2012.08.30 / Czwartek / 18:38 - Kochaj mnie pókim żyw

Wózek jest wygodny, ale najlepiej mieć zdrowe, silne nogi, na których można samodzielnie chodzić. Póki co moje nogi służą mi całkiem nieźle, choć ogólnie czuję się dosyć marnie. Z pewnością coś mi dolega, ale wolę nie wiedzieć co konkretnie, bo mógłbym uznać, że moje życie zbyt szybko zmierza do końca. Może niebawem ten wózek będzie potrzebny właśnie mi?

Póki co wożę się Fiatem Punto, który jest już w pełni przygotowany do legalnej jazdy i ubezpieczony. Założenie nowych rejestracji okazało się być dosyć trudne, ale sprytny Tata poradził sobie ze wszystkim. Ubezpieczenie wyniosło mnie tyle samo ile kosztuje wózek inwalidzki, czyli 800 złotych. To znacznie mniej niż przewidywałem, ale mam tańsze ubezpieczenie niż moi koledzy, ponieważ ukończyłem już 26 rok życia, a przede wszystkim nie mieszkam w Warszawie. Warszawiacy mają droższe ubezpieczenia niż my, wieśniacy, ludzie z lasu.

Jutro wybieram się do Puław, ale najpierw odwiedzę Radom, a w nim dziewczynę, której nie doceniłem. Z pewnością jest to wspaniała dziewczyna, warta tego, by traktować ją poważnie i kochać prawdziwą miłością, ale mi nie wyszło to zbyt dobrze. Skrzywdziłem poczciwą Marzenkę nie raz i nie dwa, a jutro bedę chciał ją za to wszystko przeprosić. Może mnie pobije i dzięki temu poczuje się nieco lepiej? Miałem tutaj napisać jakim jestem kłamliwym, dwulicowym draniem, ale zrobię to w innej notce, w której wygarnę całą prawdę o sobie. Fotoblog tym lepszy im więcej na nim prawdy.


2012.08.30 / Czwartek / 18:35 - Mural przy Okopowej

Ten piękny mural na Woli był jedyną rzeczą, która odciągnęła moją uwagę od nóg, tyłków i dekoltów warszawskich dziewcząt. A gdyby tak zrobić mural przedstawiający nogi, tyłki i dekolty? ;) Murale są fajne i są czymś nowym w naszym mieście. Podobają mi się, bo prezentują jakość o wiele lepszą od zwykłego graffitti.

Skoro mowa o naszym mieście, to warto wspomnieć Veturilo, czyli nowopowstałej sieci wypożyczalni rowerowych. Ostatnio na tych charakterystycznych rowerach widuje się mnóstwo ludzi, pomysł przyjął się więc doskonale. Niektórzy dojeżdżają nimi nawet do Truskawia. Rower można wziąć w jednym miejscu, a zostawić w innym. Pierwsze dwadzieścia minut jazdy jest darmowe, później trzeba już płacić, ale ogólnie nie wychodzi drogo. Pewnie wkrótce sam się zapiszę do systemu Veturilo, choć na razie preferuję jednak darmową jazdę własnym rowerem. :) Czasu na jeżdżenie mam teraz dużo.


2012.08.30 / Czwartek / 17:30 - Warszawskie dziewczęta

O tej porze roku moim ulubionym miejscem są warszawskie ulice, wypełnione warszawskimi dziewczętami, dlatego dzisiaj zrobiłem sobie piękną przechadzkę, od stacji Metro Ratusz, do ulicy Płockiej na Woli. Celem mojej wyprawy był sklep z wózkami inwalidzkimi, w którym miałem zakupić wózek dla Mamy, w pełni refundowany przez NFZ. Dziękuję wszystkim podatnikom za to, że ich pieniądze poszły na wózek, który prawie do niczego się nie przyda. Po lesie ciężko jeździć na wózku inwalidzkim i nie pomoże nawet to, że kilka dni temu wyrównano nam drogę.

Idąc przez Warszawę kierowałem oczy i obiektyw w kierunku zgrabnych, a zarazem młodych dziewczyn, bo nigdy nie przestanę podziwiać płci pięknej, nawet gdy będę miał swoją dziewczynę. Taki już ze mnie erotoman wizualny. ;) Erotyka praktyczna znikła z mojego życia, wraz ze zniknięciem Marzenki. Szkoda.


2012.08.28 / Wtorek / 15:10 - Wizyta w Ożarowie Mazowieckim

Dzisiejszy słoneczny dzień, wolny, tak jak obecnie wszystkie dni, wykorzystałem na przerejestrowanie samochodu. Wsiadłem na rower i pojechałem do Ożarowa Mazowieckiego, w którym mieści się Wydział Komunikacji. Po wypełnieniu papierków, oddaniu starych tablic rejestracyjnych i zapłaceniu pieniędzmi przekazanymi mi przez Tatę, o łącznej sumie 180 złotych i 50 groszy, dostałem tak zwany miękki dowód rejestracyjny oraz nowe tablice. Przy okazji okazało się, że nowych tablic nie da się zamontować tak jak starych i konieczne będzie kupienie podstawek pod nie, czym zajmę się jutro. Jutro wybiorę się także do PZU, aby zająć się tym co kosztuje najwięcej - ubezpieczeniem OC. Niektórzy optymiści twierdzą, że ubezpieczenie będzie kosztować mniej niż 1000 złotych, ale jaka będzie prawdziwa cena, okaże się jutro.

Pięknie było przejechać się rowerem przez wszystkie te wioski, których ostatnio w ogóle nie miałem czasu odwiedzać. Obiecuję sobie, że teraz, gdy jestem człowiekiem w pełni wolnym, będę częściej jeździł na wycieczki po okolicy, aby wykorzystać kończące się lato i rozpoczynającą się jesień - moją ulubioną porę roku. Jadąc dziś rowerem przypomniałem sobie, że sam pochodzę z wioski, że spędziłem dziesięć lat swojego dzieciństwa w miejscu podobnym do tego, które widać za mną na zdjęciu, w Sójkach pod Kutnem. To były przyjemne lata...

Na weekend prawdopodobnie pojadę do Puław, w których być może zostanę nieco dłużej, i w których będę siedział sam, z powodu braku dziewczyny. Tą którą miałem, zmarnowałem. Tej którą będę miał, jeszcze nie poznałem. Ta, o której marzę, zraziła się do mnie, gdy zacząłem ją obmacywać jak jakiś zboczeniec. Fiasko. Pozostaje mi tylko spotkać się na pocieszenie z Kasią z Lublina, która zaprasza mnie do swego miasta i nawet postawi mi piwo. Jako bezrobotny cieszę się niezwykłymi przywilejami.

