2011.04.30 / Sobota / 08:08 - Ostatni dzień kwietnia 2011

Bardzo podoba mi się grafik na przyszły tydzień. Mam aż trzy dni wolne, z czego dwa w weekend. Łącząc je z wolnym poniedziałkiem i wolnym wtorkiem kolejnego tygodnia, stworzę sobie mały, czterodniowy urlopik, który spędzę oczywiście w Puławach. :)

Tymczasem pora wyruszyć rowerem na sobotni dyżur, zarobić ostatnie pieniądze w tym miesiącu.


2011.04.29 / Piątek / 12:01 - Koniec kwietnia 2011

Przydałoby się przeprowadzić malowanie w naszym domu, bo od ostatniego minęło co najmniej sześć lat i ściany już dawno przestały być białe... Ale komu by się chciało malować? :P Mi na pewno nie. Póki co, tata kupił nowy zlew do kuchni.

Wczoraj nie pojechałem już na żadną wycieczkę, gdyż musiałem wypoczać po tej sprzed dwóch dni. Bądź co bądź była to pierwsza poważniejsza wyprawa w tym roku. A co z moją wyprawą rowerową po Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i Świetokrzyskiem? Miałem się z tego pomysłu wycofać, ale w tej chwili jeszcze nie wiem jak będzie. Chętnie bym pojechał.

Przede mną dwa dni pracy i wolna niedziela, wolny 1 maja, dzięki Kasi, która wzięła ode mnie ten świąteczny dyżur. W niedzielę ma nas odwiedzić dwóch braci stryjecznych, ze swoimi kobietami, jeden z żoną, drugi z jeszcze-nie-żoną. Ten z żoną to Daniel, u którego byliśmy na weselu we wrześniu zeszłego roku. Zrobilibyśmy jakieś ognisko gdyby pogoda dopisała, ale nie wiadomo jak z nią będzie...

Jutro być może przyjedzie do nas siostra z Puław, która właśnie dzisiaj obchodzi swoje 33 urodziny. Wszystkiego najlepszego siostro! :) Prezentem będą nowe okna i drzwi na balkon, na które już zbieram pieniądze. :P


2011.04.28 / Czwartek / 09:23 - Ścieżka rowerowa w Palmirach

13 kilometrów do domu - Palmiry, wjazd do Puszczy Kampinoskiej. Dawno tam nie byłem, dlatego dopiero wczoraj dowiedziałem się, że wybudowano w tym miejscu ścieżkę rowerową. Słodko. Nie ma to jak ścieżka rowerowa na wsi, gdzie ruch samochodów jest niemal zerowy... :)


2011.04.28 / Czwartek / 09:18 - Most w Nowym Dworze Mazowieckim

Na właściwą stronę Wisły wróciłem przekraczając niebieski most w Nowym Dworze Mazowieckim. Właściwie są to dwa mosty obok siebie - most na Wiśle i most na Narwi, bo Narew w tym właśnie miejscu, przy Twierdzy Modlin, wpada do Wisły.


2011.04.28 / Czwartek / 09:11 - Pomiechówek

Przed Nowym Dworem Mazowieckim znajduje się Pomiechówek, który nie słynie z niczego poza tym, że pochodzi stamtąd mąż Agnieszki, mojej platonicznej miłości. ;) Agnieszki, która już całkiem znikła z Truskawia...

Szosa z Serocka do Nowego Dworu Mazowieckiego jest zupełnie prosta, przez 20 kilometrów nie ma na niej żadnego zakrętu. Jest też niestety dosyć ciasna, a zarazem bardzo intensywnie uczęszczana przez TIRy, co dla rowerzysty oznacza problemy. Kierowcy TIRów mają dziwny zwyczaj - zamiast wyprzedzić rowerzystę, po prostu trąbią, zbliżając się z dużą prędkością i jeśli nie zjedzie się na pobocze, można skończyć jako zmiażdżone zwłoki w stroju kolarskim... :/ Na pobocze zjdeżdżałem więc bardzo, bardzo często... Po drodze mijałem jeden wypadek - osobówka zdeżyła się z ciężarkówką.

Gdy ostatnio jechałem tą szosą w roku 2002, ruch był zdecydowanie mniejszy.


2011.04.28 / Czwartek / 09:04 - Cow from Scotland

Wystarczy już tego krowiego tematu. :) Ostatnie krowie zdjęcie z wczoraj.


2011.04.27 / Środa / 22:54 - Szkockie Bydło Górskie

Ciekawe jak smakuje mleko od takich krów. Pewnie by mi nie smakowało. :) Ale może smakowałyby mi same krowki? ;) Raczej nie, bo przecież nie jadam mięsa... :P Pasztet z krowy?


2011.04.27 / Środa / 22:48 - Hipisowskie krowy

Mają bardzo gustowne fryzury... :)


2011.04.27 / Środa / 22:47 - Mała krówka

Słodka, mała krówka. :) Zwykłych, łaciatych krów nie lubię, ale od dzisiaj jestem fanem Szkockiego Bydła Górskiego! :D


2011.04.27 / Środa / 22:44 - Lepsze niż łaciate

Kilka kilometrów za Serockiem, przy bardzo długiej, całkowicie prostej szosie do Nowego Dworu Mazowieckiego, spotkałem stadko bardzo interesujących krów. :) Po powrocie do domu wyczytałem w Internecie, że jest to Szkockie Bydło Górskie, jedna z pierwszych ras wyhodowanych przez człowieka. Krówki te są bardzo przyjazne, zachowują się inaczej niż zwykłe, łaciate krowy. Na przykład pan byk podszedł do mnie i dał się pogłaskać. :)

Urocze. Chcę takie krówki! :D


2011.04.27 / Środa / 22:36 - Obwodnica Serocka

Ponieważ Serock ma obecnie koszmarne problemy z TIRami korkującymi miasto, powstaje ta oto obwodnica. W dzisiejszych czasach niemal każde miasto buduje lub już posiada własną obwodnicę. Każde, poza Warszawą. ;) I Dęblinem... :P

Niestety obwodnice nie są dobre dla rowerów. Zazwyczaj w ogóle nie można na nie wjeżdżać rowerem, a wtedy zaczynają się problemy...

Bardziej podobały mi się czasy, w których nie było obwodnic, w których nie było tak wielu samochodów... :/


2011.04.27 / Środa / 22:28 - Serock

Cel mojej podróży - Serock, czyli miasteczko w stylu Dęblina. Nawet główna ulica nazywa się tak samo jak w Dęblinie - Warszawska.

W Serocku kupiłem sobie pożywienie w postaci batoników oraz picie w postaci niedobrego napoju Nestea. Spodobały mi się ceny, dużo niższe niż w Warszawie - choćby batonik Twix za 1,39 i to w zwykłym kiosku! Jak za dawnych, dobrych czasów.

W czasie gdy robiłem zakupy podszedł do mnie mniej więcej dziesięcioletni chłopiec i zapytał się:

- Czy jest pan kolarzem?
- Nie, jestem normalnym człowiekiem...

Coś tam jeszcze mówił, pytał się skąd jadę, a gdy odrzekłem, że z daleka, zapytał czy z Legionowa. Po jakimś czasie pogawędki stwierdził, że brakuje mu dwóch złotych na jakiś tam zakup w sklepie spożywczym. ;) Ponieważ mam dobre serce, wręczyłem temu małemu wyłudzaczowi dwa złote, a następnie także butelkę Nestea, bo kupiłem trochę za dużo.

Wystarczy nałożyć strój kolarski, kask i rękawiczki, a ludzie zaczynają traktować cię nieco inaczej, inaczej na ciebie patrzą, są przyjaźniej nastawieni. Jeden facet nawet robił mi dzisiaj zdjęcia... Może jakiś pedał. ;D

Przede wszystkim jednak ubranie Scotta jest bardzo, bardzo, bardzo wygodne i nie wyobrażam sobie już, że miałbym jeździć na dłuższe wycieczki w zwykłych spodniach i koszulkach... Nie wyobrażam sobie też, że mógłbym jeździć w butach innych niż zatrzaskowe, czyli innych niż SPD.


