2011.01.31 / Poniedziałek / 22:51 - Ukochane miejsca Pana Michała

Nudziło mi się więc postanowiłem ustalić jakie konkretnie miejsca w swoim małym świecie kocham najbardziej. Jestem człowiekiem, który lubi sobie usiąść spokojnie z zamiarem przesiedzenia kilku godzin i wtedy najchętniej kieruję się właśnie w te miejsca widoczne powyżej. Najchętniej siedziałbym tam od rana do wieczora, delektując się mijającym powoli czasem, wspominając, podziwiając piękno tego świata i obserwując ludzi.

1. Park na osiedlu Lotnisko w Dęblinie

2. Patio biurowca Metropolitan w Warszawie

3. Dziedziniec Zamku w Lublinie

4. Punkt widokowy przy Teatrze Andersena w Lublinie

5. Wojskowa Akademia Techniczna w Warszawie

6. Łazienki Królewskie w Warszawie

7. Cmentarz w Palmirach

8. Punkt widokowy przy Albrechtówce blisko Kazimierza Dolnego

9. Szosa biegnąca wzdłuż Wisły z Puław do Dęblina

10. Plac Zamkowy w Warszawie

Mógłbym napisać więcej o każdym z tych miejsc, ale i tak byście nie zrozumieli tego co w nich czuję. Każdy ma swoje ukochane miejsca, które wiążą się z jego własnymi, miłymi wspomnieniami. Ja mam właśnie te i na wiosnę lub latem bardzo chętnie do nich powrócę. Być może w tym roku poznam też nowe miejsca, które z jakiegoś powodu staną się bliskie mojemu sercu.


2011.01.31 / Poniedziałek / 18:43 - Orgazm bibliotekarki

Mieścimy się w dwójkę na fotelu, na którym niejedna osoba w ogóle by się nie zmieściła. ;) Wizyta w bibliotece pozwliła mi się przekonać jaka w dotyku jest bibliotekarka Asia. Powiem wam, że całkiem przyjemna - wszystko ma na swoim miejscu. ;) Następnym razem przekonam się jak bibliotekarka Asia smakuje. ;D Bądź co bądź jesteśmy parą... Na Facebooku. :P

Za chwilę zjem ostatnią puławską wieczerzę, czyli frytki, które właśnie robi mi siostra, a kilka godzin po wieczerzy udam się na spoczynek, by móc jutro powrócić do polskiego Big Apple i rzucić się w wir kapitalizmu. ;)


2011.01.31 / Poniedziałek / 14:03 - Waiting...

Wczorajszy dzień przeleżałem w łóżku i w wannie. Aby dzisiejszego nie spędzić w taki sam sposób, za chwilę idę do biblioteki siostry. Jutro powracam do Warszawy, bezpośrednio do pracy, by wieść nudny żywot w dobrej pracy.

Czekam na wiosnę. Pewnie wcale nie będzie fajna, ale na coś trzeba czekać.


2011.01.29 / Sobota / 19:56 - Ostatni dyżur w domu

Obudziłem się wieczorem, zjadłem śniadanie, poszedłem z siostrą na zakupy do Stokrotki i za pięć minut rozpoczynam ostatni dyżur na odległość, we własnym mieszkaniu, przy własnym laptopie. To będzie też ostatnie dwanaście godzin pracy w miesiącu styczniu. Pozostaje tylko czekać na wypłatę, a raczej na dwie wypłaty... Pieniądze bardzo mi się przydadzą.

Siostra mi dzisiaj ogłuchła na jedno ucho... Mam nadzieję, że wkrótce odzyska słuch. Poniżej Truskaw za dnia i Warszawa nocą.


2011.01.29 / Sobota / 00:35 - Droga nieprzejezdna

Leżę sobie w puławskim mieszkaniu z laptopem na brzuchu, a w zasadzie nieco poniżej brzucha i dodaję kolejną notkę. Zdjęcie przedstawia naszą słynną już drogę do Truskawia, która przybrała ostatnio nową formę, odkąd pojawiły się na niej dwie wyrwo-dziury, takie jak ta widoczna na zdjęciu. Od pewnego czasu nikt już nie odważa się jeździć po naszej drodze samochodem, przebyć ją można wyłącznie pieszo lub rowerem, ewentualnie motocyklem. Ciekawe, ciekawe... Tego jeszcze nie było. Jak to dobrze, że nie mam samochodu. ;) Z samochodami są wieczne kłopoty...

W pracy dyżur minął całkiem przyjemnie, choć wyrobiłem fatalną średnią, co jest oczywiście moją winą, moją winą, moją bardzo wielką winą. Biję się we wklęsłą pierś. Przede mną cała noc z laptopem na brzuchu, a w zasadzie nieco poniżej brzucha... Właśnie wrzucam na YouTube filmik w hd, zajmujący ponad gigabajt, który nagrałem w Warszawie, jadąc busem do Puław... Kolejny filmik, który nikogo nie zainteresuje, a jedynie zajmie cenne miejsce na serwerach YouTube. :)

Od wczoraj jestem w związku. Moją partnerką została Asia, bibliotekarka z Puław. ;) Przynajmniej tak to wygląda na Facebook'u, na którym na nowo się rozgościłem zapraszając do znajomych nawet tych, których nie znam prawie wcale.


2011.01.28 / Piątek / 09:09 - Metro Wawrzyszew

Wczoraj przez nieuwagę wysiadłem o jedną stację za wcześnie, co zdarzyło mi się już kilka razy, więc przy okazji zrobiłem zdjęcie - Metro Wawrzyszew, jedna z nowszych stacji, z dwoma peronami. Wkrótce budowa drugiej linii metra, a tymczasem Żoliborz wciąż czeka na otwarcie nowego wiaduktu na ulicy Andersa, przy mojej dawnej szkole. Ja także czekam na otwarcie tego wiaduktu bo lubiłem tamtędy jeździć rowerem podczas moich warszawskich wycieczek lub po prostu w drodze do pracy...

Pakuję właśnie wszystkie rzeczy potrzebne mi do Puław, takie jak dysk twardy lub wszelkie kable i ładowarki. Wczoraj po raz trzeci powróciłem na nielubiany przeze mnie poratl FaceBook, który w dziwny sposób potrafi wskazywać mi znajomych i rodzinę nawet wtedy gdy jeszcze nie podałem o sobie żadnych informacji. Zaawansowane szpiegostwo jak nic.

Wszystko wskazuje na to, że z mojego wyjazdu na Śląsk nici. Natalia obraziła się na mnie po raz n-ty. ;) Planuję jednak wybrać się rowerem do Kutna i Sójek, bo to tylko 125 kilometrów od nas. Jednego dnia pojadę, drugiego wrócę. Noc spędzę w jakimś hotelu, motelu lub wotelu. :) Oby do wiosny...


2011.01.27 / Czwartek / 23:27 - Metro Politechnika

Metro Politechnika - stacja, na której obecnie wysiadam idąc do pracy i wsiadam wracając do domu. Jedna z moich ulubionych, bo najbardziej lubię właśnie te stare stacje, z szerokim peronem, proste, bez udziwnień, niemal monumentalne. Piękne.

Dyżur w pracy jakiś taki nijaki, nastrój jakiś taki przeciętny... Na szczęście po jutrzejszym dyżurze udaję się busem do Puław, w których zamierzam zostać do wtorkowego poranka. Niedzielę i poniedziałek będę miał wolne, więc może w poniedziałek gdzieś się wybiorę... Szkoda, że jeszcze na rowerze nie można jeździć.

Relaks w pracy, relaks w domu, praca w pracy, praca w domu. Serce mniej mnie dzisiaj bolało.


"Just because we don't feel flesh
Doesn't mean we don't fear death"

Crystal Castles "Xxzxcuzx me"


2011.01.26 / Środa / 18:59 - Another painless day

Musiałem dziś rano przycupnąć na wycieraczce pod drzwiami firmy i poczekać pół godziny na osobę z kluczem. To było najważniejsze wydarzenie dnia. ;)

Na tej białej tabliczce widocznej nad moją głową znajduje się na codzień logo firmy, ale postanowiłem je wymazać, by nazwa firmy pozostała tajemnicą. Nazwę podam dopiero wtedy gdy się zwolnię, choć póki co nie mam w planach odejścia.

Wszystko byłoby fajnie gdyby nie te bóle serca, które ostatnio się nasiliły... Niepotrzebnie się garbiłem w dzieciństwie.


