2012.03.28 / Środa / 21:17 - Z Marzenką w Kazimierzu Dolnym

Dzisiejszy dzień spędziłem z Marzenką, moją małą przyjaciółką z Radomia, z którą spotkałem się dopiero czwarty raz. Za dwa dwa tygodnie jedziemy na dwudniową wyprawę po Świętokrzyskiem, natomiast dzisiaj zrobiliśmy sobie długi spacer po Kazimierzu Dolnym i jego okolicach. Był to dosyć nietypowy wyjazd do Kazimierza, ponieważ nawet nie zajrzeliśmy na rynek. Nigdy też nie byłem w Kazimierzu Dolnym poza sezonem, czyli w czasie, gdy spotkać tam można głównie mieszkańców tego uroczego miasteczka.

Marzena zjawiła się w Puławach dosyć wcześnie rano i pojechała dosyć późno wieczorem, dzięki czemu spędziliśmy razem praktycznie całą środę. W Kazimierzu odwiedziliśmy najpierw Korzeniowy Dół, widoczny na powyższym zdjęciu. Na zdjęciu tym widać biedną, małą Marzenkę dźwigającą moją ciężką torbę na ramię, zawierającą takie ciężary jak butelkę różowego wina i dużą butelkę Frugo (świetnie, że teraz Frugo sprzedawane jest także w większych butelkach). Dobra dziewczyna z tej Marzenki, dźwiga ciężką torbę mężczyźnie, w dodatku nie swojemu. ;)

Z Korzeniowego Dołu poszliśmy aż do Mięćmierza, do którego dostaliśmy się od strony Zajazdu Piastowskiego. Spory kawałek drogi, ale trzeba trenować przed zbliżającym się wyjazdem. W samym Mięćmierzu rozsiedliśmy się na górze, a raczej rozłożyliśmy na moim swetrze i kontemplowaliśmy otoczenie, a także siebie wzajemnie. Nigdy nie sądziłem, że będę na tej słynnej górze zachowywał się w tak nieprzyzwoity sposób. Kolejne kroki w bok... Dosyć przyjemne. ;)

Po powrocie do Puław poszliśmy do pizzerii znajdującej się blisko naszego bloku, w której po kilkunastu minutach zjawiła się także moja siostra. Kiedyś bardzo nie lubiłem pizzy, obecnie też za nią nie przepadam, ale od czasu do czasu mogę zjeść kawałek lub dwa, wyjmując z niej najbardziej kontrowersyjne składniki takie jak kawałki kurczaka lub brokuły.

To był przyjemny dzień, z niezłą pogodą, spędzony z Marzenką, w której nadal się nie zakochałem, i w której pewnie nigdy się nie zakocham, ale która pociąga mnie fizycznie, a przede wszystkim jest fajną koleżanką.

Koniec pobytu w Puławach, jutro powrót do stolicy, do pracy, z której kiedyś się zwolnię, robiąc sobie kilka miesięcy bezrobotnej wolności. Tyle że tak naprawdę wolność dają pieniądze, czyli nie mam wyjścia, muszę pracować. Do roboty zatem! A teraz sen...


2012.03.27 / Wtorek / 22:41 - Uśmiechnięty Michał w Lublinie

Zdjęcie zrobione przez Olę. Spotkanie z nią będę miło wspominał, choć zdecydowanie bez jakichś szczególnych ekscytacji. Na pewno było dzisiaj bardzo wietrznie, była to zdecydowanie najbardziej wietrzna randka, na jakiej byłem. Ach tak, to przecież nie była randka... To był spacer zapoznawczy. :P

Tak w ogóle to przydałoby się podsumować z iloma dziewczynami z Sympatii.pl już się zapoznałem osobiście. Nieważne jednak ile ich poznałem, ważne w ilu się zakochałem... W dwóch... Kasiach. Z czego ta druga była jednak ważniejsza... Niestety.

Dzisiejsze spotkanie bardzo przypominało mi spotkania sprzed roku, czyli randki z Kasią z Lublina, ale tą pierwszą Kasią, koleżanką Kasi z firmy. Tamta Kasia także jest studentką pedagogiki i jest tylko o jeden rok młodsza od Oli. Nie pasowałem do niej zbyt dobrze... :)

Koniec wtorkowej randki, która nie była randką. Bardzo ładna, mądra, spokojna i sympatyczna dziewczyna, z bardzo bardzo fajnym głosem. Kto wie - może nowa koleżanka. :)


2012.03.27 / Wtorek / 22:33 - Wnętrze Archikatedry w Lublinie

W listopadzie zeszłego roku też byłem w Archikatedrze... Kolejne miejsce na sentymentalnej mapie Pana Michała. Kościoły i obozy koncentracyjne... Puby, kawiarnie... Łóżka.


2012.03.27 / Wtorek / 22:06 - Wietrzna nie-randka z Olą

Po zjedzeniu cheeseburgera na Placu Litewskim pokrążyłem po Lublinie jeszcze przez ponad godzinę, by następnie zasiąść przy schodach pod zamkiem w oczekiwaniu na Olę, z którą umówiłem się na dzisiejszy spacer zapoznawczy. Spośród wszystkich dziewczyn, które poznałem na Sympatii.pl Olę wyróżnia to, że zgodziła się na spotkanie ze mną już po kilkunastu minutach pisania ze mną na gg, połączonych z zerkaniem na mojego nieszczęsnego VideoBloga. Ja zaś byłem podobno pierwszym facetem poznanym przez nią na tym serwisie, z którym zgodziła się spotkać. Miło.

Po raz kolejny poczułem ekscytację połączoną ze stresem, którą odczuwam zawsze wtedy, gdy wyczekuję na pierwsze spotkanie z kimś poznanym wirtualnie, gdy rozglądam się nerwowo i wypatruję dziewczyny, myślac - to ona, czy nie ona? Nie za bardzo wiedziałem kogo się spodziewać, bo w Internecie widziałem tylko dwa zdjęcia Oli, ale jednak rozpoznałem ją z daleka i od razu stwierdziłem, że jednak jest ładna, o wiele ładniejsza niż na zdjęciach. Następnie Ola odezwała się i od razu dostała u mnie dużego plusa za głos, a jak wiadomo głos jest dla mnie bardzo ważny. Kolejne plusy Ola dostała między innymi za eleganckie ubranie, całkiem ładny zapach, delikatny makijaż, odpowiednią jędrność prawego uda (sprawdziłem), ale też mądrość i porządność, o ile w ogóle istnieje takie słowo. ;)

Ta pochodząca z Podkarpacia dwudziesto-trzy letnia studentka pedagogiki to dziewczyna jak najbardziej godna polecenia każdemu normalnemu mężczyźnie, rzekłbym nawet, że to jedna z atrakcyjniejszych dziewczyn poznanych przeze mnie na Sympatii.pl. Niestety ja nie jestem normalny i poszukuję dziewczyny zdecydowanie bardziej nienormalnej, dziwniejszej, bardziej pojebanej, a przede wszystkim zdecydowanie bardziej dramatycznej. Ola nie ma dramatu w oczach, ma w nich pozytywną energię i mądrość, a to nie wróży zakochania z mojej strony. ;D

Na szczęście ja sam najwidoczniej nie wydałem się Oli fascynujący, gdyż zakończyła tę nie-randkę ze mną dosyć szybko, bo już po godzinie i dwudziestu minutach. Spod zamku przeszliśmy się na starówkę, a konkretnie na widoczny na powyższym zdjęciu plac przy Teatrze Andersena, który niestety całkowicie zmieniono, burząc murek, robiąc chodnik i stawiając wysokie ogrodzenie. Stamtąd poszliśmy do archikatedry, a następnie na Plac Litewski, na którym posiedzieliśmy dłużej. Na koniec Ola odprowadziła mnie na busa do Puław i powiedziała, że jestem pozytywny, wygadany i towarzyski, a także stwierdziła, że jeszcze kiedyś możemy się spotkać. Czy się spotkamy - czas pokaże. Ja myślę, że taka fajna Ola zasługuje na kogoś o wiele fajniejszego niż Pan Michał, ale jej kolegą jak najbardziej chciałbym być. :)

Zapomniałem tylko zapytać jak ma na nazwisko...


2012.03.27 / Wtorek / 21:40 - Archikatedra w Lublinie

Dzień zacząłem od oglądania Kapitana Bomby na YouTube, podczas jedzenia śniadania. Szkoda, że siostra nie ma tutaj tostera, takiego jaki od niedawna mamy w domu. Przyzwyczaiłem się już do tostów z pasztetem na śniadanie i lubię je bardziej od zwykłych kanapek.

