2011.11.29 / Wtorek / 21:11 - Seks

Jeden z moich ukochanych filmów, ostatnio jeszcze bardziej przeze mnie doceniany. Najważniejszy film o dopasowaniu w miłości, także tej fizycznej... Miło, że mogę identyfikować się z głównym bohaterem, choć w tym przypadku "miło" to niewłaściwe słowo. Słowo "żal" byłoby bardziej odpowiednie... Szkoda tylko, że nie jestem tak przystojny jak James Spader. ;) Mogę się też identyfikować z bohaterką graną przez Andie McDowel, zwłaszcza wtedy, gdy podczas rozmowy z psychologiem mówi "Nigdy nie przepadałam za seksem. Lubię seks i tak dalej, ale nie uważam, że jest aż tak ważny". Może sam powinienem iść do psychologa, seksuologa, lub psychiatry? ;) Film gorąco polecam każdej istocie myślącej. Cudowna reżyseria. Jedyny naprawdę dobry film Soderbergha, jego debiut w wieku 26 lat.

Jutro po pracy nie wracam do domu, pokręcę się po Warszawie, a następnie udam się na andrzejkową randkę, którą po północy zakończę w firmie, na karimacie, na której spędzę noc. Za dnia, podczas dyżuru na pewno będziemy mieć przechlapane - wróżki zdecydowanie nie lubią Andrzejek. Grrrrrrr.


"O ja jebię, o ja jebię
Jak mi dzisiaj jest źle bez Ciebie"

Gówno "Wieloryb"


2011.11.29 / Wtorek / 00:28 - Kara boska

Była notka i jej nie ma, jest inna. Zamiast zdjęcia ekranu telefonu jest zdjęcie Pana Michała, który aktualnie zapuszcza brodę. Pan Michał pogodził się ze swoją kobietą i obiecał jej, że już nigdy tu o niej nie napisze. Będzie to trudne, bo jak mężczyzna może opisywać swoje życie, nie uwzględniając swojej kobiety?

W środku lasu, podczas nocnego powrotu do domu Pan Michał poznał kolejne rewelacje... Bóg pokarał Pana Michała za te wszystkie smsy i złe uczynki.


2011.11.26 / Sobota / 22:24 - Z Kasią czy bez Kasi

Spałem tylko trzy godziny... Konam przez cały dzień.

Po pracy udałem się na spotkanie z Kasią z Lublina, które trwało godzinę dłużej niż to planowałem, gdyż o godzinie 18:00 nie spotkałem się z Kasią z Warszawy, nie czułem takiej potrzeby... Tym sposobem podtrzymałem swoją decyzję o rozstaniu, wolności, braku związku, itd. Kasia walczy o mnie, wyznaje mi miłość, pisze, dzwoni, próbuje udowodnić, że mnie kocha, ale ja... Trzy kropki.

Po wizycie w Harendzie zabrałem Kasię z Lublina na zdecydowanie zbyt długi spacer wzdłuż Wisły i po Powiślu, po którym oboje byliśmy skonani... Ja skonany byłem zdecydowanie mniej, gdyż jestem chorym maniakiem spacerowania. :P

Może dzisiaj się wyśpię...


2011.11.25 / Piątek / 21:12 - Friends

Ostatnio wklejałem same zdjęcia, bez tekstu, ponieważ nie miałem czasu na pisanie czegokolwiek. Teraz w sumie też nie mam czasu, bo już za sześć godzin wstaję do pracy, ale spróbuję jeszcze ponudzić w paru zdaniach...

Na zdjęciu widać dawno nie widzianego na moim blogu Jacka i nie tak dawno nie widzianą Kasię, która, jak wiadomo, powróciła do naszej firmy. Jacek trzyma w ręku bilety na koncert Comy, na który miałem iść, ale jednak nie idę, Kasia zaś trzyma ręce w kieszeniach. Po pracy wybrałem się wraz z Kasią na małą, przyjemną przejażdżkę po Warszawie, konkretnie na Mokotów, do firmy, z której się zwolniła, by powrócić do nas na smsy. Może Jacek też do nas powróci?

Jutro po pracy spotykam się z Kasią z Lublina, która ponownie zawita do Warszawy na weekend, oraz być może, także, z tak zwaną "moją" Kasią, choćby po to, by oddać jej płyty i książkę. Kasia od dzisiaj już racej nie jest moja... Ponownie się rozstaliśmy. Puławski wyjazd był ostatnią rzeczą, którą razem zrobiliśmy, przynajmniej jako para. Cztery miesiące wyjaśniły naszą sytuację, a raczej sytuacja sama się wyjaśniła.

W sumie to według wcześniejszych planów miałem się jutro spotkać z nieznaną mi jeszcze Ewą, ale zapoznanie się z nią zostało przełożone na termin bliżej nieokreślony...

Obecnie cała moja przyszłość jest bliżej nieokreślona... Wiem tylko, że na przykład za tydzień w sobotę spotkam się z Łukaszem, najlepszym kolegą ze szkoły, którego nie widziałem już ze dwa lata. Zamiast być z kobietą na koncercie Comy, będę pić, palić i żalić.


