2011.10.31 / Poniedziałek / 15:19 - Happiest days of our lives

To był najpiękniejszy, najbardziej kolorowy dzień tej jesieni. 30 października 2011, trwający godzinę dłużej od wszystkich pozostałych dni w roku.

Dzisiejszy dzień jest natomiast zupełnie szary i nieciekawy. Siedzę w zimnym domu przy komputerze i czytam archiwalne rozmowy gadu-gadu, a wyjaśnić muszę, że moje archiwum jest bardzo, bardzo obszerne i obejmuje okres od mojej pierwszej rozmowy na gg, przeprowadzonej wiosną roku 2008. Czytając te rozmowy uświadamiam sobie jak bardzo byłem wtedy inny, jak bardzo byłem niedojrzały, dziecinny i totalnie dziwny. Teraz nie lubię siebie z tamtych czasów. Zmieniłem się dzięki Oli, Dorocie, Ewie, Jackowi i kilku innym, bliskim osobom... Także dzięki samemu sobie. W roku 2011 najbardziej zmieniłem się dzięki swojej Kasi i jestem z tej zmiany bardzo zadowolony. Możliwe, że zmiany tej nie widać, ale ja czuję ją w sobie i to jest najważniejsze...

Przeczytałem też rozmowę z roku 2009, podczas której po raz pierwszy w życiu zrozumiałem, że mój problem z brakiem dorosłości jest poważniejszy niż mogłoby mi się wydawać. Ola ostro mnie wtedy zjechała, otwierając dzięki temu moje oczy, dała mi też wtedy kilka dobrych rad, nakłaniała mnie do tego, bym wyprowadził się od rodziców i usamodzielnił, bo ciężko mi będzie znaleźć w przyszłości dziewczynę, jeśli tego nie zrobię. Twierdziła, że powinienem zacząć żyć dla samego siebie, zamiast czekać na dziewczynę, dla której będę żył. Minęły prawie trzy lata, a moja sytuacja życiowa niewiele się zmieniła i chyba powinienem to uznać za tragedię, której przyczyną jest moja własna głupota. Ale głupota z wiekiem przemija, prawda? Maleje, zanika, aż w końcu nie ma po niej śladu...

Przeczytałem swoje pierwsze rozmowy z Kasią, sprzed roku i stwierdziłem, że bardzo mi się one podobają... Pisałem wtedy, że kiedyś poznamy się na żywo, umówimy na randkę, porozmawiamy, wypijemy piwo, że Kasia założy tę spódnicę, którą pokazała mi na zdjęciu zrobionym specjalnie dla mnie, i że na naszej randce będę ją mógł fotografować swoim aparatem lub jej lustrzanką. W tym roku doszło do tego wszystkiego, o czym wtedy pisałem, wszystko się spełniło, ponad dziewięć miesięcy później i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Uwielbiam to wszystko, gdy ludzie się poznają przez Internet, początkowo widzą się tylko na zdjęciach, z opowieści dowiadują się jak wygląda ich życie, a późnie mają okazję połączyć swoje dwa życia w rzeczywistości, zbliżają do siebie i zaczynają być dla siebie kimś ważnym. Spędzają razem coraz więcej czasu, dają sobie wzajemnie to co dobre... Dają samych siebie.

Jedno jest pewne. Samotne życie to nie życie. Niebawem minął cztery lata od czasu, w którym się otworzyłem i zacząłem poznawać prawdziwy smak życia.

Dzisiaj jednak jestem dosyć przygnębiony, dlatego zaraz wsiądę na rower i pojadę do sklepu po piwo... Jutro może nawet pojadę na grób wujka...


2011.10.31 / Poniedziałek / 13:07 - Kraków rediscovered

Dzisiaj o godzinie 4:40 nad ranem powróciłem z Krakowa. Pociąg powrotny opóźnił się tylko o jedną godzinę, dzięki czemu w Warszawie byliśmy już piętnaście minut po północy... Do domu wróciłem jednak dopiero o 4:40, gdyż najpierw odwiozłem swą ukochaną kobietę na Ursynów, a później jechałem jeszcze dwoma nocnymi autobusami i szedłem pieszo dziesięć kilometrów od granicy Warszawy do domu, słuchając muzyki i wspominając minione dwa dni i jedną noc. Pozostały piękne wspomnienia, marzenia się spełniły, wyjazd okazał się być tak przyjemny jak poprzedni, choć perwszy dzień był dosyć pochmurny i nie wszystko szło zgodnie z planem. Na przykład nie zdążyliśmy na Wawel, dostaliśmy mniejszy, gorszy pokój w hotelu, który dodatkowo trzeba było samodzielnie przemeblować, łącząc dwa łóżka w jedno, koncert IAMX opóźnił się niemal o półtorej godziny i na koniec byliśmy totalnie padnięci. Drugi dzień był już jednak słoneczny, kolorowy i urozmaicony wizytą w bardzo atrakcyjnym miejscu jakim jest Kopalnia Soli w Wieliczce. Ogólnie jestem bardzo zadowolony lub nawet niezwykle szczęśliwy, przede wszystkim dlatego, że znowu byłem w tym tak lubianym przeze siebie mieście z kobietą, którą tak bardzo... Kocham.

Zapamiętam wszystkie te wspólnie spędzone chwile na zawsze i będą to jedne z najcenniejszych wspomnień mojego życia.


"I...
Take the plan, spin it sideways.
I...
Fall.
Without you, I'm Nothing.
Without you, I'm nothing.
Without you, I'm nothing.
Take the plan, spin it sideways.
Without you, I'm nothing at all."

Placebo "Without you I'm nothing"


2011.10.28 / Piątek / 21:43 - To już jutro

Trzeci wyjazd na koncert w tym roku, trzecia podróż pociągiem, trzecia noc w hotelu... Już jutro. Po raz drugi Kraków. Po raz drugi z Kasią.


