2010.01.31 / Niedziela / 17:23 - Lenistwo doskonałe

Zdjęcie z wczoraj. Tymczasem mija drugi dzień mojego lenistwa doprowadzonego do doskonałości. Siostra przygotowała mi pyszne frytki i puściła na dvd film, który mnie zachwycił - "Vicky Cristina Barcelona" Woodiego Allena. Doskonałe sportretowanie kobiecej psychiki w lekkiej, przyjemnej ale także arcyciekawej formie. Może kino wcale nie umiera tak szybko jak mi się już od kilku lat wydaje.

Nie ruszyłem się dzisiaj z mieszkania, a nawet nie za bardzo ruszałem się w mieszkaniu ale przecież o to właśnie chodzi - muszę odpocząć.

Dowiedziałem się, że Przyjaciółka jednak się na mnie nie obraziła, sam natomiast zrozumiałem, że jestem człowiekiem dosyć konfliktowym gdy tylko nadarza ku temu okazja, a wolałbym taki nie być. Może w przyszłości uda mi się zachować opanowanie w krytycznych sytuacjach, choć chyba każdy ma prawo od czasu do czasu się zdenerwować.

Na koncert Renaty Przemyk idziemy w czwórkę gdyż Klaudia jednak nie będzie mogła do nas dołączyć z powodu pracy. Szkoda też, że moja młodsza siostra wycofała się z planu pójścia na ten koncert, ale siostra taka już jest - unikająca życia. Ja zresztą też kiedyś taki byłem i chyba po części do dzisiaj jestem.

Wkurzam się na ludzi, którzy popełniają te same błędy, które ja popełniałem za dawnych lat. W tym roku skończę 28 lat i jak dobrze pójdzie - wydorośleję i poczuję się jak osiemnastolatek. ;) Pełnoletność psychiczna i umysłowa niekiedy nie idzie w parze z pełnoletnoścą fizyczną.


2010.01.30 / Sobota / 16:04 - Cztery dni puławskiej wolności

W pracy czekała mnie dzisiaj miła niespodzianka - okazało się, że nie muszę pracować, zostałem wykreślony z grafiku i mam dzień wolny. Co prawda na dojazd do firmy i przygotowanie się jak zwykle poświęciłem niemal 4 godziny, w dodatku rano w domu nie było prądu, ale najważniejsze było to, że nie o 9:00 nie musiałem logować się do systemu tylko mogłem przejść się na Dworzec Centralny, by stamtąd wybrać się do Puław, w których się teraz znajduję. Pracować nie musiałem bo okazało się, że koleżanka jednak wzięła ode mnie dzisiejszy dyżur, szkoda tylko, że nie poinformowała mnie o tym. Ech...

Pociąg opóźnił się o jedyne 35 minut ale to i tak niewielkie opóźnienie jak na dzisiejsze warunki. Na Dworcu Centralnym serwowano za darmo kawę na dla tych nieszczęśników, którzy mieli bilet na pociąg opóźniony więcej niż 50 minut. Zawsze to jakieś pocieszenie...

Przede mną cztery dni wolności i relaksu. W środę rano jadę stąd bezpośrednio do pracy, w której rozpoczynam dziesięciodniowy maraton. Później już tylko koncert Renaty Przemyk, na który idę niestety tylko z jedną siostrą, gdyż druga zrezygnowała. Na szczęście będzie nam też towarzyszył kolega wraz z dziewczyną, a jeśli będie taka możliwość - także Klaudia.

Po koncercie tydzień urlopu, który spędzę oczywiście w Puławach. ;)

Po wczorajszym dniu Przyjaciółka chyba się na mnie obraziła, ale nie szkodzi - ja także obraziłem się na nią.


2010.01.29 / Piątek / 20:34 - Kocham kochankę męża

Kocham kochankę męża - takimi zdaniami klientki z ezoterki wciąż potrafią mnie zaskakiwać. ;)

Jutro po pracy mam wybrać się do Puław na trzy dni, ale chyba zrezygnuję z tego pomysłu, choć wszystko rozstrzygnie się jutro. Nie muszę tam jechać już teraz skoro za dwa tygodnie i tak będę siedział u siostry cały tydzień. Próbowałem dzisiaj upchnąć komuś mój jutrzejszy dyżur, oferowałem za to nawet 40 złotych ale nie znalazłem nikogo chętnego. Cóż, przynajmniej będę miał więcej kasy dla siebie.

Właściwie nie mam o czym pisać bo ostatnio niewiele się dzieje. Wkurwiam się tylko codziennie na Przyjaciółkę, lecz ona jako osoba niekonfliktowa uporczywie ignoruje moje upierdliwe, zazwyczaj też dosyć niemiłe, choć mające ją pobudzić do działania, smsy, czym oczywiście jeszcze bardziej mnie wkurwia. Ale to mało ważny wątek. Wczoraj po pracy spotkałem się z kolegą, który w przeciwieństwie do mnie ma prawdziwe problemy. On i jego dziewczyna. Mógłbym się tu rozpisać ale moja paplanina byłaby raczej bezsensowna...

U mnie wciąż wszystko w porządku.

Poniżej jeden z najbardziej odstresowujących utworów jakie znam.


"It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter
It doesn't matter..."

The Chemical Brothers "It doesn't matter"


2010.01.27 / Środa / 20:58 - Chciałem dobrze, wyszło źle

27 stycznia. Dokładnie rok temu zacząłem kontaktować się z Dorotą, początkowo przez internet, a konkretnie przez pocztę PhotoBloga, co zapoczątkowało najszczęśliwszy okres w moim życiu. Dzisiaj także otrzymałem od niej wiadomość tą drogą, tym razem z prośbą (zawierającą groźbę) o usunięcie z mojego bloga zdjęć, na których jest ona widoczna. Postanowiłem tę prośbę spełnić naruszając przy tym niezachwianą dotąd strukturę mojego głupiego pamiętnika. Żałuję, że muszę tak postąpić ale niestety przyznaję, że tej dziewczynie się to należy, za to wszystko co dla mnie zrobiła i po tym wszystkim co ja jej zrobiłem. Nie wiem w czym ma jej to pomóc ale już nie będę protestował. Mam też nadzieję, że naprawdę po raz ostatni używam tutaj jej imienia. Najważniejsze, że wszystko zostanie w mojej głowie (doprowadzając ją niekiedy do bólu).

Wiem tylko jak powinna się zakończyć ta znajomość. W dniu gdy widzieliśmy się po raz ostatni, czyli 20 kwietnia 2009 roku, w Dęblinie, powinienem podziękować za wszystko co przeżyliśmy i powiedzieć, że w jej życiu nie ma dla mnie miejsca więc muszę zniknąć. Jednak nie znalazłem w sobie na to siły... Wszystko skończyło się idiotycznie, a ja zachowałem się zwyczajnie źle i do dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Może po prostu to ja jestem idiotą. Wiele na to wskazuje. Lub jak napisał o mnie pewien człowiek, którego imię rozpoczyna się na literę K - jestem wart mniej niż paczka zapałek kupiona w kiosku.

Koniec tematu. Siedem zdjęć zniknie z tego bloga, ale chyba nigdy nie zniknie zdjęcie Doroty z mojego portfela, które cały czas w nim noszę. Najwyżej zniknie mi cały portfel gdy mi go ktoś kiedyś ukradnie... ;)

Koniec, koniec, koniec.

