2010.09.30 / Czwartek / 19:58 - Pan Michał okiem K510i

Z obrzydzeniem wpatruję się w obiektyw aparatu zamontowanego w moim nowym-starym telefonie marki Sony Ericsson, nie wierząc w to, że uda się nim zrobić jakiekolwiek satysfakcjonujące zdjęcie... A jednak - efekt nie jest tak koszmarny jak myślałem. Jeśli natomiast chodzi o sam telefon to jest on dosyć denerwujący pod względem obsługi, szczególnie upierdliwie przedstawia się pisanie smsów, głównie za sprawą fatalnej klawiatury i dziwnego sposobu układania słów. Zdecydowanie wolę wszelkie Nokie od wszelkich Sony Ericssonów i pozostanę wierny tej fińskiej firmie.

Jeśli chodzi o samo pisanie smsów to absolutnie najprzyjemniej pisze się je moim jeszcze starszym telefonem - Siemensem A52, a ostatnio piszę ich dużo, do panny Sylwii - przemiłej dziewczyny, którą niebawem poznam też osobiście, gdy tylko wezmę wypłatę i będzie mnie stać na wyjazd do Kielc. :) Niezwykle się cieszę, że zdecydowałem się do Niej napisać na Sympatii mimo tego, że nie miała tam żadnego zdjęcia. Opłacało się. :)

Wrzesień skończył się i za sukces mogę uznać to, że w pracy wyrobiłem średnią mimo obowiązujących nowych, wyższych progów na ezoteryce. Nie miałem też żadnej nieobecności, czym także powinienem się chwalić - zazwyczaj przynajmniej jedna nieobecność na miesiąc mi się przytrafiała i pieniążki uciekały...

Dawno już nie byłem w Puławach więc za tydzień, w piątek ponownie się tam wybieram na cztery dni. :) W sobotę udamy się z siostrą do Lublina, na pewien koncert do Hadesu - przeniesionego w inne miejsce. Oby tylko w poniedziałek lub wtorek nie poniosło mnie znowu do Dęblina... ;)

Nie, nie... Obecny kierunek - Kielce. ;P

Rzeszów odwiedzę w przyszłości...


2010.09.29 / Środa / 21:24 - Capital-ism city

W dniu swoich imienin powróciłem do Warszawy, wyjeżdżając z Puław wcześnie rano busem. Jazda busem była dosyć nietypowa, a to za sprawą kierowcy, który omijał wszelkie korki jadąc po polnych drogach, a nawet po chodniku. :)

Rano obudziłem się nieco zamulony, ze względu na wczesną godzinę i przygnębienie wywołane koniecznością opuszczenia siostry i jej fajnego, ciepłego mieszkanka, ale jeszcze przed wyjazdem odebrałem wiadomość na NK, która pobudziła mnie do życia i dodała energii, mimo, że raczej nie była miła. Taki prezent imieninowy. ;) Cóż, nie można oczekiwać czegoś miłego od osoby, która mnie nienawidzi, ale... Przypomniałem sobie czemu kiedyś chciało mi się żyć i na kilka godzin znowu to poczułem. To, czego już nigdy nie poczuję... I jak pięknie brzmiała muzyka gdy szedłem przez Puławy do busa...

Racja, rzuciło mi się na mózg...

W pracy był straszny zapieprz, ale dzięki uprzejmości naszej nowej supervisorki i tak wyszedłem dwie godziny wcześniej. Cieszę się, że supervisorką została właśnie ta koleżanka - odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. W domu czekał na mnie telefon, który kupiłem na Allegro - Sony Ericsson K510i - prosty, tani, używany, który służy mi tylko do pisania smsów. Mam teraz trzy telefony, każdy w innej sieci - każda sieć związana z inną koleżanką lub grupą koleżanek. ;) Podstawą jednak nadal jest Orange - moim zdaniem najlepsza ze wszystkich sieci. Noszenie przy sobie trzech telefonów naraz będzie chyba źle wpływać na moje zdrowie, ale... Mózg i tak mam już chory. ;)

A tak w ogóle to jednak bardzo lubię Warszawę.


"Coś powraca do mnie nawet gdy myślę, że dawno dawno zginęło
Wbrew mej woli ciągnie mnie w stronę, której już nie znam
A gdzie już kiedyś byłam
I tak się zaczyna mój taniec na linie..."

Closterkeller "Taniec na linie"


2010.09.28 / Wtorek / 21:08 - Stracony czas

Zabierałem się za dokładne opisanie wesela przez cały dzień ale nic z tego nie wyszło - może zrobię to po powrocie do domu, do którego wracam już jutro. Za kilka godzin wstaję i busem wracam do stolicy, a konkretnie do firmy, w której muszę odbębnić ośmiogodzinny dyżur... Ech, koniec wolności, koniec urlopu.

Zamiast zdjęcia z wesela lub jakiejkolwiek aktualnej fotografii swojej gęby, zamieszczam to co znalazłem w katalogu, do którego dawno już nie zaglądałem - ze skanami starych zdjęć zrobionych aparatem Kodak w latach 1999 - 2004. To konkretne zdjęcie przedstawiające mnie i moją młodszą siostrę na puławskim moście (wtedy jedynym puławskim moście) było zrobione latem roku 2000, gdy skończyłem 18 lat - jak widać był to okres mojej fascynacji zespołem Marilyn Manson. :) Dzisiaj młodsza siostra już w ogóle nie przyjeżdża do Puław - ostatnio była tu chyba cztery lata temu... W ogóle młodsza siostra jest... Dziwniejsza ode mnie.

Pooglądałem teraz te stare zdjęcia i wzruszyłem się gdy zobaczyłem jacy wszyscy byliśmy młodzi. Młodość jest tak ulotna... Człowiek nie zauważa tego, że wszyscy wokół łącznie z nim się starzeją, zdaje sobie z tego sprawę dopiero po powrocie do starych zdjęć lub filmów... Konkretnie to do katalogu ze skanami zajrzałem, by obejrzeć zdjęcia zrobione podczas jedynego w moim życiu pobytu u rodziny w Rzeszowie - mieście, które wtedy bardzo polubiłem, a które obecnie niezdrowo mnie interesuje... Bardzo niezdrowo. Obym nie wylądował tam kiedyś na ulicy Ofiar Katynia... :/

Ostatnio interesują mnie też Kielce i być może nawet już za dwa lub trzy tygodnie się tam znajdę? :) Byłoby miło. Panna Sylwia zamieszkująca to miasto nie tylko rysuje, nie tylko rzeźbi, ona jeszcze... Gra na perkusji! ;D

Natomiast zupełnie nie spodobał mi się Radom, który miałem okazję odwiedzić w niedzielę, zaraz po weselu... Obym nigdy więcej nie musiał się tam pojawiać.

Taaak... Przeglądając te stare zdjęcia zamyśliłem się chwilę nad tym jak wiele czasu straciłem, i w ogóle jak wiele straciłem w swoim życiu przez to, że w młodości nie chciałem mieć zupełnie nic wspólnego z dziewczynami. A może nie tyle nie chciałem, co nie potrafiłem... Nie potrafiłem niczego w tym kierunku zrobić. Czy to jeszcze jest do nadrobienia?

Idę spać. Szkoda, że muszę wracać do Warszawy... Wcale mi się nie chce.


2010.09.27 / Poniedziałek / 11:05 - Closterkeller w puławskim Smoku

Jak widać na załączonym obrazku koncert był bardzo kameralny, odbył się w kawiarni Smok, która wcześniej nie była mi znana, ale od wczorajszego wieczora jest miejscem bardzo przeze mnie lubianym. Publiczność, z nielicznymi wyjątkami, stanowili bardzo fajni, inteligentni, sympatyczni i kulturalni ludzie, ubrani zazwyczaj na czarno. :) Co prawda trafiło się też kilku nastolatków, którzy przyszli na ten koncert Bóg wie po co, jedli chipsy, wychodzili kilka razy na papieroska w trakcie najważniejszych utworów, rozmawiali, kręcili się, nie patrzyli nawet na scenę i w ogóle totalnie mnie wkurwiali. :/ Zresztą nie wiem, może ja jestem jakiś dziwny, ale gdy idę na koncert to swoją uwagę staram się w 100% skupić na artystach, chłonąć to wszystko co dzieje się na scenie, a przede wszystkim chłonąć samą muzykę. Ale cóż... Różni są ludzie, trzeba się z tym pogodzić... Te dwie blondyny widoczne na zdjęciu po prawej stronie, wystrojone w czarne gorsety, także sprawiały wrażenie jakby przyszły tylko po to by pokazać jakie to one są super fajne i piękne... Ale dobrze, nie będę takim marudą. ;D Ludzie byli naprawdę bardzo pozytywni.

