2010.06.29 / Wtorek / 21:56 - Koniec puławskiej części urlopu

Jeszcze jedno zdjęcie z dzisiejszych urodzin. Palenie papierosów znowu weszło mi w krew, ale mam nadzieję, że ten zły nawyk opuści mnie gdy tylko powrócę do domu, a wracam tam najpewniej już jutro.

Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak wstawiony jak dzisiaj... Podczas tego zdjęcia jeszcze się jakoś trzymałem ale później... Byłem bardzo blisko tego by pierwszy raz w życiu puścić pawia od alkoholu. Ciekawe czy kiedyś dojdzie do tego, że pan Michał, były abstynent, spije się w trupa.

Skoro o trupach mowa, to postanowiłem, że jeśli kiedykolwiek będę popełniał samobójstwo to właśnie tam gdzie dzisiaj świętowałem urodziny. ;) Na szczęście nie mam planów samobójczych. Nie mam żadnych planów.

W sprzedaży pojawiły się reedycje trzech pierwszych płyt zespołu Hey, na co czekałem naprawdę dłuuuuugo. Pierwszą już miałem, ale dwie kolejne zamówiłem czym prędzej w Merlinie i jutro je odbiorę, podobnie jak całkiem nowe słuchawki, dokładnie takie jak te, które mi się zepsuły.


"A te dni ciszy, które, które dzielą nas
Podpowiadają mi złe obrazy
Muszę to przespać przeczekać, przeczekać
Trzeba mi
A jutro znowu pójdziemy nad rzekę"

Hey "List"


2010.06.29 / Wtorek / 18:43 - 28 urodziny w Dęblinie

To miał być tylko żart, ale jednak stało się inaczej. Siostra zdecydowała się dzisiaj pojechać ze mną do Dęblina i właśnie tam świętowaliśmy moje 28 urodziny. Siostra była w Dęblinie dopiero drugi raz w życiu i miała tam okazję zapoznać się osobiście z Owcą, która wyjrzała przez okno swojego domu. Później wraz z siostrą udaliśmy się na dęblińskie osiedle Lotnisko - miejsce, które z dziwnych powodów po prostu kocham. ;) Na miejscu wybraliśmy się do pizzerii Wenecja, widocznej na zdjęciu, w której ja zjadłem frytki a siostra pizzę. Po wizycie w tym szczególnym dla mnie miejscu poszliśmy do parku chlać wino, wcale nie tanie. Wypiłem sporo ale tylko po części straciłem kontrolę nad samym sobą. Choć w zasadzie nawet teraz nie jestem w pełni trzeźwy... Upiłem się na swój sentymentalny i jakże piękny sposób, po czym wróciliśmy Stanbusem do Puław...

To były piękne i zarazem głupie urodziny, ale jestem bardzo zadowolony z tego, że siostra zechciała odwiedzić ze mną te wszystkie miejsca. Taki był jej prezent dla mnie.

Dziękuję za życzenia wszystkim którzy mi je złożyli. :)


2010.06.28 / Poniedziałek / 23:46 - Dwudziesto-siedmio-latek

Przed pójściem do łóżka zaserwuję swojemu blogowi takie oto zdjęcie. Dzisiaj jeszcze jestem dwudziesto-siedmio-latkiem, ale gdy obudzę się jutro rano, będę już o cały rok starszy. Dwadzieścia siedem brzmi całkem młodzieńczo, dwadzieścia osiem - znacznie gorzej.

Tymczasem miałem dwadzieścia-pięć gdy po raz pierwszy zawitałem do tego parku i spacerowałem po nim z dwiema ważnymi dla mnie szesnastolatkami (choć jedna z nich była już wtedy siedemnastolatką). W wieku dwudziestu-pięciu lat obudziłem się ze śpiączki, w którą teraz chyba na nowo zapadam. Cofam się. Nie chcę być stary, nie chcę być dorosły... Choć z drugiej strony...

Tam po prawej stronie, kawałek za kadrem, znajduje się mała alejka z kilkoma ławkami ustawionymi w rzędzie i właśnie tam pierwszy raz w życiu przytuliłem się do dziewczyny. Kosztowało mnie to wtedy wiele wysiłku, niełatwo było zrobić jeden z pierwszych kroków ku normalności, a efekt prawdopodobnie był żałosny... A dzisiaj? Nadal nie mam się do kogo tak naprawdę przytulić.


2010.06.28 / Poniedziałek / 19:49 - Kawałek miasta

Kontynuując swoją sentymentalną podróż zamieszczam kolejne zdjęcie Dęblina. Te wieżowce to według moich danych najwyższe budynki w mieście i dzięki temu widzę je zawsze z pociągu, ale dla mnie największe znaczenie ma ten niski, szary budynek w tle, w którym mieści się pizzeria Wenecja. Co prawda pizzy nienawidzę, ale tą malutką pizzerię, ze zdjęciami samolotów i śmigłowców na ścianie, będę pamiętał do końca swojego marnego żywota.

Jutro powinienem urządzić tam swoje 28 urodziny, ale i tak nikt by na nie nie przyszedł. ;(


2010.06.28 / Poniedziałek / 15:35 - What else is there?

Dzisiaj, korzystając z bardzo ładnej pogody oraz okazji, ktora się nadażyła, wybrałem się rowerem w miejsce widoczne na tym zdjęciu, czyli do Dęblina, na osiedle Lotnisko, a konkretnie do parku na tym osiedlu. Odbyłem tą sentymentalną podróż wgłąb swojej nienormalności, wgłąb swoich wspomnień i jestem z tego faktu bardzo zadowolony. Jak przyjemnie jest być beznadziejnie sentymentalnym idiotą. ;) Tak się dziwnie składa, że akurat to miejsce uważam za najbardziej dla siebie szczególne spośród wszystkich na naszej planecie (którą oczywiście zjeździłem wzdłuż i wszerz)... Dokładne centrum tego mojego chorego świata, wypełnionego wspomnieniami, znajduje się na pewnej ławce, niepodobal tego pałacu, na której dzisiaj siadłem i rozpamiętywałem, wypalając przy okazji pięć papierosów.

Tego mi było trzeba.


"I don't know what more to ask for
I was given just one wish"

Royksopp "What else is there?"


2010.06.27 / Niedziela / 18:33 - Końskowola 2010

Zjadłem pyszne spaghetti przygotowane przez siostrę, obejrzałem arcyciekawy mecz Anglia - Niemcy, z golem, który nie został uznany przez sędziego i teraz ponownie zasiadłem do laptopa, bez celu, a nawet bez przekonania...

