2011.09.30 / Piątek / 16:16 - Sz. P. Michał Górka zaproszony

Wymknąłem się na chwilę z pracy, by odebrać od Kasi zaproszenie... W przyszłości zaproszę Kasię na swoje wesele. Jest młoda więc powinna tego dożyć.


2011.09.30 / Piątek / 15:54 - Kościół Świętej Barbary

W drodze do pracy mijam ten oto kościół, znajdujący się przy ulicy Emilii Plater, ale w środku nigdy jeszcze nie byłem... Lubię obok niego przechodzić.


2011.09.30 / Piątek / 12:29 - Uczuciowy mieszkaniec puszczy

Za tym zakrętem mieszkam... Nadal nie jestem warszawiakiem, nadal nie wynajmuję choćby jednego pokoju w stolicy, głównie dlatego, że obecnie mnie na to nie stać. Odkąd jednak jestem zakochany w kobiecie, która wcale mnie nie unika, jest mi źle z tym, że nie mam swojego włąsnego kąta, miejsca, w którym moglibyśmy być sami. To pragnienie może stać się moim motorem napędowym, bo przecież wszystko kręci się wokół miłości, przynajmniej w moim romantycznym świecie.

Niedawno minęły dwa miesiące mojej realnej znajomości z Kasią, dwa piękne miesiące randkowania. Póki co spośród mojej rodziny Kasię poznała osobiście tylko moja starsza siostra, która oceniła ją bardzo, bardzo pozytywnie. Być może kiedyś Kasię poznają także moi rodzice, choć nie jest to dla mnie jakoś szczególnie ważne, mimo tego że dawno temu wiele razy marzyłem o dniu, w którym przyprowadzę do domu wyjątkową kobietę i powiem - mamo, tato, to właśnie Kasia. Tyle, że wtedy nie wiedziałem jeszcze jak owa wyjątkowa kobieta będzie mieć na imię. :) Oczywiście wyjątkową kobietę wypadałoby przywieźć samochodem, zamiast ciągnąć ją dwa kilometry pieszo przez las, ale przecież pracuję właśnie nad tym, by zdobyć prawko i wejść w posiadanie samochodu. ;)

Póki co w planach mamy coś bardzo ważnego, czyli wspólne pójście na wesele Kasi, mojej koleżanki z firmy, z którą byliśmy w Ogrodzie Botanicznym. Wesele odbędzie się już 15 października, a dzisiaj po pracy Kasia wręczy mi na nie zaproszenie. Czuję się zaszczycony tym, że Kasia zaprasza mnie na swoje wesele mimo tego, że poznaliśmy się zaledwie kilka miesięcy temu. Jeszcze bardziej zaszczycony jestem tym, że moja Kasia zdecydowała się ze mną na to wesele iść. :)

Wczoraj w metrze, wracając z Ursynowa, uroniłem kilka niewidocznych łez, gdy uzmysłowiłem sobie jak dobra jest dla mnie Kasia i jak wiele pięknych rzeczy się dzięki niej wydarzyło w moim skromnym życiu przez te dwa miesiące...


2011.09.30 / Piątek / 07:43 - Najpiękniejsze imieniny w życiu

Czasu brak, by coś napisać... Nawet nie zdążyłem wysuszyć włosów. ;) W teatrze było wspaniale, jestem zachwycony Les Miserables i mógłbym na to iść jeszcze raz. Najbardziej zachwycony jestem jednak samą Kasią, która wczoraj wyglądała bosko, i od której dostałem koszulkę IAMX! :D


2011.09.29 / Czwartek / 10:23 - Imieniny Pana Michała

Pan Michał jest słodki, coraz mniej wredny, coraz bardziej kochany, bo coraz bardziej kocha samego siebie. :) Może kiedyś ktoś pokocha jego...


2011.09.28 / Środa / 23:36 - Za kółkiem

Raz lepiej, raz gorzej, ale jednak do przodu. Dzisiaj poćwiczyłem parkowanie, bo z tym miałem największe problemy. Jak mówi pan instruktor - nie jest źle, skoro może sobie pospać, gdy ja prowadzę. Nie mogę się doczekać dni, gdy będę miał prawo jazdy i własny samochód, nawet jeśli początkowo będzie to stary Polonez. Samochód dodaje mężczyźnie pewności siebie, siedząc za kierownicą Skody Fabii czuję się jak prawdziwy facet. Oh yeah, I am the man!

Tymczasem po jazdach odebrałem telefon od Kasi z firmy, która przedstawiła mi bardzo interesującą i zaskakującą propozycję... Do soboty muszę dać odpowiedź i myślę, że będzie to odpowiedź pozytywna. Jestem na tak!

Napisawszy te słowa, wyraziwszy swój entuzjazm, idę spać...


2011.09.28 / Środa / 12:08 - Bye bye Palahniuk

Wystawiłem wszystkie posiadane książki Chucka Palahniuka na Allegro, aby złagodzić skutki kryzysu finansowego. Ostatnio doszedłem do wniosku, że przetrzymywanie książek na półce w domu nie ma większego sensu, ponieważ zazwyczaj po jednorazowym przeczytaniu już do nich nie wracam. Książki na półce co prawda ładnie wyglądają, wskzują na to, że jestem kulturalnym, oczytanym człowiekiem, a przy okazji zawsze można je komuś pożyczyć, ale Palahniuka wolę sprzedać, by mieć pieniądze na inne przyjemności, takie jak choćby możliwość podarowania swojej ukochanej kobiecie bukietu białych róż... Wczoraj po dwóch godzinach jazd na kursie spędziełem bardzo przyjemny wieczór w domu rodzinnym Kasi, na Ursynowie. Kocham tę dziewczynę, wielbię, wychwalam, podziwiam, a przy okazji tak po prostu lubię. :) Tak sobie myślę, że miałem cholernie dużo szczęścia poznając ją w tym i poprzednim roku.

Trezeba nad sobą popracować, dlatego za chwilę wybywam na kolejne dwie godziny jazd. Wieczorem nie będę się już nigdzie kręcił, powrócę grzecznie do domu, a jutro po pracy, w dniu moich imienin, wybiorę się do teatru. Słodko.


2011.09.27 / Wtorek / 10:20 - Truskaw ucywilizowany

Chodniki dotarły już nawet do naszej pętli autobusowej... Cud. Dzisiaj sobie pojeżdżę samochodem, podobnie jak jutro... Cywilizuję się.


2011.09.26 / Poniedziałek / 13:59 - Les Miserables

Dzisiejszy dzień spędzam w pracy, tak samo jak wszystkie dni od czasu powrotu z Puław. Na szczęście już jutro i pojutrze mam dwa dni wolne, podczas kórych czekają mnie cztery godziny jazd samochodem - nie mogę się ich doczekać. Jutro lub pojutrze odwiedzę Kasię w jej domu, natomiast w czwartek idziemy razem do Teatru Muzycznego Roma, na spektakl "Les Miserables". Z okazji moim imieni Kasia ufundowała mi bilet. :) Jak miło. Ostatnio w teatrze byłem jakieś dziesięć lat temu...


