2011.02.28 / Wtorek / 02:15 - Filmowa noc w pracy

Trzecia noc w firmie stoi pod znakiem filmu "My, dzieci z Dworca Zoo", którego mimo chęci nie oglądałem już od kilku lat, gdyż w naszym kraju tego zacnego dzieła nie można kupić na DVD. Myślałem, że po przeczytaniu książki, która nadal jest moją ulubioną książką ze wszystkich, film nie będzie mi się już podobał tak jak dawniej. Stwierdziłem jednak, że jest inaczej i film całkiem nieźle się broni. Możliwe, że po prostu mam słabość do upadłych małolat... Nie tylko z Dęblina.

Wracam do tak zwanej pracy, czyli zabieram się za oglądanie ceremonii rozdania Oskarów 2011. Dobrze, że mamy panoramiczne monitory. :)


2011.02.27 / Poniedziałek / 16:45 - Testowanie licznika

Temperatura znacznie się podniosła, wynosi mniej więcej dwa stopnie poniżej zera, więc wskoczyłem dzisiaj na rower i wybrałem się na niezwykle krótką przejażdżkę po naszej drodze, by przekonać się jak działa mój nowy, bezprzewodowy licznik Simga Sport 1609 STS. Licznik będę miał zamontowany na nowym rowerze, by zliczać nim tysiące przejechanych kilometrów. :) Rower będę kupował najprawdopodobniej na początku kwietnia, bo w marcu będzie na to za wcześnie, chyba nawet jeszcze nie ma go w sklepach.

Idę do pracy na dwanaście godzin nocnego dyżuru. Dzisiejsza noc będzie nocą wręczenia Oskarów. Kiedyś znałem większość nominowanych filmów, byłem na nich w kinie, ale dziś już nie jestem takim kinomanem jak dawniej. Za dużo rzeczy w kinie się powtarza. Ostatnim przełomowym filmem był totalnie przeze mnie wielbiony "Słoń", a przecież od czasu jego powstania minęło już kilka lat...

Wracając do licznika - działa on poprawnie i wygląda bardzo ładnie, bo nie ma żadnego kabla ciągnącego się od podstawki na kierownicy do czujnika zainstalowanego na amortyzatorze. Jedynym mankamentem jest wyraźnie wolniejsza aktualizacja pomiaru niż w klasycznych licznikach przewodowych, ale to szczegół... Już wkrótce zacznę jeździć. Yes!


2011.02.27 / Poniedziałek / 01:27 - Nie śpię bo trzymam kredens

Niewiele mam do napisania, bo niewiele się działo. Właściwie to nic się nie działo i nie mam nic do napisania. Ale piszę...

Przede mną trzy nocki w pracy. Dzisiejszą spędzam w domu i za chwilę odtworzę sobie jakiś film z pendrive'a. Wczoraj oglądałem zaskakująco dobrą, polską produkcję pod tytułem "Dla ciebie i ognia". Na "Czarnego łabędzia" do kina w końcu nie poszedłem, a przecież tak bardzo spodobał mi się "Zapaśnik" tego samego pana Aranofsky'ego... Czy ja w ogóle jeszcze kiedyś pójdę do kina?


2011.02.26 / Niedziela / 12:13 - Pan Michał okiem Nikona D90

Na zdjęciach robionych lustrzanką wyglądam jakbym miał ponad trzydzieści lat, a może po prostu taka jest prawda, jestem już stary i pomarszczony... Chlip. ;( Kasia dała mi wczoraj pomacać swoją pieszczochę, swój skarb, czyli lustrzankę Nikon D90, którą zrobiłem kilka zdjęć. W całym swoim życiu tylko dwa razy miałem w ręku lustrzankę cyfrową, rok temu była to Sony Alpha DSLR-A300, wczoraj Nikon D90, z czego Sony bardziej przypadło mi do gustu. Gdy sam będę kupował taki aparat dla siebie, to zapewne zdecyduję się na firmę, do której już teraz jestem przywiązany - Canon, a na dzień dzisiejszy byłby to model D550. Zdziwiłem się trochę marną jakością zdjęć, które wczoraj wykonałem, ale wszystko wyjaśniło się gdy zajrzałem do danych Exif - czułość była ustawiana automatycznie na masakrycznie wysokie ISO 2800. :) Mój kompakt przy tak wysokiej czułości zaziarniłby zdjęcie w sposób totalny, a tymczasem lustrzanka daje tyle ziarna ile widać na powyższym zdjęciu. Na zdjęciu tym widać także duże zniekształcenia beczkowe, ale to chyba wina ogniskowej, którą ustawiłem.

Przyglądając się uważniej można też dostrzec, że mam na sobie trzy swetry, a raczej dwa swetry i jedną bluzę. Cóż... Zimno się ostatnio zrobiło. :P

Wkrótce zwalniam się z pracy, odchodzę z tego szatańskiego biznesu, porzucam wszelkie plany zakupowe, idę się wyspowiadać i zaczynam nowe, lepsze życie. Wysiadam z tego całego kapitalizmu, pieniądze nie są najważniejsze, a Bóg naprawdę istnieje. Amen. :)


2011.02.24 / Piątek / 23:51 - Super-emo-visor

Po raz drugi fotogeniczna supervisorka Patrycja gości na moim blogu, tym razem w wersji z czarnymi włosami, bez peruki. Nie będę się powtarzał i pisał ponownie, że Patrycję uważam za najatrakcyjniejszą spośród firmowych koleżanek oraz, że bardzo fajnie się ubiera... Dzisiaj napiszę, że jest zgrabna. :P

Powróciłem do domu i zająłem się kopiowaniem filmów pożyczonych od kolegi. W trakcie kopiowania i zamieszczania zdjęcia sprzed trzech lat na swoim trzecim blogu postanowiłem zajrzeć tam gdzie dawno nie zaglądałem, czyli do pamiętnika, który przestałem pisać w 2008 roku. Wydawało mi się, że przestałem w nim opisywać swój żywot w styczniu lub lutym, ale okazało się, że stało się to dopiero w lipcu, już po spotkaniu swojego przeznaczenia w Dęblinie, jednego i drugiego. ;) Miło było o tym poczytać i ujrzeć to z nieco innej, choć mojej własnej, zapomnianej perspektywy.

