2012.04.30 / Poniedziałek / 19:23 - W pizzerii z siostrą

Właśnie jestem ze starszą siostrą, która przyjechała przed chwilą z Puław, w tej samej pizzerii, w której byłem z Marzenką dwa dni temu. Znajduje się ona przy skrzyżowaniu Kruczj i Wspólnej, czyli w okolicy, w której pracowałem kilka lat temu. Zamówiliśmy pizzę z moim ulubionym salami i zjemy całą raz dwa. Za chwilę jedziemy do dzikiego lasu, w którym mamy przyjemność i nieprzyjemność mieszkać. Przejdziemy się stąd na Plac Bankowy, bo metro znowu nie jeździ normalnie, ze stacji Centrum. Notkę mogę dodać od razu, ponieważ zabrałem ze sobą zacnego i jakże przydatnego netbooka. :P


2012.04.30 / Poniedziałek / 16:24 - Prawie jak pole golfowe

Oto pola pod Zaborowem i Wiktorowem, na których nie widać żywej duszy, ani żadnej bytności ludzkiej. Po drodze minąłem sarnę i lisa, który zupełnie mnie nie zauważył. Nie wiedziałem gdzie jestem, i w którym kierunku jechać, dlatego po raz pierwszy w życiu pomyślałem, że przydałby mi się GPS. Zaraz zobaczę na Allegro ile obecnie kosztują GPSy...


2012.04.30 / Poniedziałek / 16:23 - Kocham córeczkę i Misia

Urocze wyznanie. Chciałbym, by kiedyś moja ukochana coś takiego powiedziała, gdybyśmy mieli córeczkę i gdybym ja był jej Misiem. :) Uwielbiam być Misiem.

W tym miejscu usiadłem na ławce, wypocząłem nieco, a przy okazji nagrałem mało atrakcyjny odcinek VideoBloga. Chwilę później pojechałem nie tam gdzie trzeba, trafiając na ciągnące się kilometrami puste pola.



2012.04.30 / Poniedziałek / 16:21 - Na Żółtym Szlaku

Z Leszna miałem dostać się do Kazunia, by wrócić do domu od północy, przez Palmiry. Tak się jednak nie stało, ponieważ zapomniałem zabrać ze sobą pieniędzy na picie, przez co postanowiłem skrócić swoją wycieczkę skręcając zaraz za Lesznem do lasu, na zółty szlak. Nieczęsto tamtędy jeżdżę, w zasadzie byłem tam chyba tylko raz w życiu, dlatego przyjemnie było zapoznać się ze słabo poznaną częścią puszczy. Z żółtego szlaku przeskoczyłem na niebieski, a następnie zgubiłem się w szczerym polu.


2012.04.30 / Poniedziałek / 16:17 - Tylko droga, rower i ja

Poniedziałek mam wolny, a pogoda nadal jest piękna, więc postanowiłem ją wykorzystać wskakując na rower i jadąc w kierunku przeciwnym do Warszawy, czyli do Leszna. Miałem niezły czas dostając się tam zaledwie w 40 minut. W Lesznie znajduje się najgrubsze drzewo w Polsce, ale ja na własne oczy nigdy go nie widziałem.


2012.04.29 / Niedziela / 23:09 - Marzenka przy Marszałkowskiej

Piękne trzy z Marzenką dni minęły szybko i przyjemnie. Na koniec odwiozłem ja na Dworzec Zachodni, z którego powróciła do tak nie lubianego przeze mnie Radomia. Pewnie chciałaby tu ze mną zamieszkać, w wynajmowanym mieszkaniu w stolicy, w której być może znalazłaby pracę w swoim zawodzie. Zawsze jednak może się tutaj przenieść sama, z tego co wiem ma na to pieniądze, może wynająć mieszkanie, znaleźć pracę, a nastepnie faceta, który zastąpi jej Michała, nie potrafiącego jej docenić.

Pokochałem Marzenkę pewnego rodzaju miłością, którą można nazwać przyjacielską, i której pewnie nie powinienem tak nazywać, bo to nie miłość. Być może to tylko obdarzenie sympatią, zwyczajne polubienie polączone z pociągiem fizycznym. Mógłbym oczywiście odrzucić wspomnienia, przymknąć oczy na to co było i w pewien sposób zmusić się do bycia z Marzenką, ale jaki miałoby to sens? Jasne, że byłoby mi całkiem dobrze, ale jednak nie o to w życiu chodzi. Trzeba kochać - nie ma innej drogi.

Ja niestety cały czas kocham... Inną. Poprzednią. Tą, z którą przeżyłem najszczęśliwsze chwile swojego życia, której chętnie założyłbym pierścionek zaręczynowy na palec, gdyby mnie kochała i gdybyśmy nie byli z dwóch różnych światów.

Zawsze też mogę szukać dalej... Jeszcze jestem młody, mam czas. ;)

Obejrzałem wczoraj wieczorem zachwycający musical "Across the universe" Julie Taymor, która wcześniej wyreżyserowała równie interesującego Tytusa Andronikusa. Klimatem film przypomina nieco dołujący "The Wall" Alana Parkera, który także jest musicalem, opartym na płycie Pink Floyd. "Across the universe" nie jest jednak dołujący, to raczej piękna celebracja pasji, miłości i życia, zbudowana na wspaniałych aranżacjach utworów The Beatles. Bardzo dobrze się to ogląda, gdy jest się nieszczęśliwie zakochanym. ;) Być może w tym roku nabędę wreszcie jakąś płytę The Beatles...


"I can't get down and I won't get down
And stay all night with thee
For the girl I have in that merry green land
I love far better than thee"

Nick Cave And The Bad Seeds "Henry Lee"


2012.04.29 / Niedziela / 23:04 - Ulubione miejsce dzieciu

Miejsce, w którym każde dziecko ma ogromną radochę - Metropolitan. Rodzice także mają radochę widząc jak ich dzieci szaleją, natomiast ja z Marzenką mogłem siedzieć i rozmawiać o tym ile dzieci chcielibyśmy mieć w przyszłości. Ustaliliśmy, że trójka byłaby w sam raz, tylko skąd wziąć na nie pieniądze?

Jeśli o mnie chodzi to dziecko chciałbym mieć już teraz, owszem, choć oczywiście nie jestem na nie przygotowany, choć sam wciąż jestem zbyt dziecinny i nie mam odpowiednich warunków. Jest tylko jeden podstawowy warunek - chciałbym mieć dziecko z kobietą, którą kocham. W innym przypadku jakoś sobie tego nie wyobrażam, a raczej wyobrażam i nie jest to wcale przyjemna wizja...

Niemniej Marzenka byłaby bardzo dobrą mamą i pewnie kiedyś nią zostanie. A czy ja zostanę kiedyś tatą? Póki co, bez ukochanej kobiety u boku, jest mi to obojętne.


2012.04.29 / Niedziela / 23:02 - Michał i Marzenka w tramwaju

Z terenów Wojskowej Akademii Technicznej pojechaliśmy tramwajem w okolice Ogrodu Saskiego, do Metropolitana, w którym spędziliśmy mniej więcej godzinkę. Przed wizytą w Metropolitanie Marzenka najadła się naleśnikiem z truskawkami w pobliskiej naleśnikarni, którego ja także troszkę poskubałem.

Trzeciego dnia cały czas dźwigałem ciężki plecak Marzenki, ponieważ tym razem nie zostawialiśmy go w firmie. Upał miejscami był męczący, ale przecież i tak kochamy go bardziej niż zimę.


2012.04.29 / Niedziela / 22:56 - W poszukiwaniu bunkra

Tutaj widać jakie zajebiste nóżki ma Marzenka. :) Prezentowałyby się doskonale w czarnych rajstopach. Ach. Niestety ostatnio zacząłem gustować w wysokich dziewczynach, akurat wtedy, gdy związałem się w jakis sposób z niską. ;)

Tory kolejowe prowadzące z huty na Dworzec Zachodni. Kilka kilometrów spaceru, który zakończył się na terenie Wojskowej Akademii Technicznej, tak bliskiej mojemu sercu. Marzence na terenie WATu także się spodobało, lub przynajmniej tak mówila. Dawno mnie tam nie było, przyjemnie więc było ponownie odwiedzić to miejsce.


