2010.04.30 / Piątek / 11:05 - Komary

Koniec spokoju, koniec cieszenia się ładną pogodą i świeżym powietrzem - dokładnie wczoraj miliony komarów wyszły z ukrycia by atakować mieszkańców Puszczy Kampinoskiej i nie tylko. Zawsze pojawiają się dokładnie na przełomie kwietnia i maja, a te, które pojawiły się w tym roku są nietypowo duże. Może to jakaś nowsza wersja komarów, jeszcze bardziej krwiopijcza i złośliwa.

Dzisiejszy piękny dzień spędzam w domu ponieważ w każdej chwili może się zjawić kurier z moim nabytkiem-zabytkiem rodem z Allegro. Wieczorem o 18:00 rozpocznie się kolejna Warszawska Masa Krytyczna ale nie wiem czy na nią pojadę, najprawdopodobniej nie, choć od jutra chciałbym już zacząć jeździć rowerem do pracy. Wkrótce skończy mi się bilet miesięczny więc nie będę miał wyboru - bez względu na pogodę czeka mnie rowerek.

A teraz małe sprostowanie. Kilkanaście notek temu niesłusznie napisałem, że Lech Kaczyńskie powiedział kiedyś "Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć". Autorem tych słów nie był świętej pamięci Lech Kaczyński tylko Marek Woś - rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. Moja pomyłka. Lech Kaczyński powiedział jedynie "Nie przesadzajmy z budową ścieżek rowerowych". Sprostowanie zakończone.

Minęły dwa lata mojej umowy z iPlus'em na Internet - z tego powodu będę teraz płacił 56 złotych miesięcznie za limit 7 gigabajtów, zamiast dotychczasowe 110 złotych za limit 4 gigabajtów. iPlus jest godny polecenia, w przeciwieństwie do Orange, które specjalnie psuje jakość przesyłanej grafiki, prawdopodobnie po to by osiągać nieco szybszy transfer. Dlatego każdy nieszczęsny użytkownik mobilnego modemu Orange z powodu kompresji wiele traci na jakości zdjęć, choćby podczas oglądania mojego bloga. :]


2010.04.27 / Wtorek / 17:52 - Kampinoski Park Narodowy

Wczorajszy wolny, słoneczny, lecz zarazem wietrzny dzień spędziłem po części na wycieczce rowerowej. Tym razem nie skierowałem się w stronę Warszawy, jak zwykle, tylko w kierunku zupełnie przeciwnym - w głąb Puszczy Kampinoskiej, a raczej Kampinoskiego Parku Narodowego. Dojechałem szosą do Leszna i stamtąd wróciłem szlakami turystycznymi do domu. Przypomniałem sobie czasy gdy jako dzieciak jeździłem z kolegami do czołgów, które tam stały, niedaleko Leszna, w miejscowości Kępiaste. Dawno już nie byłem na takiej leśnej wycieczce a przecież po to złożyłem sobie rower górski żeby właśnie po lesie jeździć.

Mieszkamy w Puszczy Kampinoskiej już osiemnaście lat i przez tan czas stała mi się ona bardzo bliska, inaczej nie mogło być, stała się ona moim domem. Rowerem do dzisiaj całej nie zjeździłem, nadal jest w niej sporo miejsc, w których nigdy nie byłem, ale te wszystkie szlaki turystyczne, wydmy, komary, gzy, kleszcze, bagna, torfowiska, sosny i brzozy to dla mnie swojskie klimaty. Nie doświadczyłem jeszcze tylko pożaru na żywo ale może kiedyś będę miał okazję coś takiego zobaczyć. ;) Na miejsce przyjechałem dopiero wtedy gdy wszystko było już wypalone... Widziałem już na żywo wszystkie zwierzęta zamieszkujące Puszczę Kampinoską poza jedynym drapieżnikiem, którego naprawdę bałbym się spotkać - rysiem. Szczerze mówiąc nie mam ochoty go widzieć, nie mam ochoty przed nim spieprzać. ;)

Nasz ukryty w środku lasu dom niestety nie jest własnością naszej rodziny, należy do Kampinoskiego Parku Narodowego, którego tata był pracownikiem od roku 1992 - najpierw jako nadleśniczy, później wicedyrektor, a następnie główny specjalista od komputerów i systemów GIS, czy coś w tym stylu. Akurat pełnej prawidłowej nazwy tego trzeciego stanowiska nigdy nie zapamiętałem...

Niestety po śmierci rodziców zostaniemy stąd usunięci nawet jeśli będziemy chcieli tutaj pozostać na zawsze i to jest jedno z największych przekleństw naszej rodziny. Można powiedzieć, że jestem bezdomny, gdyby nie to, że jest jeszcze mieszkanie w Puławach...

Nie ma jednak na co psioczyć - grunt, że mieszkamy teraz blisko Warszawy, a to, że nie byłem na tyle przedsiębiorczy by mieć chociaż szansę na własne mieszkanie lub dom to już tylko moja wina, nie rodziców.

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Muszę dorwać dziewczynę z wolnym mieszkaniem lub domem. ;)


2010.04.26 / Poniedziałek / 10:21 - Zależy z kim się leży

Nareszcie doczekałem się powszechnej zieleni, za którą tak tęskniłem przez ostatnie miesiące. W dodatku z każdym dniem będzie coraz lepiej, coraz piękniej, pełny rozkwit wszystkiego co najlepsze.

Tyle, że na pewno nie rozkwitnie już moja przyjaźń z panną Klaudią, która w zasadzie zakończyła się dwa dni temu, w sobotę, w którą to mieliśmy się spotkać po pracy. Wszystko z tego powodu, że panna Klaudia się na mnie obraziła po tym gdy wyjaśniłem jej to co miałem wyjaśnić już od pewnego czasu, co moim zdaniem powinna w sobie zmienić, co mi przeszkadzało, o co powinna zadbać. Podobno zrobiłem to w mało taktowny sposób ale trudno, takim jestem człowiekiem i nie zamierzam się zmieniać. Żałuję, że to wszystko tak się kończy, Klaudia to bardzo sympatyczna dziewczyna, w dodatku była dla mnie chyba najmilsza ze wszystkich jakie znałem, ale... To i tak niewiele znaczyło.

Czyli w maju nie idę na żadną maturę, a w czerwcu będę w Puławach raczej sam gdy siostra pojedzie na wycieczkę (o ile w ogóle pojedzie). Nie będzie miłości tam gdzie i tak by jej nie było... Wszystkie nasze spotkania były może i sympatyczne ale jednak to co czułem nie przypominało tego co czułem spotykając się z innymi dziewczynami. Pewnie dlatego, że w tych innych byłem zakochany, a to największa różnica jaka istnieje na tym świecie - bycie zakochanym i bycie nie-zakochanym.