Po zjedzonym śniadaniu zarezerwowałem pokój w Świętej Katarzynie, miejscowości w Świętokrzyskiem, którą odwiedzimy za dwa tygodnie z Marzenką. Planowałem co prawda nocleg w kieleckim hotelu, ale ostatecznie zdecydowałem się na oszczędniejszą, a przy okazji być może wygodniejszą wersję agroturystyczną. Skoro za dwa tygodnie wybieram się w góry to musiałem dzisiaj także zamówić plecak na Allegro, gdyż nie posiadam żadnego plecaka, odkąd uznałem, że na co dzień lepsza jest torba na ramię.

Po zakupach dokonanych przez Internet wybrałem się na realne zakupy, a przy okazji na spacer po Puławach. W Galerii Zielonej najwięcej czasu spędziłem w sklepie firmowym Wojasa, gdyż ogólnie wybrałem się na poszukiwanie nowych butów, którymi mógłbym zastąpić Vansy, od tygodnia porwane. Niestety Vansów nie można już tak łatwo znaleźć w sklepach, nie ma ich w Croppie, w którym kupiłem swoje siedem lat temu, a to zdecydowanie moja ulubiona firma, której wolałbym nie zmieniać na inną. Po obejrzeniu Wojasów stwierdziłem jednak, że one także są fajne, lecz niestety najtańsze kosztują niemal 300 złotych, a ja miałem zacząć żyć nieco oszczędniej. Ładne są zarówno te typu causal, jak i eleganckie, do garnituru, które kosztują jeszcze drożej. Fakt, przydadzą mi się eleganckie buty, do garnituru i nie tylko, gdyż glany nie za bardzo do niego pasują, co stwierdziłem po obejrzeniu filmu z ostatniego wesela na jakim byłem. Poza tym pora zmienić styl, z młodzieżowego na dorosły, elegancki. :P

Butów ostatecznie nie kupiłem, ale w Galerii Zielonej spotkałem swoją ciocię, której nie widziałem od dwóch lat, mimo tego, że mieszka na tym samym osiedlu. Opowiedziałem cioci o zmianach, które zaszły ostatnio w moim życiu, a przede wszystkim o moim zeszłorocznym związku, trwającym zdecydowanie zbyt krótko. Cóż, rodzina póki co nie musi się szykować na moje wesele.

Po południu pojechałem busem do Lublina, pijąc wódkę, słuchając muzyki i wspominając zeszły rok. Godzinę później, z pozytywnym nastawieniem, rozpocząłem lubelski spacer, podczas którego zahaczyłem między innymi o widoczną na powyższym zdjęciu archikatedrę.


2012.03.27 / Wtorek / 21:37 - Zbyt długa grzywka

Lublin zaliczony. Dzień całkiem przyjemnie spędzony. Tymczasem coraz częściej odczuwam problemy związane ze zbyt długą grzywką, szczególnie przy tak wietrznej pogodzie jak dzisiejsza włosy wchodzą mi do oczu, ograniczają widoczność... Niemniej póki co nie zamierzam ich obcinać. Jeszcze trochę i będę mógł je sobie spinać w kucyk. ;)


2012.03.25 / Niedziela / 20:06 - Kasia w mojej sypialni

O tak, Kasia znalazła się w moim łóżku! :D W sumie to nie w łóżku, tylko na łóżku, ale to prawie to samo. ;)

Podoba mi się to w Kasi, że ma dopiero 21 lat, a już jest mężatką. Moja mama była niewiele starsza, gdy wyszła za mojego tatę. Ja najchętniej ożeniłbym się już w wieku 20 lat, najchętniej także wtedy zostałbym ojcem. Niestety jestem o kilka lat spóźniony, nadal poszukuję, choć kilka razy byłem przekonany, że już znalazłem.

Tyle kobiet w moim życiu, tyle koleżanek, przyjaciółek, ukochanych, byłych partnerek, tylko ja nadal sam. W chwili obecnej znam jedną dziewczynę, której chciałbym się oświadczyć, po wspólnym zamieszkaniu i przekonaniu się, że możemy ze sobą żyć. Póki co pierścionka zaręczynowego nie kupuję, dzięki czemu będę miał pieniądze dla siebie, na kolejne randki, na kolejne wyjazdy, na kolejne dni prawdziwego życia. Nie wiem czy to normalne, ale tylko spędzając czas z dziewczynami czuję, że naprawdę żyję. Widocznie samotne życie to nie życie... A ja cały cas jestem samotny...

Dziękuję wszystkim dziewczynom obecnym w moim życiu za to, że mnie pocieszają od czasu do czasu. Może takie poszukiwanie i wszystkie te przyjaźnie są ciekawsze niż prawdziwy, poważny związek?

Nie. W to nie uwierzę nigdy.


2012.03.25 / Niedziela / 19:57 - Kasia w mojej kuchni

Właściwie to nie jest moja kuchnia, tylko kuchnia mojej mamy, dlatego to właśnie mama przygotowała dzisiaj obiad - zupę i kotlety, którymi poczęstowała Kasię. Kasia mamie spodobała się na tyle, że mama powiedziała mi bym kiedyś znalazł sobie właśnie taką dziewczynę, ładną i promienującą pozytywną energią. No cóż, gdy poznałem Kasię to było już za późno, ale... Poszukiwania trwają. ;)

We wtorek w Lublinie spotykam się z pewną sympatycznie się zapowiadającą Olą poznaną na Sympatii, która pisze pracę magisterską o VideoBlogach. Dzień później jadę do Kazimierza ze znaną już Marzenką, która na szczęście została moją przyjaciółką. Miałem nadzieję, że połączy nas carnal friendship, ale zdaje się, że będzie to jedynie zwykły friendship. ;) Nie szkodzi. Przyjaźnie z wartościowymi ludźmi zawsze są... Wartościowe.

Ale, że mi seksu brakuje to jest fakt. :P


2012.03.25 / Niedziela / 19:38 - Pan Michał na kolanach

Ustawiając kadr czołgałem się po suchym igliwiu i mchu, następnie włączyłem samowyzwalacz, podbiegłem szybko do Kasi, usiadłem obok niej, aparat zrobił nam sześć zdjęć, a wszystkie nadawały się jedynie do kasacji, z powodu przyciętych głów. ;) Powyższe zdjęcie jednak wyszło w miarę nieźle. :P

Jeszcze kilka dni, kilka tygodni i świat będzie piękny. Trzeba się cieszyć wiosną intensywnie, gdyż szybko przemija. Ze wszystkich pór roku to właśnie wiosna mija najszybciej. Za dwa tygodnie, w połowie pięknego miesiąca jakim jest kwiecień, będę spacerował wraz z Marzenką po Górach Świętokrzyskich. Zaplanowaliśmy dwudniowy wyjazd i mam nadzieję, że pogoda dopisze. Nie obraziłbym się nawet gdyby była taka jak dziś.


2012.03.25 / Niedziela / 19:30 - Kasia w muzeum w Palmirach

Kolejne zdjęcie przedstawiające muzeum i Kasię. Kasia fotografowała wszystko dookoła, głównie przyrodę, a ja fotografowałem głównie ją. Taki już ze mnie fotografownik kobiet. ;)

Istniała możliwość spacerowania dzisiaj we trójkę, ale jednak trzecia osoba, która ewentualnie mogła nam towarzyszyć, ma ostatnio zbyt wiele na głowie. Możliwe, że kiedyś zabiorę ją do muzeum w Palmirach, myślę, że mogłoby się jej spodobać. Może na jesieni? Byłoby miło.


2012.03.25 / Niedziela / 19:25 - Muzeum w Palmirach

W zeszłym roku otworzono w Palmirach muzeum, w którym dzisiaj byłem po raz pierwszy. Jest skromne, ale dosyć nowoczesne, całkiem porządne, wywołujące odpowiedni nastrój. Dobrze, że powstało, bo stanowi dobry dodatek do cmentarza, który tak bardzo lubię.

W muzeum przypomniały mi się zeszłoroczne odwiedziny obozów koncentracyjnych z ukochaną kobietą. Po raz kolejny zrobiło mi się troszkę smutno, bo to bardzo miłe wspomnienia, ale... Najważniejsze, że jesteśmy wolnymi ludźmi, nie ma wojny i nikt nas nie rozstrzeliwuje. Przynajmniej przez kilka najbliższych lat.


