2011.12.31 / Sobota / 16:14 - Sylwester 2011

Za pół godziny wychodzę z domu, jadę na Ursynów i stamtąd wyruszam wraz z Kasią do Piaseczna, na imprezę sylwestrową u kuzyna i jego żony. W sumie ma być pięć osób, my, oni i jeszcze jedna Kasia, która była świadkową na ślube kuzyna. Fajnie, że po raz pierwszy od trzech lat przywitam Nowy Rok poza pracą.

Tymczasem jutro o 18:00 będe wraz z koleżanką Sylwią, a może też i ze swoją Kasią oglądał mieszkanie, które możemy wynająć. Wiem już dokładnie gdzie się ono znajduje, zadzwoniłem wczoraj do sympatycznej cioci kolegi i powiedziałem, że jestem zainteresowany, choć tak naprawdę zainteresowany będę tylko wtedy, gdy ciocia kolegi zgodzi się na 1500 złotych za miesiąc. Jeśli nie - będę szukał na własną rękę w lepszym miejscu, bo szczerze mówiąc Nowolipie nie za bardzo mi odpowiada. Kto wie - może poszukam mieszkania właśnie z Kasią, zamiast z Sylwią i jej siostrą... Logicznie na to wszystko patrząc - tak właśnie być powinno.

Kończę pisać ostatnią notkę roku 2011 i wybywam z domu rodzinnego, by Nowy Rok przywitać wraz z najważniejszą osobą minionego roku. :)


2011.12.30 / Piątek / 02:11 - Propozycja mieszkaniowa

Dwa dni do końca roku 2011. Wczoraj były urodziny mojej mamy, która skończyła 58 lat. Moja mama jest z tego samego rocznika co Kim Gordon, wokalista Sonic Youth. Myśląc o tym, że Kim Gordon całkiem niedawno była młodą, pełną energii kobietą uzmysławiam sobie, że moja mama także była wcale nie tak dawno młoda. Jak to szybko minęło... Mama była zaledwie o rok starsza ode mnie gdy przyszedłem na świat. Kiedy na świat przyjdzie moje dziecko? Jak je sobie urodzę, huh huh. :P

Na dyżurze w pracy nasz szanowny kolega-arystokrata, przyszły sędzia, zapytał się czy ktoś z nas nie jest przypadkiem zainteresowany wynajęciem dwupokojowego mieszkania w Warszawie, ponieważ jego ciocia takowe właśnie posiada i kazała mu poszukać wśród znajomych kogoś chętnego. Odrzekłem, że ja byłbym zaintersowany, gdybym miał kogoś kto chciałby ze mną je wynająć na spółkę. Od razu rozległy się zapytania czemu moja dziewczyna go ze mną nie wynajmie, ale kwestię tę tłumaczyłem w pracy już kilka razy, choć w sumie sam jej do końca nie rozumiem. ;) Na szczęście w tym samym czasie odezwała się koleżanka Sylwia, która stwierdziła, że w sumie ona poszukuje teraz wraz z siostrą pokoju do wynajęcia, ponieważ obecny pokój, który całkiem niedawno z nią wynajęła z jakiegoś tam powodu nie spełnia jej oczekiwań. Bardzo lubię Sylwię, a ponieważ bardzo zależy mi na tym, by mieszkać właśnie z dziewczynami, a nie z facetem, szybko dogadałem się w tej sprawie i dzisiaj w dzień mam zadzwonić do ciotki kolegi, aby zapytać się czy propozycja jest nadal aktualna. Mieszkanie znajduje się na Nowolipu, a więc ma całkiem dobrą lokalizację, mieszkały w nim cztery osoby, na jesieni było remontowane i ma być dostępne już od 1 stycznia. Spróbuję umówić się na obejrzenie go już w poniedziałek, Sylwia wyraziła chęć obejrzenia go ze mną, więc dopiero wtedy będzie wiadomo jak wygląda sytuacja. Póki co proponowana cena jest nieco zbyt wysoka, bo w sumie wychodziłoby 1000zł za pokój, licząc z opłatami. Sylwia stwierdziła jednak, że nawet jak się nie uda to i tak będzie zainteresowana wynajęciem nowego pokoju i jeśli mi zależy to może wynająć wraz ze mną inne dwupokojowe mieszkanie. W takim przypadku w ruch pójdzie Gumtree, na którym być może wygrzebiemy jakąś ciekawą ofertę. Co prawda z pieniędzmi nie stoję obecnie zbyt dobrze, ale pod tym względem i tak jest lepiej niż przez ostatnie miesiące, a przecież zawsze mogę coś sprzedać, jeśli będę potrzebował większej ilości złotówek. ;) Szansa zostania warszawiakiem jest niezwykle pociągająca i mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł sobie wpisać na Facebooku i na Photoblogu - miejsce zamieszkania: Warszawa. ;)

Najważniejsze, że mam okazję zamieszkać z fajną koleżanką i jej siostrą, zamiast z jakimś nieznajomym facetem, który nie opuszczałby klapy w sedesie i wszędzir rozrzucałby swoje brudne skarpetki. ;) Oczywiście najbardziej chciałbym zamieszkać ze swoją dziewczyną, ale ona nie zamierza tracić pieniędzy na wynajmowanie, ponieważ zbiera je na zakup własnego mieszkania. W sumie ją rozumiem, na jej miejscu także nie byłbym zainteresowany wynajęciem, choć kto wie... Gdybym był zakochany to może jednak zrobiłbym wszystko, by móc zamieszkać z ukochaną osobą. W końcu ludzie poznają się tak naprawdę wtedy, gdy razem ze sobą zamieszkają. Rzekłbym nawet, że związek jest prawdziwy dopiero wtedy, gdy ludzie razem ze sobą mieszkają i nie chcą się wzajemnie pozabijać.

Idę spać. Jutro ostatni dyżur roku 2011. W sobotę Sylwester, na którego dzisiaj się przygotowałem, robiąc zakupy alkoholowo-spożywcze.


2011.12.29 / Czwartek / 00:35 - Podsumowanie roku 2011

Przez cały wieczór spisywałem wielkie podsumowanie roku 2011, które zajęło aż siedem pełnych wpisów. Ponieważ jednak dopiero rok 2012 będzie prawidziwie przełomowy w moim życiu, postanowiłem skasować całe to podsumowanie, wyrzucić je w diabły, by już nie wracać do tego co było, a jedynie skupić się na tym co będzie. Jedno wiem na pewno - chcę, by była przy mnie Kasia, by trwała nadal nasza wspólna historia rozpoczęta w roku 2011.


2011.12.27 / Wtorek / 09:10 - Po angielsku

Zgodnie z planem... Ostatnio często powtarzam ten zwrot, więc najwidoczniej wszystko w moim życiu przebiega zgodnie z planem. ;) Tak więc zgodnie z planem pojechałem przed dyżurem na Ursynów, do domu Kasi, od której odebrałem część prezentu gwiazdkowego, którą mi zwróciła, i którą ja zwrócę do sklepu internetowego. Przy okazji Kasia pożyczyła mi kolejną książkę, która od razu przypadła mi do gustu, czyli "The secret diary of Adrian Mole Aged 13 3/4" autorstwa Sue Townsend. Ksiażka pisana jest dosyć prostą angielszczyzną, dzięki czemu doskonale nadaje się do nauki tego pięknego języka, a przy okazji jest bardzo zabawna. :) W pracy przeczytałem niemal pięćdziesiąt stron, wynotowując sobie słówka, których wcześniej nie znałem i nazbierało się ich całkiem sporo. Cóż, z każdym dniem wiem więcej, z każdym dniem popełniam mniej błędów, z każdym dniem jestem bliższy opanowania języka angielskiego. W roku 2012 zamierzam postawić właśnie na to - na język angielski.

