2009.12.31 / Czwartek / 16:03 - Podsumowanie roku 2009 part 2

Kontynuuję. :) Kolejnym ważnym wydarzeniem roku 2009 było moje rozpoczęcie palenia papierosów, co praktycznie skończyło się popadniecięm w nałóg. W tej chwili nie palę dopiero nieco ponad tydzień ale już ledwo to wytrzymuję i prawdopodobnie niedługo w kieszeni mojej kurtki znajdzie się kolejna paczka papierosów. Dlaczego zacząłem palić? Z bardzo głupiego lecz dosyć typowego powodu - bo dziewczyna, w której się zakochałem paliła. Działa to mniej więcej na takiej zasadzie, nawet do dzisiaj, że za każdym razem gdy palę papierosa czuję się tak jakbym ponownie był przy niej. Nie będę jednak tego wątku rozwijał bo znowu zrobi się z tego wszystkiego opisywanie moich chorych uczuć. ;) Bogu dzięki, że dziewczyna, w której się zakochałem nie ćpała bo w tej chwili pewnie byłbym już dworcowym ćpunem. ;)

Palę więc, a niekiedy także piję. Na szczęście nigdy jeszcze nie byłem pijany i mam nadzieję, że dzisiaj w pracy także się nie upiję tym co zamierzam tam zanieść. Kiedyś papierosy i alkohol uznawałem za zło totalne, teraz już nie mam na ten temat takiego zdania. Nie wiem czy to dobrze czy źle... Może po prostu normalnie.

W roku 2009 nastąpiło też moje odejście z pracy, na które czekałem trzy lata. Zapowiadałem to odejście od dawna aż w końcu się na nie zdecydowałem, chyba głównie za sprawą fatalnego samopoczucia psychicznego oraz fizycznego, z tym, że to fizyczne wynikało z bólu zęba, który ciągnął się przez kilka miesięcy. O tak, Ibuprom był w tym roku moim przyjacielem przez długi czas. W lipcu, po powrocie z uropu odszedłem więc z pracy na smsach, zrobiłem sobie dwumiesięczną, wspaniałą, doskonale na mnie wpływającą przerwę i we wrześniu pomaszerowałem do nowej pracy, w której zrozumiałem, że poprzednia wcale nie była taka zła. Pod koniec września wróciłem więc do swojej byłej firmy i do dzisiaj w niej siedzę nie planując już odejścia w najbliższym czasie.

We wrześniu zdecydowałem się też na robienie prawa jazdy i sam nie wiem co spowodowało, że się tego podjąłem. Chyba stało się tak za sprawą Przyjaciółki gdyż uznałem, że skoro ona może robić prawo jazdy to czemu ja miałbym nie spróbować. Do dzisiaj oboje prawka nie zrobiliśmy, ale za rok, za dwa... ;)

Na studia w tym roku jeszcze nie poszedłem, choć ciężko stwierdzić dlaczego tak z tym zwlekam. Z lenistwa czy z głupoty? Nadal nie wiem na jaki kierunek będę się decydował iść w roku 2010 ale może jeszcze jakiś dobry pomysł wpadnie mi do głowy... Po roku lub dwóch latach okaże się on złym pomysłem i będę musiał ten kierunek zmienić. ;)

Cholera, wspominam to wszystko i uznaję, że nie było tak źle przez cały ten rok. Gdybym miał wybór i jutro mógłbym wkroczyć ponownie w rok 2009 zamiast 2010 to bardzo chciałbym to wszystko przeżyć jeszcze raz. Był to taki rok, który mógłbym przeżywać na okrągło, bez końca, jak dobry film, który ma się ochotę obejrzeć jeszcze raz mimo tego, że już się go dobrze zna. Wydarzyło się więcej dobrego niż złego, a nawet jeśli coś było złe to ja i tak potrafię czerpać z tego jakąś chorą radość... Może po prostu lubię cierpieć.

Ten rok był pierwszym rokiem w moim życiu, który miał jakiś konkretny smak. Najgorzej jest żyć tak, że się tego życia nie czuje, na szczęście w tym roku coś takiego mnie ominęło... Dziękuję wszystkim osobom, które przyczyniły się do tego, że w roku 2009 naprawdę żyłem.

Ten rok był też pierwszym rokiem mojego życia, który w całości opisałem na photoblogu i myślę, że tak będzie już zawsze... Już chyba nawet nie potrafiłbym bez tego normalnie funkcjonować, tak jak bez papierosów. Dzięki photoblogowi mogę w pewnym sensie powracać do wszystkich tych wydarzeń po prostu o nich czytając.

Na dworze słyszę już próbne wybuchy fajerwerków, za chwilę umyję się, ubiorę i pójdę do pracy by właśnie tam przywitać nadchodzący rok 2010. Życzę Wam wszystkim, czytającym te wywody, żebyście czuli w nowym roku, że naprawdę żyjecie i żebyście cieszyli się każdą mijającą chwilą. Nawet jutrzejszym kacem.


2009.12.31 / Czwartek / 15:34 - Podsumowanie roku 2009 part 1

Kontynuuję swoją tradycję oznaczania każdego roku, który przeżyłem, przy pomocy kasztanka, będącego obiektem znalezionym. Akurat ten marny okaz znalazłem we wrześniu na Żoliborzu, tuż przy Placu Wilsona podczas spaceru z Przyjaciółką. Uznawszy, że będzie on się nadawał do mojego celu szybkim ruchem wsunąłem go do kieszeni i tym sposobem stał się on moim niewolnikiem do końca mojego życia. ;) Kasztanek jest dosyć dziwny i wygląda w zasadzie jak pół kasztanka dzięki czemu dobrze odzwierciedla miniony rok, w którym wszystko udało mi się w połowie - w połowie spełniona miłość, w połowie udana zmiany pracy na inną, odbycie zaledwie połowy kursu na prawo jazdy... :)

Bez owijania w bawełnę mogę napisać, że najważniejszym tegorocznym wydarzeniem w moim życiu była utrata mojego dobrze zachowanego dziewictwa. Jako człowiek opóźniony o dziesięć lat niemal pod każdym względem przestałem być prawiczkiem w wieku 26 lat. I tak nieźle jak na dziwaka. Co więcej w tym roku przeżyłem swój pierwszy pocałunek więc sytuacja jest, a raczej była, jeszcze bardziej nienormalna. :) Czy dzięki temu coś się we mnie zmieniło? Powiedziałbym, że zdecydowanie tak... W połowie oczywiście. ;)

Ogólnie uznaję ten rok za najważniejszy w swoim, ni to krótkim ni to długim, życiu. Opisując w sposób lekko ezoteryczny, najwięcej działo się w sferze uczuciowej. W nowy rok wszedłem mając jeden konkretny cel, jedno konkretne marzenie a może obsesję dotyczące jednej konkretnej dziewczyny, o której wiedziałem, że po rozstaniu z chłopakiem jest tymczasowo wolna, którą uznawałem wtedy za ideał. Tym marzeniem była chęć zbliżenia się do niej i w pod koniec stycznia, nie za moją sprawą, dowiedziała się ona o tym, że jestem nią zauroczony. Zaczęliśmy rozmawiać przez internet, poznawać się i w połowie lutego spotkaliśmy się, nie po raz pierwszy bo już pół roku wcześniej widzieliśmy się na żywo. Spotykaliśmy się w ciągu tego lutowego tygodnia codziennie i był to najpiękniejszy tydzień mojego życia. Następnie wszystko szybko zaczęło przyjmować dziwną formę, dziewczyna najwidoczniej chciała wrócić do byłego chłopaka ale zarazem zachowywała się tak jakby miała poważne plany wobec mnie. Zapanował chaos, z jednej strony było niezwykle przyjemnie, z drugiej zupełnie beznadziejnie. Najgorsze było to, że cały czas musiałem żyć ze świadomością, że w maju pojedzie ona do swojego byłego chłopaka na kilka dni. W zasadzie wiedziałem więc, że w maju nastąpi koniec i tak też się stało. Jeszcze pod koniec kwietnia zacząłem się zachowywać totalnie idiotycznie co doprowadziło do tego, że dzisiaj nie jesteśmy już nawet przyjaciółmi, w ogóle nie utrzymujemy ze sobą kontaktu i nie chciałbym żebyśmy się jeszcze kiedykolwiek spotkali.