Dzisiaj miałem lekki dzień w pracy i wyszedłem dwie godziny wcześniej, ale to nie znaczy, że było przyjemnie. Można powiedzieć, że po raz pierwszy pokłóciłem się z Przyjaciółką, a raczej próbowałem ją w upierdliwy i nie przynoszący efektu sposób przekonać do tego by wreszcie zaczęła coś robić w życiu... Niestety, nie pojechała dzisiaj do pracy. Nie mam już do niej siły, a pieniądze, które jej pożyczyłem fatalnie wpływają na naszą przyjaźń.

Szkoda gadać. Może jutro będzie lepiej. Może w bardziej odległej przyszłości.


"Świat zmienia się, już wiem, że oszaleję
Świat zmienia się, przestraja gamę barw
A rzeczy proste w zakręty dziwne kroczą
Tak trudno znaleźć drogę, powoli gubię szlak, gubię się"

Post Regiment "Słowa o..."


2010.01.26 / Wtorek / 20:04 - All that glitters is cold

Moja codzienna droga od autobusu do domu. Nie muszę chyba wspominać jak przyjemne jest pokonywanie tych dwóch kilometrów podczas obecnych mrozów wahających się pomiędzy -25 i -15 stopni. Ale nie narzekam. Nie narzekam bo przed chwilą przeczytałem dosyć przygnębiającą wiadomość od kolegi i przy jego problemach te moje okazały się tylko pseudoproblemami, wymyślonymi z powodu braku prawdziwych zmartwień. Uświadomiłem sobie, że moje życie tak naprawdę nigdy nie przestało być zabawą.

Nie pisałem przez kilka dni ale w zasadzie niewiele się działo, co zresztą jest normą w moim życiu. Poza tym ciężko ostatnio robić zdjęcia przy takim mrozie, nie chce mi się nawet sięgać po aparat do torby. Hydrofor został naprawiony w sobotę rano przez Pana Złotą Rączkę, który podobno tylko się do niego dotknął i po kilku sekudnach wszystko było jak należy. Tym sposobem Pan Złota Rączka zyskał nie tylko naszą wdzięczność i podziw, ale przede wszystkim wódeczkę. ;) Nie wiem zresztą jak to wyglądało bo byłem wtedy w pracy. Nie poszedłem do niej natomiast w niedzielę, mimo tego, że miałem wyznaczony dyżur. Sam do końca nie wiem czemu wtedy zostałem w domu, chyba z powodu ogólnego zmęczenia, a może zbyt dużego mrozu... W każdym razie w sobotę wieczorem źle się poczułem więc postsanowiłem nie iść w niedzielę na dyżur, choć akurat w niedzielę wszystko już było w porządku z moim zdrowiem. Zapłacę więc 100 złotych kary za zrobienie sobie dnia wolnego, ale mimo wszystko warto było - przeszedłem kilka poziomów w Crysis'ie. ;)

Dziwnie, mało interesująco, a nawet nieprzyjemnie wygląda natomiast sytuacja mojej Przyjaciółki, która próbuje rozpocząć nowe życie w Warszawie lecz jest do tego źle przygotowana. Podobno wkrótce ma wreszcie rozpocząć pracę na smsach, ale czy tak będzie na pewno? Tego nie wiadomo, bo z Przyjaciółką właściwie nic nie jest pewne.

Pożyczyłem jej pieniądze by mogła spłacić swoje długi, chciałem by wiedziała, że może na mnie polegać, zresztą był to normalny, ludzki odruch. Teraz ja chciałbym zobaczyć, że na niej też można polegać i te pieniądze kiedyś jednak odzyskam. Pieniądze i przyjaźń to coś co niezbyt dobrze do siebie pasuje, przynajmniej do takiego wniosku dochodzę ostatnio. Lecz przecież nie można powiedzieć nie i odmówić wsparcia swojemu przyjacielowi czy przyjaciółce. W każdym razie ja byłem w porządku, teraz kolej na to by Przyjaciółka wreszcie znalazła w sobie siłę na to by zabrać się za swoje życie, co będzie trudne bo jest zodiakalnym rakiem, jak ja, a to najbardziej rozpieprzony znak ze wszystkich. Dopiero na przykładzie Przyjaciółki widzę jak złe i denerwujące są te cechy, które przecież ja także posiadam w nadmiarze.

Moja rada na dzisiaj - zanim pożyczysz komuś pieniądze zastanów się czy nie lepiej będzie jeśli ich nie dostanie i życie skopie mu dupę. Może pomożesz mu bardziej bo dzięki temu się czegoś nauczy. O ile ten kopniak od życia nie powali go tak, że nie będzie już miał siły wstać.

W sobotę prawdopodobnie udaję się do Puław na całe trzy dni. Przyjemnie.


"Jest takie miejsce w kiblu na starym
Gdzie rym ma kres
Kończą się wagary"

Pidżama Porno "Między czarnym i czerwonym"


2010.01.22 / Piątek / 20:54 - Soplem jestem

Dzisiaj przy próbie zapalenia kolejnego papieroska o mało nie straciłem palców tak było zimno. Ta temperatura mnie dobija, a przecież jutro i pojutrze ma być jeszcze zimniej. :/ Swoją drogą nie za bardzo wiem skąd się wzięła w mojej torbie kolejna paczka papierosów bo przecież miało już nigdy nie być kolejnych... To pewnie ta słynna ostatnia paczka.

Po pracy chciałem dzisiaj uciekać do Puław gdy zostałem poinformowany przez mamę, że w domu zepsuła się pompa od hydroforu, co skutkuje brakiem wody w kranach i sedesie. Wycofałem się jednak z planu czmychnięcia do cieplutkiego mieszkania siostry głównie z tego powodu, że jutro i pojutrze muszę niestety iść do pracy. Nie chciałem tracić pieniędzy na opłacenie nieobeności bo kasa jest mi teraz jak najbardziej potrzebna, choć już nie za bardzo wiem do czego.

Jutro ma przyjechać jakiś pan złota rączka by zająć się nieszczęsną zepsutą pompą. Jeśli jednak okaże się, że wcale nie jest z niego taka złota rączka jak się przypuszcza, czekają nas kolejne dni bez wody, przynajmniej do czasu gdy tata kupi nową pompę.

Nastały więc ciężkie czasy lub raczej ciężki czas. ;) Jedyną radością jest dla mnie ostatnio przesiadywanie w pracy obok koleżanki Mariolki - właścicielki najpiękniejszego profilu twarzy ze wszystkich, które widziałem. :)

Kończę notkę, bo znowu zaczynam poruszać temat dziewczyn, a tego chyba już wszyscy mają dość, łącznie ze mną. ;)


2010.01.20 / Środa / 22:11 - Mój komputer

Sprowokowany do napisania wszystkiego co wiem o swoim zacnym komputerze postanowiłem poświęcić mu odrębną notkę na PhotoBlogu. Uznałem, że ten kawałek blachy, plastyku i krzemu zasługuje na takie wyróżnienie choć jestem przeciwnikiem uczłowieczania przedmiotów martwych a już na pewno swojemu komputerowi nie nadałbym żadnego imienia lub nie mianował bym go Czarnym Księciem, mimo tego, że jest czarny i dostojny. ;)

Komputer składałem samodzielnie, część po części, miesiąc po miesiącu, przeznaczając na niego cztery kolejne wypłaty pod koniec roku 2007, a wtedy zarabiałem trochę więcej niż obecnie. Cena całego sprzętu była nieco przesadna i wynosiła około 6000 złotych co oznacza, że mogłem zamiast niego kupić sobie w miarę sprawny, używany samochód, tylko co ja miałbym robić z samochodem? Jak na tamte czasy był to model pod wieloma względami topowy i do dzisiaj jestem z niego w pełni zadowolny - nadal nie miałem okazji obserwować jego zadławienia się jakąkolwiek grą, może dlatego, że najnowsze gry jakie na nim odpalałem powstały dwa lata temu. Póki co wszystko odpalam w maksymalnych detalach, choć na przykład w przypadku Crysisa muszę wyłączać antyaliasing.