2011.10.28 / Piątek / 09:04 - Fat cat

Kotek Tymotek prosił mnie, żebym częściej prezentował jego zdjęcia na swoim fotoblogu... Nie ma sprawy. Jest prawie tak fotogeniczny jak ja. ;)


2011.10.28 / Piątek / 08:35 - Niezintegrowany

Końcówkę października mamy całkiem ciepłą, zazwyczaj słoneczną i cały czas kolorową...

Wczoraj odbyło się drugie spotkanie integracyjne, ze znacznie większą liczbą ludzi z naszej firmy. Niestety ja byłem tak zmęczony po tym sprzed dwóch dni, że nie miałem już siły iść na wczorajsze. Poszedł na nie tylko mój aparat fotograficzny i mam nadzieję, że tym razem nikt nie zalał go piwem, mimo tego, że na imprezie obecny był Sebastian - destruktor aparatów fotograficznych. ;)

Za niecałą godzinę wychodzę z domu i udaję się na ostatni październikowy dyżur. Miałem w październiku zarobić dużo pieniędzy, ale zarobię zdecydowanie niewiele, ze względu na niskie średnie i dużą ilość wolnych dni. Sytuację poprawić mogą jedynie premie. ;)

Ostatnie trzy dni października mam wolne, tak samo jak pierwszy dzień listopada. Z tego powodu zastanawiam się czy w niedzielę nie jechać prosto z Krakowa do Puław, gdzie zgromadzi się cała moja rodzina poza Tatą. Zapewne jednak nie zrealizuję tego pomysłu i w niedzielę wieczorem przyjadę z Kasią do Warszawy, by przez kolejne dwa dni móc uczyć się teorii na egzamin z prawa jazdy, do którego zostały już tylko dwa tygodnie.

Gdzie spędzę tegorocznego Sylwestra? Przez trzy poprzednie lata wybór był prosty - Nowy Rok zawsze witałem w pracy, czerpiąc z tego korzyści finansowe. Nie wiem jeszcze ile nasza firma będzie płacić za Sylwestra, nie wiem też czy w grudniu nadal będę w "związku", w którym, zdaje się, jestem teraz, ale jeśli tak, to mógłbym wreszcie spędzić Sylwestra poza firmą, wymiotując w jakimś ciekawszym miejscu... ;)

Do Sylwestra jeszcze daleko, podobnie jak do świąt... Blisko natomiast do koncertu IAMX, Wawelu, Wieliczki i integracji z Kasią.


2011.10.27 / Czwartek / 00:27 - Zintegrowany

Ostatecznie na Ursynów nie dojechałem, pokręciłem się tylko po Powiślu pijąc wódkę, co było lepsze niż Google Streets i po dwóch godzinach powróciłem do firmy, by wybrać się wraz z trzyosobową grupą na imprezę integracyjną. Fakt, nie było nas dużo, ale na miejscu dołączył do nas jeszcze Jacek, pierwszy pracownik naszej firmy, obecnie działający w zupełnie innej branży. Jutro wyjście integracyjne będzie miała druga część pracowników.

Po raz pierwszy w życiu grałem w bilard i po raz pierwszy w życiu dowiedziałem się jak to jest, gdy wypije się za dużo alkoholu i zaczyna się z tego rzygać. Na szczęście nie rzygałem na środku klubu, na stół bilardowy, tylko w całkiem klimatycznej i przytulnej ubikacji. Będę miał z tego miejsca piękne wspomnienia... Breaking newsem było też to, że udało mi się wylać całe piwo na stolik i wykładzinę... Najwidoczniej nie można mnie puszczać między ludzi, moje miejsce jest w puszczy. ;)

W każdym razie było bardzo przyjemnie i nie żałuję, że poszedłem się integrować. Troszkę szkoda, że nie było ze mną mojej Kasi, ale... Za trzy dni jedziemy do Krakowa i to jest najważniejsze. Tym razem wódki ze sobą nie wezmę.


2011.10.27 / Czwartek / 00:19 - Palacze

Jeszcze jedno zdjęcie przedstawiające szanownych pracowników naszej firmy podczas przerwy na papieroska. Warto upamiętnić ludzi, którzy ze mną obecnie pracują, gdyż są to ludzie zdecydowanie zacni. Na pierwszym planie Ania, na drugim Zapałka, na trzecim Alex. Ja oczywiście nie palę, choć akurat dzisiaj niechcący wypaliłem dwa, trzy, czy cztery papieroski... Więcej nie będę.


2011.10.26 / Środa / 13:23 - Klasa panująca

Nie ma to jak relaks z papieroskiem przy dźwięku młotów pneumatycznych...

Po pracy jadę na Ursynów, by udać się z Kasią do kawiarni. Może nawet po tej mini-randce będzie mi się chciało iść na firmową, tak zwaną integrację? Choć już teraz mi się nie chce...

Kolega widoczny na zdjęciu pracuje w branży smsowej już osiem lat, czyli jest lepszy ode mnie o całe trzy lata. Respect.


2011.10.26 / Środa / 05:10 - Zimne poranki

Nie ma to jak zimny prysznic o godzinie 4:30 rano, w zimnym domu, w samym sercu puszczy... :/

Wczoraj rano księżyc wyglądał ślicznie, ale na powyższym zdjęciu nie udało mi się uchwycić jego urody...