Z tego wieczoru najlepiej zapamiętam oczywiście samą Anję Orthodox, charyzmatyczną, nadal piękną, zgrabną (chyba schudła ostatnio) i seksowną (ach, te nogi), w dodatku mającą coraz większe zdolności wokalne. Niektórzy twierdzą, że Closterkeller wypada słabo na koncertach, właśnie z powodu przeciętnego głosu Anji, ale ja takie stwierdzenia uważam za totalne nieporozumienie i zapraszam ich wszystkich na koncert. Być może kiedyś faktycznie miała ona jakieś problemy ze śpiewem gdyż nawet sama o nich wspominała, ale ja tego nie zauważam nawet na starych nagraniach, które można znaleźć na YouTube. Od dzisiaj na YouTube można też znaleźć cztery marne filmiki nagrane przez mnie - zabieranie aparatu na koncerty i kręcenie filmików stało się już moją tradycją. :) Może kiedyś nabędę prawdziwą kamerę...

Wspaniały był też zespół supportujący - At The Lake - pochodzący z Warszawy. Trzy piękne dziewczyny - wokalistka, keyboardzistka i skrzypaczka, z czego wokalistka znana jest z "Szansy na sukces" i ma naprawdę piękny głos, a zarazem wielką osobowość sceniczną, a dziewczyna grająca na kalwiszach jest bardzo podobna do PJ Harvey. :) Towarzyszy im trzech mężczyzn - perkusista i dwóch gitarzystów, być może także są piękni i seksowni, ale na ten temat powinna sę wypowiedzieć jakaś dama. ;) Na scenie pojawił się nawet ich manager, który zaśpiewał cover zespołu Rammstein - utwór "Sonne". W każdym razie - za małe pieniądze byłbym nawet gotów kupić płytę At The Lake, gdyby śpiewała na niej właśnie ta wokalistka i gdyby w studiu grali tak samo dobrze jak na koncertach - niestety tak nie jest, co stwierdziłem odsłuchując kilka utworów na MySpace. W studiu cała ich energia gdzieś znika, co zresztą jest całkiem naturalnym zjawiskiem...

Z koncertu zapamiętam też bardzo atrakcyjną panią manager zespołu Closterkeller - blondynkę o elektryzującym spojrzeniu, która sprzedawała koszulki przy wejściu. :) Niestety nie mogłem sobie takiej koszulki nabyć gdyż nie zabrałem ze sobą pieniędzy... Bardzo pozytywnym człowiekiem był też pan fotograf, który robił zdjęcia nie tylko zespołowi ale także wszystkim dookoła. :) Ech, chciałbym mieć lustrzankę, która w takich warunkach radziłaby sobie dużo lepiej niż mój obecny aparacik - zabawka...

Bilet kosztował jedyne 20 złotych, a otrzymałem tak dużo i jestem bardzo zadowolony. :) Szkoda jedynie, że na koncercie byłem sam, ale cóż... Dziwni ludzie zazwyczaj są samotni. ;[


2010.09.27 / Poniedziałek / 01:47 - Zakochany w gorsetach

Ach! Och! :D Pokochałem Closterkeller jeszcze bardziej i teraz wręcz ubóstwiam ten zespół, nazywając go zdecydowanie jednym z najlepszych polskich zespłów, nie tylko gotyckich. :) Sama Anja Orthodox natomiast jest numerem jeden we wszelkich możliwych kategoriach, tych pozytywnych oczywiście. :D

O koncercie być możę napiszę więcej, ale już nie dzisiaj, lecz jutro, gdy wrzucę na YouTube cztery filmki, które nagrałem swoim coraz bardziej zawodnym Canonem - obiektyw mu się zacina.

Idę spać z niezapomnianymi wrażeniami. Ach, te gorsety... :)


2010.09.26 / Niedziela / 16:12 - Po weselu - przed koncertem

Niestety nie mam czasu by napisać więcej gdyż muszę szybko zjeść śniadanie i udać się na koncert Closterkeller, ale jakieś zdjęcie mogę wrzucić. ;) Przed kościołem byliśmy z siostrą pierwsi, mimo tego, że przybyliśmy na miejsce zaledwie 20 minut przed rozpoczęciem ślubu - o godzinie 15:40. Przybyliśmy więc jako pierwsi, a na koniec wesela opuściliśmy lokal jako ostatni goście. :)

Kilka dni wcześniej zjadłem paczkę chipsów przez co dorobiłem się pryszcza na czole akurat na samo wesele... ;( Na szczęście mogłem go zakrywać swoimi długimi włosami - byłem jedynym mężczyzną z długimi włosami spośród wszystkich gości. ;D


2010.09.26 / Niedziela / 10:08 - Po weselu

Nie mam siły by cokolwiek napisać, ale zdjęcie pary młodej mogę wrzucić. Mój brat stryjeczny i jego żona - od wczoraj Górka. :)


2010.09.25 / Sobota / 12:20 - Z wizytą u chrzestnego

Zdjęcie zrobione wczoraj, podczas mojej wizyty u wujka i cioci. Wujek jest zarazem moim ojcem chrzestnym, który w dawnych czasach obdarowywał mnie zacnymi prezntami, zazwyczaj finanoswymi. ;) Wraz z ciocią mieszkają oni na naszym osiedlu, jakieś 250 metrów od naszego bloku, ale ostatnio byłem w ich mieszkaniu trzy lata temu... Cóż, to już nie te czasy gdy rodzinę widywało się niemal codziennie.

Wczoraj kupiłem sobie nowe spodnie w Croppie, bardzo fajne, które jakimś cudem nawet ze mnie nie spadają nawet wtedy gdy nie założę paska. ;) Dwa dni temu natomiast umieściłem na NK zdjęcie USG ściągnięte z Google i niektórzy dali się nabrać na tę prowokację - uwierzyli, że zostanę tatusiem, mimo tego, że prawdopodobnie było to USG psa. ;D Mój profil odwiedzili chyba wszyscy moi znajomi... Jestem z siebie dumny. ;] Nie ma to jak udana prowokacja.

Nadszedł dzień wesela, pogoda jest bardzo ładna i wraz z siostrą przygotowujemy się powoli do wyjazdu. Zawiezie nas syn wspomnianego wujka i cioci, nasz kuzyn, także mieszkający wraz z żoną i synkiem w Puławach. Tata na wesele dostanie się od strony Warszawy, ze swoim bratem i jego rodziną, a mama i młodsza siostra zostały w domu - nie będą brały udziału w dzisiejszych uroczystościach.

Powinno być całkiem przyjemnie, choć ja na weselu oczywiście nie będę tańczył - będę sobie jedynie siedział przy stole i obserwował bawiących się ludzi. Ze strony rodziny pana młodego ma być około 20 osób, natomiast ze strony panny młodej jakieś 130... :) Ciekawe proporcje. Tak czy inaczej panna młoda stanie się dzisiaj Górką. ;]

Nad ranem wesele zakończy się, a my będziemy musieli jakoś wrócić z siostrą do Puław. Do stacji pkp mamy od domu weselnego 8 kilometrów, stamtąd możemy dostać się pociągiem do Radomia, a z Radomia busem do Puław. Będzie ubaw...


2010.09.24 / Piątek / 21:06 - Tysięczny wpis na moim blogu

Historyczna chwila - na moim fotoblogu, liczącym sobie wiekowo już niemal dwa i pół roku, pojawia się właśnie wpis numer 1000. Doszedłem do tej liczby niespodziewanie szybko, ale nie ma się czemu dziwić - praktycznie każdego dnia dodaję kolejną notkę opisującą moje marne, a może całkiem przyjemne i lekkie, życie.

