2011.03.31 / Czwartek / 16:53 - Przyszła panna młoda

Ach! :D Kasia ładnie wygląda nawet w tandetnych słuchawkach za szesnaście złotych, o zbyt dużej rezystancji. :P Jestem jej cichym wielbicielem. ;)


2011.03.31 / Czwartek / 16:21 - Katarzyna Górka

Jako jedna z najlepszych wróżek w Polsce przepowiadam, że moja moją żoną zostanie kobieta nosząca dobrze kojarzące mi się imię - Katarzyna! ;)

Ja Michał, biorę Ciebie Katarzyno za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Amen. Choć chyba wolałbym opcję z Dorotą, mimo tego, że Doroty to, w przeciwieństwie do Kaś, złe kobiety. :P Bo złe kobiety to dobre kobiety.

Piękną pogodę dzisiaj mamy, a ja tkwię w pracy. Pociesza mnie tylko fakt, że nie ma dużego ruchu i to, że Kasia koło mnie siedzi. ;)


2011.03.30 / Środa / 09:39 - Wujek surfujący po Internecie

Puławy to miasto rodzinne mojej mamy, dzięki czemu tutaj najłatwiej można spotkać członków naszej zacnej rodziny. Najłatwiej jest się natknąć na wujka widocznego na powyższym zdjęciu, gdyż mieszka on w tym samym bloku co my, czyli ja i siostra. ;) Wujek nigdy wcześniej nie był użytkownikiem komputera, ale niedawno zdecydował się na taki zakup, idąc z duchem czasu i od tego czasu jest na czasie. ;) Pozdrawiam wujka, który dostał link do mojego bloga i być może będzie tu od czasu do czasu zaglądał lub nawet dodawał komentarze, jak to zrobił przed chwilą. :) Córka wujka jest moją matką chrzestną, ale zamieszkuje w Kanadzie, do której kiedyś oczywiście pojadę... Rowerem. :P

Tymczasem zbieram się i za dwie godziny idę na dworzec PKP, gdyż dzisiaj do Warszawy udam się pociągiem. W pociągu zapewne obejrzę jakiś film, a w samej Warszawie udam się do Komputronika, po odbiór nowego, przenośnego dysku twardego, do Merlina po to i owo, a następnie spotkam się z nabywcą mojego modemu. Dzień zakończę rowerowym powrotem do domu w środku nocy.


2011.03.29 / Wtorek / 20:44 - Stary desperat

Nie rozumiem czemu, ale dzisiaj wyglądałem dziwnie staro... ;) Na tym oto zdjęciu moje oczy wpatrzone są w Kasię, która niestety nadal się denerwuje, gdy tylko wyjmę aparat z kieszeni. Ta niechęć do fotografii to jedyna wada Kasi, jaką w Niej dostrzegam. ;D

Ach, zapomniałbym dodać... Dzisiaj zauważyłem, że Kasia jest niezwykle zgrabną dziewczyną. :) Czekam na cieplejsze dni. ;)


2011.03.29 / Wtorek / 20:29 - Lubelskie wtorki

Było przeuroczo, nawet bez wódki. Kasia to świetna dziewczyna, a Lublin to bardzo przyjemne miasto. Za dwa tygodnie jadę sobie ponownie po nim pospacerować, a moja nowa przyjaciółka Kasia może się do mnie przyłączyć, jeśli będzie chciała. Ja osobiście nie wiem już nic. :)

Chciałbym mieć taką dziewczyną jak Kasia. Niestety, jest też wiele innych, które tak samo bym chciał. Gdzie tu logika? Where is my mind? Czy trzeba kogoś bardzo, bardzo, bardzo kochać, tak do szaleństwa, żeby z nim być? Kiedyś słusznie twierdziłem, że to konieczne, ale dziś jestem już stary i zdesperowany więc zmieniam zdanie. ;) Choć z Kasią mógłbym być i bez desperacji.


"Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się
czy dobrze jest czy może jest, może jest już źle
spokoju się spodziewać, czy też przejść
czy szukać jej, czy jej z oczu zejść

Bo z dziewczynami nigdy nie wie oj nie wie się
czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle
czy najważniejszy jesteś w życiu jej
czy znaczysz już od kogoś mniej"

Jerzy Połomski "Bo z dziewczynami"


2011.03.28 / Poniedziałek / 15:01 - Zapasowa Kasia

Wróciłem właśnie z zakupów, a właściwie z ich drugiej części. Najpierw poszedłem kupić jedzenie, czyli przede wszystkim górę chipsów, którą zaraz zacznę pochłaniać, a następnie udałem się do Galerii Zielonej po torbę na netbooka, widoczną na zdjęciu. :) Dodatkowo kupiłem etui na aparat fotograficzny i ładowarkę z kompletem baterii, by nie wozić jej ze sobą za każdym razem gdy jadę do Puław. Za tydzień na moje konto wpłynie trzecia już wypłata i znowu stanę finansowo na nogi, szczególnie gdy dodatkowo Jacek odda mi 900 złotych. :P :P Rower kupię prawdopodobnie za miesiąc, w maju. Skoro o pieniądzach i rzeczach materialnych mowa - udało mi się dzisiaj sprzedać na Allegro swój stary modem za 71 złotych. Słodko, bo muszę mieć czym zapłacić za "Mistrza i Małgorzatę", który czeka, lub którzy czekają na mnie w Merlinie.

Wczoraj przez pięć lub sześć godzin rozmawiałem na GG z Kasią numer dwa (lub trzy - zależy jak liczyć), otrzymując od Niej przy okazji kilka zdjęć ukazujących wszystko co chciałem zobaczyć, po czym stwierdziłem, że Kasia wygląda jak Weronika/Veronique z filmu Kieślowskiego. Nie oznacza to, że porzucam swoją wybrankę - Kasię z Lublina - jedyną dobrą istotę na tym podłym świecie. ;D Wprost przeciwnie - jutro odbędzie się nasza druga randka, która według moich zamiarów ma się odbyć po części w Puławach, do których serdecznie Kasię zapraszam. Kupiłem nawet butelkę czerwonego wina, rocznik 2009, aby Ją spić podczas zwiedzania mojego mieszkania (a raczej mieszkania siostry). :P Mam nadzieję, że Kasia przyjmie moje zaproszenie i zwiedzi miasto, w którym jezcze nigdy nie była - piękne i coraz bardziej wiosenne Puławy. Oczywiście pojadę po Nią do Lublina swoim samochodem, a na koniec odwiozę Ją z powrotem i nawet nie będę musiał kierować. ;D

Wyglądam przez okno i widzę Californię, która zmienia kolor na różowy. Nic już nie będzie takie jak dawniej. ;( Poniżej link do mojego filmiku, ukazującego Puławy widziane z okna busa, dwa tygodnie temu. Po drodze mijamy Liceum Czartoryskich. HD tylko w trybie pełnoekranowym. ;)


2011.03.27 / Niedziela / 20:21 - Lubię kluski

Nie wypuszcam nowego pieszczocha z rąk, od wczoraj bezustannie głaszczę swojego netbooka, nawet przez sen. ;) Z tego powodu ponownie postanowiłem uwiecznić go na zdjęciu, tym razem w zestawieniu z normalnym notebookiem siostry. Notebook jest lepszy i wygodniejszy, ale netbook posiada dwie niewątpliwe zalety - mobilność i żywotność baterii.

