2010.03.30 / Wtorek / 18:59 - Do Puław przez Lublin

W firmie czekała na mnie wspaniała wiadomość - po raz kolejny nie musiałem pracować dzięki czemu do Puław przyjechałem już w południe. Ponieważ nie chciało mi się korzystać z usług PKP postanowiłem wsiąść do busa, który omija Puławy i jedzie do Lublina, a następnie drugim busem wróciłem z Lublina do Puław. :) Przy okazji posiedziałem sobie przez kilka minut na zamku, który swoją drogą bardzo lubię.

Jestem więc w Puławach i będę tu przez kolejne trzy dni. Dziewczyna, do której napisałem na Naszej-Klasie jeszcze mi nie odpisała i prawdopodobnie jeszcze nie odebrała mojej wiadomości... W każdym razie nie wchodziła na mój profil. ;) Pokazałem jej zdjęcie siostrze i siostra zapytała się - "czy wszystkie dziewczyny, które Ci się podobają muszą mieć takie dziwne oczy?". Zdecydowanie tak. ;P

Jeśli za ten leniwy marzec zarobię przynajmniej 1000 złotych to będzie dobrze... Za to obiecuję sobie, że w kwietniu będę pracował tyle ile się da. :)


2010.03.29 / Poniedziałek / 22:19 - Her eyes, she's on the dark side

Lekko pokręcony dzień. Rano w autobusie linii 714, którym ostatnio jeżdżę do pracy, wypatrzyłem dziewczynę, na widok której zrobiło mi się słabo i kilkukrotnie przeszły mnie dreszcze... Widocznie musiałem w jej oczach wypatrzeć jakiś dramat skoro mi się spodobała. Niepokojący wygląd i spojrzenie nie wróżące niczego dobrego. Oczywiście nie znalazłem w sobie odwagi na to by się do niej odezwać (skąd ja to znam?) i poszedłem w swoją stronę... Niezupełnie wyłącznie w swoją bo tramwajem też jechaliśmy tym samym. Ciekawe przeżycie bo ostatnio tak duże wrażenie zrobiła na mnie Dorota, choć to było co innego...

W firmie dowiedziałem się, że dzisiaj mam rozrywkę zamiast ezoteryki, a następnie oddałem swój środowy dyżur koledze, dzięki czemu do Puław będę mógł jechać już jutro po pracy. Super. :) To, że mniej zarobie nie ma żadnego znaczenia.

W drodze powrotnej do domu, w autobusie swojskiej linii 708 wypatrzyłem inną piękną dziewczynę, absolwentkę pedagogiki - Agnieszkę z Truskawia, o której już wystarczająco dużo napisałem kilka tygodni temu. To nie było ważne przypadkowe spotkanie ale naszła mnie ochota na zapalenie papierosa, którego ostatecznie jednak nie zapaliłem...

Po powrocie do domu postanowiłem przekonać się czy dziewczyna, którą widziałem rano w 714 znajduje się na Naszej-Klasie. Okazało się, że jak najbardziej tak, dzięki czemu dowiedziałem się jak ma na imię i nazwisko oraz ile ma lat... Dwudziestoletnia Monika studiująca pedagogikę. Nie mogłem się powstrzymać i niewiele czasu potrzebowałem na to by do niej napisać... Nie wiem po co to zrobiłem ale na szczęście nic nie powinno z tego wyniknąć.

A może jak zwykle mam do tego wszystkiego złe podejście i powinienem obudzić w sobie prawdziwego zdobywcę? Wyznaczyć sobie konkretny cel i do niego dążyć? W teorii jest to proste, w praktyce - niewykonalne.

Jutro do pracy jednak nie pojadę już autobusem 714... ;) Dziwny ze mnie człowiek. Zadaję sobie teraz pytanie - po co ja to robię? Ostatnio takie pytania zadawałem sobie na początku zeszłego roku...

Na zdjęciu uwielbiane przeze mnie buty - moje kochane Vansy, które kupiłem jeszcze za pieniądze babci. Noszę je już z 5 lat i niemal nie widać na nich śladu zniszczenia.


2010.03.28 / Niedziela / 12:47 - Dzień niespodziewanie wolny

Uwielbiam takie akcje - wchodzę do firmy i supervisor wita mnie słowami "Euzebiusz, nie chciałbyś przypadkiem iść dzisiaj do domu zamiast pracować?". Na takie pytanie zawsze mam jedną odpowiedź - taaak! :)

Już o 8:30 wyszedłem więc z firmy i przespacerowałem się po Warszawie takimi ulicami jak Łucka, Żelazna i al. Jana Pawła II. Dzisiaj jest Niedziela Palmowa co zrozumiałem dopiero wtedy gdy zobaczyłem dziesiątki ludzi z palemkami w ręku. Do kościoła nie poszedłem ale za to mama się tam wybrała... Pewnie właśnie z powodu Niedzieli Palmowej ruch w pracy jest mały i dlatego nie byłem tam potrzebny.

Na zdjęciu, w tle, widać miejsce mojej pierwszej w życiu pracy, w której wytrwałem całe dwa dni. Cóż, gdy jakaś praca nie przypadnie mi do gustu to szybko ją rzucam, co udowodniłem w przeszłości. Przede wszystkim jednak muszę czuć, że ludzie, z którymi pracuję, zwłaszcza przełożeni, stanowią dla mnie autorytet. Nie jest przyjemnie pracować z ludźmi z zupełnie innej bajki, którzy stoją na niższym poziomie od Ciebie, których uważasz za matołów. Na szczęście mojej obecnej firmy to nie dotyczy.


2010.03.27 / Sobota / 15:01 - Home not alone

Tak jak przypuszczałem i tak jak było zapowiadane, pogoda popsuła się, słońce znikło za chmurami, zrobiło się zimniej, nie wyszedłem więc z domu ale przynajmniej wyszedłem ze swojego pokoju. Siedzę przy komputerze, robię to i owo, a obok leży siostra, która ogląda "The virgin suicides" na dvd. Telewizor nadal jest w pełni sprawny i zajebisty ale już nie wydaje się być tak duży jak na początku. Dlatego gdy w przyszłości będę kupował kolejny to koniecznie musi on mieć co najmniej 46 cali. ;) Człowiek łatwo się przyzwyczaja do tego co dobre.