2011.11.25 / Piątek / 12:30 - Christmas Tree

Choinkę już mamy... Od razu zrobiło się bardziej nastrojowo. Teraz już tylko czekamy na śnieg.


2011.11.25 / Piątek / 05:04 - Wizyta u Pana Piotra

Kolegę perkusistę odwiedziłem...


2011.11.24 / Czwartek / 12:33 - Liadan

Po czterech dniach wolnych powróciłem do pracy. Było ciężko, ale powrót do naszej firmy autorki tego dzieła poprawił mi nastrój...


2011.11.22 / Wtorek / 21:25 - Lubelski fenomen

Teatr budowany już od 37 lat... Najważniejsza wizytówka kulturalna Lublina. Najdłużej trwająca budowa w Polsce. Ale co tam... Wielki Mur Chiński budowano przez 1000 lat.


2011.11.22 / Wtorek / 18:50 - Ostatni wyjazd do Lublina

Pojechałem do Lublina, przeszedłem się Alejami Racławickimi do Filharmonii Lubelskiej, kupiłem siostrze bilet, sfotografowałem obsrany przez lubelskie gołębie pomnik Piłsudskiego, pokręciłem się po Starym Mieście, wsiadłem do busa i wróciłem do Puław... Przyjemny, ciepły, jesienny dzień wolny.


2011.11.22 / Wtorek / 10:19 - Do Lublina po bilet

Ostatni dzień mojego puławskiego wypoczynku. Za jakieś dwie godziny wybieram się do miasta widocznego na zdjęciu, do filharmonii, po bilet na koncert, na który wybiera się siostra. Jutro rano wracam do Warszawy, prosto do pracy, z której w grudniu być może odejdę, jeśli spadłem na niższą stawkę za godzinę. W czwartek po pracy zawożę klientowi z Allegro płytę gramofonową Portishead, którą sprzedałem za pół ceny, nigdy jej nie odtworzywszy z powodu braku gramofonu. Po wizycie u klienta wybieram się do mieszkania Piotrka, czyli kolegi-perkusisty, który niegdyś cieszył się wielkim powodzeniem wśród czytelniczek tego bloga, co zresztą wcale mnie nie dziwiło - sam bym na niego leciał, gdybym był kobietą. Piotrka widziałem ostatnio półtora roku temu na koncercie jego zespołu, a teraz zapragnąłem odnowić z nim znajomość, odwiedzę go więc i przy okazji poznam jego dziewczynę, gdyż podobnie jak ja, przestał on być samotnym mężczyzną. Tyle, że on naprawdę przestał być samotny i naprawdę wyprowadził się od mamy, by zamieszkać z dziewczyną. Widocznie jest prawdziwszy ode mnie... W piątek powinienem spotkać się z kolegą Jackiem, by przekazać mu bilety na grudniowy koncert Comy, które mu sprzedałem w chwili zwątpienia. Teraz żałuję, że tak zrobiłem, ale słowo się rzekło i jeśli chcę iść na Comę, muszę sobie kupić nowy bilet. Chętnie spotkałbym się także z kolegą Łukaszem, którego siostra Klaudia obchodzi dzisiaj urodziny, bo nie widziałem go ze dwa lata, a przecież bardzo go lubię. W sobotę po pracy prawdopodobnie spotkam się z Ewą - Owcą, nową znajomą z Internetu, którą poznałem trzy tygodnie temu. Gdzieś w międzyczasie bardzo będę chciał sie spotkać także z Kasią, a raczej przede wszystkim z nią, bo to przecież ona jest w tym całym pierdolniku najważniejsza. Zaraz po mnie.

Albo nie, to nie jest pierdolnik. To wszystko jest... Piękne. Dzisiaj nawet zaświeciło słońce. Choć tak naprawdę chodzi o to, by zawsze mieć ze sobą swoje własne słońce, mieć je w sobie i ogrzewać nim wszystkich swoich bliskich. Prawda? Ogrzewajmy się zatem nawzajem, zima nadchodzi.


2011.11.21 / Poniedziałek / 11:14 - Szczęśliwy Pan Michał w Lublinie

Poniedziałek spędzam samotnie w puławskim mieszkaniu. Nie planuję nigdzie jechać, nie wiem nawet czy wyjdę na jakikolwiek spacer lub zakupy, czytam jedynie "Idiotę" Dostojewskiego i oglądam drugi sezon "Peep Show", którego nie obejrzałem razem z Kasią z powodu nieodpowiedniego nastroju, który mnie dopadł w sobotę wieczorem. W każdym razie w sobotę w Lublinie było przyjemnie, dlatego powyżej zamieszczam kolejne zdjęcie przedstawiające moją "misiowatą" facjatę, tym razem na tle lubelskiego zamku. Bardzo lubię zdjęcia, które robi mi Kasia...