Pod koniec wizyty u Kasi miałem jeszcze okazję poznać jej starszego z dwóch młodszych braci, a także przywitać się z jej szanownym tatą, którego nadal się boję, ale ostatnio jakby trochę mniej... Sympatyczny z niego facet. W sumie lubię wszystkich członków tej szanownej rodziny i mam nadzieję, że ja także jestem przez nich choć trochę lubiany, lub chociaż akceptowany. ;) Bądź co bądź związek dwójki ludzi to także połączenie dwóch rodzin. Tak ja na to patrzę i zapewne tak na to patrzy Małgorzata Musierowicz. ;) Mądra kobieta.

Zjem płatki, prześpię się i pójdę do pracy na kolejną nockę. Po pracy wstąpię na pocztę, by odesłać niechcianą/nietrafioną część prezentu gwiazdkowego. Strach kupować prezent urodzinowy, a urodziny przecież już za nieco ponad miesiąc. ;) Do moich trzydziestych urodzin zostało jeszcze sporo czasu... Jeszcze pobędę sobie dwudziesto-paro-latkiem przez kilka miesięcy. Jak miło.


2011.12.26 / Poniedziałek / 15:10 - Święta z książką

Święta roku 2011 dobiegają końca. Wigilia w pracy była dosyć męcząca, ludzie pisali jak nakręceni. Ostatnie dwie godziny drugiego dnia świąt także spędzę w pracy, dyżur zaczynam dopiero o godzinie 22:00, wcześniej zaś wpadnę na chwilkę na Ursynów, do domu Kasi, która podobno się rozchorowała. Biedna, delikatna Kruszynka...

Wczorajszy dzień, w pełni wolny, spędziłem głównie w łóżku, z książką w ręku. Po raz piewszy w życiu udało mi się przeczytać całą książkę w jeden wieczór i nie było to trudne - Małgorzata Musierowicz wciąga. :) Pamiętam jak Kasia polecała mi ją już rok temu, ale dopiero na początku grudnia tego roku pożyczyła mi widoczne na powyższym zdjęciu dwie ostatnie części cyklu "Jeżycjada", który z miejsca pokochałem. Jest to cykl bardzo ciepłych, sympatycznych i zabawnych powieści pisanych już od roku 1977, opisujący losy kilku rodzin żyjących w Poznaniu. Jedno jest pewne - typowemu zodiakalnemu rakowi, takiemu jak ja, "Jeżycjada" nie może nie przypaść do gustu. :) Pięknie pokazano w niej ciągłość rodziny. Jeszcze bardziej zapragnąłem zostać ojcem, najlepiej całej gromadki dzieci, zapragnąłem zostać mężem odpowiedniej kobiety, mieć własną rodzinę i przede wszystkim być mądrym, zaradnym i wykształconym facetem, takim, na którym można polegać. Niestety na zaradność i wykształcenie jest już za późno. Może gdybym czytał Musierowicz piętnaście lat temu, byłbym innym, lepszym człowiekiem? :P

Fajne jest to, że ostatnia część "Jeżycjady" kończy się 20 czerwca roku 2008, w dniu zakończenia roku szkolnego, pamiętnym dla mnie ze względu na pierwszą w moim życiu randkę, która się wtedy odbyła w Dęblinie. Jako ciekawostkę mogę napisać, że w Wigilię wysłałem do Doroty smsa, złożyłem jej życzenia jak kulturalny człowiek z przeszłości, a w zamian otrzymałem od niej bardzo miłe "spieprzaj" i kilka innych słów, dzięki czemu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Dziwny jestem. :)

Starsza siostra leży w tej chwili obok mnie na wersalce i ogląda wesele, na którym byłem z Kasią w połowie października, naśmiewając się przy tym z tańczących par. Dobrze, że jeszcze nie widziała jak ja tańczę. ;) Zaraz idę się pod prysznic, a następnie wybywam z wyjątkowo ciepłego, rodzinnego domu, by udać się na spokojny, świąteczny dyżur. Jutro kolejna nocka, następnie dzień wolny, a po dwóch kolejnych dyżurach wieczornych pozostanie już tylko ostatni dzien roku 2011 - Sylwester.


2011.12.24 / Sobota / 02:03 - Firmowa uroczystość wigilijna

Wróżki i erotomani zasiedli do wigilijnego stołu, a raczej do wigilijnego stolika. Pan Michał nie skosztował widocznych na zdjęciu pyszności - Pan Michał wolał czekoladę i ciasto. Niemniej jednak uroczystość wigilijna bardzo się Panu Michałowi podobała, gdyż ogólnie lubi on swoich kolegów i koleżanki z pracy, lubi firmę, w której pracuje już niemal rok.


2011.12.24 / Sobota / 01:58 - Dolna część Kasi

Rozłożyłem dzisiaj Kasię na czynniki pierwsze, fotografując każdą jej część, skupiając się zwłaszcza na tych, które lubię najbardziej. :) Ach, uwielbiam nogi, uwielbiam rajstopy, uwielbiam te kobiety, które coś w sobie mają. Chyba jestem erotomanem, ale jednak nietypowym, takim troszeczkę... Bezużytecznym. ;) Wierzę jednak w to, że przyszłość mojego życia seksualnego jest zdecydowanie różowa, choć za różem nie przepadam - wolę czerń i czerwień. :P


2011.12.24 / Sobota / 01:53 - Ulubiony dekolt Pana Michała

Najbardziej efektownym elementem wczorajszej uroczystości wigilijnej w firmie był ten oto... Wisiorek. Bardzo skutecznie przyciągał moją uwagę, a raczej bardzo skutecznie odciągał moją uwagę od pracy. ;)


2011.12.24 / Sobota / 01:51 - Pierwsza Kasia w tym roku

Kolejny przykład ładnie sfotografowanej, ładnej Kasi. Gdyby nie fakt, że Kasia, gdy ją poznałem, miała już swojego mężczyznę, to zapewne podrywałbym ją coraz intensywniej, próbowałbym z nią randkować, zadręczałbym ją swoją osobą. :P Na szczęście w Walentynki jej mężczyzna postanowił przed nią uklęknąć, zakładając na jej palec pierścionek zaręczynowy, i zaraz po tym Kasia wycofała się z wcześniejszego planu przyjazdu do mojej Puszczy Kampinoskiej na sesję fotograficzną i na spacer ze mną. Zrobiło mi się wtedy troszkę smutno i z rozpaczy zaczałem nawet randkować z koleżanką Kasi - Kasią, studiującą w Lublinie, do której jednak nie za bardzo pasowałem, i która nie wzbudzała we mnie tak pozytywnych odczuć jak oryginalna Kasia. Na szczęście w czerwcu poznałem moją pierwszą, a może drugą tegoroczną miłość - Kasię z Lublina, która jednak chciała zostać tylko moją przyjaciółką. Zasmucony odrzuceniem i obciążony zbytecznymi biletami na Coke Live Music Festival w Krakowie, umówiłem się z czwartą tegoroczną Kasią, tą najważniejszą, poznaną wirtualnie na jesieni poprzedniego roku, która ostatecznie została moją pierwszą, i mam nadzieję ostatnią, dziewczyną. Kto wie, może to własnie z nią będę szedł przez resztę życia? Z nią, czy nie z nią, na pewno chciałbym, aby moja kobieta miała na imię Kasia. Kasia Górka - ładnie brzmi. :P


2011.12.24 / Sobota / 01:40 - Wyjątkowo ładne wróżki

Zgodnie z planem w firmie odbyła się dzisiaj uroczystość wigilijna. Do naszego pokoju przyniesiono stoliczek, na stoliczku ustawiono jedzenie, a wokół stoliczka rozsiedli się pracownicy. Niektórzy z nich musieli w tym czasie pracować, przez co nie siedzieli przy stoliczku, tylko przy komputerach, by móc odpisywać na smsy klientów.

