2012.09.29 / Sobota / 20:39 - W puszczy z kolegą spotkanie

Dzisiaj były moje imieniny. Trzydzieste. Jestem stary, coraz brzydszy, coraz bardziej łysy, coraz bardziej siwy i coraz bardziej pusty. Odczuwam w sobie pustkę, która powiększa się od pewnego czasu, prawdopodobnie od czasu, gdy Marzenka mnie porzuciła i dodatkowo zmieszała z błotem. Słusznie, należało mi się i nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to poczucie pustki, które pojawiło się także po porzuceniu przeze mnie pracy. Praca była coraz głupsza i coraz bardziej mnie wykańczała, ale współpracownicy byli całkiem fajni, a ja zarabiałem w niej to czego tak bardzo potrzebuję i co tak bardzo kocham - pieniądze, zwiększające moje poczucie wartości. Teraz tego poczucia wartości jest coraz mniej, tak samo jak pieniędzy na moim koncie bankowym. Pustka pojawiła się także wtedy, gdy Mama dowiedziała się, że ma raka. Rodzina zaczęła się wtedy wzmacniać i zarazem rozpadać. Przede wszystkim rozpadać. Przeszłość zaczęła odchodzić do prawdziwej przeszłości, do której już nie można sięgnąć. Wcześniej przeszłość była tak naprawdę teraźniejszością, cały czas się w niej znajdowaliśmy, przez wiele lat nic się nie zmieniało na gorsze. Pustka zaczęła się też pojawiać, gdy po wróceniu z gór moje zdrowie pogorszyło się na tyle, bym zrozumiał, że już nigdy w nie nie wrócę, że jestem tak słaby jak to zapowiadano w moim dzieciństwie. Czasami trzeba ze smutkiem zrezygnować z tego, czego przez trzydzieści lat w ogóle się nie znało, a co pokochało się w jednej chwili i czego nie chciało się już wypuścić z rąk. Pustka pojawiła się także wtedy, gdy moje marzenie, najpiękniejsza dziewczyna z Truskawia, ostatnia, która tak mnie fascynowała, która przez ostatnie trzy lata kojarzyła mi się ze słowem "może", zaczęła mi się kojarzyć ze słowem "nie". Coraz większa ilość dziewczyn kojarzy mi się ze słowem nie, nawet te, które dotychczas kojarzyły mi się ze słowem "tak". Pustka najwidoczniej będzie się powiększać, wszystko to co złe będzie narastać, a to co dobre zanikać. Niedawno byłem młodym człowiekiem zaczynającym swoją pierwszą pracę, mającym szansę na każdą, w której potrzebują młodych ludzi. Niebawem będę należał do grona ludzi starych, których w pracy już nikt nie potrzebuje. Dzisiejszy wpis jest chaotyczny, bo siadając do pisania bloga, coraz częściej odczuwam pustkę w swoim umyśle. Wiedza, której nie zdobyłem, mądrość, która się we mnie nie wykształciła, rozsądek, który gdzieś zgubiłem... Jest coraz gorzej. Piękne zasady, romantyczne i szlachetne, którymi kierowałem się do niedawna w relacjach damsko-męskich, przepadły, zaginęły gdzieś między jedną dziewczyną wypinającą przede mną swój zgrabny tyłek i drugą. Gdy pojawiła się trzecia, która takich zasad ode mnie potrzebowała, i która na nie zasługiwała, zastała już tylko zgliszcza dawnego Pana Michała. Człowieka, który z człowieka zmienił się w mężczyznę i przestał szanować kobiety. Napisałem już tyle zdań bełkotu i nie zacząłem nawet opisywać tego co najważniejsze, czyli spotkania z kolegą, którego znam od ponad dziesięciu lat, i który przez sześć lat był w związku z dziewczyną, która mi osobiście także zawsze się bardzo podobała. Szkoda, że kolega nie chciał mi skopiować katalogu X, zawierającego jej najciekawsze zdjęcia. Nasze spotkanie można podsumować w prosty sposób - kobiety są złe. Czasem to potwierdzam, czasem temu zaprzeczam, zależnie od tego, o której kobiecie myślę. O Marzence na przykład nie dałoby się powiedzieć, że jest zła i myślę, że była ona ideałem pod wieloma względami. Mogłaby stanowić wzór do naśladowania dla wielu kobiet, które chcą być naprawdę porządne. Niestety nie była moim ideałem pod względem urody i przez to nie traktowałem jej poważnie, a może po prostu nie była odpowiednio zła. Zło kobiet zaczęło mnie jednak już męczyć. Na tym świecie jest tyle puszczalstwa, tyle bezmyślnego podejścia do miłości, tyle myślenia cipą i fiutem, że czasami chce mi się wycofać z tego wszystkiego, uciec, uznać, że to nie jest moja rzeczywistość, odrzucić wszelkie uczucia na zawsze. Od czasu do czasu poznaję jednak taką dziewczynę jak Marzenka, lub Edyta, albo takiego faceta jak Jacek i osoby te przywracają moją wiarę w serce człowieka. Wystarczy znaleźć taką dziewczynę, która połączy te szlachetne i niezwykle wartościowe cechy z piękną buzią. Tak piękną jak moja. Dodatkowo fajnie byłoby gdyby miała piersi, tak fajne, jak moja klata. Obejrzałem wszystkie odcinki "Cudownych lat", po raz piewszy w życiu. Zacząłem ponad dwadzieścia lat temu - skończyłem teraz. Do niedawna byłem człowiekiem, który tego wspaniałego serialu nie skonsumował w całości. Po obejrzeniu go od A do Z potwierdziłem, że jest on najlepszym serialem jaki kiedykolwiek powstał, ale zarazem odczułem pustkę, bo nie będę mógł go obejrzeć ponownie po raz pierwszy. Wszystko przemija, all you need is love, życie jest piękne, bełkot jest całkiem przyjemny... W listopadzie premiera trzeciej płyty kochanego przeze mnie zespołu Crystal Castles. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę i usłyszę Alice Glass na żywo! Póki co utwór "Plague" jest najlepszym utworem tego roku, obok całej płyty Lany Del Rey, która zawsze będzie mi się kojarzyć z nagą Marzenką w moich ramionach i nocą, podczas której się po raz pierwszy kochaliśmy... Wtedy po raz pierwszy w życiu czułem, że jestem z kobietą, która mnie naprawdę kocha. Smutne jest to, że coś takiego może się już nigdy nie powtórzyć. W listopadzie w Stodole koncert Beach House. Poszedłbym na niego, gdybym zarabiał pieniądze... Najchętniej z dziewczyną.


"I need you pure I need you clean
Don't try to enlighten me
Power to misconstrue
What have they done to you

Infants in infantry
Rewrite their history
Uproot their colony
You're ripe for harvesting

Virgin cells to penetrate
Too premature to permeate
They can't elucidate
Never thought I was the enemy

I am the plague
I am the plague"

Crystal Castles "Plague"


2012.09.27 / Czwartek / 11:57 - Prawie zdałem!

Pięknie, 90% manewrów na mieście wykonałem poprawnie. Jeździłem przez pół godziny i wszystko szło dobrze do czasu, gdy zjawiłem się na morderczym skrzyżowaniu Bronieskiego z Trasą Toruńską. Wszędzie tam jest jezdnia trzypasmowa, jednokierunkowa, to taki duży kwadrat, który objeżdża się dookoła, a przez jego środek biegną tory tramwajowe. Fajny, młody egzaminator, który mi się dzisiaj trafił, kazał mi tam zawrócić i w sumie nie jest to trudne do wykonania, ale ja straciłem głowę i po pierwszym skręceniu w lewo zająłem niewłaściwy pas. Powinienem był się trzymać lewego pasa, a tymczasem nie wiadomo po co zjechałem na prawy, by następnie z niego próbować skręcać w lewo. Gdybym wtedy powiedział, że źle wykonałem manewr i będę do niego podchodził jeszcze raz, to nie byłoby problemu, ale ja po prostu próbowałem skęcić w lewo z niewłaściwego pasa, zajeżdżając w ten sposób drogę samochodom jadącym za mną. Tym sposobem doprowadziłem do zagrożenia w ruchu drogowym i egzamin został przerwany. Ech, głupota i brak koncentracji. Następnym razem będę pamiętał jak radzić sobie z tym skrzyżowaniem.

Parkowanie prostopadłe, hamowanie w wyznaczonym miejscu, wszelkie skrzyżowania, ścieżki rowerowe i przejścia dla pieszych, wszystko to wykonywałem prawidłowo, jedynie kilka razy przekroczyłem nieco prędkość, co jednak nie miałoby wpływu na wynik końcowy. Pomyliłem się także przy zawracaniu, gdy nie włączyłem prawego kierunkowskazu podczas skręcania tyłem. Ten manewr miałem powtarzać, gdyby udało mi się wytrwać do końca, ale już nie miałem okazji...