Poza tym nie byliśmy z Klaudią do siebie podobni nawet z wyglądu, a ja mam nakładzione do łba, że ludzie w jakimkolwiek dobrym związku zawsze są do siebie podobni. ;) Pozostaje mi poszukiwanie podobnej dziewczyny...

Amen.

Wczoraj odezwała się do mnie wreszcie na NK dziewczyna, do której pisałem jakiś miesiąc temu, którą wypatrzyłem w autobusie, ta z dramatem w oczach. Wyjaśniła, że nie miała dostępu do komputera i dlatego tyle czekałem na jej odpowiedź. Była miła, podziękowała za komplementy i przede wszystkim wyjaśniła, że obecnie jest już zajęta. Nie zdziwiło mnie to. Wszystkie naprawdę fajne dziewczyny są już zajęte - nie oszukujmy się. Każdy fajny człowiek bez względu na płeć jest zajęty już w wieku około 17 lat jak nie wcześniej. Tak ja to widzę. Wolni pozostają sami nieudacznicy, ludzie wypaczeni, niedorobieni, nieogarnięci. Jak ja. ;)

Amen numer dwa.

Wsiadam na rower i jadę przed siebie.


2010.04.23 / Piątek / 20:49 - Eazo

To może dzisiaj będzie zdjęcie stacji Metro Słodowiec na tę okazję, że ostatnio właśnie na niej wsiadam do naszej miejskiej, podziemnej kolejki gdy jadę do pracy. Zacna stacja, jak wszystkie inne zresztą.

Tymczasem w pracy zamiast armageddonu niespodziewanie niewielki ruch - niewielki ruch odznacza się tym, że pisząc smsy mam jeszcze czas na czytanie książki. Jedną książkę skończyłem i zacząłem od razu drugą, prawdopodobnie najlepszą jaką w życiu czytałem, choć ostatecznie i oficjalnie obwieszczę to dopiero gdy doczytam ją do końca, a wtedy dzieci z Dworca ZOO zejdą z podium.

Na koniec dyżuru zaskoczenie - otwieram smsa od klientki i zamiast typowego pytania widzę zdjęcie przedstawiające jakiś ludzki organ, który po powiększeniu okazuje się być dłonią. Poniżej, a raczej obok, znalazło się jednak pytanie - czy właścicielka owej łapy znajdzie w przyszłości faceta, który ją pokocha... Czytania z dłoni jeszcze w pracy nigdy nie przeprowadzałem. Czyżby moja nowa specjalizacja?

Spotkałbym się jutro albo pojutrze z Klaudią... Coś takiego podobnego do tęsknoty. I tu może zacząć się problem lub tu mogą skończyć się problemy.


"Mój tata jest alkoholikiem, mamy go z mamą już dość! Czy jest szansa aby umarł w najbliższym czasie?"

Sms do wróżki


2010.04.22 / Czwartek / 19:39 - Truskaw bardzo mały

Morderczy tydzień w pracy okazał się tygodniem całkiem przyjemnym i dzisiaj pracy było w zasadzie niewiele... Moje pesymistyczne wizje nie sprawdziły się... Może sprawdzą się jutro.

Tak wygląda teraz droga przed naszym domem. W zasadzie to nie droga tylko ulica. ;) Wysypano na nią piach z kamieniami, a kilkanaście minut po zrobieniu przeze mnie tego zdjęcia przyjechał walec by ubić to wszystko. A jednak zmiany nie omijają nawet naszej mikroskopijnej wioski liczącej pięć domów. ;)

Nie wiem czy nasza elegancka brama widoczna na tym zdjęciu, zrobiona zresztą przez mojego tatę, będzie kiedykolwiek używana, bo nie wiem czy kiedykolwiek kupię samochód. Póki co całej rodzinie w zupełności wystarczy jedynie furtka.

Pół godziny temu z nieba spadło coś białego... Śnieg? Grad? Najważniejsze, że szybko się roztopiło.


2010.04.20 / Wtorek / 17:06 - Life much more ordinary

Dzisiejszy dzień spędzam przed komputerem i w żółwim tempie produkuję swoje standardówki do pracy... Za każdym razem gdy się za to zabieram dochodzę do wniosku, że nie lubię tego czym się zajmuję zawodowo. Lubię tę firmę ale nie lubię tej pracy...

Przyjaciółka dzisiaj się do mnie odezwała na gadu gadu po dosyć długiej przerwie więc cieszę się, że jeszcze żyje. Za trzy tygodnie minie rok naszej znajomości... Nie przewiduję wspólnego świętowania.

Tymczasem dzisiaj mija rok od mojego ostatniego spotkania z Dorotą w jej dęblińskim mieszkaniu. To był taki sam słoneczny dzień jak dzisiejszy a ja pierwszy raz w życiu wybrałem się wtedy rowerem do Dęblina. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, że widzę ją po raz ostatni, być może po raz ostatni w życiu... Oby. Ale już wtedy było między nami tak przeciętnie, że właściwie w tym dniu więcej radości dało mi spotkanie z Owcą. Dużo więcej. Szczególnie fascynująca była opowieść Owcy o jej podwórku i budynkach gospodarczych. ;)

W drodze do Dęblina mijałem dom Przyjaciółki, której jednak wtedy jeszcze nie znałem. :]

Minął dopiero rok a ja czuję się tak jakby to wszystko działo się w jakimś innym życiu... Ciężko powiedzieć czy lepszym czy gorszym. Na pewno byłoby lepiej gdybym podszedł do tego wszystkiego mniej uczuciowo i bardziej rozsądnie... Ale to chyba nie było możliwe.


2010.04.19 / Poniedziałek / 23:19 - Gusta i guściki

Wiem, że jestem nudny ale jeszcze jedno zdjęcie z panną Klaudią tutaj wkleję. :) Ze zgrabną panną Klaudią.

W Metropolitanie, na ławce, którą widać na drugim planie, usiadło dwóch osobników płci, którą na pierwszy rzut oka można uznać za męską... Konkretnie to jeden osobnik usiadł na ławce, a drugi na jego kolanach po czym zaczęli się do siebie przytulać a nawet całować... No i niech teraz jakikolwiek gej powie, że w Polsce panuje homofobia... W biały dzień mogą wyprawiać takie rzeczy w samym centrum miasta więc jak widać Polska jest krajem ludzi tolerancyjnych i basta!

Ja jeszcze ostatecznie nie zdefiniowałem swojego podejścia do męskiego homoseksualizmu, natomiast damski zupełnie mi nie przeszkadza... ;) Ogólnie jednak wolę zwyczajną normalność.