Zastanawiałem się jak poradzę sobie z samotnością, którą zacząłem odczuwać w maju lecz właśnie wtedy poprzez internet poznałem inną dziewczynę, która dzisiaj jest moją najlepszą przyjaciółką. To dzięki niej nie tylko nie czułem się samotny ale spędziłem naprawdę niezwykle przyjemne dni za każdym razem gdy się spotykaliśmy. Z żadną inną dziewczyną nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z nią i z żadną inną tak dobrze się nie czułem. Widocznie jestem bardzo kochliwy bo po dwóch miesiącach uznałem, że jestem w niej zakochany lecz ostatecznie i tak nie jesteśmy razem, z różnych powodów... Najważniejszym jest chyba to, że zwyczajnie Przyjaciółka chce być wyłącznie przyjaciółką... Nie potrafi mnie ona pokochać choć podobno bardzo mnie lubi. :) A może ja popełniłem jakiś błąd.

Podobały mi się też inne dziewczyny, ale mogę o nich napisać właśnie tyle - podobały mi się, nic więcej. Zostały moimi wirtualnymi bądź realnymi koleżankami i nie sądzę aby w przyszłości, z którąś z nich miało mnie łączyć coś szczególnego.

Rok się kończy a ja nadal jestem samotnym mężczyzną... Chyba mogę się nazywać mężczyzną, mogę twierdzić, że nie jestem już chłopcem, którym jeszcze rok temu byłem. Mam teraz inne podejście do kobiet, do uczuć, tylko, że moim problemem jest właśnie brak odpowiedniej kobiety, z którą mógłbym wreszcie zacząć coś budować. Może poznam taką w roku 2010, a może nie. Wybieram się na studia, na których będzie sporo dziewczyn młodszych ode mnie więc może tam się spotkamy, a może w pracy... W każdym razie internet już odrzuciłem jako medium pozwalające na poznawanie nowych ludzi. Wolę rzeczywistość, wolę patrzeć w oczy dziewczynie, którą poznaje niż tylko czytać jej myśli przelane na ekran monitora.

W tym momencie zauważam, że tak się rozpisałem na temat uczuć, że już nie zmieści się to co chcę napisać o innych sferach swojego żywota. :) CDN.


2009.12.30 / Środa / 11:58 - Zajebali mi ukochaną

Nie byłem w stanie dodawać wpisów przez ostatnie dwa dni gdyż byłem zbyt rozemocjonowany, praktycznie zmasakrowany psychicznie tym co się wydarzyło. ;) Takiej tragedii nie przeżyłem jeszcze nigdy w życiu, miała ona miejsce dwa dni temu, w poniedziałek. Cholera wie, o której godzinie do niej doszło ale ja o wszystkim dowiedziałem się po 17:00, gdy skończyłem w pracy bardzo męczący dyżur na ezoteryce. Poszedłem jak zwykle do wieszaka, na którym zawsze wieszałem swoją ukochaną kurtkę i niestety z przerażeniem stwierdziłem, że ktoś się nie bał i dokonał jej zajebania. :/

Większość pracowników w naszej firmie nie słucha zaleceń przełożonych i trzyma kurtki przy sobie, ja jednak byłem lizusem i pragnąłem postępować tak jak mówią supervisorzy - kurtkę wieszałem więc na wieszaku na kortytarzu skąd każdy bez większego problemu może ją sobie wziąć. W poniedziałek o 17:00 znalazłem się więc w krytycznej sytuacji - właśnie spadł śnieg, było około -5 stopni, a ja do domu mam zdecydowanie daleko. Rozważyłem szybko wszystkie możliwości i wybrałem chyba najsensowniejszą - pożyczyłem od supervisora jego kurtkę by móc udać się na zakupy do Arkadii. Tam poszukiwałem takiej samej jaką miałem wcześniej, firmy Diverse, z futerkiem na kołnierzu, lecz niestety w Diverse już takich nie mają, sprzedają tylko jakiś hip-hopowy szajs, musiałem więc zdecydować się na inną kurtkę z innego sklepu (Cubus), gorszą od poprzedniej mimo tego, że kosztującą więcej. Całe szczęście, że jest już po świętach i mamy promocje bo inaczej zapłaciłbym za nią grubo ponad trzy stówy.

Tym sposobem straciłem jedną z tych rzeczy, z których byłem najbardziej zadowolony, praktycznie był to najlepszy zakup jakiego dokonałem w życiu i chwaliłem tą kurtkę przy każdej możliwej okazji, żałowałem nawet, że nie nabyłem od razu dwóch sztuk. Widocznie była zbyt fajna skoro złodziej zdecydował się wybrac właśnie moją spośród kilkunastu, które wtedy wisiały na korytarzu. :/ Była dla mnie bezcenna, miała wartość sentymetnalną, kupiłem ją w lutym tego roku by wyglądać jak człowiek podczas moich spotkań z Dorotą. ;) Na szczęście prezes naszej firmy to bardzo miły człowiek i wczoraj powiedział, że do grudniowej wypłaty doliczy mi wartość skradzionej kurtki, a nawet wartość zestawu słuchawkowego do telefonu, który to zestaw zostawiłem w kieszeni kurtki (złodziej pewnie ucieszył się z takiego bonusa).

Początkowo supervisorzy myśleli, że może ktoś przypadkowo wyszedł w mojej kurtce, zostawiająć swoją w firmie. Obdzwonili więc wszystkie osoby które kończyły pracę przede mną, lecz niestety nie przyniosło to żadnego rezultatu. Stało się jasne, że padłem ofiarą złodziejstwa. Taki sam przypadek mieliśmy w poprzedniej siedzibie czyli w budynku Radia Zet. Doszło tam zresztą do kilku innych kradzieży... Nie spodziewałem się jednak, że dosięgnie to także mnie. Zresztą człowiek nigdy się niespodziewa, że coś złego spotka właśnie jego.

Co prawda na wieszaku została jedna kurtka, podobna do mojej, która zdawała się nie mieć właściciela, sądziliśmy więc, że to kurtka osoby, która pomyłkowo wyszła w mojej. Już miałem się w niej wybrać do domu, mimo tego, że była to kurtka damska, zdecydowanie zbyt mała na mnie, gdy nagle jej właścicielka się znalazła. Całe szczęście, że nie wróciłem w niej do domu bo koleżanka skończyłąby dyżur o 1:00 w nocy i stwierdziłaby wtedy, że jej zimowe okrycie gdzieś wyparowało... :) Miałaby jeszcze większy problem ode mnie.

Będę teraz lepiej pilnował swoich rzeczy - nawet wychodząc do ubikacji staram się zabierać ze sobą wszystko co cenne. Ech, ech, ech... Takie chujkowe wydarzenie na koniec roku.

Jeśli ktoś przypadkiem posiada taką kurtkę jaką miałem i jaka widnieje na wielu poprzednich zdjęciach to chętnie ją odkupię. Rozmiar M. :) A może wkrótce złodziej wystawi moją kurtkę na Allegro to sam sobie ją od niego kupię...


2009.12.26 / Sobota / 20:11 - Płyty zakupione w roku 2009

Równa pięćdziesiątka. Ładnie wyglądają ułożone w ten sposób, w kolejności w jakiej je nabywałem. Lewy górny róg to styczeń, środek to lipiec, prawy dolny róg to grudzień. Patrzę na nie i przypominają mi się dni, w których je kupowałem, i w których się w nie wsłuchiwałem po raz pierwszy. Zdecydowanym tegorocznym faworytem jest oczywiście zespół Sonic Youth, który pokochałem dopiero wtedy gdy zobaczyłem z nimi wywiad, i którego dyskografię niemal zupełnie skompletowałem, jednak mianem najlepszej płyty wydanej w roku 2009 śmiem nazwać album "Junior" zespołu Royksopp. Za każdym razem słucham go z takim samym zachwytem.