To był piękny, słoneczny dzień, niewiele osób zdawało o tej godzinie, więc nie musiałem długo czekać. Łuk i górka poszły mi dobrze, bez żadnych problemów, choć początkowo ze strachu strasznie trzęsła mi się lewa noga i zaschło mi w gardle. Sama jazda po mieście była przyjemna i spokojna, jeździliśmy głównie po wąskich uliczkach Bemowa, które bardzo lubię, a ponieważ mam teraz całkiem dobre wyczucie sprzęgła, to nie stresuję się tak jak dawniej, że zgaśnie mi silnik. Mogłoby być rewelacyjnie, gdyby nie ten jeden, głupi, ale zarazem poważny błąd. Kolejny egzamin mam wyznaczony na poniedziałek, 15 października, ponownie o godzinie 8:00, która zdecydowanie mi odpowiada. Jeśli za trzecim razem się nie uda, będę musiał wrócić na jazdy doszkalające, które kosztują na tyle dużo, by nie było mnie na nie stać jako człowieka bezrobotnego. Po dzisiejszym dniu jestem jednak pozytywnej myśli, bo wiem już, że egzamin praktyczny to nic trudnego. Nie dziwię się, że niektórzy zdają za pierwszym razem. Było o wiele łatwiej niż sądziłem i do kolejnego egzaminu podejdę już z przyjemnością.


2012.09.26 / Środa / 14:25 - Jutro egzamin!

Powyższe zdjęcie powinno się wydawać znajome każdej osobie, która uczyła się teorii na egzamin prawa jazdy. Zdjęcia, które znajdują się w oficjalnym systemie, we wszystkich polskich WORDach, robiono w dużej mierze w naszym Izabelinie i okolicach. Akurat na tym zrobionym w miejscu widocznym powyżej widać było wchodzącą na przejście kobietę z wózkiem i dzieckiem, a poniżej znajdowało się pytanie - co zrobisz w takiej sytuacji? Zahamujesz, dodasz gazu...? Podobno od nowego roku zdawanie teorii ma ulec wielkiej zmianie i wszyscy twierdzą, że będzie trudniej. Zdjęcia też się zmienią, a raczej nie będzie ich już w ogóle...

Teorię zdałem już dwa razy, jutro natomiast będę miał po raz drugi w życiu egzamin praktyczny, który być może pójdzie mi lepiej niż pierwszy. Wtedy spartoliłem już podczas cofania na łuku, tym razem zapewne nie podjadę pod górkę, choć ćwiczyłem ten manewr setkę razy, własnym samochodem, w pobliskiej miejsowości i prawie zawsze wychodził mi dobrze. Jedno jest pewne - pogoda jutro dopisze. Dzisiaj była przepiękna.

Pojechałem samochodem do Izabelina, by wstąpić na pocztę, a następnie do Zaborowa, by odwiedzić tamtejszy kościół. Może Bóg pokieruje jutro samochodem egzaminacyjnym i uśpi czujność egzaminatora? ;)


2012.09.21 / Piątek / 22:30 - Warszawa Bielany

Bielany, które lubię prawie tak samo jak Żoliborz, i które są mi równie bliskie. Na zdjęciu udząd dzielnicy, wybudowany kilka lat temu. Pod nim niewidoczny zbyt dobrze na tym zdjęciu, słynny stojak na rowery, który kosztował 30 tysięcy złotych, a który jest najbardziej niepraktycznym stojakiem rowerowym jaki miałem okazję w życiu oglądać.

Okolice miejsca widocznego na zdjęciu darzę sentymentem choćby dlatego, że własnie tutaj wysiada z autobusu i idzie do swojego liceum najpiękniejsza mieszkanka Truskawia, która z powodu mojej głupoty nie została moją przyjaciółką. Czy pisałem już jak bardzo tego żałuję? Mam nadzieję, że nie każe mi spierdalać, gdy natknę się na nią w autobusie, co jest nieuniknione... Opcja ze zwykłym milczeniem będzie całkiem przyjemna. Jak za dawnych lat.

W każdym razie, jeśli ponownie wkracam na swój ulubiony temat, czyli temat kobiet, to na dzień dzisiejszy nie ma w moim życiu Marzenki, która zieje do mnie nienawiścią, a którą ja bym bardzo chętnie przyjął jako swoją partnerkę, bardzo chętnie zapłodnił jako odpowiednią kandydatkę na matkę mojego dziecka, a następnie poślubił. ;) Nie ma też pięknej Kasi, która nadal pnie się w górę, żyjąc za granicą, w wyniku przedłużenia stażu o trzy miesiące. Tak wiele wydarzyło się w moim życiu, odkąd wyjechała... O Dorocie, która żyje w Rzeszowie, i która wygląda ślicznie niezależnie od tego ile kilogramów jej przybywa, nie będę nawet wspominał.

Na Sympatii poznałem przy tym podejściu kilka dziewczyn, które zechciały ze mną poważniej porozmawiać, konkretnie trzy, spośród których dziewiętnastoletnia Lucynka z Lubartowa pod Lublinem już zdążyła mi się znudzić, ładna i intrygująca Dorota (nieco w stylu Kasi z Ursynowa) jest zbyt zapracowana, bym w ogóle miał szansę się z nią spotkać, a Marysia spod Warszawy... No właśnie, Marysia napisała mi, że jestem przystojny i chce się ze mną spotkać. Jest bardzo niską brunetką, dokładnie tak niską jak Marzenka, jest sympatyczna, miła, ciepła i zgrabna. Projektuje i szyje ubrania, w których następnie sama chodzi, ma 23 lata i ukończyła kulturoznawstwo. Chętnie się z nią spotkam za tydzień lub dwa, bo obecnie samotność zaczyna mi już poważnie doskwierać. Może w tym przypadku nie zakończy się na tak często przeze mnie słyszanym "spierdalaj"?

A kiedy ponownie odlecę z powodu miłości? Kiedy moje życie dzięki miłości znowu stanie się muzyką, jak kilka razy w przeszłości? Kiedy przestanie być tylko życiem?


"Well I've been bound and gagged and I've been terrorized
And I've been castrated and I've been lobotomized
But never has my tormenter come in such a cunning disguise
I let love in
I let love in
I let love in
I let love in"

Nick Cave & The Bad Seeds "I let love in"


2012.09.21 / Piątek / 22:07 - Szkoła po latach

Jeżdżąc po Żoliborzu nie mogłem nie pojawić się pod szkołą, do której uczęszczałem prawie przez jedną-trzecią swojego życia. Zdziwiłem się, że całkowicie zmieniono salę gimanstyczną. Możliwe nawet, że nie jest to już sala gimnastyczna, tylko pomieszczenie pełniące zupełnie inną, nieznaną mi funkcję. Chętnie wszedłbym sobie do środka, przeszedł się długimi korytarzami, ocenił urodę uczennic, obejrzał nauczycieli, którym przybyło dziesięć lat, ale dzisiaj było już za późno, lekcje były skończone, a uczniowie i nauczyciele znajdowali się już w domach. Kiedyś wejdę do środka w samo południe. Poza tym zawsze mogę zapisać się do tamtejszego studium. ;)

Właściwie nie wiem czemu nie poszedłem w tym roku do studium, albo na studia. Gdybym bardzo chciał i gdybym odpowiednio się do tego przygotował, mógłbym to zrobić i nie pomogłaby mi nawet wymówka, że przecież Mama jest chora... Zawsze powtarzałem, że na studia pójdę po trzydziestce. Muszę uważać, bo nawet ten okres się skończy i będę już w o wiele bardziej beznadziejnej sytuacji - będę po czterdziestce.

Cóż, pozostaje mi twierdzić z całą stanowczością, że na studia lub do studium wybiorę się za rok. Być może do tego czasu wymyślę, na jaki powinienem iść kierunek...

Wracając do mojej starej szkoły - smutno mi bardzo, gdy się tam pojawiam. Smutno, że to wszystko już przeminęło, cała moja młodość, oczekiwanie na dorosłe życie, które miało być lepsze od dzieciństwa. Dzisiaj zauważyłem, że już ze dwadzieścia procent włosów na mojej głowie straciło swoją czarną barwę, zyskując nową, dołującą, siwą.


"Nigdy nie zobaczę tamtych gwiazd
Już nigdy
Gwiazdy dawno rozwiał wiatr"

Post Regiment "Już nigdy"


2012.09.21 / Piątek / 21:37 - Ulica Krasińskiego na Żoliborzu

Kolejne zdjęcie z Żoliborza. Po skończonych lekcjach w szkole wracałem na Plac Wilsona małymi uliczkami, których jest w tej okolicy bardzo dużo. Stoją przy nich stare domy, w których kiedyś mieszkali wojskowi. Dzisiaj ponownie odwiedziłem te wszystkie miejsca, przejechałem przez nie powoli rowerem i poczułem się trochę tak jakby powrócił koniec lat dziewięćdziesiątych. Przypomniałem sobie czasy, gdy w domu czekała na mnie zdrowa Mama ze smacznym, ciepłym obiadem. Od czasu choroby Mamy dom już nie jest taki jak dawniej, całe życie już nie jest takie jak dawniej. Pozostaje mi tylko znaleźć sobie kobietę, która będzie na mnie czekać, ze smacznym obiadem... ;) Oczywiście poza zdolnościami kulinarnymi musi wykazywać się tym co najważniejsze u kobiety - urodą. Musi być przepiękna, co w przypadku mojego gustu może oznaczać - dziwna. ;)

Odkryłem dzisiaj Rykardę Parasol. To moja nowa muzyczna fascynacja. Co prawda znałem ją już ze świetnego soundtracku do filmu "Sala samobójców", ale nie spodziewałem się, że jej album może być tak dobry. Odkrywanie muzyki w dzisiejszych czasach nie jest trudne, ja na przykład album Rykardy Parasol znalazłem na swoim dysku twardym, na którym czekał na odtworzenie już od kilkunastu miesięcy... Piękny nastrój, piękny głos.