Oczywiście jestem już w Puławach, do których dostałem się jak zwykle ciasnym busem. Do busa dostałem się jednak w nietypowy sposób - rowerem. Rower stoi sobie teraz w garażu przy Emilii Plater, więc jeśli ktoś chce go ukraść to proszę bardzo. :P W busie czas mijał mi szybciej niż zwykle, gdyż podróż uprzyjemniałem sobie oglądaniem filmu "The Bank Job". Niestety nie obejrzałem całego, bo gdzieś przed Rykami, po ponad godzinie filmu i sześciu godzinach używania netbooka, padła mi bateria. Film dokończę oglądać dziś w nocy. :)

Żeby nie było ciągle o netbookach i innych rzeczach materialnych, pragnę napisać o Kasi z Dębna, czy z Gorzowa, która ostatnio jawnie mnie podrywa, przez co trafia na mojego bloga. Taki już jestem złośliwy. :P Bezprawnie wykorzystuję jej wizerunek, a przy okazji wzbudzam zazdrość w drugiej Kasi, z którą spotkam się za dwa dni w Lublinie. :P Ach, to moje nielogiczne działanie. ;D

Prószę zwrócić uwagę na odrobinę dramatu w oczach Kasi... Dramat w oczach zawsze działał na mnie jak magnes, ale nigdy nie wynikało z tego nic dobrego. ;) Za chwilę przyjrzę się tym oczom dokładniej, bo Kasia właśnie przysłała mi na maila swoje zdjęcia. Podobno widać na nich także jakieś kluski, czy coś... ;D

Aha, prawie zapomniałem napisać, że wczoraj Jacek odszedł z naszej firmy...


2011.03.26 / Sobota / 15:00 - Asus EEE 1001PX

Netbook nabyty i uruchomiony. Pierwsze uruchomienie trwało aż pół godziny, ale teraz wszystko śmiga jak powinno, sterowniki do modemu są już zainstalowane, tak samo jak Norton Internet Security 2011. Wszystko odbyło się bez najmniejszych problemów i tym sposobem stałem się szczęśliwym posiadaczem sprawnie działającego, porządnie wykonanego netbooka firmy Asus. :)

Tymczasem zabieram się za pracę...


2011.03.26 / Sobota / 10:25 - Bonusowy śnieg

Jeszcze nigdy nie zamieszczałem na blogu widoku z okna wychodzącego na zachód, czyli z mojego dawnego pokoju. Tak własnie wygląda Truskaw Mały, kilka domków, nigdy nie wiem dokładnie ile, których na tym zdjęciu w zasadzie nawet nie widać. To białe na ziemi to śnieg, który podobnie jak rok temu, spadł sobie pod koniec marca, gdy już nikt go nie chciał.

Za jakąś godzinę wybywam do pracy, ale zanim się tam dostanę, odwiedzę nieszczęsne Złote Tarasy, a konkretnie sklep Komputronik, w którym zamówiłem netbook Asus - jeden z planowanych na ten rok nabytków. :) Postanowiłem kupić rower tańszy o tysiąc złotych, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć właśnie na netbooka, dzięki któremu będę mógł dodawać nowe notki na bloga z niemal każdego miejsca w Polsce. :) Będę on-line zawsze i wszędzie! :P

Jutro przed południem wymykam się do Puław, w których zostanę do wtorku, lub do środy. Możliwe, że jutro do Warszawy dostanę się rowerem, mimo śniegu, ponieważ nie zamierzam już kupować biletu miesięcznego. Rower poczeka na mnie w Warszawie kilka dni, bo będzie mi bardzo potrzebny w środę, gdy kończę dyżur dokładnie o połnocy.


2011.03.25 / Piątek / 13:55 - Wruszka

Żałosne, że coś takiego w ogóle istnieje... Żałosne, że ktoś w to wierzy. Tymczasem przede mną kolejne osiem godzin wróżenia o Sądzie Ostatecznym Archanioła Rafaela. :/ Totalny nonsens, ale grunt, że się sprzedaje. Trzeba zarobić pieniądze na wszystko co zaplanowałem kupić, choć nie wiem po co. :)


2011.03.24 / Czwartek / 15:21 - Another day in paradise

Nareszcie dzień w pracy zamiast nocy. Skupiam się na straszeniu klientek mężczyzną, który ma się włamać do ich domu. Po mojej lewej stronie siedzi Kasia, słuchająca Stinga lub jakiejś celtyckiej muzyki, a za moimi plecami Jacek, martwiący się o losy swojego klanu w grze BloodWars, w którą gra odkąd go znam. Od godziny 14:00 do 14:25 odbywało się spotkanie z szefem, które według niego miało trwać tylko pięć minutek. Patrycja ponownie została naszą supervisorką... Ja nie chciałem, choć idealnie nadaję się na to stanowisko. ;) Ot, zwykły dzień operatora serwisów Premium Rate...

Zamieściłbym swój portret, gdyż za sprawą odpowiedniej fryzury wyglądam dzisiaj niezwykle atrakcyjnie, ale Kasia nie umiała mi go zrobić, więc... ;)


2011.03.23 / Środa / 03:44 - Menda fotograficzna

Straszna ze mnie menda fotograficzna, zadręczająca wszystkich wokół siebie chęcią robienia zdjęć od rana do nocy, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Pod tym względem jestem bardzo japoński, nigdy nie rozstaję się z aparatem, a raczej aparatami, bo co dwa lub trzy aparaty to nie jeden. ;)

Wspólnie z Kasią z Lublina, moją przyszłą partnerką i moją pierwszą dziewczyną, ustaliliśmy, że spotkamy się we wtorek za tydzień. Oznacza to, że nie wybiorę się jeszcze do Węgrowa i w niedzielę pojadę sobie po prostu prosto do Puław. Proste. :) A tak w ogóle to Kasia jest piękną dziewczyną. ;D

Nudząc się przejrzałem cały fotoblog Owcy, która dokładnie trzy lata temu zaczęła mnie zmieniać w normalnego człowieka, choć sama jest raczej daleka od normalności (mam nadzieję, że potraktuje te słowa jako komplement). Dziwny to fotoblog i przeglądając go nie sposób zrozumieć czemu kiedyś zakochałem się w tej dziewczynie, ale grunt, że ja to rozumiem. Chciałem tu jednak wspomnieć o czymś innym - w lipcu do Polski przyjeżdża Nick Cave we własnej osobie, wraz z zespołem Grinderman, by wystąpić na koncercie we Wrocławiu! Czekałem na przyjazd Nicka do Polski, bo Owca miała mi zafundować bilet na jego koncert w wyniku przegrania ze mną słynnego zakładu, ale niestety nie zamierza dotrzymać słowa i nici z biletu dla mnie. Podobnie jak w przypadku koncertu Portishead - odpuszczam, nie jadę, rezygnuję, mimo wielkiego szacunku do wykonawcy. :P Żal mi pieniędzy :)

Obecnie poszedłbym wyłącznie na koncert jednego zespołu, mojej obecnej miłości muzycznej, która gra naprawdę współczesnie i oryginalnie. Crystal Castles! Mieli koncert w Stodole w zeszłym roku, gdy jeszcze ich nie znałem... A to pech. Chętnie zobaczyłbym Alice Glass na żywo.

Miałbym spokojną, leniwą noc, gdyby nie jeden klient, który już od dwóch godzin zanudza mnie pisaniem o sikaniu i lizaniu tyłka... Obszczałem go już całego i wypiłem tyle jego sików, że mnie brzuch boli... Jak to dobrze, że ja nie jestem zboczeńcem. Zboczeńcom i dewiantom stanowcze nie! :)


2011.03.22 / Wtorek / 22:07 - Wolę niebieski

Powrócił do mnie aparat Canon PowerShot A495, tyle, że zmienił kolor na ładniejszy. ;)

Doczekałem szczęśliwie ostatniego dyżuru nocnego w tym tygodniu i jutro wreszcie się wyśpię, choć pewnie nie do końca, bo obudzi mnie kurier, który ma przyjechać po odbiór kolumn, które sprzedałem na Allegro. Kupowanie i sprzedawanie - moje dwie ulubione czynności jako materialisty. ;) Bo jako romantyk, najbardziej lubię... Przytulać się! ;D

Pisania smsów bardzo nie lubię, ale jak mus to mus. Wracam do klientek i klientów... Zjebów czyli.