Blog można podzielić na kilka rozdziałów wytyczanych przez zmiany w sferze uczuciowej.

Rozdział I - dążenie do zrobienia pierwszego kroku w kierunku normalności, czyli do realnego spotkania się z dziewczyną, w tym przypadku z Owcą, czyli Olą, a raczej Aleksandrą. Wiara w to, że jednak mogę żyć tak jak inni ludzie, że nie muszę się od wszystkiego izolować, że nie muszę być samotny... Stopniowe poznawanie Owcy i przekonywanie się, że właśnie ona jest tą właściwą dziewczyną, która mi to wszystko umożliwi, głównie dlatego, że z jakiegoś powodu mnie lubi. Rozdział ten zakończył się w dniu mojego wyjazdu do Dęblina, w którym osobiście poznałem Owcę, ale też jej koleżankę Dorotę - wtedy jeszcze zajątą i przez to nie braną przeze mnie pod uwagę, choć wywołującą u mnie już wtedy niezwykłą fascynację, głęboko przeze mnie skrywaną.

Rozdział II - chyba najbardziej infantylny - etap po spotkaniu z Owcą i zauroczeniu się nią oraz zachłyścięciu się całą tą pseudo-normalnością. Uznałem wtedy, że jestem zakochany, co mogło wynikać z mojego pragnienia kochania i bycia kochanym lub po prostu z tego, że Owca naprawdę okazała się być szczególną dziewczyną, wartą mojego uczucia... Ten rozdział trwał krótko - do czasu gdy Owca, moja ówcześnie ukochana Owieczka, wyjaśniła mi, że nic do mnie nie czuje... Tym sposobem wkroczyłem w najtrudniejszy okres swojego życia, stanowiący zarazem inspirację do tego by się zmieniać...

Rozdział III - moja pseudo-depresja wywołana odrzuceniem i ciągła nadzieja, że może jeszcze jakimś cudem Owca coś do mnie poczuje, szczególnie wtedy gdy się zmienię, gdy będę bardziej normalny, bardziej męski... Planów miałem wtedy wiele, ale z ich realizacją było oczywiście różnie... Etap ten zakończył się gdy Owca poznała Kubę, którego zresztą polubiłem i zaakceptowałem, a Dorota rozstała się ze swoim chłopakiem i była od tego czasu tak jakby do wzięcia... Świadomość tego, że najpiękniejsza dziewczyna jaką poznałem jest wolna rozpoczęła moją obsesję na jej punkcie.

Rozdział IV - fascynacja Dorotą narastała we mnie każdego dnia, każdy jej komentarz na moim blogu sprawiał, że czułem się cudownie. Wystarczyło, że napisała jedno zdanie a już miałem dobry dzień i chciało mi się żyć. Uważałem ją wtedy za dziewczynę idealną, a moim jedynym marzeniem było poznanie jej bliżej i przekazanie jej tego co o niej myślę, co do niej czuję, chciałem stać się częścią jej życia, choć absolutnie nie wierzyłem w to, że coś tak wspaniałego byłoby kiedykolwiek możliwe. Kupiłem nawet gitarę, praktycznie tylko po to by zwrócić na siebie jej uwagę... Etap ten zakończył się szczęśliwie gdy pewna wirtualna koleżanka ze Śląska, której o tym wszystkim pisałem, wbrew mej woli wyręczyła mnie i przekazała Dorocie całą prawdę dodając komentarz na jej blogu, a sama Dorota nie olała mnie lecz zaczęła ze mną rozmawiać w sposób bardzo szczególny, dający nadzieję dosłownie na wszystko i wspólnie ustaliśmy, że spotkamy się w lutym.

Rozdział V - To krótki okres od czasu gdy Dorota zaczęła ze mną rozmawiać do czasu naszego spotkania w Puławach. Czułem się wtedy absolutnie rewelacyjnie, byłem świadkiem tego jak spełniają się moje marzenia i ogromną radość dawało mi choćby to, że będę kolegą Doroty, a może nawet jej przyjacielem... To była zima ale moje serce było wtedy zdecydowanie rozgrzane. ;) W firmie przeszedłem nawet na ezoterykę, na co nie mogłem się odważyć przez wcześniejsze trzy lata pracy. Etap ten zakończył najpiękniejszy tydzień mojego życia. Jednak wcześniej założyłem się z Owcą o bilet na koncert Nick Cave and the Bad Seeds o to, że Dorota i tak wróci do swojego chłopaka. To było logiczne - dlatego kilka miesięcy później zakład wygrałem, choć wolałbym go przegrać.

Rozdział VI - Pierwszy tydzień był niezwykle piękny, absolutnie najlepsze dni mojego życia, ale później wszystko zaczęło się komplikować, raz było lepiej, raz gorzej, jednego dnia byłem szczęśliwy, drugiego popadałem w depresję... Tyle, że nawet depresja była przyjemna jeśli była wywołana przez Dorotę. Ten rozdział to trzy najpiękniejsze miesiące mojego życia, wszelkie pierwsze razy, które sprawiły, że stałem się normalniejszy i doroślejszy lub przynajmniej mogłem się tak poczuć. Mniej więcej co tydzień przyjeżdżałem do Puław by spotykać się tu z Dorotą, chodziłem po nią do szkoły, odwiedzała mnie w mieszkaniu, pojechaliśmy też do Lublina na casting do pewnego programu... Od tego czasu pokochałem też i to miasto. W ostatniej fazie zdecydowałem się nawet zamieszkać w Puławach tylko po to by być bliżej Doroty, dojeżdżałem pociągiem do pracy każdego dnia. Niestety niewiele to dało bo chwilę później ustaliła ona, że nie możemy okazywać sobie czułości, że możemy być najwyżej przyjaciółmi. Właściwie od samego początku miała zamiar wrócić do swojego byłego chłopaka i oboje wiedzieliśmy, że spotka się z nim w maju. Na koniec kwietnia miałem okazję przeprowadzić z nim rozmowę telefoniczną, która równała się całkowitemu zakończeniu moich kontaktów z Dorotą - znienawidziła mnie za to co wtedy zrobiłem, a ja do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć jak mogłem postąpić tak głupio i dziecinnie. Zrzucam to wszystko na obłędne zakochanie i nieumiejętność pogodzenia się z porażką.

Rozdział VII - pustka po zakończeniu znajomości z Dorotą, ale także szybkie poznanie innej dziewczyny, pod wieloma względami wyjątkowej, czyli tak zwanej Przyjaciółki, nazywanej przeze mnie w ten sposób gdyż nie godzi się ona na to bym podał tu jej imię. Po miesiącu rozmów pierwsze spotkanie, po tym spotkaniu kolejne, już w Puławach, podczas mojego urlopu. Przyjaciółka mieszka blisko Dęblina więc by się do niej dostać jechałem tym samym busem, którym jeździłem do Owcy i do Doroty. Po dwóch miesiącach ponownie uznałem, że jestem zakochany, choć to była już inna miłość, wynikająca z przyjaźni i poczucia prawdziwej bliskości, będąca także prawdziwym uczuciem. Niestety koniec nastąpił gdy się dowiedziałem, że Przyjaciółka nie powiedziała mi bardzo ważnej rzeczy o sobie - że praktycznie ma chłopaka. Zawiodłem się wtedy na niej ale mimo wszystko nadal była mi bardzo bliska, odwiedziła mnie nawet w Truskawiu, spędziliśmy razem kilka nocy i wiele dni zarówno pod Dęblinem, w Puławach jak i w Warszawie. W międzyczasie poznałem przez Internet także inną dziewczynę - Igę, z którą nawet planowałem się spotkać, ale musiałem dokonać wyboru, na którą dziewczynę stawiam. Wybrałem Przyjaciółkę, choćby dlatego, że była pierwsza, a z Igą do dziś się nie spotkałem.