Wiosna idzie. Pora znowu zacząć randkować. :P


2011.02.24 / Piątek / 07:00 - Mój przyjaciel grzejnik

Piękną temperaturę mamy na dworze - minus 24 stopnie Celcjusza. W takie dni najlepszym przyjacielem człowieka staje się grzejnik, choćby taki jak ten autobusowy, widoczny na zdjęciu. Oby dzisiaj mój autobus przyjechał na czas, bo inaczej zamarznę na przystanku, umrę, a co gorsze nie przyjdę do pracy...

Wczoraj otrzymałem zdjęcia od Kasi numer dwa, czyli Kasi z Lublina, z którą ostatnio sobie rozmawiam na gadu gadu. Muszę przyznać, że pod względem wyglądu Kasia numer dwa jest bardzo interesująca, nie jest kolejną dziewczyną bez wyrazu, ma coś w sobie, itd. Milutko, ale ile o już razy poznawałem dziewczynę na odległość? Na początku zawsze są maile lub wiadomości na jakimś portalu, poźniej przejście na komunikator gadu gadu, następnie otrzymanie zdjęć na maila, przejście na smsy, a jeśli znajduję w sobie odwagę i bardzo mi zależy - rozmowy telefoniczne. Po wszystkim następuje spotkanie w cztery oczy i w moim przypadku właśnie wtedy wszystko się kończy. ;) Na szczęście nie zawsze tak się dzieje, niekiedy spotkanie jest tym właściwym momentem przełomowym, po którym wszystko wygląda pięknie. We wcześniejszych przypadkach - pięknie tylko do czasu, bo trafiałem niestety na same złe kobiety. ;)

Jest jeszcze jeden krok, który mogę wykonać na niemal dowolnym etapie - przekazanie dziewczynie adresu mojego fotobloga. ;)

Niekiedy wszystko kończy się wcześniej, gdy dziewczyna nie jest odpowiednia lub gdy dochodzi do wniosku, że jestem jednak zbyt dziwnym człowiekiem. Zazwyczaj w takim przypadku staję się zlośliwy, a nawet wredny. :P Najczęściej po prostu szczery. Zresztą raczej zawsze jestem szczery...

Idę do pracy. Może przeżyję. Mamy w firmie już pierwszą parę - kolega i koleżanka połączyli się i tworza tak zwany związek. Czekamy na następne. Do dzieła Jacku. ;)

Przed chwilą w porannym programie Polsatu powiedzieli, że ostatnio w Internecie popularne są tabletki zawierające larwę tasiemca, które kupują odchudzające się idiotki. Głupota niektórych tak zwanych kobiet nie zna granic. Czy ja przypadkiem nie mam w sobie tasiemca? ;)


2011.02.23 / Czwartek / 14:57 - Myślami w Krasnobrodzie

Na dworze koszmarny mróz, w domu tylko trochę lepiej, bo rano miałem w swoim pokoju jedenaście stopni, a tata na dole aż osiem. Na szczęście teraz jestem w pracy, gdzie wystarczy włączyć klimatyzator, aby zrobiło się ciepło i przyjemnie. Możliwe, że będę dzisiaj musiał zostać w pracy dwie godziny dłużej, z powodu nieobecności nowej koleżanki. Nie mam jednak na co narzekać - dłużej będę się wygrzewał i więcej zarobię. ;)

W przerwach między jednym smsem a drugim, między wróżbą a rozmową towarzyską z samotną panią, skupiam się na przeglądaniu ofert hoteli i ośrodków wypoczynkowych, w których zamierzam się zatrzymać podczas mojej nadal aktualnej wyprawy rowerowej. Zbliżam się wielkimi krokami do dnia kupna nowego roweru, ale myślę, że już wcześniej rozpocznę treningi, wypuszczając się na coraz dłuższe wycieczki po okolicy. Nie wiem jeszcze jak będzie z dojazdami do pracy, bo nie za bardzo mam gdzie trzymać rower w firmie... Ale pewnie coś się wymyśli.

Wracając jednak do wyprawy rowerowej - pokoje w hotelach kosztują średnio 90 złotych za dobę, będę więc potrzebował około 700 złotych na same noclegi, do tego ze 300 złotych na jedzenie i picie. Rower plus wszelkie niezbędne akcesoria to wydatek około 4000 złotych, więc łącznie tegoroczna wyprawa będzie mnie kosztować 5000 złotych. Za tyle prawdopodobnie mógłbym spędzić tydzień w Japonii, do której zresztą bardzo chętnie bym się udał. ;) Pozostanie mi jednak porządny rower, który na pewno wielokrotnie się przyda, a nawet zostanie moim przyjacielem. ;P

Zmieniłem nieco trasę, którą będę jechał, ale całość i tak jeszcze nie jest ustalona. Na pewno będę nocował w innych miastach niż planowałem, ponieważ nie zamierzam zatrzymywać się na noc w Lublinie. Pierwszym miejscem noclegu będzie więc Krasnystaw, drugim Krasnobród, gdzie zostanę na dwa dni, a trzecim Rzeszów. Powrót przez województwo Świętokrzyskie wymaga na razie dokładniejszego ułożenia trasy.

Zatem - oby do czerwca. Mam tylko nadzieję, że dostanę wtedy tydzień wolnego w pracy, i że dożyję.


2011.02.21 / Wtorek / 20:44 - Ulica Nowowiejska

Mam dwa dni wolne, z czego bardzo się cieszę, bo na dworze zrobiło się zimno jak diabli. Dzięki nowemu konektorowi mogłem dzisiaj podłączyć zewnętrzną anetenę do modemu, co ku memu zaskoczeniu doprowadziło do efektu przeciwnego od zamierzonego - z anteną mam słabszy zasięg niż bez niej. Nie rozumiem czemu tak się dzieje, ale nie jest to ważne, bo modem działa teraz bardzo ładnie, cały czas łapie zasięg 3G i HSDPA i nie mam już żadnych problemów z dostępem do Internetu.

Na zdjęciu ulica Nowowiejska, która w tym roku ma być remontowana. Po pracy zmierzam nią w kierunku stacji Metro Politechnika, która znajduje się tam za rogiem, po prawej stronie. Jeśli jest to godzina poranna, taka jak na zdjęciu, mijam idących w przeciwną stronę młodych ludzi o inteligentnych twarzach - studentów i studentki Politechniki Warszawskiej.