Muszę znaleźć niezłą pracę, muszę znaleźć piękną dziewczynę, muszę zrobić prawo jazdy. Wkrótce się na nie zapiszę. Po wypłacie... Pomniejszonej o karę za wyjście w trakcie dyżuru do domu...


"You say my love for you's not real
But you don't know how real it feels
All I want to do is to spend some time with you
So I can hold you, hold you"

This Mortal Coil "You and your sister"


2012.08.27 / Poniedziałek / 16:16 - Cztery lata wirtualnej przyjaźni

Panna Joanna być może i jest lekko pokręcona, ale i tak ją polubiłem. :) Okazała się być naprawdę sympatyczna, a nawet bardziej normalna niż przez Internet i telefon, co może wydawać się zadziwiające, gdy weźmie się pod uwagę, że ma na imię Joanna (a nie ma normalnych kobiet o tym imieniu) i jest z Płońska (a mieszkają tam same szalone kobiety). Przy okazji okazała się być także ładniejsza niż na trzech zdjęciach, z któych ją znałem, choć ogólnie i tak nie jest w moim typie (nie licząc cycków i tyłka). Poznaliśmy się w roku 2008 przez Internet i od tamtego czasu dosyć regularnie sobie rozmawialiśmy, o wszystkim, bez tajemnic, bez wstydu. Ona żaliła się na facetów, którzy ją wykorzystywali i porzucali, a ja żaliłem jej się ogólnie, na wszystko. Przede wszystkim podobało mi się w niej podejście do wszystkiego z dystansem i umiejętność patrzenia na swoje życie z przymrużeniem oka. Wirtualna znajomość ma swoje zalety, ale cieszę się, że od wczoraj jesteśmy przyjaciółmi także w realu i możemy od czasu do czasu się spotkać, idąc na piwo i do Mc Donalda. Do łóżka raczej nie będziemy chodzić, mimo tego, że Joanna jest nimfomanką i wszelkie rozkosze cielesne nie są jej obce. W zeszłym roku próbowałem ją wyswatać z kolegą z firmy i nawet umówili się oni na jedno, czy dwa spotkania, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, a kolega ma dziś inną dziewczynę, choć Joanna mu się spodobała. Joanna ma 28 lat i wie, że jest to odpowiedni czas na rozpoczęcie poważnego związku i urodzenie dziecka, ale nie ma szczęścia do mężczyzn i póki co jest w połowie zajęta, a w połowie wolna. Życzę jej, by w końcu znalazła mężczyznę, który naprawdę ją pokocha i będzie chciał z nią zostać na resztę życia. Ja do końca życia mogę być jej przyjacielem. Przyjaciółek mam coraz mniej, bo zniechęcam do siebie wszystkie kobiety, nawet te, które mnie kochają i lubią. ;) Najbardziej żałuję, że zniechęciłem do siebie wspaniałą Natalię z Truskawia. To jeden z największych błędów mojego życia. Szkoda, że nie moge cofnąć czasu. Już samo słuchanie jej głosu było niezapomnianym przeżyciem... Absolutnie głos-numer-jeden.

Z Joanną spotkaliśmy się po moim ostatnim dyżurze, na bliskim mojemu sercu Marymoncie, z którego przeszliśmy się najpierw do sklepu po piwo, a następnie na ławkę na Sadach Żoliborskich, które, jak wczoraj odkryłem, faktycznie są sadami. To taki park, w którym zamiast zwykłych drzew rosną drzewa owocowe i siedząc na ławce można oberwać w głowę spadającym jabłkiem. Przez wiele lat w pobliżu tego miejsca pracowała słynna Agnieszka z Truskawia, moja platoniczna miłość przez trzynascie lat. Dziś w jej dawnym kiosku ruchu pracuje już ktoś zupełnie inny, nie tak piękny jak ona. Ciekawe co się z nią dziś dzieje, czy jej małżeństwo ma się dobrze i czy urodziła już dziecko lub dzieci... W każdym razie z Sadów Żoliborskich poszliśmy do Arkadii, gdzie po raz pierwszy zajrzałem do tamtejszego Mc Donalda i Burger Kinga. Spod Arkadii udaliśmy się pieszo pod Dworzec Centralny, z którego autobusem dostaliśmy się na Dworzec Zachodni. Tam się pożegnaliśmy, a ja powróciłem do domu, rozpoczynając swój dwumiesięczny okres wolności.

Marzenka nie chce mnie ani trochę. Nie tylko nie chce być moją dziewczyną, ale skasowała mnie ze wszystkich miejsc, z których mogła skasować i nawet zabrania mi do siebie dzwonić. To smutne, że nie docenia przyjaźni, którą jej ofiaruję. Miłość miłością, ale przyjaźń powinna trwać zawsze... Pewnie nawet nie wie, że kocham ją coraz bardziej i naprawdę chciałbym do niej wrócić, nie psując już niczego. Tęsknię i żałuję, że nie spędzamy tego urlopu razem. :(

Muzycznie, poza cudownym singlem z trzeciej płyty Crystal Castles, zatytułowanym "Plague", uwielbiam polski zespół Kamp!, na którego koncercie była moja młodsza siostra, podczas Orange Warsaw Festival. Ja na koncerty ostatnio nie chodzę, ale Kamp! w słuchawkach dodaje mi pozytywnej energii.


"I caught your eyes
You've got me hypnotized
I'll take your hands
I'll get your heart
I'll get your eyes"

Kamp! "Breaking a ghost's heart"


2012.08.26 / Niedziela / 23:04 - Koniec kariery

Bez pracy, bez dziewczyny, bez perspektyw. Dzisiaj odbyłem ostatni dyżur w firmie na Białołęce i teraz czekają mnie jakieś dwa miesiące wolności. Jak dużo będę miał tej wolności, zależy tylko ode mnie. Niestety nie mam oszczędności przez co nie mogę do końca roku siedzieć w domu, na jesieni będę musiał pójść do pracy i oczywiście mam kilka pomysłów, w jakie miejsca się udać. Na razie będę się cieszył tym, że wreszcie mam czas, by przeczytać wszystkie zaległe książki, obejrzeć zaległe filmy, a nawet przejść zaległe gry. Przy okazji będę pomagał Mamie, choć trzeba przyznać, że niewiele mogę zrobić.