2011.09.26 / Poniedziałek / 13:24 - Mobilne mieszkanko

Tutaj mógłbym zamieszkać... Mógłbym się wtedy uznawać za prawdziwego warszawiaka, miałbym blisko do pracy lub do Kasi, zależnie od miejsca postoju.


2011.09.26 / Poniedziałek / 06:48 - Bilety na koncert IAMX

Bilety przybyły... Być może Kraków w październiku nie zaprezentuje się tak pięknie jak w sierpniu, ale za to będę miał więcej czasu na zwiedzanie, na dogłębne penetrowanie, choćby Wawelu, na który ostatnio zabrakło czasu...


"I want to know how to survive in the nightlife
The truth and dare of the drug for the first time
Click my heels and we'll dance with the heat rise
I want to know how to survive in the nightlife"

IAMX "Nightlife"


2011.09.25 / Niedziela / 13:27 - Pan Michał i owoc cisa

Wspominając dzień wczorajszy, spędzając dzień dzisiejszy w pracy, wrzucam jeszcze jedno zdjęcie zrobione wczoraj przez Kasię... Ostatecznie owocu cisa, a raczej jego jadalnej osnówki nie spróbowałem, bo rozpadła mi się na kawałki, gdy próbowałem wyjąć z niej trującą pestkę. Tymczasem Kasia część jadalną zjadła, resztę wypluła i po kłopocie. :)


2011.09.25 / Niedziela / 09:05 - Nenufary

Zdjęcie zrobione moim skromnym aparatem, który wbrew pozorom wcale nie jest taki skromny. Po dokładnym obejrzeniu wielu zdjęć zrobionych wczoraj, skłaniam się ku stwierdzeniu, że ładniejsze zdjęcia robią aparaty firmy Nikon, tylko nie rozumiem czemu Kasia, posiadaczka Nikona, zawsze używa tak wysokich czułości ISO, psując w ten sposób efekt końcowy. Wszystkim kobietom mającym lustrzanki wyjaśniam i przypominam, jako znawca tematu - na dworze, w pięknym oświetleniu słonecznym ustawiamy czułość ISO na jak najniższą wartość, czyli zazwyczaj 100, dzięki czemu kolory sa naturalne, zdjęcie jest pozbawione ziarna i ma więcej szczegółów. :P ;)

29 września, w czwartek, mam imieniny. Miłym osobom, które chcą mi podarować w tym dniu jakiś piękny prezent przekazuję w tajemnicy, że najpiękniejszym prezentem będą dla mnie podręczniki do historii, wydawnictwa Operon, wszystkie późniejsze od Średniowiecza, gdyż Średniowiecze już posiadam i dopiero dzisiaj będę się w nie zagłębiał, po zapoznaniu się ze Starożytnością. Oczywiście będę bardzo szcześliwy gdy dostanę licealne podręczniki do innych pięknych przedmiotów, takich jak biologia, geografia, czy język polski... ;)

Gdyby lubił mnie ktoś bogatszy i bardziej rozrzutny, to ucieszyłbym się też ze słuchawek Koss Porta Pro, zwłaszcza takich nietypowych, w kolorze red hot, gdyż słuchanie muzyki na tym badziewiu za 17 złotych, które obecnie wpycham sobie do uszu, to żadna przyjemność... Idealny sposób na zabicie muzyki.

Idę na dziesięciogodzinny dyżur. Za oknem piękna, słoneczna pogoda... O, właśnie zadzwoniła do mnie mama, by poinformować mnie, że odebrała jakąś dużą kopertę z napisem TicketPro... Tym sposobem wszedłem w posiadanie biletów na krakowski koncert IAMX, który odbędzie się w październiku. Yes!

Idę zarabiać na hotel...


2011.09.24 / Sobota / 17:09 - Bez umiejętności, ale z pasją

Zdjęcie zrobione Nikonem.

Nie posiadam duszy artysty, ale fotografowanie uwielbiam, o czym przekonał się każdy kto miał nieszczęście mnie poznać... ;) Niestety efekty moich zabaw aparatem są doprawy mizerne, dlatego lustrzanka najzwyczajniej w świecie nie jest mi potrzebna. Pan Michał nie chce być fotografem. :P


2011.09.24 / Sobota / 16:36 - Canon versus Nikon

Dwie Kasie, każda z własną lustrzanką, każda lubiąca fotografować rośliny, każda lubiąca być fotografowana... Każdą z nich lubię fotografować, choć nie wychodzi mi to wcale dobrze. Przez każdą z nich lubię być też fotografowany i zazwyczaj efekty bywają interesujące... :)

Osobiście sam już nie wiem, na którą firmę aparatów bym się decydował, Canon czy Nikon - będę musiał przeprowadzić dokładną analizę zdjęć zgranych od obu Kaś, by wydać werdykt.


2011.09.24 / Sobota / 16:28 - Z Kasiami w Ogrodzie Botanicznym

Zdjęcie zrobione Canonem.

Zgodnie z planem, spacer edukacyjny po Ogrodzie Botanicznym był bardzo przyjemny. Na początku na peronie metra pojawiłem się ja, po chwili tuż obok przemknął Sebastian zmierzający na kurs prawa jazdy, a następnie zjawiły się dwie Kasie, jako pierwsza koleżanka z firmy, której już nigdy miałem nie zobaczyć, a jako druga ukochana, właściwa Kasia. Razem udaliśmy się pieszo do Ogrodu Botanicznego, w którym byłem pierwszy raz w życiu. Na miejscu zorganizowano spacer edukacyjny, dzięki czemu byliśmy oprowadzani przez dwie panie przewodnik. Pierwsza część odbywała się w szklarniach, druga na zewnątrz, a całość trwała około trzech godzin.

Kasia-koleżanka odłączyła się od nas po dwóch godzinach, a my po zakończonym spacerze po Ogrodzie Botanicznym udaliśmy się na Plac Bankowy, gdzie o godzinie 13:00 rozpoczął się spacer literackim szlakiem Getta Warszawskiego, z Janem Jagielskim, z którym spacerowaliśmy jakiś czas temu śladami Janusza Korczaka. Niestety o 14:15 sam musiałem się odłączyć od spacerującej grupy i od Kasi, by przyjść do firmy, w której siedzę teraz, pisząc tę notkę...

Kolejny piękny dzień za mną.


2011.09.23 / Piątek / 20:47 - Za ciasno

Dzień podobny do dnia - piękna pogoda, książka, wiedza, praca, muzyka, fajni ludzie w firmie, z którymi jednak wcale nie chce mi sie rozmawiać... Odsuwam się od nich, oddalam, sam nie wiem czemu.

Za dużo pracy, za mało czasu na poznawanie historii świata, historii ludzkości, za mało czasu na naukę. Czas na naukę był w szkole, lecz nauka była wtedy ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę. Dzisiaj marzę o całym dniu wolnym, który mógłbym spędzić nad książkami...