2011.04.27 / Środa / 21:42 - Pan Michał nad wodą

Jedyne jezioro znajdujące się w pobliżu Warszawy - Jezioro Zegrzyńskie, czyli Zalew Zegrzyński, czyli Zbiornik Dębe. :) W Dębem znajduje się tama, która przyczynia się do powstania zalewu.

Zachwyciłem się powyższym widokiem, ponieważ na co dzień nie mam dostępu do większej wody. Raz w życiu byłem nad morzem, nad jeziora nie jeżdżę... Wisła w Warszawie, w Puławach i w Dęblinie jest największą wodą z jaką mam do czynienia na co dzień. Chciałbym pojechać ponownie nad morze, lub po raz pierwszy na Mazury, ale... Nie mam z kim. ;(

Choć w tym roku mam jechać z Igą do Malborka! :D :P


2011.04.27 / Środa / 21:34 - Rekord prędkości

Przed Jabłonną wykorzystałem wiatr wiejący mi w plecy i pobiłem swój rekord prędkości na rowerze, na płaskim terenie. W dawnych czasach nie miałem siły jechać szybciej niż 40 km/h, a teraz bez większego problemu przekraczam 50 km/h i to rowerem górskim, z dosyć szerokimi oponami. Jestem z siebie dumny. ;) Najszybciej w życiu jechałem 56 km/h, ale to się nie liczy, bo mknąłem wtedy za autobusem. :P

Tak w ogóle licznik sprawuje się doskonale i bardzo przyjemnie jest go posiadać. :)


2011.04.27 / Środa / 21:16 - Elektrociepłownia Żerań

Druga warszawska elektrociepłownia. Na południu znajduje się większa z nich - Siekierki, a na północy mamy Żerań.

Północna część Warszawy, czyli przede wszystkim dzielnica Białołęka jest... Żałosna. Zupełnie pozbawiona jakiegokolwiek stylu mieszanka blokowisk i ogródków działkowych... Ach, aż szkoda słów. :P Prawdopodobnie nie podoba mi się dlatego, bo znam ją przede wszystkim z wiecznie remontowanej ulicy Modlińskiej. Może w innych miejscach Białołęka jest piękna? :P


2011.04.27 / Środa / 20:51 - Wisła

Wisła widziana z mostu Grota-Roweckiego. W tle Warszawa, ze swoimi kilkoma wieżowcami. Pod względem wysokich biurowców, hoteli i apartamentowców Warszawa wypada bardzo blado, szczególnie gdy porówna się ją z Nowym Jorkiem, Sydney, Vancouver, Dubajem lub jakimkolwiek innym prawdziwym miastem... Nie ma co się oszukiwać - Warszawa to zadupie. :) Mamy w niej mniej niż dziesięć wieżowców. Choć z drugiej strony, w takim Lublinie, Puławach lub Kielcach w ogóle ich nie ma... A zresztą kogo obchodzą jakieś wieżowce. :P


2011.04.27 / Środa / 20:41 - Most Grota-Rowerckiego

Wisłę w Warszawie przekroczyłem najkoszmarniejszym mostem ze wszystkich, który jest szczególnie koszmarny dla rowerzystów. Wielki ruch, bardzo szybko jadące samochody, bardzo głębokie koleiny i buspas, po którym nie można jechać rowerem. Dopiero w połowie mostu zaczyna się widoczny po prawej stronie chodnik, wcześniej nie ma innej opcji i trzeba jechać razem z samochodami. Okropność, okropność, okropność. Niestety obecnie jest to najbardziej wysunięty na północ most, co znaczy, że jest tym najbliższym, gdy chce się jechać nad Zalew Zegrzyński. Na Most Północny cały czas czekamy i myślę, że za jakiś rok lub dwa lata powinien być w pełni gotowy. Będzie bardzo przydatny i na pewno wielokrotnie z niego skorzystam. Póki co, pozostaje nieszczęsny Grot-Rowecki, po którym miałem też nieprzyjemność jeździć samochodem, na kursie prawa jazdy.


2011.04.27 / Środa / 20:32 - Wycieczka rowerowa do Serocka

Po zmniejszeniu rozdzielczości niewiele widać na tej mapie. :) Mógłbym po raz pierwszy wykorzystać tutaj tak zwaną fotorelację, ale jej idea nie za bardzo przypadła mi do gustu, dlatego wkleję tu kilkanaście zdjęć z dzisiejszej wycieczki, jedno po drugim, w normalny sposób. Dzięki temu znacznie szybciej dojdę do dwóch tysięcy zdjeć na moich obszernym blogu! ;D

Celem dzisiejszej wycieczki był Serock, niewielkie miasteczko podobne do Dęblina, leżące około 10 kilometrów na północ od Zalewu Zegrzyńskiego. Dotychczas nigdy w Serocku nie byłem i nigdy nie byłem rowerem tak daleko na Północy. To już prawie Mazury! ;)


2011.04.27 / Środa / 18:07 - I'm not dead yet

Przejechałem 107 kilometrów i jeszcze żyje. Nie jest ze mną tak źle jak przypuszczałem... Na zdjęciu Zalew Zegrzyński, który znajduje się 44 kilometry od naszego domu. Szkoda, że tak daleko, bo to bardzo przyjemne miejsce.


2011.04.26 / Wtorek / 23:09 - Znienawidzony Pan Michał

Jestem bardzo złym człowiekiem. :) Co ta praca ze mnie zrobiła... Kiedyś byłem taki porządny, a teraz jestem potworem. ;D

Jak powiedział Jacek - nie zdziwiłby się, gdyby powodem tego, że nie mam dziewczny, był mój fotoblog. :) Logiczne. Gdybym miał wybierać - dziewczyna albo fotoblog, wybrałbym fotoblog! :D Nie mógłbym spotykać się z dziewczyną i nie pisać tu o niej.

Osobiście uwielbiam dziewczyny z własnym fotoblogiem. Jeszcze trochę i dodam kolejny punkt do swoich wydumanych wymagań - dziewczyna, którą mam pokochać, musi mieć swój fotoblog. Innych nie biorę pod uwagę. ;)

Uciekłem z Sympatii.pl równie szybko jak się na niej pojawiłem. Skoro jedyna ładna i fajna kobieta, którą za tym podejściem tam wypatrzyłem jest już na mnie obrażona, to nie czuję się na siłach, by prowadzić dalsze poszukiwania.

Porządkując to i układając w logiczną całość, było mniej więcej tak:

Bardzo spodobało mi się zdjęcie Marty, która jest trochę podobna do Igi, odezwałem się więc do niej, ona odpowiedziała, zaczęliśmy rozmawiać, od początku było przyjemnie i interesująco, a nawet nietypowo, bo to dosyć oryginalna kobieta, pod wieloma względami pasująca do mnie, ale nie poznałem jej nazwiska, numeru gg ani telefonu, co nie za bardzo mi się spodobało. Mam złe doświadczenia z dziewczynami, które nie chciały mi na samym początku zdradzić swojego nazwiska. Mimo wszystko nadal było przyjemnie, umówiliśmy sie wstępnie na spotkanie, na spacer po Łazienkach, Marta dostała oczywiście adres mojego fotobloga i... Nie przeszła jednej z najważniejszych moich prób - nie spodobało jej się to, że o niej wspomniałem na blogu. Zaczęła mieć pretensje, że napisałem coś nie tak o jej wieku, potraktowała poważnie wszystko co znajdowało się w danym wpisie, mimo tego, że jestem człowiekiem niepoważnym od a do z. :) Tym sposobem rozminęliśmy się i spotkania nie będzie...