Podczas składania komputera bardzo ważna była dla mnie kwestia tego jak głośne będą chłodzące go wiatraczki. Komputer powoli sobie rósł, z każdym miesiącem dodawałem do niego nowe podzespoły i zastanawiałem się czy aby na pewno będzie to komputer działający cicho, doświadczyłem bowiem przy poprzednim sprzęcie, który tata kupił w roku 2002, jaki wpływ na człowieka mają zbyt szybko obracające się, zbyt głośne wiatraczki, szczególnie ten na procesorze. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem i komputer okazał się cichy, a to już była połowa sukcesu. Po odpaleniu pierwszej gry okazał się też piekielnie szybki lecz wtedy ujawniły się pierwsze kłopoty...

Chyba jeszcze nigdy nie udało mi się złożyć komputera tak żeby obyło się bez problemów. W tym przypadku najbardziej upierdliwymi cechami wykazywała się karta graficzna oraz karta dźwiękowa, a raczej sterowniki do nich. Te do karty graficznej sprawiały, że komputer miał około 75% nieudanych uruchomień systemu Windows, trzeba więc było go resetować i liczyć na to, że następnym razem łaskawie zechce wystartować. Gdy już szczęśliwym zbiegiem okoliczności Windows raczył się poprawnie odpalić, ujawniały się wady sterownika do karty dźwiękowej, który sprawiał, że karta praktycznie w ogóle nie działała, a z głośników dobiegał niezwykle głośny, przenikliwy pisk. Na szczęście pomagała zmiana trybu pracy karty, lecz zawsze trzeba było to robić manualnie. Oba te paskudne problemy udało się ostatecznie rozwiązać ściągnięciem z netu nowszych wersji sterownika.

Mimo tego karta graficzna zaczęła sprawiać innego rodzaju kłopoty - po uruchomieniu niektórych bardziej wymagających gier przegrzewała się i doprowadzała do totalnego zawieszenia systemu. Sam nie wiem kiedy to się skończyło ale obecnie chyba wszystko jest już w porządku.

W komputerze, który szczęśliwie udało mi się złożyć, na uwagę zasługuje z pewnością bardzo efektowna i zarazem elegancka obudowa Cooler Master, z metalowym panelem przednim, która cechuje się totalnym brakiem śrubek w środku. Zarówno karty rozszerzeń jak jak i dyski oraz wszelkie napędy montuje się bez użycia śrubokręta wykorzystując do tego system zatrzasków widoczny na dołączonym do notki zdjęciu. Takie rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu i polecam je wszystkim zainteresowanym składaniem nowego komputera. Obudowy zawsze były dla mnie ważne i uznałem, że warto wydać na nią trochę więcej niż wydają inni i podpowiada rozsądek.

Komputer złożyłem w styczniu 2008 roku, a w kwietniu dokupiłem do niego najważniejszą rzecz - modem iPlusa, który umożliwił mi całkiem sprawne łączenie się z internetem w miejscu, w którym mieszkam, co jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się niemożliwe do spełnienia. Chciałem napisać, że to właśnie wtedy poznałem Owcę i między innymi dzięki niej założyłem własnego bloga, ale przypomniałem sobie właśnie, że Owcę poznałem jednak wcześniej, używając telefonu komórkowego do zarejestrowania się na Sympatii.pl i do wysyłania maili. ;)

Dla wtajemniczonych podaję specyfikację mojego komputera, który dzisiaj jest już chyba wart mniej niż 1000 złotych, ale którego nie zamierzam w żaden sposób upgrade'ować przez najbliższe lata.

Płyta główna: GIGABYTE GA-P35-S3
Procesor: INTEL CORE 2 DUO E6550 2333 MHz
Pamięć ram: 2 GB OCZ
Karta graficzna: GIGABYTE GEFORCE 8800GT 512 MB
Karta dźwiękowa: Sound Blaster X-FI FATAL1TY EDITION

Do tego dochodzi bardzo zacny i mocarny zasilacz Chieftec z ogromną plątaniną zbędnych przewodów, nagrywarka DVD firmy LG, która dobrze radzi sobie do dziś i czyta wszystkie płyty, wspomniana wcześniej obudowa Cooler Master, dysk twardy WD 320 GB, na którym do dzisiaj mam 100GB wolnego miejsca, moja ulubiona myszka Logitech Mx518, której się nieco postrzępiły gumowe boki, podstawowa ale bardzo przyjemna klawiatura Logitech, badziewna kamerka internetowa Creative, karta wi-fi umożliwiająca bezprzewodowe łączenie się z dwoma starszymi komputerami znajdującymi się w naszym domu oraz doskonały 19" monitor LCD Iiyama, świetnie wykonany, z przyjemnymi dla oka, nie efekciarskimi kolorami, o tak regularnym podświetleniu jak tylko jest to możliwe.

Całość musiałem doprawić oryginalnym systemem Windows XP, który już wtedy próbowano wycofywać z rynku mimo tego, że jest to najlepszy system operacyjny jaki powstał. Zdaje się, że kupiłem go naprawdę w ostatniej chwili, tuż przed wymuszonym panowaniem Visty.

Najdroższa była oczywiście sama karta graficzna ale opłacało się ją kupić gdyż jest niezła do dziś. Chybionym pomysłem był natomiast zakup karty dźwiękowej w wersji FATAL1TY EDITION, droższej od zwykłej wersji o 200 złotych, a różniącej się jedynie pozłacanymi gniazdami oraz zbędną dodatkową pamięcią, której ostatecznie twórcy gier nigdy nie wykorzystali.

Komputer składałem oczywiście z myślą o graniu lecz głównym założeniem było moje przejście ze stanu offline na stan online bowiem po raz pierwszy w życiu miałem się łączyć z interenetem z własnego domu. Założenie to zostało zrealizowane, spełniło się moje wielkie marzenie i dzisiaj nie wyobrażam sobie tego abym miał zostać odcięty od sieci. A same gry? Człowiek nie ma już na nie czasu, choć jednak raz na miesiąc odpalam jakiegoś Crysis'a czy innego Gothica 3 i brnę dalej by osiągnąć kolejny wirtuany cel, choć oczywiście zazwyczaj żadnego celu nie osiągam gdyż podobnie jak w życiu - zaczynam coś by nigdy tego nie skończyć. Zresztą chyba więcej radości dają mi stare gry odpalone na emulatorze mojego drugiego w życiu komputera - Zx Spectrum. Wtedy zarówno komputery jak i same gry były romantyczne, czego nie zrozumie ten kto nie żył w tych czasach i nie doświadczał tego wszystkiego. Dzisiaj komputery to już tylko zwykłe narzędzia, a przede wszystkim biznes, jak wszystko dookoła.

Pora kończyć tą chaotyczną notkę gdyż muszę już iść spać by jutro móc udać się na kolejny totalnie męczący dyżur. Od września minęło kilka miesięcy i moja praca ponownie zaczyna mi się wydawać nieco beznadziejna... Muszę się otrząsnąć i zmienić swoje nastawienie bo przecież wiem czym się kończą próby odejścia z firmy. Powrotem.