Na zdjęciu widać mnie na tle Dworca Zachodniego, na którym skończyło się moje przyjacielskie spotkanie z panną Joanną z Płońska, którą wreszcie poznałem osobiście, po czterech latach wirtualnej znajomości. Wybaczyłem jej to, że półtora roku temu nie wyszła po mnie, gdy pojechałem odwiedzić ją w Płońsku, przez co musiałem się samotnie tułać po tym smutnym pseudo-mieście. Wybaczyłem jej głównie dlatego, że kupiła mi piwo. Tania dziwka ze mnie... :P


2012.08.24 / Piątek / 21:38 - Marzenka mnie nie chce

To straszne, Marzenka naprawdę mnie nie chce! Podczas rozmowy telefonicznej uwiecznionej na powyższym zdjęciu wyjaśniła mi to po raz kolejny. Kobieta, która do niedawna gotowa była zrobić dla mnie wszystko, obecnie twierdzi, że ją skrzywdziłem, wykorzystałem i w ogóle nigdy jej nie kochałem. Do wykorzystania sam się przyznałem, choć wydaje mi się, że było to wykorzystanie nietypowe, bardzo uczuciowe. ;) Chciałem kochać się z dziewczyną, która mnie naprawdę kochała. Czy jest w tym coś złego?

Może Marzenka zmieni zdanie i jednak przyjedzie do mnie w poniedziałek, byśmy mogli być razem, jak za dawnych, dobrych czasów. ;) Wiem, że narozrabiałem, ale... Gdy ja byłem zakochany w jakichś dziewczynach, to wybaczałem im wszystko i nigdy nie przestawałem ich kochać. To wyjaśnia, dlaczego kocham je do dziś.

Marzenkę też kocham i przeżyłem z nią jedne z najlepszych chwil swojego życia. Nie mam tutaj wcale na myśli chwil spędzonych w łóżku, Podobno nigdy jej tego nie powiedziałem i podobno nigdy nie czuła się przeze mnie kochana, ale ja uważam, że wcale nie byłem taki zły. Jest mnóstwo facetów znacznie gorszych ode mnie.

Jest natomiast niewiele dziewczyn lepszych od Marzenki. W sumie nie znam ani jednej takiej, która byłaby lepsza. Znam piękniejsze, mające lepszy styl, bardziej dbające makijaż i ubiór, bardziej przebojowe, bardziej ogarnięte życiowo i zawodowo... Ale one nie są wcale lepsze. Z nimi nie byłoby tak fajnie jak z Marzenką.

To wszystko jest bardzo skomplikowane i ciężko to wszystko pojąć, niektórzy się w tym gubią, ale ja po prostu zaprzaszam Marzenkę do siebie i nadal chcę z nią być. To akurat jest bardzo proste, takie jakie lubię... Chcę ją mieć blisko.

Idę spać, bo przedostatni dyżur w firmie na Białołęce zaczynam o godzinie 7:00 rano.


2012.08.24 / Piątek / 21:16 - Brama na Hożej

Piątek miałem wolny, choć w sumie teraz wszystkie dni będę miał wolne... Wszystkie z wyjątkiem jutrzejszej soboty i po-jutrzejszej niedzieli. O godzinie 14:00 w niedzielę zakończę karierę w firmie, która kiedyś mieściła się w tym budynku widocznym w na zdjęciu w tle. To były przyjamne czasy, a na Białołęce, zgodnie z zapowiedzią, nie przetrwałem długo.

Pojechałem dzisiaj do Warszawy, załatwiłem sprawy w PZU związane z ubezpieczeniem Mamy, a następnie udałem się na Śródmieście, własnie w okolice starej siedziby firmy, by posiedzieć sobie na ławczce, powspominać, a przede wszystkim odebrać siostrę, która jak co tydzień przyjechała do nas z Puław.


2012.08.22 / Środa / 19:16 - Enough!

Miarka się przebrała! Dzisiaj rzuciłem pracę, wychodząc do domu w połowie dyżuru - chwalebnie, antykapitalistycznie, aczkolwiek stratnie finansowo. Zostawiam Białołękę, której nigdy nie polubiłem i wracam na swoje ukochane Śródmieście, at least. Po powrocie do domu ściąłem włosy, by silniej zaakcentować koniec jednego etapu i początek drugiego. Ostatnio włosy ściąłem właśnie przed zatrudnieniem się w tej firmie i rosły one wraz z moim stażem. Pierwszy operator na liście, ostatni pamiętający sam początek działalności firmy, właśnie zrezygnował. Ze starej ekipy została już tylko ładniutka Sylwia, bo Gosi, która przeszła na ciemną stronę mocy, nie liczę. Przede mną przynajmniej miesiąc wolności - na razie nie idę do żadnej pracy, robię sobie wolne, by cieszyć się porzuceniem firmy, która upadła na tyle nisko, by nie opłacało się w niej pracować. Jedyne co w tej firmie rośnie w górę to zarobki szefa i jego chciwość. Zadowolenie pracowników stale spada, a moje właśnie przekroczyło próg akceptacji.


"Uciekaj stąd, póki nie jest za późno
Uciekaj stąd
Daleko tak, jak będziesz mógł
Uciekaj stąd szybciej niż wiatr

Nie czekaj tu, aż znikniesz
Uciekaj stąd
Nie czekaj dnia, bo zabraknie sił
Uciekaj bo nadchodzi mgła

Nie czujesz, jak marzniesz
Uciekaj stąd
Codziennie jakiś zimny wzrok
Zabiją cię jak psa"

Post Regiment "Uciekaj"


2012.08.21 / Wtorek / 12:09 - Deszcz na Białołęce

Podczas nudnego dyżuru zrobiłem kolejne nudne zdjęcie... Ten srebrny samochód stojący na dole to Mazda kolegi Sebastiana, którą jeździ od czasu, gdy zrobił prawo jazdy i ją kupił. Mojego Fiata Punto nie widać, ponieważ mogę nim jeździć tylko po lesie, ale nawet gdy jakimś cudem zrobię prawo jazdy, nie będę nim przyjeżdżał do firmy, by nie tracić niepotrzebnie pieniędzy na paliwo. Ogólnie w ogóle nie chce mi się jeździć, tak samo jak nie chce mi się podchodzić do egzaminu. Samochód jest dla zdrowego człowieka narzędziem zbędnym i często także niebezpiecznym. Nie pociągają mnie zupełnie...

W domu trwa leczenie Mamy. Jest to leczenie hormonalne, polegające na tym, że Mama przyjmuje bardzo drogie tabletki, które są w znacznej mierze refundowane. Najwidoczniej mają one dosyć silny wpływ na psychikę Mamy, która ma obecnie huśtawkę nastrojów, bywa wredna i złośliwa, lub płacze z byle powodu, na przykład wtedy, gdy młodsza siostra musi jechać do Warszawy na kurs prawa jazdy, albo starsza musi wracać do Puław. Mama twierdzi, że czuje się jak w więzieniu i wariuje. Ogólnie jednak, na obecnym etapie, cały ten rak nie wygląda aż tak źle, jak możnaby było się spodziewać. Siostra przyjeżdża do nas co weekend i pewnie będzie tak przyjeżdżać już zawsze, póki Mama jest z nami. W domu zawsze musi ktoś być, nie można zostawić Mamy samej, po pierwsze dlatego, że mogłoby się coś stać, a po drugie dlatego, że Mama strasznie by wtedy histeryzowała i płakała. Szkoda, że tak potoczyło się życie naszej wesołej rodziny...