Moja mama, która po obejrzeniu zdjęcia Marty stwiedziła, że to najładniejsza dziewczyna z tych, które ostatnio poznałem i najnormalniejsza, dzisiaj dowiedziała się, że spotkania nie będzie. Powiedziała: "Za normalna dla ciebie była?". Coś w tym jest... Normalność mnie nie kręci. ;)

Niemniej Marta jest w porządku, choć może jest... Zbyt sztywna. Sztywność to problem 90% kobiet i 50% dziewczyn. ;D

Dość już o Marcie, nie będę jej więcej denerwował... Mam nadzieję, że znajdzie jakieś faceta, którego owinie sobie wokół palca. Życzę jej szczęścia, a sobie życzę większej pokory wobec dziewczyn/kobiet, które poznam w przyszłości. Chyba nic z tego nie będzie, bo przecież nawet w stosunku do Księżniczki Doroty nie byłem pokorny i dlatego dzisiaj mnie nienawidzi. Tyle, że to dla mnie lepsze rozwiązanie, bo nie byłoby nic gorszego w tym przypadku niż ciągła nadzieja. Lepiej było się jej pozbawić. Jeszcze trochę i wszystkie kobiety tego świata bedą mnie nienawidzić. ;D

"I hate myself and I want to die". :P

Kasia z Lublina to jednak bardzo pozytywna dziewczyna była... A raczej jest. :)

Jutro rowerek!


2011.04.26 / Wtorek / 16:03 - Nici ze spaceru

Pogodę dziś mamy wyśmienitą.

Dwie drobne zmiany zaszły od czasu ostatniej notki:

Pierwsza - zatkałem otwory bass reflex w swoich kolumnach przeznaczonymi do tego zatyczkami i brzmienie poprawiło się na tyle, że zdecydowałem się w ogóle nie sprzedawać całego sprzętu. Marantz i B&W zostają!

Druga - jutro nie dostąpię zaszczytu spotkania się z panną Martą, ponieważ uznała ona, że spaceru nie będzie. Nie do końca rozumiem dlaczego, ale najprawdopodobniej z dwóch powodów:

Pierwszy - mój przesadny entuzjazm.

Drugi - moja otwartość.

Jako doskonały psycholog postawiłem dwie błędne diagnozy:

Pierwsza - Marta boi się poważniejszych relacji z mężczyznami i wycofuje się już na wstępie.

Druga - Marta doszukuje się problemów tam gdzie ich nie ma. :)

Niemniej i tak bardzo ją lubię. :) :) To jedna z fajniejszych dziewczyn/kobiet poznanych przeze mnie na Sympatii.

Pozostanie mi tylko wsiąść jutro na rower i pojechać w jakieś ładne miejsce. W taką pogodę wszędzie jest ładnie, więc pojadę gdziekolwiek. Albo pospaceruję samotnie po Łazienkach...


"Mów mi dobrze
Dobrze mi mów
Łaskocz czule
Warkoczem ciepłych słów
Wilgotnym szeptem przytul mnie
I mów mi dobrze Nie mów mi źle"

Happysad "Mów mi dobrze"


2011.04.25 / Poniedziałek / 16:03 - Plątanina kabli

Nie wsiadłem dziś na rower i nie pojechałem nad Zalew Zegrzyński, ani w żadne inne miejsce. Zamiast tego, zniosłem cały sprzęt audio do pokoju znajdującego sie na dole i wraz z dwiema siostrami obejrzałem na dużym telewizorze mój nowy ukochany film - "Death Proof" Quentina Tarantino. Po czterokrotnym obejrzeniu tego dzieła podwyższyłem mu ocenę do 10/10. :) Szkoda, że tak niewiele porządnych filmów dziś powstaje. Przypomniałem sobie czasy, gdy kino dawało mi wielką radość.

Subwoofer gra tak samo badziewnie na dole jak i u mnie w pokoju. To samo dotyczy wzmacniacza - jakichkolwiek kabli bym nie kupował to i tak będzie brzmiał sztucznie i nieznośnie. Choć z tanimi kablami to już w ogóle tragedia do kwadratu. Najprawdopodobniej cały mój sprzęt nadaje sie do wymiany, ale dość już o tym, bo to bardzo nudny temat... Najważniejsze, że od dwóch dni znowu mam słuchaki Koss Porta Pro i znowu mogę słuchać muzyki jeżdżąc rowerem lub autobusem. Po awarii poprzednich musiałem sobie kupić nowe. To już trzecie.

Dzisiaj jeszcze się porelaksuję, a jutro na jeden długi dyżur powrócę do firmy. Po pracy ma do mnie zadzwonić moja nowa jeszcze-nie-koleżanka, aby wyjaśnić kiedy i gdzie się spotkamy, o ile w ogóle się spotkamy. To będzie pierwsza kobieta, z którą się umówię - wcześniej umawiałem się z samymi dziewczynami. Aż się boję... ;) Najprawdopodobniej w środę około 15:00 rozpocznie sie nasz spacer po Łazienkach.

Środa wolna, czwartek wolny. Badania serca jednak poczekają... Prawo jazdy też. Choć po "Death proof" mam ochotę je zdobyć i kupić sobie samochód. Amerykański, z lat siedemdziesiątych. ;) Pojechałbym nim do Rzeszowa...


2011.04.24 / Niedziela / 17:44 - Zawalony

Od godziny 15:00 zostałem w firmie sam, przez co jestem tak zawalony pracą, że aż postanowiłem olać czekających klientów i zrobiłem sobie małą sesyjkę zdjęciową, niezbyt zresztą interesującą. ;) Po raz kolejny twierdzę, że zdjęcie byłoby lepsze gdybym był na nim nagi. ;D

Pogoda się popsuła i chyba nici z jutrzejszej wycieczki. Zostanę w domu, zniosę cały sprzęt audio do pokoju na dole i obejrzę "Death Proof" na dużym telewizorze, który kiedyś stał u mnie. Może subwoofer ładniej zagra w większym pokoju? Szczerze wątpię... To jeden z moich najmniej udanych zakupów, co jest tym gorsze, że to także jeden z moich droższych zakupów. :/ To co drogie nie zawsze musi być dobre. Warto zapamiętać tę mądrość życiową. :)

W każdym razie teraz pieniądze zbieram na zakup nowych okien do puławskiego mieszkania... Obiecałem to siostrze już dawno temu.


2011.04.24 / Niedziela / 14:03 - Wielkanoc 2011 w pracy

Jednoznacznie stwierdzam, że zamieszczane tu przeze mnie zdjęcia są coraz mniej atrakcyjne, głównie z tego powodu, że ostatnio w ogóle się na nich nie pojawiam. ;) Pora to zmienić.

Do pracy jeżdżę sobie tym oto czerwonym rowerem, który służy mi już od niemal pięciu lat. Kupił mi go tata, który był wówczas dumny z tego, że jego syn wreszcie znalazł jakąś ludzką pracę, z której nie uciekł po dwóch dniach lub tygodniu, jak to bywało wcześniej. Rowerem tym przejechałem już około 50 tysięcy kiometrów, a mimo wszystko jest on w całkiem dobrym stanie. Cały jego osprzęt składa się z niskiej klasy Altusów i Sisów, które jednak działają bardzo sprawnie, nawet ani razu nie smarowałem w nim piast. Author to firma, do której jestem przywiązany, i której ufam. Oczywiście po tym gdy napisałem te słowa, mój rower rozpadnie się na kawałki, jeszcze dziś. To pewne. ;)

Kończę notkę i zabieram się za odpisywanie klientkom, które nie dają mi spokoju, mimo świąt... :( Są takie nieludzkie. Znęcają się nade mną. Jutro mam dzień wolny i wstępnie planuję wyprawę rowerową przez Legionowo do Serocka i Nowego Dworu. Ostatnio byłem tam w roku 2003, w niezwykle upalny dzień. Pamiętam go dobrze, bo nie wziąłem ze sobą picia...