2011.02.21 / Wtorek / 05:22 - Portfel

Mój portfel, którego używam od wielu, wielu lat. Podarowała mi go ciocia, twierdząc, że jest typowo męski, ale już kilka znajomych osób potwierdziło, że to model jak najbardziej damski. Czyżbym przez tyle lat używał damskiego portfela? :D Grunt, że jest trwały i dobrze pomyślany. Nadal noszę w nim pewne zdjęcie, które już dawno powinienem wyrzucić...

Nudząc się niemiłosiernie w pracy zacząłem przeglądać swojego fotobloga, ale po chwili przeskoczyłem na fotobloga Doroty, by spojrzeć na niego z perspektywy dnia dzisiejszego... Ponownie stwierdziłem, że nic już nie ma sensu i wszystko będzie dla mnie tylko namiastką szczęścia. Nie ma drugiej takiej dziewczyny, tak samo jak nie ma drugiego takiego fotobloga. Tamten jest najlepszy. Nigdzie indziej nie widziałem tak uroczego połączenia pesymizmu z optymizmem, radości ze smutkiem. Szkoda tylko, że nie ma tam już żadnego śladu po mnie...

Po kilkudziesięciu zdjęciach poczułem, że muszę natychmiast zapalić papierosa. Nie mam przy sobie żadnej paczki, ale na firmowym balkonie znajduje się popelniczka, z której wygrzebałem kilka niedopałków, a następnie je wypaliłem. Trochę pomogło, ale serce zaczęło mnie boleć.

Pomogło też napisanie tej notki...


2011.02.21 / Poniedziałek / 02:14 - Noc z Tomem Waitsem

Spędzam kolejną nockę w firmie, a ściślej rzecz ujmując dopiero drugą. Już od godziny 22:00 siedzę tu całkiem sam i jest równie przyjemnie jak ostatnio, choć tym razem działa klimatyzator, dzięki czemu nie marznę. Klienci w większości poszli spać, ale ja nie mogę, a nawet nie chcę. O godzinie 21:00 pod firmą zjawił się właściciel portfela, który niestety nie wręczył mi żadnego prezentu w postaci czekoladek, piwa lub czegokolwiek innego. Cóż, podziękowania wystarczą. Po godzinie 21:00 odezwała się do mnie na gadu gadu Kasia z Sympatii.pl, którą poznałem tam już dosyć dawno, i która od czasu do czasu do mnie pisze. Jest miła i ładna, ma zgrabne nogi, Canona 500D i 26 lat. Gdy będę skrajnie zdesperowany zaproszę ją na spacer lub coś atrakcyjniejszego. Ciekawe czy przyjęłaby zaproszenie. :P Jakiś czas później porozmawiałem na gadu gadu z Kasią numer dwa, koleżanką Kasi numer jeden. Zrobiła ona na mnie całkiem pozytywne wrażenie, o ile można mówić o jakimkolwiek wrażeniu po krótkiej rozmowie na gadu gadu. Przed samą północą smsa napisała do mnie Iga, moja dawna niedoszła ukochana, która dopiero dzisiaj odnalazła wśród ulotek reklamowych mój list miłosny, wysłany przeze mnie jeszcze w grudniu. ;) Czy kiedyś spotkam się z nią w Krakowie? Wątpię, ale kiedyś niezwykle się nią zauroczyłem... Była wtedy jeszcze młoda i piękna. :P Po północy porozmawiałem na gadu gadu z Sylwią z Kielc, u której byłem w październiku zeszłego roku, i z którą nadal utrzymuję kontakt. Ta rozmowa była dosyć smutna, ale mam nadzieję, że u Sylwii z czasem wszystko się ułoży, bo to bardzo dobra dziewczyna, która zasługuje na udane życie.

Moje życie obecnie także jest całkiem udane. Podoba mi się rok 2011, głównie za sprawą zmiany pracy. Siedzę sobie przed komputerem, zarabiam pieniądze i nie muszę zmagać się z taką ilością klientów jak w poprzedniej firmie. Żyć nie umierać i kasę zbierać, a potrzebuję konkretnie 14 tysięcy złotych na wszystko co chcę w tym roku kupić. ;)

Za moimi plecami stoi widoczny na zdjęciu sprzęt muzyczny niezbyt dobrej jakości, w któym znajduje się przyniesiona przeze mnie z domu płyta Toma Waitsa. Piękna i dziwna muzyka, która doskonale pasuje do tej samotnej nocy w biurze.


2011.02.20 / Niedziela / 13:49 - Kasie

Nasza gadającą winda, którą dostajemy się do firmy, jest obłożoną tym czymś, co widać na powyższym zdjęciu. Przytulna, ciepła i miła w dotyku płyta paździerzowa. W Radiu Zet na czas remontu mieliśmy taką samą. :)

Przede mną długa i zapewne bezczynna nocka w pracy. Około godziny 21:00 pod budynkiem ma się zjawić chłopak, któremu oddam portfel znaleziony na ulicy przez kolegę. W portfelu znajdował się dowód osobisty, karta do bankomatu, bilet miesięczny i niewielka ilość pieniędzy. W zlokalizowaniu właściciela portfela pomógł umierający portal społecznościowy NK, z którego planowałem się niedawno usunąć. Skoro jednak do dziś nie usunąłem się z całkiem martwego Grona, które kiedyś było wręcz doskonałe, to i z NK nie będę się usuwał, zwłaszcza, że wczoraj zacząłem rozmawiać tam z koleżanką Kasi - Kasią. :) Kasia napuściła mnie na swoją wolną koleżankę, bo nie mogła już patrzeć na moją samotność, nie mogła znieść tego, że tak wspaniały facet marnieje z każdym dniem, usycha, zanika, rozpada się... ;) Z Kasią numer dwa spotkam się z już wkrótce, gdy tylko pojadę do swojego ukochanego Lublina, w którym ona studiuje. ;D Szkoda tylko, że nie jest ona zodiakalnym rakiem, tak jak oryginalna Kasia numer jeden. ;P

Tak naprawdę zawsze byłem wrogiem zapoznawania kogoś na siłę, swatania i napuszczania jednego samotnego człowieka na drugiego. Wolę naturalne rozwiązania, które w tej chwili doprowadzają mnie do usychania z samotności. :)

Czy chce ktoś kupić mój aparat zakupiony w styczniu? Canon PowerShot A495 + karta pamięci 4GB + 2 nowe akumulatorki + nowa ładowarka? Cena to jedyne 200 złotych. :P


2011.02.19 / Sobota / 11:57 - Coraz lepiej

Ze spraw technicznych - kilka dni temu kupiłem nowy-używany modem do iPlusa. Wcześniej używałem modemu firmy Option, który nie miał możliwości podłączenia antenty zewnętrznej, a obecnie używam Huawei E173, który takową możliwość posiada. Na razie czekam na odpowiedni konektor, który umożliwi mi podłączenie anteny do tego modemu, ale nawet bez niej jakość połączenia jest o wiele lepsza niż na starym modemie. Możliwe, że po zainstalowaniu zewnętrznej anteny na tarasie będę wreszcie osiągał prędkość HSDPA, którą dotychczas złapałem tylko kilka razy. Póki co działam na prędkości EDGE lub 3G.

