niebie zaczęły się gromadzić granatowe, a następnie czarne chmury. Skończyło się w oczywisty sposób - ulewa spadła prosto na mnie, dorwała mnie jakiś kilometr przed Puławami i po dojechaniu do mieszkania byłem już kompletnie przemoczony, a teraz właśnie się suszę...

Jutro siostra wybywa na wycieczkę, ja zostaję tu sam ale zastanawiam się czy nie wrócić już jutro do domu, zapewne jednak odłożę to na poniedziałek lub wtorek... Trzeba spędzić ostatni tydzień urlopu w lesie a właściwie w Warszawie.

Dzisiaj jest 25 czerwca, imieniny Doroty i Łucji... Pamiętam, pamiętam, ale kogo to obchodzi... Po co w ogóle o tym wspominam?

Na pewno szkoda, że moje jutrzejsze i sobotnie plany nie będą mogły zostać zrealizowane, bo były takie piękne. ;) Cóż, pozostaje mi przytulenie się do poduszki. ;(

Na zdjęciu dębliński Lidl, dokładnie taki sam jak każdy inny.


2009.06.24 / Środa / 15:12 - Boredom

Dzisiejszą leniwą środę spędzam w mieszkaniu przed laptopem... Pogoda nie zachęca już do żadnych wycieczek rowerowych, a spacerować mi się zwyczajnie nie chce. Wcześniej próbowałem nawet grać trochę na gitarze, choć właściwie grą bym tego nie nazwał, pobrzdąkałem sobie i po kilkunastu minutach zapakowałem ją z powrotem do pokrowca.

Nudyyyyyyyy...

Idę się objadać chipsami, orzeszkami ziemnymi i batonikami...


2009.06.23 / Wtorek / 18:28 - Gorące krocze

Było już zdjęcie moich gołych, owłosionych nóg więc musiałem wykonać kolejny krok. Proszę czekać na następne. ;P

Ale pieluchę to mam w spodenkach fajną, każdy to przyzna. :) Wygodnie się na niej jeździ.

Tak to już ze mną jest, że nawet obcisłe ubrania wcale nie są na mnie obcisłe, żaden projektant nie przewidział, że ktoś może być tak chudy jak ja.

Poszedłem przed chwilą do Empiku, odebrałem zamówioną książkę i teraz mam dwie do wyboru - "Quo vadis" oraz "Moby Dick". Zapewne swoim starym zwyczajem zabiorę się za drugą zanim jeszcze skończę tą pierwszą... :)

Gitarą, którą wystawiłem na Allegro interesuje się coraz więcej ludzi, odebrałem już nawet dwa telefony od zainteresowanych osób więc wszystko wskazuje na to, że zostanie ona przeze mnie sprzedana już za tydzień. Tak zakończy się moja przygoda z tym instrumentem muzycznym, ciekawe czy w przyszłości będę jeszcze próbował grać na czymś innym... Albo czy będę próbował kogoś obdarowywać równie drogimi prezentami.


2009.06.23 / Wtorek / 15:45 - Front burzowy

Dzisiejsza słoneczna, upalna pogoda zachęciła mnie do wycieczki rowerowej więc przed południem ubrałem się w obcisły strój kolarski i pojechałem w kierunku Kazimierza Dolnego. Tuż przed Kazimierzem stwierdziłem jednak, że lepiej będzie pojechać do Nałęczowa i tak też uczyniłem, wyruszyłem w ponad dwudziestokilometrową trasę do tego uroczego miasteczka. Gdy już zajechałem na miejsce pogoda zaczęła się psuć, słońce zostało zakryte przez granatowe chmury a ja zacząłem pośpiesznie kierować się w stronę Puław. Dojechałem do trasy biegnącej z Lublina do Warszawy i chwilę później dopadła mnie burza. Przez kilka minut próbowałem uciekać ale gdy zaczęło padać pozostało mi już tylko schowanie się pod dachem na stacji benzynowej i czekanie aż deszcz ustanie. Niestety nic nie wskazywało na to by deszcz miał się szybko skończyć ale wtedy z pomocą przyszedł mi pewien kierowca, który zaproponował, że mnie podwiezie do Puław. Załadował mój rower do swojej małej ciężarówki, ja usadowiłem się w kabinie i tym sposobem pokonałem 20 kilometrów, które dzieliło mnie od Puław. Po drodze dowiedziałem się, że ten kierowca jest z Warszawy i zna dobrze Truskaw bo bywał tam gdy chodził do liceum. No proszę, jaki ten świat mały. :)

Ogólnie wyszła z tego w miarę ciekawa urlopowo-rowerowa przygoda. :) Takie małe urozmaicenie mojego wolnego czasu. No i pierwszy raz byłem w Nałęczowie, które okazało się być przyjemnym miasteczkiem posiadającym swój sanatoryjny klimat.


2009.06.21 / Niedziela / 23:15 - Deszczowy urlop

Nie trafiłem ze swoim urlopem na dobrą pogodę ale może to i lepiej bo musiałbym teraz jeździć w ten deszcz rowerem do pracy, a tak to po prostu leżę sobie w łóżku z laptopem u boku i nie muszę nic robić. Jeden tydzień mojego urlopu właśnie minął, teraz rozpoczyna się drugi, który zapewne spędzę w równie fascynujący sposób. :)

Na dzień jutrzejszy mam takie wspaniałe plany jak wyjście do sklepu w celu nabycia produktów nadających się do spożycia, zjedzenie śniadania, obiadu i kolacji (w dowolnej kolejności) oraz umycie sterty brudnych talerzy, która znajduje się w kuchni i coraz bardziej mnie przeraża. W międzyczasie będę przyklejony do laptopa lub telewizora.