Dzisiaj żadnego zdjęcie nie zrobiłem więc wrzucam kolejne z dnia wczorajszego.

W środę po pracy jadę do Puław by w piątek wrócić tutaj wraz z siostrą. Cóż za odmiana.


2010.03.26 / Piątek / 23:08 - I like the way you ride

Pierwsza Masa Krytyczna w tym roku już za mną. Ostatnio na Masie byłem jedenaście miesięcy temu ale w tym roku chyba częściej będę uczestnikiem tej legendarnej warszawskiej imprezy. Dzisiejsza nie trwała zbyt długo, zaledwie dwie godziny, a jej trasa przebiegała przez niezbyt przeze mnie lubiane i niezbyt ładne Bródno. Po drodze było kilka atrakcji, takich jak dresiarz, który na Pradze Północ chciał się bić z człowiekiem z obsługi Masy, czy piesi na Krakowskim Przedmiściu pchający się prosto pod koła rowerzystów... Na masie zawsze można też wypatrzyć ciekawie wyglądające dziewczyny i dzisiaj nawet doszedłem do wniosku, że na oko dziewczyn jest jakby więcej niż facetów, co zresztą nie dotyczy tylko Masy Krytycznej ale ogólnie całej populacji. :) Najpiękniej jednak wyglądało Śródmieście widziane z Mostu Gdańskiego. Uwielbiam warszawskie mosty nocą.

Kolegi, którego się spodziewałem niestety nie było, tak samo jak kolegi z pracy, ale za to spotkałem innego, którego ostatnio widziałem jakieś sześć lat temu. Czas nie obszedł się z nim zbyt łaskawie - przytył i w widoczny sposób zestarzał się, ale to chyba normalne... Zresztą niedługo o mnie też już nikt nie powie, że nie wyglądam na swoje lata. Chlip. ;(

Pogoda była rewelacyjna i szkoda, że jutro już ma być gorsza bo chętnie jeszcze bym sobie pojeździł na rowerze. Zapewne jednak wolną sobotę spędzę przed telewizorem albo przed komputerem. Super.


"Nonsense is better than no sense at all"

Nomeansno "0+2=1"


2010.03.25 / Czwartek / 23:12 - Spacer z panną Klaudią

Jeee, nareszcie znowu mogę pokazać się na swoim blogu z przedstawicielką płci żeńskiej u boku! Ach, jak ja to lubię. ;D

Wczoraj otrzymałem tradycyjną pocztą pocztówkę od widocznej na zdjęciu panny Klaudii i w ten oto sposób w ogóle przypomniałem sobie o jej istnieniu. ;) To był miły gest z jej strony bo w zasadzie jeszcze nigdy od nikogo nie dostałem pocztówki, a przynajmniej nie przypominam sobie takiego faktu. Mieszkamy około dwadzieścia kilometrów od siebie ale nie widzieliśmy się już prawie cztery miesiące, głównie z mojego powodu, więc postanowiłem to nadrobić i umówiłem się z Klaudią na spotkanie dzisiaj po pracy. Zdecydowanie było warto bo te dwie godziny spaceru i przesiadywania na ławkach skutecznie przywróciły mi dobry humor, który już od dosyć dawna u mnie nie występował. Pokręciliśmy się po Śródmieściu, posiedzieliśmy w moim ulubionym Metropolitanie, w którym niestety jeszcze nie włączono fontanny, przede wszystkim porozmawialiśmy na różne tematy... Albo tylko mi się tak wydawało albo tym razem Klaudia dała się poznać od nieco innej strony, wyjątkowo pozytywnej, pogodnej, neutralizującej mój wieczny pesymizm. Po dzisiejszym spotkaniu doceniłem ją bardziej niż po jakimkolwiek wcześniejszym. Git dziewucha. ;)

Nie, naprawdę, Klaudia jest bardzo w porządku. Wydaje się miec 0% autodestrukcji, która w mniejszym lub większym stężeniu występuje u wszystkich innych dziewczyn, które nieco lepiej poznałem. Oczywiście można sobie zadać pytanie czy przypadkiem autodestrukcja nie jest dla mnie czymś pociągającym... Lepiej żeby nie była bo to by niczego dobrego nie wróżyło.

Jutro wybieram się na Masę Krytyczną, na której niestety ani Klaudii ani jej brata nie będzie, za to powinien być inny kolega ze szkoły, a jak dobrze pójdzie to dołączy do nas jeszcze kolega z pracy. Pogoda na pewno dopisze.

Przede mną dwa dni wolne. Pora na wypoczynek.


2010.03.23 / Wtorek / 18:04 - Michał szary, Michał biały

Dzisiejszy piękny, słoneczny dzień spędzałem niezupełnie tam gdzie miałem spędzać planowo, czyli niezupełnie w pracy, za to w zupełnie innym miejscu, w którym zazwyczaj robię udane zakupy ubraniowe - w Arkadii. Nadeszła wiosna, w zimowej kurtce było mi już zdecydowanie za ciepło więc pojawiła się konieczność dokonania zakupu nowej, tym razem wiosennej, będącej zarazem jesienną. Wcześniej na wiosnę i na jesień zakładałem kurtkę w kolorze khaki przywiezioną dawno temu przez mojego ojca chrzestnego z Iraku, podobno oficjalną wojskową kurtkę Nato. Była fajna ale jednak trochę za duża na mnie więc prawdopodobnie już nie będę w niej zbyt często chodził, będzie wisiała w szafie aż zje ją grzyb zamieszkujący wszystkie szafy w naszym domu. Dzisiaj odziałem się więc w nową kurtkę i nowy sweterek, który także musiałem kupić bo wcześniej miałem tylko jeden. Sam siebie zadziwiłem tym, że zdecydowałem się inny kolor niż czarny, ale cóż... Może jestem coraz mniej mroczny. ;)