Rozdział VIII - w zasadzie pustka i brak konkretnego celu. Próbowałem zmienić pracę, podszedłem do robienia prawa jazdy, chciałem poznać kolejną dziewczynę i trafiłem na siostrę kolegi - Klaudię, a następnie przełamałem się i zacząłem rozmawiać z najładniejszą koleżanką z pracy - Mariolką, która niestety była już zajęta. Z Przyjaciółką nadal się spotykałem i nawet przyszła ona do nas do firmy na jeden miesiąc stażowy, po którym jednak nie była przyjęta. Potrzebowała pieniędzy więc pożyczałem jej po kilkaset złotych i tym sposobem uzbierała się z tego pokaźna sumka, której do dziś nie odzyskałem i być może już nigdy nie odzyskam. Przyjaciółka zaczęła się ode mnie w bardzo głupi sposób izolować dzięki czemu zawiodłem się na niej po raz drugi - tym razem już bardzo poważnie. Spotkania z Klaudią były przyjemne ale uzmysławiały mi, że jednak nic z tego nie będzie i ta znajomość także się zakończyła, choć dobrze, że po pewnej niemiłej wymianie zdań byliśmy się w stanie pogodzić i chwała za to Klaudii. W każdym razie rozpoczął się okres nicości - wcale niezły, który trwa do dziś. Możliwe, że całkiem niedawno rozpoczął się inny okres - powracania myślami do Doroty, a także powracania, już nie tylko myślami, do Dęblina, na osiedle Lotnisko, na którym rozpoczęło się wszystko to co najważniejsze... Byłem tam ponownie wczoraj i czułem się wspaniale...

Dzisiejsze zdjęcie przedstawia pewien blok na tym osiedlu, nie muszę chyba wspominać kto w nim mieszkał. Niczego nigdy nie chciałem tak bardzo jak tego by stać się częścią życia mieszkającej tam dziewczyny, szkoda tylko, że stałem się tą częścią, której ona żałuje. Podobno dzisiaj mnie nienawidzi, podobno ja nadal ją kocham... Nie chcę jednak by kolejny tysiąc wpisów na moim blogu był rozstrząsaniem tego wszystkiego, chciałbym się uwolnić od przeszłości i zmądrzeć, ale chyba jeszcze tego nie potrafię.

Może ktoś mi pomoże.

Na koniec chciałem podziękować Owcy za to, że do dzisiaj jest moją przyjaciółką, jak i za to, że właśnie dzięki niej zacząłem tworzyć swojego fotobloga. Dorocie dziękuję za to, że zechciała mnie wykorzystać, a Przyjaciółce za to, że w swoim czasie była mi tak bliska. Twórcom tego serwisu dziękuję za to, że udostępniają tak fajne i całkiem sprawnie działające narzędzie, a wszelkim czytelnikom za to, że od czasu do czasu lub całkiem regularnie tutaj zaglądają.


2010.09.24 / Piątek / 11:43 - Ulica Warszawska w Dęblinie

Dęblińskiej fazy ciąg dalszy. ;) Tak prezentuje się najważniejsza ulica w mieście, całkiem niedawno wyremontowana - ulica Warszawska. To właśnie tutaj wysiadłem z busa gdy pierwszy raz zawitałem do Dęblina w dniu 20 czerwca 2008 roku. Chwilę później na przystanek przyszła Owca, mieszkająca wtedy w tym miejscu i razem udaliśmy się do jej zacnego liceum na zakończenie roku szkolnego. Kończyła wtedy pierwszą klasę. :)

Później udaliśmy się w piękniejsze miejsce - do parku na osiedlu Lotnisko, gdzie najpierw byliśmy tylko we dwoje, a po jakimś czasie dołączyła do nas koleżanka Owcy - moja późniejsza miłość, moje przeznaczenie, moja zguba, którą zresztą poznałem już dzień wcześniej w Puławach. ;) Aby dostać się na Lotnisko trzeba skęcić tutaj w prawo i przejść niemal dwa kilometry ulicą Spacerową... Aby znaleźć się w raju. ;)

To notka numer 999, kolejna będzie tysięczna i wszystko wskazuje na to, że zamieszczę całkiem zwyczajne zdjęcie, ponownie o tematyce dęblińskiej. ;P Głupio - ale to jest przecież głupi fotoblog. ;)

Wczoraj przeprowadziłem pierwszą rozmowę telefoniczną z dziewczyną, którą bardzo polubiłem, czyli z panną Sylwią. Sylwią artystką. :) Ogólnie nie lubię rozmawiać przez telefon i staram się tego unikać, ale jednak pannę Sylwię tak polubiłem, że nie mogłem się powstrzymać - musiałem poznać jej głos. Bardzo przyjemny głos. :)

Cóż... Zapewne spotkamy się w listopadzie, gdy panna Sylwia przyjedzie do Warszawy wraz ze swoją klasą. Póki co pozostają smsy i rozmowy telefoniczne - samo spotkanie jest utrudnione ze względu na sporą odległość, która nas dzieli. Ale... Kiedyś dla dziewczyny przyjechałem do Dęblina więc może w przyszłości pojadę też do... Kielc. ;) Dla chcącego nic trudnego.

Pannie Sylwii życzę powodzenia w przygotowywaniu pracy dyplomowej w postaci duuużej rzeźby. :) Później pozostaje już tylko... Akademia Sztuk Pięknych. :)

Idę wziąć kąpiel a następnie udam się na zakupy - muszę nabyć spodnie koloru czarnego. Wieczorem u siostry w pracy odbędzie się wernisaż, na który siostra mnie zaprasza. Podobno ma być ciekawie ale... Nie wiem czy pójdę. :P Raczej nie.


2010.09.23 / Czwartek / 20:43 - Miejsce znalezienia kasztanka

Kontynuując swą kasztankową tradycję wybrałem się dzisiaj na poszukiwania właściwego kasztanka roku 2010 i właśnie tym sposobem i w tym celu trafiłem do Dęblina. ;) Ów właściwy kasztanek spadł tuż pod moje nogi z drzewa chwilę po tym gdy zrobiłem to zdjęcie przedstawiające Twierdzę Dęblin, a konkretnie jej część noszącą nazwę Brama Lublelska. Czy owo miejsce jest dla mnie szczególne? Ależ oczywiście, że tak. ;P

Kasztanek widocznie czekał na mój przyjazd gdyż bardzo pragnął być przeze mnie pochwycony i zabrany do Truskawia, by towarzyszyć mi przez resztę życia jako symbol roku 2010, jednego z wielu pięknych lat, a na koniec być złożony wraz ze mną do trumny.


2010.09.23 / Czwartek / 16:56 - Owca już tutaj nie mieszka

Wróciłem szczęśliwie rowerem z Dęblina do Puław, rozsiadłem się niewygodnie przed laptopem i dodaję kolejną notkę, już niemal tysięczną. Niewygodnie siedzi mi się z tego powodu, że fotel znajdujący się przed laptopem nie jest fotelem typowo komputerowym i korzystanie z niego skutkuje bólem kręgosłupa, a zwłaszcza karku już po kilkunastu minutach. Być może powinienem kupić lepszy, bo przydałoby się wreszcie zainwestować trochę pieniędzy w mieszkanie siostry, w którym tak często goszczę... Ostatnią moją inwestycją był zakup pralki w roku 2007, ale już mam w planach kolejną - opłacenie wymiany okien i drzwi wyjściowych prowadzących na balkon w pokoju, w którym śpię. Byłby to szlachetny czyn dzięki któremu nie czułbym się jak darmozjad, który wszystkie pieniądze przepuszcza wyłącznie na siebie... :P Wymiany okien dokonuje się na wiosnę lub latem więc mam jeszcze trochę czasu... ;)

Niniejszym stwierdzam, że w Dęblinie i okolicach nie ma już innych owiec niż te widoczne na zdjęciu. Owca z ulicy Warszawskiej znikła na dobre pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia... ;) Bardzo dobre wspomnienia, nawet jeśli niekiedy nieco dramatyczne. ;]