Moje zdrowie trochę się poprawiło. W pracy rozkładam sobie przed klawiaturą szalik, na którym trzymam dłonie w czasie pisania. Dzięki temu nadgarstki już mnie tak nie bolą, choć nadal nie jest z nimi dobrze. Najlepiej byłoby gdybym w ogóle przestał używać klawiatury, zrobił sobie kilkumiesięczną przerwę od pisania, odpoczął, ale nie jest to takie łatwe... Muszę zarabiać pieniądze, by dzięki nim poczuć się lepiej. Będę szczęśliwszy, gdy stan mojego konta wyniesie jakieś dziesięć tysięcy złotych. Skoro nie mam już dziewczyny, to chociaż będę miał pieniądze...

Chciałem w tej notce napisać także o zapowiadanym na przyszły rok problemie energetycznym, który ma się pojawić po wielkim wybuchu na Słońcu, do którego według naukowców zostało kilkanaście miesięcy. W Stanach Zjednoczonych przygotowują się na totalną awarię transformatorów, która ma być owym wybuchem spowodowana, choć ciężko powiedzieć co w tej sprawie robią. Podobno opracowują system wykrywania takiego zagrożenia, który wyłączy prąd automatycznie, zanim transformatory ulegną uszkodzeniu. W najgorszym przypadku na całej Ziemii może nie być prądu przez kilka tygodni lub nawet kilka miesięcy. Można sobie wyobrazić, co by się wtedy działo, jak odmieniłby się cały nasz świat, w którym nagle wszystko by stanęło. Ostatni taki wybuch na słońcu miał miejsce w roku 1850, a mniejszy kilka lat temu, po którym w dużej części Kanady i w części Stanów Zjednoczonych nie było prądu przez kilka dni. Czy to tylko ciekawy temat dla mediów, czy zbliżający się prawdziwy kataklizm, który odmieni nasze życie, okaże się w przyszłym roku. Cieszmy się tym, że na razie mamy prąd, na którym opiera się cała nasza cywilizacja ludzi słabych i bezradnych.


2012.08.19 / Niedziela / 17:47 - Szkoda, że nie mam dziewczyny

Jakoś tu ostatnio mało nóg było... Oczywiście nie wiem czy anonimowa właścicielka uwiecznionych przeze mnie nóg wyraża zgodę na publikację tego zdjęcia, o którym nie ma pojęcia, ale i tak je tutaj zamieszczam, jak wariat ubiegający się o tytuł zboczeńca. Może założę osobny blog z nogami?

Od pewnego czasu jestem samotnym człowiekiem, nie mam już dziewczyny w postaci Marzenki, ani żadnej innej. Zniechęciłem do siebie jedyną dziewczynę, która mnie kochała i sam do końca nie wiem jak to zrobiłem. Po prostu mówiłem co mi ślina na język przyniosła, pisałem rzeczy, które podobno były krzywdzące i spotkałem się z inną dziewczyną, którą uważam za piękną. To tyle. Marzenkę nadal chciałbym mieć, nadal darzę ją takim samym uczuciem, myślałem, że jednak coś z tego będzie, zamieszkamy razem, weźmiemy ślub, otoczymy się dziećmi i zbankrutujemy. Niestety, według Marzenki zrobiłem wystarczająco dużo złego i nie ma już powrotu do tego co było. Trudno, muszę się z tym pogodzić, choć i tak spróbuję jeszcze do niej pojechać do Radomia, w tym lub przyszłym tygodniu. Nie po to, by ją do czegokolwiek przekonywać, ale przede wszystkim dlatego, że się za nią stęskniłem. Smutno mi bez niej. Tworzyliśmy taki fajny związek... :(

W nocy miałem długi, erotyczny sen z wokalistką Die Antwoord, nietypową Yolande. Doprawdy szkoda, że budzik brutalnie zakończył mój piękny sen, bo byłem ciekaw co będzie dalej. A tak w ogóle to Die Antwoord jest jednak najlepszym współczesnym zespołem, zaraz obok Crystal Castles. Te dwa zespoły przywracają mi wiarę we współczesną muzykę.


2012.08.15 / Środa / 19:38 - Zaburzenia mięśniowo-szkieletowe

Wyszedłem z pracy już po dwóch godzinach, z powodu bóli w nadgarstkach, palcach i ogólnie w całych rękach. Supervisor mógł mnie wypuścić, bo z powodu święta był dzisiaj bardzo mały ruch. Szkoda, że do urlopu zostały mi jeszcze dwa tygodnie, które mimo wszystko muszę przepracować, choćby po to, by mieć pieniądze na leczenie swoich wyniszczonych rąk... Nie wiem czy zwalniać się z pracy, czy w jakiś sposób zadbać o siebie na urlopie. Może po prostu nie da się być operatorem sms tak intensywnie używającym klawiatury, przez więcej niż sześć, siedem lat? Zwłaszcza wtedy, gdy ma się pecha...

Dzisiaj przedłużyłem sobie umowę na Internet w iPlusie i od teraz będę płacił o 25 złotych na miesiąc mniej. Cztery lata temu płaciłem 110 złotych, dwa lata temu 75 złotych, a teraz już tylko 50 złotych. Miło, że coś na tym świecie potrafi tanieć... Żałuję, że nie kupiłem sobie kilku zewnętrznych i wewnętrznych dysków twardych w czasach, kiedy były tanie, czyli na początku zeszłego roku. Właśnie kończy mi się wolne miejsce na wszystkich dyskach...