Ze spraw finansowych - na ten rok planuję zakup roweru (3400zł), netbooka (1000zł), subwoofera Bowers & Wilkins (2300zł), lustrzanki Canon lub Nikon (2500zł), kamery full hd (1500zł), odtwarzacza Blu-Ray (600zł) oraz pięćdziesięciocalowego telewizora (3500zł). Dodatkowo w wakacje mam wymienić okna i wyjście na balkon w puławskim mieszkaniu (3000zł). Potrzebuję dużo pieniędzy. ;)

Ze spraw uczuciowych - dokładnie dwa lata temu przeżyłem najpiękniejszy tydzień swojego życia. Zupełnie o tym zapomniałem. :P Obecnie nie mam już serca.

Ze spraw zdrowotnych - poza sercem którego nie mam nic mnie nie boli. Bedę żył jeszcze pięćdziesiąt lat.

Z spraw bierzących - idę do pracy.


2011.02.19 / Sobota / 01:40 - Zaręczona

Leżę już w łóżku i w niewygodniej pozie wrzucam kolejne zdjęcie na swojego fotobloga, jednego z najobszerniejszych fotoblogów w Polsce, którego czytuje coraz więcej osób. Zdjęcie przedstawia Kasię, która w chwili gdy piszę te słowa nadal znajduje się w biurze, przy tym samym komputerze, gdzie zostanie aż do 8:00 rano. Zdjęcie to w zamierzeniu miało przedstawiać przede wszystkim dłoń Kasi, na której można dostrzec pewną rzecz, której jeszcze kilka dni temu na niej nie było - pierscionek zaręczynowy.

Chciałem tu snuć rozważania na temat oświadczyn, zaręczyn, związków partnerskich i małżeńskich, wolności i zniewolenia, samotności i spełnienia w miłości, przywiązania do jednego człowieka i ciągłego poszukiwania nowych przygód, rozwodów i zdrady, ślubu i wesela, a wszystko dlatego, że Kasia zdecydowała się przyjąć oświadczyny w wieku 20 lat, po roku bycia w związku ze swoim chłopakiem, obecnym narzeczonym. Nie chodzi o to, że chciałem pisać o Kasi, bo ona sama robi to na własnym fotoblogu, chciałem pisać o sobie samym. Chciałem stworzyć wielką i strasznie nudną notkę, ale jestem zbyt senny i po prostu pójdę spać. :) Może przy innej okazji poruszę te wszystkie tematy, na przykład wtedy gdy oświadczyny przyjmie inna dziewczyna... Wiadomo, którą mam na myśli. Póki co jedyna, której ja osobiście byłbym gotów się oświadczyć. Tak mi się przynajmniej wydaje...

Zasypiam. Może mi się przyśni.


2011.02.17 / Czwartek / 22:08 - Zalana firma

Dzisiaj wszystko wróciło do normy. Kolega opuścił mój dom i przeniósł się do własnych, wynajmowanych czterech kątów na warszawskich Grotach. Ja powróciłem do firmy, w której nie było mnie pięć dni i jak zwykle ochoczo zabrałem się do pracy. Mamy w firmie kolejną koleżankę, która zastąpiła zwolnionego jakiś czas temu kolegę. Póki co mam najlepszą średnią na ezoteryce, ale do końca miesiąca jeszcze daleko więc najprawdopodobniej stracę to zaszczytne miejsce, zwłaszcza jeśli Gosia będzie pracować tak dobrze jak dzisiaj. Najważniejsze, że z zarobkami nie powinno być źle i w marcu na moje konto ponownie wpłynie satysfakcjonująca mnie sumka, która na pewno mi się przyda.

Dzisiaj w firmie mieliśmy katastrofę ekologiczną - woda mineralna z baniaka zalała naszą piękną kuchnię. Tego odkrycia dokonałem ja, gdy przy zgaszonym świetle wszedłem do ciemnej kuchni w samych skarpetkach, by przeprowdzić tam rozmowę telefoniczną. Po chwili zacząłem się zastanawiać, dlaczego moje stopy są całe mokre i co tak chlupie. ;)

Wczoraj miała jednak miejsce jeszcze piękniejsza akcja, która bardzo przypadła mi do gustu. Mamy w firmie zwyczaj, a nawet nakaz dzwonienia do naszego informatyka w środku nocy, gdy dojdzie do jakiejkolwiek awarii związanej z systemem. Kolega, który odbywał wczoraj nocny dyżur zauważył coś niepokojącego, więc postanowił zadzwnić do informatyka, mimo godziny 4:00 nad ranem. Niefortunnie pomylił ostatnią cyferkę w numerze telefonu i zadzwonił do samego prezesa, który własnie teraz znajduje się na feriach we Włoszech wraz z rodziną. Domyślam się, że prezes nie był zbyt zadowolony z faktu, że ktoś obudził go o tak nieludzkiej godzinie. ;) Wszystkiemu winne firmowe komórki, które dostał każdy ważniejszy pracownik, a które różnią się właśnie ostatnią cyfrą w numerze telefonu. Piękna akcja. Cieszę się, że nie moja. :)


2011.02.16 / Środa / 21:35 - Bóg istnieje!

Kolega Jacek. Aktualny status - bezdomny.