Do Arkadii udałem się z zamiarem dokonania zakupu eleganckiego płaszcza, który chyba można także nazywać jesionką, ale niestety cena takiego cuda w jedynym sklepie, w którym można go znaleźć, czyli Royal Collection wynosi nieco ponad 600 złotych więc zrobiło mi się żal moich ciężko zarobionych pieniążków. :) Zamiast tego udałem się do C&A oraz Cubusa, w których zawsze można znaleźć coś w rozsądniejszej cenie (poza tym kasjerka w Cubusie ma fajne cycki więc lubię tam chodzić). Ogólnie jednak muszę to powtórzyć jeszcze raz - ciężko się ubrać gdy jest się takim chudzielcem jak ja. Szczególnie przydałaby mi się klatka piersiowa, której obecnie nie posiadam. ;(

Przede mną dwa dni pracy, po nich dwa dni wolne... W pracy nuda, w czasie wolnym nuda... Za to dokładnie rok temu we wtorek było przyjemnie. Powtarzam się? ;P


2010.03.22 / Poniedziałek / 06:12 - Wet pussy

Wczoraj przeszedłem chrzest bojowy - pierwszy raz w tym roku pojechałem rowerem do pracy i niestety od razu trafiłem na wielką ulewę w drodze powrotnej. :/ Rano wszystko było w porządku, świeciło słońce i nawet było mi trochę za gorąco, za to o 16:00, gdy wyszedłem z pracy, lało równo przez kilka godzin... Nie szkodzi, mimo wszystko było fajnie, ciepło, tylko jeden minus, że musiałem się później w domu długo suszyć a wszystkie ubrania poszły do prania bo pojechałem rowerem, który akurat nie ma błotników. ;)

Dzisiaj do pracy jadę jednak autobusem, bo rower przestał sprawnie funkcjonować po otrzymaniu tak dużej dawki błota. ;)


"Cease to resist, giving my goodbye
Drive my car into the ocean
You'll think i'm dead, but i sail away
On a wave of mutilation
A wave
Wave"

Pixies "Wave of mutilation"


2010.03.20 / Sobota / 18:08 - Rozerwany

Ta ulotka reklamowa z mojego ośrodka szkolenia kierowców, która służy mi jako zakładka do książek, przypomniała mi dzisiaj o tym, że jestem w trakcie zdobywania prawa jazdy i w kwietniu powinienem wreszcie wrócić na jazdy. Nie spieszno mi do tego, najchętniej zwyczajnie wycofałbym się teraz z kursu ale niestety w takim przypadku nie dostałbym zwrotu połowy pieniędzy więc to raczej nie ma sensu, będę tak jeździł do końca trzydziestu godzin, by następnie doświadczyć porażki podczas egzaminu. Niestety odechciało mi się jeździć samochodem a tym bardziej odechciało mi się go kupować.

Za to jutro mam zamiar jechać do pracy rowerem i jeśli tylko rano nie będę zbyt zaspany to pewnie zdecyduję się na ten krok. Dobrze by było gdybym się nie pochorował tak jak rok temu gdy pierwszy raz pojechałem rowerem do pracy w kwietniu...

Dzisiaj w pracy byłem tylko sześć godzin podczas których rozrywałem się na rozrywce. W zasadzie w przeciwieństwie do ezoteryki ciężko nazwać to pracą, przypomniałem sobie dawne czasy gdy chodzenie do firmy nie było przeze mnie traktowane jak praca... Te czasy raczej już nie wrócą ale mi to nie przeszkadza.

Wczoraj przed snem zmarnowałem dwie godziny na obejrzenie totalnie dennego, beznadziejnie nakręconego, pustego filmu jakim jest "Piła". Może dzisiaj obejrzę coś lepszego, zamierzam włożyć do odtwarzacza "Grindhouse 2 - Planet terror", a może "Nagi instynkt"... Nakupowałem sobie sporo filmów na dvd po 6 złotych więc muszę to wszystko obejrzeć. Póki co za moimi plecami na telewizorze widzę koncert Nicka Cave'a, niestety nie przystosowany do formatu 16:9.

Podobno dzisiaj nadeszła kalendarzowa wiosna, ale nie za bardzo rozumiem czemu, skoro jest dopiero 20 marca... Czy to nie powinno być jutro?

Mamy marzec więc każdego dnia zastanawiam się czego rocznicę powinienem obchodzić, co działo się dokładnie rok temu, jakie doniosłe wydarzenie mojego życia miało miejsce 12 miesięcy temu... Tegoroczny marzec jest może dużo łatwiejszy od tego zeszłorocznego ale jakiś tak... Bezbarwny.

Za to Owcę poznałem dwa lata temu i muszę przyznać, że to chyba jedyna ze znanych mi dziewczyn, o której nie zmieniłem zdania na gorsze. Tak, dwa lata temu też było fajnie... Lubiłem ten czas.

Wyjątkowo bełkotliwa notka ale ostatnio mam chaotyczne myśli. :) I need a girl...


"Listen now
I am afraid of everything
When you told me I was special
It was the happiest moment for a long long time"

The Knife "Listen now"


2010.03.19 / Piątek / 20:30 - Nareszcie ciepło

Zdjęcie niezbyt aktualne ale za to najnowsze spośród tych, które zrobiłem, pochodzące sprzed czterech dni. Ostatnio jakoś nie chce mi się niczego fotografować, a atrakcyjne kobiety, które mnie otaczają w pracy nie chcą być fotografowane... Zresztą nie wiem czy nie chcą ale nie będę ich molestował aparatem. ;)

Zdjęcie przedstawia totalną zimę a tymczasem dzisiaj był pierwszy naprawdę ciepły dzień tego roku, po wyjściu z pracy żałowałem nawet, że nie przyjechałem do niej rowerem... O tak, jeśli pogoda się utrzyma to za tydzień w piątek jadę na Masę Krytyczną, a w pojutrze być może wybiorę się rowerem do pracy bo ma być już zupełnie ciepło. W ogóle to w tym roku chyba kupię sobie nowy rower miejsko-szosowy...

Żegnaj zimo, mam nadzieję, że to ostatnia zimowa fotka umieszczana tu przeze mnie w tym roku i od teraz sceneria zmieni się na bardziej przyjazną człowiekowi, szczególnie tak zdołowanemu jak ja. Pogoda ma na mnie duży wpływ, słoneczko potrafi zdziałać cuda.

