2010.05.31 / Poniedziałek / 09:39 - Zalewa nas

Do pracy nie wybrałem się rowerem co chyba rozumie się samo przez się - piękną pogodę mamy. Wody na naszej drodze do Truskawia jest tyle, że wlała mi się ona do mojego wysokiego glana, gdy próbowałem sforsować zbyt głęboką kałużę. Jeśli będzie nadal tak padać to woda stojąca w lesie może się przelać, a wtedy będziemy musieli brodzić do autobusu i sklepu w gumowcach... W każdym razie przez najbliższe dwa dni nie będzie mi to przeszkadzać bo mam wolne i zamierzam siedzieć w domu.

Co prawda we wtorek teoretycznie mam lub praktycznie miałem się spotkać z koleżanką, którą sprowadziłem do firmy, ale chyba jednak nie będziemy się spotykać poza pracą. Ogólnie jest to nieco dziwna sytuacja, z której wynika, że gdybym się trochę postarał i naprawdę tego chciał to może miałbym nawet pierwszą w życiu dziewczynę oficjalnie nazwaną moją dziewczyną, co wiązałoby się z tym, że ja byłbym jej facetem. Poznałbym jej rodzinę, jej znajomych, pojechałbym z nią na tegoroczny Przystanek Woodstock... Bardzo to miłe, że ktoś nawet mógłby mnie zechcieć ale jednak... Albo nie ufam koleżance, albo uważam, że jest zdecydowanie za wcześnie na takie poważne podchodzenie do siebie, albo po prostu to nie jest ta właściwa dziewczyna i chcę szukać dalej.

Znam mniej więcej pięć dziewczyn, które uważam za takie, w których mógłbym się obecnie zakochać, a niestety koleżanka do nich nie należy mimo tego, że jest ładna i sympatyczna. Możliwe, że jest po prostu zbyt normalna jak dla mnie.

Poszukiwania będą trwały nadal... Lub zdecyduję się poznać bliżej te dziewczyny, które mnie na dzień dzisiejszy interesują i bardzo mi się podobają, a nawet wydają mi się szczególne. Jest takich kilka, jak już wspomniałem.

Jeżeli w przyszłości jeszcze kiedykolwiek będę mówił "kocham cię" to chcę to mówić z całkowitą pewnością i z prawdziwym uczuciem w sercu, tak jak to mówiłem nieco ponad rok temu. Zresztą każde moje myślenie o uczuciach i jakichkolwiek związkach sprowadza się do tego co już było. Może po prostu w moim życiu wydarzyło się już to wszystko co najważniejsze i teraz czeka mnie tylko bezsensowna wegetacja...

Nie jest to takie złe, daje się z tym żyć. Idę spać. Dzisiaj przyjeżdża do nas moja matka chrzestna, która mieszka na codzień w Kanadzie.


2010.05.30 / Niedziela / 09:07 - Minusem po dupie

Cholera, fatalną średnią miałem w pracy... Aż się zdołowałem gdy supervisorka mi powiedziała jak marny wynik osiągnąłem. Za maj będę niestety musiał stracić jakieś 150 złotych z tego głupiego powodu... :(

Na zdjęciu umieszczam dzisiaj bardzo ciekawy opuszczony dom znajdujący się w Izabelinie. Warto zwrócić uwagę na szklarnię znajdującą się na pierwszym piętrze, duży taras pozbawiony barierki, wyglądający niemal jak trampolina, oraz tajemniczą wieżyczkę obserwacyjną na dachu, wyglądającą jak ambona myśliwska. Musiał to projektować człowiek natchniony przez jakiegoś złego ducha...

Jeszcze tylko jeden dyżur nocny i dwa dni odpoczynku. Nie mogę się doczekać... Padam.


2010.05.29 / Sobota / 09:07 - 11 godzin rozrywki każdego dnia

Za mną kolejny jedenastogodzinny dyżur na rozrywce... W środę lekko, w czwartek przeciętnie ale w piątek zapierdziel. Średniej na rozrywce niestety nie wyrobię i ogólnie za miesiąc maj zarobię jakieś 600 złotych jeśli dobrze pójdzie. Trzy nieobecności plus niewyrobiona średnia będą siały spustoszenie.

I tak dobrze, że byłem dzisiaj na rozrywce bo to co działo się na ezoteryce przechodziło nieludzkie pojęcie.

Na zdjęciu koleżanka, która trafiła do naszej zacnej firmy i do naszej zacnej stolicy z Lublina. Koleżanka na tle wielu, wielu innych znanych mi dziewczyn wyróżnia się czymś co nazwałbym gracją, elegancją i dostojnością. Przy okazji jest także inteligentna, zabawna i pozytywnie nastawiona do życia, ma ładny głos i świetne nogi - z tego wynika, że posiada same zalety. ;] Inaczej rzecz ujmując - koleżanka mi się podoba i bardzo lubię spędzać dyżury w jej towarzystwie, nawet mimo tego, że czuję się przy niej zawsze nieco onieśmielony...

Ludzie naprawdę inteligentni zawsze mnie onieśmielają.

Na dole w kuchni sieje zniszczenie rodzina w postaci wujka i cioci, ja ukryłem się w swoim pokoju i już idę spać... Dobrej nocy za dnia.


2010.05.28 / Piątek / 16:12 - Lesny ludek

Dzisiaj już nie idę do pracy w garniturze. Wsiadam na rower i tyle...

Nie żebym wypominał ale... Koleżanka spóźniła się na trzy godziny próbne!!! :P :P :P

Przeniesiono jej dyżur próbny na wtorek... Moje 50 złotych jest zagrożone. ;)

Znikam...


2010.05.28 / Piątek / 08:14 - Bezbarwnie

Do pracy wybrałem się wczoraj w garniturze, by go nieco przewietrzyć. Co prawda mogłem go wykorzystać w dniu jutrzejszym gdybym przyjął od koleżanki Joanny zaproszenie na wesele, ale ja na wesela nie chodzę. Pewnie nie przyjdę nawet na swoje.