Kładę się do łóżka, by wypoczywać... Jutro przede mną dziewięć godzin bólu, podobnie jak pojutrze... :/


2012.08.15 / Środa / 13:13 - Prosto z autobusu 708

Dzisiejszą notkę piszę w autobusie linii 708, którym jadę do pracy. Zabrałem ze sobą netbooka i modem, by móc szybko i sprawnie wrzucić na YouTube kolejny, zmontowany przez siebie teledysk. W swoim domu nie mogę wrzucać filmów na YouTube, ponieważ często tracę zasięg, a jeszcze częściej prędkość transferu sprada mi do standardu EDGE. Najnowszy teledysk nosi tytuł "Michał i Kasia 2011-2012" i jest upamiętnieniem mojej półtorarocznej przyjaźni z Kasią z firmy, przyjaźni zmieszanej z nieskrywanym podkochiwaniem się w tej najsympatyczniejszej operatorce sms, obecnie niestety już ex. Mam nadzieję, że jej mąż nie będzie miał nic przeciwko temu teledyskowi... Zapewniam go, że jego żona dochowuje mu wierności, przynajmniej wtedy, kiedy jest ze mną. Jako tło muzyczne użyłem utworu ś.p. Marcina Różyckiego pod tytułem "Kiedy cię nie ma". Niestety Marcina także już nie ma... Niech spoczywa w pokoju.

Wczoraj nasza rodzina wydała na naprawę samochodu ponad 350 złotych. Sąsiąd wykonał dla nas niezwykle ciężki kawał roboty, wchodził pod samochód, stukał, szarpał, wybijał, psuł sobie wiertła i narzędzia, a wszystko to trwało jakieś cztery godziny. Taki sąsiad to prawdziwy skarb, ale mam nadzieję, że samochód nie będzie się psuł co kilka tygodni, bo skończą się nie tylko nasze pieniądze, ale też cierpliwość szanownego sąsiada. Dobrze, że za wszystko płacił Tata, bo z moimi pieniędzmi w tym miesiącu bardzo krucho. Jeśli chodzi o samochód to ja osobiście jestem totalną niemotą i nie umiałbym nawet wymienić wycieraczki.

Pora kończyć notkę. Za chwilę wysiadam z autobusu i przesiadam się do drugiego, który zawiezie mnie na smutną Białołękę. Ach, gdyby tak Kasia nadal z nami pracowała, nie byłoby tak smutno...


2012.08.14 / Wtorek / 09:15 - In bed with Adrian Mole

Wtorek. Trzeci dzień wolności. Za oknem szaro, deszczowo i wietrznie, w łóżku ciepło i przyjemnie. W kościach i żyłach ból. Nie wiem jak będę pracował przez kilka najbliższych dni, bo ciężko mi cokolwiek robić, ale muszę jakoś wytrzymać do urlopu. Prośby o jak najkrótsze zmiany nie poskutkowały, dostałem dwa dziewięciogodzinne dyżury, a do tego z piątku na sobotę będę spał mniej więcej pięć godzin, ponieważ dyżur piątkowy kończy się zbyt późno, a sobotni zaczyna zbyt wcześnie... Wolałem gdy Sebastian układał grafik. Do urlopu zostały tylko dwa tygodnie, ale co to za urlop, który trwa raptem siedem dni? Potrzebuję przynajmniej miesiąca wypoczynku. Roku wypoczynku. Wieczności.

Miałem dzisiaj jechać do Warszawy, by załatwić sprawy związane z ubezpieczeniem Mamy oraz jej wózkiem inwalidzkim, ale jestem tak obolały, że zrobi to za mnie siostra lub Tata. Ja skupię się na leżeniu i wypoczywaniu, choć tak naprawdę ból wcale od tego nie ustępuje. Nie wiem co mi jest, ciocia stwierdziła, że mogę mieć boleriozę, inni zaś twierdzą, że mogę mieć anemię. Prawidłowej odpowiedzi udzieli mi lekarz, gdy wreszcie do niego pójdę. Póki co leżę i czytam drugą część Adriana Mole'a, tłumacząc nieznane mi słówka i zapisując je, zauważając przy tym jak duże postępy zrobiłem ostatnio w nauce języka angielskiego. Gdy przejdę na bezrobocie będę miał dużo czasu na naukę kolejnych tysięcy słówek... A na bezrobocie muszę przejść, jeśli chcę iść na badania, bo tylko jako bezrobotny dostanę państwowe ubezpieczenie. Niedawno skończyłem czytać bardzo przyjemną, drugą książkę Małgorzaty Musierowicz, czyli przeznaczoną raczej dla dzieci, ale jakże ciepłą i mądrą "Kłamczuchę", a jeszcze wcześniech "Pachnidło" Suskinda (zdecydowanie lepsze od filmu Toma Tykwera), oraz drugą część "Nauki Świata Dysku" Pratchetta i dwóch panów naukowców. Do tego wczoraj obejrzałem przeciętną "Symetrię" jakiegoś marnego polskiego reżysera i lepszy "Benny's Video" Michaela Haneke, niestety nie tak cudowny jak jego "Funny Games".

O godzinie 7:00 musiałem wstać, wyjść na dwór, wsiąść do samochodu i pojechać nim do sąsiada, u którego go zostawiłem. Sąsiad, który zajmuje się także wożeniem Mamy do Warszawy, jest specjalistą od napraw samochodów, a tak się składa, że od wczoraj mój Fiat Punto już wymaga naprawy. Coś się zepsuło w tłumiku lub rurze wydechowej, przez co silnik działa kilka razy głośniej, wydając z siebie niskie dźwięki, jak w Harleyu. Podobno samochód w takim stanie nie przejdzie badania technicznego. Co więcej, można dostać mandat, a samochód może być odholowany na policyjny parking, jako uciążliwy dla środowiska. Mam nadzieję, że coś będzie można z tym zrobić... Póki co samochód jeszcze nawet nie jest na mnie zarejestrowany, bo czekam aż poprzednia współwłaścicielka go wyrejestruje.

W Warszawie zawaliła się dziś budowa metra w okolicach pomnika Syrenki. Zamknięto Most Świętokrzyski i Wisłostradę. Będę się bał jeździć tą drugą linią na Pragę... Tylko patrzeć jak Wisła wleje się do tunelu. ;)

Marzenka jednak mnie nie chce. Mądra dziewczyna...