Wczoraj wszystko poszło dobrze. Pomimo pożaru zasłonek w pociągu udało mi się dotrzeć na godzinę 22:30 na Dworzec Centralny, na którym czekał na mnie widoczny na zdjęciu kolega Jacek z wielką torbą podróżną, w której pomieścił cały swój dorobek życiowy. Godzinę później ruszyliśmy autobusem spod huty w kierunku mrocznej puszczy, czyli prosto to mojego ciepłego inaczej domu. Kolega przenocował u mnie, a dzisiejszy dzień poświęcił na poszukiwanie pokoju do wynajęcia. Czy w Warszawie można znaleźć pokój w ciągu jednego dnia? Okazało się, że tak, ale... Byłem dzisiaj świadkiem jednego z najbardziej niezwykłych zbiegów okoliczności. Bóg chyba chciał zobaczyć moją głupią minę. :)

Kolega zadzwonił w kilka miejsc i jedna oferta była wyjątkowo interesująca, a przede wszystkim nadal aktualna. Pokój miał znajdować się na warszawskim Starym Bemowie, w domku jednorodzinnym zamieszkałym przez przyjezdnych, młodych ludzi. Po dotarciu na miejsce autobusem 714, który od marca ma zniknąć z Truskawia, znaleźliśmy się na zacisznym osiedlu domków jednorodzinnych, które bardzo dobrze znam. Drzwi otworzyły się i nagle zrozumiałem, że Bóg też ma poczucie humoru. Na progu stała dziewczyna, którą starzy czytelnicy mojego bloga pamiętają z komentarzy, które zamieszczała tutaj w roku 2009. Zeronotsukaima, czyli Agnieszka, znajoma mojej niedoszłej i wiecznej miłości Doroty-Księżniczki. ;) Agnieszki nigdy wcześniej nie widziałem na żywo i nie planowałem tego, szczególnie, że na początku roku 2010 byłem w stosunku do niej bardzo złośliwy, a może nawet niemiły, jak to mam w zwyczaju. Ostatecznie usunąłem ją spośród znajomych na blogu i z gadu gadu, skasowałem też jej numer telefonu. Jedno jest pewne - ja nie dostałbym tego pokoju. :) Na szczęście kolega niczym nie zawinił, a Agnieszka okazała sie łaskawa, więc od jutra będzie miał gdzie mieszkać. Dzisiejszą noc ponownie spędzi u mnie. Ja póki co nie planuję wynajmowania żadnego mieszkania...

Po dzisiejszym zbiegu okoliczności zaczynam się obawiać kolejnych. Już widzę jak podczas planowanej przeze mnie tegorocznej wyprawy rowerowej, podczas wizyty w Rzeszowie natykam się na Dorotę i jej faceta. Bóg po prostu lubi prowokować takie sytuacje. ;)

Przed chwilą kolega Jacek rzucał dwiema kośćmi dziesięciościennymi, które zawsze nosi przy sobie i trzykrotnie, raz za razem, wypadła mu liczba 96. Kolejny dowód na istnienie Boga. :)


2011.02.15 / Wtorek / 19:17 - Zmiana planów

Dodaję kolejne zdjęcie z dnia dzisiejszego i szybko zmykam na dworzec PKP, by jeszcze dziś znaleźć się w Warszawie. Kolega został bez mieszkania, nie ma gdzie spędzić nocy więc zaproponowałem, by przyjechał do naszej leśnej rodziny. Spróbuję mu jakoś pomóc, być może coś ustalimy z rodzicami, może nawet wynajmiemę wraz z kolegą mieszkanie w Warszawie. Trzeba będzie pomyśleć... Jadę.


2011.02.15 / Wtorek / 15:14 - Młodsza siostra w Puławach

Niedzielny, nocny dyżur był zaskakujący. O godzinie 2:00 na naszym osiedlu w Puławach wyłączono prąd, zupełnie jak na naszej wiosce w lesie. Na smsy mogłem odpisywać nadal tylko dzięki baterii w laptopie i modemowi iPlusa, który ze sobą przywiozłem. Bateria wystarczy na niecałe dwie godziny więc zacząłem już się zastanawiać co robić gdy ten czas minie, ale na szczęście równo o godzinie 3:00 prąd włączono. Zdalne dyżury na odległość nie są w moim przypadku bezproblemowe, zawsze coś się musi wydarzyć...

Wczoraj przyjechała do nas młodsza siostra, która ostatecznie dała się na to namówić. Dzisiaj byłem z nią na zakupach, podczas których niczego nie kupiliśmy, bo robienie zakupów w Puławach nie jest dobrym pomysłem. W Galerii Zielonej znajdują się bardzo dziwne sklepy, w których wybór jest dosyć żenujący i zazwyczaj nie można znaleźć tego czego się szuka. Siostra poszukiwała płaszcza damskiego w kolorze czarnym, koniecznie z zapinanym paskiem, a ciężko w Puławach takowy znaleźć. Jutro po południu wybieramy się w trójkę, ja i moje dwie siostry, do Lublina, gdzie oczywiście także nie można zrobić udanych zakupów. Nie rozumiem, czemu siostra nie szukała w Warszawie, jak normalny człowiek... ;)

Wczoraj, podczas Walentynek, miało miejsce tragiczne wydarzenie. Koleżanka Kasia zaręczyła się ze swoim chłopakiem, to znaczy przyjęła jego oświadczyny. Chyba nigdy nie przestanę jej opłakiwać. ;( :P Taka młoda i już stracona dla świata.

Jak to dobrze, że ja nigdy się nie będę oświadczał. Oszczędzę na pierscionku.


2011.02.14 / Poniedziałek / 01:28 - Walędrinki

Miałem koszmarny początek dyżuru, bo od godziny 22:00 zostałem całkiem sam i musiałem zmagać się ze zbyt dużą ilością klientów i klientek. Spałem wczoraj aż trzynaście godzin, w efekcie czego jestem cały obolały i zmęczony, marzę o tym, by mój dyżur już się skończył, lecz jest dopiero godzina 1:30 w nocy, a kończę dopiero o 8:00 rano. :(

Nadeszły Walentynki. Wszystkim kobietom, które kochałem pragnę przekazać, ze kocham je nadal, a moje życie bez nich nie ma sensu. :) Amen.