"Podaruj mi coś czego nie
Zdobędę sama
A wtedy ja szepnę Ci
Możesz mnie dotknąć

Może pozwolę Ci byś ze mną budził się
Może powiem Ci jakie lubię wino
Może pozwole Ci zapalić świeczkę
Gdy w pewną zimową noc
Zgaśnie światło"

Hey "Chyba"


2011.01.26 / Środa / 05:05 - Politechnika Warszawska

Moja wspaniała uczelnia... Moja, bo leży przy mojej obecnej drodze do pracy i mijam ją każdego dnia. ;) Może gdybym się systematycznie uczył, począwszy od drugiej klasy szkoły podstawowej, to dzisiaj byłbym już absolwentem Politechniki Warszawskiej lub Wojskowej Akademii Technicznej. Pomarzyć można. ;) Ja jestem jednak umysł ścisły. Albo skisły.

Absolwent zaocznego technikum elektronicznego idzie do pracy na 8:00. Prawdopodobnie mam najniższą średnią ze wszystkich pracowników, a co gorsza brakuje mi sił na jej poprawę. Chyba te niskie temperatury tak na mnie wpływają...

W czwartek lub piątek miałem jechać do Puław, ale okazało się, że jednak mam wtedy dyżury i nie wiadomo jak będzie. Możliwe, że mimo wszystko wpadnę tam na weekend i kilka dni, choć muszę uważać, by nie natknąć się na ludzi z Rzeszowa. ;) Wszystko zależy od tego jak kolega dobierze mi dyżury.

Poniżej filmiki dęblińsko-lubelskie. Na jednym z nich pojawia się kandydat do Oskara, niejaki Michał Górka. ;) Chyba zacznę prowadzić video bloga. :P


2011.01.25 / Wtorek / 22:31 - Uwięziony w dobrej pracy

Powrót do firmy był całkiem przyjemny, choć potrzebowałem kilku chwil, by przyzwyczaić się do pisania smsów w warunkach innych niż domowe. We własnym domu łatwiej się skupić. Pracujemy teraz w nowym pomieszczeniu, które wcześniej pełniło rolę sali konferencyjnej, a które według zamierzenia architekta miało pełnić rolę kuchni. Widok z okna nie jest już tak imponujący jak w MNI na Miedzianej, nie widać ani Pałacu Kultury, ani Marriotta, a jedynie niezbyt atrakcyjne dla oczu okna. Na dzień dobry urwałem kabel od telefonu przejedżając po nim krzesłem, ale mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone i nie poniosę żadnych konsekwencji. ;) Osiem godzin zleciało dosyć szybko i doszedłem do wniosku, że obecnie jest naprawdę fajnie, wszystko jest takie jak być powinno. Mamy już nowych pracowników, dzięki czemu nie jesteśmy zasypywani przez smsy i dzięki czemu możemy krócej pracować. Przykładowo na jutro miałem wyznaczony krótki, zaledwie sześciogodzinny dyżur, ale zamieniłem się z koleżanką, więc w firmie spędzę ostatecznie osiem godzin. Czego się jednak nie robi dla koleżanki Gosi... ;)

Cholera, nie mam na co narzekać. Idę spać. :)


2011.01.25 / Wtorek / 09:10 - Back to the jungle

Widok z okna mojego pokoju. Powróciłem do puszczy i marznę... W domu jest jak zwykle zimno, mój licznik rowerowy wskazuje temperaturę 14,5 stopni Celcjusza, a droga w lesie przypomina pole bitwy pod Racławicami... Na szczęście za chwilę idę do pracy, a tam jest ciepło. Poznam nowych ludzi, którzy pracują u nas od tygodnia i zobaczę dwa nowe komputery. Wczoraj w całym budynku, w którym mieści się firma przez pół godziny nie było prądu. Stanęły windy, zablokowały się drzwi i przede wszystkim wyłączyły się wszystkie komputery. Na szczęście trwało to tylko pół godziny, dokładnie tyle ile moja niedzielna awaria Internetu w trakcie dyżuru. Stałe łącze wcale nie jest takie stałe...

Zamontowałem nowy dysk twardy w komputerze i na pewien powinno mi wystarczyć miejsca na wszystko co gromadzę, czyli przede wszystkim na zdjęcia i filmy robione przeze mnie każdego dnia w nieprzyzwoitych ilościach.


2011.01.23 / Niedziela / 17:32 - Ostatnia nocka w tym tygodniu

Moja nowa chapka przeszła pomyślnie próbę słuchawkową - Koss Porta Pro mieszczą się pod nią bez problemu i nawet nie są zbyt mocno przyciśnięte do uszu, dzięki czemu można cieszyć się muzyką także przy ujemnych temperaturach, co jest dla mnie bardzo ważne, gdyż bez muzyki szybko łapię doła. ;)

Przede mną całonocne, dwunastogodzinne siedzenie przy laptopie i stukanie w klawisze podczas dyżuru, następnie kilkugodzinny sen i powrót do domu, busem lub pociągiem. Właśnie zaczął padać wielki śnieg, więć możliwe, że zdecyduję się jednak na pociąg, jako pewniejszy i bezpieczniejszy środek transportu. Ostatnio podczas powrotu busem z Lublina do Warszawy w czasie dużych opadów śniegu jechałem trzy godziny zamiast dwóch. Konkretnie miało to miejsce 30 grudnia, podczas nieopisanych na moim blogu wagarów do Lublina - moich ostatnich wagarów w życiu. ;) To był piekny dzień. W nowej pracy niestety nie można tak sobie wagarować - jaka szkoda.

Jeśli dobrze pójdzie i jeśli na wiosnę nadal będę zaproszony przez koleżankę Natalię ze Śląska do jej miasta - Raciborza, to wybiorę się tam z przyjemnością, bo wirtualnie znamy się już dwa i pół roku, a Natalia to w sumie bardzo ładna brunetka, coraz dojrzalsza, coraz ładniejsza i coraz zgrabniesza, obecnie już bardzo seksowna i całkiem mądra. ;) Zobaczymy jak to będzie z naszym spotkaniem, do wiosny jeszcze daleko, choć zarazem już blisko, bo czas jak co roku szybko leci. Na Śląsku jeszcze nigdy nie byłem. Póki co Natalia odegrała ważną rolę w moim życiu, bo przyczyniła się do tego, że w styczniu roku 2009 zacząłem rozmawiać i spotykać się z Dorotą. Gdyby nie jej ingerencja, być może nie byłoby tego wszystkiego... Czego nie żałuję.

Tegoroczną wyprawę rowerową oczywiście nadal mam w planach, zmieniłem jednak nieco przebieg trasy i być może zmienię go jeszcze kilkukrotnie, ale jedno jest pewne - pojadę. :) Muszę tylko kupić nowy rower, ale póki co jeszcze nie ma go w sprzedaży. Będzie dostępny w sklepach dopiero wiosną, wraz z początkiem sezonu rowerowego.


2011.01.23 / Niedziela / 00:56 - Brand new chapka

Dzisiaj pracowałem za dnia, dzięki czemu calutką noc mam wolną. Nie mogę jednak iść teraz spać, mogę zasnąć dopiero nad ranem, dlatego siedzę przed laptopem i snuję się po domu z aparatem, odkrywając jego nowe funkcje. Doprowadziło mnie to do łazienki, w której zrobiłem sobie zdjęcie w nowej czapce. Nie wiem czy jest to stuprocentowo męska czapka, ale najważniejsze, że mi się spodobała i z godnością zastąpi moją poprzednią, zgubioną w Lublinie. Tylko czy zmieszczą się pod nią moje słuchawki tak jak pod poprzednią? Zaraz to sprawdzę, ale co będę robił przez kolejne sześć godzin? Z nudy zacznę chyba czytać własnego bloga... ;) Niestety nie zabrałem ze sobą żadnej książki.


2011.01.22 / Sobota / 10:28 - Praca moim domem

Niemal całą sobotę spędzę przy laptopie, wykonując jakże ciężką i nudną pracę... Pora zarobić pieniądze, bo ostatnio ogołociłem swoje konto do czysta. Pozostaje mi tylko czekać na dwie wypłaty w lutym - ze starej i z nowej firmy. Będę musiał pójść do MNI podpisać umowę za styczeń i będzie to moja ostatnia wizyta w budynku na Miedzianej, o ile w połowie obecnego roku tam nie wrócę. ;)


2011.01.22 / Sobota / 00:32 - Porównanie kadrów

Postanowiłem wrzucić tu porównanie ujęć pochodzących z dwóch aparatów, które kupiłem w tym roku, bo niektórzy mogą nie rozumieć czemu ekscytuję się panoramicznymi zdjęciami. :P

Na górze panoramiczne zdjęcie zrobione Canonem PowerShot SX210 IS, na dole zwykłe zdjęcie o tradycyjnych proporcjach zrobione Canonem PowerShot A495, oba zrobione z tego samego miejsca. Różnica jest oczywista. :)

W sumie gdybym wyłączył opcję panoramy to na zdjęciu byłoby widać jeszcze więcej u góry i u dołu, bo to zwyczajny obiektyw szerokokątny, ale bardziej podobają mi się szerokie kadry. Przypominają ujęcia filmowe i można je ładniej skomponować.


