2011.06.30 / Czwartek / 14:08 - Ptaszek

Ponieważ poprzedni wpis jest dosyć przytłaczający i psychopatyczny, postanowiłem przykryć go nowym, zupełnie neutralnym. Pokaże wam ptaszka, kazimierską mewę, silnie związaną uczuciowo z pływającymi po Wiśle statkami.

Po godzinie trzeciej idę do siostry, do biblioteki, by zobaczyć zmiany, które tam zaszły po jej przeprowadzce do innego pokoju. Szkoda tylko, że nie zachodzą żadne zmiany w życiu siostry i jej koleżanki Joanny, z którą dzisiaj mamy spędzić wieczór, o ile dobrze mi się wydaje. Zresztą o czym my tu mówimy... Przecież w moim życiu też nic się nie zmienia. ;)


2011.06.30 / Czwartek / 11:23 - Symptomy zakochania

- Przestaje mnie bawić wszystko co nie ma związku z tą, w której jestem zakochany. Od chwili obudzenia się aż do snu myślę przede wszystkim o niej - co teraz robi, jak się czuje, czy wszystko u niej w porządku.

- Inne dziewczyny zupełnie dla mnie nie istnieją, nie zauważam ich wokół mnie, nawet tych, które wcześniej uznałbym za piękne. Przed oczami mam tylko tą jedną.

- Na jej zdjęcie mogę patrzeć cały czas, a na żywo najchetniej w ogóle nie odrywałbym od niej wzroku. Podoba mi się każda jej mina, każdy gest, każdy charakterystyczny tylko dla niej szczegół. Lubię patrzeć na nasze wspołne zdjęcia zauważając jacy jesteśmy do siebie podobni i jak dobrze do siebie pasujemy wizualnie.

- Pragnę spędzać z nią każdą swoją wolną chwilę, specjalnie organizuję sobie czas wolny, aby jak najdłużej przy niej być. Rezygnuję z innych planów, aby dopasować się do niej.

- Interesuje mnie wszystko co ona mówi lub pisze, każda informacja na temat jej samej, jej rodziny, jej przeszłości i upodobań jest dla mnie bezcenna.

- Uwielbiam jej zapach. Z jakiegoś dziwnego powodu zapach jest dla mnie wyznacznikiem tego jak bardzo ona do mnie pasuje, nie jedynym, ale bardzo ważnym.

- Chcę poznać jej rodzinę i przyjaciół, zobaczyć jakimi ludźmi się otacza, kto ją lubi, kto ją kocha, kto zna i ceni od wielu lat. Chcę przekonać się jak wygląda jej zwykły dzień, którędy chodzi lub jeździ do pracy, jak sobie w niej radzi, co lubi robić po niej, w jakich miejscach lubi bywać, jakie miejsca wiążą się z jej przeszłością.

- Chcę odwiedzić dom, w którym obecnie mieszka, ale także jej dom rodzinny, porozmawiać z jej mamą, tatą lub kimkolwiek, kto jest jej w rodzinie najbliższy. Chcę zobaczyć jak podobna jest do rodziców, jakie cechy po nich odziedziczyła, poczuć, że jest ona częścią długiej historii swojej rodziny, historii, którą w przyszłości sama będzie tworzyć tak jak jej rodzice, gdy wybierze sobie mężczyznę i urodzi jego dziecko lub dzieci. Chcę, by poznała moją rodzinę, mój dom, przekonała się jak wygląda moje życie...

- Chcę ją pokazać swoim bliskim i znajomym, chcę być z niej dumny, chwalić się nią, choć być może nie jest to niczym dobrym. Pragnę mówić wszystkim - oto jest mój ideał, z nią właśnie chcę żyć, ona jest najlepsza i najpiękniejsza.

- Chcę być jak najbliżej niej, przytulać ją, czuć jej ciepło, jej zapach, słuchać jej głosu, w odpowiedniej chwili całować, wtedy, gdy jest to rozwinięciem przytulenia, dalszym krokiem ku prawdziwej bliskości, także tej fizycznej, choć ważniejsza jest bliskość innego rodzaju.

- Chcę spędzić z nią noc w jednym łóżku, ale nie po to, lub nie tylko po to, by się z nią kochać, choć na pewno jest to wspaniałe. Chodzi raczej o to, by czuć, że jest przy mnie gdy zasypiam i będzie nadal, gdy się obudzę. Chcę obudzić się wcześniej niż ona, by móc patrzeć na nią gdy śpi.

- Chcę nauczyć się na pamięć każdego punku na jej ciele, każdej blizny, krosteczki, każdej doskonałości i niedoskonałości. Chcę kochać ją całą taką jaka jest, bez względu na to czy ma zgrabne nogi czy nie, czy ma duze piersi czy małe, chcę ją zapewniać o tym, że dla mnie jest idealna.

- Jestem o nią zazdrosny, mimo tego, że zazdrość zapewne jest czymś bardzo złym. Chcę by była moja i tylko moja, tak samo jak chcę czuć, że ja sam należę tylko do niej. Chcę by tak samo jak ja wiedziała jak ważna jest wierność i szczerość w związku. Cierpię strasznie gdy spotyka się z innym mężczyzną, wyobrażając sobie co razem robią i zastanawiając się, czy on czuje do niej choć w połowie to co ja, czy ją docenia.

- Chcę się stawać lepszy, dla niej. Czuję w sobie motywację, której brakuje mi gdy jestem samotny. Chcę być dla niej dobrym partnerem, dobrym człowiekiem. Jestem gotów robić dla niej nawet to czego za bardzo nie lubię, jak choćby tańczyć...

- Chcę w odpowiednim czasie wyznać jej jak bardzo ją kocham, patrząc jej w oczy, mówiąc to z łatwością i pewnością, którą ma się tylko wtedy gdy naprawdę jest się zakochanym. Chcę myśleć o małżeństwie z nią, o dzieciach, o wspólnej przyszłości. Chcę się wraz z nią zestarzeć, by nie ominął mnie już żaden dzień jej życia.


2011.06.29 / Środa / 23:45 - Przegrałem

W ostatnią godzinę tego szczególnego i zarazem zdecydowanie ciężkiego dnia, który zakończył się wiele wyjaśniającą rozmową z Kasią, zamieszczam zdjęcie tego oto wiatraka, tym razem fotografowanego od strony Wisły, ze statku. Wiatrak ten już na zawsze pozostanie dla mnie symbolem, tylko sam do końca nie wiem czego... Chyba tego, że miłość w końcu przychodzi, prędzej czy później. Kolejne święte miejce Michała Górki. ;)

Cóż mogę napisać - walkę o Kasię powinienem uznać za przegraną, przynajmniej na chwilę obecną. Pokonał mnie ktoś kto, jak pewne znaki na niebie i ziemi wskazują, ma dziewczynę i coś kręci. Ale ja jestem złym prorokiem, więc pewnie nie powinienem w ten sposób pisać. W każdym razie on ma w sobie TO COŚ, czego ja nie mam. Zawsze, według każdej ważnej dla mnie dziewczyny brakowało mi TEGO CZEGOŚ.

Idę spać. Z jednej strony z ulgą, bo wiem już jak wygląda sytuacja, z drugiej z wielkim bólem w sercu, który pewnie pozostanie ze mną przez długie miesiące... Najważniejsze, że taki ból w końcu mija, z czasem lub wraz z nadejściem nowej miłości. Tyle, że obecnie w ogóle przestałem zwracać uwagę na inne dziewczyny, co jest typowym symptomem zakochania. Jutro wymienię kilka innych, choć przecież każdy je zna. Będę emo. ;)

Ból przemija, a przyjaźnie pozostają... Podobno jestem dobrym przyjacielem.


2011.06.29 / Środa / 19:48 - 29 urodziny 29 czerwca

Urodzinowy wypad do Kazimierza Dolnego mogę zaliczyć do udanych, choć nieco rozbolała mnie głowa od piwa, które wypiłem, a może od słońca, które mi w nią grzało na statku. Po raz drugi w swoim życiu wsiadłem na statek, ostatni raz pływałem po Jeziorze Gopło w Kruszwicy, na wycieczce klasowej w trzeciej klasie podstawówki. Dzisiaj statkiem wraz z siostrą wyruszyliśmy na ponad godzinny rejs do Mięćmierza i z powrotem. W tle, za moimi plecami, widać właśnie górkę, na której Michał Górka zakochał się w pewnej Kasi. Przepraszam, że piszę takie bzdety, ale jestem upartym romantykiem. ;) Mógłbym użyć innego słowa niż zakochał, ale... To moje ulubione słowo. :P

Rejsik był dosyć przyjemny, podobnie jak cała reszta pobytu w Kazimierzu, ale co z tego... To tylko wypad z siostrą, który na pewno jest lepszy niż jakikolwiek samotny wypad, ale ja w swoim wieku potrzebuję już czegoś więcej, prawdziwego życia, prawdziwej kobiety u boku, którą mógłbym przytulić i podziwiać na każdym kroku.

Nagrałem trzy kolejne części VideoBloga, ale wiatr zakłócił to co mówię na dwóch pierwszych filmikach, dlatego na YouTube trafi tylko część trzecia. Pomyślałem, że mój VideoBlog nie musi wyglądać tak jak większość typowych videoblogów, że siedzę i mówię coś do aparatu, co sprawdza się zazwyczaj w przypadku tych, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia. Wolałbym, by przyjął on formę zwykłych, rodzinnych filmików, przy których w przyszłości będzie można powspominać swoją przeszłość. Mam mnóstwo takich filmików na dysku twardym, bo kręciłem je przez ostatnie trzy lata, ale różnią się one od VideoBloga tym, że niczego na nich nie mówię do obiektywu.