2010.09.23 / Czwartek / 14:16 - Live from Dęblin - Lotnisko

Notkę tę piszę przy pomocy telefonu, siedząc na ławeczce w najpiękniejszym i najspokojniejszym miejscu na Ziemii, istnym raju dla chorego psychicznie Pana Michała - parku na osiedlu Lotnisko w Dęblinie. :) Nigdy jeszcze nie byłem tu jesienią i właśnie okazało się, że właśnie o tej porze roku miejsce to osąga szczyt swojej cudowności. Ja się tu kiedyś po prostu przeprowadzę. ;) Teraz niestety muszę już wsiąść na rower i przejechać nim 25 kilometrów by wrócić do Puław. Po drodze nie wstąpię do ex-przyjaciółki gdyż całkiem się ode mnie odizolowała zamykając furtkę na klucz i wyłączając telefon. Żal nad żale i choroba psychiczna - nie moja oczywiście. ;P


2010.09.23 / Czwartek / 11:16 - Bilet na koncert Closterkeller

Fajnie wyszło, że akurat dzień po weselu będzie koncert... Stanowi to także pewne utrudnienie, ale nie ma się czym przejmować - jakoś się uda. Tylko, że ja najchętniej poszedłbym na koncert zespołu Closterkeller sprzed piętnastu lat, z Anją Orthodox bardziej zbliżoną wiekowo do mnie a nie do mojej mamy... ;) Niewykonalne.

Nareszcie się wyspałem i zaraz przystąpię do konsumpcji śniadania mleczno-kukurydzianego, by następnie udać się na zakupy ubraniowe do Croppa lub wsiąść na rower i pojechać przed siebie (czyli do Dęblina), korzystając z ładnej pogody. Jak pisałem wcześniej - pora znaleźć tegorocznego kasztanka. ;)

Wrzuciłem kilka nieistotnych filmików na YouTube więc standardowo zamieszam do nich linki na swoim blogu.


2010.09.22 / Środa / 11:08 - Z miasta do miasta

Przybyłem do Puław, pociągiem, jak za starych, dobrych czasów. Dworzec Centralny aktualnie podlega remontowi, ale zapewne nawet po nim będzie prezentował się gorzej niż odnowiony peron na stacji PKP w Puławach, którego fragment uwieczniłem na dzisiejszym zdjęciu.

Pogodę mamy wyjątkowo ładną - dzisiaj ostatni dzień lata.

Owca - moja pierwsza przyjaciółka - przenosi się dzisiaj z Dęblina do Warszawy. Powodzenia życzę. Tym samym w niewielkim stopniu zmienia się także moje życie... Kończy się pewien etap i zaczyna kolejny.

Czy ja też kiedyś przeniosę się do Warszawy? Czasami myślę o tym by wyjechać do zupełnie nieznanego mi miasta, takiego jak choćby Wrocław, i rozpocząć tam całkowicie nowe życie, z dala od rodziny i wszystkich znajomych. Ciekawe po jakim czasie bym wrócił...

Pora położyć się na kilka godzin do łóżka.


2010.09.20 / Poniedziałek / 09:38 - Dreadloki

Przed dyżurem byłem skrajnie wykończony i totalnie niewyspany, ale... Wypocząłem sobie w pracy, gdyż prawie nic się nie działo. :)

Jeszcze dwa dyżury rozrywkowe do urlopu.


2010.09.19 / Niedziela / 09:56 - Too busy to fuck

Sobotni dyżur nieco mnie wykończył...

Mam już bilet na koncert Closterkeller, który odbędzie się dokładnie za tydzień. Siostra mi kupiła.

Zbliżam się do tysięcznego wpisu na blogu - jak uczcić to żałosne wydarzenie? Do głowy przychodzi mi tylko nagie zdjęcie... ;]

W zasadzie to chyba już bym ten tysiąc przekroczył gdybym nie był zmuszony do usunięcia kilku notek... Sprzed ponad roku.

Z trzech dziewczyn, o których ostatnio pisałem jedna chyba już się wykruszyła i to ta, która miała pracować ze mną w firmie. Widocznie już uznała mnie za wariata... Lub po prostu za nudziarza. ;(

Nudny i znudzony wariat idzie spać.


2010.09.17 / Piątek / 16:38 - Czarna motywacja

Oto co zostało po samochodach, których kierowcy próbowali sforsować wielką kałużę na naszej drodze. ;)

Ciężko znieść nocki w pracy ale do wtorku jakoś muszę dotrwać. W środę rano jadę pociągiem lub busem do Puław, w czwartek lub piątek wyruszam na poszukiwanie kasztanka, a w sobotę idziemy na wesele. Niedziela to dzień dwóch fajnych koncertów w Puławach - w tym samym czasie będzie koncert Closterkeller i Gaby Kulki, z czego ja wybieram się raczej na ten pierwszy. Później jeszcze dwa dni odpoczynku i w środę wracam już do pracy...

Czyżbym na listopadowy koncert Renaty Przemyk nie musiał iść sam? Jak miło. :)

Dzięki portalowi Sympatia.pl poznałem w ciągu ostatniego miesiąca trzy interesujące, inteligentne bardzo ładne i miłe dziewczyny - Sylwię, Paulinę i Izabelę. Mam nadzieję, że przynajmniej jedna z nich zotanie moją przyjaciółką, albo przynajmniej koleżanką... Byle nie wyłącznie wirtualną. :P

W tym miejscu mam wspomnieć, że panna Sylwia jest artystką - potrafi pięknie rysować, a nawet rzeźbić. ;) Jestem pod wrażeniem.

Niech panna Sylwia czuje się pozdrowiona! :)

Panna Paulina też! ;D Ma doskonały gust muzyczny.

Tak czy inaczej - i tak już zawsze będę sam, bez względu na to ile dziewczyn poznam. ;( No ale... Ja naprawdę szukam po prostu przyjaźni. Do miłości jestem już niezdolny - na szczęście.

Wczoraj popadłem w dołek przez... Krem nivea do rąk. ;(


Mama: Czy Ty w ogóle poza tym, że tu jesteś to robisz cokolwiek w domu?
Ja: Nic mi się nie chce w życiu, nie mam motywacji...
Mama: Oj przestań już pieprzyć o tej czarnej motywacji z Dęblina!...


2010.09.15 / Środa / 14:40 - Egzamin tak, spotkanie nie

Na zdjęciu jestem sam jeden jak palec, wracający metrem do domu zaraz po egzaminie, a to dlatego, że do spotkania z panna Pauliną jednak nie doszło. ;( Podobno się pochorowała i umówimy się na spotkanie w innym terminie, zapewne dopiero w październiku...

Nie był to jednak nieudany dzień - egzamin wewnętrzny poszedł mi bardzo dobrze, zdałem niemal bezbłędnie. ;) W naszej szkole nauki jazdy trzeba zdawać trzy egzaminy teoretyczne po kolei i popełniłem jeden błąd podczas tego pierwszego, przez nieuwagę i pośpiech. Nie przeczytałem nawet dobrze treści odpowiedzi w pytaniu dotyczącym przejazdu kolejowego bez zapór i z tego powodu nie mogę być teraz dumny i nadęty jak balon. ;) Na szczęście dwa następne testy poszły idealnie - jestem masterem teorii. ;P

Jazdy będę miał dopiero w październiku i chyba postaram się tak dobierać sobie godziny aby trafiać na tego sympatyczniejszego, młodego instruktora z Puław, którego pochwaliłem kiedyś za bardzo dobre wykonywanie swojej pracy. Ten drugi instruktor, starszy gość z Lublina, były taksówkarz, źle na mnie wpływa i to chyba ten jego negatywny wpływ na mnie doprowadził do tego, że zupełnie odechciało mi się zdobywać prawo jazdy. Cóż... Trzeba mieć jakieś wytłumaczenie by nie przyznać się do własnego lenistwa. :P

A w ogóle to na egzamin udałem się za sprawą panny Pauliny i tego, że chciała się ze mną spotkać. Tak jak mówiłem - wystarczy, że w moim życiu pojawia się jakaś interesująca dziewczyna a od razu chce mi się... Żyć.