2012.04.29 / Niedziela / 22:51 - Michał i Marzenka na Radiowie

Trzeci dzień wizyty Marzenki był nietypowy i tylko w połowie Warszawski. Wysiedliśmy z autobusu jeszcze na samej granicy Warszawy i poszliśmy na Radiowo, na którym według informacji Marzenki miał się znajdować bunkier lub coś w tym stylu. Mieliśmy nawet współżędne geograficzne, ale niestety nie mieliśmy przy sobie GPSa, a raczej mieliśmy w telefonie Marzenki, lecz nie umieliśmy go uruchomić. :)

Radiowo swoją nazwę wzięło zapewne od masztów radiowych, najnowocześniejszych na świecie, które stały tu przed wojną. Dawały one tak dobry sygnał, że Japończycy nadawali z nich audycje radiowe, które były odbierane w ich kraju lepiej, niż gdyby nadano je bezpośrednio z terytorium Japonii. Nie odnaleźliśmy żadnego śladu po masztach, łącznie ze strażnicą lub bunkrem, którego poszukiwaliśmy, ale znaleźliśmy ten oto stolik, przy którym wypiliśmy ciepłe niestety piwo.

Bardzo chciałbym, by Marzenka została moją przyjaciółką, ale nie wiem czy będzie tego chciała, skoro obdarzyła mnie silniejszym uczuciem... Które ja odrzuciłem.


2012.04.28 / Sobota / 23:15 - Pan Michał w pizzerii

Uwielbiam pizzę, uwielbiam pizzę. :P W roku 2009 powiedziałem, że nigdy już nie tknę pizzy, ale było to zaraz po zjedzeniu okropnej pizzy zwanej dęblińską. Każda kolejna była już o wiele lepsza. Poza tym cały czas tyję i mam coraz większy apetyt. Chyba niebawem zmienię się w prawdziwego mężczyznę. ;)

Po pizzy poszliśmy na zakupy, podczas których wstąpiłem do sklepu Yves Rocher, by przypomnieć sobie zapach Evidence. Niepotrzebnie to robiłem, bo złapałem wielkiego doła, a przy okazji zdenerwowałem i zasmuciłem Marzenkę, przez co do końca dnia chodziła nadąsana. Evidence nadal uznaję za swój ukochany zapach, przywołujący piękne wspomnienia...

Drugi dzień wizyty Marzenki zakończył się oglądaniem w łóżku wspaniałego filmu Giuseppe Tornatore "Cinema Paradiso", który tak zaciekawił Marzenkę, że aż zasnęła w połowie. :) Niemniej film jest doskonały, główny bohater tak pięknie wspomina przez całe życie swoją niebieskooką ukochaną, którą utracił, i po której żadna kobieta nie miała już dla niego znaczenia, choć miał ich jeszcze wiele... No i zakończenie, na którym zawsze płaczę. ;(


2012.04.28 / Sobota / 23:14 - Marzenka w pizzerii

W Muzeum Wojska Polskiego zrobiliśmy się głodni, dlatego zaraz po wyjściu poszliśmy w okolice mojej dawnej pracy w Radiu Zet, gdzie odnaleźliśmy tę oto pizzerię, jak dla mnie bardzo sympatyczną. Tym razem zamówiliśmy dużą pizzę, którą byliśmy w stanie normalnie się najeść, a nawet zostawiliśmy po sobie jeden kawałek. Szwędanie się z Marzenka po Warszawie i odwiedzanie takich miejsc jest bardzo, bardzo przyjemne, choć powtórzę tu znowu, że jest to zwyczajna przyjemność, a nie taka, której doświadcza się wtedy, gdy ma się u swego boku kogoś kogo naprawdę się kocha.

Po wizycie w pizzerii poszliśmy na zakupy do sklepów ubraniowych przy Marszałkowskiej. Kupiłem Marzence to i owo, ale na żadne obcisłe legginsy, szorty lub sukienkę nie dała się namówić, podobnie jak nie daje się namówić na makijaż. :) Jasne, że naturalność jest fajna i pozytywna, ale jest też bardziej przeciętna od elegancji i dobrego, kobiecego stylu. :P

Już nie będę wspominał kto według mnie miał zajebisty styl, bo to zbyt nudne i zbyt dramatyczne. ;)


2012.04.28 / Sobota / 23:13 - Zbroje

Zbroje rycerskie też prezentują się pięknie, a te pochodzą akurat z czasów walk z Tatarami. Po wejściu w taką zbroję zapewne nie miałbym siły na wykonanie jakiegokolwiek ruchu, nie wspominając już o tym, że padłbym z gorąca.


2012.04.28 / Sobota / 23:12 - Królowie

Tuż przy wejściu stoją tacy oto panowie, jest ich sześciu, ale na tym kadrze zmieściło się tylko trzech. Muzeum znajduje się na dwóch piętrach, z czego na drugim znajduje się aktualnie także kilka sal poświęconym Katyniowi i właśnie ta część jest najnowocześniejsza, najbardziej multimedialna. Ciekawą pracę mają panie, które pilnują eksponatów. Całymi dniami tylko siedzą i siedzą, patrząc się na zwiedzających, rozwiązując krzyżówki lub po prostu przysypiając.


2012.04.28 / Sobota / 23:06 - Marzenka i eksponaty

Z niewiadomego mi powodu Marzenka fascynuje się militariami, najwidoczniej jeden z jej byłych mężczyzn miał coś wspólnego z wojskiem. ;) Ja także byłem zafascynowany zwiedzając muzeum i oglądając wszystkie te wspaniałe rzeczy służące do okaleczania i zabijania. Najbardziej podobało mi się na sali poświęconej Powstaniu Warszawskiemu, może więc powinienem udać się także do Muzeum Powstania Warszawskiego, którego tym razem jednak nie odwiedziliśmy.


2012.04.28 / Sobota / 23:05 - W Muzeum Wojska Polskiego

Z Metropolitana udaliśmy się przez Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat do Muzeum Wojska Polskiego, w którym byłem tylko raz w życiu, mając osiem lub dziewięć lat. Wtedy nie wszedłem z Tatą do środka, ale teraz nareszcie się udało, po dwudziestu latach oczekiwania. :) Razem z Marzenką oglądaliśmy eksponaty przez dwie lub trzy godziny i muszę przyznać, że jest to bardzo atrakcyjne muzeum, które polecam każdemu. W niedziele wstęp darmowy.


2012.04.28 / Sobota / 23:04 - Marzenka w Metropolitanie

Metropoltan nie może się nie podobać i Marzence też przypadł do gustu. Piękna pogoda sprawia, że większość dziewczyn w Warszawie chodzi ubrana odpowiednio do temperatury, z odsłoniętymi nogami i innymi częściami atrakcyjnych ciał. Namawiałem Marzenkę do tego, by zrobiła podobnie, chciałem jej kupić krótkie spodnie lub spódnicę, by mogła eksponować swoje naprawdę zgrabne nóżki, ale nie dała się przekonać. :) Z tego powodu cały czas denerwowałem ją wskazywaniem zgrabnych dziewczyn i zachwycaniem się ich nogami. :P Warszawa o tej porze roku jest niezwykle podniecajca... ;)


2012.04.28 / Sobota / 23:03 - Pan Michał i Marzenka

Nie wiem czy do siebie pasujemy, nie widzę takiego podobieństwa jakie widywałem w przeszłości, gdy u mego boku stały inny dziewczyny. Wiem, że Marzenka jest pierwszą dziewczyną tak silnie zaangażowaną uczuciowo, pierwszą, która mogłaby mnie pokochać, ale niestety moje zaangażowanie jest dosyć marne, najzwyczajniej w świecie nie jestem zakochany, nie czuję tego co czułem w przeszłości. Nie ma the power of love. :) Szkoda.

To zdjęcie z drugiego dnia wizyty Marzenki, który rozpoczął się od wizyty w pięknym Ogrodzie Saskim, który o tej porze roku prezentuje się cudownie za sprawą wiosennej zieleni. Tuż obok Ogrodu Saskiego znajduje się Metropolitan i właśnie do niego skierowaliśmy swe kroki w następnej kolejności.


2012.04.27 / Piątek / 23:24 - Stadion Narodowy od strony Pragi

Stadion Narodowy nie jest taki zły, choć wygląda jak miska i jest zrobiony z mało atrakcyjnego materiału. Moim zdaniem powinien być pokryty czymś co lśni i błyszczy, wtedy wyglądałby o wiele ładniej. Parking pod stadionem jest ogromny, w zasadzie koncerty powinno się organizować na nim, a nie na samym stadionie. Do Euro 2012 zostało już niewiele czasu, a Warszawa rozkopana w wielu miejscach, głównie z powodu budowy drugiej linii metra. Dziwne.