2011.01.21 / Piątek / 22:25 - High Definition

Brama na dziedzińcu puławskiego Pałacu Czartoryskich, w którym obecnie mieści się IUNG. Wraz z parkiem jest to zdecydowanie najważniejsze miejsce w całych Puławach i zarazem najpiękniejsze, choć akurat na tym zdjęciu tego nie widać. Dzisiaj nie było zbyt fotogeniczne, ale i tak strzeliłem kilka fotek, w tym jedną prawdziwą panoramę, która niestety się nie udała - program PhotoStitch dołączany do aparatów marki Canon jest zdecydowanie beznadziejny, o wiele lepiej z panoramami radził sobie program dołączony do starego aparatu taty, Olympusa z 2004 roku. Potrzebuję jakiegoś alternatywnego programu jeśli chcę wykorzystywać funkcję robienia panoram, choć obecnie nie jest ona tak wartościowa jak dawniej, gdyż normalne zdjęcia robione tym aparatem także mają zdecydowanie panoramiczny format. Szerokokątny obiektyw oczywiście wprowadza pewne zniekształcenia, ale przecież zawsze można zmienić ogniskową, by się ich pozbyć, choć ja osobiście wolę jednak widzieć więcej.

Poniżej zamieszczam link do nieciekawego filmiku z mojego krótkiego spaceru po dziedzińcu parku. Film jest beznadziejny, ale za to w HD, choć widać to tylko w trybie pełnoekranowym. ;) Niestety YouTube poważnie go skompresował, a przy okazji dodał pewne problemy z płynnością, które normalnie nie występują. Swoją drogą YouTube potrzebuje dużej ilości wolnych przestrzeni dyskowych, bo niebawem filmy HD będzie nagrywać każdy aparat i każdy telefon komórkowy. Ludzkość staje się coraz bardziej pamięciożerna. Ocalić może nas tylko kompresja. ;)

Wiosną lub latem nakręcę jakiś ładny teledysk przedstawiający Puławy. Oczywiście w HD. ;) Później nakręcę teledysk o Dęblinie. ;P


2011.01.21 / Piątek / 21:41 - Jaki człowiek taki blog

Puławski skwerek znajdujący się między Aleją Małą i Aleją Królewską, czyli bardzo blisko naszego bloku. Nudzę się więc wrzucam sobie zdjęcia na bloga, choć są średnio udane, bo było dosyć ponuro gdy je robiłem... W każdym razie ten skwerek to bardzo fajne miejsce, choć nie tak fajne jak park na Lotnisku w Dęblinie. ;) Parku na Lotnisku w Dęblinie nic nie przebije. :P

Po prawej stronie mojego bloga, w znajomych, pojawił się Wladzix - Młody Shavo, którego osobiście absolutnie nie znam, ale bardzo podoba mi się jego blog. W całym tym fotoblogowym zamęcie jest kilka blogów godnych uwagi i oczywiście mój blog jest jednym z nich, ale blog Wladzixa jest dużo lepszy. ;) W tym miejscu pragnę pogratulować Joannie Subrosie, która z nie do końca zrozumiałych przeze mnie powodów przeczytała całego mojego bloga, od A do Z, wszystkie 1143 wpisy. Chyba wkrótce urządzę quiz dotyczący wiedzy na temat mojego zajebistego życia pełnego przygód. ;) Tylko jeszcze nie wiem co będzie nagrodą dla zwycięzcy lub zwyciężczyni...

Jak ma na imię główna ukochana Pana Michała, której tak wiele zawdzięcza, a która go szczerze nienawidzi?

a) Dorota
b) Łucja
c) Raisa
d) Michał

Obecnie porwadzę już cztery fotoblogi, ale chyba niebawem, dla równego rachunku, założę piąty. ;) Przesyt gwarantowany.


2011.01.21 / Piątek / 20:55 - Rzadkość - dzień wolny od pracy

Wielce radosny dzisiaj jestem, bo nie muszę pracować. Doczekałem się jednego dnia wolnego, ale od jutra już znowu zaczynam swoje domowe dyżury, choć jutrzejszy potrwa tylko dziewięć godzin i nie będzie dyżurem nocnym. W poniedziałek wracam do Warszawy, ale już po trzech lub czterech dniach ponownie wybieram się do Puław, bo ponownie muszę pracować przez Internet, gdyż biuro jeszcze nie jest przygotowane do nocnych i weekendowych zmian.

Przespałem dzisiaj większość dnia, ale późnym popołudniem wybrałem się do pracy siostry i przy okazji porobiłem kilka zdjęć, oczywiście panoramicznych. Przy okazji poznałem kilka wad tego aparatu, a jedną z poważniejszych jest zdecydowanie zbyt szybko rozładowująca się bateria, zwłaszcza wtedy gdy nagrywa się dużo filmików w HD. Takie filmy są też bardzo pamięciożerne, jedna sekunda nagrania zajmuje trzy megabajty, dlatego cieszę się, że tydzień temu kupiłem nowy dysk twardy do komputera, o pojemności pięciuset gigabajtów. Większego nie mogłem zakupić, bo mój komputer wciąż działa na systemie operacyjnym Windows XP, który swoją drogą nadal jest moim ulubionym systemem Microsoftu i nie chciałbym go zmieniać na żaden Windows 7 czy 8. Natomiast bardzo chętnie zmieniłbym monitor, z dziewiętnastocalowego o proporcjach 5:4, na dwudziestosiedmiocalowy panoramiczny, o rozdzielczości Full HD. W tym miejscu pojawia się problem, bo mój aparat nie kręci filmów w Full HD, a jedynie w zwkłym HD. ;) Pora go wymienić na nowszy model. :P A tak w ogóle to pora kupić lustrzankę. ;)

Wygodny ten bibliotekarski fotel ze zdjęcia... Po wizycie u siostry poszedłem wraz z nią na zakupy do Galerii Zielonej, w której znalazłem całkiem zacną, choć nie nadającą się na duże mrozy czapkę.

Odchodzę od laptopa, bo mam go dosyć po tych wszystkich dyżurach... Idę leżeć przed telewizorem.


2011.01.21 / Piątek / 05:48 - In the middle of the night

Dwie godziny i piętnaście minut do końca dyżuru... Walczę ze snem. Nikt nie pisze, nic się nie dzieje, dostaję dziesięć złotych za każdą godzinę nic nie robienia. Przeglądam fotoblogi, oglądam filmiki na YouTube, robię sobie głupie zdjęcia nowym aparatem... Siostra śpi. Wszyscy śpią. Tylko nie ja. O godzinie 3:00 miałem typową dla Puławskiej Telewizji Kablowej awarię Internetu. Przez dziesięć minut byłem całkowicie odłączony od sieci i już nawet zdążyłem w tym czasie obudzić kolegę znajdującego się w Warszawie, który mimo godziny 3:00 był gotów zalogować się do systemu i przejąć moich klientów. Na szczęście po dziesięciu minutach wszystko wróciło do normy i nie musiał tego robić...

Do domu wracam w poniedziałek wieczorem, a we wtorek rano idę już normalnie do firmy, w której pracuje kilku nowych ludzi. Mamy już siedem komputerów i dziewięciu operatorów. Może dzięki temu będziemy krócej pracować i mieć dwa dni wolne w tygodniu, bo póki co nie jest lekko. W poprzedniej firmie miałem jednak znacznie więcej wolności, a wolność jest jedną z tych wartości, które cenię najbardziej.


2011.01.20 / Czwartek / 12:04 - Jest panoramicznie

Od dzisiaj na moim blogu będzie się pojawiać zdecydowanie więcej panoramicznych zdjęć. Mamy panoramiczne telewizory i monitory, pora więc przejść na panoramiczne zdjęcia, choć na razie PhotoBlog.pl niezbyt sensownie je wyświetla. Tak prezentuje się jedno z pierwszych zdjęć wykonanych nowym aparatem ze starego balkonu. W nocy spadł śnieg, pora kupić sobie czapkę.

Idę spać, bo o godzinie 20:00 rozpoczyna się mój kolejny dyżur w pracy, czyli w domu. Piątek mam wolny, a w poniedziałek wracam już do Warszawy... Szkoda, bo było całkiem sympatycznie.


2011.01.20 / Czwartek / 11:56 - Canon PowerShot SX210 IS

Dwadzieścia minut temu obudził mnie pan kurier i po otrzymaniu niemałych, ale i nie przesadnie dużych pieniędzy, wręczył mi przesyłkę ze sklepu Fotojker zawierającą mój nowy aparat kompaktowy Canon PowerShot SX210 IS. Po dziesięciu minutach wstępnych testów mogę powiedzieć jedno - jestem zachwycony. :D Może lustrzanki są świetne, ale ten kompaktowy aparacik z długim obiektywem jest po prostu zajebisty. ;) Piękne i solidne wykonanie, duuuuży zoom, panoramiczne zdjęcia i filmy w HD, panoramiczny ekran, stabilizator obrazu, a przede wszystkim niewielkie szumy przy wyższych czułościach to coś co bardzo polubiłem. Jestem dziesięc razy bardziej zadowolony niż z poprzedniego zakupu.


