2012.06.30 / Sobota / 18:21 - Sinbus do Radomia

Nie żegnam się już z dziewczyną przy Stanbusie, jak to miało miejsce trzy lata temu. Teraz jest to Sinbus jeżdżacy do Radomia, kosztujący aż 12 złotych. Do Dęblina zawsze wybierałem się razem z ówczesną dziewczyną, odwoziłem ją pod jej blok, a nastepnie wracałem do Puław. Do Radomia w ten sposób nie jeżdżę, bo to za daleko i za drogo, a poza tym nie miałbym już jak wrócić do Puław o tej godzinie. Żegnam się więc z Marzenką na przystanku i czekam na kolejne spotkanie, które zawsze mam w planach. Zawsze powinno się na coś czekać, a najlepiej na kogoś. Ja mam już na kogo czekać. :)

W Puławach zostałem sam. Pojeździłem rowerem po mieście, a w nocy obejrzałem film "Bez końca" Krzysztofa Kieślowskiego. Filmy pozyskuję ostatnio z odkrytego przeze mnie serwisu Chomikuj.pl, na którym założyłem konto i wykupiłem kilka pakietów umożliwiających ściąganie wszystkiego na co ma się ochotę. To piractwo w czystej formie, ale póki jest traktowane tak jakby prawo w ogóle nie obowiązywało, będę z niego korzystał, zdobywając w ten sposób filmy, których nie można zdobyć nigdzie indziej. Poza tym zgrałem sobie doskonałą polską grę "Teenagent". Pamięta ją ktoś, czy już tylko trzydziestoletni ja? :)


2012.06.30 / Sobota / 18:20 - Marzenka i ciocia Jadzia

W sobotę siostra pojechała do domu w lesie, a my z Marzenką zosaliśmy sami w mieszkaniu. Nigdzie nie szliśmy, leżeliśmy tylko w łóżku przed telewizorem, wypoczywaliśmy i zajmowaliśmy się sobą. Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że w wieku trzydziestu lat nareszcie rozpocząłem normalne życie seksualne z dziewczyną, która jest pod tym względem dobrze do mnie dopasowana. Marzenka udowodniła także, że umie to i owo ugotować, dzięki czemu mogliśmy zjeść kalafiora. :) Po wyjściu z mieszkania natkneliśmy się ponownie na ciocię Jadzię, która z tego co pamiętam, nazwała Marzenkę córcią. Tym sposobem Marzenka została wchłonięta do mojej rodziny. :P


2012.06.30 / Sobota / 18:20 - 30 urodziny Michała Górki

Siostra przygotowała coś do jedznia i picia, ja natomiast włożyłem film do odtwarzacza dvd z zamiarem obejrzenia go w całości. Mój wybór padł na "Jackie Brown" Quentina Tarantino, ale mnogość wątków okazała się zgubna dla Marzenki i siostry, zwłaszcza po wypiciu wódki z sokiem jabłkowo-miętowym, przez co nie zdołały one obejrzeć nawet jednej-czwartej filmu. Musiałem go wyjąć z odtwarzacza i puścić "Prostą historię" Davida Lyncha. Ten film obejrzeliśmy do końca, a Marzenka wystawiła mu ocenę 10/10. Przyznaję z dumą i spokojem, że moja dziewczyna ma zazwyczaj dobry gust, który tylko niekiedy odmienny jest od mojego. :) Ach, wcześniej, przed rozpoczęciem konsumpcji, obejrzeliśmy jeszcze "Broken Flowers" Jima Jarmuscha. Tym sposobem, na filmowo, uczciliśmy moje urodziny. Pijaństwa nie było, bo jesteśmy w zasadzie kulturalnymi, spokojnymi ludźmi, zwłaszcza ja. Nie wiem tylko po co kupiłem wino, którego nawet nie otworzyliśmy.


2012.06.29 / Piątek / 19:09 - 30 lat życia Michała Górki

Urodziłem się o godzinie 11:30 i dzisiaj o tej samej godzinie zadzwoniła do mnie Mama, z dobrymi wiadomościami. Wynik badań narządów kobiecych był bardzo dobry, wyniki okazały się być "wzorcowe" jak powiedziała pani doktor, co w połączeniu z bardzo dobrymi wynikami krwi daje kolejną odrobinkę nadziei. Niestety jakąś godzinę później Mama ponownie zadzwoniła z wiadomością, tym razem gorszą. We wtorek ma się bowiem dowiedzieć czegoś niedobrego, od innego lekarza. Domyślam się, że to wszystko jest dla Mamy wykańczające psychicznie.

W dniu swoich urodzin chodziłem w kucyku na głowie, do którego jednak włosy nadal wydają się być za krótkie. Poza tym nie umiem sam sobie wywiżać kucyka, przez co potrzebuję kogoś takiego jak Marzenka do pomocy. Zdjęcie to zrobiliśmy w pubie K2, podczas konsumowania pizzy. Z pubu powróciliśmy do domu, w którym rozpoczęła się skromna, przygotowana głównie przez siostrę, impreza urodzinowa.


2012.06.29 / Piątek / 19:02 - Marzenka najlepszym prezentem

W piątek, w dniu moich trzydziestych urodzin, Marzenka przybyła do Puław w czymś, w czym jeszcze nie miałem okazji jej zobaczyć - w sukience. Nóżki ma bardzo zgrabne, dlatego nie rozumiem czemu nie chodzi w sukience częściej, ale najważniejsze, że tym razem zrobiła wyjątek i mam nadzieję, że zrobiła go dla mnie. :) Najpierw posiedzieliśmy w mieszkaniu, oglądając znakomity "Ghost world", któremu Marzenka wystawiła ocenę 10/10 (hurra!), a nastepnie poszliśmy na zakupy, lub po prostu na spacer, sam już nie pamiętam. Wspaniale jest mieć przy sobie dziewczynę ubraną jak dziewczyna. :) Spacer skończył się w pubie K2, w którym zamówiliśmy pizzę. Po kilkunastu minutach dołączyła do nas siostra, która pomogła nam w konsumpcji.


2012.06.28 / Czwartek / 20:59 - Na rynku w Kazimierzu Dolnym

Na koniec powróciliśmy na rynek, na którym Marzenka zjadła gofra z owocami i bitą śmietaną. Posiedzieliśmy trochę na ławce, jednej i drugiej, posłuchaliśmy rozmów tamtejszych artystów i po godzinie odjechaliśmy autobusem w kierunku Puław. Wieczorem, po godzinie 19:00 Marzenka wsiadła do busa i powróciła do Radomia, tylko po to, by następnego dnia ponownie zjawić się w Puławach, na moje urodziny.


2012.06.28 / Czwartek / 20:58 - Wciąż dwudziestoletni

Dzień wizyty w Kazimierzu Dolnym był moim ostatnim dniem bycia dwudziesto-dziewięcio-latkiem. Smutne to trochę, ale na pocieszenie samego siebie mogę napisać, że jako trzydziestolatek czuję się dokładnie tak samo. Dołować zacznę się dopiero w wieku pięćdziesięciu lat, a na razie będę żył tak jak dawniej, choć już nieco poważniej.


2012.06.28 / Czwartek / 20:55 - Lekki jak chusteczka

Oto droga prowadząca z cmentarza do Kazimierza Dolnego. Nigdy na niej nie byłem, choć to miasteczko odwiedzam praktycznie od zawsze. Po zejściu do miasta wstąpiliśmy na pizzę, którą zjadłem niemal w całości, głównie dlatego, że była dosyć mała. Po pizzy poszliśmy kupić wypatrzoną wcześniej zabawkę za dwanaście złotych, która tym razem kosztowała już czternaście złotych. Cóż za szybki wzrost cen. :)


2012.06.28 / Czwartek / 20:54 - Pan Michał still alive

Z Mięćmierza powróciliśmy polami do Kazimierza Dolnego. Po raz pierwszy szedłem trasą przez cmentarz, którą Marzenka odkryła w niedzielę, podczas swojej wizyty w Kazimierzu z bratem i kilkoma innymi osobami. Cmentarz jest bardzo ładny, leży na wzgórzu, na pofalowanym terenie i poprzecinany jest wąwozami, a raczej jednym wąwozem. Do Puław przyjechałem w swoich butach rowerowych, które mają na podeszwach bloki SPD, służące do wpinania się w pedały. Jeździ się na nich bardzo przyjemnie, ale spacerowane w takich butach do przyjemności nie należy. Niestety tym razem także nie kupiłem sobie nowych butów, ponieważ nie spodobały mi się żadne spośród tych, które są dostępne w puławskich sklepach.