2011.04.23 / Sobota / 15:51 - Happy together

Boćki, mieszkające w Mościskach, przy salonie Toyoty, też nie lubią samotności. Połączyły się w parę i żyją sobie szczęśliwie, tak jak natura tego chciała. :) Zresztą czytałem, że nawet galaktyki w kosmosie łączą się w pary... Everybody need somebody, nie tylko to love! Me too. Choć póki co jestem szczęśliwy jako wolny człowiek. :)

W drodze do pracy nieco zmokłem, ale nie zaszkodziło mi to, bo nie jestem z cukru i nie rozpuściłem się. Ruch mamy niewielki, dzięki czemu nie dostaję takiej zaku***cy jak wczoraj, choć przyznaję, że te babki i tak za dużo piszą jak na dzień świąteczny. Mogłyby się powstrzymać z tymi życzeniami.

Wczoraj zepsuł się nasz firmowy sedes, więc nie za bardzo możemy korzystać z ubikacji... Chyba, że będziemy sobie pomagać garnkiem. Te nowoczesne apartamenty w centrum Warszawy to jedna wielka tandeta. Nie ma to jak stare, dobre, socjalistyczne blokowiska z wielkiej płyty, albo stare, zagrzybiałe domy w środku lasu. :)


2011.04.23 / Sobota / 01:39 - Kościół w Borzęcinie Dużym

Kościół w Borzęcinie Dużym... Nocny powrót rowerem do domu. Sebastian wypuścił mnie godzinę wcześniej, mimo tego, że ruch był conajmniej koszmarnie duży. Kasia została sama, zmagając się z niezliczoną ilością klientów, a ja tymczasem wesoło jechałem sobie rowerem. :P Uważam, że Sebastian powinien pić wino codziennie. ;D

Podobno w środę Sebastian ma mnie odwiedzić w domu, w samym sercu puszczy, by posłuchać jak grają kolumny B&W, które mam mu sprzedać. Obawiam się, że po takim odsłuchu nie zechce ich kupić, ale cóż... Trzeba spróbować. ;) Na Allegro chyba nikt nie zamierza kupić mojego cudownego sprzętu hi-fi, widocznie ustaliłem zbyt wysokie ceny, choć moim zdaniem i tak są już bardzo zaniżone. A może po prostu naród nie ma pieniędzy na takie zabawki... Ludzie wydali całe pieniądze na cukier...

Czwartek także będzie dla mnie dniem wolnym i jeśli nic się nie zmieni, to wybiorę się wtedy na spacer z jakże sympatyczną dziewczyną z Sympatii, o której mam tutaj za dużo nie pisać. :) W każdym razie po raz pierwszy spotkam się ze swoją rówieśniczką, z rocznika 1982. Najdziwniejsze, że jestem z tego powodu bardzo zadowolony. :) Spacerować mamy po moich ukochanych Łazienkach, choć w celu urozmaicenia spotkania możemy sie także udać na badanie EKG. ;D Oby pogoda dopisała.

Skoro środę i czwartek mam zajęte, to na badania wybiorę się pewnie dopiero w maju. Być może w Puławach?

Tymczasem wczoraj przyjechała do nas siostra z Puław i zostanie tu do wtorku. Rodzinka w komplecie, nadal i wciąż. Wszyscy żywi.


2011.04.22 / Piątek / 13:03 - Death above

Nad naszą leśną drogą od kilku lat wisi uschnięta, zdradziecka, śmiercionośna gałąź, która wcześniej czy później oderwie się i runie w dół z wysokości kilku metrów, roztrzaskując się na drodze lub na głowie jakiegoś nieszczęśnika. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że tym nieszczęśnikiem nie będę ja. Póki co omijam ją możliwie szerokim łukiem... Gdy o niej pamiętam.

W każdym razie dzisiaj i tak nie idę pieszo do autobusu. Po kilku tygodniach przerwy do pracy ponownie dostanę się rowerem. Od wczoraj mamy przecież idealną pogodę. Tak idealną, że najchętniej w ogóle przestałbym chodzić do pracy. ;) Z wielką rozkoszą przejechałbym się rowerem po puszczy lub za Wisłę, przez Nowy Dwór Mazowiecki nad Zalew Zegrzyński. Na taką wycieczkę najwcześniej będę jednak mógł wyruszyć w poniedziałek, bo odebrano mi jutrzejszy dzień wolny... ;( Odebrano mi wolność. ;( ;(

Idę się ogolić. Napisałbym tu coś o jednej sympatycznej dziewczynie z Sympatii, ale mi zabroniła. :) Zatem cicho-sza. :)


2011.04.21 / Czwartek / 01:25 - Zdesperat

Dzisiaj pierwszy raz od dawien dawna wyszedłem z pracy o godzinę wcześniej! Yes! Cóż za radość. :D W dodatku jutro będzie jeszcze piękniej, bo wyjdę aż o dwie godziny wcześniej! :D :D Radość do kwadratu...

Dzisiaj naszą firmę opuścił Michał, zwany przez dziewczyny ciachem. Popracował u nas dwa dni po czym zdezerterował... Ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć poważnego pracownika. ;) Rozumiem, że firma ponownie ogłasza nabór.

Ruch w pracy mamy mały więc po części z nudy, a po cześci z desperacji, zapisałem się na Sympatię.pl, od razu wykupując sobie miesięczny abonament. Który to już raz? Piąty, szósty, dziesiąty? Popisałem sobie trochę z dwiema dziewczynami, z dwódziesto-ośmio-latką oraz osiemnastolatką, z czego ta druga stwierdziła, że jestem dla niej za stary! Zgroza. :) Jeśli osiemnastolatki mnie nie chcą to naprawdę już pora umierać... :P Dwudziesto-ośmio-latka wydaje się być fajna, ale wspominała coś o tym, że jest już zajęta... Jak wszystkie dwudziesto-ośmio-latki. :P

Przedwczoraj szukałem nowej koleżanki poprzez NK. Napisałem do wszystkich ładniejszych, warszawskich dziewiętnastolatek noszących imię Kasia, w sumie było ich kilkadziesiąt, z czego odpisała mi... Jedna! Napisała żebym obciął włosy. :/ NK zdecydowanie nie nadaje się do szukania koleżanek. ;)

Wystarczy znaleźć jedną, odpowiednią, dobrze dopasowaną... Może mi się uda, bo nadeszła wiosna, a ja poczułem się dziwnie samotny... Smutne, smutne... Zapragnąłem spacerowac po Łazienkach, a nie mam z kim... Całkiem niedawno tak przyjemnie spacerowałem sobie z Kasią po Lublinie, a dzisiaj znowu jestem sam jak palec. A raczej jak Shyne. ;D


2011.04.19 / Wtorek / 07:33 - It's getting better

Kolejne, wiosenne wyrównywanie naszej drogi w lesie. Podczas wczorajszego powrotu do domu po raz pierwszy w tym roku spotkałem się z komarami, który już raczyły się wykluć. Jeszcze tylko kilka dni spokoju i rozpocznie się coroczna inwazja! Wtedy znowu zacznę dojeżdżać do pracy rowerem...

Jak widać na załączonym obrazku i wszędzie dookoła - świat zaczyna się zazieleniać. Niebawem zakwitną kasztany i kolejny rocznik przystąpi do matury, w tym moja kielecka koleżanka Sylwia. Ja już niebawem wybiorę się na studia, za jakiś rok lub dwa lata... ;)

"Death Proof" Quentina Tarantino mnie ostatnio zachwycił. Wczoraj w pracy widziałem ten film po raz pierwszy i pożałowałem, że nie poszedłem na niego do kina. Niepotrzebnie sugerowałem się narzekaniem tych, którzy na dobrym kinie się nie znają. :)

Pora wybrać się do pracy, poznać dwóch nowych kolegów Michałów... Podobno jednego z nich dziewczyny nazwały ciachem, ciekawe czy odgadnę, którego... Mnie niestety nikt ciachem nie nazwał, taki już smutny mój los... ;( :P

Czy przy tak dużej ilości Michałów w firmie, mogę być znowu dumnie nosić imię Euzebiusz? ;D

Podobno mój kolega Sebastian zainteresowany jest nabyciem ode mnie kolumn Bowers & Wilkins. Fajnie. Ostatnio kupił ode mnie wzmacniacz Rotel, który zepsuł mu się jakieś dwa tygodnie później... ;)

Tak w ogóle to czuję się już dobrze, ale to normalne, tuż przed śmiercią człowiekowi zawsze się polepsza.


