2009.08.31 / Poniedziałek / 10:00 - Z domu do domu

Pozostało jeszcze kilka godzin do mojego wyjazdu z Puław. Na razie zastanawiam się czy nie pojechać jednak pociągiem, bo jak się okazało, PKS dojeżdża na dworzec Warszawa Stadion, który nie jest zbyt przyjemnym miejscem. Liczę na to, że ma on też wcześniej jakieś przystanki w Warszawie i nie będę musiał jechać aż na Pragę Północ, której tak bardzo nie lubię...

Najpewniej jednak pociąg sobie odpuszczę i przed godziną 15:00 będę już jechał przez to miejsce widoczne na zdjęciu.

Szkoda, że muszę opuścić Puławy, ale w tym roku i tak wyjątkowo długo tu siedziałem. Właściwie w tym roku spędziłem tutaj najwięcej czasu ze wszystkich lat mojego życia, stałem się stałym dodatkiem do tego miasta.

Nie wiem czy w tym roku jeszcze tu wrócę, wszystko zależy od tego jak mi się będzie układać z pracą... Z pewnością jednak planuję przyjazd w przysłym roku i to niejeden. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to powinienem wtedy już mieć prawo jazdy a może nawet jakiś samochód... Pora najwyższa na to by nieco wydorośleć.

Późnym wieczorem będę już w lesie, w dzikiej puszczy, która wpływa na mnie raczej dołująco. Tutaj zresztą też jestem zdołowany, wiadomo dlaczego... Taki już jest ten rok 2009, przez pewien czas jest dobrze by później było źle... Górka, dołek, górka, dołek. Ogólnie jednak na ten rok patrząc muszę przyznać, że jest on najszczególniejszym ze wszystkich lat mojego życia.

I prawie wszystko co ważne działo się tutaj, w Puławach i okolicy.

Rok temu o tej porze miałem tylko dwa tygodnie do rozpoczęcia urlopu... Ale było fajnie.


2009.08.30 / Niedziela / 17:32 - Ostatnia wycieczka rowerowa

Dzisiejsza niedziela jest ostatnim dniem, który w całości spędzę w Puławach. O godzinie 20:00 pewnie pójdziemy z siostrą na kocert Wilków, choć szczerze mówiąc sam jeszcze nie wiem czy będę miał na to ochotę.

Po południu wsiadłem na rower i pojechałem po raz ostatni w te wakacje do Borowej, do miejsca, które bardzo polubiłem, które w pewnym sensie jest bliskie mojemu sercu. Dostarczyłem tam to co miałem dostarczyć, przejechałem przez całą wieś i powróciłem do Puław piękną trasą biegnącą wzdłuż Wisły.

Dzisiejszy dzień mogliśmy z siostrą spędzać na pokazach lotniczych Air Show w Radomiu, ale jak wiadomo, doszło tam do tragedii, zatem dobrze, że się jednak na ten wyjazd nie zdecydowaliśmy. Skoro tak często dochodzi tam do wypadków to już chyba nigdy nie wybiorę się na żadne pokazy lotnicze, ani do Radomia, ani do Góraszki.

Jestem w przeciętnym nastroju, bo znajomość, na której tak mi zależy zaczyna marnieć, czuję się tak jakby ważna dla mnie osoba się ode mnie odsuwała, ale mam nadzieję, że to tylko takie wrażenie. Cóż, to i tak moja wina, pretensje mogę mieć więc wyłącznie do siebie. Miłość, przyjaźń czy koleżeństwo - najważniejsze, żeby to się nie skończyło. Mało co jest dla mnie taką przyczyną do zmartwień jak koniec znajomości, szczególnie jeśli wcześniej było naprawdę bardzo przyjemnie.

Koniec użalania się, wracam do domu i od razu zabieram się za załatwianie kursu prawa jazdy oraz szukanie pracy. Bardziej zależy mi na tym pierwszym bo przeczuwam, że nowa praca jednak nie będzie tak przyjemna jak poprzednia.


"Oschłość pełznie od serca
Zagarnia zatruwa ciało
Tak rodzą się pustynie
Bezkresna Sahara

Nie opuszczaj mnie
Ze mną bądź aż do końca świata
A ja będę dla ciebie

Nie opuszczaj mnie
Bądź aż do końca świata
A ja będę dla ciebie
A ja będę dla ciebie jak piękny koniec lata"

Maanam "Sahara"


2009.08.29 / Sobota / 23:09 - Sens życia na dnie butelki

Tak wyglądam gdy sobie popiję... Staję się wtedy senny, a jeśli jestem w towarzystwie jakiejś dziewczyny, która mi się podoba to zazwyczaj się rozbieram i próbuję rozebrać też ją...

Na szczęście niewiele dziewczyn mi się podoba.

Wieczorem otworzyliśmy z siostrą butelkę wina, którą kupiłem już jakiś miesiąc temu na zupełnie inną okazję, po czym wlałem w siebie połowę owej butelki. Następnie z siostrą i sąsiadką udaliśmy się o godzinie 20:00 do puławskiego klubu Oscar, który znajduje się na naszym osiedlu i spędziliśmy tam ponad dwie godziny. Na miejscu zjadłem frytki i wlałem w siebie kolejną porcję alkoholu, łącznie była to pewnie zaledwie jedna butelka Lecha, ale trzeba zauważyć, że nigdy w życiu tyle nie wypiłem. W tej chwili jestem nieco wstawiony więc nie wiem czy ta notka ma sens, nie jestem w stanie teraz objąć jej umysłem.

Podczas pobytu w klubie odebrałem smsa od koleżanki, zwanej przeze mnie przyjaciółką, która napisała mi, że jednak już się nie spotkamy w ciągu dwóch najbliższych dni bo zarówno w niedzielę jak i w poniedziałek musi jechać do pracy. Szkoda, bo miałem na to nadzieję, chciałem ją zobaczyć jeszcze jeden raz przed moim wyjazdem, ale skoro nie ma takiej możliwości to trudno... Może w Warszawie się jeszcze zobaczymy, co nie zależy tylko ode mnie. Ja chciałbym się z nią widywać jak najczęściej, ale w życiu nie zawsze robi się to na co się ma ochotę.

Podoba mi się przesiadywanie w takich klubo-kawiarniach i picie alkoholu. Może w przyszłości zostanę po prostu zwyczajnym pijaczyną jeśli nie znajdę żadnej dziewczyny i nie będę mógł żyć jak normalny człowiek. Będę szukał sensu życia na dnie butelki... Żałosne.

Dobrze, kończę pisać notkę bo jestem pod wpływem alkoholu więc pewnie z lekka bredzę.

A tak w ogóle to ja nawet nie lubię pić.


2009.08.29 / Sobota / 15:44 - Puławski deszcz

Godzinę temu zaczęło padać i pada tak do teraz... Odgłos padającego deszczu zazwyczaj działa na mnie usypiająco, podobnie jak odgłos fontanny, suszarki, odkurzacza lub jakiegoś wentylatora... Chyba nawet odłos pralki mnie usypia. W ogóle dzisiejszy dzień ma dosyć senną, leniwą atmosferę...

Nie ruszyłem się z domu i dzisiaj już się nie ruszę. Nie spotkałem się z nikim ale mam jeszcze nadzieję, że uda się to w poniedziałek. Juto mogę się wybrać z siostrą na koncert Wilków kończący tegoroczne wakacje w Puławach, ale jeśli będzie tak padać jak teraz to raczej zmienię plany. Pojutrze wracam już do domu, a do Warszawy pierwszy raz dostanę się PKSem jadącym przez Dęblin, tą samą trasą, którą dwukrotnie pokonałem w tym roku rowerem. Wysiądę na Dworcu Wschodnim, na którym jeszcze nigdy nie wysiadałem.

Wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć i właśnie teraz kończą się moje jedyne w swoim rodzaju, bezrobotne wakacje roku 2009. Przeżyłem tyle przyjemnych i ciekawych chwil, jednych z najlepszych w swoim życiu, że śmiało mogę ten pobyt w Puławach uznać za udany. Pewnie jednak nieprędko tutaj wrócę, a szkoda bo po części już zawsze będzie tutaj mój dom.


"Kto kocha naprawdę
Będzie kochać zawsze
Gniew zmieni w kochanie
A zdradę w niepamięć

Nie oceniaj mnie
Ani dobrze ani źle
Po prostu bądź po prostu bądź i patrz
Po prostu bądź po prostu bądź i patrz"

Maanam "Po prostu bądź"


2009.08.28 / Piątek / 11:07 - Uczę się nie kochać

Wczorajszy dzień pełen przemyślen doprowadził mnie do wniosku, że w obecnej sytuacji będę musiał nauczyć się zwalczyć w sobie uczucie zwane miłością, bo tylko to może wpłynąć na poprawę moich relacji z przyjaciółką. Nie jest to łatwe ale rozumiem, że Ona właśnie takiego zachowania ode mnie oczekuje, bym pozostał tylko Jej kolegą i nigdy już nie mówił Jej ani nikomu innemu co do Niej czuję, nie zachowywał się też w sposób, który świadczy o tym, że jestem w Niej zakochany. Nie oczekiwał od Niej wierności skoro nie jesteśmy parą. Myślę, że może mi się to udać choć wiem, że nie będzie łatwo. Jednak naprawdę czułem się bardzo dobrze przed tym zanim się w Niej zakochałem, byłem bardzo zadowolony z tej koleżeńskiej znajomości, a wraz z pojawieniem się uczucia pojawiło się z mojej strony też cierpienie. Wiadomo - miłość nieodwzajemniona nie jest niczym dobrym. Przyjaciółka sama wie co do mnie czuje i sama wie jak chce żyć, nie będzie więc słuchać moich rad lub rad innych ludzi, takich jak kierowca busa, który podobno powiedział Jej o mnie żeby się za mnie brała bo wyglądam na mądrego chłopaka i widać, że jestem zakochany.

Oczywiście jako kolega także chętnie pomogę Jej w domu przy jakiejkolwiek pracy i zawsze chętnie się z Nią spotkam. Nadal nie znam drugiej takiej osoby, z którą czułbym się tak dobrze. Chciałbym się Nią chwalić przed całym światem a na pewno o byłbym o wiele dumniejszy mogąc Ją przedstawić jako swoją dziewczynę niż jako koleżankę. Widocznie jednak musi pozostać moją koleżanką bo do miłości jeszcze nikt nikogo nie zmusił, co powtarzałem na tym blogu już kilka razy.

Warto odnotować, że zakochałem się 31 lipca, w dniu, w którym odwiedziłem Ją w pracy w Auchan, po niecałych dwóch miesiącach znajomości. Dzień wcześniej, gdy zostałem praktycznie całkowicie przez Nią olany, zastanawiałem się czy nie wycofać się z tej znajomości lecz zrozumiałem wtedy, że nie mogę bo jest Ona dla mnie zbyt ważna. Dzień później zrozumiałem też, że jestem zakochany... Już nie mogłem przestać o Niej myśleć.

Ale dosyć o uczuciach. Dzisiejszy dzień jest gorący, słoneczny i bezchmurny, dlatego trochę żałuję, że nie pojechałem do Lublina tak jak planowałem. Pewnie zaraz pójdę zrobić niewielke zakupy i następnie znowu spędzę cały dzień w domu.

Zastanawiam się czy nie pójść teraz na kurs prawa jazdy. Pieniądze wyłudziłbym od taty, który na robienie prawa jazdy namawia mnie od dawna. Właśnie teraz poczułem chęć na to by pójść na kurs, sam nie wiem dlaczego... Zobaczymy czy tata będzie chciał mi dać lub raczej pożyczyć na ten cel pieniądze.

Na studia jeszcze nie idę w tym roku ale za rok lub dwa może naprawdę się na to zdecyduję. Nikt już w to nie wierzy, nawet ja sam, ale mimo wszystko w planach powinienem to mieć...

Już nie mam czego pokazywać na zdjęciach więc dzisiaj zamieszczam fotkę Puławskiej Szkoły Wyższej. Tymczasem idę się ogolić.


"Nie pytaj za co cię kocham
Bo kocha się za nic
Miłość może uleczyć
Miłość może też zranić"

Maanam "Łóżko"


2009.08.27 / Czwartek / 11:07 - Dęblin

Moim jedynym planem na dzisiaj było wybranie się do Dęblina, co uczyniłem jeszcze przed południem. To miasto uzyskało prawa miejskie dopiero 13 listopada 1954 roku. Nadal je lubię ale już nie czuję do niego tego samego co czułem kiedyś, mój sentyment związany z tym miastem powoli wygasa.

Powróciłem już do Puław i będę się dołował sam w mieszkaniu... Ostatnio nabieram delikatnej ochoty na to by skasować w cholerę całego tego mojego bloga. Bez niego życie mogłoby być inne, może nawet lepsze. Ciekaw jestem jak wiele zmienił w moim życiu ten blog. Każda osoba, która mnie poznaje, poznaje dzięki niemu też pewną część mojej przeszłości i z pewnością ma to jakiś wpływ na znajomość.

