2010.07.31 / Sobota / 12:48 - Wypadek w ciemnościach

Piątkowy dyżur jak zwykle był masakryczny, ale większa masakra miała miejsce w środku nocy, poczas mojego rowerowego powrotu do domu. Zaraz po wyjechaniu z Warszawy, w miejscu, o którym wspominałem na blogu, tam gdzie trwa obecnie przebudowa drogi, doszło do mojego trzeciego w życiu wypadku rowerowego. Wypadek ten równie dobrze można nazwać zwykłym upadkiem z roweru na krzywy ryj, a konkretnie na twardy krawężnik, ponieważ tak to właśnie wyglądało. Chciałem zjechać z szosy na chodnik w miejscu, w którym właśnie trwa remont i nie zauważyłem po ciemku, że pomiędzy szosą a chodnikiem drogowcy zostawili sporą wyrwę. Przednie koło nie wjechało na chodnik tylko poślizgnęło się wzdłuż niego, a ja upadłem na prawy bok, uderzając głową o sam krawężnik. Całe szczęście, że był to dzień, w którym akurat zabrałem ze sobą kask - to właśnie on ocalił moją czaskę przed prawdopodobnie dosyć poważnym urazem. Kask niestety uległ zniszczeniu, wgniótł się i pękł, ale swoje zadanie spełnił. W jednej chwili stało się dla mnie jasne, że to jednak prawda co mówią - warto jeździć w kasku. Wkrótce będę musiał kupić nowy... Dobrze też, że miałem na sobie długie spodnie i kurtkę, dzięki czemu otarcia na ciele mam raczej niewielkie, praktycznie malutkie.

Dzisiaj boli mnie prawy łokieć, prawe kolano i miednica, ale nie boli mnie to co najważniejsze - głowa. W tym miejscu pragnę zaapelować do wszystkich, którzy jeżdżą na rowerze - wydajcie te dwie stówy i ochrońcie swoją głowę bo nigdy nie wiadomo kiedy wydarzy się coś złego. Kask nie zawsze pomoże, ale akurat w moim przypadku spełnił swoją rolę w 100% - uderzenie było silne i wolę nie myśleć co by się działo gdybym swojego nieco za dużego, czerwono czarnego kasku firmy Specialized nie miał na głowie.

Dzisiaj do pracy będę jechał dwa razy ostrożniej niż zwykle i zapewne też nieco wolniej. Wypadki są doświadczeniem nieprzyjemnym ale potrzebnym, sprowadzającym człowieka na ziemię i być może ratują mu życie dzięki temu, że jest się po nich ostrożniejszym (przez jakiś czas). Interesujące jest też to jak człowiek czuje się po wypadku - nagle wszystkie głupoty, którymi przejmuje się na codzień stają się tak nieważne, takie malutkie... Szkoda, że to uczucie później znika, bo to bardzo ciekawy stan, w którym jest się w stanie dokonać niemal wszystkiego. Chciałbym się tak czuć na codzień.

Nic to. Nadal żyję i muszę pracować. Na szczęście w pracy posiedzę tylko do 22:00, a jutro wybywam z Mazowsza i jadę... Nie, nie na Podkarpacie, tylko do Lublina. ;) Pogoda ma być rewelacyjna.


2010.07.29 / Czwartek / 12:07 - Dynamiczny puls

Jak widać zapach Adidas, czyli tak naprawdę Coty ze znaczkiem Adidasa, przypadł mi do gustu... ;) Choć przydałoby się znaleźć coś lepszego.

Po powrocie z pracy wreszcie przeczytałem do końca "Samotność w sieci" i... Jestem pod wrażeniem. Książka wywołała u mnie silne emocje jakich się raczej nie spodziewałem, wręcz wprowadziła w stan przygnębienia i smutku. Uwielbiam wszystkie opowieści, które kończą się samobójstwem. ;)

Zmykam pod prysznic i jadę do pracy. Oby dzisiaj na mnie nie padało bo już mi się czyste rowery kończą. ;)


2010.07.29 / Czwartek / 00:55 - Człowiek photoblog

Z pracy wyszedłem trzy godziny wcześniej, ale moją wielką radość osłabił padający deszcz, który dopadł mnie przy wyjeździe z Warszawy i cały czas zwiększał swoją intensywność. Półtorej godziny jazdy w takich warunkach jak zwykle poprawiło mi humor. Ale, nieważne... Rower i tak jest najwspanialszym środkiem transportu i basta! ;) Dzisiaj w drodze powrotnej ze słuchawek dobiegały mnie motoryczne dźwięki gitar Queens Of The Stone Age, a następnie kojące, elektroniczne melodie Hooverphonic.

W domu czekała na mnie paczuszka z tą durną koszulką widoczną na zdjęciu, którą kupiłem tylko po to by mieć opłacone konto pro na PhotoBlogu do maja roku 2011. Opłacało się, ale sam bym zaprojektował dużo ładniejszą koszulkę. W tej aż żal chodzić. :P

Na zdjęciu widać tajemnicze dwa punkty poniżej mojej klatki piersiowej - te wystające punkty to moje nieszczęsne żebra. :/ Dziewczyny na pewno bardzo lubią przytulać się do takich kości i czuć jak wbijają im się w ciało... A co by było gdyby dziewczyna też była taka chuda jak ja? Auć! ;) Swoją drogą mógłbym mieć taką chudą dziewczynę, to byłoby całkiem interesujące doświadczenie... Tyle, że chyba nawet nigdy nie widziałem dziewczyny tak kościstej jak ja. ;)

Na wesele idę sam. W glanach, bo to moje najbardziej eleganckie buty. Specjalnie na tę okazję nawet je wypastuję. ;)

Włosów jednak nie obetnę.