2011.10.25 / Wtorek / 17:59 - Google streets

W pracy mamy od kilku dni podejrzanie mały ruch, a ja w tym miesiącu mam podejrzanie niską średnią, na wszystkich serwisach poza erotyką. W sumie jestem teraz najgorszym pracownikiem, znalazłem się na trzech czarnych listach i chyba nawet wstydzę się tego, że osiągam tak marne wyniki, ale jakoś nie mam pomysłu i zdolności na to, by je poprawić. Najwidoczniej jestem już wypalony, zużyty, wypluty... Przydałby mi się urlop. ;)

Najgorsi pracownicy nie mają pełnego dostępu do Internetu, ale na szczęście mają dostęp do Google, a więc także do Google Streets, dzięki któremu mogę zwiedzać cały świat, w przerwie między jednym smsem a drugim. Dzisiaj najbardziej podobało mi się w słonecznym Sydney, a namniej w brzydkim, brudnym i zimnym Oslo. Okolice tej wsi, którą widać na ekranie monitora, na powyższym zdjęciu, także mi się spodobały i chętnie pojeździłbym tam na rowerze. Swoją drogą zabawne, że w takiej Wielkiej Brytanii samochody Google Streets ze specjalnymi aparatami fotograficznymi zamontowanymi na dachu zjeździły już nawet niewielkie wsie, a w Polsce jeszcze nawet Warszawy nie możemy w ten sposób oglądać. Podobno ma być gotowa na wiosnę i czekam na ten moment niecierpliwie, gdyż moim zdaniem Google Streets jest najfajniejszą rzeczą jaką można znaleźć w Internecie (obok pornografii i mojego fotobloga oczywście). Zdziwiłem się dzisiaj, że w naszej firmie większość ludzi w ogóle nie miała pojęcia o istnieniu czegoś tak zajebistego jak Google Streets.

Ach, jakby się chciało zwiedzić te wszystkie miasta i wsie w rzeczywistości... Ludzkie życie jest na to niestety za krótkie, ale tu i tam można się wybrać. Ostatnio mam na to wielką ochotę, w przyszłym roku wybieram się za granicę i nic mnie przed tym nie powstrzyma (poza brakiem pieniędzy). Póki co, dzisiaj za pieniądze Kasi kupiłem bilety na pociąg do Krakowa.

Firmowe wyjście integracyjne do klubu z bilardem i rzutkami odbędzie się jednak jutro, a nie pojutrze, dlatego po dyżurze będę musiał poczekać trzy godziny pijąc swoją ulubioną wódkę, czyli Soplicę, a następnie zintegrować się nieco z ludźmi, którzy siedzą obok mnie każdego dnia, pisząc smsy, a z którymi tak niewiele rozmawiam... Sam nie wiem czemu, bo przecież ich lubię, ale jakoś nie chce mi się z nimi gadać, tak po prostu... Zawsze byłem mało rozmowny.

Wyłączam komputer i zabieram się za dalszą część lektury "Idioty", lub po prostu za sen... Przeczytałem w ciągu jednego dnia sto stron zadrukowanych małą czcionką, z czego jestem bardzo dumny... Życie jest takie krótkie - trzeba przyśpieszyć.


2011.10.24 / Poniedziałek / 14:54 - I am not

Najdłuższa przerwa w pisaniu fotobloga zaliczona. Jak obliczył kolega Jacek, od pięciu dni nie pojawiła się nowa notka. Fani wpadli w panikę, ogarnął ich smutek, poczuli, że w ich życiu czegoś brakuje. Mimo tego, że oglądalność przez ten czas nie tylko mi nie zmalała, ale wręcz wzrosła, postanowiłem wrzucić kolejne zdjęcie i napisać parę zdań o swoim barwnym życiu.

W czwartek minęły trzy miesiące znajomości z kobietą noszącą moje ulubione imię żeńskie. W tym samym dniu, w porannym autobusie 708, niskopodłogowym Ikarusie, takim jakie jeździły piętnaście lat temu, widziałem swoją ulubioną trzydziestolatkę, pierwszy raz po półtorarocznej przerwie. Nic się nie zmieniła przez te piętnaście lat, nadal wygląda tak jak wtedy gdy się w niej platonicznie zakochałem, gdy chodziliśmy razem do podstawówki w Izabelinie.

Kilka dni temu w Puławach, tuż pod oknem mieszkania mojej siostry, a więc także pod oknem mojego mieszkania, spłonął żywcem pewien człowiek. Nie wiem czy powinienem żałować, że mnie tam wtedy nie było i ominęła mnie ta atrakcja, czy się z tego cieszyć. Prędzej pewnie to drugie... Podobno teraz w to miejsce przychodzą wycieczki...

Przede mną ostatni tydzień października. W czwartek po pracy wybieram się na firmowe spotkanie integracyjne, w sobotę jadę do Krakowa na koncert IAMX, a w niedzielę do Wieliczki. W Krakowie i w Wieliczce prawdopodobnie nie będę sam, mimo wcześniejszej niepewnej sytuacji. W poniedziałek na Halloween do ClubRocka się nie wybieram, gdyż nie są to moje klimaty... Krakowska noc z soboty na niedzielę będzie dłuższa o godzinę, gdyż właśnie wtedy cofa się zegarki. Fajnie.

Jak widać na powyższym zdjęciu, zapisałem się dzisiaj do biblioteki w Izabelinie. W Izabelinie mamy bardzo fajne Centrum Kultury i bardzo fajną bibliotekę, sporo się tu zmieniło przez te dziewiętnaście lat. W ramach programu "tanie życie" postanowiłem żyć oszczędniej, książki będę od teraz wypożyczał zamiast je kupować. Jako pierwszą wypożyczyłem sobie "Idiotę" Dostojewskiego, ze względu na moją słabość do rosyjskich pisarzy. Co prawda jestem akurat w trakcie czytania podręcznika do historii oraz "Polski Piastów" Pawła Jasienicy, ale czytanie trzech książek naraz jest u mnie zjawiskiem absolutnie normalnym.