Do Końskowoli pojechałem dzisiaj rowerem ale nie dostałem się tam w normalny sposób, normalną szosą biegnącą w kierunku Lublina, ponieważ zostałem zmylony przez ścieżkę rowerową, która dosłownie wyprowadziła mnie w pole. Musiałem przez kilkanaście minut brnąć przez piękne podpuławskie pola by ostatecznie znaleźć się w samej Końskowoli, opanowanej przez wieśniacze siły pochodzące z najbliższej oraz dalszej okolicy. Znalezienie stoiska siostry w tym tłumie nie było łatwe ale ostatecznie jakoś się udało i na miejscu mogłem przez pół godziny oglądać mało szlachetne twarze polskich rodzin rolniczych, dumając jednocześnie nad swoim pochodzeniem, które jakby na to nie patrzeć, także jest rolnicze. :] Moja babcia ze strony mamy urodziła się na pewnej podlubelskiej wsi i mieszkała tam całkiem długo zanim trafiła do Puław, najpierw na ulicę Zieloną, a następnie do bloku, w którym obecnie się znajduję. Rodzina ze strony taty zamieszkiwała podwarszawskie wsie, ale najważniejsze, że moi rodzice są urodzeni w mieście, co sprawia, że sam nie jestem wieśniakiem. ;]

Do swojej ukochanej stolicy wracam prawdopodobnie w środę lub czwartek, czyli w swoje urodziny lub dzień po nich. Możliwe jednak, że wybiorę się tam jeszcze wcześniej, jeśli odczuję nagłą tęsknotę do swojego dużego telewizora i sprzętu hi-fi, oraz oczywiście samej Warszawy, po której będę mógł jeździć rowerem. :)


2010.06.27 / Niedziela / 15:26 - Z kamerą wśród wieśniaków

Pogoda nieco się poprawiła więc wsiadłem na rower i pojechałem do Końskowoli na pewną wieśniacką imprezę, jakieś dni otwarte dla wieśniaków, na których moja siostra pełniła pewną bardzo ważną funkcję na stoisku swojej biblioteki. :) Było całkiem przyjemnie, a tylu przedstawicieli klasy rolniczej nie widziałem nigdy w życiu. ;)

Nie mam czasu na rozwinięcie tematu wieśniactwa, z którym zetknąłem się na taką skalę po raz pierwszy, ponieważ idę jeść przygotowane przez siostrę spaghetti. :]


2010.06.26 / Sobota / 14:09 - Mój pierwszy aparat

Tak prezentuje się mój pierwszy aparat fotograficzny, który kupiłem w roku 1999 w warszawskim hipermarkecie Leclerc. Wczoraj znalazłem go u siostry w mieszkaniu gdzie leży sobie zupełnie nieużywany i czeka na lepsze czasy, które już nigdy nie nadejdą. Może optykę miał do kitu, ale pod pewnymi względami i tak był lepszy od każdej dzisiejszej cyfrówki. Tą przewagę było widać w czymś co chyba nazywane jest rozpiętością tonalną, ale także w barwach, które dzisiejsze aparaty mimo wszystko oddają mało profesjonalnie... :P W każdym razie zrobiłem tym aparatem wiele zdjęć więc warto go tutaj uwiecznić.

Dzisiejszą sobotę spędzam przed laptopem grając w stare gry typu Duke Nukem 3D, Settlers 2, Abe's Exodus lub GTA. W Internecie one wszystkie są teraz dostępne za darmo. Mniam. :)

Poza tym zaraz zajmę się konsumowaniem frytek, które robi dla mnie siostra... Mimo tego, że jest mi tutaj tak dobrze, za kilka dni wracam do domu.


2010.06.25 / Piątek / 22:29 - Nowa laska Michała

Rok temu zszedł z tego świata mój imiennik - Michael Jackson. Uczcijmy to dramatyczne wydarzenie jedną milisekundą ciszy.

Dzisiaj nie wyszedłem z domu i właściwie sam nie za bardzo wiem w jaki sposób straciłem cały ten wolny czas. Pamiętam tylko, że oglądałem dosyć nudny, bezbramkowy mecz Brazylia-Portugalia. W ogóle w tym roku mój urlop wydaje się być czasem straconym, ale nieważne... I tak jest przyjemnie.

Na zdjęciu umieszczam zdjęcie mojej nowej, a w zasadzie pierwszej laski, którą podarowała mi siostra. Jeśli lasce tej nadam imię Dorota to dzisiaj będzie ona obchodziła imieniny.

Ujawniłem swoją twarz na YouTube, na filmiku nagranym jakieś pół roku temu. Filmik ten dedykuję widocznej na nim wspaniałej kurtce, którą tak bardzo kochałem, i która została tragicznie skradziona pod koniec tragicznego roku 2009. Poniżej link do owego filmiku nakręconego podczas robienia zakupów w puławskiej Stokrotce.


2010.06.24 / Czwartek / 16:10 - Samotność w Sieci

Kolejna porcja pożywienia rozłożona na stoliku przed telewzorem... Tym razem nico zdrowsza. ;P

Dokładnie rok temu, w Jej urodziny, miałem okazję napisać do Niej kilka słów przez Internet. MetalMia, czyli Iga, do dzisiaj moja zaledwie wirtualna znajoma, wkracza w pełnoletność. Z tej okazji - wszystkiego najlepszego. Tak skromnie ale treściwie. ;) Może kiedyś naprawdę się poznamy.

Za chwilę wyłączę laptopa, położę się na łóżku i będę dalej czytał Samotność w Sieci, która dziwnie przypadła mi do gustu. Na okładce widnieje napis "Literatura w spódnicy" więc chyba jednak jestem bardzo kobiecym mężczyzną...

Wystarczy już tych moich notek na dzisiaj. Siostra wraca do domu późnym wieczorem, ja wziąłem kąpiel i nie mam już nic do roboty. Co jakiś czas Przyjaciółka przysyła mi przepełnione depresją smsy. Kiedyś już samo słowo depresja działało na mnie jak magnes, dzisiaj uważam, że depresja jest zwyczajnie nudna... Chyba przestałem być pesymistą.


2010.06.24 / Czwartek / 13:46 - Ostatnie zdjęcie z wczoraj

Wystarczy już tych moich zdjęć bo i tak nie mam żadnych fanek. Takie chude rączki jak moje nigdy nie znajdą fanek. ;) Nikt mnie tu nie odwiedzi w Puławach ani ja nie mam kogo odwiedzić, dlatego zamiast wina kupiłem sobie dużą paczkę Toffifee. Mniam. :)

Poszedłem po zakupy więc na liście zadań pozostało już tylko wykąpanie się. Po kąpieli obejrzę kolejne mecze, bo mimo iż wielkim fanem piłki nożnej nie jestem to jednak mecze mundialowe chętnie oglądam. Przydałoby się teraz wytypować sprytnie kto zostanie zwycięzcą... Niech będzie, że Brazylia. ;]

Fotoblog mojej siostry ożył, ale nie dziwne, skoro to ja go piszę. ;) Zapewniam Was jednak, że byłby o wiele ciekawszy gdyby moja siostra sama zechciała tam coś napisać.


2010.06.24 / Czwartek / 11:41 - Jeszcze więcej pana Michała

Dzisiaj wrzucam kolejne fotki swojej zajmującej niewiele miejsca postaci, by wszystkie fanki mogły nasycić swe oczęta mym widokiem. ;) Choć wiadomo, że swoją największą fanką jestem ja sam. ;D

Nudzi mi się tu samemu w mieszkaniu siostry, mogłaby mnie jakaś fanka odwiedzić... Nawet jakieś wino by się znalazło na tę okazję. ;P

Zaraz idę po zakupy. Idę też wziąć kąpiel. Nie wiem co zrobić najpierw - iść po zakupy czy wejść do wanny? Jakieś propozycje?