"Toodle loo
They all abandoned you
One bruised and another screwed
But I was the only loved

Oh Hannah Leah
I was the only love"

Rykarda Parasol "Hanna Leah"


2012.09.21 / Piątek / 21:27 - Blok Liadan

Kręcąc się po Żoliborzu, po ulicy Krasińskiego, przejechałem obok bloku, w którym mieszka razem z mężem Kasia z firmy, nazywająca samą siebie Liadan. Nigdy nie byłem w środku, ale mam nadzieję, że Kasia kiedyś jeszcze spotka się ze mną, pójdzie na spacer, a jej mąż nie będzie się znowu denerwował... Ja przecież naprawdę jestem niewinny, a poza tym Kasia jest ode mnie silniejsza, jak niemal każda kobieta, więc w razie czego może mi zasadzić kopa. ;)

Niektórzy twierdzą, że miłość powinno się znaleźć tak po prostu, nie na portalach w Internecie, tylko na żywo, w miejscu, w którym się mieszka lub pracuje, wtedy gdy się jej wcale nie szuka, ot tak, z dnia na dzień. Rok temu tak właśnie poznałem Kasię, była moją koleżanką z pracy, a ja cieszyłem się jak głupi, gdy mieliśmy razem dyżur, uśmiechałem się, gdy tylko zjawiła się w firmie... Było wspaniale. Kilka miesięcy później odbył się jej ślub. Niestety nie wystąpiłem na nim w roli pana młodego. ;)

Skoro mowa o firmie - nawet w mojej spaczonej przez ezoterykę głowie nie mieści się to co obecnie się tam wyprawia. Uciekłem w samą porę!


"And our freedom's consuming itself
What we become is contrary to what we want
Take a bow!"

Muse "Take a bow"


2012.09.21 / Piątek / 20:56 - Żoliborz odzyskany

Powracam na Żoliborz. Powracam na właściwą stronę Wisły. Właściwie to powróciłem na nią już w dniu odejścia z pracy, w dniu, w którym podjąłem właściwą decyzję. Na zdjęciu ulica Mickiewicza, którą przejechałem się dzisiaj na rowerze tak samo jak dziesiątkami innych ulic pięknego, warszawskiego Żoliborza. Żoliborz jest dzielnicą najbliższą mojemu sercu i to był bardzo przyjemny dzień. Rower, muzyka, słońce, kolorowe liście na drzewach, dziewczyny na ulicach... Głębszych przemyśleń brak, gdyż nie są potrzebne.


"Knocked down, drag your name out all across the town
I won't be your dirty little secret
Tell your mother, tell your brother, tell your friends, tell your teacher
I won't be your dirty little secret
I won't be your dirty little secret"

Garbage "Automatic systematic habit"


2012.09.18 / Wtorek / 20:09 - Korek przed mostem na Wiśle

Most przed Nowym Dworem Mazowieckim jest aktualnie remontowany, przez co tworzą się gigantyczne korki. Nie wiem po co o tym piszę i po co wklejam tutaj to zdjęcie, ale proszę się nie martwić, już przechodzę do tematu o wiele ciekawszego, czyli do tematu kobiet. ;)

Niebawem będę sam w Puławach, podczas weekendu i najlepiej byłoby, gdybym ten wolny czas wykorzystał na zbliżenie sie do jakiejś kobiety. Sam nie wiem czy mam duży wybór, czy mały, ale jedna z opcji dotyczy Radomia. Mogę tam pojechać, by oberwać w gębę. Nie wiem jeszcze od kogo, czy od samej Marzenki, czy od jej nowego chłopaka, który według mnie nie istnieje, czy też od jej brata, a nawet trzech braci naraz. Muszę zapamiętać, żeby uważać z dziewczynami, które mają braci - jak się takim podpadnie to ma się przesrane. ;) Mogę też pojechać do Lublina w poszukiwaniu miłości, lub zwabić jakąś niewiastę do mieszkania. Niestety to ostatnie zazwyczaj się nie udaje - najwidoczniej marny ze mnie wabik.

Najgorsze jest to, że kiedyś blog działał na moją korzyść, przedstawiał mnie w pozytywnym świetle, jako człowieka, który dobrze traktuje kobiety, jest szlachetnym romantykiem, trochę tylko niepozbieranym... W tym roku stałem sie tak bardzo chaotyczny, iż każda czytalniczka mojego bloga szybko stwierdzi, że nie chce mieć ze mną do czynienia. ;O

Na duchu podtrzymują mnie już tylko słowa Marzenki, skierowane nie do mnie, ale do mojego przyjaciela, Jacka, który miał o Marzence zawsze jak najlepsze zdanie. Te słowa mówiące o mnie to "Przecież on nie jest takim złym człowiekiem".


2012.09.18 / Wtorek / 20:06 - Wisła przy Twierdzy Modlin

Wisła wyschła. Podobno ludzie w górach mają już problemy z wodą - odkręcają kran, a tam pustka. Nam to na razie nie grozi, ale ten rok jest pod względem ilości wody wyjątkowy, o czym świadczy przede wszystkim to, że nasza droga w lesie nie jest zalana. ;) Komarów też było bardzo, bardzo mało, praktycznie można powiedzieć, że prawie w ogóle ich nie było.

Daleko w tle widać Twierdzę Modlin, którą miałem odwiedzić z Marzenką. Miałem z nią zrobić także mnóstwo innych rzeczy, ale niestety... Wszystko się popieprzyło, odkąd zaczęła mnie nienawidzieć. ;)

Na szczęście na Sympatii nadal można znaleźć sympatyczne dziewczyny... Tylko czy one w przyszłości też będą mi kazały spierdalać? ;D

Zaraz. Zacząłem notkę od opisywania stanu wody w polskich rzekach, a skończyłem na kobietach? Jak to możliwe? :) Zdecydowanie za dużo miejsca poświęcam kobietom na tym blogu.


2012.09.18 / Wtorek / 20:04 - Tu zginął Marek Kotański

W tym miejscu Marek Kotański zbyt szybko jechał swoim samochodem, przez co zakończył swój szlachetny żywot... Czy ktoś z młodzieży czytającej mojego bloga zna i pamięta tego człowieka? Zdaje się, że zrobił wiele dobrego dla ludzi słabych i zagubionych, zwanych ćpunami i alkoholikami.


2012.09.18 / Wtorek / 19:56 - Do Nowego Dworu Mazowieckiego

Ładną, wrześniową pogodę wykorzytałem na wycieczkę rowerową. Chciałem się na nią wybrać rano, ale Tata zatrzymał mnie w domu i razem z nim musiałem wymieniać olej i filtr do oleju w samochodzie. Wjechaliśmy na dwie belki, dzięki którym samochód stał wyżej i zaczeliśmy pod niego wchodzić. Poczułem się jak prawdziwy mechanik samochodwy, jak prawdziwy facet umazany smarem. ;)

Po dwóch godzinach wszystko było gotowe i mogłem wsiąść na rower, by wyruszyć na Białołękę. Tym razem nie zatrzymałem się w firmie na zadupiu, ale pojechałem dalej, na jeszcze większe zadupie, czyli do Jabłonnej, a stamtąd bardzo przyjemną, prostą szosą do Nowego Dworu Mazowieckiego, w którym jeszcze nigdy nie byłem. Pogoda faktycznie dopisała, to był piękny, letnio-jesienny dzień, ale moja kondycja jest obecnie w dosyć marnym stanie, przez co szybko się zmęczyłem. Albo jestem chory, albo po prostu w tym roku mało jeździłem.

Poza tym po raz kolejny popełniłem błąd, wybierając się na wycieczkę bez pieniędzy i w efekcie tego konając z głodu. ;( W sumie przejechałem 70 kilometrów. To trochę więcej niż połowa tego, co przejechałem w lipcu, jadąc w niezwykle upalny dzień do Radomia, do swojej ówczesnej ukochanej... ;) Podobno zostałem wtedy za to doceniony, ale dzisiaj Marzenka każe mi spierdalać. :)


2012.09.17 / Poniedziałek / 16:37 - Centrum Onkologii na Ursynowie

Nadszedł dzień, którego Mama obawiała się od miesiąca - dzień badań w Centrum Onkologii na Ursynowie. Mama stosuje terapię hormonalną właśnie od miesiąca i badania miały powiedzieć, czy jest lepiej, czy gorzej. Ostatecznie niczego się nie dowiedzielismy, ale termin kolejnej wizyty wyznaczono na początek grudnia. Mama hormony będzie podobno brać do końca życia...

