2009.07.31 / Piątek / 20:26 - Przeurocza kasjerka

Z opcji, które miałem dzisiaj do wyboru wybrałem tą najbardziej romnatyczną. Wsiadłem na rower i przez dwie i pół godziny jechałem do Piaseczna, do hipermarketu Auchan by tam móc przebywać przez 5 minut w pobliżu dziewczyny, którą uwielbiam. :) Dłużej nie mogłem bo była bardzo zapracowana, chyba jeszcze bardziej niż ja za czasów gdy pracowałem na smsach. Podobno nie wierzyła w to, że Ją tam odwiedzę więc proszę bardzo, mam nadzieję, że kiedyś zrozumie jak poważnie Ją traktuję. Jeśli o mnie chodzi to dzisiaj zrozumiałem, że jednak już coś do Niej czuję, takie tajemnicze coś, któremu na razie nie chcę nadawać żadnej nazwy. W każdym razie jest to dobre coś. ;) Nie dziwne, bo to bardzo dobra dziewczyna.

Było jak zwykle niezwykle przyjemnie i myślę, że jeszcze wpadnę tam kilka razy by kupić choćby gumę do żucia. ;) Powrót stamtąd zajął mi trzy godziny bo Piaseczno znajduje się właściwie po drugiej stronie Warszawy, musiałem więc przejechać przez całe miasto. Tamtejszy Auchan jest ogromny, jeszcze nigdy nie byłem w tak wielkim hipermarkecie. Preferuję jednak mniejsze sklepy, takie jak Stokrotka w Puławach.

Tymczasem zastanawiam się czy do Puław nie wyruszyć już jutro... Może tak zrobię.


2009.07.31 / Piątek / 00:11 - Radosny wytrysk

Minęła północ. Siedzę w swoim pokoju przed komputerem, słucham najlepszej płyty Marilyn Manson, tej, która posiada właściwość łagodzenia mojego bólu, a w pozostałych pokojach domu wszyscy domownicy chyba już śpią. Jakieś 40 minut temu przegrałem w Literaki ponieważ zagrałem ze zbyt inteligentną osobą, co uświadomiło mi, że jestem w tej grze beznadziejny, choć do niedawna uważałem się niemal za mistrza. ;) Pół godziny temu zażyłem Ibuprom, po raz drugi dzisiaj. Czas mija a mój ząb boli mnie mniej więcej tak samo jak wcześniej, od ponad tygodnia nie miałem ani jednego dnia bez Ibupromu więc może nie uda mi się uniknąć usunięcia zęba. Straszne.

Teraz muszę się zastanowić jak spędzić piątek. Mam do wyboru wyjazd do Puław, wybranie się na Warszawską Masę Krytyczną lub nawiedzenie Auchan w Piasecznie by dopaść tam osobę, która nie mogła się ze mną spotkać wczoraj i dzisiaj, a za którą jestem bardzo stęskniony. Zawsze pozostaje jeszcze opcja nic nie robienia, leżenia w łóżku i gapienia się w telewizor lub przesiadywania cały dzień przed komputerem... Cholera wie co zrobię. :)

Na zdjęciu fontanna w Metropolitanie i to już będzie koniec tematu tego biurowca bo od kilku wpisów wciąż o nim wspominam. Poniżej link do filmu z psem rasy rottweiler cieszącym się na widok fontanny. :)

Tak sobie pomyślałem, że mógłbym nieco urozmaicić swój żywot wpadając do miasta noszącego nazwę Starachowice. ;)


2009.07.30 / Czwartek / 18:58 - Drugi dzień w Metropolitanie

Dzisiejszy dzień spędziłem podobnie jak wczorajszy - samotnie w Warszawie, głównie w Metropolitanie. Posiedziałem na ławce, nacieszyłem się promieniami słonecznymi, trochę się opaliłem i po kilku godzinach wróciłem do domu zachaczając rowerem o kilka innych interesujących miejsc. Bardzo przyjemnie, załować tylko mogę, że ponownie byłem sam. ;(

Jak się okazało siostra jeszcze jutro nie przyjeżdża dzięki czemu będę mógł wziąć udział w Masie Krytycznej. Rozważam jednak także możliwość pojechania już jutro do Puław i zastanawiam się jaki środek transportu bym wybrał. PKP, PKS czy busa? Teraz najważniejsza jest dla mnie niska cena.

Poniżej zamieszczam link do mojego filmiku nagranego w Metropolitanie, na którym widać fontannę, na którą niezmiernie lubię patrzeć, szczególnie gdy włącza się w niej ten tryb, który widać pod koniec filmiku. Zresztą widać, że wszyscy ludzie, którzy się w to miejsce schodzą cieszą się ową fontanną jak małe dzieci. :)


2009.07.30 / Czwartek / 10:02 - Z Górki czy pod Górkę?

Moje ulubione miejsce w całej Warszawie to Metropolitan - okrągły budynek, który częściowo widać na zdjęciu, z bardzo, bardzo, bardzo fajną fontanną po środku znajdujący się pomiędzy Ogrodem Saskim i Teatrem Narodowym. Mógłbym tam przesiedzieć cały dzień od rana do nocy taki przyjemny klimat panuje w środku. Dzisiaj niestety siedziałem sam zarówno tam jak i na Starym Mieście ponieważ nikt nie miał czasu by mi towarzyszyć. Ech, było mi nieco przykro i smutno bo dookoła mnie było mnóstwo par, wszyscy się do siebie przytulali, spacerowali trzymając się za rękę i zwyczajnie rozmawiali a ja kwitłem tam samotnie na ławce. ;( Na pocieszenie gapiłem się na zgrabne dziewczyny a tych Ci w stolicy dostatek. Tylko, że najbardziej zależało mi na tym aby była dzisiaj ze mną ta jedna, która znajdowała się gdzieś obok w tym samym mieście. Cholernie lubię z nią spędzać swój wolny czas. Dobrze, kończę użalanie się nad sobą. Pogoda była dzisiaj wyśmienita i jeśli jutro też taka będzie to ponownie wsiądę na rower siostry i zawiozę się do centrum Warszawy by przesiedzieć w Metropolitanie kilka godzin. :)


Wstałem dosyć wcześnie rano jak na wakacje bo już o 9:30, za chwilę zjem śniadanie i ponownie pojadę do Warszawy gdzie zamierzam spędzić conajmniej kilka godzin w bardzo statyczny sposób - siedząc. :) Metropolitan, o którym wczoraj wspominałem to ten budynek po lewej stronie na zdjęciu, ale właściwie cały Ogród Saski jest fajny, podobnie jak Plac Piłsudskiego. Zastanawiam się tylko gdzie się podział ten teren budowy, który znajdował się w tym miejscu przez tyle czasu. Czyżby miasto wycofało się z planów zabudowy placu?

Jutro też wybieram się do Warszawy, tym razem już nie rowerem tylko autobusem - po siostrę, która przyjeżdża z Puław.