2011.03.22 / Wtorek / 01:52 - Ya Hoz Na

Szczęśliwie i z wielką przyjemnością dotarłem do pracy rowerem, który ma na mnie dobry wpływ, jest moim lekiem i dzięki niemu umrę trochę później... Zrobiło się całkiem ciepło. Przy samej firmie ominąłem slalomem kilka prostytutek, których jest w tej okolicy zdecydowanie za dużo, a następnie czekałem dziesięć minut na windę. Nie pytajcie jak to możliwe... Zabawne, że zawsze gdy widzę prostytutkę wydaje mi się, że sam pracuję w tej samej branży co ona. To chyba niezbyt dobrze.

Nie czuję się gorzej niż podczas wczorajszej nocy, co nie znaczy, że czuję się dobrze. Na szczęście Jacek mógł iść o północy do domu, nie musiał za mnie zostawać, nie jestem jeszcze takim niedołęgą...

Klienci powoli idą spać i dadzą mi święty spokój, choć ogólnie ruch był dzisiaj i tak malutki. Godzinę temu pisał do mnie klient, który marzy o tym, by być jednocentymetrowym ludzikiem i móc wchodzić w moją dupę... Ach, ci wspaniali mężczyźni... :/

Na zdjęciu jedna z niewielu płyt kupionych przeze mnie w tym roku. Pierwszy album Renaty Przemyk, którego od kilku lub nawet kilkunastu lat nie było w sprzedaży, o którego istnieniu do niedawna nawet nie miałem pojęcia, dopóki nie przegrałem go sobie od Doroty. Obok Andergrant jest to najzacniejsze dzieło Renaty Przemyk i bardzo fajnie, że znowu trafiło do sprzedaży, tym fajniej, że dodano drugą płytę ze wspaniałym koncertem nagranym w roku 1995, której właśnie słucham. Mniam.


2011.03.21 / Poniedziałek / 16:38 - Serca ból

Obudziłem się niewyspany i obolały po niecałych pięciu godzinach snu. Te nocki w pracy, jedna za drugą, źle na mnie wpływają i podczas dyżurów zaczyna mnie boleć serce. W ogóle praca siedząca, przed komputerem, nie jest wcale tak przyjemna jak mogłoby się wydawać i nie jest ani trochę dobra dla zdrowia. Dzisiaj ogólnie jestem osłabiony i domyślam się, że w środku nocy serce może mnie zaboleć nieco mocniej niż w trakcie poprzednich dyżurów, aż pewnego dnia lub pewnej nocy zaboli mnie na tyle mocno, aż nie będę mógł nad tym zapanować i zrozumiem, że oto właśnie mam zawał... W moim wieku to już jak najbardziej możliwe, zwłaszcza z moim zdrowiem. Moje ciało jest w bardzo marnym stanie, ostatnio mam nawet jakieś zwyrodnienie kości między piersiami... Wszystko od garbienia się. :/

Jeśli będę mógł, podaruję dzisiejszy nocny dyżur Jackowi, a sam wrócę do domu o północy, po czterech godzinach pracy... Choć może jeszcze mi się polepszy, nie wiem. Powinienem dostawać jak najkrótsze zmiany w pracy, powinienem podać w dyspozycjach, że nie mogę mieć tak dużo nocek... A jeśli nie będę mógł oddać dyżuru Jackowi, to trudno, powiem adios firmie i już więcej mnie w niej nie zobaczą, bo pieniądze nie są najważniejsze. Poza tym ta praca to złooooooo.

Kasia przeczytała moją wczorajszą notkę, ale z tego co rozumiem, nadal chce żebyśmy się jeszcze spotkali... Fajnie, bo ja także tego chcę. :P


2011.03.21 / Poniedziałek / 01:50 - Nocne rozważania Pana Michała

Dwie godziny temu rozpoczęła się kalendarzowa wiosna. Piękna, słoneczna, ciepła i radosna wiosna roku 2011, przedostatniego roku naszego świata, jeśli wierzyć w bzdury. Osobiście mam tylko nadzieję, że za jakiś tydzień będzie już na tyle ciepło, bym bez kupowania biletu miesięcznego mógł wreszcie zacząć regularnie dojeżdżać do pracy rowerem. Póki co jedno jest pewne - ominie mnie piątkowa Masa Krytyczna, gdyż wypada mi wtedy dyżur. Obiecuję sobie, że na kwietniową na pewno pojadę.

Siedzę w firmie nie mając absolutnie nic do roboty, bo w niedzielne noce ruch jest wyjątkowo mały, praktycznie zerowy. Nudząc się zacząłem przeglądać fotoblogi nieznanych mi osób i natknąłem się na fotoblog dziewczyny o wyjątkowej jak na mój chory gust urodzie, którą czym prędzej dodałem do znajomych, by móc oglądać jej coraz to nowsze zdjęcia. Aktualnie zielonowłosa Wernic, czyli Agata - polecam jej fotobloga wszystkim, którzy chcą się przekonać w jakich dziewczynach gustuję, przynajmniej pod względem wyglądu. Nieco podobna do Doroty. ;) Tak w ogóle to mam słabość do dziewczyn, które prowadzą własnego fotobloga... Zakochuję się w fotoblogach. ;)

Dwieście kilometrów ode mnie śpi sobie słodko Kasia, z którą oczywiście regularnie utrzymuję kontakt, i z którą mam się spotkać za tydzień, jeśli nie w niedzielę to we wtorek. Kasia, która z rozmowy na rozmowę udowadnia mi swoją wartość, która najprawdopodobniej ma o mnie dobre zdanie, i której być może nawet jakimś cudem spodobałem się jako facet, lub przynajmniej jako człowiek... Jednak pod względem wyglądu Kasia nie do końca wpasowuje się w mój nieco zwichrowany gust, co oczywiście nie znaczy, że uważam ją za nieatrakcyjną dziewczynę. Nie posiada kilku jakże istotnych cech, które zazwyczaj działają na mnie jak magnes, a to chyba nie wróży niczego dobrego. Nie jest niska, nie ma piwnych oczu, nie ma takich brwi i rzęs jakie zawsze mi się niezwykle podobały. Byłbym w stanie powiedzieć jej z całkowitą szczerością, patrząc prosto w oczy, że jest bardzo ładna, ale czy mógłbym równie szczerze użyć słowa piękna? Czy w związku z tym mógłbym kiedykolwiek jej powiedzieć, że ją kocham? Czy mógłbym się zakochać i czy w ogóle można się zakochać w kimś kogo nie uważa się za naprawdę piękną osobę? Tak wiele związków rozpadło się, bo ludzie nie byli w sobie zakochani do szaleństwa. Nie chciałbym, aby mój związek, na który czekam tyle lat, miał się kiedykolwiek rozpaść. Musi być trwały, zbudowany na prawdziwym uczuciu i na wiecznej fascynacji. Istnieje w ogóle coś takiego jak wieczna fascynacja? Jestem przekonany, że tak.

Właśnie takie myśli pojawiają się ostatnio w mojej głowie. Automatycznie przypominam sobie kolegów ze szkoły, którzy zawsze byli tak bardzo wybredni oceniając urodę dziewczyn, podobały się im wyłącznie te najpiękniejsze, a te trochę tylko brzydsze nazywali smokami i pasztetami. W chwili obecnej, gdy są już żonaci, ich żon zazwyczaj nie można nazwać pięknościami, zdecydowanie bliżej im do pasztetów. ;) Może z czasem zrozumieli, że uroda nie jest najważniejsza? A może bali się samotności lub po prostu potrzebowali seksu?