2012.06.28 / Czwartek / 20:51 - Wiatrak w Mięćmierzu

Czwartek dnia, w czwartek, pojechaliśmy razem z Marzenką do Kazimierza Dolnego. Posiedzieliśmy chwilę na rynku, ale zdenerwowały nas kręcące się tam, bardzo upierdliwe Cyganki, które nawet nie pozwoliły nam w spokoju zjeść loda. Każdą wizytę w Kazimierzu Dolnym rozpoczynam od zjedzenia pysznego loda, którego można kupić na rynku. Poszliśmy nad Wisłę, obejrzeliśmy kosztującą dwanaście złotych zabawkę dla siostrzenicy Marzenki, a następnie poszliśmy aż do Mięćmierza, w którym byliśmy już razem kilka miesięcy temu. Tym razem nie zabraliśmy ze sobą wina. Na górze w Mięćmierzu nie posiedzieliśmy ani chwili, przeszliśmy tylko przez całą wieś, by dojść do drugiej góry, a raczej skarpy, znajdującej się obok widocznego powyżej wiatraka. Wiatrak ten obejrzeliśmy dokładnie z każdej strony, mimo tego, że jest to własność prywatna, o czym przypominają wywieszone tam tabliczki. Właściciela na szczęście nie było w domu, a raczej w wiatraku, dzięki czemu mogliśmy mu się przyjrzeć dokładniej. Być może faktycznie należy od do Daniela Olbrychskiego?


2012.06.27 / Środa / 15:53 - Polonistka

Właśnie wróciliśmy z wycieczki rowerowej. Zrobiliśmy z Marzenką prawie 25 kilometrów jadąc na drugą stronę Wisły, do miejscowości Łęka, a wracając przez Przybysławice i Górę Puławską. Pogoda jest już znacznie lepsza niż wczoraj, ale do Kazimierza Dolnego zdecydowaliśmy się jechać jutro. Dzisiaj wybraliśmy rowery. Niestety okazało się, że Marzenka jest za niska, by móc jechać na rowerze siostry, nawet wtedy, gdy siodełko było opuści się na sam dół. Na rowerze siostry jechałem więc ja, Marzenka zaś zasiadła na moim rowerze górskim, który bardziej odpowiadał jej rozmarom.

Teraz Marzenka siedzi na wersalce obok mnie i czyta po raz trzeci w życiu "Sklepy cynamonowe", których ja osobiście jeszcze nie znam, jako człowiek mało oczytany. Za chwilę będziemy jedli obiad, który przygotowuje nam dobra siostra. Marzenka jako gość i moja dziewczyna została zmuszona do obierania ziemniaków. Słusznie, niech się poświeca. :P

Na urodziny dostałem od Marzenki książkę Terrego Pratchetta i byłby to bardzo fajny prezent, gdyby ni fakt, że jest to "Mort", czyli pozycja Pratchetta, którą już mam w swojej kolekcji. Na szczęście Marzenka będzie mogła ją wymienić w księgarni Matras na inną, taką, której nie mam. :) A mówiłem, że najlepiej byłoby mi kupić skarpetki... :P

Wiem, że ostatnio pojawia się tu za dużo zdjęć Marzenki i ogólnie za dużo o niej piszę, ale jest to skutkiem mojego nienasycenia, które rozumiem chyba tylko ja. Przez tyle lat nie miałem dziewczyny, zwłaszcza takiej, która pozwala się fotografować i upubliczniać swój wizerunek, że teraz muszę nadrobić stracony czas i zdjęcia. ;) Nadrobić stracone pocałunki i stosunki.

Byłby to bardzo przyjemny urlop, gdyby nie fakt, że w poniedziałek potwierdziło się ostatecznie, że Mama ma raka z przerzutami. Kilka dni wcześniej lekarze dali nam nadzieję, że to wszystko było tylko pomyłką, błędną diagnozą. Niestety rezonans magnetyczny bezlitośnie potwierdził smutną wiadomość. Nadzieja została zabita, a moje życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej. Nie chodzi o to, że będzie złe, ale o to, że będzie już inne, mniej radosne i trudniejsze. Taka jest naturalna kolej rzeczy.


2012.06.27 / Środa / 12:09 - Marzenka, Marzenka i Marzenka

Trzeciego dnia, w środę, pogoda znacznie się poprawiła, zaświeciło słońce, zrobiło się ciepło, a my postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę rowerową. Siostra najwidoczniej lubi Marzenkę, bo była bardzo gościnna i nie miała nic przeciwko temu, że Marzenka u nas stacjonuje. To miło, że mam dziewczynę, która jest powszechnie akceptowana przez moą rodzinę. ;) Co jakiś czas odwiedzała nas zmartwiona losem Mamy ciocia Jadzia, jej najstarsza siostra, a także ciocia Grażynka, czyli siostra najbardziej zbliżona wiekowo do Mamy, także bardzo się martwiąca. Wszyscy jesteśmy zmartwieni...


2012.06.26 / Wtorek / 20:20 - Marzenka w naleśnikarni

Po wyjściu z obozu musieliśmy biec, by dogonić autobus jadący do centrum Lublina. W ostatniej chwili udało się go nam dopaść, a kilka minut później do tego samego autobusu niespodziewanie wsiadła Kasia, wracająca właśnie do domu ze szkoły, w której pracowała przez ostatnie dziesięć miesięcy. Tym sposobem Marzenka i Kasia mogły się zapoznać, a ja mogłem po raz kolejny przekonać się, że zbiegi okoliczności są w naszym życiu bardzo częste. Na tyle tysięcy ludzi i tyle możliwości, trafiliśmy akurat na Kasię. :) Szkoda, że nie zabrałem ze sobą jej urodzinowego prezentu, który do dziś czeka na nią w Puławach...

Kasia pojechała do swojego mieszkania i swojej drugiej pracy, my natomiast udaliśmy się pieszo Krakowskim Przedmieściem na Stare Miasto, do naleśnikarni, w której przez chwilę byłem niecały rok temu. Tym razem zostałem w niej dłużej i skosztowałem naleśnika, który co prawda nie był tak pyszny jak słynny nalenik z Bieszczad, ale dawał się zjeść. Jakiś czas później opuściliśmy Lublin, nie odwiedzając już niczego ciekawego. Wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy do Puław, w których Marzenka po raz drugi spędziła noc, oglądając przed snem "Dekalog" Kieślowskiego.


2012.06.26 / Wtorek / 20:19 - Barbed wire

Aura pogodowa dobrze zgrała się z tym posępnym miejscem. Zawsze kręcą się tam kruki, wrony i inne czarne ptaki, które swoją obecnością wzmacniają przygnębiające wrażenie. Być może kiedyś zabiorę tam starszą lub młodszą siostrę, albo obie naraz. Póki co starsza siostra zdecydowanie odmawia, gdy proponuję byśmy tam pojechali. Ja osobiście nie byłem jeszcze w Treblince, a nawet w samym Auschwitz. Poza Majdankiem odwiedziłem tylko Brzezinkę, pamiętnego dnia w zeszłym roku.


2012.06.26 / Wtorek / 20:19 - Marzenka w krematorium

Po wspólnie spędzonej nocy w puławskim mieszkaniu, wybraliśmy się we wtorek do Lublina. Pogoda nie dopisała, było dosyć chłodno i wietrznie, ale w sumie taka aura pasowała do miejsca, które odwiedziliśmy - Majdanek. Byłem tam po raz drugi w życiu, ale Marzenka po raz pierwszy odwiedziła jakikolwiek obóz zagłady i najwidoczniej ciężko było jej to wszystko znieść. Krematorium, popioły, baraki i wszelkie ekspozycje sprawiły, że na koniec Marzenka chciała już jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Wrażliwa z niej dziewczyna.


2012.06.26 / Wtorek / 10:16 - Rzenka

Marzenka przyjechała do Puław, zgodnie z zapowiedzią, na kilka dni. W poniedziałek po południu zjawiła się na ulicy Piłsudskiego i po zostawieniu bagaży w mieszkaniu mojej siostry, poszła razem ze mną nad Wisłę. Zanim dotarliśmy nad Wisłę, odwiedziliśmy cmentarz, na którym znajduje się grób Babci i Dziadzia, a w przyszłości także Mamy. Kto wie, może nawet ja będę na nim pochowany? Miło byłoby spocząć w Puławach.

Posiedzieliśmy na drewninych schodkach nad Wisłą, ponieważ kamienny próg był tego dnia zakryty wodą. Wiedziałem, że po powrocie do mieszkania dowiem się co pokazały wyniki badań Mamy i faktycznie się dowiedziałem. Wyniki potwierdziły, że jest to rak. Zrozumiałem, że rozpoczął się urlop, który połączy ze sobą radość i smutek.


2012.06.24 / Niedziela / 23:53 - Marcin Różycki still alive

Bardzo smutny i zarazem bardzo piękny koncert, ładnie zatytułowany "Pocztówka ze szpitala". Marcin, wyglądający zupełnie inaczej niż choćby dwa lata temu, zaśpiewał tylko część swoich piosenek. Tylko i aż. Nie miał siły śpiewać wszystkich, nie miał nawet siły stać, dlatego w śpiewanu pomagali mu inni artyści, a także jego ukochana, Wiola, która od piątego lipca będzie już żoną Marcina. Marcin wstał dopiero na sam koniec, podczas odśpiewania "Erotyku zza kiosku", ale ogólnie, mimo choroby, mimo wycieńczenia, jak zwykle dał z siebie wszystko i jego głos nadal robił wrażenie, nadal było w nim dużo siły i dużo... Życia. Dobrze było móc go jeszcze raz usłyszeć.