W pracy wypełniłem anonimową ankietę zaserwowaną nam przez naszego nowego dyrektora, byłego supervisora, pod tytułem - "co chciałbyś zmienić w naszej firmie". Rozpisałem się tak, że aż mi zabrakło miejsca...

W drodze do domu znalazłem w lesie dwie kolumny głośnikowe, sprawne, ale marne jakościowo. Przydadzą się komuś?

Mniej więcej dwa tygodnie do urlopu, który w zasadzie nie jest mi do niczego potrzebny.

Dzisiaj wizyta cioci i wujka, która potrwa aż do wtorku.

Chyba się wreszcie ogolę.

Nienawidzę komarów.


2010.05.27 / Czwartek / 15:00 - W czasie pracy dzieci się nudzą

Po wczorajszym dyżurze powróciłem do swoich dawnych upodobań i ponownie dostrzegam przewagę rozrywki nad ezoteryką. Dostrzegam ją szczególnie wtedy gdy jest taki ruch jaki był wczoraj, czyli niemal zerowy. Zresztą przy niemal zerowym ruchu ezoterykę lubię tak samo. :]

Od wczoraj pracuje mi się na rozrywce rewelacyjnie ponieważ kolega, który odszedł z pracy jakiś miesiąc temu, przekazał mi swoje legendarne standardówki, różniące się od moich tym, że klienci chcą na nie odpisywać. Doszedłem do wniosku, że ich siła tkwi w tym, że są ułożone w bardzo prosty i zarezem logiczny sposób, ale nie ma się czemu dziwić - specjalnością kolegi jest matematyka i nauki ścisłe. Umiejętność logicznego myślenia przydaje się w każdej pracy, a ja potrafię myśleć wyłącznie chaotycznie... ;] Chaotyczne myślenie nie przydaje się do niczego.

Widoczny na zdjęciu inny kolega to człowiek wielce inteligentny, znający się na sztuce, zwłaszcza fotografii i muzyce. Próbowałem kiedyś zaskoczyć kolegów podczas dyżuru puszczeniem z telefonu jakiegoś niszowego kawałka na mp3, wybrałem jeden ze swoich ulubionych, myślałem, że nikt go nie zna, a tymczasem kolega mówi - "O, zespół The Knife, utwór Marble house, też to lubię!". Moja niszowość poszła się je*ać...

Kolega się nudzil więc stworzył arcydzieło w Paint'cie - najlepszym programie służącym do tworzenia sztuki.

Straciłem kontakt z Przyjaciółką, ale mam nadzieję, że jeszcze żyje... Myśli samobójcze to w jej przypadku chleb powszedni. Sam bym miał takie myśli gdybym był w jej sytuacji... :/ Tyle, że ona sama do tej sytuacji doprowadziła.

Dostałem wczoraj zwrot podatku, na który czekałem dłuuuugo i mam nadzieję, że już nigdy nie popadnę w debet na koncie, przynajmniej do czasu kupienia sobie lustrzanki. ;]

W drodze powrotnej do domu minąłem swojego instruktora nauki jazdy, który pucował szyby w samochodzie... Wkrótce powinienem spotykać go regularnie, dzień w dzień, gdy zabiorę się za to co miałem ukończyć już dawno temu...

Natomiast koleżanka, która jutro ma u nas odbyć trzy godziny próbne chyba popadła wczoraj w zły nastrój... Może dzięki nowej pracy ulegnie on poprawie. Tymczasem mój nowy avatar to właśnie jej dzieło.


2010.05.26 / Środa / 17:23 - Przyjaciółka umiera z głodu

Nie mam jakiego zdjęcia wstawić, a nieczęsto pojawiam się na blogu w towarzystwie dziewczyn, więc wgrywam tutaj kolejną taką samą fotę z dnia wczorajszego, obiecuję, że już ostatnią. ;] Wizualnie ta para ze zdjęcia mi się podoba... Tyle, że to nie para. ;)

Dzisiaj teoretycznie powinienem mieć przyjemny dzień, ale tak nie jest bo martwię się o swoją Przyjaciółkę (nie tą koleżankę ze zdjęcia), która najzwyczajniej w świecie przymiera z głodu, ponieważ nie ma już pieniędzy na jedzenie ani w ogóle na nic. Nie ma ich przede wszystim przez swoją głupotę i słabość, a ja mam dylemat bo nie wiem czy powinienem jej po raz kolejny pomóc. Niby jest powiedziane "kochaj bliźniego jak siebie samego", nieby przyjaźń wiele znaczy, niby wcześniej czułem do niej o wiele więcej niż przyjaźń i pewnie nadal czuję, ale... Niełatwo jest godzić się na bycie frajerem. A dobroć często jest niestety frajerskia...

Smutne, że są wokół nas ludzie, którym po prostu brakuje pieniędzy na życie... Chujowy bywa ten kraj i ten świat, ale zapewne gdzieś są jeszcze gorsze.

Idę do pracy bo bez niej nie ma niczego.


2010.05.25 / Wtorek / 23:31 - Bardzo przyjemna nie-randka

Dopiero o 22:00 wróciłem do domu, wszedłem na photoblog i ujrzałem sporą liczbę wejść więc widocznie niektórzy z niecierpliwością czekają na to co napiszę... ;) Doprawdy nie wiem czemu to tak wszystkich-niektórych ciekawi ale niech Wam będzie. :P Zapewniam, że nie mam żadnych rewelacji do przekazania.