"First it giveth
Then it taketh away"

Queens Of The Stone Age "First it giveth"


2010.07.28 / Środa / 12:03 - Jeżdżący w ciemnościach

Ciemno, niewiele widać. :) Zdjęcie zrobiłem w miejscu przebudowy ulicy Warszawskiej, tuż przed wjazdem na Bemowo. Powstaje tam coś w stylu obwodnicy Warszawy, tyle, że ta obwodnica biegnie przez środek miasta. ;) W zasadzie jest to przedłużenie Trasy Toruńskiej i połączenie jej z Szosą Poznańską. Właśnie od wczoraj przebudowa stała się tak uciążliwa, że chyba przez jakiś czas znowu będę jeździł do pracy przez Izabelin.

Te moje powroty rowerem w środku nocy są najprzyjemniejszą cześcią dnia. ;) Półtorej godziny słuchania muzyki z odtwarzacza mp3, zawsze dobrej, bo przecież kupuję wyłącznie rewelacyjne płyty, jest jak jeden wielki, bardzo klimatyczny teledysk. Wczoraj na przykład towarzyszył mi absolutnie doskonały, koncertowy album Portishead, a po nim drugi album starego zespołu Nicka Cave'a (a może Nicka Cave), czyli The Birthday Party... Mógłbym tak jechać i słuchać przez całą noc. W pracy niby też mogę słuchać muzyki ale nie czuje się jej wtedy tak jak podczas jazdy na rowerze, szczególnie podczas jazdy w nocy.

Pochmurne niebo rozświetlone łuną nad Ożarowem było wczoraj piękne, ale na zdjęciu nie udało się tego uwiecznić.

Wracając do pracy to miałem wczoraj okazję posłuchać tego co mówią panie zatrudnione na telefonach, czyli na liniach 0700... Wróżby wymieszane z rozmowami o kutasach i jęczeniem do słuchawki, padającym z ust kobiet w wieku choćby mojej mamy są czymś bardzo nietypowym i głupim, a nawet surrealistycznym, czymś czego nie doświadcza się w innych firmach. ;) O ile praca na smsach jest dziwna, o tyle praca na telefonach to już czyste szaleństwo. Śmieszne i smutne zarazem.


"Cause all I have left is my memories of yesterday
Ohh these sour times"

Portishead "Sour times"


2010.07.28 / Środa / 03:19 - Zero ero

W pracy znowu rozrywka zamiast ezoteryki, tym razem jednak lepiej ją zniosłem, sam nie wiem czemu, może dlatego, że byłem wyspany po wolnym dniu, a może dlatego, że siedziałem na drugiej sali, na której już dawno nie odbywałem dyżuru... Druga sala jest w porządku.

Tylko czy to temat na tyle ważny by dodawać kolejny wpis na blogu? Oczywiście, że nie, ale wpis trzeba dodać, tak dla zasady, dla upamiętnienia nicości...

Deszcz szczęśliwie mnie ominął - przestało padać akurat wtedy gdy wyszedłem z pracy o 1:00.


"The sound of her young legs in stockings
The rhythm of her walk, it's beautiful
Just let it twist, let it break
Let it buckle, let it bend"

The Birthday Party "ZOO music girl"


2010.07.25 / Niedziela / 09:23 - Rowerem do Japonii

Jeszcze jedno zdjęcie z wczoraj, tym bardziej w nieco gejowskim klimacie. ;)

Upał na jakiś czas znikł, teraz mam powód do narzekania na zbyt niskią temperaturę. Wczoraj przemarzłem wracając w nocy do domu. :/ Upale wróć!

W pracy znowu czeka mnie koszmar, a raczej po prostu koszmarna nuda. W dodatku akurat teraz mamy jakichś takich nieciekawych pracowników, wyjątkowo nieciekawą grupę. To chyba najmniej przyjemny skład jaki widziałem przez wszystkie te cztery lata. Jedynie obserwowanie i słuchanie koleżanki z Lublina, którą kiedyś przedstawiłem tu na zdjęciu, sprawia, że wyrabiam sobie coraz lepsze, a raczej coraz bardziej rewelacyjne zdanie o niej. W dodatku z wyglądu, przy odpowiednim świetle i pod odpowiednim kątem, zaczyna mi przypominać pewną dziewczynę z Dęblina, tę, która mnie nienawidzi, a którą ja nadal... Cośtam. W dodatku aktualnie ta z Lublina jest wolna więc jednak są jeszcze na tym świecie fajne i jednocześnie wolne dziewczyny, dzieją się cuda... No ale ona zasługuje na absolutnie topowego faceta, a ja jestem z nizin umysłowych i nie tylko umysłowych, więc... ;) Poza tym to zodiakalny rak, w dodatku z tego samego dnia i roku, z którego jest moja chyba już ex-przyjaciółka. To zła wróżba... ;)

Niemniej jednak... Ach. ;)

Idę, jadę, brnę dalej w nicość...


2010.07.25 / Niedziela / 02:03 - Górki dwie

Sobota upłynęła pod znakiem wizyty brata i jego przyszłej żony. Cała nasza rodzina otrzymała zaproszenia na ślub i wesele, które ma się odbyć 25 września gdzieś w okolicach Kozienic i Radomia. Z tego co widzę to mama i młodsza siostra już się wymigały, więc na wesele wybiorę się tylko ja, tata i starsza siostra jeśli dobrze pójdzie. Teoretycznie mogę ze sobą zabrać osobę towarzyszącą ale jaka dziewczyna chciałaby iść na wesele z facetem, który nie tańczy? ;P Zresztą obecnie nie znam takiej, którą chciałbym zaprosić. We wrześniu czeka mnie więc upijanie się na smutno i rozpaczanie nad tym, że mojego wesela nigdy nie będzie. ;)