2011.01.19 / Środa / 18:42 - Przywiązany do Puław

Ostatnio nie widuję słońca - stałem się stworzeniem nocnym. Nie mogę wyjechać z Puław, muszę w nich siedzieć jeszcze przez cały obecny tydzień, a może także cały przyszły i noc za nocą odbębniać dyżury ezoteryczno-towarzysko-rozrywkowe. W sumie nie jest źle, w sumie jest bardzo dobrze, tak jak być powinno. Do pracy mam teraz tylko jeden metr, na dotarcie do niej poświęcam dwie sekundy, minutę po skończonym dyżurze jestem już w łóżku... Same zalety. :) W erze powszechnego Internetu tak właśnie powinno się pracować. Wykonuję zawód, który jeszcze kilkanaście lat temu nie miał racji bytu i odbytu.

Przed chwilą ponownie przejechałem się po Puławach rowerem do bankomatu, ale dzisiaj już nie jest tak ciepło jak wczoraj. Jutro ma przyjechać pan kurier, który wręczy mi całkiem nowy, wypasiony aparacik Canon PowerShot SX210 IS, w kolorze czarnym. Teraz będę mógł nakręcać na randkach filmiki w HD i robić duuuuże zbliżenia atrakcyjnch nastolatek. Mniam. :)


2011.01.18 / Wtorek / 19:16 - Pierwsza wycieczka rowerowa 2011

To zdjęcie zrobiłem dzisiaj, podczas pierwszej w tym roku przejażdżki rowerowej. :) Musiałem wypłacić pieniądze z bankomatu więc wybrałem się do niego rowerem siostry, a przy okazji pokrążyłem trochę po Puławach, bo jak na styczeń było bardzo ciepło. Nadal nie mam czapki więc jeździłem z gołą głową, ale może uda mi się nie zachorować... ;)

Dzisiaj otrzymałem od sklepu e-cyfrowe.pl e-mail, w którym poinforowano mnie, że nie ma już w ich magazynie aparatu, który zamówiłem, po czym anulowano moje zamówienie. Musiałem więc zamówić aparat w innym sklepie i wkrótce dostarczy mi go kurier tutaj do Puław, tylko nie wiem czy ja wtedy tutaj jeszcze będę. Przy okazji zmieniłem zdanie i zdecydowałem się na czarną wersję kolorystyczną, zamiast purpurowo-różowej.

Za chwilę zjem kolację i o godzinie 20:00 ponownie zasiądę na całą noc przed komputerem, by wykonywać swoją pracę. Nie chce mi się... Te czaty towarzyskie ze starszymi babkami są strasznie męczące... :/


2011.01.18 / Wtorek / 05:06 - Czapka zostawiona w Lublinie

Jestem właśnie w trakcie nocnego dyżuru, na którym od godziny 2:00 niewiele się dzieje, co mi się oczywiście bardzo podoba. Nie wszyscy klienci poszli spać, jeden facet i dwie babki piszą do mnie nieustannie, ale i tak mam wielki luz. Spaceruję sobie po mieszkaniu, przeglądam strony Internetowe, rozmawiam z siostrą, która z jakiegoś dziwnego powodu nie śpi i posilam się płatkami z mlekiem. Nocne dyżury domowe są bardzo fajne, ale dopiero wtedy gdy zapanuje się nad zdecydowanie zbyt dużym ruchem i wyśle wszystkie klientki i klientów do łóżek. Niestety zbliża się godzina 6:00 więc pewnie wkrótce wszyscy zaczną się budzić i słać smsy...

Siedząc w domu zarabiam sobie dziesięc złotych na godzine, a pieniądze przydadzą mi się choćby na nową czapkę, gdyż niestety nie udało się odzyskać ten widocznej na powyższym zdjęciu. Siostra pojechała dzisiaj do Lublina spacjelnie po tą nieszczęsną zgubę, odebrała ją z restauracji przywiozła do Puław. Wszystko byłoby wspaniale gdyby nie pewien istotny szczegół - otóż czapka, którą tam znaleziono wcale nie należała do mnie. :) Siostra przywiozła mi jakąś inną, niezbyt fajną czapkę, z metką H&M zamiast Hauer, której nie zamierzam nosić. Gdzie podziała się moja ukochana czapka? Tego nie wie nikt... Ktoś ją sobie przywłaszczył. Rok temu zginęła mi ukochana kurtka, a w tym roku ukochana czapka... :( Za rok przepadnę cały ja.

Zdjęcie rozmyte, ale wiadomo... Pijany byłem. ;) Na trzeźwo pewnie bym czapki nie zgubił. Poniżej linki do dwóch utworów z koncertu.

Wracam do pracy...


2011.01.16 / Niedziela / 23:19 - Praca domowa

Dzisiejszą niedzielę spędziłem w pracy, mój dyżur trwał dziesięc godzin, od 12:00 do 22:00, ale był zdecydowanie inny od wszelkich poprzednich, bo po raz pierwszy pracowałem w domu, pochylony nad laptopem siostry. :) Ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne, pracując w ten sposób można się bardziej skupić na rozmowach i nie traktuje się ich tak jakby to była praca, tylko jak normalne, codziennie pogaduszki na gadu-gadu. Dzisiaj obsługiwałem ezoterykę i serwisy towarzyskie dla kobiet, natomiast mój jutrzejszy, dwunastogodzinny dyżur całonocny obejmie także erotykę. W sumie szkoda, że jeszcze tylko przez tydzień firma będzie nam pozwalać pracować w domu, bo jest to zdecydowanie lepsza metoda. Od dziś popieram pracę w domu. :) Szkoda tylko, że nie mam tu wygodnego fotela, bo te dziesięć godzin czuję w swoim schorowanym kręgosłupie.

Teraz mam już czas wolny, ale od laptopa nie odchodzę. ;)


2011.01.16 / Niedziela / 22:25 - Upojony wódką i poezją śpiewaną

Tak wyglądam w radosnym stanie wskazującym na spożycie. ;) Zacząłem pić już w pociągu i po kilku minutach popadłem w rewelacyjy nastrój, który utrzymywał się przez cały wieczór, aż do czasu, gdy zorientowałem się, że nie mam czapki. Wtedy popadłem w małą depresję po stracie ukochanej. ;) Czapkę zgubiłem, a raczej zostawiłem w restauracji, w której odbywał się koncert. a siostra ma tam jutro jechać, by ją dla mnie odzyskać. Czapka czeka na mnie, o czym poinformowała nas pani barmanka przez telefon.

Sam koncert był bardzo fajny i zarejestrowałem go w całości swoim nowym, ale już starym aparatem. Wkróce wrzucę go na YouTube, tylko wcześniej muszę zastosować efekt rozjaśnienia, bo w restauracji było dosyć ciemno.

Teraz muszę już znikać, bo siostra właśnie zrobiła dla mnie frytki...


2011.01.15 / Sobota / 15:58 - Kolejny Canon w drodze

Za godzinkę wyjeżdżamy z siostrą do Lublina na koncert Marcina Różyckiego, ale tym razem do tego pięknego miasta dostaniemy się pociągiem osobowym, co jest nowością dla siostry. ;) Podczas koncertu postaram się zarejestrować kilka utworów lub wszystkie w postaci filmików, by następnie wrzucić je na YouTube. Już teraz po wpisaniu na YouTube zwrotu Marcin Różycki moje filmiki pojawia się na miejscu szóstym, ósmym i dziewiątym, jedenastym, dwunastym, trzynastym... Różycki powinien dać mi za to nagrodę, albo kopnąć mnie w dupę. ;)

Już wkrótce będę nagrywać filmy znacznie lepszej jakości, gdyż dzisiaj znalazłem dla siebie kolejny aparat fotograficzny - Canon PowerShot SX210 IS. :) Po przeczytaniu kilku recenzji, obejrzeniu kilkudziesięciu zdjęć i dwóch filmików nagranych tym aparatem, zdecydowałem się go niezwłocznie nabyć. Jak widać jestem miłośnikiem marki Canon, ale poprzedni zakup, sprzed dwóch tygodni, nie był zbyt udany, gdyż chciałem za zbyt małe pieniądze kupić coś dobrego. Tym razem powinno być lepiej, bo ten Canon kosztuje 836 złotych i ma pozytywne opinie. Zdecydowałem się na zakup purpurowej wersji kolorystycznej, bo jest najbardziej kobieca. ;) Do wyboru jest jeszcze czarna i złota, ale właśnie purpurowa najbardziej przypadła mi do gustu. Aparat ma 14x zoom optyczny, stabilizator obrazu, kompaktowe wymiary i kręci filmy w HD z możliwoścą robienia zooma w trakcie nagrywania filmu (ale ma bardzo cichy silniczek, dzięki czemu nie słychać go na filmie). Mimo 14 megapikseli nie wprowadza tak dużych szumów jak mój obecny Canon-zabawka. Myślę, że będę z niego zadowolony, choć kilka wad już teraz dostrzegam.