Chciałem tu poruszyć wiele wątków ale jednak wycofam się z tego pomysłu, położę się w łóżku przed telewizorem i obejrzę kolejny film na dvd... Może "Piłę", której jeszcze nigdy nie widziałem, i po której właściwie nie spodziewam się niczego dobrego? Najwyżej będą to stracone dwie godziny.


2010.03.18 / Czwartek / 22:44 - Telemaniak

Mimo nadmiaru wolnego czasu byłem nieobecny na blogu, a powód mojej nieobecności jest raczej oczywisty - ostatnio zajmuję się głównie leżeniem przed telewizorem i wchłanianiem filmów na dvd. Przykładowo jakąś godzinę temu skończyłem oglądać z siostrą "Terminatora 2" - moim zdaniem najlepszy film akcji ze wszystkich jakie powstały, a już z pewnością jeden z najważniejszych filmów mojego dzieciństwa. Tym razem wreszcie coś było widać. :)

Od wczoraj odtwarzam filmy nowym odtwarzaczem dvd firmy Pioneer, który nabyłem za nieco zbyt duże pieniądze. Początkowo uznałem ten zakup za kompletnie nieudany, jakość obrazu była przerażająco zła, ale po jakimś czasie okazało się, że przyczyna tkwi w źle ustawionych opcjach telewizora. Teraz stwierdzam, że nowy odtwarzacz dvd to całkiem niezły sprzęt i mam nadzieję, że nie rozleci się zbyt szybko.

Dzisiaj pracę skończyłem już po trzech godzinach, ostatnio w ogóle mało pracuję co oznacza, że znowu nie zarobię tak dużo jak się spodziewałem. Bida. W dodatku pieniądze, które pożyczyłem już kilka miesięcy temu, nie wróciły do mnie i zaczynam wątpić czy kiedykolwiek wrócą... W przyszłości będę pożyczał tylko naprawdę zaufanym ludziom, a na dzień dzisiejszy status zaufanej osoby ma u mnie jeden lub dwóch kolegów... Dziewczynom nie ufam w ogóle. ;P

Zaraz idę spać ale wcześniej pozdrowię jeszcze wierną czytelniczkę mojego bloga - pannę Joannę. ;)


2010.03.15 / Poniedziałek / 08:58 - Panasonic Acuity

Od dwóch dni każdą wolną chwilę spędzam w łóżku, wpatrzony w nowy, panoramiczny telewizor. :) Odtwarzam na dvd jeden film za drugim i ciągle zachwycam się jakością obrazu, a przede wszystkim jego wielkością. Może jak na dzisiejsze standardy 32 cale to nie jest szczególnie dużo ale w naszym domu telewizora takiej wielkości jeszcze nigdy nie było więc jestem nim zachwycony, szczególnie, że ma on wszystkie możliwe ulepszacze łącznie z poprawą płynności animacji i zwiększoną rozdzielczością. Całkowicie udany zakup, nie ma się do czego przyczepić, wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie i właściwie nie ma się czemu dziwić bo w swoim czasie ten telewizor kosztował tyle, że musiałbym pracować jakieś pół roku by móc sobie na niego pozwolić... Tymczasem zapłaciłem za niego tylko 850 złotych wraz z transportem.

Pierwszym filmem jaki na nim obejrzałem w sobotę był doskonały "Ghost world", przed chwilą skończyłem oglądać "Głupi i głupszy", a w tej chwili za moimi plecami leci koncert Hey MTV Unplugged... I tak aż do nasycenia. ;) Tylko szkoda, że telewizja słabo u nas odbiera... Poza tym głupio, że telewizja nadal zbyt często nadaje programy i filmy w klasycznym formacie 4:3 zamiast panoramicznym 16:9. Za to filmy na dvd robią wrażenie podobne do tego jakie ma się w kinie. :)

W nocy spadło mnóstwo śniegu więc na dworze jest dziś pięknie i będę miał okazję przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska ponieważ muszę dzisiaj udać się na pocztę do Izabelina. Poza tym ma mnie dzisiaj odwiedzić kurier, który odbierze jedną większą paczkę, ale myślę, że ostatecznie z powodu śniegu odmówi on przyjazdu i przełoży wizytę na inny dzień.


2010.03.13 / Sobota / 06:12 - Biomasa

Mam mało czasu na napisanie notki a całkiem sporo się działo. Przede wszystkim trzy dni temu wygrałem aukcję Allegro z telewizorem panoramicznym Panasonic Acuity i dzisiaj przed południem, gdy będę w pracy, poprzedni właściciel ma mi go dostarczyć bezpośrednio do domu własnym samochodem. Dwa lata temu zakup telewizora przez Allegro okazał się dla mnie bardzo pechowy, wyrzuciłem wtedy w błoto 400 złotych, ale mam nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie dobrze. Powinno pójść dobrze bo trafiłem na odpowiedzialnego sprzedawcę, a przynajmniej tak mi się wydaje. W każdym razie z wyglądu telewizor prezentuje się rewelacyjnie, ale nie ma się czemu dziwić to w końcu ówczesny topowy model.

Wczoraj w autobusie 708 znalazłem telefon komórkowy i po przeprowadzeniu dwóch rozmów z osobami, których numery znalazłem w tym telefonie ustaliłem do kogo on należy. Miałem go oddać właścicielce dzisiaj rano, czego jednak nie będę mógł zrobić ponieważ sam go wczoraj zgubiłem w pracy. :D Na szczęście u nas w pracy nic nie ginie (poza moją kurtką) i telefon został znaleziony przez supervisora... Wszystko wskazuje na to, że ten telefon jest przeklęty, ciąży na nim klątwa, która sprawia, że ciągle się on gubi. Możliwe, że nie odzyskam go dzisiaj bo supervisorowi też się gdzieś zapodzieje... ;)

Po Warszawie kręciła się wczoraj moja szanowna internetowa znajoma lecz nie mogłem się z nią spotkać ponieważ pojechałem po pracy na Gocław, do mieszkania kolegi perkusisty, który jest widoczny na tym zdjęciu. Przegrał mi on na mój jakże pojemny dysk przenośny tyle ton wspaniałej muzyki, że nie będę w stanie jej posłuchać nawet przez najbliższe 5 lat. :) Przypominam raz jeszcze, że kolega widoczny na zdjęciu jest największym znawcą muzyki jakiego znam, a przy okazji udziela się w dwóch zespołach, z których szczególnie jeden stoi na dosyć wysokim poziomie. Kto wie, może w przyszłości kolega będzie sławny choć na sławie mu nie zależy i właściwie chwała mu za to. :)

Jednak żałuję tego, że nie spotkałem się choćby na chwilę z szanowną internetową znajomą MetalMią zwaną... Może następnym razem.