Firmowa Kasia wyjątkowo ładnie dziś wyglądała, ja według niej także wyjątkowo ładnie dziś wyglądałem, dlatego wyjątkowo często celowaliśmy w siebie swoimi aparatmi. :P O ile jednak mi wyszło całkiem sporo fajnych zdjęć, o tyle ani jedno zdjęcie zrobione przez Kasię nie przypadło mi do gustu. Cóż, moje fotograficzne gusta ciężko jest zadowolić. ;)


2011.12.24 / Sobota / 01:35 - Gwiazdkowy prezent od Kasi

Przed dyżurem pojechałem na Ursynów, gdzie w jazzowej kawiarni Tutu spotkałem się ze swoją dziewczyną - Kasią. Jak miło, że w tym roku, w przeciwieństwie do lat poprzednich, mam dziewczynę, której mogłem wręczyć gwiazdkowy prezent, i od której mogłem odebrać prezent widoczny na powyższym zdjęciu, z którego jestem bardzo zadowolony. :) Będzie mi on służył co najmniej przez kilka miesięcy, na każdej randce z Kasią będę pachniał zapachem Armani Black Code. :P Mam nadzieję, że Kasia na niektórych naszych randkach także będzie miała okazję wykorzystać prezent, który ja jej sprezentowałem. ;) Mam też nadzieję, że będzie pachniała zapachem Yves Rocher Evidence, tak bardzo przeze mnie lubianym... Rozkosz dla zmysłów.

To było nasze czterdzieste spotkanie, można je też nazwać czterdziestą randką, bo według mnie każde nasze spotkanie to randka. Cztery dni temu minęło pięć miesięcy naszego... Związku. :) Za miesiąc będziemy mogli świętować pół-rocznicę. Jak słodko. Nasza przyszłość leży w naszych rękach...

Ja wierzę w naszą przyszlość, wierzę w siebię, a przede wszystkim... Wierzę w Kasię.


2011.12.22 / Czwartek / 20:34 - Płyty zakupione w roku 2011

Rok 2011 nie był już tak obfity pod względem muzycznym jak rok 2010, nie dokonałem tylu ważnych odkryć i kupiłem zdecydowanie mniej płyt. Po raz pierwszy od kilku lat ilość kupionych przeze mnie płyt okazała się być mniejsza niż w roku poprzednim. Wynikło to z nasycenia muzycznego, które zacząłem odczuwać. Mam już odpowiednią muzykę na każdy nastrój, mam już wszystkie płyty ulubionych artystów, nasyciłem się i nie odczuwam już głodu, który odczuwałem przez niemal całe swoje życie. Kilka dziewczyn zainspirowało mnie co prawda do poznania nowych wykonawców, takich jak choćby Morrissey, na którego nakierowała mnie moja Kasia, czy Editors, na których nakierowała mnie Kasia z Lublina, lub Gogol Bordello, które poznałem dzięki pewnej niezwykle atrakcyjnej Agnieszce w pociągu jadącym do Wrocławia, ale nie były to tak ważne odkrycia jak zeszłoroczne, nie były to tak wielkie miłości. W tym roku skupiłem się więc na miłości do kobiet, zamiast na miłości do muzyki. ;) Pieniądze oszczędzone dzięki nie kupowaniu płyt mogłem przeznaczyć na randki, po których co prawda nie zostaje nic namacalnego, ale które są jeszcze piękniejsze od muzyki, pod warunkiem, że randkuje się z odpowiednią osobą.

Doczekałem się w tym roku kilku ważnych reedycji, uzupełniłem dyskografię Renaty Przemyk, PJ Harvey, Closterkeller i Hooverphonic, zapoznałem się z drugą płytą zespołu Nicka Cave'a - Grinderman, którego koncert był najpiękniejszym przeżyciem muzycznym mojego życia. Zacząłem wielbić muzykę z filmu Death Proof, tak samo jak sam film, który uznałem za najlepszy obejrzany przeze mnie w tym roku. Po wielu latach zabrałem się wreszcie za Placebo, które zgodnie z oczekiwaniami bardzo przypadło mi do gustu.

Ważną rolę odgrywały w tym roku także koncerty, głównie dlatego, że byłem na nich ze swoją Kasią, a przecież towarzystwo na koncercie jest bardzo ważne. Po raz pierwszy w życiu byłem na dużym festiwalu, czyli Coke Live Music Festival, po którym pożałowałem, że wcześniej nie brałem udziału w podobnych wyjazdach. Pod koniec lipca dotknąłem samego Nicka Cave'a, a następnie nocowałem w pokoju hotelowym obok niego. Nigdy nie przypuszczałem, że w moim życiu wydarzy się coś takiego. :)

Ważne jest też to, czego nie kupiłem. Nie kupiłem najnowszej płyty Tori Amos, a także najnowszej płyty Kasi Nosowskiej, z premedytacją, uważając, że są to artystki, które najlepsze lata mają już za soba. Nie kupiłem też płyt zespołów IAMX i Muse, mimo tego jak bardzo te dwa zespoły pokochałem - najzwyczejniej w świecie uznałem, że nie opłaca mi się kupować ich albumów skoro mam je na mp3. Oszczędny się stałem, zacząłem akceptować piractwo. :) Możliwe, że w przyszłym roku nie kupię już żadnej płyty, choć jednak nie za bardzo chce mi się w to wierzyć...

Najlepszym utworem, który słyszałem w tym roku był "Speculator" zespołu Insurge, ostanio słyszany przeze mnie jakieś piętnaście lat temu, przywołujący wspomnienia młodości. Piękne chwile przeżyłem podczas koncertu Editors, gdy wokalista śpiewał "Każda mała cząstka twojego życia", a ja przytulałem się do Kasi, czując, że moje życie naprawdę zaczyna mieć smak. Natomiast podczas wrocławskiego koncertu Grinderman zapomniałem o całym świecie, o wszystkich problemach, o całym swoim życiu - wtedy poczułem się dzięki muzyce tak spełniony jak nigdy wcześniej. Poczułem, że muzyka może mieć tak wielka moc jakiej się nigdy po niej nie spodziewałem. Chciałbym kiedyś poczuć coś podobnego jeszcze raz, ale to raczej niemożliwe...


2011.12.22 / Czwartek / 18:51 - Zimno rodzinnego domu

Powróciłem z ciepłego mieszkanka w Puławach do zimnego domu rodzinnego w samym sercu puszczy. Towarzyszyła mi siostra, która jak co roku przyjechała do nas na święta, i która w tej chwili właśnie ubiera choinkę. To jej zadanie, my nigdy się do choinki nie dotykamy, taką już mamy rodzinną tradycję.

Na powyższym zdjęciu zaczytuję się w książce Małgorzaty Musierowicz, pożyczonej od Kasi, choć nieco wcześniej poznawałem tajemnice języka angielskiego, zagłębiając się w podręcznik, który sobie wczoraj kupiłem. Po raz pierwszy w życiu dowiedziałem się z niego jakie czasy występują w języku angielskim, kiedy się je stosuje i jak się je tworzy. Bardzo przydatna wiedza, która ułatwi mi komunikowanie się w języku, który przecież kocham. Teraz pozostaje mi tylko poćwiczyć czasy z Profesorem Henry'm, moim komputerowym nauczycielem, którego skuteczność uczenia porównać można zapewne do niejednej profesjonalnej szkoły językowej. Mimo tego nadal mam w planach zapisanie się do jednej z takich szkół w miesiącu lutym, nawet jeśli w znaczący sposób utrudni to moje życie i uszczupli stan mojego konta. Póki co postanowiłem tłumaczyć swoje wpisy na PhotoBlogu, co jak na moje obecne umiejętności może okazać się zajęciem bardzo trudnym.

O innych swoich planach, takich jak przyszłoroczny plan wyjazdu do Wiednia wraz z Kasią, który byłby moim pierwszym wyjazdem zagranicę, wyjazd do Malborka, lub najważniejszy ze wszystkich planów - plan wynajcia pokoju w Warszawie, nie będę zbyt dużo pisał, bo zamiast pisać, powinno się działać. Lubię ludzi czynu - nie teoretyków, którym niestety jestem. Wynika z tego, że nie lubię samego siebie i po części jest to prawda. Wiem dokąd zmierzają moje marzenia, ale nie wiem dokąd zmierza moje życie, a najgorsze jest to, że w tym co najważniejsze tak niewiele zależy ode mnie.

