2011.07.31 / Niedziela / 18:03 - Włóż mi dobrze

Frugo powróciło. W szkole średniej, gdy wszyscy pili alkohol, ja piłem Frugo. Naprawdę byłem przekonany, że do końca życia zostanę abstynentem i prawiczkiem, tak samo jak teraz jestem przekonany, że do końca życia będę sam. Ogólnie jednak w tych dawnych czasach było mi łatwiej żyć. Teraz wszystko jest zbyt skomplikowane i zbyt prawdziwe.

Siedzę właśnie w firmie, oszukuję biednych ludzi i zastnawiam się czy do godziny 23:00 przestanie lać, bo do domu wracam przecież rowerem. Zresztą nie mam teraz innej możliwości powrotu - naszą drogę w lesie tak zalało, że jest ona praktycznie niemożliwa do przejechania lub przejścia suchą nogą, bez wysokich gumowców. Ja gumowców nie posiadam, wybieram więc moknięcie przez dwie godziny na rowerze. I tak źle i tak niedobrze, ale ogólnie mam to w dupie.

Dzisiaj miałem okazję zobaczyć zdjęcie swojego konkurenta, czyli faceta, którego ponad miesiąc temu Kasia wybrała zamiast mnie. Było to dosyć podłe, że na randce ze mną rozmawiała z nim przez telefon, ale wybaczyłem jej... Chyba.

Po zobaczeniu zdjęcia poczułem się dosyć podle, gdyż zrozumiałem, że większość kobiet leci na złych facetów i to nie tylko złych pod względem charakteru, ale takich, którym źle z oczu patrzy. Co prawda nie widziałem jego oczu, gdyż na zdjęciu miał on założone czarne okulary, ale jemu źle patrzyło nawet z ust, nosa i brody. Zresztą wiedziałem od początku, że taki jest i myślę, że na Sympatii.pl można spotkać wielu takich jak on - poszukiwaczy przygód. Cóż na to poradzić, że dziewczyny mają mokro między nogami tylko przy złych facetach... Przynajmniej te, na których mi zależy.

Bo o to w tym wszystkim chodzi. O mokre majtki. Dziewczyny kierują się w życiu właśnie tym, są jeszcze bardziej prymitywne od facetów. Szukają silnego samca, który obroni je przed wszelkimi problemami. Tyle, że ten super samiec często sam staje się ich największym problemem, ale co z tego, one często mimo wszystko kochają go nadal...

Powinienem lecieć tylko na te dziewczyny, które lecą na mnie. Niewiele ich jest, ale jednak od czasu do czasu jakaś się trafi... Tyle, że mnie zazwyczaj najbardziej kręcą te niemożliwe do zdobycia.

Świat jest chory. Wypisuję się z niego. Zaczęło się od tego, że Ewa w Raju uległa wężowi i później wszystko było już nie w porządku... Pora stać się wężem.


2011.07.30 / Sobota / 16:40 - Leaving Wroclove

Po raz drugi jestem w trakcie siedmogodzinnej podróży pociągiem. Tym razem siedzę w towarzystwie samych kobiet, tyle, że żadnej z nich nie znam. Siedzę przy drzwiach, tyłem do kierunku jazdy, obok mnie miejsce zajęła względnie młoda, względnie ruda pani, w tak nie lubianych przeze mnie spodniach typu alladynki. Naprzeciwko mnie siedzi starsza brunetka, o bardzo ładnych jak na swój wiek rysach twarzy, która wygląda jeszcze ładniej gdy śpi. Pod oknem natomiast siedzą dwie nieatrakcyjne panie, które na sto procent są lesbijkami i zapewne właśnie z tego wynika ich nieatrakcyjność.

Na Dworcu Głównym we Wrocławiu trwa remont, ale przy odrobinie wysiłku umysłowego można pojąć jak jest to wszystko zorganizowane. Kasy znajdują się na dworcu tymczasowym, perony numer 1 i 2 nie funkcjonują, natomiast peron numer 6 znajduje się w innym miejscu niż trzy pozostałe. Przed tylnim wyjściem z dworca (przednie w ogóle nie funkcjonuje) stoi tłum ludzi, wpatrujący się w elektroniczną tablicę z rozkładem jazdy, bo tylko z tej tablicy oraz z komunikatów głosowych, można dowiedzieć się z jakiego peronu odjedzie pociąg. Wiadomo to dopiero na piętnaście minut przed odjazdem, więc trzeba stać i wyczekiwać, nawet jeśli pada deszcz. Na szczęście nagłośnienie na dworcu jest znacznie lepsze niż w Warszawie, dzięki czemu wyraźnie słychać co pani-głos ma do przekazania. Wsiadając do swojego pociągu minąłem się z ludźmi wysiadającymi z tego samego pociągu, którym przyjechaliśmy wczoraj. Historia zatoczyła koło - ktoś przyjeżdża, ktoś odjeżdża... Naturalny cykl życia. ;)

Z hotelu wyszedłem tuż przed południem i na dworzec PKP dostałem się najprostszą możliwą drogą, omijającą Stare Miasto (pisane dużymi literami?). W drodze powrotnej przekonałem się, że Wrocław to dziwne miasto, w którym idąc dwa kilometry wzdłuż jednej z większych ulic, mija się tylko jeden kiosk ruchu. Po raz kolejny miałem też możliwość przekonania się, jak dziwne śmietniki znajdują się w tym mieście. Każdy z nich ma mały otwór wielkości pięści, uniemożliwiający pozbycie się jakiegokolwiek większego śmiecia. Sytuację tego dziwnego miasta ratują całkiem kulturalnie wyglądający ludzie, rzekłbym, że nieco inni niż Ci zamieszkujący Warszawę bądź Lublin.

Będę bardzo miło wspominał ten wyjazd, który stanowił tak interesujące ubarwienie mojego skromnego życia. Najprzyjemniej będę oczywiście wspominał sam koncert, muzykę, energię, czad i Nicka Cave'a noszonego przez ludzi i Owcę na rękach. Cieszę się, że byłem tam właśnie z Owcą, wielką fanką mojego idola, dzięki której zacząłem go słuchać w pełni i na poważnie. Cieszę się też, że Owca zabrała ze sobą tak piękną koleżankę, bo w towarzystwie pięknej dziewczyny każde doświadczenie staje się jeszcze piękniejsze. Oczywiście już zamówiłem płytę zespołu Gogol Bordello, który poleciła mi Agnieszka, i który po kilkunastu sekundach jednego utworu uznałem za fantastyczny. Agnieszka jest nie tylko piękna (w nietypowy, nieco chłopięcy sposób), ale przede wszystkim bardzo ogarnięta i silna pod względem osobowości. Tak silna, że aż się jej bałem i niemal w ogóle nie byłem w stanie z nią rozmawiać, co nie jest niczym dobrym. W każdym razie takie dziewczyny działają na mnie silnie pod względem... Seksualnym. Ale nieważne.

Około godziny 13:00, zgodnie z planem, spotkałem się z koleżanką z Wrocławia, panną Kasią, do której jednak to magiczne imię zupłnie nie pasuje. ;) Nazwałbym ją raczej Wiolettą. Z powodu chaosu związanego z remontem Kasia sama się pogubiła pod Dworcem Głównym, więc musiałem jej pomóc, jako świeży znawca Wrocławia, sprowadzając ją na właściwą drogę. Poszliśmy razem do tajemniczego parku, gdzie siedząc i stojąc rozmawialiśmy, jako, że jest to najlepszy sposób na poznanie drugiej osoby. Dwugodzinna rozmowa, a raczej słuchanie tego co Kasia ma do powiedzenia, pozwoliła mi określić, że jest to dziewczyna, której w normalnych warunkach bym się bał, której może nawet bym unikał, ale poznana wcześniej przez Internet, a konkretnie przez PhotoBloga i dopiero wtedy spotkana na żywo, wydaje się być nie tylko niegroźna, ale wręcz przemiła, a przede wszystkim całkiem wrażliwa, choć oczywiście tą ostatnią cechę próbuje skrywać, jak większość ludzi. Ogólne wrażenia pozytywne, choć szkoda, że nie miałem okazji zobaczyć jej słynnych, zgrabnych nóg, które skryła pod spodniami. Po około dwóch godzinach pożegnaliśmy się przed dworcem, z którego 45 minut później odjechałem do Warszawy.

Jadę więc w kierunku Warszawy, która jest prawdziwie moim miastem, i która jest znacznie lepsza od Wrocławia. Posłuchałem dwóch płyt Grinderman, ale nie mają one w sobie choćby połowy tej energii, którą można było chłonąć w trakcie koncertu, gdy publiczność trzymająca Nicka na rękach stała się jednością. Mam nadzieję, że kiedyś posmakuję jeszcze czegoś podobnego i częściej będę czuł, że naprawdę żyję.


2011.07.30 / Sobota / 10:11 - Widok z okna pokoju hotelowego

Widok z okna nie jest może zbyt interesujący, lepszy byłby z okna jakiegokolwiek pokoju znajdującego się po drugiej stronie budynku, ale mimo wszystko zamieszczam to zdjęcie na pamiątkę. Koncert odbył się tam, po prawej stronie i był to mój pierwszy koncert na świeżym powietrzu. Nagłośnienie oceniam jako idealne. Support w postaci zespołu The Lollipops, z wokalistką śpiewającą podobnie do PJ Harvey, był niespodziewanie dobry, wręcz rewelacyjny jak na support. :)

Całkiem dobry, ale na pewno nie idealny, jest Hotel Tumski, choćby z tego powodu, że właśnie strzeliły mi wszystkie żarówki w pokoju i teraz mogę sobie świecić wyłącznie lampką zamontowaną na ścianie... :/ Czy Nick Cave także nie ma światła? Przy biurku stoi nieco śmierdzący barek, w którym wszystkie produkty kosztują 12 złotych, nawet batonik Mars. :/

W każdym razie obudziłem się około 9:15, nieco zaspany i goły nagrałem kolejny odcinek VideoBloga, a teraz konsumuję na śniadanie słodycze, mimo tego, że w restauracji na dole czeka na mnie normalne śniadanie wliczone w cenę. Ja miałbym jeść normalnie? Może kiedyś... :P

Spadł deszcz i nie jest już tak słonecznie jak wczoraj, ale najważniejsze, że przestało padać i będę mógł jeszcze pozwiedzać Wrocław, samotnie lub w towarzystwie tutejszej koleżanki. Tak czy siak - wymeldowuję się. Żegnaj Wrocławiu!



2011.07.30 / Sobota / 02:30 - Kostka gitarowa Nicka Cave'a

Trwa leniwa, nudna noc spędzana w Hotelu Tumskim. Już chyba nawet Nick Cave poszedł spać, ale ja nie mogę, czekam aż Aleksandra i Agnieszka opuszczą mój pokój. Co prawda nie wiemy, czy ich przebywanie tutaj, w jednoosobowym pokoju, jest legalne, więc pozostaje tylko mieć nadzieję, że pani w recepcji nie będzie mieć do nas pretensji i nie zażąda dodatkowej opłaty. :)

Na zdjęciu słynna kostka. Koncert Grinderman w Polsce, był ostatnim koncertem trasy. Nick Cave ma wolne.

W dzień, około południa, spotykam się z Kasią z Wrocławia. Nie chodzi o żadną randkę czy coś w tym stylu, gdyż będzie to tylko zwykłe spotkanie koleżeńskie. Kasia z Wrocławia ma faceta.