Ciekaw też jestem co czują osoby, które się ze mną spotykają gdy wiedzą, że ja zaraz po spotkaniu dokładniej lub mniej dokładnie je tutaj opiszę. Może jest to wręcz denerwujące, może nieprzyjemne?

Ale ja jednak osobiście lubię być otwarty i szczery, lubię opowiadać o swojej przeszłości, lubię gdy druga osoba wie o mnie praktycznie wszystko.


2009.08.27 / Czwartek / 11:07 - Błędy

Kolejne zdjęcie z cyklu - pan Michał szwendający się po Puławach. Jednak jeszcze tylko cztery dni i wracam do domu, a wtedy tło na zdjęciach zmieni się na las lub Warszawę i tylko ja na pierwszym planie pozostanę taki sam.

Wczorajszy dzień przyniósl wiele pozytywnych wydarzeń ale też kilka negatywnych. Najbardziej negatywne było moje zachowanie w pewnej sytuacji. Wciąż popełniam te same błędy, moja natura jest silniejsza ode mnie i moja zazdrość, która przecież jest jednym z grzechów głównych zawsze da o sobie znać. Moje poszanowanie odrębności i wolności drugiej osoby jest jeszcze słabo wytrenowane, nadal zbyt często próbuję wpływać na życie bliskich mi osób, można nawet powiedzieć, że niekiedy potrafię ich potraktować niemal jak swoją własność, a wiem, że jest to coś bardzo złego.

Miłym elementem dnia wczorajszego z pewnością była rozmowa poprzez Skype z koleżanką, którą przez internet poznałem już ponad rok temu. Teraz miałem okazję pierwszy raz zobaczyć ją w ruchu dzięki kamerce oraz usłyszeć jej głos. Wypadła bardzo pozytywnie. Nawiązałem też dwie nowe znajomości z dwiema sympatycznymi i mądrymi dziewczynami ale nie planuję więcej tego robić, nie lubię tak jak niektórzy poznawać dziesiątek nowych osób i w dodatku ze wszystkimi się spotykać, bo niby do czego to ma prowadzić? Tak wygląda poszukiwanie tego jedynego lub tej jednej? Uważam, że lepiej skupić się na tym co już sie ma i kogo juz się ma zamiast gonić ciągle za jakimś ideałem, który może nie istnieje. A może jednak to ja jestem w błędzie i takie poszukiwania są niezbędne...

Ale ja nie jestem człowiekiem bardzo towarzyskim, nie będę więc oceniał innych przez pryzmat swojej osoby. Każdy żyje tak jak lubi.

Ponownie zapanował w moim życiu bałagan mimo, że tego nie chciałem. Ponownie też znalazłem się w sytuacji, w którą nigdy nie chciałem się pakować po raz drugi.. Nienawidzę sytuacji, którą można nazwać - dwa koguty w jednym kurniku. Nigdy nie miałem zamiaru w jakikolwiek sposób zbliżać się do dziewczyny, która już kogoś ma, a niestety tak się teraz stało gdyż nie zostałem o tym kimś poinformowany.

Ponownie wczoraj udowodniłem, że nie jestem wcale taki dobry za jakiego się uważam. Zawsze tak jest, że gdy zaczyna mi na kimś cholernie zależeć to zaczynam popełniać coraz więcej błędów.

Sporo jest prawdy w tym, że przyjaźń jest o wiele łatwiejsza od miłości. Gdy pojawiają się silniejsze uczucia to wszystko zaczyna się bardzo komplikować. Nie lubię jednak stwierdzenia, że od miłości blisko jest do nienawiści. Moim zdaniem jest ono zwyczajnie nieprawdziwe. Nigdy nie znienawidziłem kogoś kogo wcześniej pokochałem i nie sądzę żebym kiedykolwiek znienawidził. Może mi być najwyżej niezwykle przykro i smutno gdy nie wszystko pójdzie tak jak powinno... A u mnie niestety nic nie jest tak jak być powinno.


2009.08.26 / Środa / 11:07 - Ostatnie dni moich wakacji

Jeszcze tylko kilka dni pozostało do mojego wyjazdu z Puław. Żegnam się już powoli z tym uroczym miastem, z siostrą i osobami, z którymi mogę się tutaj spotykać, wracam do swojej nowej lecz pewnie i tak szarej rzeczywistości. Póki co nadal mogę spacerować po Puławach, siedzieć na ławce na skwerku widocznym na zdjęciu, pójść do galerii, do parku...

Jutro wpadam jeszcze do Dęblina by oddać filmy, które pożyczyłem, ale innych planów na najbliższą przyszłość na razie nie mam. Poprzednie dni i tak były dosyć emocjonujące i ciekawe.

Dzisiaj jestem już spokojniejszy niż wczoraj, rozmyślanie jednak coś mi dało i powoli zaczynam sobie układać wszystko w głowie, zaczynam akceptować to, że po raz kolejny, dla kolejnej dziewczyny, do której coś poczułem będę mógł być tylko i aż przyjacielem lub kolegą. Zawsze wolę to pierwsze określenie... Lepsze takie rozwiązanie niż całkowite zakończenie znajomości. Pewien delikatny ból i pewna zazdrość na zawsze jednak we mnie pozostanie.

Pochodziłem dzisiaj z laptopem po Puławach i poszukałem zasięgu sieci bezprzewodowych. Znalazłem takich kilka ale u siostry w mieszkaniu już nie można złapać zasięgu żadnej z nich. To nawet dobrze bo o wiele efektywniej łączy się z internetem przez telewizję kablową.

Wystarczy tego pisania... Ostatnio zbyt często dodaję notki i zbyt dużo w nich piszę. Idę pospacerować.


2009.08.25 / Wtorek / 20:12 - Tam gdzie wszystko się zaczęło

Dzisiejszy dzień mija mi na rozmyślaniu, a ponieważ najlepiej myśli mi się na rowerze to zaraz po powrocie do domu i zjedzeniu śniadania wybrałem się na wycieczkę. Miejscem docelowym okazał się dębliński park na Lotnisku, miejsce dla mnie bardzo ważne, wiążące się ze wspomnieniami, a ja bardzo lubię wspominać. Wykorzystałem to, że teraz jeszcze mogę się tam pojawić bez konieczności nerwowego rozglądania się na boki i pokręciłem się trochę po parku, posiedziałęm nad wodą, porobiłem zdjęcia... Bardzo lubię to miejsce. Rozmyślałem o tym co było, o tym co jest teraz, o tym co może być w przyszłości i zupełnie do niczego konkretnego mnie to nie doprowadziło.

Najlepiej jest za dużo nie myśleć, przeżywać wszystko tak jak się dzieje i nie analizować, nie układać w głowie różnych wersji tego co może się wydarzyć w przyszłości. Chyba najlepiej jest też nie mieć nadziei, dotychczas to właśnie przez nadzieję najwięcej się w życiu nacierpiałem.

Powoli już zaczynam się zastanawiać kiedy powrócić do domu. 30 sierpnia odbędzie się w Puławach darmowy koncert zespołu Wilki na pożegnanie lata, więc może udamy się na niego z siostrą. Wtedy do domu wróciłbym w poniedziałek i prawdopodobnie zrobił sobie jeszcze jakiś tydzień wolnego, który przeznaczyłbym choćby na przygotowanie swojego CV. Mama już teraz mówi mi o możliwości pracy w Kolporterze, przy segregowaniu przesyłek kurierskich. Gdybym chciał tam pracować to musiałbym już teraz wracać do domu, ale nie wiem czy znowu chcę mieć pracę, którą wykonuje się w nocy. Chętnie poszukam czegoś innego...

Może gdy skupię się na pracy to nie będę tak roztrząsał tego co dzieje się w mojej wiecznie chorej sferze uczuciowej...


"Tylko na Tobie naprawdę mi zależy
Tylko Ciebie naprawdę potrzebuję
I kiedy znikasz, kiedy Ciebie nie ma
W powietrzu czuję coś, czegoś mi brakuje

Oh yeah! Chcę Ci powiedzieć
I love you, I love you, I love you, I love you
Oh yeah! Nie jestem mądry
I love you, I love you, I love you, I love you
Oh yeah! Nie jestem dobry
I love you, I love you, I love you, I love you
Oh yeah! Chcę ci powiedzieć
I love you, I love you, I love you..."

T.Love "I love you"


2009.08.25 / Wtorek / 14:59 - Enneagram 4w5

Bardzo lubię enneagram, czylo coś bardziej z dziedziny psychologii niż ezoteryki i horoskopów. Rozwiązałem go kilka miesięcy temu i dowiedziałem się o sobie wszystkiego tego co właściwie i tak już wiedziałem, niemniej ucieszyłem się z potwierdzenia tego, że jestem jaki jestem i ciężko będzie mi się zmienić. Wiadomo, że jestem typowym zodiakalnym rakiem, ale moim zdaniem ważne jest też to, że jestem na enneagramie osobowością, którą określa się mianem 4w5. Kilka zdań o takich osobach jak ja, które ogólnie są nazywane indywidualistami:

Tragiczny romantyk, ma bardzo wrażliwe odczucia i emocje, jest wrażliwy, czuły, spostrzegawczy. Człowiek żyjący głównie we własnej wyobraźni i własnych uczuciach. Porównuje rzeczywistość z tym co może się zdarzyć. Często odwraca się od rzeczywistości i żyje we własnym świecie wyobraźni, uczuć i nastrojów. Ma skłonność do samoodkrywania się przed innymi i czuje się pewnie opisując swoje emocje. Identyfikuje się z wizerunkiem niepełnowartościowej osoby, może dla przykładu opłakiwać swoją niemożność osiągnięcia sukcesu każdego dnia, ale to narzekanie niesie delikatne odczucie przechwalania się tym. Skupia się na tym co nieuniknione lub czego brakuje w jego życiu. Staje się negatywnie nastawiony i krytyczny znajdując problem w każdej sytuacji, w której się znajdzie. Zwraca się wtedy do swojego wnętrza i używając wyobraźni wspomina inne miejsca i inne czasy. Często żyje przeszłością lub przyszłością. Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń. Do swiata zewnętrznego podchodzi z rezerwą ale wewnętrznie bardzo go przeżywa. Gdy się w końcu otwiera to bardzo gwałtownie, całkowicie, bez żadnych oporów. Często ma poczucie zupełnej inności, jakby pochodził z innej planety. Narzeka na swój obecny los, wspomina i przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłości. Dość często ma posępne oblicze, odsuwa się od innych z poczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu. Żyje we własnym świecie bólu i straty.

Ważniejsze w związku jest dla niego głębokie uczucie a nie zabawa. Dążenie do czegoś jest dla niego ważniejsze niż szczęście. Miłość ma dla niego wiele warstw i przechodzi przez wiele faz w związku. Faza rozstania jest wyjątkowo długa. Chętnie wspomina o swoich poprzednich miłościach, słabo skupia uwagę na obecnych możliwościach. Skupia się chetnie na negatywnych uczuciach bliskich osób a gdy pojawiają się pozytywne obserwuje je z bezpiecznego dystansu.

Nie ma w tym opisie, który tutaj przytoczyłem ani jednego nieprawdziwego zdania, wszystko to dokładnie opisuje to jakim jestem człowiekiem. Komuś takiemu jak ja jest w życiu ciężko ale ja mimo wszystko cieszę się z tego jaki jestem i myślę, że dzięki swoim cechom mogę wiele dać swoim bliskim. Przeżywam wszystko intensywniej, łatwo można mnie skrzywdzić, łatwo zasmucić, ale też cieszę się silniej ze wszystkiego tego co dobre, potrafię popaść w stan niemal euforycznej radości z powodu czegoś co dla innej osoby nie byłoby niczym szczególnym.

Choćby cieszę się jak głupi z tego, że mogłem przyjaciółce sprzątnąć mieszkanie, że mogę się z Nią spotykać, robić wspólne zakupy, spacerować i po prostu rozmawiać, patrzeć na Nią. Dla mnie to naprawdę jest powód do tego by czuć się szczęśliwym człowiekiem.


2009.08.25 / Wtorek / 08:28 - Randka z miotłą

Spotkanie z przyjaciółką rozpoczęło się wczoraj przed południem a zakończyło dzisiaj rano o godzinie 7:00. :) Los tak chciał, że musiałem spędzić u Niej noc, spaliśmy więc w tym samym pokoju, aczkolwiek nie w tym samym łóżku - mi przypadło miejsce na podłodze. ;)

Spotkaliśmy się w Gołębiu, stamtąd przyjechaliśmy do Puław by udać się do urzędu skarbowego, w którym nic strasznego się nie działo, nikt nie został aresztowany i na nikogo nie została nałożona kara finansowa. Następnie wybraliśmy się do Carrefoura na zakupy gdzie zaoptarzyliśmy się w podstawowe przyrządy czyszczące widoczne na zdjęciu, takie jak choćby miotła. Po godzinie 15:00 byliśmy już razem w Borowej gdzie ponownie mogłem się wcielić w rolę gosposi lub po prostu pomocnego (zakochanego) przyjaciela, który sprząta dom. Zabrałem się za mycie dwóch kolejnych okien i pranie firanek w bardzo utrudnionych warunkach. :) Dzięki mojemu wysiłkowi stan wizualny domu znacząco sie poprawił choć do ideału jescze dużo brakuje.