2011.11.20 / Niedziela / 20:47 - Weekend z Kasią

Kasia pojechała do Warszawy, ja zostałem sam w Puławach, ale nie na długo, gdyż za chwilę jadę rowerem na stację PKP po powracającą siostrę. Weekend z ukochaną minął szybko, pod wieloma względami cudownie, pod kilkoma dziwnie, niestety tymi bardzo ważnymi. Pan Michał musi pomyśleć, Pan Michał ma problem, który poznał już niecałe trzy lata temu... Pan Michał sam jest problemem trudnym do rozwiązania. Miał wielkie szczęście, że trafił na tak wyjątkową kobietę, na którą jednak nie zasłużył...

Dzisiaj minęły cztery miesiące z Kasią... Pięknie było spędzić ten dzień razem, ale mogłoby być jeszcze piekniej... Mogłoby być tak jak być powinno.


2011.11.17 / Czwartek / 20:05 - Wracające Kasie

Trzeba przyznać, że zrobiło się już dosyć zimno, ale mimo szronu, do Puław nie zabieram jeszcze kurtki zimowej, wolę chodzić w swojej ulubionej jodełce. W Puławach będę już jutro i przybędę tam wraz z Kasią około godziny 21:30. Podobnie jak dwa miesiące temu siostra zostawia nas samych, przyjeżdżając na ten czas do domu rodzinnego w puszczy.

Tak w ogóle to z Kasią, z którą jakiś czas temu teoretycznie się rozstałem, widziałem się już wczoraj, przed dyżurem. Poszliśmy na szybkie piwo do pubu znajdującego się w pobliżu mojej firmy, z której jednak mnie nie wyrzucono. Wczoraj w firmie mieliśmy się dowiedzieć, który pracownik będzie usunięty i okazało się, że to nie ja, tylko nowy kolega, z którym się integrowałem podczas gry w bilard. Nadal nie jest wyjaśniona kwestia z moim wynagrodzeniem i jeśli naprawdę przeniosą mnie na godną śmiechu stawkę 7 złotych za godzinę, powiem, a nawet krzyknę - dość!!! Z tym, że akurat teraz chętnie pozostałbym w firmie, gdyż od poniedziałku powraca do nas Kasia, moja ulubienica. Fajnie, znowu będę mógł jej robić zdjęcia, by następnie przyozdabiać nimi swojego fotobloga. Mąż Kasi chyba nie będzie miał nic przeciwko temu? ;)

A moja Kasia? Cóż, rozstanie dobiegło końca. W niedzielę w Puławach będziemy mogli świętować równe cztery miesiące naszej realnej znajomości. Może jestem głupi i naiwny, ale bardzo się z tego cieszę. Zakochani ludzie są głupi...


"Kto kocha naprawdę
Będzie kochać zawsze
Gniew zmieni w kochanie
A zdradę w niepamięć"

Maanam "Po prostu bądź"


2011.11.16 / Środa / 04:39 - Wasted

Kolejna nocka w pracy, dosyć luźna, urozmaicona przeglądem filmików zgromadzonych w moim telefonie. Po ich obejrzeniu doszedłem do wniosku, że najważniejszym i najpiękniejszym czasem w moim życiu był początek roku 2009. Nie ma jednak potrzeby wracania pamięcią do tego co było, jestem w roku 2011, także wyjątkowym i bardzo przyjemnym, choć pod pewnymi względami ciężkim. Po długiej przerwie znowu wróciłem w pracy na nocki i w sumie jestem z nich zadowolony. Szkoda tylko, że firmy nie lubię już tak jak dawniej, w zasadzie prawie w ogóle już jej nie lubię, ale cóż, jaki szef taka firma... Najważniejsze, że w piątek po pracy wyjeżdżam z Warszawy i wrócę do niej dopiero w środę.


2011.11.15 / Wtorek / 13:29 - Karta śmierci

Wczoraj przed północą zakończyła swój żywot widoczna na powyższym zdjęciu karta graficzna Gigabyte GeForce 8800GT 512MB, którą nabyłem na początku 2008 roku za 999zł. Znajdowała się więc w moim komputerze od samego początku, stanowiła jego najdroższy podzespół i byłem z niej bardzo zadowolony. Niestety nie dbałem o nią należycie, ostatni raz odkurzałem ją rok temu i pewnie z powodu nadmiaru kurzu i pajęczyn doszło w niej do jakiegoś spięcia... Niech spoczywa w pokoju.

Siedzę teraz przy odkurzonym, cicho działającym komputerze, do którego wstawiłem starą kartę graficzną sprzed trzynastu lat, działającą na złączu PCI. Zmuszony byłem ponieść nieplanowany wydatek zamawiając w Merlinie.pl nową kartę graficzną, lepszą od poprzedniej, z chipsetem GTS 450, firmy MSI, za nieco ponad 400zł, która być może posłuży mi przez następne cztery lata, albo i dłużej... Po raz kolejny jestem zrujnowany finansowo, choć w porównaniu z poprzednimi miesiącami moja obecna sytuacja i tak jest lepsza.


2011.11.13 / Niedziela / 13:01 - Pytania bez odpowiedzi

Czego chce Pan Michał, czego potrzebuje, kto potrzebuje jego, która droga będzie dla niego lepsza? Czy powinien drugi raz wchodzić do tej samej rzeki, w której wcześniej pirania upierdoliła go w stopę? Jak Pan Michał spędzi najbliższy weekend? Czy powinien ufać? Czy powinien wierzyć? Czy potrafi kochać?