Oczywiście najbardziej cieszę się z tego, że w sierpniu spotkam się z Kasią z Lublina - moim kolegą. ;) Kasia z Lublina ma zdecydowanie najfajniejszy głos ze wszystkich znanych mi dziewczyn. Uwielbiam go, kocham, chcę słuchać jak najczęściej. Ale nie ma się co jarać Kasią, gdyż mimo tego, że rozstała się z moim słynnym konkurentem, nie zakocha się nagle we mnie. :) We mnie nie można się zakochać.

Już pewnie nawet Kasia z Ursynowa mnie nie chce... :P A szkoda, bo fajna z niej dziewczyna... Jest wiele fajnych.


2011.07.30 / Sobota / 01:24 - Dotknąłem Nicka Cave'a

To był zdecydowanie najlepszy koncert w moim życiu. Nick Cave miał tak bliski kontakt z publicznością jak to tylko możliwe - usunięto ochroniarzy oraz fotografów i umożliwiono mu taki kontakt z fanami jaki jest widoczny na zdjęciu - Nick dosłownie stąpał po publiczności i zaglądał wszystkim w oczy. Ja dotknąłem go tylko raz, gdyż nieco się bałem ze względu na to jego demoniczne spojrzenie, ale Owca z Agnieszką zmacały go całego kilka razy. Dzięki temu, że przyszliśmy na miejsce cztery godziny przed koncertem, zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie, z czego byłem mega zadowolony. Zapewne powinienem napisać lepszą notkę, ale nie jestem w stanie, z powodu ogólnego przejęcia, ekscytacji i senności.

Zaraz po koncercie Agnieszka zdobyła dla Owcy kostkę do gitary, której używał sam Nick, ale nie była to ostatnia niespodzianka wieczoru. Na trzecim piętrze hotelu spotkaliśmy pana ochronarza, tego samego, który stał przy scenie w czasie koncertu, dzięki czemu zrozumieliśmy, że Nick Cave wynajął apartament znajdujący się zaledwie kilka metrów od mojego pokoj, w którym się w tej chwili znajdujemy. Po kilku minutach faktycznie zjawił się Nick Cave, choć my słyszeliśmy tylko jego głos, gdy śpiewał coś na korytarzu... Owca oszalała do reszty i poszła spać, Agnieszka siedzi obok znudzona, a ja dodaję notkę na blogu.

Dziewczyny czekają na godzinę 3:40, o której opuszczą mój pokój i pojadą taksówką na dworzec PKP, by stamtąd powrócić do Warszawy. Ja pójdę wtedy spać, a w południe wyruszę na spacer, udam się na kilka godzin w nieznane, by o 16:00 także wyjechać z tego całkiem ładnego i kulturalnego, ale jednak dziwnego miasta.

Kto by przypuszczał, że dotknę Nicka Cave'a i będę nocował w pokoju obok jego apartamentu? Kto by przypuszczał, że Owca będzie go dźwigać. Szał. :)


2011.07.29 / Piątek / 17:42 - Pan Michał pierwszy raz w hotelu

Szczęśliwie dotarliśmy na miejsce, czyli do Wrocławia. Po drodze zdążyłem zakochać się w wyglądzie Agnieszki, koleżanki Owcy. Uznałem ją za idealną pod względem wyglądu, absolutnie niebanalną i piękną, podobnie jak trzy lata temu inną koleżankę tej samej Owcy, niejaką Dorotę. ;)

Po wyjściu z remontowanego właśnie dworca pkp przeraziłem się tym dzikim miastem, z dziwnymi śmietnikami i niemal zupełnym brakiem kiosków ruchu. Ja byłem zwolennikiem kupienia mapy i radzenia sobie samodzielnie, ale dziewczyny wybrały spontaniczne działanie i po prostu pytały ludzi o drogę do Teatru Lalek, gdzie czekały na nas bilety na dzisiejszy koncert. Spontaniczne działanie przyniosło dobre efekty, gdyż dotarliśmy tam całkiem szybko, w jakieś pół godzinki. Po odebraniu biletów rozdzieliliśmy się, Aleksandra i Agnieszka poszły coś zjeść, a ja przespacerowałem się przez piękny rynek i urocze uliczki do Hotelu Tumskiego, na Wyspie Słodowej. Na miejscu szybko okazało się, że pokój jest w rzeczywistości trzy razy mniejszy niż wydawał się na zdjęciach w Internecie, ale ja zajmuję niewiele miejsca więc nie mam powodu do narzekań. ;)

Za oknem bardzo głośno gra muzyka, ponieważ koncert odbędzie się właśnie tu - niemal pod oknami hotelu, o godzinie 22:00. Za chwile wychodzę, gdyż właśnie zadzwoniła Owca, że już się zbliża wraz z koleżanką. Lecę...


2011.07.29 / Piątek / 10:00 - W pociągu do Wrocławia

Shyne:
Jesteśmy już w pociągu do Wrocławia. My, czyli ja, Owca i jej koleżanka Agnieszka o interesującym wyglądzie. Obecnie stoimy na stacji w Sochaczewie, którą znam z dawnych czasów, ponieważ w dzieciństwie jeździłem przez nią do swojego rodzinnego Kutna. Przed chwilą przyszedł pan konduktor, by sprawdzić nasze bilety. Siedzimy w wagonie pierwszej klasy, mimo tego, że kupiliśmy bilety na drugą. Obok mnie siedzi pan mówiący po angielsku, z którym Owca, w teorii specjalistka od języka angielskiego, bała się zamienić kilka słów. Za okem widać niesamowicie płaskie i niesamowicie nudne Mazowsze. Przed nami jeszcze sześć godzin jazdy, kilka godzin oczekiwania na koncert i w końcu około 22:00 sam koncert Grinderman - cel naszej podróży. Grinderman to te dziadki widoczne na zdjęciu. Przeliczyłem się nieco z pieniędzmi i nagle doszedłem do wniosku, że będę musiał pożyczyć trochę grosza od Owcy, by mieć za co wrócić do domu. Chyba kupiłem za dużo słodyczy... :) Powrót z Wrocławia jutro o 16:00 lub dopiero przed 23:00...

Owca:
9.40. Wyjechaliśmy z Warszawy. Dzisiaj nadszedł dzień sądny. Michał jedzie pierwszy raz do Wrocławia, a ja pierwszy raz jadę na koncert Grinderman'a. Ja słucham i Aga słuchamy muzyki. Michał robi zdjęcia jak zwykle. Jedziemy wagonem 2 klasy, który pierwotnie jest wagonem klasy 1. W przedziale siedzi z nami przemiły i mega przystojny Pan który mówi po angielsku i młoda i czytająca gazetę. Jedziemy... nic sie nie dzieje... nudy.... jedziemy....


2011.07.27 / Środa / 19:46 - Mój kolega Kasia

Sytuacja kryzysowa zażegnana. Nie będzie końca rozmów, nie będzie milczenia i stawiania muru między mną a Kasią z Lublina. Wspólnie znaleźliśmy proste rozwiązanie - będę traktował Kasię po przyjacielsku i przestanę ją adorować, dzięki czemu możliwe będzie między nami wszystko to, co możliwe jest między kolegą i koleżanką - także spotkania. W sumie wolę nazywać Kasię swoim kolegą, bo do koleżanki można się od czasu do czasu przytulić, a do Kasi raczej nie powinienem się przytulać, gdyż może to działać szkodliwie na moje serce. ;) Kasia ma męską urodę, więc nazywanie jej kolegą jest tylko troszeczkę złośliwe... :P

W Afryce z powodu suszy i braku pożywienia głodują i umierają miliony ludzi, a ja mam się przejmować nadmiarem lub niedoborem Kaś? Tak nie można. Bardzo cieszę się choćby z tego, że jakiś tydzień temu przestała mnie boleć noga i znowu mogę w normalny sposób chodzić. Chodzenie jest czymś wspaniałym i zupełnie niedocenianym przez tych, którzy mogą to robić. Spacerowanie, bieganie, przemieszczanie się na własnych nogach... Coś cudownego.

W piątek o 9:00 rano wyruszam z Dworca Wschodniego do Wrocławia, w którym mam już zarezerwowany pokój w hotelu. Wybrałem trzygwiazdkowy hotel na pewnej wyspie, znajdujący się jakieś sto lub dwieście metrów od miejsca, w którym odbędzie się koncert Grinderman. Nicku Cave i Warranie Ellis - przybywajcie!

Owca wraz z koleżanką nie będzie nocować w żadnym hotelu i w sobotę we Wrocławiu zostanę sam. Pozwiedzam sobie miasto, porobię zdjęcia, nagram kolejny odcinek VideoBloga, spotkam się z Kasią z Wrocławia, jeśli będzie miała dla mnie choć godzinkę i pod koniec dnia powrócę do Warszawy. Na zdjęciu satelitarnym Wrocław wygląda bardzo obiecująco, czuję, że to miasto przypadnie mi do gustu. Może nie tak jak Lublin, ale jednak... ;)


2011.07.26 / Wtorek / 21:20 - Jak smakuje Pan Michał?

Zdjęcie nie pasuje do tego o czym będę pisał, ale jest ładne, więc je tutaj zamieszczę. Ojciec i jego dzieci. Jak wygladałoby jego życie, gdyby był sam?

Wcześniej chciałem nadać notce tytuł "Dlaczego nie zmieniam avatara", więc zacznę od odpowiedzi na to pytanie. Na avatarze widać mnie i Kasię, dziewczynę, która nie jest moją dziewczyną, która "ma" innego faceta, i która przy okazji cały czas wspomina kogoś z przeszłości, w kim była prawdziwie zakochana. Bardzo podoba mi się to jak bardzo była kiedyś zakochana, bez odwzajemnienia, i właśnie dzięki temu uważam ją za wielką romantyczkę, a także wiem, że rozumie ona czym jest prawdziwa miłość. Zarazem bardzo nie podoba mi się to, że obecnie spotyka się z kimś, kogo jednego dnia potrafi nazwać dupkiem, a drugiego dnia wychwala. Można uznać, że przede wszystkim Kasia nie powinna się zgodzić na istnienie tego avatara na moim blogu, ale jednak jest inaczej - Kasia nie każe mi go usuwać, sam do końca nie wiem dlaczego. Być może z litości, a może podoba jej się to, że jestem w niej zakochany, mimo, że nie odwzajemnia mojego uczucia. Głównym powodem, dla którego ja nie zmieniam avatara jest fakt, że stanowi on symbol etapu, na którym się obecnie znajduję - etapu miłości do tej wyjątkowej dziewczyny. Lubię mówić, że ukazuje on mnie i moją przyszłą żonę, żartując, a zarazem marząc, by kiedyś coś tak fantastycznego mogło sie spełnić. Chcę być jej przyjacielem, ale jest mi bardzo ciężko, gdy otrzymuję od niej zdjęcia i widzę jak bardzo jest piękna, a wiem, że nigdy nie będzie moja, gdy mam świadomość, że mogę się z nią spotkać, ale później przytuli ją i pocałuje inny facet, którego uważa za lepszego ode mnie, przy którym "czuje się bezpiecznie". Kasia potrafi mi napisać, że "jestem fantastyczny", lub, że "zapłakałaby się gdybym znikł", co oczywiście z jednej strony jest bardzo miłe, a z drugiej sprawia, że czuję się fatalnie i przestaję rozumieć na czym stoję. Przez ostatnie trzydzieści dni codzienne rano życzyłem jej miłego dnia, a wieczorem dobrej nocy, pisałem miłe słowa, rozmawiałem z nią ciesząc się wszystkim co miała mi do przekazania, i zawsze było to bardzo przyjemne, bo Kasia jest fantastyczną rozmówczynią, ale dzisiaj poczułem, że nadszedł czas, by to zakończyć. Nie wiem jak to zrobić, bo przecież nie chcę, by znikła z mojego życia, bez niej byłoby tak pusto i zimno, ale coś zrobić muszę... Smutne to wszystko i głupie zarazem.