Przede wszystkim - było bardzo przyjmnie i cieszę się, że się przypadkiem z jakiegoś głupiego powodu nie wycofałem z tego spotkania. Koleżankę poznałem przez Internet dwa czy trzy dni temu, robiłem wszystko by zniechęcić ją do swojej osoby podczas rozmów na gg, ale jakimś cudem i tak chciała się ze mną spotkać więc postanowiłem to wykorzystać by zrobić kolejny krok ku normalności... W międzyczasie koleżance wpadł w oko mój kolega perkusista, którego zdjęcie zamieściłem kiedyś na swoim blogu, na którego zresztą lecą wszystkie moje znajome, przynajmniej te oryginalne i nietypowe. Pomyślałem nawet by jakoś ich ze sobą wyswatać i podjąłem już w tym kierunku pierwsze kroki, za co kolega pewnie mnie wyklnie. ;]

Na początku naszej nie-randki, na którą przyjechałem rowerem, udaliśmy się do firmy gdzie koleżanka raz-dwa dostała się na spotkanie informacyjne i umówiła na trzy godziny próbne, na piątek. Pewne jest to, że jako osoba inteligentna będzie ona przyjęta i może jeszcze w tym tygodniu zacznie zarabiać pierwsze marne grosze na stażu, by po miesiącu zakończyć go powodzeniem, a wtedy ja dostanę wymarzone 50 złotych. ;D ;D ;D Koleżanka będzie zajebistą wróżką o czym świadczą choćby runy wytatuowane na ręku. ;]

Po wizycie w firmie udaliśmy się do chińczyka, gdzie koleżanka jadła a ja się patrzyłem, choć ostatecznie zjadłem jakieś pięć ziarenek ryżu i jednego kiełka... Nie umarłem. Po wyjściu z restauracji koleżanka dokonała niezwykłego, śmiałego czynu - zadzwoniła do wspomnianego kolegi, zapewne totalnie z tego powodu zdezorientowanego i nawet próbowała się z nim umówić, co jednak na razie okazało się niemożliwe. ;] Całe zajście sfilmowałem.

Koleżanka nie mogła spotkać się z kolegą więc pozostałem jej tylko marny ja - udaliśmy się zatem do Ogrodu Saskiego gdzie po raz pierwszy w życiu miałem okazje robić zdjęcia lustrzanką. Och, absolutnie zakochałem się w lustrzankach i moim marzeniem jest obecnie kupienie sobie takiego cuda. :D Niestety obecnie jestem biedny jak mysz kościelna, czy coś podobnego... Bardzo jednak podoba mi się to, że koleżanka interesuje się fotografią, a nawet uważa się za artystkę w tej dziedzinie. :) Szkoda tylko, że w Ogrodzie Saskim było tak zimno, a koleżanka niestety też ma słabe krążenie krwi, przez co przytulenie się do niej niezbyt mnie rozgrzało. ;]

Na koniec wybraliśmy się do McDonalda i pożegnaliśmy na stacji metra... Ogólnie ta nie-randka była bardzo pozytywna pod każdym względem, a koleżanka jest fajną, oryginalną, szczerą i trzeźwo myślącą osobą z gatunku takich jakie lubię, ale nasza znajomość raczej nie zmierza do jakiegokolwiek związku bo nie jest to naszym celem. Tak to przynajmniej widzę. :]

Przede mną pięć nocnych dyżurów na rozrywce. Trzeba zarobić na lustrzankę.

Szkoda, że na tym zdjęciu nie widać czarnych paznokci koleżanki i jej zacnego tatuażu.


2010.05.25 / Wtorek / 12:25 - Randka, której nie było

Wieczorem coś tu napiszę... Gdy wrócę z randki, która nie jest randką. ;)


2010.05.23 / Niedziela / 16:44 - Smsy czekają

Zaraz wyruszam rowerem do firmy, dzisiaj jedynie na siedem godzin, ponieważ mój dyżur został skrócony tak abym mógł się wyspać. Co prawda o 3:00 mogę się dowiedzieć, że muszę zostać do 5:00, ale stanie się tak tylko w przypadku zwiększonego ruchu podczas nocnych programów. Tymczasem podczas wczorajszego dyżuru rozrywkowego zrozumiałem ostatecznie, że wolę ezoterykę od rozrywki. Dziwię się, że tak długo na rozrywce pracowałem... Choć kiedyś było po prostu inaczej. Lepiej.

Aktualnie próbuję zwerbować do firmy pewną dziewczynę poznaną przez Internet i może mi się to uda. Może też uda się zwerbować inne osoby mające się wkrótce przeprowadzić do Warszawy. ;] Każdy człowiek powinien choć przez miesiąc popracować jako operator sms - to może zmienić jego pogląd na świat i ludzkość.

Zastanawiam się kiedy byłem normalniejszy - teraz czy kilka lat temu. I kiedy będę całkiem normalny?

Zastanawiam się też kiedy będę miał dziewczynę? W tym roku chyba jeszcze nie... Za młody jestem. ;]

Pospacerowałbym sobie po Łazienkach... Dawno tam nie byłem - jakieś piętnaście lat. W Metropolitanie bym sobie posiedział ale znowu nie mam z kim...


2010.05.22 / Sobota / 15:57 - Chaos

Przez Polskę przetacza się fala powodziowa, Warszawa jest zagrożona, Puławy jeszcze bardziej, okolice Kazimierza Dolnego właśnie dzisiaj zostały zalane, w Truskawiu ma miejsce inwazja komarów na niespotykaną dotąd skalę a w Indiach rozbił się samolot podchodzący do lądowania. Jednak dla mnie największą tragedią dnia wczorajszego było to, że automat nie wydał mi batonika, przez co straciłem jedną złotówkę i dziewięćdziesiąt groszy. To podłe.

Wczoraj musiałem zawieść rowerem do Warszawy swój tranzystorowy zintegrowany wzmacniacz stereofoniczny marki Rotel, który sprzedałem koledze poprzez Allegro. Kolega po raz kolejny podbijał cenę i po raz kolejny wygrał moją nieszczęsną licytację, ale na szczęście tym razem zdecydował się ten wzmacniacz po prostu ode mnie kupić. Jechanie z tak ciężkim i dużym ustrojstwem wiszącym na kierownicy roweru nie należało do przyjemności lecz nie miałem wyboru gdyż jestem człowiekiem nie posiadającym samochodu ani prawa jazdy, z czego jednak w dziwny sposób jestem dumny, gdyż podkreśla to moją inność. ;) Straszne jest tylko to, że z normalnego kolegi zrobiłem audiofila, który będzie teraz wydawał straszne pieniądze na sprzęt do słuchania muzyki...