2012.08.13 / Poniedziałek / 14:40 - Pół roku z Marzenką

Dzisiaj mija dokładnie pół roku mojej realnej znajomości z Marzenką. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w Radomiu, 13 lutego, mniej więcej w dwa tygodnie po tym, gdy po raz pierwszy odezwałem się do Marzenki przez Internet. Już na tym pierwszym spotkaniu całowaliśmy się namiętnie, dzięki czemu mogę uznać, że właśnie wtedy rozpoczął się nasz związek. Miałem wczoraj pojechać do Radomia, by zawieźć Marzence prezenty i kupić wreszcie pierwszy bukiet kwiatów, będący w moim przypadku oznaką wielkiej miłości, ale nie zrobiłem tego, z powodu mojego bardzo marnego stanu zdrowia. Już w sobotę w pracy czułem się okropnie, bolały mnie nadgarstki i stopy, a także kolana, miednica, kręgosłup, obojczyki i kark. W dodatku dowiedziałem się o śmierci Marcina Różyckiego, co także dosyć negatywnie wpłynęło na mój stan zdrowia. W niedzielę po południu trochę mi to przeszło, ale jednak do Radomia nie byłem w stanie jechać. Zamiast tego zasiadłem wieczorem do komputera i zająłem się czymś co bardzo lubię robić, czyli montażem kolejnego, czwartego już, tak zwanego teledysku. Do "Michał i Dorota 2009, "Michał i Ewa 2009" oraz "Michał i Kasia 2011" dołączył wczoraj "Michał i Marzenka 2012", w którym tło muzyczne stanowi jeden z ulubionych utworów Marzenki "Sail away" zespołu Madrugada. Ciężko zmontować coś sensownego mając tak niewielką ilość materiału filmowego, który w dodatku nie jest w żaden sposób dopasowany nastrojem do muzyki, ale mimo tego prymitywne składanie wszystkich tych scenek dało mi dużo przyjemności i sprawiło, że przypomniałem sobie jak wiele dobrych i ciekawych chwil przeżyłem z Marzenkę przez te sześć miesięcy. Bardzo jej za to wszystko dziękuję. Nie zawiodłem się na niej ani razu, lecz sam zawiodłem ją wielokrotnie, bo jestem dosyć okropny. Może będę lepszy przez kolejne sześć miesięcy? Według mnie związek trwa nadal, według Marzenki już się zakończył. Wybaczy mi ponownie?


2012.08.11 / Sobota / 17:04 - Marcin Różycki nie żyje

Marcin Różycki

1976 - 2012

Pod koniec czerwca byliśmy z siostrą na Jego przedostatnim koncercie.

Na początku lipca ożenił się z miłością swojego życia.

Dzisiaj przegrał walke z rakiem.

Wraz z siostrą dziękujemy mu za wszystkie piękne chwile w Lublinie i Warszawie.


2012.08.09 / Czwartek / 21:59 - Mama w szpitalu onkologicznym

Na początku naszego spotkania Mama była bardzo zdołowana psychicznie, po informacji o konieczności poruszania się na wózku inwalidzkim, ale z czasem rozpogodziła się na tyle, na ile możliwe jest rozpogodzenie się człowieka wyniszczonego przez raka... Młodsza siostra wyszła ze szpitala wcześniej, aby zdążyć na wykłady z teorii prawa jazdy, na które zapisała się wczoraj, w tej samej szkole, w której ja się uczyłem. Ze starszą siostrą udałem się do centrum, do Mc Donalda, w którym kupiłem dwa cheeseburgery, i do Harendy, w której wypiliśmy piwo. W powietrzu czuć już moją ulubioną porę roku - jesień.


2012.08.09 / Czwartek / 21:58 - Mama i młodsza siostra

Ludzie stają się dla siebie lepsi, gdy pojawiają się prawdziwe problemy, pod warunkiem, że naprawdę się kochają... Na przykładzie pań leżących w pokoju razem z Mamą można dostrzec jak ważne jest to, by kogoś mieć na starość, a raczej, by kogoś mieć w ogóle... Męża, partnera, dzieci, rodzinę... Najgorzej jest zostać samemu.


2012.08.09 / Czwartek / 21:56 - Widok na Ursynów z okna szpitala

Z okna pokoju, w którym leży Mama, rozpościera się widok na moje ukochane Ursynów. Patrząc na lewo widać firmę i osiedle dziewczyny, do której w zeszłym roku tak często przyjeżdżałem. Z tarasu po drugiej stronie szpitala widać zaś Arenę Ursynów, gdzie w roku 2008 byłem na koncercie Róisin Murphy. Od teraz do Ursynowa mogę dopisać jeszcze jedno wspomnienie, niezbyt przyjemne, choć zarazem nie tak złe jakiego możnaby się spodziewać.


2012.08.09 / Czwartek / 21:55 - Bożenna Górka

Mama chudnie, ale przynajmniej jeszcze nie straciła włosów po chemioterapii, której jeszcze nie zastosowano, i której być może się nie zastosuje. Pozostałe panie, który były w pokoju razem z Mamą, przypominały z wyglądu chorego Jerzego Stuhra. Ze wszystkich tych pań Mama ma największy problem, ponieważ nie jest w stanie się swobodnie poruszać i wczoraj lekarze powiedzieli, że powinna używać wózka inwalidzkiego, by nie nadwyrężać połamanej miednicy.


2012.08.09 / Czwartek / 21:54 - Z powrotem na Ursynowie

W okolicach Metra Stokłosy... Pojechaliśmy dzisiaj z siostrami na Ursynów, do Centrum Onkologii, w którym od wczoraj znajduje się Mama. Ogólnie nie było tak źle jak się spodziewałem. Na miejscu wyczułem dużo pozytywnej energi...


2012.08.08 / Środa / 01:17 - Zajście w Tesco

Po pożegnaniu się z rodzicami wypiłem resztkę wódki, która została mi po wczorajszym dniu, wsiadłem do metra i pojechałem na sam koniec trasy, czyli na Kabaty. Znajduje się tam Tesco, które było celem mojej spontanicznej podróży. Postanowiłem kupić sobie skarpetki, których zakup planowałem od kilku lat, a udałem się po nie na sam koniec Ursynowa tylko dlatego, że właśnie tam można było w tym dniu zobaczyć dziewczynę, z którą wczoraj byłem na Mokrych Łąkach. Chciałem na nią tylko popatrzeć, uśmiechnąć się, powiedzieć cześć i pójść w swoją stronę, myślałem, że będzie jej miło gdy pomyśli, że tylko w tym celu przejechałem przez całą stolicę. Niestety pomyliłem się, zostałem przywitany w sposób, którego na pewno nie można nazwać miłym, a następnie bardzo szybko pożegnany zapewnieniem, że nie chce mnie już nigdy widzieć. Pomyślałem - trudno, tak to bywa z nastolatkami, po czym zająłem się poszukiwaniem odpowiednich skarpetek. Gdy przeszukiwałem półki, podszedł do mnie pan ochroniarz, który powiedział, że skarżyła się na mnie pewna pracownica Tesco i mam jej już więcej nie zaczepiać. Wyjaśniłem mu, że jest ona z mojej miejscowości, że jestem w niej zakochany od trzech lat, zapytałem, czy według niego też jest piękna i przekonałem go, że jestem niewinny. Uśmiechnął się, zrozumiał mój problem, potwierdził jej urodę i powiedział, że takie sprawy powinienem załatwiać poza Tesco, a nastepnie wyjaśnił, że muszę opuścić sklep i mam się w nim więcej nie pojawiać, bo będziemy inaczej rozmawiać. :) W sumie było to całkiem zabawne zajście i przypominało mi nieco serial "Peep show", a ja ponownie poczułem się jak jego główny bohater - Mark. :) Przyjemnie jest być wariatem, zwłaszcza gdy jest się nim z miłości... Szkoda tylko, że zostałem tak odebrany przez swoją ukochaną, a zarazem niedoszłą przyjaciółkę. Nie chciałem przecież zrobić niczego złego... Gdyby była taka możliwość, dałbym jej kwiatka...