W firmie robi sie za ciasno jak na mój gust. Zdecydowanie bardziej podobały mi się czasy skromnego, małego centrum operatorskiego, wypełnionego wyłącznie lubianymi przeze mnie ludźmi. Dzisiaj jestem jedynym operatorem z samych początków centrum operatorskiego. Gosia awansowała i przeniosła się do pokoju szefa, Jacek zwolnił się i obecnie od kilkunastu dni pracuje w poważniejszej firmie, w której ma umowę o pracę, Maksa usunięto z firmy za to, że nie podobała mu się coraz większa, przytłaczająca ilośc obowiązków, Patrycja została naszą supervisorką i całkiem dobrze sobie radzi z całym tym pierdolnikiem. Jedynie ja jeden pozostaję na tym samym stanowisku, jako człowiek lubiący stabilizację, nawet wtedy, gdy wcale nie jest ona dobra...

Do przodu, do przodu, to właściwy kierunek, właśnie tam się wybieram. Jutro przed południem czeka mnie prawdopodobnie bardzo przyjemny spacer z dwiema Kasiami po Ogrodzie Botanicznym, za to po południu czeka mnie już tylko praca, praca i jeszcze raz praca, przez którą będę musiał brutalnie przerwać swoją randkę. Dopiero w przyszłą sobotę będę miał wolny wieczór...

Zajebiście brakuje mi mieszkania w Warszawie, lub choćby skromnego pokoiku... Niestety równie zajebiście brakuje mi pieniędzy, więc na razie szanse na ogarnięcie mieszkania są zerowe. Tymczasem w rodzinnym domu w lesie poranki i wieczory są już bardzo zimne...


2011.09.22 / Czwartek / 23:12 - Apartamentowiec

Gdyby ktoś chciał wiedzieć gdzie pracuję, gdyby ktoś chciał przysłać bombę... Oho, zdjęcia na fotoblog od dzisiaj wgrywa się w nowy sposób, dzięki któremu można zacząć pisać notkę już podczas przesyłania fotki - bajer. To tyle na dziś. Idę spać.

Czekam na sobotę. Piątek będzie pracowity i nudny zarazem. Czytanie fascynującego podręcznika do historii będzie jedyną rozrywka jutrzejszego dnia.


2011.09.21 / Środa / 17:58 - Back at Emilii Plater street

Powrót do pracy po pięknym urlopie okazał się być doświadczeniem w miarę bezbolesnym. Z firmy wyrzucono kolejną osobę, konkretnie mojego imiennika - buntownika, co pokazuje, że w tej firmie nie warto się buntować. Miejsce starej Kasi, która odeszła z własnej woli do poważniejszej pracy, zajęła nowa, na oko całkiem ciekawa. Możliwe, że w sobotę przed południem spotkam się ze starą Kasią w Łazienkach, na sesji fotogracznej, na którą wybieram się wraz ze "swoją" Kasią. Stara Kasia zabierze swojego mężczyznę - narzeczonego, a "moja" Kasia zabierze swojego mężczyznę - adoratora - zakochanego mnie. Musi tylko dopisać pogoda i narzeczony Kasi. Liście o tej porze roku wyglądają najpiękniej...

Czytanie podręczników szkolnych sprawia, że czuję się jakbym był młodszy o jakieś piętnaście lat, zwłaszcza wtedy gdy czytam je przebywając wśród licealnej młodzieży, wracającej autobusem z Warszawy w godzinach popołudniowych. Czy wiedzieliście, że obecnie mamy erę zwaną kenozoikiem, którą dzielimy na dwa okresy - trzeciorzęd i czwartorzęd, z czego ten drugi trwa do dziś? Bo ja sie tego dopiero teraz dowiaduję...

Zdaje się, że po historii sięgnę po podręczniki od biologii, geografii, języka polskiego, a może nawet fizyki, chemii i ostatecznie matematyki. Nauka idzie człowiekowi o wiele łatwiej gdy nie czuje on żadnej presji i uczy się z własnej, nieprzymuszonej woli. Nadal nie wiem czy mam umysł ścisły, czy humanistyczny. Kiedyś twierdziłem, że ani taki, ani taki, lecz teraz twierdzę odwrotnie - mam i taki umysł i taki. ;) Znikam zatem i wracam do moich dziecinnych/młodzieżowych podręczników. :P


2011.09.20 / Wtorek / 21:43 - Pan Michał jadący przed siebie

Na jazdach było bardzo przyjemnie, prowadzenie nowego samochodu, Skody Fabii, jest przyjemniejsze od prowadzenia Toyoty Yaris, z którą miałem do czynienia w ciągu ostatnich dwóch lat kursu. Pan instruktor był wyrozumiały i nie zbeształ mnie za to, że kurs rozpocząłem w roku 2009 i trwa on do dziś. Jest teraz bardzo miły i sympatyczny, zwłaszcza wtedy gdy chwali mnie za to jak sobie radzę i mówi, że według niego nie powinienem mieć żadnego problemu na egzaminie, skoro po tak długiej przerwie popełniam tak mało błędów. Jak będzie na egzaminie - czas pokaże, ale dzisiaj było dobrze. Wykonałem nawet po raz pierwszy "górkę", co okazało się być dziecinnie proste, po łuku też jeździłem praktycznie bezbłędnie. Póki co mam już wpisane w grafik osiem godzin jazd, po których do egzaminu zostaną mi już tylko cztery. Czyżby egzamin w listopadzie? Bardzo chętnie.

Na zdjęciu widać mnie na tle mojego dawnego liceum. Znalezienie się w tym miejscu natchnęło mnie do kupna podręczników szkolnych, konkretnie podręczników do historii z programem dla liceum ogólnokształcącego. Pan sprzedający książki zapytał się mnie czy jestem nauczycielem, czy może kupuję książki dla kogos z rodziny, na co szczerze odpowiedziałem, że odczuwam głód wiedzy, a skoro w czasach szkolnych sie nie uczyłem, to może teraz nadeszła na to odpowiednia pora. Z jakiegoś powodu w pierwszej kolejności ciągnie mnie właśnie do historii... Prawdopodobnie po tych wszystkich wycieczkach z Kasią, po uprawianiu świadomej turystyki.

Powoli zaczyna mnie też ciągnąć do specjalisty, który będzie w stanie wyprostować moje zęby. Podobno na aparat nigdy nie jest za późno. Nie podobam sie sobie na filmikach, które ostatnio nagrałem, a przecież muszę być sobą zachwycony. Samozachwyt to moja specjalność, podobnie zresztą jak dołowanie samego siebie i niska samoocena. Wizyta u dermatologa także by mi się przydała... Pieniądze też. :D

Tymczasem kończę pisać notkę, wyłączam komputer, nastawiam sobie budzik na 3:45 i idę spać. Urlop się skończył, pora wracać do firmy, w której mamy kilku nowych pracowników.