Późnym wieczorem nadeszła godzina rozstania, wyszliśmy więc na ostatni autobus jadący do Puław ale niestety (a może stety) w ostatniej chwili uciekł mi sprzed nosa gdyż przyjechał 5 minut za wcześnie. Jasny stał się fakt, że noc będę musiał spędzić w Borowej i właściwie nawet się z tego powodu ucieszyłem. :)

Rano obudziłem się na twardej podłodze, na której zasnąłem i godzinę później przyjaciółka pojechała do niewolniczej pracy do Warszawy, a ja busem wróciłem do Puław. Kot chodzący mi w nocy po głowie prawie wcale mi nie przeszkadzał. ;P Aha, oczywiscie spałem na kocu a nie na samej podłodze, nie było więc aż tak twardo i aż tak zimno, choć też nie tak miękko, ciepło i pachnąco jak w łóżku przyjaciółki.

Spędziłęm zatem bardzo przyjemne chwile i cały czas jestem chętny na więcej, co niestety już nie będzie takie łatwe gdy powrócę do domu pod Warszawą. W każdym razie mam nadzieję, że będziemy się regularnie widywać. Co prawda nad ranem nawiedził mnie nieco smutny nastrój gdyż dowiedziałem się pewnych rzeczy o tym jak wygląda ogólna sytuacja, ale jeśli nadal będziemy mogli się spotykać to właściwie nie widzę problemu.

Na koniec muszę wspomnieć o tym, że czuję do przyjaciółki o wiele więcej niż przyjaźń, może zatem powinienem Ją nazywać ukochaną przyjaciółką. To wspaniała i piękna dziewczyna, a każde następne spotkanie coraz bardziej mi to uświadamia. Jestem też świadom tego ile ma wad. Jednak gdyby tylko chciała mógłbym z Nią spędzić resztę życia, jak to się ładnie mówi. Z żadną inną dziewczyną nie czułem się tak dobrze i nie mam tu na myśli żadnych czułości. Po prostu... Jest tak jak być powinno.

Jednak coś co mnie bardzo osłabia i co na mnie bardzo źle wpływa to konieczność konkurowania z innymi mężczyznami, a szczególnie z jednym, który pojawił się wcześniej ode mnie... Ale czyż nie jest tak, że o względy każdej kobiety ubiega się conajmniej kilku mężczyzn? O ile kobieta na to w ogóle pozwala. Takie jest życie - konkurecja w sferze uczuciowej jest chyba nieunikniona. Zawsze jest ktoś jeszcze kto także kocha.


2009.08.24 / Poniedziałek / 09:40 - Randka w urzędzie skarbowym

Koniec czarnych paznokci, zastosowałem zmywacz i powróciłem do normalności. Szkoda, bo niektórym moje czarne paznokcie nawet się podobały, w tym mi. ;)

Dzisiejszy poniedziałek po części lub w całości spędzę ponownie z przyjaciółką, której imienia jeszcze nigdy tutaj nie wymieniłem. Zaczniemy naszę pseudo-randkę od wizyty w urzędzie skarbowym, jakież to romantyczne. ;) Jeśli wszystko tam pójdzie dobrze i przyjaciółka nie zostanie zabrana do więzienia to będziemy mogli zastanowić się nad tym jak spędzić resztę dnia i czy spędzimy ją razem czy osobno (preferowałbym tą pierwszą opcję). :)

Wczoraj siedziałem cały czas w domu, przyglądalem się czatowi z kamerkami i nawet udało mi się przeprowadzić tam jedną sensowną rozmowę co oznacza, że jednak nawet na najbardziej chorych serwisach można znaleźć pojedyńcze sztuki normalnych osobników. ;) Podoba mi się sama idea czatowania z pomocą kamerki ale nie czuję potrzeby zawierania licznych, nowych znajomości w ten sposób. Nowe znajomości zawrę w pracy, do której wkrótce powinienem iść, choć jestem przecież taki zamknięty w sobie, że równie dobrze mogę tam nie poznać nikogo bliżej nawet po roku pracy. W ogóle to mam nadzieję, że będą tam pracować jacyś fajni ludzi, choćby tacy jak w poprzedniej firmie.

Wczoraj przez to całe siedzenie w domu przy komputerze aż źle się poczułem, rozbolała mnie głowa, nabawiłem się lekkiej migreny i musiałem w końcu łyknąć Ibuprom. Dobrze, że dzisiaj ruszę się z domu. Jutro pewnie pojadę gdzieś na rowerze bo pogoda nadal ma być świetna.

Kończę suszyć włosy i znikam. Fajnie, że pogoda znowu jest taka słoneczna.


2009.08.23 / Niedziela / 01:07 - Dzień pełen wrażeń

Zdjęcie zrobione w pokoju mojej przyjaciółki, który oglądałem wcześniej tylko na Skypie dzięki kamerce internetowej. Marne to zdjęcie ale dzisiaj, a właściwie wczoraj, czyli w sobotę nie skupiałem się na fotografowaniu. Skupiłem się na wykonywaniu ciężkiej pracy w charakterze gosposi, próbowałem doprowadzić do jako takiego porządku kuchnię w domu mojej przyjaciółki, z którą spędziłem cały dzień. Nie starczyło mi już czasu na przeprowadzenie prania ręcznego (pralka nie działa) i umycie wszystkich okien (umyłem tylko jedno) ale może jeszcze będzie ku temu okazja w przyszłości. :P Taki już ze mnie uczynny człowiek. ;)

Spełniłem się dzisiaj jako gosposia choć z efektu swojej pracy jednak nie byłem do końca zadowolony, ale trzeba wziąć po uwagę, że brud, z którym stoczyłem walkę był przeciwinikiem nie od parady. ;) Ogólnie dzień spędziłem bardzo przyjemnie, nietypowo, wiele się dowiedziałem, lepiej poznałem swoją przyjaciółkę, także Jej wady, które jak mi się wydaje, mogłby przerazić niejednego mężczyznę. Ale czym one są w porównaniu z Jej jakże poważnymi zaletami, które także mam okazję dostrzegać zawsze gdy się spotykamy lub wymieniamy myśli przez internet.

Pod koniec naszego spotkania zapoznałem się z czatem, w którym używa się kamerek internetowych. Żeby było oryginalniej i ciekawiej występowałem w charakterze geja i muszę przyznać, że miałem wśród panów ciotek niezłe wzięcie. ;D Chyba podobam się gejom bardziej niż kobietom, jakie to smutne. ;P Według niektórych z nich jestem podobny do Jezusa (zapewne z powodu brody i coraz dłuższych włosów) lub do Czesława Niemena. Nieźle. ;D

Gdy jakaś dziewczyna jest dla mnie ważna to niezwykle lubię poznawać ją jak najlepiej, słuchać opowieści o jej przeszłości, poznawać jej dom, jej rodzinę. Jednym słowem budować pewną bliskość i cieszę się, że dzisiaj mogłem właśnie to robić.

W poniedziałek kolejne spotkanie. Tymczasem idę spać. Właśnie zaczął padać deszcz.


2009.08.22 / Sobota / 09:16 - Sobotni poranek

Wstałem wcześnie rano by być gotowym na ewentualny wyjazd do Lublina lub ewentualne spotkanie ale widzę, ze pogoda dzisiaj nie jest jednak zachęcająca do takich wojaży, po południu lub wieczorem pewnie będzie już padać deszcz... Czyżby czekała mnie nieco nudna sobota spędzona w domu? Może być i tak...

Zdjęcie zrobione wczoraj, niemal w samym sercu Puław, choć akurat w przypadku tego miasta niełatwo jest określić gdzie dokłanie znajduje się ścisłe centrum. Być może na rondzie.

Na pewno nie poznam tak szybko innego miasta, noszącego dumną nazwę Starachowice, gdyż wyjazd i spotkanie z koleżanką (wirtualną na dzień dzisiejszy) zostały odwołane. Można powiedzieć iż oboje doszliśmy do wniosku, że na razie jest nam dobrze z taką wirtualną znajomością, a na realną może przyjdzie jeszcze kiedyś czas, szczególnie jeśli koleżanka będzie studiowała w Warszawie. Cóż, w takim razie do zobaczenia za rok. ;)

Oho, w tej chwili nad Puławami właśnie zaświeciło słońce. Wiedziałem, że gdy tylko wspomnę o złej pogodzie to zaraz dojdzie do jej poprawy. Eee, właśnie zaszło. Dzisiejszy dzień jest tak niepewny jak cała moja przyszłość.


"Nic nie jest pewne poza tym, że obudziłem się
Gazeta co przynosi dzień, jak co dzień infekuje mnie
Chciałbym cię spotkać choćby tu, w autobusie byle gdzie
Chciałbym cię poznać, to wiem, to wiem, to wiem

Na, na, na, na, ja to wiem
Chciałbym spędzić z tobą dzień"

T.Love "Dzień"


2009.08.21 / Piątek / 14:29 - Na ławeczce w parku

Dzisiaj ponownie pospacerowałem sobie po pięknym puławskim parku, posiedziałem na ławce i poobserwowałem ludzi. Niektórzy z nich dziwnie się na mnie patrzyli, sam nie wiem czy ze względu na paznokcie czy po prostu widzieli we mnie coś dziwnego. ;) Dopiero dzisiaj zauważyłem, że w basenie przy fontannie na dziedzińcu pływają naprawdę duże ryby. Wypływają na powierzchnię by połykać całkiem spore kawałki bułek, które rzucają im zwiedzający lub obsługa parku. Nawet próbowałem je fotografować swoim zapiaszczonym ostatnio aparatem, ale jednak umieszczam tutaj po raz kolejny zdjęcie swojej powszechnie znanej twarzy.

Podobno dzisiaj jest ostatni tak pogodny dzień sierpnia, mogłem więc spędzić go w jakiś ciekawszy sposób ale zamiast tego wróciłem do mieszkania i wyjdę z niego tylko jeśli siostra będzie chciała gdzieś pójść wieczorem.

Kiedyś zawsze wychodziłęm po siostrę gdy kończyła pracę ale teraz nie mogę tego robić gdyż w telewizji o tej porze zawsze leci jeden z moich ulubionych seriali - "Przyjaciele". Siostra przegrała więc konkurencję z mediami... ;)

Piszę tu w zasadzie o niczym a mimo tego codziennie mój blog odnotowuje ponad 200 wejść... Ludzie, przesadzacie. ;)

Tak naprawdę niewiele jest na tym serwisie blogów, które coś przekazują. Więszkość z nich to jakaś koszmarna papka z pozdrowieniami, krótkimi i pozbawionymi sensu zdaniami, upośledzone myśli upośledzonych dzieci pokolenia neostrady. Na szczęście osoby, które mam tu wśród znajomych używają mózgu podczas pisania swoich blogów... No, powiedzmy, że nie wszystkie osoby, ale jednak przeważająca większość tak.

A co przekazuje mój blog?


2009.08.21 / Piątek / 10:18 - Jak spędzić wolny dzień?

Tak wyglądałem siedząc wczoraj na dziedzińcu Pałacu Czartoryskich w Puławach, zerkając na efektownie wyglądającą dzewczynę siedzącą nieopodal, która umówiła się na randkę z kimś bardzo podobnym do mnie, jakimś wrażliwym, spokojnym romantykiem sądząc po wyglądzie. Można sobie zadać pytanie dlaczego taka dziewczyna wybrała takiego delikatnego chudzielca z długimi włosami? Widocznie jest świetny w łóżku. ;)

Ja chyba po prostu nie potrafię sprzedać samego siebie. Albo jeszcze nie trafiłem na taką, która ulegnie mojemu niewątpliwemu urokowi. ;)

W każdym razie dziewczyna i chłopak zaczęli się przytulać, całować, złapali się za ręce i odeszli wpatrzeni w siebie. Osobno byli może i ciekawi, ale jako para, wykonując te typowe dla zakochanych czynności byli jak dla mnie zbyt podobni do wszystkich innych. To było takie nudne.

Ja chciałbym być inny nawet w miłości. Ciągła potrzeba bycia innym niż wszyscy cały czas tkwi gdzieś w środku mnie. Chyba zwyczajnie lubię się wyróżniać.

