2011.05.31 / Wtorek / 22:31 - Leon i Blu-Ray

Wolę oryginalny tytuł, "Leon", zamiast polskiego "Leon Zawodowiec". Pierwszy raz obejrzałem go we wrześniu roku 1997, czyli na początku liceum, w telewizji. Nie nagrałem go na kasetę wideo, przez co na drugą styczność z "Leonem" musiałem czekać ponad rok. Absolutnie pokochałem ten film i zarazem totalnie mnie on zdołował, byłem po nim jeszcze smutniejszy niż po "Forrescie Gumpie", który widziałem nieco wcześniej. "Forrest Gump" i "Leon" zapoczątkowały u mnie przestawienie się na filmy nieco bardziej ambitne, psychologiczne, dramatyczne, obyczajowe, autorskie. Wcześniej pasjonowałem się wyłącznie filmami akcji, komediami i horrorami, które zresztą w latach dziewięćdziesiątych nie były takie złe i nie interesowało mnie kto dany film reżyserował. Po raz drugi "Leona" dorwałem w swoje ręce po ponad roku, dzięki koledze, który przegrał mi go z oryginalnej kasety wideo i za drugim razem film zdołował mnie jeszcze bardziej niż za pierwszym. :) Po jakichś dwóch latach, gdy zacząłem kupować oryginalne filmy na kasetach vhs, nabyłem "Leona" i mam tę kasetę do dziś - nie zamierzam się jej pozbywać. Później nastały czasy dvd i za równe 100 złotych nabyłem w empiku płytę z filmem, który znałem już na pamięć. Wtedy po raz pierwszy mogłem go obejrzeć w wersji bez lektora - tak jak lubię. Wersję reżyserską znałem z Polsatu, a na dvd kupiłem ją rok lub dwa lata temu. Nie jest ona lepsza od oryginalnej, ponieważ w wersji reżyserskiej film nie jest już idealny - zawiera dwie lub trzy sceny, które są moim zdaniem zbędne. Na szczęście zawiera także kilka scen, które są rewelacyjne, więc w jakiś sposób wszystko się wyrównuje. :)

Lub Besson, reżyser "Leona", stał się moim idolem w czasach szkolnych, tak samo jak autor muzyki do jego filmów, Eric Serra. Ci dwaj Francuzi stworzyli wspólnie przede wszystkim takie dzieła jak "Wielki Błękit" i "Nikita", piękne filmy o outsiderach, które miały na mnie silny wpływ w okresie dorastania. Myślę, że po prostu odnalazłem w nich siebie. Kto nie widział "Wielkiego Błękitu", nie może od dzisiaj czytać mojego bloga. Sio. :P

Dzisiaj "Leon" ponownie zagościł w moim domu, tym razem na płycie Blu-Ray, w rozdzielczości Full HD 1920x1080 pikseli, z 24 klatkami na sekundę, czyli w normalnym, kinowym tempie. Jeśli ktoś jeszcze nie wie - wszystkie filmy na płytach dvd i w telewizji wyświetlane są z nieco większą prędkością niż oryginalna, kinowa, przez co po pierwsze trwają one krócej, po drugie wszystko dzieje się w nich szybciej, przez co także wszystkie głosy podniesione są wyżej, są cieńsze. Ten efekt daje się zauważyć zwłaszcza w piosenkach, które na płytach cd są wolniejsze niż na filmach. Płyty Blu-Ray są pierwszym nośnikiem oferującym filmy w normalnej, kinowej prędkości. Ale kogo to obchodzi. :) Tak czy inaczej, nadeszła kolejna mała rewolucja technologiczna i Blu-Ray zagościło w moim domu.

Przekonam się jak w praktyce wygląda wysoka rozdzielczość i czy opłaca się kupować stare filmy na Blu-Ray, gdy posiądę odpowiedni odtwarzacz firmy Sony. Nie planuję jednak tego zakupu w najbliższym czasie, więc "Leon" poleży sobie u mnie na półce i poczeka cierpliwie. Do Blu-Ray przydałby się porządny telewizor, ale póki co mogę używać monitora.

Obecnie czekam przede wszystkim na urlop, który nadszedł niespodziewanie, i który rozpocznę 20 czerwca. Potrwa dwa tygodnie, do 3 lipca. Kocham końce czerwca...


2011.05.30 / Poniedziałek / 02:10 - Druga Kasia z Lublina

Ostatnia majowa nocka roku 2011 trwa. Na początku dyżuru odebrałem wiadomość na moim ulubionym portalu randkowym, na który wczoraj powróciłem, tworząc całkiem nowy opis swojej nietypowej osoby i podając się za Pana Michała z Lublina. Uznałem, że jeśli mam gdzieś szukać dziewczyny to tylko w Lublinie. ;)

Wiadomość napisała pewna Kasia zamieszkująca to wyjątkowe miasto, która już na wstępie napisała, że jestem dziwny. Nie mogłem przejść obojętnie obok takiego komplementu, wykupiłem sobie miesięczny abonament i odpisałem, rozpoczynając w ten sposób bardzo przyjemną wymianę zdań. Tym sposobem, od wiadomości do wiadomości, poznałem wstępnie bardzo fajną, bardzo mądrą i bardzo ładną dziewczynę, panią psycholog, miłośniczkę dobrej muzyki, dwudziesto-sześcio-latkę młodą duchem, chodzącą w glanach, z którą mam się spotkać za tydzień w poniedziałek w Lublinie o godzinie 19:00. :) Będę miał niewiele czasu na randkę, bo ostatni bus do Puław odjeżdża około godziny 21:00, ale i tak jestem wielce uradowany. Mamy iść do Między Słowami i na... Huśtawki? :)

Tym razem postąpię nieco inaczej i nie wręczę Kasi linku do mojego fotobloga, który tylko mi przeszkadza w znalezieniu dziewczyny. ;) Będę się przed nią tajniaczył. Fotoblog to samo zło. Chyba, że już znalazła mojego bloga poprzez Google. ;D

A tak w ogóle... Nie ma to jak Kasie. :)

Tymczasem powracam do zbywania klientów i ściągania z YouTube koncertów Tori Amos.