Dwie osoby skrytykowały dziś mojego VideoBloga, twierdząc, że powinienem skupić się na pisaniu, gdyż tylko to wychodzi mi dobrze. Zgadzam się z tym całkowicie, ale uważam, że same zdjęcia i tekst nie pokazują mnie takiego jakim jestem - z krzywymi zębami, z dziwną wymową i mimiką twarzy, z gestami, które wskazują na to, że jestem nadwrażliwym, a nawet nerwowym człowiekiem. Zdjęcia i tekst to pewnego rodzaju oszustwo, natomiast filmiki są znacznie bliższe rzeczywistości, która wcale nie jest różowa. Poza tym mówienie do kamery to dobry trening, a ja powinienem trenować właśnie to - mówienie i rozmawianie z ludźmi. W tym jestem najsłabszy. Swoją drogą te zęby mogłem jednak w swoim czasie naprostować, bo dopiero teraz, dzięki tym filmikom zauważam, jak nieciekawie się one prezentują... Pewnie wciąż mogę to zrobić.

Koniec lania wody - mam 29 lat i basta!

Bardzo dziękuję innej Kasi, za te urocze zyczenia, które złożyła mi na swoim fotoblogu. To był najmilszy punkt dnia. :)



2011.06.29 / Środa / 10:31 - Życzcie mi Kasi

Nadszedł dzień moich urodzin. Od mojego przyjścia na świat minęło 29 lat. Przede mną ostatni roczek względnej młodości, ostatni rok na jako takie ogarnięcie swojego życia, bo przecież nie można być nieogarniętym trzydziestolatkiem, prawda? :)

Rok temu siostra zrobiła mi miły i zaskakujący prezent jadąc ze mną świętować do Dęblina, do miasta, które wtedy było dla mnie miejscem wyjątkowym. W życiu od czasu do czasu zachodzą jednak przełomowe zmiany i obecnie Dęblin znaczy dla mnie już znacznie mniej, tak samo jak dziewczyna, która w nim mieszkała... To bardzo dobrze, że wreszcie znalazłem taką, która ją zdeklasowała, choć oczywiście mogłoby być znacznie lepiej... Ale skoro znalazła się jedna, to jest nadzieja, że znajdzie się kolejna, aż w końcu trafię na tą, która już nie wypuści mnie z rąk, na tą właściwą,... Gdy będę miał 50 lat. :/ Tyle, że teraz nawet sobie nie wyobrażam innej.

W tym roku siostra ponownie weźmie sobie pół dnia urlopu i za dwie godziny ponownie pojedziemy świętować, ale tym razem w inne miejsce, czyli do Kazimierza Dolnego, miasteczka, które do niedawna niewiele dla mnie znaczyło. Od kilku dni Kazimierz Dolny znajduje się jednak na mojej mapie bolesnych, czyli bardzo przyjemnych wspomnień, podobnie jak Lublin. Jak tak dalej pójdzie to nie będę mógł nigdzie pojechać, bo w każdym miejscu w Polsce będzie mi się przypominać coś, co już nie powróci... :)

Pewnie już przekroczyłem limit dramatyzowania, choć nie da się ukryć, że tegoroczny urlop i tegoroczne urodziny to dla mnie jednak dosyć trudny i smutny czas. Nie tak miało być. Jak to się stało? Raz, dwa i nagle jest źle... Napisałem, że się zakochałem, kupiłem bilety na koncert, za bardzo się starałem, a to nigdy nie jest dobre. Jak powiedziała mi kiedyś sąsiadka, koleżanka z klasy - jeśli facet powie dziewczynie, że ona mu się bardzo podoba to zmniejszy swoje szanse u niej, a gdy jej powie, że się w niej zakochał, to już całkiem przepadł i ją stracił. Z pozoru bez sensu, ale najwidoczniej tak to właśnie wygląda. :) Kobieta niekiedy sama chce "pogonic za króliczkiem".

Czuję, że tegoroczny blog będzie przede wszystkim opowieścią o człowieku, któremu tak bardzo zależało, że aż w końcu nic mu się nie udało. :)

Na koniec zacytuję wielkiego człowieka, którego przypomniał mi dzisiaj kolega Jacek. Tak w ogóle to dziękuję wszystkim za życzenia, zwłaszcza koleżance Kasi (ale nie tej), która napisała mi życzenia zajmujące cały ekran na gg. :) Tyle, że najwięcej i tak znaczyło dla mnie to jedno słówko i emotikonka z tortem, którą otrzymałem kilka minut po północy.


"Ale prawda jest jedna: dobre i uczuciowe traktowanie sprawia, że białogłowa wypina się na mężczyznę. Natomiast zlekceważona i sprowadzona czasem do poziomu szmaty uczyni wszystko, żeby udowodnić, że jest czymś więcej. Kiedys pewne dziewczę umotywowało mi swoje odejście słowami: Dawałeś za dużo."

Tomasz Beksiński, felieton "Kobieta wąż"


2011.06.28 / Wtorek / 17:00 - Frytki made by Michał

Obrałem ziemniaczki, pokroiłem je na kawałki o odpowiednim rozmiarze, wrzuciłem je do rozgrzanego tłuszczu i tym sposobem powstały pyszne frytki, drugie, które w swoim życiu samodzielnie przygotowałem. Nie gotuję i nie przygotowuję niczego do jedzenia, bo w domu jestem w tym wyręczany przez nadopiekuńczą mamę, ale domyślam się, że byłbym całkiem dobrym kucharzem, gdyż mam bardzo rozbudowany zmysł smaku. To dlatego nie smakuje mi 95% tego co można zjeść. :) Ech, tak naprawdę do kucharzenia potrzebna jest wysoka sprawność manualna, a nawet zwinność, czyli cechy, których ja w sobie nie dostrzegam...

Musiałem założyć nowe konto na YouTube, na które przerzucę swój VideoBlog, by nie mieszał się on z innymi filmikami, które nagrywałem wcześniej. Z pewnością jeszcze będę coś nagrywał raz na jakiś czas. Skoro nie mam z kim rozmawiać, to porozmawiam przynajmniej ze swoim aparatem fotograficznym. ;)

Przed chwilą dostałem radę od koleżanki - "Michał, bo ty robisz jedną, bardzo złą rzecz. Za dużą wywierasz presję i wszystkie dziewczyny się wycofują, bo się czują za bardzo osaczone przez ciebie". Pewnie koleżanka ma rację, ale dziwnie udawać, że mi na kimś nie zależy, gdy jest inaczej. Skoro jestem szczery we wszystkim co robię i mówię, to głupio bym się czuł grając jakąś dziwną rolę. Może po trzydziestce nauczę się postępować z kobietami...Stanę się fałszywy, tak jak tego chcą. A może potrzebuję kobiety, która myśli tak jak ja? Takiej, która nie lubi komplikacji...


2011.06.28 / Wtorek / 13:20 - ShyneVideoBlog

Do Lublina z bukietem kwiatów nie pojechałem, z czego w sumie jestem zadowolony, zważywszy na to jaką mamy dziś pogodę. :) Pozostałem dzisiaj w mieszkaniu i ni z tego nie z owego postanowiłem zrealizować swój głupi pomysł, czyli zacząć nagrywać coś co można nazwać VideoBlogiem. Na YouTube mamy sporo takich blogów, wiele z nich trzyma naprawdę niezły poziom, ale mi najbardziej spodobał się jeden, którego nazwy w tej chwili nie pamiętam, ale o którym z pewnością jeszcze wspomnę. Pomyślałem, że skoro lubię nagrywać filmiki to całkiem ciekawie będzie odwrócić obiektyw w swoją stronę i powiedzieć coś do niego, choćby to co mówię nie miało najmniejszego sensu. :) Przynajmniej rodzina będzie miała po mnie pamiątkę w Internecie, gdy już zejdę z tego świata...

Za chwilę zamieszczę linki do nagrania zerowego oraz pierwszego na moim VideoBlogu, tylko muszę poczekać, aż te trzy filmiki w HD skopiują się na YouTube, co wcale nie trwa krótko. Pierwsze nagranie podzielone jest niestety na dwie części, ponieważ w pewnym momencie mój umysł się zapętlił i wpadłem w panikę, przez co musiałem przerwać nagrywanie. :) Niestety nie mam tu żadnego programu, który mógłby sprawnie połączyć te dwa filmiki nagrywane moim aparatem w jeden. Kto ma szybki dostęp do Internetu może kliknąć na poniższe linki i podziwiać moje krzywe zęby. :) Cóż, początki mojego fotobloga także nie były zbyt interesujące. :)

Idę robić frytki, gdyż dzisiaj ja gotuję siostrze, a nie siostra mnie. :) Może kiedyś nauczę się przyrządzać bardziej finezyjne dania, ale na początek frytki powinny wystarczyć. Do dzieła!



2011.06.27 / Poniedziałek / 18:00 - Jeszcze o Kasi

Nie byłbym sobą gdybym nie ponudził nieco o uczuciach. Zmartwiony tym, że od niedzielnego poranka Kasia przestała się do mnie odzywać, zaplanowałem na jutrzejszy dzień wyjazd do Lublina, zakup bukietu kwiatów i udanie się z nim w miejsce, w którym Kasia pracuje, choćbym miał tam na nią czekać cały dzień. Przypominam, że kwiaty mają w moim przypadku duże znaczenie i w swoim życiu wręczyłem tylko dwie pojedyńcze różyczki dwóm ważnym dziewczynom, oraz bukiet tulipanów tej najważniejszej. Niemniej jednak dzisiaj Kasia wreszcie się do mnie odezwała, pisząc, że musi odpocząć i pomyśleć... Nie wiem czy to zapowiedź czegoś złego czy czegoś dobrego, ale zależy mi na pewno na tym, by nasza znajomość się nie skończyła, by przetrwała przyjaźń, która, jak mi się wydawało, nas łączy... Zawsze bardzo boję się właśnie tego, że mogą zakończyć się przyjaźnie, na których mi zależy. Z tego powodu tak bardzo cenię sobie to, że do dzisiaj przyjaźnię się z Owcą, w której kiedyś byłem przecież zakochany... Ona potrafiła zostać moja koleżanką.