2011.02.13 / Niedziela / 20:34 - Groźne stężenie farmazonów

Dzisiaj postanowiłem uwiecznić ten sam obiekt, sztuczne kwiaty, stosując jednak dosyć długi czas otwarcia migawki, wynoszący dziesięć sekund. Nie wiem po co to zrobiłem, bo efekt i tak jest żałosny, głównie za sprawą paskudnego oświetlenia, ale musiałem przecież dodać kolejne zdjęcie na bloga... ;)

Moja młodsza siostra zmieniła zdanie i jutro przyjeżdża do Puław, po raz pierwszy od niemal pięciu lat. Ja jeszcze nie wiem kiedy wracam do domu, w środę, czwartek czy piątek, wszystko zależy od tego jak ułożą mi się dyżury. W tej chwili znowu jestem w trakcie dyżuru, który potrwa całą noc, aż do 8:00. Wszystko wskazuje na to, że jest to naprawdę ostatni dyżur domowy.

Kasia zaprosiła mnie i Jacka na jakąś niewielką imprezę, która ma się u niej odbyć w środę, ale niestety nie mogę tam iść, bo będę zajęty. Szkoda. Może innym razem. :) Wcześniej Kasia wspominała coś o tym, że musimy się kiedyś umówić na wspólne robienie zdjęć przyrodniczych, więc zaprosiłem ją do swojej pięknej Puszczy Kampinoskiej. Zaproszenie aktualne. Może da mi dotknąć swojego Nikona. ;)


2011.02.12 / Sobota / 14:02 - W trakcie dyżuru

Od trzech godzin trwa mój dyżur przed laptopem, podczas którego skupiam się głównie na uwalnianiu klientek od klątwy, którą rzuciła na nich zła kobieta. Słońce schowało się za chmurami i przez cały dzień wieje silny wiatr, a w nocy napadało trochę śniegu. Próbowałem ściągnąć do Puław młodszą siostrę, proponowałem, by przyjechała tu w poniedziałek, ale jak zwykle odmówiła. Moja młodsza siostra jest conajmniej dziwna, znacznie dziwniejsza ode mnie i jeszcze bardziej nieśmiała. Ostatnio w Puławach była pięć lat temu, na pogrzebie babci, a od tego czasu wiele się tu zmieniło, moim zdaniem na lepsze. Sam kiedyś nie lubiłem Puław, ale od pewnego czasu, a konkretnie od roku 2008 praktycznie uwielbiam to miasto i to mieszkanie. Od roku 2009 jeszcze bardziej.

Siostra już za kilka miesięcy będzie zdawać maturę, nie mam jednak pojęcia gdzie się po niej wybierze. Będę ją namawiał do zatrudnienia się w mojej starej firmie, ale nie wiem czy jej umysł byłby w stanie znieść to wszystko. ;) Poza tym teraz w takich firmach jest trudniej niż za moich czasów...

Zdjęcie nijakie, bo jestem nijakim fotografem. Wróżką za to jestem całkiem niezłą, dlatego wracam do pracy, by zdejmować klątwy.


2011.02.12 / Sobota / 01:38 - Wróżki i wróżbici

Przedwczorajsze zorganizowanie wyjście po pracy na piwo nie doszło do skutku, najprawdopodobniej z powodu ogólnej niechęci ogółu. Kolega Jacek próbował nas zintegrować, zebrać wszystkich w jednym miejscu, przy jednym stoliku, ale... Może innym razem się uda.

Jestem już w Puławach, gdzie odbędę dwa dyżury przy laptopie, dzisiaj i jutro, czyli w sobotę i w niedzielę. Miało już nie być w naszej firmie dyżurów przez Internet, ale chwilowo będzie to konieczne, z powodu tego i owego. Walentynki prześpię, zmęczony całonocną pracą-bezczynnością, ale już we wtorek zrobię coś ciekawego, a nawet fascynującego. Pozostaje wolna środa i wolny czwartek, bo jeśli dobrze zrozumiałem właśnie tyle dni wolnych mam w przyszłym tygodniu - cztery. Pięknie, tylko kiedy zarobię na nowy rower? :P

Na zdjęciu kolejna czatująca koleżanka. Była już Gosia, była Kasia i Patrycja, przyszła pora na Sylwię. Nie znam jej zbyt dobrze, mimo tego że przez pewien czas pracowała w CSW, ale póki co w naszym gronie znajdują się sami fajni i sympatyczni ludzie, więc Sylwia także jest jak najbardziej w porządku. Jesteśmy młodzi, piękni, ezoteryczni, erotyczni i towarzyscy, pora już byśmy zaczęli łączyć się w pary. ;) Kto jest już zajęty, tego trzeba uwolnić od obecnego związku, na przykład poprzez rzucenie klątwy. :P

Gdybym miał wybrać najfajniejszą dziewczynę z firmy to wybrałbym... Siebie. :P

Rozglądając się dookoła doszedłem do wniosku, że jednak fajnie jest być wolnym człowiekiem. Jestem zadowolony z tego, że nie znajduję się w żadnym związku, że nie muszę niczego wymyślać na Walentynki, nie muszę kupować prezentu i dbać o czyjekolwiek uczucie. Nie muszę się martwić. Zasypiam. Samotnie, bo samotnie, ale dzięki temu mam więcej miejsca w łóżku. ;)

To już drugi rok, a ja nigdzie nie dostrzegam następczyni...


2011.02.10 / Czwartek / 06:52 - Synu, nie pij

Pałac Kultuy po raz kolejny, tym razem w wersji narkotycznej.

Tylko troszkę wczoraj wypiłem, a i tak mam coś w stylu kaca. Boli mnie głowa, a w nocy miałem erotyczny sen z pewną piękną pięknością... To chyba efekt wczorajszej wizyty w starej firmie. Po wódce zawsze mam albo sny erotyczne, albo sny z kosmitami. Na szczęście póki co nie są to sny erotyczne z kosmitami. ;) Swoją drogą inwazja ufo we śnie robi o wiele większe wrażenie niż na kinowym ekranie.