2010.09.15 / Środa / 10:27 - Ruszyć z miejsca

To już mój czwarty dzień wolny - taki dłuższy wypoczynek był przeze mnie bardzo pożadany i wpłynął na mnie rewelacyjnie, co poskutkowało tym, że nauczyłem się wreszcie wszystkich odpowiedzi na pytania z teorii prawa jazdy i zaraz jadę do Warszawy by wreszcie zdać egzamin wewnętrzny. Rozwiązując test w domu nie popełniam żadnych błędów, mam 100% poprawnych odpowiedzi, więc może tam też mi się uda i będę mógł zapisywać się na kolejne jazdy. Jeśli będę uparty to nawet w tym roku przystąpię do egzaminu praktycznego...

Po egzaminie jadę pod Pałac Kultury by spotkać się z tą dziewczyną, która chce u nas pracować, z panną Pauliną. Zauważyłem, że podrywanie dziewczyn "na pracę" weszło mi w krew. ;) Ale... To nie randka oczywiście, tylko spotkanie... Biznesowe. ;) Szkoda tylko, że pada deszcz.

Od jutra przede mną sześć nocek pracy i zaraz po nich kolejny urlop - tygodniowy. Na wesele nie będziemy musieli z siostrą jechać pociągami i busami, gdyż zawiezie nas samochodem nasz brat cioteczny z Puław. :) Jak miło. :)

Wczoraj zaczął mnie boleć ząb, dokładnie w taki sam sposób jak rok temu, dlatego musiałem łyknąć dwie tabletki Ibupromamu, z czego jedna była przeterminowana. Na szczęście dzisiaj ząb już mnie nie boli i chciałbym żeby tak pozostało... Na zawsze.

Zamieszczam niezbyt aktualne zdjęcie hotelu Westin, zrobione cztery dni temu, ale dzisiaj powinienem sfotografować się z koleżanką, nową współpracownicą, jeśli mi na to pozwoli, więc będzie bardziej aktualnie. Najprzyjemniejsze co mogę zrobić z dziewczyną to sfotografować się z nią i umieścić to zdjęcie na blogu, dzięki czemu wyglądam prawie jak normalny człowiek. ;)


2010.09.13 / Poniedziałek / 01:10 - Warszawa zamiast Puław

Pomysł miałem. Może niezły, może głupi, ale najważniejsze, że pozostał on nie zrealizowany. Zamiast pojechać w nocy rowerem do Puław, pojeździłem tylko po Warszawie i okolicach, testując nowe oświetlenie firmy Cateye i słuchając muzyki. Byłem zbyt zmęczony po wczorajszym koszmarnym dyżurze by jechać taki kawał drogi, a poza tym jazda w nocy nie daje jednak takiej przyjemności jak jazda w dzień, z bardzo prostego powodu - niewiele widać. Człowiek czuje się wręcz osaczony, szczególnie wtedy gdy jedzie przez takie pustkowia jakie spotyka się na trasie do Puław. Rowerem wybiorę się tam za dnia, ale dopiero w roku 2011, podczas kolejnego urlopu.

Jakby jednak na to nie patrzeć, planu nie wykonałem - porażka. ;(

Przed godziną 1:00 wróciłem do domu z nocnej przejażdżki i zaraz obejrzę kolejne odcinki mojej ulubionej kreskówki - South Park, które sobie skopiowałem w pracy.

Przede mną aż trzy dni wolne - taki mały pseudo-urlop. Mogłbym go spędzić w Puławach ale na razie posiedzę jednak tutaj, by wreszcie nacieszyć się domem.

Mógłbym udać się na wewnętrzny egzamin teoretyczny z prawa jazdy i kto wie, może tak właśnie zrobię w środę?


"Musisz zapomnieć, że jesteś człowiekiem
Musisz zapomnieć o swoich snach
Musisz zapomnieć o swoich marzeniach
Bo jesteś, narzędziem w cudzych rękach
Bo jesteś, narzędziem w cudzych rękach"

Dezerter "Człowiek z żelaza"


2010.09.11 / Sobota / 17:42 - Need a light

Jestem już przygotowany do jutrzejszej, nocnej podróży rowerem do Puław. Jeśli do jutra się nie rozchoruję to z domu wyjadę około 20:00, a na miejscu będę nad ranem, zapewne około 5:00, jeśli po drodze w coś nie uderzę po ciemku. ;) Ma być 12 stopni i prawie zerowy wiatr z południa, czyli niestety prosto w twarz. Może być interesująco... Wybieram trasę przez Maciejowice i Dęblin oczywiście.

Oświetlenie mam już przygotowane, choć może przydałoby się jeszcze pięć lampek z tyłu. ;)

Ale dzisiaj... Praca.


2010.09.11 / Sobota / 09:31 - Jak grzybiarze po deszczu

Dzisiejszy, sobotni, mglisty i deszczowy poranek przyciągnął niezliczoną liczbę grzybiarzy do Puszczy Kampinoskiej, prosto na naszą drogę. W zasadzie jest to Kampinoski Park Narodowy więc teoretycznie obowiązuje tutaj absolutny zakaz zbierania grzybów, a nawet zakaz jakiegokolwiek zbaczania ze szlaków turystycznych, ale kogo obchodzą jakieś zakazy... Polska to wolny kraj wolnych ludzi. ;)

W każdym razie przez wszystkie lata gdy tu mieszkamy widziałem w tym miejscu maksymalnie trzy, cztery samochody, a tymczasem dzisiaj cała droga jest zastawiona dziesiątkami aut. Jak to tak? Skąd to? Dlaczego? Tylu chętnych do zatrucia się muchomorem sromotnikowym?

Ja osobiście nigdy w życiu nie zjadłem ani jednego grzyba i nie mam tego w planach. Ostatnio natomiast jem więcej pasztetu niż zazwyczaj, a dzieje się tak dlatego, że w do pracy także biorę kanapki z pasztetem, tyle, że innym, kupowanym na wagę. Na śniadanie pasztet, w pracy pasztet... Po powrocie do domu... Płatki z mlekiem, które za chwilę zjem. :)

Wczoraj w pracy byłem rowerem bo pogoda nagle się zmieniła w rewelacyjną. W niedzielę miałem pracować od 20:00 do 7:00 ale podarowałem ten dyżur koledze by mieć wolną noc, która planuję wykorzystać na... Nocną wyprawę rowerem do Puław! ;D


2010.09.10 / Piątek / 14:38 - DoŁujący RaJ

Notka miała nosić tytuł "Sny, które zabijają" ale ostatecznie ułożyłem inny, w którym te wielkie litery wcale nie są bez znaczenia, co stanowi kolejny dowód mojego szaleństwa. ;) Jeśli takie piękne sny jak ten dzisiejszy będą mi się śniły częściej to zdołują mnie one w tak nieziemski sposób, że już w ogóle nic mi się nie będzie chciało, odechce mi się spoglądać z nadzieją w przyszłość i skupię się już tylko na przeszłości. Przebudzenie się i stwierdzenie, że to niestety był tylko sen jest doświadczeniem bardzo nieprzyjemnym... ;/ Może po śmierci ten sen zmieni się w rzeczywistość.

I jak tu nie palić?

Zdołowałem się też wczoraj, gdy przez pięć godzin czytałem swojego bloga i dochodziłem do wniosku, że moje życie jest dosyć smętne i to głównie z mojej własnej winy. Ale nieważne...

Właśnie jem czekoladki Merci, które wczoraj kupiła mama i dopiero teraz przekonuję się, że wcale nie są one smaczne. Kupowałem je owego czasu w zdecydowanie zbyt dużych ilościach, ale sam ich nie jadłem więc nie widziałem jak smakują, a tymczasem są one zwyczajnie przeciętne i już nigdy nie będę ich kupował, ani sobie ani komukolwiek.

Na zdjęciu uwieczniłem zaproszenie na wesele brata. Problemem będzie się tam dostać, problemem będzie stamtąd wrócić, ale i tak za dwa tygodnie wyruszamy na nie wraz z siostrą prosto z Puław. Busem pojedziemy do Radomia, w którym jeszcze nigdy nie byłem, tam przesiądziemy się do pociągu, a następnie będziemy czekać na specjalnego busa dla gości, który zawiezie nas do kościoła. Trochę łatwiej byłoby gdybym miał własny samochód, ale nie udało mi się jeszcze zrobić prawa jazdy, więc... ;( Nie można na mnie polegać.