Być może głupie, a być może dziwne jest też to, że w ciągu ostatniego miesiąca całowałem się z dwiema dziewczynami. Dotychczas robiłem to tylko z Dorotą, ona była jedyną, z która się całowałem, ale tegoroczne lato przyniosło zmiany w tej kwestii... Ostatanio po koncercie całowałem się z Kasią z Ursynowa - dziewczyną, która w przeciwieństwie do tak wielu poprzednich, nie ma nic przeciwko temu, że ją przytulam, że ją całuję... Można pomyśleć, że Kasia to dziewczyna, która "mnie chce", lub chciałaby ze mną być, gdyby wszystko się odpowiednio rozwinęło i gdyby była na to gotowa... Od poniedziałku znajduje sie na urlopie w Hiszpanii, więc ponownie kontakt będę miał z nią dopiero za tydzień. Mamy jechać do Krakowa, na koncert Editors, spać razem w hotelu, być może w jednym łóżku... Wszystko niby pięknie...

Ale nie może być tak łatwo. Dwukrotnie złamałem swoją piękną, romantyczną zasadę, polegającą a na tym, że nie całowałem się z dziewczyną, w której nie byłem zakochany. Okazało się, że z tęsknoty za bliskością kobiety jestem zdolny całować się z tymi, które po prostu uważam za atrakcyjne, które mi się podobają. Z jednej strony cieszę się, że to zrobiłem, ponieważ przypomniałem sobie jak to jest, na nowo stałem się nieco bardziej męski, ale z drugiej... Zrozumiałem, że całowanie się bez miłości jest doświadczeniem pustym, nie dającym człowiekowi takiej samej satysfakcji jak wtedy, gdy jest on naprawdę zakochany. To krok w bok zamiast do przodu. Minutę po każdym pocałunku i tak byłem myślami przy tej, którą naprawdę kocham, przy Kasi z Lublina, którą uważam za niemal idealną. Cały czas jestem przy niej myślami, nawet wtedy, gdy obok mnie znajduje się dziewczyna tak fajna i mądra jak Kasia z Ursynowa, nie stwarzająca żadnych problemów.

Obiecuję sobie na nowo, że już nigdy nie pocałuję dziewczyny, której nie kocham. To była dobra zasada, a złamanie jej sprawiło, że przestałem żyć zgodnie ze swoim romantycznym sumieniem... Liczy się tylko prawdziwa miłośc, którą obecnie w sobie czuję, i której tak bardzo mi brakuje...


2011.07.26 / Wtorek / 20:31 - Dobra rodzina

Nie za bardzo wiem jaki temat chcę poruszyć, ale zapragnąłem wrzucić na bloga także to oto zdjęcie. Jest możliwe, że w przyszłości Tata spocznie w tym samym grobie, wraz z mamą, lecz osobiście wolałbym, aby rodzice byli pochowani w Puławach, w mieście Mamy, w grobie dziadków. A gdzie ja będę pochowany? Przy osobie, którą bedę kochał najbardziej - przy żonie. ;)

Chciałem napisać, że bardzo lubię swoją najbliższą rodzinę, Tatę, Mamę, Justynkę i Anię, ale lubię to niewłaściwe słowo - w tym przypadku należy użyć słowa - kocham.

Kocham... Właśnie. Pora na kolejną notkę, w której rozpiszę się ponownie o swojej pokręconej sferze uczuciowej. Trochę sie wydarzyło przez ostatni miesiąc, a ja się w tym wszystkim nieco zagubiłem...


2011.07.26 / Wtorek / 19:49 - Pogrzeb udany

Lubię pogrzeby. Wszyscy uważają, że to dziwne, ale ja naprawdę je lubię, znacznie bardziej niż wesela. Będąc na czyimś pogrzebie masz świadomość, że kiedyś nadejdzie też twój czas, dzień twojego pogrzebu, podczas którego w jednym miejscu zbiorą się wszyscy Twoi żyjący bliscy. Często to jedyna okazja, aby ci ludzie się spotkali i porozmawiali ze sobą, wspominając ciebie i zastanawiając się nad własnym życiem, przy okazji dostrzegając jak szybko się starzeją. Dzisiejszy dzień bardzo mi się podobał, a tym, że odszedł mój wujek, przejąłem się tylko na tyle, na ile może się przejmować czyjąś śmiercią człowiek wierzący w życie wieczne. Na cmentarzu tata pięknie opowiedział historię, będącą jego własnym dowodem na to, że życie po życiu istnieje. Tata umie bardzo ładnie opowiadać, zazdroszczę mu tej umiejętności. Uwieczniłem jego słowa na filmie.

Na zdjęciu, od lewej strony widać mojego Tatę, obecnie już niemal siedemdziesięcioletniego, mnie - niebawem trzydziestolatka, starszą o cztery lata siostrę, dwóch kuzynów, Daniela i Adama, którzy są synami zmarłego wujka Piotrka, a po prawej stronie drugiego wujka - Waldka, starszego od Taty. Zdjęcie robiła ciocia, wdowa po zmarłym wujku. Po raz pierwszy odszedł ktoś z rodzeństwa moich rodziców, a kolejne lata zabiorą kolejnych członków rodziny.

Dzisiejszy dzień był dla mnie okazją do zastanowienia sie nad tym dokąd zmierzam, co prawdziwego osiągnąłem żyjąc na tym świecie przez niemal trzydzieści lat, czyli o połowę mniej niż leżący w trumnie wujek. W rodzinnym gronie mogłem dojść tylko do jednego wniosku - jeśli mam osiągnąć cokolwiek prawdziwego, potrzebuję prawdziwej partnerki życiowej. Żeby kiedyś prawdziwie umrzeć, trzeba najpierw prawdziwie żyć, a najprawdziwiej żyjesz wtedy, gdy tworzysz nowe życie, będące owocem twojej miłości.


2011.07.25 / Poniedziałek / 17:27 - Die Never!

Blok na Muranowie, przy ulicy Nalewki, w którym kiedyś mieszkał mój Tata, a także jego brat, wujek Piotrek z rodziną. Przez długi czas tylko z synami... Wujek jutro spocznie na Cmentarzu Bródnowskim, na który wybieram się wraz z Tatą i starszą siostrą - wujek Piotrek był jej ojcem chrzestnym.

W miejscu widocznym na zdjęciu bywałem już w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych, gdy do Warszawy przyjeżdżałem wraz z Tatą i wydawała się ona wtedy tak ogromna, zastanawiałem się jak by to było, gdybym zgubił gdzieś Tatę i został w niej sam...

Ludzkie życie też wydawało się wtedy ogromne, długie, z nieskończoną liczbą możliwości. Wydawało mi się, że będę w stanie dokonać w nim tak wiele, że będę miał na wszystko czas. Dzisiaj wiem, że życie jest małe, krótkie i ograniczone, dlatego trzeba je wykorzystać najlepiej jak się potrafi, w zgodzie z samym sobą. Przede wszystkim nie można oszukiwać samego siebie - wiem to od niedawna...

Dzisiaj mija dokładnie miesiąc od dnia, w którym się zakochałem.


2011.07.23 / Sobota / 19:20 - Pussy wagon

Takie oto cacko mogę dostać od swojego wujka, jeśli tylko wujek nie zmieni zdania, a ja wyrażę chęć posiadania. Polonez Atu z roku 1998, który ma przejechane zaledwie 60 tysięcy kilometrów. Woziłbym nim swoje Kasie! ;D Tylko najpierw musiałbym zrobić prawko... Może jeszcze w tym roku się uda?


2011.07.23 / Sobota / 13:25 - Nie znam gościa

Pierwszy raz pójdę na koncert kogoś, kogo nie znam, a także pierwszy raz spóźnię się na koncert, gdyż dotychczas zawsze dbałem o to, by być na miejscu przynajmniej godzinę przed czasem. W każdym razie fajnie jest mieć koleżankę, z którą można chodzić na koncerty.

Na koncert Tori Amos w październiku jednak się nie wybieram, podobnie jak na spotkanie z panną Beatą. Uznałem, że jest dla mnie za wysoka i zbyt dobrze wykształcona. ;)

Kurczę, Dorota mi się dzisiaj śniła. Znowu się zdołowałem na kilka minut...

Pięknej pogody ciąg dalszy...


2011.07.23 / Sobota / 01:24 - Co za dużo Kaś to niezdrowo

W czasie wczorajszego dyżuru zajęty byłem nie tylko pracą, ale także poszukiwaniem odpowiedniego hotelu w Krakowie, w którym po sierpniowym koncercie Editors spędzę noc z nową Kasią. Po długich poszukiwaniach odnalazłem wreszcie hotel zezwalający na dokonanie rezerwacji poprzez płatność zwykłą kartą płatnicza, więc właśnie na niego padł wybór. Większość hoteli akceptuje wyłącznie płatności kartą kredytową, a ja takowej, na szczęście, nie posiadam. Zarezerwowałem więc dwuosobowy pokój z małżeńskim łożem i tam właśnie spędzimy noc z soboty na niedzielę, wtuleni w swoje nagie, szczupłe ciała. Oczywiście planuję co najmniej seks - nie można przecież zmarnować tak rewelacyjnej okazji. ;D

Miałem zamiar dostać się do Krakowa samolotem, który kosztuje w sumie mniej niż pociąg, ale nowej Kasi nie spodobał się ten pomysł, więc na miejsce dostaniemy się po prostu pociągiem. Cóż, samolotem polecę kiedy indziej, gdzie indziej i z inną dziewczyną. :P

Po wieczornym odwiedzeniu ukochanego Ursynowa i odebraniu biletu na niedzielny koncert, powróciłem do domu, całkowicie omijając Okęcie. Nie przywitałem więc Kasi powracającej z Bułgarii, ale przecież nie można uganiać się za kobietą, która woli innego faceta, prawda? Tak czy siak - Kasia jest już w Polsce. Od razu zrobiło się cieplej...

W drodze powrotnej z Warszawy porozmawiałem sobie po raz pierwszy przez telefon z Joanną, złą kobietą z Płońska, którą znam już od niemal trzech lat, i która przeraża mnie coraz bardziej, choć akurat jej głos w słuchawce brzmi niemal tak, jakby była normalna. :P Niestety, Joanna daleka jest od jakiejkolwiek normalności.

A wiecie, że ja jestem normalny?


2011.07.22 / Piątek / 10:18 - Kierunek Okęcie

Skąd wzięło się u mnie to dziwne pragnienie sięgnięcia po wódkę, które odczuwam za każdym razem, gdy dostanę od Kasi z Lublina smsa? ;) Dzisiaj rano co prawda nie sięgnąłem po butelkę schowaną w mojej torbie, ponieważ akurat jechałęm rowerem, ale nie wiem jak będzie następnym razem. Nieszczęśliwe zakochanie jest takie destrukcjyne... Rano nabrałem realnej ochoty udania się dziś przed północą na Okęcie, w celu zaczajenia się na niedoszłą kobietę mojego życia. Tylko gdzie na Okęciu parkuje się rower? :P

Z pewnością po pracy udam się na swój ulubiony Ursynów, by od nowej Kasi odebrać bilet na niedzielny koncert. Z Ursynowa pewnie wrócę prosto do domu, omijając Okęcie... Kiedy więc dojdzie do trzeciego spotkania z tą najważniejszą? W Lublinie miałem okazję, ale jej nie wykorzystałem... :P

Tak, wiem, na moim blogu ostatnio zbyt często pada imię Kasia. Już nawet mnie to nudzi. :)

Czy kiedykolwiek będę leciał samolotem? Może w ten sposób wybiorę się na sierpniowy koncert do Krakowa?