Cholera, nie napisałem wszystkiego co chciałem ale nie mam już czasu. Zbieram się do pracy. Po powrocie ujrzę w swoim pokoju pokaźnych rozmiarów telewizor i oby był on w pełni sprawny bo trzeciego już nie mam zamiaru kupować na Allegro.


2010.03.10 / Środa / 20:36 - Rozsprzedawanie majątku

Dzisiaj musiałem jechać do Warszawy z odtwarzaczem płyt kompaktowych, całkiem sporym, całkiem ciężkim i całkiem nieporęcznym. Po pracy przekazałem go nowemu właścicielowi - miłośnikowi muzyki i sprzętu audio, z którym mogłem sobie pogadać o wzmacniaczach, kolumnach, odtwarzaczach i kablach, a to jeden z moich ulubionych tematów rozmów. ;)

Piękny odtwarzacz znikł więc z mojego domu i będę musiał poszukać jakiegoś innego w jego miejsce, mającego poza wyglądem także inne zalety. Jedno jest pewne - szykuje się spory wydatek.

Wczoraj na Allegro wystawiłem także swoje kolumny widoczne na zdjęciu i przekonałem się, że mógłbym je sprzedać z niewielką stratą. Mają one już ponad rok a straciłbym na nich jedynie jakieś 200 - 300 złotych. Dzisiaj po powrocie z pracy zdecydowałem się jednak odwołać aukcję i na razie kolumny te zostaną ze mną, póki nie znajdę ich godnych następców. Dam im jeszcze szansę na to by pokazały do czego są zdolne ale nie pokażą tego z moim obecnym sprzętem - tak czy siak czeka mnie poważna wymiana. W salonie audio zagrały cudownie, u mnie grają najwyżej poprawnie.

To jeszcze nie koniec atrakcji związanych z Allegro - dzisiaj przed północą zakończy się decydująca aukcja, w której biorę udział. Jeśli wygram czeka mnie poważny wydatek, jeśli jednak ktoś mnie przelicytuje - będę mógł za oszczędzone w ten sposób pieniądze kupić odtwarzacz.

Tyle o sprzętach. :) W pracy było przejebane jak w każdą środę - ponad stu klientów naraz do odpisania.

Po powrocie do domu czekała na mnie na pocieszenie paczka z płytami, przede wszystkim The Knife, ale też Pixies i Hooverphonic. Rewelacja.


"I'm in love with your brother
What's his name?
I thought I'd come by
To see him again
When you two danced
Oh what a dance
When you two laughed
Oh what a laugh
Has he mentioned my age love?
Or is he more into young girls with dyed black hair?
I'm in love with your brother
I thought I'd come by "

The Knife "Pass this on"


2010.03.09 / Wtorek / 20:33 - Chwała kolekcjonerom

Pełen sukces na Allegro! :) Cena stacji dysków w ostatniej chwili podskoczyła z 290 do 676 złotych, czego zupełnie się nie spodziewałem. Pozostałe aukcje też poszły mi nieźle, szczególnie ta z dyskietkami, które ostatecznie sprzedałem za 303 złote. Ogólnie zarobiłem dzisiaj ponad 1000 złociszy. :) Opłacało się wyciągnąć stare graty ze schowka pod schodami i zaoferować je maniakalnym kolekcjonerom zabytkowego sprzętu z lat osiemdziesiątych. :)

W dodatku wczoraj sprzedałem swój odtwarzacz płyt kompaktowych firmy Marantz, bardzo fajną sprzęt audio, tyle, że mało wyrafinowany. Jutro będę musiał iść z nim do firmy by po pracy przekazać go nabywcy... Nie będzie lekko bo to dosyć duże pudło. Problemem będzie teraz odpowiedzenie sobie na pytanie jaki odtwarzacz zostanie następcą tamtego... Na razie wiem tylko, że będzie conajmniej dwa razy droższy, co zresztą wcale nie wróży sukcesu.

Tyle o handlu. Dzisiaj wpadłem na chwilę do Warszawy by złożyć PIT37 w urzędzie skarbowym i by poszukać punktu nadawania przesyłek kurierskich DHL. W drodze powrotnej wysiadłem w Izabelinie gdzie przeszedłem się do dyrekcji KPN widocznej na zdjęciu. Jest to największy budynek w naszej gminie, choć trzeba przyznać, że niektóre prywatne posiadłości niemal mu dorównują pod względem rozmiaru. Poszedłem do dyrekcji bo myślałem, że czeka tam na mnie pewna paczuszka z pewną płytą... Nie czekała, ale dostałem ją później w sklepie spożywczym. ;) W sekretariacie KPN spotkałem za to naszego szanownego dyrektora Kampinoskiego Parku Narodowego - pana Jerzego Misiaka. Chyba jednak nie poznał mnie i ogólnie nie wie, że jestem synem jednego z jego pracowników. ;)

Koniec pięknego dnia... Wzbogaciłem się na chwilę by móc to wszystko szybko wydać. :) Przede mną 5 dni pracy i załatwianie wszystkich spraw związanych z handlem na Allegro.


2010.03.08 / Poniedziałek / 17:15 - Supersprzedawca

Wszystko zostało dziś szczelnie zapakowane i jest gotowe do wysłania, pozostało mi tylko oczekiwanie na koniec wszystkich aukcji. 500 złotych juz przekroczyłem, ciekaw jestem do jakiej sumy suma urośnie. ;)

Jutro znowu mam wolny dzień, który jednak spędzę po części w Warszawie gdyż muszę pojechać do Urzędu Skarbowego w wiadomym celu. Zwrot podatku powinienem otrzymać mniej więcej za miesiąc i tym razem już nie przepuszczę go na bilet miesięczny PKP do Puław tak jak rok temu. W tym roku już nie mam takich szalonych potrzeb. W tym roku już nie jestem szalony.