Ale nie o tym miała być moja notka. Korzystając z tego, że Klaudia wyeksponowała swoje nogi postanowiłem napisać parę słów o swoich upodobaniach. Otóż jestem absolutnym miłośnikiem kobiecych nóg. Gdyby ktoś zapytał mnie jaka część kobiecego ciała jest dla mnie najbardziej podniecająca, powiedziałbym, że nogi, a gdybym miał jeszcze bardziej sprecyzować, wskazałbym stopy. :] Chyba zatem mogę samego siebie uznać za tak zwanego fetyszystę stóp, choć skoro o fetyszach mowa to chętnie dołączyłbym jeszcze do grona fetyszystów pończoch i rajstop, szczególnie czarnych. :] :] Ewentualnie mogę także przyjąć kartę członkowską klubu miłośników wysokich obcasów. ;)

W zasadzie do dzisiaj nie wiem co dokładnie oznacza słowo fetysz, nie chciało mi się sprawdzać, ale wiem co w kobietach, od strony czysto fizycznej, najbardziej mnie kręci. Poza spojrzeniem oczywiście, które jest najważniejsze.

Tak więc strzeżcie się kobiety bo gdy patrzę na was i widzę wasze stopy bo działają one na mnie tak jak na innych mężczyzn (tych normalnych) widok... Umm... Cipki? :P Ojej, używam słowa cipka na własnym blogu co jest oznaką mojego staczania się na samo dno dna. ;]

Jestem jakiś dziwny, ale zawsze taki byłem. Zawsze gdy miałem okazję oglądać jakiekolwiek erotyczne zdjęcie przedstawiające piękną dziewczynę uznawałem je za naprawdę podniecające tylko wtedy gdy były na nim widoczne także stopy. Ciekawe czy człowiek rodzi się z takimi upodobaniami czy nabywa je choćby w okresie dzieciństwa... Zaznaczyć tylko muszę, że nie każde stopy tak na mnie działają, tylko te odpowiednie, dokładnie takie jakie ma Klaudia. ;]

Panna Klaudia ubrała się efektownie, tak jak chciałem i miałem ochotę skonsumować ją już tam na miejscu, ale... To tylko moja koleżanka, a ja jednak nadal wyznaję swoją starą zasadę - z dziewczyną, której nie kocham nawet się nie pocałuję... To dobra zasada, prawda? Dzięki niej nikogo się nie skrzywdzi... Tyle, że panny Klaudii ta zasada niebawem może przestać dotyczyć. ;)

Kończąc notkę pragnę zaznaczyć, że nie jestem żadnym zboczeńcem, a kobiety traktuję z wielkim szacunkiem. :)


"Znalazłam piersiówkę Soplicy schowaną za meblami. Czy mąż jest alkoholikiem?"

Sms do wróżki


2010.04.19 / Poniedziałek / 11:39 - Koniec żałoby

Wszystko wróciło do normy - żałoba się skończyła i wolę nie wiedzieć co teraz dzieje się u nas w firmie. Od dzisiaj zaczęło się nadrabianie strat wynikających z żałoby, na które ja załapię się dopiero w środę. Z tego powodu powinienem się wreszcie zabrać za napisanie standardówek, za których pisanie zabieram się już od półtora roku... Ech, ciężko jest się zmusić w domowym zaciszu czymś co jest potrzebne do pracy. Póki co siedzę przed komputerem i słucham Justyny Steczkowskiej, a wcześniej obejrzałem "Poranek kojota" przyniesiony z pracy na pendrivie. Ten niezdrowy nawyk ostatnio wszedł mi w krew - jak tak dalej pójdzie to przerzucę się na wszystkie możliwe pirackie formaty i przestanę wydawać pieniądze na oryginalne płyty... Może to i lepiej?

Wczoraj złożyłem już podanie o urlop, który rozpocznie się 14 czerwca w poniedziałek a zakończy 11 lipca w niedzielę. Jak co roku - cztery tygodnie wypoczynku na łonie totalnej nudy. ;) Ciekawe tylko czy w ogóle dotrwam w pracy do czerwca przy takim ruchu... Przestaję lubić tę robotę.

Kolejne zdjęcie z wczoraj ląduje na photoblogu. Zawsze to jakaś atrakcja gdy na zdjęciu pojawia się ktoś więcej niż tylko ja i ja i ja. Ubranie takie typowo randkowe założyłem. ;)


"W Kazimierzu Dolnym nagle
Spotykam cię
W Kazimierzu Dolnym
Pragnę cię"

Justyna Steczkowska "W Kazimierzu Dolnym"


2010.04.18 / Niedziela / 23:00 - W Metropolitanie z panną Klaudią

Byłem nastawiony na luzacki dzień w pracy ale na miejscu okazało się, że wcale nie jest aż tak luzacko, dlatego czym prędzej poprosiłem o wcześniejsze wyjście. Już o 14:00 byłem w domu skąd zresztą zaraz po zjedzeniu obiadu wyjechałem na rowerze do Warszawy w dosyć konkretnym celu. Pomyślałem, że tak wspaniałą pogodę trzeba wykorzystać na spotkanie z Klaudią, która na szczęście znalazła dla mnie trochę czasu.

Wybraliśmy się razem do mojego ulubionego miejsca w Warszawie czyli do biurowca noszącego wdzięczną nazwę Metropolitan. Byliśmy tam także podczas naszego poprzedniego spotkania i zarówno wtedy jak i dzisiaj fontanna była wyłączona. :/ Nie wiem kiedy oficjalnie ją uruchamiają ale mam nadzieję, że gdy pójdziemy tam z Klaudią po raz trzeci to wreszcie dane nam będzie ją zobaczyć. Tyle, że nasze następne spotkanie będzie pewnie miało miejsce dopiero 10 maja - podczas matury, na którą się wybieram jako osoba towarzysząco-wspierająca. Na dzisiejszym spotkaniu byłem chyba w charakterze osoby towarzysząco-obmacującej. ;)

Ze spotkania na spotkanie Klaudia jest dla mnie coraz ważniejsza i coraz bliższa, w dodatku potrafi mnie niezwykle pozytywnie zaskakiwać ale nadal jest tylko moją koleżanką, w której nie jestem zakochany. To bardzo istotny fakt, który muszę tutaj podkreślić, tyle, że nie wiem jakie zmiany przyniesie przyszłość skoro nawet dzisiejsze spotkanie pewne zmiany przyniosło. A jakie zmiany mógłby przynieść nasz wspólny czterodniowy pobyt w Puławach w czerwcu, który chyba nie jest wykluczony? Najważniejsze jest to, że w towarzystwie Klaudii bardzo dobrze się czuję i widzę, że ona ze mną także nie przeżywa męk. ;]

Dzisiejsze trzy godziny spędzone razem minęły mi bardzo szybko... To dobry znak.

Najbliższa przyszłość to moje dwa dni wolne. We wtorek miałem iść na wewnętrzny egzamin teoretyczny na kursie prawa jazdy ale opanowałem dopiero 1/4 materiału... ;P Mam niezłe tempo.