Jeśli pogoda trochę się poprawi to ponownie wskoczę na rower i będę się woził nim po okolicy. Nie musi być ciepło, wystarczy, że przestanie padać deszcz. W piątek siostra jedzie gdzieś daleko na kilkudniową wycieczkę a mnie zostawia samego... Albo nie samego, bo może jednak ktoś mnie odwiedzi? Byłoby niezwykle miło. :)

Zajmę się teraz buszowaniem po internecie... Lub może jednak poczytam książkę... Albo po prostu pójdę spać choć w to ostatnie jakoś nie wierzę. Najprawdopodobniej znowu nawiedzę YouTube i zacznę z niego ściągać na dysk koncerty Sonic Youth, Portishead, Tori Amos i innych znakomitości...

Właśnie. Koncert Tori Amos w Polsce, a nawet dwa koncerty jak się okazało. Jeden w Warszawie, drugi w Zabrzu. Bilety są już od kilku dni w sprzedaży ale niestety ja nie mogę ich nabyć bo nie posiadam karty kredytowej a tylko w taki sposób są sprzedawane przez internet. Normalnie można je będzie kupić od piątku ale niestety wszystkie najlepsze miejscówki zostały już wykupione. :( Z tego powodu nie wiem czy w ogóle pójdę na koncert, najprawdopodobniej nie... :/ Całe szczęście, że na jednym już byłem dwa lata temu. No ale we wszystkim trzeba znaleźć jakieś plusy - przynajmniej oszczędzę pieniądze. O.

Aha, zamieściłem zdjęcie swoich owłosionych nóg ale to nie oznacza, że wkrótce mam zamiar pokazywać tutaj inne części swojego ciała, owłosione lub nie. Po prostu nie miałem już zdjęć więc cyknąłem to co znajduje się najbliżej. Z mojej perspektywy, gdy patrzę na swoje nogi z góry, wcale nie wydają się one tak chude jak patyczki. ;)

A w ogólę to lubię swoje chudziutkie ciałko i już. :P


2009.06.20 / Sobota / 23:26 - Arcykurwa morderca!

Dzisiejszą leniwą sobotę spędziłem w całości w domu z powodu marnych warunków pogodowych. Odpuściłem sobie imprezę zwaną Dni Dęblina właśnie z powodu pogody więc nie mam pojęcia co się tam działo ale domyślam się, że raczej nic ciekawego... Zresztą wystarczy już tego Dęblina.

Wiele godzin tego deszczowego dnia poświęciłem na czytanie o pewnej znanej w Warszawie postaci, którą nazywa się Czarnym Romanem, choć jego prawdziwe imie to najprawdopodobniej Jan. Sam widziałem tego mężczyznę już wiele razy lecz jego historię poznałęm dopiero dzisiaj i przyznam, że mnie wciągnęła, a nawet mogę powiedzieć, że zafascynowała. Facet jest chory psychicznie, ma schizofrenię lub coś podobnego, to oczywiste, ale jest w nim też coś niezwykle interesującego, potrafi przyciągnąć uwagę już samym swoim wyglądem i sposobem poruszania się, a to co mówi jest jedyne w swoim rodzaju - już sam zwrot "arcykurwa morderca" jest totalnie zajebisty. Jest to ktoś kto całe dni spędza na chodzeniu po mieście, głównie po centrum, więc każdy kto w Warszawie bywa powinien go znać choćby z widzenia. Sam mówi o sobie, że już 9 lat nie śpi i robi 60 kilometrów dziennie, mówi także, że jest nieśmiertelny lub, że już umarł, a po mieście chodzi tylko jego duch... Zazwyczaj ubrany na czarno, w ciasnym garniturze, w kapeluszu, w czarnych rękawiczkach, niezależnie od tego jaka jest temperatura i pora roku, przypominający Freddiego Krugera lub Nosferatu, nieco demoniczny starszy mężczyzna, o którym krążą różne opowieści, a on sam stał się miejską legendą. Niektórzy twierdzą, że zwariował gdy odeszła od niego żona zabierając trzy córki i uciekając do Ameryki, inni, że został pobity pod Mariottem i od tamtego czasu zaczął się tak zachowywać. Niekiedy zamiast w czarny garnitur ubiera się w różowy kombinezon i właśnie takiego go widziałem po raz pierwszy.

Wszystkim zainteresowanym proponuję po prostu wpisać w Google "Czarny Roman" i choćby zerknąć na jego raczej upiorne zdjęcia, a na YouTube obejrzeć bardzo dobrze zrealizowany film - "Arcy kórwa morderca". Dla mnie Czarny Roman jaki by nie był, jest mimo wszystko artystą, człowiekiem wyróżniającym się, którego wystarczy zobaczyć raz by nigdy go już nie zapomnieć. Jest kimś sławnym, rozpoznawalnym, kimś kogo zna niemal każdy mieszkaniec stolicy, miejską gwiazdą, szaleńcem, prorokiem... Większość ludzi chyba jednak nadal się go boi bo trzeba przyznać, że jest w nim także coś strasznego, może nawet szatańskiego. Niektórzy twierdzą, że jest opętany i rozmawianie z nim jest niebezpieczne.

Jeśli masz coś wspólnego z Warszawą zapewne także go znasz, jeśli jesteś z innego miasta - na pewno jest w nim jakiś inny wariat godny uwagi. Może w przyszłości sam/sama zostaniesz wariatem/wariatką. Może mnie to czeka...