Niestety aparat odbiorę najwcześniej za nieco ponad tydzień, bo obecnie muszę siedzieć w Puławach, które zmieniły się w moje miejsce pracy. Dobrze, że to tylko tymczasowe, bo wolę jednak pracować w firmie.

Tyle nowości... Jeśli ktoś chce ode mnie kupić jeden z moich starszych aparatów to chętnie odsprzedam. :P Jeśli nie - trafią na Allegro. Lub po prostu będę miał trzy Canony. ;)


2011.01.15 / Sobota / 01:56 - Pech

Ktoś tu miał pecha... Samo body Nikona D90 kosztuje ponad 2500 złotych, z dobrym obiektywem jego cena może wynosić nawet drugie tyle. Gdybym znalazł taką zacną lustrzankę w autobusie, a następnie przeczytał widoczne na tym zdjęciu ogłoszenie, to bez wahania zwróciłbym ją właścicielowi. A Ty?


2011.01.15 / Sobota / 01:47 - Przeszkoda terenowa

Drogę jak zwykle mamy piękną... :( Znowu nie można nią normalnie przejść - trzeba zbaczać do lasu, w którym zresztą także wcale nie jest sucho. Od czasu wybudowania oczyszczalni ścieków mamy wieczne problemy z wodą w lesie, ale na szczęście coś takiego jak prawdziwa powódź nigdy u nas nie wystąpi. Przynamniej tak mi się wydaje. ;)

W pracy posiedziałem tylko pięć i pół godziny, bo po raz pierwszy ruch był naprawdę malutki. Jeszcze przed godziną 17:00 wsiadłem do busa i od sześciu godzin jestem w Puławach. Siostra już śpi, a ja siedzę sobie przy laptopie, który w niedzielę stanie się moim narzędziem pracy. Jutro dzień wolny, uwieńczony wizytą w wiecznie kochanym przeze mnie Lublinie.


2011.01.14 / Piątek / 00:51 - Zawodowi ogarniacze

Dzień czwarty był dniem wielkiej awarii i totalnej rozsypki systemu. W pewnym momencie rozważano nawet pomysł przeniesienia całego ruchu przechodzącego przez naszą firmę, do innej, na czas weekendu. Na szczęście nie było to konieczne, bo mamy wspaniałego informatyka, który mimo wolnego dnia doprowadzał system do użyteczności, dzięki czemu wieczorem wszystko zaczęło jako tako działać. Swoją drogą nasz informatyk miał dzisiaj obronę pracy, najprawdopodobniej magisterskiej - w tej dziedzinie także odniósł sukces. Największym mistrzem - kapitalistycznym przodownikiem pracy - jest jednak kolega Sebastian, który dzisiaj w firmie spędził 27 godzin. Patrząc na to ile wysiłku wkłada w rozwój firmy nie ośmielam się narzekać na swoje jedenastogodzinne dyżury.

Jutro miałem być wolny, ale jednak idę do pracy. Po dyżurze wsiadam do busa i udaję się do Puław, gdzie nareszcie będę miał dzień wolny - sobotę, którą spędzę po części w Lublinie, gdyż wraz z siostrą wybieramy się na koncert Marcina Różyckiego. Od niedzieli zaczynam maraton nocnych dyżurów, które odbędę w mieszkaniu przy laptopie, ale już za jakieś dwa tygodnie firma będzie otwarta przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu i wtedy dyżury nocne będą odbywać się właśnie w niej. To o wiele lepsze rozwiązanie niż praca w domu.

Idę spać.


2011.01.13 / Czwartek / 07:02 - Yuppie

Jak widać na załączonym obrazku - warunki lokalowe znacząco się poprawiły po zmianie pracy. ;) Jest równie dobrze jak za czasów Radia Zet, a nawet lepiej. Firma mieści się w nowoczesnym apartamentowcu, w mieszkaniu urządzonym tak, by mogło pełnić rolę biura. O fakcie, że jest to zwykłe mieszkanie przypomina nam choćby łazienka, w której zainstalowana jest kabina prysznicowa. ;) Dzięki temu wszystkiemu mamy w firmie bardzo domową atmosferę i może dlatego praca nie męczy tak bardzo jak w MNI.

Podoba mi się ten czarny hol ze śliską podłogą, w którym niebawem znajdą się także sklepy. Jeszcze bardziej podoba mi się otoczenie, w którym znajduje się firma, choć akurat wczoraj, po wyjściu z pracy i skierowaniu się w stronę Mariotta, przypomniałem sobie, że w nocy ta część Warszawy okupowana jest przez prostytutki, które stoją właśnie pod Mariottem lub przy ulicy Poznańskiej. Dodatkowo znajdujące się w okolicy tajemnicze kluby, jak choćby "Gentleman's Club", przyciągają groźnie wyglądających typków, których można określić jednym słowem - mafia. Z tego powodu w późnych godzinach wieczornych nie czuję się tam zbyt bezpiecznie i dzisiaj po pracy pójdę chyba w drugą stronę - na stację Metro Politechnika. ;)

Dzień trzeci nie był ciężki, ale cały czas muszę zostawać dłużej w pracy i wczoraj tkwiłem w niej aż 11 godzin i 30 minut. W przyszłości dyżury mają trwać po osiem godzin i mam nadzieję, że naprawdę tak to będzie wyglądać, bo obecnie niewiele czasu pozostaje mi na życie prywatne. Dwie najbardziej zaangażowane w wykonywaną przez siebie pracę osoby to kolega Sebastian, który potrafi siedzieć w firmie ponad dobę i nasz informatyk, który w tym co robi jest po prostu doskonały. Stale pyta się nas co mógłby zmienić w panelu, na którym pracujemy, aby było nam jak najwygodniej i spełnia każdą naszą zachciankę.

Grono operatorów póki co nie powiększyło się, ale do Internetu trafiła oferta pracy i na adres e-mail firmy napłynęły zgłoszenia wraz z CV. Proces naboru nowych pracowników wygląda zupełnie inaczej gdy obserwuje się go z drugiej strony, z pozycji firmy, która musi zatrudnić porządnych ludzi. Dobrze, że ja nigdy nie byłem na żadnej normalnej rozmowie kwalifikacyjnej, bo psychicznie nie byłbym w stanie tego znieść. ;)

Przez cały wczorajszy dzień skupiałem się więc na pracy, ale także na obsewacji Gosi - tej drobnej brunetki, którą zaprezentowałem na zdjęciu z pierwszego dnia pracy i doszedłem do wniosku Gosia ma coś w sobie. ;) Oczywiście już dwa lata temu byłem świadom tego, że jest inteligentną, zabawną i sympatyczną dziewczyną, ale od wczoraj zaczęła mi się bardzo podobać także pod względem wyglądu. ;) Cóż, z pewnością jeszcze kilkukrotnie trafi na mojego nieszczęsnego bloga...

Jutro wielkie święto - dzień wolny. Udam się do Puław, by przez kolejne dni, a raczej nocki, zajmować się pracą w mieszkaniu siostry.


2011.01.12 / Środa / 00:04 - Trudne początki

Mimo tego, że jestem padnięty po dzisiejszym, dziesięciogodzinnym dyżurze numer dwa, zamieszczam kolejną notkę i kolejne zdjęcie. Na pierwszym planie ezoteryczno-towarzyski Pan Michał, na drugim towarzysko-erotyczny Pan Radek. Dzisiaj dołączyła do naszego grona jeszcze jedna koleżanka z CSW, kolejna zacna osobistość - Patrycja, którą zawsze uważałem za jedną z najładniejszych dziewczyn w CSW i w ogóle. Jest nas więc sześcioro, czyli niestety wciąż za mało, co przekłada się na to, że klienci muszę czekać na naszą odpowiedź nawet po czterdzieści minut. W dodatku muszę zostawać dłużej w pracy, ale cóż... Początki zawsze są najtrudniejsze, później powinno być już lepiej, przynajmniej teoretycznie. Poza tym muszę przygotować sobie zestaw standardowych odpowiedzi, bo póki co klepię wszystko ręcznie... Najważniejsze, że w pracy panuje dobra atmosfera i pracują w niej sami dobrzy ludzie.

Oczywiście najbardziej zamulonym operatorem jestem ja. ;)

Czas na zasłużony sen.