Zakochanie zakochaniem, ale ciężko jest tracić kogoś kogo bardzo się lubi. Niemniej jednak muszę brać pod uwagę każdą ewentualność, bo przecież nie każdy myśli tak jak ja...

Jutrzejszego dnia nie spedzę więc w Lublinie, wymyślę coś innego i postaram się nie zmarnować całkowicie tegorocznego, dziwnego urlopu. Tyle w temacie dziewczyny, w której niechcący się zakochałem. Nie będę jej zamęczał. Najważniejsze, że się odezwała, bo było mi bardzo ciężko znieść jej milczenie...


"Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów
Niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z twoimi oczami"

Pidżama Porno "Stąpając po niepewnym gruncie"


2011.06.27 / Poniedziałek / 17:46 - Prom

Największą atrakcją mojego pobytu w Janowcu miało być przeprawienie się po raz pierwszy w życiu promem na kazimierski brzeg Wisły, ale na miejscu spotkała mnie taka oto niespodzianka - z powodu niskiego stanu wody prom był dziś nieczynny. Myślałem, że choć widok na Kazimierz Dolny będzie interesujący, ale zdecydowanie taki nie jest, bowiem z tego miejsca widać przede wszystkim krzaki i drzewa. Znacznie lepszy widok miała ciocia i wujek na swojej byłej działce znajdującej się w niedalekiej okolicy. Szkoda, że musieli tę działkę sprzedać.

Sam Janowiec to miasteczko zdecydowanie malutkie i raczej nudne, w którym zupełnie nic się nie dzieje. W zasadzie widziałem tam dzisiaj ze czterech ludzi i jednego psa. Najciekawiej prezentuje się zamek, ale to praktycznie koniec atrakcji... Kazimierz Dolny gorąco polecam, Janowiec raczej odradzam, ale mimo wszystko cieszę się, że wreszcie tam dotarłem.


2011.06.27 / Poniedziałek / 16:18 - Janowiec

Po męczącym dyżurze pospałem zaledwie dwie godziny, ponieważ musiałem obudzić się już o 10:00, aby zadzwonić do szkoły nauki jazdy i zapisać się na trzy ostatnie dni urlopu. Pan kierownik zapytał się jakim pojazdem jeżdżę, na co odrzekłem, że samochodem numer trzy, dzięki czemu pan kierownik od razu zauważył, że ostatni raz jeździłem co najmniej pół roku temu, gdyż samochodu numer trzy już w ogóle w tej szkole nie ma. :) Najwidoczniej zredukowano ilość pojazdów z czterech do dwóch, a przy okazji zwolniono kilku instruktorów, mam nadzieję, że także tego, za którym nie przepadałem. Pan kierownik powiedział, że na odległość nie może mnie zapisać, więc w tej sytuacji będę musiał pofatygować się osobiście do biura wraz z książeczką, aby mógł wyczytać z niej ile godzin wyjeździł i jak dawno temu to było...

Cóż, w poniedziałek zamiast na jazdy, udam się do szkoły, by wszystko wyjaśnić... Tak czy siak - wracam za kierownicę. Do Warszawy wracam w niedzielę.

Przed południem wsiadłem na rower i pojechałem do małego miasteczka, w któym nigdy jeszcze nie byłem - do Janowca, leżącego 13 kilometrów od Puław. Wrażenia opiszę w kolejnej notce, gdyż teraz siostra woła mnie na pierożki lubelskie... :)


2011.06.27 / Poniedziałek / 02:41 - Żyłem sobie spokojnie...

Żyłem sobie spokojnie, bez prawdziwych uczuć, bez problemów, wyleczony z miłości, od której minęły dwa lata, randkowałem sobie z dziewczynami, które lubiłem, ale na których jakoś szczególnie mi nie zależało, aż tu nagle wpadłem jak śliwka w kompot... Sam sobie zgotowałem taki los, sam się zarejestrowałem po raz kolejny na Sympatii.pl jakiś miesiąc temu. :)

W razie niepowodzenia, które będzie skutkować bólem serca i depresją, powinienem domagać się odszkodowania od tego randkowego portalu, któremu tak wiele zawdzięczam. W regulaminie mogliby zamieścić ostrzeżenie jak może się skończyć poznanie wyjątkowej dziewczyny i zakochanie się w niej.

Minęła ponad połowa mojego całonocnego dyżuru. Przypomniałem sobie jak bardzo nie lubię swojej pracy, a także jak bardzo ją lubię. ;) Czasami mam wrażenie, że wszelkie niepowodzenia uczuciowe w moim życiu to kara za wystawianie tych wszystkich biednych pań, które do nas piszą. Kiedyś będę musiał się wyspowiadać, mówiąc księdzu, że wystawiłem setkę kobiet i tysiące mężczyzn, wykorzystałem ich łatwowierność, ich pragnienie znalezienia kogoś bliskiego i sponiewierałem ich uczucia. Źli ludzie nie zasługują na dobre życie.

Jedno jest pewne - po dwóch dniach spędzonych samotnie w Puławach i kontrastowym zestawieniu ich z bardzo przyjemną randką, wiem, że nie potrafię żyć sam, zwariowałbym bez kobiety i po pewnym czasie mógłbym nawet mieć myśli samobójcze. Jestem istotą absolutnie niezdolną do samotności.

Kto jedzie ze mną na koncert Editors do Krakowa? Bilecik gratis. :P


"I'm so glad I found this
I"m so glad I did
I'm so glad I found this
I'm so glad I did

People are fragile things
You should know by now
Be careful what you put them through
People are frgile things
You should know by now
You'll speak when you're spoken to"

Editors "Munich"


2011.06.26 / Niedziela / 13:04 - Znowu mi się nie udaje

Obudziłem się ponownie około 10:00, więc w nocy podczas dyżuru mogę przysypiać... Dobrze, że to tylko jeden dyżur, wrzynający się brutalnie w sam środek mojego urlopu. Dzięki temu dyżurowi będę mógł bardziej docenić kolejne dni wolności. Dziś w nocy akurat zarobię pieniądze na bilet na koncert, o który Kasia już zdążyła się pogniewać... Nie rozumiem dziewczyn - chce się być dla nich miłym, chce się zrobić coś przyjemnego, a one się za to gniewają... Przynajmniej ja na takie trafiam... Gdyby ktoś wam zaproponował wyjazd na koncert jednego z waszych ulubionych zespołów i zafundowałby bilet - obrazilibyście się? Pewnie tak, gdyby to wiązało się ze słowem - osaczanie.

Zresztą, dosyć już o Kasi na moim blogu. We wtorek miałem jechać do pewnej Gosi, do Radzynia Podlaskiego, ale oczywiście odwołałem to spotkanie, bo ja nie randkuję z kilkoma dziewczynami naraz. Słusznie czy niesłusznie, nieważne, już by mi i tak nie zależało na tym wyjeździe, choć wcześniej myślałem, że będzie na odwrót. Byłem o tym przekonany.

Na zdjęciu widać mnie siedzącego przy grobie Dziadka Bolesława i Babci Stanisławy, na który wybrałem się przed chwilą rowerem. Zawsze odwiedzam to miejsce, gdy jestem w Puławach i dzisiaj po raz kolejny mogłem powiedzieć dziadkom w myślach - znowu mi się nie udaje. Dziadkowie mogliby odpowiedzieć - nie przynudzaj, wsiadaj na rower i jedź. Daj znać gdy wreszcie coś się zmieni w twoim smętnym życiu. Za mało się starasz Panie Michale lub po prostu masz pecha.

Poniedziałek prześpię, zmęczony całonocnym dyżurem. Wtorek - zdecydowanie nie.


2011.06.26 / Niedziela / 05:28 - Poranne biletów kupienie

Dzisiaj w nocy mam dyżur, powinienem więc obudzić się około godziny 18:00, by w nocy nie być sennym, ale stało się nieco inaczej, bo już o godzinie 5:00 rano otworzyłem oczy i nie mogłem ich zamknąć... W puławskim mieszkanu jest tak suche powietrze, że człowiekowi chce się pić w czasie snu, przez co budzi się z poczuciem pragnienia, nawet kilka razy w ciągu nocy. Przynajmniej dzieje się tak w moim przypadku... Mam tylko nadzieję, że jednak jeszcze zasnę, może zaraz, a może przed południem. Wieczorem powraca siostra, która wypoczywała u nas w lesie...

O tej porannej godzinie dokonałem zakupu dwóch biletów na koncert zespołu, którego w sumie nie znam, ale który zna i lubi Kasia - Editors. Koncert odbędzie się w 20 sierpnia w Krakowie, w ramach Coke Live Music Festival 2011. Koncert koncertem, ale najważniejsze, że zwiedzę Kraków i to z koleżanką Kasią, pod warunkiem, że zgodzi się ze mną jechać... Może wtedy akurat już nie będę w niej zakochany... ;)

Ech... Idę spać. A przynajmniej spróbuję... Na zdjęciu Góra Trzech Krzyży, na którą wczoraj po raz pierwszy w życiu wszedłem. Bardzo ładny widok, ale i tak wolę okolice Mięćmierza. :)


2011.06.25 / Sobota / 20:46 - Najlepszy dzień roku 2011

Zobaczcie jak tam pięknie... Niedaleko tego miejsca rośnie kasztanowiec, co oznacza, że wiem już skąd na jesieni wezmę kasztanka roku 2011. :) Na zdjęciach nie będzie Kasi, gdyż woli ona pozostać istotą w miarę anonimową, ale najważniejsze, że pozwoliła mi dzisiaj na to bym zrobił jej kilkadziesiąt zdjęć, z których najbardziej podobają mi się oczywiście te przedstawiające nas razem.