Spod Stadionu Narodowego poszliśmy przez samo serce Pragi Północ, której nigdy nie przestanę się bać, do Centrum Handlowego Wileńska, w którym zjedliśmy bardzo małą pizzę. Ostatnio lubię jeść pizzę i ta także mi smakowała, ale zamówiliśmy zdecydowanie zbyt małą wersję mini, przeznaczoną raczej dla jednej osoby, a nie dla dwóch. W Pizza Dominium warto mieć ze sobą swoje picie, by nie musieć płacić 4 złotych za szklankę wody mineralnej.

Z Pragi Północ pojechaliśmy do mojej firmy, a z niej dostaliśmy się do domu w lesie, w którym obejrzeliśmy tym razem wybitny film Romana Polańskiego "Dziecko Rosemary". Bardzo fajnie ogląda się filmy z Marzenką...


2012.04.27 / Piątek / 23:24 - Pan Michał pod stadionem

Marzenka bardzo szybko robi zdjęcia, bierze aparat w rękę i raz-dwa, zdjęcie gotowe. Niestety nie jest to dziewczyna nosząca przy sobie lustrzankę, a szkoda, bo w takich się zakochuję najłatwiej. ;) Canony i Nikony w rękach dziewczyn sprawiają, że moje serce bije szybciej. Czy ja w końcu kiedyś dorobię się własnej lustrzanki?


2012.04.27 / Piątek / 23:23 - Pustka w miejsce dworca PKS

Posiedzieliśmy niecałą godzinkę nad Wisłą, pod mostem kolejowym, zwanym także z niewiadomego mi powodu mostem średnicowym i tam nagrałem poniższy odcinek VideoBloga. Marzenka jako kobieta bezproblemowa nie miała nic przeciwko pojawianiu się na zdjęciach oraz na VideoBlogu, co oczywiście z rozkoszą wykorzystałem. Nad Wisłą siedziało się bardzo przyjemnie, zawsze chciałem tam posiedzieć z jakąś dziewczyną i w końcu mi się udało. Gdy znudziliśmy się już siedzeniem, wstaliśmy i przeszliśmy się Mostem Świętokrzyskim na Pragę Północ, na którą nie ma teraz takiego dojścia, jakie znałem wcześniej, ponieważ wciąż trwa przebudowa ulicy biegnącej obok stacji kolejowej Warszawa Stadion. Stacja prezentuje się bardzo ładnie, choć jeszcze jest zamknięta, ale równie interesująco wygląda ten pusty parking wysypany żwirem, który widać na zdjęciu. Zdaje się, że jest to obecnie największa pusta przestrzeń w całym mieście. Gdzie się podział dworzec PKS Warszawa Wschodnia? Gdzie się podział bazarek? Nie ma niczego, jest tylko pustka, użyteczna jedynie w czasie meczy, dzięki której Praga Północ wygląda ładniej. Lepsza pustka niż dziadostwo.



2012.04.27 / Piątek / 23:22 - Luksemburg w Warszawie

Po odebraniu Marzenki z Dworca Zachodniego, na który dostała się PKSem, zabrałem ją do swojej firmy, w której zostawiła plecak, a następnie poszliśmy do kawiarni Leniwiec znajdującej się w pobliżu firmy i tuż obok zamkniętego wtedy Kwadratu, znanego mi z kilku wcześniejszych wizyt. W kawiarni na półce leżały książki i wśród nich Marzenka wypatrzyła taką oto, aktualną, trafiającą w mój czuły punkt i nakierowującą moje myśli na inną dziewczynę, o której myślałem przez te trzy dni cały czas. Spotkałem się więc z Marzenką, ale moje myśli i moje serce były przy innej... Tak już w życiu bywa. Dramatycznie.

W każdym razie ciasto z mango i piwo pszeniczne zostało przez nas skonsumowane i mogliśmy pójść dalej, do tramwaju, który zawiózł nas nad Wisłę.


2012.04.27 / Piątek / 23:20 - Po Marzenkę

Nazbierało mi się sporo fotoblogowych zaległości, bo podczas wizyty Marzenki wrzucałem tutaj zdjęcia, a nie miałem czasu, by cokolwiek napisać, dlatego robię to teraz, pięć dni po opublikowaniu tego zdjęcia, pierwszego maja. Przede wszystkim jeszcze raz powtórzę - pogoda dopisała, końcówka kwietnia była w tym roku piękna i gorąca, niektórzy twierdzili nawet, że za gorąca, bo takie upały zazwyczaj mieliśmy w czerwcu i lipcu, a nie w kwietniu. Marzenka trafiła więc na dobrą pogodę i wykorzystała swoje trzy dni wolne w sposób, mam nadzieję, dla niej przyjemny. Mi na pewno było przyjemnie ją gościć, po raz drugi w rodzinnym domu, po raz drugi w Warszawie.



2012.04.27 / Piątek / 11:59 - Gościnny Pan Michał

Pięć dni wolnych! :D Pora ugościć Marzenkę. Pogoda dopisała, jest cudownie, ślicznie, pięknie, zachwycająco, itd...


2012.04.26 / Czwartek / 20:38 - Zmierzch

Zmierzch wszystkiego...


2012.04.26 / Czwartek / 14:52 - Nocny Pan Michał

Po ostatnich dwóch dyżurach wracałem z pracy nocnym autobusem, a następnie pierwszym 708, który do Truskawia z Warszawy wyjeżdża około 4:00. Wczoraj i przedwczoraj robiłem więc sobie przyjemny, nocny spacer z ulicy Emilii Plater w okolice poprzedniej firmy, czyli na Rondo Daszyńskiego. Przedwczoraj trafiłem akurat na setki kibiców Legii wracających z jakiegoś ważnego meczu, cieszących się zdobyciem przez Legię Pucharu Polski, lub czegoś w tym stylu. Na szczęście szczęśliwi kibice są nieszkodliwi, zwłaszcza gdy unika się z nimi kontaktu wzrokowego, przemykając ciemnymi uliczkami. :)

Marzenie życzę dzisiaj spełnienia marzeń, ponieważ są jej imieniny. :) Jej marzenia są dosyć proste, jak mi się zdaje, całkiem zwyczajne, niewygórowane, zbliżone do moich. Być może ja jestem jednym z marzeń Marzeny. ;D Wczoraj doszliśmy do porozumienia i jutro Marzenka odwiedzi mnie w Warszawie, w której spenetrujemy wszystko na co będziemy mieli ochotę. Mamy też odnaleźć jakiś bunkier, ale nie wiem na razie, o który bunkier chodzi i co w nim będziemy robić. :)

Pogoda dopisała, dzisiaj jest cudownie, absolutnie cudownie, pod względem pogody jest to zapewne jeden z najprzyjemniejszych dni w tym roku, tym bardziej atrakcyjny, że nadal nie wykluły się komary.

Pogodą nacieszę się w drodze rowerem do pracy, bo zaraz na niego wsiadam, zakładam słuchawki na głowę i jadę... Au revoir, bonne journee.


"They hate you if you're clever and they despise a fool"

Ozzy Osbourne "Working class hero"


2012.04.24 / Wtorek / 15:45 - I can't live without you

Miałem takiego samego avatara tutaj, na photoblogu. Cóż za zbieg okoliczności. ;)

Rozstanie zakończone, związek trwa! :P Zrozumiałem, że nie mogę tego zmarnować w imię czegoś niepewnego i kruchego jak szkło, a obecnie także odległego. Może Marzenka jednak mnie odwiedzi w piątek? Dobrze mi z nią. :) Ufam jej.

Tak, wiem, zmienność to podstawowa cecha mojego charakteru. :P Tak samo jak stałość. ;) W uczuciach oczywiście...

Dzisiaj do pracy nie jadę rowerem, przesiadam się do autobusu, w którym można czytać książki i uczyć się słówek...


"I am tall and I am thin
Of an enviable hight
And I've been known to be quite handsome
In a certain angle and in certain light"

Nick Cave And The Bad Seeds "O'Malley's bar"


2012.04.23 / Poniedziałek / 13:55 - It's good to go

Nieważne, że znowu jestem samotny, ważne, że wróciłem do nie mającej końca zabawy w poszukiwanie idealnej kobiety. Póki szukasz - żyjesz, gdy znajdziesz - umarłeś. :) Żartuję. Tak naprawdę chciałbym wrócić do tego co było przed Marzenką, ale jak wiadomo, w życiu zazwyczaj takie powroty nie są możliwe. Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, czy coś w tym stylu... Tymczasem dzisiaj wpatrywałem się w album ze zdjęciami, niedawno uzupełniony, i wspominałem... Wpatrywałem się w niego spojrzeniem zakochanego człowieka. Ach. ;) Szkoda tylko, że to zakochanie było dosyć dramatyczne...