2011.05.29 / Niedziela / 20:34 - Portishead

Zbliża się pierwszy polski koncert jednego z najcudowniejszych zespołów świata - Portishead. Zespół ma na swoim koncie trzy albumy studyjne, wydany w roku 1994 "Dummy" - jeden z pierwszych albumów trip-hopowych, wydany w roku 1997 "Portishead", według mojej opinii najlepszy album wszechczasów, idealny od początku do końca, od sześciu wielkich basowych tąpnięć otwierających płytę, do słów "This mess we're in", które według mnie doskonale podsumowują cały trip-hopowy gatunek muzyczny. Dla mnie to krótkie zdanie stanowi motto tego nostalgicznego stylu, który dzisiaj praktycznie już nie istnieje. Trzeci album zespół wydał w roku 2008 i był on zdecydowanie słabszy od dwóch wcześniejszych, ale znajdował się na nim jeden z najlepszych utworów minionej dekady - "Machine gun". Zespół ma na koncie także piękną płytę koncertową z roku 1998, oraz ten sam koncert na dvd. Tak czy siak na koncert nie jadę, biletów nie kupiłem i Portishead pewnie nigdy w życu nie usłyszę na żywo, nie dowiem się też jak na żywo wygląda wspaniała Beth Gibbons. Smutne i... Obojętne zarazem.

Poniżej kolejny nudny filmik Full HD, tym razem z przejazdem rowerem przez kilka uliczek, przede wszystkim Miedzianą, obok budynku poprzedniej firmy. Filmik stanowi dowód na to, że bezpieczniej jest jechać ulicą niż chodnikiem, gdyż na sam koniec rozjeżdżam jakieś biedne dziecko swoim ciężkim rowerem... ;)


2011.05.29 / Niedziela / 05:12 - Aleja Niepodległości

Takie sobie zdjęcie, ukazujące kolejne miejsce, przez które przejeżdżam rowerem każdego dnia. Dwieście lub trzysta metrów od firmy. Dwieście lub trzysta metrów od zagłębia prostytutek. Dzisiejsza nocka minęła w miarę spokojnie i za trzy godziny wsiadam na rower. Dobrze, że przestało padać.

Poniżej zamieściłem link do mojego filmiku nagranego w Truskawiu nowym aparatem, w pięknym Full HD, które na YouTube nie prezentuje się już tak pięknie jak w oryginale. Jestem aboslutnie zachwycony jakością filmów, które moge teraz nagrywać, a wszystkie filmy, które nagrałem poprzednim aparatem wyglądają bardzo nieciekawie na nowym monitorze, wręcz fatalnie. Tym sposobem w roku 2011 dokonała się mała rewolucja - Full HD zagościło na dobre w naszym życiu. Wszystkie moje filmy na dvd nadają się do wyrzucenia, pora na blu-ray. ;) Zamówiłem już sobie w Merlinie.pl pierwszy film na blu-ray, mimo tego, że jeszcze nie posiadam odpowiedniego odtwarzacza. Żaden to jednak problem, skoro najtańsze odtwarzacze kosztują już niewiele ponad 300 złotych. I pomyśleć, że nieco ponad 10 lat temu za telewizor plazmowy o zwykłej rozdzielczości PAL, ludzie płacili 200 tysięcy złotych...

Zresztą kogo to wszystko obchodzi. Rzeczy przecież i tak nie mają żadnej wartości. Kiedyś porzucę wszystko i pójdę tam gdzie nie ma niczego. Dopiero wtedy będzie naprawdę pięknie.


2011.05.28 / Sobota / 20:11 - Toi Toi XXL

W naszej okolicy pojawiło się takie oto cudeńko - niezbędne w przypadku zaistnienia nagłej potrzeby na skalę masową. Ciekawe jak wygląda w środku.

Przede mną dwie nocki w pracy. Na szczęście pod koniec miesiąca nasi szanowni klienci są spłukani i nie stać ich na pisanie do nas. Jak słodko.


2011.05.27 / Piątek / 11:32 - Nabycie monitora Iiyama Full HD

Dzisiaj rano pan kurier przywiózł mój nowy nabytek - monitor panoramiczny 24" Full HD, mojej ulubionej firmy Iiyama, z podświetleniem LED. Teraz mogę wyświetlać filmy nagrane moim nowym aparatem w pełnej rozdzielczości 1920x1080! Yeeeaaa! Chyba zacznę robić wyłącznie panoramiczne zdjęcia. :)

Gry także prezentują się ciekawiej w panoramicznych proporcjach, a zwiększenie rozdzielczości wcale nie zamuliło mojej nadal porządnej karty graficznej. Może wreszcie przejdę do końca Crysis. ;)

Za kilka godzin wyruszam do pracy. Mam nadzieję, że dojadę do firmy bez większych problemów i służby ochrony prezydenta Barracka Obamy nie będą mnie blokować. Ktoś kto będzie narzekał dziś w Warszawie na korki i ogólny paraliż miasta, z pewnością ucieszy się na widok Masy Krytycznej, która ruszy o godzinie 18:00 z Placu Bankowego. :) Ja niestety nie mogę wziąć w niej udziału, gdyż będę pracował...

Od sierpnia drożeją w Warszawie bilety, co bardzo mi się nie podoba. Dotychczas za bilet miesięczny płaciłem 116 złotych, a od sierpnia będe musiał na niego wydawać ponad 150 złotych. :( Dziękuję wszystkim, którzy głosowali na PO. :(

Na szczęście jazda rowerem jest darmowa...


2011.05.25 / Środa / 18:02 - Smile

Uśmiech Kasi zawsze jest bezcenny. ;)

O. W tle widać naszą nową koleżankę. :P Podobno pracowała przez rok w poprzedniej firmie i chyba nawet ją pamiętam...

Jeszcze dwie godziny do końca dużuru... Padam. Chcę już spać.


2011.05.25 / Środa / 13:49 - Wróżki w Kossach

Dziś rano powróciłem do warszawskiego zniewolenia. W busie obejrzałem kolejny bardzo dobry film z Natalie Portman - "Bliżej" Mika Nicholsa. Chwilę po rozpoczęciu dyżuru dowiedziałem się, że mój wzmacniacz wystawiony na Allegro nareszcie się sprzedał. Tym sposobem pozbyłem się całego posiadanego sprzętu, zmieniając się jednocześnie w bogatego człowieka! ;)

Na zdjęciu dwie wróżki. Ta na pierwszym planie ma najlepszą średnią z całej firmy, ta na drugim jedną z najsłabszych... Może w czerwcu będzie lepiej. W czerwcu minie pięć lat mojej pracy w branży smsowej. W poprzedniej firmie, na przełomie czerwca i lipca miałbym aż miesiąc urlopu... Tutaj będę miał trzymiesięczny urlop w przyszłości, gdy podejmę decyzję o odejściu. ;)


2011.05.24 / Wtorek / 21:11 - Bulwar zachodzącego słońca

Wizytę w Puławach zakończyłem spacerem z siostrą po nadwiślańskim bulwarze w Puławach. Jutro powór do pracy, którą lubię już tylko w połowie. Zarobię jeszcze trochę kasy i przeprowadzam się do Lublina. ;) Czy nie ma tam przypadkiem jakiegoś centrum operatorskiego sms?