2012.03.25 / Niedziela / 19:18 - Pan Michał i mapa KPN

KPN. Kampinoski Park Narodowy. Mój dom od niemal dwudziestu lat, bo w październiku tego roku minie dokładnie dwadzieścia lat odkąd się tu przeprowadziliśmy spod Kutna. To wszystko moje. Moje wydmy, moje szlaki turystyczne, moje bagna, mój cmentarz w Palmirach, moje komary. Miło, że dzisiaj mogłem to wszystko pokazać koleżance, która zresztą z lasami sama ma wiele wspólnego. Niestety nie natkneliśmy się na żadnego zwierza, a jedynie na dziesiątki ludzi spacerujących podpierających się kijkami.

Jest jeszcze kilka miejsc w Puszczy Kampinoskiej, w których nigdy nie byłem. Tak wiele miejsc do odwiedzenia, a tak mało czasu... Życie za krótkie, obowiązków zbyt wiele.


2012.03.25 / Niedziela / 19:09 - Człowiek-puszcza

Nasza puszcza niestety nie jest jeszcze atrakcyjna wizualnie, wszędzie wokół panuje szarzyzna, zielony jest jedynie mech i igły na sosnach. Mimo tego można się już cieszyć wiosenną pogodą, a przede wszystkim korzystać z braku komarów. Do maja mamy z nimi spokój, później zaczyna się armageddon. Szkoda. Komary odbierają przyjemność obcowania z puszczą.


2012.03.25 / Niedziela / 18:46 - Spacer z Kasią po puszczy

Zgodnie z planem spotkałem się dzisiaj z koleżanką z pracy, Kasią, zwaną przeze mnie tutaj Kasią z firmy, dla odróżnienia od innych Kaś obecnych w moim życiu. Spotkaliśmy sie na Młocinach, na które pojechałem specjalnie po nią, a pół godziny później, po przejechaniu autobusem 708, rozpoczeliśmy spacer po Puszczy Kampinoskiej. Naszym celem był przede wszystkim Cmentarz w Palmirach, na który dostaliśmy się mniej więcej po godzinie marszu, ale stamtąd przez kilka godzin szliśmy jeszcze do mojego domu rodzinnego. Pogoda niestety nie była idealna, często wiało chłodem, często znikało słońce, ale ogólnie było dobrze i przyjemnie. :) Kasia niestety nie założyła dla mnie spódnicy mini, ale uszanowałem to, gdyż przecież jest mężatką... Małżeństwo rzecz święta, nawet jeśli nie brało się ślubu kościelnego. :P


2012.03.25 / Niedziela / 00:16 - Crumble

Filiżanka herbaty w herbaciarni Same Fusy... Bardzo pozytywne miejsce. Niezwykle przyjemnie było doświadczać ponownie tego czego doświadczałem w zeszłym roku. Przypomniałem sobie dlaczego w drugiej połowie zeszłego roku wszystko miało dla mnie sens, dlaczego byłem tak szczęśliwy... Teraz niestety jestem dosyć smutny, ale myślę, że jakoś to przeżyję...

Jak zwykle - trzeba żyć dalej. Najważniejsze, że wczoraj w sposób pozytywny się pożegnaliśmy, na jakiś czas, i że mogłem ponownie poczuć zapach ulubionych kobiecych perfum, na kobiecie, która kocham...

Kocham, kocham, kocham, wciąż tak samo. Kocham i tęsknię. :(


2012.03.25 / Niedziela / 00:13 - Spotkanie numer pięćdziesiąt

Pan Michał znowu szczęśliwy... Wahałem się, wczoraj nie wiedziałem czy chcę tego pięćdziesiątego spotkania, czy nie. Spodziewałem się, że może ono być zbyt bolesne, że ponowne zasmakowanie w tym czego i tak już nie mam może być dla mnie zbyt smutne, ale dzisiaj napiłem się wódki i postanowiłem, że to zrobię. Absolutnie nie żałuję. Spotkanie poprawiło mi nastrój, było bardzo przyjemne i naładowało mnie pozytywną energią. Przy okazji przypomniałem sobie jak to jest mieć obok siebie osobę, która się naprawdę kocha. Właśnie po to warto żyć...

Spotkaliśmy się przy Rotundzie, spod której przeszliśmy się do widocznej na powyższym zdjęciu klubokawiarni, której nazwy nie pamiętam, a z niej, poprzez Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście udaliśmy się do kawiarni (a raczej herbaciarni) Same Fusy, znajdującej się na Starym Mieście. Pożegnanie miało miejsce w metrze, na stacji Centrum. Najwcześniej po raz kolejny tę piękną twarz ujrzę w czerwcu lub lipcu, tutaj, lub tam...


2012.03.22 / Czwartek / 20:17 - Warszawa na Google Streets

Wydarzenie, na które czekałem od dawna - Warszawa nareszcie trafiła na Google Streets! W zeszłym roku samochody Google z aparatami zamontowanymi na dachu zjeździły całą stolicę, przejechały praktycznie każdą uliczką naszego pięknego miasta, robiąc co kilka metrów zdjęcie, panoramę sferyczną i dzięki temu możemy teraz obejrzeć dokładnie każde miejsce w Warszawie, poczuć się niemal tak jakbyśmy w nim byli, zwłaszcza wtedy gdy mamy duży, panoramiczny monitor.

Niedawno zorientowałem się, że nadal wielu ludzi nie wie jak skorzystać z tej wspaniałej funkcji, przedstawiam więc krótką instrukcję obsługi. Wchodzimy na Google.pl, na górze klikamy zakładkę "mapy", wpisujemy nazwę miasta, Warszawa lub Kraków, robimy dowolne zbliżenie, łapiemy kursorem ikonkę "ludzika", który znajduje się po lewej stronie, nad suwakiem powiększenia, przenosimy "ludzika" na mapę i stawiamy go na ulicy, na którą chcemy się przenieść. Po chwili oczekiwania pojawia nam się zdjęcie, panorama sferyczna, dzięki której możemy się obracać we wszystkich kierunkach, łącznie z patrzeniem w górę. Klikając na małe, białe strzałki możemy przesuwać się skokowo w rządanym kierunku, przenosząc się w ten sposób do kolejnej panoramy sferycznej. Wszystko opracowane jest perfekcyjnie, zdjęcia mają badzo dobrą jakość i możemy je powiększać, robiąc zbliżenia interesujących nas obiektów. Niestety twarze wszystkich ludzi są zamazane w taki sposób, by nie można było ich rozpoznać.

Dziś w pierwszej kolejności odwiedziłem oczywiście Ursynów, zjeździłem miejsca, które zacząłem poznawać od lipca zeszłego roku, a które darzę wielkim sentymentem. Na przykład taka mała, spokojna uliczka, którą widać na powyższym zdjęciu. Dla wszystkich ludzi przeciętna, nic nie znacząca, może nawet nieładna, całkowicie zwykła, ale dla mnie, dla Pana Michała, który w zeszłym roku był tak pięknie zakochany - niezwykła. Będę tam często wracał, wirtualnie, ale mam nadzieję, że realnie też...

Równie przyjemne jest wirtualnie podróżowanie po Krakowie, mieście, które także darzę sentymentem i sympatią. Niestety Puław, Lublina, Dęblina, czy na przykład Rzeszowa na Google Streets jeszcze nie ma, ale pewnie kiedyś doczekamy się i tego. Skoro o Lublinie mowa, to muszę w tym miejscu wspomnieć, że dokładnie trzy lata temu zapoznano mnie z tym miastem dokładniej i były to dwa przepiękne dni mojego życia, jedne z tych najlepszych.

Po wcześniejszym powrocie z pracy zdążyłem się jeszcze spotkać z bratem ciotecznym, Piotrem, mieszkającym obecnie w Rzeszowie, który odwiedził nasz leśny dom. Nie widziałem się z nim od sześciu lat, a przecież kiedyś widiwałem go bardzo często, ze względu na to, że studiował w Warszawie. Zastanawiałem się wtedy kiedy ja będę tak dorosły jak on i kiedy będę studiował... Od tamtego czasu minęło piętnaście lat, a ja nadal nie studiuję i nadal nie jestem dorosły.

Wracając jednak do Google Streets - bez wątpienia jest to rewolucja. Jeszcze kilka dni temu musiałem osobiście wybrać się na Białolękę, by zobaczyć gdzie konkretnie znajduje się nasza nowa siedziba firmy i jak wygląda. Od teraz wystarczy jednak wejśc na Google, wpisać nazwę ulicy, przenieść się na nią i zobaczyć wszystko na własne, wirtualne oczy.


2012.03.22 / Czwartek / 19:54 - Warsaw streets

Największy i najdroższy aparatamentowiec w Warszawie jest już bliski ukończenia. Niestety moja praca w centrum także... Będę o tym wspominał jeszcze wielokrotnie, marudząc i nudząc, aż w końcu trafię na Białołękę, na której mi się spodoba, i na której odzwyczaję się od śródmiejskiego zgiełku, który tak lubię.