Jadąc busem do Puław zrozumiałem do kogo Kasia jest podobna, szczególnie gdy ogląda sie ją z profilu. Wiele lat temu miałem w swoim pokoju na ścianie jeden duży plakat, a także kilka mniejszych, z pewną modelką-aktorką-piosenkarką, Millą Jovovich, którą w tamtych czasach uznawałem za nieziemsko atrakcyjną. Taka na przykład Joanna d'Arc z filmu Luca Bessona, lub Eloise, z wielbionego przeze mnie "The Million Dollar Hotel" Wima Wendersa - tak właśnie wygląda Kasia. :) :P Nic dziwnego, że mi się tak spodobała...

Lubię taki "wiejski" typ urody. :) Dziewczyna ze wsi na wschodzie Polski... W dodatku nie małolata, co tylko dodaje jej uroku...

Podoba mi się, gdy Kasia mówi, że czuje się przy mnie tak, jakby mnie od dawna znała. To chyba najprzyjemniejsze słowa jakie kiedykolwiek słyszałem pod swym adresem...

Kończy się dzień, który pewnie będę uznawał za najlepszy w tym roku. Kasia nie została u mnie na noc, wróciła do Lublina busem, na szybie którego namazałem palcem serce... Póki co - to by było na tyle. Przede mną jutrzejszy dyżur i cały tydzień urlopu, podczas którego pogoda ma być rewelacyjna.

Trzy ostatnie dni urlopu pośwęcę na kurs prawa jazdy, na który potanowiłem powrócić, wiedziony czymś, co nie pojawia się u mnie zbyt często - motywacją. Trzeba korzystać, bo motywacja może szybko zniknąć, gdy tylko serce zostanie złamane...


2011.06.25 / Sobota / 20:11 - Mięćmierz

Na Wikipedii wyczytałem właśnie, że Mięćmierz, zwany także Męćmierzem, to nie osobna wieś, lecz część Kazimierza Dolnego. Wiele razy tam jeździłem, z rodziną lub samotnie, ale dzisiaj było zdecydowanie najprzyjemniej. Padający deszcz, butelka wina i ja z Kasią schowany pod nieco zbyt małym parasolem... I ten jej zapach, i włosy, które tak lubię... Głos... Gdybym kiedyś, w dalszej lub bliższej przyszłości, twierdził, że jestem w Kasi zakochany, to mówiłbym, że zakochałem się w niej właśnie tam, na skarpie, w jednej z najromantyczniejszych chwil mojego skromnego życia... Tak, nie ma to jak wspólne picie wina prosto z butli... ;)

Ale dosyć tych dramatów. Bo przecież zakochiwanie się to dramat, prawda? :)


2011.06.25 / Sobota / 20:04 - Deszczowo-słoneczna randka

Zaczynając od dnia wczorajszego... Troszkę pocierpiałem, troszkę poumierałem z zazdrości, ale pomogło mi czerwone wino, po wypiciu którego wsiadłem na rower, by pojeździć po Puławach. Rower i wino okazały się być dobrym wsparciem, ale najlepiej podziałały na mnie słowa Kasi na gadu-gadu, czyli zapewnienie, że do randki jednak dojdzie.

Tak też się stało - spędziliśmy dzisiaj razem dziewięć godzin, w Lublinie, Puławach, Kazimierzu Dolnym i jego pięknych okolicach. Randka zaczęła się od deszczu nad Lublinem, który spadł z widocznych na powyższym zdjęciu chmur. Ponieważ spóźniliśmy się kilka minut na busa do Kazimierza, musieliśmy udać się do Puław, co okazało się dobrym rozwiązaniem, gdyż dzięki temu mogłem zabrać ze sobą różowe wino, które wypiliśmy pod, a raczej nad Mięćmierzem.

Kilka miesięcy temu, gdy zamieszczałem tutaj zdjęcie z miejscami, które kocham, pisałem o tym, że być może w tym roku będę w którymś z tych miejsc, z jakąś wyjątkową dziewczyną. Cóż, marzenia czasem się spełniają. Tak szczęśliwy byłem ostatnio w roku 2009, gdy spotykałem się z tą, która ma dzisiaj imieniny...


2011.06.24 / Piątek / 15:45 - Białe, różowe, czerwone

Dzisiaj dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak różowe wino. Osobiście najbardziej lubię czerwone, ale to, które kupiłem zawiera 17,5% alkoholu, jest więc wyjątkowo... Skuteczne. ;) Skuszony znakomitym filmem "Sideways", który przypomniałem sobie wczoraj, oglądając go z siostrą, zdecydowałem się na dwa wina kalifornijskie. Film polecam wszystkim mądrym ludziom. Po polsku "Bezdroża".

Kasia ma conajmniej trzy powody, by odwiedzić mnie jutro w mieszkaniu... ;D Przyda się do otwierania wina, bo ja nie mam siły tego robić... :P To będzie tak - najpierw Kasia wypije swoje ulubione, białe wino, a następnie ja swoje ulubione, czerwone. Po wszystkim wypijemy wspólnie butelkę różowego wina i... Padniemy. ;D Jak dobrze pójdzie, to nawet sobie w ramiona, zamiast na podłogę. ;)

Ech, żartuję. :) Za chwilę wskakuję do wanny, a później... Nie wiem. Poczytam po prostu "Mistrza i Małgorzatę"...


2011.06.24 / Piątek / 13:35 - Minusik się należy

Jestem już w Puławach, tym razem całkiem sam. Planowałem zabrać ze sobą rower do pociągu osobowego, jadącego z Dworca Wschodniego do Dęblina, ale rano padał deszcz, więc do Puław dostałem się po prostu busem. Po drodze zaczęło świecić słońce i teraz mamy bardzo zacną pogodę, w sam raz na randkę, tyle, że nie moją. ;)

Jutro wcześnie rano wyruszam do Lublina, by tam spotkać się z, być może niesłusznie, coraz bardziej cenioną przeze mnie Kasią. Z Lublina mamy udać się do Kazimierza Dolnego, a nawet dalej, gdzie będę kuśtykał na swojej kulawej od dwóch tygodni nodze... Po Kazimierzu zapraszam Kasię do Puław, które ona zresztą całkiem dobrze zna, a konkretnie do mojego (przynajmniej przez najbliższe dwa dni) mieszkanka, nawet na całą noc. Kasia może się oczywiście nie zgodzić, ale co tam... Już sam wyjazd do Kazimierza z nią to dla mnie wielka atrakcja i powód do radości, której nadmiaru mógłbym przecież nie przeżyć... ;) O atrakcyjności kobiety świadczy to jak wiele jesteśmy w stanie dla niej znieść i ścierpieć... A ja dzisiaj będę jednak troszkę cierpiał. :P

Na pocieszenie porozmawiałem sobie z pewną starą koleżanką przez smsy. Obraliśmy dwa różne punkty widzenia, ja stwierdziłem, że całowanie cipki jest bardzo przyjemnym i interesującym doświadczeniem, pod warunkiem, że jest ona odpowiednio wygolona, koleżanka natomiast nie zgodziła się ze mną, twierdząc, że to obrzydliwe... Osobiście przyznaję rację sobie, choć w sumie wygolonej nigdy nie całowałem. ;D :P

Zatem, absolutnie nie nawiązując do poprzedniego akapitu, czekam na zapowiadający się bardzo przyjemnie dzień jutrzejszy, który spędzę u boku dziewczyny bardzo przeze mnie lubianej i zdecydowanie pięknej (szkoda, że jej nie widzicie). Tym razem dojdzie do konfrontacji na trzeźwo, przez co można się spodziewać, że będę nudny i zamotany. ;) Oby pogoda dopisała.

Ach... Dziś wieczorem będę musiał przejść się do Empiku, po oczekującą tam na mnie książkę Pratchetta... :P

Uwaga, powyższa notka była pisana przez całkiem nagiego Pana Michała i zawiera przekaz podprogowy, zrozumiały jedynie dla grona wtajemniczonych, głównie kobiet. ;)


2011.06.23 / Czwartek / 14:20 - Do Puław busem zamiast rowerem

Jutro ma być całkiem dobra pogoda i przede wszystkim wiatr ma wiać w sprzyjającym mi kierunku, czyli z zachodu. Mimo tego postanowiłem nie jechać rowerem do Puław, gdyż byłoby to przyczyną zbyt wielu kłopotów, przede wszystkim z bagażem, którego nie mógłbym ze sobą zabrać. Choć kto wie, może jutro w ostatniej chwili zmienię zdanie, wskoczę na rower i pomknę nim do Puław... Bez tego mogę odczuwać pewnego rodzaju... Pustkę. Brak spełnienia. ;)

A dzisiaj nie robię nic... Kompletne lenistwo...


2011.06.23 / Czwartek / 10:16 - Czwarty dzień zasłużonego urlopu

Obudziłem się i pierwszą rzeczą, o której pomyślałem była... Kasia. ;) Dziwne. Zazwyczaj piersze o czym myślałem po przebudzeniu to moja własna egzystencja... :P Być może urlop tak na mnie wpływa lub fakt, że Kasia mi się dzisiaj śniła, choć w ogóle nie pamiętam tego snu...

Całkiem ładną pogodę dziś mamy. Być może pojadę gdzieś z siostrą lub siostrami na rowerach... Na pewno podelektuję się nieco "Mistrzem i Małgorzatą", obejrzę kilka filmów, na telewizorze, który cały czas bardzo dobrze mi służy...

Może nawet zrobimy ognisko?

Jutro wyjazd do Puław. Jeśli wiatr będzie mi sprzyjał, pojadę tam rowerem, ale już nie trasą przez Dęblin, tylko tak jak za dawnych lat, przez Kozienice.