Nieważne miłości, najważniejsze, że żaden ząb mnie nie boli. To jest świetne. :P Mogę czerpać radość z każdej minuty swojego życia i nic mi w tym nie przeszkadza.

Powyższe zdjęcie zostało zrobione przy Filtrach, obok których przejeżdżam rowerem każdego dnia. Bardzo fajna okolica, ale jeszcze fajniejsze są Pola Mokotowskie oddalone od tego miejsca o jakiś kilometr. Podczas nocenego powrotu do domu deszcz padał na mnie przez niemal dwie godziny, ale cóż, rowerowa przyjemność obciążona jest takim właśnie ryzykiem. Nigdy nie wiesz kiedy deszcz zleje Ci dupę... Niemniej jednak muzyki fajnie słucha się także w czasie deszczu...

Zastanawiam się jak spędzić najbliższy weekend, skoro zmieniły mi się plany. Jechać do Puław, czy zostać w Warszawie? Pojechać na jakąś wycieczkę rowerową, czy odwiedzić Kutno? Mam zbędny trzydniowy bilet warszawskiej komunikacji miejskiej i podmiejskiej, więc może ktoś zechce mnie odwiedzić? :P Marzenka niestety już nie chce, przynajmniej w tym tygodniu... Smutne, że się w niej nie zakochałem, bo to przecież taka fajna i dobra dziewczyna.

Znowu podłączyłem sobie telewizor do komputera. Nie jestem w stanie pracować na monitorze, ponieważ 24 cale zdecydowanie za mało. Chyba go sprzedam. Dlaczego nie robią 32 calowych monitorów? Ja chcę 32 calowy monitor! :P

Idę wziąć prysznic i wybieram się do pracy na kolejny dyżur... Przede mną jeszcze cztery dni ciężkiej pracy, a po nich co najmniej cztery dni wypoczynku. W czerwcu tygodniowy urlop, a w sierpniu wyjazd do Krakowa. Dwa bilety, dwuosobowy pokój w hotelu i wielka niewiadoma z kim tam pojadę. :) Może Brian Molko podczas koncertu zaśpiewa tak przeze mnie lubiane i w drodze do Krakowa po raz pierwszy zasłyszane "Bez Ciebie jestem niczym"...

Chyba zetnę włosy...


2012.04.23 / Poniedziałek / 01:03 - Lubię Cię

I po związku... Nie wystarczy lubić. Trzeba kochać. Dramatycznie.

Zmiana planów na najbliższy weekend.

Samotność.


2012.04.22 / Niedziela / 15:57 - North Gate

Wiadukt na Andersena, przy mojej dawnej szkole, granica między Żoliborzem i Śródmieściem, a może między Żoliborzem i Muranowem. Zdaje się, że Muranów jest częścią Śródmieścia. Przez kilka ostatnich lat wiadukt był budowany, dojazd autobusowo-tramwajowy na Śródmieście od strony Żoliborza był w tym czasie poważnie utrudniony, ale teraz wszystko jest już cacy. Lubię to miejsce, lubię cały Żoliborz.

Na drzewach nareszcie robi się zielono, a między jedną i drugą burzą świeci słońce. Cudownie. :) Wczorajszy dojazd do pracy był bardzo przyjemny, a za chwilę ponownie wsiadam na rower i ponownie jadę przez gminę Izabelin, Radiowo, Bielany, Żoliborz i Śródmieście do firmy. Przeprowadzka na Białołękę za jakieś dwa tygodnie, zostało więc niewiele czasu na cieszenie się cywilizowaną częścią Warszawy...


2012.04.20 / Piątek / 11:16 - 32 calowy monitor

Wielka szkoda, że firma Sony z powodu kryzysu przestanie produkować telewizory, bo były świetne. 32 cale to wciąż trochę za mało jak na monitor, przydałoby się o dziesięć cali więcej. Albo i więcej. ;) Wczoraj podłączyłem swój telewizor do komputera, by przekonać się jaka to przyjemność pracować i giercować na 32 calach i teraz żal będzie mi wracać do swojego zwyczajnego, malutkiego monitorka 24 calowego Full HD. :P Oczywiście na dużych ekranach o dużej rozdzielczości najlepiej prezentują się gołe baby, na których widać każdy szczegóły, każdy włosek i pieprzyk, każdą kropelkę potu. Na szczęście nie jest ze mną źle i jednak wolę rzeczywistość. ;) A skoro o gołych kobietach mowa, to do przyjazdu Marzenki został już tylko tydzień. Juppi! Co więcej, okazało się, że w przyszłym tygodniu mam wolny piątek, sobotę i niedzielę, a jeśli połączę to z wolnnym poniedziałkiem i wtorkiem kolejnego tygonia, to poczuję się jakbym był na urlopie. :) Tymczasem prawdziwy urlop wyznaczyłem sobie na ostatni tydzień czerwca, kiedy to będę obchodził trzydzieste urodziny.

Póki co przede mną siedem dni pracy, same wieczorno-nocne dyżury, które kończą się w takich godzinach, w których jedynym sposobem na powrót do domu jest dwugodzinne pedałowanie na rowerze. Nie wiem za bardzo po co kupiłem wczoraj bilet miesięczny skoro mam same "rowerowe" dyżury, ale może jednak do czegoś się przyda, choćby do zwiedzania z Marzenką Warszawy. Wczoraj wymiękłem, nie pojechałem do pracy rowerem, bo przestraszyłem się małego deszczyku... Rowerowa cipka ze mnie. Twot.

Ogólnie nie jest źle. Tata starzeje się na emeryturze, mama zaharowuje się na śmierć w swojej ciężkiej pracy, siostra żyje sobie spokojnie w Puławach, druga siostra udaje, że uczy się do matury, siedząc po całych dniach w domu. Ja mam dziewczynę, jestem zdrowy i coraz grubszy, a moje finanse ulegają stałej poprawie, z miesiąca na staję się coraz bogatszy, aż w końcu po kilku latach ciułania uzbieram tyle, ile zarabia mój szef w ciągu miesiąca. ;)

Nie marudźmy. Cieszmy się tym, że jesteśmy zdrowi, i tym, że do trzeciej wojny światowej zostało jeszcze kilka lat. Skupmy się przede wszystkim na poczynaniu, rodzeniu i wychowywaniu dzieci. Amen.


2012.04.17 / Wtorek / 19:29 - Pan Michał stary i gruby

Dziś rano założyłem na siebie spodnie, których nigdy nie mogłem nosić bez paska i zdziwiłem się, że tym razem ze mnie nie spadły. Przed chwilą zważyłem się i oto efekt - 56 kilogramów. Przekroczyłem swoją dotychczasową wagę o cztery kilogramy. Tak ciężki jeszcze nie byłem! Na szczęście rozpocząłem sezon rowerowy, dzięki czemu niebawem powinienem spalić zbędny tłuszczyk. ;) Mc Donald's tak mnie utuczył? A może w tym wieku każdy tyje? Niebawem będę gruby jak Marilyn Manson!

Miałem trzy wolne dni, trzy piękne dni wypoczynku i relaksu. Podczas tych trzech dni wolnych dokonała się pewna zmiana w moim życiu, otóż mam nową dziewczynę, gdyż nagle znalazłem się w związku z Marzenką! :D To moja druga lub trzecia dziewczyna, zależnie od tego, czy do grona moich dziewczyn zaliczać Dorotę z roku 2009. :P Mój związek z Marzenką jest oficjalny i niepodważalny, gdyż został zawarty także na Facebooku, a raczej przede wszystkim tam. :P Swoją drogą dwa dni temu obejrzałem "The social network" i bardzo, bardzo spodobał mi się ten film. Zazwyczaj filmy Davida Finchera są dobre.