2011.04.17 / Niedziela / 17:41 - Firma Michałów

Widok z północy na apartamentowiec, w którym mieści się nasza firma. Otoczenie może nie jest zbyt atrakcyjne wizualnie, niemniej jednak lokalizacja bardzo mi odpowiada. Od jutra w firmie będzie pracować aż czterech Michałów, czyli ja, nasz szanowny szef oraz dwóch nowych operatorów, którzy zastąpią dwóch operatorów raczących odejść. Ruch powinien dzięki nim powrócić do normy, bo póki co jest zdecydowanie zbyt duży jak na mój gust... Zresztą przyszły tydzień to tydzień świąteczny, więc ruch ogólnie powinien być mały. Dzisiaj na szczęście mam ostatnią nockę. Siostra przyjeżdża z Puław w piątek, a ja sobotę mam wolną. Sam chętnie pojechałbym sobie do Puław, ale obowiązki na to nie pozwalają...

Wiosnę mamy niezbyt ciepłą, dlatego jeżdżę autobusem. Dobrze to czy źle dla mojego zdrowia? Sam już nie wiem...


2011.04.17 / Niedziela / 05:42 - Senne poranki

Dwie i pół godziny do końca całonocnego dyżuru. Cholernie chce mi się spać, więc aby odpędzić sen, dodaję kolejną notkę na blogu, ze zdjęciem zrobionym wczoraj o poranku. Wyjście z pracy o godzinie ósmej i spacer śródmiejskimi uliczkami w tych delikatnych, miękkich i fotogenicznych promianiach słońca jest najprzyjemniejszą częścią każdego dnia. Absolutnie uwielbiam poranki, nie tylko warszawskie... Są piękne, ale nie kojarzą się dobrze tym, którzy rozpoczynają wtedy pracę. Dobrze kojarzą się za to nam - ludziom z nocnych zmian. ;) Oznaczają wolność.

Przez pierwsze cztery godziny dyżuru znowu miałem koszmarnie duży ruch. Nie rozumiem czemu jestem w soboty sam od godziny 22:00... :/

W nocy obejrzałem w Internecie jeden ze swoich ulubionych filmów z lat osiemdziesiątych - "Na przedmieściach" Joe'go Dante. Od czasu obejrzenia tego filmu, dawno, dawno temu, oraz od czasu serialu "Cudowne lata", jestem fanem amerykańskich przedmieść, suburbsów, przynajmniej na ekranie telewizora, zwłaszcza tych z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Ciężko będzie dotrwać do rana, nie kładąc się na podłodze i nie zasypiając na chwilę...


2011.04.16 / Sobota / 16:59 - Zbawiciel

Piękny i wielbiony przeze mnie Plac Zbawiciela o poranku, obecnie w remoncie, tak samo jak ulica Nowowiejska.


"Chciałabym, żeby ktoś mnie kiedyś kochał jak Ty ją"

Iga Ś.


2011.04.16 / Sobota / 03:41 - Krew to życie

Tkwię na nocnym dyżurze, niezbyt dobrze się czując, ale i nie tak źle, jak możnaby przypuszczać. Dyżur zaczął się od zajebiście dużego ruchu, ale kto, by się tym przejmował. Kogo obchodzą klienci i klientki, ludzie samotni, zagubieni, naiwni i pojebani...

Usunąłem swój profil na nielubianym przeze mnie Facebooku, a zrobiłem to po raz czwarty, naprawdę ostatni...

Oddałem Kasi swoje słuchawki Koss Porta Pro, które uwielbiam, i które grają lepiej niż cały mój sprzęt audio za 6000 złotych...

Jest godzina 3:40, a ja mam sześciu klientów do odpisania, w tym trzy nówki, jedna na ezoteryce, a druga na serwisie towarzyskim dla kobiet. Trzeba być totalnym zjebem, żeby pisać o tej godzinie. Niektórzy naprawdę mają gówno zamiast mózgu. I to jest właśnie target naszej firmy.

To zdjęcie powyżej nie oznacza wcale, że zamykam swojego bloga. Po prostu w biurze mamy taką ładną tabliczkę na drzwiach ubikacji...

Mój fotoblog zamknie się automatycznie, gdy odejdę z tego świata. Któreś zdjęcie będzie tym ostatnim, ale które?

Może jeszcze dwadzieścia tysięcy zdjęć przede mną, a może tylko dwa...


2011.04.15 / Piątek / 15:23 - Sprzedaję wszystko

Wystawiłem na Allegro cały mój sprzęt audio - wzmacniacz, kolumny i subwoofer kupiony trzy dni temu. Pora uzbierać pieniądze na jakąs ładną trumnę, choć podobno mam być poddany kremacji i spocząć w urnie w Puławach. Po sprzedaniu tego co widać na powyższym zdjęciu, na moim koncie powinno pojawić się mniej więcej 5000 złotych. Muszę przekazać siostrze numer pin do mojej karty bankomatowej, żeby mogła wypłacić te pieniądze w przypadku mojego zejścia...

Przede mną znowu nocki w pracy, conajmniej trzy. Nie wiem jak się będę na nich czuł, ale wiem, że w maju muszę wreszcie wybrać się na badania. Oglądając "Podwójne życie Weroniki" Kieślowskiego nie sądziłem nigdy, że będę miał takie problemy jak Weronika/Veronique. Ta druga przeżyła, bo poszła na badania, a nastepnie zrezygnowała ze swojej pasji, ta pierwsza poszła do dołu... Tam gdzie ostatecznie trafi każdy z nas.

Ciężko mi wchodzić po schodach, ciężko przenosić ciężkie przedmioty... Niekiedy ciężko nawet siedzieć. Jest mi na zmianę duszno i zimno, a co kilka godzin drętwieją mi nogi... Nie nadaję się już do niczego... Będę musiał zrezygnować z seksu na jakiś czas. ;)

Dopiero na zdjęciu zauważyłem, że mam strasznie zakurzoną ławę, na której stoi wzmacniacz... Jak ta mama sprząta? ;)

Wczoraj z naszej firmy odszedł trzeci kolega, przez co spadła na nas wszystkich nieprzyzwoita ilość klientów. Ja też powinienem zrezygnować z pracy właśnie teraz, ze względów zdrowotnych. Niemniej jednak idę... Bo muszę.


2011.04.14 / Czwartek / 00:11 - Low

Przed wyjściem do pracy zasiadłem na chwilkę do komputera, by napisać koleją notkę na umierającym blogu umierającego człowieka.

Jak widac na zdjęciu, mam już w domu subwoofer Bowers & Wilkins ASW610. Po kilku godzinach odsłuchów stwierdzam, że ma on w sobie duży potencjał, który obecnie jest przez coś duszony. Może to być nieciekawy wzmacniacz Marantz, który w taki sam sposób dusi bas w moich słuchawkach Koss, albo po prostu zbyt mały pokój, w którym bas z subwoofera nie jest w stanie się... Rozpędzić. :) W każdym razie zachwycony nie jestem i będę pracował nad satysfakcjonującym efektem. Na razie czekam na dłuższy kabel, który zakupiłem na Allegro... Czekam i doczekać się nie mogę.

Na szczęście wczoraj doczekałem się zwrotu podatku, który podratował moją sytuację finansową.

O sprawach zawodowych mogę napisać tyle, że zaczynam zniechęcać się do firmy, w której mam "zaszczyt" pracować. Wczoraj kolega Radek, który w styczniu zmienił pracę razem ze mną, powrócił do poprzedniej firmy, w której można wszystko olewać, podejmując moim zdaniem właściwą decyzję. W związku z odejściem kolegi i jego nie stawieniem się na dyżur, zostałem poproszony, a raczej zapytany o to czy mogę zostać dłużej, o trzy godziny, lub ostatecznie o jedną godzinkę... Otóż nie mogę zostawać dłużej w pracy i nigdy już nie zostanę, bo nie mam siły pracować po tyle godzin! Moje zawroty głowy wczoraj ponownie dały o sobie znać, choć z mniejszą siłą. Wkrótce udam się na to całe EKG...