2009.07.29 / Środa / 21:20 - Samotność w Metropolitanie

Moje ulubione miejsce w całej Warszawie to Metropolitan - okrągły budynek, który częściowo widać na zdjęciu, z bardzo, bardzo, bardzo fajną fontanną po środku znajdujący się pomiędzy Ogrodem Saskim i Teatrem Narodowym. Mógłbym tam przesiedzieć cały dzień od rana do nocy taki przyjemny klimat panuje w środku. Dzisiaj niestety siedziałem sam zarówno tam jak i na Starym Mieście ponieważ nikt nie miał czasu by mi towarzyszyć. Ech, było mi nieco przykro i smutno bo dookoła mnie było mnóstwo par, wszyscy się do siebie przytulali, spacerowali trzymając się za rękę i zwyczajnie rozmawiali a ja kwitłem tam samotnie na ławce. ;( Na pocieszenie gapiłem się na zgrabne dziewczyny a tych Ci w stolicy dostatek. Tylko, że najbardziej zależało mi na tym aby była dzisiaj ze mną ta jedna, która znajdowała się gdzieś obok w tym samym mieście. Cholernie lubię z nią spędzać swój wolny czas. Dobrze, kończę użalanie się nad sobą. Pogoda była dzisiaj wyśmienita i jeśli jutro też taka będzie to ponownie wsiądę na rower siostry i zawiozę się do centrum Warszawy by przesiedzieć w Metropolitanie kilka godzin. :)


"Cause nobody loves me
It's true
Not like you do"

Portishead "Sour Times"


2009.07.28 / Wtorek / 19:19 - Tak wygląda moje miasto w dzień

Kolejny dzień z cyklu ja, rower i Warszawa. Dzisiaj wybrałem się nad Wisłę oraz na Pragę, na którą dostałem się Mostem Świętokrzyskim. Po raz pierwszy podjechałem rowerem pod Dworzec Wschodni i teraz już wiem gdzie dokładnie on się znajduje bo wcześniej nie byłem tego świadom. :) Paskudne miejsce tak samo jak cała Praga. Nad Wisłą za to jest bardzo ładnie, choć akurat nie w tym miejscu, w którym zrobiłem to zdjęcie... Ale nie, właściwie można zaryzykować stwierdzenie, że Warszawa cała jest ładna i tego powinienem się trzymać.

Trzy dni do przyjazdu siostry, o ile naprawdę przyjedzie w piątek. Ja nie wiem jeszcze kiedy pojadę do Puław ale na razie planuję wyjazd na poniedziałek lub wtorek. Do Warszawy przyjechała dzisiaj dziewczyna, która mogłaby być moją dziewczyną gdyby tylko tego chciała, ale na razie nie wiem nawet czy będzie się chciała ze mną spotkać w ciągu najbliższych dwóch dni, które spędzi w stolicy. Podobno ma napięty grafik, ale co takiego będzie robić? Tego nie chce mi zdradzić, podobnie jak wielu innych rzeczy, także tych podstawowych. Szczerze wam wszyskim powiem, że czuję się przez koleżankę nieco olewany, a przecież Ona sama cytowała "Nie trać czas z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą". Szkoda, bo ogólnie ta cała sytuacja mnie zasmuca, a ja jednak lubię być szczęśliwy, jak każdy. Cóż, widocznie koleżanka nie chce niczego ze mną budować.

Szukać innej? Pierwsza w kolejności byłaby ta, która odwiedziła dzisiaj Kraków i z którą ostatnio mam lepszy kontakt, ta która jest wobec mnie bardzo w porządku. Właściwie szkoda, że mnie dzisiaj nie było w Krakowie. ;) No ale ostatnio jestem tak biedny, że nie stać mnie na żadne podróże. Właściwie nie stać mnie na nic.

Trzeciej kadnydatki na dziewczynę, z którą mogłoby mnie połączyć uczucie na razie brak i bardzo dobrze, bo już dwie to za dużo. Czy ja tak wiele pragnę od życia? Wystarczy jedna, jedyna dziewczyna od teraz na zawsze. Ja naprawdę lubię być monogamistą.


2009.07.28 / Wtorek / 12:42 - To się nie mieści

"Tutaj nie ma co się pieścić, to się musi zmieścić". Niestety nie mogłem dzisiaj przyjąć kapsułek widocznych na zdjęciu ponieważ są one dla mnie zdecydowanie za duże. Mój język i gardło posiadają niezależny odruch uniemożliwiający mi przełknięcie czegoś tak dużego i dlatego nie będę mógł zażywać przepisanego mi przez dentystę antybiotyku. Kapsułka pod wpływem wody rozpadła się na pół na moim języku co sprawiło, że przyjąłem tylko jeden jej składnik i to nie w taki sposób w jaki powinienem. W jamie ustnej miałem ochydy, chemiczny posmak, a druga część leku zwyczajnie rozpłynęła się na moim ręku zanim zdążyłem ją połknąć. Drugiej próby łykania tego świństwa już nie będę podejmował.

Na szczęście dzisiaj mam bezbolesny dzień mimo tego, że nie zażyłem Ibupromu. Wczoraj wieczorem także go nie zażyłem i doprowadziłem do strasznego bólu, który sprawił, że stałem się zwolennikiem eutanazji. :) Męki jakie wczoraj wieczorem przeżywałem z powodu bólu zęba były tak straszne, że teraz będę się cieszył każdą bezbolesną chwilą tak jakby to było największe szczęście na Ziemii. O tak, teraz jest wspaniale, nic mnie nie boli i to jest najważniejsze. Wszystko inne co dobre to tylko sympatyczne dodatki.


2009.07.27 / Poniedziałek / 12:50 - Trzyminutowa wizyta u dentysty

O godzinie 11:00 wszedłem do gabinetu stomatologa, pana Klaudiusza, a o 11:03 już stamtąd wyszedłem. Trzeba przyznać, że szybko się ze mną uwinął, w dodatku obyło się bez bólu a cała wizyta kosztowała tylko 20 złotych. Swoją drogą niezły zarobek - 20 złotych w 3 minuty... Oczywiście wszystko trwało tak krótko ponieważ nie miałem żadnego borowania. Pan Klaudiusz stwierdził, że nie mam żadnej próchnicy, wszystkie zęby są w pełni zdrowe i nie ma on czego leczyć. Przyczyną bólu jest wyrzynająca się ósemka, czwarty już ząb mądrości, który w mojej paszczy natrafił na poważny problem jakim jest brak miejsca. Jak wiadaomo mam krzywe zęby i właśnie z tego powodu ósemka natrafia na poważne przeszkody i będzie natrafiała dalej zanim się w pełni nie wykluje. ;) Dostałem receptę na jakiś lek, który ma coś tam zrobić, kupiłem go i są to jakieś wielkie kapsułki, których chyba tak łatwo nie przełknę... Poza tym pan Klaudiusz oznajmił mi, że jeśli ten lek nie pomorze to będę musiał udać się na, jak to ujął - ekstrakcję, czyli usunięcie zęba. To dopiero będzie zabawa...

Ogólnie dzisiejsza wizyta była całkiem przyjemna a pan Klaudiusz to w porządku człowiek. :) Mam nadzieję, że zarazem kompetenty, w co mógłbym wątpić skoro stwierdził, że po 27 latach życia nie mam śladu próchnicy... Ale faktycznie, ja tam żadnej próchnicy nie widzę i nie czuję, a ból pochodzi właśnie z tej nieszczęsnej ósemki.

Jeśli na tym zdjęciu widać w moich oczach panikę to tylko dlatego ponieważ było ono zrobione przed wizytą. Po wizycie byłem już kompletnie wyluzowany. :) A teraz idę łyknąć kolejny Ibuprom aby nie oszaleć z bólu.


2009.07.27 / Poniedziałek / 08:48 - Nieuniknione

Nadszedł ten straszny dzień, na który czekałem tyle lat i właściwie nawet nie jestem zestresowany, właściwie jestem prawie na luzie... Prawie, bo jednak lepiej bym się czuł gdybym nie musiał dzisiaj jechać do dentysty. Nie mogę tego jednak już dłużej unikać, ból jest nieznośny gdy nie biorę Ibupromu. W ogóle to zauważyłem, że po zażyciu tego środka przeciwbólowego czuję się trochę tak jak po wypiciu połowy butelki wina. Właśnie - powinienem się upić przed pójściem do dentysty, wtedy na pewno byłoby łatwiej... ;)

Poza tym nagranie na mojej poczcie głosowej, które odsłuchałem dzisiaj rano dodało mi sił. :) Dziękować...

Ciekawi mnie tylko ile zapłacę za tą wizytę u dentysty. Sądzac po jego zajebistym, wielkim domu może się on wysoko cenić. Wydusi ze mnie ostatnie grosze...