Rok 2009 był rokiem, w którym moi muzyczni idole tacy jak Tori Amos, Yeah Yeah Yeahs, Marilyn Manson, Renata Przemyk, Hey czy Sonic Youth nagrali nowe płyty i w zasadzie są to płyty udane, choć bez większych rewelacji, ale wiadomo - artyści się starzeją i zazwyczaj nie wychodzi im to na dobre, powoli tracą to co sprawiło, że uznałem ich za idoli. Pozytywnie zaskoczyła mnie Renata Przemyk, którą już spisałem na straty, negatywnie za to zaskoczył mnie zespoł Hey, choć przyznaję, że teraz, po koncercie i po około dwudziestu przesłuchaniach całej płyty nawet ją polubiłem i doceniłem. Za najlepszy debiut roku 2009 uznaję La Roux, za najlepszy utwór roku 2009 "Heads will roll" Yeah Yeah Yeahs. Najsłabszą zakupioną przeze mnie płytą jest "Sun Machine" zespołu Myslovitz.

Ze wszystkich utworów znajdujących się na tych albumach szczególne znaczenie ma dla mnie piosenka "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć" Kasi Nosowskiej, której słuchałem zawsze w Puławach, w drodze na dworzec PKP, gdy w kwietniu jeździłem stamtąd do Warszawy każdego dnia. Już zawsze będzie mi się ona kojarzyć z tym okresem mojego życia gdy byłem zakochany w pewnej bardzo ważnej dla mnie dziewczynie, z okresem przyjemnym ale zarazem bardzo trudnym. Sporo miałem takich trudnych momentów w tym roku i wtedy najbardziej pomagała mi właśnie muzyka oraz oczywiście... Papierosy. To był dla mnie rok miłości spełnionej i niespełnionej zarazem, czyli chyba najgorszej jaka może człowieka spotkać.

"Song to the siren" zespołu This Mortal Coil. Jeszcze ten utwór zawsze będzie mi o tym wszystkim przypominał.

Fajne jest to, że do każdej dziewczyny, do której coś czułem mogę dopasować konkretnych wykonawców i konkretne utwory, które zawsze będą mi się z nimi kojarzyć. Nick Cave and The Bad Seeds do jednej, Renatę Przemyk do drugiej i Maanam do trzeciej... Czasami wydaje mi się, że muzyka nabiera prawdziwego znaczenia dopiero wtedy gdy człowiek jest zakochany...

Miała być notka o muzyce a jak zwykle zrobiła się z tego notka o miłości. Może muzyka i miłość to jedno, a może po prostu jestem pojebanym romantykiem.

Bez muzyki ciężko byłoby żyć... Prawdopodobnie bym bez niej oszalał. Chwała Bogu za to, że posiadam coś takiego jak słuch.

Jest jeszcze jedna piosenka, której nie ma na żadnej płycie, mam ją jednak w swoim odtwarzaczu mp3 i prawdopodobnie nigdy jej stamtąd nie skasuję. Zaśpiewana specjalnie dla mnie, zagrana na gitarze, którą kupiłem w styczniu tego roku, nagrana moim telefonem komórkowym w mieszkaniu w Puławach, w ważnym dla mnie dniu - "Nie płacz Ewka". Taki mój prywatny skarb.


"A brudne łona kobiet złych
Istotą poezji w mig stają się"

Kasia Nosowska "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć"


2009.12.26 / Sobota / 15:56 - Święta w domu

Dzisiaj mam jeden z niewielu dni wolnych - pracuję teraz po sześć dni w tygodniu, sam nie wiem po co i dlaczego... Jakoś tak wyszło, takie podałem dyspozycje.

W domu rodzina w komplecie lecz każdy znajduje się w osobnym pokoju, poza rodzicami, którzy w tej właśnie chwili tkwią przed telewizorem na dole. Ja słucham Edyty Bartosiewicz i próbuję zabrać się za pisanie standardówek potrzebnych mi do pracy... Zabieram się za to już chyba od roku więc nie sądzę żeby akurat dzisiaj miało mi się udać.

Podoba mi się podoga podczas tegorocznych świąt - ciepło jak na wiosnę.

Ogólnie jest trochę nudnawo... Dla zabawy zgolę sobie brodę.


2009.12.25 / Piątek / 23:24 - Święta w pracy

Dzisiaj dla odmiany będę nieobecny na zdjęciu gdyż, jak już wspominałem wcześniej, moja twarz została zaatakowana przez pryszcze. Kiedyś w końcu wybiorę się do dermatologa i może on znajdzie na nie jakiś dobry sposób... Podobno najpierw dermatolog robi wymaz, zastanawiam się tylko czego jest to wymaz...

W każdym razie na zdjęciu uwieczniłem koleżankę obecną także na wczorajszej fotce. Koleżanka z okazji świąt ubrała się efektownie więc poprosiłem ją o zapozowanie do kolejnego zdjęcia. Ktoś mógłby tutaj zaprotestować, że ubiór koleżanki nie jest ani trochę efektowny, jednak dla mnie mimo wszystko taki jest i będę się tego trzymał nawet jeśli świadczy to tylko o tym, że mam spaczony gust. ;P

Ostatnio jestem dziwnie pobudzony, sam nie wiem czy z powodu braku papierosów czy z powodu braku kobiety. Moje dawne zasady dotyczące sfery uczuciowo-seksualnej jakby popadły w zapomnienie i o ile kiedyś uważałem, że całować się lub iść do łóżka można tylko z kimś kogo się kocha to teraz zgodziłbym się z tym, że w niezobowiązującym seksie nie ma niczego złego. Nie bez powodu poruszam tutaj ten temat ale właściwie skoro mamy święta to może lepiej nie będę go rozwijał bo jakoś nie pasuje on do obecnego nastroju...

W ogóle musiałbym się zastanowić czy ja jeszcze wierzę w miłość i byłbym zdolny się tak naprawdę zakochać. Ale ten temat też sobie odpuszczę bo jest nudny...

Pragnę jeszcze zwrócić uwagę na gustowne wycinanki w kształcie płatków śniegu, którymi zostały przyozdobione okna a naszym centrum operatorskim. Pracownicy mogą się dzięki nim poczuć jak dzieci w przedszkolu...

Jutro mam dzień wolny.


2009.12.24 / Czwartek / 22:36 - Wigilia 2009 spędzona w pracy

W tym roku dyżur w pracy wypadł mi w dosyć niefortunnych godzinach - od 12:00 do 20:00 - co spowodowało, że po raz pierwszy w życiu nie siadłem z rodziną przy stole w ten szczególny wieczór. Nawet jeśli w poprzednich latach siadałem przy stole zaledwie na pół godziny to jednak zawsze było to dosyć znaczące. W tym roku Wigilia praktycznie mnie ominęła, nie było jej...

Byłem za to w pracy, gdzie w kilkuosobowym gronie odpisywałem na smsy zboczków bo dzisiaj trafiła mi się rozrywka. Ruch był spory i dopiero około 17:30, zgodnie z oczekiwaniami, klienci przestali pisać. Ogólnie było znośnie, nie tak fatalnie jak rok temu gdy zboczeńcy dosłownie mnie zasypali.