Dzień Kobiet dzisiaj mamy - czekam na życzenia. :P


2010.03.07 / Niedziela / 20:26 - Ezocentryk

Na koncert po pracy nie poszedłem więc największym wydarzeniem dnia było to, że niechcący wziąłem dzisiaj ze sobą swoje stare okulary zamiast nowych. Jakoś dziwnie się w nich chodzi, już się od nich odzwyczaiłem i cały czas mam wrażenie, że za chwilę spadną na ziemię i się potłuką.

Całkiem przyjemnie minął dzień w pracy, ciekawą rozmowę prowadziłem z klientem schizofrenikiem, któremu cały czas się wydaje, że ktoś chce go zabić (przekonałem go, że to prawda), albo z kobietą, która planuje samobójstwo (przekonałem ją, że wybierze się w tajemnicza podróż pozostawiając za sobą wszystkie kłopoty)... Ta praca bywa naprawdę ciekawa na swój chory sposób. ;) Od jednej klientki dostałem komplement, pochwaliła mnie, że jestem prawdomówną wróżką w przeciwieństwie do innych, które wciskają pocieszający kit... Fakt, ja wolę pisać, że będzie naprawdę paskudnie.

Przede mną dwa dni wolne z czego wtorek będzie dniem handlu na Allegro gdy ostatecznie okaże się ile zarobiłem na zabytkach.

Obejrzałbym sobie dzisiaj w nocy rozdanie Oskarów ale nie obejrzę bo TVP już kilka lat temu zaprzestała emisji tej ceremonii... W zasadzie dobrze. Jebać tych całych Scientologów i innych Masonów. ;) Kurde, John Travolta też jest Scientologiem, niedawno się dowiedziałem... Ja pierdolę, myślałem, że tylko Tom Cruise ma taki zryty mózg.

Tymczasem wracając do mnie - przytyłem ostatnio i teraz ważę już 53 kg. Damn! ;)


2010.03.06 / Sobota / 21:08 - Independent

Zauważyłem, że soboty w pracy są całkiem przyjemne, aż się chce przychodzić.

Jutro po pracy mogę iść z kolegą na jakiś tam noisowy koncert ale nie wiem czy będzie mi się chciało, być może będę zbyt zmęczony by iść wsłuchiwać się w tak ryzykowny gatunek muzyki, o ile noise w ogóle można nazwać muzyką.

W ogóle fajnie, że kolega perkusista już powrócił do pracy bo to bardzo inspirujący człowiek, przy okazji także dobry skoro pracuje u nas tylko po to by całą swoją pensją wspomóc pieniężnie matkę czyli w zasadzie po to by utrzymać rodzinę. Tymczasem ja wszystkie pieniądze przepierniczam na swoje prywatne cele zazwyczaj okołomuzyczne... Aż włos się jeży na głowie gdy sobie pomyślę ile już wydałem na płyty cd. Nie znam dokładnej sumy ale raczej przekroczyła ona dziesięć tysięcy złotych...

Menda ze mnie.


2010.03.06 / Sobota / 06:13 - Złote lata Pana Michała

Zdjęcie sprzed dwóch dni - wczoraj nie było tak słonecznie.

Nie lubiłem Złotych Tarasów gdy je budowali, wyglądały wtedy bardzo nieciekawie i dziwiłem się, że w centrum miasta powstaje takie paskudztwo. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich tam nie być choć nie lubię robić w nich zakupów - o wiele bardziej odpowiada mi Arkadia. Nigdy nie byłem natomiast w Blue City i w ogóle w żadnej innej galerii warszawskiej. Zakupy już od dawna robię głównie przez internet więc nie mam powodu by szwędać się po sklepach.

Moje aukcje na Allegro idą coraz lepiej, ceny rosną, wkrótce będę się musiał zająć ostatecznym zapakowaniem wszystkiego co sprzedaję i zawiezieniem tego na pocztę oraz do firmy kurierskiej.

Rano stwierdziłem, że lodówka nie działa... Już myślałem, że się zepsuła i nasza rodzina będzie musiała ponieść kolejny nieprzewidziany wydatek, ale mama zmierzająca do ubikacji poinformowała mnie właśnie, że po prostu odłączyła ją od prądy by lód się roztopił.

Idę do pracy. Nadal na smsy. Przyjaciółka twierdzi jednak, że na ankietach jest o wiele przyjemniej...


2010.03.05 / Piątek / 06:11 - Powrót zimy

Już szykowałem się na swoją pierwszą dłuższą wycieczke rowerową, a nawet na regularne dojeżdżanie rowerem do pracy lecz zostałem zmuszony do przełożenia tych planów na późniejszy termin - zima wcale nie odeszła na dobre i pewnie jeszcze przez cały miesiąc nie odejdzie... Jedyny plus, że błoto na drodze zamarzło i łatwiej jest ją pokonywać.

W pracy zapierdziel ale daje się z tym żyć. Poza pracą, po powrocie do domu skupiam się ostatnio głównie na Allegro, tym razem już nie tylko jako sprzedający ale także jako kupujący, gdyż biorę udział w pewnej aukcji, która kończy się w środę po godzinie 23:00. Wtedy stanie się jasne czy podana przeze mnie oferta zapłacenia 999 złotych wystarczy abym to ja został szczęśliwym nabywcą owego tajemniczego ustrojstwa czy niestety ktoś będzie w stanie zapłacić więcej. Na razie cena wynosi 435 złotych ale pewnie pod koniec zostanie podbita...

Moja sprzedaż idzie bardzo dobrze, wszystko co wystawiłem jest już wylicytowane i myślę, że ogólnie zarobię na tym jakieś 500 złotych, aukcje kończą się we wtorek po południu i wieczorem. Warto było wyciągnąć z pudeł te stare graty i wystawić je na licytację bo miłośników czasów minionych nie brakuje.