Chyba posłucham sobie muzyki w drodze do Izabelina, to też powinno mi pomóc... Szczególnie pomaga mi utwór, który cytuję na dole. W ogóle to jeden z najlepszych utworów spośród tych, które poznałem w tym roku.

Dobrze, mam jeszcze ponad godzina do wyjścia z domu. Chyba się nawet ogolę.


2009.07.26 / Niedziela / 20:20 - Gotycka tapeta

Proszę bardzo jaka piękna tapeta z piękną dziewczyną zagościła na moim pulpicie systemu Windows XP. :) Na razie owej dziewczyny jeszcze nie poznałem osobiście ale mam nadzieję, że w przeciągu najbliższego miesiąca lub ostatecznie dwóch poznam. Nie ukrywam, że niezwykle mi się koleżanka podoba co wcale nie oznacza, że robię sobie nadzieję na jakikolwiek poważny rodzaj znajomości, w której ważną rolę będą odgrywać uczucia. Będę bardzo zadowolony jeśli po prostu zostaniemy przyjaciółmi.

Tymczasem od niemal trzech miesięcy próbuję wzmacniać relacje z pewną inną dziewczyną, bardzo tajemniczą, która na przykład nie zgodziłaby się bym pokazał Jej zdjęcie tutaj na blogu, która także mi się niezwykle podoba, także nie tylko z wyglądu, mimo tego, że teoretycznie Jej wygląd nie wpasowuje się w mój wyimaginowany gust. Sam nie wiem jak wiele nas teraz łączy, do niedawna wydawało mi się, że bardzo dużo, ostatnio zaczynam mieć wątpliwości, chyba niesłusznie zresztą... Tymczasem bardzo zależy mi na tej znajomości i chciałbym żeby przekształciła się w związek (powtarzam, że nie małżeński), ale mimo upływu czasu nie widzę abym zmierzał w tym kierunku, a raczej abyśmy razem tam zmierzali. Na razie wydaje mi się, że potrzebujemy... Czasu właśnie. Więcej czasu. Oczywiście, najlepiej takiego wspólnie spędzonego.

A może po prostu popełniam błąd bo nie ciągnie się dwóch srok za ogon? Choć właściwie, bez przesady... Zwyczajnie próbuję poprzez przyjaźń dojść do czegoś więcej, czegoś poważniejszego, choć zwykle okazuje się, że to właśnie przyjaźń jest trwalsza od miłości. Po części też sam nie wiem czego chcę...

Jeśli ktoś zadałby mi teraz pytanie czy aktualnie jestem w którejś z tych dwóch dziewczyn zakochany stwierdziłbym, że nie. Tymczasem rok temu byłem zakochany i zresztą sporo się z tego powodu nacierpiałem, następnie na początku tego roku także byłem zakochany, właściwie bardzo, bardzo zakochany i akurat to mi nie minie chyba już nigdy, ale na szczęście gdy ponownie się nie udało, cierpiałem już mniej. Zastanawiam się czy ja w ogóle się jeszcze kiedykolwiek zakocham. Do cholery, chciałbym mimo tego, że znowu mógłbym przez to cierpieć.

A może powinienem zapytać - kiedy wreszcie jakaś dama zakocha się we mnie? Bo to by wiele ułatwiło...

Dobrze, koniec tematu o uczuciach bo jest on chyba najnudniejszy ze wszystkich możliwych do opisywania na PhotoBlogu. Gdy tylko ktoś zaczyna na swoim blogu pisać o uczuciach to odechciewa mi się taki blog czytać.

W takim razie już jutro będzie ciekawiej, ból, krew, stres, panika, przerażenie, czyli moja wizyta u dentysty. O godzinie 11:00 przekonam się po raz pierwszy w życiu dlaczego tylu ludzi boi się dentysty, choć ostatnio zauważam, że poza mną nikt się tak naprawdę nie boi.


2009.07.25 / Sobota / 18:46 - Wycieczka do Pruszkowa

Rodzina jednak do nas nie przyjechała gdyż ciocia zmieniła zdanie z powodów prywatnych. Mamy więc z jednej strony spokój a z drugiej brak urozmaicenia, wręcz nudę. Nie jest to jednak zła nuda, tegoroczny lipiec bardzo mi się podoba. Gdyby tylko nie ten ząb...

Dzisiaj skorzystałem z ładnej pogody i wybrałem się na wycieczkę do pobliskiego miasta, w którym jeszcze nigdy nie byłem - do Pruszkowa. Po wizycie w tym czymś (miastem bym tego nie nazwał) uznałem to za jedno z najpaskudniejszych miejsc jakie znam. Nigdy nie chciałbym tam mieszkać, wolę już tą całą kampinoską dzicz.

Z Pruszkowa pojechałem oczywiście do Warszawy, wybrałem się na teren Wojskowej Akademii Technicznej i tam uzmysłowiłem sobie, że mam teraz tyle samo lat ile miał mój brat cioteczny gdy tam studiował. Tak sobie wtedy, dawno temu myślałem kiedy ja będę takim dorosłym facetem jak mój brat. Teraz jestem ale czuję się jakoś dziwnie niedojrzały. To pewnie dlatego, że po prostu jestem nieco niedojrzały... Ale z każdym dniem dojrzewam coraz bardziej, a przynajmniej mam taką nadzieję.

W ogóle WAT, czyli Wojskowa Akademia Techniczna do dla mnie miejsce niemal kultowe, nie tylko z tego powodu, że jeśli wagarowałem to właśnie tam. To miejsce jest (a raczej było) jeszcze ważniejsze dla mojej starszej siostry, ale to temat nie na mojego bloga. ;) A tak po prostu jest to bardzo fajna część (cząstka) Warszawy.

Zażyłem dzisiaj już drugi Ibuprom ponieważ pierwszy przestawał działać. Oby poniedziałkowa wizyta u dentysty przyniosła pozytywny skutek bo nie chciałbym w Puławach ciągle odczuwać tego bólu... Ech.


2009.07.24 / Piątek / 20:09 - Na prochach

Ból zęba nie chciał mnie opuścić na zawsze i wczoraj wieczorem ponownie dał o sobie znać, byłem więc zmuszony wziąć kolejną tabletkę Ibupromu, podobnie jak dzisiaj przed południem. Wspaniale, że coś takiego wynaleziono, wystarczy zażyć jedną małą tabletkę i ból ustępuje, pozostaje tylko pytanie w jakim stopniu jest to szkodliwe dla organizmu... Póki co biorę jedną dziennie i to wystarcza. Zresztą w poniedziałek idę do dentysty i mam nadzieję, że po tej wizycie już nie będę odczuwał żadnego bólu.

Jutro będzie miała miejsce inwazja rodziny. Ponieważ mieszkamy w miejscu w pewnym sensie atrakcyjnym turystycznie, co roku odwiedza nas wujek i ciocia z Puław. Jeśli przejży się dokładnie moje wpisy sprzed roku to można zauważyć, że wtedy też u nas byli, widocznie póki żyją będę nas nawiedzać w każde wakacje, ale właściwie nie ma w tym niczego złego, nie narzekam. Możliwe nawet, że zabiorę się z nimi do Puław ich samochodem gdy już po jakimś tygodniu będą stąd wracać. Dostanie się do Puław całkiem za darmo ma dla mnie teraz duże znaczenie odkąd zacząłem się liczyć z każdym groszem.