Na zdjęciu, obok elementu stale obecnego na moim blogu, czyli mnie samego, koleżanka nosząca w pracy imię Marcela, która wygląda zawsze tak jakby była naćpana lub pijana, choć to tylko pozory (tak mi się przynajmniej wydaje). Już od ponad tygodnia siedzę obok niej na każdym dyżurze i mogę napisać, że po prostu ją lubię. Jutro będę pałaszował zrobione przez nią ciasto o ile nie wykryję w nim składników, które uznaję za niejadalne. :) Dobrze, że na tym zdjęciu nie widać mojego wielkiego pryszcza, który ostatnio zaatakował moją twarz. Jest to zdecydowanie największy pryszcz jakiego kiedykolwiek wyhodowałem i zapewne powstał on w efekcie objadania się świństwami takimi jak chipsy i batoniki podczas mojej ostatniej wizyty u siostry. Powinien zniknąć za jakiś tydzień... :/

Wszystkim, którym nie złożyłem dzisiaj życzeń przez smsa lub przez gadu gadu, wszystkim czytelnikom i czytelniczkom mojego bloga życzę spełnienia marzeń. Zarazem zaznaczam, że niespełnione marzenia mają niekiedy o wiele większą wartość. ;)


2009.12.22 / Wtorek / 21:25 - Wyjątkowo krótka notka

Powróciłem do domu... Koniec notki.


2009.12.21 / Poniedziałek / 13:30 - Puławy przysypane śniegiem

Wczorajszy dzień spędziłem tak jak planowałem - nie opuszczając mieszkania, siedząc przed laptopem lub leżąc przed telewizorem... Dzisiejszy spędzam podobnie z tą różnicą, że jednak musiałem pochodzić trochę po Puławach choćby po to by zrobić niewielkie zakupy. Spacerowanie w taką pogodę nie należy do przyjemności więc jak najszybciej powróciłem na osiedle Czartoryskich i najchętniej już bym tu pozostał, ale czeka mnie jeszcze jeden spacerek - na cmentarz. Chyba wybiorę się tam już za chwilę...

Widok Puław zasypanych śniegiem spowodował, że powróciły pewne wspomnienia... Mam na myśli te sprzed niemal roku oczywiście. Automatycznie pojawiła się u mnie chęć zapalenia papieroska ale jednak spróbuję się powstrzymać przed kupnem kolejnej paczki.

Be strong Michał, be strong.


2009.12.20 / Niedziela / 11:41 - Puławska amnezja

Wczorajsze wielkie zakupy przedświąteczne, na których byłem wraz z siostrą, wcale nie były takie wielkie - zapełniliśmy raptem jeden wóżek sklepowy w Stokrotce. We wtorek po południu będziemy musieli się zabrać z tym wszystkim do Truskawia i do tego celu wykorzystamy puławską taksówkę, PKP, warszawskie metro, ZTM, a przede wszystkim własne nogi.

Póki co nadal siedzę w ciepłym mieszkaniu siostry, ogrzewam swoje zazwyczaj zmarznięte kości i cieszę się szybkim łączem internetowym. Dzisiaj nie planuję opuszczać czterech scian ale jutro pewnie pochodzę trochę po sklepach i przejdę się na cmentarz do babci i dziadka. Już od kilku lat planuję zakup prezentów świątecznych dla całej rodziny ale jakoś nigdy jeszcze tego planu nie zrealizowałem... Nie tylko z powodu braku pieniędzy.

Zastanawia mnie tylko jedno - czemu podczas wczorajszego spotkania z Owcą tak się dziwiłem gdy usłyszałem, że ma ona siostrę? Widocznie alkohol powoduje u mnie amnezję. Muszę uważać. ;)


2009.12.19 / Sobota / 17:28 - Przedświątecznie w Puławach

Wszystko dzisiaj ułożyło się bardzo korzystnie - w ogóle nie pracowałem ponieważ supervisor wypuścił mnie anulując mi dyżur ze względu na mały ruch. Widocznie klienci mają przed świętami ciekawsze zajęcia niż pisanie do wróżek lub po prostu nie mają już pieniędzy. Poszedłem więc szybko na Dworzec Centralny, dokonałem zakupu biletu za starą cenę 32 złotych i o 9:30 wyruszyłem z Warszawy, choć pociąg planowo miał odjechać o 9:15. Po 11:00 na puławskim peronie przywitała mnie niezawodna siostra.

Przed chwilą wróciłem z krótkiego spotkania z Owcą, które odbyło się w Galerii Zielonej. Owca jak zwykle gnała gdzieś do przodu, szukała produktów, które mogłyby zaspokoić jej wysublimowany gust, a ja z trudem dotrzymywałem jej kroku, choć dzisiaj akurat moje spowolnienie reakcji mogło być uzasadnione stanem lekkiego upojenia alkoholowego. Siostra poczęstowała mnie bowiem winem zmieszanym z wódką, po którym to specyfiku poczułem się bardzo interesująco.

Za chwilę idziemy na wielkie zakupy świąteczne. Adios.


2009.12.18 / Piątek / 17:13 - Arbeit macht frei

Miał to być dla mnie tydzień ciężkiej harówy a zamiast tego mam tydzień względnego luzu. W środę wyszedłem po siedmiu godzinach, w czwartek po sześciu a dzisiaj już po trzech. Dokładnie tyle powinno się pracować aby się nie przepracować. :)

Jeśli mowa o pracy to moja Przyjaciółka rozpoczyna od stycznia karierę w Warszawie, w branży zbliżonej do mojej - call center. Życzę jej powodzenia chociaż osobiście uważam, że na smsach lepiej by się sprawdziła. Póki co wspólne wynajęcie z nią mieszkania w Warszawie raczej mnie nie interesuje bo wygodniej żyje mi się tutaj w lesie, gdzie po powrocie z pracy zawsze czeka na mnie obiadek przygotowany przez mamę. ;P

Zimno, zimno, jeszcze zimniej ale wciaż żyję. Przynajmniej słoneczko świeci. Jutro po pracy udaję się do mojego alternatywnego miejsca zamieszkania - do Puław. ;)


2009.12.18 / Piątek / 06:11 - Zasypana Miedziana

Zimna nie lubię ale muszę przyznać, że Warszawa zasypana białym puchem prezentuje się całkiem ładnie, rzekłbym - malowniczo, lub raczej fotogenicznie. Na zdjęciu oczywiście ulica Miedziana.

Ludzie wczoraj podobno utknęli w korkach, pospóźniali się do pracy, mieli kłopoty z powrotem do domu, ulice były nieodśnieżone ale ja się tym wszystkim nie przejmowałem bo jeszcze nie jeżdżę samochodem. Zresztą w taką pogodę i tak nie korzystałbym z prywatnego samochodu. Szkoda tylko, że metro staje się ostatnio coraz wolniejsze, coraz łatwiej się zamula i bywa tak, że na jednej stacji stoi się po pięć minut. Lipa trochę. Przydałaby się już druga linia metra bo mógłbym nią jeździć pod samą firmę ale niestety przyjedzie mi na nią jeszcze trochę poczekać. Ma być gotowa za jakieś cztery lata. Czy wtedy nadal będę pracował jako operator sms? ;) Wątpię. Chociaż w zasadzie wszystko jest możliwe...


2009.12.17 / Czwartek / 17:49 - Świąteczny grafik

Zdeczko podobny do Marka Niedźwiedzkiego jestem na tym zdjęciu. Zapuściłbym sobie wąsy i wyglądałbym prawie zupełnie jak on. To podobno wrażliwy facet, jak ja... ;)

Dzisiaj z pracy zostałem wypuszczony jeszcze wcześniej niż wczoraj, po sześciu godzinach. Wywieszono już świąteczny grafik więc zapoznałem się z nim i przyznaję, że właściwie mi się on podoba, głównie dlatego, że spędzę w pracy Sylwestra, dzięki czemu zarobię fortunę. Jedynie w Wigilię będzie trochę nie ten teges, bo do pracy idę na 12:00, a w domu będę z powrotem około 22:00. Podobno rodzina ma na mnie czekać z opłatkiem i dopiero gdy powrócę to wszyscy się nim podzielimy i pożyczymy sobie tego co zwykle.

Śniegu dosypało zdrowo i właśnie dzisiaj, jadąc zatłoczonym autobusem przez Izabelin, po raz pierwszy w tym roku poczułem świąteczny nastrój. :) Choinka by się przydała ale jak zwykle czekamy z tym na siostrę, bo sami nie lubimy jej rozkładać. Siostra zapewne uwielbia.