Dzisiaj musiałem wsiąść na rower i pojechać nim się do urzędu skarbowego w Warszawie, ponieważ dostałem informację, że nie otrzymam zwrotu podatku dopóki nie wyjaśnię pewnych niejasności. Myślałem, że chodzi o jakiś niezapłacony podatek, do urzędu jechałem więc jak na ścięcie, ale na miejscu bardzo miła pani wyjaśniła co zrobiłem źle, a raczej co zrobił źle program, w którym wszystko obliczałem. Naprawiłem błąd na miejscu i teraz pozostało mi już tylko oczekiwanie na zwrot podatku, który podbuduje i wzmocni moją wcale dobrą sytuację finansową. Czuję, że nareszcie stanę na nogi finansowo.

Dzisiaj dowiedziałem się już jakie zespoły wystąpią na krakowskim Coke Live Music Festival w sierpniu i postanowiłem się tam wybrać, głównie ze względu na Placebo i The Roots. Zabieram więc Marzenkę i jedziemy, a przy okazji możemy też zabrać Kasię z Lublina, która jako wielka fanka Placebo się tego domaga. Może Marzenka się zgodzi? ;) Nocleg w hotelu Delta? :P Oby tylko nie wracać pociągiem po festiwalu, bo wiem już jak to smakuje.

W porządku. Najważniejsze, że mam dobrą dziewczynę. Moje życie znowu jest szczęśliwe, radosne, a przy okazji bezproblemowe i dające nadzieję na dobrą przyszłość. Same pozytywne emocje.

Niestety jutro muszę wracać do pracy, której tak naprawdę nie lubię, od jakiegoś czasu, a może od zawsze... Brzydzę się tą branżą. :P Do pracy zacząłem już jeździć rowerem i od razu pierwszego dnia trafiłem na deszcz w drodze powrotnej. Przez kilka najbliższych dni tez ma padać, więc może jednak w tym miesiącu powinienem jeszcze kupić bilet miesięczny?


2012.04.14 / Sobota / 09:54 - Lana Del Rey

No proszę, nie Lena Del Rey, jak pisałem wcześniej, tylko Lana Del Rey. W każdym miesiącu kupuję jedną płytę i na kwiecień przypadła właśnie "Born to die". W marcu kupiłem soundtrack Wojciecha Kilara do filmu "Bram Stoker's Dracula", a w lutym "You Are The Quarry" Morrisseya. Płytami odmierzam czas, nadal i wciąż, choć już nie tak intensywnie jak kiedyś.

To był jeden z najgorszych dyżurów w tej firmie. Istny koszmar. Ogólnie warunki pracy są coraz gorsze i gorsze, mnożą się utrudnienia, a jedynym pocieszeniem jest podwyżka, którą mamy dostać w maju.

Za dwa tygodnie Marzenka ponownie odwiedzi Warszawę i nasz rodzinny dom w lesie.

Wczoraj nawet skasowałem swoje konto na Sympatii.

I pokłóciłem się z kimś.

Słodko.


"Money is the anthem
Of success
So before we go out
What's your address?

I'm your National Anthem
God, you're so handsome
Take me to the Hamptons
Bugatti Veyron"

Lana Del Rey "National anthem"


2012.04.13 / Piątek / 10:24 - Nocleg w Dolinie Łysicy

Na koniec zareklamuję gospodarstwo agroturystyczne Dolina Łysicy, w którym mieliśmy przyjemność spędzić noc. Na zewnątrz znajduje się miejsce na ognisko, huśtawki, ławki, ale my wieczór spędziliśmy tylko w łóżku, wypoczywając po całodniowym marszu i zapoznając się ze sobą znacznie bliżej niż dotychczas. :) Wynikło z tego wiele ciekawych wątków, których jednak nie będę tu opisywał, by zachować resztki intymności.

W każdym razie było bardzo przyjemnie, i nie mam tutaj na myśli tylko wieczoru, ale całe dwa dni, całą wizytę w Górach Świętokrzyskich. Jeśli ktoś kto czyta mojego bloga nie był jeszcze w opisywanych przeze mnie miejscach to niech rezerwuje czym prędzej pokój w Dolinie Łysicy za jedyne 35 złotych od osoby i zwiedza, spaceruje, żyje pełnią życia. :)

W łóżku Marzenka puściła z telefonu utwory Leny Del Rey, które mi także bardzo przypadły do gustu. Już na zawsze będą mi się kojarzyć z tym wieczorem i tą nocą. Szkoda, że nie mam jej płyty.

Nie trzeba jechać do Wiednia ani Luksemburga, by było naprawdę przyjemnie. ;) Dziękuję za te dwa dni dziewczynie, która ze mną była, która wyciągnęła mne z domu na wypad w góry, która widnieje na kilku zdjęciach wrzuconych tutaj przeze mnie, i która chyba nie będzie się z tego powodu gniewać. :P Marzenko - dziękuję. Przepraszam za to, że niechcący dwa razy nazwałem Cię Kasią. ;)

Gdyby ktoś pytał, czy jesteśmy teraz parą, odpowiadam... Nie wiem. :) Mógłbym jednak mieć taką dziewczynę, mimo tego, że pewnie nie kochałbym jej w tak szalony sposób jak kochałem kilka dziewczyn z przeszłości. Ale może w miłości wcale nie powinno być takiego szaleństwa? Szaleństwo to niebezpieczne słowo. A może jest zupełnie na odwrót i właśnie bez szaleństwa w miłości nie ma niczego?

Ładnym słowem jest... Razem.


2012.04.13 / Piątek / 10:18 - Wytrawna turystka

Marzenka zastanawia się czy iść dalej, czy dać sobie spokój :) Ustaliliśmy, że nie mamy już czasu i sił na dalszą wędrówkę, wykorzystaliśmy więc to, że znajdujemy się przy szosie prowadzącej do Kielc i po kilku mintach spędzonych na przystanku doczekaliśmy się busa, który zawiózł nas w nieznane miejsce w Kielcach. Po chwili miejskiego spaceru dotarliśmy jednak do znanej nam ulicy Sienkiewicza, która jest najważniejszym kieleckim deptakiem. Stamtąd przeszliśmy na dworzec PKS, by dowiedzieć się, że lepiej przejść na nowy dworzec busów przy ulicy Żelaznej. Szczęśliwie udało nam się dowiedzieć, z którego stanowiska odjeżdża autobus jadący przez Radom i Puławy. Był to autobus jadący z Krakowa, ale znalazło się dla nas miejsce, mimo tego, że nie mieliśmy rezerwacji. Marzenka wysiadła w Radomiu a ja pojechałem do Puław. Kolejne spotkanie niebawem? Przed nami jeszcze niejedna wyprawa turystyczna? Z mojej strony chętnie, bo z Marzenką bardzo przyjemnie jest uprawiać turystykę. :) Poza tym fajnie jest być z dziewczyną, z którą nie trzeba się kłócić, i z którą wszystko jest łatwe. Doceniam to.


2012.04.13 / Piątek / 10:18 - Piękny odcinek czerwonego szlaku

Czerwony Szlak z Chęcin do Kielc prowadzi przez bardzo urozmaicone tereny - nawet przez teren budowy. :) Ilość remontów drogowych w Kielcach i okolicach przekracza granice dobrego smaku. Najlepsze jest to, że podczas mojej wizyty w Kielcach dwa lata temu, także doświadczyłem nagromadzenia remontów drogowych. Może to po prostu charakterystyczna cecha tego miasta, może oni tam uwielbiają remontować? :)

Z tego miejsca do Jaskini raj mieliśmy kilka kilometrów i właśnie tam zakończyła się nasza piesza wędrówka. Co pięknego mogliśmy zobaczyć dalej? Nie mam pojęcia, ale może kiedyś wkroczę jeszcze na ten szlak, z Marzenką, inną dziewczyną, lub samotnie. A może z żoną i dziećmi?

Nigdy nie wiadomo.


2012.04.13 / Piątek / 10:17 - Straszno

Tutaj naprawdę zacząłem się bać. Szlak turystyczny poprowadzony szczytem skał to dla mnie coś strasznego, ale dałem radę i teraz uważam się za turystycznego hardkora. ;) Oznakowanie szlaków jest w miarę dobre, jedynie w kilku miejscach nie mieliśmy pojęcia gdzie dalej iść, ale wystarczyło się chwilę porozglądać, by znaleźć kolejny znaczek wskazujący czerwony szlak.