W tej chwili zauważyłem właśnie, że po zmianach jakie zaszły na PhotoBlogu można teraz tworzyć znacznie dłuższe notki. Cieszy mnie to niezmiernie. :)


2010.01.19 / Wtorek / 20:14 - Milion kliknięć do urlopu

Przez te dwa wolne dni nie udało mi się co prawda napisać ani jednej standardówki potrzebnej do pracy, ale za to ruszyłem wreszcie z miejsca w moje ukochanej grze Crysis. :) Dokonałem sabotażu w koreańskim składzie czołgów i przeszedłem do kolejnej misji, odniosłem kolejny spektakularny sukces życiowy, szkoda, że wirtualny. ;P Jak tak dalej pójdzie to za jakiś rok dobrnę wreszcie do końca tej, wymiatającej do dziś, gry. Wtedy zacznę przechodzić Tomb Raider Underworld, w którym także się zaciąłem...

Od ciągłego klikania myszką w pracy nabawiłem się dziwnego bólu prawej ręki.:/ To taka choroba zawodowa. Kliknij sto razy a nic Ci się nie stanie, ale zrób to dziesięć tysięcy razy w ciągu dnia a uznasz, że wciśnięcie przycisku myszki to duży wysiłek dla twojego organizmu. Człowiek wszystkim może się wykończyć jeśli doświadcza tego w nadmiarze, a praca biurowa często ma więcej wspólnego z pracą fizyczną niż umysłową. Czeka mnie teraz całe pięć dni pracy więc jeszcze sobie poklikam...

Na szczęście do mojego tygodniowego urlopu pozostał już niecały miesiąc, mam więc na co czekać. Pojadę sobie do Puław, siądę przed laptopem siostry i tam będę mógl wykonać kolejne tysiące kliknięć buszując po internecie. :) Jeszcze przed wyjazdem wybieram się wraz z dwiema siostrami na koncert Renaty Przemyk, który odbędzie się w Warszawie 12 lutego. Mam nadzieję, że można jeszcze kupić bilety bo mam zamiar zrobić to jutro po pracy.

A już w czerwcu lub lipcu kolejny urlop... Yeah! Zapewne znowu wybiorę się wtedy rowerem do Puław. :)

W dniu dzisiejszym wygląd PhotoBloga nieco się zmienił, serwis przeszedł odświeżającą metamorfozę i obecnie bardziej mi się podoba. Szkoda tylko, że mojego avatara tak przycięło i nie widać moich namiętnych ust... :/


2010.01.18 / Poniedziałek / 10:56 - Ostre rżnięcie

Wczorajszy dyżur w pracy był dla odmiany bardzo przyjemny, ruch był niewielki, klienci już nie marudzili i mogłem im wciaskać swoje standardy, a w dodatku siedziałem obok koleżanki, którą lubię dzięki czemu mogłem się dowoli nagadać i nasłuchać ciekawych plotek firmowych. Pozbyłem się też paczki papierosów wręczając ją koleżance więc od nałogu po raz kolejny się uwalaniam, tym razem być może skuteczniej.

Dzień dzisiejszy i jutrzejszy to dla mnie dni wolne, siedzę więc w domu planując zająć się przygotowywaniem tego co jest mi potrzebne do pracy a za co nie mogę się zabrać od roku. Może tym razem planowanie zmieni się w działanie.

Na razie dzień zacząłem od zrealizowania pomysłu związanego z kolumnami, które mam w pokoju. Poprosiłem tatę o to by przy pomocy wyrzynarki skrócił część półki na mojej super tandetnej szafce, tak by mogła się pod nią zmieścić kolumna głośnikowa. Efekt pracy widać na zdjęciu, w pokoju jest teraz więcej miejsca, pozbyłem się prowizorycznych podstawek pod kolumny stworzonych ze sterty czasopism, a same kolumny zajmują teraz bardziej optymalne miejsce dzięki czemu także brzmią lepiej, choć niestety sama akustyka mojego pokoju jest dosyć marna.

Więc jednak tata, jego zdolności manualne i narzędzia, które kupił czasem się do czegoś przydają. ;)


"Znów pretensje
Znowu prośby
Głupi szantaż
Głupie groźby
Z nienawiści
Obce twarze
Twoje palce w oczy włażą
Drapią serce pazurami
Jakby nic pomiędzy nami..."

Post Regiment "Słowa o..."


2010.01.16 / Sobota / 20:51 - Sobota dniem narzekania?

Dzika menda ze mnie - dzisiaj nie wytrzymałem i po trzech tygodniach przerwy kupiłem sobie paczuszkę papierosów, a następnie wyjarałem trzy sztuki. Jedyna z tego korzyść jest taka, że uspokoiłem swoje skołatane ostatnio nerwy i w pracy nie denerwowały mnie nawet najbardziej popierdolone smsy od najbardziej popierdolonych klientek. Na takim mrozie jaki ostatnio mamy jednak fatalnie się pali bo dłonie kompletnie zamarzają. :/

Przed rozpoczęciem pracy przeszedłem się na ulicę Łucką obejrzeć uczelnię, na którą zamierzam się wybrać w tym roku, we wrześniu. Moja poprzednia idea, by studiować psychologię mediów, zdechła śmiercią naturalną i obecnie planuję uderzyć na dziennikarstwo - kierunek, który najbardziej mi odpowiada, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Sama uczelnia mieści się zaledwie około 300 metrów od mojej firmy więc okolica też mi się podoba. Póki co to wszystko jest na razie jeszcze dosyć odległe, obecnie staram się zgromadzić odpowiednie fundusze by móc zapłacić za cały rok z góry.

Najbardziej interesuje mnie odpowiedź na jedno pytanie - czy na tej uczelni znajdą się jakieś ładne i fajne dziewczyny. ;P Ach, dziewiętnastolatki - mój target. ;)

Codziennie zajmuje się tylko i wyłącznie pracą i zaraz idę spać by jutro po raz kolejny udać się na ezoteryczny dyżur. Ostatnio mamy na smsach straszny zapierdziel więc praca nie daje mi już prawie żadnej przyjemności, ale daje pieniądze, a to jest najważniejsze.

Zupełnie odpuściłem sobie na czas zimy naukę jazdy. Nie odczuwam potrzeby posiadania prawa jazdy już teraz, a tym bardziej nie odczuwam potrzeby wyrzucania pieniędzy na zakup studni bez dna zwanej samochodem.

Kurwa, nie wiem co się dzisiaj działo w pracy ale klientki narzekały na swoje chujowe życia tak jak nigdy wcześniej - chyba ten mróz tak im się rzucił na mózgi, a raczej na sieczkę którą mają zamiast mózgów, że koniecznie musiały doprowadzić mnie samego do przełączenia się w tryb marudzenia, a przecież zazwyczaj jestem pogodnym człowiekiem i potrafię cieszyć się ze wszystkiego, z każdej najmniejszej duperelki. Nic to, prześpię się i rano znowu będę pozytywnie nastawiony do świata i ludzi, nie będę snuł wizji bolesnych i brutalnych tortur jakim poddałbym wszystkie osoby wierzące we wróżby.

Cóż, może każdy musi trochę pomarudzić od czasu do czasu - klientki marudzą swoim ukochanym wróżkom, a ja mogę sobie pomarudzić na tym oto blogu, także do tego on służy.

Mogę więc ponarzekać jeszcze na papierosy, konkretnie mentolowe L&My, które teraz smakują jak połączenie smoły i popiołu. Najzwyczajniej w świecie nie mam siły na to by wypalić całą paczkę do końca, chyba zaraz wrzucę ją do pieca w kotłowni i nigdy więcej nie sięgnę po wyrób tej firmy. A może kupienie sobie mentolowych L&Mów to dobry sposób na to by rzucić palenie - zero przyjemności, czysta męka, lepiej już nie palić. Kończę z tym po raz kolejny, już lepiej wydać pieniądze na wódkę, po której przynajmniej staję się towarzyski.