Na razie wciąż uważam się za niemal w pełni normalnego człowieka, jednak gdy kiedyś oszaleję to najprawdopodobniej nadal będę pisał PhotoBloga i zapewne będzie on wtedy ciekawszy niż obecnie. :)


2009.06.19 / Piątek / 21:24 - Kto przytuli mnie?

Zakończenie roku szkolnego to chyba najseksowniejszy dzień w roku - wszędzie po Puławach kręciły się dzisiaj elegancko ubrane dziewczyny, zazwyczaj prezentujące swoje zgrabne nogi, noszące krótkie spódniczki itd. Usiadłem więc na ławce i podziwiałem je wszystkie okiem erotomana. :) Przy okazji czekałem na spotkanie z dziewczyną, z którą już wcześniej spotkałem się raz w Warszawie... Z koleżanką po prostu. Koleżanką, którą uwielbiam zamęczać swoją osobą. :P Autorką tego oto zdjęcia.

Na spotkanie musiałem sporo czekać więc przy okazji udałem się do Empiku, w którym kupiłem sobie "Quo Vadis" Sienkiewicza by mieć co czytać w Pułwach. Następnie ponownie wróciłem na ławkę, na której czytałem książkę najpierw w pozycji siedzącej, następnie w pozycji leżącej by później ostatecznie przenieść się na inną ławkę, tym razem już w Galerii Zielonej.

Pochodziliśmy po Puławach, odwiedziliśmy moje mieszkanie (a właściwie mieszkanie siostry), pohuśtaliśmy się na huśtawkach (uwielbiam huśtawki), odwiedziliśmy Puławską Szkołę Wyższą i ostatecznie trafiliśmy nad Wisłę gdzie spędziliśmy naprawdę dużo czasu. Ogólnie było bardzo fajnie i... Deszczowo, ale to już drobnostka.

Koleżanka jest zdecydowanie jedną z sympatyczniejszych osób spośród tych, które znam i dlatego mam nadzieję, że jeszcze będziemy się widywać. O, koleżanka jest też najniższą osobą spośród tych, które znam. :) Faaaajnie.

Powininem chyba też wspomnieć o tym, że dzisiaj mija dokladnie rok od mojego pierwszego, bardzo krótkiego spotkania z Owcą i Księżniczką (tak zwaną przeze mnie), które odbyło się w Galerii Zielonej. Właściwie nie wiem po co o tym wspominam ale... Wspominam. Taki ze mnie sentymentalny wspominacz.

Potrzebuję żeby mnie ktoś przytulił. Jest ktoś chętny? ;) Mam na myśli wyłącznie przedstawicielki płci przeciwnej do mojej. :P


2009.06.18 / Czwartek / 16:16 - Puławska bezczynność

Zdjęcie z wczoraj bo dzisiaj kompletnie nic się nie dzieje, siedzę od rana przy laptopie i oglądam na YouTube filmiki, głównie znakomity "Za chwilę dalszy ciąg programu" znany mi jeszcze z dzieciństwa program satyryczny Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny oraz wywiady przeprowadzone przez bardzo fajnego kanadyjskiego dziennikarza zwącego się Nardwuar. Od razu gdy go zobaczyłem uznałem go za swojego idola. :) Uwielbiam YouTube właśnie za takie rarytasy. :)

Jakąś godzinę temu udałem się po zakupy do sklepu. Przyniosłem górę słodyczy, które już mnie zemdliły i teraz mogę powrócić do nic nie robienia. Może przeniosę się do drugiego pokoju, przed telewizor... Trzeba to przemyśleć. ;)

Jutro zakończenie roku szkolnego, na które jednak do żadnej szkoły się nie wybieram. Piątek spędzę więc w Puławach, podobnie jak sobotę i niedzielę. Co prawda planowałem dzisiaj wyjazd do Lublina ale jednak nie obudziłem się odpowiednio wcześnie więc pojadę tam dopiero w przyszłym tygodniu.

Poniżej zamieszczam link do nieciekawego filmu, który nagrałem wczoraj podczas wycieczki rowerowej. Nie wiem po co zaśmiecam YouTube czymś takim, ale skoro można tam wgrywać co się chce bez ograniczeń to postanowiłem z tego skorzystać.

Dlaczego wczoraj w Dęlinie ludzie się tak dziwnie na mnie patrzyli? Nie widzieli nigdy człowieka w kasku i stroju kolarskim? :) Pewnie jestem taki dziwny, że trzeba się na mnie gapić jak na ufo.


2009.06.17 / Środa / 18:38 - 50 km po okolicy Puław

Tak jak planowałem - zrobiłem sobie małą, pięćdziesięciokilometrową wycieczkę po okolicy. Miałem udać się w bliżej nie określonym kierunku ale skończyło się tak, że tym kierunkiem był Dęblin. Tym razem jednak nikogo tam już nie odwiedzałem tylko przejechałem przez całe miasto i udałem się w kierunku szosy biegnącej z Warszawy do Lublina, którą wróciłem do Puław. Pierwszy raz obejrzałem cały Dęblin i był to raczej marny widok, ale dobrze, i tak lubię to miasto.

Szkoda tylko, że na wycieczkę zapomniałem zabrać mój bidon bo z piciem byłoby o wiele przyjemniej. Teraz oddam się pełnemu relaksowi na którejś z wersalek siostry.

Zdjęcie przedstawia Zakłady Azotowe Puławy.