2011.07.21 / Czwartek / 22:19 - Morrissey

Zachód słońca nad Truskawiem. Ostatni raz zdecydowałem się iść pieszo przez las w czasie tak przerażającej inwazji komarów. Od jutra będę przed nimi uciekał rowerem... Komary to koszmar.

Dzisiaj przyjechał do nas wujek Feliks i ciocia Jadzia z Puław. Zostaną u nas na jakiś czas, jak to mają w zwyczaju. Wujek jakiś czas temu wpadl na pomysł przekazania mi swojego samochodu - Poloneza Atu. :D Miły gest, ale... Stać mnie jednak na coś, nazwijmy to, porządniejszego. :P Wystarczy tylko zrobić prawo jazdy... Obecnie decydowałbym się pewnie na jakąś używaną Toyotę Yaris, gdyż zarabiam teraz więcej niż w poprzedniej firmie i stać mnie na coś lepszego niż Daewoo Matiz lub Fiat Seicento. ;)

Jutro po pracy spotykam się na chwilkę z Kasią z Warszawy, czyli z tak zwaną nową Kasią, by odebrać od niej bilet na niedzielny koncert Morrissey w Stodole. Morrissey to taki starszy już pan, który w latach osiemdziesiątych śpiewał w zespole The Smiths, a później rozpoczął karierę solową. Tyle mniej więcej o nim wiem. ;) Nie znałem jego muzyki, ale posłuchałem jej dzisiaj na Allmusic i na koncert chętnie się wybiorę, choć jest mały problem, bo w niedzielę kończę dyżur o 20:00, a koncert zaczyna się już o 18:00. Jedyna nadzieja w tym, że wszystko się opóźni i support będzie długo grał. :P

Tak w ogóle to Kasia bilet na Morrissey wygrała w radio. Gratluję. Ja jeszcze nigdy niczego nie wygrałem. Kasia napisała mi dzisiaj coś, co mogę uznać za komplement - na żywo prezentuję się lepiej niż na fotoblogu. :) Wow. Nie wiedziałem.

Jutro około północy do Polski przylatuje Kasia z Lublina, a raczej Kasia z Bułgarii. ;) W głowie zrodził mi się chory pomysł, by zaczaić się na nią na Okęciu, ale należy sobie jedno, podstawowe pytanie - po co? :D Moja mama nazwała dziś Kasię z Lublina połączeniem Doroty i Ewy. Hah... Nic dziwnego, że się w niej zakochałem. :P

W sobotę zwykły dzień, a w niedzielę wspomniany koncert Morrissey. W poniedziałek Kasia z Warszawy opuszcza Warszawę i wyjeżdża na wakacje, gdzieś za granice o ile dobrze pamiętam...

We wtorek pogrzeb wujka, na który na pewno idę, bo Sebastian był tak miły, że dał mi we wtorek cały dzień wolny. Później już tylko wyjazd z Owcą do Wrocławia, na koncert Grinderman. Szykuje się całkiem przyjemny koniec lipca...


2011.07.21 / Czwartek / 21:16 - Kasia z Warszawy

Miałem wczoraj niespodziewaną przyjemność spotkać się z Kasią z Warszawy. To znaczy spotkania się spodziewałem, ale nie spodziewałem się, że Kasia to tak przyjemna dziewczyna. ;) Może po prostu wszystkie Kasie są zajebiste? ;P

Zaczęło się od deszczu nad Warszawą, który musiałem przeczekać na stacji Metro Politechnika. Właśnie tam otrzymałem smsa prosto z Bułgarii, od Kasi z Lublina, w ktorej jestem zakochany. W jednej chwili moje życie nabrało barw, ale zarazem poczułem, że muszę się napić, więc czym prędzej udałem się do sklepu monopolowego, w którym zakupiłem sobie małego Soplicę. W drodze na miejsce spotkania z Kasią widoczną na zdjęciu, wypiłem sobie połowę lub nieco więcej tej właśnie wódeczki, przez co pozbyłem się nie tylko nieśmiałości i stresu, ale także panowania nad umysłem i ciałem. ;D

Początek randki z Kasią był dosyć nieciekawy, gdyż ciężko było mi się na czymkolwiek skupić, a nawet ciężko było mi mówić i iść, gdyż zdecydowanie przesadziłem z wódką, ale na szczęście mam szybką przemianę materii i kilkanaście minut później byłem już w miarę trzeźwy, dzięki czemu miałem okazję dostrzec, że Kasia to zajebiście atrakcyjna, bardzo ładna, bardzo zgrabna i bardzo seksowna dziewczyna, przy okazji oczywiście też inteligentna. Jej charakter określiłbym zwrotem - interesujące połączenie nieśmiałości i spontaniczności. Miało być trochę inaczej, według moich założeń miała mi nie przypaść aż tak bardzo do gustu, ale stało się inaczej i teraz będę jej wielbicielem. ;)

Chętnie spotkam się z Kasią ponownie, a na pewno będzie okazja, ponieważ w sierpniu jedziemy razem do Krakowa na koncert Coke Live Music Festival, na który nie chciała ze mną jechać druga Kasia, czyli ta pierwsza. ;) Co prawda miałem sprzedać bilety, lub posmarować je dżemorem i zjeść, uwieczniając ten wyczyn na VideoBlogu, ale nie będę tego robił skoro mam okazje poznać Kraków u boku tak uroczej dziewczyny. Popatrzcie zresztą na to zdjęcie...

Właśnie. Zdjęcie. W tym miejscu musze napisać, że zdjęcie zostało przeze mnie podmienione na inne i już nie widać na nim bardzo ładnej Kasi, a jedynie jej stopy, też ładne. Odrobina foot fetishu w stylu Quentina Tarantino nie zaszkodzi, ale mimo wszystko wolałem normalny portret, po którym każdy mógłby Kasię rozpoznać. ;) Ech... Kolejna dziewczyna, która nie lubi zamieszczać swoich zdjęć w Internecie. Jaka szkoda.

Tymczasem do poprzedniego zdjęcia, które zostało usunięte, koleżanka z pracy zdążyła już dodać komentarz, że Kasia z Warszawy jest do mnie podobna i dobrze do mnie pasuje... Przynajmniej wizualnie. :P

Kurczę, przydałyby mi się nowe buty. :P


2011.07.20 / Środa / 16:14 - Jeszcze żywy człowiek

W sobotę zmarł mój wujek, brat Taty, najmłodszy z trójki rodzeństwa, bardzo do Taty podobny. W dawnych czasach wujek odwiedzał nas kilka razy w ciągu roku, zarówno tutaj, w Puszczy Kampinoskiej jak i w Sójkach, w których mieszkaliśmy wcześniej, ale ostatni raz widziałem go chyba ponad pięć lat temu. Przyjeżdżał ze swoimi synami, moimi braćmi stryjecznymi - u starszego z nich byłem w zeszłym roku na weselu. Pogrzeb odbędzie się we wtorek w Warszawie...

Ja nadal żyję i za chwilę wybieram się do Warszawy, na spotkanie zapoznawcze z Kasią z Warszawy, które według wcześniejszego planu miało się odbyć wczoraj. Pogoda jest dosyć niepokojąca, należy spodziewać się burzy, ale to nie powinno nam w niczym przeszkodzić. Nasze spotkanie można nazwać randką, choćby po to, by wzbudzić zbędną zazdrość u tej właściwej Kasi, w której jestem zakochany. ;) Tyle, że to ona jest mistrzynią we wzbudzaniu zazdrości we mnie.

Kasia, z którą się dziś spotkam to dosyć wysoka, szczupła, zgrabna, niebieskooka dziewczyna w okularach, słuchająca ciężkiej muzyki, mająca 27 lat, którą jakiś rok temu poznałem na Sympatii.pl. Jest inteligentniejsza ode mnie, ale mimo wszystko na spotkanie z nią przyjadę nieprzyzwoicie trzeźwy. :P Nie pójdę na łatwiznę. ;)

Według pewnego kolegi moje życie uczuciowe jest skomplikowane i pokręcone. Według pewnej koleżanki stawiam na ilość, a nie na jakość. Według samego siebie całkiem nieźle się bawię, choć wolałbym już zakończyć poszukiwania.

Jadę... Im więcej Kaś tym lepiej.


2011.07.19 / Wtorek / 21:29 - 1952 - 2011

Piotr Górka

1952 - 2011


2011.07.18 / Poniedziałek / 06:23 - Jedną nogą w Lublinie

Kończy się mój całonocny dyżur, za niecałe dwie godziny wsiądę na rower i pojadę do domu. Przede mną jeszcze tylko jedna nocka i... Randka! We wtorem mam się bowiem spotkać z Kasią z Warszawy, którą wirtualnie znam już od kilku miesięcy, a może nawet od roku. Ciekawie będzie spotkać się z jakąś dziewczyną w Warszawie, bo ostatnio ciągle tylko Lublin, Lublin i Lublin...

Lublin, który kocham tak bardzo, że podczas dyżuru wyświetlam sobie na netbooku obraz z kamery zamontowanej na lubelskim urzędzie miasta. Lublin ma bowiem cztery bardzo zacne kamery, ukazujące cztery ważne miejsca. Obraz jest wyraźny i płynny. W tej chwili widzę Bramę Krakowską, spacerujące po chodniku gołębie, ludzi idących do pracy, samochody i trolejbusy... W tym roku tak często bywam w Lublinie i tak wiele tam doświadczam, głównie przyjemności, że już niemal czuję się jego mieszkańcem. Osobiście gdybym miał zamieszkać w Lublinie, chciałbym wynająć mieszkanko na Czubach lub LSM... ;)

Kasia - moja ukochana, która mnie nie kocha - nadal znajduje się w Bułgarii, w której zostanie jeszcze przez kilka dni. Ciekawe czy po powrocie będzie mnie jeszcze lubić... Bo moją największą tegoroczną radością jest właśnie fakt, że KASIA MNIE LUBI. ;) Ciekawe, czy będzie mnie w ogóle pamiętać...

Zerkam na ekran netbooka i widzę, że pod Bramą Krakowską pojawia się coraz więcej ludzi, zwiększa się też ruch uliczny na Królewskiej... Świat budzi się do życia, a ja za cztery godziny będę szedł spać. Za niecałe dwie godzine przejadę rowerem przez kilka dzielnic swojego prawdziwego miasta - Warszawy, by znaleźć się w swoim prawdziwym domu - w Puszczy Kampinoskiej.

Mam ochotę wyprowadzić się z domu rodzinnego i usamodzielnić, wynajmując mieszkanie. Może by tak uzbierać na ten cel pieniądze i skosztować samodzielnego życia choćby przez trzy miesiące?


"Oddychasz warszawskim powietrzem
To zupełnie tak jak ja
Czy nie widzisz jak dużo nas ze sobą łączy?

Warszawskie powietrze
Oddychasz nim codziennie
Z warszawskim powietrzem
Spędzasz każdy dzień"

Partia "Powietrze"


2011.07.17 / Niedziela / 16:32 - Artefakt

Przede mną dwie nocki w pracy. Nudy, nudy, nudy...

Na zdjęciu korek będący artefaktem związanym z Kasią. Kolekcjonuję takie rzeczy, podobnie jak kolekcjonuję wspomnienia, spisując wszystko na fotoblogu i zapisując w swojej głowie. W zasadzie żyję głównie wspomnieniami... Ale to już było.

Wczoraj zdołowałem się na kilka minut, gdy znalazłem na YouTube filmik, na którym widać Dorotę... Dobrze, że przestała prowadzić swojego fotobloga i nie musze już oglądać jej aktualnych zdjęć...

Podobno mam fajne, wyjątkowe dłonie...