2010.06.24 / Czwartek / 08:47 - Zdrowy, urlopowy sen

Wczoraj po powrocie z Kazimierza Dolnego zjadłem coś na obiad, już nie pamiętam co, chyba loda i orzeszki ziemne, a następnie około 19:00 położyłem się w ubraniu do łóżka i zasnąłem na ponad dwanaście godzin... Nie wiedziałem czy dźwięk padającego deszczu stanowi część mojego snu, czy należy do rzeczywistości, ale rano siostra potwierdziła, że deszcz padał przez całą noc.

Miałem dzisiaj wsiąść na rower i pojechać do Borowej oraz do Dęblina, posiedzieć trochę w tamtejszym parku na Lotnisku, ale skoro dobra pogoda postanowiła nas opuścić, zostanę w Puławach. Będę jedynie musiał pójść na zakupy bo całkowicie skończyło mi się jedzonko.

Jeszcze zostało mi kilka zdjęć z dnia wczorajszego więc zapewne dodam dzisiaj ze dwie lub trzy notki. ;) Patrząc na to zdjęcie mogę stwierdzić, że te okulary z grubymi oprawkami rzucają nieco dziwne cienie na moją twarz, które wyglądają jak zmarszczki... Tak w ogóle to przydałyby mi się jeszcze jedne okulary - może przejdę się dzisiaj do Vision Express sprawdzić co ciekawego tam mają.


2010.06.23 / Środa / 18:19 - Pan Michał w Kazimierzu Dolnym

Wyjazd na kilka godzin do Kazimierza Dolnego zakończony i chyba udany. Co prawda nie poszliśmy na Górę Trzech Krzyży, nie poszliśmy też do wąwozu korzennego, którego nigdy nie widziałem, ale... Może za rok się uda. Góra Trzech Krzyży widoczna jest na tym zdjęciu po prawej stronie, natomiast po środku widać zwykłą Górkę, nadal chudą jak patyk.

Chyba się starzeję, bo w sklepie z pamiątkami chciałem sobie kupić... Laskę.


2010.06.23 / Środa / 12:28 - W samym sercu Puław

Mamy piękne, słoneczne, środowe popołudnie. Za jakąś godzinkę wyruszam wraz z siostrą do Kazimierza Dolnego. Miałem co prawda na dzisiaj nieco inne plany, związane z wycieczką rowerową, ale skoro siostra wcześniej wychodzi z pracy to Kazimierz Dolny też mi pasuje. Może wreszcie wejdę na Górę Trzech Krzyży, na której jeszcze nigdy nie byłem?

Na zdjęciu uwieczniłem mały telewizor siostry z rozmytym obrazem, nastawiony na program Puławskiej Telewizji Kablowej, na którym cały czas można oglądać widok live na najważniejsze rondo w Puławach (o ile miejsce to można nazwać rondem). W lewo jedzie się na dworzec PKP, do szpitala oraz do Liceum Czartoryskich, na wprost znajduje się widoczna na tym ujęciu Galeria Zielona, a na osiedle mojej siostry (czyli także moje) jedzie się w prawo. Kto zechce zwiedzać ze mną Puławy? :)


2010.06.22 / Wtorek / 16:16 - Aktywny wypoczynek

Moja wspaniała siostra przed chwilą wróciła z pracy i od razu zabrała się za przygotowywanie swojemu kochanemu bratu spaghetti. :) Korzystając z tego, że do podania obiadku mam jeszcze trochę czasu, zamieszczam tutaj zdjęcie wykonane podczas mojego dzisiejszego wylegiwania się przed małym telewizorem siostry. Pogoda niby się poprawiła, wyszło słońce, ale niestety silny wiatr zniechęcił mnie do jakiegokolwiek wyjazdu na rowerze. Może jutro się uda...

Zamiast jeździć na rowerze po Dęblinach czy innych Kazimierzach Dolnych, poczytałem książkę o zwłokach, posiedziedziałem w Internecie na Googlemaps oraz na portalu do wczoraj noszącym nazwę Nasza-Klasa, a od dzisiaj NK, porozwiązywałem testy na egzamin prawa jazdy (łatwizna), odtworzyłem sobie na dvd jeden z uwielbianych przeze mnie filmów - "Dziecko Rosemary" by po raz kolejny się nim zachwycić, posłuchałem muzyki kojarzącej mi się z wiosną roku 2009, by się zdołować oraz wymyłem włosy i zastosowałem peeling do twarzy, który nabyłem całkiem niedawno w centrum handlowym Wileńska. Widać jakieś pozytywne efekty? ;)

Idę jeść spaghetti.


2010.06.21 / Poniedziałek / 13:20 - Urlopowy junkfood

Tak wyglądają podstawowe produkty spożywcze nabyte dzisiaj przeze mnie w puławskiej Stokrotce. Zawsze w Puławach objadam się takimi świństwami, które łączą w sobie dwie cechy - są drogie i niezdrowe. ;)

Przed zakupami udałem się w miejsce, w którym miałem zapłacić rachunek za prąd, ale niestety nie mogłem tego uczynić, gdyż natrafiłem tam na poważną przeszkodzę w postaci około trzydziestu staruszków stojących w kolejce do kasy. Godzinne czekanie na swoją kolej nie przypadło mi do gustu, dlatego wrócę tam w innym terminie...

Pogodę podczas urlopu mam raczej marną przez co nie mogę się wybrać nigdzie na rowerze (a przecież Kazimierz Dolny i Dęblin czekają). Liczę na to, że w ciągu kilku najbliższych dni chmury zniknął i będę mógł się cieszyć urlopem w inny sposób niż tylko przesiadując przed laptopem siostry. W komputerze już wszystko naprawiłem, wykryłem źródło wszelkich problemów, którym okazała się nowa wersja programu DivX Plus wraz ze sterownikami, który zawieszał się podczas próby aktualizacji sterowników, a taką próbę podejmował zawsze po starcie systemu. Musiałem ten program wyrzucić przez co teraz na laptopie w ogóle nie mogę odtwarzać filmów zapisanych w formacie DivX... Coś z tym trzeba będzie zrobić, tylko jeszcze nie wiem co.

Ogólnie urlop upływa mi przyjemnie choć zdecydowanie leniwie i samotnie. Do domu wracam pewnie na początku lipca, ale możliwe, że pojadę tam jeszcze w czerwcu, w najbliższą niedzielę lub sobotę... Zaraz po powrocie powinienem udać się na wewnętrzny egzamin z teorii na kursie prawa jazdy, a później... Do Wołomina - zwiedzać miasto wraz z panną Agnieszką. ;)

Jak wszystko dobrze pójdzie to jeszcze przed końcem urlopu powrócę na jazdy - znowu będę obijał się Toyotą Yaris po Żoliborzu, Bemowie i Bielanach. Przejeździłem już trzynaście godzin a jeszcze ani razu nie wykonywałem manewru zwanego górką, czy jakoś tak. ;)


2010.06.19 / Sobota / 17:24 - Zawodna technika

Straszne rzeczy zaczęły się wczoraj dziać z laptopem siostry. Próby uruchomienia systemu Windows z kablem sieciowym podłączonym do Internetu kończyły się totalną zawiechą wszystkiego, ale działo się tak tylko na moim koncie Windows, u siostry wszystko było w porządku. Pozostało mi jedynie wykasować swoje konto i skonfigurować nowe całkowicie od podstaw, co jest bardzo męczące i upierdliwe. Już myślałem, że z tego powodu będę musiał stracić też obszerne archiwum rozmów Gadu-Gadu ale na szczeście nie było to konieczne ponieważ można skopiować plik zawierający wszystkie te rozmowy z niemal dwóch lat. Nazywa się on Archive.db i znajduje w katalogu c:/Documents and Settings/Nazwa użytkownika/Dane aplikacji/Gadu-Gadu 10/Numer gadu-gadu/.