2010.03.03 / Środa / 21:27 - Agnieszka z Truskawia

Dzisiaj pierwszy raz od około dwóch lat widziałem w autobusie linii 708 pewną dziewczynę noszącą imię Agnieszka, dziewczynę dla mnie ważną jakby na to nie patrzeć, pozwolę więc sobie teraz ponudzić nieco na jej temat. Uwaga, tekst poniżej jest ekstremalnie nudny i beznadziejny. ;)

Agnieszka to dziewczyna o rok ode mnie starsza, którą pierwszy raz zobaczyłem wieki temu, a dokładniej jakieś szesnaście lat temu, w roku 1994, właśnie w autobusie 708. Miałem wtedy trzynaście lat, byłem w szóstej klasie podstawówki, w szóstej ponieważ chodziłem do szkoły jeszcze za czasów gdy nie istniał podział na podstawówkę i gimnazjum, a do szkoły średniej szło się w wieku piętnastu lat, czyli o rok wcześniej niż obecnie. Agnieszka wsiadała i wysiadała na tym samym przystanku autobusowym co ja, czyli na naszej pętli. Często jeździłem więc z nią do szkoły, do której zresztą razem uczęszczaliśmy, tyle, że ona zawsze do klasy o jedno oczko wyższej od mojej. Jak zapewne się domyślacie - Agnieszka mi się podobała. Była dokładnie w moim guście, a wtedy znałem takich dziewczyn niewiele, konkretnie dwie licząc z nią. Przyciągnęła moją uwagę zresztą nie tylko wyglądem ale także zachowaniem, pewnego rodzaju spokojem, ciepłem, a także jak mi sie wydawało - przebywaniem nieco na uboczu. Pamiętam, że w autobusie zawsze opiekowała się swoją młodszą siostrą, poprawiała jej szalik, dbała o nią, nie spuszczała jej z oka, co sprawiło, że dostrzegłem w niej cechy dobrej matki, a zapewne do dzisiaj zwracam na nie uwagę u płci przeciwnej. ;) Ujmując to wszystko krótko i zwięźle - zakochałem się. Wiem, że to beznadziejny zwot ale innego nie sposób tutaj użyć. Można to określić też tak, że mój chory umysł doszedł do wniosku, że jestem naprawdę zakochany.

Były to czasy gdy z dziewczynami właściwie w ogóle nie rozmawiałem, co więcej - dziewczyn się zwyczajnie bałem, przynajmniej tych ładnych. ;) Nie byłem więc w stanie porozmawiać z Agnieszką, poznać ją osobiście, przekonać się czy jest tak samo fajna wtedy gdy nawiąże się z nią bliższe, choćby koleżeńskie, relacje. Nie odezwałem się do niej wtedy i nie odezwałem się przez kolejne szesnaście lat - nigdy nie zamieniłem z nią ani jednego słowa. :(

A jak długo byłem zakochany? Teoretycznie przez czternaście lat, do roku 2008, gdy dowiedziałem się, że Agnieszka znalazła sobie faceta i wyszła za niego za mąż. Zdjęcia z ich ślubu zamieszone na Naszej-Klasie były dla mnie wspaniałą okazją do tego aby popaść w stan lekkiego załamania psychicznego, z którego jednak szybko wyszedłem bo akurat wtedy poznałem Owcę. ;) Zresztą z tego co pamiętam to moje pierwsze rozmowy z Owcą dotyczyły po części właśnie Agnieszki... Biedna Owca. :D

Pierwszy raz Agnieszkę widziałem gdy byłem w szóstej klasie, następnie nadeszła klasa siódma, Agnieszka była wtedy wśród najstarszych uczniów w szkole, którzy wydawali mi się tacy dorośli... Następnie skończyła szkołę w Izabelinie i przeniosła się do Warszawy, ale nadal ją widywałem w autobusie przez cały rok szkolny. Gdy ja poszedłem do liceum, widywałem ją jeszcze częściej, w Warszawie wysiadaliśmy na tym samym przystanku i oboje szliśmy jakieś 400 metrów w tym samym kierunku obok siebie. Tysiące wspaniałych okazji do tego by się odezwać... Po jednym roku mojego liceum przyszły czasy gdy trafiłem do niechlubnej zawodówki, najpierw jednej, później drugiej. Agnieszkę widywałem już rzadziej ale mimo wszystko nadal była gdzieś obok mnie obecna. Po zawodówce nadszedł czas technikum wieczorowego i wtedy Agnieszkę widziałem najczęsciej, w każdą środę i piątek wracałem z nią autobusem, zresztą dopiero wtedy dowiedziałem się jak ma na imię. Czekaliśmy zawsze razem na autobus powrotny na tym samym przystanku przy kościele na ulicy Broniewskiego. Byłem nawet w stanie poczekać godzinę lub półtorej gdy skończyłem wcześniej lekcje by jechać z nią autobusem. Szaleństwo. W dodatku Agnieszka zaczęła wtedy pracować w kiosku ruchu na Żoliborzu co sprawiło, że gdy tylko jechałem na rowerze do Warszawy to nie miałem innej możliwości - musiałem przejechać przez tą okolicę by choć przez sekundę lub dwie ją zobaczyć. ;) Jeszcze większe szaleństwo... Skończyłem szkołę, rok później zdałem maturę, poszedłem do pracy na smsach, w której jestem do dzisiaj. Nawet wtedy widywałem Agnieszkę przynajmniej raz w tygodniu, często już nie samą tylko ze swoim obecnym mężem - fajnym facetem zresztą, zupełnie niepodobnym do mnie. ;)

Jeszcze zanim on się pojawił postanowiłem pewnego dnia, że wreszcie się do niej odezwę i byłem wtedy naprawdę blisko... Zabrakło jednak tego ostatniego, najważniejszego kroku, a obecnie z doświadczenia wiem, że dalej poszłoby już łatwo. Ech, szkoda, że w tamtych czasach nie było Internetu.

Fajne było to, że na początku Agnieszka była wyższa ode mnie, a po kilku latach gdy urosłem okazało się, że jest ona raczej niska i chyba właśnie od tego czasu lubię taki typ dziewczyn. Niewysokie. :) Czy muszę dodawać, że ma ona piwne oczy, długie rzęsy i kąciki ust opadające w dół...? Wystarczy! Enough!