Nudy, nudy, nudy...


"Jest tak wiele kobiet, że kręci mi się w głowie
Jest tak wiele kobiet
Jest tak wiele kobiet i kręci mi się w głowie
Jest tak wiele kobiet"

Partia "Kobiety"


2011.07.16 / Sobota / 12:14 - Zdjęcia

Nie uganiania się za Kasią ciąg dalszy... Wywołanie jej zdjęć, a raczej naszych wspólnych zdjeć, to kolejna oznaka mojego zakochania, lub po prostu mojej szajby. ;) Uwielbiam tę wiejsko-męsko-ćpuńską urodę Kasi i uwielbiam gdy niektórzy moi znajomi, a raczej znajome, wkurzają się, nie rozumiejąc co mi się w tej "zwykłej" dziewczynie podoba. Otóż dla mnie jest ona niezwykła, nie tylko pod względem wyglądu. Simple.

W każdym razie wczoraj powróciłem do Warszawy i za chwilę jadę rowerem na kolejny dyżur. Skontaktowała się ze mną przebywająca na urlopie Beata, z którą teoretycznie mam iść na koncert Tori Amos. Możliwe, że spotkam się z nią jeszcze w lipcu lub na początku sierpnia... Ona take ma intereującą urodę. ;)

W ogóle jestem dziwny i gustuję w dziwnych dziewczynach, lub po prostu we wszystkim co dziwne... Jadę do swojej dziwnej pracy.


"Stoję na balkonie, palę papierosa
Warszawa i ja
Stoję na balkonie, palę papierosa
Szkoda tylko, że to wszystko się kiedyś skończy"

Partia "Warszawa i ja"


2011.07.15 / Piątek / 14:56 - Smakuj życie!

Powróciłem do pozbawionej smaku Warszawy... Miło wspominam dzień wczorajszy, ale przede wszystkim tęsknię za Kasią... Kocham ją coraz bardziej. :(


2011.07.14 / Czwartek / 23:55 - Powrót do normlaności

Koniec moich trzech dni wolnych. Jutro powracam do pracy, a następnym interesującym wydarzeniem mojego życia będzie wyjazd z Owcą i jej koleżanką na koncert do Wrocławia. Tak daleko od domu chyba jeszcze nigdy nie byłem... Najważniejsze jednak jest to, że zobaczę i usłyszę na żywo swojego idola, którego muzyka tak często gości w moim życiu. Dzisiaj także jej słuchałem, wracając busem z Lublina, gdy wszędzie dookoła szalały błyskawice... To było bardzo szczególne przeżycie. Cały dzień taki był, nie tylko dlatego, że po raz pierwszy w życiu udałem się do Toi Toi. ;)

Pora wracać do normalności...


2011.07.14 / Czwartek / 23:38 - Agnieszka z Lublina

Proszę bardzo jakie nietypowe rysy twarzy ma ta dziewczyna. Gdybym był o 15 lat młodszy to uganiałbym się za taką Agnieszką, lub przynajmniej skrycie bym się w niej podkochiwał, ale ponieważ jestem starym dziadem, uganiam się za takimi i jawnie kocham takie, które mnie nie chcą. ;)

A co ja robiłem gdy byłem w wieku Agnieszki? Osiągałem mistrzostwo w traceniu czasu i marnowaniu swojego życia. Na szczęście teraz jest już znacznie lepiej... Chyba.


2011.07.14 / Czwartek / 23:07 - Międzypokoleniowa sesja foto

Zgodnie z planem udałem się dzisiaj do Lublina, by spotkać się z widoczną na zdjęciu panną Agnieszką, którą poznałem dokładnie miesiąc temu, w dniu randki z Kasią. Agnieszka to ta zgrabna, długonoga dziewczyna o nietypowej urodzie, którą zaprezentowałem na swoim blogu właśnie miesiąc temu, na zdjęciu zrobionym pod lubelskim zamkiem. Widać ją także powyżej. ;)

Pomimo tego, że fotograf ze mnie marny, użyłem dzisiaj swojego aparatu, by zrobić Agnieszcze ponad setkę zdjęć. Prawdopodobnie kilka z nich można uznać za w miarę udane, jeśli ma się odrobinę wyobraźni... ;) Po godzinie lub dwóch udaliśmy się do Parku Saskiego, w miejsce widoczne na zdjęciu, w którym spędziliśmy kolejną godzinkę lub dwie, zaprzyjaźniajac się ze sobą... Wygląda na to, że od dzisiaj mam w Lublinie nową przyjaciółkę, z czego oczywiście jestem zadowolony.

Jeśli ktoś uważa, że facet z rocznika 1982 nie znajdzie wspólnego języka z dziewczyną z rocznika 1997 to jest w błędzie... ;)

Będąc w miejscu widocznym na zdjęciu odebrałem telefon od Owcy, od której dowiedziałem się, że 29 lipca jadę do Wrocławia, na koncert zespołu Nicka Cave'a - Grinderman! W zasadzie cudownie. Jestem nawet gotów zapłacić za bilet, mimo tego, że miałem go dostać za darmo, po wygraniu zakładu. :P

O godzinie 16:00 miałem pójść na przystanek Contbusa, by pożegnać się z Kasią, jadącą na Okęcie, ale zaprzyjaźnianie się z Agnieszką nie pozwoliło mi być w tym samym czasie przy Kasi... Cóż - Kasia spotyka się z facetem w moim mieście, więc ja spotykam się w jej mieście z dziewczyną. Uczciwe. ;)

Koniec uganiania się za Kasią - jeśli kiedyś zacznie jej na mnie zależeć pod względem uczuciowym - niech mnie sama goni. Podobno dziewczyny lubią tak ganiać za facetami... Zdecydowanie jednak chcę, byśmy zostali przyjaciółmi, gdyż Kasia doskonale nadaje się na przyjaciółkę, tylko musi uwierzyć w to, że ja w obecnej sytuacji nadaję się na przyjaciela. Sam prawie w to wierzę... ;)

W każdym razie... To był dzień pełen wrażeń.



2011.07.13 / Środa / 23:00 - Z siostrą w Mięćmierzu

W sumie nasz Truskaw Mały jest nieco podobny do Mięćmierza. Różnica polega na tym, że u nas jest Kanał Lipkowski zamiast Wisły, piaszczyste wydmy zamiast wzgórz, i Pan Kowalski zamiast Daniela Olbrychskiego. ;)

Chyba wreszcie noga przestała mnie boleć. Nabyłem dzisiaj widoczne na zdjęciu spodnie, ponieważ brakowało mi takich jasno-niebieskich jeansów. Teraz przydałyby się jeszcze nowe buty, bo chodzę w tych samych już od sześciu albo siedmiu lat... Kupiłem je jeszcze za pieniądze Babci. Dawne czasy...

Jutro w Lublinie będę się wykazywał swoimi umiejętnościami w bardzo lubianej przeze mnie dziedzinie, właściwie ulubionej. Szkoda tylko, że te umiejętności są w moim przypadku raczej mizerne. ;) Ale cóż... Może akurat się czegoś nauczę i będę mógł mówić, że jestem doświadczony. :P Dobrze jest zdobywać doświadczenie. Oby pogoda dopisała.

O kurczę, stworzyłem notkę, w której nie napisałem niczego o Kasi. Skandal. ;) Na szczęście na VideoBlogu wspominam o niej ze dwa razy. W tym miejscu nie mogłem o niej nie wspomnieć. Po wypiciu "różowej Cisowianki" nie wiedziałem, który odcinek VideoBloga nagrywam, dlatego błędnie mówię, że szósty, gdy tymczasem jest to odcinek piąty - nieco chaotyczny. ;) Miejscami mocniej zawiało i nie słychać co mówię...



2011.07.13 / Środa / 21:02 - Z siostrą do Mięćmierza

Po raz kolejny w tym roku odwiedziłem Kazimierz Dolny, po raz drugi z siostrą. Dzisiaj wybraliśmy się nieco dalej niż ostatnio, czyli do Mięćmierza, który w tym roku na pewno odwiedzę jeszcze raz, na jesieni, by zabrać stamtąd kasztanka. Było bardzo przyjemnie, tylko miejscami nieco zbyt gorąco i słonecznie.

Picie różowego wina bez Kasi nie jest tym samym - niezwykłym - doświadczeniem, choć wino smakuje identycznie. Na szczęście tak się wspaniale składa, ze mam bardzo fajną siostrę, dzięki której jest mi łatwiej zmagać się z ciągłymi niepowodzeniami, głównie uczuciowymi. Możecie mi zazdrościć tak zajebistej siostry. ;)

Jutro mam kolejny wolny dzień, który spędzę w Lublinie. Od jutra na cały tydzień stracę kontakt z Kasią, gdyż opuszcza ona nasz piękny kraj samolotem. Od naszej pierwszej randki minie jutro dokładnie miesiąc. Czy kiedyś będę z jakąś dziewczyną odliczał długość trwania naszego związku? Ach, marzenia...


2011.07.13 / Środa / 11:59 - Kasiowe wino

Wczoraj rano dotarłem szczęśliwie do Puław. Po przyjechaniu na miejsce zadzwoniłem do mojego instruktora nauki jazdy, by zapisać się na cały tydzień jazd. Niestety dowiedziałem się od niego, że z powodu nadmiaru chętnych najbliższe wolne terminy ma dopiero w sierpniu i mam zadwonić dopiero za dwa tygodnie. Fajnie... Chyba nie pójdzie mi tak szybko jak myślałem. ;) Wszyscy chcą robić prawko w wakacje...

Kupiłem sobie słynne różowe wino, które piłem WTEDY z KASIĄ. Dzisiaj niestety będę je mógł wypić najwyżej z siostrą, gdyż za półtorej godziny jedziemy do Kazimierza. Ja chętnie przeszedłbym się do Mięćmierza, by pić i wspominać, ale nie wiem czy siostra będzie chętna na taką wycieczkę. ;) W każdym razie mam już scyzoryk, w którym dwie najważniejsze funkcje to korkociąg i otwieracz do butelek. Teraz jestem przygotowany na wszystko. Jestem prawdziwym mężczyzną. :P Siostra już wczoraj, oglądając scyzoryk, zdążyła się nim pociąć... ;)

Inna Kasia namawia mnie na sierpniowy wyjazd na Przystanek Woodstock, do Kostrzyna nad Odrą. Ona ma do Kostrzyna tylko 17 kilometrów, natomiast dla mnie byłaby to poważna wyprawa na nieznany koniec Polski. Pod względem muzycznym interesuje mnie tylko The Prodigy oraz Łąki Łan, ale nie jedzie się tam tylko dla muzyki, o ile dobrze rozumiem. Tak czy siak - pewnie nie pojadę, bo nie przygotowałem się do tego wydarzenia, choćby finansowo. Może za rok. :P

Do Jarocina też nie jadę... Do Krakowa na Editors - kto to wie... Na Tori Amos do kongresowej można jeszcze kupić bilety, ale muszę czekać na powrót z urlopu panny Beaty, z którą miałem się spotkać w Warszawie. Czy do spotkania dojdzie? To zależy od tego, czy panna Beata będzie wtedy jeszcze o mnie pamiętać i się odezwie lub chociaż odpowie na mojego smsa, którego jej wtedy wyślę. ;)

Wszystko mało ważne, bo w mojej głowie jest tylko jedna... Kolejna niewłaściwa. :)


"Tak krótko byłaś przy mnie
Tak krótko byłaś przy mnie
A wtedy byłaś dla mnie
Jak różowe wino"

Closterkeller "Różowe wino"


2011.07.12 / Wtorek / 02:32 - Umieranie za życia

Smutno mi. Źle mi z tego głupiego powodu, że zamiast prawdziwej dziewczyny, z którą mógłbym naprawdę żyć pełnią życia, całować się, przytulać, pieścić, kochać, przy okazji zdobywając w tych jednak ważnych sprawach doświadczenie, mam kolejną koleżankę-przyjaciółkę, której nawet nie mogę odwiedzić, bo ona tego nie chce, ponieważ spotyka się z innym, w moim mieście.