2011.01.11 / Wtorek / 00:56 - Pierwszy dzień w nowej pracy

Trzynaście godzin - tyle trwał mój pierwszy dzień pracy w nowej firmie. Jeśli mimo tylu godzin spędzonych na pisaniu smsów nadal jestem zadowolony to oznacza tylko jedno - spodobało mi się. :) Jestem zadowolony praktycznie pod każdym względem - spodobała mi się atmosfera, pracownicy, lokal i miejsce, w którym mieści się firma. Jedynie samo zajęcie niewiele się zmieniło, bo nadal piszemy smsy i wcale nie jest ich mniej niż w CSW, jak to zapowiadano. Podobno ruch nieco wymknął się spod kontroli i wszystko wskazuje na to, że firma zatrudni wkrótce trzech lub czterech kolejnych operatorów, którzy będą nas wspierać. Jedyny problem to skąd ich wziąć?

Na razie operatorów jest pięciu, w tym tylko jedna dziewczyna - widoczna na zdjęciu koleżanka Gosia, którą sam poleciłem. Poza tym kolega Radek i kolega Jacek, który kilka razy pojawiał się na moim blogu. Na nockę przyszedł niezniszczalny Maks, którego nic nie jest w stanie przerazić. Wszyscy pracowaliśmy wcześniej w CSW, tak samo jak kolega widoczny w tle, także znany z kilku zdjęć na moim blogu - Sebastian, dzięki któremu jestem w tej firmie. Sebastian nie jest operatorem, zajmuje się poważniejszymi rzeczami, na przykład takimi jak projektowanie reklam z gołymi babkami. ;)

Ledwo wróciłem do domu, a już muszę iść spać, bo jutro o 11:00 rozpoczynam kolejny dyżur. Dzisiaj wyrobiłem najwyższą średnią, ale w tej firmie i tak nie jest ona ważna - każdy operator zarabia tyle samo za godzinę pracy, czyli według wstępnych ustaleń 10 złotych netto.

Pierwszy dzień bardzo mi się podobał, zobaczymy jak będzie wyglądał drugi.


2011.01.10 / Poniedziałek / 05:34 - Perfect

Dzisiaj przez cały dzień będę w nowej pracy, bo pierwszy dyżur ma trwać około dwunastu godzin, a zacznie się o 9:00. Po powrocie pewnie nie znajdę nawet czasu na to, by cokolwiek napisać, bo będę musiał iść spać. Dowiedziałem się wczoraj, że w weekendy w tej firmie też pracujemy w domu, nawet w czasie dnia, co oznacza, że będę częstym gościem w Puławach. ;) Biedna siostra. :P

Wrzucam zdjęcie swojego kobiecego ideału, przynajmniej tyle ile mogę tu uwiecznić i upublicznić. ;P Szkoda, że nie całość, bo twarz jest najważniejsza... Tak wyglądają artystki.

W nowej firmie nie będzie codziennie dostawy nowych dziewczyn. Też szkoda. ;)

Idę... Pracować, a raczej przyzwyczajać się do nowej pracy...


2011.01.09 / Niedziela / 13:50 - Love is suffering

Ostatnie zdjęcie Euzebiusza w CSW, zrobione przez boską Rozalkę. ;) Właściwie to od godziny 7:00 nie jestem już Euzebiuszem i trochę mi smutno z tego powodu. Przestałem nim być w chwili kliknięcia przycisku "Wyloguj", ale na to imię i tak już zawsze będę reagował jak na własne.

Nie poszedłem dzisiaj spać po powrocie do domu i obecnie jestem w niezbyt interesującej formie, nie potrafię zebrać myśli i nie panuję nad członkami własnego ciała... A w ogóle to chyba jestem zakochany. ;)

Wracając autobusem do domu wypatrzyłem tę nietypową blondynkę z Truskawia, która pod względem wyglądu nie ma sobie równych w całym województwie. ;) Spodobała mi się już ponad rok temu i od tamtego czasu nie mogę od niej oderwać wzroku gdy tylko znajduje się w moim zasięgu, ale obecnie nieco podrosła, a nawet dojrzała i ma już chyba z siedemnaście lat, co oznacza, że osiągnęła swój szczyt wizualny. ;) W sumie możliwe, że jeszcze nie ma siedemnastu lat, ale i tak jestem nią mega-zauroczony. Bez kitu, kiedyś powiem jej jak bardzo jest rewelacyjna, choć pewnie ktoś inny mnie w tym uprzedzi... W każdym razie teraz wiem gdzie mieszka, bo widziałem jak wyjeżdżała z rodzicami samochodem na mszę, co oznacza, że mogę napisać do niej list. ;D Mogę też zacząć chodzić na mszę, jak za dawnych, dobrych lat przepełnionych platoniczną miłością... Mogę też po ludzku odezwać się.

W tej chwili jest ona jedyną znaną mi dziewczyną mogącą pod względem urody równać się z Łucją Raisą - używam tych imion, bo w tym roku miałem nie używać imienia na literę D. ;) W sumie ciekawe jak ona ma na imię... Hej dziewczyno z gitarą, w zielonych glanach, jak ci na imię? Może po lekcjach pójdziesz ze mną na spacer?

Przepraszam, czy ja w tym roku będę miał 29 lat? ;(


"Hello, I love you
Won't you tell me your name?
Hello, I love you
Let me jump in your game"

The Doors "Hello, I love you"


2011.01.09 / Niedziela / 10:02 - Ekscytujący koniec pracy

To już koniec mojej pracy w ukochanej firmie, w której spędziłem cztery i pół roku. W styczniu przepracowałem równe 50 godzin. Ostatni dyżur był pod wieloma względami masakryczny, ale pod kilkoma bardzo przyjemny - na przykład na sam koniec mogłem zrobić kilka zdjęć Bogini-Rozalce, którą fascynowałem się przez wszystkie lata pracy w CSW. ;) Kiedyś kupię od niej obraz...

Podczas dyżuru nie przejmowałem się klientami i wklejałem wszystkim te same odpowiedzi, bez względu na to jakie pytania zadawali. Pewnie właśnie dlatego się nie przemęczyłem, mimo koszmarnego ruchu, do którego jak zwykle przyczyniła się wróżka Akima na wizji. Akima zawsze ma największe wzięcie ze wszystkich wróżek i zawsze można spodziewać się wysypu smsów, gdy pojawia sie na ekranie telewizora... Raz nawet widziałem ją na żywo, gdy zmierzała do ubikacji w Radiu Zet. ;)

Ale to wszystko już nie jest ważne, to już nie mój świat. Od jutra znajdę się w innym, który być może naprawdę będzie lepszy...

Odchodząc, pozostawiłem po sobie tę oto tapetę na ekranie swojego ulubionego komputera.


2011.01.08 / Sobota / 16:45 - Ostatni dyżur w MNI

Nadszedł ten dzień, a raczej ta noc. Właśnie wybieram się na ostatni dyżur w firmie, w której spędziłem cztery i pół roku. Teoretycznie ostatni, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo czy przypadkiem do niej nie powrócę po kilku miesiącach, ale w tej chwili wydaje mi się to mało prawdopodobne. Kolega, który był wczoraj na dyżurze testowym w nowej firmie, twierdzi, że nie ma tam dużego ruchu i ogólnie sytuacja prezentuje się bardzo dobrze.

Dzisiaj po wyjściu z pracy po raz ostatni ujżę taki oto widok - budzącą się do życia Warszawę, a konkretnie budzącą się do życia ulicę Pańską, bo zazwyczaj właśnie tą ulicą idę w kierunku metra. Z nowej firmy do metra będę miał bliżej, ale nie będzie to już stacja Świętokrzyska tylko Centrum lub Politechnika.

Kończę notkę, ale wspomnę jeszcze o tym, że Panna Joanna Trzecia, czyli Subrosa chyba przestała być moją fanką, którą nigdy nie była. ;D Jeśli dobrze rozumiem to obraziła się za to co dzisiaj rano napisałem na blogu, którego tak w ogóle niemal w całości, a przynajmniej w ponad połowie przeczytała... Ech, ten świat pełen jest dziewczyn, które zbyt łatwo się obrażają, nie mają do siebie dystansu i nie traktują życia w jedyny moim zdaniem właściwy sposób - z przymrużeniem oka. Czy tylko ja oglądałem w dzieciństwie Monty Pythona? ;)

Jejku, ludzie... Przecież to tylko życie.