Ogólnie brat i jego dziewczyna wywarli na mnie bardzo, bardzo, bardzo pozytywne wrażenie i uznałem ich za naprawdę fajną parę. Nie są ani trochę sztuczni i nie zadręczają wszystkich dookoła swoją miłością, co mają w zwyczaju robić niektóre inne pary. Przy okazji są to po prostu inteligentni ludzie, znają się już 5 lat, mieszkają razem w Piasecznie, a poznali się... Przez Internet. :) Pewnie jeszcze kilka lat i na świecie pojawią się małe Górki... ;)

O 13:00 musiałem wybyć z domu do firmy, a tam... Rozrywkowe piekło. Praca, szczególnie ta na rozrywce, całkowicie mi się już przejadła. Zupełnie nie mam siły pisać o cyckach, tyłkach, udach, majtkach, stanikach, pończochach, grze wstępnej, pieszczotach, prezerwatywach, wibratorach, włosach łonowych, orgazmach, jękach, stękaniach, wytryskach, oralu, analu, dominacji, pissingu, gwałceniu, rżnięciu, pierdoleniu, ruchaniu... Cztery lata w zupełności mi wystarczą.

Oficjalnie pracę mam porzucić pod koniec sierpnia, ale nie wiem czy wytrzymam tam tak długo.


2010.07.23 / Piątek / 23:10 - Rozerotyzowany terrorysta

Dzisiaj dla odmiany było pięknie. Wręcz cudownie. :)

Tylko teraz jest strasznie gorąco... Nawet wentylator pracujący na pełnych obrotach niewiele daje... Rozebranie się do naga też.

Tymczasem po wschodniej stronie Wisły rośnie dumna budowla - Stadion Narodowy. Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami, a stadion podobno ma być gotowy już rok wcześniej. Mi osobiście ta ozdoba Warszawy podoba się nawet teraz, jeszcze przed ukończeniem. :) Szkoda tylko, że gdzieś w Afryce mają dokładnie taki sam stadion przez co ten nasz nie będzie jedyny w swoim rodzaju...

Jutro rano, przed moim wyjazdem do pracy, naszą rodzinę odwiedzi brat, o czym już wspominałem. Ciekaw jestem jak wygląda ta jego przyszła żona... Brat jest teoretycznie podobny do mnie więc i gust powinien mieć podobny.

Zresztą nieważne. Grunt, że dzisiaj było pięknie. ;)


2010.07.23 / Piątek / 10:57 - Twarde łącze z kosmosem

Kolejny dzień, kolejne pasztetowe śniadanie, kolejna podróż rowerem do Warszawy, kolejne bezmyślne odpisywanie na kretyńskie pytania w pracy... Serce wciąż bije i już prawie w ogóle nie boli.

Pewna dziewczyna jest ostatnio dla mnie bardzo miła, choć chyba najpierw powinna mnie poznać osobiście by móc taką miłą być w sposób wiarygodny. Nie poznaliśmy się (jeszcze) osobiście gdyż ona mieszka aktualnie w Krakowie, sama ze swoim sześcioletnim synkiem... Podobno mamy się kiedyś spotkać, gdy przyjedzie do Warszawy... Jest ładna i dosyć oryginalna, ale po części mam ją za lekką wariatkę. ;) Zresztą sama do mnie napisała kilka miesięcy temu na Sympatii, gdy w polu "wymarzona partnerka" miałem wpisane właśnie słowo "wariatka". Czyli wszystko się zgadza. ;)

Tymczasem gdybym ja miał teraz zbliżyć się do jakiejś dziewczyny, która mi się podoba i która mnie interesuje to byłaby to pewna licealistka z Truskawia, chodząca w zielonych glanach, nosząca przy sobie gitarę i wyglądająca zniewalająco pięknie... Tak pięknie, że chyba nigdy nie znajdę w sobie siły by się do niej odezwać. Wydaje mi się, że to właśnie przy niej mógłbym poczuć to coś... No, chyba, że przy bliższym poznaniu okazałaby się kretynką. Piękną kretynką. ;)

Tylko kobieta może odmienić moje życie na lepsze i wyciągnąć mnie z obecnego stanu psychicznego. Tak już mam, że samotnie nie potrafię normalnie funkcjonować, odechciewa mi się cokolwiek robić, staczam się w najniższe rejony pesymizmu. Wegetuję zamiast żyć.


2010.07.22 / Czwartek / 21:46 - Teraźniejszość

Ostatnio lubię sobie siadać na ławce i cieszyć się teraźniejszością. Lubię też tą teraźniejszość uwieczniać na zdjęciach by nadal była teraźniejszością gdy już przejdzie do przeszłości (czy to zadnie ma sens?). Teraźniejszość zawsze smakuje najlepiej gdy już zamieni się w przeszłość i jest całkowicie nieuchwytna... Ze wszystkich rzeczy niemożliwych do wykonania na tym świecie najbardziej chciałbym móc podróżować w czasie. ;) Tak zwyczajnie cofnąć się choćby do pamiętnego roku 1996, gdy pierwszy raz sam pojechałem do Warszawy (zamiast pójść do szkoły), wsiąść do starego, wcale nie niskopodłogowego autobusu 708 marki Ikarus i wysiąść na Placu Wilsona, na którym nie ma stacji metra, pójść do Empiku i zamiast płyt kompaktowych znaleźć na półce w dziale audio kasety magnetofonowe po 12 złotych za sztukę, pójść do kina, w którym jeszcze grają naprawde dobre filmy... Rok 1996, w którym miałem jeszcze całe życie przed sobą, w którym wszystko było możliwe...

Kiedyś pewnie będę marzył o tym by wrócić do wspaniałego roku 2010, w którym wszystko było takie fajne... Pewnie będę przyjeżdżał wtedy do Truskawia Małego, w którym już nie będzie rodziny Górków, ten dom w lesie wcale już nie będzie nasz i nie będzie w nim czekać na mnie mama z obiadkiem. Nie będzie bo w ogóle już jej nie będzie na tym świecie...