2011.11.11 / Piątek / 23:54 - Nierandka z Kasią

Piątkowe popołudnie, piątkowy wieczór, spędziłem z widoczną na powyższym zdjęciu Kasią z Lublina, która zawitała na długi weekend do naszej pięknej stolicy. Spotkaliśmy się o godzinie 16:00, czyli w czasie największych zamieszek, które ogarnęły dzisiaj Warszawę z okazji święta rozróby. Na własne oczy żadnych zamieszek nie widzieliśmy, w żadnych nie braliśmy udziału, ale w powietrzu czuć było atmosferę zagrożenia. ;) Być może wpływ na to miały latające nad miastem helikoptery, jeżdżące na sygnale radiowozy i karetki pogotowia, oraz ludzie gromadzący się przed telewizorami na ulicy, wpatrujący się w relacje "na żywo" na programie TVN24.

Ignorując wszystko udaliśmy się w dwa bardzo fajne miejsca - do Harendy i do Indeksu (a może Indecksu). Powyższe zdjęcie powstało właśnie w Harendzie, natomiast te z Indeksu nie nadają się do publikacji. :P Jak widać Kasia ma obecnie nową fryzurę, jej włosy są jeszcze krótsze niż ostatnio, w sumie za każdym razem gdy ją widzę ma krótsze włosy i spodziewam się, że kiedyś na nasze spotkanie przyjdzie ogolona na zero. Mimo tego nadal uważam, że wygląda bardzo kobieco, a kto się ze mną nie zgadza ma ode mnie wpierdol. ;) Miło było się spotkać, posiedzieć cztery godziny, porozmawiać o tym co nas boli i nie tylko...

Przede mną pięć dni pracy, jeden dzień wolny, kolejny dzień pracy i wyjazd... Jadę, jadę, jadę, a nawet - jedziemy! Choć prawa jazdy jednak nie mam.


2011.11.11 / Piątek / 01:00 - Wynik egzaminu negatywny

Dwie godziny czekania, dwie minuty egzaminu... Jazda tyłem po łuku, zbyt wczesne skręcenie w prawo, najechanie na tyczkę, dziękuję, koniec.

A dziwiłem się, jak można popełnić błąd na łuku...


2011.11.10 / Czwartek / 10:44 - Teoria zdana

Teoria zdana bezbłędnie. Pora oblać praktykę...


2011.11.09 / Środa / 16:40 - Dzień przed pierwszym podejściem

Rondo Babka - zmora wszystkich kierowców. Podobno najstraszniejsze rondo w Polsce. Samochodem nigdy na nim nie byłem.

Kończy się odliczanie czasu do pierwszego egzaminu na prawo jazdy. Jutro o godzinie 9:00 będe już wchodził na salę numer 1, na której spróbuję zdać egzamin teoretyczny, co nie powinno być trudne. Po egzaminie teoretycznym będę oczekiwał na egzamin praktyczny, podobno nie dłużej niż trzy godziny. Liczę na to, że chociaż łuk przejadę poprawnie, bo przecież podczas nauki zawsze mi się to udawało... Na dzień dzisiejszy obstawiam, że błąd popełnię na górce. Samochód dwa razy stoczy mi się do tyłu. Ogólnie jednak całe to prawo jazdy niewiele mnie teraz obchodzi i jest mi dosyć obojętne, czy zdam, czy nie zdam... Choć wolałbym zdać. ;)

Wczoraj przez trzy godziny montowałem tak zwany teledysk, czyli dramatyczne podsumowanie minionych trzech miesięcy. To był trzeci teledysk w moim życiu i w sumie jestem z niego zadowolony. Jako podkład muzyczny wykorzystałem utwór Editors "The weight of the world", podczas którego czułem się tak wspaniale na krakowskim koncercie w sierpniu, mając u boku "swoją" kobietę. Po raz pierwszy montowałem ujęcia chronologicznie i myślę, że dodało to nieco dramatyzmu, bo nic nie jest tak dramatyczne jak mijający czas... Nic poza świadomością, że nie można wrócić do tego co było. Tylko czy w tym przypadku naprawdę nie można do tego wrócić? Czy nie można pójść dalej razem?

To była bardzo dziwna noc i równie dziwny poranek...


"Keep a light on those you love
They will be there when you die
Baby there's no need to fear
Baby there's no need to cry"

Editors "The weight of the world"