Jestem bardzo zadowolony z nowego aparatu. Większość robionych nim zdjęć mi się podoba. Najbardziej podobają mi się te zdjęcia, na których jestem ja sam.


2011.05.24 / Wtorek / 07:14 - Piękny Kazimierz Dolny

Urocze miasteczko. Mógłbym siedzieć na tym rynku cały dzień, gapiąc się na ludzi. O to właśnie chodzi w Kazimierzu, o siedzenie i rozglądanie się. :)

Niestety baszta jest obecnie w remoncie, więc nie mogliśmy na nią wejść. Poszliśmy za to do restauracji Kwadrans, w której zamówiłem dla siebie Creme Brule, nie wiedząc nawet co to takiego. Dopiero później przypomniałem sobie, że filmowa Amelia lubiła rozbijać łyżeczką skorupkę Creme Brule... ;) Faktycznie, rozbijanie tej skorupki jest lepsze niż samo jedzenie owego deseru...

Pora wstawać, budzić Sylwię i jechać do Lublina...


2011.05.23 / Poniedziałek / 22:26 - Z koleżanką Sylwią w Kazimierzu

Koleżanka Sylwia z Kielc, którą odwiedziłem w zeszłym roku w jej mieście, odwiedziła dzisiaj mnie w moich Puławach. Udaliśmy się do Kazimierza Dolnego nad Wisłą, w którym Sylwia była po raz pierwszy w życiu, a ja po raz Bóg wie który. Było miło i przyjemnie, a tymczasem idziemy spać. :) Jutro Lublin.

Sylwia oczywiście nie chce się pokazywać na moim fotoblogu, dlatego widoczna będzie jedynie część jej ręki. ;)


2011.05.22 / Niedziela / 16:57 - Puławy zamiast Krakowa

Miałem dziś rano jechać do Krakowa, ale już wczoraj wieczorem, po pracy, przybyłem busem do Puław i zostanę w nich aż do środy. Kraków sucks anyway. :P

W busie obejrzałem najnowszy film mojego ulubionego nowojorskiego Żyda - Darrena Aronofsky'ego pod tytułem "Czarny Łabędź", na który w swoim czasie z niewyjaśnionych przyczyn nie poszedłem do kina. Okazało się, że "Black Swan" niczym nie ustępuje poprzednim dziełom pana Aronofsky'ego i zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, wręcz wgniótł mnie w fotel busa, zwłaszcza dzięki pięknemu zakończeniu. Już dawno nie byłem tak przejęty po obejrzeniu filmu. Poza tym ta Natalie Portman... Jakby na nią nie patrzeć, jest zdecydowanie podobna do Doroty, zapomnianej lub wiecznie pamiętanej, jak kto woli. Oczywiście Dorota jest piękniejsza od Natalie Portman i od każdej kobiety tego świata. ;)

Anyway, przyjechałem do Puław i miałem dzisiaj powód, by wreszcie odkurzyć mieszkanie, nie odkurzane od ponad miesiąca, a może dwóch. Siostra w tej chwili zajęła się nawet myciem kuchni i wycieraniem kurzy, co także jest wydarzeniem niespotykanym. Powodem wszystkich tych nadprzyrodzonych zjawisk jest dwudniowa wizyta mojej koleżanki, w naszym puławskim mieszkaniu. Wizyta odbędzie się jeśli koleżanka do jutra nie zmieni zdania. ;) Tak czy siak - przynajmniej mamy teraz czyste mieszkanko. ;)

Obejrzałem dzisiaj wreszcie Ojca Chrzestnego do końca i nie uznałem go za arcydzieło. Filmy o podobnej tematyce, które powstały później, były zdecydowanie ciekawsze i ogólnie lepsze, jak choćby "Kasyno" Martina Scorsese, "Człowiek z blizną" Briana De Palmy, a nawet "Pulp Fiction" Quentina Tarantino.


2011.05.20 / Piątek / 20:36 - Miejsce

Zdjęcie prześwietliłem i źle wykadrowałem, ale nieważne... Bardzo lubię ten oto skromny park znajdujący się niedaleko Torwaru i w ogóle lubię całą warszawską skarpę wiślaną. Bez niej byłoby płasko i nudno. Kiedyś wypaliłem tam kilka papierosów, jednego za drugim, ale teraz już w ogóle nie palę. To bzdura, że papierosy uzależniają. ;)

Jeden dojazd rowerem do pracy i tyle przyjemności po drodze... Życie jest piękne. :)

Właśnie się dowiedziałem, że pewna dziewczyna, z którą bardzo przyjemnie było mi się spotykać, właśnie się zajęła... Nadejdzie taki dzień, gdy wszystkie moje koleżanki będą zajętę, zamężnę, dzieciate... Jedne zwiążą się ze wspaniałymi facetami, inne z idiotami. Tylko ja jeden będę się cieszył wolnością. ;)


2011.05.20 / Piątek / 19:04 - Korki

Zakorkowana Trasa Toruńska pomiędzy Bielanami a Żoliborzem. Samochodów jest zdecydowanie za dużo, dlatego nie robię prawa jazdy. :) Podobno w przyszłym roku egzamin na prawo jazdy ma być trudniejszy.


2011.05.20 / Piątek / 17:18 - Miasto nad Wisłą

Wybrałem się do pracy nieco wcześniej, dzięki czemu mogłem przejechać trasą wzdłuż Wisły, która jest przeze mnie bardzo lubiana. Niektórzy narzekają, że w Warszawie przestrzeń przy samej Wiśle jest źle urządzona, ale ja mam odmienne zdanie na ten temat, podobają mi się te schodki, a nawet te krzaki, które znajdują się dalej. Pasują ogólnie do stołecznego klimatu.

Tymczasem zabieram się za poważną pracę...


2011.05.20 / Piątek / 00:12 - Dobre złego efekty

Pan Michał - najwolniejsza wróżka w dziejach smsowej ezoteryki. Dzisiaj w pracy tak bardzo zamulałem, że chyba niebawem, ku swej uciesze, zostanę zwolniony. ;)

Powróciłem do domu, zgrałem na dysk zdjęcia i filmy zrobione nowym aparatem i zachwyciłem się ich jakością. Największe wrażenie robią filmy kręcone w rozdzielczości Full HD, przy których te kręcone poprzednim modelem, w zwykłym HD, wyglądają dosyć przeciętnie. Poprzedni model wprowdzał sporo szumów podczas nagrywania filmów, nowy sprawuje się pod tym względem dużo lepiej, filmy są gładkie i słodkie. ;) Świetne są także filmy nagrywane z prędkością ponad dwustu klatek na sekundę, odtwarzane później w zwolnionym tempie, których nigdy w życiu nie spodziewałem się kręcić. Wcześniej były one zarezerwowane wyłącznie dla posiadaczy totalnie profesjonalnych kamer, a dzisiaj może je kręcić każdy. Szkoda tylko, że póki co mają śmiesznie małą rozdzielczośc 320x240. Ogólnie jestem bardzo zadowolony z tego, że Sebastian zalał mój poprzedni aparat i mogłem wymienić go na nowszy model. Oczywiście wymienić aparat, a nie Sebastiana - złego dobroczyńcę. :) Powyższe zdjęcie nie wygląda rewelacyjnie, ale przepraszam bardzo, było robione z czułością ISO 1600.