Na Ursynów pojechaliśmy naszym samochodem. Głównie własnie po to go kupiłem, by można było nim wozić Mamę do szpitala. Tata wystapił w roli zestresowanego kierowcy, któremu co pewien czas gaśnie silnik podczas ruszania, Mama wystąpiła w roli chorej na raka żony i matki, dumnej ze swojej rodziny, ja w roli nawigacji satelitarnej, a siostra w roli pomocnicy. Druga siostra niestety nie zmieściła się do naszego małego samochodu przez co musiała na miejsce dostać się autobusami i metrem. Pod szpitalem zjawiła się dokładnie w tej samej chwili co my.

Po raz pierwszy nasza rodzina wybrała się gdzieś własnym samochodem. W przeszłości też mieliśmy samochody, Nysy, Uazy, Fiaty 126p, ale nie należały one do nas - były służbowe, czyli jak twierdzą niektórzy - najlepsze. Najgorzej będzie jeśli niechcący uda mi się zdać egzamin praktyczny i w grudniu sam będę musiał kierować, dbając o to, by nie zahaczyć o żadnego uczestnika ruchu drogowego. O stłuczkę nietrudno w tych wszystkich koszmarnych korkach, które mieliśmy dziś okazję poznać z nowej perspektywy. Warszawskie korki to horror.



2012.09.15 / Sobota / 21:40 - Wykres miłości

Uznałem, że uczucia także można przedstawić w postaci słupków, procentów i liczb. Stworzyłem wykres swojego podziwu dla kobiet, swojego zauroczenia nimi, zakochania, siły mojej miłości. Jest to wykres tworzony z perspektywy czasu, co oznacza, że bardziej ukazuje on moje obecnie uczucia, lub dzisiejsze wspomnienia o nich. Na tej chronologicznie ułożonej liście znajdują się tylko te dziewczyny, które osobiście poznałem, w których w jakiś sposób się zakochałem, lub którymi się zauroczyłem i powiadomiłem je o tym, wyznając sympatię lub miłość. Nie liczę miłości platonicznych, do dziewczyn, które podziwiałem jedynie z daleka, bo w takim przypadku na samym poczatku listy pojawiłyby się dwa bardzo wysokie słupki. Ogłaszam wyniki: pierwsze miejsce - Dorota z Dęblina, drugie miejsce - Kasia z Ursynowa, trzecie miejsce - Natalka z Truskawia. Przy tych kobietach moje serce biło najmocniej, a moja radość z samej ich obecności była najsilniejsza. Równie silnym uczuciem był strach, że wszystko się skończy i znikną one z mojego życia... Tak też się stało. Na szczęście niektóre ukochane, niestety te niżej punktowane, zostały moimi przyjaciółkami i od czasu do czasu spotykają się ze mną, dzięki czemu znowu mogę poczuć cień zakochania. Tylko dzięki jednej dziewczynie spośród wymienionych powyżej mogłem przekonać się jak to jest być prawdziwie kochanym i za to najbardziej dziękuję. :)


2012.09.15 / Sobota / 20:17 - Perwersyjna marchewka

Siostra znalazła dziś taką marchewkę, podczas przygotowywania czegoś do zjedzenia... Ciekawy okaz. :)

Wolne dni mijają szybko, śpię do której chcę, zasypiam wtedy, gdy mam na to ochotę. Czytam, oglądam, słucham, gram. Gdzieś w międzyczasie pomagam Mamie, choć tak naprawdę robię niewiele. Zdaje się, że najwięcej robi Tata. Ja najbardziej lubię jeździć samochodem po zakupy, a przecież każdy wyjazd to trening, dzięki któremu łatwiej będzie mi zdać egzamin, który na pewno obleję. ;)

Jutro miałem jechać do Warszawy na randkę z dziewczyną, o której nie wiem prawie nic, ale właśnie się dowiedziałem, że jednak nie ma ona czasu. To nawet dobrze - oszczędzę pieniądze, które wydałbym na bilet i wódkę. :P

Całkiem fajnie by było, gdyby tak Marzenka wróciła. ;D Oczywiście znam też inne, fenomenalne, cudowne, niezwykłe opcje, ale z Marzenki też bym się cieszył. Jak mogła odebrać mi przyjaźń, którą wcześniej tak wzorowo zdeptałem? ;) Ja naprawdę tęsknię za tą sympatyczną postacią... :(

W poniedziałek jedziemy z Mamą do szpitala na Ursynowie. Mama bardzo się stresuje, wieloma rzeczami, które dla zdrowego człowieka nie są problemem. Tata po raz pierwszy od wielu lat będzie prowadził samochód przez Warszawę. Ja bardzo chętnie robiłbym to za niego, gdybym... Miał prawo jazdy. Cóż, robię je dopiero trzy lata...


2012.09.14 / Piątek / 14:58 - Relax, it's only dying

Pełen relaks. Bezrobocie. Wypoczynek. Coraz lepsze samopoczucie. Coraz mocniejsze zdrowie. Ciężko chora Mama. Tak wygląda koniec lata roku 2012. To mógłby być zupełnie inny rok, o wiele piękniejszy, gdyby nie ta choroba Mamy... Ta choroba jest zdecydowanie najważniejsza i najsilniej wpływa na nasze życie. Nie oznacza to jednak, że ma na nas wyłącznie negatywny wpływ. W jakiś sposób nas wzmacnia.


2012.09.14 / Piątek / 14:01 - Driving

Największą wadą tego samochodu jest silnie odbijająca światło deska rozdzielcza. Widać ją odbitą w szybie, świetlistą plamę, dokładnie w tym miejscu, przez które obserwuje się wszystkie najważniejsze wydarzenia na drodze. Na szczęście wystarczy rzucić na nią czarny t-shirt, by wszystko było w porządku... Niemniej nie rozumiem, czemu w tym samochodzie nie zrobiono matowej deski rozdzielczej. :/

Przyzwyczaiłem się już do wygody, która pojawiła się wraz z samochodem. Nie wyobrażam sobie już takiej sytuacji, jaka miała miejsce w poprzednim roku i obecnym, że zapraszam do siebie jakąś dziewczynę, a następnie musi ona iść przez las, po ciemku lub w deszcz... Tak, teraz jestem mężczyzną z samochodem, moja wartość znacząco się podniosła. Każda kobieta pragnie przejechać się moim Fiatem Punto SX. ;)

Szkoda, że nie kupiłem samochodu wcześniej i głupio, że Tata tego nie zrobił. Dopiero wtedy, gdy pojawiły się prawdziwe problemy w naszej rodzinie, podjeliśmi sensownie działania... Cóż, problemy także stanowią ważną motywację, podobnie jak miłość.

Przywieziono nam lodówkę, która jest o wiele większa od poprzedniej i póki co dobrze nam służy. Miejmy nadzieję, że nie zepsuje się po czterech latach.


2012.09.12 / Środa / 11:33 - WORD na Bemowie

Pojechałem dzisiaj rowerem na Bemowo, ze słuchawkami na głowie, z których dobiegała muzyka "Starego dobrego małżeństwa" i zapisałem się na egzamin praktyczny. Przy okienku zacząłem się śmiać, bo wyznaczono mi 27 września - dokładnie ten sam dzień, w którym swój egzamin zdaje Lucynka, która po części zmotywowała mnie do tego egzaminu! ;) Przeznaczenie, jak nic. :P

No ale dość już o Lucynce, bo w jednym ze swoich dłuuugich, wyczerpujących, pięknych maili wyjaśniła mi, że pisze jeszcze z kilkoma innymi facetami i nie wie, czy któraś z tych znajomości nie przerodzi się w coś ważniejszego. To pewne - przegram potyczkę z innymi, młodszymi, przystojniejszymi, lepiej wykształconymi samcami! Córka adwokata, miłośniczka kultur dalekiego wschodu i tamtejszych języków, ambitna, mądra i ładna i młoda, zostanie tylko moją... Przyjaciółką. W najlepszym wypadku. :P Hmm, może zapozna mnie z jakąś swoją koleżanką, gdy już przeprowadzi się do Warszawy? ;)

Trzeba mieć jakąś alternatywę... Zastanówmy się... W Truskawiu jest jeszcze jedna piękna i interesująca dziewczyna, zdaje się, że ma na imię Anna i mieszka na samym końcu wsi, niedaleko Natalii. Podoba mi się od ponad dziesięciu lat! Poza tym w Izabelinie są dwie piękne, jedna podoba mi się od siedmiu lat i jest cudowna, a druga od trzech miesięcy i jest dziwaczna. Wygląda tak nietypowo, że aż się jej boję...