Ale może wtedy, z tego starego, dobrego Truskawia, wrócę do swojego domu lub mieszkania, do swojej żony i dziecka. Ewentualnie przyjadę do Truskawia właśnie ze swoim dzieckiem, zabierając je na wycieczkę tak samo jak tata zabierał mnie dawno, dawno temu, w Sójkach, gdy miałem 5 lat.

A tak w ogóle, chyba jestem jakiś dziwny, bo w przeciwieństwie do wszystkich facetów, gdybym miał być ojcem tylko jednego dziecka, to wcale nie cieszyłbym się najbardziej z syna - wolałbym córkę. Nie wiem dlaczego...

Dobrze, wystarczy już tej notki, wystarczy pisania o dzieciach i żonie, których nigdy nie będzie. :/

Dzisiaj pierwszy raz umieszczam na blogu zdjęcie w innym formacie niż 4:3. Panoramiczny telewizor przyzwyczaił mnie do takich szerokich ujęć.

Wkrótce dostanę koszulkę z logiem PhotoBloga. Kupiłem ją tylko po to by mieć abonament na konto PRO za nieco niższą cenę. Można więc powiedzieć, że koszulka jest gratisowa, ale nic dziwnego - w końcu taka koszulka to reklama. Powinni mi jeszcze płacić za jej noszenie. ;)

Wracając do wypadku, który opisałem w poprzedniej notce - nie doszło do niego przy naszym domu lecz około 200 metrów dalej.


2010.07.22 / Czwartek / 12:43 - Wypadek w Sójkach

Na dworze mega-upał, a ja muszę iść do pracy, w której klimatyzacja działa jakby chciała a nie mogła. Od czasu gdy zmieniliśmy siedzibę, w tej firmie powinno się brać urlop na całe lato... To jedyne sensowne rozwiązanie.

Dzisiaj w miejscowości Sójki, w której mieszkałem z rodziną do dziesiątego roku życia, doszło do wypadku samochodowego, w którym zginęły cztery osoby. Do wypadku doszło na łuku, więc jest niemal pewne, że zdarzenie to miało miejsce dokładnie przy naszym byłym domu, bo na tym łuku bardzo często dochodziło do wypadków, także śmiertelnych. Nawet specjalnie rozebrano część naszego ogrodzenia aby ten łuk nieco złagodzić... Jak widać niewiele to pomogło. Niech spoczywają w pokoju ci, którzy dzisiaj zakończyli tam swój żywot.

Miałem jechać rowerem do Sójek w tym roku, ale znowu nie pojechałem... Kiedyś jeszcze tam wpadnę. Tymczasem wybywam do Warszawy.


2010.07.22 / Czwartek / 01:14 - Zwalniam

Ja pierdolę, jaki zruchany dzień... Jaka pustka.

Zwalniam się z pracy już na początku sierpnia albo na początku września... Ta myśl trzyma mnie przy życiu, nawet jeśli nie ma nic wspólnego z tym co naprawdę będzie się działo. Bo przecież tak naprawdę wcale się nie zwalniam...

Chyba wkroczyłem w jeden z najgorszych okresów swojego życia. Już nie tylko nic mi się nie chce ale dodatkowo wszystko mnie wkurwia. I jestem totalnie sam.

Nie tylko nie ma niczego na horyzoncie. W ogóle nie ma horyzontu.

Może jak się prześpię to będzie lepiej.


2010.07.20 / Wtorek / 19:58 - Embrion

Wolny czas połączony z nudą owocuje takimi oto zdjęciami... Tak wygląda moja najbardziej naturalna pozycja - embrionalna. Chcę ponownie być embrionem.

To zdjęcie byłoby lepsze gdybym był na nim nagi...


2010.07.20 / Wtorek / 18:32 - Druga strona mojego pokoju

Ta strona jest chyba mniej fotogeniczna, choć ogólne wrażenie na pewno poprawia boazeria zrobiona przez tatę kilkanaście lat temu. Tata zrobił też to wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju biurko pod komputer, którego nie mógłbym kupić w żadnym sklepie, natomiast fotel został przywieziony od martwego dziadka z Warszawy.

Komputer stoi sobie w rogu po prawej stronie, a po lewej znajdują się niewidoczne na tym zdjęciu drzwi. Na ścianie wisi plakat Pulp Fiction zakupiony w czasach gdy pierwszy raz jechałem do Dęblina. Niestety jest on przyklejony zwykłą taśmą bezbarwną, a żeby było naprawdę ładnie powinien wisieć oprawiony w ramki, w towarzystwie innych plakatów z moich ulubionych filmów, takich jak Lśnienie, American Beauty, Leon, Czas Apokalipsy, Forrest Gump, Dziecko Rosemary Wielki Błękit, Słoń... Niestety tego pomysłu nigdy nie zrealizowałem.


2010.07.20 / Wtorek / 14:54 - Mój pokój

Chyba jeszcze nigdy nie uwieczniałem na fotoblogu swojego pokoju tak ogólnie więc postanowiłem zrobić to dzisiaj. Tak wygląda ściana zachodnia - audio-video-kulturalna, przypominająca wyglądem pokój jednego z głównych bohaterów filmu American Beauty, który sobie właśnie dzisiaj obejrzałem po raz kolejny. Tyle, że u mnie panuje większy bałagan i meble są ohydne. ;) Strona wschodnia mojego lokum jest stroną komputerowo-łóżkową i pewnie pokażę ją na następnym zdjęciu. Po lewej mam okno, a po prawej wielką, starą szafę.

Zawsze chciałem mieć pokój, w którym możnaby oglądać filmy leżąc na łóżku na wprost telewizora i już od kilku lat tak właśnie ustawione są meble w moim pokoju, tyle, że od tego roku mam nareszcie porządny telewizor. Brakuje jedynie porządnego subwoofera, ale taki kosztuje conajmniej 2500zł... Cały czas mam w planach jego zakup.