Tymczasem, wolnego czasu ciąg dalszy. Dzisiaj wciąż utrzymuje się ładna, słonenczna pogoda więc pewnie ponownie pójdę spacerować po Puławch, lub wsiądę na rower i gdzieś pojadę. To, że wszędzie już byłem wcale mi nie przeszkadza, lubię cały czas wykonywać te same czynności, odwiedzać te same miejsca i tych samych ludzi. Nie jestem człowiekiem poszukującym ciągle czegoś nowego, nowych przeżyć, doświadczeń. Lubię stabilizację, a nawet nudę. Chciałbym mieć nudną pracę. :)

Tak sobie czekam kiedy lakier sam zejdzie mi z palców ale na razie cały czas wygląda tak samo, jest dosyć trwały. Chyba będę musiał użyć zmywacza do paznokci aby odzyskać swój dawny, naturalny, wręcz niewinny wygląd. Z drugiej strony trochę mi żal tracić wygląd pozera. ;)

Podczas wczorajszej wizyty w Rossmanie poczułem się dziwnie gdy zacząłem buszować przy pólkach z lakierami w poszukiwaniu takiego, który miałby czarną barwę. Wokół same kobiety, a wśród nich ja z pomalowanymi paznokciami... Ale póki nie zaczynam malować ich na czerwono to chyba nie jest tak źle? ;) Czarnego lakieru w Rossmanie jednak nie znalazłem, czyżby był tak niepopularny?

Nie wiem co będę robił jutro, nie wiem co będę robił w przyszłym tygodniu, nie wiem co będzie się działo w drugiej połowie tego roku, moja przyszłość jest nieznana jak nigdy wcześniej. Właściwie nawet nie wiem co zrobię teraz, gdy wstanę od laptopa.


2009.08.20 / Czwartek / 13:59 - Pana Michała spacer po Puławach

Dzisiejszy, piękny dzień spędzam jednak samotnie, lecz nie jest to zła samotność, wprost przeciwnie, bardzo podobało mi się spacerowanie po Puławach z samym sobą. :) W kilku sklepach zrobiłem zakupy, poszedłem do banku wymienić porwany banknot o nominale 10 złotych na nowy, a następnie udałem się do parku gdzie poleżałem sobie przy fontannie. Żyć nie umierać. :) Aż mnie dreszcz przerażenia przechodzi gdy pomyślę o tym, że wkrótce mój wolny czas się skończy i rozpocznę poszukiwanie pracy. Na szczęście przede mną jeszcze ponad tydzień sierpnia, na razie nie ma potrzeby by wpadać w panikę.

Najbliższa sobota może być bardzo pięknym dniem gdyż może uda mi się pojechać z przyjaciółką do Lublina, w którym ostatnio byłem kilka miesięcy temu. Muszę Ją przekonać do tego, że Lublin naprawdę jest przyjemnym miastem. Może to być utrudnione gdyż pogoda niestety ma się popsuć, mają przyjść chmury a wraz z nimi deszcze więc jeszcze nie wiadomo czy będzie nam się chciało jechać, choć mi pewnie będzie się chciało bez względu na wszystko. Najwyżej zabiorę parasol. ;)

Jeśli chodzi o jednoniowy wyjazd do Starachowic w przyszłym tygodniu to w końcu nie wiem czy do niego dojdzie. Mogłoby być ciekawie, nawiazałbym kolejną znajomość mającą status "real", a nie "virtual', a przecież takie znajomości są o wiele cenniejsze. Z całą pewnością pragnę zaznaczyć - znajomość wyłącznie koleżeńską. Poza tym lubię poznawać nowe miasta. :)

Kupiłem sobie i siostrze lody więc idę się nimi objadać. :)


2009.08.19 / Środa / 23:03 - Zabijmy męża

Kończy się mój dzień filmowy. Stary już jestem i nie miałem siły na obejrzenie większej ilości filmów, udało mi się obejrzeć zaledwie trzy. Właściwie jeden z nich obejrzałem dwa razy tak był rewelacyjny, raz sam i raz z siostrą a mam na myśli "Kawę i papierosy" Jima Jarmuscha. Doskonały kawałek kina i chyba najlepszy film tego reżysera, od początku do końca perfekcyjny.

Jeśli o papierosach mowa to niestety w tym miesiącu wypaliłem ich kilka, ale tylko dlatego, że byłem w złym nastroju. Teraz jestem już w dobrym (choć nie idealnym) więc papierosy nie są mi już potrzebne. Niemniej pewien niesmak pozostaje, bo wytrzymałem bez papierosa tylko miesiąc. Teraz wiem, że gdy przechodzę przez trudniejszy okres, gdy pojawiają się problemy to automatycznie mam ochote sięgnąć po papierosa. Tak wygląda moje uzależnienie.

Nie mam pojęcia co będę robił jutro, nie wiem czy będę spędzał ten dzień samotnie czy z kimś ale pod uwagę biorę każdą ewentualność. Ja na spotkanie zawsze jestem chętny więc nie trzeba mnie do tego namawiać, prędzej ja sam mam problemy ze znalezieniem kogoś chętnego, choć w ciągu ostatnich miesięcy nie jest pod tym względem źle.

Przeczytałem dzisiaj artykuł traktujący o działalności takich firm jak ta, w której miałem przyjemność przez trzy lata pracować. Zarówno w samym artykule jak i w komentarzach do niego pracownicy takich firm, czyli także ja, są nazywani ludźmi bez sumienia, bez serca, bezwględnymi kapitalistami, którzy dla pieniędzy są w stanie zrobić wszystko. Trochę prawdy w tym jest i czułem się niekiedy podle w swojej pracy, ale dzisiaj myślę sobie, że mógłbym tam przepracować kolejne trzy lata gdyby nie to, że jestem na to już nieco za stary. Nadal szczerze polecam to zajęcie każdej młodej osobie, która chce zarobić pieniądze by móc opłacić studia lub życie w stolicy. A samą pracę z pewnością można nazwać szczególną, więc wykonujący ją człowiek też staje się w jakiś sposób szczególny. Dzięki tej pracy zdobywa się wiedzę na temat zakresu ludzkiej głupoty i naiwności. Można powiedzieć, że obie te cechy są nieskończone.

Poniżej link do wspomnianego przeze mnie artykułu pod tytułem "Kocham Cię. Zabijmy męża". Lektura ciekawa zapewne głównie dla tych, którzy pracowali tak jak ja. Miło tak poczytać o sobie.


2009.08.19 / Środa / 11:23 - Jest takie miejsce

Ponownie przechylone na skos zdjęcie - wiadomo więc kto jest jego autorką. :)

Jest takie miejsce, z którym mam związane bardzo przyjemne wspomnienia. To plaża nad Wisłą w miejscowości Borowa, którą widać na tym zdjęciu. Piach wdarł się wszedzie gdzie tylko mógł, nawet uszkodził mój aparat fotograficzny, który teraz wydaje z siebie bardzo chropowate dźwięki. Zanurzyłem nogi po kolana w Wiśle i do dziś nie zeszła mi z nich skóra, z wiślaną wodą nie jest więc chyba aż tak źle jakby się mogło wydawać. ;)

Wczoraj po raz kolejny miałem możliwość spędzenia w tym miejscu kilku godzin z dziewczyną, z którą uwielbiam się spotykać. Zastanawiałem się czy w ogóle nasze spotkania będą jeszcze możliwe i okazało się, że jak najardziej tak dzięki czemu jestem bardzo szczęśliwy. Zaznaczę, że spotkania mają charakter przyjacielski lub powiedzmy, koleżeński i może właśnie także dzięki temu są tak przyjemne. Najbardziej cieszę się z coraz większej otwartości, którą dostrzegam oraz ze szczerości, która jest bardzo ważna. Jeśli o mnie chodzi to chyba uczę się powoli akceptować ludzi, na których mi zależy, takimi jacy są i nie zmieniać ich na siłę.

Nic na mnie tak dobrze nie wpływa jak spotkania z bliskimi osobami, konkretnie z przyjaciółkami, gdyż spotkania z przyjaciółmi płci męskiej jednak nie mają w sobie tego tajemniczego czegoś, co jest w stanie poprawić mój nastrój. Może ja po prostu myślę bardziej jak kobieta niż jak mężczyzna... Chyba nie ma w tym niczego złego.

Właściwie wczorajszy dzień był dla mnie idealny, wyszedłem z pewnego psychicznego dołka, w który wpadłem jakiś czas temu. Nie tyle sam z niego nie wyszedłem, ile zostałem wyciągnięty.

Tymczasem dzisiaj postanowiłem urządzić sobie dzień oglądania filmów na dvd. Już mam za sobą rewelacyjny "Little miss sunshine", który przywrócił moją wiarę we współczesne kino, o ile film sprzed trzech lat można nazwać współczesnym. Dawno już nie widziałem tak mądrego filmu, który tak przyjemnie się ogląda. Zaraz zabiorę się za kolejne płyty, choć może trochę głupio tracić taki słoneczny dzień na oglądanie filmów. Ale wczoraj miałem dzień pełen wrażeń więc dzisiaj porelaksuję się w domowym zaciszu.

Życiowej rady filmowego dziadka, która brzmiała "Fuck a lot of women, Dwayne", jednak zupełnie nie popieram. Moja monogamistyczna natura kieruje mnie ku temu bym wybrał jedną dziewczynę na całe życie. Nie lubię rozmieniać się na drobne. :)

Idę oglądać "Coffee and cigarettes" Jima Jarmuscha.


"Oh, it's such a perfect day
I'm glad I spend it with you
Oh, such a perfect day
You just keep me hanging on
You just keep me hanging on"

Lou Reed "Perfect day"


2009.08.18 / Wtorek / 22:41 - Bas

Ciężki kawałek instrumentu. Grając na basie nabawiłbym się pewnie jakiejś choroby, lub może po prostu wyrobiłbym sobie mięśnie od jej dźwigania. :)

Wrzucam zdjęcie ale nie za bardzo mam tutaj o czym pisać, wspomnę więc może, że dzisiaj powróciłem na chwilę myślami do pierwszej połowy tego roku. Po pierwsze za sprawą snów, które mnie w nocy nawiedziły, po drugie za sprawą, którą tutaj przemilczę, a po trzecie dlatego, że pozdrowiłem dzisiaj osobę, która przez kilka miesięcy tego roku była dla mnie wszystkim. Odpowiedzią było "Pffffffffff". :D

Myślenie o pierwszej połowie tego roku doprowadziło mnie do wniosku, że to był jednak piękny czas. :) End of story.

Bardzo fotogeniczny instrument z tej gitary i bardzo fotogeniczny facet z tego Michała G. Szczególnie gdy ma umalowane na czarno paznokcie i tego pieszczocha na swojej chudziutkiej ręce. :)

Chudziutki bo chudziutki ale jednak zawsze mężczyzna, nie?


"You lead us
When you need to feed us
You comfortably delete us
When you need your fetus"

Serj Tankian "Feed us"


2009.08.18 / Wtorek / 22:09 - Dęblińska gościnność

Skorzystałem ze słynnej dęblińskiej gościnności i odwiedziłem dzisiaj moją przyjaciółkę Owcą zwaną, widoczną na tym zdjęciu. ;) Obejrzeliśmy wspólnie koncert naszego idola - Nicka Cave'a, wyłudziłem kilka filmów na dvd, a następnie z pomocą Owcy zmieniłem wizerunek z grzecznego chłopca na niegrzecznego gotha lub po prostu brzydką emo-ciotkę. ;D Przy okazji zrobiłem sobie niewielką sesję zdjęciową z bardzo przyjemnym instrumentem muzycznym jakim jest gitara basowa. Kiedyś chętnie taką nabędę, gdy już na powrót będę bogaty, nawet mimo tego, że ten instrument jest dla mnie nieco za ciężki. :)

Po wizycie u Owcy ruszyłem w dalszą drogę gdzie spędziłęm bardzo przyjemne chwile z drugą przyjaciółką. Wcześniej jednak nabyłem w sklepie prezent dla niej - 15 kilogramów ziemniaków. ;D Ma się ten gest. :P

Piosenka, którą cytuję poniżej i którą dzisiaj usłyszałem po raz pierwszy porządnie mną wstrząsnęła. :)


"Oh ho ho ho ho ho ho ho ho ho dead joe
Oh ho ho ho ho ho ho ho ho ho dead joe

Welcome to the car smash
Welcome to the car smash
Welcome to the car smash
A a a a a smash
Dead joe"

The Birthday Party "Dead Joe"


2009.08.17 / Poniedziałek / 14:21 - Naiwność

W Orco Tower - tym budynku w tle, też znajduje się firma, w której pisze się smsy. Niestety tam już mnie nie zatrudnią bo przekroczyłem magiczną barierę 26 lat. Nawet gdy zostanę w przyszłości studentem nie będę już traktowany jak student. Na wszystko ma się w życiu dany czas i gdy się go nie wykorzysta...

Moja mama zapytana o to co takiego widać w moich oczach odrzekła, że nadwrażliwość, zamotanie i naiwność. Chyba żadna z tych trzech cech nie jest pozytyna, choć nadwrażliwość sprawia, że odbieram to co się dzieje dookoła mnie, to co przeżywam, silniej niż inni ludzie, ma to więc swoje zalety pod warunkiem, że dzieje się coś dobrego. Łatwo mnie skrzywdzić byle drobnostką, a raczej nie tyle skrzywdzić co spowodować, że wpadnę w zły nastrój i będę smutny.