Kładę się na łóżko i czytam, przymarzając do zimnych kartek...



2011.10.19 / Środa / 08:02 - The Sick Rose

Wczoraj spędziłem dwie godziny w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego na Bemowie, gdzie zapisałem się na egzamin teoretyczny i praktyczny z prawa jazdy. Magicznym dniem, w którym poniosę porażkę lub odniosę zwycięstwo jest 10 listopada - czwartek. Mam się tam stawić na godzinę 9:00 i czekać, aż przez głośnik nadany zostanie komunikat - pan Michał Górka proszony jest o oczekiwanie na egzamin praktyczny pod wejściem do pokoju numer jeden... Paniki nie planuję.

Tymczasem skończyły się moje cztery dni wolne, za chwilę wychodzę z domu i idę do pracy... Najbliższe dni wolności to przyszła sobota i niedziela, które spędzę w Krakowie.


"O Rose thou art sick.
The invisible worm,
That flies in the night
In the howling storm:

Has found out thy bed
Of crimson joy:
And his dark secret love
Does thy life destroy."

William Blake "The Sick Rose"


2011.10.18 / Wtorek / 01:05 - Pan Michał na UW

O godzinie 15:30 zupełnie niespodziewanie wybrałem się do Warszawy, by spotkać się ze swoją domniemaną drugą połówką, która akurat musiała załatwić pewne sprawy na swojej uczelni. Z tej okazji miałem możliwość zwiedzenia Instytutu Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego i swoje wrażenia mogę opisać trzema przymiotnikami - biednie, skromnie, nienowocześnie. Do dzisiejszego dnia miałem zupełnie inne wyobrażenie instytucji, jaką jest Uniwersytet Warszawski, co wcale nie oznacza, że owa instytucja mi się nie podoba. Przecież zawsze lubiłem klimat lat siedemdziesiątych...

Po zwiedzeniu Instytutu Anglistyki łącznie z jego biblioteką, udaliśmy się razem do głównego kampusu, następnie z powrotem do Instytutu Anglistyki i jeszcze raz pod główny kampus, bym mógł odebrać cztery zdjęcia zrobione u pobliskiego fotografa. Resztę wieczoru spędziliśmy w pubie studenckim Indecks, w którym akurat odbywały się interesujące i zabawne improwizacje pewnej amatorskiej grupy teatralnej. Przesiąkłem dzisiaj studenckim klimatem i sam nie wiem czy poczułem się dzięki temu młodziej czy doroślej...

Z Kasią świętowaliśmy trzy miesiące realnej znajomości, a może nawet trzy miesiące bycia razem, choć tak naprawdę dopiero w czwartek te trzy miesiące minął. Ile jeszcze przed nami? Czy w ogóle do siebie pasujemy? Czy bylibyśmy ze sobą szczęśliwi? Czy możemy razem iść przez życie, ceniąc różne wartości, a może nawet mając rożne cele? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że przez te trzy miesiące byłem bardzo szczęśliwym Panem Michałem. Bardzo szczęśliwym Misiem.


2011.10.17 / Poniedziałek / 15:15 - Ostatnia wycieczka rowerowa 2011

Korzystając ze słonecznej pogody wsiadłem na rower i pojechałem w swoje ulubione miejsce w Puszczy Kampinoskiej... Następnie usiadłem i zacząłem rozmawiać z własnym aparatem fotograficznym, nagrywając kolejny odcinek nudnego VideoBloga...



2011.10.17 / Poniedziałek / 12:36 - Bilety na koncert Comy w Stodole

Zawsze jest na co czekać... Mimo, że fanem Comy nie jestem, a wokal Piotra Roguckiego nigdy nie przypadł mi do gustu, to na grudniowy koncert do Stodoły jak najbardziej się wybieram, głównie w celach towarzyskich, choć dla samej muzyki pewnie też. Ach, od razu mi się przypomina lipcowy koncert Morrissey w Stodole, gdy ulotniłem się wcześniej z pracy, a na moje smsy odpisywał kolega... Przypomina mi się też sierpniowy koncert Editors w Krakowie, z tym wszystkim co się działo przed nim i po nim... Wszystko mi się przypomina, uwielbiam gromadzić wspomnienia, jestem najbardziej sentymentalnym człowiekiem jakiego znam. :) Dzisiaj właśnie skończyła się sentymentalna pasta do zębów, którą kupiłem wtedy w Krakowie na stacji benzynowej... ;)

Ja się jeszcze nie skończyłem.


2011.10.17 / Poniedziałek / 11:51 - Serduszka

I po weselu... Musiałem w telefonie i na Gadu-Gadu zmienić nazwisko koleżanki, gdyż od dwóch dni nosi ona nowe, niepodobne już zupełnie do mojego.

Dostałem w prezencie cztery dni wolne, jeden za drugim, drugi za trzecim, trzeci za czwartym. Myślałem o tym, by wybrać się wczoraj do Puław i zostać w nich aż do środy, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłem się ruszyć, tak byłem padnięty. Zostałem więc tutaj, w Warszawie, by móc jutro lub jeszcze dziś udać się do fotografa, a następnie na Bemowo, do Wojewódzkiego Ośrodku Ruchu Drogowego, w celu zapisania swojej osoby na egzamin.

Zimno się zrobiło... Chyba nawet jest już za zimno na moją nową płaszczo-kurtkę. ;( Na szczęście już niedaleko do wiosny.