Oznacza to, że wystarczy dobrać się do czyjegoś komputera choćby na chwilkę, by w kilkanaście sekund zdobyć całe jego archiwum Gadu-Gadu, kopiując je na pendrive'a. Mówię wam ludzie - uważajcie kogo zostawiacie przy swoim komputerze i nigdy nie zostawiajcie przy nim mnie, bo zawsze miałem w sobie coś ze szpiega.

Z laptopem siostry dzieje się coś złego, ale nie wiem co konkretnie. Aktualnie po skonfigurowaniu nowego konta nie działa mi Skype ani Outlook Express. Wygląda to tak jakby jakieś wirusy przejęły nad komputerem kontrolę. :/ Niby mamy zainstalowany Norton Antivirus, który cały czas ma aktualną bazę danych, ale on niczego nie wykrywa. Jeśli za jakiś czas przestanę dodawać nowe wpisy na blogu będzie to oznaczało, że laptop całkiem padł. :/

Dzisiaj wstałem około godziny 13:00, po jakichś dwunastu godzinach snu. Jedynym moim zadaniem było zgolenie brody, a za chwilę wyruszam wraz z siostrą na zakupy.

Na zdjęciu uwieczniłem moje obecne telefony - noszę przy sobie dwa ponieważ jeden działa w sieci Orange a drugi w Erze. Ten Siemens A52 po prawej to mój pierwszy telefon, który nabyłem latem roku 2005 w Puławach. Kilka dni później przypadkowo napisala do mnie pewna panna Kasia z Puław i była to pierwsza dziewczyna, z którą wymieniałem się wiadomościami. Nie spotkaliśmy się nigdy bo byłem wtedy jeszcze zbyt dziwny, ale jednak moje zdjęcie w postaci papierowej panna Kasia dostała - nie pytajcie jak. ;) Niestety znajomość zakończyła się dosyć szybko ponieważ mieliśmy telefony w dwóch różnych sieciach i nie było nas stać na pisanie. ;) W każdym razie pisane rozmowy z panną Kasią były dla mnie dobrym wstępem do pracy na smsach, którą podjąłem rok później. Dokładnie dzisiaj mijają moje cztery lata na smsach! Nie wiadomo - śmiać się czy płakać?

Obecnie brakuje mi jeszcze trzeciego telefonu - w Plusie. :)

Poniżej zamieszczam linki do moich fimików przedstawiających koncert Marcina Różyckiego w Piwnicy pod Harendą, na który miałem przyjemność udać się kilka dni temu wraz z siostrą, zaraz po spacerze z panną Agnieszką. Ostatni link prowadzi do piosenki Jaskółeczka, która opowiada o stosunku oralnym. Poinformowała mnie o tym siostra, gdyż ja nie miałem pojęcia co kryje się pod tymi poetyckimi słowami.


2010.06.18 / Piątek / 08:30 - YouTube uploader

Jakiś nieaktualny ostatnio jestem skoro wrzucam zdjęcie sprzed dwóch dni - pan Michał upojony alkoholem w Harendzie, przed koncertem. Większość koncertu sfilmowałem używając swojego kompaktowego aparatu Canon PowerShot i dzisiaj będę te filmiki wrzucał na YouTube przyczyniając się do promocji niewątpliwego artysty, jakim jest Marcin Różycki. Co prawda nie wiem czy to legalne i nie wiem czy on chce aby filmiki z jego koncertów znajdowały się na YouTube, ale wiem, że muzycy z zespołu widzieli, że ich nagrywam bo spojrzeli najpierw na aparat a później na siebie porozumiewawczo. :P Poza tym sam Marcin Różycki na koniec koncertu dotknął czule mego ramienia i może chciał coś przez to wyrazić... Może była to groźba? ;)

Jeśli chodzi o YouTube to wczoraj wrzuciłem dwa niemal dziesięciominutowe filmiki z przejazdem przez wspaniały Dęblin. Już pół roku temu wrzuciłem jeden podobny filmik, tym razem jednak można obejrzeć znacznie większą część miasta. Na filmikach słychać jak gadam, a raczej mruczę coś pod nosem swoim marnym głosem, bo akurat jechałem wtedy z Przyjaciółką do Warszawy PKSem. Wszystkich wielbicieli Dęblina zapraszam do kliknięcia dwóch poniższych linków, proszę tylko nie wsłuchiwać się zbyt dokładnie w to o czym rozmawiamy. ;) Myślałem o wycięciu ścieżki dźwiękowej i zastąpieniu jej tłem muzycznym, choćby utworem Orbital "Halcyon +on +on" ale to chyba nielegalne... Dla osoby, która rozpozna kto macha do kamery z okna swojego domu, nagroda - wąsy i broda.

Dzisiaj nareszcie się wyspałem, chyba pierwszy raz od dwóch tygodni... Bosko.


2010.06.17 / Czwartek / 17:33 - From brwi to eternity

Te brwi będę pamiętał przez całe życie, a może i dłużej. ;]

Po raz trzeci zamieszczam zdjęcie zrobione podczas wczorajszej spacerowej randki z panną Agnieszką, po pierwsze dlatego, że nie mam żadnych nowych fotek, bo dzisiaj niczego nie fotografowałem, a po drugie dlatego, ponieważ pragnę upamiętnić te oto jedyne w swoim rodzaju brwi. Poza tym chcę wzbudzić ostateczną zazdrość we wszystkich swoich fankach. ;) :P Obiecuję, że to ostatnie zdjęcie z wczorajszej, pięknej serii i na stu kolejnych będę już tylko ja sam jeden oraz otaczające mnie martwe przedmioty.

Przybyłem już do Puław, rozgościłem się, rozgrzałem laptopa do czerwoności i nie ruszę się sprzed niego przez kolejne dwa tygodnie. Urlop idealny. ;]


2010.06.17 / Czwartek / 01:48 - Rzadki widok - Michał i kobieta

Jeszcze mam trochę czasu zanim pójdę spać więc przyozdobię swojego bloga wrzucając kolejne zdjęcie z wczorajszego spaceru. Ach. :]


2010.06.17 / Czwartek / 01:21 - Spacer po Łazienkach z Agnieszką

Agnieszka to moje ulubione kobiece imię. :P

Nie mam czasu bo muszę się za chwilę spakować przed wyjazdem do Puław, jednak kilka zdań spróbuję tu na szybko napisać. Odwiozłem Przyjaciółkę na Dworzec Wschodni, udałem się na Dworzec Wileński gdzie spotkałem się z Agnieszką, widoczną na tym zdjęciu - mam nadzieję - moją nową koleżanką na dłużej. :P Z piękną dziewczyną udałem się na piękny spacer po pięknych Łazienkach. ;)

Nie wiem czy to spotkanie było randką ale naprzytulałem się tyle, że wystarczy mi to na kolejne miesiące samotności. ;) Poza tym ogólnie było tak sympatycznie, że chyba nawet odzyskałem wiarę w dziewczyny, a to prawdziwy cud. ;]

Po spotkaniu poszedłem z siostrą do Harendy na kameralny, aczkolwiek naprawdę rewelacyjny koncert Marcina Różyckiego. Kameralny, ponieważ publiczność składała się z około dwudziestu osób. O klasie Marcina świadczy to, że występując przed tak niewielką publicznością dał z Siebie wszystko.