Tymczasem w pracy od czterech lat gra nam uporczywie ten oto radiomagnetofon firmy Grundig, z kawałkiem drutu wstawionym na miejsce urwanej anteny. Najczęściej słuchanym radiem w naszej firmie jest niestety Radio Eska, nad czym bardzo ubolewam i z czym nigdy nie będę potrafił się pogodzić, tak samo jak z tym jakiej muzyki ludzie słuchają. Nie chcę się rozpisywać na ten temat, pragnę tylko wyrazić się jasno - w dzisiejszych czasach radio to jedno wielkie komercyjne gówno. :)

Zbuntujcie się przeciwko tej komercji - wyrzućcie swoje telewizory, wyrzućcie swoje radia, nie płaćcie abonamentu, przestańcie czytać gazety, uwolnijcie swoje umysły...

Zauważcie jak szybko przybywa nam programów ezoterycznych w telewizji. Zauważcie co dzieje się z tym światem. A jeśli tego nie widzicie to znaczy, że stoicie po niewłaściwej stronie barykady i ja nie chcę mieć z wami nic wspólnego. Amen. ;P

Teraz jednak udam się do pracy by siać zniszczenie.


2010.05.20 / Czwartek / 03:16 - Back to the business

Dzisiaj powróciłem do pracy uległy, pokorny, błagający o wybaczenie. ;) W firmie właściwie nikt nawet nie zauważył mojej niedzielnej nieobecności, albo przynajmniej nikt nie wziął jej sobie do serca i nikt nie miał o nią pretensji. Zapłacę sto złotych kary i tyle. Bunt takiego niewidzialnego pracownika jak ja nikogo nie obchodzi. ;( Supervisor był nawet tak miły, że dopisał mnie na przyszły tydzień do grafiku mimo tego, że nie podałem dyspozycji. Dostałem same zmiany od 20:00 do 7:00 na rozrywce więc będę mógł sobie przypomnieć dawne czasy gdy rozrywałem się właśnie w tych godzinach. Nocki są całkiem przyjemne... Przynajmniej były dwa lata temu.

Moje odchodzenie z pracy zostało więc anulowane... Do urlopu już tylko trzy i pół tygodnia, a po urlopie zapewne wrócę na smsy gdzie przesiedzę kolejny rok, do kolejnego buntu, tym razem już szóstego.

Na zdjęciu uwieczniłem krowie obuwie koleżanki Marceli, w której się skrycie i jawnie podkochuję. ;] Ciekawe tylko jest to, że nic nie robiłem gdy koleżanka była wolna w grudniu roku 2009, no ale cóż, gapa ze mnie. ;)

Sentyment do krowich łat pozostał we mnie już na zawsze, a raczej sentyment do dziewczyn mających łaciate upodobania.

Idę spać gdyż oficjalnie padam... Oby jutro nie padał deszcz bo do firmy jadę rowerem - tak samo jak dzisiaj.


2010.05.17 / Poniedziałek / 14:25 - Coroczne porzucanie pracy w toku

Jak się nie ma czego fotografować to zawsze można skierować obiektyw na własne buty...

Wczoraj w pracy wywinąłem bardzo nietypowy numer, którego nie planowałem. Przyszedłem na dyżur na godzinę 20:00, zobaczyłem, że jest bardzo duży ruch więc wymknałem się cichaczem i poszedłem do domu... Supervisora nie było bo pewnie akurat palił papierosa w palarni, ale możliwe, że później i tak ktoś doniósł, że byłem w firmie, o ile w ogóle ktoś mnie zauważył. Prawdopodobne jest, że za coś takiego będę zwolniony dyscyplinarnie, może nawet już teraz na tablicy ogłoszeniowej wisi kartka z moim imieniem i nazwiskiem, ale na razie jeszcze nic nie wiem na ten temat i przez cały tydzień mam obowiązek chodzić do pracy na nocki, a raczej jeździć rowerem bo o tej godzinie nie mam autobusu. Dzisiaj i jutro mam wolne ale w środę się tam wybiorę by jeszcze coś zarobić o ile jeszcze tam pracuję. Jeśli mnie nie zwolnili dyscyplinarnie to pewnie nawet podam jakieś dyspozycje i popracuję do czerwca lub do urlopu... A po urlopie może powrócę...

Zawsze w okolicach czerwca nachodzą mnie wątpliwości i chcę się zwalniać z firmy bo wtedy mija kolejna rocznica mojego zatrudnienia na smsach, w tym roku już czwarta.

Ech... Praca jest ostatnio stresująca z powodu tych programów na TVNie a ostatnia podwyżka płac miała miejsce w roku 2007... Oto powody, dla których decyduję się odejść. O ile się zdecyduję... Możliwe, że oni zdecydują za mnie.


2010.05.15 / Sobota / 20:51 - Busspotting

Zdjęcie z mojej wczorajszej, przymusowej, nieplanowanej wycieczki na Cmentarz Północny - w drodze do domu, zamiast wsiąść do swojego autobusu 708, wsiadłem do 701, który wywiózł mnie gdzieś w okolice Wólki Węglowej. Zrozumiałem, że jestem w niewłaściwym autobusie dopiero wtedy gdy zadałem sobie pytanie - a dlaczego do cholery ten 708 jedzie dzisiaj objazdem?

Ech... Widocznie za bardzo zagapiłem się na pewną nieziemsko zgrabną dziewczynę na przystanku i nawet nie zauważyłem do jakiego autobusu wsiadam. Siódemka się zgadzała, zero też, a do ósemki już nie doszedłem. ;]

W pracy nie było dzisiaj źle ale na soboty nigdy nie można narzekać. Na jakiś czas porzuciłem myśli o odejściu z firmy, lecz mogą one powrócić już podczas jutrzejszego, nocnego dyżuru od 20:00 do 7:00... Jedyne co będzie mnie trzymać przy życiu to świadomość, że po tym dyżurze czekają mnie dwa dni wolne.

Dzisiaj absolutnie zakochałem się w Agnieszce, piosence zespołu Closterkeller pochodzącej z płyty, którą właśnie nabyłem... Genialny utwór i ogólnie dobra płyta. Szkoda, że innych starszych płyt tego zespołu nie ma już w sprzedaży.

Tak, tak, płyty kupuję nadal. Przestałem palić papierosy i odstresowuje mnie teraz już tylko muzyka, bardzo skutecznie zresztą.