2011.11.08 / Wtorek / 18:26 - Rozstanie

Dzisiaj rano podjąłem decyzję, że to koniec. Rok wirtualnej znajomości, trzy i pół miesiąca realnej, trzydzieści spotkań, trzy kilkudniowe wyjazdy, trzy koncerty, pięć wspólnych nocy, mnóstwo pięknych, niezapomnianych chwil, mnóstwo radości, mnóstwo pierwszych razów. Mój pierwszy związek, o ile można to tak nazwać, który właśnie dzisiaj się zakończył. Będę mógł mówić, że miałem dziewczynę... Zmieniłem się na lepsze, wydoroślałem, zmądrzałem, zrozumiałem jak bardzo mogę być szczęśliwy, gdy trafię na właściwą kobietę, przestałem całkowicie myśleć o przeszłości... Zakochałem się. Ciężko rozstawać się z osobą, którą uważa się za piękną i podobną do siebie, w której znajduje się mnóstwo zalet, z którą po prostu dobrze się czuje, z którą lubi się spędzać czas, ale wygląd i inne zalety to nie wszystko, znacznie ważniejsze są inne wartości, których niestety w tym przypadku się nie doszukałem... Poza tym zmierzaliśmy chyba jednak w dwóch różnych kierunkach i wcześniej, czy później i tak musielibyśmy się rozstać... Przede wszystkim jednak nie byłem kochany i przez cały czas miałem świadomość, że tak jest. To się po prostu widzi.

Pozostaje tylko czekać na wiosnę... Tak szczęśliwy jak na zdjęciach z ostatnich trzech miesięcy nie będę zbyt szybko. To był drugi najszczęśliwszy okres mojego życia. Wcześniej nawet nie przypuszczałem, że mogę przeżyć coś tak fajnego, co trwałoby tak długo. Szkoda, że skończyło się w tak smutny sposób... Pozostała we mnie pustka, której nie ma czym zapełnić...

Póki co pozdrawiam Pannę Ewę, z którą od kilku dni mam przyjemność wymieniać się mailami, i która oczywiście już dostała link do mojego nieszczęsnego bloga. Powtórzę tutaj, że bardziej zależy mi na przyjaźni, niż na dziwnym i pokręconym związku. Przyjaźń jest bardzo cenna...


"Every day I play a sad game called
In the future when all's well
Living longer than I had intended
Something must have gone right"

Morrissey "In the future when all's well"


2011.11.07 / Poniedziałek / 19:53 - Kobieca wierność

Odpowiedź na pytanie, czy tydzień temu doszło do grupowego seksu, który był celem pana Aleksandra i jego kolegi... Jego błąd w sztuce, lub po prostu resztki porządności kobiety... Miło, że je zachowała. Szkoda, że nie w stu procentach.

Tymczasem zaczynam dyżur. Od dzisiaj nie można już używać netbooka w pracy. Co więcej, dowiedziałem się, że jeśli nie poprawię średniej, zostanie mi obniżona stawka za godzinę. W takim przypadku oczywiście nie będę tu dłużej pracował. Nie takie były ustalone zasady na początku roku między mną a pracodawcą.


2011.11.07 / Poniedziałek / 15:06 - Neverending crisis

Najgorsze po zdradzie jest to, że żadna droga nie jest już właściwa, jakkolwiekby się nie postąpiło, będzie źle. Próba pogodzenia się i wybaczenie jest tak samo bolesne, jak brak wybaczenia i odejście. Nic już nie może być takie jak wcześniej, związek zaczyna przypominać budynek po wybuchu, który nadaje się jedynie do rozbiórki, lub samochód po wypadku, który nadaje się jedynie do kasacji... W zasadzie trudno nawet mówić już o jakimkolwiek związku...

Dzisiaj po raz pierwszy od ponad miesiąca, a może nawet po raz pierwszy od dwóch miesięcy będę miał nocny dyżur w pracy. W tym tygodniu mam aż trzy dni wolne, z czego część jednego z nich, czyli piątkowy wieczór, spędzę z Kasią z Lublina, która zawita na długi weekend do Warszawy. Lubię się z Kasią spotykać, choćby dlatego, że ma zajebiste zasady moralne i jest mądra. Będzie to dzień po moim pierwszym podejściu do prawa jazdy, kto wie, może będę miał wtedy powód do świętowania? Zawsze można świętować zdanie samej teorii. :P W czwartek po egzaminie idę do pracy, mimo tego, że miałem mieć wtedy dzień wolny...

Spotkanie z moją Kasią, która nigdy nie była moja, oraz jej przyjaciółką, którą bardzo chciałem poznać, prawdopodobnie się nie odbędzie, mimo wcześniejszych, wstępnych planów. Oczywiście zapraszam też Kasię na piątkowe spotkanie, zawsze można przecież spotkać się w trójkę, ja nigdy nie mówiłem w takim przypadku nie, nigdzie nie chciałem bywać sam. Trzeba sobie tylko zadać pytanie, czy w ogóle jakiekolwiek spotkanie z Kasią jeszcze się odbędzie? Są takie chwile gdy bardzo tego chcę, gdy zaczynam myśleć, że nic takiego się nie stało, że wiedziałem przecież jaką Kasia jest kobietą, że sam nie traktowałbym poważnie całowania się z inną dziewczyną, czy nawet dwiema, a może nawet seksu z inną nie traktowałbym poważnie. Sam robiłem w lipcu coś na co inni ludzie mogliby się oburzyć, za co mogliby mnie wykląć i nazwać zboczeńcem. Może takie zachowanie jest normalne, naturalne, ludzkie, może bliżej mu do czegoś pozytywnego niż negatywnego, może stanowi część cieszenia się życiem, może jesteśmy ludźmi i nic co ludzkie nie jest nam obce. Jeszcze nie tak dawno mówiłem na VideoBlogu coś o znalezieniu kobiety, dla której byłbym w stanie zrobić wszystko, co oznacza, że powinienem także wszystko wybaczyć... Ale wtedy odzywa się mój rozsądek, który jednak posiadam, i mówi mi, że nie powinienem iść tą drogą, że jest to droga wiecznych obaw, niepewności, braku zaufania, sprzeczek, kłótni, prób kontrolowania, ograniczania wolności, śledzenia, oskarżania, złości... Nigdy już nie zaznałbym spokoju, który tak bardzo cenię...