Muszę spakować to co będzie mi potrzebne podczas puławskiego urlopu, pójść spać i po trzech godzinach wstać, gdyż wyruszam z siostrą wcześnie rano.


2010.06.15 / Wtorek / 22:49 - Wojas vs Steel

Zamieszczam jeszcze to jedno zdjęcie bo mi się podoba... :)

Poza tym mogę napisać, że sprzedałem na Allegro swój uszkodzony aparat fotograficzny, który przestał robić zdjęcia ale nadal można nim nagrywać filmiki. Cena, którą za niego osiągnąłem była zaskakująca - 72 złote. Może nabywca zamierza go sobie naprawić?

Wszystkim, którzy zaczynają właśnie teraz kurs prawa jazdy życzę by ukończyli go zdanym egzaminem wcześniej niż ja i zapewniam, że to nie będzie trudne do zrealizowania. ;]


2010.06.15 / Wtorek / 22:21 - Oficjalnie wolny

Urlop rozpoczęty, pogoda już lepsza, ogólnie sporo się dzieje jak na moje spokojne życie. ;]

W skrócie - Wczoraj przyjechała do mnie Przyjaciółka, nocowała ze mną na mojej wersalce (zamiast oddawać się orgii oglądaliśmy Thelmę i Louise na dvd), dzisiaj spędziła ze mną sporą część dnia w Warszawie, przyjęła ode mnie prezenty urodzinowe (kupiłem jej glany bo nawet nie miała porządnych butów), a teraz leży obok na wersalce i ogląda kolejny film na moim wielkim telewizorze - "Diabeł ubiera się u Prady" (lubię). Jutro już nas opuszcza, choć mama proponowała by została tu na cały miesiąc. Stanowczo się temu sprzeciwiłem...

Dzisiaj zrobiłem jakieś 15 kilometrów pieszo po Warszawie, byłem w Harendzie po bilety na jutrzejszy koncert Marcina Różyckiego, na który idę ze starszą siostrą, wypiłem tam pół litra piwa, którym się nieco za bardzo spiłem, zdołowałem się na widok dziewczyny bardzo podobnej do Doroty, a następnie wyruszyłem bardzo chwiejnym krokiem na dalszy spacer, który nagle przemienił się w paniczne poszukiwanie ubikacji. ;] Po drodze jeden uśmiechnięty facet pokazał mi znak pokoju - nie wiem czy to przez bluzę Dezertera czy przez to, że wyglądałem jak naćpany. ;)

Podczas spaceru wstąpiłem do sklepu The Original gdzie nabyłem wspomniane przeze mnie glany (rozmiar 36 - mniejszego chyba nie ma), a następnie poszedłem do Arkadii, gdzie szczególnie przypadł mi do gustu New Yorker, który właśnie dzisiaj odkryłem. Kupiłem tam sobie tą oto piękną koszulkę, która z miejsca stała się moją ulubioną. :)

Z Arkadii wróciłem pieszo na Żoliborz i wyruszyłem w dalszą drogę tym razem już wraz z Przyjaciółką, która właśnie skończyła pracę. Pojechaliśmy do Auchan na Woli, ale to nie jest ważne...

Jutrzejszy dzień zapowiada się ciekawie ponieważ zgodziła się ze mną spotkać pewna bardzo ładna i bardzo młoda dziewczyna - pójdziemy więc na spacer po Łazienkach, a ja po raz pierwszy przekonam się jak wygląda Dworzec Wileński, gdyż właśnie tam się umówiliśmy. Wieczorem zjawia się w Warszawie siostra i jedziemy razem (to znaczy ja i siostra, już bez nowej koleżanki) na koncert do Harendy, który zakończy się pewnie około 21:30...

Miałem opisać wszystko w skrócie, ale nie do końca się to udało... ;]

Tegoroczny urlop rozpoczął się jednak bardzo przyjemnie. :] Idę wziąć prysznic i kładę się obok Przyjaciółki, która na szczęście nawet nie pozwala mi się dotknąć...

Maleńczuka ostatnio słucham.


"Noś, noś, noś dobre ciuchy, dobrych ciuchów nigdy dość
Noś, noś dobre ciuchy, jeżeli jesteś gość
Noś, noś, noś dobre ciuchy, rodzicom swym na złość
Noś dobre ciuchy, bo w ciuchach jest coś, dobrych ciuchów nigdy dość"

Pudelsi "Noś dobre ciuchy"


2010.06.14 / Poniedziałek / 09:24 - Fatalny początek urlopu

Urlop oficjalnie uważam za rozpoczęty, przede mną cztery tygodnie wypoczynku. To, że mam od czego odpoczywać uświadomił mi dzisiejszy koszmarny dyżur podczas którego miałem około 250 klientów do odpisania o 3:00 nad ranem. Niestety mniej więcej setka z tych klientów nie doczekała się smsa z odpowiedzią ponieważ nie nadążałem im odpisywać, a nie jest to moja wina tylko źle ułożonego grafiku. To totalnie bezsensowne, że zostaję na ezoteryce sam od godziny 3:00 skoro program w telewizji trwa do 3:30... Wkurwiłem się z tego powodu.

Przed pracą też się wkurwiłem, bo zepsuły się moje ukochane słuchawki, a konkretnie kabel przy samym wtyku. Zawsze tak się dzieje, większość moich słuchawek padła właśnie w ten sposób. Teoretycznie da się to wszystko przylutować, ale to już nie to samo... Poza tym jako wykwalifikowany technik elektronik nie umiem lutować. ;)

Kolejnym powodem do wkurwienia się był solidnie padający deszcz, który towarzyszył mi w drodze powrotnej. Nie dość, że jechałem pod wiatr to jeszcze musiałem się zmagać półtorej godziny z deszczem...

Doprawdy rozkoszny początek urlopu... :/ Rok temu było jakby lepiej.

Na zdjęciu widok z okna naszej firmy - kierunek Wola, konkretnie Rondo Daszyńskiego.


2010.06.13 / Niedziela / 17:01 - Widok z tarasu

Postanowiłem uwiecznić widok z naszego domowego tarasu, bo za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat będę się musiał stąd wyprowadzić, pozostanie mi wtedy przynajmniej pamiątka na fotoblogu. W ogóle fotoblog to jedna wielka pamiątka.