E, to może lepiej szukac na Sympatii. Albo w nowej pracy... Albo Marzenko, wróć! A tak w ogóle to ja bym chciał jakąś blondynkę! ;)


2012.09.11 / Wtorek / 20:27 - Wieczny spoczynek

Wtorek upłynął leniwie. Pojechałem samochodem po zakupy do Truskawia, obejrzałem kolejne odcinki cudownych "Cudownych lat", pokręciłem się wokół domu z siostrą, psem i aparatem. Pogoda była tak piękna, jak to tylko możliwe we wrześniu, ale z tego co zapowiadają, był to ostatni tak ciepły dzień w tym miesiącu.

Oglądając "Cudowne lata" doszedłem do odcinka, w którym Kevin Arnold wyjeżdża na wakacje z rodziną i poznaje tam starszą od siebie o dwa lata piękną dziewczynę - piętnastolatkę. Przypomniałem sobie, że będąc w podstawówce faktycznie fascynowałem się starszymi dziewczynami. Wtedy dwa lata różnicy to było bardzo dużo. Dzisiaj fascynuję się młodszymi... O dziesięć lat. ;)

Co kilka godzin, lub co kilkanaście minut odpisuję na bardzo sympatyczne wiadomości wspominanej już przeze mnie Lucynki. Bardzo fajnie, że na nią trafiłem, i że wymienia się ze mną mailami bez względu na to, co miała napisane na profilu - że nie chce kontaktu z nikim powyżej 26 roku życia. ;) Nic mnie tak nie zachęca do napisania jak podobna informacja. Zawsze stawiam wtedy za wzór swoich rodziców, wyjasniając, że gdyby Mama miała w swoim czasie narzucone takie limity wiekowe, to ominęłoby ją to wspaniałe, szczęśliwe, trzydziesto-sześcio-letnie małżeństwo. To, że wcale nie było ono wspaniałe i bardzo szczęśliwe - zatajam, jako romantyk pragnący wierzyć w szczęście swoich rodziców. ;)

Wracając do odcinka dwudziestego czwartego "Cudownych lat" i owej pięknej nastolatki... Wydała mi się dziwnie znajoma, dlatego postanowiłem sprawdzić jak się nazywa, wpisałem jej imię i nazwisko w Google i okazało się, że obecnie jest ona niemal czterdzistoletnią gwiazdą filmów porno! Nic dziwnego, że skądś ją znałem. ;) To dało mi dużo do myślenia. Uświadomiłem sobie, że już dawno przeminęły nie tylko dziecięce lata twórców tego serialu, opisywane w nim lata sześćdzesiąte i siedemdziesiąte, ale także dziecięce lata aktorów w nim grających i zarazem moje dziecięce lata! Żegnajcie lata mojego dzieciństwa i mojej młodości - osiemdziesiąte i dziewiećdziesiąte. Żegnaj nieżywy, pięćdziesięcioletni Michaelu Jacksonie. Witajcie smutne lata mojej dorosłości, wirtualne, rakotwórcze, kapitalistyczne, które nawet nie wiadomo jak nazywać. Dwutysięczne i dwutysięczne-dziesiąte? Żegnajcie wszystkie nastoletnie wówczas koleżanki, obece trzydziestolatki, a niebawem czterdziestolatki... Pomarszczone, grube, zużyte. Wszyscy umieramy.

"The wonder years" to serial genialny, zdecydowanie jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek nakręcono. Jakże inaczej odbieram go dzisiaj, jako człowiek dźwigający pewne doświadczenia życiowe (w sumie przeżyłem ze dwadzieścia stosunków seksualnych!) Kto serialu nie widział - niech ogląda. Jest w nim wszystko to co najważniejsze, przede wszystkim to, że kobiet nie da się zrozumieć. Oglądając go żałuję jedynie, że z dziewczynami zaczałem mieć cokolwiek do czynienia dopiero w wieku 25 lat, w pewien sposób tracąc przez to najpiękniejszy okres swojego życia. Moje lata młodości mogły smakować i pachnieć inaczej, lepiej, najpiękniej - tak jak pachną i smakują nastolatki. Mój apel do ludzi młodych - kochajcie się!

Choć w sumie taka niemal czterdziestoletnia Holly Samson też musi nieźle pachnieć i smakować. ;) Wszystkim zboczonym miłośnikom kobiecego i męskiego piękna fizycznego polecam stronę Beeg.com - moją ulubioną stronę z piękną, romantyczną, pełną życia... Pornografią.


"I want to fuck you like an animal
I want to feel you from the inside"

Nine Inch Nails "Closer"


2012.09.10 / Poniedziałek / 19:04 - Ostatnie tak ciepłe dni

Kolejny wolny dzień. Poniedziałek. Bardzo ciepły. Jeszcze tylko jutro ma być tak ciepło, a później nadejdzie nieuniknione ochłodzenie, aż w końcu nastanie jesień. Po wizycie na poczcie w Izabelinie (wysłałem 36 centymetrowy wibrator nowemu nabywcy) i powrocie do domu, postanowiłem wykorzystać resztę dnia na przejażdżkę rowerową. Założyłem, że dojadę na Ursynów, by powspominać tam nieco zeszły rok, ale sił starczyło mi jedynie na dojazd do ulicy Żwirki i Wigury, na której podjąłem decyzję, że wracam już do domu. Przejechałem jeszcze przez znielubiane okolice znienawidzonego Club Rocka, a następnie posiedziałem trochę na ukochanych Polach Mokotowskich. Niestety samotne siedzenie w tak uroczym miejscu nie ma sensu, dlatego muszę czekać na pojawienie się w moim życiu kolejnej kobiety, lub powrotu choć jednej z tych, które były dla mnie ważne w przeszłości. Na Sympatii poznałem jedną bardzo interesującą dziewiętnastolatkę, Lucynkę, która od października ma zamieszkać w stolicy i może jakimś cudem uda mi się jej do siebie nie zniechęcić. Najważniejszym krokiem jest zatajenie istnienia mojego fotobloga. ;) Póki co pisze ciekawe, długie, wyczerpujące maile. Podobno w weekend mam się spotkać z inną dziewczyną, dwudziesto-dwu-letnią Marysią, która odkąd pamiętam zawsze dodaje mnie do ulubionych, gdy tylko pojawiam się na Sympatii.pl, a jest na niej prawie tak długo jak ja. Poza Sympatią - Kasia z Ursynowa milczy, Marzenka z Radomia zieje nienawiścią, choć i tak mnie kocha, a Edyta z Wyszkowa (mieszkająca w Warszawie) randkuje z jakimś Łukaszem, zamiast ze mną. Byłoby fajnie gdyby na przykład Kasia z firmy przyjechała jutro do Puszczy, byśmy razem pochodzili, wykorzystując tę przepiękną pogodę... Niestety pewnie nie ma czasu, bo pracuje...

Rok temu wszystko w moim życiu miało sens, w tym roku już nic go nie ma.

Z Mamą jest coraz gorzej, ja także czuję się okropnie, zaczęły mnie nawiedzać już całkiem silne bóle, których wcześniej nie miałem, ale które na szczęście dosyć szybko znikają. W środę jadę zarejestrować się jako bezrobotny, dzięki czemu będę mógl pójść do lekarza, by udowodnić wszystkim, że mam raka płuc z przerzutami na kości. Naprawdę wydaje mi się, że to już koniec mojego życia.

Poza tym w środę jadę się zapisać na egzamin praktyczny z prawa jazdy.


2012.09.08 / Sobota / 21:11 - Dzień zakupu lodówki

Przejechałem się dziś razem z młodszą siostrą do Warszawy. W Arkadii spędziliśmy dwie godziny, poszukując odpowiedniej, zadowalającej nas lodówki, ale ostatecznie żadnej na miejscu nie kupiliśmy, bo wolałem dokonać zakupu przez Internet, w Euro RTV/AGD. Z powodu braku pieniędzy nie zdecydowaliśmy się na bardzo dobrze ocenianą lodówkę niemieckiej marki Liebherr, tylko marną, krytykowaną, szybko się psującą, tańszą o sześćset złotych, marki Indesit. Po wizycie w Arkadii przeszliśmy się do pobliskiego Mc Donalda, w którym siostra zjadła po raz pierwszy w życiu Cheeseburgera. Jest lepsza ode mnie, bo ja po raz pierwszy zjadłem jakiegokolwiek burgera w wieku 29 lat. Od Mc Donalda niedaleko jest na Cmentarz Powązkowski, który siostra także po raz pierwszy dziś zwiedziła. Po warszawskich atrakcjach powróciliśmy do domu, w którym przez kolejne kilka godzin wybieraliśmy lodówkę... Gdybym nadal pracował, wybrałbym droższą, ale jestem teraz człowiekiem biednym, oszczędnym, marnym... Do tego wszystkiego samotnym. Może jeszcze kiedyś stanę na nogi?

Najbardziej jest mi smutno z tego powodu, że Marzenka tak mnie opuściła... ;( Co z tego, że kochałem ją niepełną miłością? Ale kochałem! Czyż w miłości nie powinno się wybaczać i dawać szansy w nieskończoność? Marzenko wróć!