2009.06.17 / Środa / 14:13 - Puławski relaks

Mama pojechała wreszcie do domu więc zostałem w Puławach tylko z siostrą, a ponieważ siostra pracuje to przez większość dnia jestem sam. Nudno tak siedzieć w mieszkaniu więc wyszedłem sobie dzisiaj na mały spacerek po Puławach, usiadłem na ławce, porelaksowałem się z papierosem w dłoni, pogapiłem się na tutejsze dziewczyny a za chwilę wsiadam na rower i mimo ryzykownej pogody udaję się w jakimś bliżej nie określonym kierunku... Może mi deszcz dupy nie zmoczy.


2009.06.17 / Środa / 01:00 - Dęblińskie dziewczęta

Nie chce mi się spać więc zamieszczam jeszcze jedno zdjęcie upamiętniające dzisiejsze spotkanie. Puławski Empik.

Zastanawiam się co ciekawego mogę jeszcze zrobić aby urozmaicić nieco swój urlop bo przecież siedzenie w mieszkaniu przed laptopem jest nieco płytkie, nie mogę w taki sposób tracić wolnego czasu. Może jutro wybiorę się gdzieś rowerem jeśli będzie ładna pogoda, może się z kimś spotkam... Na razie nie wiem.

Za kilka dni zakończenie roku szkolnego. Nie wszystkim udało się zdać. Mam nadzieję, że moja młodsza siostra poradzi sobie w szkole z egzaminami... Mi nie zawsze się udawało.

Żałuję, że chodziłem do klasy, w której byli sami osobnicy płci męskiej, normalne liceum, z normalną klasą damsko-męską to jednak fajna sprawa. Ale właściwie kiedyś byłem takim dzikusem, że z dziewczynami nawet nie rozmawiałem. Nawet jedna koleżanka w liceum słusznie mi powiedziała - "Dzikus z ciebie". Byłem beznadziejny i chyba wiele z tego powodu straciłem.

Ech, powoli zwalczam w sobie tą dzikość, co jednak jako dla człowieka z lasu jest dla mnie trudne. ;) Właśnie mija rok od mojego wyjścia do ludzi, od spotkania z Owiecą w czerwcu 2008. Wszystko dzięki internetowi... Właśnie ponad rok temu zwyczajnie znudziło mi się bycie dzikusem. Spory wpływ na to miała też moja praca. Jeszcze trochę wysiłku i samozaparcia a będę się mógł uważać za normalnego człowieka?

Może Michał Górka i normalność nie idą ze sobą w parze.


2009.06.16 / Wtorek / 22:01 - The guitar is back

Jak widać na zdjęciu - powróciła do mnie gitara. Mógłbym napisać - moja gitara - ale ona przecież już nie była moja odkąd wręczyłem ją, każdy wie komu, w prezencie na osiemnaste urodziny. Powinienem więc chyba napisać, że dzisiaj dostałem gitarę. Wow. Fajnie, mogę ją teraz sprzedać na Allegro lub uczyć się na niej grać co będzie chyba lepszym rozwiązaniem. O taaak, będę tak zajebisty jak Thurston Moore z Sonic Youth. Już zapuszczam taką grzywkę. :) No cóż... Chyba powinienem za gitarę podziękować.

Dziękuję więc.

Na zdjęciu widać mnie stojącego przed lustrem w pewnym sklepie w puławskiej Galerii Zielonej, jednym z wielu sklepów, w których dzisiaj byłem z dwiema zacnymi dęblińskimi kobietami. Dawno już się tak nie nastałem w sklepach ale nie ma sprawy, było bardzo przyjemnie. Ciasto na śniadanie też było smaczne. :)

Dzisiaj rozglądałem się na wszystkie strony i stwierdziłem, że w Puławach jest mnóstwo bardzo ładnych dziewczyn. Może prawdziwa jest moja teoria, mówiąca o tym, że im dalej na wschód tym piękniejsze kobiety można spotkać. O, takie na przykład Rosjanki są the best. ;) Zna ktoś jakąś wolną Rosjankę lub chociaż Polkę, która mogłaby się we mnie zakochać? ;P Proszę mnie z nią zapoznać. Przecież na zdjęciu widać jaki ze mnie przystojniak. ;) W głowie też mam jako taki porządek. W każdym razie ja uwielbiam samego siebie. ;) Czekam więc na oferty.

A tak serio...

Potrzebna mi dziewczyna.


"I am just a new boy,
Stranger in this town.
Where are all the good times?
Who's gonna show this stranger around?
Ooooo I need a dirty woman.
Ooooo I need a dirty girl."

Pink Floyd "Young lust"


2009.06.16 / Wtorek / 17:31 - Pierwsze piersi na moim blogu

Urlop trwa. Wieczorem napiszę coś więcej o dzisiejszym dniu a na razie zamieszczam to oto zdjęcie. Sam do końca nie wiem czy sympatyczna właścicielka widocznegu tu biustu wyraziła zgodę na upublicznienie tego zdjęcia ale powiedzmy, że tak. ;)


2009.06.15 / Poniedziałek / 12:14 - Jednak 157 km

Nastąpiła mała pomyłka. Trasa, którą wczoraj przejechałem wcale nie miała 170 km jak obliczałem swoją tajemniczą metodą, tylko 157 km - nieco mniej. :) Licznika nie mam więc nigdy dokładnie nie wiem ile przejechałem, ale jest taki bardzo pomocny serwis internetowy - "bikemap.net" - na którym można sobie obliczyć dokładnie długość trasy. Może więc nie powineinem być z siebie tak dumny jak byłem. ;P

Te trzy napoje energetyczne widoczne na zdjęciu wypełniały wczoraj mój bidon, a później mój brzuch, kupiłem je w pewnym barze po drodze, gdy skończyły mi się poprzednie napoje energetyczne innej firmy. Przejazd z Warszawy do Puław nie był więc darmowy bo na te napoje wydałem prawie tyle co na bilet PKP. Burna już chyba nigdy nie kupię, po wczorajszym dniu nabrałem do niego wstrętu. Na rowerze lepiej nie pić niczego gazowanego ale niestety wczoraj tej zasady nie przestrzegałem, na czym zresztą nieco ucierpiałem. Po pewnym czasie mój organizm przestał przyswajać jakiekolwiek płyny.