"Pobiegłam przez zamglony mrok
Gdzie stoi Twój dom
Teraz w nim tylko cisza mieszka
Na imię miałaś Agnieszka
I taki dziwny wzrok
Ty zawsze byłaś inna
Przewrotna i niewinna
I zimna tak jak skała
Wtedy ostatni raz Cię widziałam"

Closterkeller "Agnieszka"


2010.05.14 / Piątek / 20:03 - Awans na stanowisko TeamLeadera

Nareszcie warszawskie klimaty. Zdjęcie zrobione podczas wczorajszego gorącego dnia. Znika na naszych oczach hala Kupieckich Domów Towarowych przy skrzyżowaniu ulicy Marszałkowską ze Świętokrzyską, z każdym dniem jest jej coraz mniej i wkrótce w tym miejscu stanie nikomu niepotrzebne muzeum sztuki współczesnej.

Nie wyspałem się wczoraj, nie wyspałem się dzisiaj bo znowu poszedłem spać o 23:00 zamiast o 21:00... Mam nadzieję, że jakoś wytrzymam w pracy i nie zasnę przy klawiaturze...

Wczoraj po obudzeniu się poczułem zapach gazu, którym wypełniony był cały nasz dom. Spojrzenie na kuchenkę gazową w kuchni uświadomiło mi, że przez całą noc odkręcony był jeden kurek - efekt zamotania mamy lub taty. :/ Wspaniale - mogliśmy wszyscy zgniąć podczas eksplozji... :/ :/ Na szczęście uratowałem całą rodzinę. ;)

Wczoraj zakończyła się moja aukcja na Allegro, na której wystawiłem wzmacniacz Rotel. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że przy pomocy kolegi próbowałem podbić cenę co skończyło się na tym, że nabywcą został właśnie kolega we własnej osobie. ;) Od teraz będę miał nową zasadę - nigdy nie podbijać cen na swoich aukcjach.

Nie szkodzi - wzmacniacz zostanie u mnie bo jest zwyczajnie dobry. Idę pracować. Na razie nadal na smsach.


2010.05.13 / Czwartek / 04:03 - Coraz mniej

Nareszcie warszawskie klimaty. Zdjęcie zrobione podczas wczorajszego gorącego dnia. Znika na naszych oczach hala Kupieckich Domów Towarowych przy skrzyżowaniu ulicy Marszałkowską ze Świętokrzyską, z każdym dniem jest jej coraz mniej i wkrótce w tym miejscu stanie nikomu niepotrzebne muzeum sztuki współczesnej.

Nie wyspałem się wczoraj, nie wyspałem się dzisiaj bo znowu poszedłem spać o 23:00 zamiast o 21:00... Mam nadzieję, że jakoś wytrzymam w pracy i nie zasnę przy klawiaturze...

Wczoraj po obudzeniu się poczułem zapach gazu, którym wypełniony był cały nasz dom. Spojrzenie na kuchenkę gazową w kuchni uświadomiło mi, że przez całą noc odkręcony był jeden kurek - efekt zamotania mamy lub taty. :/ Wspaniale - mogliśmy wszyscy zgniąć podczas eksplozji... :/ :/ Na szczęście uratowałem całą rodzinę. ;)

Wczoraj zakończyła się moja aukcja na Allegro, na której wystawiłem wzmacniacz Rotel. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że przy pomocy kolegi próbowałem podbić cenę co skończyło się na tym, że nabywcą został właśnie kolega we własnej osobie. ;) Od teraz będę miał nową zasadę - nigdy nie podbijać cen na swoich aukcjach.

Nie szkodzi - wzmacniacz zostanie u mnie bo jest zwyczajnie dobry. Idę pracować. Na razie nadal na smsach.


2010.05.12 / Środa / 18:19 - Lekko kościsty brunet

Ale ze mnie kał-boy. ;]

Pozwolę sobie na zamieszczenie jeszcze jednego zdjęcia z wczorajszej wizyty pod Dęblinem. Niby miałem więcej napisać o dniu wczorajszym ale już wszystko co ważne wyleciało mi z głowy... Na pewno pogoda była rewelacyjna. :]

Skoro nie mam o czym pisać to mogę wspomnieć o tym, że kilka dni temu z firmy odszedł mój, w zasadzie najlepszy, kolega. Pracował u nas mniej więcej półtora roku i miałem okazję wprowadzać go w firmowe tajniki, co bardzo lubię gdyż daje mi to możliwość wymądrzania się. ;) Kolega jednak bardzo szybko przerósł mnie w każdej możliwej dziedzinie (co nie jest trudne) stając się rewelacyjnym, a nawet fenomenalnym pracownikiem. Niestety nasza firma takich pracowników nie docenia... :/

Ostatnio mi też już się nie chce w niej pracować, po raz kolejny nachodzi mnie zniechęcenie połączone z potrzebą zajęcia się czymś ambitniejszym lub po prostu czymś innym. Liczę chyba tylko na to, że pewnego dnia zostanę zwolniony dyscyplinarnie dzięki czemu nie będę miał możliwości powrotu.

Byle wytrwać do urlopu mając jak najmniej nieobecności. Urlop już za miesiąc.


"Życie mam tylko jedno
A wszystko czego pragnę to trafić w jego sedno"

Kanał Audytywny "Luksfery sedno"


2010.05.11 / Wtorek / 22:51 - Puławy-Borowa-Dęblin-Warszawa

Planowałem jechać do Warszawy przez Lublin, do którego miałem się wybrać z siostrą ale jednak moje plany uległy zmianie. Najpierw postanowiłem wrócić PKSem do Warszawy samotnie, o godzinie 12:10, ale o tej samej godzinie za namową Przyjaciółki wsiadłem jednak do innego PKSa, który zawizół mnie do Borowej, widocznej na załączonym obrazku.

Do Warszawy pojechałem właśnie z Przyjaciółką, trasą przez Dęblin, Maciejowice i Wilgę. Było miło i przyjemnie, a w Dęblinie nawet Owcę widziałem. ;]

Siostra sama pojechała do Lublina i po drodze jej bus brał udział w stłuczce. Atrakcja mnie ominęła...