2011.06.22 / Środa / 23:30 - Najbardziej erotyczny dzień roku

Dzisiaj było zakończenie roku szkolnego, które od zawsze uważam, za najbadziej erotyczny dzień roku. Gdzie okiem nie sięgnąć, zgrabne nastolatki w krótkich spódniczkach... ;D

Dobra, idę spać. Dość już tego erotomaństwa. Przecież tak naprawdę jestem wielkim romantykiem. Kto mnie zna, ten wie... :)

W piątek będę miał małego doła... Ale poradzę sobie, jakem Górka. :P


2011.06.22 / Środa / 22:29 - Zamknięta ulica Świętokrzyska

Ulicę Świętokrzyską zamieniono tymczasowo na parking, z powodu budowy drugiej linii metra. Druga linia metra będzie bardzo przyjemna i nie mogę się doczekać kiedy będzie gotowa, ale jej budowa skomplikuje nieco życie nam - warszawiakom. ;)

Kręciłem się dzisiaj głównie po Śródmieściu i Mokotowie, odwiedziłem zacne Pola Mokotowskie, zjeździłem niemal wszystkie uliczki Centrum, o ile można napisać w tym przypadku Centrum z dużej litery... Pod koniec mojego samotnego tułania się miał miejsce cud - pewna całkiem atrakcyjna i oryginalna dziewczyna jadąca na rowerze uśmiechnęła się do mnie, puściła mi oczko i pomachała. Wzruszyłem się bardzo, gdyż tyle lat już żyję, a coś podobnego nigdy wcześniej nie miało miejca... Może powinienem był zawrócić i jechać za nią, ale... Wolę Kasię, która umawia się z innym na dzień przed randką ze mną. ;D


2011.06.22 / Środa / 22:18 - Metropolitańska fontanna

Słuchając drugiej płyty Grinderman dodaję kolejne zdjęcie zrobione podczas dzisiejszego wypoczynku. Zdjęcie zrobiłem w najbardziej erotycznym miejscu Warszawy i zarazem jednym z moich ulubionych - Metropolitanie. Ludzie mają wielką radochę z tej fontanny, zarówno dorośli jak i dzieci... Mi najwięcej radości sprawia obserwowanie zgrabnych dziewczyn, a dzisiaj kręciło się tam kilka takowych, jak zwykle zresztą. Były trzy nastolatki, którym niemal zaproponowałem małą sesję fotograficzną, na którą pewnie by się zgodziły. Chciałem uwiecznić szczególnie jedną z nich, z bardzo interesującym krzywym zgryzem, ale ostatecznie nie odważyłem się do nich odezwać i żadnej sesji nie zaproponowałem. Widocznie zabrakło alkoholu, który pomógł w Lublinie... Choć w sumie bez alkoholu też dałbym radę, ale... Może wystarczy tego podrywania gimnazjalistek i licealistek. ;)

Wcześniej przy fontannie pojawiły się także dwie bardzo wysokie, bardzo profesjonalnie umalowane i wystylizowane modelki, oczywiście także kosmicznie zgrabne, które zelektryzowały swoim wyglądem wszystkich facetów dookoła, także tych, którzy przyszli tam ze swoimi dziewczynami. ;) Osobiście mało nie dostałem zawału serca i nie byłem nawet w stanie zrobić choćby jednego zdjęcia z ukrycia...

A zresztą... Co tam modelki, co tam nastolatki... Ja mam swoją zajebistą Kasię. :P ;)


2011.06.22 / Środa / 22:08 - Galeria Zachęta

Wczorajszy, drugi dzień urlopu, spędziłem od rana do nocy w łóżku. Leżałem, oglądałem filmy, czytałem książkę, spałem w środku dnia, aż po południu zaczęła mnie bolec głowa. Najwidoczniej zbyt dlugie leżenie ma bardzo zły wpływ na człowieka i jest bardziej męczące niż praca.

Dlatego dzisiaj, trzeciego dnia urlopu, wsiadłem na rower i pojechałem do Warszawy. Miałem tylko odebrac kolejną książkę Partchetta z Merlina oraz drugą płytę Grinderman, czyli zepołu Nicka Cave'a, ale zostałem w stolicy przez kolejnych siedem godzin, by wieczorem odebrać siostrę, która przyjechała do nas na kilka dni.

Siostra własnie siedzi na dole w kuchni i rozprawia z mamą na stałe, nudne tematy. Teraz na przykład siostra wyjaśnia dlaczego nie ma faceta, czemu jest sama i wspomina dawne czasy, gdy jeszcze ktoś tam, gdzieś tam był... Powiem jedno - żałosne. Ja jestem zdecydowanie bardziej aktywnym poszukiwaczem szczęścia. ;)


2011.06.20 / Poniedziałek / 22:53 - Deszczowy pierwszy dzień urlopu

Pierwszy dzień urlopu przeminął raz-dwa.

Niebawem moje urodziny i wejście w ostatni rok bycia dwudziestolatkiem... Chciałbym czcić każdą chwilę tego roku w jakiś wyjątkowy sposób, czuć, że naprawdę żyję i wykorzystuję dany mi czas, ale bez kobiety ciężko to robić...

Jak tu randkować, skoro wszyscy jesteśmy zakochani w kimś innym, kto nas nie kocha?

Obejrzałem dziwny i zarazem przeciętny film, czyli "Zapach kobiety" z Alem Pacino. Za chwilę obejrzę kolejny, być może lepszy, lub będę kontynuował czytanie doskonałego "Mistrza i Małgorzaty"... Szkoda tylko, że czytanie tak szybko mnie męczy...


2011.06.20 / Poniedziałek / 10:05 - Deszczowy początek urlopu

Niniejszym swój dwutygodniowy urlop uważam za rozpoczęty. Pogoda nie jest zbyt urlopowa, ale najważniejsze, że nie muszę pracować. Za chwilę położę sie do łóżka i prześpię pierwszy dzień urlopu... W środę przyjazd siostry, w piątek wyjazd do Puław, w sobotę spotkanie z Kasią...

Mamy dwudziesty czerwca, więc muszę wspomnieć, że pięć lat temu rozpocząłem pracę w swojej obecnej branży, w firmie MNI. Spotkanie informacyjne prowadziła piękna Marysia i nie wiem czy podjąłbym się tej pracy gdyby nie fakt, że chciałem jeszcze na nią popatrzeć i posłuchać jej głosu... ;)

Pragnę też zauważyć, że trzy lata temu poznałem Dorotę...


2011.06.19 / Niedziela / 03:39 - Inividia

Przejrzałem swojego fotobloga sprzed ostatnich dwóch miesięcy i uznałem, że strasznie dużo na nim lania wody, w dodatku w marnym stylu. Od dzisiaj będę pisał bardzo mało... A gdy kiedyś znajdę dziewczynę i się z nią zwiążę (sznurem) to w ogóle przestanę tu pisać, czyli jeszcze w tym roku. ;)

Kolejna randka z Kasią musi odbyć się według jednej, prostej zasady - Kasia musi pić, gdyż zauważyłem, że alkohol ma na nią bardzo dobry wpływ. :P

Ja osobiście już przekroczyłem niebezpieczną granicę i bez wódki popadam w paranoję... Boję się świata, boję się życia, boję się Kasi i o Kasię. :D

Szybko się uzależniam. Szybko się zakochuję. Gdy jest w kim i od czego...


2011.06.17 / Piątek / 21:48 - Fuck the rest

Jak widać na zamieszczonym powyżej zdjęciu, nie każdy film wydany na płycie blu-ray ma rewelacyjny, czysty obraz. W przypadku tego oto dzieła obraz jest zdecydowanie zbyt ziarnisty, co psuje przyjemność oglądania, ale niewielkie to zmartwienie, bo efekt końcowy i tak jest lepszy od wydania dvd, które w moim domu przeszło już do lamusa. Póki co mam na blu-ray cztery filmy - same dobre oczywiście. Niestety szybko okazało się, że 32 calowy telewizor jest zbyt mały i trzeba siedzieć półtora metra od niego aby dostrzec wszystkie piękne szczegóły w rozdzielczości Full HD. Polecam telewizory conajmniej 42 calowe.

Podoba mi się to zdanie ze zdjęcia i myślę, że mogłoby ono pełnić rolę mojego życiowego motta. Mieć wszystko gdzieś i robić to co się kocha... Tak właśnie żyję, ale dlaczego mogę tak żyć? Głównie dzięki rodzinie, która przymyka oko na wszelkie moje wybryki i pozwala mi być dzieckiem w wieku 28 lat. Cóż... Rodzina to coś wspaniałego, niezwykle ważnego, być może najważniejszego. Czy kiedyś będę miał własną?


2011.06.17 / Piątek / 14:38 - Fuck

Ostatnie słowo w ostatnim filmie Stanleya Kubricka. Swoje przemyślenia dodam później, gdyż teraz muszę wsiąść na rower i pojechać do pracy... Fuck.

Dwie godziny później:

Dojazd do pracy był wyjątkowo przyjemny, pogoda jest dzisiaj wspaniała, jest słonecznie ale nie za gorąco, wieje wiaterek z południowego zachodu. Moja starsza siostra właśnie znajduje się na kilkudniowej wycieczce organizowanej przez jej zakład pracy, podczas której po raz pierwszy w życiu opuści granice kraju. Ja nie planuję żadnych wyjazdów poza wyjazdem do Puław i Lublina, ale może kiedyś także przekroczę granicę, za kilka lub kilkanaście lat... Tylko po co?

Chciałem napisać konkretną notkę o czymś co mi leży na sercu, ale zapomniałem co to takiego. Zdaje się, że miało być o firmie, a także o kobietach, ze szczególnym uwzględnieniem Kasi. Na firmę miałem psioczyć, na kobiety narzekać, a Kasię wychwalać, ale z jakiegoś powodu straciłem na to ochotę.

Do następnego razu zatem.