Jak widać na zdjęciu - jesteśmy osaczeni przez puszczę. Kiedyś nawet mieliśmy na podwórku mrowisko, tam pod jabłonką, ale niestety mrówki postanowiły się od nas wyprowadzić, zwinęły interes i mamy o jedną atrakcję mniej. W puszczy żyją bardzo specyficzne mrówki, dużo większe niż te zwykłe, ogólnokrajowe.

Dzisiaj odbędę ostatni dyżur, ostatnią nockę, ostatnie jedenaście godzin konania. Udało mi się w czerwcu ani razu nie pójść na wagary z czego jestem dumny... Nic tak nie kusi jak ucieczka.

Wczoraj wieczorem chciałem się spotkać z Panną Joanną by spacerować z nią po Warszawie przez całą noc, ale niestety Panna Joanna mnie olewa, nie chce być moją koleżanką z reala, pragnie pozostać tak wirtualna jak to możliwe. :P Wirtualnie znamy się już niemal dwa lata jeśli dobrze liczę...

Przed dyżurem spotkałem się jednak z inną dziewczyną w Metropolitanie, konkretnie z... Panną Klaudią. :) Panna Klaudia przesała się na mnie fochać dzięki czemu się pogodziliśmy. Nie po to by z naszej znajomości coś miało wyniknąć, tylko po prostu dla samego pogodzenia się. Fajnie, bo nie chcę mieć kobiecych wrogów w Warszawie, wystarczy, że mam w Dęblinie. ;]

Wczoraj byłem blisko tego by zdenerwować i zniechęcić nową kandydatkę na koleżankę, z którą mam się spotkać w środę w Łazienkach, ale jednak okazała się odporna. Wszystko wskazuje więc na to, że w środę się jednak poznamy ;)

Szkoda, że moja fotoblogowa adoratorka mieszka tak daleko ode mnie bo podoba mi się i chętnie bym ją oglądnął na żywo... ;]

Strasznie zmarzłem wracając dzisiaj rano rowerem do domu... Zdecydowanie wolę gdy jest upał.

Idę na dyżur, a od jutra zaczynam delektować się smakiem wolności.


2010.06.12 / Sobota / 15:28 - Rozwarty i gotowy

Te upały bardzo mi się podobają, nie narzekam na to, że w pracy można się ugotować, najważniejsze, że słonko świeci i jest ciepło. Rowerem w taką pogodę jeździ się bardzo przyjemnie i najchętniej zamiast siedzieć w firmie, jeździłbym na nim całą noc po Warszawie swojej ukochanej.

Wczorajszy dyżur w pracy był masakryczny i takiego samego spodziewam się zarówno dzisiaj jak i jutro, ale człowiek przed samym urlopem jest w stanie znieść wszystko. Szkoda tylko, że urlop jak zwykle minie tak szybko, że ani się obejrzę a już będę musiał zapierdalać z powrotem do pracy. Może jakiejść innej? ;]

Mojemu komputerowi chyba szkodzą te upały bo jego wentylatory działają dwa razy głośniej niż zazwyczaj.

Szkoda, że wstrzymano budowę tego apartamentowca przy Pałacu Kultury, znajdującego się przy Złotych Tarasach, na ulicy Złotej. Nadszedł kryzys finansowy i od tego czasu zamiast pięknego, wysokiego cudu architektury, mamy w samym centrum Warszawy szpetnie wyglądający kawałek betonu. A chciałem tam zamieszkać. ;)


2010.06.11 / Piątek / 15:03 - Chcę oglądać Twoje nogi

Obudziłem się po zaledwie kilku godzinach snu, moje podniecenie opadło i jak zwykle nie przyśniło mi się nic erotycznego, a raczej w ogóle nic mi się nie przyśniło... Ostatnio miałem jakikolwiek sen chyba kilka miesięcy temu, z jakiegoś powodu sny się mnie nie imają. :)

Moja nowa i w zasadzie pierwsza fotoblogowa adoratorka (jak ją nazwałem) dedykowała mi dzisiaj zdjęcie ze Swoimi jakże idealnymi nogami, które zamieściła na swoim blogu. Mniam mniam mniam. :D Wie dziewczyna jak trafić do mojego... Serca. ;)

Mam obsesję na punkcie kobiecych nóg, zwłaszcza jeśli są tak zgrabne. :) Choć oczywiście muszę przyznać, że moje są najzgrabniejsze we wszechświecie. ;D

Idę wypić mnóstwo soku jabłkowego i zjeść śniadanie. Następnie wybywam do pracy na pierwszy z trzech ostatnich dyżurów.

Na zdjęciu budynek, którego rok temu jeszcze nie było, jak mi się wydaje. Ciekawy projekt. Lubię te nowoczesne biurowce i apartamentowce.


2010.06.11 / Piątek / 10:23 - Sexxee

Na zdjęciu mój ukochany Metropolitan, a w tle Teatr Narodowy lub może Teatr Wielki - do dzisiaj nie wiem czy to dwa różne budynk czy jeden i ten sam. Zdjęcie zrobiłem przed pracą, ponieważ przybyłem do Warszawy nieco za wcześnie więc musiałem godzinkę gdzieś sobie posiedzieć. Wybrałem Metropolitan i podczas wizyty tam przypomniała mi się panna Klaudia, która przepadła już chyba na zawsze... Nawet nie wiem jak jej poszła matura bo nie rozmawiamy ze sobą odkąd panna Klaudia się obraziła gdy wyraziłem swoje zdanie na pewne podstawowe tematy. Ech, dziewczyny zdecydowanie zbyt często się obrażają i podchodzą do wszystkiego zbyt poważnie...

Tymczasem jeśli o dziewczyny chodzi to podczas takich upałów jakie mamy ostatnio zrzucają one z siebie co tylko mogą, prezentują swoje ciała, a zwłaszcza nogi, które wpływają na mnie w sposób szczególny... Muszę bardzo uwżać podczas jazdy rowerem do pracy by nie spowodować jakiejś masakry. Moje napalenie wzrasta w tempie niemożliwym do opisania tutaj. Najchętniej kopulowałbym z każdą ładniejszą dziewczyną, którą mijam w drodze do pracy oraz z każdą w pracy, jak typowy romantyk. ;)

Doszedłem do wniosku, że wysokie dziewczyny są jednak zajebiste i chyba jeszcze bardziej podniecające od niskich, głównie dlatego, że mają dłuższe zgrabniejsze nogi. ;) Zatem im wyższe tym lepsze. ;P

Co prawda moja niezwykle niska Przyjaciółka też ma zgrabne nogi, które są przeze mnie pożądane, ale to taki cud natury. ;) Tak w ogóle to dzisiaj mija rocznica mojego spotkania z Przyjaciółką. Dokładnie rok temu po południu rozpoczęła się nasza randka. Spotkaliśmy się pod Pałacem Kultury i ruszyliśmy do kina oraz do McDonalda.

Dzisiaj zaczyna się Mundial. Dokładnie cztery lata temu, podczas poprzedniego Mundialu zostałem zatrudniony w firmie, w której pracuje do dzisiaj. Euzebiuszem zostałem ochrzczony przez TeamLeadera Stefana, na cześć Euzebiusza Smolarka. Wtedy Polacy brali udział w Mistrzostwach Świata, teraz nie biorą... Słusznie, nie będzie wstydu.