Może lepiej podczas dzisiejszego spotkania po pracy będę pił wyłącznie colę... O ile w ogóle na nie pójdę. :P


2011.02.09 / Środa / 23:20 - Wódko pozwól pracować

Na dzisiejszym zdjęciu można podziwiać naszą szanowną supervisor Patrycję, która otrzymała ten zaszczytny tytuł po miesiącu pracy i od tamtej pory jest naszą przełożoną. Jak już wspominałem kilkanaście notek wcześniej, Patrycja jest zawsze atrakcyjna, zawsze fotogeniczna i zawsze mi się podobała, jeszcze za czasów poprzedniej firmy. Na zdjęciu wystepuje w blond peruce, choć na codzień jest brunetką. Podoba mi się jej sposób ubierania, ale wiadomo... Zawsze byłem miłośnikiem emo. ;)

Skoro mowa o poprzedniej firmie to właśnie po dzisiejszym dyżurze się do niej wybrałem, najprawdopodobniej po raz ostatni w życiu. Podpisałem umowę za tydzień pracy w styczniu i wkrótce na moim koncie znajdzie się marna wypłata za ten czas... Pod względem wypłat nowa firma kładzie poprzednią na łopatki, przynajmniej wtedy gdy wyrobi sie średnią, a póki co nie wiem czy mi się ta sztuka uda... Zresztą nowa firma kładzie poprzednia na łopatki pod wieloma względami.

Dzisiejszy dyżur urozmaicony był pewnymi atrakcjami takimi jak kilka kieliszków wódki, którą w siebie wlałem z okazji jakiejś firmowej imprezy lub możliwość sfilmowania pracowników tańczących Macarenę. Mnie na szczęście nikt do tańca nie zmuszał, ale sądzę, że po kilku dodatkowych kieliszkach wszystko byłoby możliwe i sam zacząłbym ruszać tyłkiem w rytm muzyki... ;)

Jutro po pracy mamy się wybrać małą grupą na piwo lub inny alkohol, by omówić ważne sprawy... Jak tak dalej pójdzie zostanę pijakiem, a już teraz niektórzy się dziwią, że piję wódkę bez żadnej popitki. Prawdopodobnie czeka mnie los podobny do losu bohatera filmu "Zostawić Las Vegas". Dzisiaj odkryłem, że po wypiciu wódki i wypaleniu papierosa przestaje mnie boleć serce... Ciekawe.

Po piątkowym dyżurze wybieram się na pięć dni do Puław. W ciągu weekendu będę pracował przez Internet, choć myślałem, że już nigdy się to nie powtórzy, a następnie będę się cieszył trzema dniami wolności. W środę w Warszawie ma się odbyć koncert Marcina Rożyckiego, więc możliwe, że wybiorę się na niego wraz z siostrą.

Pora pójść spać...


2011.02.08 / Wtorek / 03:08 - Michał sam w biurze

Mój dzisiejszy, nocny dyżur jest pierwszym, który odbywam samodzielnie, a raczej samotnie w biurze. Jest godzina 3:00 w nocy, ostatni współpracownik, kolega Maks, wyszedł trzy godziny temu, a do mnie dopiero teraz przestają pisać upierdliwe klientki i napaleni klienci. Powoli zapada bezruch... Na ezoteryce jeden naukowiec właśnie pyta się, w którym czasopiśmie powinien zamieścić artykuł - "Journal of Neuroscience Method" czy "Journal of Neuroendorinology". Gówniany z niego naukowiec skoro wierzy we wróżby...

Przede mną kilka ostatnich godzin, które poza pracą poświęcę na czytanie książki Stephena Kinga, którą męczę już kilka miesięcy lub na oglądanie filmików na YouTube. Dla zabicia czasu dodaję też kolejną notkę.

W drodze do kuchni lub do łazienki z niepokojem spoglądam na szklane drzwi podłączone do alarmu. Szklane drzwi bronią nam w nocy dostępu do głónego pokoju oraz do sali konferencyjnej. Jakakolwiek próba wtargnięcia tam zakończy się włączeniem alarmu i interwencją ochroniarzy, którzy nie będą się zastanawiać kim jestem tylko od razu mnie obezwładnią. Mam nadzieję, że alarm nigdy nie włączy się samoczynnie... ;)

Za plecami mam wyjście na balkon i wielkie okno przez które można mnie obserwować. Nad głową mam niesprawny klimatyzator, którym niestety nie mogę się ogrzewać, a szkoda, bo trochę mi tu zimno... Zjem sobie kanapkę. Dyżur kończę o 8:00, gdy zjawi się tu Kasia i przejmie moich klientów.


2011.02.08 / Wtorek / 02:22 - Plac Konstytucji

Podczas wczorajszego dyżuru odebrałem dwie wiadomości. Wiadomość numer jeden, pochodząca od siostry - Robert Kubica miał wypadek i trafił do szpitala w ciężkim stanie, lekarze walczą o jego dłoń. Zmartwiłem się, bo jakby na to nie patrzeć jest on moim ulubionym polskim sportowcem. Moją ulubioną polską sportsmenką jest oczywiście Maja Włoszczowska, ale Robert jest ulubionym sportowcem męskim.

Wiadomość numer dwa, pochodząca od kolegi, który obecnie jest moim przełożonym - nie mogę jechać po dyżurze do Puław, bo muszę przyjść w poniedziałek na dwanaście godzin do pracy, aby zastąpić człowieka, którego zwolniono. Ta wiadomość mnie nie ucieszyła, ale w tej chwili właśnie jestem na dyżurze i nie mam na co narzekać. Do Puław pojadę za tydzień, bo podobno mam dostać aż trzy dni wolne... Zobaczymy czy faktycznie tak będzie.

Do firmy dostałem się dzisiaj od innej strony, przez Plac Konstytucji, który zawsze bardzo lubiłem, podobnie jak znajdujący się obok Plac Zbawiciela.


2011.02.06 / Niedziela / 14:10 - Między sms'ami

Pierwszy raz w życiu mam okazję dodać nową notkę na bloga podczas dyżuru w pracy. W poprzedniej firmie takie cuda nie były możliwe... :) Warto było się przenieść. :P

Na zrobionym godzinę temu zdjęciu można dziś podziwiać koleżankę Kasię, która dołączyła do naszej firmy w połowie stycznia, jako jedyna bez doświadczenia. Mimo tego radzi Sobie bardzo dobrze, zapewne lepiej ode mnie, bo mi z dziwnego powodu nie chce się starać... Mam nadzieję, że Kasia zgodziła się na to bym zamieścił tu jej zdjęcie i nie będzie domagać się jego usunięcia. ;) Jej fotoblog mam od kilku dni wśród znajomych, pod nazwą Liadan. Polecam wszystkim miłośnikom dobrej fotografii. Kasia ma coś co mnie podnieca - Nikona D90! ;P I talent do robienia zdjęć.