Entre dos tierras estás
Y no dejas aire que respirar
Entre dos tierras estás
Y no dejas aire que respirar"

Heroes Del Silencio "Entre Dos Tierras"


2011.09.20 / Wtorek / 10:54 - Kasia rediscovered

Piękny urlop dobiegł końca, przez cztery dni byłem pod wpływem Kasi, a jej wpływ na mnie jest niezwykle pozytywny. Na koniec, po powrocie busem do Warszawy, Kasia zaprosiła mnie do swego domu rodzinnego, gdzie przede wszystkim miałem okazję obejrzeć jej album ze zdjęciami, który uświadomił mi, że w piękny sposób potrafi ona gromadzić wspomnienia, i że nasz wyjazd także będzie dla niej jednym z takich wspomnień. Miło jest być wspomnieniem kogoś kogo się pokochało, miło jest być częścią życia osoby, którą się tak bardzo ceni. Dobrze jest ŻYĆ prawdziwie, ale tego także trzeba się nauczyć, jak wszystkiego zresztą.

Za chwilę wyruszam na jazdy samochodem. W zeszłym roku przejeździłem tylko trzy godziny, a do końca kursu zosało mi ich jeszcze czternaście. Myslę, że w miarę szybko powinienem się z tym ogarnąć... Na ogarnięcie się nigdy nie jest za późno.

Muzycznie z tym pięknym urlopem będzie mi się kojarzyć przede wszystkim poniższy utwór, a także kilka innych... Ogólnie było dużo muzyki i o ile dobrze pamiętam, po wypiciu odpowiedniej ilości wina nawet zatańczyłem z Kasią przy utworze IAMX "President", lub wykonałem coś co przy odpowiedniej ilości wina można nazwać tańcem. ;) Wszystko jest możliwe...


"There's a fire between us
So where is your God
There's a fire between us
I can't get off the carousel
I can't get off the carousel
I can't get off the carousel
I can't get off this world"

Babylon Zoo "Spaceman"


2011.09.20 / Wtorek / 10:42 - Puławy rediscovered

Od wczoraj na temat Pałacu Czartoryskich wiem znacznie więcej niż wiedziałem dotychczas, Puławy zostały przeze mnie odkryte na nowo, poznałem je lepiej, tak samo jak lepiej poznałem i na nowo odkryłem wspaniałą dziewczynę, która towarzyszyła mi przez te trzy, lub nawet cztery dni. Po południu po raz pierwszy w życiu zjadłem hamburgera, w dodatku bardzo smacznego. "Pierwsze razy" występują u mnie w tym roku z zadziwiająco dużą częstotliwością... :)


2011.09.19 / Niedziela / 10:18 - W łóżku jest najpiękniej

W łóżku jest najpiękniej, jak powiedziała dziś Kasia, podsumowując trzydniowy pobyt w Puławach, Lublinie i Kazimierzu Dolnym.


2011.09.18 / Niedziela / 20:17 - W Kazimierzu Dolnym z Kasią

Yes! :)


2011.09.18 / Niedziela / 12:04 - Z Kasią w Między Słowami

Pod koniec wizyty w Lublinie obowiązkowa wizyta w mojej ukochanej kawiarni - Między Słowami. Po powrocie do Puław kolacja, piwo, wino, swietny angielski serial "Peep show" na dvd przywiezionym przez Kasię, a następnie reszta nocy... Spać poszliśmy przed piątą nad ranem, dzisiaj natomiast wybieramy się do Kazimierza Dolnego.


2011.09.18 / Niedziela / 12:01 - Majdanek

Kolejny obóz zagłady, który będę niezwykle miło wspominał. Piękna pogoda, piękny Lublin na horyzoncie i piękna kobieta u boku.


2011.09.18 / Niedziela / 12:00 - Kaplica Trójcy Świętej

Kaplica Trójcy Świętej w Lublinie, powstała przed rokiem 1327, piękne i ważne miejsce, które przyjemnie było wczoraj odwiedzić. Tyle razy przechodziłem obok zamku w Lublinie, tyle razy siedziałem na jego dziedzińcu, a nigdy nie zajrzałem do środka. Cóż, dopiero w tym roku poznałem coś takiego jak aktywne i swiadome zwiedzanie. Do muzeum w zamku warto było wejść nie tylko dlatego, że spotkaliśmy w nim Janusza Gajosa oglądającego obrazy. Panu Januszowi zdjęcia niestety nie zrobiłem, ale za to zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć Kasi, która w dniu wczorajszym była zdecydowanie najważniejsza.


2011.09.17 / Sobota / 22:04 - Lublin rediscovered

Lublin odkryty na nowo i w pełni.


2011.09.16 / Piątek / 15:16 - Well prepared

Puławy zapraszają, ogolony Pan Michał zaprasza, dobra siostra grzecznie usuwa się w cień, za co kiedyś kupię jej okna. Butelka z wódką już otworzona, kilka łyczków już połkniętych, terapia odstresowująca rozpoczęta... O, siostra właśnie weszła do mieszkania. Za godzinkę jedziemy!


2011.09.16 / Piątek / 12:37 - I am ready

Zrobiłem zakupy, wymyłem kuchenkę gazową, wyrzuciłem śmieci, odkurzyłem łazienkę, a za chwilę wezmę kąpiel i przez pół godziny będę sobie golił twarz. Po 16:00 wyruszam wraz z siostrą do Warszawy, by trzy godziny później powrócić do Puław z Kasią. Tym sposobem rozpoczną się trzy dni i trzy noce, będące pięknym zakończeniem mojego urlopu i zarazem spełnieniem marzeń. W sobotę Lublin, w niedzielę Kazimierz Dolny, w poniedziałek coś się wymyśli plus powrót wieczorem do naszej Warszawy. :)


2011.09.15 / Czwartek / 20:48 - O tym co kocham najbardziej

Wy tego nie wiecie, ale ja najbardziej na świecie kocham teledyski. Nie te głupie, ze wszędobylskim ostatnio niby-erotyzmem, z niby-to-zgrabnymi dziewczynami, które ruszają dupą, mając tym sposób przyciągnąć uwagę prymitywów. Ja kocham te teledyski, które coś ze sobą niosą, które są perfekcyjnie nakręcone i zmontowane, które zmieniają mój sposób postrzegania świata, które są jak sen lub jak życie po śmierci, w którym wszystko będzie możliwe.

Uwielbiam francuskiego reżysera, Michela Gondry, ale wielbię także kilku innych twórców teledysków, artystów, którzy swoją pracą wielokrotnie sprawili, że ciarki przeszły mi po plecach, a serce zaczęło bić szybciej. Lista moich ukochanych teledysków prezentuje się mniej więcej tak:


2011.09.15 / Czwartek / 16:11 - Pierwsze golenie Pana Michała

Zrobiłem dziś kolejny krok na drodze do prawdziwej męskości - kupiłem sobie w Rossmanie piankę do golenia i normalną maszynkę z trzema ostrzami, by po raz pierwszy w życiu ogolić się w taki klasyczny, męski sposób. Wcześniej używałem maszynki elektrycznej, głównie ze względu na mój nieco wydumany strach przed ostrymi przedmiotami, ale po dzisiejszym goleniu nie znalazłem na swojej twarzy żadnych krwawiących ran ciętych, uznałem więc, że klasyczne golenie nie jest tak niebezpieczne jak mi się wydawało. Sporo czasu zabrało mi zrozumienie o co w tym wszystkim chodzi, nie wiedziałem czy golić się z włosem czy pod włos, bo przecież do maszynki i do pianki nie dołącza się żadnej instrukcji obsługi. Goliłem się chyba z pół godziny, a w międzyczasie wszystko było usmarowane pianką - lustro, włosy, okulary i półka, ale w końcu stwierdziłem, że jestem gładki jak nigdy wcześniej. Tym sposobem stałem się prawdziwym mężczyzną. ;) Teraz przydałby się chyba jakiś płyn po goleniu...