Ezoteryka ostatnio zaczyna mi sprawiać przyjemność i powoli zdobywam więdzę na temat przeklętego Tarota oraz innych plugastw. Dokonuję rozkładu kart w układzie zwanym siódemką ponieważ siódemka to magiczna liczba... A może dlatego, że innego układu nie znam. ;) Ale pierdolenie. :P

Gdy klient zapytał mnie dzisiaj co symbolizuje karta nosząca wdzięczną nazwę Głupiec zapragnąłem udzielić mu tylko jednej odpowiedzi - ciebie imbecylu. ;D


2009.12.16 / Środa / 18:32 - Zimne powietrze ze wschodu

Tak wygląda teraz moja codzienna droga do pracy. Nie wysiadam już na stacji Metro Świętokrzyska tylko jadę o jedną stację dalej, do samego Centum i do firmy chodzę przez Dworzec Centralny, a czynię to z bardzo prostego powodu - tam jest cieplej. Nie lubię mrozów i nie polubię jeśli przez resztę życia będę miał tak słabe krążenie krwi jak obecnie.

Ogólnie to nie chce mi się pisać niczego na blogu co zapewne widać... Mogę jeszcze tylko wspomnieć, że dzisiaj w pracy był luz dzięki wyszedłem godzinę wcześniej. Mogę też skrytykować cholerne PKP za podniesienie cen biletów i wprowadzenie konieczności rezerwowania miejsc w pociągu, nie wspominając już o zmianie rozkładu. Dotychczas płaciłem 31 złotych za dojechanie z Dworca Centralnego do Puław. Obecnie będę płacił 34 złote.

Do dupy. Lepiej znajdę jakiś alternatywny transport typu bus lub po prostu PKS. Tyle, że PKS ma fatalny rozkład jazdy... Tymczasem do Puław jadę już w sobotę po pracy. Siostra już ubrała choinkę i ozdobiła mieszkanie więc może poczuję wreszcie świąteczny nastrój.

Zabawnie wygląda ostatnio punkt odbioru towaru należący do sklepu internetowego Merlin.pl. Ludzie masowo kupują prezenty więc kolejka nie mieści się w środku i sięga aż na zewnątrz. Ludzie stoją i marzną, na odebranie towaru takiego jak zwykła płyta cd czeka się około 20 minut. Wiem, bo musiałem odebrać najnowszą płytę Garou dla siostry oraz Nine Inch Nails dla siebie. To pewnie ostatnia płyta, którą kupiłem w tym roku. Ogólnie od stycznia nabyłem 49 płyt czyli o połowę mnej niż w roku poprzednim.

Czy nikt nie chce otrzymać szczeniaczka? Bo moja piękna koleżanka z pracy ma takich sześć do oddania, rasa foksterier szorstkowłosy. Proponowałem mamie żebyśmy jednego wzięli by Kajtek miał kumpla ale niestety mama nie chciała się zgodzić... ;) Oznacza to, że nie pojadę do koleżanki po odbiór pieska. ;(


"I want to know everything
I want to be everywhere
I want to fuck everyone in the world
I want to do something that matters"

Nine Inch Nails "I do not want this"


2009.12.14 / Poniedziałek / 22:38 - Tydzień harówy

Przede mną pięć ciężkich dni na ezoteryce. Standardówek oczywiście nie napisałem bo w domu nigdy nie chce mi się zajmować tym co jest mi potrzebne do pracy. Zajmę się nimi jutro przed dyżurem... Albo wcale.

Dzisiaj wreszcie spadł śnieg, na razie niewielki ale zapewne będzie go coraz więcej i więcej aż w końcu na święta nastrój będziemy mieli... Świąteczny. ;) W każdym razie ma być zimno a nawet bardzo zimno i to akurat wtedy gdy będę jechał do Puław - pod koniec tygodnia.


2009.12.12 / Sobota / 21:36 - Kasia Nosowska we własnej osobie

Na koniec tego długiego, sennego i w zasadzie nudnego, wolnego dnia zamieszczam kolejne zdjęcie z wczorajszego wieczoru. Przyjemnie ogląda się koncert gdy stoi się tuż przy samej scenie. Jedynie uszy zmuszone są wtedy przyjąć nieco zbyt dużą dawkę decybeli, ale nie było źle, jakieś 30 minut po koncercie zacząłem słyszeć w miarę normalnie. :)

Za dużo zdjęć dzisiaj wrzuciłem, chyba zrobię sobie teraz kilkudniową przerwę...


2009.12.12 / Sobota / 17:45 - After afterparty

Wykorzystam to, że mam obecnie konto PRO na photoblogu i mogę dodawać więcej niż dwa zdjęcia dziennie i zamieszczę tutaj trzecią fotę, choć pisać i tak nie mam o czym. To już 750 zdjęcie na moim blogu - zrobione dzisiaj około 1:20 w nocy, na stacji metra Młociny, czyli stacji końcowej lub początkowej, zależy skąd dokąd się podąża.

Oglądam właśnie rewelacyjny koncert Portishead na dvd i doszedłem do wniosku, że Klaudia jest trochę podobna do Beth Gibbons - ten sam typ. W ogóle ostatnio moje upodobania chyba się zmieniły i ogólnie mogę powiedzieć, że jestem mężczyzną wolącym blondynki. ;)

Ale miałem już nie pisać o kobietach...

Jutro praca, pojutrze znowu wolne.


2009.12.12 / Sobota / 12:32 - Afterparty

To zdjęcie jest jakieś dziwne... :) W zasadzie na temat wczorajszego koncertu nie mam już nic więcej do dodania bo wszystko co miałem napisac, napisałem wczoraj, a raczej dzisiaj rano. :)

Moje relacje z panną Klaudią pozostaną raczej relacjami koleżeńskimi mimo tego, że wczoraj zachowywałem się niezupełnie jak kolega, tylko jak ktoś więcej, lecz było to spowodowane zapewne tym, że Klaudia to bardzo zgrabna dziewczyna... Chyba trochę mnie poniosło, ale już ochłonąłem. :P Trzymanie rąk przy sobie nie jest łatwe. ;)

Dzisiejszy dzień najwidoczniej przesiedzę przed komputerem i jeśli dobrze pójdzie to nawet zabiorę się za przygotowywanie tego co miałem przygotować do pracy... Ale nic nie wskazuje na to by miało dobrze pójść. Zbyt intensywne rozmyślanie o sferze uczuciowej (czytaj - o koleżance z pracy) wywołało u mnie chęć zapalenia papierosa i niechęć do robienia czegokolwiek.

Innymi słowy - trochę rozbity ostatnio jestem. Też mi nowość... ;)

Aha, miałem już nie pisać o dziewczynach. No tak.


2009.12.12 / Sobota / 02:56 - 4 godziny po koncercie Hey

Na wstępie powinienem podziękować widocznej na zdjęciu pannie Klaudii za to, że zechciała spędzić ze mną ten wieczór dzięki czemu nie musiałem na koncercie stać sam jak kołek, jak to bywało wcześniej. Tyle, że wcześniej na koncertach nie stałem lecz siedziałem, a czy można siedzieć jak kołek? ;)

Koncert oficjalnie zaczynał się o 19:30 więc myślałem, że w domu będę jeszcze przed północą, ale wróciłem dopiero przed chwilą, o 2:30, nocnym autobusem, na który czekałem 45 minut. :) Zanim na scenie pojawiła się Kasia Nosowska z zespołem, mieliśmy okazję obejrzeć występ dwóch zespołów supportujących - Lov oraz Muzykoterapia. Szczególnie ten drugi wypadł bardzo pozytywnie, a jego wokalistkę możnaby przy odrobinie dobych chęci nazwać polską Amy Winehouse. Nie spodziewałem się tak dobrego zespołu supportującego. Miejsca zajęliśmy świetne - przy samej scenie, w drugim rzędzie, o ile w przypadku Stodoły można mówić o jakichś rzędach.