Po koncercie każdy zainteresowany otrzymał od Marcina autograf, przede wszystkim na wydanym właśnie tomiku poezji, bardzo cienkim, mającym mniej niż pięćdziesiąt stron, który siostra zdecydowała sie zakupić. Siostra dostała więc autograf na tomiku, ja zaś na plakacie, który znalazłem przed koncertem. Podziękowałem Marcinowi za wszystkie piękne chwile, bo w ciągu ostatnich lat dostarczył ich kilka lub kilkanaście, właśnie podczas swoich koncertów. Dwa, trzy lata temu był artystą, człowiekiem, który pokonał raka, i to dzięki temu wydawał mi się ważniejszy i prawdziwszy od innych, zwyczajnych artystów, nie doświadczonych przez chorobę. Rok temu rak powrócił, Marcin zmienił się, schudł, nie wydał drugiej płyty, która była zapowiadana na wiosnę roku 2011. Obecnie nadal walczy, nie poddał się, nadal ma plany na przyszłość...

Wszyscy życzymy Marcinowi jak najlepiej. Zdrowia, przede wszystkim, bo właśnie ono jest najważniejsze. Życzmy go sobie wzajemnie. Jednak jakkolwiek zdrowi byśmy nie byli i tak kiedyś spotkamy się tam, po drugiej stronie, gdzie Marcin Różycki będzie mógł dawać koncerty zdrowy i silny, jak za dawnych, jego i naszych, lat. Ja osobiście wierzę w to, że po drugiej stronie coś jednak istnieje. Coś na kształt życia, tylko lepsze...



2012.06.24 / Niedziela / 23:42 - Koncert walczącego artysty

Od soboty jestem w Puławach. Dostałem się do nich w nietypowy sposób, zabierając ze sobą rower i wsiadając na stacji Warszawa Śródmieście do pociągu Kolei Mazowieckich, jadącego tylko do Dęblina. W Dęblinie wsiadłem na rower i obciążony plecakiem oraz torbą na ramię, ruszyłem w stronę Puław oddalonych o 25 kilometrów. Niby niewiele, ale bardzo ciężki plecak i niewygodna w takiej sytuacji torba wpłynęły na mnie wykańczająco. Do Puław dojechałem bardziej zmęczony niż podczas moich wypraw w stu procentach rowerowych. Na szczęście taki dojazd okazał się opłacalny finansowo, bo w sumie zapłaciłem tylko 14 złotych, głównie z tego względu, że nie musiałem płacić za bilet do Otwocka, gdyż posiadam wciąż Warszawską Kartę Miejską. Rower zostawię w Puławach i wrócę po niego później, w lipcu lub sierpniu, by przejechać nim całą trasę z Puław do Truskawia. Muszę tylko trafić na odpowiedni wiatr...

W sobotę wieczorem wypoczywałem, korzystając z pięknego urlopu, niedzielne popołudnie i wieczór spędziłem natomias w Lublinie, do którego pojechałem razem z siostrą na koncert Marcina Różyckiego, odbywający się w Centrum Kongresowym Uniwersytetu Przyrodniczego. Plakat widoczyna na zdjęciu znalazłem w pobliżu, na ziemii, dzięki czemu mogłem go sobie przywłaszczyć. Przyjemnie było wyjechać z siostrą do Lublina, jak za nie-tak-dawnych lat, ale ten koncert znacznie różnił się od poprzednich, czego przyczyną był zły stan zdrowia Marcina, nadal zmagającego się z rakiem. Marcin Różycki, do niedawna dobrze zbudowany, bardzo przystojny mężczyzna, obecnie jest chudszy ode mnie, wycieńczony, ale najważniejsze, że się nie poddał, że nadal walczy i nadal można pójść na jego koncert. Zdecydowanie warto było pojechać do Lublina, by być tam razem z nim jeszcze raz. Poza tym temat raka jest nam teraz jakby bliższy...



2012.06.22 / Piątek / 15:45 - Początek drugiego urlopu 2012

Przez najbliższe dziesięć dni będę wolny od Białołęki, wolny od smsów, wolny od wróżb, a przede wszystkim wolny od głupoty. Nad ranem rozpoczął się mój urlop, drugi w tym roku, podczas którego zostanę trzydziestolatkiem. Jutro uciekam do Puław. Niestety nic nie wskazuje na to, bym pojechał rowerem, czego powodem jest marna pogoda oraz konieczność przewiezienia dosyć ciężkiego bagażu, którego na rower raczej nie wezmę. Szkoda.


2012.06.21 / Czwartek / 03:28 - Sylwia przy pracy

Po obejrzeniu wspaniałego filmu dokumentalnego Kazimierza Karabasza "Na progu", z roku 1965, ukazującego w bardzo ładny sposób ówczesne dziewiętnastolatki-maturzystki, które dzisiaj niestety mają już prawie 70 lat, sam zapragnąłem skierować obiektyw w kierunku choćby jednej z przedstawicielek płci pięknej. W firmie mamy sporo ładnych dziewczyn, a mi zgodziła się wczoraj popozować do zdjęć jedna z najładniejszych, czyli Sylwia, która mieszka teraz w moim byłym, tymczasowym mieszkaniu na Nowolipiu, z drugą Sylwią i jej siostrą, oraz parą, która zajęła mój dawny pokój. Talentu Karabasza nie mam, dobrych zdjęć robić nie umiem, ale jedno z nich musiałem tu zamieścić, skoro dostałem zgodę na publikację. Artyzmu w nim nie ma, ale każde zdjęcie jest w jakiś sposób cenne, każde jest utrwaleniem chwili, które minęła i już nigdy nie wróci. Ach, bardzo lubię gdy ludzie godzą się na publikację swoich wizerunków na moim fotoblogu, zwłaszcza gdy są to tak atrakcyjne dziewczyny jak Sylwia, której dziękuję. :)

Na DVD z filmami dokumentalnymi Kazimierza Karabasza znajduje się także jeden z najlepszych filmów dokumentalnych jakie w życiu widziałem, czyli "Rok Franka W.", ukazujący w ciągu godziny rok z życia prostego chłopaka ze wsi, który trafia do nowego środowiska i pisze piękny w swojej prostocie pamiętnik. Polecam gorąco każdej inteligentnej i wrażliwej osobie, choć absolutnie najlepszym filmem dokumentalnym są "Gadające głowy" mojego idola, Krzysztofa Kieślowskiego. Może ktoś powinien nakręcić film "Dzień z życia wróżki"? :) Poniżej zamieszczam linki do dwóch filmików przedstawiających w przyspieszonym tempie minutę lub dwie z życia wróżki Sylwii. ;) Bardzo lubię w swoim aparacie opcję nagrywania filmów w przyspieszonym tempie.

Przede mną już tylko jeden dyżur, który rozpocznie się o godzinie 20:00, a zakończy o 7:00 rano. Przed dyżurem pojadę ponownie na swoje ukochane Śródmieście, do Merlina.pl, po odbiór nowych słuchawek AKG. Zepsute Koss Porta Pro udało mi się sprzedać na Allegro za 42 złote i dzisiaj będę je musiał wysłać pocztą. Słuchawki kupiłem, na koncert z siostrą idę, ale ogólnie staram się żyć bardzo oszczędnie. Koniec z pizzą. ;( Niech Marzenka idzie do normalnej pracy i mnie utrzymuje. ;) Baby do roboty, chłopy do garów! :P

Ach, jak dobrze byłoby, gdybym umiał gotować...


2012.06.19 / Wtorek / 22:31 - Mum & sis

Mama chudnie, siostra tyje, ja pod względem wagi pozostaję bez zmian. Staliśmy się dobrymi dziećmi i teraz zawsze wyjeżdżamy po Mamę do Truskawia, nie pozwalamy na to, by szła sama przez las, obciążona zakupami. Przez ostatnie lata wykorzystywaliśmy Mamę do granic możliwości, nasze życie dlatego było tak przyjemne, bo mnóstwo rzeczy robiła za nas właśnie Mama. Cóż, Mama się wyeksploatowała, a my będziemy musieli dorosnąć... Niełatwe zadanie.

W pracy zapowiedziałem po raz kolejny, że się zwolnię i nie wrócię po urlopie. W wieku trzydziestu lat postanowiłem porzucić to grzeszne zajęcie, zostać dobrym, porzadnym człowiekiem, który nikogo nie oszukuje i nie pisze fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Niestety z moich zapowiedzi jak zwykle może niewiele wyniknąć, chyba że coś mnie zmotywuje do kroczenia drogą prawości. W sumie problemy zdrowotne Mamy powinny mnie do tego zmotywować i może nawet tak się stało...

Z jednej strony cała ta sytuacja z Mamą kieruje mnie ku lepszemu, z drugiej jednak wiem, że pieniądze mogą być teraz bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej, a to kieruje mnie do trzymania się posady operatora sms w tej właśnie firmie, której nie lubię już prawie w ogóle. Niestety płacą w niej ostatnio całkiem dobrze...