Piszę to wszystko teraz i sam sobie się dziwię... W zasadzie nawet jestem lekko przerażony bo właśnie dotarło do mnie, że kiedyś byłem po prostu wariatem. ;D W dodatku wariatem beznadziejnym.

Przez te wszystkie lata była tylko jedna dziewczyna ważniejsza od Agnieszki, dziewczyna będąca moim numerem jeden, która znikła zarówno z mojego życia jak i z Truskawia wraz z całą rodziną. Mieszkali w tym domu widocznym na dzisiejszym zdjęciu... Do niej też się nigdy nie odezwałem.

Tym dwóm dziewczynom dorównała dopiero pewna o dziewięć lat ode młodsza mieszkanka Dęblina, w której też się zakochałem, bo jakżeby inaczej... Do niej już się odzywałem, już to jako tako potrafiłem, z czego zresztą nie wynikło już nic dobrego, ale mój blog zna tą opowieść już zbyt dobrze.

Miłość platoniczna jest naprawdę czymś cennym mimo tego, że jest także czymś totalnie głupim. A czy te wszystkie lata uważam za stracone? O tak, zdecydowanie. Uważam, że to jeden z moich największych błędów życiowych ale zwyczajnie nie miałem siły się przełamać...

Dlatego moja rada dla wszystkich, którzy z jakiegoś powodu byli lub są tak głupi jak ja kiedyś - gdy się wam ktoś podoba to do cholery zróbcie coś z tym. Spróbujcie przynajmniej by później nie żałować, tak jak ja żałuję dzisiaj. Lepiej żałować tego co się zrobiło niż tego czego się nie zrobiło.

Jestem w głupi sposób dumny, że w roku 2009, gdy pojawiła się kolejna dziewczyna, która tak bardzo mi się spodobała, byłem już w stanie się odezwać, poznałem ją bliżej i została ona moją koleżanką. Mam na myśli Mariolkę z pracy. Tyle, że dzisiaj ta normalność do niczego się nie przydaje bo wszystkie dziewczyny są już zajęte, nawet te o dziesięć lat młodsze ode mnie. Przynajmniej te naprawę wartościowe. ;)

Czasem wydaje mi się, że wygląd ma pierwszorzędne znaczenie. Głupio jest być z kimś o kim nie można powiedzieć, że jest to najpiękniejsza osoba jaką się widziało w życiu, lub przynajmniej jedna z najpiękniejszych. ;) Do cholery - stawiam jednak na urodę i dobrze mi z tym. Dla cholernej ładnej buzi jestem w stanie przymknąć oko na całą niedogodną reztę... Co więcej - jestem w stanie tę resztę wielbić choćby była złaaaaaaa.

Tak w ogóle to obecnie podoba mi się pewna dziewczyna, którą widuję w 708... Muszę nawet opierać się chęci pojechania wcześniejszym autobusem, którym ona jeździ do szkoły... Do niej się nie odezwę, o nie. Nie zrobię tego bo ma ona maksymalnie jakieś siedemnaście lat, a to już za duża różnica wieku. Jestem zwyczajnie za stary. :P Dziewczyna nosząca zielone glany... Słodkie szesnastolatki słusznie są już poza moim zasięgiem. ;)

Hmm, Lorelay, która znajduje się od niedawna po prawej stronie ekranu wśród moich znajomych (choć jej nie znam) też jest niezła. ;P I ma bloga trzy razy lepszego od mojego. ;)

Koniec smutów, jutro powinno być lepiej. :) Dzisiaj w pracy przekroczyłem liczbę 130 klientów do odpisania - tego już dawno nie było. Przydała się paczuszka papierosów, która złagodziła te wszystkie przeżycia dnia dzisiejszego. Amen.


"Słodka szesnastolatka zrobi z tobą co chce
Słodka szesnastolatka i tak rozpierdoli Cię"

Post Regiment "Słodka 16-latka"


2010.03.02 / Wtorek / 15:28 - Droga przez mękę

Sami widzicie po jakiej drodze muszę codziennie chodzić do autobusu... :( Zimą źle bo ślisko, wiosną źle bo mokro i błoto, latem źle bo się kurzy niesamowicie gdy przejedzie samochód. Asfaltu nie będzie u nas nigdy bo to teren Kampinoskiego Parku Narodowego więc droga musi wyglądać naturalnie.

Dzisiaj mamy wtorek, a ostatnio pisałem w sobotę więc muszę się wrócić o te kilka dni. Sobota była ostatnim dniem w pracy, który spędziłem z Przyjaciółką, w niedzielę miała ona dzień wolny i właśnie wtedy na tablicy ogłoszeniowej zawisła kartka z nazwiskami osób, które przeszły staż badź nie dostąpiły tego zaszczytu. Trzy osoby spisały się dobrze, sześć źle - Przyjaciółka niestety odpadła, została usunięta, uznana za zbędną, bezwartościową... :P Szczerze mówiąc gdybym był supervisorem to także bym jej nie przyjął po stażu bo totalnie wszystko olewała, od początku do końca. Mimo wszystko szkoda, bo przyjemnie było mieć ją w firmie, no i szkoda też dla niej bo musi teraz szukać kolejnej pracy.

W tym celu wczoraj pojechaliśmy razem na dwugodzinne spotkanie informacyjne do firmy zajmującej się przeprowadzaniem ankiet przez telefon. Ja byłem tylko obserwatorem ale po tych dwóch godzinach stwierdziłem, że to całkiem interesująca praca na niezłych warunkach i w niezłym miejscu, możliwe więc, że kiedyś sam się tam zatrudnię. Póki co doceniam swoją obecną robotę na smsach i nie chcę niczego zmieniać. Takiego luzu nie ma chyba w żadnej innej firmie.

W ogóle to Przyjaciółka odwiedziła mnie wczoraj w domu gdzie spędziła mniej więcej cztery godziny (wypełnione molestowaniem seksualnym). Była u mnie dopiero drugi raz, wcześniej wpadła do mnie na noc we wrześniu tamtego roku. Jak to miło, że jest choć jedna osoba, która mnie czasem odwiedza. :)

Mimo tego, że mieszkam tu gdzie mieszkam mam czelność nazywać się pełnoprawnym Warszawiakiem. ;D I nikt mnie nie przekona, że nim nie jestem. ;P