Wczoraj pan kurier zabrał moje kolumny Bowers & Wilkins, które sprzedałem ostatecznie za 1600 złotych. Sam Sebastian w końcu nawet ich nie posłuchał, a ja sprzedałem je komuś, kto naprawdę chciał je nabyć. Swoje nowe kolumny Monitor Audio podłączyłem wczoraj po raz pierwszy do wzmacniacza Marantz i uznałem, że jest on totalnym badziewiem gdy porówna się go z niezwykle muzykalnym, brytyjskim NADem. To co Marantz zrobił z brzmieniem tych przyjemnych kolumienek było masakryczne, dlatego dzisiaj trafił na Allegro. Marnym sprzętom mówię adios. ;)

Od dzisiaj mam też nowe kable głośnikowe francuskiej firmy Real Cable i nowe wtyki bananowe. Prawda, że to fascynujące? ;P

Za chwilę zabiorę się za oglądanie "Ojca chrzestnego", którego oglądam już od tygodnia i cały czas jestem na pierwszej godzinie filmu... Zarobiony jestem przez tę pracę, na nic nie mam czasu. Dlatego też zrezygnowałem z dodatkowego zajęcia u nas w firmie, czyli z kadrowania i zmniejszania zdjęć gołych babek. Zajęcie może i całkiem przyjemne, mało męczące, ale nie miałbym wtedy żadnego dnia wolnego w przyszłym tygodniu, dlatego postanowiłem je olać i... Udać się do Krakowa! :P Kadrowaniem gołych babek zajęła się artystka Kasia.


2011.05.19 / Czwartek / 12:29 - Do Krakowa anyway

Zdjęcie zrobione moim nowym aparatem, z którego jestem znacznie bardziej zadowolony niż z poprzedniego, zeszłorocznego modelu. Poprawiono kilka rzeczy, a przede wszystkim dwukrotnie zwiększono rozdzielczość ekranu LCD, dzięki czemu obraz na nim wygląda świetnie. Mniam. :) Całkiem dobrze, że Sebastian zepsuł mojego starszego Canona. :P

Zdjęcie nie przedstawia co prawda torów kolejowych biegnących w stronę Krakowa, lecz tory kolejki WKD w okolicach Ursusa. Musiałem tam dzisiaj pojechać po odbiór aparatu, bo kupowałem go przez Allegro. Nie jest to interesująca okolica...

Do Krakowa jedziemy w niedzielę! :P


2011.05.17 / Wtorek / 16:33 - Muzeum Historii Żydów Polskich

Na Muranowie, przy ulicy Anielewicza, czyli w okolicy, w której w młodości mieszkał Tata, budowane jest obecnie Muzeum Histori Żydów Polskich. Tata powiedziałby, że Żydzi budują sobie muzeum za nasze polskie pieniądze, a ja powiem - pfffff. :P Sam chciałbym być Żydem i mieć wszystkich Polaków gdzieś.

Jako Żyd na pewno miałbym dziewczynę, choćby tak piękną jak ta ze zdjęcia, jadąca na rowerze. ;) Jechała obok mnie przez całe Bielany, Żoliborz, Muranów i pół Śródmieścia, ale później... Pojechała w swoją stronę. ;(

Imponują mi kobiety z umięśnionymi nogami... ;)


2011.05.17 / Wtorek / 14:46 - I po aparacie...

Na początku istnienia mojego bloga większość zdjęć wyglądała tak jak to powyższe. Nie jest to jednak zdjęcie sprzed trzech lat, po prostu ja się w ogóle nie zmienam, nadal wyglądam tak samo, wciąż mam tą pomarańczową kurtkę i nieco zbyt duży kask, który już raz ocalił moją głowę. Dzisiaj pojechałem do pracy tą samą trasą, którą jeździłem trzy lata temu, co więcej, przejechałem przez podwórko budynku Radia Zet, by przypomnieć sobie dawne czasy. :)

Po przyjeździe do firmy okazało się, że w moim życiu jednak zaszły pewne zmiany - straciłem swój czarny aparat Canon PowerShot SX210, który kupiłem w styczniu tego roku za nieco ponad 800 złotych. :( Kilka dni temu pożyczyłem go Sebastianowi, aby mógł go używać podczas swojego wyjazdu do Krakowa. Sebastian jest jednak człowiekiem ryzykownym, któremu nie należy niczego pożyczać, a wiem to właśnie od dnia dzisiejszego. Aparat zalał jakimś słodkim napojem i co więcej, próbował mi taki totalnie zasyfiony szmelc wcisnąć. :/ Gdy się nie zgodziłem, zaproponował, że go wyczyści, ale wkurwiłem się wtedy totalnie i powiedziałem, że odchodzę z firmy jeśli nie zapłaci mi za niego 600 złotych! Założyłem buty i kurtkę i już byłem gotów wyjść, ale niestety nadal tu pracuję, ponieważ Sebastian zgodził się przelać pieniądze na moje konto. Zamówiłem sobie już nowszy, tegoroczny model, który jest pod kilkoma względami lepszy od poprzedniego. Sebastian tymczasem może sobie wyczyścić aparat, który właśnie ode mnie kupił i może nawet będzie w stanie jeszcze z niego korzystać. Ja takiego śmiecia nie chcę. :P Czekam na Canon PowerShot SX220 HS.

Przez chwilę myślałem, że uwolnię się od tej pracy i stanę się dobrym człowiekiem... Niestety, nie udało się. ;) Szkoda, bo mamy pewne nowe zasady, które zupełnie mi się nie podobają. Fajnie jest mieć pracę, którą bez mrugnięcia okiem i bez żalu można porzucić, ot tak, z dnia na dzień. Fajnie jest mieć sytuację życiową, która to umożliwia.


2011.05.16 / Poniedziałek / 18:37 - Nic ciekawego

Siedzę w domku, a konkretnie leżę na łóżku, jem pistacje, słucham Nicka Cave'a na nowych kolumnach, gdy tymczasem stare stoją sobie nieużywane. Dzień wolny, pełen relaks. Na zdjęciu przystanek w Izabelinie, po którym dzisiaj rano się pokręciłem.