Porównując obie firmy, w dniu dzisiejszym, mogę powiedzieć jedno - w poprzedniej pracy z jakiegoś powodu mniej się męczyłem. W poprzedniej pracy miałem większe poczucie luzu, wolności i swobody. Być może działo się tak dzięki temu, że często mogłem kończyć dyżur przed czasem, po czterech, sześciu godzinach... Być może dzięki temu, że kiedy miałem dzień słabości to po prostu nie przychodziłem do pracy, płaciłem sto złotych i każdy miał to w dupie. Nie można też zapominać o miesięcznym urlopie na przełomie czerwca i lipca, który był dla mnie bardzo ważny. Tutaj nierzadko trafiają mi się dyżury po dziesięć godzin, a każda nocka trwa aż dwanaście. Jak dla mnie to poważne przegięcie, bo po kilku takich nockach jestem wrakiem... W dodatku mamy teraz więcej obowiązków, które ja póki co olewam, bo gdy mnie zatrudniano to nie było o nich mowy. Niech dojdzie kilka nowych, a z przyjemnością podziękuję za czteromiesięczną współpracę.

W swojej obecnej, komfortowej sytuacji, pieniądze mam za przeproszeniem w dupie. Oto dochodzi do sytuacji, z którą w poprzedniej firmie nie miałem do czynienia - denerwuje mnie mój szef. Bardzo nie lubię pracować dla kogoś kto mnie denerwuje, lubię pracować dla kogoś kto jest dla mnie autorytetem. W tej firmie autorytetem jest dla mnie każdy poza szefem. Najbardziej zajebiste są bezproduktywne, "pięciominutowe" spotkania, które trwają godzinę. Facet nie wie jak wykorzystywać potencjał ludzi i jak utrzymywać ich w zgranym, czującym się bezpiecznie, zespole. Myśli, że średnie i system nagradzania premiami, w połączeniu ze straszeniem, wszystko załatwią. Dla niego najważniejsze są statystyki i pieniądze, jak dla typowego kapitalisty. Tymczasem ludzie z firmy odchodzą. Jacek, Radek... Wkrótce ja.

Wczoraj skończyłem czytać biografię Nicka Cave'a i jestem pod wielkim wrażeniem. Ta biografia to jedna z najważniejszych książek w moim życiu, tak samo jak Nick Cave jest jedną z najważniejszych postaci w moim życiu. Tak w ogóle doszedłem do wniosku, że 90% książek to shit. Książki są bardzo overrated. Należy je palić.

Na koniec o sferze uczuciowej. Jestem zakochany. Żadna inna dziewczyna nie ma tak łagodnego spojrzenia... Ach. :) I feel it again.


2011.04.11 / Poniedziałek / 15:42 - Warszawiak

Dzisiejszy wolny dzień byłby o wiele przyjemniejszy, gdyby w domu panowała wyższa temperatura. Czternaście stopni Celcjusza to zdecydowanie za mało, znowu przymarzam do klawiatury, mogłem jednak pojechać do Puław i tam wygrzewać swoje chore kości... Nie pojechałem, bo aktualnie nie mam już grosza przy duszy, jak Nick Cave w czasach swojej świetności...

Podczas ostatniego nocnego dyżuru, obejrzałem i przeczytałem cały fotoblog fajnej dziewczyny, którą mam po prawej stronie w znajomych - Chrissie. Jest mądra i ładna jak na dziewczynę o tej orientacji seksualnej, którą reprezentuje. To przykład kolejnej osoby, która po ukończeniu szkoły średniej przyjechała do Warszawy, by tutaj pracować, studiować i żyć. W sumie nie mam nic przeciwko osobom z tych wszystkich małych wiosek porozrzucanych po całej Polsce, które zazwyczaj są uroczymi miejscami, praktycznie wszyscy moi koledzy i koleżanki z obecnej i poprzedniej firmy to własnie osoby spoza Warszawy, jak choćby Kasia z okolic Węgrowa czy Jacek z okolic Ostrowca Świętokrzyskiego. Ja także, żyjąc daleko od stolicy, postąpiłbym tak jak oni, co ostatecznie zapewne byłoby dla mnie lepszym rozwiązaniem niż obecnie mieszkanie z rodzicami, ale... Mimo wszystko wkurza mnie to, że do MOJEJ Warszawy, w której chodziłem do szkoły, w której dorastałem, zjeżdża tylu ludzi z zewnątrz. Przyjeżdżają tu i po pierwsze - marudzą. Mówią, że Warszawa jest brzydka, że to złe miasto z tego czy tamtego powodu. Po drugie - nie znają Warszawy. Zazwyczaj ich znajomość stolicy ogranicza się do osiedla, na którym mieszkają, drogi do pracy lub na uczelnię, Starówki i okolic Pałacu Kultury oraz kilku centrów handlowych, z żałosnymi Złotymi Tarasami na czele.

Nie wiem, może tylko ja mam taką penetracyjną naturę i będąc w jakimś mieście pragnę poznać je całe, od a do z, od wschodu do zachodu, od północy do południa. Po prostu uwielbiam pieszo, lub na rowerze, poznawać nowe miejsca w stolicy, a raczej lubiłem, bo obecnie już wszystkie znam. Oczywiście można powiedzieć, że miasto to przede wszystkim ludzie, że same budynki, uliczki, parki i skwerki nie mają znaczenia, ale ja postrzegam to na swój, wyalienowany sposób.

Kończę zatem tą durną notkę okrzykiem - Warszawa dla Warszawiaków! Lub przynajmniej dla tych, którzy chcą to miasto pokochać, tak jak kocham je ja. Warszawa nie jest już niestety Paryżem Północy, nie jest już tak piękna jak przed wojną, ale nadal można ją szczerze kochać, mimo brudu, korków i wszechobecnego chaosu.


2011.04.11 / Poniedziałek / 15:27 - Ulica Hoża

Kolejny przykład ładnej, śródmiejskiej uliczki. Ulica Hoża widziana z Emilii Plater, w kierunku Marszałkowskiej. Na skrzyżowaniu Hożej i Marszałkowskiej znajduje się budynek ze studiem TVN'u, z którego nadawany jest program "Dzień dobry TVN". W dawnych czasach, po pracy, wsiadałem tam do tramwaju, który zawoził mnie na Plac Wilsona. Przy ulicy Hożej, bliżej mojej obecnej firmy, znajduje się też "Okno Życia", jedyne w Warszawie.

Wczoraj mój Tata skończył 68 lat. Mimo wieku jest bardzo zdrowy i dobrze się trzyma, ja jednak nie odziedziczyłem zdrowia i budowy ciała po Tacie... Niemniej, z każdym rokiem widać, że Tata wypala się, gaśnie i powoli znika z tego świata... Na szczęście bardzo powoli.

Wczoraj obchodzona była rocznica tak zwanej tragedii, która w tym roku absolutnie mnie nie interesuje. Intresuje mnie na przykład to, kiedy dotrze do mnie subwoofer. Dzisiaj wpłaciłem pieniądze na konto salonu Top Hi-Fi, dokonując w ten sposób przelewu na największą sumę jaką kiedykolwiek jednorazowo wydałem. Po chwili zadzwonił do mnie pan sprzedawca z salonu informując mnie o tym, że nie ma już subwoofera w wybranym przeze mnie kolorze. Cóż... Zamiast black będzie soft touch. Też ładnie.