A czy jestem naiwny? Pewnie tak, bo trochę bezsensownie i wbrew doświadczeniu wciąż wierzę w to, że życie może być piękne, że wszystko może się udawać gdy tylko pojawi się choć trochę dobrej woli. Dzisiaj oglądając badziewny serial "Klan" dotarło do mnie, choć nie wiem czemu akurat wtedy, że nawet gdyby moje plany, moje marzenia były przeze mnie realizowane to i tak nie oznaczałoby to, że moje życie jest idealne. To do czego teraz tak dążę, czyli bycie w związku z dziewczyną wydaje mi się na obecną chwilę jednym wielkim szczęściem, a przecież osoby będące w związku, zakochane w sobie, też mogą cierpieć. Tak samo naiwnie wierzę, że gdybym kiedyś został ojcem to moje dziecko lub dzieci kochałyby mnie, ceniły i szanowały, a przecież równie dobrze mogłoby się to skończyć tak, że dziecko wytykałoby mi moje błędy, narzekało, że nie zapewniłem mu godnego życia, w końcu mogłoby powiedzieć, że mnie nienawidzi. Ciekawe jaki wtedy byłbym szczęśliwy. Lub gdybym został zdradzony przez żonę, choć na dzień dzisiejszy głupio wierzę, że kobiety nie zdradzają. Żeby było bardziej filmowo - mógłbym zostać dźgnięty nożem przez dziecko i poszatkowany na kawałki przez żonę, a później zakopany w dziesięciu różnych miejscach. ;) Czarny scenariusz - Michał G. nie sprawdził się jako mąż i ojciec więc spotkała go kara. ;D

Cierpienie i niepowodzenia są częścią życia i powinienem się z nimi pogodzić. Na razie dążę do tak zwanego szczęścia, którego przecież chyba nigdy nie można w pełni osiągnąć. Jeśli się pojawia to jest tylko tymczasowe lub nawet jeśli trwa długo, przez wiele lat to z czasem słabnie, być może z tego powodu, że człowiek przyzwyczaja się do tego co dobre i przestaje to doceniać. Człowiek ciągle chce więcej i więcej, przynajmniej tak nam wmawiają.

Mimo wszystko jako romantyk nie potrafię się pozbyć przeświadczenia, że może być dobrze jeśli będziemy dla siebie dobrzy. Nie lubię powiedzenia life is brutal. Wierzę, że ja w jakiś wyjątkowy sposób będę się cieszył zawsze z tego co otrzymam od losu, z każdego spełnionego marzenia, że nigdy nie dopuszczę się zdrady, nie zacznę pić, nie będę chciał rozwodu, nie pobiję własnego dziecka. Nigdy w życiu nie chciałbym nikogo skrzywdzić ale czy mi się to uda? Nic mnie tak nie boli jak wyrządzenie komuś krzywdy.

Chyba cały czas jestem człowiekiem zagubionym i po części cały czas żyję w bajce. Według mnie to nie jest aż tak bardzo złe i lubię ludzi, którzy myślą podobnie do mnie, tylko chyba jeszcze nikogo takiego nie poznałem. Wszyscy są zakichanymi realistami. Wychodzi więc na to, że lubię samego siebie. To dobrze.

A wracając do codzienności - dzieje się tak niewiele, że nie ma o czym pisać. Pochodziłem trochę po mieście, posiedziałem przed komputerem, poleżałem przed telewizorem i poczytałem książkę. Przemyślałem też wczorajszą rozmowę i stawiane mi zarzuty po czym poczułem się jednak niewinny, doszedłem do wniosku, że niczego złego nie zrobiłem. Nieco głupim zachowaniem doprowadziłem do tego, że dla ważnej dla mnie dziewczyny sam prawdopodobnie nigdy nie będę ważny. Może tak miało być? Mimo wszystko - szkoda, bo zależy mi na Niej i na Jej szczęściu.


"Here is my real head, here is my real head
I wear this fucking mask because you cannot handle me
Here is my real head"

Marilyn Manson "Organ grinder"


2009.08.16 / Niedziela / 23:41 - Winny

Przygniótł mnie dzisiaj jeden ogromny wyrzut sumienia, mam ochotę biczować się po plecach, pójść się wyspowiadać i przyznać do tego, że jestem chorym zboczkiem z tendencją do rozbiernia się w nieodpowiednich momentach. Tak, jestem winny tego, że posiadam coś takiego jak popęd seksualny.

Nie wiem czy to praca mnie takim zrobiła, czy znajomość z pewną dziewczyną, czy może po prostu byłem od początku życia zboczkiem? Na moje nieszczęście najbliższa prawdy jest ta ostatnia odpowiedź, bo gdyby prawdziwa była pierwsza to chyba mógłbym zarządać odszkodowania od firmy, w której pracowałem. :)

Nie ma co, jestem po prostu mistrzem w rozpieprzaniu znajomości, które dobrze rokują na przyszłość, i które pięknie, powoli się rozwijają. Nawet dobrze, że mogę teraz winić samego siebie, tak jest łatwiej. Poza tym chyba nie powinienem już nigdy pić wina bo dziwnie się po nim zachowuję, pewnie bardziej naturalnie, ale może moja natura jest chora. Albo po prostu źle odczytałem pewne znaki.

Jedno wielkie przepraszam. Szczere, szczere przeprosiny. Rozumiem swój błąd i pewnie nigdy w przyszłości go nie powtórzę.

Od dzisiaj mogę uczciwie pluć sobie w twarz.

Czy ktoś coś rozumie z tego wpisu? :)

Idę spać, kładę się na swoją puławską wersalkę, przykrywam się puławską kołdrą i zapadam w puławski sen.


2009.08.16 / Niedziela / 16:32 - Na wschód

Piękną mamy dzisiaj pogodę. Wspominając o tym zauważam, że ostatnio niemal każdą notkę zaczynam od pisania o pogodzie...

Cud, moja mama zrobiła zdjęcie. :D Całkiem udany efekt można podziwiać powyżej.

Podróż była przyjemna, szybko minęła, szast-prast, raz-dwa i już jestem w Puławach. Zjadłem loda, zasiadłem przed laptopem i jestem ogólnie w dobrym nastroju. Przede mną ponad tydzień laby. Siostra już jutro musi iść do pracy, a ja będę zajmował się słodkim niczym. :)

Ale mam chudziutkie nóżki na tym zdjęciu. Aż się dziwię, że jeszcze nigdy nie złamałem sobie żadnej kończyny chudej jak patyczek. :)

Powoli zaczynam odczuwać pewną niedogodność związaną z grzywką, która wpierdziela mi się do oczu ograniczając widoczność. Mimo tego nie zamierzam niczego przycinać.


2009.08.16 / Niedziela / 08:41 - Women, they ain't no good

Po godzinie 13:15 będę już jechał pociągiem przez to miejsce widoczne na zdjęciu - wiaduktem na warszawskim Powiślu. Dwie godziny później będę wysiadał na dworcu PKP w Puławach.

Jeśli w moim życiu ciągle będzie dochodziło do niepowodzeń uczuciowych to za kilka lub kilkanście lat będę takim samym smutnym człowiekiem jak Nick Cave. ;) O ile on jednak swój smutny głos wykorzystuje w celach zarobkowych (co absolutnie nie oznacza, że jest komercyjnym artystą lecącym na kasę) to jednam mi taki smutek na nic się nie przyda, najwyżej wpędzi mnie przedwcześnie do grobu. Na razie chyba jeszcze nie jestem smutnym, sentymentalnym, marudzącym facetem, ale już zbliżam się do granicy, po przekroczeniu której stwierdzę, że w życiu nic mi się nie może udać. Chyba znowu będę przechodził fazę emo... ;)

Najprostszą radą jaką słyszę od znajomych jest ta mówiąca o dalszym poszukiwaniu. Szukać dalej, jak to łatwo powiedzieć. Nienawidzę procesu szukania osoby, która będzie mnie interesować, ciężko taką osobę znaleźć. Przecież mi jest ciężko nawet rozmawiać z ludźmi, których znam a co dopiero z tymi, których dopiero poznaję.

Nie szukam nikogo. Dwa niepowodzenia miłosne na rok mi wystarczą. Niech teraz jakaś dziewczyna sama mnie zacznie podrywać, ja już się wypaliłem i nie mam na to ochoty.

Ale trzeba spojrzeć na to wszystko bardziej pozytywnie - zyskałem fantastyczną przyjaciółkę, a to przecież też jest dla mnie ważne. Chciałbym Jej jakoś pomóc się odblokować, pomóc poradzić Sobie z problemami, które moim zdaniem ma. Ale co ja mogę? Mogę jedynie zapewnić, że zawsze będę w pobliżu...

Osobiście potrzebuję jednak czegoś więcej niż przyjaźni... Jak każdy zresztą.


"People just ain't no good
I think that's welll understood
You can see it everywhere you look
People just ain't no good"

Nick Cave & The Bad Seeds "People ain't no good"


2009.08.15 / Sobota / 19:51 - Nobody loves me

Zdjęcie zrobione wczoraj, na moim ulubionym moście warszawskim.

Tymczasem dzisiaj pogoda wcale nie była taka zła jak wcześniej pisałem, dzięki czemu pojechałem sobie na krótką wycieczkę rowerową do Izabelina. Wypłaciłem z bankomatu trochę pieniędzy bo będę mi potrzebne w Puławach, popatrzyłem jak maleje stan mojego konta i mam już ochotę iść do pracy by ponownie zapełniać je pieniędzmi. Pieniądze dają człowiekowi jako taką radość gdy jest mu ciężko, a mi jest ostatnio coraz ciężej. Byłem przez kilka miesięcy w dobrym stanie a teraz chyba przyjdzie moja kolejna pseudo-depresja.

Dziwnie się czuję, trochę tak jakbym po raz trzeci w życiu został rzucony przez dziewczynę, choć przecież nigdy żadnej dziewczyny nie miałem. Tak to już ze mną jest, że poznaję kogoś, zaczynam do tej osoby czuć coś więcej niż przyjaźń, zbyt szybko się angażuję, wyobrażam sobie, że już prawie jesteśmy parą, a później przychodzi krytyczny moment i jestem w bardzo złym stanie, cierpię, czuję się porzucony, samotny i nikomu niepotrzeny. Na szczęście po jakimś czasie to mija, ale ile razy można w życiu znosić niepowodzenia? Ja już nie mam siły, czuję się jak zupełnie bezwartościowy człowiek. Moja szczerość, uczuciowość, wierność, dobroć i oddanie nic tak naprawdę nie znaczą. Nie wiem czego szukają kobiety ale wszyscy moi koledzy najwyraźniej to mają a ja nie.

Ale podobno nie powinienem szukać przyczyny niepowodzeń w sobie.

Na szczęście w tym obecnym przypadku nie wszystko jest skończone, cały czas jest jeszcze nadziaja i ja nie chcę jej porzucać. Nadzieja jest jednak podobno matką głupich...

Wyjadę do Puław i może tam będzie mi lepiej. Szkoda, że przez to wszystko znowu chce mi się palić, a miałem z tym już spokój. W ogóle byłem z każdym dniem coraz radośniejszy...

Czemu nie może mi się udać to na czym najbardziej mi w życiu zależy?

No tak, a miałem już nie pisać o uczuciach. Najwidoczniej jednak nie potrafię pomijać tego tematu, jestem po prostu zbyt... Wrażliwy i uczuciowy.

Dobrze, że istnieje coś takiego jak PhotoBlog bo inaczej byłoby mi jeszcze ciężej. Popiszę sobie trochę tutaj i może mi się poprawi.


2009.08.15 / Sobota / 13:02 - Jeziorko Kamionkowskie

Jeziorko Kamionkowskie znajdujące się w Parku Skaryszewskim. Zdjęcie zrobione oczywiście wczoraj, bo dzisiaj pogoda nieco się zepsuła i nie planuję już żadnej wycieczki rowerowej. Nie wybiorę się na Bemowo by obejrzeć zamieszanie wokół koncertu Madonny, nie pojadę do Palmir na cmentarz i nie obejrzę skromnej defilady wojskowej na Placu Piłsudskiego. Siedzę spokojnie w domu i czekam cierpliwie na dzień jutrzejszy, w którym udam się z siostrą do Puław.

Zastanawiam się tylko co ja będę w Puławach robił poza siedzeniem przy laptopie? Wybiorę się pewnie gdzieś na rowerze siostry jeśli pogoda dopisze. Jeśli dobrze pójdzie to może nawet się z kimś spotkam. Ja zawsze jestem pozytywnie nastawiony do każdego spotkania, cały czas odczuwam pragnienie przebywania w towarzystwie kogoś bliskiego. Jakiś taki nienasycony jestem.

Wczoraj dawało się wyczuć w powietrzu, że zbliża się moja ulubiona pora roku - jesień. Pewnie w tym roku będzie tak samo senna i bezczynna jak rok temu. Moje życie chyba tylko na chwilę się ostatnio rozkręciło, by teraz znów przyhamować.