Jeszcze bym tu coś napisał ale nie mam czasu - muszę już iść spać gdyż dosłownie za chwilę wstaję do pracy. :/


2010.05.10 / Poniedziałek / 23:55 - Lekko lokowaty brunet

Podobno mam boski profil twarzy... ;]

Puławy to jednak bardzo zielone miasto, a o tej porze roku wygląda rewelacyjnie. Jutro już stąd znikam, jadę samotnie do Warszawy, bez Przyjaciółki, jedynie z muzyką w słuchawkach. Wcześniej pewnie zahaczę z siostrą o Lublin, po którym być może odbędę mały spacer. Dzisiaj byłem wyjątkowo aktywny - poszedłem po siostrę gdy wychodziła z pracy, następnie razem z nią wybrałem się na pocztę i po zakupy do Stokrotki... Kupiłem też sobie buteleczkę wody toaletowej, która powinna mi wystarczyć na kolejny rok. ;]

Wieczorem zacząłem intensywnie używać programu do ściągania filmików z YouTube, a właściwie nie programu tylko plug-ina do Mozilli Firefox. Umożliwia on także zgrywanie na dysk filmików zapisanych w wysokiej rozdzielczości HD. Rewelacja. Ściąganiu nie było końca...

YouTube przewyższa jakością dvd. Nie sądziłem, że nadejdą takie czasy.


2010.05.10 / Poniedziałek / 13:46 - Najpiękniejsze osiedle świata

Wczorajsza eskapada do osiedlowego smietnika była doskonałą okazją do tego by uwiecznić blok od drugiej strony. Nie zdradzę, które okno jest nasze. :P

Mija kolejny fascynujący dzień - zjadłem płatki z mlekiem, zainstalowałem plug-in do Mozilli, dzięki któremu mogę ściągać filmy z nowej wersji YouTube (gorszej od poprzedniej) oraz z Facebooka, porozmawiałem przez telefon z kimś kto uznał mnie za specjalistę w dziedzinie wzmacniaczy audio, a następnie wykąpałem się bardzo, bardzo, bardzo dokładnie. Teraz jestem gotowy na wszystko.

Jutro wracam do domu i mam do wyboru dwie a nawet trzy opcje - pojechać najpierw z siostrą do Lublina i dopiero stamtąd dostać się do Warszawy, pojechać samemu z Puław, lub pojechać z Dęblina wraz z Przyjaciółką, która przy okazji by u mnie przenocowała w mrocznej puszczy, w mrocznym pokoju, na mrocznej wersalce przed wcale-nie-tak-dużym-ale-bardzo-zajebistym telewizorem. Opcja trzecia podoba mi się najbardziej choć Przyjaciółka twierdzi, że woli spać na podłodze niż na wersalce ze mną... Widocznie przesadzałem nieco z tym molestowaniem, ale nie sposób się powstrzymać. ;)

Dzisiaj czeka mnie jeszcze fascynująca wyprawa do sklepu po pasztet, ale najpierw muszę zebrać na nią siły. :P Wino raczej sobie odpuszczę skoro nie mam go z kim pić...

Przekonałem się do tego oto zespołu.


"Przemierzam świat niezdobyta na niby
patrzę na wszystko jak zza wielkiej szyby
Hej hej hej
taka jestem już
taka jestem już

Maluję twarz w uśmiech, wino piję
szkarłatne tak jak moje imię
Hej hej hej
taka jestem już
taka jestem już

Nie mam marzeń
Nie znam bajek"

Closterkeller "Scarlet"


2010.05.09 / Niedziela / 18:06 - Przyjaciółka

Okienko Skype, a w nim Przyjaciółka, która (nie)zgodziła się na udostępnienie swojego tajemniczego wizerunku. ;)

Szkoda tylko, że nie chce mnie jutro odwiedzić tutaj w Puławach. ;(

Poza rozmową z Przyjaciółką przez Skype niewiele dzisiaj robiłem. Zjadłem frytki i poszedłem wyrzucić śmieci. :P


2010.05.08 / Sobota / 14:38 - Ucieczka do Puław

W Puławach byłem jeszcze przed południem, gdyż siedzenie w pracy nie było mi dzisiaj pisane... Zapłacę sto złotych za nieobecność. Buuu. :P

Rozpoczynam więc kilkudniowe, słodkie lenistwo przed laptopem siostry. Korzystając z szybkiego łącza obejrzałem przed chwilą na Facebooku filmik z koleżanką MetalMią. Interesujące doświadczenie. ;) Wcześniej jedynie widziałem jej zdjęcia i słyszałem jej głos, ale w ruchu zobaczyłem ją po raz pierwszy właśnie dzisiaj.

Za rok będę obchodził rocznicę tego wydarzenia? ;)

Dobra. Kto twierdzi, że mój blog staje się śmiertelnie nudny, pusty i głupi, tak samo jak moje życie - ręka w górę.

⟨podnosi rękę⟩


2010.05.07 / Piątek / 21:35 - Złom

Mój wzmacniacz powraca na Allegro gdzie pewnie i tak nie znajdzie dla siebie przyszłego właściciela... Będzie się musiał męczyć ze mną, a ja z nim. Pięćdziesiąt procent ceny oryginalnej to jednak trochę za dużo jak za ten niezbyt udany model Marantza, szczególnie, że możliwy jest wyłącznie odbiór osobisty u mnie w Puszczy Kampinoskiej, bo nie mam już do niego opakowania (pojechał w nim poprzedni wzmacniacz - Technics SU-VZ320).

Marantz PM7001 jest dowodem na to, że nie powinno się zwracać uwagi na wygląd - niby jest on piękny ale gra bardzo przeciętnie.

Podstawą udanej sprzedaży na Allegro są dobre zdjęcia więc strzeliłem wzmacniaczowi sesję fotograficzną i oczywiście użyłem aparatu taty, gdyż mój nie nadaje się do takich zadań specjalnych. Naprawdę bardzo lubię to robić - fotografować sprzęt elektroniczny. Akurat do takiego rodzaju zdjęć nie trzeba być artystą i pewnie dlatego mi to pasuje. Artysta fotograf ze mnie żaden.