2012.04.13 / Piątek / 10:15 - Marzenka przy Zelejowej Górze

W tle widać skałę, której nazwy nie znam, ale którą postanowiłem nazywać Zelejową Górą, tak samo jak rezerwat przyrody, w którym się znajduje. Ładne miejsce, choć właśnie tam zacząłem opadać z sił i właśnie tam zacząłem odczuwać ból stóp. Vansy wytrzymały, choć pojawiło się na nich kolejne pęknięcie. Będę sobie musiał kupić porządniejsze buty, takie w stylu butów, które miała Marzenka. Podobno za Gore-Tex naprawdę warto zapłacić te kilka stów...


2012.04.13 / Piątek / 10:14 - Gołąb nad Chęcinami

Takiemu to fajnie, może sobie oglądać świat z dużej wysokości kiedy tylko zechce. Gołąb chodził sobie po wieży zamkowej w Chęcinach, na którą wchodzi się po krętych schodkach. Widok naprawdę robi wrażenie, ale nie dostrzegłem Warszawy lub Krakowa. :) Jedynie Kielce.


2012.04.13 / Piątek / 10:13 - Na szczycie

Chęciny, szczyt, Marzenka przepakowująca swój ciężki plecak. Ciężki głównie ze względu na dużą butelkę wody mineralnej, której zresztą nie zdążyliśmy wypić. Po drodze żywiłem się głównie słodyczami, na śniadanie zjadłem rogala z czekoladą, a także cheeseburgera w kieleckim Mc Donaldzie, do którego zdążyliśmy wpaść przed wyjazdem do Checin. Zabrałem ze sobą sześć parówek, ale zjadłem tylko jedną. Jadłem niewiele, ale piłem bardzu dużo i nie chodzi wcale o alkohol, którego w górach raczej nie powinno się pić.


2012.04.13 / Piątek / 10:11 - Marzenka na czerwonym szlaku

Góry wyglądają o tej roku pięknie, głównie ze względu na fakt, że drzewa iglaste są zielone, a liściaste szare i ich połączenie daje bardzo ładny efekt mozaiki. Podobno na jesieni wszystko wygląda jeszcze piękniej, ale sprawdzę to być może w przyszłości, być może w innych górach. Podobno Bieszczady też są piękne.


2012.04.13 / Piątek / 10:10 - Niestrudzony turysta

Skoro mój Tata przeszedł kiedyś 80 km jednego dnia, to ja dam radę przejść 25. :) Swoją drogą podziwiam Tatę. Miał 15 lat gdy wraz ze swoim bratem wyruszył z Warszawy na wieś oddaloną o 80 kilometrów. Podobno na koniec konał, ale jednak się udało. Mi także udało się przejść czerwony szlak i dotrzeć szczęśliwie do Świętej Katarzyny, w której spędziłem jeden z najprzyjemniejszych wieczorów swojego życia. :) Poza tym pięknie jest się obudzić rano z nagą kobietą u boku. :D Chciałbym się tak budzić zawsze, chciałbym mieć więcej takich wieczorów i takich nocy w swoim życiu, ale najważniejsze, że miałem teraz ten jeden - bardzo dla mnie cenny. Poranek zresztą też był świetny. :)


2012.04.13 / Piątek / 10:08 - Święty Krzyż

Koniec pierwszego etapu - podejście pod sanktuarium na Świętym Krzyżu, a może na Łysej Górze, sam już nie wiem. :) Miejsce to wygląda dużo ładniej niż na zdjęciach, które miałem okazję oglądać w przewodniku. Efekt psuje trochę antena raidowo-telewizyjna, która stoi tuż za sanktuarium, choć w sumie ona sama w sobie jest atrakcją i robi wrażenie. W sanktuarim, w kaplicy barokowej znajduje się relikwia - czyli niby kawałki drewna z prawdziwego krzyża, na którym ukrzyżowano Chrystusa. Czemu nikt nie wierzy w prawdziwość tej relikwii? ;)


2012.04.13 / Piątek / 10:06 - Początek czerwonego szlaku

Nasza wspólna podróż zaczęła się w Radomiu, do którego dotarłem nieco spóźniony. Marzenka na dworcu PKS była pierwsza mimo tego, że zaspała i obudziła się dopiero wtedy, gdy napisałem do niej smsa. :) Autobusem pojechaliśmy do Kielc, a tam, na charakterystycznym okrągłym dworcu PKS wsiedliśmy do kolejnego autobusu, który zawiózł nas do Nowej Słupii. Po raz pierwszy w życiu odczułem zmiany ciśnienia, które towarzyszą zmianom wysokości. Po raz piewszy w moich uszach pojawił się charakterystyczny efekt, który później pojawiał się jeszcze wielokrotnie, także podczas pieszej wędrówki. Jako człowiek z płaskiego Mazowsza nie jestem do tego przyzwyczajony. :)

Nasz spacer rozpoczął się w Nowej Słupii i powyższe zdjęcie zostało zrobione na samym początku szlaku, zaraz po przekroczeniu bramki z panem strażnikiem, któremu trzeba było zapłacić 6 złotych za bilet umożliwiający chodzenie po Świętokrzyskim Parku Narodowym przez jeden dzień. Dziwne - w Kampinokim Parku Narodowym wszystko jest za darmo. :)

Początek wspinaczki był dla mnie trudny i zastanawiałem się jak dam radę przejść całą trasę, ale po pewnym czasie nogi mi się wyrobiły i dalej było już łatwiej. Ponowne problemy i poważniejsze zmęczenie pojawiło się dopiero na końcu, przy wchodzeniu na Łysicę.


2012.04.13 / Piątek / 10:04 - Czerwony szlak

Pierwszy dzień, mniej więcej jedna-trzecia trasy. Marzenka patrzy w kierunku anteny widocznej na horyzoncie, przy której byliśmy jakąś godzinę wcześniej. Antena znajduje się na Łysej Górze, na której stoi także Sanktuarium, zwane na Wikipedii także opactwem. Łysa Góra, czy Święty Krzyż, Sanktuarium czy opactwo? Sam już nie wiem, w każdym razie było wysoko i atrakcyjnie. Najpiękniejszy odcinek czerwonego szlaku zaczął się jednak po zejściu z owej góry, i prowadził skrajem lasu, w którym przekraczaliśmy dziesiątki małych, drewnianych mostków postawionych nad szemrzącymi strumykami. :) Słodko. A pogoda boska.


2012.04.12 / Czwartek / 22:53 - Zelejowa Góra

Drugi dzień wyprawy, kilka kilometrów od zamku w Chęcinach, przy czerwonym szlaku znajduje się Zelejowa Góra, czyli rezerwat przyrody. Nie wiem czy skała, której akurat na tym zdjęciu nie widać także nazywa się Zelejową Górą, ale jest to miejsce bardzo atrakcyjne. Tutaj jednak uznałem, że atrakcyjniejsza jest sama Marzenka, dlatego na zdjęciu widać ją zamiast owej skały. ;)

Chwilę później szliśmy najtrudniejszym odcinkiem czerwonego szlaku, a przynajmniej najtrudniejszym jaki poznałem. Nie sądziłem, że szlak turystyczny może być poprowadzony tak niebezpieczną trasą, po szczycie, po skałach, z których można spaść, zabijając się na miejscu. W mojej Puszczy Kampinoskiej nie można się zabić, choćby nawet się tego chciało, ale w górach jest to całkiem łatwe. Chwila nieuwagi i po człowieku. :) Na szczęście przeżyłem.


2012.04.12 / Czwartek / 22:49 - Gołoborze

Cel naszej podróży pierwszego dnia - Łysica, najwyższy szczyt w Górach Świętokrzyskich, 612 metrów nad poziomem morza. Te kamienie zwane są Gołoborzami i bardzo niewygodnie się po nich idzie, ale wyglądają uroczo. Po wejściu na Łysicę czekało nas już tylko zejście do Świętej Katarzyny, czyli do miejscowości, w której czekał nas nocleg. Agroturystyka jest czymś bardzo przyjemnym i opłacalnym z punktu widzenia turysty - za jedyne 35 złotych od osoby mogliśmy spędzić noc w praktycznie doskonałych warunkuach, w pokoju z dużym łożem, z kominkiem i łazienką. Zanim jednak zawitaliśmy w Świętej Katarzynie, minęliśmy Źródełko Świętego Franciszka, z którego jednak nie napiłem się wody.