"Proszę powiedzieć czy Duch Święty podaruje mi talent latania i piękną twarz?"

Sms do wróżki


2010.04.17 / Sobota / 18:22 - Bezsenność w Truskawiu

Nie poszedłem spać. Mija dwudziesta ósma godzina mojego przebywania na jawie i nie czuję się z tym źle. Zamiast zasnąć po powrocie z dyżuru położyłem się w łóżku przed telewizorem i odtworzyłem sobie film przyniesiony z pracy na pendrivie. Wykorzytuję to, że mój nowy odtwarzacz dvd ma wejście usb i odtwarzam na telewizorze filmy zapisane w formacie DivX, którego kiedyś starałem się za wszelką cenę unikać. Popadam w piractwo. ;)

Film, który dzisiaj puściłem wywarł na mnie niezwykle pozytywne wrażenie, tym bardziej pozytywne, że jest to film polski, a te ostatnio nieczęsto są dobre. W zasadzie jest to moim zdaniem najlepszy film polski jaki powstał od czasu "Cześć Tereska", czyli najlepszy polski film minionej dekady (a może ona jeszcze nie minęła?). Dorównuje mu jedynie "Wesele" i "Dzień świra", a mam na myśli "Wojnę polsko-ruską" na podstawie książki Doroty Masłowskiej. Zawsze gdy widziałem w telewizji wszelkie wywiady z Dorotą Masłowską to wydawała mi się ona niezwykle intrygująca, lecz po jej słynną książkę nigdy nie sięgnąłem, choć miałem to w planach. Nie wiem jak książka ma się do filmu ale to kawał dobrego, oryginalnego, zdrowo pokręconego kina, wyglądającego tak jakby było kręcone przez ćpuna. Przy okazji odkryłem interesującą (czyt. atrakcyjnie wyglądającą) aktorkę - Romę Gąsiorowską, o której wcześniej zupełnie nic nie słyszałem. Szczególnie do gustu przypadł mi jej charakterystyczny sposób mówienia, ale ogólnie jest w tym filmie tak pokazana, że nie mogłem od niej oderwać wzroku... Ach, ten kształt ust. ;) W ogóle ostatnio zrozumiałem, że lubię kobiety z wadą wymowy i najlepiej także z krzywym zgryzem, ale to oczywiste - lubię wszystko co dziwne i nietypowe. ;)

Po filmie obejrzałem w telewizji uroczystości na Placu Piłsudskiego, które były jednak dosyć skromne. Zapowiadano przybycie nawet miliona ludzi, ale na oko była mniej więcej połowa tego co w roku 2005, czyli pewnie mniej niż sto tysięcy. Fascynujące natomiast było zdjęcie, które wczoraj widziałem w gazecie, a przedstawiało ono kolejkę do Pałacu Prezydenckiego, która kilka dni temu ustawiła się na Krakowskim Przedmieściu i Placu Zamkowym. Podziwiam ludzi, którzy czekali osiemnaście godzin tylko po to by na chwilę stanąć przed trumnami z parą prezydencką.

Po uroczystościach obejrzałem na dokładkę kolejny film - "Sprzedawcy 2" Kevina Smitha. Lubię wszystkie jego filmy poza jednym (nieszczęsną "Dogmą"). Właściwie każdy z jego filmów jest dosyć porządnie zboczony ale jednak potrafi on w tym wszystkim odnaleźć to co ludzkie, podobnie jak Palahniuk w swoich książkach. "Clerks 2" także przypadło mi do gustu i poprawiło humor, który zresztą i tak miałem dobry. ;)

Jutro ostatni luzacki dyżur w pracy i od przyszłego tygodnia zaczyna się zapierdziel. Nie szkodzi - po prostu będę palił więcej papierosów.


"Mam męża i trzech synów ale szczęśliwa to ja nie jestem"

Sms do wróżki


2010.04.17 / Sobota / 10:18 - Tydzień po katastrofie

Minął tydzień. Według mnie był to tydzień bardzo pozytywny.

Chciałem umieścić tutaj zdjęcie polskiej flagi ponieważ ostatnio wszędzie jest ich pełno, ale nie udało mi się zrobić żadnego porządnego, dlatego zamieszczam inny patriotyczny element. ;) Popieram autora tego napisu!

W Warszawie za niecałe dwie godziny rozpoczną się uroczystości pogrzebowe na Placu Piłsudskiego i żałuję, że mnie na nich nie będzie, tym bardziej, że mogłem tam iść z Klaudią. Nie mogę się tam pojawić ponieważ miałem w pracy całonocny dyżur więc teraz powinienem już iść spać... Trudno, przegapię historyczne, warszawskie wydarzenie. Ciekawe z jakiej okazji po raz kolejny na Placu Piłsudskiego zbierze się taki tłum. Może już nie będzie żadnej okazji?

Oczywiście nie podoba mi się pomysł złożenia ciała prezydenta i jego żony w Krakowie. Czemu nie Powązki? Co to w ogóle ma znaczyć? Zresztą nieważne...

W pracy szykuje się koszmarny tydzień ponieważ firma będzie musiała nadrobić to co straciła przez tydzień żałoby. :/


2010.04.15 / Czwartek / 14:45 - Back to the music

Wczoraj szedłem do pracy myśląc, że już na wstępie będę wypuszczony do domu z powodu małego ruchu ale niestety moje myśli nie były trafne - program ezoteryczny już powrócił na TVN i znowu miałem przesrane. Awaria odblokowała się akurat o godzinie 9:00 gdy rozpoczynałem dyżur i wszystkie smsy z 7:00 wpadły do mnie i pozostałych pracowników zaczynających ze mną dyżur. :/ Z dnia na dzień praca w naszej firmie staje się coraz bardziej wkurwiająca. Jak tak dalej pójdzie to w czerwcu po raz drugi będę się zwalniał... Nie, to byłby już trzeci raz... A może nawet czwarty.

Ostatnio byłem w nieco złym stanie psychicznym ale może wynikał on po części także z tego, że nie miałem możliwości słuchania muzyki z odtwarzacza mp3 odkąd oddałem swoje poprzednie słuchawki siostrze. Wczoraj odebrałem z Merlina nowe, ten sam model tylko inny kolor - rewelacyjne AKG K315. Każdy z moich znajomych, który ich słuchał stwierdzał, że są bardzo dobre. Poprzednie słuchawki, Koss Porta Pro zakładane na głowę, które chwaliłem na swoim blogu kilka miesięcy temu, sprzedałem koleżance z pracy za sto złotych już jakieś dwa miesiące temu. AKG przypadły mi do gustu bardziej niż Koss, a w dodatku są od nich tańsze.