Ale dość już o mojej wyprawie rowerowej, pora cieszyć się urlopem. Co prawda, urlop zakłóciła nieco moja mama, która wczoraj niespodziewanie zjawiła się tutaj wraz z siostrą by pomóc jej wieźć bagaże (w tym moją wypełnioną po brzegi torbę). Na szczęście podobno już jutro mama powróci do domu, więc będę miał spokój.

Dzień drugi urlopu przemija... Miałem jechać do Dęblina ale dzisiaj absolutnie nie mam na to siły. Wybiorę się tam gdy już powrócę do w miarę normalnego stanu, a to może trochę potrwać. Na razie nawet nie wychodzę z mieszkania... Właściwie nic nie robię. Tak właśnie powinien wyglądać urlop. :)


2009.06.14 / Niedziela / 18:44 - 170 km w 7 godzin

Wyjechałem przed 11:00, w Puławach byłem o 18:00. 7 godzin - niezły czas jak na moje możliwości. Przeżyłem. Rower mnie nie zawiódł.

Teraz pozwolę sobie skonać.

Jestem nie tylko dumny ale wręcz nadęty. :)


2009.06.14 / Niedziela / 10:03 - Rowerem do Puław

Wczoraj o 23:00 rozpoczął się mój urlop! :D Przede mną trzy tygodnie czasu wolnego, a nawet więcej niż trzy tygodnie. Więcej o dwa dni.

Dzisiaj wstałem wcześnie rano bo za chwilę wsiadam na rower i jadę nim do Puław, pierwszy raz trasą po drugiej stronie Wisły, czyli tak zwaną Nadwiślanką. Wcześniej jeździłem przez Kozienice ale ta trasa już mi się znudziła więc dzisiaj do Puław wjadę od strony Dęblina. Oby tylko rower wytrzymał te 170 kilometrów, a szczególnie życzyłbym sobie żeby się dętka nie przebiła bo nie biorę żadnej na zmianę. Obym ja wytrzymał te 170 kilometrów, ale akurat to powinno być łatwe.

W drogę. Przede mną około 9 godzin pedałowania, 9 godzin rozmyślania i 9 godzin słuchania muzyki. Taka pielgrzymka. Udowodnienie sobie, że potrafię zrobić coś czego większość ludzi by nie zrobiła.

Jak powiedział Alvin Straight w filmie "Prosta historia" - muszę odbyć tą podróż na swój sposób.

Kolejną notkę dodam już w Puławach (jeśli przeżyję).


"I want to ride my bicycle
I want to ride my bike
I want to ride my bicycle
I want to ride it where I like"

Queen "Bicycle race"


2009.06.11 / Czwartek / 23:12 - Dyżur, którego nie było

Dzisiejszy dzień pracy wyglądał tak - wchodzę na salę, supervisor pyta się mnie - "Euzebiusz, chcesz iść do domu?", na co ja odpowiadam "Tak" i wychodzę. Koniec pracy.

Ruch był tak niewielki, że okazałem się zbędny, podobnie jak wielu innych pracowników. Jednak zamiast od razu wrócić do domu, udałem się na przejażdżkę po naszej pięknej stolicy, wybrałem się w okolice Okęcia gdzie mieści się firma "Willson & Brown", w której kiedyś przez tydzień pracowałem. Był to dosyć nieprzyjemny tydzień więc z tą pracą dałem sobie spokój ale lubię teraz wracać w to miejsce od czasu do czasu by uzmysłowić sobie jak fajną pracę mam teraz i jak beznadziejna była tamta.

Do urlopu pozostały już tylko dwa dni, dwa dyżury. W niedzielę opuszczam Mazowsze.


2009.06.11 / Czwartek / 05:07 - Truskawkowa randka

Przede wszystkim - puma mnie nie zjadła - jestem zawiedziony.

O tym, że puma nawiedziła naszą gminę powiedzieli już nawet podobno w radiu i telewizji, no ale jak wiadomo telewizja kłamie więc to by znaczyło, że żadnej pumy tutaj nie ma. Lecz właściwie własnej mamie powinienem wierzyć, wypada mi więc dyplomatycznie twierdzić, że puma albo tu jest albo jej tu nie ma.

Ale miało być o randce, która się wczoraj odbyła. Otóż pierwszy raz w życiu udałem się do kina z przedstawicielką płci przeciwnej, zazwyczaj pięknej, nie należącej do mojej rodziny. Jak by na to nie patrzeć - to była randka. ;P Film zajebiaszczy i w dodatku trójwymiarowy - "Powory kontra Obcy". Niestety po seansie okulary trzeba było zwrócić, a szkoda, bo świat realny także wydawał się w nich jakby bardziej trójwymiarowy. Nie ma porządnej randki bez odwiedzenia Mc Donalda więc ja i owa tajemnicza niewiasta udaliśmy się do pierwszego polskiego Mc Donalda i tam zjadłem jedyną przyswajalną przeze mnie rzecz z menu tej, nazwijmy to, restauracji - mianowicie frytki. Niewiasta zjadła ode mnie więcej i szybciej co jest dla mnie stałą regułą, przyzwyczaiłem się. Tego co działo się później niestety już nie mogę tu opisywać by nie siać zgorszenia. W każdym razie truskawki bardzo na tym wszystkim ucierpiały i skończyły w śmietniku.