2011.01.08 / Sobota / 09:56 - Przedostatni dyżur w MNI

Kanał Lipkowski przepływający przez naszą przydomową łąkę. Ostatnio w całym lesie wyczuwalny jest charakterystyczny zapach... Szamba. :/

W pracy odbyłem przedostatni, przekoszmarny dyżur ezoteryczny, który był o tyle znośny, że ostatnio już w ogóle nie muszę się starać, bo przecież i tak odchodzę. Po wyspaniu się będę gotowy na swój ostatni dyżuru w MNI. W niedzielę nie muszę przychodzić bo zapłaciłem koledze 50 złotych i on zrobi to za mnie. ;)

W pracy odebrałem od kolegi wiadomość na NK i dowiedziałem się z niej, że w styczniu organizowe jest kolejne spotkanie klasowe z mojego liceum. Oczywiście zadeklarowałem, że bardzo chętnie na nie przyjde i już za nieco ponad tydzień będę mógł ponownie zobaczyć ludzi ze swojej przeszłości. Oby tym razem przyszło ich więcej niż w roku 2008, bo wtedy było zaledwie pięć osób licząc ze mną... Wtedy byłem jeszcze dziwnym człowiekiem, abstynentem, prawiczkiem. ;) Teraz to co innego...

To tyle istotnych spraw... Mogę jeszcze wtrącić od niechcenia, że Panna Joanna Trzecia, czyli Subrosa - nauczycielka z piękną buźką pojawiająca się ostatnio w komentarzach na dole, przekazała mi wczoraj swój numer telefonu. Leci na mnie, leci. ;P :D


2011.01.07 / Piątek / 17:26 - Blog Pana Michała sprzed 16 lat

Dzisiaj przy pomocy aparatu zachowałem w postaci cyfrowej swój stary pamiętnik, który od roku 1993 tworzyłem przy pomocy długopisu i zeszytu w formacie A4. Był on po prostu koszmarny, ale cóż... Byłem wtedy dwunastolatkiem, w dodatku niezbyt mądrym. ;) Nie wiem skąd wziął się u mnie pomysł spisywania wszystkiego w formie pamiętnika, ale pierwszy raz zabrałem się za to w roku 1992, w wieku dziesięciu lat, choć akurat tamten zeszyt gdzieś przepadł. W roku 1996 przesiadłem się na Microsoft Word i tak to trwało aż do roku 2008, gdy postanowiłem opisywać swój nieistotny żywot na PhotoBlogu.pl. :)

Na sfotografowanej przeze mnie stronie wspominam nawet coś o Dęblinie. Kto by pomyślał, że czternaście lat później... Dostanę świra. ;)

Idę do pracy na przedostatnią nockę.


2011.01.06 / Czwartek / 21:09 - Moje nowe stanowisko pracy

Tak mniej więcej wygląda moje nowe stanowisko pracy. ;) Dyżury nocne w nowej firmie będziemy spędzać przed ekranami i nad klawiaturami własnych komputerów, od godziny 20:00 do 8:00. Co prawda ja mogę mieć poważne problemy z łącznością, gdyż mój modem iPlus wiszący w optymalnym miejscu na pięciometrowym przedłużaczu USB, widoczny w prawym górnym rogu tego zdjęcia, dosyć często gubi zasięg. Właśnie z tego powodu będę próbował spędzać te pracowite nocki w Puławach, gdzie z Internetem zazwyczaj nie ma najmniejszego problemu. Póki co nie wiem jeszcze jak to wszystko będzie w praktyce wyglądać, ale w teorii prezentuje się całkiem obiecująco. Jedynym minusem wydaje się być fakt, że osoba pełniąca dyżur nocny będzie w tym samym czasie zajmować się ezoteryką i rozrywką, ale jeśli ruch naprawdę będzie dużo mniejszy niż w obecnej firmie to nie widzę w tym niczego specjalnie trudnego.

Praca w domu - brzmi to bardzo interesująco, bo dzięki takiej organizacji dyżuru odpadają męczące dojazdy do firmy i powroty z niej, które w moim przypadku trwają od półotrej do dwóch godzin w jedną stronę, łącznie niemal cztery godziny dziennie. Człowiek może się czuć jednak nieco dziwnie wykonując swoją pracę w domu... Domyślam się, że mogą wystąpić problemy z motywacją i koncentracją oraz rodziną, która będzie przychodzić, by popatrzeć jak piszę zboczone smsy, wysyłam zdjęcia gołych cipek i odbieram zdjęcia członków klientów... ;)

Jak będzie - czas pokaże. Może w ogóle nic z tego nie będzie, gdy okażę się być przereklamowanym pracownikiem. ;) Kolega wraz z koleżanką zrobił mi u nowego szefa wspaniałą reklamę, rekomendując mnie jako pracownika z niemal pięcioletnim doświadczeniem, a tymczasem ja jestem zwykłym obibokiem, któremu ułożenie sensownego zdania sprawia naprawdę spory problem. Wszakże jestem tylko dzieckiem zawodówki, a nie studentem dziennikarstwa, którym kiedyś planowałem zostać... Ale nie ma co marudzić, wyższe wynagrodzenie będzie mnie motywowało do większego zaangażowania w wykonywaną pracę. Chyba.

Dzisiaj miałem ostatni dzienny dyżur w MNI, pozostały już tylko dwie nocki. W domu zamontowałem aparat na statywie i pobawiłem się fajną funkcją robienia zdjęć z samowyzwalacza, z wykrywaniem twarzy. Niestety aparacik ten ma poważne problemy z ustawieniem ostrości gdy jest za mało światła. Póki co jest to jego największą wadą, tym gorszą, że ostrości nie można ustawić manualnie.


2011.01.05 / Środa / 22:20 - Zwalniam się

Takie oto ujęcie stanowiska pracy... ;)

Dzisiejszy dyżur totalnie mnie wykończył, zwłaszcza jego druga połowa. :/ Domyślam się, że najgorszy będzie mój ostatni dyżur w MNI, czyli sobotnia nocka na ezoteryce. Z tego co wiem to każdej nocy na kanale TVN puszczają teraz zło totalne - program Arkana Magii, który ściąga do nas masę klientów. Im cięższy będzie sobotni dyżur tym więcej radości przyniesie wyrwanie się z MNI.

Mam już jednak nowe postanowienie - zwalniam się z tej nowej firmy. ;) Nie teraz oczywiście, ale kiedyś na pewno tak. Na początek powiem sobie, że zwalniam się w czerwcu, dzięki temu będzie mi łatwiej... O ile dobrze pamiętam, to w MNI zawsze mówiłem o tym, że wkrótce się zwolnię i byłem o tym święcie przekonany.

Dzisiaj musiałem porozmawiać z dyrektorem i wyjaśnić mu dlaczego już nie podaję dyspozycji. Przyjął do wiadomości, że przenoszę się do innej firmy, życzył mi powodzenia i zapytał kiedy wrócę. ;) Cholera... Na ile jest to prawdopodobne? ;)

Obserwując obecną siedzibę przypomniałem sobie jak nieprzyjemnym, obcym miejscem była, gdy się tam sprowadziliśmy. Czas jednak mija i żal będzie opuszczać mury budynku przy ulicy Miedzianej. Dużo fajnych wspomnień się z nim wiąże, tak samo zresztą jak z wcześniejszą siedzibą, przy Żurawiej. Przecież to właśnie tam... Ech.

Po pewnym czasie przyzwyczaję się też do nowej firmy i być może kiedyś zrobi mi się smutno, że z niej odchodzę... Niestety jestem człowiekiem, który długo się przyzwyczaja do zmian i właśnie dlatego początki mogą być ciężkie.


2011.01.05 / Środa / 20:24 - Jurek Owsiak still alive

Na Pałacu Kultury po raz kolejny zawisł ten sam billboard - zwiastun zbliżającego się wielkimi krokami finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, tym razem dziewiętnastego, co oznacza, że za rok okrągła rocznica.

Aż w końcu nadejdzie czas, gdy Jurek Owsiak zejdzie z tego świata... Ach, jakże będzie wtedy wielbiony i wychwalany. Miejmy tylko nadzieję, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie "grała do końca świata i o jeden dzień dłużej", bo mimo wszystko to jak najbardziej zacna inicjatywa. Mi osobiście od niemal dwóch lat Jurek Owsiak kojarzy się z jednym konkretnym miejscem, z jednym konkretnym wydarzeniem w tym miejscu... :/ Nawet sobie pomyślałem, że kiedyś, podczas kolejnej, trzeciej, piątej lub dziesiątej wyprawy rowerowej, zachaczę o Szadowo-Młyn. Liczba mieszkańców - trzynaście osób... Gorzej niż Truskaw Mały. ;)

W każdym razie w niedzielę nie wybieram się pod Pałac Kultury, mimo tego, że zagra tam Closterkeller. Po raz kolejny przegapię też światełko do nieba, ale po prostu nie chce mi się jechać, bo tego samego dnia, o poranku skończę całonocny dyżur w MNI - ostatni. Poza tym już w poniedziałek rano muszę być w nowym-wiadomo-czym. WOŚP 2011 obejrzę w telewizji, a pod Pałac wybiorę się za rok.