Koncert własciwy rozpoczął się chyba około godziny 21:00 i playlista była uporządkowana według prostego i dobrego pomysłu - na początek wszystkie utwory z nowej płyty, w takiej kolejności w jakiej się na niej znajdują, a następnie same czadowe hiciory sprzed lat, z moją ulubioną "Muką" na czele. Oczywiste jest zatem, która częśc koncertu była lepsza. Z nowej płyty praktycznie tylko trzy utwory robią na mnie naprawdę bardzo pozytywne wrażenie, resztę oceniam dosyć nisko, choć zgromadzona publiczność chyba nie podzielała mojego zdania na ten temat głośno odśpiewując wraz z Kasią teksty wszystkich nowych piosenek. Swoją drogą Kasia Nosowska, o której kiedyś niektórzy mówili, że nie potrafi śpiewać (zresztą sama tak o sobie mówiła) wspięła się na wyżyny wokalnego profesjonalizmu i dzisiaj zachwycała wszystkich, a przynajmniej mnie, swoimi możliwościami mimo tego, że była przeziębiona i co jakiś czas kasłała. Ogólnie jednak koncert był czadowy, mocno rockowy i zupełnie niepodobny do najnowszej płyty dzięki czemu był po prostu dobry. W ogóle po raz pierwszy byłem na rockowym koncercie więc dochodziło do rzeczy, których nigdy wcześniej nie uświadczyłem na żywo, ale na szczęście jestem cały i od nikogo nie oberwałem glanem po głowie choć miałem ku temu wiele okazji. ;) Po raz pierwszy na koncercie tańczyłem o ile moje pląsanie i podrygiwanie oraz kiwanie głową można nazwać tańcem. ;P Przy okazji odkryłem, że koncert to doskonała okazja do tego by obmacywać koleżankę i się do niej przytulać. ;P Dobrze, że zostawiłem w szatni nie tylko kurtkę ale też sweter - gdybym tego nie zrobił mógłbym się ugotować. Gdy tłum się rozgrzeje to w Stodole robi się naprawdę gorąco, przy okazji też zewsząd zalatuje potem. :)

Na koniec największe brawa od publiczności dostał kierowca zespołu i faktycznie mu się one należały - kto był ten wie za co. Nikt tak się nie poruszał jak on. :D

Stodoła to fajne miejsce choć na koniec jak zwykle pojawiły się problemy z szatnią i pewnie gdybym był sam to czekałbym na kurtkę grzecznie w kolejce ponad godzinę, ale nie byłem sam lecz z panną Klaudią, która napierała na tłum, przepychała się i szukała ścieżek pozwalających na dotarcie do szatni zaledwie w piętnaście minut. :P Nie ma to jak spryt i przebojowość. ;)

Pora iść spać. Resztę przemyśleń napiszę jutro jeśli jeszcze jakieś przemyślenia we mnie zostały.


"Czy nie masz wrażenia, że
Odkąd Ty i Ja to My
Znajomym do nas za daleko
I jakoś dziwnie nie po drodze?

Być może to dlatego, że
Zwykliśmy spacerować nago
A oni od rana do nocy
Zapięci pod samiutką szyję?"

Hey "Że"


2009.12.11 / Piątek / 15:26 - 4 godziny przed koncertem Hey

Za godzinę wychodzę z domu, za trzy godziny spotykam się z Klaudią, a za cztery godziny rozpoczyna się koncert w Stodole. Najnowszą płytę Hey nadal uważam za najsłabszą w ich dorobku, ale może jednak koncert będzie mimo wszystko ciekawy lub nawet ekscytujący. Po raz pierwszy nie idę na koncert sam i to jest najważniejsze. :)

Jutro mam zamiar napisać wreszcie standardówki do pracy bo na kolejny tydzień też mam wyznaczoną samą ezoterykę, będzie mi więc ciężko pracować jeśli się tym wreszcie nie zajmę. Może tym razem uda mi się zmusić samego siebie do wysiłku. To zawsze jest u mnie najtrudniejsze - walka z lenistwem, walka z samym sobą.


2009.12.10 / Czwartek / 19:26 - I tak znikła z mojego życia...

Na korytarzu w firmie też już panuje świąteczny nastrój.

Po zastanowieniu się nad sensem kilku ostatnich wpisów na moim blogu doszedłem do wniosku, że jestem tak zwanym babiarzem. Nieśmiałym, zamkniętym w sobie i z niemal zerowym doświadczeniem, ale jednak babiarzem. Temat dziewczyn powinienem wreszcie zakończyć bo ostatnio praktycznie nie piszę o nikim i niczym innym, ciągle tylko baby, baby i baby, brunetki, blondynki, piwnookie, niebieskookie, niskie, wysokie, szczupłe, drobne, dobrze zbudowane, w glanach, w arafatkach, w kabaretkach, w leginsach... Enough! :)

Jutro koncert. Zobaczę wreszcie jak wygląda słynna Stodoła od środka. Co prawda na miejsce przybędziemy chyba nieco za późno, bo jakieś 45 minut po tym gdy drzwi zostaną otwarte i jakieś 15 minut przed koncertem, ale jak już pisałem, idę tam bardziej w celu towarzyskim niż kulturalnym. ;) Najwyżej będziemy na samym końcu.

Od czterech dni słucham cały czas tej samej płyty - "In utero" Nirvany. Płyta się kończy i jedyne na co mam ochotę to odtworzenie jej od początku. Czasem tak się zapętlam.

A wracając do dziewczyn... ;P

Nie. Muszę tylko wspomnieć, że dzisiaj być może po raz ostatni w życiu widziałem wielbioną przeze mnie koleżankę gdyż na zawsze, lub na jakiś czas rezygnuje ona z pracy w naszym szacownym centrum operatorskim. Może to i lepiej bo będę mógł się skupić na pracy... Przynajmniej do czasu gdy nie wypatrzę kolejnego obiektu zainteresowań.

Dzisiaj wpisałem się na listę chętnych na spędzenie Sylwestra w firmie. Wszystko wskazuje więc na to, że podobnie jak rok temu będę spędzał tą szczególną noc przy smsach, co mi osobiście bardzo odpowiada, oczywiście głównie ze względu na zapłatę - 500 złotych za jedną noc. Tyle, że rok temu byłem jeszcze abstynentem, a tym razem sam przyniosę ze sobą buetlkę jakiegoś szampana lub wina albo jednego i drugiego. Póki co niczego mocniejszego nie pijam. :) Może za rok już będę.


"I'm not like them
But I can pretend
The sun is gone
But I have a light
The day is done
But I'm having fun
I think I'm dumb

Or maybe just happy
Think I'm just happy"

Nirvana "Dumb"


2009.12.09 / Środa / 22:30 - Do pracy z uśmiechem na twarzy

Dzisiejsza środa była całkiem przyjemnym dniem obfitującym w miłe wydarzenia. W pracy ostatnio siadam cały czas w tym samym miejscu, obok koleżanki, która podoba mi się coraz bardziej. Właściwie z miejsca w którym teraz jestem pozostał już tylko krok do totalnego zauroczenia, żeby nie użyć słowa, które nadużywam od zawsze - zakochania. Zdecydowanie jest to jedna z tych dziewczyn, w których mógłbym się zakochać przy bliższym poznaniu. Choć tak naprawdę bliższe poznanie wcale nie ułatwia zakochania, wprost przeciwnie, ono ułatwia odkochanie. Im lepiej się kogoś zna tym trudniej go kochać - do takiego chorego wniosku pozwalam sobie dojść w tą grudniową środę roku 2009, o godzinie 23:05.

Godzinę temu skończyłem rozmawiać z ową koleżanką na gadu gadu i było bardzo przyjemnie, pewnie dlatego, że myślimy w podobny sposób o życiu, oboje jesteśmy nieco nieśmiałymi pesymistami trzymającymi się na uboczu. Pozostaje mi tylko ciągłe dochodzenie do wniosku pod tytułem - szkoda, że koleżanka ma już chłopaka.