Planowałem na dzisiaj wyprawę na Ursynów po pracy. Zabrałem ze sobą prezent, miałem zakupić bukiet kwiatówi pojechać tam, gdzie nie było mnie już od jednego miesiąca i trzech tygodni. Niestety zmieniłem swoje plany, ponieważ w samo południe okazało się, że z pracy wyjdę trzy godziny wcześniej, z powodu niewielkiego ruchu. Brałem pod uwagę pięciogodzinne czekanie na właściwą godzinę, a dla zabicia czasu nawe spacer z centrum ze Śródmieścia na Ursynów, jednak po chwili namysłu postanowiłem po prostu pojechać do domu w lesie i odwołać akcję "przytulenie ukochanej kobiety".

W sumie to na Ursynowie i tak dzisiaj byłem, we wszystkich miejscach, które tam lubię, ale nie realnie, lecz wirtualnie. Od kilku dni wszyscy, którzy dysponują szybkim łączem z Internetem mają taką cudowną możliwość - Warszawa i Kraków po kilku latach zapowiedzi trafiły ostatecznie na Gogle Streets. :) W naszym życiu dokonała się właśnie kolejna mała rewolucja.


2012.03.22 / Czwartek / 19:45 - Westin

Zdaje się, że na blogu nigdy jeszcze nie pokazywałem hotelu Westin, a przecież jest to ważny i ładny budynek, stojący na miejscu dawnej, równie ważnej, giełdy komputerowej. Warszawa najładniej wygląda o poranku, ale na swoich zdjęciach nie potrafię uwiecznić jej prawdziwej urody. Dobrze, że do dziś nie kupiłem lustrzanki, marnowałaby się tylko w moich nie-artystycznyc rękach...


2012.03.22 / Czwartek / 19:41 - Hala Mirowska

Z powodu miesięcznej przerwy w normalnym kursowaniu metra, codziennie dostaję się do pracy w inny sposób. Dzisiaj na przykład podjechałem tramwajem 33 pod Halę Mirowską i resztę drogi pokonałem pieszo. Moją ulubioną porą dnia są poranki, dlatego tak podobał mi się spacer o godzinie 6:15 rano, gdy ulice są jeszcze puste. Po drodze zahaczyłem też o okolice starej firmy, która niebawem będzie mnie kusić swoją atrakcyjną lokalizacją.


2012.03.22 / Czwartek / 04:33 - Miesiąc bez metra

Metro się skończyło, tramwaje powróciły do łask. Ja zaś chodzę pieszo od Placu Bankowego, poprzez Marszałkowską, do Emilii Plater. Muszę się nasycić Śródmieściem przed przeprowadzką na dziką Białołękę. Na powyższym zdjęciu tramwaj numer 18 akurat uległ awarii i wstrzymał cały ruch na pewien czas.


2012.03.20 / Wtorek / 18:48 - Nowa siedziba firmy

Po pracy przeszedłem się przez Śródmieście, korzystając z bardzo ładnej pogody, a następnie tramwajem przejechałem się na Plac Wilsona, z którym niegdyś silnie zwiazany był każdy mieszkaniec Truskawia. Działo się tak, ponieważ autobus 708 miał tam swój ostatni, a zarazem pierwszy przystanek. Łezka mi się w oku zakręciła, gdy ponownie stanąłem na Placu Wilsona i przypomniałem sobie lata młodości, gdy czekałem na odjazd autobusu chroniąc się przed deszczem na korytarzu kina Wisła, lub gdy chodziłem do tego na filmy, takie jak choćby "Dzień zagłady", "Dzień niepodległości", czy "Armageddon". Pobliski Empik był pierwszym Empikiem, który poznałem w życiu. Ach, to były czasy. Chcę znowu mieć 18 lat, chcę znowu chodzić do szkoły i chcę się kochać z nastolatkami. :P Czy jakaś nastolatka ma na mnie ochotę? :D Pragnę wyruszyć w podróż w poszukiwaniu straconego czasu...


2012.03.18 / Niedziela / 20:46 - Kino Wisła przy Placu Wilsona

Po pracy przeszedłem się przez Śródmieście, korzystając z bardzo ładnej pogody, a następnie tramwajem przejechałem się na Plac Wilsona, z którym niegdyś silnie zwiazany był każdy mieszkaniec Truskawia. Działo się tak, ponieważ autobus 708 miał tam swój ostatni, a zarazem pierwszy przystanek. Łezka mi się w oku zakręciła, gdy ponownie stanąłem na Placu Wilsona i przypomniałem sobie lata młodości, gdy czekałem na odjazd autobusu chroniąc się przed deszczem na korytarzu kina Wisła, lub gdy chodziłem do tego na filmy, takie jak choćby "Dzień zagłady", "Dzień niepodległości", czy "Armageddon". Pobliski Empik był pierwszym Empikiem, który poznałem w życiu. Ach, to były czasy. Chcę znowu mieć 18 lat, chcę znowu chodzić do szkoły i chcę się kochać z nastolatkami. :P Czy jakaś nastolatka ma na mnie ochotę? :D Pragnę wyruszyć w podróż w poszukiwaniu straconego czasu...


2012.03.17 / Sobota / 23:22 - Rzeź

Dzisiejszy dyżur w firmie rozpocząłem od ponownego zapisania się na listę osób gotowych do przeniesienia na Białołękę. Ach, ta moja słynna zmienność... Za jakiś miesiąc, dwa lub trzy będę pracował w zupełnie innym miejscu niż przez ostatnie kilka lat. Smutne to bardzo, ale wszystko wskazuje na to, że w tej firmie nie da się podjąć innej decyzji.

Po skończonym dyżurze wyszedłem na miasto i od razu rozpłynąłem się z rozkoszy i zachwytu. Pogoda była śliczna, szczególnie jak na marzec. Ludzie chodzili już nawet w krótkich rękawach, a przede wszystkim dziewczyny chodziły już w krótkich spódniczkach, odkrywając swoje zazwyczaj zgrabne nogi. Ach, od razu zrobiło się piękniej. Usiadłem na ławce przy Marszałkowskiej i podziwiałem. Niektóre kobiety naprawdę są nieziemskie...

Zanim usiadłem na ławce, czekając na Kasię z Lublina, z którą wybierałem się do kina, poszedłem do sklepu Peacocks, w którym nabyłem pierwsze w tym roku ubranie, a konkretnie spodnie. W peacocks mają jakąś inną numerację spodni, ale najważniejsze jest to, że mają tam ubrania dla naprawdę chudych ludzi, takich jak ja. Jedne spodnie były na mnie nawet za małe, zresztą w te, które kupiłem także ledwo się mieszczę.

Kasia z Lublina zjawiła się pod Rotundą o właściwej porze, dzięki czemu nie spóźniliśmy się do kina. Miła odmiana po kilku ostatnich wizytach w kinie... Przyjemnie było się nie spóźnić, jak za dawnych, dobrych czasów, gdy do kina chodziłem sam, i obejrzeć film od początu. Konkretnie bardzo dobry film Romana Polańskiego pod tytułem "Rzeź". Zdecydowanie polecam. Podobał mi się przedostatni film Polańskiego, czyli "Autor widmo", ale "Rzeź" jest jeszcze lepsza... Oby nie umierał, oby dalej kręcił filmy, bo ostatnio świetnie mu to wychodzi.

Po filmie wyszliśmy z Kasią przed Pałac Kultury, czyli w jedno z moich ulubionych miejsc w Warszawie, gdzie zrobiliśmy sobie powyższe zdjęcie. Następnie poszliśmy na małe piwo do Antykwariatu, w którym wcześniej byłem już dwa razy, ale nigdy nie dłużej niż minutę. Spotkanie z Kasią było jak zwykle przyjemne i jak zwykle życzę jej jak najlepiej... Kasia na pewno ma fajne piersi, szkoda, że nigdy ich nie zobaczę, a zarazem bardzo dobrze. Fajne jest to, że niczym Mulder i Scully nigdy się nie pocałujemy. Mi to pasuje.

Tymczasem idę spać, ponieważ za niecałe sześć godzin budzę się do pracy. Aha, jeszcze jedno. Podczas dyżuru ustaliłem z Marzenką, że w kwietniu wyjedziemy razem na dwa lub trzy dni w Góry Świętokrzyskie. Słodko. Nie zakochałem się w Marzence, to fakt, ale mimo tego zdążyłem się już za nią stęsknić. Szkoda, że nie ma jej tu przy mnie w łóżku, i że będę zasypiał samotnie...