2011.06.17 / Piątek / 01:13 - Pan Michał okiem kobiety

Do czego może się przydać taki Pan Michał? W zasadzie panem ciężko go nazwać, to raczej dziecko, a w najlepszym wypadku nastolatek, choć nawet nastolatki są bardziej rozwinięte i doświadczone od niego. Nie można się nim pochwalić przed rodziną i znajomymi, gdyż nie ukończył zajebistego kierunku studiów na zajebistej uczelni, nie jest super inteligentny, wygadany czy zabawny, nie ma żadnych osiągnięć życiowych. Nie można nim wzbudzić zazdrości wśród koleżanek, nie ma imponującej klaty, nie ma muskułów, pięknej twarzy lub choćby prostych zębów. Nie ma dobrej pracy i nie jeździ Mercedesem lub choćby Hondą Civic, bo woli przemieszczać się rowerem jak jakiś dzieciak. W przyszłości nie będzie mial emerytury, a teraz nie posiada nawet ubezpieczenia zdrowotnego, więc trzeba będzie za niego płacić z własnej kiesy gdy trafi do szpitala. Nie ma własnego lokum, w którym można byłoby z nim zamieszkać, a jego dom rodzinny jest tylko domem tymczasowym, który w przyszłości przepadnie. Smacznego obiadu lub kolacji nie przygotuje, gdyż nie umie gotować, rozpieszczany kulinarnie całe życie przez swoją mamę. Niby twierdzi, że chce mieć dzieci i byłby dobrym ojcem, ale brzydziłby się zmienić pieluchę i podetrzeć dziecku tylek, więc pożytek z niego niewielki. W łóżku także nie można liczyć na wiele, wszelkie orgazmy należy organizować we własnym zakresie, gdyż jego doświadczenie seksualne jest niemal zerowe, raptem odbył on jeden i pół stosunku w swoim życiu, co w sumie trwało może ze trzy minuty. Niektórzy mogą wręcz twierdzić, że jest impotentem. Nawet z dotykania go nie można czerpać żadnej radości, gdyż to tylko skóra i kości, w dodatku krzywe, ucieleśnienie aseksualności. I ta jego dziwna skłonność do młodych dziewczyn, której chyba należy się bać. Albo to nudne wspominanie Doroty, pierwszej dziewczyny, która pozwoliła mu się dotknąć, i nazywanie jej księżniczką, mimo tego, że od dawna ma go w dupie. Nie stać go na wesele, które przecież kosztuje od trzydziestu do pięćdziesięciu tysięcy złotych, a nawet gdyby jakimś cudem uzbierał tyle pieniędzy, nie można byłoby liczyć na to, że zatańczy z panną młodą, jak normalny człowiek, bo przecież on nie tańczy. W dodatku ten jego dziwny photoblog, na którym opisuje wszystkie bzdety, które mają miejsce w jego smętnym życiu. Co więcej w pewnych kręgach jest nienawidzony, co świadczy o tym, że zły z niego człowiek, myślący tylko o sobie, w krytycznych momentach zmieniający się w potwora. Plotkarz, menda i manipulator.

W zasadzie żal mi tego żałosnego człowieka...


2011.06.16 / Czwartek / 15:19 - Cztery dni do urlopu

Zbliża się mój piękny, choć krótki, bo zaledwie dwutygodniowy urlop. Po tygodniu będzie on niestety drastycznie przerwany na jedną noc, którą muszę spędzić w Puławach przed laptopem, logując się na normalny dyżur. Powodem jest pranie wykładziny w firmie, które ostatnio się nie odbyło. Jedyne pocieszenie, że zarobię więcej pieniędzy... :(

Większym pocieszeniem z pewnością będzie kolejne spotkanie z Kasią, które wstępnie wyznaczyliśmy na sobotę, 25 czerwca. Mamy sie wtedy udać do Kazimierza Dolnego, a nawet za Kazimierz, w miejsce, które kocham oraz kilka innych, których jeszcze nie znam. Tam właśnie pocałujemy się po raz pierwszy. ;D :P

Do Puław być może dostanę się rowerem, choćby w piątek, 24 czerwca, ale wszystko zależy od pogody. Siostra w tym czasie będzie wypoczywać w naszym leśnym domku i dołączy do mnie dopiero w niedzielę.

Serwis Sympatia.pl, któremu tak wiele zawdzięczam, właśnie się skończył. Przeprowadzono na nim zmianę wyglądu, której nie jestem w stanie zaakceptować. Z tego powodu skasowałem swoje konto, na zawsze! :P Kasia będzie ostatnią dziewczyną, którą tam poznałem. Może to znak, ze moje poszukiwania dobiegły końca. ;)

Co prawda chciałem także rozpocząć romans z Agnieszką z poprzedniego zdjęcia, ale zmieniłem plany gdy dowiedziałem się, żę ma dopiero czternaście lat. Z gimazjalistką nie mogę się umawiać, gdyż mogłoby to się zakończyć lubelską masakrą piłą mechaniczną w wykonaniu jej ojca. ;)

Poza tym ostatnio gustuję w dziewczynach zbliżonych do mnie pod względem wieku. :)

Cztery dni do urlopu. Wszystko inne nie ma znaczenia. Hmm, dziwnie się siedzi w pracy w stroju kolarskim... :)


"Każdy facet jest jak kibel - albo zajęty, albo posrany"


2011.06.15 / Środa / 10:30 - Lublinianki

Ponieważ ta oto Agnieszka o intrygującej urodzie i interesujących nogach wyraziła przed chwilą zgodę na pojawienie się na moim blogu, a nawet na dodakową sesję fotograficzną w przyszłości, zamieszczam jej zdjęcie zrobione wczoraj przeze mnie w stanie wódczanego upojenia. ;) W sumie zrobiłem kilka zdjęć jej oraz jej koleżance podobnej do Scarlett Johansson i to zdjęcie z koleżanką nawet lepiej mi wyszło, bo był lepiej ustawiony kadr, ale nie mogę go tutaj zamieścić, gdyż koleżanka uznała mnie, nie wiedzieć czemu, za pedofila. ;D O przepraszam, nie zaglądałem w ich dowody osobiste... Czy tam legitymcje szkolne. ;P

Oj, wstyd mi za ten przechylony kadr, ale ręce mi się trzęsły... ;) Zdjęcie zamieszczam jako dowód na to, że wódka rozwiązuje 90% problemów człowieka. Na trzeźwo nigdy nie podszedłbym do dwóch młodych dziewczyn pytając, czy mogę im zrobić zdjęcia. ;D Wystarczy więc, że do końca życia będę pił i wreszcie wszystko zacznie się układać. ;P

Zmykam pod prysznic...

P.S. Oczywiście Kasia jest piękniejsza. :P I w sumie dosyć podobna do mnie. :P


2011.06.15 / Środa / 09:33 - Pan Michał z perspektywy Kasi

Zdjęcie zrobione przez Kasię, w oberży artystycznej Złoty Osioł, w której próbowałem zjeść szarlotkę z... Bezami. :P Między Słowami z jakiegoś tajemniczego powodu było zamknięte... Czyżby bankructwo?

Po wczorajszej randce muszę wprowadzić dwie drobne zmiany w moim postrzeganiu kobiet:

- zielone oczy mogą być równie zacne jak piwne lub czarne
- dziewczyny mające więcej niż 25 lat mogą być równie zacne jak te mające mniej niż 20

Kasia zadawała mi mądre, życiowe pytania w stylu - co umiem ugotować? Niestety moja odpowiedź nie mogła być zadowalająca, a szkoda, bo mógłbym czymś zaimponować. ;) Ogólnie słaby ze mnie materiał na faceta, ale przejmuję się tym tylko troszeczkę, bo jest na tym świecie mnósto całkowicie beznadziejnych facetów. W dodatku ja chcę nad sobą pracować. :P Usłyszałem wczoraj kilka miłych słów na swój temat i ogólnie spędziłem wieczór w badzo przyjemny sposób, znacznie przyjemniejszy niż się spodziewałem. Jak to dobrze, że Kasia była odporna na wszelkie formy zniechęcania jej do mojej osoby, które stosowałem przed randką. ;D Wytrwała i cierpliwa z niej dziewczyna. Ach, te Kasie... Mają coś w sobie. ;)

Próbowałem wczoraj przed randką spotkać się także z pierwszą Kasią z Lublina, ale nie było jej w mieście... Szkoda. :P

O właśnie... A co z moją randką w Radzyniu Podlaskim, z Gosią? Oto jest pytanie... :)

Pora wyleźć z łóżka, pójść na busa i pojechać do Warszawy. Podobno od przyszłego tygodnia mają nam w firmie zablokować dostęp do Internetu w czasie dyżuru. Cóż, nie będę już mógł się chwalić, że pracuję w bardzo fajnym miejscu...

Po wczorajszym spacerowaniu kuleję na lewą nogę. Obym był w stanie dokuśtykać przez las do domu...


"We can not wait much longer
We want happiness back
We want control of our bodies
Everything we've lacked
I think I even liked it
If the feeling was mine
A little something about my body
Is it the warmth inside

From off to on
From off to on"

The Knife "From off to on"


2011.06.15 / Środa / 00:21 - Alternatywna rzeczywistość

W swoim świecie spełnionych marzeń, w alternatywnej rzeczywistości, mieszkam na tym oto lubelskim osiedlu, robię zakupy w pobliskiej Stokrotce i jestem wdzięczny Bogu za każdy kolejny dzień, który mogę przeżyć u boku swojej prawdziwej ukochanej, z którą mam dzieci, psy, koty i żółwia...

Ale może najcenniejsze marzenia to te, które się nie spełniły, a idealne jest tylko to, co nigdy nie miało i nie może mieć miejca.


2011.06.14 / Wtorek / 23:58 - Nitki z rantki, to była randka!