2011.09.15 / Czwartek / 10:57 - Połowa urlopu za mną

Stawianie aparatu na chodniku i robienie sobie niby spontanicznych zdjęć samowyzwalaczem jest takie seksowne... ;) Zdjęcie zrobione wczoraj, dzisiaj natomiast jest dzień dzisiejszy, leżę w łóżku i nie mam żadnych poważnych planów, poza wyprawą do bankomatu i do sklepu. Nie jadę do Lublina, nie jadę do Dęblina, ale może przejdę się na cmentarz. Pogoda nadal jest ładna, ciekawe jaka będzie podczas weekendu... W ogóle ciekawe jak będzie wyglądać weekend.

W nocy obejrzałem "Salę samobójców", film całkiem oryginalny, ciekawie nakręcony, pokazujący coś nowego, aktualny i nowoczesny, zasługujący na ocenę 8/10. Jak zwykle planowałem podczas urlopu obejrzeć dziesiątki filmów, a póki co obejrzałem dwa. Tymczasem połowa urlopu już minęła...


2011.09.14 / Środa / 23:55 - Niebo nad Lublinem

Po nabyciu nowych spodni w Croppie i zajebistego podkoszulka w Esotiq, udałem się do miasta widocznego na powyższym zdjęciu, miasta, które kocham. Pięknie wygląda jesień na Czubach i na LSM, piękny jest ten wąwóz, który pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Zazdroszczę wszystkim, którzy tam mieszkają. Niby chciałbym zamieszkać w Warszawie, ale gdybym mógł wybierać, wolałbym zamieszkać w Lublinie, do którego ciągnie mnie jakaś tajemnicza siła. Gdyby tylko była tam praca... To takie spokojne, skromne miasto, nie tak zabiegane i nadęte jak Warszawa.

Zgodnie z planem spotkałem się z przyjaciółką Kasią, od pewnego czasu przepracowaną i wymęczoną obowiązkami zawodowymi. Odwiedziłem po raz drugi jej mieszkanie, zgrałem od niej muzykę, obejrzałem jej album ze zdjęciami, a następnie pojechaliśmy razem na Stare Miasto, gdzie napiliśmy się piwa w pewnej żydowskiej restauracji. Kasia lubi mówić i mówi bardzo ciekawie, więc ja głównie słuchałem, co niezwykle mi odpowiadało, bo lubię słuchać mądrych ludzi. Od czasu do czasu sam się odezwałem, a w międzyczasie zapaliłem nawet dwa papierosy, mimo tego, że już nie palę. Dzisiaj minęły dokładnie trzy miesiące od czasu naszego pierwszego spotkania. Cieszę się, że przyjaźń między mężczyzną i kobietą jest jednak możliwa, wbrew temu co niektórzy głoszą.


2011.09.14 / Środa / 10:31 - I'm waiting for you

Wino czeka, ja czekam, Puławy czekają. Siostra wyjeżdża na przymusowy/spontaniczny urlop.

Rano zamówiłem bilety na krakowski koncert IAMX. Bilety są dwa, choć ja jestem jeden. Wkrótce przyjdą pocztą.

Tymczasem dzisiaj po południu jadę do Lublina, do koleżanki/przyjaciółki, od której zgram sobie muzykę w postaci plików mp3.


"I am weak
But I am strong
I can use my tears to
Bring you home

I'm waiting
I'm waiting for you"

Garbage "Milk"


2011.09.13 / Wtorek / 16:03 - Pomnik spóźnionej młodości

Czas płynie, życie mija, ja się starzeję i dorastam, ale do Dęblina wpadać będę już chyba zawsze. Niby nic się tam nie zmienia, ten charakterystyczny murek, znany mi dobrze z bardzo lubianego przez mnie zdjęcia, nadal jest tak samo pochylony, wszystko jest cały czas na swoim miejscu, ale zmieniło się samo osiedle, bloki obłożono styropianem i odmalowano, wybudowano kilka nowych, zlikwidowano trzepak przy przystanku, także znany mi ze zdjęć. Pałac w parku jest remontowany już od wiosny. Dęblin się cywilizuje, choć ja wolałbym, by pozostał na zawsze taki jakim go pokochałem trzy lata temu. By pozostał pomnikiem mojej spóźnionej młodości.

W ogóle chciałbym, żeby wszystko było cały czas takie samo... Jedyną zaletą mijającego czasu jest to, że poznaję coraz więcej dobrej muzyki. W tym roku zdecydowanie przestawiłem się ze śpiewających kobiet na śpiewających mężczyzn, głównie za sprawą znajomości z dwiema Kasiami, które mają dosyć zbliżony gust muzyczny. Tym sposobem poznałem i pokochałem takie zespoły jak IAMX, Editors, Muse, Morrissay, The Smiths czy Placebo. To są moje tegoroczne miłości muzyczne, każdy rok przynosi nowe. Jedynie Comy i Roguckiego nigdy nie zacznę słuchać, choć nie jest wykluczone, że w tym roku wybiorę się na koncert Comy do Stodoły... Towarzysko.

Moją miłością muzyczną numer jeden nadal jest Sonic Youth i to się pewnie już nigdy nie zmieni.


"Hot wire my heart
Hot wire my heart
Hot wire my heart
Like this!"

Sonic Youth "Hot wire my heart"


2011.09.13 / Wtorek / 14:30 - So beautiful

Piękniej niż w Lublinie, piękniej niż na Ursynowie, piękniej niż w Paryżu, Barcelonie i Wiedniu. Osiedle Lotnisko w Dęblinie! ;) :P


2011.09.13 / Wtorek / 14:25 - Niebo nad Dęblinem

Pogoda wcale się nie popsuła, nadal jest piękna i słoneczna, dzięki czemu wsiadłem dziś na rower i pojechałem na kilkugodzinną wycieczkę. Dotarłem w miejsce, które najbardziej lubię odwiedzać właśnie we wrześniu, w miejsce, w którym siadam sobie na ławce i wspominam, choć wcale nie żyję już wspomnieniami... Odwiedzenie parku w Dęblinie w tym roku też było piękne. Szkoda tylko, że już nie mogę palić, choć może to i lepiej.

Czekam na weekend, czekam na przyjazd ukochanej. Czekając zapisałem się na sześć godzin jazd na kursie prawa jazdy. Znowu ruszam do przodu, obym tym razem się nie zatrzymał.