Tymczasem po pracy udałem się dzisiaj do sklepu po bombonierkę, którą następnie wręczyłem z powodu pewnej okazji innej koleżance - Klaudii, czyli siostrze kolegi. Nie widziałem jej ponad miesiąc więc miło było ją spotkać ponownie i odprowadzić do domu spod stacji metra. Miło byłoby spotykać się z nią częściej.

Tyle tylko, że obecnie nie wiem czy chciałbym być dla niej kimś więcej niż kolegą i nie wiem czy chciałbym aby ona była dla mnie kimś więcej niż koleżanką.

Tak to już jest - z koleżanką z pracy, która jest zajęta, chciałbym wszystkiego, a z Klaudią, która jest wolna, wystarczy mi po prostu przyjaźń.


2009.12.08 / Wtorek / 20:56 - Profil

Korzystając z okazji dodaję od razu drugie zdjęcie koleżanki, aby zaprezentować profil jej twarzy, który bardzo, bardzo mi się podoba. :) Tylko niech ktoś nie pomyśli, że dla mnie liczy się wyłącznie wygląd - wprost przeciwnie - koleżanka nie zwróciłaby mojej uwagi samym wyglądem. Ma w sobie coś więcej. Szczęściarz z tego jej faceta.

Ja nadal jestem facetem niczyim lecz mimo wrodzonego pesymizmu wierzę, że kiedyś się to zmieni. Kiedyś uważałem, że szukanie dziewczyny w firmie to coś zupełnie nie dla mnie, ale ostatnio dochodzę do wniosku, że jest to naprawdę dobra sytuacja - tylu młodych ludzi zgromadzonych w jednym miejscu. Każdy sobie w końcu kogoś znajdzie.

Szkoda tylko, że ostatnio w pracy na ezoteryce jest taki zapierdziel, ale na szczęście jeszcze tylko dwa dni i będę miał wreszcie odrobinę wypoczynku. W czwartek po pracy spotkanie z Klaudią - jedną z niewielu znanych mi wolnych dziewczyn, w piątek koncert HEY, a w sobotę zwyczajny odpoczynek w domu. Ostatnio jednak wolę siedzieć w pracy.

Zastanawiam się tylko czy między mną a Klaudią mogłoby coś być. Może i mogłoby, ale czy powinno? Już chyba to, że zadaję sobie takie pytanie nie jest dobym znakiem. A może po prostu powinniśmy się lepiej poznać.


2009.12.08 / Wtorek / 20:37 - Miss centrum operatorskiego

Tak prezentuje się wspominana przeze mnie wcześniej, najładniejsza i najsympatyczniejsza koleżanka z pracy, której dzisiaj wyznałem szczerą prawdę mówiąc jej, że podoba mi się najbardziej ze wszystkich dziewczyn, które widziałem w firmie przez te trzy i pół roku. Nie było to łatwe ale jednak się udało, jakimś cudem zmusiłem się do wypowiedzenia pierwszych słów i dalej poszło już z górki. Koleżanka przyjęła moje zaskakujące wyznanie z uśmiechem i była tak miła, że nawet zapozowała mi do kilku zdjeć. :)

Gdyby koleżanka nie miała chłopaka, nie była zajęta, to z całą pewnością próbowałbym ją zaprosić na spotkanie poza firmą, próbowałbym wszystkiego, ale jednak jest inaczej. Najważniejsze jenak jest to, że powiedziałem co miałem powiedzieć i teraz czuję się dużo lepiej.

Ogólnie w firmie zapnował świąteczny nastrój ponieważ na sali jak i na korytarzu pojawiły się ozdoby, głównie w kolorze fioletowym. Co prawda nasz prezes twierdzi, że teraz centrum operatorskie wygląda jak remiza strażacka przed dyskoteką i trzeba przyznać, że ma rację, ale mi się to cała tandeta podoba, jest całkiem sympatycznie. Do pełni świątecznego nastroju brakuje jednak śniegu za oknem, ale możliwe, że podobnie jak rok temu go nie uświadczymy.


2009.12.08 / Wtorek / 06:16 - Niewidzialna prostytutka

Dawno już nie miałem takiej przerwy w pisaniu bloga, minęły aż 3 dni od umieszczenia przeze mnie tutaj ostatniego zdjęcia. Straszne. ;) Przy okazji wczoraj ustawiłem hasło by przekonać się ile osób napisze do mnie prywatnie i o nie poprosi... Wynik był zastanawiający, bo mimo niemal 200 wejść każdego dnia na mojego bloga, tylko dwie osoby poprosiły mnie o podanie hasła - niezawodna Owca i najwidoczniej równie niezawodna BłękitnaŁza. ;) A kim są pozostali oglądacze? Albo nie chceli się ujawnić, albo mój blog stał się tak nudny, że już nie warto na na niego wchodzić. ;)

W każdym razie nie lubię blogów, do których dostęp jest broniony przez hasło. Wolę pełną jawność i może któregoś dnia - przed czym przestrzega mnie siostra - za tą jawność bloga oberwę od kogoś po mordzie.

Przez te trzy dni mojej nieobecności na blogu nie zrobiłem żadnej nowej fotki więc wykorzystam dzisiaj ujęcie z soboty. Ostatnio zresztą nie wyglądam korzystnie - pryszcze znowu przeprowadziły atak na moją twarz, zupełnie jakbym miał 15 lat. Domyślam się, że to efekt złej diety, w której brakuje witamin ale nie zamierzam jeść tego co jest dla mnie ohydne w smaku, tylko po to by mieć zdrowszą cerę. W każdym razie wszelkie garniery, toniki, kremy i inne bzdety niewiele dają i nie wiem po cholerę je stosuję.

Najważniejszym wydarzniem przedwczorajszego dnia było to, że otrzymałem wreszcie numer telefonu od Klaudii dzięki czemu kontakt z nią mam teraz znacznie ułatwiony, co poskutkowało tym, że jutro lub pojutrze się z nią spotkam po pracy. Jeśli wypuszczą mnie wcześniej to będę nawet mógł podjechać pod jej firmę na Mokotów. Nie widziałem się z Klaudią już ponad miesiąc i zastanawiałem się czy w ogóle chce ona jeszcze mieć ze mną coś wspólnego, ale najwidoczniej chce skoro przekazała mi numer. I dobrze, bo zdążyłem się przez ten czas stęsknić za jej uśmiechem. :) W piątek idziemy na koncert Hey do Stodoły więc powinno być całkiem przyjemnie i ciekawie.

W takiej sytuacji odpuszczę sobie podrywanie koleżanki z pracy, która i tak jest zajęta... Zresztą to był dziwny pomysł.

Tymczasem wczoraj znowu siedziałem na ezoteryce, na której ruch był ogromny, ale mimo tego dało się to wszystko jakoś wytrzymać. Rozbawiła i zarazem zaskoczyła mnie klientka, która chciała wywoływac ducha... Michaela Jacksona. :D


2009.12.05 / Sobota / 20:36 - Pocałujcie mnie w photobloga

Dzisiaj usłyszałem, że "coś w sobie mam". Yeah! ;D Niestety usłyszałem też, że "fajnie byłoby gdybym trochę przytył". Damn! ;(

Zazwyczaj przestrzegam zakazu włączania telefonu w pracy lub nakazu wyłączania, jak kto woli, ale jednak od czasu do czasu jestem niegrzeczny i tego nie robię, tak jak dzisiaj. Na szczęście jeszcze nigdy nie wyleciałem z dyżuru, nie usłyszałem magicznych, kultowych już w naszej firmie słów "Wyloguj się i wyjdź", które oznaczają zawsze stratę dniówki. Drugi kultowy zwrot w centrum operatorskm to "Generalnie rzecz biorąc...". Te słowa usłyszeć można praktycznie codziennie.

Piszę o tych bzdurkach by nie pisać o tym co się dzisiaj działo, bo mimo tego, że działo się całkiem sporo postanowiłem tym razem pomilczeć, tak po prostu, ze zwykłej przekory. W każdym razie po pracy odwiedziłem Tarchomin, a może to były Nowogrody, nie mam pewności.