Poza tym ja naprawdę uwielbiam wszelkie sprzęty elektroniczne i szanuję je jak mało kto. Milimetrowa rysa, która znajduje się na tym wzmacniaczu nie jest moim dziełem... ;)

Fajnie, że dwa lata temu tata zrobił mi to drewniane biurko do komputera, bo stanowi ono bardzo miłe dla oka tło dla wszelkich rzeczy wystawianych przeze mnie na Allegro. Zdolniacha z tego mojego taty. :]

A skoro o tacie mowa - ostatnio się trochę wkurza bo zapłacił swojemu synowi 1500 złotych za kurs prawa jazdy, a ten gnojek nawet nie raczy się za to porządnie zabrać. Jakbym miał takiego syna to bym się załamał... ;)

Pakuję rzeczy potrzebne mi do Puław i idę spać.


2010.05.07 / Piątek / 18:31 - Ezo Rider

PKP ostatnio traci u mnie na popularności, zyskują natomiast busy odjeżdżające z miejsca widocznego na zdjęciu. Kierunek Dęblin, kierunek Lublin, kierunek Puławy...

Niestety nie udało mi się nikomu wcisnąć mojego jutrzejszego dyżuru mimo tego, że gratis oferowałem do niego paczkę papierosów, będę więc mógł jechać do Puław najwcześniej o godzinie 15:45 jak dobrze pójdzie, jak mnie wcześniej wypuszczą...

Rzeszów w niedzielę raczej sobie z siostrą odpuścimy... Zresztą Rzeszów mi się źle kojarzy i pewnie już nigdy w życiu tam nie pojadę, nie odwiedzę brata ciotecznego.

Rok temu o tej godzinie prowadziłem na gadu gadu konwersację z Przyjaciółką. Zaczęliśmy mniej więcej o 15:00 a skończyliśmy o północy. Miłe niezłego początki. ;]

Trafienie na właściwą osobę sprawia, że czujesz jak odpowiednie tryby na siebie zaskakują i maszyna zostaje wprawiona w ruch. Szkoda tylko, że po jakimś czasie ta maszyna może się zepsuć... Wtedy trzeba podjąć decyzję - naprawiać, czy zamienić na lepszy model?

Nuda... Nie chce mi się ostatnio bloga pisać...

Nie palę papierosów już dwa tygodnie i zupełnie mnie do tego nie ciągnie.


2010.05.06 / Czwartek / 18:14 - Jutro się poznaliśmy

Lata mijają a ja cały czas stanowię część centrum operatorskiego... Niedługo wrosnę w te boksy niczym w drugiej części pewnej słynnej serii filmowej o piratach...

Jutro 7 maja - rocznica mojej znajomości z Przyjaciółką, zwaną przeze mnie niekiedy ex-przyjaciółką. Rok temu byłem zdruzgotany psychicznie po przejściach kwietniowo-majowych, postanowiłem więc poszukać nowej niedoszłej dziewczyny na nieszczęsnym serwisie randkowym i znalazłem jedną szczególną... Miesiąc później się z nią spotkałem. Nie żałuję, wprost przeciwnie, zawsze było bardzo przyjemnie.

W każdym razie na pewno niższej dziewczyny już nigdy nie znajdę. ;)

Ale to dopiero jutro... Dzisiaj mamy jeszcze dzisiaj, a dzisiaj było dosyć nudne i monotonne. Koleżanka z pracy już mi się nie podoba bo zaczęła się uśmiechać. Podobała mi się tylko gdy się nie uśmiechała i nic nie mówiła, szczególnie, że to nie do mnie się uśmiecha i nie ze mną rozmawia tylko z dwa razy przystojniejszym ode mnie brunetem. ;]

Cholera, chciałbym być przystojnym facetem. To daje duże możliwości. Dziewczyny to prymitywne istoty i tak naprawdę lecą głównie na wygląd, choć próbują wmówić światu, że jest inaczej.

Tymczasem ja lecę na wszystko to co chore i to jest mój problem - nie ma chorych kobiet, wszystkie są normalne. Normalność mnie przeraża... Gdzie jest moja nienormalna druga połówka? ;]

Wycofałem sprzęt z Allegro i jednak go sobie zostawię... Jakiż ja jestem niezdecydowany.

Stanowczo protestuję przeciwko zbyt łatwym maturom! ;D


"If you front, you can go fuck yourself in the back
All those beats, all those rhymes just kept blowin' my stack
On the internet you can tick this, I got the good grades
Only four singles, our popularity don't fade

Two times might be one too much
I'm losing sight, I'm losing touch
of the reality I was facing when I was growing up."

Mr. Oizo - Steroids


2010.05.04 / Wtorek / 13:18 - Sleepless

Nie śpię. Wróciłem z pracy o 9:00 rano, teraz jest już 13:15, ale ja nie śpię. Czuwam. Mam dzień czuwania.

Dzisiaj rozpoczęła się matura mojego ulubionego rocznika tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego. Z tej okazji w pracy dostałem od klientów sporo pytań dotyczących matury i tym razem już się nad nimi nie pastwiłem - pocieszałem ich, że zdadzą, pójdą na studia i będą mieli lepsze wykształcenie niż ich ukochana wróżka.

W ogóle dyżur był dosyć masakryczny - o 20:00 sam się logowałem, przez co dostałem około pięćdziesiąt pytań zaczynających się słowami "Kochana Pani Danusiu..." i pięćdziesiąt innych zaczynających się czymkolwiek. Na wizji Ezo Tv akurat leciał program z Wróżką Danutą, której nazwiska nie znam - idolką wszystkich matołów wierzących we wróżby. Zresztą znając życie to ten program był puszczony z przygotowanej wcześniej taśmy, mimo widniejącego gdzieś w rogu napisu "na żywo". Ale kto ich tam wie, może nagle stali się uczciwi... W zasadzie nie oni tylko my, bo jestem częścią tego systemu.

Później w środku nocy kolejny program przynoszący ze cztery setki klientów cierpiących na bezsenność i brak mózgu. :/ Ech...Nocki są koszmarne. Dobrze, że koleżanka, która miała wyjść o 3:00, wyszła o 5:00, stanowiąc dla mnie wsparcie.