2012.03.16 / Piątek / 21:58 - Pieprzyć Białołękę

Wczoraj w firmie wpisałem się na listę chętnych do przeprowadzki na Białołękę, ale dzisiaj zmieniłem zdanie, ponieważ już zdążyłem zatęsknić za Śródmieściem. Przypomniałem sobie jak bardzo kocham Śródmieście i usunąłem swoje nazwisko z listy chętnych. Przeprowadzce jestem zdecydowanie niechętny, nawet jeśli wiąże się ona z miesięczną premią w wysokości 150 złotych. Wolę rozdawać ulotki na Śródmieściu niż wykonywać poważną pracę biurową, jaką niewątpliwie jest pisanie smsów, na Białołęce. Kocham Śródmieście, a z Białołęką nie mam nic wspólnego. Z Białołęką przecież nikt nie ma nic wspólnego. Tymczasem już za tydzień otwarcie Mostu Północnego imienia Marii Skłodowskiej-Curie.

Zapanował spokój. Kobiet w moim życiu już nie ma, nie mam więc żadnych zmarwień i problemów, ani żadnych powodów do radości. Czekam jedynie na spacer po Puszczy Kampinoskiej z Kasią z firmy, na który mamy się wybrać w przyszłą niedzielę. Może nawet Kasia założy dla mnie, miłośnika jej zgrabnych nóg, krótką spódnicę? Oglądanie przez pięć godzin jej zgrabnych nóg może być najbardziej ekscytującym przeżyciem seksualnym mojego życia. ;) Wszakże Kasia jest najbardziej podniecającą dziewczyną, jaką znam... Szkoda, że to mężatka. ;) Nie pożądaj żony bliźniego swego...

Ech... Przed chwilą przeprowadziłem godzinną rozmowę telefoniczną z dziewczyną, która znikła... Szkoda, bo chciałbym żeby nie znikała, żeby została na zawsze. Oho, przypomniałem sobie, że dzisiaj mam rocznicę. Trzecią rocznicę pierwszego fizycznego obcowania z kobiecymi narządami rozrodczymi. Dokładnie trzy lata temu Pan Michał po raz pierwszy w swoim życiu dotknął dłonią cipki! :P I to jakiej!

Trzy lata później liczba dotkniętych cipek wyniosła... Trzy. Prawdziwy kolekcjoner ze mnie. Zdobywca. Nie ma co. ;)

Ech... Wystarczyłaby mi jedna na całe życie. Jedna kobieta.


2012.03.13 / Wtorek / 23:31 - Zamek Ujazdowski

Tę budowlę poznałem dopiero wczoraj, wcześniej znałem tylko jej nazwę, a nie miałem pojęcia gdzie się znajduje - Zamek Ujazdowski. Ogólnie z Marzenką odwiedziłem kilka miejsc, w których nigdy nie byłem. Chyba zakupię sobie jakiś przewodnik po Warszawie, by poznać własne miasto. Przydałoby się też odwiedzić parę muzeów i kilka innych, ważnych miejsc, a czas na pewno się znajdzie - wiosna idzie.

Marzenka wsiadła na koniec do pociągu, a kilkanaście minut po jej odjeździe zdałem sobie sprawę, że wciąż mam na plecach jej plecak. Jakąś godzinę przed odjazdem pociągu powiedziałem sobie w myślach, że nie mogę zapomnieć o plecaku, że muszę go na koniec oddać Marzence, ale niestety w chwili pożegnania i odjazdu zupełnie wyleciało mi to z głowy. Tym sposobem za dwa tygodnie zobaczymy się ponownie, w Radomiu lub Puławach, choć wcześniej raczej tego nie planowałem. :) Może los chce nas jednak połączyć? :P

Podsumowując trzydniową wizytę Marzenki w moim domu i w mojej Warszawie mogę napisać, że było przyjemnie, Marzenka jest dobrą towarzyszką spacerów, bezproblemową dziewczyną, mądrą, sympatyczną i ciepłą. Tyle tylko, że nie czułem przy niej nigdy tego czegoś, co czułem przy tych dziewczynach, w których byłem zakochany - jedyną w swoim rodzaju ekscytację wszystkim co się razem robi, świadomość, że oto weszło się na właściwą drogę i chce się nią iść dalej.

Wszystko wskazuje więc na to, że obecnie nie znajduję się na żadnej drodze, idą donikąd przez pola samotności, a może po prostu stoję w miejscu. Zrobię sobie odpoczynek... Może potrwa trzy miesiące, a może sześć...

Przede mną sobotni wypad z Kasią z Lublina do kina, lub po prostu do Harendy, w której tym razem zamówiłbym mega pyszną szarlotkę. Niecały tydzień później spotkanie z tą, którą uważam za swoją drugą połówkę, być może ostatnie spotkanie przed jej wylotem za granicę, pożegnalne. Nie wiem jak będzie z moim odwiedzeniem jej w czerwcu za granicą... Nie mam pojęcia. W bliskich, przyjacielskich planach mam spacer z Kasią z firmy po Puszczy Kampinoskiej i odwiedzenie z nią Cmentarzu w Palmirach. Fajnie, że tu wpadnie, tylko szkoda, że jest mężatką... ;) W dalszych planach mogę mieć jakiś weekendowy wyjazd z Marzenką, choćby na Jurę Krakowsko-Częstochowską. Wszak jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele mogą ze sobą jeździć w różne fajne miejsca, robiąc razem różne fajne rzeczy... Kroki w bok.

A może życie mnie czymś zaskoczy i wszystko zmieni się z dnia na dzień, może pojawi się przy mnie ta właściwa, odpowiednia, najważniejsza kobieta, której jeszcze nie poznałem?


2012.03.13 / Wtorek / 23:30 - Pałac na Wodzie

Po zwiedzeniu Łazienek przeszliśmy przez Agrykolę, której wcześniej nie znałem i stamtąd pojechaliśmy do centrum, do malutkiej, znanej mi już kawiarni Relax Cafe, znajdującej się przy dawnym kinie Relax. Na koniec drugiego dnia zwiedzania stolicy odwiedziliśmy już tylko Empik, w którym Marzenka kupiła sobie czasopismo psychologiczne do poczytania w pociągu, i Euro RTV/AGD, w którym kupiłem toster, teoretycznie będący prezentem imieninowym dla mamy, a praktycznie będący prezentem dla mnie. ;) Spotkanie z Marzenką zakończyło się na dworcu Warszawa Śródmieście, na którym szczęśliwie udało nam się znaleźć kasy, po jakichś trzydziestu lub czterdziestu minutach poszukiwań - zupełny brak oznakowań.


2012.03.13 / Wtorek / 23:28 - Warszawy oglądanie

We wtorek w Warszawie pogoda była nieco ładniejsza niż dzień wcześniej, przez chwilę nawet zaświeciło słońce. Do stolicy dostaliśmy się od drugiej strony, autobusem jeżdżącym z Mariewa, a nie z Truskawia. Wizytę w mieście zaczeliśmy od odwiedzenia Mc Donalda, w którym hamburger i cheeseburger zdrożał ostatnio o 50 groszy, co uważam za skandal. Najedzeni wyruszyliśmy tramwajem na Stare Miasto, na które dostaliśmy się już po czterdziestu minutach jazdy... Cóż, metra na Bemowie jeszcze nie ma, trzeba się stamtąd tłuc tramwajem.

Stare Miasto odwiedziliśmy głównie po to, by zwiedzić Muzeum Literatury, które odnaliźliśmy na Rynku Starego Miasta, czyli w miejscu widocznym na zdjęciu. Niestety przybyliśmy na miejsce nieco za późno, do zamknięcia muzeum zostało tak niewiele czasu, że nie opłacało wchodzić do środka. Widocznie mamy pecha do muzeów, dlatego daliśmy sobie spokój także z Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym jeszcze nigdy nie byłem, i pojechaliśmy do Łazienek, które o tej porze roku są dosyć opustoszałe, ale i tak piękne.