To nie zawsze był mój pokój - wcześniej zamieszkiwała w nim starsza siostra, zanim przeniosła się do Puław. Ja gnieździłem się wtedy w mniejszym pokoju, który dzisiaj należy do młodszej siostry.

Tymczasem dzisiaj moje serce ponownie marnie się czuje, a wraz z nim moja lewa ręka, moje lewe oko i nogi. :/

Jutro praca, a pierwsze trzy dni sierpnia mam spędzić w Puławach.


2010.07.19 / Poniedziałek / 17:30 - Kobieta najlepszym napędem

Nic mi się nie chce.

Mam dwa dni wolne i zupełnie nic podczas nich nie robię...

W sobotę przyjedzie do nas mój brat, którego nie widziałem na żywo już ponad osiem lat. Ten normalniejszy pan Górka przyjedzie do nas ze swoją kobietą, której nigdy jeszcze nie widziałem. Przyjedzie z nia w bardzo konkretnym celu - aby wręczyć nam zaproszenie na ślub.

A ja nadal konam z samotności... Nawet Przyjaciółka przepadła, niemal całkowicie znikła z mojego życia, odkąd nie chciało mi się na nią poczekać gdy ostatnio przejeżdżałem rowerem przez jej poddęblińską miejscowość.

Nie chciało mi się bo... Ostatnio nic mi się nie chce.


"Nic mi się nie chce
Ciągle bym tylko spał
Seks mnie nie łechce
Nic mi się nie chce - jestem sam"

Pudelsi "Jestem sam"


2010.07.18 / Niedziela / 00:49 - Żyję, by pracować

Sobotę spędziłem w pracy, gdyż mój zły stan zdrowotny dosyć szybko uległ poprawie... Nie do końca zresztą. Serce nadal od czasu do czasu poboli ale mogę całkiem sprawnie funkcjonować. Ruch niestety już nie do końca był mały, a w czasie upału nadmiar pracy jest dwa razy bardzej nieznośny.

Tymczasem z okna męskiej ubikacji mamy nieco ograniczony widok - biurowce, które rosły przez ostatnie półtora roku są już gotowe. Bez nich było ładniej.

Upał... To mało powiedziane.


2010.07.16 / Piątek / 13:50 - Prawdopodobnie umrę

Michał Górka - 1982 - 2010. ;(

Skończyły się żarty. Dzisiaj nie poszedłem do pracy z powodu bólu serca, który pojawił się kilka dni temu, a wczoraj się nasilił. Co jakiś czas odczuwam kłucie w sercu i pod lewą łopatką, mam też osłabioną lewą rękę, a niekiedy pulsuje mi coś w lewym oku i boli lewa skroń... :/ Dopatrywałem się w tym wszystkim stanu przedzawałowego, ale wydaje mi się, że to wszystko może mieć związek z moją skoliozą i tym, że mam małą, zapadniętą klatkę piersiową, w której moje serce ma bardzo mało miejsca. :( Lekarz ostrzegał mnie już bardzo dawno temu, podczas okresowych badań w podstawówce, że w przyszłości mogę mieć z tego powodu problemy z sercem, próbował mnie wtedy skierować na pływanie na basenie oraz inne ćwiczenia ale ja się temu opierałem... Ech.

Źle było zwłaszcza wczoraj wieczorem, gdy przez chwilę zrobiło mi się bardzo słabo i mama chciała już wzywać karetkę, na co oczywiście nie pozwoliłem. Niestety obecnie nie mam ubezpieczenia zdrowotnego bo nie załatwiłem w firmie tego by co miesiąc potrącali mi na nie około 150 złotych. Chyba będę musiał się tym zająć... A raczej na pewno.

Fatalnie wyszło z tą dzisiejszą nieobecnością w pracy, bo ostatnio nie jest źle, mamy luz wynikający z tego, że klientom nie chce się pisać podczas takiego upału. Wczoraj nawet wyszedłem już po czterech godzinach pracy... Może jutro będzie już lepiej i normalnie pójdę na dyżur, zwłaszcza, że nie będzie on długi - tylko 8 godzin.

W ogóle to uświadomiłem sobie, że uwielbiam zimę. Czekam na nią z niecierpliwością.

Dzisiaj kurier przywiózł wentylator zamówiony przez Internet i dzięki temu jeszcze żyję.


"I'm dying, I hope you're dying too"

Marilyn Manson "Apple of sodom"


2010.07.15 / Czwartek / 11:52 - Wir nicości

Wczorajszy powrót po urlopie do pracy był całkowicie bezbolesny, głównie z tego powodu, że dostałem dyżur rozrywkowy, a rozrywka to zwykłe siedzenie przed monitorem i bezmyślne stukanie w klawisze. Powystawiałem kilku klientów, którzy czekali na mnie w ten nieludzki upał, wysłałem setki zdjęć i tysiące standardówek... Zwykły dzień nudnej pracy. Czas niestety płynął bardzo powoli, zupełnie inaczej niż podczas urlopu, kiedy dni i noce mijały tak szybko.

W nocy, w drodze do domu przejechałem rowerem koło Kolportera, w którym pracowałem jako ochroniarz, popatrzyłem na te wszystkie tiry, które zawsze zbierają się tam w środku nocy i przypomniałem sobie czemu wtedy wróciłem stamtąd na smsy... Tyle, że to było rok temu - teraz jestem znacznie bardziej wypalony.

Może powrót do robienia prawa jazdy wniesie nieco urozmaicenia do mojego życia... Wkrótce powinienem się tam pojawić - podczas urlopu nie znalazłem na to czasu. Ostatnio przypomniałem sobie z jakiegoż to głupiego powodu zacząłem w ogóle robić prawo jazdy... Mam chyba tylko jeden bodziec w życiu motywujący mnie do robienia czegokolwiek... :/ O ile bodziec może być motywujący...