Wczorajsza notka opisująca mój pobyt na Mokrych Łąkach była pisana pod wpływem alkoholu zmieszanego z miłością. Na trzeźwo zrozumiałem, że zmarnowałem swoją szansę na to, by zostać prawdziwym przyjacielem tej dziewczyny. Trzydziestoletnim przyjacielem dziewiętnastoletniej piękności. Wszystko szło dobrze, rozmawiało się bardzo przyjemnie i naprawdę wierzyłem, że jestem w stanie być tylko przyjacielem, ale mój piękny i grzeczny plan zaczał się sypać, gdy zauważyłem, że nie jestem w stanie wyłącznie rozmawiać, wabiony widokiem zgrabnych nóg i pięknie wyeksponowanego, młodego ciała. W końcu niepotrzebnie przekroczyłem pewną granicę i tym sposobem wszystko się skończyło, szansa na przyjaźń została przekreślona, moja rozmówczyni uciekła do domu, a ja nie mogłem jej nawet odprowadzić, bo zagroziła, że jeśli to zrobię to już nigdy się ze mną nie spotka. Szkoda, mogłem tego wszystkiego nie robić, mogłem z nią po prostu rozmawiać, bo mówi ciekawie, a głos ma tak piękny, że równie pięknego nie słyszałem przez całe swoje życie.

Trudno. Najwidoczniej przyjaźń między mężczyzną i kobietą nie jest możliwa, gdy serce przepełnione jest miłością. Szkoda, naprawdę szkoda, ale z drugiej strony... Postawiłem wszystko na jedną kartę i... Przegrałem. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że przez cały czas byłem szczery i nie stosowałem żadnych sztuczek, które tak często stosują mężczyźni pragnący zdobyć kobietę. Najwidoczniej jednak te głupie i kłamliwe sztuczki są skuteczniejsze od zwykłej szczerości.

Tam nad wodą, a nastepnie w Tesco, zakończyła się ta trzyletnia historia, oparta na fascynacji tak silnej, jaka trafia się zaledwie kilka razy w życiu człowieka, o ile ma on takie szczęście. Prawdopodobnie ostatnia licealistka znikła z mojego życia, co tak naprawdę jest bardzo dołujące, i co zbliża mnie o kolejny krok do nieuniknionej śmierci. Mogłem zostać nauczycielem - stale miałbym kontakt z licealistkami lub gimnazjalistkami - byłoby cudownie. ;)

Na szczęście moja Marzenka nadal ze mną rozmawia i nadal jest do mnie nastawiona w sposób zadziwiająco pozytywny. Co prawda nie odbierała ode mnie telefonu przez większość dnia, ale w końcu udało mi się ją przekonać i ponownie usłyszałem jej głos, także bardzo ładny. Jestem w stanie uwierzyć w to, że wybaczy mi moje wybryki i przyjmie mnie, mężczyznę marnotrawnego, do swojego serca i życia. Doceniłem ją na nowo, a może dopiero teraz doceniłem ją po raz pierwszy. Zrozumiałem jak wiele mi daje, jak wiele ma zalet i jak bardzo mnie kocha. Właśnie takiej dziewczyny mi potrzeba, właśnie taką dziewczynę mogę prawdziwie pokochać. Pozostaje mi tylko kupić wielki bukiet i pojechać do Radomia, tym razem nie do Tesco, a do Reala. :) Może tym razem pan ochroniarz nie będzie mnie wyganiał. Może Marzenka osobiście mnie pobije. ;) Marzenka ślicznie się denerwuje, robi to z wielką klasą.

Wiem, że jestem pojebanym psychopatą i robię rzeczy, które są nieco porypane, ale przynajmniej jest ciekawie, jest zabawnie, coś się dzieje, a ja jestem nadal pełen życia. Przy tym wszystkim jestem szczery i nie robię niczego tak naprawdę złego. Na przykład nigdy bym nie zdradził. Robię głupoty i blog jest przez to ciekawszy, życie jest ciekawsze, choć tak naprawdę żyję bardzo spokojnie. Ważne żeby iść, nieważne jak głupim krokiem. ;) Możecie mnie krytykować - ja to uwielbiam, gdy miotacie się, nie rozumiejąc niczego.


2012.08.08 / Środa / 00:53 - Jedenaście lat różnicy wieku

Tata i Mama, pod ośrodkiem zdrowia na warszawskim Żoliborzu, a w tle nasz samochód, którym w to miejsce przywiózł nas nasz sąsiad. Tata nie prowadził samochodu przez niemal piętnaście lat, ale obecnie czeka już na odnowione prawo jazdy, które umożliwi mu śmiaganie moim autkiem. Ja na praktyczny egzamin prawa jazdy nadal się nie zapisałem i nie wiem jeszcze kiedy to zrobię...

Uwieczniłem rodziców, między którymi jest niemal jedenaście lat różnicy wieku, czego obecnie w ogóle nie widać, a następnie poszedłem kupić sobie bilet miesięczny i wyruszyłem w kierunku Ursynowa. Mama miała dzisiaj ostatnie badania przed jutrzejszym, a raczej dzisiejszym, pierwszym dniem stosowania chemii. Kto by pomyślał, że do czegoś takiego dojdzie...


2012.08.06 / Poniedziałek / 19:44 - Jeden z najpiękniejszych dni

To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. O godzinie 16:00 spotkałem się w Truskawiu, na tak zwanych Mokrych Łąkach, z dziewczyną, którą trzy lata temu pokochałem od pierwszego wejrzenia. Dzisiaj przekonałem się tylko jak bardzo jest wspaniała, że jest nie tylko piękna, ale i wyjątkowa... Przypomniałem sobie jak to jest być przy kimś, w kim się jest naprawdę zakochanym, kogo wielbi się za to jak wygląda, jak się zachowuje i co mówi... Wszystko inne wydaje się nie mieć sensu.