2012.03.13 / Wtorek / 23:26 - Marzenka w łóżku mym

Wtorkowy poranek nie był ani trochę grzeczny, ale nie powinienem tu o tym wspominać i nie wspominałbym, gdybym był normalny. W sumie nie wiem za bardzo o czym pisać opisując wtorkowy poranek, chyba powinienem się skupić na tym dokąd dotarła nasza znajomość i dokąd zmierza. W skrócie i największej prostocie - nie będziemy parą, nie zakochałem się, uważam, że Marzenka jest bardzo fajną, wartościową dziewczyną, rozsądną, dobrą i porządną, ale jednak serce nie powiedziało mi, że to ją powinienem pokochać. Właściwie nie czuję niczego poza przyjaźnią i pociągiem fizycznym, który jest czymś naturalnym przy tak zgrabnej i odpowiednio kuszącej dziewczynie. Miłości jednak brak. Moje serce nie ceni normalności, woli to co dziwne, nietypowe, nienormalne i ryzykowne, a przede wszystkim dramatyczne. Podpowiada mi, że warto gonić za dziewczynami, które nigdy mnie tak naprawdę nie zechcą, zamiast skupiać się na tych, a raczej na tej, która myślałaby o mnie poważnie.

Przyjemnie jest się całować i robić inne rzeczy powszechnie uznawane za przyjemne, ale bez miłości, bez prawdziwej fascynacji każdy pocałunek jest krokiem w bok, zamiast krokiem do przodu. Całując się z kimś kogo się nie kocha, całuje się go jedynie ustami i językiem, ale całując się z kimś ukochanym, robi się to całym sobą, ciałem, duszą, sercem, całym swoim życiem, całą swoją przeszłością i przyszłością. Każdy pocałunek z kimś prawdziwie ukochanym jest krokiem do przodu, zbliżającym do życiowego celu, wzmacniającym to co najważniejsze, a każdy pocałnek z kimś do kogo nie czuje się miłości jest tylko fizyczną przyjemnością, w zasadzie zupełnie niepotrzebną, zwykłym krokiem w bok. Przez ostatnie trzy dni zrobiłem wiele takich kroków w bok... Chyba wolę już stać w miejscu.

Angażowanie się w takie relacje z Marzeną nie miałoby sensu, dlatego postanowiłem, że zostaniemy po prostu przyjaciółmi. Zdecydowanie za często przez ostatnie dni myślałem, a nawet mówiłem o tej, którą naprawdę kocham... Nie mogę przestać o niej myśleć i nie mogę przestać za nią tęsknić. Nie mogę przestać jej kochać. Ogólnie jednak nie chcę teraz niczego. Chcę odpocząć... Odpocząć od kobiet.

Mimo wszystko wtorkowy poranek był przyjemny... Na swój sposób. Przyjemny i jakby na to nie patrzeć, ważny w moim małym, skromnym i oczywiście głupim życiu.


2012.03.13 / Wtorek / 09:11 - Warszawy zwiedzanie

Rynek Starego Miasta. Tak rzadko bywam na Starym Mieście, że aż niekiedy zapominam o jego istnieniu w Warszawie. Co prawda bardziej podoba mi się starówka w Lublinie, ale ta warszawska w sumie też jest bardzo ładna i klimatyczna. W zasadzie powinienem zacząć pojawiać się tam częściej, ale nie mam z kim. Samemu wszędzie głupio.

Z firmy, do której zabrałem Marzenkę, udaliśmy się w miejsce, które jest głównym celem wszystkich turystów odwiedzających stolicę, czyli do Złotych Tarasów. Tam skosztowałem znacznie gorszej szarlotki, która w dodatku kosztowała cholernie drogo jak na tak skromny kawałek. Cóż, chyba nie warto pożywaić się w Złotych Tarasach, które są miejscem dla ludzi co najmniej nadętych. Po szarlotce i równie drogiej herbacie zakończyliśmy zwiedzanie stolicy, źle rozplanowane i dosyć chaotyczne, ale nie ma się czemu dziwić, skoro ja byłem przewodnikiem i skoro działaliśmy zgodnie z moim planem, którego nie było.

W domu, w łóżku, obejrzeliśmy drugi film, tym razem mój wybór padł na "Diabeł ubiera się u Prady", który bardzo lubię, ale który Marzence znacznie mniej przypadł do gustu. Po filmie ponownie prawie-grzecznie zasneliśmy.


2012.03.13 / Wtorek / 09:09 - Marzenka na Powązkach

Po obejrzeniu kilku tysięcy grobów na Cmentarzu Powązkowskim udaliśmy się razem z Marzenką coś przekąsić, zdecydowałem się więc na wizytę w mojej ulbionej Harendzie, do której dostaliśmy się przez Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście. W Harendzie miałem okazję skosztować najprzyszniejszej szarlotki świata, zdecydowanie najlepszej jaką w życiu jadłem, zamówionej przez Marzenę. Ja niestety nie zamówiłem sobie szarlotki, tylko frytki, których jak zwykle nie byłem w stanie zjeść, nawet w połowie. Upiłem się też jednym piwem.

Z Harendy przeszliśmy się Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem do Muzeum Narodowego, z zamiarem spędzenia w nim kilku godzin. Niestety w muzeum nie spędziliśmy ani minuty, ponieważ jest ono zamknięte już od lipca zeszłego roku, o czym oczywiście nie miałem pojęcia. Podobno ma być wyremontowane i otwarte już za kilka miesięcy... Tuż obok znajduje się Muzeum Wojska Polskiego, które Marzenka, jako kobieta interesująca się militariami, z przyjemnością by obejrzała. Niestety miała okazję obejrzeć jedynie czołgi, samoloty, śmigłowce i działa, które znajdują się przed muzeum. Co więcej, musiała te wszystkie cuda oglądać z daleka i przez ogrodzenie, ponieważ Muzeum Wojska Polskiego także było nieczynne, jak w każdy poniedziałek i wtorek, o czym oczywiście także nie wiedziałem, jako dobrze przygotowany przewodnik.

Z Powiśla przeszliśmy piękną skarpą aż do Łazienek, do których jednak już nie wchodziliśmy, z powodu zmroku. Posiedzieliśmy jedynie chwilę przed pomnikiem Chopina, by następnie ucieć stamtąd prosto do mojej firmy, do której wpadłem na chwilę, aby się wysikać i podać dyspozycje, a przy okazji pokazać Marzence gdzie pracuję.


2012.03.13 / Wtorek / 09:07 - Cmentarz Powązkowski

W niedzielę przed południem pojechałem z Puław do Radomia, by spotkać się w tym marnym mieście z Marzenką, która w chwili mojego przybycia była akurat w pracy. Marzenkę można w prosty sposób podziwiać przy pracy, wystarczy usiąść na pewnej ławeczce i patrzeć na nią dowoli, jak obsługuje klientów. Do twarzy jej w czarnym i czerwonym.

Sam Radom niestety nie jest wart oglądania, to miasto dosyć smutne, z mieszkańcami, którzy niezbyt mi się podobają, z typowym dla małych miasteczek klimatem nicości... W zasadzie nie jest to wcale takie małe miasteczko, ale nijakie na pewno. Odwiedziłem dom rodzinny Marzenki, spędziłem w nim jakieś półtorej godziny i razem udaliśmy się na dworzec PKP, z którego wyruszyliśmy pociągiem osobowym do Warszawy, prawdopodobnie także dosyć nijakiej, na tle innych miast wielkiego świata.

Marzenka była dzielna, przeszła przez ciemny las i masakrycznie nieprzyjemną drogę bez marudzenia, by następnie rozgościć się w moim domu, poznać moją rodzinę i ułożyć się w moim łóżku przed telewizorem. Obejrzeliśmy razem piękny film "Forrest Gump" na dvd i po pewnym czasie prawie-grzecznie zasneliśmy.

W poniedziałek zwiedzanie Warszawy rozpoczeliśmy od zwiedzenia Arkadii, do której musiałem się udać po pewien drobny zakup. Blisko Arkadii znajduje się Cmentarz Powązkowski, na którym zostaliśmy przez kolejną godzinę lub dwie. Piękne miejsce, które bardzo lubię, a w którym byłem dopiero drugi raz w życiu.


2012.03.10 / Sobota / 21:45 - Picie taniego wina w Lublinie

Dzień Kobiet. Znowu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie mam przy sobie żadnej kobiety, której musiałbym kupować kwiatka, dzięki czemu zaoszczędzę kilka złotych, które następnie będę mógł wydać na cheeseburgera, a nawet dwa. :P

Na moim dysku, w katalogu "Shyne", znajduje się podkatalog "Dziewczyny warte zapamiętania", w którym zapisuję zdjęcia wszystkich interesujących kobiet poznanych przeze mnie przez Internet lub na żywo. Jak się przed chwilą dowiedziałem, podkatalog zawiera 1277 zdjęć. Wszystkim kobietom, których zdjęcia się tam znajdują, życzę spełnienia kobiecych marzeń, choć nie wiem o czym konkretnie marzą kobiety. Zdaje się, że o dobrym seksie, pieniądzach i poczuciu, że są atrakcyjne.