2011.09.11 / Niedziela / 19:21 - Lublin zaliczony

Lublin zaliczony, frytki w Starej Drukarni zjedzone, piwo wypite, tiramisu i kawa w Między Słowami, także. Podobno pogoda ma się popsuć... Jak widać na powyższym zdjęciu, mój plan przybrania na wadze się powiódł. Tłuścioszek się ze mnie zrobił. So hot! ;)


2011.09.11 / Niedziela / 11:41 - Początek wrześniowego urlopu

Jak przyjemnie. Pełen relaks, zero obowiązków i wyjazd z siostrą do Kazimierza Dolnego lub Lublina. Zaraz podejmiemy decyzję, które miasto wybrać, ale tak czy inaczej będzie pięknie, bo nie ma niczego piękniejszego niż początek urlopu. :) Pogoda dzisiaj także dopisała.

Jestem wolny, jestem wolny, jestem wolny!


"Every little piece in your life
Will add up to one
Every little piece in your life
Will it mean something to someone?"

Editors "The weight of the world"


2011.09.10 / Sobota / 03:42 - Ostatni dyżur świata

Doczekałem szczęśliwie ostatniego dyżuru przed urlopem i za kilka godzin będę już w busie wiozącym mnie do Puław. Od poprzedniego urlopu minęły ponad dwa miesiące i czuję się już wyczerpany pracą, potrzebuję tygodniowego wypoczynku, potrzebuję spokoju, relaksu i normalności.

Kiedyś można było wypoczywać na nocnych dyżurach, ale od pewnego czasu ruch w nocy jest już na tyle duży, że o wypoczynku nie ma mowy. Poczytałbym sobie książkę "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafona, ale nie mogę, bo klienci napierdalają smsy jak nakręceni, zwabieni reklamami w telewizji. Oczywiście na napisanie kolejnej notki zawsze znajdę czas i klienci będą musieli przez to troszkę poczekać, bo są przecież mniej ważni od mojego bloga. Co prawda słyszałem, że od października mamy już nie mieć w firmie swobodnego dostępu do Internetu, ale w sumie niewiele mnie to obchodzi, niewielka to dla mnie różnica... Bloga będę pisał w domu. Dzisiejszy dyżur nocny jest ostatnim trwającym dwanaście godzin, gdyż od teraz będziemy mieć zaledwie jedenastogodzinne dyżury, jak w poprzedniej firmie.

Dobry humor, który wczoraj miałem, gdzieś prysł. Jedna informacja sprawiła, że w miejscu radości pojawiły się obawy, ale możliwe, że w Puławach humor znowu mi się poprawi, zwłaszcza podczas przyszłego weekendu. Piękne byłoby moje życie, gdybym nie miał serca i gdybym niczym się nie przejmował, lub gdybym był tak zajebistym mężczyzną, że żadna kobieta nie chciałaby mnie zamienić na lepszy model. Poprzedni urlop z powodu uczuć, z powodu nieszczęśliwego zakochania, był dosyć koszmarny, ale mam nadzieję, że ten okaże się dużo lepszy. Choć w sumie teraz też jestem nieszczęśliwie zakochany...


"Cause it breaks my heart
That we live this way"

IAMX "Spit it out"


2011.09.08 / Czwartek / 22:38 - Kwiecie mój

Kwiaty, róże, symbole miłości. Wręczyłem drugi bukiet w swoim życiu, nieco skromny, ponieważ z powodu braku wypłaty nie było mnie stać na lepszy.

Autorce powyższego zdjęcia dziękuję za zgodę na zamieszczenie go na moim blogu. :) Niech na zawsze pozostanie pamiątką tego co obecnie czuję.


2011.09.08 / Czwartek / 21:11 - Randka na stacji benzynowej

Przed całonocnym dyżurem, na którym właśnie siedzę, wybrałem się na Ursynów, by na własne oczy zobaczyć firmę, w której pracuje wybranka mego serca. Miejsce okazało się być bardzo przyjemne, tak samo zresztą jak przyjemne jest całe Ursynów, na którym kiedyś zamieszkam. Razem poszliśmy na pobliską stację benzynową, na której odbyła się nasza dzisiejsza randka - ostatnia przed czterema dniami i trzema nocami, które za tydzień spędzimy razem w Puławach, Lublinie i Kazimierzu Dolnym. W drodze do metra znalazłem kasztanka, który dołączając do trzech kasztanków z trzech poprzednich lat, będzie stanowił symbol mijającego roku - roku mojego wydoroślenia. Wydoroślałem tak bardzo, że już nawet nie chce mi się pisać bloga. To takie dziecinne zajęcie... Tylko dzieci i psychopaci prowadzą blogi.

Dziwne, zacząłem lubić siebie w wersji bez brody...


2011.09.07 / Środa / 09:35 - Poranne korki

Na zdjęciu tego nie widać, ale te samochody jadą z prędkością pięciu kilometrów na godzinę, można je wyminąć idąc pieszo po chodniku. Ja póki co wszelkie korki omijam swoim czerwonym rowerem, ale zbliża się koniec sezonu rowerowego i wkrótce znowu będę jeździł autobusem. Przydałaby się tutaj dwupasmowa jezdnia, ale z niewiadomych przyczyn jej nie ma. Tymczasem z każdym rokiem przybywa mieszkańców w gminie Izabelin, tak samo jak przybywa mieszkańców nowych bloków na Bielanach. Czy naprawdę każdy z tych ludzi musi sadzać swoją dupę we własnym samochodzie? Chwała wszystkim, którzy nie posiadają samochodu! :P

Cóż, przynajmniej mam dużo czasu na czytanie książek, a ponieważ wsiadam do autobusu na pierwszym przystanku, na pętli, to zawsze mam miejsce siedzące. :)

Za chwilę zakończy się moja aukcja, na której sprzedaję uszkodzone słuchawki Koss Porta Pro. Nie sądziłem, że można je sprzedać za ponad 46 złotych. Wcześniej jedną zepsutą parę wyrzuciłem do śmieci, a drugą dałem za darmo Kasi z pracy... Kasi, którą wczoraj widziałem po raz ostatni w życiu. Kasi, która zapoczątkowała moją tegoroczną Kasiomanię. ;)

Kończę notkę i zabieram się za pracę, gdyż ruch znowu mamy dzisiaj ekstremalny...


2011.09.06 / Wtorek / 19:29 - Wróżka bez przyszłości

Humor mi się poprawił, gdyż dostałem 180 złotych premii, dosłownie za:

- super dyspozycyjność
- rzetelne wykonywanie obowiązków
- brak spóźnień
- profilowanie klientów

Czuję się taki doceniony...

Jedni pracownicy odchodzą, a w ich miejsce przychodzą nowi, a raczej starzy pracownicy z poprzedniej firmy, także Ci, za którymi nie przepadałem. Niebawem będę się tu czuł zupełnie tak jak tam... Tyle, że warunki tu nadal są lepsze, zdecydowanie lepsze. Jak tak dalej pójdzie to będzie mnie stać na wynajęcie pięknego mieszkanka na Ursynowie. Kawalerki tylko dla mnie! :P Muszę tylko pracować siedem dni w tygodniu.

Wpadłem też na pomysł, by wpłacać co miesiąc 1000 złotych na lokatę w banku, ale w takim przypadku musiałbym całkowicie zrezygnować z mieszkania w Warszawie i z prawdziwej samodzielności. Którą drogą pójść? Może zapytam wróżki.