Nie podoba mi się też to, że jest tak zimno, mam tego dosyć i czekam na wiosnę. Tyle, że na wiosnę też nie będzie przyjemnie bo znowu rozpocznę jazdy na tym cholernym kursie prawa jazdy, na który nie wiadomo po co się zdecydowałem. Po zakończonym kursie będzie jeszcze gorzej gdy będę musiał udać się na egzamin i tam zmagać się ze stresem... Ech.

Denerwuje mnie też to, że moje Martensy mają zajebiście śliskie podeszwy, w których dosłownie nie daje się przejść przez moją drogę do autobusu. Średnio na jedno dwukilometrowe przejście przez las mam od dziesięciu do dwudziestu potknięć i zazwyczaj przynajmniej jedno pierdolnięcie swoją chudą dupą o lodowisko, w które zamieniła się droga.

Chętnie ponarzekałbym tutaj jeszcze na to, że ukradziono mi kurtkę, która tak bardzo lubiłem, ale to już było wcześniej więc wystarczy tego dołowania się i tracenia czasu na stukanie w klawisze. Moje życie jest przecież naprawdę dobre, lub przynajmniej niezłe, z perspektywą na to, że będzie coraz lepsze.


2010.01.15 / Piątek / 22:21 - SWSPiZ

Dzika menda ze mnie - dzisiaj nie wytrzymałem i po trzech tygodniach przerwy kupiłem sobie paczuszkę papierosów, a następnie wyjarałem trzy sztuki. Jedyna z tego korzyść jest taka, że uspokoiłem swoje skołatane ostatnio nerwy i w pracy nie denerwowały mnie nawet najbardziej popierdolone smsy od najbardziej popierdolonych klientek. Na takim mrozie jaki ostatnio mamy jednak fatalnie się pali bo dłonie kompletnie zamarzają. :/

Przed rozpoczęciem pracy przeszedłem się na ulicę Łucką obejrzeć uczelnię, na którą zamierzam się wybrać w tym roku, we wrześniu. Moja poprzednia idea, by studiować psychologię mediów, zdechła śmiercią naturalną i obecnie planuję uderzyć na dziennikarstwo - kierunek, który najbardziej mi odpowiada, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Sama uczelnia mieści się zaledwie około 300 metrów od mojej firmy więc okolica też mi się podoba. Póki co to wszystko jest na razie jeszcze dosyć odległe, obecnie staram się zgromadzić odpowiednie fundusze by móc zapłacić za cały rok z góry.

Najbardziej interesuje mnie odpowiedź na jedno pytanie - czy na tej uczelni znajdą się jakieś ładne i fajne dziewczyny. ;P Ach, dziewiętnastolatki - mój target. ;)

Codziennie zajmuje się tylko i wyłącznie pracą i zaraz idę spać by jutro po raz kolejny udać się na ezoteryczny dyżur. Ostatnio mamy na smsach straszny zapierdziel więc praca nie daje mi już prawie żadnej przyjemności, ale daje pieniądze, a to jest najważniejsze.

Zupełnie odpuściłem sobie na czas zimy naukę jazdy. Nie odczuwam potrzeby posiadania prawa jazdy już teraz, a tym bardziej nie odczuwam potrzeby wyrzucania pieniędzy na zakup studni bez dna zwanej samochodem.


2010.01.13 / Środa / 21:47 - Ktoś kogo niegdy nie było

Na Haiti miało miejsce trzęsienie ziemi, dzieją się tam straszne rzeczy, zginęło mnóstwo ludzi, jednym słowem koszmar. Tymczasem my sobie tutaj siedzimy w spokojnej Polsce, może nieco za bardzo przysypanej śniegiem, ale jednak mimo wszystko jest dobrze. Jest git. Gdy dzisiaj wyszedłem z pracy i puściłem sobie Faithless na swoich nowych słuchawkach było wręcz cudownie.

Postanowiłem zdjąć hasło ze swojego bloga, postanowiłem być odważnym i nie chować się przed nikim. Żyję tak jak żyję i jeśli komuś się to nie podoba to niech tu nie zagląda. Szczególnie dotyczy to osoby, która kazała mi znikać ze swojego życia, zastnawiam się tylko w jakim celu ta osoba zagląda na mojego bloga skoro nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Mam na myśli Dorotę, która prosi mnie o to bym usunął ze swojego bloga kilka notek z zeszłego roku. Nie chodzi o same notki tylko o zdjęcia, na których się ona znajduje w moim towarzystwie. Nie poprosiła mnie o to oficjalnie, bo nawet do mnie nie napisała, tylko wysługiwała się w tym celu Owcą, więc na razie uważam sprawę za praktycznie nieistniejącą. Czekam na jakąś oficjalną prośbę, którą będę mógł olać.

Moje zastrzeżenie dotyczy tego, że Dorota wiedziała, iż te zdjęcia są tu zamieszczone i na ich publikację wyraziła zgodę, oczywiście nie na piśmie, tylko ustną. Pod zdjęciami znajdują się jej komentarze co jest dowodem na to, że była ona świadoma obecności tych zdjęć na moim PhotoBlogu.

W każdym razie jej prośby nie chcę spełnić z prostego powodu - idea kasowania swojej przeszłości zupełnie mi się nie podoba. Nie chcę naruszać integralności swojego bloga. Tego co się wydarzyło nie można skasować, trzeba umieć akceptować, że popełniało się błędy i się na nich uczyć.

Dorocie powinno wystarczyć to, że ze swojego bloga skasowała każdy mój komentarz i każdą wzmiankę o mnie, nawet tą, na której mi dziękowała za wszystko co dla niej wtedy zrobiłem. Cudownie fałszywe postępowanie.

I pomyśleć, że była to jedyna dziewczyna, dla której gotów byłem zmienić całe swoje życie. Byłem w niej totalnie zakochany, taką miłością, która człowieka oślepia i sprawia, że nie widzi się żadnych wad. Te zdjęcia zamieszczone tutaj miały dla mnie naprawdę wielką wartość, były w pewnym sensie oznaką mojego tymczasowego zwycięstwa, dowodem na to, że coś mi się w życiu udało, choćby na chwilę. Obecnie Dorota chce mi nawet to odebrać. Moje wspomnienia.

Kiedyś pisałem, że ja się nie odkochuję i faktycznie, nie mogę stwierdzić, że się odkochałem. Może tylko z tego powodu zależy mi na tym by te zdjęcia nadal tu były. Może też właśnie dlatego powinienem się zgodzić spełnić jej chorą prosbę. A jak potraktować portret Doroty, który narysowałem?

Najbardziej nie lubię ludzi konfliktowych. Od pewnego czasu staram się takich unikać w pierwszej kolejności.


"Ktoś kogo nigdy nie było zostawił mnie"

Post Regiment "Kolory"


2010.01.12 / Wtorek / 19:59 - Fifteen feet of pure white snow

Zdjęcie sprzed dwóch lub trzech dni.

Jak złośliwie napisała mi pewna osoba - mój blog w tak dokładny i pełny sposób opisuje moje życie, że brakuje tu jedynie informacji o tym, o której godzinie byłem w kiblu. Tak więc pragnę wyjaśnić, że dzisiaj w kiblu byłem dwukrotnie, pierwszy raz rano o 6:30, a drugi po powrocie do domu o 14:30, gdyż właśnie tak wcześnie dzisiaj do domu powróciłem. Aktualnie pęcherz mam prawdopodobnie w połowie zapełniony gdyż czuję lekki ucisk i już wkrótce znowu będę musiał udać się do ubikacji, a gdy zjem pierogi, które właśnie przygotowuje mi mama, będę zmuszony opróżnić swoje kiszki, konkretnie kiszkę stolcową, w której już nagromadził się zbędny balast.