Upojony wódką wyruszyłem około południa do Lublina, pociągiem opóźnionym o 45 minut, ale za to bardzo nowoczesnym, zupełnie jakby nie należącym do PKP. :) Po przybyciu na miejsce do randki zostało mi sześć godzin, więc piłem i spacerowałem sobie po ukochanym mieście, wspominając dawne dzieje i marząc o alternatywnej rzeczywistości, by następnie położyłyć się pod zamkiem w oczekiwaniu na najważniejsze wydarzenie dnia. W przypływie euforii i czegoś w stylu śmiałości zaproponowałem nawet dwóm zgrabnym lubliniankom małą sesję zdjęciową, gdyż ich własny aparat zepsuł się, a przy okazji uzyskałem od jednej z nich adres e-mail. ;) Po wódce jestem zdolny do czynów, które samego mnie zaskakują. ;)

Spod zamku przeniosłem się na plac przy Teatrze Andersena, który podobno niebawem ma przejść gruntowną modernizację. Tam właśnie, w moim ukochanym miejscu, rozpoczęła się randka z Kasią, która zgodnie z moimi oczekiwaniami, a jeszcze bardziej wbrew moim oczekiwaniom, okazała się być wspaniałą dziewczyną. :P To, że czułem się z Kasią swobodnie i to, że było bardzo przyjemnie nie jest jedynie zasługą wypitej wódki, Kasia po prostu należy do grupy tych właściwych dziewczyn, tych... Szczególnych. :) Niestety nie będzie jej widać na moim blogu w całej okazałości, gdyż nie chce ona ujawniać swojego wizerunku, mimo tego, że jest według mnie fotogeniczna. Mogę jedynie wyjaśnić, ze z wyglądu przypomina nieco Gosię z naszej firmy, tyle, że jest od niej jeszcze ładniejsza/piękniejsza. Ma bardzo fajną fryzruę. :) W sumie Kasia zaimponowała mi wszystkim, nawet swoim zapachem. Bardzo mądra i dobra dziewczyna, która zasługuje na kogoś jeszcze lepszego ode mnie. :P Kogoś mniej kościstego. ;)

Cóż, pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że wkrótce odbędą się nasze kolejne spotkania, randkami zwane. Póki co, pora powrócić do Warszawy, na kilka ostatnich dni przed urlopem.


2011.06.13 / Poniedziałek / 07:12 - Praca w łóżku

Zostało 45 minut do końca mojego nocnego dyżuru. W połowie nocy nie byłem już w stanie wysiedzieć przy biurku, więc przeniosłem się z laptopem i klientami do łóżka. Naprawdę mam nadzieję, że to już ostatni dyżur, który odbywam w mieszkaniu, bo wcale nie iubię w ten sposób pracować... Dom powinien być domem i Puławy powinny kojarzyć mi się wyłącznie z relaksem. Jedyny plus, że nie muszę po dyżurze wsiadać na rower i jechać nim półtorej godziny do Truskawia.

Ostatnio napsioczyłem na firmę, na szefa, a nawet na wszystkich operatorów łącznie ze mną. Wkrótce stworzę notkę pochwalną, by zachować równowagę. Bo u mnie nie ma normalności, są same skrajności...

Przede mną dwa dni wolności. We wtorek wieczorem odbędzie się rendez-vous ze wspaniałą Kasią, natomiast randka z uroczą Gosią została przesunięta w czasie na przeddzień moich urodzin, czyli 28 czerwca. Wtedy to mam się udać w nieznane.

Czy w tym roku urodziny spędzę tak jak w zeszłym - w pizzerii Wenecja na dęblińskim osiedlu Lotnisko? Skoro tradycja tak nakazuje... ;)


2011.06.11 / Sobota / 05:44 - Pierdoleni naciągacze

Firma upada. Początki były piękne, nadzieje były duże, obietnice zachęcające. Z każdym miesiącem jest jednak coraz gorzej, praca denerwuje mnie coraz bardziej, współpracownicy stają mi się obojętni (poza Kasią), pojawiają się nowe obowiązki i nowe zakazy.

Po pierwsze - wymyślono sobie, że najsłabszy pracownik będzie miał zakaz korzystania z Internetu w czasie dyżuru. Nie wzięto tylko pod uwagę tego, że ktoś zawsze musi być najsłabszy, co wcale nie oznacza, że jest złym pracownikiem i zasługuje na karę. Pozostaje nam czekać także na zakaz włączania telefonów komórkowych, tak samo jak w poprzedniej firmie. A przecież miało być inaczej...

Po drugie - układanie spamów. Kolejna rzecz, o której nie było mowy, gdy się tu zatrudniałem. Najzwyczajniej w świecie nie mam pomysłu na nowy spam, nie chcę go układać, nie mam w umowie o dzieło niczego na temat układania spamów. W poprzednim tygodniu tego nie zrobiłem i nie zamierzam już niczego więcej wymyślać, jeśli chcą mi z tego powodu zabierać pieniądze to proszę bardzo, niech mnie denerwują.

Po trzecie - szef kupił jasną wykładzinę, która oczywiście się upieprzyła, jak wszystko co jasne. Wynajmie sobie ludzi od czyszczenia wykładzin, a pieniądze na ten cel ma wyciągnąć z naszych portfeli. Bardzo sprawiedliwe i zarazem zachęcające do tego, żeby w przyszłości nasrać na sam środek pokoju. Wtedy przynajmniej wiedziałbym, że płacę za własne gówno a nie za czyjeś. Ja do cholery nigdy nie zabrudziłem wykładziny, choćby w najmniejszym stopniu, dlaczego więc mam płacić za jej czyszczenie?

Po czwarte - metr nade mną stoi tak zwany odświeżacz powietrza, od którego boli nas głowa. Wynosiliśmy go z pokoju, żeby móc pracować w normalnych warunkach, ale nie ma tak łatwo - kazano nam go tu ponownie postawić i zabroniono ruszać. To chemiczne paskudztwo musi nam psikać w twarz, bo takie jest czyjeś durne zarządzenie. Śmierdzimy, czy co?

Po piąte - podnoszenie progów średnich, które musimy wyrobić. Bez komentarza...

Przede wszystkim jednak trzeba uczciwie nazwać każdego pracodawcę, który zatrudnia ludzi stale na umowę o dzieło, nie płacąc im składek emerytalnych i zdrowotnych, kawałem kapitalistycznego skurwiela. Wozi taki swoją skąpą dupę najlepszym mercedesem, a o opłaceniu składek swoim pracownikom nie pomyśli. Dlaczego kapitalizm musiał pokonać o wiele lepszy ustrój, jakim był socjalizm?

Jak widać, mam ostatnio coraz bardziej wyjebane na tę firmę. Niby lubię stabilizację, ale już po tych kilku miesiącach przydałaby mi się zmiana pracy. W czerwcu mija dokładnie pięć lat mojego zatrudnienia w tej kłamliwej branży, której nigdy nie lubiłem. Może już wystarczająco dużo ludzi okłamałem, może pora wreszcie przestać naciągać? Nie jestem ani trochę dumny z tego czym się zajmuję. Może nie powinienem już tu wracać z urlopu?

Można zapytać, czy w dzisiejszych czasach w ogóle daje się być uczciwym człowiekiem, czy pieniądze zarabia się już tylko i wyłącznie na kłamstwach? Trzeba przyznać, że my wszyscy, którzy tu pracujemy, jesteśmy pierdolonymi naciągaczami i oszustami. Kiedyś gardziłem takimi ludźmi, dzisiaj jestem nimi otoczony, stałem się jednym z nich. I wiecie co od zawsze jest dla mnie dosyć nieprzyjemne? To, że ludzie, którzy mnie otaczają w tej i poprzedniej firmie są w większości niewierzący. Zupełnie tak jakby Bóg nie istniał. Czy sam mogę nazywać się wierzącym, jeśli tu pracuję? Ja naprawdę wolałbym być dobrym człowiekiem...

Oczywiście nie można zapominać, że najgorsze chuje to nasi klienci, a najgorsze pizdy to nasze klientki. To prawdziwi wysłannicy piekieł. Amen.


"Zapomniałeś, że jest Bóg"

Dezerter "Piosenka o mojej generacji"


2011.06.11 / Sobota / 04:30 - Randki są do dupy

Próbuję przetrwać noc w pracy, w czym pomagają mi dwie Kasie. Nad ranem będę musiał dostać się do Puław, najpierw spróbuję pojechać busem, ale spodziewam się braku wolnych miejsc, ponieważ w sobotę rano wszyscy chcą opuścić Warszawę. Wtedy zastanowię się czy pojechać Contbusem do Lublina i stamtąd wrócić się do Puław, czy poczekać na pociąg, który przyjedzie niemal półtorej godziny po moim wyjściu z pracy.

W Puławach prześpię praktycznie całą sobotę, natomiast niedzielną noc będę musiał spędzić przy laptopie, rozmawiając ze zrytymi klientami i jeszcze bardziej zrytymi klientkami. Z tego powodu poniedziałek także prześpię i dopiero wtorek będzie dla mnie dniem w pełni wolnym i bezsennym. Mam się wtedy udać do Lublina, do Kasi-z-Lublina-numer-dwa, na coś co dotychczas nazywałem randką. Postanowiłem jednak, że zmienię nazwę tego wydarzenia, gdyż randka to zbyt wielkie słowo. We wtorek odbędzie się więc rantka. :P Rantki są o wiele lepsze od randek, bo nikt nie nastawia się na nich na jakiekolwiek uczucia, nikt nie planuje związku, nikt się do nikogo nie przytula i nikt nikogo nie całuje. Rantki są tak cudownie neutralne, a zarazem pozbawione jakiegokolwiek sensu... ;) Ale spoko, Kasia to prawdopodobnie fajna dziewczyna.