Ale kogo poza mną obchodzą słuchawki? ;P Najważniejsze, że znowu towarzyszy mi muzyka w drodze z pracy i do pracy. Dzisiaj jest ładna pogoda i zastanawiam się czy nie jechać do firmy rowerem... Tylko rano, gdy wyjdę o 7:00 może być nieco zimno.

Poszukuję dziewczyny, która spędzi ze mną w czerwcu kilka wolnych dni w Puławach, gdy siostra wyjedzie na wycieczkę zakładową do Wilna. Znajdę chętną? ;D Oczywiście jedną z licznych atrakcji będzie zwiedzanie Kazimierza Dolnego. Drugą możliwość zrobienia mi czegoś smacznego do jedzenia. ;]

Przyjaciółka chyba załamała się psychicznie bo zupełnie straciłem z nią kontakt. :/ Niedobrze, niedobrze...


2010.04.13 / Wtorek / 14:06 - Żałoby narodowej ciąg dalszy

Ciało Marii Kaczyńskiej - Pierwszej Damy, mamy już w Warszawie. Ze wszystkich osób, które zginęły w tym samolocie tylko Marię Kaczyńską widziałem na żywo i było to kilka miesięcy po wygranych wyborach. Mijałem ją na ulicy Szpitalnej w Warszawie, gdzie szła zapewne na jakieś zakupy w asyście jednego ochroniarza. Sprawiała wrażenie zwyczajnej, sympatycznej i ciepłej kobiety, zresztą takie samo jak w telewizji. Myślę, że o ile Lech Kaczyński przez wielu był nie akceptowany, to jednak Maria Kaczyńska była powszechnie lubiana w społeczeństwie, choć oczywiście z niej także się śmiano... Na szczęście dziennikarze mają ostatnio zwyczaj przyznawać się do tego, że źle traktowali parę prezydencką. Jak tak dalej pójdzie to i po śmierci Leppera też będą mówić, że był wspaniałym człowiekiem... A może nawet po śmierci Tadeusza Rydzyka? Gwoli ścisłości - ani do Leppera ani do Rydzyka nic nie mam. Ale miałem już nie pisać o polityce.

Kto zapłacze nad moim grobem po mojej śmierci? :P

Ciekawe ile czasu spędzę jutro w pracy... Wydaje mi się, że niewiele. Niestety nie będę mógł uczestniczyć w sobotnich uroczystościach pogrzebowych na Placu Piłsudskiego ponieważ kończę wtedy dyżur o 7:00 rano i będę musiał udać się do domu na spoczynek.


2010.04.12 / Poniedziałek / 15:13 - Znicze na Placu Piłsudskiego

Pogoda dzisiaj dopisała więc mogłem założyć swój ulubiony strój rowerowy i pojechać na kilkugodzinną wycieczkę. Wybrałem się do Warszawy by zobaczyć jak wygląda sytuacja pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu, a po drodze wstąpiłem do swojego ośrodka szkolenia kierowców w Technikum Księgarskim. W ośrodku pani sekretarka wyjaśniła mi, że nie mogę przystąpić do kolejnych godzin jazd ponieważ po półrocznej przerwie muszę zdać wewnętrzny egzamin teoretyczny, co akurat niewiele zmienia bo przecież i tak jeszcze go nie zdawałem. Pora zabrać się za naukę...

Po wizycie w szkole pojechałem na Krakowskie Przedmieście, lecz tłum jaki się tam zebrał uniemożliwił mi dotarcie pod sam Pałac Prezydencki. Może gdybym nie miał roweru to mógłbym się tam pchać, ale nie chciałem się wciskać między ludzi z rowerem. Udałem się więc na Plac Piłsudskiego, gdzie stoi duży krzyż oraz uwiecznione na tym zdjęciu znicze. Trzeba przyznać, że panuje tam dosyć szczególna atmosfera, a taka ilość zniczy sprawia, że w powietrzu czuć dym oraz bijące od nich ciepło. Pewnie niedługo właśnie tam odbędzie się najważniesza uroczystość pogrzebowa. Pamiętam jak w 2005 roku, po śmierci Jana Pawła II zebrało się tam 200 tysięcy ludzi co miałem okazję oglądać na żywo.

Przez te wszystkie sobotnie wydarzenia zupełnie zapomniałem, że mój photoblog ma już dwa lata. Właśnie w sobotę obchodził urodziny.

O, właśnie zaczął padać deszcz.


2010.04.11 / Niedziela / 18:21 - Koniec z polityką

Wystarczy już tej polityki, mój blog nie jest odpowiednim miejscem na takie tematy. ;) Jest to miejsce głównie na moje marudzenie, narzekanie, lamentowanie, przygnębianie się, dołowanie, pustkę uczuciową, brak odwzajemnionej miłości, zamotanie, zagubienie, pesymizm... ;P

Mój blog to po prostu miejsce dla mnie. :)

Przydałaby się jutro ładna pogoda bo chętnie wsiadłbym na rower i gdzieś pojechał. Jutro powinienem też zadzwonić do ośrodka szkolenia kierowców by wreszcie umówić się na kolejne dwie godziny jazdy - godzinę czternastą i piętnastą, które odbędą się o godzinie dwunastej i trzynastej w przyszły wtorek. Mam stracha bo już zupełnia zapomniałem jak się prowadzi samochód. Poza tym będę musiał spotkać się z moim instruktorem, którego raczej średnio lubię... Jedyna szansa, że podczas mojej nieobecności przeszedł on na emeryturę. ;)

Czy w przyszłości zginę w wypadku samochodowym? O odpowiedź na to pytanie poproszę wróżkę Joannę.


"Mamy dla was politykę
byście mogli dyskutować
Potem wszystkich was skłócimy
by was łatwiej kontrolować"

Dezerter "Wszystko dla was"


2010.04.11 / Niedziela / 07:23 - Żałoba sprzyja operatorom sms

Dopiero patrząc na to zdjęcie uzmysłowiłem sobie w jakim beznadziejnym budynku gnieździ się nasza firma... Ech, czasy Radia Zet już nigdy nie powrócą.

Pomyliłem się co do klientów - jednak nie pisali do nas prawie wcale, uszanowali to, że jest żałoba narodowa lub po prostu nie byli w nastroju do tego by pisać bzdury... Poza tym telewizje nie puszczały reklam serwisów erotycznych i chwała im za to.

To była więc spokojna noc, w dodatku zamieniłem się z kolegą na dyżury, ja wziąłem rozrywkę, on moją ezoterykę, dzięki czemu wyszedłem dwie godziny wcześniej. Miałem nawet pomysł by iść o 5:00 pod Pałac Prezydencki ale jednak było zbyt zimno i deszczowo bym się na to zdecydował. Wróciłem do domu.