Niby uważam, że seks jest przereklamowany i nie jestem typowym facetem, myślącym głównie o tym, ale tak naprawdę uwielbiam to wszystko, to przecież normalne. Uwielbiam całować się z dziewczyną, czuć jej smak i zapach, dotykać ją wszędzie, ale na razie robiłem to tylko z jedną i to ponad dwa lata temu... Nigdy nie chciałbym tego robić bez prawdziwego uczucia.

Jak doprowadziłem do takiej denności w swoim życiu? Beznadziejnie jest być w moim wieku i nie mieć doświadczenia w tym wszystkim, co przecież jest tak naturalne. Tracę czas... Niczego prawdziwego nie osiągam... Umieram za życia, każdego dnia i każdej samotnej nocy.


2011.07.11 / Poniedziałek / 21:53 - Nieszczęśliwie zakochany w sobie

Abba to bardzo fajny zespół... ;)

Dzisiaj w pracy niewiele się dzieje, więc mogę wrzucić kolejne zdjęcie i napisać parę, nic nie znaczących słów. Oczywiście jak zwykle nie mam o czym pisać, więc wtrącę jedynie, że według moich obserwacji interesuję się jedynie kobietami wierzącymi w Boga. Te, w których byłem zakochany były i są wierzące, a nawet chodziły do kościoła w niedzielę. Wiara mi imponuje.

Ostatnio sam odczuwam potrzebę pójścia do kościoła... Nie wiadomo tylko kiedy lepiej iść do kościoła gdy jest pusty, czy w czasie mszy. Obie opcje mi się podobają, ale ostatni raz na mszy byłem na weselu kuzyna, rok temu. Ostatni raz u spowiedzi byłem dwadzieścia jeden lat temu.

Zastanawiam się czy kiedyś jeszcze pójdę do spowiedzi. W sumie wierzę w jej oczyszczającą moc... Potrzebuję oczyszczenia. Jestem złym człowiekiem.

Właśnie zaczął padać deszcz...


2011.07.11 / Poniedziałek / 05:35 - Operator numer dwa

Nudzę się nad ranem w pracy, więc dodaję kolejną notkę, zupełnie już nie dramatyczną. W sumie nie mam za bardzo o czym pisać, mogę wspomnieć jedynie, że nie odłączono nam w firmie dostępu do Internetu, nadal możemy mieć łączność ze światem, siedząc w pracy... Bardzo dobrze.

Jest nas już trzynaście osób - dwunastu operatorów i jedna pani supervisor, która już nie musi pisać smsów. Dobrze, że unikałem posady supervisora jak ognia, bo nie mógłbym sobie rozmawiać z klientami, a przecież ja tak bardzo to lubię... ;) Na grafiku jestem operatorem numer dwa, co świadczy o tym, że jestem w tej firmie od samego początku. Wow, cóż za zaszczyt...

Nudząc się nagrałem kolejną część swojego skromnego VideoBloga... Chce mi się spać...



2011.07.11 / Poniedziałek / 01:54 - Kocham Cię, Kasiu

Pożyczyłem na chwilkę od firmowej koleżanki - Kasi - jej telefon, by zrobić mu zdjęcie. Zrobiłem je, ponieważ taki sam telefon ma też najważniejsza dla mnie Kasia, ta którą kocham. Używam słowa "kocham", ponieważ jest ono bardziej dramatyczne od słów "jestem zakochany". Jest spora różnica między zwrotem "kocham Cię", a "jestem w Tobie zakochany", a ja przecież uwielbiam wszystko to co dramatyczne i ostateczne. Niestety każde moje zakochanie to dramat, tak jakby miłość spełniona była dla mnie czymś nieosiągalnym. Można nawet uznać, że dla mnie nie ma miłości bez dramatu, że jest on konieczny do tego, bym w ogóle zaczął kochać. Ja się z tym jednak nie zgodzę...

"Kocham Cię". Trudno wymówić te słowa patrząc komuś prosto w oczy, jeśli naprawdę się tego nie czuje, a jest się szczerym człowiekiem. Zapewne jest na świecie wielu kłamców, którzy używają tych słów, by osiągnąć zamierzony przez siebie cel, ale ja do kłamców nie należę, dla mnie są to najważniejsze słowa jakie człowiek może w swoim życiu wypowiedzieć. Pierwszą kobietą, która je ode mnie usłyszała była Dorota, którą uważałem i chyba nadal uważam za najpiękniejszą, drugą Ewa, tak bardzo podobna do mnie pod względem charakteru, z którą czułem się swobodnie jak z żadną inną, trzeciej póki co nie było. W tym roku poznałem dziewczynę, której mógłbym powiedzieć, że ją kocham, bez wątpliwości, już teraz, zaledwie po dwóch spotkaniach. Chyba właśnie to jest wyznacznikiem tego, że się kogoś kocha - jest się w stanie powiedzieć te słowa szczerze, patrząc prosto w oczy. Nie tylko jest się w stanie to zrobić, ale bardzo sie tego pragnie. Jeśli tego pragniesz - kochasz, to takie proste...

Początkowo chciałem w tej notce napisać za co kocham Kasię, wymienić wszystko to co jest w niej wyjątkowe, ale to nie był dobry pomysł, bo przecież "kocha się za nic". To nie jest tak, że Kasia jest idealna pod każdym względem, bo przecież nikt nie jest idealny, dostrzegam w niej kilka cech, które mi się nie podobają. Sam nie wiem jak to się dzieje, że w jednej dziewczynie się zakochuję, a w innej nie, ale wydaje mi się, że jestem pod tym względem bardzo wymagający. Być może jestem dosyć pustym facetem i przede wszystkim wygląd Kasi sprawia, że czuję do niej to co czuję, ale nie sądzę, by tak było... Wygląd to przecież tylko "większa połowa" sukcesu, jak zwykłem mawiać...

Najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że moje marzenie nie może się spełnić. Ono spełni się jakiemuś innemu mężczyźnie, lub kilku innym mężczyznom, którzy może nawet będą równie szczęśliwi jak ja, będąc na ich miejscu. Najwidoczniej Kasia nie jest tą moją Kasią, tą właściwą kobietą, na którą czekałem, z którą bedę szedł przez życie. Nie była nią też Dorota, ani Ewa, z którymi jednak kilka ważnych kroków zrobiłem, i które szły ze mną przez pewien czas, dając mi szczęście...

Moją ambicją jest być przyjacielem Kasi, trwać przy niej przez lata, być może nawet stać się jej najlepszym przyjacielem, na którego zawsze mogłaby liczyć, z którym mogłaby o wszystkim porozmawiać, ale to cholernie trudne. Zaczynam się zastanawiać czy przyjaźń między zakochanym mężczyzną i niezakochaną w nim kobietą jest możliwa, gdy dowiaduje się on, że jego marzenia spełniają się komuś innemu. To bardzo boli, zazdrość rozsadza od środka i sprawia, że człowiek czuje się zupełnie bezsilny, zadaje sobie w nieskończonośc pytanie - czy on docenia to co ma i czy ona będzie z nim szczęśliwa?

Za trzy dni minie miesiąc od mojej pierwszej randki z Kasią, po której nie spodziewałem się niczego wyjątkowego, poza tym, że pierwszy raz miałem spotkać się z dziewczyną zbliżoną do mnie wiekowo. Szybko okazało się jak jest pięknie, że Kasia jest taką dziewczyną jakiej szukałem i czuję się przy niej zupełnie swobodnie, bo myślimy w podobny sposób. Pod koniec usiedliśmy pod Zamkiem w Lublinie i przytuliliśmy do siebie, czułem jej zapach i słuchałem jej głosu wiedząc, że wszystko jest tak jak być powinno. Pomyślałem, że nareszcie mi się udaje, że oto przytulam się do pięknej, mądrej, wyjątkowej dziewczyny, że chyba nawet podoba jej się spotkanie ze mną, że podobam się jej ja sam i od teraz wszystko będzie proste, tak jak być powinno, że nareszcie będzie normalnie i ja stanę się normalny... Niestety jest inaczej.

W każdym razie skasowałem swoje konto na Sympatii, po raz kolejny. Zamieniłem się z koleżanką na dyżury, dzięki czemu będę miał trzy dni wolne. Spędzę je w Puławach, w których spędziłem kilka pięknych dni z Dorotą, kilka pięknych dni i jedną noc z Ewą i kilka pięknych chwil z Kasią, zaledwie jednego dnia. Prawdopodobnie więcej nie będzie mi dane... Doroty i Ewy już od dawna nie ma w moim życiu...

Tak bardzo brakuje mi miłości...


"Nie pytaj za co cię kocham
Bo kocha się za nic
Miłość może uleczyć
Miłość może też zranić"

aanam "Łóżko"


2011.07.10 / Niedziela / 14:44 - Zazwyczaj uśmiechnięty

Chyba powinienem już obciąć włosy, wystarczy mi chaos w głowie, ten na głowie jest zbędny. ;) Ale może jeszcze nie teraz... Odczekam jeszcze miesiąc lub dwa...

Za kilka godzin wyruszam do pracy na całonocny dyżur, na który dostanę się autobusem. Po wczorajszym słonecznym dniu pogoda znowu się popsuła, zaczęło lać i grzmieć, ale widocznie cały lipiec bedzie tak wyglądać... Może to po prostu zwykły koniec świata. :)

W pracy nie jest źle, ale zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzam na Sympatii.pl, której właściwie mam już serdecznie dość. Przez ostatnie dwa dni byłem podrywany przez całkiem ciekawą i niebanalną dziewczynę, miłośniczkę gór, fankę zespołu Hey i Kasi Nosowskiej, moją rówieśniczkę Magdę. W sumie jeszcze nikt mnie tak nie podrywał jak ona, ale co z tego? W rzeczywistości jest tak, że nie potrafię teraz myśleć o innych dziewczynach, w stu procentach podpasowała mi jedna i ciężko przekonać się do jakiejkolwiek innej, która miałaby ją zastąpić.

Dzisiejszy dzień już uważam za udany - wystarczyło kilka smsów od Kasi, bym poczuł... To coś. ;) Wpatrując się wczoraj w jej zdjęcie uznałem, że ma najładniejsze usta jakie kiedykolwiek widziałem u dziewczyny. Prawie tak ładne jak moje. ;D Szkoda, że kto inny je całuje... Ale... Lepiej mieć wyjątkową przyjaciółkę, niż przeciętną dziewczynę.

Ach, i te piękne, zielone oczy... A przecież zawsze mówiłem, że zielone oczy są najmniej interesujące... :)

Dobrze, wystarczy. Pozytywnie natchniony idę w świat... Czyli do pracy. Jutro dzień wolny.


2011.07.09 / Sobota / 03:16 - Jestem Kotem, Pani

Interpol jest dobrym zespołem, Editors, na który mam bilety, słabszym, ale przecież na koncercie nie zespół jest najważniejszy, tylko to z kim niego idziesz. ;)

Po dzisiejszych rozmowach na Sympatii.pl pojawiła się szansa na inny koncert - Tori Amos w Sali Kongresowej, na który miałbym się wybrać z pewną wielce interesującą i nietypową Beatą, słuchającą poza Tori także Nicka Cave'a, dzięki czemu z miejsca stała się moją idolką. ;) Zanim jednak dokonamy zakupu jakichkolwiek biletów, których zresztą chyba i tak już nie ma w sprzedaży, mamy się spotkać przy kawie, w najbliższym czasie. Ostatnio mam ochotę unikać randek i wszelkich spotkań z kobietami, ale byłbym głupi gdybym odmówił takiej dziewczynie. :P Co prawda nie wróżę niczego szczególnego, ponieważ Beata ma 177 cm wzrostu, ale domyślam się, że będzie bardzo miło.