Ewentualnie mógłbym spróbować wyzbyć się wszystkiego tego co negatywne, nie słuchać rozsądku, tylko posłuchać serca... W takim przypadku należy sobie zadać pytanie - jak zachowałby się Jezus Chrystus. ;) W sumie to pytanie warto sobie zadwać przez całe życie, co w praktyce oznacza, że warto próbować być dobrym człowiekiem... Tylko czy wtedy nie zostanie się tak nie lubianym przez kobiety pantoflarzem?

Jeżeli czegoś w swoim życiu chciałem uniknąć najbardziej to własnie zdrady... To mógł być dla mnie piękny rok, ale niestety w całości nie będę go mógł zaliczyć do udanych. Będę mógł powiedzieć jedynie - to było bardzo piękne lato, to była bardzo piękna część jesieni... Później zrobiło się zimno.


2011.11.06 / Niedziela / 10:48 - Unhappy together

Czy to ma sens? Czy mi się w ogóle jeszcze czegokolwiek chce w związku z tym związkiem? Czy chce mi się rozmawiać, spacerować, przesiadywać w pubach i kawiarniach, chodzić na koncerty, odprowadzać do domu, trzymać za rękę? Nie mówiąc już o całowaniu i czymkolwiek bardziej intensywnym? Chyba ulotniła się ze mnie jakakolwiek chęć na cokolwiek. Na pewno ulotniła się chęć na pójście do ClubRocka, miejsca, które będzie mi się zdecydowanie źle kojarzyć przez resztę mojego życia.

Wczorajsza notka została przeze mnie zmieniona, zawiera teraz mniej niewygodnej prawdy, usunąłem też niektóre komentarze, bo podobno są rzeczy, o których nie dyskutuje się na forum publicznym. W porządku, rozumiem, każdy ma prawo do tego, by o nim milczeć... Tak jak każdy ma prawo popełniac błędy.

Jeśli to wszystko się skończy, najbardziej będzie mi brakowało zapachu. Człowiek potrafi sobie przypomnieć piękny zapach drugiej osoby, potafi go poczuć nawet wtedy, gdy jest sam, i to może mu sprawić duży ból... Będzie mi brakowało wszystkiego tego co było dobre, a było tego dużo. Wtedy jednak wystarczy sobie przypomnieć do czego doszło, wystarczy sobie to wyobrazić i nagle ból przemija, a w jego miejsce pojawia się oczyszczająca złość, która kieruje człowieka ku wolności.

Pora myśleć o sobie, pora wydawać pieniądze na siebie, pora żyć zgodnie z samym sobą, bez oglądania się na ludzi, którzy na to nie zasługują.


"Wpisano zdradę w pocałunek
W czułe spojrzenia w szlachetny trunek
Przypływa w nocy jak zimna woda
Dla zdrady żadnej chwili nie szkoda"

Maanam "Zdrada"


2011.11.05 / Sobota / 08:45 - Związek po zdradzie

Głupio postąpiłem puszczając w Halloween "swoją" kobietę samą do klubu. Zrobiłem to jednak na jej życzenie, gdyż wcześniej chciała po prostu spędzić czas w gronie znajomych, a ja chciałem jej dać odrobinę wolności, by nie narzucać się każdego dnia, by nie czuła się przytłoczona lub osaczona. Wcześniej proponowałem przecież, byśmy ten czas spędzili razem w Krakowie, byśmy byli tam trzy dni i dwie noce, ona jednak wolała to skrócić, by móc pójść do klubu. Wolność, którą jej dałem wykorzystała w sposób bardzo dla mnie krzywdzący i jedynie to jest w tym wszystkim dobre, że się przyznała, i że poznałem jej prawdziwą naturę. Wiedziała wcześniej co uważam za zdradę i czym mnie skrzywdzi, wiedziała też, że chcę, by grzecznie się podczas tej nocy bawiła, napisałem jej to. Nic do niej nie dotarło, nie wzięła sobie moich słów do serca, nie pomyślała o mnie. Straciłem do niej szacunek, przestałem jej ufać, nie potrafię jej już tak podziwiać jak dawniej. To co wcześniej razem przeżyliśmy przestało być tak cenne, pojawiła się rysa na jej pięknym wizerunku. Niestety, mimo tego wszystkiego chyba nadal ją kocham, choć jest to już bardzo słaba miłość. Podobały mi się jej starania, gdy chciała, bym jej wybaczył i byśmy wrócili do siebie. Była wtedy tak cudownie zaangażowana. Przez jeden dzień czułem, że jestem w prawdziwym związku. Jednak tak jak mówiła - nie wie sama ile tak naprawdę może mi dać, nie wie co do mnie czuje, jest wypalona, a ja potrzebuję dziewczyny, która wie, że chce ze mną być, która mnie naprawdę pokocha, która nie zdradzi mnie po raz kolejny, tym razem w jeszcze gorszy sposób.