Nie sądziłem, że doczekam czegoś takiego:

- "Kochanie, chcesz zobaczyć moją mokrą szparkę?"
- "Nie"
- "Ale dlaczego nie, co się stało?"
- "Jest żałoba narodowa".

Klient to czasami jednak człowiek. ;)

W porannym autobusie rozbawił mnie jeden facet, który powiedział do kolegi coś w stylu "No ale czemu to się nie rozpierdolił ten Tusk i jego świta?". Interesująca wypowiedź, której w telewizji nigdy nie moglibyśmy usłyszeć. Największa moim zdaniem choroba dzisiejszego świata, czyli polityczna poprawność. Być może nie jest to akurat w tym aktualnym temacie nic złego, być może jest to po prostu szacunek dla zmarłych, ale media były, są i będą zakłamane, nigdy nie będą pokazywały pełnego obrazu rzeczywistości. Jest przecież wielu ludzi, którzy to co się stało zwyczajnie olewają. Czy na antenie jakiejkolwiek telewizji pokaże ktoś wypowiedź człowieka, który powie, że ma tą całą katastrofę w dupie?

Teraz robią z Kaczyńskiego człowieka niemal świętego, tak samo jak z jego żony, a jak był on ukazywany w mediach wcześniej? W telewizji i internecie prawie nigdy nie zamieszczano jego normalnych zdjęć, zawsze dawano takie, na których miał kretyńską minę. Był chyba najczęściej wyśmiewanym politykiem w tym kraju. Teraz nagle porządne zdjęcia się znalazły, teraz Lech Kaczyński ukazywany jest jako wspaniały, mądry i ciepły człowiek. Obłuda i fałsz.

Ja prywatnie mogę powiedzieć, że lubiłem jego "Spieprzaj dziadu".

Nieważne. Idę spać. Przede mną trzy dni wolne i zapewne bardzo luźny tydzień w pracy.


2010.04.10 / Sobota / 17:01 - Głosowałem na Niego

10 kwietnia to dzień urodzin mojego taty, teraz jednak ta data wszystkim będzie się kojarzyć z dzisiejszą tragedią...

W pracy miałem chyba najkoszmarniejszy dyżur w historii swojej pracy, a wszystko z tego powodu, że od godziny 3:00 zostałem całkiem sam na ezoteryce. Sam jeden na całą Polskę. Oznaczało to, że każdy cierpiący na bezsenność widz programu "Arkana magii", który postanowił zadać poprzez sms pytanie wróżce, trafiał do mnie. Na panelu miałem rekordową liczbę 300 klientów i wielu z nich po prostu nie doczekało się odpowiedzi ponieważ spadli z mojego kodu po dwóch godzinach... Teraz mogą przysłać na mnie reklamację ale właściwie co mnie to obchodzi? Ponownie przestało zależeć mi na tej pracy i w trakcie dyżuru podjąłem heroiczną decyzję o odejściu z firmy. Kto wie, może w tym roku jeszcze się na to zdecyduję? Nadeszły ciężkie czasy dla operatorów smsowych, nasza praca jest teraz bardzo męcząca... Rano na godzinę 7:00 przyszła koleżanka, która zajęła się smsami około dziesięc razy szybciej ode mnie - to dowód na to jakim jestem zamulaczem.

Po powrocie do domu włączyłem telewizor i podczas śniadania oglądałem program "Dzień dobry TVN", w którym Magda Mołek rozmawiała z zaproszonymi gośćmi o czymś mało istotnym gdy nagle zaczęła przyciskać do ucha słuchawkę i przerwała program mówiąc, że własnie wydarzyło się coś bardzo ważnego. W tle odezwały się syreny policyjne. Po ogłoszeniu pierwszej wiadomości o katastrofie próbowano jeszcze kontynuować program rozrywkowy, pokazano prognozę pogody i wywiad z piękną Katarzyną Glinką lecz po chwili to także przerwano. Od tego czasu na każdym kanale mówiono już tylko o jednym a ja wysłałem do znajomych i do siostry dziesiątki smsów. Chyba każdy chwycił wtedy za swoją komórkę. Obserwowanie tego jak do tragedii dostosowują się media było bardzo interesujące i właściwie ekscytujące, a chyba najlepszą pracę wykonał montażysta Telewizji Polskiej, który wybrał się z kamerą w miejsce katastrofy, skąd zresztą szybko został usunięty gdy tylko odkryto jego obecność. Kraśko także próbował się tam pchać ale nigdzie go nie wpuścili... Prezenterka na TVN24 nie była zbyt wytrzymała, drżał jej głos i ogólnie była bliska rozpłakania się. W takich chwilach ciężko być dziennikarzem.

Lecha Kaczyńskiego w zasadzie lubiłem i w roku 2005 głosowałem na niego w drugiej turze wyborów. W tym roku pewnie także bym na niego głosował mimo tego, że kiedyś powiedział "Warszawa to nie wieś żeby jeździć po niej rowerem". Ważniejsze jest chyba jednak to, że w katastrofie zginęło niemal sto osób. Niby elita.

Zaraz idę do pracy na kolejny dyżur. Nie wiem jak do żałoby narodowej dostosują się klienci ale podejrzewam, że ich zachowanie raczej się nie zmieni, pewnie znowu zasypią nas swoimi smsami... Może będą się pytać wróżek czemu niczego nie przewidziały?


2010.04.08 / Czwartek / 20:05 - Ezoterror

Wczoraj zastanawiałem się z jakiego powodu mój dzisiejszy dyżur został przeniesiony z godziny 9:00 na godzinę 7:00, podobnie jak dyżury wielu innych osób, które miały przyjść na 9:00. Rano bolesna odpowiedź na to pytanie była mi już znana. O godzinie 7:00 na stacji TVN puszczają nowy program ezoteryczny noszący mistyczną nazwę "Arkana magii" co sprawia, że nasz dzień w pracy rozpoczyna się od niezwykle wkurwiającego wysypu klientów - po kilkunastu minutach miałem ich już ponad 50 do odpisania, a po godzinie ponad 130... :/ Ludziska zadają pytania w takim tempie, że niektórzy z nich musieli czekać półtorej godziny na moją odpowiedź. Nie dziwię się, że po tak długim czasie już nie chcieli odpisać, a to oznacza, że po raz pierwszy mogę nie wyrobić średniej na ezo. Nie muszę chyba wspominać o tym, że pracownicy są tą nową sytuacją zachwyceni?

Mimo tego koszmaru dzisiejsze dziesięć godzin dyżuru minęło nadzwyczaj szybko i nawet nie mogę powiedzieć, że się zmęczyłem...

Coś w stylu deprechy mam nadal więc nie chciało mi się robić żadnego sensownego zdjęcia. Postawiłem aparat na jakimś drzewie i cyknałem kolejną bezsensowną fotę... Czemu ja mam taką głupią fryzurę i kiedy ten las się wreszcie zazieleni? Kiedy znowu zacznę jeździć rowerem do pracy? Kiedy wylęgną się kolejne chmary komarów, które będą z lubością chlały moją krew?