Jedna koleżanka nie może ścierpieć tego, że nie potrafię wyznać drugiej koleżance jak bardzo mi się podoba i stwierdziła, że wyręczyłaby mnie w tym bo lubi swatać ludzi, tylko niestety nie ma takiej możliwości gdyż jej dyżury nigdy nie pokrywają się z dyżurami tej dziewczyny. Nadejdzie więc wtorek i będe musiał działać sam... Tylko już teraz zaczynam sobie zadawać pytanie - a właściwie po cholerę mam to robić?

Bo życie jest za krótkie? Bo trzeba próbować? Bo nie powinno się tracić nadziei? Bo "All you need is love"?

W zasadzie jest mi teraz dobrze i może nie powinienem tego zmieniać.

Trochę szkoda, że nie poszedłem dzisiaj na Wielką Iluminację na Placu Zamkwym ale trochę za późno się ocknąłem więc na zaproszenie kogokolwiek było juz za późno, a samemu głupio tam sterczeć. Przejdę się pewnego dnia Nowym Światem i obejrzę sobie światełka świąteczne, wczuję się w ten szczególny klimat i zrobię takie samo zdjęcie jakie zrobiłem rok temu. Święta za pasem.

Podałem już dyspozycje na koniec grudnia i początek stycznia. Trzy tygodnie pracy bez przerwy, przynajmniej teoretycznie, bo pewnie jednak dostanę tu i tam trochę wolnego, na siłę. Przed Wigilią jadę na trzy dni do Puław.


2009.12.03 / Czwartek / 20:13 - Foot fetish

Nareszcie nie ma mojej gęby na zdjęciu - dzisiaj dla odmiany zamieszczam zdjęcie stópek koleżanki, która mi się tak podoba, że od kilku dni moje myśli krążą praktycznie tylko wokół niej i dzisiaj niemal jej to powiedziałem. Niemal, ponieważ jednak nie zebrałem się w sobie na tyle by tego dokonać, ale byłem już naprawdę bardzo blisko (buuu). Koleżanka zawsze w trakcie dyżuru idzie dwa razy do kuchni by zrobić sobie kawę lub herbatę, uznałem więc, że będzie to najlepszy moment na wyznanie tego co ostanio leży mi na sercu. Raz wstała, poszła, lecz ja byłem zbyt sparaliżowany by zrobić to samo. Pomyślałem wtedy, że znowu popełniam ten sam błąd, który popełniałem pod koniec zeszłego i na początku obecnego roku. Wtedy z pomocą przyszła mi koleżanka, która mnie po prostu wyręczyła, przekazując wielbionej przeze mnie osobie, że mi się podoba. Nieważne. Pierwsza szansa prepadła, zebrałem się więc w sobie i czekałem na drugie wyjście koleżanki. Miałem powiedzieć - "Idziesz do kuchni? Pójdę z Tobą, dobrze?", dalszy ciąg rozmowy też już miałem ułożony w głowie i cały plan by się udał gdyby nie to, że nagle odblokował się system, a konkretnie bramka sieci Era i wszystkich operatorów przysypała ogromna ilość smsów, które wcześniej zalegały gdzieś w hiperprzestrzeni. Koleżanka zrezygnowała z wyjścia do kuchni, ja zrezygnowałem z wyjawienia jej tego, że uważam ją za najfajniejszą dziewczynę jaką widziałem w tej firmie przez trzy i pół roku, które w niej spędziłem. Chcę tylko żeby to wiedziała... Może to był znak żebym jej tego nie mówił. Oczywiście nie mogłem tego powiedzieć na sali, przy innych operatorach siedzących wszędzie wokoł... To znaczy teoretycznie mogłem, ale byłoby to dziesięc razy trudniejsze.

Koleżanka pojawi się ponownie w pracy dopiero we wtorek. Gdybym przed wtorkowym dyżurem napił się jakiegoś alkoholu to prawdopodobnie nie miałbym żadnych problemów z mówieniem i wyjawianiem uczuć, mógłbym jednak mieć problem z samą pracą czyli pisaniem smsów. ;)

Znowu spodobała mi się dziewczyna, która z wyglądu bardziej przypomina elfa niż człowieka. ;]

Koniec tematu. Przez najbliższe cztery dni moim jedynym problemem w pracy będą klienci.


"Nawet nie wiesz jak cię kochałam
Krzyczy mu na pół ulicy
Omal z miłości nie oszalałam
Lecz trzymałam wszystko w tajemnicy"

Stare Dobre Małżeństwo "Spóźnione wyznanie"


2009.12.02 / Środa / 20:35 - Erotyczna ezoteryka

Ach, eksponuję ostatnio tą swoją twarz ale to efekt tego, że podobam się samemu sobie. Można wręcz powiedzieć, że nowe okulary dodały mi pewności siebie. Dodały jej tyle, że dzisiaj nawet porozmawiałem wreszcie z dziewczyną z firmy, która mi się bardzo podoba (dziewczyna, nie firma, choć firma też mi się podoba). Tak jak myślałem - okazała się niezwykle sympatyczną osóbką i aż żałuję, że wcześniej do niej nie zagadałem bo czasu i okazji na to miałem naprawdę dużo. Teraz nie dość, że jest ona już zajęta to w dodatku prawdopodobnie opuści naszą firmę jeszcze w grudniu... Szkoda. Będzie mi brakowało panny Mariolki. Podobała mi się od samego początku czyli mniej więcej od marca tego roku. Mariolka, o której wspominam to ta dziewczyna siedząca za moimi plecami na zdjęciu. Niska, drobna, z długumi rzęsami i kącikami ust opadającymi w dół, ogólnie nieco dziwna - prosta recepta na spodobanie się Michałowi Górce. ;) Czarne lub piwne oczy nie są już niezbęde, teraz przyciąga mnie pełna gama kolorów. ;)

Dzisiaj w pracy nareszcie ktoś zauważył, że coś się we mnie zmieniło, konkretnie chodzi o teamleaderkę Suzanę, od niedawna szczęśliwą mężatkę, która powiedziała mi, że gdy wszedłem do sali to początkowo mnie nie rozpoznała, a następnie, że teraz wyglądam lepiej. Gdy zapytałem co konkretnie się we mnie zmieniło - nie wiedziała, że chodzi o okulary...

Na ezoteryce było ciężko jak diabli ale z taką dziewczyną za plecami dyżur i tak był przyjemny. Kolega dostał od klientki bardzo interesujące pytanie, na które można opowiedzieć pisząc książkę - "Czemu mam los?". Filozofia się kłania. ;)

Jutro i pojutrze ponownie ezoteryka. W przyszłym tygodniu też, cały czas, na okrągło, ciągle na 9:00 rano. Przy takiej ilości stresu bez papierosów się nie obędę.

Wracając jeszcze do ładnych dziewczyn - Owcy gratuluję tego, że zdała dzisiaj egzamin na prawo jazdy. :) Yeah! Też tak chcę.


2009.12.01 / Wtorek / 18:21 - Driver

Dzisiejsze dwie godziny jazdy na kursie poszły mi już zdecydowanie lepiej niż te sprzed dwóch tygodni i niewiele brakowało aby ani razu nie zgasł mi silnik... Niestety raz się to stało i to w chwilę po tym gdy instruktor mnie pochwalił. Nie jeździłem już tylko bo Bemowie, Bielanach i Żoliborzu jak zwykle, lecz dla odmiany po Tarchominie, na który udaliśmy się z bardzo prostego powodu - instruktor ma tam mieszkanie, do którego sobie wpadł na 10 minut. Wcześniej wpadł też do pewnej przychodni lekarskiej po jakiś papierek. Można powiedzieć, że jestem jego kierowcą i wożę go po różnych miejscach by mógł załatwiac swoje prywatne sprawy. Mi to nie przeszkadza. :)

Przez trzy kolejne dni będę miał w pracy ezoterykę z czego nie jestem zbyt zadowolony, ale... Jak mus to mus.