Czy w moim życiu w ogóle cokolwiek się udaje?

Właśnie mija dziesięć lat mojej znajomości z kolegą Łukaszem, bratem Klaudii. Przypomniał mi on dzisiaj jak to właśnie dziesięć lat temu ściemniałem w szkole, że mieszkam w Puławach i codziennie dojeżdżam z nich pociągiem i to właśnie te dojazdy są powodem moich nieobecności na pierwszych lekcjach. Na to, że mieszkam w Puławach miałem nawet dowód. :) Ach, szkoła... To były czasy.

Teraz jednak idę do pracy, na rozrywkową nockę. Też nie jest źle...


"But it's only when I sleep
See you in my dreams"

The Corrs "Only when I sleep"


2010.09.09 / Czwartek / 17:15 - Platformówka

Wodnych klimatów ciąg dalszy... Moja droga do pracy i z pracy przypomina grę platformową, gdy muszę skakać nad tymi wszystkimi małymi rzeczkami i kałużami. Normalnie Mario Bros. To dopiero ubaw... W dzień to zadanie na poziomie Easy, ale w nocy zdecydowanie Hard.

W pracy posiedziałem dzisiaj tylko trzy godziny, z czego przez pierwszą godzinę nic się nie działo z powodu awarii. Oczywiście jestem z tego powodu zrozpaczony bo przecież tak bardzo lubię dyskutować z ukochanymi klientami o ich problemach, wskazywać im właściwą drogę, być ich doradcą duchowym... Sama radość.

Pewna dziewczyna z Sympatii.pl, ale nie panna Izabela, udzieliła mi takiej oto odpowiedzi na pytanie co poza naiwnością widać w moich oczach: "Szaleństwo? Smutek, obłąkanie, tęsknotę, strach, potrzebę akceptacji. One aż krzyczą, zeby ktoś cię odkrył".

Cholera, dobra jest. Szkoda, że ja w jej oczach nie widzę niczego interesującego.


2010.09.09 / Czwartek / 09:22 - Ciemność, widzę ciemność

Poziom wody w kanale w Truskawiu znacznie przewyższa dotychczasowe normy. Jeśli teraz ponownie spadnie deszcz to ta woda, która cały czas znajduje się na drodze, nie zniknie aż do jesieni, a może i do zimy. ;(

Wczoraj popełniłem pewien drobny błąd - nie zabrałem ze sobą żadnej latarki bo umknął mi fakt, że będę wracał przez las po ciemku. Zazwyczaj przejście przez las nawet w kompletnej ciemności nie stanowi żadnego problemu, ale przecież teraz mamy zalaną drogę i wodę trzeba omijać idąc po przydrożnych krzakach. Gdyby nie to, że w telefonie zainstalowałem sobie w tym roku programik "Flashlight", który zamienia telefon w namiastkę latarki, byłoby naprawdę bardzo ciężko. Nawet z tym oświetleniem było raczej nieprzyjemnie. :/

W domu zastałem sytuację awaryjną - brak jednej fazy, co skutkuje tym, że nie mamy wody i oświetlenia górnego. Sąsiad wycinał drzewa i jedno z nich przewróciło się na przewody napięciowe. Dzisiaj mają przyjechać jacyś ludzie z elektronii, którzy wszystko przywrócą do normy. Oby.

A tak poza tym niewiele się dzieje. Rozmawiam sobie cały czas z tą dziewczyną poznaną na Sympatii i ustaliliśmy, że w październiku jednak pójdziemy razem na kawę. Sympatycznie. :) Mam więc na co czekać. Co tam wesele, ważniejsza kawa z panną Izabelą. :]


2010.09.06 / Poniedziałek / 17:11 - Zalany

Taki widok na naszej drodze staje się regułą po każdym większym deszczu. :/ Dziwne, bo wcześniej podobne podtopienia nie miały u nas miejsca, z tego co pamiętam woda wylała tylko raz, w połowie lat dziewięćdziesiątych i było wtedy znacznie gorzej niż teraz, ale później mieliśmy z nią jako taki spokój. Być może wszystkemu winna jest oczyszczalnia ścieków, której wcześniej po prostu nie było... Cóż - trzeba wchodzić do lasu by ominąć to szambo.

W sobotę do pracy pojechałem rowerem i po drodze miałem okazję obejrzeć zderzenie rowerzysty z samochodem osobowym - jechaliśmy obok siebie ścieżką rowerową, puściłem go przodem przed skrzyżowaniem i kilkanaście sekund później uderzył w niego samochód, który warunkowo skręcał w prawo. Definitywnie wina leży po stronie kierowcy samochodu, który zachowywał się jakby w ogóle nie widział rowerzysty jadącego przepisowo ścieżką rowerową na zielonym świetle. Zawsze największym zagrożeniem dla rowerzystów są samochody warunkowo skręcające w prawo, o czym przekonałem się osobiście jakieś dwa lata temu gdy lekko potrącił mnie samochód także skręcający warunkowo w prawo. Trzeba uważać nawet wtedy gdy ma się zielone światło.

Na rower zresztą jest już za zimno więc nie chce mi się na niego wsiadać nawet wtedy gdy świeci słońce - to już koniec sezonu rowerowego 2010. Najważniejsze, że w tym roku udało mi się ponownie pojechać rowerem do Puław - z niecierpliwością czekam na kolejny taki wyjazd. :)

Hmm... Kolejna notka o niczym. Wolne mam.


2010.09.04 / Sobota / 17:54 - Schemat linii metra

Wczoraj autobusem i metrem - dziasiaj ponownie rowerem, póki jeszcze świeci słońce i nie jest całkiem zimno.

Starsza siostra właśnie znajduje się w Lublinie na koncercie Marcina Różyckiego, młodsza w Warszawie, w szkole. Za niecały rok będzie zdawać maturę, a jak się rozpędzi to nawet pójdzie na jakieś studia... Ma dużo wolnego czasu więc teoretycznie mogłaby zacząć pracować na smsach, jak ja, ale siostra chyba jednak nie nadaje sie do tej pracy... Jest za mało pokręcona. ;)

Na zdjęciu schemat linii metra - na razie jedynej linii, ale już za kilka lat będziemy mieli dwie. Jadąc do pracy wsiadam na stacji maksymalnie wysuniętej na północ - Młociny, skąd dojeżdżam do stacji Świętokrzyska by stamtąd pójść piechotką w stronę Woli, co trwa zazwyczaj jakieś piętnaście minut... Miło, przyjemnie, sympatycznie.

Skrócony opis najlepiej znanego mi odcinka linii metra:

Młociny - niegdyś w tym miejscu nie było niczego szczególnego poza naprawdę gigantyczną hutą, z którą ja osobiście nie miałem nigdy nic wspólnego. Pod hutą stała szkoła - legendarna zawodówka, której strach się było bać. Słyszałem przerażające opowieści o tym co się w niej działo... ;)

Wawrzyszew - to przede wszystkim Wolumen - bazar otoczony małymi sklepikami z elektroniką, w których można kupić wszystkie elektroniczne duperele jakich tylko dusza zapragnie. W ciągu tygodnia na placu sprzedawane są przede wszystkim warzywa i owoce, w niedziele cały teren zmienia się w giełdę elektroniczną, na której niegdyś kupiłem używany wzmacniacz i odtwarzacz cd marki Technics. Bloki znajdujące się w pobliżu są siedliskiem niezliczonej liczby dresiarzy - szczególnie nieprzyjemna okolica to Wrzeciono - ostoja wszelkiej maści menelstwa na Bielanach. ;)

Stare Bielany - stacja znajdująca się w pobliżu Akademii Wychowania Fizycznego, mi jednak ta okolica najbardziej kojarzy się z liceum starszej siostry, do którego ja też miałem chodzić. Obecnie miejsce to jest mi dobrze znane także z kursu prawa jazdy - po tych wąskich uliczkach jeździłem rok temu i może wkrótce na nie powrócę.