Idę spać napalony jak... Shyne. ;)


2010.06.10 / Czwartek / 14:05 - Płaskie Mazowsze

Do pracy już od kilkunastu dni jeżdżę zupełnie inną drogą niż jeździłem przez poprzednie lata i z tego powodu czuję się nieco dziwnie, zupełnie tak jakbym się przeprowadził w jakieś inne miejsce. W każdym razie jeżdżę przez gminę Babice, która składa się głównie z pól, takich jak na załączonym obrazku. Zupełnie płaski teren i dziesięć kilometrów prostej drogi. Na horyzoncie cały czas widać komin naszej elektrowni znajdujący się w Pruszkowie oraz jedyne bloki w okolicy, w miejscowości Ożarów Mazowiecki.

Googlemaps wskazuje jednak na to, że jeżdżąc obecną trasą mam do pracy bliżej i doprawdy nie rozumiem czemu przez wszystkie te lata do Warszawy dostawałem się od strony Izabelina...

Jeszcze tylko tydzień i wyjadę na absolutnie-nie-płaską Lubelszczyznę.


2010.06.09 / Środa / 22:23 - I'm rich

Wczoraj po przyjściu do pracy podpisałem umowę za miesiąc maj. Ponieważ w maju miałem aż trzy nieinformowane, nieusprawiedliwione nieobecności powinienem zarobić marne 700 złotych, płacąc 300 złotych kary. Suma na umowie wskazywała jednak na to, że nie policzono mi żadnego minusa. Czemu tak zrobiono? Nie wiem. Być może nasz nowy dyrektor, któremu mówiłem, że zamierzam się zwolnić specjalnie nie policzył mi nieobecności, by skusić mnie do pozostania w tej firmie. Co więcej - nie policzono mi 100 złotych straty za niską średnią na rozrywce. Tak czy siak - podoba mi się to i nie będę wszczynał dochodzenia... Zapewne zostanę też w tej pracy jeszcze na kilka... Lat. ;)

Zdjęcie, które zamieszczam jest totalnie idiotyczne, ale postanowiłem uwiecznić widok z czwartego piętra naszej firmy, w dół, na ulicę Miedzianą. Mój tata mieszkał w tej kamienicy po prawej.

Zamówiłem sobie porządny program do nauki angielskiego i myślę, że nauczę się dzieki niemu więcej niż moja starsza siostra na niemal całorocznym kursie. W szkole zawsze z angielskiego byłem bardzo dobry, zawsze był to mój ulubiony przedmiot, z którego miałem praktycznie same piątki i czwórki, ale jakoś nigdy tego nie wykorzystałem w życiu i nigdy nie zacząłem się uczyć języka tak na serio. W każdym razie - uwielbiam język angielski i chciałbym nim władać naprawdę dobrze. Póki co na Second Life dogaduję się z ludźmi jako tako.

Wolny dzień minął. Przede mną cztery ostatnie dyżury.


"I'm Rich
Like a hot noise
I'll take you out boy
So stuck up
Wish you'd stick in to me
Flesh ripped off
Raaaawr"

Yeah Yeah Yeahs "Rich"


2010.06.08 / Wtorek / 14:53 - Incoming pleasure

Dzisiaj do pracy raczej nie pojadę już w stroju kolarskim, jak ostatnio, bo dziwnie się siedzi w takim ubraniu przy komputerze - człowiek cały czas ześlizguje się z fotela. Poza tym każdy widząc mnie mówi, że mógłbym trochę przytyć. ;)

Dzisiaj jakoś przemęczę się na ezotertycznym dyżurze i jutrzejszy dzień znowu będę miał wolny, tak jak wczorajszy. Później cztery dyżury ezoteryczne w nocy i urlop.

W poniedziałek będę odsypiał nockę, we wtorek nic nie będę robił, a w środę, jeśli nadal będzie taka możliwość, spotkam się z kolejną dziewczyną poznaną przez Internet, siedemnastoletnią panną A. ;) Co prawda ja jestem dla niej za stary, a ona jest dla mnie za wysoka, ale myślę, że miło będzie się poznać osobiście i przekonać jak bardzo do siebie nie pasujemy. Niemniej jest ładna (ach, te nietypowe brwi), bystra i sympatyczna, a to, że godzi się na spotkanie z takim staruchem jak ja jest bardzo miłe z jej strony. ;) Zatem - do Łazienek, o ile pogoda dopisze.

W czwartek lub piątek wybiorę się do Puław, tylko jeszcze nie wiem w jaki sposób. Być może przyjadę wraz z rowerem pociągiem osobowym do Dęblina, by stamtąd dojechać na nim do Puław, wioząc ze sobą ciężką torbę.

Tak czy inaczej - przede mną sama przyjemność. Muszę tylko przeżyć jakoś te koszmarne nocki w pracy...


2010.06.07 / Poniedziałek / 05:49 - W kierunku wolności

Z pracy wypuszczono mnie trzy godziny wcześniej więc mogę się już cieszyć swoją poniedziałkową wolnością, na którą zasłużyłem całym tygodniem ciężkiej pracy. Dokładnie za tydzień będę się już cieszył urlopową wolnością, na którą zasłużyłem sobie niemal całym rokiem zazwyczaj ciężkiej pracy.

Szkoda tylko, że urlop ponownie spędzę w Puławach bo przydałoby się wreszcie gdzieś wyjechać. Najchętniej wyruszyłbym kiedyś na wyprawę rowerową po całej Polsce, a później także po Europie. Przydałoby się też udowodnić samemu sobie, że jestem w stanie w ciągu jednego dnia przejechać rowerem ponad 300 kilometrów. Ech, moje ambicje związane są wyłącznie z rowerami. ;)

Przy pomocy samowyzwalacza uwieczniłem swoją chudą postać na tle wschodzącego słońca. Nie jest to zbyt dobry kadr ale czego można wymagać od samowyzwalacza? ;)

Przyzwyczaiłem się do dojazdów przez Mariew, Borzęcin i Babice tak bardzo, że nawet gdy woda na drodze do Truskawia całkiem wyschnie, będę jeździł tak jak teraz.


2010.06.06 / Niedziela / 17:28 - Ciiiiszaaaaaaa!!!

Co się porobiło z moim blogiem... To było takie spokojne miejsce, mam nadzieję, że niebawem sytuacja wróci do normy, gdy zanudzę wszystkich odwiedzających. :P

Z pracy wracałem przez Ożarów Mazowiecki i w drugą stronę mijały mnie autokary wypełnione parafianami z całej Polski - wszyscy zmierzali na uroczystość beatyfikacji Popiełuszki... Czy to jest interesujące? ;)

A może interesujące jest to, że do urlopu pozostał już tylko tydzień? Albo to, że nasza firma z każdym rokiem coraz bardziej schodzi na psy i praca w niej staje się coraz trudniejsza i mniej opłacalna?

Pewnie nie powinienem już wracać do niej po urlopie ale... Popracuję tam jeszcze roczek dla równego rachunku. Pięć straconych lat.


2010.06.05 / Sobota / 09:20 - 2706 wejść w tyłek pana Michała

Czwarty czerwca przejdzie do historii mojego fotobloga jako dzień, w którym udało mi się osiągnąć rekordową liczbę odwiedzin - w ciągu doby mój tyłek był oglądany ponad dwa i pół tysiąca razy.