Kasia tymczasem gdzieś znikła, a ponieważ w piątki zazwyczaj umawiała się z tym lepszym ode mnie, który ma w sobie TO COŚ, zaczęły mnie nachodzić wizje, że dzisiaj także się z nim umówiła i teraz spędza z nim noc w jego łóżku, w jego ramionach... Zazdrość to coś okropnego. Zaczynam się nawet zastanawiać czy możliwa jest przyjaźń kobiety i mężczyzny, jeśli jedno z nich jest nieszczęśliwie zakochane w drugim. Takie chore wizje pełne zazdrości mogą tę przyjaźń zniszczyć, ale... Mimo wszystko wierzę, że jest ona możliwa. Czas powinien pomóc... Chyba.

Po południu zdałem wewnętrzny egzamin z teorii i mogę teraz zapisywać się na dalsze jazdy, niestety z tym samym instruktorem. W przyszłym tygodniu nie będę jednak jeszcze jeździł, mimo trzech dni wolnych. Wybywam do Puław. Dawno mnie tam nie było.


2011.07.08 / Piątek / 03:46 - Po urlopie...

Po urlopie żyje się jakoś... Praca na razie nie boli, jest w miarę nieźle, a niekiedy nawet ciekawie, na przykład wtedy, gdy nasz firmowy kolega zostaje gwiazdorem - wróżbitą w telewizji. ;) W dodatku dzisiaj przestał padać deszcz. Jutro przed dyżurem idę na wewnętrzny egzamin z teorii na kursie prawa jazdy, by następnie żwawo przystąpić do jazd, za połtora tygodnia, dzień w dzień. Motywacja z jakiegoś tajemniczego powodu we mnie pozostała, mimo tego, że nadzieja już przeminęła.

Gdyby tylko kolano przestało mnie boleć, tak samo z siebie, byłoby super. Boli od pamiętnego dnia spędzonego w Lublinie - 14 czerwca. Musiałem sobie coś skręcić, zwichnąć, nadwyrężyć... A może po prostu jestem już starym dziadem. ;) Na szczęście boli tylko wtedy gdy chodzę, dlatego jeżdżę rowerem. ;P

Na Sympatii szukam nowej miłości, lecz znajduje jedynie dziewczyny, które nijak do mnie nie pasują... A później Kasia pisze na gadu-gadu dwa zdania i nagle jestem bezsensownie radosny, wszystko staje się takie łatwe...

Głupie to. :) Ogłupiająca potęga zakochania jest czymś bardzo przyjemnym.


"Jestem prostym pytaniem
Ty jesteś na nie odpowiedzią"

Pidżama Porno "28 (one love)"


2011.07.05 / Wtorek / 18:43 - Bilety skazane na niepowodzenie

Dzisiaj dotarły do mnie pocztą bilety na drugi dzień odbywającego się w Krakowie festiwalu Coke Live Music Festival, na sobotę 20 sierpnia. Dwa - jeden dla mnie, drugi dla Kasi, przynajmniej według mojego nieudanego planu. Chciałem być miły, bo Kasia twierdziła, że i tak pojedzie w sierpniu na koncert Editors, chciałem wybrać się wraz z nią do Krakowa, by móc spędzić przy niej kilkanaście, lub więcej, godzin, by pójść z kimś zajebistym na koncert. Mogłoby być fantastycznie... Ale nie będzie. Bilety pozostaną u mnie, nienaruszone, jako pamiątka-symbol czegoś, co się nie udało.

Popełniłem błąd, za bardzo się pospieszyłem, ale... Chciałem dobrze. Ja zawsze chcę dobrze... Tylko gówno z tego wychodzi.


2011.07.05 / Wtorek / 18:32 - Leśne dumanie

Jeśli wychodzę z domu i idę na spacer po lesie, to znaczy, że jest ze mną naprawdę źle. Na takie spacery wybieram się tylko w najbardziej dramatycznych momentach swojego żywota, gdy nie jestem w stanie usiedzieć w domu, w którym się dołuję. Gdybym nadal palił papierosy to dzisiaj zużyłbym całą paczkę, słuchając "Dull life" zespołu Yeah Yeah Yeahs. Niestety już nie palę, gdyż nie pozwala mi na to słabe serce...

Podczas dumania w lesie uznałem, że nie ma sensu blokować swojego bloga hasłem, którego nikt nie zna, nie ma sensu pisać tylko dla siebie, bo takie dramatyzowanie nie przynosi żadnej ulgi. Drogi czytelniku lub droga czytelniczko, wiedz, że czytając te słowa, w jakiś tajemniczy sposób mi pomagasz. Nie rozumiem do końca jak to działa, ale najważniejsze, że naprawdę przynosi ulgę. Troszeczkę...

Nareszcie wyszło słońce... Ale i tak już nie ma radości w moich oczach... Fajną koszulę sobie wczoraj kupiłem?


2011.07.05 / Wtorek / 17:27 - Nie lubię Mazowsza

Zdjęcie ukazuje szosę biegnącą od naszego Truskawia do nie naszego Borzęcina, a konkretnie miejsce bez nazwy, znajdujące się jakieś trzy kilometry na południe od naszego domu. Wystarczy pojechać kilometr na południe, by wyjechać z mrocznej Puszczy Kampinoskiej i znaleźć się na w miarę malowniczych, choć płaskich, polach. Tędy właśnie jeżdżę rowerem do pracy.

Podczas dzisiejszej krótkiej wycieczki rowerowej uświadomiłem sobie, jak bardzo nie lubię Mazowsza. Jest takie płaskie i nudne... A w samym jego środku znajduje się ta szara Warszawa, zamieszkała przez niezbyt ładne dziewczyny, co można uznać za jej największą wadę. ;)

Chcę się stąd wyrwać, ponownie porzucić wszystko, choćby na kilka dni. Gdzieś musi być lepiej... Chciałbym spędzić swój wrześniowy urlop w jakimś nowym miejscu, z kimś miłym u boku, kogo lubię i kto lubi mnie, na przykład z pierwszą Kasią z Lublina. ;) Albo kimś nowym...


2011.07.05 / Wtorek / 13:41 - Ostatni dzień deszczowego urlopu

Kończy się najbardziej dramatyczny urlop mojego życia, dosyć nieprzyjemnie - ostateczną utratą kolejnej szansy na prawdziwy związek z dziewczyną, którą pokochałem. Można powiedzieć, że łatwo mi przyszło to zakochanie, ale tak właśnie jest z prawdziwym uczuciem, nie potrzeba wiele czasu, by się pojawiło, przynajmniej z jednej strony. Szukałem dziewczyny, która zastąpiłaby Dorotę, ale która byłaby do niej podobna, lecz to nie było możliwe, bo każdy człowiek jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Zakochałem się więc w zupełnie innej dziewczynie, którą ostatecznie oceniam jako atrakcyjniejszą od Doroty, pod wieloma względami... Nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Niestety ona także jest jedyna i wyjątkowa... Tym gorzej dla mnie.

Powróciłem na Sympatię, a raczej odblokowałem na niej swoje konto, tylko po to, by przekonać się, że obecnie jedyną interesującą dziewczyną na tym serwisie, związaną z Lublinem, jest Kasia numer jeden, z którą spotykałem się w marcu. Gdybym nie poznał jej wcześniej, na pewno zdecydowałbym się do niej napisać teraz, gdyż na zdjęciu wygląda bardzo atrakcyjnie i ma bardzo zachęcający opis. W sumie żałuję, że nie zakochałem się właśnie w niej, bo to bardzo dobra, porządna dziewczyna i przede wszystkim normalna. Może dlatego właśnie się nie zakochałem... Co prawda według niej ja także nie mam w sobie TEGO CZEGOŚ, więc i tak nic by z tego nie wyszło. Zaczynam nienawidzieć zwrotu "TO COŚ"...

Przypomniałem sobie dzisiaj pytania na egzamin teoretyczny i w sumie mogę iść na niego już jutro, po pracy. Zrobienie prawa jazdy i nabycie samochodu może być bardzo przydatne - w czerwcu pierwszy raz w życiu żałowałem, że go nie mam. Dziewczyny inaczej patrzą na mężczyzn z samochodem i wcale się im nie dziwię...

Pojechałem na krótką wycieczkę rowerową, gdy po południu wyszło słońce, ale kilkanaście minut później nadciągnęły widoczne na zdjęciu chmury, przez które musiałem szybko powrócić do domu. Niemniej jednak i tak wolę taką pogodę od zeszłorocznych upałów, które tak ciężko było wytrzymać.

Pora wrócić do pracy, czekając na wrześniowy, tygodniowy urlop. Może podczas niego będę miał się do kogo przytulić? Ale tak prawdziwie, jak to tylko możliwe, do kogoś kto tego naprawdę chce...


"Cause you were from a perfect world
A world that threw me away today today today
to run away"

Marilyn Manson "Coma white"


2011.07.04 / Poniedziałek / 21:38 - Za dobry dla Kasi

Moja wybranka mnie nie chce. Dziewczyna wyjątkowa, z którą czułem się świetnie, która wydaje mi się być podobna do mnie, dla której mógłbym zrobić praktycznie wszystko, której zapewne po roku czasu byłbym gotów się oświadczyć, którą chciałbym widzieć w roli matki naszych dzieci, woli spotykać się z facetem, którego określa jako "trudnego", twierdząc, że ma w sobie TO COŚ, przyznając zarazem, że lepiej bawiła się podczas spotkań ze mną. Domyślam się, że sam powinienem stać się "trudnym" facetem, aby mieć większe szanse u kobiet, przynajmniej u tych wyjątkowych, kobiet-psychologów... Powinienem pić, bić, zdradzać, oszukiwać i myśleć głównie o seksie... Nie opłaca się być dobrym. :(

Od dzisiaj Kasia troszkę mniej mi imponuje, bo jak może mi imponować dokonywanie w życiu głupich wyborów? Ech... Wypisuję się z tej gry, choć chciałbym ją jednak zakończyć wręczeniem bukietu kwiatów, stanowiących symbol mojego zaangażowania uczuciowego. Bilety na koncert także będą symbolem, którym mogę sobie najwyżej podetrzeć swoją romantyczną dupę... :(

Pozostaje tylko napisać - mam nadzieję, że zostaniemy prawdziwymi przyjaciółmi, na zawsze. Dobre przyjaźnie są cenne, ale to miłość, a nie przyjaźń, kieruje tym światem.

Nagle odechciało mi się żyć, ulotniła się gdzieś cała moja motywacja, nie chcę mi się już niczego...