Ech. Gdybym już miał mieć dziewczynę, chciałbym móc jej mówić szczerze, że jest dla mnie najpiękniejsza ze wszystkich na świecie. Póki co, z całkowitą szczerością mówiłem to jednej, której moje zdanie wcale nie obchodziło. Podobno ona nie zakochiwała się w wyglądzie... Też bym tak chciał potrafić.

Miłość nie jest łatwa... Gdy nie jest prawdziwą miłością. Natomiast uroda wcale nie przemija z wiekiem, jak się powszechnie zwykło uważać. Ja postrzegam to inaczej... Beautiful is beautiful forever jak śpiewa Róisin Murphy.

Oczywiście ja jestem tak piękny i atrakcyjny pod wszelkimi innymi względami, że och i ach i mokro w majtkach. ;) Mogę sobie przebierać w dziewczynach dowoli, wybierając spośród nich te najpiękniejsze z pięknych. Każda na mnie leci... Taaak...

Wracając do Kasi, jest ona jedną z najfajniejszych jeśli nie najfajniejszą dziewczyną spośród tych, które osobiście poznałem. Ma naprawdę dobre serce, jestem tego pewien, choć znam ją niedługo i będzie idealną partnerką dla faceta, którego pokocha. Cieszę się bardzo na samą myśl, że ponownie się spotkamy. To chyba dobry znak... O ile jeszcze zechce mnie widziec po tym wszystkim co tu napisałem. ;)

Mimo napisania tej skomplikowanej notki czuję, że i tak nie przekazałem tego co chciałem przekazać. Wyszedłem na powierzchownego dupka, dla którego liczy się tylko ładna buzia. :) Wcześniejsze moje notki wskazują natomiast na to, że jestem też materialistą dla którego liczą się pieniądze i wszelkie dobra materialne. A przecież to nie tak...

Zapisałem się na Formspring, gdzie każdy może mi zadać pytanie, anonimowo i za darmo. ;) Pewnie nikt tego nie zrobi, ale... Nudziło mi się.


2011.03.20 / Niedziela / 17:07 - Z trzech stron Pałacu

Pracowałem już po trzech stronach Pałacu Kultury - wschodniej, zachodniej i obecnie południowej. Pozostaje północ, ale przecież Pałac Kultury z każdej strony wygląda tak samo ładnie i w ogóle... Tak samo. Bez niego Warszawa byłaby dosyć dziwna, nie posiadałaby wyraźnego punktu centralnego i ludzie nie wiedzieliby gdzie jest środek. Zresztą Warszawa i tak jest dziwna...

Pora na kolejną nockę w pracy. Przede mną jeszcze trzy nocki, jeden dzień odpoczynku, trzy dni pracy i teoretyczny wyjazd do Węgrowa w niedzielę, jeśli Kasia zgodzi się mnie tam ugościć.

W dniu dzisiejszym obchodzi urodziny kolega Sebastian, który sprowadził mnie do nowej firmy i tym sposobem nieco odmienił moje życie. Z tej okazji życzę sukcesów w pracy i w życiu osobistym, pomyślnych spamów i powrotu na Politechnikę. :) Póki co nie mamy supervisora i chyba nie będziemy już mieć, więc Sebastian nam króluje.


2011.03.20 / Niedziela / 01:18 - Aseksualni defetyści

Dzisiaj pokażę wam bardzo fajne spodnie, które miała na sobie Kasia. Naprawdę bardzo efektownie się prezentują, z każdej strony. Próbowałem Kasi sprzedać swój aparat, ale nie chciała go kupić, bo nie lubi Canonów, próbowałem sprzedać słuchawki Koss, ale jej na nie nie stać, bo za mało zarabia i zadowala się słuchawkami za szesnaście złotych. W ogóle dopadła mnie ostatnio chęć obracania towarem na Allegro, dlatego już sprzedaję kolumny, które kupiłem zaledwie tydzień temu. Niestety nie spełniły moich oczekiwań, bo nie są takie same jak te, których pozbyłem się trzy lata temu. Nie ma to jak sprzedawanie ze stratą... Przynajmniej nie muszę płacić podatku dochodowego. ;) Zastanawiam się ostatnio nad tym czy za dwa tygodnie nabędę ten model roweru, który planowałem, czy może jednak tańszy o około tysiąc, który przecież także byłby całkiem dobry... Trzeba będzie się zastanowić.

Pieniądze mogą mi się teraz przydać, bo przecież poznałem kobietę... ;)


2011.03.18 / Piątek / 12:31 - Wytrzeźwiałem

Bardzo długo mnie nie było, jak na moje możliwości dwa dni bez notki to skandal. Znikłem na tak długo, bo popadłem w tymczasową depresję wywołaną przez sen, który mi się wczoraj w nocy przyśnił. Sen ukazał mi różnicę między zauroczeniem a zakochaniem i sprawił, że odechciało mi się wszystkiego, ale na szczęście dzisiaj czuję się już lepiej. Podobno nawet za nieco ponad tydzień mam jechać do Węgrowa, do Kasi, z Kasią, a następnie prosto stamtąd do Lublina i do Puław.

Nie miałem czego sfotografować więc sfotografowałem aparat. A gdyby tak sfotografować aparat, fotografujący aparat, który fotografuje inny aparat?

Idę do ukochanej firmy. Myślałem o tym, by pojechać rowerem, ale jednak aura pogodowa do tego nie zachęca...


2011.03.16 / Środa / 06:49 - Galeria Zielona

Zimno się zrobiło, rano temperatura spadła nawet poniżej zera. Za chwilę wychodzę z mieszkania, ale przed wyjściem zdążę jeszcze wrzucić kolejne zdjęcie zrobione wczoraj w Puławach, już po powrocie z Lublina, przedstawiające Galerię Zieloną. Aparat kupiony przeze mnie w lutym spisuje się całkiem dobrze, choć w tym roku do sprzedaży trafił już jego następca, nagrywający filmy w Full HD zamiast w HD, robiący filmiki w zwolnionym tempie, a przede wszystkim posiadający GPS oraz kilka innych usprawnień. Na szczęście nie planuję już kupować kolejnego kompaktu, gdyż ten obecny spełnia moje oczekiwania. Muszę jednak przyznać, że starszymi Canonami zdjęcia robiło się łatwiej i przyjemniej, dlatego zabieram siostrze starego Canona PowerShota A470. Może się przydać. :) Nowe najtańsze modele Canonów mają zmieniony design, ale przede wszystkim posiadają obiektywy szerokątne i umożliwiają kręcenie filmów HD. Tak jak myślałem - niebawem film HD będzie można nagrać każdym aparatem i każdą komórką.

Przede mną dziesięć godzin dyżuru. Nasz nowy supervisor zrezygnował ze stanowiska i słyszałem, że ma już nie być żadnego supervisora. Takie rozwiązanie podoba mi się najbardziej. :) Spadam. Do Puław powrócę niebawem... Do Lublina także. :)