Zapewne w maju, który już niebawem się rozpocznie. W tym roku czas zapierdala tak szybko jak nigdy wcześniej...


2010.04.07 / Środa / 18:53 - Wiosenna szarość

Na razie to jeszcze żadna wiosna... Może po nadejściu prawdziwej, zielonej wiosny mój nastrój nareszcie ulegnie poprawie, bo obecnie jest raczej marny...

Dzisiaj teoretycznie mogłem pojechać do pracy autobusem, którym jeździ dziewczyna, o której tutaj wcześniej wspominałem kilka razy... Ta z dramatem w oczach. Mogłem, ale nie pojechałem gdyż spanikowałem na myśl o ewentualnej konfrontacji z nią. Zamiast tego pojechałem innym autobusem, którym jeździ inna dziewczyna... Tej niestety nie ma na NK więc gdybym chciał jej przekazać, że mi się podoba (a podoba mi się bardzo mimo tego, że nie ma dramatu w oczach) musiałbym się do niej odezwać. Dzisiaj nawet byłem naprawdę blisko tego by tak postąpić, by wyjść z nią i odprowadzić ją do jej... Liceum. No cóż, jest nieco młodsza ode mnie. ;)

Nie ma co, to przez brak jakiejkolwiek bliskości z jakąkolwiek dziewczną popadam ostatnio w deprechę. Wcześniej miałem Przyjaciółkę, która najpierw potraktowała mnie niezbyt ładnie przez co stała się moją ex-przyjaciółką (ex z nazwy), a później opuściła Warszawę i pewnie już do niej nie wróci. Szkoda, bo jednak mi jej brakuje... :/ Co oczywiście nie zmienia faktu, że za nieładne potraktowanie mnie należy jej się kara, jak choćby... Seks ze mną. ;)

Ech... Jutro miałem iść do pracy na 9:00 ale wszystkim osobom, które miały przyjść na tę godzinę przesunięto dyżury na 7:00, przez co zamiast ośmiu godzin będę tam siedział dziesięć. W piątek i sobotę szykuje mi się morderczy dyżur nocny na ezoteryce, co oznacza, że załapię się na wysyp klientów nocnego programu TVN. Ci, którzy mieli przyjemność pracować wczoraj w nocy zmagali się podobno z liczbą trzystu klientów. Spoko, przeżyję.

Na pocieszenie w przyszłym tygodniu popracuję tylko cztery dni, tyle, że już nic mnie nie cieszy i nic mnie nie motywuje do tego by w ogóle cokolwiek w swoim życiu zmieniać.... Mój zapał do robienia prawa jazdy i przede wszystkim do studiowania gdzieś przepadł i bez odpowiedniej dziewczyny nie powróci. Zgroza.

Na szczęście jest jeszcze Klaudia. Może wybiorę się z nią na maturę w maju? :)


2010.04.06 / Wtorek / 19:55 - Dzionki i nocki

Zdjęcie sprzed dwóch dni. Wczoraj w pracy nie mogłem zrobić żadnego zdjęcia bo byłem skupiony na zasypianiu przed monitorem. Nocki są dla mnie dosyć męczące odkąd przestałem na nie chodzić, podobnie jak dyżury na rozrywce, na które już nie lubię wracać... Dobrze, że spędziłem nockę w pracy obok koleżanki, którą lubię, bo bez niej byłoby marnie...

Dzisiaj niby miałem wolne, ale mój wolny dzień był krótki - ledwo wstałem a już muszę iść spać... Jutro na szczęście idę na dzień. Kolejne dwie nocki czekają mnie w piątek i sobotę...

Nie mam o czym pisać więc piszę o niczym.


2010.04.05 / Poniedziałek / 11:46 - Opustoszała Warszawa

Wczorajszy świąteczny dzień spędziłem w pracy i mimo niemal zerowego ruchu wcale nie zostałem stamtąd szybko wypuszczony do domu. Dzisiaj także idę do pracy ale już na inną godzinę - na 20:00, posiedzę więc w firmie do 7:00, a jutrzejszy wtorek zapewne niemal cały prześpię... Dlatego nie będę mógł odwieźć siostry na Dworzec Centralny.

Lubię chodzić we wszelkie święta do pracy choćby dlatego, że na warszawskich ulicach i we wszelkich środkach komunikacji jest wtedy tak pusto. Pustka mi pasuje.

Wczoraj spojrzałem na kalendarz i zauważyłem, że do mojego czerwcowego urlopu pozostało już niewiele czasu. Fajnie, znowu mam na co czekać. ;)


2010.04.03 / Sobota / 12:01 - Powróciwszy

Już w domku... Rodzina w komplecie.

Wczorajszy wieczór poświęciłem na oglądanie dwóch filmów na dvd, które oderałem z Merlina - "Batman" Tima Burtona i "Bram Stoker's Dracula" Francisa Forda Coppoli. Klasyka lat dziewięćdziesiątych, a więc także dwa ważne filmy z mojego dzieciństwa. :) Ach, muzyka Wojciecha Kilara z Draculi to moim zdaniem jeden z najlepszych soundtracków w historii kina. Przy okazji to jedyny film, na którym byłem w kinie wraz z mamą i w ogóle jeden z pierwszych filmów oglądanych przeze mnie w kinie, konkretnie w warszawskim kinie Relax, które dzisiaj już chyba nie istnieje.

Teraz słucham najnowszej płyty niegdyś wielbionego przeze mnie zespołu Goldfrapp, którą także wczoraj odebrałem z Merlina. Ów zespół nie jest już przeze mnie wielbiony, a przyczyniła się do tego ich poprzednia płyta, nieszczęsne "Seventh tree"... Szkoda, bo wcześniej był to zespół idealny, a ich utwór "Strict machine" z 2003 roku, uważam za jeden z trzech najlepszych utwórów minionej dekady (obok "Overpowered" Róisin Murphy i "Special cases" Massive Attack). Najnowszy album też nie ma wiele wspólnego z ich dawnym, mistrzowskim poziomem... W zasadzie jest do kitu. ;)

Poza tym najnowszą książkę Palahniuka sobie wczoraj odebrałem z Merlina... Wkrótce się za nią zabiorę, tylko dokończę "Zerwane zaręczyny" Agaty Christie. To pierwsza książka jej autorstwa, po jaką sięgnąłem, ale bardzo przypadła mi do gustu więc pewnie sięgnę po kolejne... Po wiele kolejnych.

Jutro do pracy. Ciekaw jestem tylko na ile godzin. Może znowu zero?