Choć przyznaję, że "Across the universe" na Blu-Ray wygląda zajebiście. ;)


"We love hate
We hate love"

Marilyn Manson "Irresponsible hate anthem"


2011.07.04 / Poniedziałek / 18:25 - Strawberry Fields Forever

W szkole nauki jazdy dowiedziałem się, że będę musiał jeszcze raz zdać wewnętrzny egzamin z teorii, zanim ponownie przystąpię do jazd. Od czasu mojego ostatniego egzaminu w stu pytaniach zaszły pewne kosmetyczne zmiany, a poza tym nieco zmieniły sie przepisy ruchu drogowego. Muszę pobrać z Internetu aktualny program i do piątku nauczyć się wszystkiego co jest potrzebne do zdania po raz drugi tego samego egzaminu, który zdawałem rok temu. Jeśli mi się uda - za dwa tygodnie wrócę na jazdy. Tym razem nieco intensywniejsze, by wreszcie zakończyć ten niechlubny etap w moim życiu... ;)

Ponieważ w przyszłym tygodniu jeszcze nie mogę jeździć, powrócę na dwa dni do Puław, z czego jeden z nich spędzę w Lublinie, wykonując misję "Bukiet", być może z góry skazaną na niepowodzenie. ;) Cel misji jest szlachetny, przynajmniej z mojego punktu widzenia... W Puławach będę w środę i czwartek.

Po wizycie w szkole udałem się do Arkadii, a nastepnie na spotkanie z Owcą, wyglądającą obecnie nieco... Orientalnie. ;) Owca zaciągnęła mnie do restauracji Pizza Hut, w której poza byciem miłą i wygadaną, denerwowała mnie mówiąc, że Kasia nie zostanie moją dziewczyną. ;P Nie chciała się też założyć o to, że Kasia zostanie moją żoną. ;D Cóz, poprzedni zakład ze mną przegrała, więc pewnie bała się, że z tym będzie podobnie. ;) Z Pizza Hut udaliśmy się do sklepu z drogimi torebkami i bardzo drogimi arafatkami (ponad 300 zł za sztukę), do Empiku oraz do Rossmana. Na kosmetycznych zakupach krótkie spotkanie z Owcą się skończyło i kolejny raz zobaczę ją pewnie za rok, gdy będzie już dwudziestolatką.

Już sam, udałem się do Merlina, gdzie odebrałem widoczny na zdjęciu film, w wersji Blu-Ray oczywiście. Film jest rewelacyjny, ale przede wszystkim nabyłem go z tego powodu, że kojarzy mi się z moim... Zakochaniem! ;D

Swoją wizytę w Warszawie zakończyłem wizytą w firmie, w której niestety jeszcze nie czekała na mnie umowa za czerwiec, ale na miejscu okazało się, że od niedawna pracuje u nas jeden z moich ulubionych kolegów z poprzedniej firmy. Fajnie. Okazało się też, że doszedł nam jeszcze jeden nowy serwis - matrymonialny. Okropność. Już mnie mdli na samą myśl...

Ogólnie jest deszczowo, szaro i nieciekawie. Tęsknię i chcę być w Lublinie... Albo gdziekolwiek, byle jak najbliżej Kasi. :(


"Oh yeah, I'll tell you something
I think you'll understand
When I'll say that something
I wanna hold your hand
I wanna hold your hand
I wanna hold your hand"

The Beatles "I want to hold your hand"


2011.07.03 / Niedziela / 20:55 - Daleko od Kasi

Opóźnionym i niezbyt atrakcyjnym pociągiem powróciłem dziś do domu, do lasu, w którym próbuje mnie opętać zła, negatywna energia. Jednak ja się jej nie poddam - zakochany człowiek nie ulegnie i wspierany motywacą wyruszy jutro na podbój świata, czyli do szkoły nauki jazdy. ;) Ciekawe czego się tam dowiem... Obym tylko nie musiał po raz drugi zdawać teorii, bo przez ten czas wszystko wyleciało mi z głowy. ;) Podczas jutrzejszego wyjazdu wpadnę też do Merlina.pl po to i owo, oraz do firmy, jeśli moja umowa za czerwiec będzie tam już na mnie czekać. Na koniec spotkam się przy kawie z moją pierwszą przyjaciółką - Owcą, którą postanowiłem widywać na żywo przynajmniej raz do roku, w celu utrzymania tej, jakże cennej, przyjaźni. ;)

Dobrze, że na przyszły tydzień zapowiadana jest piękna, słoneczna pogoda, bo czekałem na taką przez cały swój urlop. Zabrałem ze sobą dwie pary krótkich spodni, które jednak do niczego się nie przydały i podobnie byłoby z rowerem gdybym zdecydował się nim jechać do Puław, lub brać go do pociągu. Może podczas wrześniowego urlopu trafię na lepszą pogodę...

We wtorek ostatni dzień urlopu, który bardzo chętnie spędzę na rowerze, jadąc gdzieś daleko, w miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłem. Co prawda ciężko tu w okolicy znaleźć takie miejsce, ale może się uda...

Zaraz pokażę mamie zdjęcia mojej przyszłej żony... ;) Przepraszam, że jestem taki nudny z tym tematem, ale... O, na zdjęciu widać mnie ubranego w kurtko-marynarkę, na której się zakochałem... ;) W sensie - siedząc na niej.


"Dziewczyno, dziewczyno, zamień słotę na lato
Dziewczyno, dziewczyno, zamień słotę na lato
Widziałem na ulicy jak szłaś z innym
Dziewczyno, dziewczyno, nie porzucaj mnie"

T.Love "Garaż"


2011.07.02 / Sobota / 18:48 - Czekasz na kogoś, czy na mnie?

Mój pierwszy tegoroczny urlop, deszczowo-słoneczny, z przewagą deszczu, dobiega już końca. Urlop ten można nazwać także puławsko-lublelsko-kazimierskim i na pewno nie można nazwać go urlopem złym lub nieudanym, skoro przeżyłem podczas niego jeden z najpiękniejszych dni swojego życia. Co więcej - właśnie podczas tego urlopu zakochałem się, póki co nieszczęśliwie. Niebawem nabędę z tej okazji bukiet-symbol, by następnie wręczyć go odpowiedniej kobiecie. W Lublinie lub pod Lublinem... ;)

Kolejny urlop już we wrześniu. Mam na co czekać. Możliwe, że jesień będzie lepsza...


2011.07.02 / Sobota / 10:57 - Lecz mnie, Pani Psycholog

Na zdjęciu ponownie Lublin, do którego dzisiaj mieliśmy jechać wraz z siostrą, ale zmieniliśmy plany, głównie z powodu marnej pogody. Wszystko wskazuje na to, że ostatni puławski dzień swojego urlopu spędzę po prostu w mieszkaniu, nie robiąc nic szczególnie ekscytującego, chyba, że ogolenie twarzy można uznać za ekscytujące przeżycie. Siostra zabrała mi "Mistrza i Małgorzatę", pozostały więc filmy, których postaram się dzisiaj obejrzeć choć kilka. Póki co rano obejrzałem dziwne "Narodziny" Johnattana Glazera, reżysera pięknych teledysków, którego najbardziej cenię za film "Sexy beast". Naściągałem z Internetu sporo dobrze się zapowiadających filmów, mam więc co oglądać, także jutro w pociągu, który zawiezie mnie do Warszawy.

Dwa dni temu powróciłem tam gdzie miałem już nigdy nie powracać, czyli na zmienioną Sympatię.pl, by szukać kolejnej wyjątkowej dziewczyny. Nie wziąłem jednak pod uwagę tego, że gdyby na świecie było dużo wyjątkowych dziewczyn, to wcale nie byłyby one takie wyjątkowe. ;) Skasowałem się więc z Sympatii.pl równie szybko jak się na niej pojawiłem, gdyż przebywanie na niej całkowicie mija się z celem. Szukanie nie ma sensu gdy już znalazłeś...


"She loves you, yeah, yeah, yeah
She loves you, yeah, yeah, yeah
She loves you, yeah, yeah, yeah, yeah"

The Beatles "She loves you"


2011.07.01 / Piątek / 17:43 - Pan psychopata w Lublinie

Leżenie w mieszkaniu i rozmyślanie o Kasi wydało mi się złym pomysłem na spędzenie dzisiejszego dnia, dlatego przed południem ogarnąłem się i pojechałem busem do swojego ukochanego Lublina - miasta pięknych dziewczyn, na które ostatnio oczywiście nie zwracam uwagi. ;)

Celem mojej wyprawy było miejsce widoczne na zdjęciu, a konkretnie firma, w której pracuje Kasia. Byłem ciekaw jak owa firma wygląda i gdzie dokładnie się mieści, więc pomyszkowałem trochę po Czubach i LSM, posiedziałem sobie na mokrej trawce, a na koniec przeszedłem się stamtąd przez połowę miasta na dworzec PKS. Zaznaczam, że przy tym wszystkim nie piłem żadnego alkoholu. Nie wiedziałem co prawda gdzie dzisiaj znajduje się sama Kasia, ale podczas wizyty wyjaśniło się, że jest ona w Puławach, do których przyjechała na randkę z mężczyzną, który tydzień temu zrobił na niej większe wrażenie ode mnie, czyli z moim konkurentem, którego oczywiście bardzo lubię. Nie wiem czy mogę go nazywać konkurentem, ale raczej nie, jeśli jest on bezkonkurencyjny. :P To co czuję w takich chwilach jest bezcennym doświadczeniem - nie ma to jak trenowanie wyzbywania się swojej zazdrości. ;)

Obecnie siedzę sobie przy laptopie w puławskim mieszkaniu, a Kasia jest gdzieś tam za oknem, w bliskiej okolicy, z facetem, który powinien być teraz zajebiście szczęśliwy, i który pewnie taki jest. Ja radość muszę czerpać z czegoś innego niż bliskość wspaniałej dziewczyny, tylko nie wiem za bardzo z czego, być może z pracy, do której niebawem powrócę. ;)

Podczas jazdy busem z Lublina do Puław zostałem bezrobotnym, zwolniłem się z firmy i już snułem optymistyczne plany na przyszłość, cieszyłem się z tego, że stanę się teraz dobrym człowiekiem i nie będę nikogo oszukiwał, ale trwało to tylko pół godziny, gdyż właśnie po takim czasie zgodziłem się podać dyspozycje na nowych zasadach i zakończyć swój szlachetny bunt. Nowe zasady są jednak kosmicznym nieporozumieniem i mam nadzieję, że choć po części będą zmienione, bym nadal mógł brać sobie wolną niedzielę, poniedziałek i wtorek i na ten czas przyjeżdżać do Puław. Bez tego nie dam rady pracować w branży, której tak bardzo nienawidzę.

Minął kolejny przyjemny i zarazem cholernie ciężki dzień podczas mojego urlopu. Dlaczego nie mogłoby być normalnie? Niech mnie ktoś przytuli...

Poniżej kolejna dawka krzywych zębów Pana Michała, tym razem w innej scenerii.



2011.07.01 / Piątek / 10:49 - Across the universe

Zagadka. Gdzie na powyższym obrazku znajduje się moja siostra? ;)

Siostra przeniosła się do innego pokoju w swojej spokojnej bibliotece. Ja za tydzień powrócę do swojej pracy, przede już tylko kilka dni wolności, którą muszę się nacieszyć i dzisiaj nawet deszcz mnie nie powstrzyma. Wolność zawsze najlepiej smakuje wtedy gdy zbliża się jej kres.

Obejrzałem wczoraj wieczorem zachwycający musical "Across the universe" Julie Taymor, która wcześniej wyreżyserowała równie interesującego Tytusa Andronikusa. Klimatem film przypomina nieco dołujący "The Wall" Alana Parkera, który także jest musicalem, opartym na płycie Pink Floyd. "Across the universe" nie jest jednak dołujący, to raczej piękna celebracja pasji, miłości i życia, zbudowana na wspaniałych aranżacjach utworów The Beatles. Bardzo dobrze się to ogląda, gdy jest się nieszczęśliwie zakochanym. ;) Być może w tym roku nabędę wreszcie jakąś płytę The Beatles...


"Is there anybody going to listen to my story
All about the girl who came to stay?
She's the kind of girl you want so much
It makes you sorry
Still, you don't regret a single day
Ah girl
Girl"

The Beatles "Girl"