2011.10.16 / Niedziela / 20:19 - Weselny Pan Michał

Obudziłem się po kilku godzinach snu z bólem głowy, bólem kończyn i przede wszystkim bólem serca, choć akurat ten ostatni nie był bólem fizycznym. Ślub cywilny trwał krótko, był sympatyczny, zabawny, przyjemny, o wiele przyjemniejszy niż te poważne, wzniosłe śluby kościelne. Po ślubie wszyscy poza mną udali się do wsi Łąki pod Radzyminem, gdzie miało się odbyć wesele. My z Kasią do owej wioski pojechaliśmy indywidualnie, godzinę poźniej, z powodu takiego lub innego... Przemilczanego. Najważniejsze, że byliśmy razem.

Wesele także mogę nazwać bardzo przyjemnym, zwłaszcza, że wypiłem na tyle dużo, by zacząć po raz pierwszy w życiu tańczyć publicznie. Nie wiem jak mi to wychodziło, ale prawdopodobnie będę mógł swoje wyczyny obejrzeć na filmie nagrywanym przez pana kamerzystę. Sam też nagrałem kilkanaście filmów swoim aparatem, zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć, pamiątka więc pozostanie, nie tylko w głowie i w sercu, ale także na dysku komputera.

Większość gości weselnych dosyć szybko ulotniła się do domów, około godziny trzeciej nad ranem ludzi było już niewielu, ale my z Kasią musieliśmy czekać do odjazdu pierwszego autobusu z Radzymina, do którego zawiózł nas pan taksówkarz. Pod koniec zaczęło dochodzić między nami do dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk, z których nie jestem ani trochę zadowolony... W sumie nie jestem zadowolony z siebie i z sytuacji, która teraz ma miejsce...

Czy to jest koniec tej niemal trzymiesięcznej historii i czy od samego początku było wiadomo, że nadejdzie tak szybko? Ja wierzyłem, że jednak nie musi tak być i chyba nadal w to wierzę...


"Weselny klimat - tak się zaczyna
jest biały welon, a w nim dziewczyna
Strumienie wódki i trochę wina
zarznięta świnia i ten tłusty bit"

Ada Krawczyk "Weselny klimat"


2011.10.16 / Niedziela / 08:15 - Panna Młoda Kasia

Padam. Nie mam siły niczego napisać... Piłem, tańczyłem, fotografowałem, a na koniec nawet płakałem... Teraz idę spać.


2011.10.14 / Piątek / 22:31 - Dzień przed ślubem Kasi

Życie toczy się dalej, po staremu i po nowemu zarazem...

Wczoraj po pracy byłem z Kasią w kinie na całkiem dobrym, niemieckim filmie "Kriegerin", czyli "Combat Girls", czyli "Krew i honor", prezentowanym w ramach Warszawaskiego Festiwalu Filmowego, na którym byłem po raz pierwszy w życiu. Zagadką pozostaje dla mnie to, że po projekcji filmu wywiad z panem producentem tłumaczono z języka angielskiego na język polski, gdy tymczasem sam film wyświetlany był w wersji z angielskimi napisami. Skoro ktoś obejrzał film po angielsku lub niemiecku, to po co było polskie tłumaczenie rozmowy z producentem? Dla kogo? I don't understand. :)

Dzisiaj po kolejnym dyżurze w pracy wybałem się na samotne zakupy, tak zwany galerianizm. Moim celem było znalezienie eleganckiego płaszcza, lub w miarę eleganckiej kurtki jesienno-wiosennej. Po dosyć długich poszukiwaniach, które doprowadziły mnie do wniosku, że eleganckie płaszcze kosztują ponad 500 złotych, zakupiłem bardzo fajną, wełnianą płaszczo-kurtkę w New Yorkerze, którą upatrzyłem sobie już wczoraj. Jestem zrujnowany finansowo ale za to zadowolony, elegancki, przystojny, seksowny i zajebisty. Jodełka rządzi.

Jutro ślub. Jutro wesele. Póki co nie moje, póki co nie nasze. Może kiedyś...


2011.10.12 / Środa / 00:35 - Koniec jazd, koniec poszukiwań

Może i zajęło mi to dwa lata, ale najważniejsze, że dobrnąłem do końca. Wczoraj o godzienie 13:00 zakończyłem trzydziestą godzinę jazd na kursie i teraz mogę ewentualnie zapisać się na trzy godziny jazd doszkalających, tuż przed egzaminem, który odbędzie się za jakieś pięć tygodni. Najpierw będę musiał zrobić sobie zdjęcie u fotografa, a raczej u mojej ulubionej pani fotograf, by następnie móc pojechać do WORDu na Bemowie i zapisać się na egzaminy, płacąc za nie około 140 złotych. Oby samo zapisywanie się nie zajęło mi miesiąca... ;)

Po jazdach udałem się do Saturna w Złotych Tarasach, w którym kupiłem nową suszarkę. Starą, bardzo fajną i dużą, spaliłem dzisiaj rano, wkładając ją pod kołdrę i podgrzewając swój zmarznięty tyłek... W moim zimnym domu najlepszym przyjacielem człowieka jest właśnie suszarka, ale trzeba uważać, bo te nowe suszaraki lubią się psuć, gdy nie są używane zgodnie z przeznaczeniem. Tym sposobem poniosłem nieplanowany wydatek już w dniu otrzymania wypłaty.

Ze Złotych Tarasów udałem się do pracy, na dosyć męczący dyżur, a siedem godzin później, po opuszczeniu firmy, spotkałem się ze swoja dziewczyną, piękną Kasią, która jest moją dziewczyną od pewnego czasu, zdaje się, że od kilku dni. Moje największe marzenie życiowe spełniło się, mission impossible została wykonana. Nie jestem już samotnym Panem Michałem, mam dziewczynę! W czwartek po pracy idę z nią do kina, a w sobotę na wesele. Później pozostaje już tylko Kraków i... Reszta życia.