Dziwny to świat, w którym zdjęcie normalnego tyłka odzianego w normalne bokserki tak przyciąga uwagę ludzi, a nawet wzbudza kontrowersje.

Tymczasem ściągam z siebie czarne bokserki, kładę się pod kołdrę i idę spać, bo w pracy miałem straszny zapierdol, a dokładnie taki sam będę miał dzisiaj.


2010.06.04 / Piątek / 16:41 - Tyłek pana Michała

Były już moje nogi, była moja goła klata, było krocze... Dzisiaj przypomniałem sobie, że jeszcze tyłka tu nie było, a przyda się przecież odrobina świeżego ekshibicjonizmu na moim blogu. ;)

Obiecuję, że następnym razem będę już bez bokserek. ;]

Swoją drogą to uwielbiam te oto bokserki zakupione wraz z Przyjaciółką w Puławach. Tak je uwielbiam, że kupiłem sobie nawet drugie takie same, a dla równego rachunku pewnie kupię i trzecie.

Jadę na nocny dyżur. Przede mną już tylko 8 dyżurów ale za to wszystkie od 20:00 do 7:00. Dadzą mi popalić przed urlopem.


2010.06.03 / Czwartek / 13:34 - 10 dni do urlopu

Jeśli teraz w tej wodzie zalęgną się nowe pokolenia komarów to one nie tylko będą nas kąsać by pić naszą krew - one zrobią z nas swoich niewolników, całkowicie sobie podporządkują, zmienią w rasę im uległą... Światowa inwazja komarów rozpocznie się właśnie u nas - na drodze do Truskawia. Jesteśmy straceni. :(

Zaraz znowu jadę do pracy mimo tego, że mamy święto. Pewnym problemem jest to, że po wczorajszych intensywnych opadach deszczu mam drogę zalaną z dwóch stron, jeszcze trochę popada i całkowicie odetnie nas od świata.

Pocieszające jest tylko to, że pozostało mi jedynie dziesięć dyżurów do urlopu.


2010.06.03 / Czwartek / 03:50 - Nimfomankom stanowcze nie!

Podczas mojego pobytu w pracy za oknem działo się wszystko co najgorsze - ulewy, błyskawice, wichury... Z firmy wyszedłem jednak o północy i wtedy było absolutnie rozkosznie - ciepło, przyjemnie, z wiaterkiem wiejącym w plecy. Z tego powodu mój powrot do domu był niezwykłą wręcz komplentacją otaczającego nas, pięknego świata. :)

Mam nowe założenie - od dzisiaj dziewczyny, które nie lubią jeździć na rowerze nie mogą liczyć na moje zainteresowanie. ;P Jeśli jakakolwiek dziewczyna nie lubi jeździć na rowerze to ta jej cecha pociąga za sobą inne cechy uważane przeze mnie za negatywne. Od dzisiaj więc - selekcja. ;)

Rower to po prostu romantyczny pojazd.

Pragnę teraz w tym właśnie miejscu jeszcze raz wspomnieć, tak zupełnie bez powodu, że z mojego punktu widzenia, a jest to punkt widzenia romantyka, którym nadal jestem, i którym na zawsze pozostanę - seks nie jest najważniejszą rzeczą na tym świecie. Moim zdaniem najważniejsza jest bliskość, bliskośc i jeszcze raz bliskość.

Czy tylko ja uważam, że seks jest zwyczajnie nudny?

Zresztą może nie powinienem się wypowiadać na temat seksu skoro nie mam z nim nic wspólnego. Lecz zapewne nie mam z nim nic wspólnego właśnie dlatego, że mi na nim nie zależy...

Jednak gdzie odnajdę bliskość, któej tak bardzo potrzebuję? Przy kim? Kiedyś myślałem, że przy mojej Przyjaciółce, ale ona nigdy mnie nie zechciała...

Ende.


"And all the childres says:
We hate love, we love hate!"

Marilyn Manson "Irresponsible hate anthem"


2010.06.02 / Środa / 11:44 - Zalało nas

Tak teraz wygląda nasza dwukilometrowa droga do Truskawia, którą można też nazywać ulicą Borzęcińską. Woda stojąca w lesie przelała się przez nasypy otaczające drogę i efekt widoczny jest na zdjęciu. W chwili gdy piszę te słowa moja młodsza siostra przedziera się przez las powracając z kolejnego egzaminu w szkole. Ja dzisiaj do pracy pojadę nie przez Truskaw tylko przez Mariew i Borzęcin - dobrze, że tylko z jednej strony otaczają nas bagna, a z drugiej mamy wydmy. Wydmy nigdy nie są zalane.

W niedzielę musiałem niespodziewanie odbyć dosyć męczący dyżur na ezoteryce ponieważ osoba, która miała przyjść na godzinę 20:00 i zostać do 7:00, nie przyszła, podobnie jak ja dwa tygodnie temu. Dostałem nauczkę za swoje złe zachowanie...

W poniedziałek odwiedziła nas moja matka chrzestna, która na codzień mieszka w Kanadzie, a teraz wracała ze wspaniałej wycieczki po słonecznej Italii. Przywiozła bardzo fajne filmy dokumentujące ten wyjazd i po ich obejrzeniu sam nabrałem chęci do podróżowania po świecie. Dwa ostatnie filmy przedstawiały Warszawę i wydawała się ona strasznie zapyziała i kwadratowa w porównaniu z pięknymi miasteczkami we Włoszech. W tym roku urlop ponownie jednak będę spędzał w Puławach, jak zwykle. Może wybiorę się też do Kutna na rowerze... Za granicą nigdy nie byłem.

We wtorek matka chrzestna wraz z wujkiem i ciocią pojechali do domu w Puławach. W południe koleżanka, którą sprowadziłem do firmy rozpoczęła swoje trzy godziny próbne, po których jednak zrezygnowała z pracy u nas. Podobno praca jest zbyt ciężka, trzeba w niej zbyt intensywnie zapierdzielać. ;) Trudno - 50 złotych przepadło i możliwe, że już nigdy nie spotkam się z koleżanką, choć jeszcze wczoraj miałem taką możliwość.

Na szczęście Przyjaciółka się do mnie znowu odzywa, przeżyła głodówkę i nawet próbuje szukać jakiejś pracy w Dęblinie, Puławach lub Radomiu. Dobrze, że nie dawałem jej żadnych pieniędzy bo przepadłyby tak samo jak poprzednie i nie miałbym z czego żyć podczas mojego pobytu w Puławach... Pożyczone pieniądze może kiedyś odzyskam, ale najważniejsze, że odzyskałem kontakt z Przyjaciółką bo nadal jest ona dla mnie bardzo ważna.

Znikam. Wsiadam na rower i jadę do pracy, w której panuje ostry zapierdol.

Jeszcze tylko niecałe dwa tygodnie dojazdów rowerem i rozpocznę urlop. Tylko czy do Puław też dojadę w tym roku rowerem?

Zgoliłem brodę.


"No more sweet music
Just straight tell me straight
If you got to do what you got to do"

Hooverphonic "No more sweet music"