2012.09.07 / Piątek / 13:31 - Wnętrze mojego Fiata Punto

Mój Fiat Punto, zaprakowany na naszej przydomowej ulicy, która na miano prawdziwej ulicy raczej nie zasługuje, gdyż jest zwykłą leśną drogą. Po powrocie z Ożarowa pojechałem z młodszą siostrą na zakupy. Młodsza siostra od wczoraj ma szkła kontaktowe, które jednak źle sobie dobrała i dzisiaj będzie je zmieniać. Nie wiem czemu podjęła decyzję, że woli chodzić w szkłach kontaktowych zamiast w okularach, ja osobiście nigdy w życiu nie założę soczewek. W zasadzie jestem miłośnikiem okularów. Po zrobieniu zakupów do domu wróciliśmy inną trasą - przez Lipków, Koczargi, Wocieszyn i Mariew.

Przez samochód nieco się rozleniwiliśmy. Kiedyś wyjazd rowerem po zakupy nie był żadnym problemem, ale dzisiaj nikomu już nie chce się wozić zakupów na rowerze. Jak tak dalej pójdzie to w ogóle nie będzie mi się chciało wsiadać na rower, a przecież ma on pozytywny wpływ na moje zrujnowane zdrowie.

Wieczorem przyjeżdża do nas starsza siostra z Puław, a jutro lub pojutrze jadę po lodówkę do Saturna lub Euro RTV/AGD, gdyż nasza poprzednia lodówka, kupiona dwanaście lat temu Amica, od dawna nie chłodzi tak jak powinna. Tata zmierzył temperaturę w środku i okazało się, że wynosi ona 12 stopni. Ostatnie pieniądze rodziny Górków zostaną wydane na sprzęt AGD. Wkrótce powinienem pójść do pracy, by znowu móc zarabiać, ale nie wiem czy zdrowie mi na to pozwala... Fizycznie czuję się raczej marnie. Psychicznie nieźle.

Dzisiaj tęsknię za Marzenką. Ogólnie cały czas tęsknię za Kasią. Za jej głosem i zapachem. Jutro być może będe tęsknił za kimś innym...



2012.09.07 / Piątek / 13:22 - Samochodem z Tatą do Ożarowa

Tata, jako jedyny uprawniony do prowadzenia samochodzu w naszej rodzinie, zabrał mnie dzisiaj do Ożarowa Mazowieckiego, gdzie znajduje się nasz Wydział Komunikacji, w którym odebrałem dowód rejestracyjny. Badanie techniczne pojazu jest ważne do 19 października, więc na stację kontroli pojazdów w drodze powrotnej wstąpiliśmy tylko po to, by zapytać się o parę drobiazgów. Na koniec Tata powiedział, żebym dalej sam kierował i z miejscowości Zaborów samochód poprowadziłem już ja. Sama przyjmność. Pozostaje jeszcze wymiana oleju i paska rozrządu, aby samochód był w pełni sprawny i przygotowany nawet do dalszych wyjazdów. Ciekawe kiedy nastąpi kolejna awaria?


2012.09.06 / Czwartek / 19:06 - Lipków

Lipków. Miejscowość, która znajduje się tuż przed Truskawiem, gdy jedzie się do nas od strony Bemowa i Babic. Bardzo ładne miejsce, w którym przez ostatnie kilkanaście lat wybudowana bardzo dużo ładnych domów. Pamiętam jak jakieś siedemnaście, szesnaście lat temu poznawałem okolicę jeżdżąc po niej rowerem. Przyjemnie było odkrywać te wszystkie szosy, uliczki, drogi polne i leśne, zapuszczać się w nieznane swoim różowym Wigry 3. Dzisiejsza przejażdżka rowerowa miała w sobie coś z tamtych lat. Możliwe, że tak naprawdę niewiele się przez te siedemnaście lat zmieniłem. Właściwie czuję się bardzo podobnie... Gdyby tylko moje zdrowie fizyczne stało na równie wysokim poziomie jak wtedy, gdy dopiero zaczynałem być nastolatkiem...

Na koniec przejechałem rowerem przy Mokrych Łąkach, na których niedawno przeżyłem jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia, z niezwykłą dziewczyną, która niebawem przestanie być nastolatką... I nigdy sobie nie wybaczę, że wszystko spartoliłem i straciłem szansę na przyjaźń. Głupek ze mnie. :(


2012.09.06 / Czwartek / 19:05 - Niski stan warszawskiej Wisły

Podobno Wisła ma obecnie bardzo niski poziom, choć za bardzo tego nie widać na powyższym zdjęciu. Mam zamiar jeszcze wiele razy odwiedzić Warszawę na rowerze, bo wolnośc, którą teraz mam jest tak piękna, że nie moge przestać się nią zachwycać. Co prawda piękniej byłoby gdybym nie umierał na raka, ale co tam. Póki żyję, będę się cieszył. Może umówię się z jakąś dziewczyną z Sympatii.pl, na której ponownie się pojawiłem, by cieszyć się Warszawą razem z nią? A może Edyta, którą poznałem na Sympatii w tym samym czasie co Marzenkę, zechce się ze mną przejść, gdy znajdzie chwilkę wolnego czasu? Pod względem charakteru i osobowości (nigdy nie wiem jaka jest różnica między charakterem a osobowością) Edyta jest naprawdę świetna. Gdyby do tego była tak piękna jak Dorota, Natalka lub Kasia, byłbym w siódmym niebie. :P Tymczasem Marzenka na dobre przestała się do mnie odzywać, co rani mi serce. ;(

Siostra dzisiaj po raz pierwszy prowadziła samochód na kursie prawa jazdy. Podobno poszło jej dobrze i było bardzo przyjemnie. Wydaje mi się, że siostra zdobędzie prawo jazdy szybciej niż ja.


2012.09.06 / Czwartek / 19:03 - Jesienny koniec lata

W powietrzu czuć już koniec lata, ale zwiastunem mojej ulubionej pory roku są przede wszystkim liście leżące na ziemii. Zdjęcie zrobiłem przy ZOO, tuż przed La Playa, gdzie rok temu zacząłem rozumieć, że kobieta, w której się zakochałem nie odwzajemnia mojego uczucia i pewnie jak zwykle nic z tego nie będzie... Miałem rację.

Do Warszawy pojechałem dziś po to, by podpisać w firmie ostatni rachunek. Okazało się, że kapitaliści nie ograbili mnie za karę z zarobionych pieniędzy i dostałem tylko 150 złotych kary za wyjście w trakcie dyżuru i porzucenie pracy. Niektórzy pracownicy w przeszłości dostali znacznie wyższe kary, za znacznie mniej poważne przewinienia... Całkiem przyjemnie było ponownie wpaść do firmy, która staje się coraz bardziej zatłoczona, i w której stanowiska pracy stoją coraz bliżej siebie. Firma już dawno przestała być fajna, ale pracujący tam operatorzy to jednak bardzo przyjemni ludzie, za którymi będę tęsknił. Nie za wszystkimi oczywiście...

Korzystając z wolnosci i całkiem ładnej pogody, po wizycie w firmie wyruszyłem na rowerową przejażdżę po Białołęce, Pradze, Śródmieściu, Woli i Bemowie.


2012.09.05 / Środa / 22:06 - Wiszący rower

Po raz pierwszy przewoziłem rower w specjalnym wagonie, w którym wyznaczono miejsca dla rowerów i zamontowano haki, na których można je powiesić. Pomysł ten przypadł mi do gustu. Podczas podróży skończyłem czytać pierwszą część "Wiedźmina", którą oceniam jako dobrą, ale nie rewelacyjną. Sam nie wiem czy sięgnę po kolejne... Obecnie czytam książkę o Oświęcimiu i Brzezince, doceniając to, że żyję lub umieram powoli, w czasach pokoju.

W Warszawie do wagonu wsiadła ładna dziewczyna, która patrzyła się na mnie w tak przyjemny sposób, że zapragnąłem poprosić ją o numer telefonu, w celu umówienia się z nią na randkę. W ogóle ostatnio dziewczyny coraz częściej patrzą się na mnie tak jakbym się im podobał, co jest dla mnie nowością. ;D Być może jest to skutkiem tego, że nauczyłem się nie odwracać od nich wzroku, pokonałem swoją nieśmiałość, odkąd dzięki Marzence przestałem być wtórnym prawiczkiem. ;) Teraz już wiem, że dziewczynom trzeba patrzeć głęboko w oczy, by zaczęło się dziać coś ciekawego. Dodatkowo można się uśmiechać. W zasadzie niewiele jest takich sytuacji, by dziewczyna, której patrzę w oczy, nie zainteresowała się mną i nie spoglądała w moim kierunku ponownie, dziesiątki razy. ;) Jeszcze trochę dopracuję tę tajemną sztukę uwodzenia wzrokiem i nie będę się mógł opędzić od pięknych przedstawicielek płci pięknej. :P Niestety od owej blondynki z pociągu numeru nie wziąłem, gdyż uznałem, że jestem teraz zbyt biedny na jakiekolwiek randkowanie.