Wczorajszy żywiół w postaci nawałnic i burz, który nawiedził Polskę, nawiedził także naszą okolicę, z tym, że główna wichura akurat przeszła bokiem. Wiało jednak bardzo silnie, dawno już nie słyszałem takiego wiatru za oknem, było prawie tak jak kilka lat temu, na początku roku gdy niedaleko Ziemii przelatywała kometa, która spowodowała różne zawirowania pogodowe. Wtedy musiałem się w Warszawie trzymać przystanku by wiatr mnie nie porwał gdy akurat wracałem z nocnego dyżuru. W związku z wczorajszą sytuacją do dzisiaj nie było prądu w Izabelinie, Laskach, Mościskach i części Warszawy. Mama pojechała do firmy, w której nie było światła, choć akurat u nich nie jest to problemem, bo do wykonywania tej pracy prąd nie jest potrzebny. Tymczasem u nas i wczoraj i dzisiaj prąd był, dzięki czemu mogłem obejrzeć kolejne 3 odcinki "Czterdziestolatka". Cóż za komfortowe warunki, czujemy się wyróżnieni.


"Norm life baby "we're white and oh so hetero and our sex is missionary"
Norm life baby "we're quitters and we're sober our confessions will be televised"

You and I are underdosed and we're ready to fall
Raised to be stupid, taught to be nothing at all

I don't like the drugs but the drugs like me
I don't like the drugs, the drugs, the drugs"

Marilyn Manson "I don't like the drugs (but the drugs like me)"


2009.07.23 / Czwartek / 14:47 - Czas bezbolesnego relaksu

Dzisiaj ząb już mnie nie boli, ale wcale nie dlatego, że byłem już u dentysty. Po prostu dzisiaj jest taki dzień gdy ból nie daje o sobie znać. Na szczęście nie oznacza to, że dałem sobie spokój z dentystą. Owszem, brałem pod uwagę takie rozwiązanie by na razie do niego nie dzwonić i nie umawiać się na wizytę skoro ząb przestał mnie boleć, ale wtedy pomyślałem sobie o swoim blogu i swoich słowach, swojej deklaracji pójścia na leczenie zębów. Wziąłem się więc w garść i zadzwoniłem do dentysty płci męskiej. Odebrał telefon i powiedział, że akurat ma pacjenta na fotelu więc zadzwoni do mnie za 10 minut. Spodziewałem się, że wyznaczy mi wizytę jeszcze na dzisiaj na jakąś godzinę popołudniową ale widocznie jednak ma ręcę pełne roboty bo mam do niego przyjść dopiero w poniedziałek, na godzinę 11:00.

Skorzystałem z tego, że nic mnie nie bolało a pogoda była piękna i pojechałem rowerem na cmentarz w Palmirach. To tylko kilka kilometrów od naszego domu a bardzo przyjemnie się tam wypoczywa siedząc na ławce więc posiedziałem sobie... Lenistwo smakuje o wiele lepiej gdy nic człowieka nie boli. Albo nie, lenistwo to złe słowo, ja nie jestem rozleniwiony, jestem po prostu zrelaksowany. Teraz będę się relaksował dalej, grając w Crysis.

Oczywiście wycieczki do Palmir nie są dla mnie tylko relaksem, zawsze zawierają w sobie element patriotyczny, uzmysławiają mi, że żyjemy w dobrych czasach gdy nikt nas nie chce rozstrzeliwać. Czyż to nie jest wspaniałe?


2009.07.22 / Środa / 19:16 - Zęboból

Jutro pójdę lub tylko zadzwonię do dentysty ale nie wiem jeszcze na kiedy wyznaczy mi wizytę, może akurat już na jutro. Nadszedł ten nieunikniony czas gdy ból zęba stał się tak nieznośny, że nie pozostało mi nic innego. Wszyscy mnie przekonują, że wizyta u dentysty nie jest straszna, że to prawie nic nie boli i w ogóle jest niemal przyjemnością ale ja i tak wiem swoje. Pozwalam sobie zatem być przerażony a nawet spanikowany ale mimo tego i tak nie mogę już odwlekać dłużej wizyty, w końcu po raz pierwszy ten ząb zabolał mnie jakieś dziesięć lat temu. Dziwię się, że w ogóle jeszcze mam tego zęba. Dzisiaj rano było strasznie, ból był nieznośny, zasnąłem więc z powodu ogólnego osłabienia i dopiero po południu wziąłem Ibuprom dzięki czemu teraz jako tako funkcjonuję. Wkrótce jednak lek przestanie działać... Nie jest to tylko ból zęba ale ból oka, ucha, szyi, głowy a nawet nogi. :(

Mam tylko dylemat czy wybrać dentystę mężczyznę czy dentystę (dentystkę?) kobietę. Mama twierdzi, że lepiej iść do mężczyzny i podobno dotyczy to nie tylko dentystów ale także ginekologów. Ja do ginekologa się nie wybieram ale jeśli mam być szczery to jednak wolałbym pójść na wizytę do kobiety. Kobiety wydają mi się jednak łagodniejsze...

Ciekawe w ilu zębach mam dziury... Wydaje mi się, że jest ich conajmniej pięć. :(


2009.07.21 / Wtorek / 21:18 - Warszawski zamęt

Jeszcze jedna fotka z dnia dzisiejszego... W tej chwili właśnie cieszę się tym, że dzięki połknięciu jednej tabletki Ibupromu ząb przestał mnie boleć. Przede mną około sześć bezbolesnych godzin. Tak, wiem, że to jest beznadziejne... W beznadziejny sposób odsuwam od siebie problemy zamiast się z nimi uporać.

Tymczasem wracając do Warszawy - dzisiaj przejechałem się ulicą Powstańców Śląskich i zobaczyłem, że miasto nareszcie rozwiązało problem z rodziną Gmurków. W całej sprawie, która ciągnęła się podobno ponad 20 lat chodziło o to, że bardzo ważna ulica prowadząca z Bemowa na Wolę w pewnym miejscu zwężała się z dwóch do jednego pasa ponieważ rodzina Gmurków nie godziła się na sprzedanie miastu części swojej działki na której stał jakiś głupi barak. Podobno ządali od miasta ponad trzech milionów złotych, miasto oferowało półtora miliona. Sam jeździłem tamtędy przez pewien czas do pracy i musiałem stać w korku po dziesięć minut każdego dnia z powodu tego durnego przewężenia. Teraz jest już po kłopocie, baraku nie ma, nie będzie już takich korków. Sprawa rozwiązana. Tutaj muszę przyznać, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jako prezydent Warszawy w należyty sposób uporała się z tym problemem i choćby dlatego popieram też jej działania w związku z likwidacją KDT.

Można przez dwadzieścia lat udawać, że coś się robi lub po prostu to zrobić. Ja jak widać gadam o zębie, o studiach, o robieniu prawa jazdy a tak naprawdę żadnego działania z mojej strony nie widać. Tak jak pisałem - beznadzieja. Nie lubię w sobie tej cechy, ale przyznam, że znam osoby bardziej rozlazłe ode mnie.

A tak w ogóle - Warszawa to dziwne miasto, miejscami paskudne, chaotyczne, brudne ale mimo tego wszystkiego ma swój klimat i jest przeze mnie bardzo lubiana.


2009.07.21 / Wtorek / 19:36 - Zamieszki pod KDT

W telewizji powiedzieli żeby nie przyjeżdżać dzisiaj do centrum Warszawy pod Kupieckie Domy Towarowe, gdzie trwały zamieszki więc oczywiście tam pojechałem. Niestety na miejscu byłem dopiero o godzinie 17:00 gdy już właściwie niewiele się działo, było jednak na co popatrzeć. Kordon policji stał na Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, ludzie robili sobie z nimi zdjęcia... Fajnie było. Zauważyłem, że w policji pracuje wiele atrakcyjnych kobiet. :) A co do handlarzy z KDT to moje zdanie na ich temat jest proste - wypad z centrum miasta! Sam osobiście nigdy tam w środku nie byłem, nigdy niczego nie kupiłem ale chętnie zobaczyłbym pod Pałacem Kultury coś innego co zastąpi ten paskudny blaszak.

Tymczasem w moim życiu niewiele się dzieje. Jedynie ból zębów jest coraz silniejszy, jeszcze trochę i pójdę do dentysty... Ech.