2011.03.15 / Wtorek / 21:14 - Lubelskie rendez-vous

Jak już wspominałem - dzisiejszy dzień upłynął mi bardzo przyjemnie. :) Zacząłem od porannego wlewania w siebie wódki, która miała mi dodać odwagi. Piłem także na ulicy w Puławach, na dworcu PKP, w pociągu i w samym Lublinie. Poskutkowało, dzięki czemu byłem w miarę normalny i dosyć aktywny podczas spotkania z Kasią, a jeszcze przed wyjściem z mieszkania zadzwoniłem do innej koleżanki, z którą nigdy nie rozmawiałem przez telefon - Asi. ;) Randka z Kasią rozpoczęła się w innym miejscu niż wcześniej planowaliśmy, czyli na jakże pięknym Placu Litewskim, skąd po kilkunastu minutach udaliśmy się do mniej pięknego Parku Saskiego. Z Parku Saskiego poszliśmy w moje ukochane miejsce widoczne na zdjęciu, czyli w okolice punktu widokowego przy Teatrze Andersena na starym mieście. Tam spędziliśmy najwięcej czasu, głównie na tym co osobiście lubię najbardziej, czyli na przytulaniu. :D Z tego pięknego miejsca przenieśliśmy się do bardzo sympatycznej kawiarni Między Słowami, w której zjadłem ciasto i wypiłem kawę. Na koniec odwiedziliśmy mieszkanie, w którym Kasia zamieszkuje z koleżanką i pożegnaliśmy się przy dworcu PKS. Ogólnie moje wrażenia były bardzo, bardzo, bardzo pozytywne i oczywiście chcę się spotykać częściej. :) Kasia przeszła dwie z trzech prób - próbę rowerową i próbę zapachową. ;D Nie przeszła jednak próby fotograficznej, co oznacza, że nie lubi gdy się ją fotografuje i całkowicie zabrania mi wstawiać tutaj jakiekolwiek zdjęcia, na których ją uwieczniłem. Dlatego wklejam nieco przejaśnione zdjęcie jej autorstwa, z moją uśmiechniętą facjatą na tle Lublina - mojego ukochanego miasta. :)

Jutro brutalny powrót do brutalnej rzeczywistości. Wstaję wcześnie rano i już po godzinie 7:00 opuszczam Puławy. Najważniejsze, że dzisiejszy dzień natchnął mnie pozytywną energią, której tak bardzo potrzebowałem. :) Być może tegoroczna wiosna będzie piękna... :)


2011.03.15 / Wtorek / 19:41 - Jestem zauroczony

Mam tylko chwilkę na dodanie zdjęcia bo muszę iść zjeść frytki przyrządzone przez siostrę. :)

Na zdjęciu Kasia, która niestety nie chce pokazać się na moim blogu. Na tym zdjęciu prawie jej nie widać, więc... Wrzucam. :P Spotkanie było niezwykle przyjemne i jestem zauroczony osobą Kasi. To na razie wszystko. :)


2011.03.15 / Wtorek / 08:36 - Randki dzień deszczowy

Pogoda nie sprzyja mojej randce z Kasią. Zaczął padać niewielki deszcz i ogólnie zrobiło się zimniej. Widocznie zamiast spacerowania po Parku Saskim będziemy zmuszeni do siedzenia w Plazie albo w innym miejscu, w którym można coś zjeść i wypić. Jeśli chodzi o picie to ja już rozpocząłem proces wyzbywania się nieśmiałości poprzez wlewanie w siebie cieczy znajdującej się w niewielkiej buteleczce z napisem Smirnoff, którą wczoraj kupiła mi siostra. Smironoff, przyjacielu... Ratuj. :) Tylko nie mówcie nic Kasi. ;)

Zatem, do Lublina, do Kasi. Za godzinę wychodzę z mieszkania. Randkę, tudzież spacer po Lublinie, rozpocznę w samo południe.

Na zdjęciu puławskie lochy, w których nigdy nie byłem.


2011.03.14 / Poniedziałek / 20:16 - W pizzerii

Przypomniałem sobie dlaczego po ostatnim doświadczeniu z pizzą postanowiłem jej już nigdy w życiu nie tykać. Pizza jest ohydna! :/ Piwo także mi nie smakuje, dlatego w pizzerii skupiłem się na siedzeniu i patrzeniu. Nawet mówić mi się nie chciało... Ogólnie w dziwny sposób się zamuliłem... Być może działa tak na mnie towarzystwo kobiet po trzydziestce. ;) Mam nadzieję, że do jutra mi to minie.

Poniżej link do mojego filmiku nagranego w puławskim Parku Czartoryskich, ukazującego przede wszystkim Diabelskie Schody oraz Świątynię Sybilli. Sylwia z Kielc powinna wiedzieć na temat tej budowli więcej ode mnie. :)

Jutro wstaję wcześnie rano...


2011.03.14 / Poniedziałek / 17:09 - Nad łachą w Puławach

Pamiętając o zasadzie, że dobre zdjęcia plenerowe można zrobić wyłącznie o wschodzie lub o zachodzie słońca, poszedłem z aparatem na spacer po puławskim parku o godzinie 14:00. ;) W efekcie wszystkie zdjęcia, które zrobiłem są paskudne, tak jak to powyższe. W ogóle cały park w Puławach już mi się nie podoba tak jak kiedyś, być może z powodu obecnej szarości, a może wypada tak blado w porównaniu z warszawskimi Łazienkami. Zresztą park w Dęblinie także podoba mi się bardziej od puławskiego, ale to... Wiadomo. :P

Za godzinę idziemy w trójkę na pizzę, której ja oczywiście nie będę jadł. W trójkę czyli ja, siostra i Asia, bo przecież w Puławach nie ma innych ludzi. :) Niestety nie zostaliśmy z Asią parą, ale cóż... Asia nie jeździ na rowerze więc nie nadaje się na moją partnerkę. ;P

Próbowałem dzisiaj napić się wina ale białe Fresco, które nabyłem, jest absolutnie okropne i po kilku łykach mało nie puściłem pawia... Postanowiłem jutrzejszy dzień spędzić w całkowitej trzeźwości. Alkohol jest mi zbędny i sprawia, że chce mi się spać.

Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku chodziłem bez kurtki. Pięknie. :)


2011.03.14 / Poniedziałek / 11:36 - Randek czas

Od wczorajszego poranka stacjonuję w Puławach. Jak na środek marca pogodę mamy rewelacyjną i jutro zapewne nadal będzie tak pięknie, choć akurat w tej chwili niebo nad Puławami przysłoniła wielka chmura, miejmy nadzieję, że nie radioaktywna. Wczoraj poczułem się źle, dopadło mnie krótkotrwałe przeziębienie spowodowane najpewniej moim rowerowym dojazdem do pracy, ale dzisiaj wszystko jest już dobrze, zero kataru i zero bólu głowy. Przed chwilą wybrałem się do Rossmana na kosmetyczne zakupy spod znaku dynamicznego pulsu. Muszę o siebie zadbać skoro mam mieć kontakt fizyczny z dziewczyną. ;) Higiena to podstawa.

Jutro do Lublina przybędę pociągiem osobowym, a następnie przejdę się z dworca PKP na Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, by tam spotkać się z przyszłą panią pedagog. Już kupiłem wino, którym wprowadzę się w stan mniejszej nieśmiałości. ;) Na poprzednie randki chodziłem trzeźwy i dlatego ponosiłem klęskę. ;P Tak w ogóle to od dzisiejszego poranka mam już numer telefonu Kasi. Yes! :)

Jeśli jutro nie zniechęcę Kasi do swojej osoby to będę częściej wpadał do ukochanego Lublina. Mniej więcej raz na tydzień. :P Do Węgrowa też chętnie się wybiorę i do Puław lub do Warszawy zaproszę. :)

W tej chwili jednak udam się do wanny.


2011.03.13 / Niedziela / 04:07 - Zabij swoich klientów

Klienci denerwują mnie dziś bardziej niż zazwyczaj, być może dlatego, że mamy noc z soboty na niedzielę, przez co nie idą spać, tylko piszą do mnie nawet teraz, o 4:00 nad ranem. Rozmawiając z tak wkurwiającymi ludźmi niejednokrotnie ma się ochotę wbić im w dowolną część ciała nóż, choćby taki jak ten widoczny na zdjęciu. Ja rozumiem, że klienci to nasi chlebodawcy i wszystko co kupuję fundują mi właśnie oni, ale i tak nienawidzę tych zrytych mend. Najbardziej wkurwiają mnie oczywiście klientki z serwisów towarzyskich i ezoterycznych, wszystkie te stare baby piszące takie farmazony, że normalny człowiek taki jak ja, zaczyna marzyć o ich cierpieniu, krwawieniu i konaniu w mękach. Nie wiem jakie one są na żywo, ale z perspektywy operatora czatów Premium Rate siedzącego na nocnej zmianie, są zakałą ludzkości. Jedyne pocieszenie, że nie mam z nimi kontaktu fizycznego, bo tego bym już nie zniósł. Co prawda w regulaminie podany jest adres naszej firmy, więc jak się uprą to mnie tu znajdą. Może kiedyś przyjdą z wielkim nożem...