2011.09.06 / Wtorek / 18:24 - Ex-wróżka

Śpieszmy się fotografować współpracowników, tak szybko odchodzą do innych firm...


2011.09.06 / Wtorek / 16:30 - Ur-pierdolony-lop

Oby do soboty... Oby do początu jedenastodniowego urlopu...

Z początkiem przyszłego tygodnia dwóch operatorów z naszej firmy zostanie zwolnionych. Kiedy firma pozbędzie się mnie? Mam to w du-pie.

I czemu ten panel tak muuuuli od kilku dni? Jak tu pracować w takich warunkach? I gdzie są umowy do cholery? I czajnik? I ubezpieczenie?


2011.09.05 / Poniedziałek / 17:42 - Or maybe just happy

Ostatnio zamieszczałem tutaj same dobre zdjęcia, nadeszła więc pora na głupie, z moją przestraszoną miną, zrobione w miejscu, w którym zostawiam rower, czyli na minus drugim poziomie garażu apartamentowca przy ulicy Emilii Plater. Kiedyś przypiąłem rower do windy na samochody zamiast do nieruchomej barierki, po czym wyjechałem sobie do Wrocławia na dwa dni. Dzisiaj natomiast zostawiłem na rowerze portfel i poszedłem sobie do biura... Na szczęście przypomniałem sobie o nim po pięciu minutach i jeszcze zdołałem go uratować. Co prawda portfel jest niemal zupełnie pusty, bo wciąż czekamy na wypłatę za sierpień, ale jednak nie byłoby przyjemnie, gdyby ktoś go sobie przywłaszczył.

We wrześniu w pracy mam same denerwujące dyżury, ruch jest bardzo duży, a średnia bardzo mała, zresztą wszyscy współpracownicy są zdenerwowani. Ja nie przejmuję się tym zbytnio tylko dlatego, że czekam już na urlop, do którego zostało pięć dyżurów, licząc z dzisiejszym. Tak czy inaczej wrzesień uznaję już za miesiąc stracony pod względem zawodowym i finansowym, dopiero październik będzie zajebisty i dochodowy, dopiero w październiku będę się starał i pracował po sześć dni w tygodniu.

Po urlopie wracam na kurs prawa jazdy, który na pewno uda mi się zakończyć w tym roku. W drugiej połowie września zostawiam rower w garażu i do pracy dojeżdżam już tylko komunikacją miejską. Wszystko byłoby fajnie gdyby ceny biletów nie były tak koszmarnie wysokie. 156 złotych za bilet miesięczny, i ponad 370 za kwartalny... Ja pierdolę! Nic nie denerwuje mnie bardziej niż to.

Przyjaciółce Numer Jeden, czyli Owcy, dziękuję za to, że dzisiaj honorowo zwróciła mi pieniądze za bilet na koncert Grinderman, który wygrałem w zakładzie. Respect.


"Because the world is round it turns me on
Because the world is round...aaaaaahhhhhh

Because the wind is high it blows my mind
Because the wind is high......aaaaaaaahhhh

Love is all, love is new
Love is all, love is you"

The Beatles "Because"


2011.09.04 / Niedziela / 06:36 - Randka pachnąca Yves Rocher

Po zakończeniu pierwszej części randki - żydowskiej, rozpoczęliśmy drugą - polską. Poszliśmy do tradycyjnej polskiej restaruacji znajdującej się przy skorzyżowaniu Marszałkowskiej ze Świętokrzyską, czyli do Mc Donalda, w którym po raz pierwszy spróbowałem Cheeseburgera. Cheeseburgery są równie smaczne jak hamburgery i chętnie będę się nimi opychał częściej, choćby w ramach tuczenia się, które jednak nie za bardzo mi wychodzi. Po wizycie w kilku sklepach z ubraniami, w których Kasia przymierzyła kilka par spodni zajebiście podkreślających jej zajebistą figurę, poszliśmy do mojego ukochanego kina Atlantic, na "Midnight in Paris", najnowszy film żydowskiego reżysera Woody'ego Allena, bardzo przeze mnie cenionego. Pierwszy raz od dwóch lat byłem w kinie i dopiero po raz drugi z dziewczyną, więc muszę to odnotować. Sam film zdecydowanie przypadł mi do gustu, wystawiłem mu ocenę 7/10, mimo jego prostoty i przewidywalności. Sympatyczny, mądry, zabawny, w sam raz na randkę z inteligentną dziewczyną, choć na pewno nie tak dobry jak mój ulubiony film Allena - "Vicky Christina Barcelona".

Po skończonym seansie udaliśmy się na Stare Miasto, do fajnego pubu Leżaki, w którym wypiliśmy piwo, i w którym opisywałem Kasi swoje piękne plany na przyszłość, związane z wynajęciem pokoju w Warszawie, a także wyjaśniałem jej czemu do siebie nie pasujemy, mówiąc zarazem, że jestem w niej zakochany. Jednym słowem - bełkot. ;) Niemniej cały czas to wczoraj czułem - Kasia jest tą właściwą dziewczyną i czułbym się okropnie gdyby znikła z mojego życia, przyzwyczaiłem się do tego, że jest jego częścią... Dobrze, że będzie ze mną w Puławach za dwa tygodnie, spełniając w ten sposób moje marzenie.

Ze Starego Miasta przeszliśmy do stacji Metro Ratusz i na koniec, o północy, zgodnie z bardzo przeze mnie lubianą tradycją, odprowadziłem Kasię przez bardzo przeze mnie lubiane Ursynów, do jej bardzo przeze mnie lubianego domu. Podczas powrotu przez Ursynów zrozumiałem, że pragnę właśnie na tej dzielnicy wynająć sobie pokój, że właśnie tę dzielnicę z jakichś dziwnych powodów od zawsze kocham, od chwili gdy pierwszy raz stanęła na niej moja stopa w roku 1996, podczas pamiętnych wagarów. Jeszcze tylko kilka dni, tygodni lub miesięcy i będę tam pomieszkiwał. Właśnie wczoraj poczułem, że bardzo tego chcę - sam dla siebie. Chcę się stać prawdziwym warszawiakiem. :) Może zdjęcie Warszawy na moim avatarze stanowi symbol zmian jakie nastąpią w tym roku w moim życiu?

Noc spędziłem w pracy, przez pięć godzin śpiąc na bardzo niewygodnej karimacie, marznąć i przekręcając się z boku na bok. Tragedia, ale warto było pocierpieć dla tak przyjemnego wieczoru jak wczorajszy. Kolejne spotkanie z Kasią, tym razem króciutkie, już w czwartek, gdy pierwszy raz zobaczę jej miejsce pracy. Tymczasem zabieram się za swoją pracę...