Ktoś spodziewał się czegoś ciekawego? :P


2011.05.15 / Niedziela / 01:20 - Moje! Nie oddam!

Jestem pokręconym człowiekiem, a moje niezdecydowanie sięga zenitu. :) Przytaszczyłem dzisiaj do pracy kolumnę, podłączyłem ją do czekającego tu od wczoraj wzmacniacza i doszedłem do wniosku, że nie chcę pozbytwać się tego całkiem zacnego sprzętu, który ze względu na dobrą akustykę w firmie, zagrał ładniej. Zapakuje wszystko do torby i wrócę z tym do domu. :P Będę miał dwa wzmacniacze i dwie pary kolumn. ;D

Nie oddam, nie oddam, nie sprzedam! :P Pieniądze na okna siostry będę miał z najbliższej wypłaty. :) Pozbędę się jedynie zbędnego subwoofera.

Dzisiaj Noc Muzeów. Gdzieś w okolicy, zapewne na Placu Konstytucji, odbywał się nawet głośny koncert z fajerwerkami, ale nie było ich widać ze względu na ograniczony widok z okien biura. Ruch na smsach znośny. Zboczeńców póki co brak.


2011.05.14 / Sobota / 06:49 - Scum

Zaczerpnąłem nieco świeżego powietrza, by nie zasnąć nad ranem...

Przetrwałem piątkową nockę. Udało się, choć nie był łatwo, zwłaszcza na początku. Dwóch klientów zanudzało mnie swoimi wywodami od godziny 1:00 do teraz, czyli do niemal 7:00... Jeden z nich chce uprawiać seks z własną matką i potrafi pisać o tym przez sześć godzin, a drugi chce zlizywać ze mnie swoje własne nasienie, a także nasienie innych facetów, swoich kolegów, którzy będą mnie razem z nim rznąć grupowo. Następnie pragnie on być rznięty w dupę przez tych samych kolegów, pragnie też by na niego sikali, tak samo zresztą jak ja, a wszystko zakończy się orgią z koniem, podczas której będzie przebrany za dziwkę. Nudziarstwo totalne. :/ Najgorsze jest to, że tych dwóch palantów pisze do mnie średnio raz w tygodniu i zawsze scenariusz jest ten sam... :(

Żebym ja - człowiek miłujący normalność - musiał pisać takie bzdety...

Przede mną kolejna nocka, tym razem sobotnia, a sobotnie nocki są najgorsze. Podczas nich zastanawiam się jedynie kogo nienawidzę bardziej - zboczonych klientów czy infantylnych, upierdliwych klientek? Najgorsze jest to, że mamy ich coraz więcej! Ludzkości - przepadnij!


"Pewnego dnia nadejdzie wielki deszcz i zmyje cały ten gnój z ulicy"

"Taxi Driver" reż. Martin Scorsese


2011.05.14 / Sobota / 02:43 - Tragarz

Oj, nadźwigałem się dzisiaj. Jak na moje skromne możliwości, wzmacniacz jest bardzo ciężki i nawet niesienie go od stacji metra do firmy było zdecydowanie nieprzyjemnym doświadczeniem. Wzmacniacz w sumie nie jest zły, ma piękny wygląd, porządną obsługę i całkiem poprawne brzmienie, ale jednak nie aż tak dobre jakbym tego oczekiwał, zwłaszcza za te pieniądze. Sprzedam go koledze lub ponownie wystawię na Allegro, tym razem już bez żadnego podbijania ceny. Człowiek, który go ode mnie kupi będzie musiał go odebrać z budynku, w którym mieści się firma, bo nie uśmiecha mi się niesienie wzmacniacza po raz kolejny do domu. :)

Mimo tego, że jest środek nocy mam całkiem spory ruch, bo zebrało się kilku nudnych zboczeńców, który piszą to co zwykle, czyli totalne farmazony. Przeszkadzają mi w obejrzeniu dłuższej wersji mojego ukochanego "Lśnienia" Stanleya Kubricka, którą właśnie dzisiaj odkryłem. Nie miałem pojęcia o tym, że taka wersja w ogóle istnieje.


2011.05.13 / Piątek / 17:27 - Koniec aukcji ze sprzętem audio

Z pojedynku Bowers & Wilkins z Monitor Audio zwycięzko wychodzi ta druga firma, czyli ta mała kolumienka widoczna po prawej stronie.

Aukcje zakończone. Subwoofer sprzedany za 1600 złotych, mimo tego, że jego końcowa cena wynosiła 1675zł. Musiałem obniżyć cenę o 75 złotych z powodu rysy, którą któryś z domowników zrobił na subwooferze podczas mojej kilkudniowej nieobecności. Szkoda. Nabywcą został jakiś facet z Puław, który jutro o 8:00 rano ma przyjechać po odbiór.

Kolumny Bowers & Wilkins kupił mój kolega z firmy, mój jakby-przełożony, Sebastian, którego zniechęcałem do brania udziału w aukcji, wyjaśniając mu, że brzmią one przeciętnie. Mimo wszystko wpieprzył mi się w aukcję, wygrał ją licytując za sumę 1570zł i teraz twierdzi, że sam nie wie czy weźmie ode mnie te kolumny czy nie, bo musi ich najpierw posłuchać. Zdenerwował mnie takim postępowaniem, bo gdyby nie on to miałbym już pieniądze od kogoś kto naprawdę chciał je kupić. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Sebastian zapłaci mi za to co ode mnie kupił i jeśli kolumny nie będą mu się podobać to najwyżej sam je sprzeda - tak byłoby uczciwie i logicznie.

Aukcję ze wzmacniaczem zmarnowałem, namawiając drugiego kolegę do podbijania ceny. Zrobił to tak skutecznie, że sam wygrał aukcję, gdyż nikt nie zechciał przebić jego oferty. Tym sposobem wzmacnicz nadal należy do mnie, ale dla kolegi, który wylicytował kolumny mam wspaniałą ofertę i mogę mu go sprzedać za jedyne 500 złotych, mimo tego, że ktoś oferował za niego 730 złotych. Niech tylko naprawdę kupi ode mnie kolumny...

Dzisiaj zabieram do firmy wzmacniacz, jutro jedną kolumnę, a pojutrze drugą. Nadźwigam się więc strasznie, zwłaszcza idąc przez las. Przede mną trzy nocki. Za tydzień wyjeżdżam do Puław, by dostarczyć siostrze pieniądze na wymianę okien - o ile wszystko dobrze pójdzie i naprawdę będę te pieniądze już wtedy miał.