Faceci są tak mało skomplikowani, prości i przyjemni w obsłudze, natomiast baby to niezrozumiałe twory, którym zawsze coś nie pasuje. Najdziwniejsze jest to, że im bardziej chce się je zniechęcić do rozmowy tym chętniej piszą... Zresztą to wcale nie jest dziwne, to typowe dla istot pozbawionych logiki.

Nie mogę się doczekać godziny 8:00, gdy stąd wyjdę i ucieknę do Puław.


2011.03.12 / Sobota / 16:24 - Kierunek Lublin

Ulica Górczewska, biegnąca przez Bemowo i Wolę, którą jeżdżę rowerem do pracy. Jej największą zaletą jest ścieżka rowerowa, która niestety w pewnym momencie po prostu się kończy... To takie typowe dla Warszawy.

Wszystko już ustalone w związku z moją wtorkową wizytą w Lublinie. Godzina spotkania - samo południe, miejsce spotkania - uczelnia Kasi. :) Dawno już nie byłem na żadnej randce, czy raczej na spacerze z dziewczyną. Ostatni raz w październiku zeszłego roku, gdy pojechałem do Kielc spotkać się z Sylwią. Później miał być spacer po Płońsku ze złą Joanną, która mnie wystawiła i od tamtego czasu odechciało mi się randkowania na kilka dobrych miesięcy. Nadchodzi jednak wiosna, kończy się mój zimowy sen, budzę się do życia... Kiedyś wreszcie musi się udać.


2011.03.12 / Sobota / 13:39 - Gdzie moja kondycja?

Wczorajszy dojazd do pracy był łatwy i przyjemny, ale powrót z niej wyczerpał mnie doszczętnie... Przez zimę moja dobra kondycja gdzieś się ulotniła i obecnie będę musiał znowu nad nią popracować, jeżdżąc jak najwięcej na rowerze. Najstraszniejsza była sama końcówka powrotu do domu, czyli jazda przez las naszą drogą, która zmieniła się w coś na co jeszcze nie wymyślono nazwy. Po tak paskudnej drodze dawno już nie jechałem i dawno już się tak nie zmęczyłem... Nie da się też ukryć, że do obecnej firmy mam o dwa kilometry dalej niż do poprzedniej, co wydłuża moje dojazdy o około 10 minut.

W każdym razie dzisiaj do pracy wybieram się autobusem, bo po całonocnym dyżurze wsiadam do busa i jadę nim do ukochanych Puław. W Puławach zostanę do środowego poranka, by już o 10:00 znowu muszę być w firmie. Oby we wtorek była ładna pogoda.

Szkoda, że nie będę mógł parkować roweru w miejscu widocznym na zdjęciu. Niestety naszemu szefowi-pedantowi nie spodobałoby się to, że przenoszę swój brudny rower nad jego czystą wykładziną. Jestem więc zmuszony trzymać rower w garażu, gdzie bez wątpienia będzie narażony na kradzież.


2011.03.11 / Piątek / 16:07 - Sezon rowerowy 2011 rozpoczęty

Korzystając ze wzrostu temperatury postanowiłem po raz pierwszy w tym roku dostać się do pracy rowerem. Tego mi było trzeba. Jeśli zima już nie powróci to być może nie będę musiał kupować kolejnego biletu miesięcznego pod koniec marca.

Na zdjęciu, w tle, coś czego w zeszłym roku jeszcze nie było. Świat się zmienia...


2011.03.11 / Piątek / 00:15 - Ikarus

Ikarus. Ostatnio coraz mniej takich autobusów jeździ po Warszawie, a szkoda, bo Ikarusy były wygodniejsze od wszelkich niskopodłogowców i mam do nich szczególny sentyment. Smutne, że niebawem całkiem znikną. Póki co z Truskawia znikła linia 714 co oznacza, że zostaliśmy niejako odcięci od Bemowa i Jelonek. Mała strata, ale jednak...

Piątek miałem mieć wolny, ale w czwartek rano zadzwonił do mnie Sebastian i od razu wiedziałem o co chodzi. Zgodziłem się przyjąć piątkowy dyżur, nie tylko dlatego, że nie wypada odmawiać Sebatianowi, ale także po to, by jednak nieco grosza zarobić. Co za dużo wolnego to niezdrowo.

Jestem bardzo zadowolony z wczorajszego zakupu. Interkonekt Real Cable dokonał cudów w moim systemie audio. :) Jest słodko.

Obejrzę sobie jakiś film...


"Otóż od lat wodzi mnie pokusa
A dziś nareszcie, uwaga, zakładam koło przyjaciół skrzyni biegów czerwonego Ikarusa
Toż to perła z lamusa, pokoleń ogniwo, spoiwo
O dziwo chodzi do dziś i budzi ludzi podziw
Tyle godzin, ile co dzień urodzin"

Kanał Audytywny "Skrzynia Ikarusa"


2011.03.10 / Czwartek / 03:37 - Kasia

Kolejna nocka w pracy... Nawet nie wiem już która, bo przestałem je liczyć. Na pewno cieszę się, że nie musiałem dzisiaj pracować w ciągu dnia, bo z tego co słyszałem było conajmniej koszmarnie. Ktoś zalał router wodą i przez dwie godziny nie było dostępu do Internetu, a później nastąpiło to co zawsze ma miejsce po awarii - wysyp smsów. W ciągu nocy coś takiego nie powinno mi się przytrafić. Poza tym za nieco ponad cztery godzinki kończę dyżur i rozpoczynam dwa dni wolne.

Od godziny 20:00 do północy rozmawiałem dzisiaj z Kasią na gg i nie mam na myśli Kasi pracującej w naszej firmie, celtyckiej Liadan, która stworzyła widoczne na zdjęciu miniaturowe dzieło, tylko jej koleżankę, która studiuje w Lublinie pedagogikę, i która z rozmowy na rozmowę i z dnia na dzień wydaje się być coraz bardziej wartościową dziewczyną. Jeszcze trochę i uznam, że jest wyjątkowa. ;) Tym bardziej się cieszę, że we wtorek będę miał okazję poznać ją osobiście, zawsze chciałem mieć koleżankę w Lublinie. ;P

Kasia numer dwa będzie druhną Kasi numer jeden na jej weselu, które odbędzie się w tym roku.

Tymczasem wracam do Zosi, naszej najbardziej wytrwałej i zarazem szalonej klientki. :/

W piątek mam iść na piwo lub coś podobnego z kilkoma osobami z firmy. Może tym razem się uda.


2011.03.09 / Środa / 19:35 - Tannoy Mercury is back

Pan kurier przywiózł mi rano dwie małe kolumienki, które kupiłem dwa dni temu na Allegro. Kolumienki zamieszkały sobie w pokoju siostry i grają tam z marną miniwieżą Philipsa. Wycofałem się z wszelkich planów kupowania innych kolumn i amplitunera kina domowego, bo to nie był dobry pomysł. Słusznie zostaję przy stereo.