Pozwolicie, że tematu masturbacji nie będę tutaj poruszał, przynajmniej na razie, bo w przyszłości może i o tym zacznę pisać. W końcu skoro się już obnażam to powinienem robić to na całego. Marzy mi się blog tak przenikliwy i szczery, że po dodaniu notki będę się czuł totalnie oczyszczony, albo zwyczajnie pusty.

Pisanie tutaj jest podobne do srania. Sram słowami, które w zasadzie nic nie znaczą, jednak co jakiś czas muszę to robić ze względów czysto fizjologicznych, żeby nie eksplodować.

Celowo nie chcę opisywać dzisiejszego dnia, bo był dosyć nietypowy. Dużo dzisiaj myślałem i doszedłem do wniosku, że jestem w naprawdę nieciekawej sytuacji życiowej lub raczej moja obecna sytuacja jest bardzo dobra, tylko w przyszłości może być marna. Zacząłem odczuwać niepewność jutra i zastanawiać się jak będzie wyglądało moje życie za dziesięc lub dwadzieścia lat.

Chciałbym napisać, że czasami najlepiej jest po prostu za dużo nie myśleć ale to nieprawda. Trzeba myśleć, trzeba planować, trzeba mieć pomysł na życie. W dodatku trzeba mieć odwagę by ten pomysł realizować. A ja czasami boję się wszystkiego.


2010.01.10 / Niedziela / 22:06 - Śnieżna zajekurwabica

Tą pogodę musiałem uwiecznić na zdjęciu podobnie jak swoje zmęczenie po dzisiejszym dyżurze. Autorem zdjęcia jest kolega muzyk, który dołączył do naszej firmy jakieś dwa miesiące temu, bardzo fajny człowiek, doskonale znający się na muzyce, intensywnie używający mózgu. Zanim go poznałem wydawało mi się, że to ja jestem znawcą muzyki, okazało się jednak, że moja wiedza jest naprawdę mizerna. :)

Jak widać na zdjęciu warunki na warszawskich ulicach były dzisiaj bardzo interesujące. Za moimi plecami widać jedną z najważniejszych arterii miasta - Aleję Jana Pawła II, którą przekraczam codziennie dwa razy w drodze do pracy. Codziennie dwa razy brnę też przez dwukilometowy odcinek w lesie i dzisiaj przejście od autobusu do domu wiązało się ze sporym wysiłkiem - śniegu nasypało mniej więcej do połowy łydek czyli niby sporo ale jednak do zimy stulecia jeszcze daleko... Nie panikujmy, nie marudźmy. :)

Moim zdaniem jest całkiem zabawnie.

Wirtualna znajoma, którą właśnie usunąłem ze znajomych na PhotoBlogu i na Naszej Klasie stwierdziła, że jestem wredny. Też mi odkrycie - wredność to mój znak firmowy. :) Najwredniejszy jednak jestem w stosunku do osób, które uważam za puste, głupie i ogólnie złe i z takimi osobami najchętniej kończę znajomość. :P

Błogosławieni wszyscy których lubię albowiem musieli być naprawdę w porządku skoro sobie zasłużyli na moją przychylność. :) Pozdrawiam te kilka osób.

W zasadzie staram się lubić wszystkich choć ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że takie postępowanie jest głupie. Gdy spotyka się kogoś nowego to pierwszą reakcją nie powinno być obdarzenie takiej osoby zaufaniem i uznanie, że jest dobra tylko zrobienie czegoś zupełnie odwrotnego.


2010.01.10 / Niedziela / 20:41 - Naznaczony

Przełamałem się i pierwszy raz w życiu wrzuciłem pieniądze do puszki WOŚP. Rano znalazłem na koncie ostatnie grosze i wypłaciłem je w bankomacie. Wolontariusze, których nad ranem było na ulicach więcej niż zwykłych ludzi, dopadli mnie jeszcze w metrze, otrzymałem od nich serduszko, sfotografowałem je, a dziesięć minut później już go nie miałem gdyż odkleiło się od mojej kurtki i upadło w błoto, przez co później wyglądałem na skąpca lub przeciwnika Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, którym przecież nie jestem. :) Powinni je przyklejać na super glue. :P

Niestety w pracy odbyłem totalnie wkurwiający dyżur, ze stałą liczbą siedemdziesięciu klientów do odpisania przez co nie miałem już siły iść pod Pałac Kultury na koncerty i Światełko Do Nieba. W ten sposób zawiodłem Klaudię, która chyba jednak liczyła na to, że się tam zjawię... Ale ze mnie menda. Teraz trochę żałuję, że tam nie poszedłem, ale na szczęście tylko trochę. Obejrzałem relację w telewizji i stwiedziłem, że w Warszawie było najlepiej - inne miasta nawet się nie umywają do stolicy. :P


2010.01.09 / Sobota / 20:07 - XVIII Finał WOŚP

Zdjęcie sprzed dwóch dni, gdy jeszcze Warszawa nie była tak przysypana śniegiem jak dzisiaj, gdy właściwie tak samo ciężko szło się przez las jak i przez centrum miasta, full śniegu wszędzie.

Dzisiaj po raz pierwszy od pięciu lat wyszedłem z domu bez telefonu komórkowego, niechcący oczywiście, zapominając włożyć go do kieszni. Dziwnie się człowiek czuje bez telefonu, już nie pamiętam nawet jak wyglądało kiedyś życie gdy go nie miałem (telefonu oczywiście, choć życia w zasadzie też kiedyś nie miałem). Komórkę kupiłem jednak dosyć późno, bo dopiero w roku 2005, gdy wszyscy już je posiadali.

Ogólnie dzisiejsza sobota była nijaka, bez wyrazu troszeczkę, bez ekscytacji. Jutro za to może być ciekawiej bo mamy kolejny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak zwykle będę się starał omijać wolontariuszy z puszkami szerokim łukiem, nie dostanę więc serduszka. Nie chodzi o to, że nie popieram tej idei bo wszystko w niej wydaje się jak najbardziej wspaniałe, ale ja po prostu nie mam już grosza przy duszy, wypłata dopiero w przyszłym tygodniu. :P

Jeszcze nie wiem czy idę jutro pod Pałac Kultury, ale nawet jeśli pójdę to wysiedzę tam maksymalnie do 20:00, czyli do czasu Światełka Do Nieba. Może jutro już nie będzie tak sypać śnieg jak dziś... Tylko z kim ja tam mam iść? Będę musiał kogoś namówić ale chyba nikt mnie nie lubi. ;D

Wczoraj wspomniałem, że nie palę papierosów już od ponad tygodnia, lecz dzisiaj uzmysłowiłem sobie, że mój celibat trwa już trzy tygodnie - ostatnio paliłem w Puławach przed świętami. Czyżby koniec nałogu?