2011.04.11 / Poniedziałek / 15:07 - Trzecie urodziny mojego bloga

Dzisiaj poza urodzinami mojej młodszej siostry, która skończyła 21 lat, obchodzę inną rocznicę, ważniejszą. Dokładnie trzy lata temu dodałem pierwszy wpis na swoim fotoblogu, dzisiaj są więc trzecie urodziny fotobloga Shyne'a. Przez te trzy lata ani trochę nie znudziło mnie wrzucanie tutaj nowych, zawsze aktualnych zdjęć oraz opisywanie swojej szarej codzienności. Myślę, że fotobloga będę prowadził aż po kres swojego życia, który może nadejść w każdej chwili, równie dobrze jutro jak i za czterdzieści lat. Taki już ze mnie nudny człowiek, który praktycznie niczym się nie nudzi... Im dłużej coś trwa tym większej wartości nabiera, tak jest z blogiem, tak jest też ze związkiem mężczyzny i kobiety, przynajmniej w moim mniemaniu. Inni chyba postrzegają to inaczej...

Na zdjęciu widok z ulicy Emlilii Plater, przy której mieści się zatrudniająca mnie firma. Naprawdę bardzo lubię tę część Warszawy, ale swoją pracę lubię z każdym dniem jakby coraz mniej... Jestem o krok od dojścia do wniosku, że są na tym świecie ludzie i są kapitaliści.


2011.04.10 / Niedziela / 05:02 - Kasia mnie nie chce, a ja jej

Po raz kolejny wrzucam na swojego bloga zdjęcie Kasi, która niecałe pięć godzin temu wyszła z firmy, zostawiając mnie samego z całym tym szajsem, czyli z naszymi klientami. Przy życiu trzyma mnie jedynie świadomość, że za trzy godziny rozpoczną się moje trzy dni wolne. Jak dobrze będzie podreperować swoje zdrowie...

Niniejsza notka nie dotyczy jednak Kasi ze zdjęcia, tylko jej koleżanki, Kasi z Lublina, która oficjalnie mnie nie chce. :) To, że nie załamałem się z tego powodu oznacza, że jestem daleki od jakiegokolwiek zakochania. Jako wybitny specjalista od uczuć, jakiś czas temu dokonałem następującego podziału zaangażowania uczuciowego, czyli siły zakochania:

a) kochasz daną osobę tylko wtedy, gdy ona kocha ciebie
b) kochasz daną osobę nawet wtedy, gdy ona cię nie kocha
c) kochasz daną osobę nawet wtedy, gdy ona cię nienawidzi

W tej chwili uzmysłowiłem sobie, że jeszcze żadna kobieta nie była we mnie zakochana, co mogłoby mnie zaniepokoić gdybym był normalny. ;) W każdym razie gdyby nawet Kasia się zaangażowała i poczuła coś do mnie, to moje uczucie do niej należałoby najwyżej do kategorii a). Związek oparty na takim uczuciu może się zbyt łatwo rozpaść, na przykład po trzech latach...

Pobieżnie wyszczególniłem dzisiaj kilka cech, które bezwarunkowo MUSI posiadać kobieta, abym mógł się w niej zakochać. Wiem już, że wygląd to dopiero (większa) połowa sukcesu, reszta zależy od charakteru i osobowości. Oto te śmieszne cechy, bez uwzględnienia cech dotyczących wyglądu:

Kobieta, w której mam się zakochać, musi:

- lubić pozować do zdjęć i nie mieć nic przeciwko zamieszczaniu tych zdjęć w Internecie
- lubić, a nawet uwielbiać jeździć na rowerze (przy okazji może gardzić samochodami)
- mieć sprecyzowany, dobry gust muzyczny (konkretne gatunki, konkretni artyści)
- nie lubić tańca (absolutnie unikać takich miejsc jak kluby i dyskoteki)
- traktować życie i samą siebie z przymrużeniem oka

Oznacza to, że w kobiecie posiadającej te cechy (oraz odpowiedni wygląd) zakocham się bardzo szybko. Właściwie to już jestem w niej zakochany, choć jeszcze jej nie znam. ;)

Kończąc ten jakże głupi wpis pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Kasia z Lublina mimo wszystko zostanie moją koleżanką i nie będzie mnie unikać, blokować na gadu gadu i usuwać ze znajomych, jak niektóre jej poprzedniczki. ;)

A tak w ogóle to mam nadzieję, że nikt nie traktuje poważnie tego, co tu piszę.


"Miłość jest dla głupców, i głupcy są kochankami"

The Birthday Party "Deep in the woods" (tłum.)


2011.04.09 / Sobota / 10:10 - Nabycie subwoofera B&W ASW610

Wieje, oj wieje... Dobrze, że nie musiałem w tę pogodę wracać z pracy rowerem, pod ten straszny wiatr. Kupiłem sobie bilet miesięczny i przez najbliższy miesiąc będę się woził autobusami i metrem. Natomiast podczas dyżuru kupiłem przez Internet coś znacznie ważniejszego, kolejną rzecz z mojej listy tegorocznych zakupów, którą tak ogólnie planowałem kupić od jedenastu lat - prawdziwy i mam nadzieję porządny subwoofer, konkretnie Bowers & Wilkins, model ASW610. Nagle z bogatego człowieka zmieniłem się w biedaka, ale... Być może nareszcie zaznam basu, nie tylko podczas słuchania muzyki w słuchawkach Koss, ale też w domu, w swoim pokoju. Od dawien dawna było to moim materialistycznym marzeniem. Chcę jeszcze posłuchać trochę basu przed śmiercią. Oczywiście plany związane z nowym rowerem oraz czerwcową wyprawą odłożyłem na... Przyszły rok. Choć jest jeszcze szansa, że na wyprawdę udam się po prostu rowerem siostry, który także jest całkiem dobry. Rowery powinno kupować się późnym latem lub na jesieni, wtedy są dużo tańsze...

Idę spać. Przede mną nocka. Miałem jutro jechać do Puław, ale nie jadę i nie spotykam się z Kasią we wtorek. Kasia mnie nie chce... Poczekam aż zechce. ;)


2011.04.08 / Piątek / 15:54 - Anita Lane

Biografia Nicholasa Edwarda Cave'a, którą kilka tygodni temu nabyłem poprzez Allegro, jest re-we-la-cyj-na. Czytanie jej sprawia, że jego muzyka, jego życie, nabiera dla mnie jeszcze większego sensu i rośnie we mnie ogólne uwielbienie dla tego Australijczyka. Jednak mimo zachwytu nie żałuję, że w lipcu nie pojadę na jego koncert do Wrocławia. Na zdjęciu Anita Lane - siedemnastoletnia dziewczyna, w której dziewiętnastoletni Nick Cave zakochał się od pierwszego wejrzenia. Kocham zakochiwanie się od pierwszego wejrzenia, a kto w takie zakochanie nie wierzy niech spada na drzewo!

Znowu mam zawroty głowy, czuję się jakbym był pijany, a ze względu na padający deszcz i zakurwiście silny wiatr do Warszawy jadę dzisiaj autobusem. Przede mną całonocny dyżur. Nad ranem ponownie będę spał na podłodze, jak to mam w zwyczaju, nastawiając sobie budzik w telefonie tak, aby dzwonił co dziesięć minut. Jutro kolejna nocka, a po niej wyjazd do Puław. We wtorek wizyta w Lublinie, ewentualny spacer z Kasią, w której nie zakochałem się od pierwszego wejrzenia jak Nick Cave w Anicie Lane, ale która jest ładną, fajną i mądra dziewczyną. Od dzisiaj obecną na FaceBooku.

Moja tegoroczna wyprawa rowerowa stoi pod dużym znakiem zapytania. Czuję się skompromitowany. Kupię subwoofer zamiast roweru.

Jestem bardzo słaby... Nie wiem nawet jak zniosę dzisiejszy dyżur... Ręce mi się trzęsą... Serce kłuje... Nie mam siły...