Ogólnie było po prostu bardzo miło i cieszę się, że to spotkanie się odbyło. Ło. Ło. Ło.

Dobrze, dobrze, bo to przecież to nie była randka tylko takie zwyczajne, koleżeńskie spotkanie.

W pracy czekała mnie niespodzianka - rozrywka zamiast ezoteryki. Lepszego prezentu nie mogłem dostać. W domu za to czekała na mnie siostra, która się tu zjawiła na długi weekend bym mógł w niedzielę udać się z nią do Puław. Wszystko więc wskazuje na to, że odpiściłem sobie heroiczny wariant dojazdu do Puław przy pomocy roweru, a szkoda. Zawiodłem samego siebie.

Szkoda także, że moje plany wynajęcia w Warszawie mieszkania jakby legły w gruzach. Cóż... Może kiedyś...


2009.06.09 / Wtorek / 17:39 - Jest Truskaw są truskawki

W tym roku objadam się truskawkami w większych ilościach niż w latach poprzednich, sam nie wiem dlaczego nabrałem na nie takiej ochoty. Nawet rzodkiewki zjadam, jedna za drugą. Strach pomyśleć co będę jadł za rok. No i przede wszystkim tyję - teraz ważę już 53 i pół kilo. Jeszcze nigdy tyle nie ważyłem.

Na zdjęciu od razu rzuca się w oczy ta zepsuta truskawka, której lepiej nie ruszać. Tak to jest, chce człowiek zjeść coś pysznego ale trafia na zepsuty owoc i po jego spróbowaniu nie jest mu przyjemnie... Lepiej najpierw obejrzeć truskawkę ze wszystkich stron, zanim weźmie się ją do buzi. Poznać ją. Jakie to życiowe...

Taka truskawkowa filozofia.

Ale co tam truskawki. Największą sensacją dnia dzisiejszego jest puma, która rzekomo pojawiła się na naszej leśnej drodze, konkretnie w miejscu, który my nazywamy gąszczem. :) Na razie widziała ją moja mama, której oczywiście nikt nie wierzy, wliczając w to mnie. Tata jednak coś wspominał o tym, że na drodze widział ślady pazurów, a nasz pies przez kilka godzin w nocy oszczekiwał las co może oznaczać, że naprawdę kręci się tu jakaś puma. Odpowiednie służby leśne zostały o tym powiadomione ale jak na razie skupiły się na śmiechu. W każdym razie mama była w szoku gdy dzwoniła do mnie o 7:00 rano i do teraz nadal troszeczkę jest.

Panika została zasiana, może niedługo przyjedzie do nas telewizja i będziemy sławni. :)

Tymczasem jeśli puma mnie nie skonsumuje to jutro może być całkiem ciekawie a nawet przyjemnie.


2009.06.09 / Wtorek / 04:22 - Ezoteryczna agonia

W pracy było przejebane, ale jakoś to wszystko przeżyłem. Przede mną już tylko cztery dyżury.

Dzisiaj mam wolne.

Dzisiaj mam wszystko w dupie.

Ale w czwartek to ja naprawdę nie chcę tych truskawek sam jeść pod Pałacem Kultury. :)


2009.06.08 / Poniedziałek / 13:19 - Ezoteryczny tydzień

Rozpoczynam swój ezoteryczny tydzień. Jak zwykle miałem przygotować setki gotowych odpowiedzi żeby dzisiaj je po prostu wklejać ale nie chciało mi się ich pisać bo pomyślałem, że przed urlopem i tak już nie opłaca się tego robić. Będę więc musiał pisać smsy ręcznie...

Przed chwilą przyjechał kurier, odebrał ode mnie subwoofer i tym sposobem zakończyłem na jakiś czas stratne interesy na Allegro.

Dzisiaj trochę popracuję a jutro już znowu mam dzień wolny, jakie to jest fajne. Trzeba się zastanowić w jaki sposób dostanę się do Puław - pociągiem z rowerem, czy po prostu rowerem, pedałując 8 godzin. :) Na razie skłaniam się ku tej drugiej opcji.


"Ohh, can't anybody see
We've got a war to fight
Never found our way
Regardless of what they say

How can it feel, this wrong
From this moment
How can it feel, this wrong"

Portishead "Roads"


2009.06.08 / Poniedziałek / 03:25 - Tęczowy dyżur

Właśnie wróciłem z ostatniego przed urlopem rozrywkowego dyżuru. Od jutra ponownie wcielam się we wróżkę na dłużej, a konkretnie na pięc ostatnich dni, po których nastanie moja trzytygodniowa wolność.

A co będzie w czwartek?

A pstro. :P

Choć ja bym tego znaku na niebie nie lekceważył. ;)

Fajne jest bo się ciepło zrobiło więc zarówno do pracy jak i z pracy jechało się bardzo przyjemnie rowerkiem.


2009.06.06 / Sobota / 03:15 - Freedom

Mój wolny piątek nadal trwa, mimo tego, że jest już sobota. ;) Praktycznie cały dzień przesiedziałem w pokoju. Rano oglądałem naprawdę cholernie dobry, klasyczny film "Przeminęło z wiatrem" na dvd, który ostatnio widziałem gdy byłem jeszcze dzieckiem i którego kiedyś nie doceniałem tak jak teraz, gdy jego wątki do mnie przemawiają. Jest naprawdę zajebiaszczy. :)

Później siedziałem kilka godzin przy komputerze rozmawiając na gadu gadu i szukając firmy kurierskiej, która zechciałaby obsługiwać klientów indywidualnych i na szczęście taką znalazłem. Następne kilka godzin minęło mi na słuchaniu muzyki na moim wysokiej klasy sprzęcie, kolejne trzy na oglądaniu "Władcy pierścieni" na TVN - filmu, którego właściwie nigdy nie lubiłem ale jakoś zawsze go oglądam gdy go puszczają w telewizji. Po filmie zasiadłem ponownie do komputera gdzie siedzę do tej chwili lecz zaraz ze zmęczenia od niego odpadnę.