2010.01.08 / Piątek / 23:16 - Kurtka bez charakteru

Tak marnie prezentuje się moja nowa kurtka, która zastąpiła tą skradzioną. Specjalnie wybrałem takie ciemne zdjęcie żeby jak najmniej było widać bo naprawdę nie ma czego oglądać, brakuje tek kurtce charakteru, który miała poprzednia. :)

Natomiast jeśli chodzi o kradzieże w naszej firmie to jutro podobno ma zostać zainstalowana kamera nad wyjściem dzięki czemu będzie można namierzyć osobnika próbującego dokonać zbrodni. Myślę, że kraść może któraś z czarownic-wróżek zajmujących pokój call center, zapewne będąca przy okazji kleptomanką. ;)

Widoczne u góry zdjęcie zostało zrobione przez Przyjaciółkę podczas dzisiejszego spotkania na stacji metra. Byłem dzisiaj w złym nastroju, sam do końca nie wiem z jakiego powodu, może dlatego, że od ponad tygodnia nie zapaliłem papierosa, a może wpływa tak na mnie marna sytuacja Przyjaciółki, którą ja osobiście bardziej się przejmuję niż ona sama... Nie wiem. W pracy było przecież bardzo przyjemnie, spędziłem cały dyżur w towarzystwie pięknej Mariolki, co zawsze poprawia mi humor. Niestety zdjęto nam już ozdoby świąteczne i bez nich jest dosyć pusto, ale coż począć, święta już minęły dawno temu i trzeba powrócić do normalności.

Taka szara styczniowa codzienność.


2010.01.07 / Czwartek / 20:38 - Przyjaciółka na smsach

Dzisiejszy dzień w pracy był urozmaicony za sprawą wizyty Przyjaciółki, która wpadła do naszego centrum operatorskiego by starać się o pracę. O 11:00 odbyła rozmowę informacyjną a w samo południe rozpoczęła trzy bezpłatne godziny próbne na rozrywce. Siedziała za mną więc mogłem zerkać jak idzie jej dyskutowanie z klientami na tematy erotyczne i muszę przyznać, że szło nieźle, nawet lepiej niż moje po trzech latach i pewnie dlatego została przyjęta na okres stażowy. Na razie jednak nie będzie mogła u nas pracować gdyż musi załatwić pewne formalności, a poza tym stwierdziła, że najprawdopodobniej i tak będzie jednak szukać innej pracy. Dziś jednak już pierwsze ziarno zepsucia zostało w niej zasiane. :P

Swoją drogą Przyjaciółka to ta malutka blondynka siedząca za moimi plecami na zdjęciu, niemal całkowicie zasłonięta przez oparcie krzesła. :) Jej wizerunku od przodu raczej nigdy tutaj nie ujawnię gdyż najzwyczajniej w świecie Przyjaciółka nie wyraża na coś takiego zgody, podobnie jak na to bym publicznie podał tutaj jak ma na imię.

Po trzech godzinach próbnych jej zdanie na temat mojej pracy było zaskakujące - to zajęcie jest nudne. :)

Tymczasem wczoraj w nocy drugiej osobie z naszej firmy ukradziono kurtkę. To zaczyna być prawdziwą plagą. Dobrze, że do mojej pensji doliczono właśnie 250 złotych w ramach rekompensaty. Do nowej kurtki już się przyzwyczaiłem i nie narzekam, że poprzednia znikła. Łatwo przyszło, łatwo poszło.


2010.01.06 / Środa / 19:09 - Piętno smsów

Cofając się nieco w czasie - kolega z firmy wyrobił w grudniu rewelacyjny dodatek za średnią wynoszący 1440 złotych., co oznacza, że ogólnie zarobi około 3500 złotych. Mogę mu tylko pogratulować sprytu i wytrwałości, ja osobiście nawet nie mogę się zabrać za stworzenie podstawowych standardówek, które ułatwiłyby mi pracę. Tak to już wygląda - jeden człowiek jest leniem, drugi jest pracowity i przy okazji ma jeszcze łeb na karku. Te same możliwości lecz różne ich wykorzystanie.

Skupiając się na opisie wydarzeń w firmie mogę jeszcze dodać, że moja najpiękniejsza koleżanka już powróciła po kilkutygodniowej przerwie więc ponownie się z nią widuję, ale to w zasadzie tyle bo przecież nic z tego nie wynika skoro jest zajęta. Natomiast druga koleżanka, która także mi się podoba, i którą bardzo lubię była przez pewien czas wolna, konkretnie przez jakieś trzy lub cztery tygodnie, ale obecnie już nie jest gdyż następcę swojego byłego chłopaka znalazła właśnie w firmie. Trzy dni temu weszła na salę i już po samym wyrazie jej twarzy poznałem, że kogoś znalazła, a raczej, że jest zakochana. Miłość zmienia ludzi. Seks też. Mnie osobiście zakochani wkurzają, a już najbardziej wkurzający byłem ja sam rok temu. ;) Wspominam o tym tak sobie, troszeczkę z zazdrości... ;) Tymczasem w Sylwestra inny kolega oświadczył się swojej dziewczynie, także poznanej w firmie - będzie to zatem kolejna para małżeńska wywodząca się z CSW. :) Fajnie. Niestety same oświadczyny nie miały miejsca w Centrum Operatorskim, a szkoda.

Piszę o tym wszystkim bo ostatnio właśnie naszą firmę uważam za najlepsze miejsce do szukania przyszłej partnerki. Może potrzebna mi jest dziewczyna naznaczona piętnem smsów? ;) W firmie jest jeszcze jedna koleżanka, z którą bardzo przyjemnie mi się rozmawia, chyba dlatego, że jest gadułą... W ogóle zauważyłem ostatnio, że najlepiej się czuję w towarzystwie takich właśnie gaduł, które pierwsze się do mnie odzywają i jakoś wciągają w rozmowę. Przy takich dziewczynach się rozkręcam, takiej mi potrzeba. ;) Ale dosyć o babach...

Na zdjęciu pociąg metra zapchany do granic możliwości. Właśnie tak to ostatnio wygląda gdy wychodzę z pracy o godzinie 17:00. Przychodzę na stację Metro Świętokrzyska i zwyczajnie nie mieszczę się do pociągu podobnie jak wielu innych ludzi. Przejeżdża jeden, drugi, trzeci a ja czekam... Przez to nie zdążam na autobus i muszę wracać do domu nastepnym. Może brakuje mi siły przebicia? ;P

Przyjaciółka jakoś sobie radzi w nowej pracy lecz ma problemy ze znalezieniem mieszkania co oznacza, że przez jakiś czas może nocować u mnie w domu. Na razie jeszcze nie była zmuszona do tak drastycznych posunięć ale chyba niebawem nadejdzie czas gdy pozostanę jedyną osobą, która zgodzi się ją przygarnąć. Ja się z tego cieszę bo zawsze wolę spać z dziewczyną u boku niż sam. ;)

W niedzielę osiemnasty finał WOŚP więc może po pracy wybiorę się pod Pałac Kultury, tylko jeszcze nie wiem z kim... Może Klaudia zechce mi towarzyszyć, a może Przyjaciółka? Albo obie.

Wziąłem tygodniowy urlop na luty więc niebawem ponownie odwiedzę Puławy. To będzie taka dziwna rocznica najlepszego tygodnia w moim życiu... Mam nadzieję, że nie zapalę wtedy żadnego papierosa, bo póki co udaje mi się nie kupować kolejnej paczki.