2011.05.12 / Czwartek / 10:39 - Wymiana sprzętu

Nadszedł dzień zakończenia moich aukcji na Allegro. Po przyjechaniu do domu i odsłuchaniu nowych kolumienek Monitor Audio BR1 uznałem, że w sumie są lepsze od dużo droższych i większych Bowers & Wilkins 685. :P Jestem z nich zadowolony i będę się zastanawiał nad kupnem ich podłogowej wersji. Wzmaczniacz i odtwarzacz NAD także na jakiś czas u mnie zostają, bo bardzo sensownie zastąpiły Marantza. Wszystko co sprzedaję pojedzie wkrótce do nowych właścicieli, a może przyszli właściciele sami sobie po te sprzęty przyjadą.

O godzinie 15:30 dowiem się ostatecznie jak bardzo będę bogaty. Póki co jestem zadowolony ze swojej wypłaty za kwiecień, która wraz z premią okazała się być całkiem niezła. :)


2011.05.10 / Wtorek / 20:16 - Kraków mnie nie chce

Zdążyłem napisać, że jadę do Krakowa, zdążyłem (po raz kolejny) poważnie pomyśleć o koleżance Idze, podjąłem konkretne działania i zaplanowałem wyjazd, a już dowiedziałem się, że żadnego spotkania nie będzie bo piękna Iga stwierdziła, że nie widzi sensu ani potrzeby spotykania się ze mną. Super. Kilka tygodni wcześniej twierdziła, że we wrześniu pojedziemy razem do Malborka, a teraz nie chce bym odwiedził ją w jej obecnym mieście, byśmy poszli razem na spacer i porozmawiali. Miły gest z mojej strony spotkał się po raz kolejny z niechęcią ze strony przeciwnej. Cóż, widocznie realna przyjaźń w dzisiejszych czasach nie ma dużej wartości, skoro bardziej ceni się wirtualną znajomość...

Za dwa tygodnie nie udam się więc do Krakowa pociągiem, tylko po raz setny przyjadę do Puław. Jest jeden plus - oszczędzę pieniądze. Mało pocieszający...

Kończę notkę i powracam do ściągania kolejnych odcinków "Przyjaciół" z Internetu.


2011.05.10 / Wtorek / 15:34 - Kierunek Kraków

Dzisiejszy dzień przespałem. Obudziłem się rano około 8:00, zjadłem płatki z mlekiem, oceniłem na FilmWeb genialny film, który wczoraj obejrzałem, czyli "Teksańska masakra piłą mechaniczną" z 1974 roku na ocenę 10/10, a następnie poszedłem spać. Obudziłem się teraz, na pół godziny przed powrotem siostry z pracy i sprawdziłem, o której godzinie będę miał pociąg do Krakowa, w niedzielę 22 maja. Mam do wyboru trzy opcje:

- pociąg InterRegio odjeżdżający o 7:52, z biletem za 43 złote, jadący 3 i pół godziny
- pociąg Express InterCity odjeżdżający o 8:20, z biletem za 115 złotych, jadący 3 godziny
- pociąg TLK odjeżdżający o 8:35, z biletem za 54 złote, jadący 5 godzin i 15 minut

Chyba zdecyduję się na opcję numer 1. ;) Jak widać połączenie kolejowe Warszawy z Krakowem jest bardzo urozmaicone. Na miejscu pozostanie mi jeszcze wynajęcie pokoju w hotelu, na jedną dobę lub dwie, ale poszukiwaniem odpowiednio taniego hotelu gdzieś na pograniczu miasta, zajmę się później...

Nie pojechałem dzisiaj do Lublina i nie spotkałem się z Kasią, bo Kasia nie chciała mnie tam widzieć. ;( Iga póki co jeszcze chce mnie widzieć w Krakowie... Chyba. ;D


2011.05.09 / Poniedziałek / 20:18 - Martwe drzewa

Podoba mi się to miejsce - Wisła przy szosie biegnącej z Puław do Dęblina. W ogóle suche, martwe drzewa, często są ładniejsze od żywych.

Zgrzałem się dzisiaj podczas wycieczki i opaliłem, a raczej przypaliłem... Podobno dziura ozonowa nie znajduje się już nad biegunem, tylko właśnie nad Polską. Strach wsiadać na rower. :P

W moim domu zjawiły się dzisiaj nowe, małe kolumny i nowy, stary wzmacniacz. Siostra podłączyła to wszystko i z jej relacji wynika, że jest bez rewelacji. :P Pora zacząć zbierać pieniądze na coś naprawdę dobrego. ;)

Bilety na koncert Tori Amos w Warszawie sprzedają się tak szybko, że gdybym teraz zdecydował się na zakup, to siedziałbym już w dziesiątym lub dalszym rzędzie. Niby nadal nieźle, ale mimo wszystko postanowiłem na koncert nie iść. Zastanowię sie nad krakowskim koncertem Crystal Castles, choć trochę głupio robić taką wyprawę, mając świadomość, że rok temu grali w warszawskiej Stodole. ;)

Za chwilę obejrzę sobie jakiś ambitny film... Może "Iron Man 2"? ;P


2011.05.09 / Poniedziałek / 15:24 - Dla mnie tutaj nie ma już nic

Od sobotniego poranka jestem w Puławach. Dostałem się do nich pociągiem, ponieważ w obu busach nie było już dla mnie miejsca. Dobrze się jednak stało, bo w pociągu miałem okazję oglądać darmowy kabaret w wykonaniu upojonego wódką mieszkańca dęblińskiej "dzielnicy" Lotnisko oraz jego kolegi z Gołębia, także dalekiego od trzeźwości. Lepsze niż telewizja. :) Fragmenty ich rozmowy nagrałem telefonem.

W sobotę musiałem pracować, a od pewnego czasu soboty są dosyć koszmarne. Nawet nie byłem w stanie nacieszyć się Igą na Sykpe'ie, bo byłem zajęty przeklinaniem klientów, swojej firmy i swojego szefa. ;) Co gorsze, mój dyżur trwał trzynaście godzin zamiast zwykłych dwunastu - słodko. ;(

Niedzielę przeleżałem w łóżku, oglądając całkiem niezłego "Supermana: Powrót" z 2006 roku, oraz nieco gorszego "Iron Mana" z roku 2008. Dzisiaj dla odmiany obejrzę coś ambitnego. :)

Wczorajsze leżenie źle wpłynęło na moje ciało, dlatego dzisiaj postanowiłem zażyć nieco ruchu, tym bardziej, że zrobiło się naprawdę ciepło i przyjemnie. Wsiadłem na rower i pojechałem do miasta, w którym znajduje się widoczny na powyższym zdjęciu, niezbyt ładny kościół - miasta pustego i dosyć smutnego, które z jakiegoś tajemniczego powodu straciło sporą część swojej dawnej magii... Przynajmniej tak je postrzegam teraz, wiosną roku 2011, dwa lata po. Przywitałem zasłoniętą żółtą roletę w oknie i pojechałem.