Na dzień dzisiejszy urozmaiceniem mojego życia jest ból serca i tętnicy, którego jeszcze wczoraj nie było. Kończę z paleniem raz na zawsze. A może to Bóg chce już skończyć ze mną? ;(

Zagadka - co przedstawia zdjęcie?

Pannie Joannie życzę z okazji dzisiejszych urodzin pomyślności ze strony Saturna i innych planet. ;)


2010.07.13 / Wtorek / 19:54 - W kapciach po lesie

Drzemie we mnie potrzeba doknania czegoś spektakularnego, choćby była to spektakularność na małą skalę... Pragnę obudzić w sobie coś czego nigdy we mnie nie było... Zbuntować się przeciwko samemu sobie... Zadziwić samego siebie... Zrobić coś... Zadziałać.

Przydałoby się choć trochę żyć, póki wciąż żyję...

Zamiast tego poszedłem przed dom zapalić papierosa, postawiłem aparat na drodze i uwieczniłem marnego siebie oraz nowy słup oświetleniowy. Kilka tygodni temu postawiono przed naszym domem dwa słupy i teraz w nocy nie jest już ciemno. Cud. Tyle, że bez oświetlenia było widać więcej... Gwiazd.

Zapalić kolejnego papierosa i poczuć jeszcze silniejszy ból w sercu.


2010.07.13 / Wtorek / 12:32 - Pracy czas

Po czterech tygodniach mojego pięknego odpoczynku doczekałem się nieszczęsnego, ostatniego dnia urlopu. Jutro o godzinie 15:00 będe musiał rozpocząć dziewięciogodziny dyżur ezoteryczny i mam nadzieję, że nie będzie to bolesne doświadczenie. Rok temu powrót do pracy nie był zły, ale z różnych powodów wytrzymałem tam tylko trzy dni. Zwolniłem się i miałem dodatkowe dwa miesiące wolności... To było piękne. Niestety w tym roku powtórki nie będzie.

Wczoraj pojeździłem rowerem po okolicy smażąc się w promieniach słońca, pozałatwiałem różne sprawy w banku i na poczcie, a następnie udałem się do firmy podpisać umowę za czerwiec i podać dyspozycje na przyszły tydzień. Na miejscu okazało się, że zarobiłem za te dwa tygodnie czerwca podejrzanie dużo, niekiedy zarabiałem tyle za cały miesiąc (gdy miałem kilka neobecności). Okazało się też, że na okres wakacji jak zwykle zatrudniło się u nas mnóstwo nowych ludzi, z których większość odejdzie we wrześniu lub październiku. Właściwie to na całej sali nie spotkałem ani jednej osoby, którą bym znał. Cóż za rotacja.

Po wizycie w firmie wstąpiłem do sklepu rowerowego w Izabelinie gdzie zakupiłem dwie opony, jeden wolnobieg i jeden łańcuch. Wbrew pozorom jazda na rowerze nie jest darmowa - co jakiś czas trzeba wymienić to i owo, szczególnie jeśli się dużo jeździ. Mój pojazd jest teraz gotowy na kolejne setki, a raczej tysiące kilometrów, które pokonam w drodze do pracy i z powrotem. Oby jak najrzadziej padał deszcz bo nie mam teraz błotników, które musiałem wczoraj zdjąć gdy się okazało, że nie współpracują z nowymi, nieco zbyt szerokimi oponami.


2010.07.11 / Niedziela / 16:42 - Rozleniwiony

Miałem gdzieś jechać na rowerze ale nie zrobiłem tego... Nie zrobiłem też wielu innych rzeczy, które powinienem zrobić, bo mi się zwyczajnie nie chciało... Zamiast tego leżę już od dwóch dni przed telewizorem i gapię się na wszystko co w nim pokazują lub co sam sobie odtworzę.

Jutro jednak już będę musiał ruszyć się z domu, bo mam kilka spraw do załatwienia, takich jak wizyta w banku i na poczcie, a przede wszystkim w firmie. Za trzy dni wracam do pracy, a na pocieszenie wmawiam sobie, że posiedzę tam tylko do września, by mieć na co czekać. We wrześniu pewnie powiem, że poczekam do końca roku, a na początku przyszłego roku, że do okrągłej, piątej rocznicy w czerwcu. Oby wtedy naprawdę nastąpił koniec mojej kariery na smsach.

Zresztą... To wszystko jest takie przyziemne i puste, aż żal się tym przejmować. Potrzebuję czegoś wzniosłego, jak miłość. A może miłość też jest przyziemna?


"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące"

Paulo Coelho "Alchemik"


2010.07.10 / Sobota / 11:55 - Moje miasto

Przede mną cztery ostatnie dni wolności, która zresztą już troszkę zaczyna mi się nudzić... Albo nie - wolność jednak jest piękna - tego powinienem się trzymać.

Wczoraj powróciłem do domu jednak pociągiem, ponieważ wiatr wiejący mi w twarz okazał się zbyt silny bym zdecydował się z nim walczyć. W Dęblinie wsiadłem więc do pociągu osobowego, a dwie godziny później wysiadłem na stacji Warszawa Wschodnia. Na Pradze Północ troszkę się pogubiłem ale szczęśliwie dotarłem do mostu i kilka minut później byłem już po właściwej stronie Wisły. Na dworcu PKP w Dęblinie okazało się, że z jakiegoś powodu nie trzeba już kupować biletu na rower więc nie wykosztowałem się zbytnio - zapłaciłem dokładnie 18 złotych i 30 groszy. Pociąg osobowy ma to do siebie, że zatrzymuje się na każdej najmniejszej nawet stacji co z jednej strony ma swój urok, z drugiej jednak jest nieco denerwujące... Preferuję pospieszne.