Poza tym pragnę zdobyć jakąś naprawdę przepiękną dziewczynę, co w moim przypadku oznacza podobno... Dziwną.


2012.09.05 / Środa / 22:05 - Dębliński murek

Odrobina sztuki made in Dęblin, na samym krańcu osiela Lotnisko, przy samym lotnisku. Tam właśnie przytulałem Dorotę po raz ostatni, wiedząc, że to już koniec. Miałem świadomość, że już nigdy więcej nie będę jej miał w ramionach, i że muszę nacieszyć się tą chwilą póki trwa. To było okropne i zarazem cudownie dramatyczne. Każda moja wizyta na Lotnisku przywołuje te wspomnienia i sprawia, że czuję głęboko w sobie cień tamtej miłości... Ponownie znalazłem się więc w swoim ukochanym miejscu i do pełni szczęścia brakowało mi już tylko ukochanej dziewczyny, albo choć Marzenki. ;) Po zakupieniu biletu na pociąg postanowiłem zwiedzić tą część Dęblina, w której jeszcze nigdy nie byłem. Pojeździłem więc trochę po uliczkach, które znajdują się przy nieznanej mi twierdzy i stwierdziłem, że panuje tam klimat, który znam z dzieciństwa, ze swojej wsi pod Kutnem. W ogóle Dęblin to miejsce magiczne, choć zarazem żałosne. ;)


2012.09.05 / Środa / 22:02 - Przez Dęblin

Po raz drugi w życiu wracałem do Warszawy z rowerem, pociągiem odjeżdżającym z Dęblina. Musiałem więc dostać się najpierw rowerem do tego miasta, które niedawno było wsią, co oczywiście bardzo chętnie uczyniłem. Przyjechałem nieco za wcześnie, więc zamiast jechać od razu na dworzec PKP, skręciłem w prawo, by ulicą Spacerową dostać się na osiedle... Tak, tak, Lotnisko!


2012.09.04 / Wtorek / 19:22 - King Kong

Nie rozumiem czemu jedna z moich przyjaciółek nie zgodziła się przyjąć tego oto trzydziesto-sześcio-centymetrowego prezentu na urodziny...


2012.09.04 / Wtorek / 13:42 - Mc Donald's dotarł do Puław!

Kolejny piękne, bezchmurny, wrześniowy dzień. Przed południem wyszedłem z mieszkania i przechodząc koło przystanku, na którym można wsiąść do radomskiego busa, zadzwoniłem do Marzenki, pytając czy ma czas na spotkanie. Czas może i miała, ale chęci jakby mniej, choć jak zwykle wydawało mi się, że tak naprawdę bardzo chciałaby się ze mną spotkać. Daje się to wyczuć w głosie Marzenki, zwłaszcza wtedy, gdy mówi, żebym dał jej spokój. ;) Niestety do godziny 14:00 musiała pilnować dziecka siostry, które zaczyna płakać, gdy tylko mnie zobaczy, więc nie mogłem się zjawić w Radomiu. Zaproszenie do Puław oczywiście zostało odrzucone. Udałem się na ulicę Piaskową, na przystanek Stanbusa do Dęblina, ale okazało się, że odjechał on pół godziny wcześniej i nie warto czekać na kolejny. Zamiast więc ponownie nawiedzać osiedle Lotnisko, postanowiłem przejść się na cmentarz i do Mc Donalda, który znajduje się na samym końcu Puław. Po półgodzinnym spacerze, urozmaiconym piosenkami The Beatles, dotarłem na miejsce i zakupiłem na próbę Cheeseburgera, który wydał mi się nieco inny niż te konsumowane przeze mnie wcześniej. Możliwe, że po prostu nie byłem głodny. Z burgerem w ręku udałem się na pobliski deptak nad Wisłą, gdzie nagrałem kolejny odcinek bezcelowego VideoBloga. Powrót do mieszkania nie był zbyt przyjemny, bo chciało mi się pić i było zbyt gorąco. Teraz siedzę przed laptopem i pobieram z Internetu wszystkie odcinki "Cudownych lat". Szkoda, że tylko niektóre odcinki czytane są przez charakterystycznego lektora, którego pamiętam z dzieciństwa. Ten serial najlepiej mi się ogląda właśnie z nim. Takie drobiazgi są ważne, gdy mają historyczne znaczenie.



2012.09.03 / Poniedziałek / 17:20 - Puławskie smakowanie wolności

Piękny, słoneczny, wrześniowy dzień. Nastolatki powróciły dziś do szkół, przyozdabiając sobą puławskie ulice. Ach, te krótkie spódniczki licealistek... Ech, ten stary, nie mający u nich szans, ja... Przez osiedle siostry przejechał samochód Google, co oznacza, że niebawem Puławy trafią na Google Streets. Niestety nie załapałem się na zdjęcie, bo siedziałem wtedy w mieszkaniu, z którego wyszedłem dopiero, by zrobić zakupy. Po zakupach pojeździłem sobie rowerem po mieście i parku, martwiąc się nieco wyciekiem oleju z amortyzatora. Słuchałem muzyki The Beatles, których wszystkie płyty sciągnąłem sobie z Internetu, oszczędzając tym sposobem niemal tysiąc złotych. Cholera, ten zespół naprawdę jest rewelacyjny, nie tylko w zaśpiewanych przez innych artystów piosenkach w filmie "Across the universe", ale także w oryginale. Słuchając tej wspaniałej muzyki sprzed wielu lat, posiedziałem sobie przed pałacem, w którym pracuje siostra, a przy okazji porozmawiałem przez telefon z Marzenką, która nadal mnie nie chce i jest na mnie coraz bardziej zdenerwowana, gdy namawiam ją na spotkanie. Wczoraj tęskniłem za Dorotą, a dzisiaj tęsknię właśnie za Marzenką. W mojej niedojrzałej głowie panuje odwieczny chaos, choć zdaje się, że jest on tylko pozorny. Tak naprawdę wiem jak powinno wyglądać moje życie, ale świat jest zbyt chaotyczny, by nad nim zapanować. Niemniej niektórym się ta sztuka udaje. Od trzech dni oglądam ukochany serial z dzieciństwa, czyli kultowe dla mojego pokolenia "Cudowne lata". Czy moje cudowne lata już przeminęły, czy wciąż trwają? Jedno jest pewne - cudowny okres mojego leniwego bezrobocia dopiero się zaczyna. :) Wypoczynek mi służy - czuję się teraz znacznie lepiej.


"Oh... This restless hope in you
Please, try and help us
Stand on our own"

Milla Jovovich "The alien song (for those who listen)"


2012.09.02 / Niedziela / 15:19 - Niedzielna wizyta w Dęblinie

Dręczony wspomnieniami nie mogłem usiedzieć dziś w puławskim mieszkaniu. Pogoda okazała się być piękna, więc wsiadłem na rower i pojechałem do Dęblina. Przy wyjeździe z Puław minąłem coś co niedawno powstało, a czego brakowało w tym mieście jak niczego innego - Mc Donald's! Fajnie, że jest, ale dlaczego ulokowano go na samym krańcu miasta? Musiałbym iść nadwiślańskim deptakiem ponad pół godziny, gdybym chciał zjeść cheeseburgera.

W Dęblinie pokręciłem się trochę przy liceum, a następnie udałem się do ukochanego parku na osiedlu Lotnisko, w którym prawie nic się nie zmieniło. Pomalowano jedynie osiedlowe bloki na różne ciekawe kolory, odrestaurowano pałac, wstawiono nową barierkę na mostku. Niestety znikła gdzieś ławka, na której pamiętnego dnia 20 czerwca 2008 roku siedziałem z Owcą i Dorotą. Zawalił się także murek, który już wcześniej był przechylony, i przy którym Dorota ma zrobione bardzo ładne zdjęcie, w bardzo ładnej pozie. Na szczęście pozostała zdecydowna większość owego charakterystycznego murku, który pokrywa znaczną część wyspy, dzięki czemu mogłem go uwiecznić na powyższym zdjęciu. Zabrałem ze sobą aparat, ale nie zabrałem karty pamięci, przez co zdjęcia musiałem robić telefonem. Z tego też powodu nie mogłem nagrać kolejnego odcinka VideoBloga. ;(

Posiedziałem sobie nad wodą, powspominałem, uspokoiłem swoją duszę, bo jest to jedno z najspokojniejszych miejsc jakie znam, w przyjemny sposób odizolowane od reszty świata. Co prawda moje wyciszenie przerwała pewna rodzina, składająca się z taty, mamy i córeczki, ale dobrze, że tak się stało, bo słuchając ich i obserwując uzmysłowiłem sobie, że jednak bardzo chciałbym zostać tatą. Dębliński tatuś tłumaczył swojej córeczce, że nie można dotykać pokrzyw, bo można się poparzyć, że kaczki pływające po wodzie żywią się wodnymi roślinkami, że te szare to samiczki, a te kolorowe to samczyki, itd... Strasznie urocze to było, strasznie chciałbym być takim tatusiem, mieć taką córeczkę, która poznaje otaczający ją świat, mieć żonę, która także o takiej córeczce marzyła. Zarazem szybko dotarło do mnie, że jeśli miałbym mieć dziecko to tylko z taką kobietą, którą naprawdę kocham i po raz kolejny poczułem się samotny i smutny, niekochany i niepotrzebny. Rodzina poszła w swoją stronę, ja zostałem sam nad wodą, siedząc na murku, na którym Dorota kiedyś zrobiła sobie zdjęcie, na murku, którym kiedyś razem siedzieliśmy...