2011.10.11 / Wtorek / 01:06 - Zbyt zmęczony, by wymyślić tytuł

Kajtek skromnie zapozował do zdjęcia... Przetrwałem męczący dzień, przetrwałem dwie godziny jazd na kursie i siedem godzin pracy. Instruktor narzekał dzisiaj na wynik wczorajszych wyborów, a nastepnie na swoja byłą żonę. Przekazał mi mądrość życiową - żona nigdy nie jest rodziną, żona na zawsze pozostaje obcą babą. Była to najgłupsza mądrość jaką w życiu słyszałem. Jeszcze przed jazdami kupiłem sobie podręcznik do matematyki do gimnazjum. Mniej więcej na tym poziomie się zatrzymałem, na ułamkach zwykłych i dziesiętnych. Marnie, jak na umysł ścisły... Jak to się stało, że przeszedłem przez technikum i zdałem maturę?

A Wy wiecie ile to jest trzy dodać trzy razy trzy? Ostatnio kolega zadał to pytanie, a ja udzieliłem błędnej odpowiedzi. Żal do kwadratu.

Jestem zmęczony... Dokończę książkę Murakamiego i pójdę spać.


2011.10.09 / Niedziela / 23:04 - Kicia

Nasz średnio ładny kotek Tymotek wciąż żyje i ma się dobrze, z przyjemnością więc goszczę go na swoim blogu, po raz drugi w tym roku. Wypadałoby też uwiecznić i zaprezentować tutaj Kajtka, by nie był za bardzo zazdrosny. W tym roku jeszcze go tu nie prezentowałem, a przecież osiwiał, zestarzał się, zmienił... Jak ja, średnio ładny.

Po dwóch latach nadszedł wreszcie kres moich jazd na kursie prawa jazdy. Jutro i pojutrze odbędę ostatnie cztery godziny jazd, zakończone wewnętrznym egzaminem praktycznym, którego nie można nie zdać. Nie wiem jak to możliwe, że poświęciłem na to wszystko aż dwa lata, ale widocznie wynika to z mojego totalnego rozpieprzenia. W dodatku w tym roku nie powróciłem na jazdy sam z siebie, lecz za sprawą jednej i drugiej Kasi, czyli trzeciej i czwartej.

Tymczasem taki na przykład Sebastian, mój szanowny kolega i przełożony zarazem, rozpoczął jazdy pod koniec września i zdaje się, że już je zakończył. Wyjeździł trzydzieści godzin w dwa tygodnie i pewnie w dodatku zda egzamin za pierwszym razem. Cóż, niepozbierany człowiek potrzebuje dwóch lat na to co pozbierany zrobi w dwa tygodnie. Nie będę już wspominał o tym, że od jakichś trzech lat wybieram się na studia...

Wstyd Panie Michale, wstyd. A przecież życie takie krótkie, tak niewiele czasu mamy na to wszystko...


"Przecież życie takie krótkie, tak tragicznie bezcelowe
Jestem jeźdźcem, synem słońca, zidiociałym czarownikiem"

T.Love "Dzikość serca"


2011.10.08 / Sobota / 16:10 - A woman in me

Lakierowanie paznokci jest bardzo, bardzo trudne, o czym przekonałem się kilka dni temu. Domyślam się, że robienie sobie makijażu też nie należy do prostych zadań. W dodatku ten okres co miesiąć i konieczność przejścia przez ciążę oraz poród, gdy chce się zostać rodzicem. Ciężko jest być kobietą...

Rozchorowałem się na dobre, przez co nie pojadę dziś do ClubRocka i nie spotkam się z moją kobietą, ani z kolegami. Pocieszająca jest jedynie myśl, że już za tydzień będziemy razem na ślubie i na weselu naszej wspólnej koleżanki - Kasi. Druhną na ślubie Kasi będzie Kasia, z którą wiosną tego roku byłem na dwóch randkach w Lublinie. Full wypas - trzy znane mi Kasie na jednym weselu. Jeszcze tylko koszuli i krawata sobie nie kupiłem, bo wciąż czekam na wypłatę, która w tym miesiącu będzie powiększona o 230 złotych premii. Sto złotych premii dostałem za "wzorową współpracę z działem IT", choć nie jestem w stanie przypomnieć sobie, żebym w jakiś szczególny sposób współpracował z naszym przesympatycznym informatykiem. Niemniej jednak czuję się doceniony.

Wczoraj koleżanka z pracy przyprowadziła do firmy swoją śliczną, dwuletnią córeczkę i obudził się we mnie instynkt macierzyński, zapragnąłem zostać mamą. ;) Ewentualnie chciałbym już zostać dziadkiem, bo marzy mi się gromadka wnucząt. ;D Nie mogę się doczekać czasu, gdy moje dzieci będą miały dzieci. Może właśnie wtedy sam przestanę być dzieckiem.


2011.10.07 / Piątek / 07:47 - Deszcz za oknem

Deszcz za oknem... Koniec pogodnej jesieni. Jest bardzo prawdopodobne, że w trakcie mojego egzaminu na prawo jazdy będzie padał śnieg, a jeszcze nigdy nie miałem z nim styczności podczas prowadzenia samochodu. Dobrze, że nie zdam za pierwszym razem, bo byłbym z tego powodu tak dumny i nadęty, że pewnie bym eksplodował. ;)

Odtwarzacz mp3 w kieszeni, książka Murakamiego w torbie, włosy umyte i wysuszone... Pora iść do pracy. Tymczasem w poprzedniej firmie podniesiono wynagrodzenie, co jest kolejnym dobrym powodem do tego, by zatrudniła się tam moja młodsza siostra. Usilnie ją do tego zboczenia namawiam.

Nie będę już zamieszczał zdjęć roślin, bo nie wychodzą mi one zbyt dobrze. Moim ulubionym tematem zdjęć jest Pan Michał we własnej osobie. ;) Oraz Kasia oczywiście...