Jutro przed rozpoczęciem dyżuru jednak udaję się na Ursynów, tak jak planowałem, ze skromną paczuszką w ręku, a w przyszłym tygodniu prawdopodobnie udam się do Piaseczna, jeszcze przed Sylwestrem, by obczaić gdzie brat ma swoje mieszkanko.


2011.12.21 / Środa / 09:25 - Trzydziesta zima

Trzydziesta zima w moim życiu. Śnieg jak zwykle biały. Ja schowany w ciepłym mieszkanku siostry, korzystający z wolnego dnia, leżący w wyrze i nic-nie-robiący. Jedynym moim zadaniem było wpuszczenie pana odczytującego wskazania liczników wody i właśnie przed chwilą to zrobiłem... Pora na jedyny w swoim rodzaju, puławski relaks.


2011.12.20 / Wtorek / 23:31 - Coraz bliżej święta

Jestem już w Puławach, które w przeciwieństwie do Warszawy przysypane są białym puchem, zwanym śniegiem. Nie przygotowałem się na taką ewentualność zbyt dobrze, gdyż zabrałem ze sobą buty, w których chodzę latem - Vansy, oraz jesienną płaszczo-kurtkę, ale nie stanie mi się nic złego, bo przecież i tak nie planuję wychodzić z mieszkania. Co prawda Kasia z Lublina zapraszała mnie do swojego zacnego miasta, ale pozostanę w Puławach, ponieważ jestem teraz zbyt leniwy, by jechać gdziekolwiek.

Do Warszawy wracam wraz z siostrą w czwartek, w piątek natomiast odbędzie się w mojej firmie skromna impreza świąteczna, podczas której nie będę jadł niczego poza ciastem. Co będę robił przed piątkowym dyżurem, tego jeszcze nie wiem, choć do wczoraj miałem pewien całkiem zwyczajny i rozsądny, a nawet sympatyczny plan. Chce być człowiek miły, a tu go spotyka coś takiego... Nie szkodzi, mniejsza z tym. Najważniejsze, że dostanę prezent! :D Przed świętami, lub po...

Wyjaśniła się sprawa z Sylwestrem - wraz z Kasią wybieramy się do mojego brata styjecznego i jego żony, którzy mieszkają w Piasecznie, czyli całkiem blisko Ursynowa. Cieszy mnie to, bo jeszcze nigdy nie byłem w ich mieszkaniu, a przecież lubię i szanuję te Górki. :P Jeśli dobrze pójdzie to nawet moja starsza siostra do nas dołączy... Byłoby miło. Tak czy siak, to pierwszy Sylwester od trzech lat spędzany przeze mnie poza pracą i pierwszy w życiu, na którym będę z dziewczyną, gdyż pierwszy raz w zyciu mam dziewczynę. Oby została ze mną na zawsze, lub przynajmniej jak najdłużej. Tego proszę mi życzyć w te święta i na Nowy Rok.

Nie wiem tylko czy Kasia cieszy się z faktu, że spędzi Sylwestra w ten sposób. Na pewno wolałaby go spędzić wśród ludzi, ale jak się okazało - spędzi go wśród Górek. :P


2011.12.20 / Wtorek / 10:15 - Would you like to come inside?

Kto by pogardził takim gadżetem? ;)


2011.12.19 / Poniedziałek / 19:35 - Ursynowski poranek

Notka miała opowiadać o tym jak spędziłem sobotni wieczór i niedzielny poranek, ale dzisiaj, czyli w poniedziałek, byłem u dentysty na pierwszym w życiu borowaniu, więc będę musiał opisać także to niezwykłe zdarzenie. Problem polega na tym, że nie za bardzo chec mi się pisać, może zastosuję więc tak zwany telegraficzny skrót, który w moim przypadku nigdy nie jest krótki...

W sobotni wieczór po raz piewszy randkowałem z Kasią w większym gronie, co oznacza, że na spotkaniu była też jej koleżanka ze studiów. Po raz pierwszy poznałem kogoś spośród znajoymch Kasi i było bardzo w porządku. Udaliśmy się do kawiarni Kawka nieopodal Placu Konstytucji, niewielkiej, przyjemnej, w sam raz na taki skromny wieczór. Bardzo lubię spotkania w trzyosobowym gronie i cieszę się, że doczekałem się takiego wieczoru. Miło ze strony Kasi, że mnie zaprosiła.

Po wypiciu jednego piwa nie byłem w stanie wlać w siebie większej ilości alkoholu i nie bardzo miałem siłę wracać po północy do rodzinnego domu w lesie, dlatego skorzystałem z propozycji Kasi i noc z soboty na niedzielę spędziłem w domu jej rodziny, w pokoju na dole, widocznym na zdjęciu, który można chyba nazwać pokojem gościnnym. Zaiste poczułem się pięknie ugoszczony, spało mi się wygodnie, przed snem także było bardzo przyjemnie, a rano dostałem nawet śniadanie do łóżka, pyszne tosty ze swoim ulubionym pasztetem przygotowane przez moją ukochaną kobietę. :) Dostać śniadanie do łóżka to prawdziwa rewelacja. :) Rano wyszliśmy razem z psem na krótki spacer, a resztę czasu, przed moim wyjściem do pracy, spędziłem w pokoju Kasi. Jedynie na obiad z szanownymi rodzicami (teściami) nie dałem sie namówić, głównie z powodu bólu zęba, a raczej bólu języka. Ogólnie będę bardzo miło wspominał pobyt w domu Kasi, ale oczywiście postaram się tam już więcej nie wpadać, gdyż moim męskim obowiązkiem jest zadbanie o własne mieszkanie... Przydałby się choćby jeden skromny pokój w Warszawie, zwłaszcza gdyby znajdował się na moim ukochanym Ursynowie. ;)

Jedyne co mnie dręczyło przez ostatnie dni to problem z zębem, ale teraz wszystko jest już w porządku, język już mnie nie boli, nic już mnie nie kuje, ząb został delikatnie spiłowany przez miłego pana dentystę i znowu mogę się cieszyć jedzeniem, a nawet całym życiem. :) Brak jakiegokolwiek bólu to przepiękne uczucie. Wizyta w gabinecie stomatologicznym nie była straszna, pan dentysta zrobił mi prześwietlenie i okazało się, że chora siódemka nadaje się już tylko do wyrwania, a zepsuła się z powodu ósemki rosnącej bokiem, dokładnie po kątem dziewięćdziesięciu stopni, wrastającej prosto w nieszczęsną siódemkę. Dodatkowo pan dentysta dopatrzył się próchnicy w górnej ósemce po drugiej stronie i od razu przeprowadził borowanie, które nie było ani trochę straszne, pewnie dlatego, że próchnica dopiero zaczynała się w tym zębie rozwijać. Od dzisiaj będę chodził do dentysty regularnie, mniej więcej raz na rok. W styczniu czeka mnie także usuwanie kamienia.

Najgorsze jest to, że chora siódemka będzie usunięta i mam już wyznaczoną datę tego nieszczęsnego wydarzenia - 13 stycznia, dwa dni po nieudanym podejściu do egzaminu na prawo jazdy. Mam nadzieję, że podejście do usunięcia zęba będzie udane i tylko trochę bolesne, choć pan dentysta już teraz zapowiedział, że usunięcie zęba, który rozpadł się na kawałki nie będzie łatwe.

Póki co szczęśliwy po przepięknych przeżyciach sobotnio-niedzielnych i uradowany brakiem jakiegokolwiek bólu w jamie ustnej, wybieram się do Puław, już jutro, po dyżurze. Pozostaje tylko pytanie gdzie spędzę z Kasią Sylwestra?