Słodowiec - dawno temu, gdy sprowadziliśmy się do Truskawia, autobus 708 odjeżdżał właśnie stąd, później puszczono go aż do Placu Wilsona co było znacznym ułatwieniem. Słodowiec kojarzy mi się głównie z dawnym miejscem przesiadek do tramwaju linii 15, który woził nas do centrum. Na słodowcu stał niegdyś dworzec Marymont, którego dzisiaj chyba już nie ma. To na nim kupiłem swój pierwszy poważniejszy rower za pieniądze babci, który służył mi przez wiele lat.

Marymont - czyli głównie Hala Marymoncka i miejsce dawnego bazaru, który się przy niej znajdował. Dzisiaj bazar został znacznie zmniejszony, a w jego miejsce pojawiła się sporych rozmarów pętla autobusowa.

Plac Wilsona - czyli piękny Żoliborz. Do roku 2009 znajdował się tam przystanek naszego autobusu 708, na nim wysiadałem gdy chodziłem do znajdującej się w pobliżu szkoły na Zajączka, tam znajduje się też pierwszy Empik, w którym robiłem zakupy i kino Wisła, do którego chodziłem sam lub z dwiema siostrami, choćby na "Dzień Niepodległości" lub "Armageddon". Warto wspomnieć też o sklepie Music Media, który przetrwał do dziś - w nim zaopatrywałem się w kasety i płyty kompaktowe. Blisko placu znaduje się firma ARC, w której być może kiedyś zatrudnię się na ankietach telefonicznych. Przez kilka dni popracowała w niej przyjaciółka. Plac Wilsona to chyba najbardziej "moje" miejsce z całej Warszawy. :)

Dworzec Gdański - obecnie stacja, na której wysiadam gdy chcę się udać na zakupy do Arkadii. Niegdyś okolica niezbyt przyjemna, w której łatwo można było być okradzionym - doświadczył tego choćby nasz klasowy przewodniczący, któremu tam zrabowano klasowe pieniądze zebrane na wycieczkę. ;) Blisko stacji znajduje się moja szkoła na Zajączka oraz Intraco. Nieco dalej stadion Polonii.

Ratusz Arsenał - obecnie to miejsce kojarzy mi się głównie z Klaudią, siostrą kolegi, z którą spotykałem się przez jakiś czas, i która mieszka w pobliżu. ;) Same dobre wspomnienia. Tuż obok kino Muranów - tam obejrzałem po raz pierwszy Amelię, po raz drugi zresztą też. Kino należące do Romana Gutka oferujące ambitne filmy.

Świętokrzyska - to już prawie samo centrum, McDonalds, kino Bajka, Empik Megastore Junior przy Marszałkowskiej no i oczywiście Pałac Kultury. Tu wysiadam gdy jadę do pracy, tu też wsiadam gdy z niej wychodzę. W pobliżu zagłębie kebabów i sexshopów czyli skupisko wszelkiej maści dziwnych ludzi - obecnie chyba usuwane.

Cholera, kocham Warszawę i już. Właśnie po raz kolejny to zrozumiałem. :) Wsiadam na rower i jadę.


2010.09.04 / Sobota / 09:49 - Koniec pracy nad ranem

Poranek na Alejach Jerozolimskich. Poranki to moja ulubiona pora dnia, a każde miasto wygląda najpiękniej właśnie w promieniach wschodzącego słońca, Warszawa, Lublin, Puławy, a nawet Dęblin... Za kilka tygodni warszawskie wschody słońca będzie mogła podziwiać także Owca - dębliński import pierwszej klasy. ;)

W pracy było nieźle, nawet udało mi się wyrobić satysfakcjonującą mnie średnią. Zwiększono nam stopień trudności więc zacząłem się naprawdę starać i może przyniesie to jakieś dobre rezultaty. Poza tym wróżę już wyłącznie pozytywnie, a takie wróżenie jest, ku mojemu zaskoczeniu, łatwiejsze - wszystko na tak, wszystko się uda, wszystko będzie pięknie, marzenia się spełniają.

Rano w lesie okazało się, że woda znowu wylała. Samochody zawracały a kierowcy próbowali mnie namawiać bym ja też to zrobił. Nie zrobiłem i okazało się, że wcale nie jest tak źle - co prawda drogę zalało na odcinku pięciuset metrów, ale lasem swobodnie daje się przejść. Może dojdę suchy także na dzisiejszy dyżur.

Pora zapaść w sześciogodzinny sen.


2010.09.03 / Piątek / 16:26 - Mów mi mądrze

Znowu odwiedził mnie Euzebiusz, mój brat bliźniak. :)

Staram się unikać zamieszczania tutaj zdjęć, na których widoczny jest nasz budynek gospodarczy, gdyż nie jest to zbyt atrakcyjna budowla, w zasadzie porządnie zalatuje od niej wioskowym klimatem (nie w sensie zapachu), ale... Tym razem odbiegłem od tej zasady. Na dachu widnieją inicjały mojego taty - WG. Pozostaną tam nawet wtedy gdy nasza rodzina opuści ten leśny dom... Chyba, że ktoś je zamaluje czarną farbą lub smołą.

Za jakiś czas wyruszam na masakryczny-ezoteryczny dyżur nocny. Pogoda w zasadzie nie jest koszmarna ale i tak jeżdżę już autobusem, w godzinach porannych stojąc w mega-korku, który tworzy się przy wjeździe do Warszawy. Jeszcze kilka lat temu takiego korka tam nie było, ale wiadomo - domów coraz więcej, ludzi coraz więcej, samochodów coraz więcej... Jedynie ja przyczyniam się do zmniejszonego ruchu ulicznego skutecznie unikając kursu prawa jazdy. ;) Chyba właśnie mija rok od czasu gdy przystąpiłem z wielkim zapałem do zdobywania prawka, ale rok temu było inaczej, jakaś dziewczyna, tylko już nie pamiętam jaka, miała na mnie dobry wpyływ, a mi aż chciało się żyć... Obecnie skupiam się już tylko na marudzeniu, że ruszę z miejsca gdy znajdę tą odpowiednią... Wiem, że to idiotyczna postawa, ale taki już jestem... Idiotyczny. ;)

Tymczasem inna dziewczyna z Sympatii.pl, którą już zdążyłem zmieszać z błotem, nazywając ją tutaj w przypływie negatywnych emocji spiętą dupą, z dnia na dzień, z rozmowy na rozmowę coraz bardziej mi imponuje... Ale najgorsze jest to, że imponuje mi ona swoją... Normalnością i mądrością! Zły znak. ;o W dodatku jest pię... Bardzo ładna. Poza tym oboje doszliśmy do wniosku, że jesteśmy wypaleni uczuciowo i nie potrafimy już się zakochać, bo nikt nie jest w stanie dorównać naszym miłościom z przeszłości. ;/ Poznajemy kogoś, niby jest fajnie, wszystko tak jak być powinno ale i tak czujemy, że to jednak nie ma wiele wspólnego z tym co czuliśmy kiedyś. Dlatego kończymy te znajomości i szukamy dalej tego co być może jest już niemożliwe do odnalezienia.

Ostatnio zrozumiałem, że jeśli już się zakochuję to tylko w dziewczynach, które mi imponują, a zarazem, że ja też musiałbym czymś zaimponować takiej, która miałaby się we mnie zakochać. Tylko czym może imponować Michał Górka? :/

Najbardziej imponowała mi ta, w której byłem najbardziej zakochany...

A tak poza tym wszystkim to... Bloga nie chce mi się pisać i w ogóle niewiele mi się chce... Ech, gdyby się chciało chcieć, jak śpiewa Kasia Nosowska...

Jakby zdołowany jestem. Jedynie usunięcie się z Facebooka poprawiło mi nastrój, i może jeszcze dzisiejszy sen był przyjemny... W moich snach często pojawia się postać pewnej dziewczyny z przeszłości, tylko w snach zachowuje się ona zupełnie inaczej niż w rzeczywistości, nie nienawidzi mnie... ;) Na jawie już do tego nie wracam, ale w snach... Na nie nie mam wpływu.