2011.10.06 / Czwartek / 21:49 - Melodramatyzowanie

Dzień dosyć nijaki więc i zdjęcia takowe. Podobno ma zacząć padać deszcz, ma się zrobić zimno i smutaśno... Być może z tej okazji polakierowałem sobie dzisiaj paznokcie na czarno i zamierzam z takimi udać się na przyszłotygodniowe wesele. Ostatnio się trochę pochorowałem, ale dzisiaj czuję się już całkiem nieźle i mam nadzieję, że w sobotę, którą z jakiegoś tajemniczego powodu mam wolną, będę mógł udać się w miejsce znane mi tylko z opowieści i ze zdjęć, czyli do ClubRocka. Jeśli dobrze pójdzie to spotkam się tam nie tylko z Kasią, ale także z dwoma najlepszymi kolegami, Jackiem i Łukaszem, których serdecznie zapraszam na wspólne spędzenie tego wieczoru i poznanie mojej Kasi. Łukasza nie widziałem mniej więcej od roku, a może nawet od dwóch lat, więc zwłaszcza z nim przydałoby się spotkać. Jacek natomiast powiedział kiedyś, że randkowanie z dziewczyną zawsze tylko we dwójkę nie jest dobre, że czasem trzeba się spotkac w większym gronie, by spojrzeć na swoją ukochaną oczami przyjaciół. Myślę, że Jacek jak zwykle ma rację i z tego samego powodu chciałbym kiedyś poznać przyjaciół Kasi, a jeszcze nie miałem okazji...

Nie wspomniałem na blogu, że zmieniły się nieco plany związane z wyjazdem do Krakowa. Mieliśmy z Kasią jechać do tego pięknego miasta na trzy dni i dwie noce, ale Kasia zdecydowała, że chce wrócić wcześniej do Warszawy, by móc udać się ze znajomymi na Halloween, właśnie we wspomnianym już dzisiaj ClubRocku. Z pewnym bólem serca zgodziłem się więc na skrócenie naszego pobytu w Krakowie do dwóch dni i jednej nocy, gdyż jestem człowiekiem dosyć zgodnym i łatwym w obsłudze, a w skrajnych przypadkach nawet uległym... Gdy mi bardzo na kimś bardzo zależy.

Mniej więcej w czasie naszego pobytu w Krakowie miną trzy miesiące wspólnego randkowania, uznałem więc, że będzie to dobry czas na podjęcie ostatecznej decyzji dotyczącej tego co nas łączy. Ja już teraz pragnę, byśmy byli parą, jak normalni ludzie, ale decyzję musi podjąć Kasia, choć nie wiem czy jakiekolwiek wymuszanie i przyspieszanie tak poważnych decyzji ma sens. Kasia twierdzi obecnie, że nie wie czy chce ze mną być, czy nie, co nie wróży niczego dobrego, a może nawet stanowi smutną odpowiedź na to ważne pytanie, bo jak się nie wie czy chce się być z kimś w związku to zazwyczaj oznacza, że się tego kogoś nie kocha, że się tego nie chce... Niemniej jednak można powiedzieć, że już teraz jesteśmy w związku, gdyż już i tak zbyt wiele się między nami wydarzyło, do zbyt wielu rzeczy doszło, a w Krakowie możemy ten związek wzmocnić lub po prostu zakończyć...

Co w takim przypadku będę czuł i jak to wszystko zniosę - wolę o tym na razie nie myśleć... Na pewno jednak nie chciałbym być w związku z kobietą, która mnie nie kocha, bo nie uwierzyłbym w to, że taki związek może przetrwać tyle ile oczekuję, czyli całą wieczność. Jeśli mam się kiedyś znaleźć w stałym związku to musi on być zbudowany na prawdziwej miłości, która przetrwa dosłownie wszystko. Chcę żeby moje dzieci miały pewność i poczucie, że ich rodzice się kochają i nigdy się ze sobą nie rozstaną. Chcę wierzyć, że moja kobieta mnie nigdy nie zdradzi. Być może moje podejście jest naiwne, ale to, że jestem romantykiem i potrafię kochać prawdziwie, cały czas uważam za jedną ze swoich największych zalet. Zarazem zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem realistą i kiepsko radzę sobie w życiu, ale może właśnie dlatego powinienem mieć kobietę-realistkę, dzięki której bym przetrwał? Realistki przecież też potrafią kochać, tak samo jak romantycy potrafią niekiedy twardo stanąć na ziemi... Jeśli w tym roku miałem tej właściwej kobiety, która mnie pokocha, nie odnaleźć, będę szukał dalej w przyszłym, zachowując wszystkie piękne, tegoroczne przeżycia w pamięci, w sercu i na fotoblogu...

Najbardziej jednak chciałbym, aby to co teraz trwa, nie miało końca. Po raz pierwszy w swoim życiu jestem tak blisko spełnienia swojego największego marzenia.