W sobotę kupiłem sobie tak zwaną elegancką koszulę, dzięki czemu pasuję teraz do każdego miejsca, nawet najbardziej prestiżowego. ;) Chyba zmienię styl ubierania na elegancki... Będę ubierał się jak mój szef. Bądź co bądź mam już niemal trzydziestkę, chodzenie w glanach i bluzach z nadrukami zespołów rockowych nie bardzo już do mnie pasuje... Taki poważny Pan Michał się ze mnie robi... ;)


2011.12.17 / Sobota / 14:56 - Śmierć zęba

Smutne ale prawdziwe. Próchnica uśmierciła mój ząb już jakieś dwa lata temu, od tamtego czasu zupełnie przestał mnie boleć, ale w środku stawał się czarny i pusty, aż w końcu rozpadł się na kawałki. Zdaje się, że kilka drobnych kawałków połknąłem dwa dni temu, podczas śniadania... U dentysty ostatni raz byłem w roku 2009, w czasie pamietnego okresu trzymiesięcznego bezrobocia, trzymiesięcznej wolności. Ból stał się wtedy nie do zniesienia, dlatego postanowiłem wreszcie udać się do specjalisty, pana Klaudiusza z Izabelina, który stwierdził, że nie mam próchnicy, a jedynie wyrzyna mi się kolejny ząb mądrości. Dzisiaj śmiem twierdzić, że z pana Klaudiusza jest marny specjalista, dlatego jestem już umówiony na poniedziałek, na godzinę 15:30 do pani dentystki z Izabelinie, która zdecyduje co dalej z resztką zęba, która pozostała w mojej paszczy i uwiera mnie w język. Pozostaje mi się tylko cieszyć z tego, że ząb jest martwy i nie będzie mnie bolał podczas ewentualnego borowania, lub... Usuwania? Pozostałe zęby wydają się być zdrowe, gdyż nie odczuwam żadnego bólu.

Za kilka godzin wychodzę z domu i udaję się do Warszawy, na spotkanie z Kasią, z którą ostatnio widziałem się tydzień temu. Dzisiaj przyszły już prezenty dla Kasi, wystarczy je jedynie ładnie zapakować i za tydzień wręczyć osobiście, przed piątkowym dyżurem w pracy. Rodzinie żadnych prezentów nie kupiłem, zgodnie z tradycją, choć akurat starsza siostra dostanie pewien gadżecik, który być może się jej przyda...

Znam już grafik na tegoroczne święta i Sylwestra. W Wigilię będę pracował od 15:00 do 22:00, tak samo jak w pierwszy dzień świąt. Dopiero drugi dzień świąt mam wolny i dopiero wtedy będę mógł się integrować z rodziną. Sylwestra i Nowy Rok mam na szczęście wolny i aktualnie jestem na etapie ustalania miejsca, w którym wraz z Kasią pożegnam rok 2011 i przywitam 2012, jak zwykle lepszy od poprzedniego, choć rok 2011 był dla mnie poniekąd rewelacyjny. Chętnie przeżyłbym go jeszcze raz.


2011.12.16 / Piątek / 09:07 - Oszroniony

Może jednak na święta spadnie śnieg? Zimno, szron, sennie... Senność jest zapewne wynikiem tego, że nie śpię już od 24 godzin, pora więc wyłączyć komputer i położyć się do swojego ciepłego-inaczej łóżeczka. Przede mną dwa dni wolne i to jest najważniejsze. Niestety moją radość pomniejsza nieco fakt, że przekrzywił mi się przedostatni ząb po lewej stronie, na dole, a może ułamał się jego kawałeczek i od wczoraj stale uraża mnie w język, co jest bardzo, bardzo denerwujące... Nieprzyjemnie jest przez to jeść, nieprzyjemnie jest pić, a nawet przełykać ślinę... Czyżby czekała mnie wizyta u dentysty? Może by tak przy okazji wyrwać ósemki i wreszcie wyprostować sobie zęby - zdrowe, ale niestety cholernie krzywe? Gdyby tylko wyrwanie ósemek nie było takim koszmarem...

Ale kuźwa, z prostymi zębami byłbym zajebisty. :P A gdybym kiedyś jeszcze przytył...


2011.12.14 / Środa / 21:24 - Budujemy nowy dom

Trzy lata temu, po przeprowadzce wraz z poprzednią firmą na ulicę Miedzianą, miałem okazję obserwować przez okno męskiej ubikacji budowę dwóch biurowców, które powstawały przy skrzyżowaniu ulicy Miedzianej z ulicą Pańską. Od czasu do czasu zabierałem ze sobą do ubikacji aparat, by sfotografować kolejne stadia budowy i nawet mam na swoim blogu trzy albo cztery takie zdjęcia. W roku przyszłym wrzucę prawdopodobnie kilka zdjęć dokumentujących proces powstawania apartamentowca widocznego z balkonu nowej firmy - dzisiaj pierwsza próbka. Panowie robotnicy przestali już napierdzielać młotami pneumatycznymi, koparki wybrały już niemal wszystko co było do wybrania, a my - pracownicy centrum operatorskiego - odetchneliśmy z ulgą, gdyż wszystko wskazuje na to, że nie będziemy już musieli siedzieć po osiem godzin dziennie w hałasie. Szkoda tylko, że gotowy apartamentowiec przysłoni nam widok na ulicę Hożą, ale cóż... Cywilizacja wymaga poświęceń.

W poniedziałek walczyłem z kacem, leżąc w łóżku i oglądając trzy przeciętne filmy zapisane na moim dysku twardym podłączanym do telewizora. We wtorek, czyli wczoraj, musiałem wykonać zaległą pracę z poniedziałku, ale zaraz po niej miałem też normalny dyżur, przez co w firmie spędziłem trzynaście godzin. Nie było tak źle. Dzisiaj wyszedłem już po siedmiu godzinach, jutro zaś czeka mnie dyżur nocny, po którym rozpoczną się dwa dni wolności. Sobotni wieczór, zgodnie z planem, spędzę z Kasią, która dzisiaj miała w pracy Wigilię. Z tego co wiem naszą firmową wigilię odwołano, co oczywiście wywołało jedynie moją radość, bo wcale nie miałem ochoty na jakąkolwiek integrację przy stole, którego zresztą nie mamy.

Za tydzień wybieram się do Puław, konkretnie we wtorek po pracy, by spędzić trochę czasu z siostrą i przywieźć ją do naszego leśnego domu, wraz z ciężkimi od alkoholu torbami. Cóż, siostra jest taką naszą rodzinną specjalistką od alkoholu... Ja w tej dziedzinie jestem nowicjuszem - bądź co bądź piję dopiero od trzech lat, choć ostatnio ten proces nieco przybiera na sile, piję jakby więcej. Wystarczy tylko, że porzuci mnie kiedyś moja ukochana kobieta i na bank zostanę alkoholikiem, marnując do reszty swoje życie. :P

A tak na serio to moje życie zmierza teraz w kierunku, który można nazwać - jakby większą doroslością. Dziwne, ale znudziła mi się wcześniejsza niedojrzałość, znudziła mi się cała ta zabawa, tak samo jak znudziły mi się nastolatki. W tym roku coś się we mnie przestawiło i nie za bardzo wiem jak do tego doszło... Może ktoś mi pomógł, a może zrobił to po prostu czas. Wiem tylko, że tak jak teraz jest lepiej, a najlepiej będzie gdy w końcu zrobię ten najważniejszy krok i wyprowadzę się domu rodzinnego. Póki co w tym roku zrobiłem inny krok, także bardzo ważny - znalazłem dziewczynę. Ile jeszcze tak ważnych kroków mogę wykonać w całym swoim życiu? Jak daleko zajdę? Co, lub kogo po sobie zostawię? Czy ktoś uroni choć łezkę, gdy odejdę z tego świata?

Odpowiedź na to pytanie poznamy w kolejnych wpisach zamieszczonych na słynnym fotoblogu Pana Michała, do którego obecnie dostęp mają tylko trzy osoby, licząc z Panem Michałem oczywiście. :P


2011.12.12 / Poniedziałek / 10:29 - Noc w łóżku z Beatą i Łukaszem

Rano obudziłem się z potwornym bólem głowy, z kolegą Łukaszem u boku i dziewczyną Łukasza na drugim końcu łóżka. Uznałem, że w tak fatalnym stanie nie mam najmniejszej ochoty iść do pracy, a mogłem sobie dzisiaj pracę odpuścić, ponieważ od godziny 9:00 do 16:00 miałem ponownie zajmować się tabelkami w Excelu i ogłoszeniami w czasopismach, co jest moim zajęciem dodatkowym. Przełożyłem to na dzień jutrzejszy, przez co jutro będę pracował aż trzynaśce godzin - sześć godzin na Excelu i siedem na smsach, ale lepsze to niż zmaganie się w firmie z kacem. Zamiast na ulicę Emilii Plater pojechałem więc z Bemowa na Bielany, z których dostałem się do swojego domku w lesie, do swojego ciepłego łóżeczka, w którym zajałem się oglądaniem filmów na swoim telewizorku. Tego mi było trzeba.