To nie miejsca są ważne, tylko ludzie. Dlatego jeszcze w maju... Kraków! :P Gdyż zrozumiałem, że dziewczyna, która tam mieszka, może być, lub już jest dla mnie ważna. Bardzo, bardzo, bardzo chcę się z Nią spotkać.


"Dla mnie tutaj nie ma nic
Dla mnie tutaj nie ma już nic"

Dezerter "Dla mnie tutaj"


2011.05.07 / Sobota / 03:32 - Iga!

Iga Iga Iga! Iga w okienku Skype! :D Po raz pierwszy rozmawiałem z Igą w ten sposób i jestem oczarowany! Ach, co za dziewczyna! :D


2011.05.06 / Piątek / 15:47 - New Acoustic Dimension

New Acoustic Dimension czyli NAD - odtwarzacz cd tej cenionej, bytyjskiej firmy zawitał dzisiaj do mojego pokoju i raczej już ze mną pozostanie, gdyż zdecydowanie przypadł mi do gustu. Nie wiem jak przypadnie mi do gustu wzmacniacz tej samej firmy, który w przyszłym tygodniu także do mnie zawita, zastępując Marantza, ale może być nieźle. NAD i B&W tworzą razem dosyć zgraną parę i możliwe, że w przyszłości kupię po prostu kolumny tej samej firmy, tyle, że znacznie większe, podłogowe. :P Do tego czasu będę miał bardzo małe kolumienki zastępcze, także brytyjskie, firmy Monitor Audio. Czy to kogoś interesuje? ;)

Kurier obudził mnie o 13:00 więc pospałem tylko trzy godziny, a później nie mogłem już zasnąć. Przede mną nocka oraz poranna podróż do Puław, więc pewnie padnę w busie i tam się wyśpię. Obym tylko nie przespał Puław i nie dojechał do Kazimierza Dolnego...


2011.05.06 / Piątek / 03:04 - Ulica czy chodnik?

Na Placu Konstytucji znajduje się obecnie takie oto interesujące miejsce, w którym nie do końca wiadomo gdzie kończy się chodnik a zaczyna ulica. Jest to miejsce licznych konfliktów między pieszymi i kierowcami, którzy mają w zwyczaju krzyczeć coś w stylu - "Stoją państwo na ulicy!!!". Wiem o tym, bo sam na niej stanąłem. ;)

Gdzie moje prawo jazdy? Nie ma i nie będzie. Niech mnie kobieta wozi. :P Ja kupię samochód, ona będzie kierować.

To nie jest tak, że ja nie lubię prowadzić samochodu. Bardzo mi się to podoba, sprawia mi to przyjemność i chciałbym jeździć już teraz, ale na kursie nie mogę znieść faktu, że obok mnie siedzi facet, który mi mówi co mam robić, i który mnie kontroluje. Jedynie z tego powodu do dziś nie mam prawa jazdy. :P


2011.05.06 / Piątek / 02:42 - Remont ulicy Nowowiejskiej

Ulica Nowowiejska od kilku tygodniu znajduje się w takim oto stanie przejściowym. Domyślam się, że po remoncie będzie piękna i nie tak dziurawa jak dotychczas, ale póki co spacerowanie po tej okolicy jest dosyć skomplikowane z powodu tych wszystkich przewężeń i kładek, dlatego spaceruję ostatnio wyłącznie po Placu Konstytucji. Za każdym razem gdy idę do pracy, dociera do mnie jak bardzo lubię tę część Śródmieścia. Chyba nawet kocham. ;) Już nawet wszystkie prostytutki znam z widzenia...

Tkwię w tej chwili na kolejnym dyżurze i stwierdzam, że ostatnio klienci coraz później chodzą spać, co mnie bardzo niepokoi. Martwię się o ich zdrowie. Sobotni dyżur odbędę w Puławach, przy laptopie, jak za dawnych, dobrych czasów. W firmie będziemy wtedy mieli pranie wykładziny i właśnie z tego powodu mnie wygoniono, co mi zresztą bardzo odpowiada.

Do naszego lasu przyjechali dzisiaj strażacy, którzy usunęli gałąź opisaną przeze mnie na blogu jakiś czas temu. Ledwo zrobiłem jej zdjęcie i opisałem stwarzane przez nią zagrożenie, a już zadziałały odpowiednie władze i podjęły właściwą decyzję. Siła sprawcza mojego bloga jest wielka. :P

Kto jeszcze chce być przeze mnie opisany? ;) Kasia z Lublina niestety nie chce i kolejnego spotkania chyba już nie będzie, mimo tego, że w przyszłym tygodniu wybieram się do jej pięknego miasta. Tak bardzo chciałem mieć koleżankę w Lublinie, ale wszystko zepsułem. O ja psuja. :P

Niech ktoś mi znajdzie koleżankę z Lublina, która mnie nie znielubi. ;D


2011.05.05 / Czwartek / 06:13 - Night of hunters

Nad ranem dotarł do mnie newsletter Tori Amos, zwiastujący premierę jej nowej płyty oraz warszawski koncert, który odbędzie się 13 października tego roku. Rockowy koncert Tori, na którym byłem w 2007 roku był świetny, głównie właśnie z tego powodu, że był rockowy. Zagrane wtedy utwory "Bouncing off clouds" i "Precious thing" to w sumie jedne z najbardziej emocjonujących chwil mojego życia, podczas których całkowicie zapomniałem o otaczającym mnie świecie, ale na kolejnym koncercie Tori w Sali Kongresowej już nie byłem. Może wybiorę się na tegoroczny? Sam nie wiem czego spodziewać się po dosyć wiekowej już Tori, wypełnionej botoksem. ;) Kiedyś była absolutnie najlepsza, ale teraz...?

Podsumujmy - w roku 2011 do Polski zawita Portishead, Nick Cave i Tori Amos, a ja na żaden z tych koncertów nie idę, bo są to koncerty starych, mocno wypalonych ludzi. Z moich największych idoli brakuje jedynie Sonic Youth. :) Ani się obejrzę, a sam będę równie stary jak oni wszyscy, o ile w ogóle dożyję takiego wieku... Gdyby tak Portishead wystąpił w Sali Kongresowej to na pewno bym poszedł, bez marudzenia.