2009.08.14 / Piatek / 22:11 - Budowa Stadionu Narodowego

Jeśli kogoś interesuje w jakim stadium jest obecnie budowa Stadionu Narodowego to proszę bardzo, aktualnie całość wygląda tak jak na zdjęciu. Podobno już latem roku 2011 budowa ma zostać zakończona. Będę wtedy jeszcze bardziej nadętym i dumnym Warszawiakiem niż obecnie. ;P To, że nie mieszkam w Warszawie jest tylko drobną drobostką. ;)

Jestem warszawiakiem i basta, bo mój tata urodził się w Warszawie. Jestem też puławiakiem, bo moja mama urodziła się w Puławach. :D To, że ja urodziłem się w Kutnie jest jeszcze drobniejszą drobnostką. :)


2009.08.14 / Piatek / 18:33 - Praga Południe

Znudziło mi się siedzenie w domu więc pojechałem dzisiaj rowerem na kilka godzin do Warszawy. Siostry już nie zabierałem bo nie przejechałaby takiej ilości kilometrów na jaką miałem ochotę. Przekroczyłem Wisłę, dostałem się najpierw na Pragę Północ (okropną), następnie na Pragę Południe (już lepszą) i na koniec pokręciłem się jeszcze po Parku Skaryszewskim, w którym byłem pierwszy raz. Bardzo przyjemne miejsce.

Najbardziej zaskakujący jest kontrast między Śródmieściem a Pragą Północ. Wystarczy przejechać kilkaset metrów Mostem Świętokrzyskim by opuścić kulturalne centrum miasta i znaleźć się nagle wśród praskiego menelstwa. Zupełnie innych ludzi widzi się na zachodnim brzegu Wisły, a zupełnie innych na wschodnim, jakby się nagle wjechało do innego miasta. Dresiarstwo, dresiarstwo i jeszcze raz dresiarstwo. Zresztą na potwierdzenie mojej tezy pierwszy człowiek, którego spotkałem na drugim brzegu rzeki wymiotował akurat na trawnik. Dalej też nie było lepiej.

Na szczęście Praga Południe widoczna na zdjęciu jest już o dwie klasy porządniejsza.

W drodze powrotnej zachaczyłem o Bemowo, gdzie na lotnisku stoi już scena, na której odbędzie się jutrzejszy koncert Madonny. Mam jej dwie płyty, ale to nie znaczy, że chciałbym iść na jej koncert, jednak ogólne zamieszanie jakie panuje teraz na Bemowie jest dosyć interesujące. Jutro mają nawet zamknąć dla ruchu ulicę Powstańców Śląskich, kto wie, może wybierzemy się tam z siostrą by znaleźć się w centrum wydarzeń, a może po prostu pojadę sam.

Dzisiaj w Warszawie też musiałem być sam, ale widocznie samotnoność jest mi pisana, zamiast marudzić powinienem się do niej przyzwyczajać.

Do Puław jedziemy z siostrą w niedzielę pociągiem. Spędzę tam jakiś tydzień lub więcej... Lub mniej.


"Daddy, daddy if you could only see
Just how good he's been treating me
You'd give us your blessing right now
'Cause we are in love, we are in love, so please

Papa don't preach, I'm in trouble deep
Papa don't preach, I've been losing sleep"

Madonna "Papa don't preach"


2009.08.13 / Czwartek / 12:15 - Gry z mojego dzieciństwa

Zacznę jak zwykle od pogody, która wcale się nie poprawiła. W tej chwili znowu pada deszcz, do tego jeszcze burza przetacza się gdzieś po okolicy, a wszystko to oznacza, że kolejny dzień spędzę w domu. Nie szkodzi.

Wczoraj wieczorem włączyłem stary komputer, który stoi w pokoju siostry i znalazłem na nim jedną z naważniejszych gier mojego dzieciństwa - "Civilization", czyli po prostu Cywilizację. Są takie gry, które mimo upływu czasu w ogóle się nie starzeją, lata mijają, a ja zawsze potrafię spędzić przy nich kilka godzin, gdy tylko przypadkiem się na nie natknę. Właściwie są trzy takie najważniejsze, najlepsze, stare gry, w które mogę grać do dzisiaj - "Prince of Persia", 'Another world" i właśnie "Civilization". Wszystke z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy miałem nieco ponad 10 lat, a gry zdobywałem od kolegów albo kupowałem je w puławskim sklepie Tommix, na skrzyżowaniu Piłsudskiego i Piaskowej. Jeśli gra zajmowała jedną dyskietkę, kosztowała 30000 złotych, czyli dzisiejsze 3 złote. To były fajne czasy, gdy w sklepach można było dostać skopiowane oprogramowanie, które dzisiaj nazywanoby nielegalnym. Wtedy nie było prawa, które by tego zabraniało, dopiero w 1994 roku wprowadzono odpowiednią ustawę i podczas kolejnej wizyty w sklepie Tommix z przerażeniem stwierdziłem, że gry nie kosztują już 30000 złotych, tylko nawet ponad okrągły milion (dzisiejsze 100 złotych). Sklep Tommix do dzisiaj znajduje się w tym samym miejscu i patrzę na niego z sentymentem, przypominając sobie radosne czasy dzieciństwa.

Dzisiaj już nie mam takiego zapału do grania, czasy się zmieniły, ja dorosłem i znajduję sobie inne zajęcia. Jeszcze na początku tej dekady potrafiłem siedzieć godzinami przy dwóch częściach doskonałego "Fallout", przechodzić "GTA III" i "GTA - Vice city", grać z siostrą w Quake przez sieć, albo tworzyć rodzinę w Simsach, ale teraz jeśli już gram w jakieś nowe gry to najwyżej przez godzinę lub dwie bo dłuższe przesiadywanie przy nich uważam za stratę czasu, nawet jeśli są to tak doskonałe produkcje jak choćby "Crysis".

Dlatego też zdziwiłem się wczoraj, że stareńka Cywilizacja potrafiła mnie zatrzymać przy komputerze na kilka godzin. W dodatku dzisiaj mam ochotę włączyć ją po raz drugi. Na dokładkę chyba przejdę po raz setny "Prince of Persia". Akurat teraz mam tyle wolnego czasu ile miałem w dzieciństwie, mogę więc go tracić na giercowanie. :)


2009.08.12 / Środa / 19:44 - Scrabble

Po południu przestało padać. Jeśli taka w miarę ładna pogoda będzie panowała też jutro to zapewne pojedziemy z siostrą do Warszawy. Pewności nie mam, bo nie wiadomo czy siostrze będzie się chciało ruszać z domu, ale sądzę, że tak. U mnie nigdy nie ma z tym problemu, ja zawsze jestem gotowy na to by gdzieś jechać, coś robić, nie trzeba mnie szczególnie zachęcać, chyba, że towarzystwo mi się nie podoba. Sam sposób spędzania wolnego czasu może być dowolny, mogę nawet iść łowić ryby lub wybrać się do klubu, w którym się tańczy, jeśli tylko osobą towarzyszącą będzie ktoś kogo naprawdę lubię. Wszechstronny jestem. :)

Wszechogarniająca nuda, która dopadła mnie po południu została na jakiś czas przepędzona dzięki grze planszowej Scrabble, którą kupiłem rok temu, a w którą dopiero teraz zagrałem po raz drugi w życiu. Za pierwszym razem grałem z młodszą siostrą, dzisiaj ze starszą. Nie pamiętam czy wygrałem rok temu, ale dzisiaj zdecydowanie tak. :) Wygodniej gra się w Literaki na Kurniku.pl, ale taka planszowa wersja też jest całkiem fajna, a jej niewątpliwą zaletą jest to, że nie potrzeba prądu, komputera i internetu by móc w nią pograć.

Wieczorem znalazłem sobie inną rozrywkę, ale o tym napiszę w kolejnej notce.


2009.08.12 / Środa / 13:55 - Taras

Deszczu ciąg dalszy. Ciągle pada więc z siostrą nie możemy nigdzie pojechać mimo tego, że cała Warszawa na nas czeka. Gnijemy więc w domu, ja praktycznie nic nie robię, nawet nie mam siły na czytanie, siedzę tylko przed komputerem, słucham muzyki (aktualnie Nick Cave & The Bad Seeds) lub wkurzam młodszą siostrę. Odzywacziłem się już od pracy a tymczasem za kilka tygodni mam rozpocząć poszukiwania nowego zajęcia. Samo napisanie CV będzie dla mnie nie lada wysiłkiem. Może wyląduję w McDonaldzie bo tam dobrze płacą... Ale może jestem już za stary na McDonalda? W ogóle to chyba będę musiał sobie zrobić badania sanepidu, żeby móc pracować w miejscach gdzie ma się styczność z jedzeniem. Skończy się, że wyląduje w jakimś hipermarkecie. Albo największa zgroza - powrócę na smsy.

Jeśli chodzi o moją sferę uczuciową oraz koleżankę / dziewczynę to postaram się tego tematu już nie poruszać na PhotoBlogu. Będzie jak ma być lub jak sami sobie to wypracujemy ale pisanie o tym wszystkim raczej nie jest dobre, szczególnie w przypadku właśnie tej dziewczyny.

Póki co idę umyć włosy bo dopiero na zdjęciu zobaczyłem, że nie są w najlepszym stanie.


2009.08.11 / Wtorek / 14:10 - Zmienność nastroju

Wyjazd z siostrą do Warszawy został odwołany z powodu opadów deszczu. Pogoda się trochę zamuliła, podobnie zresztą jak ja. Jestem też trochę smutny... Chciałbym coś zmienić, jakoś pomóc, ale nie wiem co mogę zrobić. Zdecydowanie zbyt często czuję się bezsilny.

Jak udowodnić, że moje intencje są dobre, że sam jestem po prostu dobrym człowiekiem? A jestem? Odpowiedziałbym, że zdecydowanie tak. Może po prostu za dużo myślę, a myślenie czasami nie prowadzi do niczego dobrego.

Tak to jest, człowiek daje z siebie dużo, jest w stanie zrobić dla bliskiej osoby praktycznie wszystko a i tak może zostać porównany do tych złych, którzy myślą tylko o sobie. To oczywiste, że jest całe mnóstwo facetów, którzy potrafią mówić kobiecie, że ją kochają tylko po to by zaciągnąć ją do łóżka. Używają tego słowa jak narzędzia, które pozwala im zrealizować swój durny i pusty cel. Ale przecież jest też wielu dobrych mężczyzn, uważam się za jednego z nich, nigdy nie zachowywałbym się w taki sposób. Niektórzy zarzucają mi, że zbyt często się zakochuję, że używam słowa "kocham" w zbyt wielu przypadkach. Cóż, chcę kochać i być kochanym, czy to coś złego? Lepiej zamykać się przed uczuciami, budować mur lub czekać na jakieś niesamowite uczucie, które może się nigdy nie pojawić? Raz mi się nie udało, drugi raz też nie, próbuję więc dalej. Nie powiedziałbym tych słów byle komu.

Miłość niejedno ma imię. Wiem już, że można się zakochać w różny sposób... I powtórzę to jeszcze raz - miłość jest czymś wspaniałym, ale seks jest przereklamowany.

Chyba wiem, dlaczego można kogoś oskarżyć o to, że zbyt często się zakochuje. Można podejrzewać, że zekocha się w kolejnej kobiecie gdy będzie z tą, w której zakochał się wcześniej, i że wtedy ją porzuci dla kolejnej. W tym miejscu chcę napisać - do cholery, nigdy bym tak nie postąpił. Pewnie nigdy nie powinno się używać słowa "nigdy", ale myślę, że pod tym względem znam siebie. Wierność i stabilizacja są dla mnie ogromnymi wartościami.

Ech, gdyby tak ludzie potrafili nawzajem czytać w swoich myślach, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Moim zdaniem byłby lepszy.

Powtórzę to jeszcze raz - w maju poznałem wspaniałą dziewczynę, wartą tego by się w niej zakochać i być z nią na zawsze. Chciałbym żeby potrafiła doceniać samą siebie.


"Między planetami po kształtach się poznamy, poznamy
Między planetami po kształtach się poznamy, poznamy
W nie kończącej się przestrzeni
Nic nas nie połączy, nic nas nie podzieli"

Ilona Dobiszewska "Między planetami"


2009.08.10 / Poniedziałek / 23:17 - Uśmiechnięta rodzina Górków

Dzisiaj udało mi się zrealizować plan polegający na zebraniu całej rodziny Górków w jednym miejscu, ustawieniu aparatu na statywie i zrobieniu kilku zdjęć. Ostatnio takie rodzinne zdjęcie robiliśmy chyba w 1990 roku, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Sójkach pod Kutnem. Ania, moja młodsza siostra była wtedy tak mała, że mama musiała ją trzymac na rękach.