Ubyło mi dzisiaj znajomych na PhotoBlogu, a konkretnie znikła jedna, jakże ważna znajoma. Księżniczka została przeze mnie usunięta bo każde nowe zdjęcie zamieszczane przez nią przywoływało wspomnienia, przygnębiało mnie i ogólnie siało zniszczenie w mojej psychice. Ciągłe uświadamianie sobie, że żadna Jej nie dorówna naprawdę nie jest dla mnie dobre. Nadal mam żal, właściwie wyłącznie do samego siebie, nie o to, że się skończyło, tylko o to jak się skończyło. Bo przecież "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść" i zrobić to w dobrym stylu a nie w takim jak ja to zrobiłem. To był jak na razie największy błąd w moim życiu.

Teraz może będzie łatwiej. Zamykam za sobą drzwi by móc przejść przez kolejne, czy coś w tym stylu...

Zamieszczam link do kolejnego mojego filmu z maratonu Mazovia, który odbył się 31 maja. Moim zdaniem jest zabawny. :) No i mojego mruczącego głosu jest tam już więcej niż na dwóch poprzednich - moje fanki będą ucieszone. ;P


Mazovia MTB 2009-05-31 Niewłaściwy bufet


2009.06.05 / Piątek / 01:20 - 0 godzin w pracy

Poświęciem dwie godziny na przygotowanie się do wyjścia do pracy, następnie dwie kolejne godziny na dojazd do pracy i dojście do firmy a na miejscu, po wyjęciu serka waniliowego i "deserów w koronie" dowiedziałem się, że mogę iść do domu bo właściwie dzisiaj nie jestem potrzebny w firmie. Fajnie.

Teraz więc siedzę sobie przed komputerem i przede mną jeszcze cała noc wolna. Cały piątek i cała sobota też będą wolne bo najbliższy dyżur mam dopiero w niedzielę.

Zdjęcie przedstawia widok z okna w ubikacji. Te budynki rosną w dosyć szybkim tempie bo przecież gdy w lutym sprowadziliśmy się na ulicę Miedzianą to na terenie budowy jeszcze niczego poza piachem nie było. Warszawa ciągle się rozwija.


2009.06.04 / Czwartek / 15:50 - Children of the Korn

Tak prezentuje się męska toaleta w naszej firmie... Mi się podoba. :) Gdyby nie te śmieci to ogólnie wyglądałaby dużo lepiej niż moja łazienka w domu. I tak wygląda lepiej.

Zakończyłem aukcję na Allegro ale niestety miałem tylko jednego chętnego więc cena nie osiągnęła zachwycającego poziomu. Kupiłem subwoofer za 400 zł a sprzedałem za 275 zł. Gdzie tu sens? :) Za te 125 złotych, które straciłem dowiedziałem się, że nie warto kupować tanich subwooferów. Powiedzmy, że waro było tyle za tą wiedzę zapłacić.

Ech...

Zaraz udam się na całonocny dyżur ale nie wiem jeszcze czym pojadę - rowerem czy autobusem? Teoretycznie powinienem preferować rower jako darmowy środek transportu.


2009.06.04 / Czwartek / 05:43 - Zimny, czerwcowy poranek

Bardzo zimny dzień i jeszcze zimniejsza noc - temperatura spadła do jednego stopnia Celcjusza. Właśnie z powodu marnej pogody do pracy wybrałem się autobusem a następnie metrem. Na zdjęciu widać mnie czekającego o godzinie 3:15 na autobus nocny linii N91, którym ostatnio wydostaję się z Warszawy gdy rower zostawiam w domu.

Za siedem godzin kończy się na Allegro moja aukcja i mam nadzieje, że będzie conajmniej kilku chętnych, którzy skutecznie podbiją cenę. Powinienem chyba zająć się odpowiednim zapakowaniem towaru, który oferuję ale jakoś nie mam na to wszystko czasu. Dzisiaj do pracy idę na godzinę 20:00 i kończę dyżur dopiero o 7:00. Kiedyś było tak zawsze, teraz jest to dla mnie wyjątek.

Papierosy mi się skończyły i kolejnych nie zamierzam kupować, płuca już mnie bolą, widocznie mam bardzo słabe skoro odczuwam w nich ból już po kilku miesiącach palenia.

Wczoraj pojawiła się mglista wizja wynajęcia przeze mnie mieszkania w Warszawie. Wizja, przyznaję, bardzo ciekawa ale na ile realna to już pokaże przyszłość. Na razie jest zdecydowane za wcześnie żeby w ogóle choćby o tym wspominać - dlatego o tym wspomniałem.

Pora kłaść się grzecznie spać.


2009.06.03 / Środa / 13:31 - W glanach na rowerze

Dzisiaj chyba już nie pojadę rowerem do pracy bo po niebie przesuwają się deszczowo-burzowe chmury. Do firmy zawiozę się więc autobusem i metrem a później najwyżej będę wracał pieszo w środku nocy 10 kilometrów bo w dni powszednie autobus nocny do nas nie dojeżdża niestety. Albo jednak wskoczę na rower i trochę zmoknę, to przecież nie boli.