Aby odsłuch stereo był przyjemniejszy, udałem się dzisiaj przed dyżurem do salonu Top Hi-Fi i nabyłem tam interkonekt francuskiej firmy Real Cable, model CA 1801. Nie był tani i mam nadzieję, że mój sprzęt zagra z nim lepiej niż z poprzednim, niezbyt udanym Qed'em Qunexem 3. Jeszcze wcześniejszy interkonekt, który był całkiem dobry, najzwyczajniej w świecie zepsułem, ponieważ nieumiejętnie się z nim obchodziłem. Na szczęście udało mi się go sprzedać na Allegro jako zepsuty, za 1/4 ceny. Z interkonektami jest o tyle fajnie, że nie tracą na wartości i zawsze można je sprzedać z niewielką stratą, obym jednak tego obecnego już nie musiał sprzedawać... Na pewno przydałby mi się teraz odtwarzacz cd z prawdziwego zdarzenia, bo póki co używam dvd Pionner, który w muzyce spisuje się zaledwie nieźle.

Niemniej jednak powstrzymuję się od dalszych wydatków w tym miesiącu, nie licząc wyjazdu do Puław i Lublina. Za chwilę zaczynam całonocny dyżur, by zarobić pieniądze, które będą mi potrzebne na rower. W firmie zaszły pewne zmiany i nie jest już tak fajnie jak wcześniej, ponieważ wyłączono nam tak zwane automaty. Teraz my będziemy pracować jak maszyny... Ech, kapitalizm. :/


2011.03.08 / Wtorek / 16:55 - Sms'owy Dzień Kobiet

Z okazji Dnia Kobiet, życzę wszystkim kobietom czytającym te słowa aby... Whatever. :P Tak naprawdę nie życzę niczego.

Nie jestem kulturalnym mężczyzną więc nie kupiłem żadnych podarków paniom z pracy, a widoczne na zdjęciu kwiaty wręczył im nasz informatyk. Ja oddałem swój niedzielny dyżur i w niedzielę rano będę mógł udać się do Puław, gdzie spędzę całe trzy dni. We wtorek pospaceruję sobie po Lublinie...


2011.03.07 / Poniedziałek / 09:50 - Gdzie ta wiosna?

Zdjęcie z dnia wczorajszego, choć dzisiejszy jest równie słoneczny. Niestety mimo słoneczka nie jest ciepło - mój licznik rowerowy wskazywał podczas wycieczki 2 stopnie Celcjusza. Założyłem zimowe spodnie rowerowe i wybrałem się na wycieczkę po puszczańskich szlakach turystycznych. Dojechałem do cmentarza w Palmirach, na którym nadal trwa budowa muzeum, a następnie niebieskim szlakiem do Mogiły Powstańców i stamtąd prosto do domciu. Łącznie zaledwie 15 kilometrów - może być jak na początek sezonu rowerowego. Po lesie jeździ się bardzo przyjemnie, bo piasek jest zamarznięty i rower w nim nie grzęźnie.

Wczorajszy dzień spędziłem w firmie, gdzie poza pracą zajmowałem się obserwowaniem licytacji na Allegro, w których wziąłem udział. Z kilku mniej ważnych licytacji udało mi się wygrać jedną, nieco ważniejszą, dzięki czemu za dwa dni pan kurier przywiezie mi kolumny Tannoy mx1. :) Dwa lata temu sprzedałem niemal takie same za 400 złotych, a wczoraj kupiłem zbliżony model za 300 złotych plus koszt przesyłki. Mimo, że moje obecne kolumny są ogólnie lepsze, to jednak do niektórych rodzajów muzyki nie nadają się tak jak stare, poczciwe Tannoy'e, dlatego postanowiłem ponownie wejść w ich posiadanie. Poza tym będą mi służyły jako kolumny surround'owe gdy wygram jutro kolejną aukcję - z amplitunerem kina domowego 5.1 firmy Sony. ;)

Mam trochę dodatkowych pieniędzy, bo sprzedałem naszemu nowemu supervisorowi swój aparat kupiony na początku tego roku. Okazał się zbędny, ponieważ i tak znacznie częściej używam nowszego i lepszego.

Przed wygraniem wczorajszej licytacji rozważałem możliwość udania się na dwa koncerty - marcowy koncert zespołu, którego praktycznie nie słucham - Coma, oraz koncert mojego ukochanego trip-hop'owego Portishead. Ten pierwszy odbędzie się 26 marca w Stodole, a ten drugi w lipcu, w Poznaniu, na festiwalu Malta. Na Comę udałbym się głównie po to, by towarzyszyć znanej już z mojego bloga Paulinie, z którą byłem na jednej jakby-randce oraz na jednym koncercie w zeszłym roku. Przy okazji mógłbym zapoznać się z zespołem Coma, który tak bardzo lubi większość znanych mi dziewczyn. Koncert Portishead to już znacznie większy wydatek, musiałbym bowiem zapłacić także za dojazd do Poznania i hotel, aby przy okazji móc zwiedzić miasto. Skoro jednak kupiłem kolumny, a za miesiąc muszę jeszcze mieć pieniądze na nowy rower, to koncerty zwyczajnie sobie odpuszczę. Co prawda Portishead pierwszy raz zagra w Polsce, ale to i tak już nie te lata i nie ta energia co w czasach ich świetności... Lepiej po prostu włożyć płytę "Portishead" albo "Dummy" do odtwarzacza, lub obejrzeć ich koncert z 1997 roku na dvd, zamiast wyruszać gdzieś daleko w poszukiwaniu tego, co już nie istnieje...

Mam nadzieję, że w ramach oszczędności nie zrezygnuję z przyszłotygodniowego wyjazdu do Lublina.


2011.03.05 / Sobota / 16:22 - Nietoperz

Takie urocze stworzonko spotkałem dziś na chodniku przy ulicy Emilii Plater, gdy szedłem do pracy. Nietoperzyk chodził przestraszony w pobliżu naszej firmy, a po minucie schował się pod samochodem. Słodki. :) Nagrałem z nim filmik.


2011.03.05 / Sobota / 11:44 - Superłajzor

Na wiosnę jednak jeszcze troszkę poczekamy...

Wczoraj w pracy zaistniały nowe okoliczności związane ze zmianami na stanowisku supervisora. Patrycja, która była naszą supervisorką przez ostatni miesiąc, przestała nią być i powiedziała, że na następcę będzie wyznaczać mnie, ponieważ jestem jej najlepszym oparatorem. ;) Jako człowiek rozważny i mądry, wpadłem w panikę. Postanowiłem bronić się wszelkimi możliwymi środkami przed objęciem tego stanowiska, chciałem grozić odejściem lub proponować by nową panią supervisor została Gosia, ale na szczęście sprawa sama się wyjaśniła. Naszym nowym supervisorem zostanie jedyny starszy ode mnie operator, mający talent do prowadzenia rozmów na czatach erotycznych i towarzyskich - Paweł. W ramach zaszczytu, który go spotkał będzie otrzymywał dodatkowe 500 złotych. Myślę, że wszyscy cieszymy się z takiego wyboru.

Wkrótce wybywam na kolejny dyżur. W przyszłym tygodniu mam według grafiku aż trzy dni wolne, a będę miał aż cztery jeśli oddam swój niedzielny dyżur Gosi. W takim przypadku będę mógł udać się w niedzielę rano do Puław, a w poniedziałek lub wtorek nawet do Lublina, by spotkać się tam z pewną Kasią, koleżanką Kasi. ;) Zobaczymy jak będzie.

Na pewno w marcu zarobię zdecydowanie mniej niż w lutym, z powodu gorszej średniej i mniejszej ilości przepracowanych godzin. Dobrze, bo pieniądze szczęścia nie dają. Szczęście dają tylko kobiety. ;) I rowery.

Swoją drogą zmieniłem nieco plany i zamiast Authora Codex zamierzam kupić Kellys Mash. Już za miesiąc.


2011.03.04 / Piątek / 23:00 - Smells like teen spirit

W marnym nastroju dzisiaj byłem... Pod koniec dnia kupiłem więc sobie paczuszkę mentolowych LM'ów, ale one już nie smakują jak dawniej i już nie pomagają. Na szczęście zbliża się wiosna, a wiosną zawsze jest lepiej, choćby dlatego, że można wsiąść na rower i jechać nim przed siebie... To wystarczy.