2010.01.03 / Niedziela / 22:52 - Pierwsza randka w roku 2010

Dzisiejszy dzień przyniósł niespodziankę w postaci mojego spotkania z Przyjaciółką, która zawitała do Warszawy i od jutra rozpoczyna już swoją karierę w call center. Z pracy wypuszczono mnie wcześniej ze względ na mały ruch, więc już o 15:00 poszliśmy do McDonalda przy Marszałkowskiej, w którym byliśmy na naszej pierwszej randce jeszcze w czerwcu. Tym razem byłem prawie bez grosza przy duszy więc musieliśmy się zadowolić zaledwie średnimi frytkami bez żadnego napoju, na który już nie starczyło kasy... ;P

Spędziliśmy razem ponad trzy godziny. Wysłuchałem wszystkiego co Przyjaciółka miała do opowiedzenia, a miała całkiem sporo w związku z tym co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Ja też coś tam poopowiadałem, na przykład o tym jak to ukradziono mi kurtkę lub o kolejnych podobających mi się dziewczynach, a jest ich coraz więcej... ;) Najbardziej jednak podobała mi się dzisiaj sama Przyjaciółka, która zaczęła wyglądac naprawdę bardzo efektownie, chyba bardziej za sprawą przypadku niż z własnej woli. ;D Nie, ogólnie przyjaciółka jest bardzo seksowną, w moim rozumieniu tego słowa, dziewczyną. Gdybym miał kiedyś po raz drugi tracić swoje dziewictwo to chciałbym je tracić właśnie z nią. Zresztą za pierwszym razem także wolałbym je stracić własnie z nią, lub kimś takim jak ona, ale niestety gdy się poznaliśmy to już żem go nie posiadał... ;)

Ale to co mi się w niej najbardziej podoba to podobne do mojego podejście do życia i podobny sposób myślenia, co właściwie kończy się tym, że praktycznie rozumiemy się bez słów i możemy siedzieć tak naprzeciwko siebie, nic nie mówiąc, obserwując otoczenie w typowy dla zodiakalnych raków sposób. Fajnie jest mieć kogoś z kim można posiedzieć i po prostu pomilczeć.

Jakże przyjemnie jest być nudnym człowiekiem. :)


"Dzień
I jeszcze jeden
Dzień
Jeszcze jeden
Jesteśmy blisko
Cicho pulsują drżenia
Nie potrzeba tylu słów
Nie jest ważne wszystko
Cicho
Cicho
Nie potrzeba tylu słów
Nie jest ważne wszystko"

Pidżama Porno "Spokój i ręce"


2010.01.02 / Sobota / 16:46 - Noworoczny pesymizm

Cholera, mam zwyczaj siadać z nogą założoną na nogę, jak kobieta... Nic na to nie poradzę - tak jest mi najwygodniej.

Pierwsze dni roku jak zwykle nie nastrajają mnie zbyt optymistycznie, pojawiają się w mojej głowie wyłącznie same złe myśli, wydaje mi się, że to będzie rok tak fatalny jak żaden wcześniejszy... Ale spoko, rok temu było ze mną tak samo.

W pracy posiedziałem sobie wczoraj samotnie do samego rana na ezoteryce, od północy niewiele robiłem a od godziny 3:00 już zupełnie nic... Oby tak było jak najczęściej. Dzisiaj mam dzień wolny, a właściwie tylko kawałek dnia bo ledwo wstałem a już będę musiał iść spać.

Chyba jestem w tym decydującym momencie żywota, w którym jeszcze mogę rzucić palenie i właśnie dzisiaj rano nie wszedłem do sklepu po kolejną paczkę papierosów, chociaż miałem taką możliwość. Powstrzymałem się i mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym swoim noworocznym postanowieniu... Bo na przykład starsza siostra już podobno nie jest w stanie się wyrwać ze szpon nałogu.

Dobra, jakiś zjebany jestem, senny i ogólnie wypalony... Chyba wezmę sobie tydzień urlopu.

Zastanawiałem się czy nie iść do kina na Avatar ale dzisiaj rano obejrzałem sobie z niego urywki i stwierdziłem, że to nie film tylko produkt gierkopodobny, w dodatku z fatalną animacją postaci i zupełnie nie rozumiem czemu wszyscy tak się srają opowiadając o tych efektach specjalnych. Pozwalam go sobie oceniać jeszcze przed obejrzeniem i decyduję się na niego nie iść... Kiedyś powstawały prawdziwe filmy, dzisiaj kino umiera na naszych oczach.

Kurcze, Kieślowski tak mówił przed swoją śmiercią. Może mój czas też już się zbliża...

Siedzę i słucham The Beatles... Jeszcze trochę tak sobie posiedzę... A później sobie poleżę.


"There's nothing you can do that can't be done
Nothing you can sing that can't be sung
Nothing you can say but you can learn how to play the game
It's easy

Nothing you can make that can't be made
No one you can save that can't be saved
Nothing you can do but you can learn how to be you in time
It's easy

All you need is love
All you need is love
All you need is love, love
Love is all you need"

The Beatles "All you need is love"


2010.01.01 / Piątek / 17:17 - Powitanie roku 2010 w pracy

Przeżyłem i niemal 500 złotych za jedną nockę zarobiłem. :)

Jak widać na zdjęciu - jeszcze przed północą próbowałem wprowadzić się w odpowiedni nastrój przy pomocy Absolwenta, którego zacząłem w siebie wlewać już w autobusie. :) Kilka minut przed północą opuściliśmy swoje stanowiska i wyszliśmy na ulicę by tam przywitać Nowy Rok z kubkami szampana w ręku. Fajerwerki były raczej marne jak na Warszawę ale ogólny nastrój był jak zwykle dobry... Mój nastrój zdecydowanie poprawił się po wypiciu szampana i przez jakieś dwie godziny nie bardzo byłem świadom co właściwie piszę klientom, ale oni prawdopodobnie także nie do końca wiedzieli co czynią... ;) Niektórzy przysyłali smsy typu "Asiiiim wskskkss najlppppss w 2200 .sjwiiii", choć u nich takie rzeczy zdarzają się także na trzeźwo. ;D

Tuż po przyjściu do pracy dowiedziałem się od koleżanki-artystyski, o której wspominałem kilka razy na blogu, że już kilka miesięcy temu dowiedziała się ona o tym, że cytowałem tu tekst jej piosenki i w ogóle kilka osób z pracy wie o tym, że takiego bloga piszę. W odnalezieniu go pomógło im zapewne Google, którego nie powstrzyma nic - skieruje wszystkich na twojego bloga nawet jeśli sobie tego nie życzysz. Znalazłem się więc w nieco dziwnej sytuacji ponieważ wcześniej wydawało mi się, że photoblog i moja praca to dwa zupełnie różne światy, które są od siebie oddzielone, że nikt z pracy nie będzie czytał tego co ja tutaj wypisuję. Okazało się, że jest jednak inaczej ale po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że niewiele to zmienia, najwyżej kilka osób więcej będzie wiedziało, że jestem nienormalny. ;) Zresztą, kogo to wszystko obchodzi...

Niestety koleżanka nie chciała się wczoraj ze mną sfotografować, a nawet gdyby to zrobiła i gdybym zapytał ją czy wyraża zgodę na pojawienie się na moim blogu to pewnie by się nie zgodziła i ostatecznie i tak nie mógłbym jej tutaj pokazać. Oczywiście zawsze pojawia się pokusa by zamieścić tutaj czyjeś zdjęcie bez jego zgody a nawet bez jego wiedzy... Jaka grozi za to kara? Może kiedyś się przekonam gdy zostanę za coś takiego zaciągnięty do sądu. ;)

Aktualnie, po wprowadzeniu hasła, mojego bloga czyta około 30 osób dziennie, wcześniej ta liczba wynosiła około 200. Zatem nawet jeśli tutaj napiszę coś o kimś lub zaprezentuję kogoś na zdjęciu to nie trafi on do szerokiej rzeszy internautów, bez obaw. To bardzo kameralny blog... ;)

Idę do pracy na kolejny dyżur...