Nie pytajcie dlaczego mój tata ma na tym zdjęciu kosę. :)

Jestem bardzo zadowolony z tego, że mam właśnie taką a nie inną rodzinę. Wiadomo - mogłaby być lepsza, ale ta jest moja i to jest najważniejsze, a żaden człowiek nie jest idealny. Kocham ich wszystkich, obie siostry, mamę i tatę. Kajtek też jest w porządku. :)

Młodsza siosra stwierdziła, że jestem najbardziej fotogeniczny z całej rodziny. Oh, czyżby? :P Sam też tak myślę. :P


2009.08.10 / Poniedziałek / 18:25 - Najazd z siostrą na Warszawę

Dzisiaj razem z siostrą skorzystaliśmy z ładnej pogody i pojechaliśmy rowerami na wycieczkę do Warszawy. Dojechaliśmy na Wolę, do pewnego parku z wodą, który widać w tle na zdjęciu, posiedzieliśmy na ławce, popatrzyliśmy na ludzi i kaczki. Przyjemne miejsce, przyjemna przejażdżka i cały czas bardzo ładna pogoda. Wróciliśmy przez teren WATu, gdzie po raz pierwszy w życiu jadłem hot-doga. Zupełnie mi on nie smakował i od dzisiaj wiem już, że hot-dogów muszę unikać gdyż nie są one dla mnie smaczne, podobnie jak pizza zawierają zbyt dużo składników. Ja wolę proste dania, wystarczyłaby mi sama parówka z bułką. Nie miałem siły nawet zjeść tego hot-doga do końca, połowię oddałem więc siostrze.

Jutro prawdopodobnie też pojedziemy do Warszawy, tym razem już autobusem. Trzeba trochę pospacerować po mieście.


2009.08.09 / Niedziela / 17:48 - Michał w trasie

Mimo porannej niechęci do wyruszenia w rowerową podróż opuściłem Puławy o godzinie 8:30. 160 km wyprawa zajęła mi siedem i pół godziny, zrobiłem sobie kilka przerw i jechałem nieco wolniej niż poprzednio, głównie dlatego, że wiatr dzisiaj wcale mi tak bardzo nie sprzyjał. Najważniejsze jednak jest to, że praktycznie w ogóle się nie zmęczyłem, nawet już w Warszawie miałem siłę na to by podjechać na najcięższym biegu ulicą Belwederską pod górę, a jest to jeden z najtrudniejszych podjazdów w stolicy.

Najważniejszym punktem na trasie zawsze jest miasto Góra Kalwaria. Gdy jadę w stronę Puław i dojeżdżam do Góry Kalwarii to myślę sobie - no, dopiero teraz zaczyna się wyprawa. Stamtąd do Puław jest 90 kilometrów. Wracając z Puław do Truskawia, dojeżdżając do Góry Kawlarii myślę - oho, jestem już praktycznie w domu. Jest to nieco zgubne myślenie bo z Góry Kalwarii do domu mam jeszcze jakieś 60 kilometrów, ale mimo wszystko czuje się wtedy już tak jakbym był w Warszawie.

Było dzisiaj przyjemnie i w miarę lekko, pogoda dopisała, choć miejscami robiło się nawet nieco zbyt zimno gdy zaszło słońce. Polubiłem trasę biegnącą wschodnim brzegiem Wisły, teraz będę się do Puław dostawał właśnie w tamtędy o ile będę jeszcze kiedyś jechał do Puław na rowerze, a pewnie będę jechał.

Zdjęcie zrobione na jakimś małym mostku gdzieś za Maciejowicami.


2009.08.08 / Sobota / 21:25 - Jutro 157 km rowerem do domu

Na urlop do Puław przyjechałem rowerem, było to w połowie czerwca i rower do dziś znajduje się w Puławach. Nie jest to właściwe miejsce dla niego bo brakuje mi go w Truskawiu i właśnie z tego powodu muszę odstawić go z powrotem do domu, co postanowiłem uczynić już jutro. Okazało się, że wiatr będzie wiał w kierunku niemal odpowiednim do takiej wyprawy, ze wschodu. Jutro wstaję więc wcześnie rano i opuszczam Puławy zabierając ze sobą tylko torbę na ramię, wypełnioną najbardziej niezbędnymi rzeczami. Reszta bagażu zostaje w Puławach więc w przyszłym tygodniu będę musiał po niego wrócić.

Trochę szkoda, że nie będzie mnie tu w poniedziałek bo liczyłem na spotkanie z koleżanką/dziewczyną ale mamy na to przecież mnóstwo czasu, a ostatnio częściej można Ją spotkać w Warszawie niz w okolicach Puław więc spróbuję właśnie tam się z Nią spotkać, choćby na godzinkę, co wcale nie jest takie łatwe gdyż prawie zawsze ma coś ciekawszego do roboty i kogoś ciekawszego do spotkania. Trochę mnie to zasmuca ale i tak jestem Jej niezwykle wdzięczny za każdą chwilę, którą jest w stanie spędzić właśnie ze mną. Poza tym nie chcę Jej zabierać całego wolnego czasu, czułbym się wtedy winny i zbyt nachalny. Dziewczyna ciężko pracuje i ma prawo odpoczywać w taki sposób jaki uważa za odpowiedni. Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy - na dzień dzisiejszy jest moją koleżanką, a ja jestem jej kolegą. Zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Mam nadzieję, że jutro nic nie nawali w moim rowerze. Do wyboru mam dwie trasy - przez Kozienice lub przez Dęblin, zachodnią lub wschodnią stroną Wisły. Chyba zdecyduję się na trasę przez Dęblin, taką samą jaką się tu dostałem w czerwcu.

Zdjęcie zrobione podczas dzisiejszej wycieczki, nad rzeką Wieprz tuż przed Dęblinem. W tle widać most kolejowy, którym jeździłem dwa razy dziennie w kwietniu tego roku, do pracy rano i z pracy wieczorem. To był marny okres mojego życia, obecny uważam za znacznie lepszy choć do ideału jeszcze dużo brakuje.

Idę spać by jutro móc wstać wcześnie rano. Zrobię sobie małe Tour de Pologne. Doskonale się składa, że już ząb mnie nie boli od trzech dni, oby oznaczało to, że ból już nie zamierza powrócić.

Opuszczam Puławy gdyż przesiadywanie tutaj samotnie jest totalnie pozbawione sensu.


2009.08.08 / Sobota / 14:25 - Wycieczka na Mazowsze

Sierpień mamy wyjątkowo pogodny w tym roku, z czego codziennie korzystam. Dzisiaj ponownie wsiadłem na rower i przed południem pojechałęm do Dęblina by tam zaraz po przekroczeniu Wisły znaleźć się na swoim Mazowszu. Po dziesięciu kilometrach dojechałem do Gniewoszowa i stamtąd dostałem się do Puław przez Łękę. Ciekawa wycieczka po malowniczych, wiejskich terenach Lubelszczyzny i Mazowsza. Od Puław do Mazowsza jest blisko - zaledwie kilkanaście kilometrów.

Zaraz wybieram się do sklepu kupić coś do jedzenia, a później sam nie wiem czym się zajmę, może pospaceruję po Puławch, może wreszcie poczytam książkę. Dzisiejszy dzień spędzam zdecydowanie samotnie i nie jest to takie złe, daje się z tym żyć, choć szczególnie przyjemne jednak też nie jest. Chyba wcale nie jestem samotnikiem, za jakiego się zawsze uważałem.

Jeśli we wtorek też będzie ładna pogoda to pojadę rowerem do Truskawia nawet gdy wiatr nie będzie mi sprzyjał, najwyżej będę dłużej jechał i bardziej się zmęczę. Już dzisiaj miałem chęć skręcić w Dęblinie w kierunku Warszawy, ale jednak nie byłem do tego należycie przygotowany. Zaczekam do wtorku lub jeśli coś mi strzeli do głowy to już jutro wybiorę się do domu.

Na zdjeciu Liceum Ogólnokształcące w Dęblinie, bardzo fajna szkoła, a przynajmniej tak mi się wydaje. :) Mój ZSEiL (Zespół Szkół Elektronicznych i Licealnych) "Zajączek" w Warszawie też był fajną szkołą, przyjemnie byłoby wrócić do tych czasów gdy tam uczęszczałem. Poniżej link do mojego nudnego filmiku z przejazdem przez Borową.


2009.08.07 / Piątek / 17:09 - 3 miesiące

Na zdjęciu Puławy, skrzyżowanie ulic Piaskowej i Czartoryskich z Piłsudskiego, czyli okolice mieszkania siostry, a na skrzyżowaniu bus firmy Stanbus, którym jeżdżę do Dęblina lub do Borowej. Pierwszy raz wsiadłem do tego busa w czerwcu poprzedniego roku, jechałem spotkać się z pewną dziewczyną i nie spodziewałęm się tego, że w przyszłości będę nim jeździł jeszcze do dwóch innych dziewczyn bliskich mojemu sercu. Dwie pierwsze były z Dęblina, ta do której jeżdżę obecnie jest z Borowej - miejscowości leżącej kilkaset metrów przed Dęblinem. Dzisiaj mijają właśnie trzy miesiące od dnia, w którym napisałem do niej na pewnym serwisie internetowym, na którym figurowała jako dziewczyna z Warszawy, a Ona zechciała porozmawiać ze mną też na gadu-gadu i była to najszczególniejsza taka rozmowa w moim życiu. Podczas niej okazało się, że mieszka blisko Puław co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Rozmowa trwała od godziny 17:00 do północy, siedem godzin, a ja z każdą chwilą uświadamiałem sobie, że nigdy jeszcze nie spotkałem dziewczyny pod wieloma względami tak podobnej do mnie. Może myślimy podobnie bo oboje jesteśmy zodiakalnymi rakami? Zawsze chciałem poznać bliżej dziewczynę właśnie spod tego znaku i trzy miesiące temu mi się to udało.

Dzisiaj znamy się już osobiście, spotkaliśmy się wiele razy i liczę na to, że nadal będziemy się spotykać. Początkowe plany wspólnego wynajęcia mieszkania w Warszawie legły co prawda w gruzach, ale wierzę w to, że mamy przed sobą przyszłość, moim marzeniem jest byśmy zostali kiedyś parą, ale do miłości nikt jeszcze nikogo nigdy nie zmusił, zdaję więc sobie sprawę, że może zakończyć się na przyjaźni. Chyba byłbym wtedy bardzo smutny, ale nie miałbym wyjścia - musiałbym się z tym pogodzić. W moim sercu to uczucie na "m" już się pojawiło choć tym razem zupełnie się tego nie spodziewałem. Po pierwszym spotkaniu byłem przekonany, że będę Ją traktował jak koleżankę, jak przyjaciółkę, ale z każdym następnym spotkaniem wyglądała piękniej, każdym Swoim zachowaniem udowadniała mi, że właśnie Ona jest taką dziewczyną jakiej szukam. Teraz nie mogę przestać o niej myśleć. Jest po prostu zbyt dobra by była mi obojętna. Może dlatego nazywam Ją Aniołkiem. :)

Owieczka, Księżniczka i teraz Aniołek. Naprawdę chciałbym by znalazł tutaj potwierdzenie zwrot - do trzech razy sztuka. Nie chcę szukać dalej gdy czuję, że już znalazłem.


2009.08.07 / Piątek / 15:25 - Kazimierz Dolny

Kolejny słoneczny dzień swoich wakacji spędziłem po części na wycieczce rowerowej do Kazimierza Dolnego. Po godzinie 11:00 wsiadłem na rower i pojechałem tam po raz kolejny w tym roku, jednak pierwszy raz inną trasą - nadwiślańskim wałem. Tak jest zdecydowanie lepiej i chyba nawet szybciej, od teraz będę więc się tam dostawał właśnie w ten sposób.

Cały czas mam w planach dostanie się stąd do Truskawia rowerem, znowu zrobiłbym 157 kilometrów, tym razem w drugą stronę. Niestety nie mogę tego planu zrealizować ponieważ wieje niesprzyjający wiatr, a ja nigdy nie zdecyduję się jechać na taką odległość z wiatrem wiejącym w twarz. Jeśli jednak do wtorku coś się zmieni to będę mógł wyruszyć, by już w środę ponownie tu wrócić z siostrą.

Wczoraj wieczorem i popołudniu dopadła mnie potworna nuda i bardzo dziwne poczucie samotności, a wszystko to było pewnie spowodowane kontrastem między spędzaniem wolnego czasu z kimś, a spędzaniem go samotnie. Prawdę mówiąc zastanawiam się jak siostra sama tutaj wytrzymuje, ja na jej miejscu zachowywałbym się chyba zupełnie inaczej. Mogę nawet chyba napisać, że ja już właściwie nie potrafiłbym być w życiu sam. Bycie samotnym jest moim zdaniem strasznym marnowaniem czasu, a raczej marnowaniem życia właśnie.

Cały czas się lenię, korzystam z tego co nazywam wakacjami, ale przecież wkrótce nadejdzie moment gdy będę musiał ponownie zacząć pracować. Wszystko co nowe nieco mnie przeraża, jednak zmiana zajęcia była konieczna. Poszukiwaniem pracy zajmę się w Warszawie, Puławy pozostaną więc miastem, które będzie mi się kojarzyć wyłącznie z czasem wolnym i tak jest lepiej.