W katalogu "Bez cenzury" znajdują się moje nagie zdjęcia i mam nadzieję, że nikt nigdy się do nich nie dobierze, choć muszę się przyznać, że kilka z nich poszło w świat, do tej, czy tamtej kobiety... Znajdują się tam także półnagie zdjęcia pewnej pięknej, młodej dziewczyny, które miałem kiedyś przyjemność zrobić. Zachowam je na pamiątkę do końca życia, będę pokazywał wnukom mówiąc "Oto kobieta, którą kochałem zanim poznałem waszą babcię"...

Cholera, moje dzieci i wnuki będą mogły kiedyś przeczytać tego fotobloga. Dziwny jest ten współczesny świat. Ja przeszłość swojego Taty znam tyko z opowieści. W sumie fotoblog to także opowieść...

Przede mną cztery dni wolności. W piątek po pracy jadę do Puław, sobotę spędzam z siostrą, lub ewentualnie w Lublinie, a w niedzielę jadę do Radomia, do Marzenki, gdzie odwiedzę nawet jej dom rodzinny. Później porywam Marzenkę do Warszawy, a konkretnie do Truskawia, by gościć ją tu przez trzy dni i dwie noce. Słodko. :)


2012.03.08 / Czwartek / 11:33 - Kobiety warte zapamiętania

Dzień Kobiet. Znowu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie mam przy sobie żadnej kobiety, której musiałbym kupować kwiatka, dzięki czemu zaoszczędzę kilka złotych, które następnie będę mógł wydać na cheeseburgera, a nawet dwa. :P

Na moim dysku, w katalogu "Shyne", znajduje się podkatalog "Dziewczyny warte zapamiętania", w którym zapisuję zdjęcia wszystkich interesujących kobiet poznanych przeze mnie przez Internet lub na żywo. Jak się przed chwilą dowiedziałem, podkatalog zawiera 1277 zdjęć. Wszystkim kobietom, których zdjęcia się tam znajdują, życzę spełnienia kobiecych marzeń, choć nie wiem o czym konkretnie marzą kobiety. Zdaje się, że o dobrym seksie, pieniądzach i poczuciu, że są atrakcyjne.

W katalogu "Bez cenzury" znajdują się moje nagie zdjęcia i mam nadzieję, że nikt nigdy się do nich nie dobierze, choć muszę się przyznać, że kilka z nich poszło w świat, do tej, czy tamtej kobiety... Znajdują się tam także półnagie zdjęcia pewnej pięknej, młodej dziewczyny, które miałem kiedyś przyjemność zrobić. Zachowam je na pamiątkę do końca życia, będę pokazywał wnukom mówiąc "Oto kobieta, którą kochałem zanim poznałem waszą babcię"...

Cholera, moje dzieci i wnuki będą mogły kiedyś przeczytać tego fotobloga. Dziwny jest ten współczesny świat. Ja przeszłość swojego Taty znam tyko z opowieści. W sumie fotoblog to także opowieść...

Przede mną cztery dni wolności. W piątek po pracy jadę do Puław, sobotę spędzam z siostrą, lub ewentualnie w Lublinie, a w niedzielę jadę do Radomia, do Marzenki, gdzie odwiedzę nawet jej dom rodzinny. Później porywam Marzenkę do Warszawy, a konkretnie do Truskawia, by gościć ją tu przez trzy dni i dwie noce. Słodko. :)


2012.03.07 / Środa / 12:42 - I like British accent

Taki prezent kiedyś dostałem... :) Tymczasem każdego dnia znam coraz więcej angielskich słów, uczę się ich w zwłaszcza w czasie dojazdów do pracy autobusem. Trudniej będzie się uczyć, gdy przesiądę się na rower... :P Ostatnio powtórzyłem sobie kilka odcinków "Peep show" i z radością stwierdziłem, że pojawiają się w nich słowa, których jeszcze kilka dni temu nie znałem. Fajna rzecz, ten ludzki mózg. Moje nowe hobby to zapamiętywanie. ;)

Ech... Zrobiłem sobie szybki przegląd filmów nagranych w zeszłym roku aparatem i nagle zrobiło mi się smutno... :( Myślałem, że to już koniec poszukiwań... Poza tym Ona była jednak niezwykle piękna. :/

Kto mnie jutro przytuli na Dzień Kobiet i obraduje kwiatuszkiem? ;(

Wirtualnej koleżance Edycie, która przeczytała chyba całego mojego fotobloga, życzę wszystkiego najlepszego z okazji jej dzisiejszych urodzin. Do mojej trzydziestki jeszcze trochę czasu zostało.


2012.03.07 / Środa / 11:26 - DVD kontra Blu-Ray

Nudzę się przed wyjściem do pracy, dlatego postanowiłem postawić przed telewizorem aparat na statywie i zrobić dwa zdjęcia, dzięki którym można porównać część kadru z filmu "Leon". Zdjęcie po lewej stronie przedstawia kadr z wersji wydanej na płycie dvd, zdjęcie po prawej kadr z wersji wydanej na płycie blu-ray. Jak widać płyta blu-ray przenosi o wiele więcej informacji, obraz zawiera o wiele więcej szczegółów, ale przy okazji także o wiele więcej ziarna, co akurat nie wszystkim się podoba. Z ziarnem różnie bywa, niektóre filmy mają go więcej, inne mniej, Leon akurat jest dosyć poważnie zaziarniony, najładniejszy obraz spośród posiadanych przeze mnie filmów ma "Pulp Fiction". Obecnie filmów na dvd już nie kupuję, uważam, że warto zapłacić więcej i mieć większą ilość szczegółow, prawdziwie kinowy obraz. Proszę zwrócić uwagę na włosy - na dvd to jedna plama, w dodatku ze śladami kompresji, a na blu-ray widać niemal każdy włosek. Szkoda tylko, że kupiłem tak mały telewizor, 32 cale to zdecydowanie za mało. Chyba oddam go siostrze w Puławach, a sobie kupię nowy. Ach nie, przecież miałem w tym roku żyć oszczędnie... Racja. Najważniejsze, że dzięki porzuceniu warszawskiego mieszkania wyszedłem wreszcie na prostą pod względem finansowym, czyli konkretnie - ponad zero.

Dobra, idę do pracy, nie patrzę już na to zdjęcie, bo mi się Dorota przypomniała... Obecnie już dwudziesto-jedno-letnia. Jak ten czas szybko zapier...


2012.03.06 / Wtorek / 16:46 - Oficjalne zadupie

Podpisałem w pracy rachunek za luty, na zaskakująco wysoką sumę, jak za tak niewielką ilość godzin i obniżoną stawkę. Nie dostałem ani jednej kary, co jest niezwykłym osiągnięciem, gdy popatrzy się na innych ukaranych pracowników. Jeden kolega dostał na przykład karę finansową w wysokości 900 zł, a drugi 500 zł, ja zaś dostałem premię 150 zł za dyspozycyjność i uczciwe podejście do obowiązków. Hurra. Z pozytywnym nastawieniem, jako doceniony pracownik postanowiłem udać się dziś na Białołękę, by obejrzeć nową siedzibę firmy, czyli dom jednorodzinny, a nawet dwa domy stojące obok siebie. Udałem się metrem na odnowiony niedawno Dworzec Gdański, poczekałem 25 minut na odjazd pociągu SKM, którym jechałem po raz pierwszy w życiu i po piętnastu minutach jazdy przez paskudne, dzikie okolice dotarłem do celu, na Białołękę, która jest brzydsza nawet niż Dęblin. Na miejscu próbowałem przejść się ulicą, która według mapy miała doprowadzić mnie na miejsce. Niestety po przejściu trzystu metrów w skandalicznych warunkach spowodowanych robotami drogowymi i budową wiaduktu, doszedłem do tabliczki z napisem "Droga zamknięta" i na tym zakończyła się moja wyprawa na Białołękę. Wróciłem szybko na widoczny na zdjęciu peron i pociągiem SKM jadącym z Legionowa uciekłem z tego okropnego miejsca do cywilizowanej części Warszawy. Dotychczas przeniesienie firmy ze Śródmieścia na Białołękę uważałem za zły pomysł, ale od dziś uważam za pomysł skandaliczny. Przecież ja przez całe życie uczyłem się i pracowałem blisko, albo w samym centrum Warszawy. Pozostaje tylko zapłakać nad swoim losem i zatęsknić za pięknym Śródmieściem, lub... Przenieść się do innej pracy.

Mimo słońca pogoda zdecydowanie nie-rowerowa. Zimno. Na sezon rowerowy przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.