Niemniej jednak wizyta u Łukasza i Beaty była zdecydowanie udana, miło było przygladać się ich relacjom i przede wszystkim miło było ich zobaczyć po dwuletniej przerwie. Ostatnio widzieliśmy się przecież na koncercie Renaty Przemyk na Centralnym Basenie Artystycznym. W najbliższą sobotę także odbędzie się koncert Renaty, tym razem w Stodole, ale ja się tam nie wybieram... Za poźno dowiedziałem się o koncercie, a przede wszystkim będę miał wtedy możliwość udania się z Kasią na spotkanie z jej koleżanką. Fajnie, bo jeszcze nigdy nie poznałem żadnej koleżanki lub kolegi Kasi, a jedynie jej rodziców, koty i psa.


2011.12.12 / Poniedziałek / 09:14 - Moja ulubiona dziewczyna kolegi

W pracy natknąłem się na litrową butelkę Cytrynówki, której smaku dotychczas nie znałem. Butelka była już w połowie wypita, ale resztę z przyjemnością w siebie wlałem, a raczej wlewałem przez cały dyzur, powolutku, odpływając coraz bardziej. Wziąwszy od koleżanki dwa papierosy i zapalniczkę wyszedłem po dyżurze z pracy i udałem się w kierunku domu, będąc już w stanie lekkiego upojenia. Po wyjściu z metra postanowiłem napisać do Łukasza, który szybko zaprosił mnie do swojego mieszkania, na spożywanie dalszej ilości alkoholu. Zgodziłem się oczywiście i czym prędzej wysiadłem z 708, przesiadając się w dwa kolejne autobusy, które zawiozły mnie na Bemowo, do znanego mi już mieszkania. Na miejscu Łukasz i jego dziewczyna, widoczna na zdjęciu Beata, poczęstowali mnie kolejną wódką, po spożyciu której nie byłem już w stanie wrócić do domu... Na szczęście Łukasz ma dobre serce i pozwolił mi nocować w swoim mieszkaniu, a nawet w swoim łóżku, ze swoją dziewczyną, którą w sumie zawsze uznawałem za jedną z ładniejszych dziewczyn moich kolegów. Nie rozumiem czemu Łukasz się jej nie oświadczy, są ze sobą już od siedmiu lat i z tego co wiem to Beata marzy o ślubie już od dawna... Ja bym się oswiadczał. ;)

To był zdecydowanie przyjemny wieczór i zdecydowanie ciężka noc, gdyż przyjemne upojenie alkoholowe po północy zmieniło sie w nieprzyjemnego kaca, który męczył mnie już do samego rana...


2011.12.11 / Niedziela / 08:13 - Wizyta Kasi w Truskawiu

Wczorajszy dzień był dla mnie spełnieniem marzeń, czekałem na niego bardzo długo, w sumie można nawet napisać, że czekałem na niego całe życie. Był to bowiem dzień, w którym do swojego domu rodzinnego przywiozłem swoją dziewczynę, pierwszą prawdziwą. Wszystko przebiegło pomyślnie, Kasia przeżyła, mama bardzo ją polubiła i zaakceptowała jako przyszłą synową. ;) Największa miłość zakwitła jednak między Kasią i naszym kotkiem Tymotkiem, który był przez nią rozpieszczany do granic możliwości... Cóż, Kasia kocha mojego kota bardziej ode mnie. ;)

Sobota była dniem, w którym metro nie funkcjonowało normalnie, wyłączono ruch na kilku najważniejszych stacjach w centrum miasta, dlatego musiałem przypomnieć sobie jak to jest jechać tramwajem. Najeździłem się sporo, bo byłem w Warszawie dwa razy - w południe przyjechałem po Kasię na uczelnię, a późnym wieczorem odwiozłem ją do domu na Ursynowie, z którego wracałem tuż przed północą.

Najważniejsze, że wreszcie stało się - Kasia wie już jak mieszkam, ja wiem już jak to jest mieć ją na swojej wersalce, w swoim pokoju. Jest zdecydowanie cieplej niż wtedy, gdy leży się na niej samotnie... Nie ma to jak ciepło drugiego człowieka. Obejrzeliśmy razem film z wesela, na którym byliśmy w październiku i po raz kolejny uznałem, że pięknie do siebie pasujemy... Przynajmniej pod względem wyglądu i wrażliwości. ;)

Mój sen się spełnił, mam nadzieję, że najbliższa przyszłość przyniesie kolejne spełnienie marzeń. Jeszcze kilka ich pozostało...


2011.12.09 / Piątek / 18:13 - Awans na niższe stanowisko

Dzisiejszy dzień pracy był inny niż wszystkie poprzednie - dzisiaj nie byłem wróżką, dzisiaj byłem wprowadzaczem danych w Excelu. Zajmowanie tej niewygodnej pozycji, garbienie się przed laptopem i uważne przeglądanie czasopism, w których nasza firma zamieszcza reklamy, było tylko trochę przyjemniejsze od zwyczajnego wróżenia. Przypomniał mi się za to klimat biura na drugim piętrze, przypomniały mi się te lepsze miesiące działalności naszego centrum operatorskiego, miesiące zimowe i wiosenne, gdy mieliśmy znacznie więcej wolności. Trzeba przyznać, że po przeprowadzce na trzecie piętro wszystko zmieniło się na gorsze...

Ostatnio pogoda także zmieniła sie na gorsze, zaczął padać deszcz, na drodze w lesie zrobiło się mokro, dlatego Kasia zaczęła mieć wątpliwości lub po prostu zwyczajnie przestraszyła się, nie do końca wiadomo czego i jej jutrzejszy przyjazd do mojego domu rodzinnego nie jest juz tak oczywisty. Sprawa rozwiąże się jutro, w najgorszym przypadku moja rodzina pozna Kasię dopiero na wiosnę, gdy się ociepli... ;) Tylko czy my wtedy nadal będziemy parą?

Wczoraj po pracy udałem się na Bemowo, gdzie po dwóch godzinach stania w kolejce udało mi się zapisać na kolejny egzamin. Dniem porażki numer dwa będzie 11 stycznia, a egzamin rozpocznie się o dosyć dziwnej godzinie - szóstej rano. Może tym razem choć łuk uda mi się przejechać? ;)


2011.12.07 / Środa / 18:34 - Mikołajki w pracy

Mikołajki w pracy mieliśmy opóźnione o jeden dzień, ale to nic. Najbardziej opóźniony jest mój prezent dla koleżanki Gosi, którą wylosowałem w naszym firmowym losowaniu. Bransoletka, którą zamówiłem na Allegro do dzisiaj do mnie nie dotarła, utknęła gdzieś na poczcie, lub przepadła bez wieści... W każdym razie ja dostałem bardzo fajny album na dwieście zdjęć, który po zapełnieniu będę mogł zatytułować "Michał i Kasia - Historia związku". Oby ta historia trwała i trwała, bez końca...

Jutro ponownie udaję się do pracy na godzinę 7:00 rano, a po pracy być może pojadę na Bemowo, by zapisać się na drugi egzamin praktyczny z prawa jazdy. Trochę głupio jest płacić ponad sto złotych za taką porażkę, ale nie można się poddawać - kiedyś w końcu musi się udać. Możliwe, że tym razem wezmę jednak godzinę jazd doszkalających, by... Stracić jeszcze więcej kasy.