Niektóre znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w lipcu, w naszym leśnym domu, zamieszkać może Marzenka, moja druga połówka, która powinna podjąć wreszcie pracę w jedynym słusznym miejscu - w Warszawie. Fajnie, będę miał kobietę w łóżku. Poszukuje ktoś polonistki bez doświadczenia, ale za to z wielką i szczerą miłością do literatury?


2012.06.19 / Wtorek / 01:06 - Nóżki

Cudownie jest mieć zdrowe nóżki, na których można pójść wszędzie gdzie się chce... Na szczęście z moimi nogami jest już prawie całkowicie dobrze, bolą mnie tylko od czasu do czasu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinienem dźwigać ciężarów, nie powinienem biegać i przede wszystkim nie powinienem jeździć w góry. Najważniejsze, że mogą swobodnie chodzić. Po raz kolejny doceniam to co już rok temu na pewien czas straciłem, i co teraz ponownie odzyskałem.


2012.06.19 / Wtorek / 00:53 - Toilets

Toaleta w Kawce, czyli kawiarni znajdującej się w pobliżu Placu Konstytucji, która miałem przyjemnośc poznać pod koniec zeszłego roku. Brakuje mi trochę takiego życia, jakie miałem w drugiej połowie zeszłego roku. Brakuje mi wizyt w pubach, kawiarniach i klubach, brakuje spacerów po Warszawie, odwiedzin na uniwersytecie, wyjazdów do obozów zagłady i na koncerty, brakuje mi jazdy metrem na stację Stokłosy, nocy spędzanych na Ursynowie i dziewczyny z lustrzanką, która od czasu do czasu kierowałaby obiektyw w moją stronę. Brakuje mi zapachu Yves Rocher Evidence, tak lubianego przeze mnie głosu i spojrzenia tych pięknych, niebieskich oczu. Tęsknię za tamtym życiem, ale wiem, że nie może ono powrócić i nie powinno, bo było zbudowane na czymś bardzo kruchym i niepewnym, czego dowodem jest fakt, że takie życie już się skończyło i zostałem sam.

Na szczęście samotnośc nie trwała długo...


2012.06.19 / Wtorek / 00:45 - Kwiatowa tęcza

Po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia Euro odwiedziłem Śródmieście. Niewiele się w nim zmieniło, nadal jest piękne, ale teraz kocham je jeszcze bardziej i wiem, że chciałbym na nie powrócić. Siedząc na tej dzikiej Białołęce zapomniałem już jak wiele radości dawało mi przechadzanie się tymi uliczkami, jak fajnie jest czuć wokół siebie to, co można poczuć tylko na Śródmieściu. Obiecałem sobie, że powrócę kiedyś do pracy w tej dzielnicy. Póki żyję, chcę czuć, że żyję. Chcę oddychać warszawskim powietrzem.


2012.06.18 / Poniedziałek / 02:16 - Dull boy

Zacznijmy od tego co najważniejsze, od tragedii. Wczoraj zmarły moje słuchawki Koss Porta Pro, to już moje czwarte Kossy, które kończą swój żywot w ten sam sposób i zarazem ostatnie, bo więcej już ich nie kupię. :P Oczywiście słuchawki innych firm także się psują, bo najwidoczniej ich mała trwałość to sposób producentów na to, by interes się kręcił, ale zaczynam się buntować. Mój bunt objawia się tym, że... Zamówiłem kolejne słuchawki, tym razem AKG. :/ Bez muzyki nie da się żyć... Jeśli ktoś nie wie co mi kupić na urodziny, niech da mi pieniądze, którymi zalatam dziurę w budżecie powstałą po zakupie słuchawek. ;)

Niebawem wychodzę z domu do pracy, dzisiaj nieco wcześniej, by zdążyć jeszcze wpaść do Merlina.pl po dvd z filmami dokumentalnymi Kazimierza Karabasza. Mama jedzie dzisiaj na kolejne badania, choć warto wspomnieć, że dwa dni temu nastąpiła tajemnicza poprawa i Mama porusza się teraz o wiele szybciej, na oko trzy razy szybciej niż poprzednio. Być może pomogą alternatywne metody, takie jak... Migdały. Ja codziennie jem po dwa migdały, profilaktycznie. Nie smakują dobrze... Mój wujek podobno pokonał raka metodami alternatywnymi, zadziwiając w ten sposób lekarzy.

W tym miejscu zaś, wszystkim, którzy czytają te słowa, a mają zwyczaj puszczania się z byle kim i to w dodatku bez zabezpieczeń, radzę zrobić test na obecność wirusa HIV. Z tego co widzę, niektórzy żyją tak jakby tego problemu w ogóle nie było, myślą cipą, dupą i fiutem, zamiast głową. Żal.

Dwa dni temu wjechałem rowerem w stado dzików, na naszej drodze w lesie, a wczoraj o północy, po wyjściu z pracy, musiałem wracać do domu inną trasą, także z powodu dzików, które kręciły się tuż przed firmą. Kilka warchlaków i dwie lochy, z którymi wolałbym nie zadzierać. ;)


2012.06.16 / Sobota / 14:26 - Mama z rakiem

Złośliwy rak kości z przerzutami, lub złośliwy rak czegoś, z przerzutami na kości. Tak brzmi diagnoza, choć w poniedziałek ciąg dalszy badań. Mama dobrze się trzyma, często jest wesoła i ogólnie nastrój w domu jest dobry, jak za dawnych lat. Tyle że teraz wszyscy bardziej doceniamy to co mamy, a mamy... Mamę. Najdziwniejsze jest to, że w naszej rodzinie raka nigdy nie było... Widocznie żyjemy w takich rakotwórczych czasach.

Za chwilę jadę do pracy. Pogodę mamy piękną, a wieczorem Polska rozegra mecz o utrzymanie się na Euro. Będziemy grać z Czechami i musimy wygrać.

Już w piątek zaczyna się mój urlop. W sobotę jadę do Puław, a w niedzielę wybieram się z siostrą na koncert Marcina Różyckiego, który już rok temu został ponownie zaatakowany przez raka i obecnie wygląda już bardzo, bardzo źle. Być może na koncert pójdzie z nami także Kasia z Lublina i Marzenka...


2012.06.15 / Piątek / 14:16 - Czas

1994
...Dzisiaj byłem z Justynką na parkingu w Lipkowie. Potem wypożyczyliśmy kasetę "Stój! Bo mamuśka strzela". Jeszcze nie odrobiłem lekcji...

1995
...Wczoraj byłem z Tatą w dyrekcji na dyżurze. Jest tam komputer 386 DX 40 MVGA. Zamierzam sprzedać nasz kolorowy monitor EGA i kupić SVGA z 275 odcieniami szarości. Aby ten monitor działał, trzeba kupić kartę za 2 miliony (monitor kosztuje tyle samo). Dzisiaj tata pojechał w delegację na 2 dni do Krakowa. Jutro nie idę do szkoły. Pójdę tylko do biblioteki oddać książkę...

1998
...Długo nie pisałem ale to dlatego, ze komputer się psuje (cosik się resetuje) oraz w ogóle nie działa Windows 95. Tekst ten pisze wiec w edytorze Norton Commander'a. Później przepiszę go do Worda, może już w Windows 98. Tak wiec opowiadam. W środę Mama, Ania i Justynka pojechały do Puław. Wrócą w niedzielę. Ja nie chciałem jechać, bo musiałbym tam wysłuchiwać dennego gadania od cioć (ciociów?) na temat mojego uciekania ze szkoły. Tak wiec siedzę w domu z Tatą. Mama zostawiła mi 25 złotych na zakupy. Wydałem już 18 złotych (dzisiaj - 4 paczki chipsow, 2 czekolady i coca cola 2 litrowa). W domu najwięcej czasu spędzam przed telewizorem u Justynki w pokoju. Podłączyłem do niego wieżę, wiec teraz świetnie słychać przez słuchawki. Oglądam właściwie wszystkie filmy, więc chodzę spać o 2 w nocy. Aha i jeszcze jedno. W poniedziałek kupiłem sobie kasetę punkowa Dezerter - Ziemia jest płaska. Jest to najlepsza kaseta jaka mam w swojej kolekcji (11 kaset - phi)...

1999
...Za jakąś godzinkę idę do szkoły. Wczoraj miałem zaliczać daty z PO, ale ta fuckowa nauczycielka powiedziała, że jest już za późno (dzień wcześniej powiedziała, że jak się nauczysz to przyjdź, no więc nauczyłem się, przyszedłem i co?) I JAJCO!! Tak więc wychodziła mi jedynka z PO, ale poszedłem do pana Szymańskiego - mojego wychowawcy, a on powiedział żebym był spokojny, bo mam załatwione (jak i połowa klasy), że nie muszę zaliczać dat. Fajno, może zdam, a może w poniedziałek czy we wtorek będę pisał egzamin poprawkowy (NIEEEEEE)...