W domu wszystko w porządku. Ponieważ przez Internet kupiłem tuner do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej DVB-T mogę teraz odbierać wszystkie siedem kanałów podstawowych plus jeden bonusowy (bardzo fajny TVN Warszaw) w jakości, powiedzmy, idealnej, oraz w panoramicznym formacie 16:9. Temu ideałowi do ideału jednak wiele brakuje ponieważ obraz wyglądem za bardzo przypomina film skompresowany w formacie DivX, a animacja jest tak sztuczna jak na dvd, ale cóż... Takie są uroki cyfryzacji. :/ Najważniejsze, że teraz w ogóle mogę cokolwiek oglądać, bo telewizja analogowa już od kilku lat odbiera u nas naprawdę marnie (od czasu gdy jej jakość została specjalnie zepsuta). Cóż, za trzy lata nie będzie wyboru - nastaną całkowicie cyfrowe czasy. :/ Wszyscy będziemy skompresowani.

Upały nadeszły... Chyba jutro gdzieś pojadę na rowerze bo już brakuje mi kontaktu z pedałami. ;)


2010.07.09 / Piątek / 20:01 - Koniec rowerowego urlopu

Wróciłem


2010.07.09 / Piątek / 10:07 - Wracam na płaskie

Mój urlop dobiega końca, pobyt w Puławach niestety także. Zaraz wsiadam na rower i jadę w kierunku płaskiego Mazowsza, opuszczam pięknie pofalowaną, zawsze dla mnie romantyczną Lubelszczyznę. ;)

Jeśli północno-zachodni wiatr wiejący podczas powrotu w twarz okaże się zbyt silny bym zdecydował się z nim zmagać przez 160 kilometrów to już w Dęblinie wsiądę do pociągu wraz z rowerem, albo... Wrócę na kolejne trzy dni do Puław. ;)

Do pracy idę w środę.


2010.07.08 / Czwartek / 17:13 - Rowerem do Lublina

Zrealizowałem swój plan i dzisiaj pierwszy raz w życiu pojechałem rowerem z Puław do Lublina. Łącznie z powrotem i jeżdżeniem po samym Lublinie zrobiłem jakieś 110 kilometrów, a cały wypad trwał około 6 godzin.

Oczywiście była to podróż sentymentalna, bo jakżeby inaczej... Sentymentem darzę wiele miejsc w Lublinie - choćby to widoczne na zdjęciu. Oczywiście wypaliłem tam papieroska.

Nadal też uważam, że w Lublinie jest naprawdę dużo ładnych dziewczyn. Potwierdziły to moje dzisiejsze obserwacje. ;) Trzeba uważać żeby nie spowodować wypadku...

Zastanawiam się czy do domu wracać już jutro czy dopiero w poniedziałek. Od tej decyzji zależy też gdzie obejrzę mecz finałowy Mundialu. Cztery lata temu mecz finałowy oglądałem w pracy, pisząc smsy.


2010.07.06 / Wtorek / 15:14 - Tęsknota za innym sobą

Dzisiaj też nigdzie nie pojechałem. Siedzę w domu, piję czerwone wino, które wtedy piłem i słucham muzyki, która wtedy była puszczona w tle... Wspominam najpiękniejszy czas w moim życiu - luty i marzec roku 2009.


"If you go away On this summer day
Then you might as well Take the sun away
All the birds that flew In the summer sky"

Patricia Kaas "If you go away"


2010.07.05 / Poniedziałek / 20:32 - Zdjęcia, które zabijają

Moje zdjecie z pewnoscią nikogo nie zabije - Kazimierz Dolny - wczorajsza wycieczka. Dzisiaj nigdzie nie pojechałem bo mam dzień odpoczynku od roweru, ale zaraz wychodzę z mieszkania bo będę musiał wybrać się na małe zakupy spożywcze i kulturalne - te drugie zrobię oczywiście w Empiku. Jak dobrze, że w Puławach jest już Empik.

Niestety wydawanie pieniędzy zostało mi niedawno utrudnione przez bank, który nie przysłał mi pocztą nowej karty bankomatowej, a termin ważności poprzedniej minął w zeszłym tygodniu (o czym dowiedziałem się stojąc przy kasie). :/ Mam nadzieję, że wkrótce otrzymam nową kartę, nie wiem tylko czy nowa karta oznacza, że będę miał też nowy numer pin? Lubiłem poprzedni... :(

Przed chwilą zadzwoniłem do firmy i podałem dyspozycje na przyszły tydzień co oznacza, że jednak jeszcze się stamtąd nie zwalniam (po raz szósty). Po powrocie powinno być o tyle łatwiej, że nie ma już programów ezoterycznych na TVN, nie wiem czy w ogóle ich nie będzie czy znikły tylko na czas wakacji. Jeśli po wakacjach powrócą to... Zwolnię się! ;P

Zdjęcia, o których wspominam w tytule to takie zdjęcia pojawiające się w Internecie od czasu do czasu, które uświadamiają mi, że już nie mam po co żyć... Ech ech ech.

Mimo wszystko - życie jest piękne... Right?


2010.07.04 / Niedziela / 20:32 - Górka w Korzeniowym Dole

Na poprzednim zdjęciu zdecydowanie brakowała chudego pana Michała więc teraz to nadrabiam. ;) Niestety nie mogłem pojechać na dzisiejszą wycieczkę w kolarskich spodenkach bo jeszcze się suszą po wczorajszym deszczu i po praniu. Konkretnie pielucha jeszcze nie wyschła... ;]

Bardzo fajne miejsce i bardzo fajnie by się zjeżdzało z samej góry rowerem gdyby nie turyści, którzy się tam kręcą. Co prawda nie jest ich dużo bo miejsce wcale nie jest zbyt dobrze wypromowane - w zasadzie nigdy wcześniej o nim nawet nie słyszałem. ;) Ten piękny wąwóz ma na oko jakieś trzysta do pięciuset metrów długości, więc jest całkiem spory. Szkoda, że nie mamy czegoś podobnego w Puszczy Kampinoskiej.