2011.10.04 / Wtorek / 23:56 - Bardzo szczęśliwy Pan Michał

Piękny dzień, słoneczny, ciepły, kolorowy, wypełniony samymi przyjemnościami, takimi jak dwie godziny jazd na kursie, wizyta w Empiku, spacerowanie po Ursynowie, picie piwa, siedzenie na ulubionym kamieniu, a następnie chodzenie po sklepach z Kasią, która poszukiwała kreacji na wesele. To było nasze dwudzieste drugie spotkanie - policzyłem. Chciałem zaskoczyć Kasię pojawiając się pod jej firmą bez zapowiedzi, ale to Kasia zaskoczyła mnie, wychodząc z niej nieco wcześniej niż zwykle i jadąc na zakupy do centrum. Nieświadom tego co się stało czekałem ponad godzinę, siedząc na słynnym już kamieniu przed jej firmą. Po godzinie wypatrywania ukochanej postanowiłem zadzwonić, by zapytać gdzie się Kasia podziewa i zdążyliśmy się jeszcze spotkać na Placu Bankowym, 45 minut później. Udaliśmy się do CoffeeHeaven, a następnie do sklepów z ubraniami przy Marszałkowskiej. W jednym z nich miałem okazję przypomnieć sobie jak niezwykle zgrabną i piękną dziewczyną jest Kasia, gdy przymierzyła pewną sukienkę... Cudowny widok. Poza tym bardzo lubię jej paznokcie polakierowane na czarno. Na koniec odwiozłem Kasię na Ursynów, odwiedzając tym sposobem tę piękną dzielnicę po raz drugi w tym samym dniu.

Jestem obecnie bardzo szczęśliwym Panem Michałem. Wspaniale jest czuć to ciepło na sercu, które czuję na każdym spotkaniu z Kasią. Trzeci miesiąc...



2011.10.03 / Poniedziałek / 18:41 - Cień wiatru

Przeczytałem kolejną dobrą książkę, którą uznałem za jedną ze swoich ulubionych. Pewna osoba powiedziała mi, że przeczytała ją w trzy dni, mi natomiast zabrało to nieco więcej czasu, nie wiem ile dokładnie, ale dwa, trzy tygodnie na pewno. "Cień wiatru" sprawił, że zapragnąłem kochać, zapragnąłem młodzieńczej miłości i namiętności, zapragnąłem mieć kobietę, która znaczyłaby dla mnie więcej niż ja sam, dzięki której kiedyś mógłbym zostać ojcem. Zapragnąłem mieć syna, który po dwudziestu latach swojego życia zapragnie tego samego. Zapragnąłem być człowiekiem o dobrym sercu, którym być może nadal nie jestem...

Tymczasem jako człowiek o niezbyt podzielnej uwadze i niezbyt dobrej koordynacji męczyłem się dzisiaj przez dwie godziny na jazdach. Miałem zdecydowanie za dużo wpadek, takich jak choćby próba ruszenia na skrzyżowaniu z drugiego biegu, lub stoczenie się z górki do tyłu. Zacząłem wątpić w to, że zdam egzamin za pierwszym podejściem... :)

Niemniej jednak nadal zmierzam do przodu i właśnie zbliżam się do zakrętu, najostrzejszego w swoim życiu. Długa, prosta droga, którą tak łatwo mi się jechało będzie niebawem za mną, zniknie wtedy całkowicie we wstecznym lusterku. Najgorsze jest to, że nie można zwolnić.

Odwieczna pokusa, by się zatrzymać i wysiąść...


"Give me absolute control
over every living soul
And lie beside me, baby,
that's an order!
Give me crack and anal sex
Take the only tree that's left
and stuff it up the hole
in your culture
Give me back the Berlin wall
give me Stalin and St Paul
I've seen the future, brother:
It is murder"

Leonard Cohen "The future"


2011.10.03 / Poniedziałek / 11:12 - Jazdy

Dwa dni wolne - dwa dni jazd na kursie, ale nie tą zmyślną maszyną widoczną na zdjęciu, tylko zwykłą Skodą Fabią mojego instruktora, pana Andrzeja. Gardło mnie zaczyna boleć, nieco źle się czuję... Chyba będe chory. :( Lepiej teraz niż za dwa tygodnie, w dniu wesela...


2011.10.01 / Sobota / 18:30 - Murakami

Zaraz idę z rodziną rozpalać ognisko przed domem. Na zdjęciu widać mnie w Truskawiu, przy sklepie Pani Jadzi, który stanowi przy okazji nasz punkt odbioru poczty, z książką Murakamiego w ręku - prezentem imieninowym od Kasi z Lublina, który właśnie dzisiaj odebrałem. Dziękuję. W tym roku jestem wyjątkowo rozpieszczony... :)

Najbardziej lubię gdy moja Kasia z Ursynowa przytulając mnie mówi, że jestem pieszczochem, a mówi to w bardzo charakterystyczny i przyjemny sposób, tym swoim głosem, który uwielbiam od samego początku. Tak samo mówi do swojego psa, a raczej do swojej suki, do której podobno mam podobne spojrzenie. ;)


2011.10.01 / Sobota / 18:21 - Marszałkowska

Piękną pogodę dziś mieliśmy w Warszawie... Właśnie taką jesień kocham najbardziej. Taka jesień jest moją ulubioną porą roku ze wszystkich czterech.


2011.10.01 / Sobota / 12:13 - Niebogaci

Nowy miesiąc, nowa wypłata ratująca moją skandaliczną sytuację finansową. Niestety wypłata za wrzesień będzie skromna, gdyż miałem tygodniowy urlop, ale na szczęście nie planuję żadnych większych wydatków, poza wyjazdem do Krakowa, biletem miesięcznym i doładowaniem telefonu.

Z pracy wyjdę dzisiaj już o godzinie 15:00 i udam się do Empiku po bilety na Warszawski Festiwal Filmowy dla Kasi, a może także dla siebie samego, choć ostatnio zdecydowanie wolę teatr od kina. O przewadze teatru nad kinem napiszę kiedyś osobną notkę...

Po wizycie w Empiku powrócę do domu, gdyż dzisiaj nie randkuję. Wieczór spędzę z siostrą, która przyjechała do nas wczoraj z Puław, specjalnie po to, by przywieźć mi garnitur. Zostawiłem go rok temu w Puławach po weselu, uznając, że już do niczego mi się nie przyda, ale jednak życie potrafi zaskakiwać.

Może zrobimy dziś ognisko? Jako dziecko uwielbiałem ogniska...