Mam jednak w planach także prawdziwą randkę, konkretnie dwudniową randkę z pewną Gosią mieszkającą w Radzyniu Podlaskim. Na początku swojego urlopu mam ją odwiedzić w tym uroczym miasteczku, leżącym jakieś 60 kilometrów od Puław. Do tego czasu z moich planów pewnie niewiele pozostanie, Gosia przekreśli je jedną swoją decyzją, jednym słowem, albo zwykłym milczeniem ale cóż... Póki co bardzo chcę ją poznać, bo wydaje się być przeuroczą dziewczyną. Taką małą bubcią. :D

Innymi słowy - kręcę, motam, flirtuję i zniechęcam, a ostatecznie i tak będę sam. :) Ja chyba najbardziej kocham właśnie tą swoją samotność, unikając jakichkolwiek poważnych relacji na wszelkie sposoby. Rozgryzłem samego siebie. Chcę być wolnym człowiekiem! :) Tylko jednej dałbym się zniewolić.


2011.06.07 / Wtorek / 15:39 - Nabycie telewizora Sony Bravia

Około południa stałem się posiadaczem panoramicznego telewizora firmy Sony, o niewielkim jak na dzisiejsze czasy rozmiarze 32". Jego rozdzielczość to standardowe jak na dzisiejsze czasy Full HD 1920x1080, choć póki co jedynie filmy na blu-ray i Polsat HD można oglądać w takiej jakości. Telewizor jest bardzo dobry, praktycznie nie dostrzegłem w nim żadnych wad i jestem z tego zakupu w pełni zadowolony. Odbieram cyfrową telewizję naziemną, która obecnie w okolicy Warszawy liczy 13 programów. Zastanawiałem się nad Samsungiem, ale wolałem zaufać japońskiej firmie zamiast koreańskiej. Co prawda mogłem dopłacić 500 złotych do 40-sto calowej wersji, ale muszę wreszcie ograniczyć wydatki, by kupić siostrze okna... ;)

Tym sposobem zakończyły się moje trzy dni wolne, które miałem spędzić w Puławach, a które spędziłem w domu. Kasia z Lublina, z którą miałem się spotkać, obchodzi dzisiaj urodziny, więc życzę jej tutaj jeszcze raz wszystkiego przyjemnego. :) Kasia miała nie znać adresu mojego bloga, ale stało się inaczej... Na szczęście mnie nie wyklęła i nie uznała za szaleńca (chyba). ;) Zrobi to dopiero gdy sie spotkamy. Kiedy ta randka?


2011.06.05 / Niedziela / 20:12 - Pan Michał wiecznie wolny

Dobrze, wystarczy już tych zdjęć z dzisiejszej wycieczki rowerowej. W każdym razie udaliśmy się do Parku Moczydło na Woli, następnie pod moją dawną firmę, pod moją obecną firmę, do Łazienek, nad Wisłę, mostem Świętokrzyskim na Pragę i do domu przez Żoliborz. Było bardzo gorąco i bardzo męcząco. Przede mną dwa dni wolne, które mógłbym spędzić na rowerze, ale jednak jeżdżenie nim w taki upał nie należy do przyjemności.

Niemniej dwa dni wolne spędzę zapewne w jakiś rozkoszny sposób, leżąc do góry brzuchem. Do Puław jadę w piątek po dyżurze, a może w sobotę rano. W niedzielę będę musiał pracować przy laptopie siostry, ponieważ wyznaczono mi domowy dyżur nocny. W firmie znowu odbędzie się wtedy prawnie wykładziny, za które musimy zapłacić po kilkadziesiąc złotych, bo to my ją zabrudziliśmy. Ja osobiście nie brudziłem, ale płacić i tak muszę. Uwielbiamy tą jasną wykładzinę szefa...


2011.06.05 / Niedziela / 19:46 - Nitki z randki

Według wcześniejszych planów miałem być dzisiaj w Lublinie, gdzie doszłoby do pięknego, pełnego radości, fascynacji i namiętności spotkania z Kasią numer... Cztery albo pięć. ;) W każdym razie z nową Kasią z Lublina. Tą prawie rudą. Do spotkania nie doszło ponieważ jestem chory, co doskonale widać na powyższym zdjęciu. ;)

Może się jeszcze kiedyś spotkamy, a może nie... Wszystko zależy przede wszystkim od Kasi, bo jak wiadomo, ja nigdy nie podrywam tych dziewczyn, które nie podrywają mnie. Nasz los w jej rękach. ;)

Poza Kasią nikt się do mnie nie odezwał na Sympatii... Może jest ona moją ostatnią szansą? ;]

Ach, byłbym zapomniał... Telewizor sobie kupiłem. Kurier przywiezie mi go we wtorek lub środę. Okna kupię siostrze w sierpniu lub wrześniu. Wstyd. Niedobry ze mnie brat...


2011.06.05 / Niedziela / 19:30 - Wykończyłem siostrę

Za chwilę wrzucę kilka zdjęć przedstawiących moją facjatę, ale póki co zamieszczę tutaj zdjęcie młodszej siostry, która nieczęsto pojawia się na moim blogu, a z którą dzisiaj w południe, w trzydziestostopniowy upał, pojechałem rowerem do Warszawy. Ania zdała w tym roku maturę, lub przynajmniej tak jej się wydaje przed ostatecznym ogłoszeniem wyników, ale na studia chyba nie idzie. Wybiera się do pracy, lecz nie chce nawet słyszeć o zatrudnieniu się w mojej poprzedniej firmie, jako operatorka czatów Premium Rate. Nie rozumiem czemu? ;) Zresztą, może to i lepiej, bo martwiłbym się o zdrowie psychiczne siostry wrzuconej w sam środek tego smsowego zboczenia. Mi ta praca w swoim czasie nie zaszkodziła, bo ja już wcześniej byłem zboczeńcem... ;P Normalni ludzie w tej brażny nie pracują.

W każdym razie siostra po powrocie z pięciogodzinnej wycieczki rowerowej padła na swoje łoże, a raczej wersalkę i nie ruszyła się do teraz, czyli przez kolejne kilka godzin. Żyje jeszcze? ;) Ostatnio zaczęła samodzielnie jeździć rowerem po Warszawie. Może przygotowuje się do robienia prawa jazdy? Ciekawe czy możliwe jest, aby moje godziny, które jeszcze mam do wyjeżdżenia, przeszły na nią? :P Ale nie, przecież ja robię prawo jazdy. Jeszcze kilka lat i będę miał wyjeżdżone 30 godzin. :P

Wracając do siostry... Martwi mnie to, że nie ma ona żadnego faceta, tak samo zresztą jak starsza siostra. Dzieci-Górki są jakieś dziwne, zwłaszcza dziewczyny... Ja osobiście przynajmniej próbuję szukać miłości, a siostry? Ech...

Osobiście załamałbym się gdyby moje dzieci nie potrafiły sobie nikogo znaleźć. Na szczęście nie będę ich miał, bo sam nikogo nie mam. :D


2011.06.03 / Piątek / 11:34 - Nabycie odtwarzacza bly-ray Sony

Trzy dni temu miałem nietypowy dyżur. Po raz pierwszy od pięciu lat zarabiałem pieniądze w inny sposób niż poprzez pisanie smsów. Siedziałem w Excelu, którego w ogóle nie znam, i excelowałem. :) Przy okazji także musiałem wysłac z telefonu komórkowego prawie 200 smsów o treści "Kocha", najpierw do Patrycji, a później do Kasi. ;) Na koniec w ramach pracy pospacerowałem po mieście, przeszedłem się do Złotych Tarasów, by doładować firmowy telefon... Po tym wszystkim stwierdziłem, że zdecydowanie preferuję zwykłe pisanie smsów. Praca, w której nie ma się styczności z klientem jest bardzo dziwna. Nie potrafiłbym siedzieć osiem godzin dziennie i wpatrywać się w tabelki Excela... Jak to dobrze, że jestem wróżką.

Dwa dni temu w pracy zawiała mnie klimatyzacja. Wystarczyło, że posiedziałem zgrzany dziesięć minut w strumieniu zimnego powietrza i od razu zaczęło mnie boleć gardło jak i cała głowa.

Wczoraj w pracy czułem się źle, miałem katar, ale jakoś dałem radę wysiedzieć do końca dyżuru. Dziś w nocy czułem się jednak fatalnie, nie mogłem spać, a rano w ogóle nie miałem siły podnieść się i pojechać do Warszawy. Po raz pierwszy odkąd pracuję w tej firmie musiałem zostać w domu i tym sposobem zaliczyłem pierwszą nieobecność. Podobno nieusprawiedliwione nieobecności kosztują u nas po 150 złotych za jeden dzień, ale... Nie dałbym rady pracować.

Dałem natomiast radę odebrać od pana kuriera mój nowy odtwarzacz płyt blu-ray firmy Sony, który podłączyłem do monitora Full HD. Włożyłem płytę z "Leonem" do napędu, nacisnąłem play i padłem z wrażenia. :) Filmy na blu-ray wyglądają przepięknie, są praktycznie tak samo wyraźne jak w kinie. Natalie Portman jest teraz jeszcze bardziej podobna do Doroty. ;D Cud, miód i wysoka rozdzielczość. :) Tym sposobem zakończyły się czasy dvd. Przynajmniej dla mnie. :) Szkoda tylko, że odtwarzacz Sony ma dosyć głośny napęd... :/

Nie wiem czy jutro jadę do Puław, nie wiem więc czy odbędzie się moje randko-spotkanie z nową Kasią. Może tak, może nie, kto to wie...


2011.06.02 / Czwartek / 16:22 - Legs

O tej porze roku potrafię myśleć już tylko o jednym - nogi nogi nogi! :P Wszędzie wokół piękne, zgrabne nogi, na ulicy, w pracy, na każdym kroku, a ja nie mam dziewczyny... :( Dobijcie mnie.

Coś jest nie tak z moim blogiem - ostatnio jest tu więcej zdjęć Kasi niż moich. ;)