Pan Michał bardzo sobie ceni stabilizację, tak samo jak wierność, moralność i rozsądek.


2011.11.04 / Piątek / 01:21 - Nowy początek

Dzień zaczął się całkiem dobrze, ale podczas jazdy autobusem do pracy zaczęły mnie nawiedzać złe myśli i zacząłem sobie zadawać niepokojące pytania dotyczące tego co zaszło w nocy z 31 października na 1 listopada. Jak się później okazało moje obawy nie były bezpodstawne, po raz drugi dowiedziałem się czegoś czego nigdy w życiu nie chciałem się dowiedzieć, tym razem było to rozwinięciem koszmaru z dnia poprzedniego. Nie potrafiłem się z tym pogodzić, nie wyobrażałem sobie, że będę w stanie to wszystko zaakceptować i wybaczyć... Otrzymałem kolejną dawkę gorzkiej prawdy do przełknięcia.

Nie mogłem jednak nie docenić szczerości i wszystkiego innego co ma związek z zaangażowaniem, więc około godziny 13:00 napisałem na kartce zdanie widoczne na poprzednim zdjęciu i uznałem, że postąpię zgodnie z nim. O godzinie 18:00, gdy wychodziłem z pracy, wszystko stało się jasne, znikł ból, znikła złość, którą odczuwałem, pojawiła się radość, że oto jest, mimo choroby przyjechała i czeka przed wejściem do firmy, nieświadoma tego, że od jej przyjazdu zależała przyszłość naszego związku. Podjęła właściwą decyzję. Autorka mojego koszmaru, kobieta, którą pokochałem, i o którą dbałem przez trzy miesiące najlepiej jak potrafiłem. Moja Kasia.

Wcześniej pisałem, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy dzięki niej poznałem prawdziwy smak życia, ale dopiero w listopadzie stało się to całkowitą prawdą, bo życie ma wiele smaków, nie może być wiecznie słodkie, czasem trzeba poznać także smak gorzkiej prawdy. Jeśli coś może uratować związek to właśnie prawda i szczerość, choć najlepiej byłoby po prostu nie doprowadzać do takich sytuacji. Szczerość uratowała nasz związek i rozpoczeliśmy go od nowa... A może wcześniej tego w czym się znajdowaliśmy nie można było nazwać związkiem... Może właśnie dzisiaj się wszystko zaczęło. Jutro minie rok od naszej pierwszej rozmowy na gadu-gadu, a dzisiejsze spotkanie było spotkaniem numer trzydzieści... Przed nami kolejne. Przed nami przyszłość.

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu Pan Michał otrzymał od kobiety dwa magiczne słowa... Wyznanie, na które czekał przez całe życie. Szkoda, że stało się to w takich okolicznościach, ale widocznie na świecie nie można tak łatwo oddzielić tego co dobre od tego co złe. Jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy, umiemy się do nich przyznawać, przepraszamy, wybaczamy sobie, staramy się, by było dobrze... Kochamy.


2011.11.03 / Czwartek / 14:14 - Test

Zdjęcie wkleiłem o godzinie 14:14... O godzinie 18:00 okaże się komu na czym i na kim zależy.


2011.11.03 / Czwartek / 01:19 - Jest dobrze

To był najdramatyczniejszy wieczór mojego życia. W tej oto mrocznej i zarazem pięknej scenerii Ursynowa dowiedziałem się czegoś, czego nigdy w życiu nie chciałem się dowiedzieć, czegoś co sprawiło mi wielki ból. Ból jest najwidoczniej nieodłączną częścią naszego życia i nie da się go uniknąć, gdyż ludzie nie potrafią nie krzywdzić siebie nawzajem. Wybaczyłem dopiero po dwóch, bardzo nieprzyjemnych godzinach, głównie dzięki szczerości i zaangażowaniu drugiej strony... Teraz jest już dobrze, ale myślę, że już nigdy nie będę w pełni ufał i nie potrafiłbym wybaczyć po raz drugi. Oby nigdy nie było takiej konieczności... Na szczęście czuję, że jeszcze potrafię być szczęśliwy z kobietą, z którą byłem tak bardzo szczęśliwy przez ostatnie trzy miesiące.

Właściwie chyba dopiero teraz jesteśmy w prawdziwym związku... Warto więc zacząć prawdziwie się starać. Pewnie powinienem wynająć jeden pokój w Warszawie... Pewnie to zrobię.


"Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień"


2011.11.02 / Środa / 14:03 - Będzie dobrze

Gdy pojawiają się obawy i problemy to trzeba zrobić tak, żeby było dobrze, zamiast stwarzać dodatkowe. Chcę, żeby było dobrze...