Idę zrobić sobie coś do jedzenia.


2009.08.06 / Czwartek / 14:40 - Trzecia rocznica śmierci babci

Dzisiejszy piękny dzień to zarazem trzecia rocznica śmierci mojej babci, Stanisławy. Poszedłem już na cmentarz, kupiłem znicz i postawiłem go na grobie dziadków, nie mógłbym tego nie zrobić.

Babcia umarła w 2006 roku, gdy rozpoczynałem swoją głupią pracę na smsach. Z okazji pogrzebu miałem dwa dni wolne, mogłem przyjechać do Puław i mimo, że nie była to przecież wesoła uroczystość to moim zdaniem i tak był to najpiękniejszy dzień tamtego roku. Pogrzeb po prostu mi się podobał, głównie to, że zjechała się na niego cała rodzina, nawet tata zawitał niespodziewanie do Puław co jest niemal cudem. Poza tym to wszystko było naprawdę porządnym uczczeniem pamięci babci, Ci wszyscy ludzie, którzy się zeszli z całych Puław. Msza żałobna odbyła się w tym oto kościele widocznym na zdjęciu, niestety wtedy był on akurat w remoncie.

Może ja po prostu lubię pogrzeby, lubię ich wzniosłość i powagę. Chyba wolę pogrzeby od ślubów. Lubię je na tej samej zasadzie, na której lubię smutne, dołujące filmy i książki.

Poza tym lubię uważać, że to właśnie ja byłem ulubionym wnukiem babci. Trochę to samolubne a nawet wredne, ale chyba bliskie prawdy. Zarazem chyba jako jedyny nie widziałem babci gdy była już chora, gdy leżała w szpitalu i w mieszkaniu. Ominęło mnie to wszystko i mama twierdzi, że tak miało być... Ja miewam z tego powodu wyrzuty sumienia.

Niecały rok później, niecały rok po pogrzebie babcia mnie dotknęła gdy leżałem w Jej mieszkaniu w Puławach. Przytrzymała moją głowę i nie pozwoliła na Siebie spojrzeć. Po kilku sekundach wszystko wróciło do normy. Od tego czasu praktycznie na 100% wierzę w życie pozagrobowe.


2009.08.06 / Czwartek / 12:20 - Zapach kobiety

Powiadam wam, nie ma na świecie piękniejszego zapachu niż zapach kobiety. :)

Właśnie próbuję ochłonąć po wrażeniach wczorajszego popołudnia, wieczoru i nocy oraz dzisiejszego poranka. Dzisiaj spełniło się jedno z moich marzeń - gdy obudziłem się rano w łóżku, była przy mnie dziewczyna. :) To, że po uniesieniu zaspanych powiek ujrzałem dziewczynę, z którą poszedłem w nocy spać, to, że mogłem z zachwytem patrzeć przez kilkanaście minut jak śpi, jak oddycha, świadomość bliskości oraz możliwość wtulenia się w Jej włosy by poczuć Jej cudowny zapach było dla mnie prawdziwą rozkoszą. :) Proszę bardzo, marzenia jednak mogą się spełniać.

Spędziłem wczoraj i dzisiaj niezwykle przyjemne godziny z Tą, przy której moje serce szybciej bije, a oddech przyspiesza i bardzo za to spotkanie dziękuję. Oficjalną parą nadal nie jesteśmy, a czy kiedykolwiek będziemy? Gdyby to zależało tylko ode mnie... :) To kolejne marzenie, które może się równie dobrze spełnić jak i nie. Wolałbym tą pierwszą opcję, ale różnie w życiu bywa. W każdym razie tak jak teraz też jest bardzo dobrze.

Przy okazji wczoraj po raz pierwszy w życiu sam przygotowałem sobie frytki co uznaję za swoje niezwykłe wprost osiągnięcie. ;) Teraz będę mógł je sobie przygotowywać kiedy tylko będę chciał. Wiedziałem, że tylko kobieta może mieć na mnie dobry, niemal zbawienny wpływ. ;)

Nawąchałęm się, naprzytulałem, napatrzyłem i musi mi to wystarczyć na jakiś czas, przynajmniej do kolejnego spotkania.

Na zdjęciu widać mnie w Dęblinie przy dworcu PKP, dzisiaj rano. Autorka zdjęcia zawsze przechyla aparat na skos i po tym można poznać kto robił mi zdjęcie. :)

Przepraszam za to, że ten wpis jest taki natchniony, sam takich wpisów nie lubię, ale dzisiaj jestem w stanie spłodzić wyłącznie coś takiego. :) Poza tym to wszystko jest prawdziwe.


2009.08.05 / Środa / 11:43 - Znajomy widok

Przez Puławy właśnie przetoczyła się hałaśliwa pielgrzymka i mam nadzieję, że udała się w stronę Radomia bo za chwilę wybieram się busem do Borowej, tak po prostu, by się tam pokręcić, ponawiedzać niewinnych ludzi. ;)

Siostra pojechała więc na stole pojawiło się wino - to takie typowe. Pozostaje tylko pytanie czy będę to wino pił sam ze smutku, czy ktoś miły będzie mi towarzyszył i wtedy nie będzie smutno. :)

Tylko ciągle to wino i wino... Gdybym tak potrafił coś ugotować dla (nadal nie swojej) kobiety to byłoby coś. Umiejętność ugotowania czegoś smacznego jest podobno bardzo seksowną cechą mężczyzny. Tak słyszałem. Ja potrafię przyrządzić tylko kanapki z pasztetem. ;)


2009.08.04 / Wtorek / 17:13 - Tour de Puławy

Po raz pierwszy w życiu wybrałem się razem z siostrą na wycieczkę rowerową po okolicy Puław. Wcześniej zawsze coś stało na przeszkodzie, albo siostra się źle czuła, albo było zimno, albo po prostu nie chciało jej się jeździć. Dzisiaj na szczęście wszystko było w porządku więc ja wsiadłem na swój rower, siostra na swój i pojeździliśmy, najpierw po Puławach, a później kilkanaście kilometrów po okolicy, wzdłuż Wisły, przez miejscowość noszącą nazwę Łęka. Było bardzo, bardzo przyjemnie.

Mam nadzieję, że jutro naprawdę spotkam się z dziewczyną, za którą jestem stęskniony, że będzie chciała spędzić ze mną jak najwięcej czasu. W przeciwnym razie chyba załamię się psychicznie...


2009.08.04 / Wtorek / 12:19 - Pod opieką siostry

Siostra dzisiaj jednak nie jedzie do Truskawia tak jak planowała wcześniej więc pełnej wolności jeszcze nie mam. Na trasie PKP z Puław do Warszawy doszło do jakiegoś wypadku i siostra nie chce jechać skoro pociągi są opóźnione. Na szczęście ucieka stąd już jutro wcześnie rano dzięki czemu nareszcie zostanę sam, będę mógł robić wszystko, będę mógł tutaj zaprosić kogo tylko zechcę. Oby tylko zaproszenie naprawdę zostało przyjęte.

Siostra była tak dobra, że zrobiła mi odpowiednie zapasy jedzenia, które czeka teraz na mnie w lodówce, a nawet kupiła mi Ibuprom, 50 tabletek dzięki którym mój pobyt tutaj będzie bezbolesny. Podobno wraca tutaj w przyszłą środę.

Wino będę musiał kupić już sam. Czekam z niecierpliwością i tęsknotą na jutrzeszy dzień. :)


2009.08.03 / Poniedziałek / 13:22 - PKS Warszawa Zachodnia

W trzy godziny dostałem się do Puław, trasą przez Piaseczno, Górę Kalwarię i Kozienice, tą samą, którą już kilkukrotnie pokonywałęm rowerem. PKS to całkiem przyjemny sposób na dostanie się do Puław, jedynie dworzec Warszawa Zachodnia wygląda badziewnie, jak z czasów PRL. Zresztą tak samo jak wszystkie dworce PKP w Warszawie... W ogóle jacyś dziwni ludzie się po tym dworcu kręcą, tacy... Prowincjonalni. Fuj.

Na kierowców jadących od Góry Kalwarii do Piaseczna czekała dzisiaj niespotykana atrakcja - korek długości około pięciu kilometrów, któremu winna była poranna ulewa. Na szczęście w kierunku, w którym ja jechałem nie było takich problemów więc mogłem sobie oglądać ludzi gotujących się w samochodach po drugiej stronie. Ciekawy widok.

Siostra robi tu małe przemeblowanie, a ja chyba nie odejdę dzisiaj od laptopa. Od jutra zostaję sam. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to w środę i czwartek już nie będę sam co mnie bardzo cieszy. :)


"To było trochę później
Już miał przyjaciółkę Ewę
Mieszkali więc bez ślubu
I klepali słodką biedę"

T.Love "King"


2009.08.02 / Niedziela / 17:07 - Jutro wcześnie rano do Puław

Jednak stworzyłem nową notkę gdyż po wczorajszej rozmowie nastrój mi się bardzo poprawił. :) Tak jak pisałem - jestem całkowicie zależny od bliskich mi osób, a konkretniej od bliskiej mi dziewczyny. Innymi słowy jest dobrze wtedy gdy Ona po prostu jest. A jest. :)

Dzisiejsza niedziela mija mi na przygotowywaniu się do jutrzejszego wyjazdu PKSem do Puław. Nigdy jeszcze nie jechałem tam PKSem, po raz pierwszy więc wybiorę się w tym celu na Dworzec Zachodni i za jedyne 22 złote dotrę do celu mojej podróży. Będzie tanio ale niestety sporo dłużej niż pociągiem bo trzy godziny zamiast dwóch. Wstać będę musiał już około 3:00 w nocy. Świetnie.

Co prawda siostra jeszcze jutro nie opuszcza Puław tak jak myślałem, zostanie tam nieco dłużej, mam nadzieje, że najpóźniej do środy, gdyż właśnie wtedy zamierzam spotkać się z kimś kogo znam już niemal trzy miesiące. Dokładnie w piątek, 7 sierpnia minie trzeci miesiąc tej znajomości, z której jestem bardzo, bardzo zadowolony. :)

Spakowałem już torbę przygotowaną na wyjazd, włożyłem do niej wszystkie przedmioty, które przydadzą mi się na miejscu, ale okazało się, że większość moich ubrań aktualnie dopiero suszy sie na sznurku przed domem. Mam nadzieję, że do jutra wszystko się wysuszy bo jak mógłbym pojechać do Puław bez mojej koszulki Sonic Youth? :o

Zatem jeśli wszystko dobrze pójdzie to już jutro po 11:00 będę w Puławach. We wtorek w Lublinie będzie zakończenie trzeciego etapu Tour De Pologne więc może wybiorę się na tam i ulokuję gdzieś na Placu Litewskim by móc wszystko obserwować. Siostra pewnie nie zechce ze mną jechać... Zresztą pewnie nawet ja sam ostatecznie nie zechcę. :)

Wszystko pięknie, wszystko dobrze, gdyby tylko jeszcze ten ząb zechciał przestać mnie boleć.


"I know a secret or two about Goo
She won't mind if I tell you
She likes to wear green underwear
And lays down almost anywhere

She doesn't have nothing to do
And the boys say: "hey Goo what's new?"' hey Goo what's new?
My friend Goo just says: "Hey you"
My friend Goo just says: "Hey you""

Sonic Youth "My Friend Goo"


2009.08.01 / Sobota / 16:55 - Washing machine

Rozważałem dzisiaj wyjazd do Puław ale ostatecznie zdecydowałem się tam wybrać dopiero w środę lub w poniedziałek. Wolny czas spożytkowałem więc w inny sposób - na przykład myjąc swój rower, na którym i tak już prawie nie daje się jeździć bez wymiany kilku części, na które nie mam pieniędzy. Taka jest smutna prawda, bez pracy nie ma pieniędzy a bez pieniędzy nie ma... Niczego. Nawet zwykłe spotkanie z dziewczyną trudno jest bez pieniędzy zorganizować. Wniosek jest prosty - muszę iść do pracy.

Kolega proponował mi pracę w Zimbabwe, ale raczej się tam nie wybiorę mimo tego, że zarobiłbym sto tysięcy w sześć miesięcy.

Ostatnio nie chce mi się pisać PhotoBloga więc możliwe, że jutro nie pojawi się tu żadna notka... Tyle, że ja mam dosyć zmienny nastrój, zależny głównie nie ode mnie samego tylko od bliskich mi osób. Dzisiaj na przykład jestem w całkiem dobrym nastroju mimo ogólnego poczucia beznadziejności i samotności.

Cały czas odczuwam niezaspokojoną potrzebę jakże niewinnego przytulenia się do dziewczyny, do której tak bardzo chcę się przytulać. Może w Puławach będzie to możliwe...

Zakończę czymś pozytywnym - nie palę już prawie od miesiąca.