2000
...Mam do przekazania informację, że... nie zdałem. Na szczęście w tej szkole jeżeli się nie zda to nie wyrzucają, tylko powtarza się rok w tej samej szkole. Tak więc jeszcze tydzień i wakacje, a ja już nie muszę się uczyć. Przez następny rok oczywiście będę już chodził (a co, przez ten to nie chodziłem?). Nie, no ale naprawdę. Na jutro albo pojutrze muszę napisać podanie o to, żeby mnie zostawili jeszcze rok. Jedynki na koniec miałem z siedmiu albo ośmiu przedmiotów. Jak bym chciał to jeszcze bym sporo poprawił, ale i tak nie wszystko. Dobra, kończę. Wakaaaaacje!...

2001
...Wczoraj był ostatni dzień wystawiania stopni w naszej szkole. Na początku dnia miałem jeszcze cztery zagrożenia, ale pod koniec zostały tylko dwa, co oznacza, że będę dopuszczony do dwóch egzaminów komisyjnych i prawdopodobnie zdam do trzeciej klasy. Poprawienie stopni zawdzięczam mojemu wychowawcy - Rudnikowi, który to rozmawiał ze wszystkimi nauczycielami w mojej sprawie (zresztą pomagał wszystkim, nie tylko mi). Egzaminy komisyjne będę miał z WOGu oraz podstaw elektroniki. No, a już myślałem, że nie zdam. Tak więc oto rozpoczynają się kolejne wakacje, które spędzę na uczeniu się. No, ale lepsze to niż gdybym miał nie zdać. Aha, wczoraj oddałem film do wywołania. Będzie to kosztować ok. 40 zł, ponieważ wziąłem całkiem spory rozmiar. No, ale co tam, to porządne zdjęcia ze szkoły i z teatru tak więc opłacało się. A teraz żegnam. Aha, jutro zakończenie Big Brother...

2002
...Wczoraj wreszcie zacząłem się uczyć do egzaminów. Na razie niewiele umiem, ale może jeszcze zdążę się nauczyć tyle, żebym zdał sobie do technikum. Wczoraj byłem też na wycieczce rowerowej. Jeżeli jutro będzie ładna pogoda, to mam przejechać powyżej 100 km jeżdżąc w tą samą trasą pięć razy. Niestety przed chwilą zaczął padać deszcz więc nie wiem jak to będzie. Tak w ogóle to jestem sam w domu, ponieważ Mama pojechała do Warszawy. Odwiedzi kilka sklepów meblowych, bo Tata powiedział, że kupi nową wersalkę do pokoju na dół. Faktycznie, ta która tam teraz stoi ma już chyba więcej niż 20 lat, i wyłażą z niej sprężyny. Tata ma też zafundować Justynce przyjazd do nas. Przyjeżdża jutro, a w niedzielę wyjeżdża więc trochę się to nie opłaca, ale dobra, niech tak będzie. Ale to jeszcze nie wszystko, oprócz przyjazdu Tata chce dać Justynce pieniądze na zdawanie prawa jazdy. No, pójdzie sporo forsy, ale jak będzie chciała to czemu nie. Ja tam nigdy nie będę chciał zdawać prawa jazdy, bo jakoś nie chciałbym jeździć samochodem. No, dobra, zaraz znowu będę się uczył...

2003
...Jest już 17 czerwca a ostatni egzamin miałem 13 czerwca, co oznacza że już kilka dni mam wakacje. Nie pisałem o wielu egzaminach, ale nie ma o czym, wszystkie były łatwe. Z angielskiego pisemnego dostałem 3-, z polskiego 3 (a mogłem 4, ale nie czytałem Pana Tadeusza i nie mogłem odpowiedzieć na pytanie). Później był angielski ustny, z którego dostałem 4+, więc ogólnie na koniec miałem 4. Następnie w sobotę był egzamin z matmy, bardzo łatwy bo nic nie trzeba było umieć (ja nie umiałem nic) i za byle co dostawało się 2. Na koniec została ochrona środowiska, z której to książkę kupiłem sobie dopiero tego dnia kiedy był egzamin. Zestaw pytań sam sobie wybrałem bo akurat nie było w klasie żadnej nauczycielki. Dosyć długo siedziałem w klasie, przepuszczałem wszystkich przede mnie a w tym czasie uczyłem się z książki odpowiedzi na pytania i na koniec dostałem 5 (co oznacza, że od Mamy dostałem 50 zł)...

2004
...Wczoraj Justynka pojechała do Puław. Ja wczoraj byłem rowerem w Warszawie. Najpierw pojechałem do szkoły, żeby oddać pracę kontrolną z przyrządów pomiarowych. Niestety jedno zadanie było źle i nauczycielka (Olsztyńska) kazała mi przynieść poprawioną dzisiaj. Niestety nie umiem tego zrobić więc nie pojechałem. Niedawno dzwonił kolega i jutro mamy oddać razem przed egzaminem. Nie wiem jak to będzie, ale możliwe, że jednak będę miał egzamin poprawkowy także z tego przedmiotu. Jutro jest też egzamin z matematyki, który po prostu muszę zdać...

2005
...Dzisiaj w szkole mam już tylko rozdanie dyplomów. W czwartek były egzaminy dyplomowe, które wcale nie były problemem. Odpowiadałem jako pierwszy i mówiłem przez około 10 minut. Nic więcej nie trzeba było robić. Na szczęście w komisji trafił się chyba najlepszy nauczyciel jaki mógł więc było bardzo spokojnie...

2006
...Dzisiaj jadę do Warszawy na uroczyste wręczenie świadectw maturalnych w mojej szkole. Gdy stamtąd wyjdę to już prawdopodobnie nigdy nie będę musiał wracać do Zajączka. Uczyłem się tam przez 7 lat i było właściwie bardzo fajnie. Świadectwo będzie miało całkiem niezłe stopnie, jedynie ten pisemny egzamin z polskiego poszedł marnie. Wcześniej jednak jadę do sklepu Format na Żelazną po gwarancję do monitora, który kupiliśmy tydzień temu. Wstąpię też do Arkadii bo wczoraj była premiera nowej płyty Garou i mam to kupić Justynce. Justnka jest chora przez co wczoraj i dzisiaj nie poszła do pracy, a jutro przecież ma do nas przyjechać...

2007
...Nadszedł dzień koncertu Tori Amos. To jeszcze nie dzisiaj ale już jutro. Do pracy idę na 22:00, kończę o 7:00 rano. Rower chyba zostawiam w firmie, wracam autobusem tak żeby jutro móc pojechać autobusem na koncert a wrócić rowerem. Dzisiaj była burza i padał duży deszcz więc pogoda nie jest zbyt dobra. Właśnie dlatego dobrze byłoby pojechać na koncert autobusem a nie rowerem. W piątek albo w poniedziałek jadę z Mamą do Saturna albo do Media Markt po telewizor. Muszę go kupić, bo poprzedni się zepsuł. Ma przebarwienia na 1/3 ekranu i właśnie dlatego nie mogę teraz kupić kolumn tylko telewizor. Wybrać muszę CRT bo LCD nadal są dosyć drogie. CRT ma zresztą pewne zalety więc kupię PHILIPS 32 calowy, panoramiczny. Mam nadzieję, że trafię na jakiś dobry egzemplarz ale w przyszłości i tak ten telewizor pójdzie na dół a ja kupię sobie jakiś LCD. Dobrze, może wszystko się uda i będę miał dobry telewizorek w pokoju. A teraz żegnam się już. Bye...

2008
...Wiedziałem, że ten pamiętnik upada ale najwyraźniej tak już musi być. Najważniejsze co się wydarzyło w czerwcu, poza tym, że wczoraj były moje urodziny i skończyłem 26 lat, to to, że pojechałem do Dęblina, do Oli Machalicy na zakończenie roku szkolnego, gdzie miała Ona występ. Wcześniej nigdy nie spotkałem się z żadną dziewczyną ale najwyraźniej Ola jest dla mnie tak ważna, że musiałem to zrobić. Występ był 20 czerwca, w piątek a ja najpierw w czwartek rano pojechałem do Puław, bezpośrednio z pracy i na miejscu spotkałem się z Olą po raz pierwszy bo akurat robiła Ona zakupy w Galerii Zielona z koleżanką Dorotą. Tak w ogolę dzień wcześniej kupiłem dla Oli prezent "Sweet Darling", wodę toaletową za 115 złotych. W piątek, 20 czerwca wstałem rano, o godzinie 5:00 i na 9:00 pojechałem do Dęblina busem. Wysiadłem za wiaduktem, tuż przy domu Oli i razem poszliśmy na zakończenie roku. Poznałem całą klasę, która wydała mi się naprawdę bardzo fajna, w ogóle cały Dęblin mi się podobał. Występ stał na wysokim poziomie, nakręciłem go zresztą telefonem i mam teraz na filmikach. Ola mnie po prostu zauroczyła i mam nadzieję, że nie było to nasze jedyne spotkanie...