2011.11.01 / Wtorek / 22:01 - Szczęśliwy Pan Michał w Krakowie

Dzisiejszy dzień był jednym z najtrudniejszych dni mojego życia, co stanowi ciekawy kontrast w zestawieniu z dwoma niezwykle szczęśliwymi dniami spędzonymi w Krakowie. Trzy godziny przygnębiających rozmów telefonicznych to coś czego dotychczas jeszcze nie próbowałem... Zdaje się jednak, że mimo obaw patrzę w przyszłość pozytywnie, wierzę w to, że jeszcze mogę być tak szczęśliwy jak wtedy, gdy Kasia robiła mi powyższe zdjęcie. Chyba wierzę też w to, że dzięki mnie Kasia może być szczęśliwa, jeśli naprawdę coś dla niej znaczę i jeśli nie będzie głupio postępować... Tak jak wczoraj.

W czasie wyjazdu do Krakowa i w sumie dzisiaj chyba też, zaszły między nami dobre zmiany, takie, jakich oczekiwałem od dawna... Po raz pierwszy poczułem tak silne zaangażowanie po drugiej stronie, dzięki któremu postanowiłem przyjąć przeprosiny i przymknąć oko na to co mi się tak bardzo nie spodobało, choć było to cholernie trudne. Mam nadzieję, że coś podobnego nie będzie się powtarzać, bo mało czego boję się tak, jak utraty osoby, na której mi zależy.... Lub zależało. Poza tym jestem mężczyzną, a nie pantoflarzem i są rzeczy, których nie będę tolerował.

W każdym razie w sobotę się spotkamy i zobaczę wtedy, czy nadal czuję to co czułem przez ostatnie trzy miesiące... Wszystko można zmarnować.


2011.11.01 / Wtorek / 17:49 - Not the end?

Notka miała nosić inny tytuł, miała być najbardziej dramatyczną notką tego roku, ale po niemal dwugodzinnej rozmowie telefonicznej uznałem, że lepiej będzie wkleić tu zdjęcie kota i zakończyć na tym jednym zdaniu.


2011.11.01 / Wtorek / 13:35 - Wieliczka

Zdjęć w kopalni nie można było robić, jeśli nie zapłaciło się dodatkowo dziesięciu złotych, więc posiadam tylko zdjęcia z kopalnianej restauracji oraz sprzed kopalni, głównie z tego pięknego parku widocznego powyżej. Podczas wyjazdu najczęściej fotografowałem oczywiście Kasię, piękną kobietę o delikatnych rysach twarzy, o niebanalnym, nie-nudnym wyglądzie i mój fotoblog byłby cały zawalony jej portretami gdyby nie słuszny zakaz umieszczania tu jej wizerunku. Co prawda od czasu do czasu pojawia się na zdjeciach, ale tylko wprawne oko najbardziej dociekliwych czytelników jest ją w stanie dostrzec.

Kasia zrobiła dużo ładnych zdjęć w Krakowie i w Wieliczce. Potrafi ona dostrzec to czego ja nie dostrzegam i uchwycić wybrany temat bardzo ładnie na zdjęciu. Podziwiam te umiejętności... Moje zdjęcia są zdecydowanie zbyt proste, ale nie ma się czemu dziwić, jestem przecież prostym człowiekiem.

Dzisiaj dzień drugi zamulania. Na żaden grób nie pojechałem, głównie z powodu braku słońca, choć to marna wymówka. Podobno w Puławach jest dziś bardzo ciepło i słonecznie, ale ostatecznie do Puław się nie wybrałem. Siedzę przed komputerem, uczę się tego co już umiem, czyli teorii na prawo jazdy, słucham muzyki, aktualnie Pink Floyd, wcześniej Placebo, a wkrótce być może zatemperuję ołówek i narysuję portret...

Odbija mi...


2011.11.01 / Wtorek / 08:42 - Bubbles

Coraz dalej od wyjazdu do Krakowa, coraz bliżej do... Drugiego wspólnego wyjazdu do Puław na weekend? Siostra jest przemiła i zgadza się, więc nie widzę przeszkód. Cieszy mnie to, że siostra polubiła Kasię. Zdaje się też, że Kasia polubiła moją siostrę, ale nie ma się czemu dziwić, bo przecież każdy ją lubi. Moją mamę też każdy lubi, choć akurat tego fenomenu do końca nie rozumiem...

Coraz bliżej do mojego egzaminu na prawo jazdy. Przede mną siedem dni pracy, jeden dzień wolny i egzamin. Koleżanka z pracy oblała już na samym wstępie, wyjeżdżając poza linię łuku. Kolega Sebastian jeszcze się nie zapisał na egzamin po ukończonych jazdach. Ja zdam za pierwszym razem.

W styczniu wyprowadzam się z domu rodzinnego i przenoszę się do warszawskiego mieszkanka. Czy ktoś chce ze mną zamieszkać w kawalerce? Ja płacę tysiąc, a moja przyszła, ewentualna współlokatorka resztę plus opłaty czyli zdecydowanie mniej niż tysiąc. Tak samo można zrobić z dwupokojowym mieszkaniem, ale wtedy dzielilibyśmy się opłatami po połowie. Zaproponowałem. Rzekłem.