2009.07.19 / Niedziela / 22:11 - Pozytywne wibracje

Ostatnio znalazłem się w posiadaniu takiego oto przedmiotu i pomyślałem sobie, że mógłbym pracować w sex shopie. Nie przypominam sobie jednak abym widział gdzieś ogłoszenie dotyczące tego zajęcia, widocznie jest to więc praca dla wybranych. Zastanawiam się w jakim procencie moja sfera seksualna jest zwichnięta po tych trzech latach pracy, którą wykonywałem... Może powinienem zażądać odszkodowania od firmy? ;) Nie jest ze mną chyba aż tak źle skoro póki co jeszcze tego wibrującego urządzenia nie używam na własnym ciele. To tylko taki... Podarunek. Żelowy, dla delikatnej kobiety, wodoodporny, z regulowaną siłą wibracji...

Dzisiejszy dzień był tak samo nudny jak wczorajszy, nic się nie dzieje, nie ruszam się z domu a nawet nie ruszam się z własnego pokoju... Obejrzałem dwa kolejne odcinki "Czterdziestolatka", wykąpałem się... Dopiero jutro lub pojutrze będę musiał jechać do Warszawy z odtwarzaczem DVD na rowerze gdyż muszę go dostarczyć osobie, która wygrała moją licytację na Allegro. Tym sposobem dostałem 100 złotych, które na pewno przyda mi się w najbliższej przyszłości choćby na wyjazd do Puław...

Bieda, bieda, bieda... Chcę znowu zarabiać, chcę znowu mieć jakieś zajęcie bo ten wypoczynek mnie wykańcza. Żebym tylko przypadkiem we wrześniu nie wrócił do firmy tak jak wracało wielu innych, którzy odeszli.


2009.07.18 / Sobota / 18:39 - Warszawski skwarek

Aby przełamać nieco wakacyjną nudę oraz aby odzyskać od kolegi pożyczone pieniądze pojechałem dzisiaj do Warszawy rowerem siostry. Było gorąco, był żar, był skwar ale przynajmniej nie było parówy. :)

Właściwie zastanawiam się czy jest sens żebym dodawał kolejne zdjęcia i pisał tutaj co się dzieje w moim życiu teraz skoro właściwie nic się nie dzieje. Dopiero za jakiś czas rozpocznie się rozdział zwany poszukiwaniem pracy. Przekonamy się wtedy jakie szanse na znalezienie pracy ma taki człowiek jak ja, który minął się w życiu z dobrą edukacją. :) Najchętniej znalazłbym pracę gdzieś w okolicy, żebym już nie musiał się tłuc codziennie do Warszawy. Jest tu kilka takich firm, w których poszukam zatrudnienia gdy już nadejdzie na to odpowiednia pora.

Ten upał ma pewną niewątpliwą zaletę - dziewczyny chodzą po ulicach niemal nagie, albo przynajmniej tak jak na plaży. ;) Tymczasem skoro mowa o plaży i o dziewczynach to w Sopocie obecnie na plaży wyleguje się pewna szczegóna dziewczyna, bliska mojemu sercu, szkoda, że mnie tam z Nią nie ma. Ale właściwie powinna odpocząć też ode mnie. :)


2009.07.17 / Piątek / 21:44 - 13 lat do czterdziestki

Mojego wakacjowania ciąg dalszy. Byłoby bardzo dobrze gdyby nie bolał mnie ząb, co niestety ostatnio ma miejsce coraz częściej... Dlatego też moje bezrobotne wakacje są tylko dobre, a miejscami nawet średnio przyjemne. Dla poprawienia sobie humoru oglądam więc "Czterdziestolatka", który jest moim ulubionym polskim serialem. Za jedyna 19 złotych kupiłem sobie to pudło zawierające 5 płyt dvd, 21 odcinków, 16 godzin oglądania. Świetna robota, doskonała reżyseria, godny polecenia serial, który chyba można teraz też oglądac w telewizji. Dr House i inne nowoczesne twory wysiadają przy takim serialu jak ten. Teraz poproszę jeszcze o to żeby w Polsce na dvd wydano "The wonder years" czyli "Cudowne lata". Poproszę też o to żebym miał na niego pieniądze... Te niestety zaczną się ponownie pojawiać dopiero wtedy gdy ponownie zacznę pracować.

Nad morze niestety nie jadę, cały lipiec spędzę tutaj, będę siedział w puszczy i gnił, co właściwie jest dosyć przyjemne. W sierpniu planuję nawiedzić Puławy i powrócić z nich rowerem, który wciąż tam na mnie czeka.

A jaka była najlepsza dobranocka wszechczasów? Jak dla mnie - "Muminki". :) Buka do dzisiaj kopie dupę. :)


2009.07.16 / Czwartek / 20:22 - Latem Izabelin, Truskaw

Ta parna pogoda jest naprawdę ciężka do zniesienia, szczególnie jeśli muszę opuszczać dom tak jak musiałem to zrobić dzisiaj. Najpierw udałem się po zakupy spożywcze do Truskawia, a następnie do Izabelina na pocztę po przesyłkę zawierającą pewien tajemniczy obiekt pożadania. W tej chwili za oknem znowu słyszę zbliżającą się burzę. Mówię wam, kiedyś nie było tak parno i nie było codziennie burzy, świat chyli się chyba ku ostatecznemu upadkowi, aż zastanawiam się czy warto szukać pracy. ;)

Nie wiem co będę robił jutro ale wydaje mi się, że niewiele. Ostatnio wprost rozpływam się w lenistwie.


2009.07.15 / Środa / 19:10 - Oficjalna rezygnacja

Pojechałem do pracy tylko po to żeby powiadomić ich oficjalnie o mojej rezygnacji. Nie było żadnego supervisora bo wszyscy akurat mieli zebranie, więc nie miał mnie kto w firmie zatrzymywać, jedynie teamleaderka Suzana przyjęła do wiadomości to, że odchodzę, podała mi rękę, pożegnała się, a nawet bąknęła coś pod nosem żebym nie rezygnował, ja jednak już byłem zdecydowany więc tym razem powiedziałem - nie. Tym sposobem zakończyła się moja trzyletnia kariera zawodowa operatora smsowego, będe mógł to sobie wpisać w CV. Oficjalnie chyba będzie to brzmiało - operator czatów smsowych.

Ostatni raz wychyliłem się przez okno w firmie, zrobiłem sobie zdjęcie i pojechałem do domu, a nie było łatwo jechać bo dzisiaj był taki straszny upał, że mało nie zemdlałem. W dodatku założyłem długie spodnie zamiast krótkich i czarną koszulkę... Dobrze, że teraz już nie musze ruszać się z domu.

Zatem - wakacje.


2009.07.15 / Środa / 12:13 - Przejadę się do pracy

Akurat z tego ogłoszenia nie skorzystam z wiadomych przyczyn... :) Przejadę się jednak dzisiaj do firmy, tylko nadal nie wiem czy zostanę na dyżurze czy nie. W każdym razie zaraz wyjeżdżam, pogoda jest bardzo ładna, świeci słońce i jest gorąco więc pewnie nie będzie mi się chciało siedzieć w firmie... Chętniej posiedziałbym na jakiejś plaży. :)

Ostatnio popadłem w całkowite uwielbienie dla zespołu Sonic Youth, tym razem jeszcze większe niż wcześniej. Oni po prostu rządzą. :)


"If you want me to
I will be the one
That is always good
And you'll love me too
But you'll never know
What I feel inside
That I'm really bad
Little trouble girl"

Sonic Youth "Little trouble girl"


2009.07.14 / Wtorek / 18:00 - Bezczynność

Zdjęcie z wczoraj. Dzisiaj nie wybierałem się do Warszawy, siedziałem sobie cały dzień w domu i siedzę nadal, wypoczywam... Obejrzałem na dvd trzecią część "Piratów z Karaibów" i stwierdziłem, że jednak nie jest wcale taka zła jak ją zapamiętałem. Może stało się tak dlatego, że dopiero dzisiaj zrozumiałem w pełni o co w tym filmie w ogóle chodzi, ale nie ma się czemu dziwić, mnogość wątków jest wręcz przytłaczająca za pierwszym razem.