2011.03.03 / Czwartek / 19:34 - PITu PITu

Dzisiejszy dzień spędziłem w Izabelinie i w Warszawie. W widocznym na zdjęciu Izabelinie udałem się na widoczną na zdjęciu pocztę, by nadać tam paczkę z interkonektem QED, który sprzedałem na Allegro za 140 złotych. W drodze na pocztę natknąłem się na Martynę Wojciechowską, wysiadającą ze swojego pięknego Audi i idącą zrobić zakupy w sklepie "Łoś". Spojrzała mi w oczy i patrzyła tak przez trzy sekundy. Myślę, że się zakochała. ;) Bardzo, bardzo atrakcyjna kobieta...

W Warszawie wpadłem tam gdzie regularnie wpadam raz do roku - do urzędu skarbowego na Bielanach. Po pięciu minutach byłem wolny i mogłem się udać gdzie tylko chciałem, by wykorzystać ten jakże piękny, słoneczny dzień. Udałem się jednak tylko do Arkadii, gdzie poprzymierzałem kilka ubrań, a ostatecznie i tak niczego nie kupiłem... Widziałem tam jednak kolejną bardzo, bardzo atrakcyjną kobietę, blondynę na maksymalnie wysokich i cieniutkich obcasach, totalnie zgrabną, z pięknymi, długimi nogami, ubraną jak prostytutka lub gwiazda porno, na którą wszyscy faceci patrzyli z zachwytem i pożądaniem, a wszystkie kobiety z zazdrością i nienawiścią. Absolutnie nikt nie przeszedł obok niej obojętnie, roztaczała wokół siebie aurę z jakiegoś innego świata. Jak dla mnie 200% kobiecości. Przy takiej wszystkie inne to szare myszki... Nie zrobiłem jej zdjęcia tylko dlatego, że byłem sparaliżowany z przejęcia.

Za chwilę położę się do łóżka, by obejrzeć kolejny film z pendrive'a...

Jutro moja ukochana nastolatka przestanie być nastolatką. Smutne.


2011.03.02 / Środa / 05:14 - Upoważniony do ściemniania

Ostatni w tym tygodniu dyżur nocny. Przede mną dwa dni wolne.

Dzisiejsza nocka była dosyć pechowa, bo o godzinie 1:00 dostawca odłączył nas od Internetu, przez co całkowicie straciłem połączenie ze znajdującym się we Francji serwerem i nie mogłem wykonywać swojej jakże poważnej pracy. Byłem zmuszony zadzwonić do naszego informatyka, który zapewne już spał o tej porze, i poinformować go o zaistniałym problemie. Dwadzieścia minut później informatyk był już w firmie, przeprowadził trafną diagnozę i nauczył mnie przełączać się z łącza stałego na modem Orange. Kilka minut po tym gdy informatyk wrócił do domu i poszedł spać, dostęp do Internetu przez Orange także zdechł. Widocznie modem stracił zasięg... Nie wiem. Na szczęście nie musiałem ponownie budzić tego zacnego człowieka, bo udało mi się przejść ponownie na sprawne już stałe łącze i od tego czasu wszystko działa jak należy, dzięki czemu mogłem zabrać się za pracę oraz obejrzenie kolejnego filmu. Tym razem mój wybór padł na "Critters 2", który oglądałem dziesiątki razy w czasach popularności magnetowidów, czyli na początku lat dziewięćdziesiątych, a który dzięki Internetowi mogłem sobie teraz przypomnieć. Czad totalny.

Jeszcze tylko trzy godzinki i będę wolny. W miesiącu lutym ponownie wyrobiłem największą ilość godzin ze wszystkich operatorów i być może także najwięcej zarobiłem, choć szczegułów jeszcze nie znam. Słyszałem coś o jakiejś premii, którą mam dostać... Szczerze mówiąc sam bym jej sobie nie przyznał, ale skoro ktoś chce mnie nią obdarować to nie będę protestował... ;)


2011.03.01 / Wtorek / 06:49 - Miniaturowe centrum operatorskie

Asia, ale nie ta pierwsza (zła Asia z Płońska) i nie ta druga (dobra Asia z Puław), tylko ta trzecia, z Kalisza, która przeczytała całego mojego bloga, wspominała wczoraj żebym zamieścił tu swoje aktualne zdjęcie, na którym będę wyglądał w miarę dobrze. Nie wiem czy wyglądam dobrze, raczej tak jak zwykle, ale zdjęcie zamieszczam, bo całkiem ładnie widać na nim nasz mały pokoik w firmie, nasze centrum operatorskie. W sumie bardzo fajne miejsce, za którym może nawet kiedyś będę tęsknił.

Przy okazji pozdrawiam wszystkie Asie i Kasie czytające te słowa. ;)


2011.03.01 / Wtorek / 06:21 - Bezruch

Przetrwałem kolejną noc w firmie, która była wyjątkowo bezczynna. Za oknem powoli robi się jasno, słychać latające nad Śródmieściem mewy i pewnie nawet byłoby widać piękne, wschodzące słońce, gdyby nie to, że mamy dosyć ograniczoną widoczność. Wszędzie tylko okna, okna, okna... W nocy mam wrażenie, że ktoś mnie z nich obserwuje, choć najpewniej w tym budynku znajdują się same biura.

Gdyby ktoś faktycznie obserwował mnie podczas dzisiejszego dyżuru to widziałby jak oglądam kolejny film w Internecie, a nawet dwa filmy, czyli "Galerianki" i "Galerianki", z tym, że jeden to film kinowy, a drugi to etiuda filmowa tej samej pani reżyser. Etiuda wypada dosyć mizernie, ale wersja kinowa też nie jest rewelacyjna. Na pewno interesująco wypada samo porównaniu etiudy z pełnometrażowym filmem. Wszystkim, którzy nie oglądali jeszcze "Galerianek" złośliwie zdradzę teraz zakończenie - romantyczny chłopak, brunet w okularach o imieniu Michał, popełnia samobójstwo, ponieważ jego ukochana, główna bohaterka stacza się tak nisko, że zostaje zwykłą szmatą, która w dodatku kpi z niego gdy podczas ich pierwszego zbliżenia przytrafia mu się zdecydowanie przedwczesny wytrysk... Jakież to życiowe. ;) Do "Galerianek" przyciągnęła mnie osoba pani reżyser, a raczej wywiady z nią i nie chodzi wcale o to, że mówiła podczas nich cokolwiek mądrego. Lubię gdy kobieta reżyseruje film, lubię gdy kobieta śpiewa... W ogóle wolę kobiety. :)

Zauważyłem, że oto pojawia się nowy trend - filmy ogląda się teraz już nie na divx'ach, tylko w jeszcze gorszej postaci - na żywo w Internecie. Z jednej strony mamy DVD i Blu-Ray, a z drugiej divx'y i wszelkie serwisy internetowe z filmami. Na pewno większą popularnością cieszy się ta druga forma dystrybucji filmów, pod każdym względem nielegalna... Czy komuś jeszcze zależy na wysokiej jakości obrazu i dźwięku? A miało być tak pięknie.

Ach, zapomniałem. Mamy jeszcze kino. Może wybiorę się do niego w czwartek, zaraz po wizycie w urzędzie skarbowym, w którym jak co roku złożę PIT. Być może już tak się zestarzałem, że te dwie godziny spędzone w kinie uznam za zwyczajną stratę czasu...

Wracam do pracy, bo klienci się już budzą i jeden z nich każe mi opisywać jak wyglądają moje majtki... O 8:00 przyjdzie Kasia, która bardzo profesjonalnie się nimi wszystkimi zajmie. Tym sposobem zakończę miesiąc luty.