2011.09.04 / Niedziela / 06:28 - Z Janem Jagielskim po Warszawie

Podczas spaceru przeszliśmy pieszo jakieś cztery kilometry, kręcąc się po uliczkach znajdujących się blisko mojej poprzedniej firmy, a więc także blisko miejsca, w którym w dzieciństwie mieszkał mój Tata. Spacer zakończył się pod pomnikiem Janusza Korczaka, stojącym pod Pałacem Kultury, a my z Kasią udaliśmy się jeszcze na ulicę Próżną, ostatni skrawek dawnej żydowskiej Warszawy, który ostatnio w szybkim tempie niszczeje. Ogólnie spacer śladami masona, w towarzystwie ludzi o zdecydowanie żydowskim pochodzeniu, wpłynął na mnie bardzo pozytywnie i czuję, że już za kilka lat spełni się moje marzenie i sam zostanę Żydem, lub przynajmniej masonem. ;)


2011.09.04 / Niedziela / 06:25 - Śladami Janusza Korczaka

Wczoraj o godzinie 13:30 spotkałem się na Placu Trzech Krzyży z Kasią z Lublina, aktualnie przefarbowaną i przystrzyżoną, ale nadal bardzo atrakcyjną, od kilku dni zatrudnioną na poważnym stanowisku w pewnej lubelskiej szkole. Udaliśmy się razem do bardzo lubianej przeze mnie Harendy, gdzie wypiliśmy po piwie i napełniliśmy swoje żołądki jedzeniem. Frytki w Harendzie są smaczne i jest ich dużo, a nawet bardzo dużo, zdecydowanie za dużo jak na mały żołądek Pana Michała, dlatego Kasia musiała mi trochę pomóc. Po dwóch godzinach przyjacielskie spotkanie zakończyło się w samym centrum Polski, czyli przy Rondzie Dmowskiego.

Trzy minuty później rozpoczęła się właściwa randka, z właściwą Kasią z Ursynowa, która czekała na mnie tuż obok. Zgodnie z planem wybraliśmy się na "Spacer śladami Janusza Korczaka", który był częścią programu trwającego od tygodnia Festiwalu Kultury Żydowskiej "Warszawa Singera". Spacer rozpoczął się przy ulicy Jaktorowskiej, pod sierocińcem, w którym Korczak pracował, i w którym mieszkał na poddaszu. Przewodnikiem podczas spaceru, na który przybyło kilkadziesiąt osób, był Jan Jagielski - autor publikacji na temat śladów historycznej obecności Żydów w Polsce - jak mówi o nim Wikipedia będąca podstawowym źródłem mojej wiedzy o wszystkich i wszystkim. Jan Jagielski to człowiek bardzo pozytywny i zabawny, dzięki czemu spacer był zdecydowanie interesujący, choć miejscami także nieco chaotyczny. Najbardziej podobało mi się odczytanie podania o pracę w sierocińcu napisane przez Janusza Korczaka. Myślę, żę gdybym kiedykolwiek pisał podanie o pracę, stworzyłbym coś podobnego. ;)

Na zdjęciu widzimy spacerowiczów idących ulicą Chłodną, nad którą znajdowała się kładka łącząca Małe i Duże Getto. Piękny, słoneczny dzień.


2011.09.03 / Sobota / 06:30 - Sobota z Kasiami

Po czterech godzinach snu ponownie zjawiłem się w pracy, by odeprzeć zmasowany atak klientów zwabionych naszym porannym programem ezoterycznym z wróżbitą Serafinem w roli głównej. Dzisiaj na przykład tych klientów było aż... Dwóch. :) Jedna kobieta i jeden mężczyzna. Cóż, nie da się ukryć, że program okazał się klapą i zapewne dlatego w przyszłym tygodniu nikt już nie będzie musiał przychodzić do pracy na szóstą rano. Nie będę musiał chodzić spać o 20:00 i wstawać o 2:45 - słodko.

Siedzę więc sobie w biurze z Kasią, która od kilku dni uczy się haftować i całkiem dobrze jej to idzie. Po pracy udaję się pod Pałac Kultury, by pójść na piwo z Kasią z Lublina, która od wczoraj gości w Warszawie. Po przyjacielskim spotkaniu z Kasią z Lublina wybieram się na żydowską randkę z Kasią z Ursynowa, której nie widziałem już tydzień. Nie wiem jak przetrwałem tak długą rozłąkę. ;) Chciałem zapoznać ze sobą dwie Kasie, spotkać się w trójkę, ale niestety żadna z nich nie była tym zainteresowana...

Po randce nie będzie mi się już opłacało wracać do domu, bo jutro ponownie muszę być w pracy o 6:00 rano, dlatego dzisiejszą noc spędzę w firmie, na karimacie, którą tu sobie przywiozłem. Nie mam jeszcze pokoju w Warszawie, ale już niebawem, już wkrótce, we wrześniu, jesienią, zimą lub na wiosnę... ;) Póki co przeglądam sobie oferty na Gumtree. Jeśli ktoś chce ze mną wynająć mieszkanie to zapraszam - będzie przyjemniej. :)

Tak w ogóle to już teraz zapraszam wszystkich czytelników i wszystkie czytelniczki tego fotobloga na moje trzydzieste urodziny, które odbędą się już 29 czerwca 2012 roku. Wynajmiemy sobie jakieś fajne miejsce, wypijemy szampana i nie tylko, wręczycie mi prezenty, a na koniec zrobimy sobie zdjęcie grupowe, które tu zamieszczę. Kto się na to pisze? :P To poważna propozycja. Przecież widać na zdjęciu, że jestem poważnym człowiekiem. :)


"Sally was a fifteen year old girl from Nebraska
Gypsies were passing through her little town
They dropped something on the road , she picked it up...
And cultural revolution right away begun!
Oh no! Cultural revolution just begun!
Oh no! Cultural revolution just begun!"

Gogol Bordello "Sally"


2011.09.02 / Piątek / 10:24 - Samodzielność wielce pożadana

Został już tylko tydzień do początku mojego urlopu, bo jak się dzisiaj dowiedziałem, rozpocznie się on już dziesiątego września, w sobotni poranek. Nie wiem jeszcze czy od razu udam się do Puław, czy jednak pozostanę tutaj na dłużej, skłaniam się raczej ku temu drugiemu rozwiązaniu, bo przecież w Puławach i tak będę siedział cały tydzień, wypoczywając, zbierając siły, nie zarabiając pieniędzy.

Po wczorajszej rozmowie na temat mojej niedojrzałości poczułem, że nie jestem jeszcze prawdziwym mężczyzną i wcale nie jestem dorosły, mimo tego, że mam prawie trzydzieści lat. Zresztą wiem to od dawna, choć w sumie nie za bardzo się tym przejmuję. Niektóre dziewczyny wzbudzały we mnie spontaniczne pragnienie porzucenia domu rodzinnego i samodzielnego zamieszkania, ale dziewczyny te szybko znikały z mojego życia, a wraz z nimi znikał mój zapał. Obecnie jednak sytuacja wygląda nieco inaczej... Obecna dziewczyna nie znika. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Obiecałem więc sobie, że wynajmę pokój w Warszawie i całkiem możliwe, że zabiorę się za to jeszcze we wrześniu, zależnie od stanu moich finansów. Chcę ruszyć z miejsca, nie dla kogoś, lecz dla siebie samego. Po powrocie z urlopu zawsze odczuwam chęć działania, na przykład po urlopie w roku 2009 zwolniłem się z pracy, a przecież ten wrześniowy urlop ma być wyjątkowo piękny.