Miałem w grafiku tylko trzy dyżury nocne i aż cztery dni wolne, ale okazało się, że nie będzie tak cudownie i w sobotę muszę niestety pracować. Sebastian jak zwykle zadzwonił do mnie ze wspaniałą propozycją zarobienia dodatkowych pieniędzy i poświęcenia jednego dnia wolnego... ;( Zostaną mi tylko trzy dni wolne, które i tak spędzę w Puławach, w Lublinie i Dęblinie. :P

Początek dzisiejszego dyżuru był koszmarny, miałem największy ruch od czasu zatrudnienia się w tej firmie, czyli ponad 150 klientów do odpisania, co było przede wszystkim winą niezbyt dobrze ułożonego grafiku... Ogólnie jednak myślę, że ruch nam się zwiększa od pewnego czasu i jest coraz więcej do roboty. Jakoś przeżyłem, w najbardziej krytycznym momencie klienci czekali na smsa prawie dwie godziny, ale po północy i tak poszli spać, jak zwykle.

Miałem wtedy czas na obejrzenie dwóch filmów, bardzo dobrego "Pojedynku na szosie" Stevena Spielberga oraz jednego z najlepszych filmów o związkach - "W pogoni za Amy" Kevina Smitha, który oglądałem już dawno, dawno temu, w roku 2000. Dzisiaj na ten drugi film patrzę inaczej, okiem człowieka doświadczonego... ;) Ech. Dzisięć lat temu nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w podobnej sytuacji... W każdym razie film dzisiaj podoba mi się tak samo jak wtedy i gorąco go polecam. Pada w nim wiele ważnych zdan na temat miłości. Oglądając go przypomniałem sobie jakie to wspaniałe uczucie gdy jest się naprawdę zakochanym. W ogóle lubię Kevina Smitha, ale chyba już kiedyś o tym pisałem. Spielberga zresztą też lubię.

Kupiłem sobie "Ojca chrzestnego" na dvd i wreszcie po raz pierwszy w życiu go obejrzę. Domyślam się, że przypadnie mi do gustu... Choć z filmami różnie bywa... Ostatnio kupiłem też na dvd wielbiony przeze mnie "Seks, kłamsta i kasety wideo" Stevena Soderbergha. Rewelacja. Jedyny film, który naprawdę mu się udał. :)

Dzisiaj kolejny dzień matur, moja młodsza siostra będzie się zmagać z matematyką. Pięć lat temu, gdy ja zdawałem maturę... ;) Taak, to było zaledwie pięć lat temu. Właśnie kończyłbym studia, gdybym wtedy na nie poszedł. Jak wiele by mi to dało, o ile lepsze byłoby moje życie, o ile mądrzejszym byłbym człowiekiem?

Idę włożyć naczynia do zmywarki. To moje ulubione zajęcie w tej firmie... ;)


2011.05.04 / Środa / 13:20 - Goodbye Bowers & Wilkins

Kolumny B&W 685 pograły u mnie przez dwa lata i pięć miesięcy, nigdy nie osiągając pełni swoich możliwości, a za tydzień pojadą do nowego właściciela.

Jestem sam w domu, gdyż młodsza siostra ma w tej chwili egzamin maturalny, starsza siostra jest właśnie w drodze do Puław, mama dzisiaj pracuje, a tata robi jakieś tajemnicze zakupy w Izabelinie. Przede mną trzy nocne dyżury i podróż do Puław w sobotę rano. Cztery dni wolności, relaksu, wypoczynku i lenistwa.

Po powrocie z Puław będę musiał zapakować sprzedawany sprzęt i wysłać go kurierem do nowych właścicieli.

Nuda, nuda, nuda, nuda... Ciekawe czy moja młodsza siostra zamierza się wybrać na studia? Chyba nie...


2011.05.03 / Wtorek / 15:33 - Koncert Crystal Castles

Na Ochocie dostrzegłem plakat zwiastujący koncert Crystal Castles w Krakowie. Jadę! Przy okazji poznam Igę. ;D :P

Jutro matura. Pogoda nie dopisała, jest absolutnie paskudna, ale zapewne i tak każdy zda. Szczęścia życzę przede wszystkim swojej młodszej siostrze, która dzisiaj się relaksuje czytając stere egzemplarze miesięcznika "Film", ale także Sylwii z Kielc, która nieco bardziej panikuje. Alex z naszej firmy także zdaje jutro maturę, życzę jej więc powodzenia, choć mojego bloga nie czyta. ;)

Marnie się czuję, ale jeszcze żyję. Spodziewam się śmierci lub operacji wycięcia kilku żeber. Wczoraj wystawiłem ostatecznie cały swój sprzęt audio na Allegro, zaczynając od najniższych możliwych cen, czyli od złotówki. Obecnie ceny pną się w górę i za tydzień nie będę miał już sprzętu, za to będę miał pieniądze, które przekażę siostrze na nowe okna i drzwi balkonowe. Po kilku miesiącach kupię sobie też nowy wzmacniacz i nowe kolumny, kierując się innymi kryteriami niż poprzednio. Innymi słowy - precz z brytyjskim brzmieniem! :P

Idę zjeść zupę...


2011.05.01 / Niedziela / 20:18 - Brat, którego nigdy nie miałem

Na zdjęciu trzy Górki. :)

Zgodnie z planem odwiedził nas mój brat styjeczny, wraz z żoną, bardzo sympatyczni ludzie. Wstępny plan przewidywał także ognisko, ale z powodu deszczu musieliśmy je odwołać, zmuszając gości do nudnego przesiadywania w naszym brzydkim pokoju telewizyjnym. Obejrzeliśmy film z wesela, dzięki któremu przypomniałem sobie jakie miałem piękne włosy na jesieni zeszłego roku. ;) Byłem wtedy takim młodym, pogodnym, zdrowym człowiekiem, dzisiaj natomiast jestem schorowanym dziadem zwiastującym swoją rychłą śmierć. Rano serce znowu zaczęło mnie boleć, więc leczyłem je wódką, która przez pewien czas działała bardzo skutecznie... Chyba jednak będę musiał pójść na te badania, choćby w Puławach.

Bardzo lubię, gdy moja mama wyjaśnia różnym ludziom moją samotność, opowiadając jaką to piękną dziewczynę kiedyś miałem i jak bardzo byłem w niej zakochany... Zachwyty mamy nad urodą owej byłej, którą należałoby nazywać wyłącznie niedoszłą, naprawdę mnie pocieszają i poprawiają mi humor... :/ Ach, nieważne.

Piszą do mnie ludzie zainteresowani moim sprzętem audio, który wystawiłem na Allegro. Wszystkich zachęcam do kupna słowami tupu: "Nie może Pan tego kupić, bo to straszny shit". :) Cóż, nie potrafię być nieszczery... :)

Koniec pierwszego dnia maja roku 2011. Było bardzo przyjemnie, pora wracać na jeden dzień do pracy.


"I feel so cold on hookers and gin... This mess we're in"

Portishead "Western eyes"