"Hey-hey-hey-hey
Now they put the stink on us
Throw us to the sucubus
Fed us to the incubus
And brung in the saprophagus
C'mon and kiss me black
Black as the pit in which you found me"

The Birthday Party "Kiss me black"


2011.04.08 / Piątek / 01:34 - Zabijcie jej żółwia

Dosyć marny dzień. W pracy pierwsza połowa dyżuru była niezła, ale podczas drugiej źle się poczułem, dopadło mnie coś co do niedawna mi się nie przytrafiało, a co w ciągu dwóch ostatnich tygodni nawiedziło mnie trzykrotnie - zawroty głowy, jak po alkoholu. Wszystko ma związek z moim słabym sercem, które było słabe od początku mojego życia... Odkąd pamiętam. Umrę na serce jak Kieślowski, ale nie sądzę bym dożył jego wieku. Póki co zwiastuję swoją śmierć w ciągu najbliższych pięciu lat. Jeśli na moim pogrzebie pojawi się Dorota, którą już teraz serdecznie zapraszam na tę uroczystość, to będę najszczęśliwszym martwym człowiekiem na Ziemi.

Dzisiejszy powrót do domu był prze-kosz-mar-ny. Wracałem o godzinę dłużej niz zazwyczaj, bo prosto w twarz wiał mi totalnie silny wiatr, który kilka razy omal nie zrzucił mnie z roweru... Istny przechuj. Po tym niemal trzygodzinnym przewianiu prawdopodobnie będę przeziębiony, albo przynajmniej zalany glutami... Gdzie moja książeczka z kursu prawa jazdy? Chyba pora wrócić za kierownicę.

Wziąłem wypłatę i odzyskałem pieniądze od Jacka. Na razie nic nie kupuję... Czekam.


2011.04.06 / Środa / 18:23 - Trasa alternatywna

W tym roku zmieniłem pracę, więc zmieniła się też trasa, którą jeżdżę do pracy. Codziennie przejeżdżam obok Dworca Zachodniego, by następnie Alejami Jerozolimskimi dostać się w okolice Filtrów. Najprzyjemniejszym miejscem, które mijam po drodze jest widoczny na zdjęciu tunel pod torami kolejowymi przy Dworcu Zachodnim. W deszczowe dni to jedyne miejsce, w którym nie pada mi na głowę... Dzisiaj w drodze do pracy deszcz nie padał, ale bardzo możliwe, że mój powrót po północy będzie dosyć mokry... ;( Mimo tych uciążliwości dojazdy rowerem znacznie poprawiają mój ogólny nastrój. Szkoda tylko, że teraz do firmy mam dalej i przez to jeżdżę o 10 minut dłużej.

Wkrótce powinienem wrócić też na kurs prawa jazdy, bo zatrzymałem się na siedemnastej godzinie... Pobiłem chyba rekord zamulania - siedemnaście godzin przez półtora roku... Żal. :)


2011.04.06 / Środa / 14:17 - Wolny dzień, wolna noc, wolny ja

Wolny dzień przespałem, wolną noc także. Jedynie wieczorem zdążyłem obejrzeć z siostrą kilka legendarnych filmów z YouTube, które zgrałem sobie w pracy, takich jak choćby piękne "Battle of Kruger". Tyle wolności, pora wracać do roboty...


2011.04.04 / Poniedziałek / 04:18 - Uciec przez osrany kibel

Jeszcze jedna nocka. Pierwsza połowa dyżuru nie była przyjemna, ruch był zdecydowanie zbyt duży jak na moje upodobania, ale na szczęście teraz, o godzinie 4:00 nad ranem, zapanował święty spokój. Poszukując tematu kolejnego zdjęcia, trafiłem do łazienki. Mamy w niej której prysznic, sedes i dwie umywalki, z których jedna znajduje się na podłodze i leci z niej tylko zimna woda... ;)

W sferze uczuciowej wszystko wyjaśnione. Istnieje już tylko jedna kobieta, która mnie interesuje i tylko na niej skupiam swą uwagę. Kasia z Lublina! To, czy ona w ogóle chce bym się nią interesował, jest sprawą drugorzędną. ;) Wybrałem ją spośród milionów, bo jest najlepsza, a także ze względu na Lublin - miasto, które pokochałem dzięki Dorocie. Poza tym Kasia studiuje na uczelni i wydziale, który ukończyła mama Doroty. Ach, te koneksje. ;)

Żartuję oczywiście. Niemniej jednak chciałbym, żeby Kasia mnie chciała. Póki co, nadal twierdzi, że mnie lubi, a nawet, że jej "zdanie na mój temat jest bardzo ok". Normalnie - do zakochania jeden krok. ;)

O, klient coś napisał... Z opisu wynika, że jestem Gosią, młodziutką brunetką, która lubi... Nie ma sprawy, mogę być Gosią. Jestem taka piękna... :)


2011.04.03 / Niedziela / 05:00 - Niełatwo być mądrym

Przysypiam na kolejnym nocnym dyżurze...

Chciałem napisać coś mądrego z okazji śmierci dwudziesto-trzy-letniego Czarka, mieszkającego w Kanadzie, syna mojej matki chrzestnej, wnuka wujka widocznego na zdjęciu zamieszczonym przeze mnie w środę. Podczas wtorkowej wizyty u wujka rozmawialiśmy nawet o Czarku, wujek pokazał mi jego w miarę aktualne zdjęcie i po raz kolejny pomyślałem, że Czarek to najprzystojniejszy facet w całej naszej rodzinie. Nie wiedzieliśmy wtedy, że dzień wcześniej, w poniedziałek, Czarek zmarł w swoim domu, w którym mieszkał wraz z matką. Miał dopiero dwadzieścia trzy lata i już musiał pożegnać się z tym światem... Był wrażliwym, zodiakalnym rakiem, mającym urodziny 28 czerwca, dzień przede mną. Przez kilka lat mieszkał w naszym puławskim mieszkaniu, w którym ostatnio tak często bywam. Smutne. O wszystkim dowiedzieliśmy się dopiero wczoraj. Najbardziej żal mi jego mamy, mojej matki chrzestnej, która zawsze była tak dumna ze swojego syna...

Tymczasem zwiastujący swoją śmierć - ja, jeszcze żyję, doceniając jakże przyjemne życie i ciesząc się każdym mijającym dniem. Ten rok jest dla mnie dobrym rokiem, ale mimo pozytywnych wydarzeń, które ostatnio mają miejsce, nie czuję się w pełni komfortowo. Zbliżyłem się do pewnej granicy i jestem o krok od robienia czegoś głupiego, co może być dla niektórych krzywdzące. Mam na myśli spotykanie się z Kasią z Lublina, a w tym samym czasie flirtowanie z siedemnastoletnią Kasią z drugiego końca Polski, praktycznie jedyną dziewczyną, która mnie jawnie i oficjalnie podrywa. Dodatkowo zrobiłem coś głupiego w stosunku do mojej chyba-koleżanki, Joanny, z którą najpierw zaplanowałem spotkanie, a po chwili się z niego wycofałem. Przepraszam. Doszedłem do wniosku, że należałoby się uczciwie skupić na jednej dziewczynie, nawet jeśli jestem wolnym facetem, a w takim przypadku wybrałbym bez dłuższego zastanowienia Kasię z Lublina. Niniejszym to czynię, mając nadzieję, że 12 kwietnia ponownie spotkamy się w tym pięknym mieście. Ja i tak tam będę...


2011.04.02 / Sobota / 17:23 - Rest In Peace

Cezary Lubelski

28 czerwca 1987 - 28 marca 2011

:(


2011.04.01 / Piątek / 18:19 - Wróż mi dobrze

Dzisiaj w pracy mamy tak duży ruch, że nie jestem w stanie dodać żadnej notki... Dodatkowo muszę zostać godzinę dłużej na dyżurze, by wspierać tę neopogańską wróżkę widoczną na zdjęciu w tle, która oddała mi swoją jutrzejszą nockę. Poza wróżeniem skupiam się na zawieraniu związku z siedemnastoletnią Kasią. Oczywiście, na FaceBooku. ;) 1 kwietnia dzisiaj mamy... Tymczasem 12 kwietnia będę spacerował samotnie po Lublinie.