Po przebudzeniu dowiedziałem się z smsa nadesłanego przez kolegę, że ostatni tydzień przed urlopem spędzę na ezoteryce. Ani mnie to ziębi ani grzeje, mogę wróżyć jeśli tam jestem bardziej potrzebny. Faktycznie, na rozrywce ostatnio prawie nic się nie dzieje.

Cholerka, nadal nie wiadomo czy w ogóle odbędzie się koncert Tori Amos w Polsce. Krążą pogłoski o tym, że około 10 października Tori zawita do Sali Kongresowej ale nadal nie jest to oficjalnie potwierdzone. Potrzebuję tego koncertu więc miło byłoby gdyby naprawdę do niego doszło.


"There are some, some who give blood
I give love
I give

Soon, before the sun
Before the sun begins to rise
I know that I, I must give
So that I, I can live "

Tori Amos "Give"


2009.06.03 / Środa / 04:36 - Tell me where it hurts

Codziennie budzę się z bólem zęba znajdującego się po lewej stronie szczęki, a jak źle pójdzie to także z bólem lewej strony głowy i lewego oka lecz po kilkunastu minutach ten ból mija i w ciągu dnia mogę funkcjonować normalnie (chociaż lodów to teraz sobie raczej nie zjem). Dopiero tuż przed snem, czyli właśnie teraz, znowu zaczynam odczuwać ten ból. Dosyć nieprzyjemne uczucie, które doprowadza mnie do jednego tylko wniosku - pora udać się do dentysty, jak normalny człowiek.

Bycie normalnym wymaga jednak w moim przypadku samozapracia. Trzeba będzie się na to odważyć, zdecydować i naprawdę tam wybrać ale to nie wszystko - trzeba będzie jeszcze mieć na tego dentystę pieniądze a ja ponownie mam bardzo napięty budżet.

Na razie nie jest fatalnie bo obywam się bez Ibupromu. Gorzej będzie gdy z powodu bólu zacznę chodzić po ścianach a zapewne taki dzień też w końcu nadejdzie.

Natomiast ten ból, który widać w moich oczach był w nich zawsze, on akurat nie ma nic wspólnego z bólem zęba. To tylko taki ból istnienia, ból bycia Michałem Górką.

Idę spać by nie czuć nic.

Trzy dni nie paliłem ale niestety dłużej nie mogłem się powstrzymać. Może jak mi się papierosy skończą i nie będą mnie kusić to nie palenie będzie mi szło łatwiej.


2009.06.02 / Wtorek / 03:54 - Upływ czasu

Minęły dwa miesiące od drugiego kwetnia... Niby jest to dzień śmierci Papieża ale akurat mi drugi kwietnia zawsze będzie kojarzył się z czymś innym, z czymś ważnym i nieważnym zarazem. Z kimś przede wszystkim. Przeżyłem to i nikt mi tego nie odbierze, nikt tego nie usunie.

Ale nieważne.

W pracy spędziłem 8 godzin na dyżurze ezoterycznym, który był całkiem przyjemny, całkiem zabawny. Kolejny pozytywny, miły, sympatyczny dzień za mną. Kilkanaście godzin mniej do rozpoczęcia urlopu.

Ostatnio zaprzyjaźniłem się, choć może jest za wcześnie na użycie tego słowa, z naprawdę fajną dziewczyną. Fajnie, że są takie fajne dziewczyny i fajnie, że miałem okazję na nią trafić. Cholernie ją lubię.

Zaprzyjaźniłem się też z panią, która mówi coś w stylu - "Tu poczta głosowa Orange. Po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość" i chociaż bardzo nie lubie zostawiac wiadomości to jednak to robię.

Ale nieważne.

I teraz trzeba by sobie zadać pytanie - to co jest ważne?

Po zastanowieniu się, na dzień dzisiejszy, na chwilę obecną napiszę - właśnie to, że drugi kwietnia był dwa miesiące temu, a teraz jest drugi czerwca, czyli upływ czasu. To, że do urlopu mam teraz niecałe dwa tygodnie, a wkrótce on nadejdzie, będzie trwał trzy tygodnie aż przeminie i odejdzie do przeszłości. Podczas niego może wydarzyć się coś przyjemnego lub nieprzyjemnego, radosnego lub bolesnego, ale najważniejsze, że to wszystko przeminie. Wszystko przemija i zarazem wszystko w nas pozostaje. My także przemijamy i pozostajemy, a raczej - pozostaniemy. Tak jak moja babcia, która kiedyś była a teraz jej nie ma lecz mimo wszystko nadal jest - we mnie, w nas.

Idę spać, a gdy w południe się obudzę to z miłą chęcią popatrzę jak mija kolejny dzień - drugi czerwca roku dwa tysiące dziewiątego. Jedyny w swoim rodzaju, jak każdy inny.


"To jest nasz czas
to są nasze historie
A w każdym z nas
płonie krzyż i płonie ogień"

Pidżama Porno "Czas czas czas"


2009.06.01 / Poniedziałek / 14:30 - 2 tygodniu do urlopu

Największą atrakcją wczorajszego maratonu była pani fotograf mająca przy sobie dwie lustrzanki... ;) Jak powiedział tata - chyba wpadłem jej w oko. Fajnie tak wpadać w oko, lubię to. ;P

Za dwa tygodnie będę już miał wolne, możliwe nawet, że będę wtedy już w Puławach bo zamiast jechać rowerem tak jak planowałem mogę wsiąść z nim do pociągu i razem z siostrą pojechać w ten prostszy, ale dający mniej satysfakcji sposób.

Od dzisiaj nie palę... Serio. :P