2012.04.12 / Czwartek / 22:47 - Świętokrzyski Park Narodowy

Pierwszy dzień wyprawy. Długi spacer czerwonym szlakiem od Nowej Słupii do Świętej Katarzyny, poprzez Święty Krzyż i Puszczę Jodłową. Powyższe zdjęcie zrobiliśmy mniej więcej w połowie trasy, na asfaltowej drodze prowadzącej przez bardzo spokojne wsie. Ruch na szlaku turystycznym był praktycznie zerowy - ludzi spotykaliśmy jedynie w miejscach atrakcji turystycznych, ale na samym szlaku minęły nas tylko dwie osoby. Turystyka przed sezonem turystycznym to bardzo fajna sprawa. :) Pierwszego dnia sił dodawała mi myśl, że po przejściu całej trasy położę się w łóżku razem z Marzenką i spełnią się tym sposobem moje marzenia. ;) Tak też się stało.


2012.04.12 / Czwartek / 22:43 - Chęciny

Piękny widok na Chęciny z wieży zamkowej. Po prawej stronie widać szosę prowadzącą do Kielc, którą tutaj przyjechaliśmy. Najlepsze jest to, że na końcu tej szosy widać Kielce, choć może na tym zdjęciu nie da się tego uświadczyć. Drugiego dnia mieliśmy przejść czerwonym szlakiem do Kielc, a konkretnie do Karczówki, ale okazało się to niewykonalne. Za późno wyruszyliśmy z miejsca, w którym spędziliśmy noc, a przede wszystkim byliśmy już zbyt zmęczeni. :) Udało nam się dojść jedynie do Jaskini Raj, której jednak nie zwiedziliśmy, ze względu na zbyt długi czas oczekiwania na wejście. Nie szkodzi, kiedyś będziemy mogli tam przyjechać ze swoimi dziećmi... ;)


2012.04.12 / Czwartek / 22:42 - Pan Michał w górach

Pierwszy wyjazd Pana Michała w góry zakończony. :) Był zdecydowanie udany, pogoda dopisała, współtowarzyszka okazała się idealna na taki dwudniowy wyjazd, szlaki turystyczne prowadziły przez piękne miejsca. Pierwszy dzień był ciekawszy od drugiego, ale nie ma się czemu dziwić, gdyż drugi dzień planowałem ja. ;) Wybrałem na tyle długi i na tyle trudny szlak, że musieliśmy z niego zrezygnować po przejściu niecałej połowy i do Kielc wróciliśmy po prostu busem.

Zdjęcia zamieszczam w kolejności zupełnie przypadkowej, raz z pierwszego dnia, raz z drugiego. Na powyższm zdjęciu, zrobionym przez Marzenkę, widać mnie siedzącego pod zamkiem w Chęcinach, jest to drugi dzień naszej wyprawy, a ja jestem padnięty po wspinaczce i przestraszony po przejściu wąską ścieżką prowadzącą tutaj wzdłuż murów zamku.

W drodze powrotnej Marzenka poszła inną ścieżką, prowadzącą z drugiej strony zamku, podobno absolutnie przerażającą. Ostatecznie zapłaciliśmy po dziesięć złotych za bilet i weszliśmy na zamek, co było zdecydowanie opłacalne. Widok z wieży jest jeszcze piękniejszy niż z miejsca widocznego na zdjęciu.



2012.04.10 / Wtorek / 17:24 - Dzień przed wyjazdem w góry

Przed chwilą przybyłem wraz z siostrą do Puław. W busie zakończyłem przyswajanie sobie pierwszego tysiąca słówek angielskich, z pierwszej książki jaką przeczytałem w tym języku. Przyjemnie jest mieć świadomość, że znam teraz tysiąc słów więcej niż jeszcze dwa miesiące temu.

Zjem, trochę odpocznę i pójdę po zakupy spożywcze na jutrzejszy wyjazd. Zapas batoników i rogali z czekoladą... Żywić będę się jednak głównie parówkami i bułkami.

Muszę wcześnie iść spać, bo jutro wcześnie rano wstaję. Busem do Radomia jadę już o 6:40. Z Radomia już razem z Marzenką do Kielc, z Kielc do Nowej Słupii.


2012.04.09 / Poniedziałek / 14:52 - Odzyskiwanie kondycji

Dzień wolny. Lany Poniedziałek. Śmigus Dyngus, ze swoją głupią tradycją, której na szczęście już prawie nikt nie podtrzymuje. Tego dnia do Puszczy Kampinoskiej zawsze przyjeżdża wielu ludzi z Warszawy, którzy na puszczańskich szlakach chcą nacieszyć się początkami wiosny. Nadal nie jest zielono, ale przynajmniej wyszło słońce i zrobiło się cieplej. Wszystko wskazuje na to, że mój wyjazd w Góry Świętokrzyskie nie będzie zakłócony opadami deszczu lub niską temperaturą.

Rano ułożyłem dokładny plan drugiego dnia wyjazdu. W skrócie drugi dzień będzie wyglądał tak - pobudka w Świętej Katarzynie, krótka podróż busem do Kielc, jeszcze krótsza podróż busem lub autobusem do Chęcin, zwiedzanie Chęcin wraz z zamkiem królewskim, piesza wędrówka czerwonym szlakiem do Kielc, z takimi atrakcjami po drodze jak Jasknia Raj i Karczówka. Na koniec powrót z Kielc przez Radom do Puław, najpewniej busem.

Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku wybrałem się na dłuższą wycieczkę rowerową po Puszczy Kampinoskiej. Przejechałem się tą samą trasą, którą szedłem niedawno z Kasią z firmy, choć w odwrotnym kierunku. Wspaniale jest w lesie, gdy jeszcze nie ma komarów. Później też jest nieźle, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że nie można się zatrzymywać nawet na chwilę. Jakiekolwiek piesze wycieczki od początku maja są praktycznie niemożliwe, przynajmniej dla mnie.

Marnie u mnie z kondycją, ale już od tego soboty zaczynam jeździć do pracy rowerem, więc powoli będę ją odzyskiwał. Przy okazji zacznę oszczędzać na biletach miesięcznych.


2012.04.08 / Niedziela / 01:29 - Życie zaczyna się między nogami

Od piątku wszystko jest jak dawniej, metro jeździ normalnie, nie trzeba się przesiadać do tramwaju, nie trzeba wysiadać na Placu Wilsona, nie trzeba robić spacerów z Placu Bankowego na ulicę Emilii Plater. Nie trzeba, ale można. Spodziewałem się na stacji Metro Świętokrzyska dwóch wielkich dziur przez które można będzie zajrzeć do drugiej, budowanej aktualnie linii metra, ale niczego takiego nie zauważyłem. Domyślam się, że druga linia metra będzie jeszcze głębiej niż pierwsza, aż chyba nie odważę się nią jeździć... Choć w sumie w Wieliczce się nie bałem.

Mimo świąt w pracy był bardzo duży ruch, najprawdopodobniej dlatego, że na zmianie siedziało tylko trzech operatorów. Klientki składały życzenia jak opętane, a ja z każdym kolejnym smsem byłem coraz bardziej wkurwiony. Z jednej strony fajnie, że w święta nie ma spamu, z drugiej jednak piszą wtedy sami upierdliwcy, którym naprawdę chce się pisać... Masakra. Jakże cudowny był świat przed powstaniem telefonii komórkowej. Kretyni nie mogli wtedy jeszcze zadręczać ludzi za pieniądze.

Smutno mi. I gdzie jest wiosna do cholery? Na zdjęciach sprzed trzech lat widzę, że o tej porze było już dosyć zielono i całkiem ciepło. W uczuciach niestety już nie było ciepło, wszystko to co dobre skończyło się tak jak musiało się skończyć.

W tym roku ponownie kupuję dwa bilety na Coke Live Music Festival i ponownie jadę do Krakowa pod koniec sierpnia. Tak samo jak rok temu najpierw kupię dwa bilety, a później będę się zastanawiał kto ze mną pojedzie. Może tym razem też będzie mi towarzyszyć jakaś wyjątkowa kobieta?

Przez chwilę myślałem o samotnym wyjeździe, ale kurczę... Jakikolwiek samotny wyjazd pozbawiony jest sensu, to byłby jeden wielki dół. Później uświadomiłem sobie, że wyjazd z kimś, kto nie jest wyjątkowy, także nie byłby zbyt sensowny... Życie zbyt krótkie na brak wyjątkowości, zbyt krótkie na brak prawdziwej miłości...

Moja miłość... Uciekła. A czy ja jestem czyjąś miłością, czy dla kogoś jestem wyjątkowy? Lepiej kochać bez wzajemności, czy nie odwzajemniać miłości?