2011.01.04 / Wtorek / 19:59 - Pierwsze zdjęcie wykonane A495

Zamieszczam więc pierwsze zdjęcie wykonane moim nowym aparatusem-zabawką. W samym Blue City nie byłem, ale z zewnątrz wygląda niezbyt ciekawie... Prawdopodobnie Arkadia pozostanie moim ulubionym centrum handlowym już na zawsze.

Nie wszystkie, ale większość aparatów Canona ma wspaniałą funkcję, bez której już nie wyobrażam sobie swojego fotograficznego życia. Inteligentny czujnik orientacji. Dzięki niemu aparat "wie", które zdjęcia były robione w poziomie, a które w pionie i automatycznie obraca je podczas zgrywania na dysk oraz podczas przeglądania. Dziwię się, że wiele innych aparatów, w tym o dziwo także aparaty Canona, nie mają takiego zacnego czujnika. Dobrze, że A495 takowy posiada - inaczej bym go nie kupił.

Pora iść spać, by jutro udać się na jeden z ostatnich dyżurów w MNI.


2011.01.04 / Wtorek / 18:38 - Canon PowerShot A495

Po wizycie w nowej firmie udałem się gdzieś gdzie nigdy nie byłem - do Centrum Handlowego Reduta, a konkretnie do salonu Komputronik, gdyż tylko tam znajdowały się dwa ostatnie egzemplarze widocznego powyżej aparatu kompaktowego Canon A495. Po zapłaceniu zaledwie 219 złotych stałem się jego, w miarę szczęśliwym, posiadaczem i mam nadzieję, że będzie mi on służył przynajmniej przez kilka kolejnych lat. Poprzedni Canon Powershot nadal jest sprawny, ale niestety nie do końca - potrafi się zaciąć i psuje zdjęcia wykonane zoomem. W sumie jest to drugi egzemplarz tego modelu, który kupiłem po całkowitej awarii pierwszego.

Mój poprzedni Canon to model z roku 2008, natomiast obecny pochodzi z roku 2010, więc możnaby się spodziewać, że będzie lepszy i faktycznie, pod wieloma względami jest lepszy - na przykład nagrywa filmiki z częstotliwością trzydziestu klatek na sekundę, zamiast dwudziestu, ma sprawniejszy autofocus, dużo szybciej zgrywa zawartość karty na dysk i ogólnie dużo szybciej działa. Niestety sama jakość zdjęć jest gorsza, na co wpływ ma zbyt duża liczba megapikseli. Ta komercyjna zagrywka niepotrzebnie psuje jakość zdjęć wszystkich współczesnych aparatów - szumy i efekty mające te szumy niwelować są widoczne nawet na zdjęciach zrobionych przy czułości - o zgrozo - 80 ISO. :( Tymczasem widzę, że seria Canonów PowerShot z roku 2011 będzie miała jeszcze więcej megapikseli... Po co to komu? Patrząc na zdjęcia mogę jednoznacznie stwierdzić - im większa liczba megapikseli tym mniej szczegółów.

Na szczęście zalet jest więcej niż wad i ostatecznie z zakupu jestem zadowolony. Będę mógł teraz nosić przy sobie dwa aparaty, robiąc dwa razy więcej zdjęć. Będę mógł nagrywać koncerty z dwóch różnych ujęć. Będę miał pewność, że podczas mojej wyprawy rowerowej nie stracę dostępu do sprawnego aparatu. ;) Ewentualnie podaruję stary aprat siostrze, choć ona chyba zupełnie go nie potrzebuje... Wystarczy jej ten w telefonie.

Kiedyś naprawdę kupię lustrzankę. Tymczasem, mimo drobnego wydatku w postaci nowego aparatu, wciąż zbieram pieniądze na rower. Rowerze przybywaj! Kaso przybywaj! ;)


2011.01.04 / Wtorek / 15:40 - Zaćmienie Słońca

Ci, którzy nie są całkowitymi ignorantami i dzisiejszego poranka spojrzeli w górę, mogli dostrzec takie oto piękne zjawisko astronomiczne, pod warunkiem, że pozowoliła im na to pogoda. W Truskawiu i w stolicy chmury nie tylko nie przeszkodziły, ale wręcz pomogły w obserwacji - to właśnie dzięki nim można było podziwiać zaćmienie Słońca bez żadnych szkiełek, szybek, czy sreberek od czekolady. :) Niestety nie posiadam wypasionego aparatu fotograficznego, więc mogłem zrobić tylko marne zdjęcie, którego najbardziej interesujący fragment widać powyżej. Zrobiłem je w Truskawiu, na pętli autobusowej, ale zaćmienie było widoczne jeszcze przez całą następną godzinę, w czasie gdy jechałem do Warszawy. Wtedy zresztą wyglądało jeszcze lepiej, to były bardzo szczególne chwile.

Do nowej firmy tym razem dotarłem. Po rozmowie z szefem - Panem Michałem - stwierdziłem, że warto się tam zatrudnić i zaczynam od poniedziałku, od godziny 9:00... Będę teraz bardzo poważnym operatorem serwisów Premium Rate. ;)


2011.01.03 / Poniedziałek / 12:56 - Kotek Tymotek

Kotka Dorotka okazała się nie być kotką, tylko zwykłym kotkiem, który w związku z tym odkryciem otrzymał od mamy imię Tymotek. Tymotek nadal się mnie boi i ukrył się głęboko za deskami gdy wszedłem do garażu testować swoją nową pompkę do roweru. Otrzymałem dzisiaj drogą pocztową także etui do telefonu, natomiast siostrze przysłano adapter umożliwiający podłączenie normalnych słuchawek do jej Nokii 6120. Szkoda tylko, że ten wyrób zupełnie nie działa...

Dzisiaj mam dzień wolny, tak samo zresztą jak jutro, choć akurat jutro muszę wybrać się do Warszawy w wiadomym celu - na rozmowę do nowej firmy. Nie podałem dyspozycji na kolejny tydzień, wyjaśniając supervisorowi, że prawdopodobnie zmienię pracę, co on skomentował śmiechem. Nie rozumiem czemu w firmie nikt nie wierzy w to, że mogę zmienić pracę? ;) Przecież odchodziłem dopiero pięć razy...

Możliwe, że wczoraj miałem ostatni rozrywkowy dyżur w MNI. Łezka się w oku kręci. ;( Łoniak, Janek Golasek, BigCyc, Marek Wedel, Ksiądz Szatan... Będzie mi brakować tych psychopatów. ;)


2011.01.02 / Niedziela / 11:55 - Co mnie czeka w roku 2011?

Jak widać na zdjęciu - klienci zasypali mnie wczoraj swoimi pytaniami. :/ Dobrze, że dyżur trwał tylko 5 godzin. Wszyscy chcieli wiedzieć co ich czeka w roku 2011 i musieli czekać na moją odpowiedź nawet godzinę, bo jestem powolną wróżką, udzielającą dokładnych odpowiedzi na zadane pytania, piszącą ręcznie, wysyłającą mało standardówek. Oczywiście nikt tego nie docenia. ;)

Kiedyś taki widok bardzo mnie stresował. Świadomość, że niemal setka klientów czeka na moją odpowiedź była przerażająca, ale... Człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja.

A co mnie czeka w roku 2011?


"23.11.1947. Kiedy spotkam tego jedynego?"

Pytanie do wróżki


2011.01.01 / Sobota / 07:51 - Przywitanie roku 2011 w pracy

To był trzeci Sylwester, spędzony przeze mnie w pracy i niestety najmniej interesujący. O północy nawet nie wyszliśmy na ulicę, by obejrzeć fajerwerki i poczuć jedność z całym światem, zamiast tego wznieśliśmy toast plastikowymi kubkami w sali konferencyjnej... Można było robić zdjęcia, ale aparat zostawiłem w torbie na sali, więc nie będę miał pamiątki z ostatniego Sylwestra spędzonego w MNI i nie będę miał zdjęcia z moją firmową idolką artystką-malarką-boginią, czyli Rozalką, podobną nieco do Tori Amos. ;) Wielką zaletą tego dyżuru był naprawdę niewielki ruch, dzięki czemu wyszedłem do domu dwie godziny wcześniej. Zarobiłem niemal 500 złotych za całkiem lekki dyżur rozrywkowy i to jest najważniejsze.

Po północy nauczyłem się czegoś ważnego - oto pierwsza lekcja roku 2011 - nie należy szampana popijać wódką i winem. Ja tak uczyniłem i to był poważny błąd. Nigdy jeszcze nie byłem tak wstawiony, w negatywnym znaczeniu tego słowa... Strasznie ciężko w takim stanie skupić się na wykonywaniu swojej pracy, ale jakoś się udało... O godzinie 4:00 byłem już w stanie wstać. ;)

Idę spać, bo w pracy muszę być już o 17:00.