2010.07.04 / Niedziela / 17:45 - Korzeniowy Dół

Rowerowa wycieczka do Kazimierza Dolnego udana. :) Pierwszy raz byłem w miejscu widocznym na zdjęciu i bardzo mi się tam spodobało. Od teraz każdą osobę, która odważy się ze mną zwiedzać Kazimierz Dolny zaciągnę do tego wąwozu. Jeśli będzie to ładna dziewczyna to dodatkowo ją tam brutalnie obfotografuję. ;)


2010.07.04 / Niedziela / 10:59 - Rowerowy urlop

Zdjęcie z wczorajszego deszczu pod Maciejowicami.

Dzisiaj na szczęście jest już wyłącznie słonecznie i zaraz powinienem to wykorzystać wybierając się na kolejną wycieczkę rowerową, tym razem wraz z siostrą. Prawdopodobnie pojedziemy nadwiślańskim wałem w do Kazimierza Dolnego - pod warunkiem, że wał jest w dobrym stanie i po drodze nie ma jakiejś większej wody.

Cały tydzień ma być słoneczny i ciepły - rewelacyjnie. :)


2010.07.03 / Sobota / 20:05 - Słoneczno-deszczowa podróż

Z domu wyjechałem o godzinie 7:30, a w Puławach byłem około 15:15. Wiatr niestety nie był moim sprzymierzeńcem jak to zapowiadałem wczoraj, wprost przeciwnie, zamiast wiać w z północy wiał z kilku innych kierunków zupełnie odmiennych od północy - pod Dęblinem na przykład wiał mi prosto w twarz, z południowego wschodu, skutecznie opóźniając dotarcie do celu. :/ Poza tym pogoda nie była idealna - za Maciejowicami na niebie pojawiły się czarne chmury, z których po chwili lunął wielki deszcz, a nawet spadł grad. Musiałem się na jakieś 15 minut schować pod drzewem. Po deszczu zrobiło się niespodziewanie zimno... :/ :/ Ogólnie jednak przez ponad połowę drogi prażyło słońce przez co jestem teraz nieco przypalony.

Mimo wszystko do Puław przybyłem mało zmęczony, przejechanie tych 160 kilometrów nie było takim problemem jak rok temu - wtedy załatwiłem się napojem gazowanym, dzisiaj już nie popełniłem tego błędu kupując sobie Powerade. Do jedzenia miałem batonik Mars oraz Delicje. To wszystko wystarczyło. Przez całą drogę słuchałem muzyki z odtwarzacza mp3, odtwarzałem utwory w kolejności alfabetycznej i doszedłem o literki J, konkretnie do utworu "Ja sowa" zespołu Hey. Uwielbiam słuchać muzyki na rowerze, bez tego naprawdę ciężko byłoby jechać.

Zdążyłem akurat na mecz Niemcy - Argentyna, który wygrali Ci pierwsi. W Puławach zostanę pewnie do finału Mundialu, czyli ponad tydzień. :)

Druga faza urlopu rozpoczęta - obym tylko spędził ją w bardziej aktywny sposób niż pierwszą. Planuję wybrać się rowerem do Lublina i w kilka innych bliżej nieokreślonych miejsc... Do Starachowic nie pojadę bo nie mam tam u kogo nocować. ;]

Zdjęcie zrobiłem w pewnym barze znajdującym się pomiędzy Warszawą a Puławami, w okolicach Wilgi - zawsze tam wstępuję po jakiś napój gdy kończy się woda w bidonie. Lubię swojego Authora Traction ale do takich szosowych podróży bardziej przydatny byłby rower kolarski. Może kiedyś sobie taki kupię (zamiast samochodu).


2010.07.02 / Piątek / 17:21 - Pan Michaś dwadzieścia lat temu

30 czerwca roku 1990 - dzień po moich ósmych urodzinach, gdy nie byłem ani chudy ani neurotyczny. ;) Mam na starej kasecie VHS trzy godzinne filmy nagrane dwadzieścia i osiemnaście lat temu, w Lublinie i w Puławach podczas uroczystości rodzinnych. Będę kiedyś musiał przerzucić te cenne skarby na jakiś cyfrowy nośnik, choć trzeba przyznać, że analogowy VHS też jest trwały i dobry (jak wszystko co analogowe). Trzeba tylko mieć odtwarzacz VHS, a dzisiaj już nie każdy coś takiego posiada...

Czyż kiedyś nie byłem słodki? Zapewniam jednak wszystkich, że już wtedy byłem dziwnym człowiekiem. ;)

Ale teraz mamy rok 2010... Po powrocie z Puław do Truskawia jak zwykle popadłem w dosyć marny nastrój, który uległ pewnej poprawie dopiero po mojej wczorajszej, warszawskiej wycieczce rowerowej. Podczas tej wycieczki wpadłem na doskonały pomysł - jutro, w sobotę, pojadę rowerem do Puław. W tym roku jeszcze nie odbyłem tej podróży, zawierającej w sobie element pielgrzymki, a jest mi ona potrzebna. Z tego powodu jutro rano wsiadam na rower i przez kolejne siedem lub osiem godzin jadę na południowy wschód. Wiatr będzie moim sprzymierzeńcem pchając mnie w kierunku Lubelszczyzny. Muszę wziąć ze sobą minimalistyczny bagaż bo będę miał przy sobie tylko jedną torbę zawieszoną na ramieniu.

Do domu wrócę za jakiś tydzień, tuż przed końcem mojego urlopu.