W całym swoim życiu miałem jeden wieczór odwzajemnionej miłości. To było totalnie piękne uczucie, wszystko nabrało sensu, poczułem się niemal tak jakbym był nieśmiertelny. Chciałbym to raz jeszcze poczuć, chciałbym by to uczucie pozostało na zawsze...

A moje dziecko? Kiedy zostanie poczęte?


"I want to wake up in your white, white sun
And I want to wake up in your world with no pain
But I'll just suffer in a hope to die someday
While you are numb all of the way

When I hate it I know I can feel but
When you love you know it's not real
No"

Marilyn Manson "Fundamentally loathsome"


2012.04.07 / Sobota / 12:29 - Święta Wielkanocne 2012

Wesołych Świąt życzę wszystkim wytrwałym, którzy nadal tu zagladają

Święta świętami, ale pracować muszę, dlatego zaraz wychodzę z domu i udaję się do firmy, która przez najbliższe trzy tygodnie nadal będzie znajdować się w bardzo lubianym przeze mnie miejscu.

Siostra wczoraj przyjechała z Puław, a o północy, gdy wracałem do domu przez las, nawet wyjechała po mnie rowerem, bym nie bał się łosi, które ostatnio bardzo sobie upodobały okolice naszego domu.

Przede mną dwa dni pracy, jeden dzień wolny, jeden dzień pracy, wyjazd do Puław i w środę początek dwudniowej wyprawy w Góry Świętokrzyskie. Muszę wreszcie dokładniej zaplanować drugi dzień, bo na razie mam tylko zarys planu...

Jak miło, że dla Marzenki nie jestem redundante.


2012.04.07 / Sobota / 12:24 - Redundante

Sernik. Bardzo lubię sernik.

Wczoraj w pracy mój dyżur przedłużono o dwie godziny, przez co siedziałem tam aż 11 godzin. Firma musi zarobić przed świątami to czego nie będzie mogła zarobić w czasie świąt, z powodu zakazu wypuszczania spamu do klientów.

Wczoraj też dowiedziałem się, że mój czerwcowy wyjazd za granicę nie będzie możliwy. Tym sposobem mój wspaniały prezent na trzydzieste urodziny poszedł się jebać. Szkoda. Nie ukrywam, że się zawiodłem. Zresztą czemu ja się dziwię? Jestem po prostu... Redundant. Po hiszpańsku redundante.

Pogoda marna.


2012.04.05 / Czwartek / 18:02 - Buenas tardes

Buenas tardes. Czyli to samo co good afternoon po angielsku. Bien! Pan Michał mucho smarto. :) Mówię wam - w wieku czterdziestu lat będę poliglotą. :P

Kiedyś odkładałem wszystko do trzydziestki, teraz będę mógł odkaładać wszystko do czterdziestku. Na studia pójdę po czterdziestce! ;D

Dzisiaj byłem w Warszawie, mimo tego, że nie miałem dyżuru. Musiałem tam pojechać, by podpisać rachunek za marzec (dostałem 100 złotych premii za bycie dobrym chłopcem), a także, by odebrać program antywirusowy Norton Interenet Security 2012, gdyż kilka dni temu skończyła mi się subskrybcja do poprzedniej wersji. Przy okazji odebrałem tez program Profesor Pedro do nauki języka hiszpańskiego. Buenos tardes! :D

To był bardzo przyjemny dzień wolny spędzony w Warszawie. Niewiele jest rzeczy tak przyjemnych jak dzień wolny spędzany w Warszawie. Można wtedy pójść wszędzie, gdzie tylko się zapragnie. Ja nie pragnąłem niczego szczególnego, dlatego poszedłem po prostu do Empiku Megastore Junior przy Marszałkowskiej, w którym niczego nie kupiłem. Ogólnie to wam powiem, że książki są zajebiście drogie.

W drodze powrotnej, w autobusie 708 miałem przyjemność obserwować tak zwaną najpiękniejszą dziewczynę mieszkającą w Truskawiu, zwaną tak oczywiście przeze mnie. Jeszcze tego nie wie, że jest najpiękniejszą dziewczyną mieszkającą w Truskawiu, bo jeszcze nigdy się do niej nie odezwałem, nawet wtedy gdy byłem upity wódką, ale obiecuję sobie, że kiedyś to zrobię, może wtedy, gdy będzie już pełnoletnia. :P Dzisiaj zaś po raz pierwszy słyszałem głos owej najpiękniejszej dziewczyny mieszkającej w Truskawiu i okazało się, że to jeden z najpiękniejszych głosów jakie słyszałem. Czyżby atrakcyjna uroda szła w parze z atrakcyjnym głosem? ;)

W kartki widoczne na powyższym zdjęciu wpatruję się niemal codziennie już od kilkunastu tygodni. Rekord pobiłem kilka dni temu, gdy w ciągu jednego dnia przyswoiłem sobie 110 słówek angielskich. Niebawem skończę naukę wszystkich tych, które znalazłem w książce "The secret diary of Adrian Mole", a jest ich ponad 700. Od tej książki zaczęła się moja w miarę poważna nauka języka angielskiego, a przecież pożyczyłem ją w grudniu od... Tej, która wyjechała za granicę, a teraz się do mnie nie odzywa. :P Od Kruszynki!

Tak. Od niej wszystko się zaczęło. Na nowo. Dzięki niej posmakowałem po raz kolejny w swoim życiu prawdziwej miłości i teraz... Nadal jej nie mam. A to pech. Tym, którzy przypadkiem zapomnieli jak smakuje prawdziwa miłość, albo z jakiegoś powodu nigdy jej nie posmakowali, przypominam i wyjaśniam - nie ma niczego lepszego na tym świecie.

Nie mam miłości, nie mam ukochanej kobiety przy sobie, ale za to mam fajne koleżanki, przyjaciółki, a nawet kogoś takiego jak Marzenkę. :) Za tydzień o tej porze będziemy już powracać do domu z wyprawy po Górach Świętokrzyskich. Oby pogoda się poprawiła.

Pod koniec kwietnia jadę zaś do Kutna, odwiedzić miejsce, w którym przeżyłem piękne lata swojego dzieciństwa. Domyślam się, że na miejscu nie znajdę już niczego pięknego, ale... Jadę.

Seksu! Seksu! Seksu! Dzień w dzień, noc w noc, pókiśmy młodzi! Klasycznego, oralnego, analnego, każdego, byle nie grupowego. :P Jestem monogamistą. Rozpoczęcie normalnego życia seksualnego jest czymś, czego nie chcę odkładać do czterdziestki. :P Trzeba było zacząć jakieś piętnaście lat temu, tak jak natura tego chciała.


2012.04.04 / Środa / 03:02 - Night shift

Mam nadzieję, że problemy techniczne z moim ukochanym serwisem PhotoBlog.pl nie będą się już powtarzać? Czy oni tam w Gdyni nie wiedzę, że PhotoBlog.pl to duża część mojego życia? ;)

Siedzę sobie na nocnej zmianie, przez okno nadal widzę Pałac Kultury, Marriotta, Intercontinental i ten nowy apartamentowiec, którego nazwy jeszcze nie znam. W maju będziemy już na Białołęce, a wtedy przez okno będę widział jedynie drzewa, drzewa, drzewa... Zupełnie jak domu.

Postanowiłem się nie golić, aż do czerwca, lub nawet dłużej. Czy Jezus Chrystus miał brodę? Niebawem będę miał tyle lat ile miał Jezus, gdy go ukrzyżowano. To był całkiem młody facet, ten Jezus...


"Jak wyglądałby Jezus, gdyby żył w naszych czasach
Czy chodziłby w sandałach, czy raczej w adidasach?"

Dezerter "Jezus"


2012.04.02 / Poniedziałek / 08:18 - Trzy kropki

Zostałem sam w tym dzikim kraju i jest mi smutno...

Mąż Kasi z firmy chce mnie zabić...

Kasia z firmy też chce mnie zabić, już się w niej nie podkochuję...

Marzenka ma świetny tyłeczek i nie tylko...

Dokładnie trzy lata temu przestałem być prawiczkiem...

Wczoraj byłem bardzo blisko rzucenia pracy...

W czerwcu planuję rzucić pracę i zrobić sobie wolne lato...

Uczę się już nie tylko angielskiego, ale także hiszpańskiego...

Na zdjęciu przystanek na Placu Wilsona, na którym codziennie czekam na tramwaj...

To wszystko to tylko takie głupie pisanie...