2012.03.06 / Wtorek / 07:54 - Łazienki czekają

Drugi dzień wolny, ale nie będę siedział w domu, muszę przejechać się do firmy, by podpisać rachunek za luty. Jeśli będzie odpowiednio ciepło, wybiorę się tam rowerem, bo przecież już pora rozpocząć sezon rowerowy. Najskuteczniej przekonują do tego ceny warszawskich biletów miesięcznych i kwartalnych...

Oby za tydzień też była ładna pogda, gdy odwiedzi mnie Marzenka. Łazienki czekają, podobnie jak reszta Warszawy i przede wszystkim ja.


2012.03.05 / Poniedziałek / 16:32 - There is probably nothing there

Mnóstwo miejsc w Warszawie przywołuje wspomnienia. Dobre wspomnienia. Na szczęście po chwili dobre wspomnienia przywołują złe wspomnienia i wtedy uświadamiam sobie, że jednak podjąłem dobrą decyzję. Czasami, mimo bólu, trzeba się odwrócić i odejść, żeby w przyszłości nie cierpieć jeszcze bardziej.

Coś się kończy, coś się zaczyna...


2012.03.05 / Poniedziałek / 16:16 - Nie ma to jak żałoba narodowa

Dzięki żałobie narodowej dzisiejszy dzień był bardzo szczęśliwy, gdyż nie musiałem pracować. Zaraz po przyjściu do pracy dowiedziałem się, że zamiast bezsensownie stukać w nudną klawiaturę, mogę dzisiaj zrobić co tylko zechcę, a ze względu na piękną pogodę postanowiłem udać się do pięknych Łazienek, które znajdują się całkiem niedaleko od firmy. Na szczęście nie byłem w nich sam, dołączyła do mnie przyjaciółka Ewa, niewidziana od półtora roku, czyli od czasu, gdy postanowiła sobie tak po prostu zniknąć. Pochodziliśmy po parku, posiedzieliśmy na ławce nad wodą, gdzie opowiedziałem co działo się w moim życiu przez ostatnie półtora roku, zwłaszcza w burzliwej sferze uczuciowej. Opowiadając wszystko ze szczegółami zrozumiałem, że moje życie zmieniło się całkiem niedawno w jakąś pokręconą telenowelę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że teraz wszystko się jakoś wyprostuje i przestanie być skomplikowane. Dowiedziałem się, że Ewa wcale sie nie zmieniła, nadal żyje marnie, nadal nie ma z czego oddać mi tysiąca złotych, nadal nie potrafi się ogarnąć pod względem zawodowym. Nie szkodzi, najważniejsze, że ma dobre serducho, i że się spotkaliśmy po dosyć długiej przerwie. Będzie kibicowała moim relacjom z Marzenką. ;)

Jutro także mam dzień wolny, żałoba narodowa nadal jest największym szczęściem każdego leniwego operatora sms. Szkoda tylko, że nie zarobię takiej fortuny jaką chciałem zarobić w marcu. Pieniądze są przecież w życiu najważniejsze. ;)


2012.03.03 / Sobota / 08:11 - Prawie wiosna

Piękne słoneczko dziś świeci, ale ja muszę pracować. Obiecuję sobie, że w tym roku będę lepiej wykorzystywał swój czas wolny, choćby poprzez jeżdżenie na większą ilość dłuższych wycieczek rowerowych. W zeszłym roku byłem tylko na jednej poważnej wycieczce - do Serocka. Ach, nie mogę się już doczekać gdy znowu chwycę w dłonie kierownicę. ;) Chodzi oczywiście o kierownicę roweru, gdy tej samochodowej już nie chce mi się chwytać. W kwietniu mija termin ważności mojego zdanego egzaminu teoretycznego. Żal mi pieniędzy na egzaminy praktyczne, nie wspominając już o samochodzie... Jestem niedojrzały? Oj tam, Jezus Chrystus też nie miał prawa jazdy. ;)


2012.03.02 / Piątek / 20:57 - Druga koszulka IAMX

Pocztą przybyły dwie koszulki IAMX, jedna dla mnie, druga dla Kasi, będąca jej prezentem imieninowym ode mnie. Być może to ostatnim prezent, który jej wręczę, tak zwany the last girf. Koszulka widoczna na powyższym zdjęciu jest moja i upamiętnia krakowski koncert 29 października 2011 roku, na którym byliśmy razem, Kasia zaś dostanie taką samą koszulkę jak ta, którą kupiła mi na imieniny.

IAMX to świetny zespół, cieszę się, że mnie z nim zapoznano, szkoda tylko, że ich płyty są tak drogie... Na koszulki mnie stać, ale na płyty już nie. W ogóle w tym roku kupuję już tylko jedną płytę na miesiąc, w dodatku tanią. Ograniczam się. Ze względów finansowych nie idę też na koncert Renaty Przemyk w marcu, oraz na koncert The Cranberries w czerwcu i Marilyn Manson w lipcu. Ciekawe czy w ogóle pójdę na jakikolwiek koncert w tym roku...

Tymczasem odrzucam jutrzejsze zaproszenie na całą noc do domu Kasi, ponieważ nie jestem mężczyzną, który kręciłby z dwiema kobietami na raz. Gdybym nie miał fotobloga i gdybym tutaj o wszystkim szczerze nie pisał, mógłbym utrzymywać w tajemnicy swoje relacje z różnymi dziewczynami, mógłbym nie mówić jednej o drugiej, mógłbym zdradzać dowoli Kasię z Marzenką i Marzenkę z Kasią, jak normalny facet... Na szczęście nie jestem normalny. ;)

Po raz pierwszy w moim życiu walczą o mnie dwie kobiety. Wygrywa ta, która używa głównie czynów, a nie słów. Każda z nich ma swoje zalety, ale jedenej już nie ufam... Tej, którą kocham, niestety.

A wiecie, że Marzenka ma jako avatar na gg ustawiony ten sam rysunek z filmu "Pink Floyd - The Wall", który ja niedawno miałem ustawiony jako avatar na fotoblogu? To znak! ;)


"Ooooo I need a dirty woman.
Ooooo I need a dirty girl."

Pink Floyd "Young lust"


2012.03.02 / Piątek / 07:37 - Ścisłe centrum

Zdjęcie sprzed dwóch dni, gdy świeciło słońce... W tej chwili słońca nie widzę, ale przynajmniej nie pada deszcz i nie ma już śniegu.

Wygląda na to, że wcześniej czy później cała nasza firma zostanie przeniesiona na Białołękę, na zadupie gorsze od Truskawia Małego. Nie wiem czy w takim przypadku nadal będę chciał być jej pracownikiem, myślę, że rozważałbym wtedy powrót do poprzedniej firmy, która na szczęście nadal znajduje się w samym centrum miasta. Dla mnie lokalizacja firmy jest bardzo ważnym czynnikiem i pomysł przeniesienia jej na Białolękę uważam za porażkę.

Tymczasem w moim życiu uczuciowym znowu zapanował zamęt. Wyznania miłości ze strony zazdrosnej, byłej dziewczyny padają w tempie wystrzałów karabinu maszynowego. Była dziewczyna już nie chce być była, ale za miesiąc i tak wyjeżdża za granicę na trzy miesiące lub na pół roku, nie przejmując się w ogóle moim zdaniem. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak związek na odległość z kobietą, która wcześniej zdradziła, i której się nie ufa. Trzeba było nie tracić mojego zaufania w listopadzie, a przede wszystkim trzeba było mnie nie rzucać na początku lutego i nie wracać na Sympatię.pl w poszukiwaniu nowego faceta.

Planuję skupić się teraz wyłącznie na Marzenie, która pojawiła się w moim życiu miesiąc temu, i która wydaje się być zdecydowanie bardziej... Normalna.


2012.03.01 / Czwartek / 06:47 - Wiosna na ulicach

Wczoraj, podczas pierwszego pogodnego, słonecznego i ciepłego dnia tego roku, powróciłem do Warszawy. Zaraz po wyjściu z busa udałem się do Burger Kinga, by przekonać się czym się różni kupiony tam cheeseburger od tego kupionego w McDonald's. Jak się okazało, różnica polega na tym, że ten z McDonald's jest lepszy, mimo że kosztuje o 50 groszy mniej. Jedząc cheeseburgera przeszedłem się ulicą Kruczą, czyli przez okolicę, w której kiedyś pracowałem, w budynku Radia Zet. To były czasy... Z pracy wracałem wtedy przez miejsce widoczne na zdjęciu...

Wiosna idzie... Zdaje się, że będzie to bardzo dobra wiosna, mimo wcześniejszych obaw i strachu przed samotnością.