W piątek miałem mieć dzień wolny, ale okazało się dzisiaj, że jednak będe pracował, tyle że tym razem nie przy pisaniu smsów, a przy Excelu, na drugim piętrze naszej firmy. Sam już nie wiem co gorsze - Excel czy smsy, zapewne i jedno i drugie nie jest takie złe, pamiętam przecież marną i bezproduktywną pracę w ochronie, z której odchodząc powiedziałem przełożonemu - czuję, że jestem stworzony do wyższych celów. Dobre to było, zabawne...

Autorką powyższego zdjęcia jest nasza firmowa Kasia, od której niedawno dostałem film z jej ślubu i wesela, na którym byłem w październiku. Jest to pierwszy znany mi film z wesela zarejestrowany w Full HD i wygląda pięknie, to absolutnie nowa jakość, ale zdołowałem się po obejrzeniu go, widząc siebie, strasznie chudego, w zbyt dużym garniturze, w źle dopasowanych do niego butach, czyli glanach, ze złą fryzurą i krzywymi zębami. Jedynie kobieta u mego boku prezentowała się świetnie i pozostaje tylko pytanie, czy ja na taką kobietę w ogóle zasługuję? Myślę, że tak i chyba po raz pierwszy w życiu czuję, że to moja prawdziwa "druga połówka". O żadnej dziewczynie ludzie nie mówili tak często - "ale ona jest do ciebie podobna", albo "ale jesteście do siebie podobni". Sam to zauważam i bardzo się z tego cieszę...

Najzwyczajniej w świecie uważam, że... Pasujemy do siebie.


2011.12.06 / Wtorek / 21:47 - Mikołajkowy wypad na Ursynów

Mikołajki były dla mnie dniem wolnym, ale nie przeleżałem ich w łóżku, nie przesiedziałem w domu, gdyż ostatnio siedzenie w domu mnie dołuje. Miałem kilka rzeczy do zrobienia, przede wszystkim musiałem wreszcie oddać "Idiotę" do biblioteki w Izabelinie, płacąc aż 2 złote kary za ponadterminowe przetrzymanie. Z Izabelina udałem się do Arkadii zakupić to i owo, a przede wszystkim to i owo obejrzeć. Po wizycie w Arkadii wpadłem na chwilę do firmy, by przekazać naszej firmowej Kasi książki Pratchetta, które ode mnie pożyczyła. Następnie wstąpiłem do Merlina.pl, gdzie odebrałem mikołajkowy prezent dla mojej Kasi, czyli kartę pamięci do aparatu o pojemności 16gb, zamówioną kilka dni temu i z tym prezentem mogłem się już udać na Ursynów, prosto pod jej firmę, pod którą tak bardzo lubię czekać, wypatrując najpiękniejszej pracownicy. Spotkanie było krótkie i polegało jedynie na odprowadzeniu Kasi do jej domu, gdyż na żadne ciastko nie dałem się zaprosić, głównie z powodu braku czasu.

Miło, że w tym roku miałem komu wręczyć mikołajkowy prezent. W pracy także robimy sobie prezenty i będziemy się nimi obdarowywać już jutro, ale bransoletka dla koleżanki Gosi, którą zakupiłem na Allegro, jeszcze do mnie nie dotarła, przez co będę ją musiał wręczyć kilka dni po terminie. Jednym słowem - wpadka. ;)

Na Ursynowie podjąłem decyzję dotyczącą kursu języka angielskiego. W przyszłym roku będę uczęszczał na kurs w szkole Profi-Lingua, by w listopadzie lub grudniu móc podejść do egzaminu FCE - First Certificate in English, który kosztuje około 500 złotych. Uwielbiam język angielski i naprawdę chciałbym go lepiej umieć, a przede wszystkim chciałbym mieć jakiś namacalny dowód na to, że go umiem, przynajmniej w podstawowym zakresie. Tymczasem moja Kasia zdała najwyższy poziom egzaminu FCE, czyli Certificate of Proficiency in English i to na najlepszą ocenę A. Przy okazji chodziła także do najlepszej szkoły - British Council. Cóż... Kasia imponuje mi jak nikt inny.

Zbieram się do pracy. Zdjęcie przedstawia mnie siedzącego na słynnym przystanku przy poczcie w Izabelinie. Podobno dzisiaj ma spaść śnieg... Już wczoraj w Warszawie coś białego na mnie padało, ale mam nadzieję, że w sobotę Kasia nie przestraszy się niczego i naprawdę odwiedzi mój leśny dom.


2011.12.05 / Poniedziałek / 00:02 - Niebezpieczna metoda

Z Kasią spotkałem się o 19:10 pod kinem Atlantic, mimo tego, że film rozpoczął się o 19:00. Kiedyś spóźnienie się na film byłoby dla mnie czymś niewyobrażalnym, na przykład dwanaście lat temu, gdy kino traktowałem jak świętość. Kasia, której zazwyczaj pozwalam dokonywać wszelkich wyborów, zdecydowała, że pójdziemy na film "Niebezpieczna metoda" Davida Cronenberga, którego wcześniejsze dzieła nieco mnie przerażały. Film, który obejrzeliśmy jest jednak inny od jego poprzednich tworów, zdecydowanie dojrzalszy, ładnie wyreżyserowany, z dobrym scenariuszem, dzięki czemu wystawiłem mu ocenę 8/10. Kina nie traktuję już tak jak dawniej, nie zachwycam się wielkim, panoramicznym ekranem, wyraźnym obrazem i przestrzennym dźwiękiem, ale teraz mam coś więcej - mogę iść na film z dziewczyną i jest to jeszcze lepsze uczucie niż wszelkie zachwyty sprzed dwunastu lat. Co prawda dwanaście lat temu też mogłem mieć dziewczynę, a gdybym znał wtedy Kasię, mogłaby nią być właśnie ona, ale... Wtedy nie byłem ani trochę normalny. ;)

Z kina przespacerowaliśmy się pod Harendę, do której jednak nie wstąpiliśmy, gdyż nie było w niej wolnych miejsc. Na chwilkę wpadliśmy do jakiegoś niezbyt ciekawie wygladającego pubu, w którym nie zdecydowaliśmy się zostać, a następnie rozgościliśmy się w bardzo fajnej Grawitacji, przy ulicy Browarnej. Na miejscu dowiedziałem się, że Nachosy są jak dla mnie zdecydowanie zbyt pikantne, ale jakoś udało mi się zjeść kilka sztuk, popijając piwem. Ogólnie spotkanie było bardzo przyjemne i chyba nigdy wcześniej nie cieszyłem się tak z faktu, że mam przy sobie Kasię. Ponownie sie pogodziliśmy, po naszej ostatniej kłótni mającej podłoże... Mieszkaniowe.

Rzeczywistość wygląda bowiem tak, że nie zamieszkamy razem, jak to jeszcze kilka dni temu planowaliśmy. Początkowo ciężko mi się było z tym pogodzić, ale szybko zrozumiałem, że nie musimy się śpieszyć. Spotkaliśmy się dopiero 35 razy, znamy się dopiero od czterech miesięcy... Mamy przed sobą jeszcze dużo czasu.

Najważniejsze, że nadal mogę tulić Kasię, nadal jestem jej mężczyzną, a ona jest moją kobietą, nadal mogę odwozić ją na Ursynów, tak jak to zrobiłem w sobotę. Ważne jest też to, że w najbliższą sobotę Kasia po raz pierwszy przyjedzie do mojego domu w lesie, gdzie pozna wreszcie moich rodziców. Ja jej dom i jej rodziców poznałem już na naszym piątym spotkaniu, ona musiała z tym poczekać nieco dłużej... Bardzo się cieszę, że nas odwiedzi i czekam niecierpliwie na sobotę.

Tymczasem jednak idę do pracy, w której nadal zarabiam tyle ile zarabiałem wcześniej.


2011.12.04 / Niedziela / 23:59 - Iluminacja

Po raz pierwszy piszę notkę, która nie trafi na mojego fotobloga, gdyż wraz z początkiem grudnia przestałem go pisać, a raczej przestałem zamieszczać to co piszę w Internecie. Zamiast do Internetu notka trafi do pliku na moim dysku twardym, na blogu zaś pojawi się tylko zdjęcie Pana Michała na Krakowskim Przedmieściu, rozświetlonym świątecznymi lampkami.