2012.06.15 / Piątek / 13:24 - Past

Dzisiejszy dzień jest jeszcze smutniejszy od wczorajszego, optymizm zmniejszył się dokładnie o tyle procent, o ile wzrósł pesymizm, a zdanie "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" nabiera większego znaczenia niż kiedykolwiek. To jedno z najmądrzejszych zdań tego świata, podobnie jak "Show must go on", "All you need is love", czy "So you think you cen tell Heaven from Hell, blue skies from pain?". W czasie tego smutnego dnia miło jest sobie włączyć fotobloga sprzed trzech lat i poczytać o dobrej przeszłości, która jako teraźniejszość nie wydawała się aż tak dobra i nie była odpowiednio doceniana. Choć może przesadzam, bo od zawsze jestem człowiekiem, który docenia to co ma, i który cieszy się dniem dzisiejszym, choć może nie zawsze to widać. Od wczesnego dzieciństwa spisuję też to co dzieje się w moim życiu w formie pamiętnika, a od roku 2008 w formie fotobloga. Na dysku trzymam pliki pamiętnika z lat 1997 - 2008, choć ostatnio w ogóle do nich nie zaglądałem. Kiedyś każdy opisywany dzień oceniałem gwiazdkami, od jednej do pieciu, z tym, że ten system się nie sprawdzał, bo człowiek tak naprawdę nie wie, czy obecny dzień zasługuje na to, by ocenić go tylko jedną gwiązdką. Zawsze jest sobie w stanie wyobrazić coś gorszego. Dopiero gdy minie więcej czasu, człowiek spogląda w przeszłość i wie, że ten konkretny dzień był jednym z najlepszych, lub najgorszych w jego życiu. Póki co żaden dzień mojego życia nie zasłużył na jedną gwiazdkę, widocznie mam więc wiele szczęścia, kilka dni natomiast zdecydowanie oceniłbym pięciogwiazdkowo. Być może na starość całą swoją młodość będę oceniał na piatkę, o ile w ogóle dożyję starości. Zresztą moja starość mnie nie ciekawi, najważniejsza jest teraźniejszość i już niemal trzydziestoletnia, dobra przeszłość.


2012.06.14 / Czwartek / 19:12 - Cancer for the cure

Rak. Oto najważniejsze słowo w dniu dzisiejszym. Ten pochmurny czwartek odmienił losy rodziny Górków i zasiał w nas wszystkich smutek. Wyniki badań, które Mama odebrała ze szpitala, są na tyle złe, że pani doktor, która od wielu lat się Mamą opiekuje, stwierdziła, że wiele wskazuje na raka. Mama dowiedziała się o tym rano, podczas rozmowy telefonicznej, w czasie której zaczęła płakać. Czy Mama naprawdę ma raka kości, okaże się po przeprowadzeniu kolejnych badań, na które wybierze się już jutro. Póki co w naszej rodzinie raczej nikt nie miał raka, ale z tym cholerstwem nigdy nic nie wiadomo. Może mnie też będzie kiedyś toczył, a może już toczy i stąd moje bóle kończyn?

Miałem być dzisiaj w Radomiu, razem z Marzenką i jej przyjaciółką. Wieczorem miałem pojechać z Marzenką do Puław, w których mieliśmy spędzić razem noc i cały jutrzejszy dzień. Nie pojechałem tam wcale nie dlatego, że dowiedziałem się o stanie Mamy, ale z powodu wczorajszego, ulewnego deszczu. Spodziewałem się dzisiaj podobnego, dlatego podjąłem decyzję, że zostaję w domu, ale jednak z nieba przez cały dzień nie spadła ani jedna kropla. Cóż, w Puławach i tak będę już za tydzień, bo w sobotę zaczyna się mój urlop, więc jeszcze wszystko przed nami. Mam nadzieję, że z Marzenką spędzę dużo, a nawet bardzo dużo czasu.

Potrzebowałem wypoczynku w domu, bo ostatnio jestem wykończony przez pracę, ruch jest cały czas bardzo duży i od pewnego czasu bardzo bolą mnie dłonie. Może po kilku latach intensywnej pracy przy klawiaturze powstają jakieś zwyrodnienia kości? Wydaje mi się, że długo już w takiej pracy nie wytrzymam i w przyszłości będę się musiał przenieść do takiej, w której klawiatury nie używa się w ogóle, lub używa sporadycznie. Klawiatura i myszka to tak naprawdę bardzo niezdrowe narzędzia.

Tata, widoczny na powyższym zdjęciu, od kilku dni tnie i rąbie drewno na opał. Ciężka robota, ale Tata nadal jest dosyć zdrowym człowiekiem, pomimo tego, że wiekowo zbliza się już do siedemdziesiątki. W sumie Tata nigdy nie był leczony w szpitalu, nie bierze żadnych leków i nie chodzi do lekarza. Jedynie słuch się Tacie ostatnio przytępił i trzeba do niego mówić głośniej, ale i tak słyszy lepiej niż nasza Babcia, której od roku 2006 już nie ma z nami. Tata zrobił niedawno dwie ławki, które teraz stoją przed domem. Jedną z nich widać na zdjęciu.

Ech. Chciałbym napisać coś mądrego, ale po prostu opisałem dosyć szybko i bez głębszego zastanowienia, jak jest. Jest niedobrze, jest coraz gorzej, ale o to właśnie chodzi w życiu. Młodość to piękny okres w życiu człowieka, a później jest już coraz smutniej i coraz bardziej bezsensownie. Tak to przynajmniej widzę, jako niemal trzydziestoletni człowiek.

Obejrzałem dzisiaj bardzo dobry film, tak dobrego nie widziałem już dawno. Myślałem, że w filmie o miłości już nic mnie nie zaskoczy, ale jednak w tym przypadku tak się stało. Smutny i piękny, wyreżyserowany przez kobietę "One day", czyli "Jeden dzień", którego plakat widywałem na warszawskim kinie Muranów, gdy mieszkałem na Nowolipiu. Po raz kolejny żałuję, że nie wybrałem się do kina. Mogłem na niego iść sam, lub z kimś, z przyjaciółką na przykład... Z dziewczyną.

Właśnie się dowiedziałem z smsa, że dzisiaj mija dokładnie rok od mojego pierwszego spotkania z Kasią z Lublina. Umknęło to mojej uwadze. Fajnie jest mieć taką przyjaciółkę jak Kasia, fajnie jest być jej przyjacielem. Czy ja już tego nie pisałem? Rok temu było bardzo przyjemnie. Robienie zdjęć trzynastoletniej Agnieszcze pod lubelskim zamkiem też było przyjemne. Młodość jest zajebista. ;)

Dokładnie trzy lata temu pojechałem rowerem do Puław, trasą przez Dęblin, i był to początek bardzo dobrego urlopu, najlepszego w moim życiu, podczas którego ważną rolę odgrywała inna przyjaciółka, Ewa. Ją też fajnie było poznać, cieszę się, że na nią wtedy trafiłem, tylko jestem ciekaw kiedy wreszcie odzyskam od niej pożyczony tysiać złotych? :P

Niemal dokładnie cztery miesiące temu byłem na pierwszej randce z Marzenką i pewnie to powinno być teraz moim najważniejszym wspomnieniem. :)


2012.06.12 / Wtorek / 01:22 - Pulp Fiction

Postanowiłem upiększyć nieco swój pokój, dlatego plakat Pulp Fiction, kupiony wiosną pamiętnego roku 2008, oprawiłem w aluminiową ramę z pleksi. Przywiózł mi ją dziś rano kurier, który był tak miły, że obudził mnie telefonem już o 6:30 rano, by zapytać się jak dojechać do Truskawia Małego. Wybaczyłem mu, mimo tego, że zamierzałem wstać dopiero o godzinie 10:00. Zastanawiam się tylko czemu kurierzy nie używają GPS'ów samochodowych, albo zwykłych map, na których przecież Truskaw Mały jest dokładnie zaznaczony. Ech...

Zamierzam kupić trzy kolejne plakaty ze swoich ulubionych filmów, a także trzy kolejne ramy, bo plakaty dopiero w ramach prezentują się okazale. Szkoda tylko, że jedna taka rama kosztuje osiemdziesiąt złotych, plus dwadzieścia złotych za transport. Cztery, lub pięć plakatów zmieści się na mojej pustej ścianie nad łóżkiem i komputerem, sam nie wiem ile dokładnie, będę to musiał jutro sprawdzić. Będę też musiał wbić dwa gwoździe w ścianę, by zawieścić plakat.

Tak w ogóle to w tym roku planuję także pomalować swój pokój, ale zrobię to dopiero latem, w tak zwane wakacje, które nie są wakacjami odkąd przestałem chodzić do szkoły. Malowanie w domu mieliśmy ostatnio właśnie wtedy, gdy chodziłem jeszcze do szkoły, czyli pięć, sześć, lub nawet siedem lat temu. Sam nigdy jeszcze nie malowałem ścian, ale mam już doświadczenie w cyklinowaniu i lakierowaniu podłóg. Przyjemne zajęcie.

Pulp Fiction na blu-ray prezentuje się pięknie, jest to jeden z tych filmów, które mogą oglądać i oglądać, wracam do niego regularnie i nadal się nim zachwycam. W sumie to chyba najlepszy film lat dziewięćdziesiątych i żałuję, że nie byłem na nim w kinie. Ludzi dzielę na tych, którzy uwielbiają Pulp Fiction i pozostałych, z czego tych drugich nie rozumiem...