Jutro planuję pójść do pracy, złożyć oficjalną rezygnację ale być może zostanę jednak na dyżurze. Ciekawe czy ktoś będzie mnie próbował przekonywać do tego żebym tam został. Nie sądzę bo chyba już nawet Ci, którzy wcześniej nalegali żebym nie odchodził widzą, że już kompletnie nie chce mi się tam pracować. Odchodziłem z tej firmy już chyba cztery albo pięć razy i teraz najwidoczniej w końcu mi się to uda. Trzy lata spędzone tam były mimo wszystko całkiem przyjemne, ale teraz jestem już chyba za stary by się zajmować czymś tak głupim. Najfajniejszy był ten czas gdy firma mieściła się jeszcze w budynku Radia Zet, a szczególnie gdy zajmowaliśmy drugie piętro, czyli właściwie pierwsze dwa lata pracy. Kiedyś miałem do tego zajęcia spory zapał ale teraz jestem już kompletnie wypalony.

Nie oznacza to oczywiście, że w ogóle nie chce mi się pracować, wprost przeciwnie. Na razie jednak mam wakacje. :)


2009.07.13 / Poniedziałek / 22:39 - Szybkie spotkanie pod PKiN

Świetna jest ta Syrenka ze zdjęcia, prawda? :)

Dzisiaj miałem w planach nawet pójście do pracy żeby coś jednak za lipiec zarobić ale po pierwsze obudziłem się za wcześnie, bo już o 6:30 więc byłbym zbyt zmęczony w pracy, a po drugie nie wiedziałem dokładnie, o której godzinie rozpoczynał się mój dyżur... Widzę zatem, że już raczej nigdy nie zasiądę w firmie do komputera by zająć się pisaniem smsów. Będę jednak musiał się tam zjawić w celu wypełnienia jakichś papierków skoro się zwalniam. Pewnie pojadę tam w środę.

Siedziałem więc sobie spokojnie w domu aż tu nagle dowiedziałem się o możliwości spotkania z moją "ukochcianą" dziewczyną (ale to nie ta ze zdjęcia) więc po szybkim wzięciu prysznica i jeszcze szybszym wymyciu włosów bardzo szybko dojechałem rowerem do samego centrum Warszawy, prosto pod Pałac Kultury. Dokładnie zajęło mi to nieco ponad godzinę co jest chyba moim rekordem. Do pracy nigdy tak szybko nie jeździłem. :)

Było bardzo miło choć spotkanie niestety nie mogło trwać długo ale dla tej dziewczyny warto jechać 25 kilometrów rowerem nawet jeśli spotkanie miałoby trwać tylko minutkę. ;)

Dzisiaj zająłem się też wystawianiem mojego sprzętu audio na Allegro. Jeśli ktoś chce nabyć mój piękny odtwarzacz płyt CD to proszę bardzo, wystarczy 600 złotych... Kupię sobie nowy, lepszy, gdy już znajdę drugą pracę. :)

Tymczasem jutro mam dzień wolny, nie mam wyznaczonego żadnego dyżuru, nie mam nic do zrobienia... Będę zatem spokojnie kisił się w domu. :)


2009.07.12 / Niedziela / 15:15 - Przestałem jeździć do pracy

Dzisiaj najnormalniej w świecie nie pojechałem do pracy. Ubrałem się, spakowałem, przygotowałem do wyjazdu ale w pewnym momencie po prostu uznałem, że to już nie ma sensu. Rodzice nie tylko nie mają nic przeciwko temu ale nawet popierają moją decyzję polegającą na totalnym olaniu tej firmy na zakończenie mojej kariery. Oczywiście firma oleje też mnie nie wypłacając mi pensji za lipiec ale ja już nie mam siły na to by tam chodzić, a przede wszystkim by tam tkwić przy stanowisku przez 10 godzin.

Nieważne, już wkrótce będę mógł oficjalnie uważać się za bezrobotnego. Na razie pozostało mi 5 dyżurów, na które mogę iść, a czy pójdę, nie wiem, to zależy od mojego nastroju. Pewnie jednak się tam jeszcze wybiorę.

Zamiast do pracy pojechałem więc po zakupy do sklepów spożywczych w Truskawiu a nie robiłem czegoś takiego już od lat. Zakupy w naszych warunkach przewozi się tak jak to widać na zdjęciu - na kierownicy roweru. Prawdziwą mistrzynią jest moja mama, która potrafi w taki sposób wieźć nawet po sześć albo i osiem siatek. :) Niestety ma syna, który nie dorobił się jeszcze samochodu i prawa jazdy. Wstyd jaki jestem beznadziejny. :)

Ciekawe jaka będzie moja przyszła praca, czym się będę zajmował... Na razie myślę o tym, że nastała wolność. :)


2009.07.11 / Sobota / 21:05 - Kilkanaście dni do bezrobocia

Zamiast być w pracy jestem już w domu - takie cuda się dzieją. Praca mnie nie bawi. Powoli kończę karierę na smsach, nie będę już multimedialną dziwką ani wróżką, teraz będę przez pewien czas zwyczajnie bezrobotny. Człowiek bezrobotny z jednej strony jest wolny, z drugiej absolutnie nie bo przecież bez pieniędzy właściwie nie ma wolności, nie można nawet kupić wtedy wina by je wypić z dziewczyną.

Mam dwie opcje do wyboru - odbyć jeszcze tylko 6 dyżurów lub dociągnąć resztką sił aż do końca lipca. Na razie jestem zdecydowany wybrać tą drugą opcję by mieć trochę więcej pieniędzy na okres bezrobocia. Tak w ogóle to zważywszy, że jest kryzys spodziewam się bardzo długiego poszukiwania pracy. Ale właściwie mam świadomość, że jestem młody, zdolny, pracowity, przebojowy i atrakcyjny więc po pewnym czasie jakąś pracę po prostu muszę znaleźć. Bylebym tylko nie musiał już oszukiwać ludzi, chcę być po prostu dobry, mam dość tego całego pierdolenia ezoterycznego lub erotycznego.

Ale wystarczy o pracy i o moim bezrobociu. Na zdjęciu Warszawa i wcale nie jest to żadne pole golfowe tylko zwyczajny skwerek. :)


2009.07.10 / Piątek / 23:27 - Męcząca wolność

Na wycieczkę rowerową do Piaseczna jednak nie pojechałem bo ledwo zdążyłem się do niej przygotować a już pojawiły się granatowe chmury i chwilę później nadeszła burza. Powoli zaczynam się zastanawiać czy ta dziwna zmienność pogody nie jest zwiastunem prawdziego końca świata. Ogólnie na świecie zaczyna panować coraz większy chaos pogodowy i nie tylko pogodowy, może faktycznie zostały tylko niecałe trzy lata do końca świata.

Dzisiajszy dzień spędziłem więc przy komputerze i już od tego przesiadywania przed powolnie działającym internetem rozbolała mnie głowa, zmęczyłem się bardziej niż gdybym był w pracy, nie wiem na czym to polega. Może pod moim komputerem przepływa akurat jakaś żyła wodna czy inne zło. Tuż pod moim fotelem umiejscowione jest wejście do piekła. A może mój blog upada skoro piszę tutaj takie bzdury? Ten blog jest od początku upadły i sam się zastanawiam dlaczego prawie setka ludzi czyta to co tu wypisuje. Ja to wszystko piszę dla siebie by później móc się cofać w czasie czytając to jeszcze raz, by ponownie czuć smak każdego dnia, który przeżyłem. Ale co wy tu robicie, tego nie wiem.