Sobotę spędziłem zgodnie z planem - najpierw z koleżanką Ewą-Owcą, którą widziałem po raz pierwszy, a następnie ze swoją Kasią, z którą poszedłem do kina i pubu Grawitacja. Żałuję trochę, że nie skorzystałem ze wspaniałej możliwości udania się po południu wraz z Kasią na występ chóru, w którym udziela się jej mama, i że nie poznałem jej babci, ale wyszło tak jak wyszło i myślę, że mimo wszystko było dobrze.

Spotkanie z Ewą zacząłem od picia Żubrówki o smaku miętowym, jeszcze w autobusie 708, dzięki czemu popadłem w bardziej odpowiedni, przyjacielski nastrój. Nasz spacer zaczął się na stacji Metro Politechnika, z której przeszliśmy na Plac Zamkowy, po drodze wstępując do CoffeeHeaven przy Placu Trzech Krzyży. Panna Ewa okazała się być sympatyczną, miłą i mądrą dziewczyną, tak jak się spodziewałem, choć nigdy nie chciałbym jej traktować inaczej niż jako koleżanki. Mam nadzieję, że wkrótce znajdzie na tej całej Sympatii.pl lub po prostu w swoim otoczeniu kogoś odpowiedniego dla siebie, czyli faceta zdecydowanie innego ode mnie, choćby pod względem budowy ciała. ;) Ja pasuję wyłącznie do kruszynek... Lub chociaż do niskich dziewczyn. Podczas naszego spaceru przypomniałem sobie swoje wcześniejsze, zeszłoroczne spotkania z dziewczynami, które niezbyt dobrze do mnie pasowały i na nowo doceniłem to, że cztery miesiące temu trafiłem na swoją Kasię - właściwą, odpowiednia dla mnie kobietą, która według pewnej koleżanki i według mnie samego wygląda jak moja "trzecia siostra". ;)

Fajnie jest mieć koleżanki, fajnie jest móc pospacerować, porozmawiać, wypić razem kawę, ale nie ma niczego równie wspaniałego jak randka z kimś kogo się pokochało, z kimś kto jest do Ciebie podobny. Dlatego o godzinie 19:10, gdy ujrzałem pod kinem Atlantic uśmiechającą się do mnie Kasię, poczułem to coś, do czego wszyscy dążymy - miłość, zakochanie, spełnienie marzeń, ekscytację... Zdecydowanie nie chciałbym już nigdy szukać nowej dziewczyny i mam nadzieję, że nie będę musiał.


2011.12.01 / Czwartek / 18:27 - Pożegnanie złego listopada

Już nie piszę bloga, ale mogę w telegraficznym skrócie opisać swój wczorajszy dzień. Po pracy udałem się do Złotych Tarasów po środki czyszczące do komputera, a następnie do kolegi Jacka, aby odebrać od niego pieniądze. Zazwyczaj gdy po coś do niego jadę to właśnie po pieniądze. ;) Z Woli przejechałem się na Muranów, do kina Muranów, spod którego zadzwoniłem do kolegi Łukasza, nie słyszanego przeze mnie i nie widzianego od dwóch lat. Kolega Łukasz nie przyjał mojego zaproszenia na piwo i frytki, bo i tak widzimy się jutro po południu, więc do Harendy udałem się sam. Zamawianie frytek w Harendzie, gdy nie ma się nikogo do pomocy nie jest dobrym pomysłem, ponieważ jedyna porcja jaką można kupić kosztuje 15 złotych i jest taaaaaka duża. Udało mi się podsłuchać pytanie, które zadawali sobie ludzie przy sąsiednim stoliku - czy ten pan zamierza zjeść tak dużą ilość frytek? Później kibicowali mi i zerkali co jakiś czas w moim kierunku, obsewując moje postępy. Niestety po czterdziestu minutach udało mi się zjeść tylko jedną trzecią wszystkich frytek, reszta trafiła więc do śmietnika, lub do recyklingu. Znudzony samotnym pobytem w tym fajnym miejscu i upity jednym piwem wyszedłem z Harendy, by przejść się do centrum, gdzie po wykonaniu telefonu do swojej kobiety i dowiedzeniu się, że jest już w drodze, postanowiłem wpaść na chwilę do firmy, w celu załatwienia potrzeby fizjologicznej. Niestety w połowie drogi uznałem, że nie jestem już w stane się wstrzymywać i załatwiłem ową potrzebę w miejscu, w którym na trzeźwo nigdy bym tego nie zrobił. Kolejną czynnością, której jako człowiek nieśmiały na trzeźwo bym tak łatwo nie zrobił, było użycie telefonu w celu skontaktowania się po raz piewszy z Ewą-Owcą poznaną wirtualnie jakiś miesiąc temu. Jej sympatyczny głos i ciepło wyczuwane nawet przez telefon sprawiły, że postanowiłem się z nią umówić na koleżeński spacer i piwo w sobotę po południu. Po zakończeniu rozmowy z Ewą postanowiłem zadzwonić do złej panny Joanny z Płońska, mojej znajomej od trzech albo nawet czterech lat, której nigdy na żywo nie poznałem, a którą obecnie swatam na gadu gadu z kolegą z pracy, naszym wróżem Serafinem znanym z telewizji TVN Style. Rozmowę zakończyłem w chwili zjawienia się mojej wyglądającej jak zwykle pięknie kobiety, z którą poszedłem w miejsce zwane Klepsydrą, w którym to po raz pierwszy wyznałem jej miłość, jakieś trzy miesiące temu. W miejscu tym uczciliśmy zakończenie podłego miesiąca jakim był listopad i rozpoczeliśmy nowy etap, związany z planowaniem wspólnego zamieszkania w kawalerce, a może nawet z działaniem w tym kierunku. Nie wiem jak będzie to wyglądać, ale ja nie mam zamiaru się rozmyślać i jeśli nie kawalerkę we dwoje, to w styczniu wynajmę przynajmniej jeden pokój, samotnie, choć wolałbym to drugie rozwiązanie. Po wyjściu z Klepsydry udaliśmy się do małego baru, w którym także kiedyś już byliśmy, a następnie na ulicę Smolną, do klubo-kawiarni Dynamo, w której z jakiegoś tajemniczego powodu znajdowały się tego wieczoru same lesbijki, przytulające się do siebie, całujące i głaszące. Choć może to wcale nie były lesbijki, może w dzisiejszych czasach kobiety są tak zdesperowane z powodu braku fajnych facetów, że aż skupiają się na sobie? Poza kucharzem i dj'em byłem tam jedynym mężczyzną, ale w sumie bardzo mi się to miejsce spodobało, stałem się bardzo tolerancyjny wobec homoseksualizmu i gdybym tylko znalazł tam jakiegoś faceta w moim guście to pewnie zaczałbym się z nim całować. W przyszłym roku zakładam różowe kalesony i wyruszam na Paradę Równości! :D Na koniec pozostało mi już tylko odwiezienie swojej kobiety na Ursynów, gdzie nie przyjąłem propozycji nocowania w jej domu. Zamiast w ciepłym łóżku zdecydowałem się spać na zimnej i twardej karimacie w firmie, przykryty kurtką, z naszą firmową Kasią w drugim pokoju. Wczorajszy wieczór był jednym z najprzyjemniejszych wieczorów tego roku i domyślam się, że wpływ na to miało uczucie, nie tylko to moje, ale także to, które zauważam po drugiej stronie. To jest naprawdę... Piękne. To jest właśnie spełnienie marzeń. Wczoraj byłem bardzo, bardzo szczęśliwym facetem.


2011.12.01 / Czwartek / 18:02 - Beczkot

Kot Tymot powoli wyglądem upodabnia się do beczki, choć akurat na tym zdjęciu nie widać jaki jest gruby. Sądzę, że niebawem będzie ważył więcej ode mnie. Jedyne dwie czynności, które wykonuje to spanie i objadanie się. Najdziwniejsze jest to, że nigdy nie sra. Cuda niewidy.