Oczyma wyobraźni widzę już kolejne plakaty na ścianie, z tak wspaniałych filmów jak "Czas apokalipsy", "Wielki błękit", "Lśnienie"... Wielkie kino. Przydałby się także wielki telewizor i chętnie sobie taki sprawię, gdy ten obecny zawiozę do Puław, do siostry. Zawiozę go jednak dopiero po Euro.


2012.06.11 / Poniedziałek / 10:32 - Widok z firmowego balkonu

Oto moje ulubione miejsce w nowej siedzibie firmy. Balkon na pierwszym piętrze. Gdy klientki wkurwią mnie swoimi żałosnymi pytaniami i zrytymi pseudo-umysłami, wychodzę sobie na balkon, patrzę na otaczający nas las i mój stan psychiczny powraca do jako takiej normy. Niestety po chwili muszę wracać do komputera, bo zegar ciągle cyka, a czasy klientów stale rosną, gdy się ich nie przycina.

Ludzie przejeżdżający ulicą gapią się na naszą siedzibę, są ciekawi co się w mieści w tym tajemniczym budynku, który do niedawna był przedszkolem. Słyszałem jak chłopak jadący na rowerze mówił do swojej dziewczyny "O, a tutaj siedzą cały czas przy komputerach i coś piszą". Siedzimy, piszemy i dziwię się, że jeszcze jesteśmy normalni. A może wcale nie jesteśmy?


2012.06.11 / Poniedziałek / 10:30 - Do pracy przez Tarchomin

Tarchomin to chyba część Białołęki, choć nie mam pewności. Możliwe, że jest to osobna dzielnica, ale raczej nie, to raczej coś w stylu nazwy osiedla. Tak samo jak Piaski nie są dzielnicą, tylko częścią Bielan i Natolin nie jest dzielnicą, tylko częścią Ursynowa. Przez Tarchomin jeżdżę codziennie i podoba mi się na nim bardziej niż na samej Białolęce. Tarchomin nieco przypomina mi Lublin, natomiast Białołęka przypomina mi... Dęblin. Zdecydowanie jednak wolę być w Dęblinie, którego swoją drogą już dawno nie odwiedzałem. Mam ochotę wsiąść w Puławach na rower i po raz kolejny dojechać na dęblińskie osiedle Lotnisko. Dorota mimo upływu miesięcy i lat wciąż zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Ciekawe czy nadal jest tak piękna jak wtedy, gdy była siedemnastolatką. Piękniejszej do dziś nie widziałem...


2012.06.11 / Poniedziałek / 10:30 - Na Białołękę przez Most Północny

Gdyby nie ten most to miałbym przesrane z dojazdem na Białołękę. Na szczęście most powstał i mimo braku ścieżki rowerowej, która ciągle jest w budowie, daje się przez niego jeździć rowerem. Bywa i tak, że już po czterdziestu minutach od wyjechania z domu jestem po drugiej stronie Wisły. Najpewniej marudziłbym gdybym znowu miał dojedżać rowerem do pracy w centrum, bo to przecież tak daleko... :P

Wczoraj do pracy pojechałem rowerem, ale wróciłem autobusem, bo po południu nadciągnęły granatowe chmury, z których zaczęło bardzo intensywnie lać. Lało tak aż do nocy, co na pewno nie spodobało się siostrze, będącej wczoraj na drugim dniu festiwalu Orange Warsaw Festival. Ja żałuję tylko, że nie widziałem Garbage. Shirley Manson ma już 45 lat, ale nadal dobrze się trzyma. To daje mi nadzieję, że za piętnaście lat będę ponętny i nadal będę mógł podrywać licealistki. ;)


2012.06.09 / Sobota / 01:36 - Ratusz Warszawa Białołęka

Białołęka, którą akceptuję na tyle, na ile można akceptować tę dziką dzielnicę. Wczoraj dowiedziałem się, że moja dawna współlokatorka Sylwia z firmy, wraz z koleżanką Sylwią z firmy, wynajęły dwupokojowe mieszkanie na Białołęce za 1200 złotych miesięcznie. Spora różnica w porównaniu z ceną 1600 złotych za dwupokojowe mieszkanie na Nowolipu. Możliwe, że wybierając w przyszłości razem z Marzenką jakieś lokum do wynajęcia, zdecydujemy się właśnie na Białolękę. To tylko pół godziny od metra... Póki co mieszkamy szczęśliwie w swoich własnych domach rodzinnych, ja tu, ona tam.

Wczoraj, w dniu meczu Polska - Grecja, musiałem pracować w godzinach 14:00 - 22:00. Szczęśliwie zostałem przeniesiony do sali na dole, tej z telewizorem, na którym spodziewałem się oglądać mecz. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem, bo instalator Cyfry+ zjawił się dopiero po godzinie 16:00, na dwie godziny przed rozpoczęciem meczu, i bardzo szybko stwierdził, że nic z tego ni będzie, ponieważ antena, którą ktoś wcześniej montował, wycelowana jest w drzewo, przez co nie będzie można odbierać niczego. Telewizor jest stary i nie posiada dekodera mpeg4, przez co darmowa, naziemna telewizja cyfrowa także nie będzie działać. Zawiedzeni pogodziliśmy się już z tym, że wbrew wcześniejszym obietnicom szefa nie obejrzymy meczu, ale z pomocą przyszedł nam dostęp do Internetu w komputerze supervisora. Mały ekran nie przeszkadzał tak bardzo jak przycinający się strumień, który powodował znikanie obrazu i dźwięku co jakiś czas. Pech chciał, że obraz znikł na minutę przed bramką Polaków, o której dowiedziałem się głównie z smsów klientów. :/ To był naprawdę dobry żart. We wtorek kolejny mecz, z Rosją.

Młodsza siostra jedzie dzisiaj na pierwszy dzień Orange Warsaw Festival, na stadion Legii, który teraz nosi nazwę Pepsi Arena. Okazało się, że siostra ma bilet na dwa dni, dzięki czemu jutro będzie miała okazję zaliczyć koncert The Prodigy. Ostatnia płyta The Prodigy była naprawdę zajebista i jest jedną z moich ulubionych płyt tego, dosyć wiekowego już, zespołu. Niestety pogoda nie dopisała, zanosi się na deszcz i pewnie wieczorem będzie lało...

Pogoda odwiodła mnie także od spacerowania z Kasią z firmy po mojej Puszczy Kampinoskiej. Do pracy jadę na 16:00, więc wcześniej zamierzałem spotkać się z Kasią, by dowiedzieć sie co tam u niej ciekawego w nowej pracy i czemu ten tydzień był dla niej wyczerpujący. Niestety udam się prosto do firmy... Nie zaspokoimy swojej tęsknoty. ;)

W skrócie wspomnieć mogę o tym, że dostałem sporą premię w pracy i ogólnie moja wypłata, mimo tygodnia bezpłatnego urlopu, jest większa o jakieś sześćset złotych od spodziewanej. Wsponę też, że tajemniczym przyjacielem, któremu urodziło się niedawno dziecko, jest Jacek i mam nadzieję, że wszystko dobrze mu się ułoży, zwłaszcza ze zdrowiem jego dziewczyny, matki dziecka. Wspomnieć muszę też o złym stanie zdrowia mojej Mamy, a raczej o złym stanie stawów i kości, który bardzo utrudnia jej chodzenie. Mama przestała już pracować i w poniedziałek jedzie do szpitala, by rozpocząć leczenie. Dwa dni temu Kasia z Lublina miała swoje urodziny i z tej okazji ponownie życzę jej "czegoś lepszego", ale okazały, masywny i dorodny prezent dostanie ode mnie dopiero pod koniec czerwca, w czasie mojego urlopu, bo wcześniej nie miałem pieniędzy. Za kilka dni jadę do Puław, mam dwa dni wolne, z których jeden spędzę w Radomiu z Marzenką i jej najlepszą przyjaciółką, na wesele której będziemy szli w przyszłym roku, jeśli do tego czasu nadal będziemy razem, a wszystko wskazuje na to, że będziemy. Drugi dzień wolny także zamierzam spędzić z Marzenką, najchętniej w Puławach i Kazimierzu Dolnym.


2012.06.05 / Wtorek / 13:25 - Martwy tuner DVB-T

Wczoraj w pracy udało mi się wyrobić jedną z najlepszych średnich, a może nawet najlepszą w swojej karierze wróżki. Toczyłem zacięty bój do samego końca, by pokonać koleżankę nową-Kasię i udało mi się dosłownie w kilku ostatnich minutach. Praca bywa niekiedy bardzo emocjonująca, szczególnie gdy ma się świadomość, że można dać z siebie wszystko, bo następnego dnia jest wolny dzień. Ciekawe czy dostanę za swoje starania 10 złotych premii? :P

Zgodnie z zapowiedzią, wczoraj przez pół dnia nie było u nas prądu, panowie z elektrowni nie wymieniali jednak transformatora, tylko wycinali gałęzie zagrażające przewodom. Po południu prąd włączono, ale okazało się wtedy, że z jakiegoś powodu przestał działać nasz tuner DVB-T, służący do odbioru telewizji cyforwej. Tym sposobem rodzina Górków będzie musiała ponieść kolejny nieplanowany wydatek w wysokości 150 złotych. Czemu ten badziewny, często się zacinający Ferguson zupełnie przestał działać? Jako technik elektronik nie mam pojęcia. Już zamówiłem jego nowszą wersję na Allegro...