Skończył mi się bilet miesięczny więc zacząłem jeździć rowerem. Moja kondycja nieco siadła a powinienem nad nią już zacząć pracować bo zbliża się czerwiec - miesiąc kolejnej wyprawy do Puław. Siostra chyba faktycznie pojedzie do Wilna na kilka dni, a ja w tym czasie będę sam gnił w Puławach, w pustym mieszkaniu. Do tego czasu nie znajdę żadnej dziewczyny, a piękna Iga MetalMią zwana leciała na mnie tylko rok temu, w dodatku tylko przez kilka dni. ;) Jak mogłem zmarnować taką szansę? ;o

Gdy masz coś w zasięgu swoich łap to to łap! ;)

W pracy podoba mi się jedna nowa koleżanka... Nie wiem tylko czemu, bo nawet nie jest szczególnie ładna... Takie jakieś ni to blond, ni to rude emo, niskie, chude, nigdy nie uśmiechnięte. Ale jednak.

Idę... Nie spać.

Pozdrawiam wszystkie dziewczyny, które rok temu nie zdały, dzięki czemu dzisiaj nie muszą się stresować maturą. ;]


2010.05.03 / Poniedziałek / 14:18 - Hurra! Hurra!

Niniejszym wywieszam na swoim blogu flagę narodową... A może Flagę Narodową?

Wczoraj na Allegro trafił cały mój sprzęt audio łącznie z kolumnami, więc jeśli znajdą się nabywcy to przez jakiś czas będę pozbawiony możliwości słuchania muzyki w domu. Za to później wstawię do pokoju coś lepszego, niekoniecznie droższego.

Idę stoczyć bój z klientami podczas dzisiejszego dyżuru nocnego. W domu będę z powrotem dokładnie o 9:00 rano, gdy niektórzy szczęśliwcy rozpoczną swoje pierwsze podejście do matury. :] Szczerze życzę powodzenia, a na pocieszenie dodam, że jeśli ktoś taki jak ja zdał maturę to znaczy, że każdy może tego dokonać, z lepszym wynikiem oczywiście. Tyle, żę właściwie moje wyniki na maturze nie były złe - zadziwiłem wtedy samego siebie.

I ta piosenka Farben Lehre... Po maturze ona już nie ma żadnego znaczenia. :] Przed maturą wzbudzała we mnie panikę.


"Moja dziewczyna ma dzisiaj maturę
Nie ma czasu dla mnie w ogóle
Nie śpi po nocach, strasznie się boi
Szkoda mi dziewczyny mojej

Hurra hurra - dzisiaj matura
Marynara i fryzura - matura
Hurra hurra - Broniewski, Stachura
Marynara i fryzura - matura"

Farben Lehre "Matura"


2010.05.02 / Niedziela / 20:41 - Supergreen

Zielono. Ciepło. Przyjemnie. Dzisiaj pierwszy raz w tym roku pojechałem do pracy bez kurtki.

Jutro w pracy będę siedział od 20:00 do 7:00, co oznacza, że znowu będę musiał zmierzyć się z nocnym programem ezoterycznym, którego nienawidzę. Od godziny 3:00 zostanę na nim sam... :/ Już widzę tych dwustu klientów do odpisania...

W zasadzie znowu nie mam nic do przekazania, po prostu wrzucam kolejne zdjęcie, by mój blog nabrał wiosennego klimatu. Może dodam też, że jednak postanowiłem zachować sobie swój stary wzmacniacz Marantz. Jest zbyt piękny i zbyt funkcjonalny aby sie go pozbywać. Szkoda tylko, że nie brzmi tak dobrze jak Rotel.

Co by tu jeszcze... Aha, brakuje mi kobiety.

Pocieszam się jednak myślą, że nie mam w tym roku matury. ;)


2010.05.01 / Sobota / 19:33 - W opozycji do normalności

Kościół w Lesznie - oczywiście naszym Lesznie, leżącym w Puszczy Kampinoskiej. Niezbyt aktualny jestem skoro zamieszczam tutaj zdjęcie z wycieczki rowerowej sprzed pięciu dni. Jak na standardy mojego bloga takie opóźnienie jest wręcz skandaliczne.

Tyle, że w zasadzie nie mam o czym pisać, nie mam czego i kogo fotografować. Klaudia się obraziła na amen a ja się tym nie przejąłem - widocznie tak mi zależało na tej znajomości. Przynajmniej wyjaśniło się, że mnie przyciągają jednak podobieństwa, a nie różnice. Było - minęło.

Jakaś tam nowa dziewczyna mi się spodobała w firmie, ale nawet nie warto o niej wspominać, skoro to kolejna, do której nie potrafię się po ludzku odezwać... Bez wódki ani rusz... W każdym razie małe jest piękne. ;)

Druga dziewczyna, którą ostatnio uznałem za odpowiednią dla siebie ofiarę zamieszkuje Truskaw i jest mi znana od wielu, wielu lat... Lecz doszedłem do wniosku, że właściwie nie chciałbym nigdy mieć dziewczyny, która mieszkałaby tutaj, w Truskawiu, w Izabelinie, blisko mnie. Wtedy zabrakłoby elementu ucieczki od swojego obecnego życia, a ten element jest bardzo istotny...

Poza tym wszystkim, czyli niczym:

- Przeczytałem "Wojnę polsko-ruską" i uznałem ją za swoją ulubioną polską książkę.

- Koleżanka próbuje mnie zaprosić na wesele jako osobę towarzyszącą. Nie wie co czyni i nie wie zapewne, że na ostatnim weselu wymiotowałem przed lubelskim hotelem, a miałem wtedy 11 lat.

- Kupiłem wzmacniacz Rotel za 1/4 ceny swojego dotychczasowego wzmacniacza Marantz i... Rotel jest pod każdym względem brzmieniowym lepszy. Zakupy należy robić z głową.

- Tym samym mój wzmacniacz Marantz trafił na Allegro.

- Nie palę już ponad tydzień przez co dostaję zajoba.

- Brakuje mi kobiety.

Amen.