2010.04.02 / Piątek / 11:53 - Pierwszy raz jest tylko raz

Za jakieś dwie godziny wychodzimy z siostrą z mieszkania i tak się zakończy mój marcowo-kwietniowy pobyt tutaj. Rok temu na początku kwietnia zacząłem w pewnym sensie mieszkać w Puławach, kupiłem sobie bardzo drogi bilet miesięczny na pociąg i codziennie dojeżdżałem stąd do pracy w Warszawie. Szaleństwo - nie inaczej, ale wtedy wydawało się to oczywiste, chciałem być jak najbliżej Dęblina.

Dzisiaj obchodzę swoją głupią rocznicę, którą pewnie najrozsądniej byłoby przemilczeć.

Gdy byłem mały ustaliłem sobie, że z dziewczynami właściwie nie będę miał nic wspólnego, że wszelkie sprawy damsko-męskie nie będą mnie dotyczyć i będę miał z tego powodu o tysiąc problemów mniej niż inni, normalni ludzie. To założenie, które pewnie w dużej mierze wynikało ze zwykłego tchórzostwa, pielęgnowałem bardzo długo bo w zasadzie nawet dwa lata temu myślałem w podobny sposób... Nie zastanawiałem się jak wiele stracę będąc wiecznie samotnym chłopakiem, w pewnym sensie uważałem, że to wszystko mi się nie należy, że z jakiegoś powodu na to nie zasługuję. W zupełności wystarczyła mi miłość platoniczna.

Jednak rok temu wszystko okazało się zwyczajnie łatwe, wystarczyło wyciągnąć rękę po to co chciało się zdobyć i się to miało... Tyle, że ja chciałem zdobyć o wiele więcej, jednym słowem - wszystko, ale wtedy nie widziałem jeszcze, że to niemożliwe. Cały czas miałem nadzieję, że jednak się uda.

Nie spodziewałem się nigdy, że to wszystko, pierwsze pocałnki, pierwsze pieszczoty, wszelkie pierwsze razy w moim życiu, będą miały miejsce tutaj, w puławskim mieszkaniu, na wersalce stojącej pod oknem. Kiedyś nie spodziewałem się, że w ogóle tego doswiadczę... Uważałem, że na to nie zasługuję, sam nie wiem czemu, najpewniej z tego powodu, że jestem taki chudy. Nie wyobrażałem sobie by jakakolwiek dziewczyna chciała obcować z kimś takim jak ja i właściwie do dzisiaj sobie tego nie wyobrażam.

Ale rok temu się taka znalazła i co najważniejsze, była to dziewczyna, którą uważałem i uważam do dzisiaj za najpiękniejszą ze wszystkich jakie w życiu spotkałem, która przyciągała mnie w szególny sposób wszystkim co robiła, mówiła i pisała... Innymi słowy - taka, w której byłem naprawdę zakochany. Spełnienie marzeń, które ostatecznie...

Nie spełniły się.


2010.04.01 / Czwartek / 10:30 - Dramat w oczach

Dzisiaj jest Prima Aprilis i miałem zamiar naściemniać tu trochę ale doszedłem do wniosku, że to jednak zbyt puste, zbyt proste, zbyt głupie. Mogłem nakitować, że umówiłem się na randkę, lub raczej spacer po Puławach z trzydziesto-pięcio-letnią koleżanką siostry i byłoby to całkiem wiarygodne... Prawda? ;P

Żadnej randki jednak nie ma, siedzę sobie sam w mieszkaniu kontynuując leniwy, puławski odpoczynek. Wczoraj złożyłem rower siostry, który pozbawiony kół spędzał zimę na szafie. Rower wciąż jest w dobrym stanie a pogoda była wspaniała więc zaraz po złożeniu udałem się na małą przejażdżkę po Puławach. Odwiedziłem grób babci i dziadka, pojechałem nad Wisłę i do parku... Dalej nie chciało mi się jechać więć to był już koniec tej jakże wspaniałej wycieczki. ;) Planowałem dzisiaj wybrać się znacznie dalej (takie plany zazwyczaj prowadzą mnie do Dęblina) ale pogoda wcale do tego nie zachęca więc widocznie kolejną rowerową wycieczkę po Lubelszczyźnie odbędę dopiero latem, gdy znowu przyjadę tutaj na swoim czarnym Authorze, lub jakimś nowym rowerze. :)

Wczorajsza i przedwczorajsza rozmowa z Przyjaciółką, a raczej ex-Przyjaciółką, doprowadziła mnie do następującego wniosku - raczej nie odzyskam już pieniędzy, które jej pożyczyłem. Cóż, pieniądze niby nie są ważne ale po prostu już nigdy ich nikomu nie pożyczę bo widać jak to się może skończyć. Jak dla mnie ta suma była duża i teraz bardzo żałuję, że chcąc pomóc zdecydowałem się ją przelać na konto ex-Przyjaciółki... Kompletnie zmarnowane pieniądze. Nasuwa mi się też inny wniosek - zmarnowana przyjaźń, zmarnowane zaufanie. Nie przeze mnie. Tymczasem za miesiąc i siedem dni minie rok naszej znajomości.

Dziewczyna z autobusu, do której napisałem na Naszej-Klasie nie odpisała mi i nie weszła na mój profil więc albo nie ma dostępu do netu, albo nie wchodzi na NK, albo mnie zignorowała... Będę ją musiał dopaść na żywo. ;) Lub dać sobie z nią spokój...

Cóż, za kilka lat spotkam kolejną podobną do niej, kolejną podobną do wszystkich innych dziewczyn, które mi się podobały, do dziewczyn w moim typie. Kolejną z dramatem w oczach. ;) Dramat w oczach działa na mnie jak magnes.

Czy któraś z czytelniczek mojego bloga nie ma przypadkiem dramatu w oczach? :P Ech, chyba ja mam dramat w mózgu...

Na zdjęciu uwieczniłem pomnik na puławskim cmentarzu. Gdy miałem mniej niż dzisięć lat, za każdym razem gdy szliśmy z rodziną na grób dziadzia, wchodziłem na sam szczyt tych schodów, to była wtedy wielka atrakcja, wielka frajda... W dzieciństwie wszystko daje człowiekowi wielką radochę, a później jest tak jak mówił Kurt Cobain - "Trzeba coś wziąć żeby znowu poczuć się jak dzieciak". Ja na razie niczego nie biorę ale w przyszłości, kto wie...? Choć czasami myślę, że dorosłemu człowiekowi radość może dać tylko jedno - zostanie rodzicem.

Niestety, samemu nie urodzę sobie dziecka...

Wracając na koniec do spraw przyziemnych - nie radzę nikomu instalować najnowszej wersji Gadu-Gadu, czyli Gadu-Gadu 10. Ja to zrobiłem i teraz żałuję bo zmienili w niej niemal wszystko na gorsze... Zero czytelności, mnósto zbędnych pierdół.