Tunera używamy tam gdzie mamy stary, choć nadal dobry i wypasiony, telewizor. U siebie w pokoju na górze cyfrową telewizję odbieram po prostu tunerem wbudowanym w swój telewizor Sony, a trzeba zaznaczyć, że kilka dni temu kanały TVP1 i TVP2 nadają sygnał w rozdzielczości Full HD. Niestety widać to było tylko podczas transmisji z tegorocznego festiwalu w Opolu, bo cała reszta nadawana jest w starej, nie-dobrej rozdzielczości SD. Na szczęście mecze na Euro też będą w Full HD, ale co z tego, skoro ten najważniejszy, piątkowy, Polska - Grecja, i tak będę oglądał w pracy, odpisując klientom na smsy, a tamten telewizor najprawdopdoobniej nie odbiera cyfrowej telewizji naziemnej, bo jest za stary. W sumie mogłem sobie wziąć wolne na piątek.


2012.06.03 / Niedziela / 23:36 - Zaparkowane rowery

Rowery stoją sobie pod drzewem... Mój to ten czarny, złożony przeze mnie Author Traction, kupiony za trzy pierwsze pensje w moim życiu. Dzięki niemu do pracy dostaję się w jedną godzinę i dziesięć minut, ale mam nadzieję, że przy sprzyjającym wietrze przejadę kiedyś całą trasę w niecałą godzinę.

Białołękę powoli zaczynam akceptować, lub powoli przestaję ją nienawidzieć, przynajmniej wtedy, gdy dostaję się na nią rowerem. Miesiąc w pracy zacząłem dobrze, od dobrych wyników, które pewnie wkrótce spadną na poziom jak zwykle przeciętny. Kogo jednak obchodzą wyniki...

Do Euro zostało kilka dni i z tego co się orientuję mecz będę oglądał właśnie w firmie. Piętra mamy dwa, a telewizor tylko jeden, więc nie wiem jak będzie to zorganizowane. Ogólnie nie emocjonuję się Euro za bardzo, bo piłka nożna to coś wobec czego jestem raczej obojętny.

Najbardziej przejmuję się w tej chwili tym, że jutro nie będzie u nas prądu. Do pracy idę na 17:00, co oznacza, że niemal cały dzień spędzę w domu, w którym nie będzie prądu, z powodu naprawy transformatora, lub całkowitej jego wymiany w pobliskiej miejscowości Buda.

Nie mam o czym pisać, idę spać. Chętnie przytuliłbym się do Marzenki, ale nie ma jej tutaj, pozotaje mi więc przytulenie się do poduszki.


2012.06.03 / Niedziela / 23:24 - Ach, Śródmieście!

Ukochany Plac Konstytucji... Ostatnio wolę poruszać się po mieście z plecakiem, zamiast z torbą na ramię. Spacerowanie po warszawskich ulicach jest bardzo przyjemne, ale niestety od czasu powrotu z Bieszczad ponownie bolą mnie nogi, podobnie jak rok temu. W zasadzie rok temu było o wiele gorzej, bo przez miesiąc prawie w ogóle nie mogłem chodzić. Wczoraj musiałem przebiec jakieś sto metrów, goniąc autobus jadący na Białołękę i nogi zaczęły mnie tak potwornie boleć, że zacząłem się zastanawiać jak dojdę do firmy. Nie wiem co to za bóle, reumatyczne, czy jakieś inne... Podobno w mojej rodzinie bóle reumatyczne są dziedziczne, najwidoczniej więc na starość, czyli całkiem niedługo, będę unieruchomionym, smutnym człowiekiem...

Korzystam więc z życia, póki mogę. Korzystam z nóg. Mam nadzieję, że będą nadawać się do użytku jeszcze przez jakiś czas... Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę mógł pojechać w góry, by móc zdobyć kolejne szczyty. Tak bardzo pokochałem góry i zaraz po tym okazało się, że mam słabe nogi...

Za cztery tygodnie będę trzydziestolatkiem.


2012.06.03 / Niedziela / 23:17 - Z powrotem na Śródmieściu

Powróciłem na Śródmieście! Niestety tylko na chwilę, przed wczorajszym dyżurem, ponieważ musiałem pojechać do punktu odbioru Merlin.pl. Przypomniałem sobie jak przyjemnie jest jechać metrem do centrum i szwendać się po tych wszystkich pięknych ulicach. Tymczasem przy Dworcu Centralnym, na siedemnastym piętrze pewnego biurowca mieści się inna firma smsowa, związana z Polsatem. Czy los rzuci mnie kiedyś i tam?

Z Merlina.pl odebrałem najnowszą płytę Garbage, która niestety tylko zapowiadała się dobrze. Singiel, owszem, jest wspaniały, ale na nim kończą się zalety nowej płyty. Może to i lepiej, że nie idę na ich koncert za tydzień, na Orange Warsaw Festival. Jak się jednak dzisiaj okazało, moja młodsza siostra kupiła sobie bilet na sobotę i pójdzie na pierwszy w swoim życiu koncert. Niestety zaliczy także Linkin Park, nie lubiany przez nią tak samo jak przeze mnie.

Ja na koncerty zacznę chodzić w drugiej połowie tego roku. W planach mam oczywiście Coke Live Festival w Krakowie, w sierpniu, ale także Anathemę i Archive z Marzenką. Z Marzenką nie byłem jeszcze na żadnym koncercie i martwię się trochę o to czy cokolwiek będzie ona widzieć, bo przecież jest taka malutka... Uwielbiam malutkie kobietki. :)


2012.06.02 / Sobota / 07:46 - Białołęcki dół

Powrotu do pracy nie mogę nazwać bezbolesnym, jak dawniej, ponieważ na Białołęce każdy dyżur to dno. To miejsce zupełnie nie ma klimatu znanego ze wszystkich poprzednich firm, a raczej lokalizacji tych firm, w których pracowałem jako operator sms. Las, dzicz, cisza, paskudna okolica. Zero pozytywnej energii. Przecież ja tak uwielbiałem wychodzić z pracy i od razu trafiać na ruchliwą ulicę w centrum Warszawy... Jedyną zaletą Białołęki jest krótszy o jakieś pół godziny dojazd i powrót rowerem, choć od wczoraj i tak już nie jeżdżę rowerem, bo kupiłem sobie bilet miesięczny. Dzięki temu mam czas na czytanie książek w autobusie i właśnie dzisiaj uda mi się wreszcie skończyć "Polskę Piastów" Jasienicy, którą zacząłem czytać jakieś pół roku temu... Pamiętam przecież jak czytałem ją w październiku, w pociągu do Krakowa...

Ogólnie niewiele się dzieje. Żyję spokojnie z dnia na dzień, nie mając za bardzo czasu na życie prywatne i wkurwiając się w pracy na coraz większą ilość nowych obowiązków i zasad. Przedwczoraj szef wezwał mnie na rozmowę, podczas której dowiedziałem się przede wszystkim, że chodzi co niedzielę do kościoła i ma wyrzuty sumienia z powodu prowadzenia firmy, która działa wbrew boskim przykazaniom... Wzruszyłem się. Ciekawe czy Adolf Hitler także miał wyrzuty sumienia. Ja osobiście miewam je całkiem często.

Przede mną trzy dyżury i dwa dni wolne, które spędzę jednak w domu, z powodu braku jakichkolwiek pieniędzy. Ostatnie złotówki wydałem na nową płytę Garbage, jednego z niewielu zespołów z lat dziewięćdziesiątych, który nadal stoi na wysokim poziomie. Szkoda, że nie idę na ich koncert za tydzień. Pustka w portfelu sprawia, że nie mogę się spotkać ze swoją ukochaną Marzenką, która nadal mieszka sto kilometrów ode mnie. Trzy dni temu napisał do mnie na Facebooku bardzo lubiany przeze mnie kolega-perkusista, który w sierpniu lub wrześniu będzie poszukiwał ze swoją dziewczyną mieszkania do wynającia i zaproponował mi żebyśmy z nimi zamieszkali, ja i Marzenka. Propozycja do przemyślenia, bo w takiej sytuacji płaciłbym około 500 złotych na miesiąc, z czym nawet dałoby się żyć. Najlepiej byłoby jednak wynająć kawalerkę, choć wtedy koszty miesięczne wzrosłyby do około 750 złotych... Z czym także dałoby się żyć, gdyby Marzenka poszła do jakiejś dobrze płatnej pracy, na przykład na smsy. ;)

Życie jest ciężkie, choć ja tego na razie w żaden sposób nie odczuwam. Za chwilę wyłączam komputer i idę do pracy, której teraz już zupełnie nie lubię, i którą chętnie zamienię na inną, wykonywaną w samym centrum Warszawy, lub na jakiejkolwiek innej, cywilizowanej dzielnicy. Kiedyś było tak pięknie...