Ciężko jest żyć bez miłości, tej prawdziwej, która sprawia, że człowiek jest zupełnie bezbronny i całkowicie traci nad sobą panowanie, albo jest gotów zrobić wszystko dla ukochanej osoby. Tylko taka miłość ma znaczenie, a trafia się tak rzadko... Jeśli chodzi o jej odwzajemnienie, to chyba jest ono prawie zupełnie niemożliwe. Trudne to wszystko i smutne, ale... To były naprawdę przepiękne trzy godziny. A Ona... Ona jest cudowna... Mądrze i ciekawie mówi, jest życiowo ogarnięta, świetnie się ubiera, ma obłędnie zgrabne ciało i śliczną trwarz. Szkoda, że tak niewiele jest takich dziewczyn. Szkoda, że w ogóle takich nie ma...

Móc patrzeć w te oczy przez resztę życia... Móc przy Niej zasypiać i budzić się... Móc słuchać Jej głosu... Móc poznawać Jej mysli... Bezcenne.


2012.08.06 / Poniedziałek / 15:03 - Poszukiwania

Poszukiwania zakończone? :) Przynajmniej jeśli chodzi o poszukiwania takiej, która mnie naprawdę pokochała...


2012.08.05 / Niedziela / 21:32 - Ulica Pomorska

Ostatnio bawię się w poznawanie Białołęki, która miejscami jest naprawdę interesująca. Jest na niej kilka takich uliczek, przy których naprawdę chciałbym zamieszkać. Do pracy lubię sobie chodzić ulicą widoczną na powyższym zdjęciu, czyli Pomorską, biegnącą przez las całkiem podobny do naszej Puszczy Kampinoskiej. Dziki w okolicy naszej firmy panoszą się tak bardzo, że kilka dni temu kolega, nowy chłopak podobającej mi się Sylwii (tej wyższej), musiał mnie odwozić swoim samochodem na przystanek, bym uniknął śmierci. Ze dwa tygodnie wcześniej jedna koleżanka ze strachu wspięła się na słup i zadzwoniła z niego do firmy, by po nią przyjechać, bo boi się dzików. Dzicz totalna. Zimą także będzie ciekawie. Dobrze, że nie ma wilków i niedźwiedzi.

W życiu uczuciowym wszystko mi się pokomplikowało. Marzenka nie chce mnie przyjąć do swojego serca, bo twierdzi, że jej nie kocham. Nie rozumiem co ją skłoniło do takiego czarnowidztwa. ;) Odmawia, gdy zapraszam ją do Krakowa, oraz na tydzień urlopu do Warszawy i Truskawia, choć jest oczywiste, że chciałaby bardzo bym już teraz odwieził ją w Radomiu i przytulił, pocałował, przeprosił i wręczył kwiaty. :) Szczerze wyznał miłość.

Zarazem gdzieś wokół mnie krażą inne, młodsze i piękniejsze, choć nie kochające mnie, alternatywne dziewczyny, alternatywne drogi życia... Może któraś z nich jest naprawdę dobre? Przydałoby się wypróbować każdą. Dochodzę przy tym wszystkim do jednego tylko wniosku - szkoda, że nie można mieć kilku dziewczyn naraz. Powinno być tak, że jest sobie jeden mężczyzna, jeden mąż, który ma kilka lub nawet kilkanaście żon. Jest im wszystkim wierny, dba o nie i kocha wszystkie tak samo, choć każdą za co innego. :> Oczywiście one wszystkie nie mogą mieć innych mężczyzn, muszą być wierne swojemu jedynemu. :P Zdrady już nigdy nie zniosę i nie wybaczę. Raz wystarczył.

Klasyczny układ z jedną żoną i jednym mężem też jest bardzo dobry, w zasadzie idealny, pod warunkiem, że mąż kocha żonę ponad wszystkie inne kobiety, tak samo jak ona jego ponad wszystkich mężczyzn. Tylko czy takie cudowne związki i takie odwzajemnione miłości w ogóle istnieją? Zdaje się, że tak, ale są bardzo rzadkie...

Tymczasem pozostały trzy dni do leczenia Mamy chemią, o ile to prymitywne zatruwanie organizmu w ogóle można nazwać leczeniem. W środę Mama jedzie rano na Ursynów, do szpitala znajdującego się w mojej ukochanej okolicy, by zostać w nim przez kolejne dni. Po powrocie może już być poważnie zmieniona... Nie wiem zupełnie czego się spodziewać. Najprawdopodobniej w czwartek sam się tam wybiorę. Póki co jedynie jako odwiedzający...


2012.08.04 / Sobota / 22:58 - Cudownie, że mam dziewczynę

No dobrze, pierdoliłem głupoty. :P Kocham swoją Marzenkę i nie chcę żadnej innej. Marzenko, wybacz i idź ze mną przez życie już zawsze. <3 :D :*


2012.08.01 / Środa / 00:55 - Szkoda, że mam dziewczynę

Sylwia. Czego chcieć więcej? :) Skończyliśmy dyżury o tej samej godzinie, więc mogłem podrzucić Sylwię na przystanek swoim zacnym pojazdem, a przy okazji zrobić jej zdjęcie, bo ostatnio podoba mi się coraz bardziej. Pisząc o swoim pojeździe mam na myśli rower, który jak najbardziej nadaje się do transportowania dziewczyn, pod warunkiem, że są odpowiednio lekkie i nie jest ich więcej niż jedna. ;) Niebawem będę mógł wozić laski swoim samochodem! :P Po cztery naraz! :D

Wracając później rowerem do domu rozmawiałem przez niemal półtorej godziny z Marzenką, coraz bardziej zazdrosną i coraz bardziej zdenerwowaną, a może też znudzoną moimi opowieściami o atrakcyjności innych dziewczyn :P Cud, że Marzenka jeszcze mnie nie rzuciła... Widocznie jest naprawdę zakochana! :)

Mam nadzieję, że naprawdę przyjedzie na cały mój trzeci urlop do Truskawia i do Warszawy. Dawno jej tu nie było, a lubię, gdy mnie odwiedza. W ogóle Marzenkę bardzo... Lubię. ;) No dobra, niech będzie, że kocham. :P Choć w przypadku Marzenki moje "kocham" będzie zawsze troszeczkę na wyrost, tak dla dobra ludzkości... A w stwierdzeniu, że Marzenka jest piękna, padającym z moich ust, zawsze będzie można wychwycić brak wiary we własne słowa, choć w sumie pod odpowiednim kątem i przy odpowiednim świetle... ;)

A przecież były czasy, gdy "kocham cię" i "jesteś piękna" mówiłem z całkowitym przekonaniem i pewnością, tak jak powinno się to mówić. Smutne, że mówiłem to dziewczynom, które same nigdy by mi czegoś podobnego szczerze nie powiedziały... Taki już jest ten świat i takie są relacje damsko-męskie.