Wpadłem nawet na taki pomysł, że to Wy, którzy czytacie to wszystko powinniście mi doradzać jak powinienem postępować w życiu. Na przykład zadałbym tu pytanie czy powinienem zostać w tej pracy czy odejść a wy w komentarzach udzielilibyście mi odpowiedzi. Wybrałbym tą opcję za którą głosowałoby więcej czytelników mojego bloga. Miałbym później kogo obwiniać za niepowodzenia życiowe. ;)

Nie rozumiem dlaczego nikt nie chce się zatrudnić w tym budynku, który widać na zdjęciu. Firma, w której pracuje przyjęła już tylu ludzi, przewinęły się przez nią tysiące osób przez te trzy lata mojej pracy ale nigdy nie widziałem kogokolwiek z moich okolic jak i nie udało mi się do tej pracy nakłonić żadnej znajomej osoby. Do cholery, a zarobiłbym na takim sprowadzeniu nieszczęśnika 50 złotych. Łakomy kąsek, nie ma co. ;)

Ech, kładę się do łóżka, nic tu po mnie, to co piszę stoi na tak niskim poziomie, że aż żal mi to później czytać. A po czym poznaję czy ktoś kompletnie nie zna się na blogach i słowie pisanym? Po tym, że chwali mojego bloga.


2009.07.10 / Piątek / 12:51 - Dzień jak najbardziej wolny

Doczekałem pierwszego wolnego dnia po urlopie i właśnie z niego korzystam nic nie robiąc. Na dworze świeci słońce, jest gorąco więc mógłbym wsiąść na rower i pojechać sobie na wycieczkę, ale pogoda ostatnio bywa bardzo zdradliwa. Nie zmienia to faktu, że zapewne i tak pojadę gdzieś na rowerze, by nie siedzieć cały czas przed komputerem. Warszawę trzeba trochę pozwiedzać, choćby z pozycji rowerzysty, pojeździć trochę po niej. Mam stolicę pod nosem a prawie z tego nie korzystam. Na przykład takie Muzeum Powstania Warszawskiego, które znajduje się tuż przy mojej firmie - do dzisiaj w nim nie byłem. Tak samo jak w Łazienkach i wielu innych miejscach. Powód jest chyba dosyć prosty - nie, nie to, że jestem leniem... :) Bo nie jestem. :P Powodem jest to, że głupio tak samemu chodzić.

Wczoraj w pracy ruch był ogromny ale odczuwałem tajemniczą satysfakcję z radzenia sobie z nim. Gdybym się trochę bardziej postarał to byłbym naprawdę dobrym pracownikiem. Ale who cares? ;)

Kończę zatem ten marny wpis w coraz marniejszym blogu i wsiadam na ledwo trzymający się rowerek (ten lepszy został w Puławach).


2009.07.09 / Czwartek / 14:42 - Wróżka na pełnym etacie

W pracy wczoraj ruch był już większy niż przedwczoraj, powoli zaczyna się zapierdziel ale nie narzekam, daję radę i mam w sobie nawet odrobinę chęci do tego by starać się wykonywać swoją pracę należycie. Dzisiaj znowu popracuję jakieś 10 godzin a jutro już na szczęście będę miał wolny dzień podczas którego zapewne będę leżał do góry brzuchem lub wybiorę się na wycieczkę rowerową do Piaseczna. :P

Zdjęcie zrobione moją kamerką internetową bo ostatnio nawet nie włączam aparatu fotograficznego taki jestem rozleniwiony. Jadę do pracy.


2009.07.08 / Środa / 00:14 - Kamerka internetowa

Po przedwczesnym powrocie z pracy zająłem się zjedzeniem rosołu, rzuceniem okiem na koniec pogrzebu Michaela Jacksona ale głównie zabawą moim nowym nabytkiem - kamerką internetową. Odkąd odkryłem, że nawet na moim powolnym modemie działa opcja przesyłania obrazu z kamery poprzez popularny komunikator Skype, postanowiłem sobie taką kamerkę kupić. Przy okazji kupiłem też drugą, którą wręczę siostrze by mogła dzięki niej oglądać swojego brata. ;) Dobrze będzie jeśli siostra choć raz jej użyje, ale nieważne, grunt, że ja mam teraz swoją i mogę pokazywać w internecie swoje cudownie zbudowane ciało oraz szlachetną twarz. Każdy kto chce do mnie zadzwonić na Skype niech się nie krępuje, mój adreso-numer to ShyneDeux. :) Zachęcam szczególnie wszelkie piękne, półnagie albo najlepiej nagie dziewczyny. ;P Pragnę jednak zauważyć, że nie używam na razie mikrofonu gdyż nie wiem, w która dziurkę powinienem wsadzić wtyczkę. ;P

Pooglądałem się więc dzisiaj z moją zacną koleżanko-przyjaciółko-dziewczyną (to ostatnie chyba tylko w moich marzeniach) i za sukces należy uznać to, że się nie rozebrałem. ;) Tym razem udało mi się powstrzymać.

Obejrzę teraz dwa odcinki serialu "Przyjaciele", które mój magnetowid nagrał dzisiaj gdy byłem w pracy. Później zapewne poczytam Quo Vadis i pójdę spać.


2009.07.07 / Wtorek / 23:45 - Powrót na warszawskie ulice

Powrót do pracy okazał się... Bezbolesny. Ruch był tak niewielki, że nawet na ezoteryce przyjemnie się siedziało, nie przemęczyłem się ani trochę i zapewne dociągnąłbym bez zbytniego zmęczenia do końca dyżuru gdyby nie to, że wypuszczono mnie już po pięciu godzinach... Widzę, że znowu zarobię mniej niż planowałem bo będą mnie wcześniej wypuszczać ale nie szkodzi, to nie jest powód do narzekań, wprost przeciwnie, zawsze cieszę się z wcześniejszego wyjścia. Jutro pewnie nie będzie już tak przyjemnie jak dziś bo to by było zbyt piękne, ale nie szkodzi, w piątek już mam wolne.

Fajnie było wyjść z pracy o 20:00 i wracać do domu rowerem gdy jest jeszcze jasno i gorąco, jechać w stronę zachodzącego słońca. Jakkolwiek znośny byłby dyżur to i tak zawsze najprzyjemniejszym momentem w pracy jest jej koniec. Człowiek czuje się wtedy tak jak na początku urlopu. Prawie.

Mimo wszystko nadal trzymam się myśli, że popracuję tylko w lipcu i sierpniu a później rzucę to zajęcie w cholerę. Ta myśl dodaje mi siły, nawet jeśli tak naprawdę pod koniec sierpnia ustalę, że będę pracował do końca roku 2009.


2009.07.07 / Wtorek / 12:09 - Do roboty na jakiś czas

Dzisiaj jest mój pierwszy dzień pracy po urlopie ale także dzień pogrzebu Michaela Jacksona więc oczywiście przed wyjściem z domu słucham jego płyt. Pogrzebu nie będę miał okazji oglądac ale liczę na to, że klienci będą trochę mniej do nas pisać bo będą siedzieć przed telewizorami... Ech, marne pocieszenie, wiadomo, że bardziej kochają nas, czyli swoje wróżki.

Ale przyrzekam sobie, że w tej firmie będę pracował jeszcze tylko przez lipiec i sierpień po czym osobiście się zwolnię jeśli do tego czasu jeszcze mnie nie wyrzucą. A dzisiaj z premedytacją nie będę się starał. Trzy lata tej pracy w zupełności mi wystarczą...

Za godzinę wsiadam na rower i jadę na dyżur. Oby burzy znowu nie było, takiej jak dzisiaj rano, z gradobiciem.