Wczoraj naszą firmę musiał opuścić jeden kolega, który za mało się starał... Być może kiedyś i mnie spotka ten los. Lubię swoją obecną pracę, ale nie byłbym szczególnie zły gdybym musiał ją porzucić i zmienić na inną... Jestem wy-pa-lo-ny.

Do końca dyżuru pozostało jeszcze sześć godzin... Zabieram się za odpisywanie klientom.


2011.02.06 / Niedziela / 07:45 - Martwe Bagna

Wczoraj w nocy, podczas powrotu do domu przez las, a właściwie przez nasze bagna, spotkała mnie niezbyt przyjemna, a właściwie mrożąca krew w żyłach przygoda. Jak zwykle miałem na głowie słuchawki, gdy nagle usłyszałem obok siebie tajemnicze dźwięki łamanych gałęzi i licznych kroków. Po raz pierwszy w życiu naprawdę przestraszyłem się lasu, a konkretnie jego naturalnych mieszkańców, czyli dzików. Są to zwierzęta płochliwe i zazwyczaj uciekają gdy tylko usłyszą człowieka, ale wczoraj, równo o północy, czyli praktycznie już dzisiaj, dziki były odważniejsze. Nie reagowały na moje klaskanie i gwizdanie, nie dawały się przepłoszyć, tylko stały gdzieś przede mną w ciemności i wydawały z siebie złowieszcze dźwięki. Dwa razy musiałem się wycofywać, a w końcu zadzwoniłem do mamy, żeby nie dziwiła się jeśli zaraz umrę, zamordowany brutalnie przez dziki, choć w sumie nawet nie miałem pewności czy to dziki, bo jedynie słyszałem te zwierzęta sto metrów przed sobą, gdy łamały gałęzie i taplały się w wodzie. Może była to puma z sprzed dwóch lat? ;)

W każdym razie przeżyłem, ale od teraz już zawsze będę się nieco bardziej bał idąc przez las o tak późnej godzinie. Tata powiedział mi rano, że dziki w środku nocy są odważniejsze niż w dzień... Cudownie. :/ Do pełnej grozy brakowało już tylko szczekania koziołka... Brrrrrrr. :/ Dobrze, że nia m u nas niedźwiedzi...

Uciekam do cywilizacji, idę do pracy, a po pracy poszukuję busa, którym będę mógł udać się do Puław. Ostatnio busy jednej firmy odjeżdżają z innego miejsca, czyli z ulicy Marszałkowskiej zamiast Jana Pawła II, a nie mam pewności skąd odjeżdżają busy drugiej firmy, więc będę musiał wszcząć poszukiwania.

Adios puszczo.


2011.02.05 / Sobota / 09:34 - A ja stoję na dole Pałacu

Dawno na moim blogu nie było Pałacu Kultury... ;)

Dzisiejsza sobota rozpoczęła się brakiem prądu w naszej miejscowości, który na szczęście powrócił piętnaście minut temu, choć niestety brakuje jednej fazy. Często jest tak, że wyłącza się prąd gdy tylko zawieje silniejszy wiatr, a dzisiaj właśnie takie powiewy wiatru mamy. Przy okazji jest też bardzo ciepło jak na styczeń. Za chwilę wychodzę do pracy na cały dzień, na pierwszą sobotę w biurze, a po jutrzejszym dyżurze prawdopodobnie jadę do Puław, w których zostanę do środowego poranka.

Ostatnio po raz pierwszy dostrzegłem zalety Facebooka i naprawdę polubiłem ten portal społecznościowy. Przy okazji porzuciłem swoją Facebookową partnerkę Asię, bo skoro jestem człowiekiem samotnym i wolnym to takim właśnie muszę być też na Facebooku. ;) Jak wolność to wolność. :P

Nasza nieszczęsna droga w lesie ostatnio została jako tako naprawiona. Zasypano wszystkie wielkie dziury i doły, dzięki czemu znowu możemy jeździć samochodami, których nie mamy. :)


2011.02.03 / Czwartek / 20:07 - Zasłużony dla leśnictwa

Dzień wolny dzisiaj miałem i w sumie nadal mam. Przede mną trzy dni pracy, a po nich być może kolejny wyjazd do Puław, tym razem wyłącznie w celach relaksacyjnych. Zdecydowanie jestem za tym, by Puławy kojarzyły mi się wyłącznie z wypoczynkiem i tym wszystkim co piękne. :)

Nie miałem dziś czego uwiecznić więc zrobiłem zdjęcie odznaczenia, które tata dostał dawno temu. W zeszłym roku tata otrzymał dwa kolejne odznaczenia i wszystkie one wiszą na dworze, przed wejściem do naszego domu. Podobno na uroczystość wręczenia tych dwóch medali tata poszedł w zwykłym swetrze, do którego mu je przypięto. Czy ktoś jeszcze dziwi się czemu jestem taki jaki jestem? :]

Czekam na wypłatę... Na dwie wypłaty. Przede mną wizyta w starej firmie, do której raczej już bym nie chciał wracać. Wychodzi więc na to, że kolega miał rację namawiając mnie w grudniu do zmiany pracy, a ja popełniłem błąd odrzucając jego propozycję za pierwszym razem. W nowej firmie pracuję tylko dzięki niemu, a przecież teraz jest... Lepiej. Dużo lepiej.


2011.02.02 / Środa / 06:50 - Zarobieni

Powróciłem do pracy w biurze, które od wczoraj funkcjonuje już przez 24 godziny na dobę. Podczas rozmowy z szefem w sali konferencyjnej poznaliśmy zasady naliczania naszych pensji, które podobnie jak w poprzedniej firmie są zależne od wyrobionej średniej, choć na zdecydowanie bardziej uczciwych zasadach. W sumie za trzy tygodnie pracy w styczniu zarobiłem dużo więcej niż w MNI zarobiłbym w ciągu miesiąca. Póki co jestem usatysfakcjonowany. W miesiącu styczniu to właśnie ja wyrobłem największą ilość godzin ze wszystkich operatorów, choć wcale nie było to moim celem. :)

Na zdjęciu kolega, znawca dobrej muzyki, z którym nie spodziewałem się ponownie pracować w jednej firmie. Życie bywa jednak zaskakujące. ;)