Wsiadłem na rower i pojeździłem po osiedlu, zahaczając o kilka miejsc, w których z nią byłem, w których się z nią całowałem. Z bloku przy parku wyszła na spacer mama Doroty wraz z psem Rudym na smyczy. Przez chwilę myślałem, że dobrze będzie jeśli podjadę, przywitam się i porozmawiam, tłumacząc tej samotnej obecnie kobiecie jak bardzo zakochałem się kiedyś w jej córce, i że wcale nie jestem taki zły jak Dorota mogła mnie opisywać. Nie zrobiłem tego jednak, uznałem, że nie warto rozstrząsać spraw z przeszłości w miejscu innym niż mój fotoblog i moja głowa. Odjechałem z poczuciem pustki.

Do Dęblina będę chyba powracał już zawsze. W tym roku chętnie wpadnę tam jeszcze raz, na jesieni.


2012.09.01 / Sobota / 18:56 - Waiting for no one

Po powrocie z Lublina popadłem w nostalgiczny nastrój. Zacząłem wspominać dziewczynę, po którą przychodziłem na początku roku 2009 w widoczne na zdjęciu miejsce. To były cudowne miesiące, najcudowniejsze w moim życiu. Kończą się wakacje, niebawem dawne liceum mojej Mamy zapełni sie dziewczynami z roczników 1994 - 1996, w większości ładnymi, mądrymi i ciekawymi, ale nie będzie wśród nich takiej piękności jak Dorota, która tę szkołę opuściła w roku 2010, przenosząc się do Rzeszowa. Znowu zacząłem o niej myśleć, znowu zacząłem za nią tęsknić i sam nie wiem czemu tak się stało. Tkwi gdzieś w moim sercu i mojej pamięci, śni mi się od czasu do czasu i powraca we wspomnieniach. Mimo upływu lat to ona wciąż jest moim numerem jeden, niedoścignionym ideałem. Jedynie przy Kasi z Ursynowa i Natalii z Truskawia odczuwałem coś podobnego, ale nie tak silnego jak wtedy, w najlepszym czasie swojego życia, który chciałbym rozciągnąć na resztę lat, aż do końca. Najwidoczniej jednak przez resztę lat swojego żywota będę wspominał ten magiczny czas...


2012.09.01 / Sobota / 17:57 - Miejsce intymne

Jedno z moich ukochanych miejsc w Lublinie i na świecie, obecnie zmienione, zniszczone unowocześnieniem, brutalnie wyremontowane. Szkoda, że pozbyto się murku, na którym można było usiąść, by podziwiać panoramę Lublina i całować się z ukochaną osobą. Mam na nim kilka zdjęć. Rozsypujący się, stary, pamiętający wiele czułych pocałunków murek, został zastąpiony ogrodzeniem, na którym nie da się usiąść, które przysłania widok niczym więzienne kraty i ogólnie psuje romantyczny klimat. Usiąść można teraz na ławce, ale to już nie to samo. Tym sposobem miejsce, w które po raz pierwszy trafiłem pewnego zimnego dnia roku 2009, przestało istnieć, odeszło do przeszłości. Zresztą nieważne, bo i tak nie mam tam już z kim chodzić, nie mam już kogo zabierać pod Teatr Andersena i nie mam tam przez kogo być zabierany. :( Jedynie z Kasią, po przyjacielsku... W sumie to właśnie tam się po raz pierwszy spotkaliśmy, tam na nią czekałem, podpity wódką.


2012.09.01 / Sobota / 17:36 - Pizza i piwo z Kasią z Lublina

Kasia stwierdziła, że nie może się ze mną pokazywać na zdjęciach, odkąd ma mężczyznę, dlatego wrzucam tu zdjęcie jej nóg, stóp i butów (zepsutych). Tak w ogóle to zdążyłem już podpaść mężczyźnie Kasi i wolałbym go nigdy nie spotkać na swojej drodze, by nie oberwać po ryju. Liczba mężczyzn, którzy chcą mnie natłuc, stale rośnie, ale myślę, że ostatecznie żadnemu z nich nie chciałoby się mnie bić. Nie warto marnować energii. ;)

Spotkaliśmy się zgodnie z planem, punktualnie o wyznaczonej godzinie, na słynnych schodach pod zamkiem. Kasia była akurat po pracy, bo teraz ma cztery prace naraz, to tu, to tam, po kilka godzin dziennie. Spod zamku poszliśmy na Stare Miasto, na którym zjedliśmy smaczną pizzę i wypiliśmy mniej smaczne piwo. Myślałem, że jako człowiek bezrobotny, pozbawiony środków do życia, nie będę jadał pizzy, ale jednak postanowiłem zaszaleć, by przypomnieć sobie lata dobrobytu. ;)

Zanim spotkałem się z Kasią, zrobiłem sobie piękny spacer od Ronda Honorowych Krwiodawców pod zamek, przez całe Aleje Racławickie i Krakowskie przedmieście. Po drodze podziwiałem stojącą na wysokim poziomie urodę Lublinianek i wspominałem wszystkie dziewczyny, z którymi chodziłem po Lublinie. Szczególnie tą pierwszą, która pokazała mi miasto pewnego zimnego dnia roku 2009.


2012.09.01 / Sobota / 09:15 - Samotny na stacji PKP w Radomiu

Marzenka mi uciekła w połowie spotkania. Zapewne nie mogła znieść tego, że nadal mnie kocha, mimo że jestem takim podłym człowiekiem, nie liczącym się z jej zdaniem, nie szanującym jej i nie kochającym tak jakby tego chciała. ;) Odwiedziłem ją początkowo w domu rodzinnym, a następnie poszliśmy do sklepu po piwo i po zakupieniu dwóch Lechów usiedliśmy w wysokiej trawie, po środku niczego. Przeprosiłem Marzenkę za co miałem przeprosić, ale nie usłuchałem, gdy zabroniła mi dotykania, głaskania, macania i całowania. W końcu jej cierpliwość się skończyła i uciekła do domu, wyrzucając pełną butelkę piwa w trawę, a ja zostałem sam. Nie goniłem Marzenki, tylko włączyłem w telefonie mapę i odnalazłwszy właściwą uliczkę, poszedłem na dworzec PKP, zahaczając po drodze o Mc Donalda. Mimo wszystko fajnie było spotkać się z Marzenką po ponad półtoramiesięcznej przerwie. Z jednej strony szkoda, że nie jest już moją dziewczyną, a z drugiej... Nigdy nie byłem w niej tak w pełni zakochany i chyba było to widać od samego początku, nawet na tym blogu. Mimo wszystkich zalet Marzenki, moja miłość do niej była zbyt słaba i stąd pojawiały się te wszystkie komplikacje. One zawsze pojawiają się, gdy brakuje prawdziwego uczucia i znam to bardzo dobrze, jako człowiek poszukujący miłości od kilku lat. Cóż, serce nie sługa, a w dodatku często jest złym doradcą. Póki co całkiem dobrze mi jako samotnemu, bezrobotnemu człowiekowi. Na kobiety i tak nie mam na razie pieniędzy. Zaraz idę pod prysznic, ogarniam się i jadę do Lublina, by spotkać się z Kasią, którą ponad rok temu pokochałem, a która obecnie jest moją wierną przyjaciółką. Ach, gdybym pokochał Marzenką tak jak rok temu Kasię, pierwszą, drugą i trzecią, szczególnie trzecią! Gdyby choć jedna z nich pokochała mnie tak jak Marzenka... Byłoby cudownie, bo prawdziwa miłość jest cudowna, o czym przekonałem się w tym roku. Niestety nie ma tak łatwo, życie bywa skomplikowane i nie mamy na to dużego wpływu. Żyjmy więc dalej w naszej skomplikowanej sytuacji i poszukujmy wszyscy rozwiązania, poszukujmy miłości, a przede wszystkim - przyjaźnijm się. :) Przyjaźń jeszcze nikomu nie zaszkodziła, miłość - owszem. Zarazem pamiętajmy, że czas mija i powinniśmy wszyscy założyć rodziny, bo bez nich zostaniemy na starość smutnymi, naprawdę samotnymi ludźmi. Pod warunkiem, że dożyjemy starości...


"I've felt you coming girl, as you drew near
I knew you'd find me, cause I longed you here
Are you my desitiny? Is this how you'll appear?
Wrapped in a coat with tears in your eyes?
Well take that coat babe, and throw it on the floor
Are you the one that I've been waiting for?"

Nick Cave and the Bad Seeds "Are you the one that I've been waiting for?"