Dzisiaj mija drugi miesiąc mojej znajomości z niezwykle sympatyczną dziewczyną. :) Uwielbiam ją i już. A nawet jak wspólnie ustaliliśmy - kochciam. ;) Natomiast Ona mnie nawet lovcia. :D


2009.07.06 / Poniedziałek / 20:26 - Koniec urlopu leśnego menela

Niestety to już koniec mojego wspaniałego, trzytygodniowego urlopu. Fajnie było przede wszystkim w Puławach, wręcz świetnie, ale tutaj w lesie nieco się zamuliłem więc nawet dobrze, że jutro ponownie wyjdę do ludzi. Jak widać nawet włosów mi się nie chce myć gdy siedzę w tej dziczy... W ogóle ostatnio odczuwam potrzebę przebywania w mieście, a może z ludźmi właśnie. Pospacerowałem trochę po lesie z Kajtkiem, wypaliłem dwa papierosy by się nieco odstresować od jutrzejszej ezoteryki... Gdy tak chodzę po lesie to wcale nie czuję się jak w domu. Ostatnio czuję, że Puławy stały się moim domem. Mogłaby nim być także Warszawa, tak myślę.

Miałem napisać standardowe smsy do pracy ale nie zrobiłem tego bo po prostu nie widzę w tym sensu. :) Jeśli znowu będę tu pisał, że najchętniej rzuciłbym pracę to sam siebie przyprawię o mdłości...

Ech, cóż... Pozostaje mi chyba tylko podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mój urlop był tak bardzo przyjemny. :) Wszystkim, z którymi się podczas niego spotkałem, a przede wszystkim siostrze, która mnie przez dwa tygodnie gościła. :)


2009.07.05 / Niedziela / 13:20 - 2 dni do końca urlopu

Strasznie jest czuć jak kończy się urlop. ;( Jeszcze tylko dzisiaj i jutro będę sobie odpoczywał a we wtorek już popędzę rowerkiem do firmy gdzie będę przez jakieś 10 godzin męczył się na ezoteryce. Jutro powinienem się wreszcie zająć pisaniem standardowych odpowiedzi na pytania klientów. Zabieram się za to już od kilku miesięcy i jakoś zabrać się nie mogę.

Zdjęcie oczywiście zrobione wczoraj, podczas mojej przechadzki po centrum. Ogoliłem się bo było mi za gorąco z tą brodą. Przez chwilę planowałem nawet pojechać dzisiaj do Puław by we wtorek wrócić stamtąd razem z rowerem prosto do firmy, tym razem już zabierając rower do pociągu, ale ostatecznie wycofałem się z tego planu... Szkoda, bo tutaj w lesie jakoś strasznie mi się nudzi, w Puławach było ciekawiej... Oj, w ogóle chcę mieszkać w mieście więc może jeszcze w tym roku wynajmę sobie mieszkanie w stolicy (oczywiście nie sam). Może uda mi się uzbierać na ten cel trochę pieniędzy, a żeby je mieć muszę pracować, zatem - do roboty!


2009.07.04 / Sobota / 12:54 - Bez gitary ale za to z kasą

Już powróciłem z mojej wyprawy do Piaseczna, bez gitary ale za to z pięcioma stówami w portfelu. Na miejscu, czyli pod hipermarketem Auchan byłem już o 8:20 więc musiałem poczekać sobie tam 40 minut na kobietę - nabywczynię mojej gitary. Po szybkiej i udanej transakcji powróciłem do Warszawy gdzie wstąpiłem do firmy by podać dyspozycje. Nie ukrywam, że jakoś nie chce mi się tam pracować, chętnie zająłbym się czymś nowym gdyby tylko dało się jakoś pominąć etap zwany poszukiwaniem pracy.

Troszeczkę żałuję, że już nie mam gitary bo granie na niej szło mi coraz lepiej... Może w przyszłości jeszcze jakąś nabędę, najlepiej basową. ;P

Wróciłem do domu i okazało się, że kotek, którego zdjęcie umieściłem na poprzedniej notce już nie żyje, zdechł z jakiegoś tajemniczego powodu tuż przed komórką i teraz jego zwłoki leżą na trawniku. Nie chce mi się wierzyć, że to w naszego pieska - Kajtka wstąpiły jakieś mordercze instynkty... Może zdechł ze strachu. Widocznie kotek nie jest pisany naszej rodzinie.

Ale pogodę to dzisiaj mamy wyśmienitą, aż się dziwię dlaczego tak wcześnie wróciłem z Warszawy do domu, mogłem tam jeszcze się trochę pokręcić, choć z drugiej strony - głupio tak samemu.


2009.07.04 / Sobota / 05:28 - Nieproszony gość

Ten mały kotek sam się do nas wprosił. Znalazł sobie dyskretne miejsce w komórce ale nasz pies i tak go wyczuł po czym poinformował nas o przybyciu nowego gościa. Jeśli ten kiciuś jest osobnikiem płci męskiej to chyba nawet będzie mógł u nas zostać, Kajtek nie będzie się czuł samotny. ;)

Wstałem dzisiaj już o 4:00 bo jadę na 9:00 do Piaseczna razem z gitarą by tam przekazać ją kobiecie, która jest nabywcą owego nieszczęsnego instrumentu. Przy okazji zwiedzę w Piasecznie obóz pracy zwany Auchan.

Zdjęcie brzydkie, wpis nudny, bez stylu i pozbawiony treści... Widać, że jestem ostatni nieco rozleniwiony.


2009.07.02 / Czwartek / 17:03 - Resztki upalnego urlopu

Kolejny upalny dzień. Przez tą pogodę nawet nie chce mi się wychodzić z domu, dzisiaj więc siedzę w swoim pokoju przy komputerze, słucham muzyki z płyt, które odebrałem wczoraj z Merlina.pl, wśród nich znalazły się takie wspaniałości jak The Birthday Party lub coś aktualnego - La Roux.

Miałem wyjść na podwórko by zrobić sobie zdjęcie ale nawet tego mi się nie chciało. Ległem więc na łóżku i tam nacisnąłem spust w aparacie dzięki czemu powstała ta oto marna fotografia. Kolejna z moją gębą. Zaraz będę jadł obiad - także w łóżku, jak zwykle zresztą.

Nudy i tęsknota.


2009.07.01 / Środa / 22:30 - Powrót do dżungli

Tunel wzłuż Wisły - to może być tylko jedno miasto na świecie - moja ukochana Warszawa. Zdjęcie zrobione telefonem przez brudną szybę pociągu spóźnionego 30 minut, którym miałem dzisiaj zaszczyt jechać.

Po wydostaniu się z pociągu i z Dworca Centralnego udałem się do Merlina.pl gdzie spotkałem kolegę z pracy, który porzucił smsy i zatrudnił się w tym zacnym sklepie. Przy okazji w innym punkcie Merlina.pl zatrudniony został jeden z moich najlepszych kolegów z firmy - Jacek. Tylko pogratulować, od teraz ma bardzo przyjemną, sensowną a nawet szlachetną pracę związaną z kulturą. A więc jednak smsy to nie ostatnia praca w mieście, może sam powinienem pomyśleć już o znalezieniu innego zajęcia. Tylko od kiedy ja tak piszę? Już to moje zabieranie się za poszukiwanie nowej pracy trochę trwa...

Jest taki upał, że pozostało mi teraz tylko wskoczenie do wanny z niezbyt gorącą wodą. Uciekam.


2009.07.01 / Środa / 09:06 - Koniec pobytu w Puławach

Za godzinę wychodzę z mieszkania siostry z dwiema cięzkimi torbami oraz gitarą i udaję się w kierunku puławskiego dworca PKP. Po południu będę już w domu w puszczy i rozpocznę ostatni tydzień swojego urlopu. Muszę odzyskać energię i chęć do pracy bo od wtorku ponownie zostaję wróżką, chyba już na stałe. Puławska część mojego czasu wolnego upłynęła przede wszystkim pod znakiem pewnej dziewczyny, autorki tego oraz kilku poprzednich zdjęć. :) Fajnie, że możemy się widywać także w Warszawie.

Za kilka tygodni wracam do Puław po rower i kto wie, może w ogóle będę tu częściej wpadał. Idę pakować torby.