2012.10.31 / Środa / 21:06 - Od roku nienawidzę Halloween!

Rok temu było chujowo. Zostałem zdradzony przez dziewczynę, dla której byłem gotów zrobić wszystko. Spałem smacznie w swoim łóżku, gdy ona całowała się w klubie z dwoma podrywaczami, którzy chcieli ją zaciągnąć do łóżka. Przyznała mi się do wszystkiego, a ja próbowałem wybaczyć, ale wybaczenie nie jest łatwe. Zdrada boli jak mało co. Od tego czasu obiecałem sobie, że kolejnej kobiecie, która mnie zdradzi w Halloween, odrąbię siekierą głowę. Jeśli zdradzi mnie w innym dniu roku - po prostu odejdę, bo zdrada jest czymś, czego nie można akceptować, a wszelkie wybaczanie jest bez sensu. Marzenka w tym roku słusznie ode mnie odeszła, bo chyba ją zdradziłem, obmacując jedną i flirtując z drugą. Gdyby któraś z tych jednych i drugich chciała się ze mną całować, zrobiłbym to bez zastanowienia, bo tak postępują ci, którzy nie kochają - zdradzają. Kto kocha - nie zdradzi i w ogóle nie będzie się oglądać za innymi. Ja niestety Marzenki wtedy nie kochałem, bo byłem głupi. Z tego samego powodu kochałem dziewczynę sprzed roku, która potraktowała mnie w tak okrutny sposób. Tą myślą kończę raz na zawsze temat zeszłorocznej zdrady i zeszłorocznego związku. Temat Marzenki jest wciąż otwarty i chciałbym, by do mnie wróciła, ale nie zrobi tego i dobrze mi tak. Zasłużyłem sobie na to. Amen.


2012.10.31 / Środa / 12:05 - Cycki Murzynki

Dzień jak każdy inny. Siedzenie i leżenie na łóżku, przy którym mam laptopa, i na którym mam netbooka, służącego mi do oglądania filmów. Obok książki, które jednak nie wchodzą mi do głowy tak gładko jak poprzednia. Przy książkach kartki z angielskimi słówkami, które dosyć szybko zapamiętuję, by następnie część z nich zapomnieć i musieć sobie przypominać od nowa. Poza mną w mieszkaniu Mama, która już po trzech dniach brania leków od psychiatry zaczęła je tak uwielbiać, że potrafi domagać się ich nawet w środku nocy. Na chwilę wyszedłem dziś z mieszkania, by zrobić małe zakupy i podczas nich natknąłem się na ciasto widoczne powyżej. Nudząc się rozmawiam przez Internet z dziewczynami, szczególnie wspominaną już przeze mnie Edytą, która prawdopodobnie jest we mnie zakochana, ale boi się spotkania ze mną, ponieważ uważa, że ja nie zakocham się w niej i nasza znajomość tylko się z tego powodu zepsuje. Martwi mnie to podejście, ale cóż mogę zrobić. Poza Edytą przyjemnie rozmawia mi się także z pewną trzydziesto-dwu-letnią poznanianką poznaną na żałosnej Fotce.pl. Na tym samym serwisie rozmawiam też z pewną pięćdziesięcioletnią, seksowną Halinką, mając nadzieję, że poszukuje ona młodego kochanka i wybierze właśnie mnie. ;) Najważniejsza była dzisiaj jednak pięciominutowa rozmowa z Dorotą na GG, która jak zwykle zmieszała mnie z błotem, a napisała do mnie po to, by nakazać mi usunięcie jej zdjęć z Facebooka, mimo tego że na żadnym z nich nie było widać jej twarzy. Co prawda na zdjęciu, które miałem w tle widoczna były jej zgrabne nóżki, piękne majtki i kawałek nagiej piersi, ale przecież i tak prawie nikt nie wiedział, że to właśnie Dorota. ;) Miło było z nią popisać, jak zwykle zresztą. Fejsbukowe zdjęcie w tle musiałem usunąć, zamieniając je na takie, które przedstawia nogi najzgrabniejszej lubelskiej gimnazjalistki. ;) Kończąc temat kobiet - Marzenka podobno ma być moją przyjaciółką, na co zgodzi się, gdy udowodnię, że nie jestem już tak popieprzony jak wcześniej, a Kasia zablokowała mnie na GG, po tym, gdy poporosiłem ją o przysłanie zdjęcia jej ślicznej pupy w majtkach, które dostała ode mnie w prezencie. Na mój pogrzeb przyjdą dziesiątki kobiet, które będą pluły na mój grób... Lub nie przyjdzie prawie nikt, bo umrę jako samotny, zapomniany, opuszczony przez wszystkie partnerki i przyjaciółki, żałosny człowiek, który nie potrafił być poważny i nie chciał akcetpować szarej rzeczywistości. Nie chciał być normalny, lub po prostu nie potrafił.


2012.10.30 / Wtorek / 17:03 - Spacer po puławskich osiedlach

Wczoraj obejrzałem znakomity film "Shame", pod wpływem którego postanowiłem zostać seksoholikiem. Uznałem, że muszę zacząć od wyćwiczenia w sobie spojrzenia Fassbendera, które umożliwi mi zdobycie każdej kobiety, niezależnie od wieku, klasy społecznej, stanu cywilnego, czy rozmiaru biustu. Gdy siostra wróciła z pracy, a ja mogłem wreszcie wyrwać się z mieszkania, poszedłem na spacer, podczas którego ćwiczyłem owo spojrzenie na pięknych puławiankach. Zaglądałem dziewczynom głęboko w oczy, nie odrywając od nich wzroku i niemal czułem, jak zwiększa się poziom wilgotności w ich majtkach. Oczywiście najlepszym miejscem na testowanie spojrzenia Fassbendera jest metro, którego Puławy niestety nie mają nawet w planach, będę więc musiał poczekać na powrót do stolicy, który ma nastąpić w sobotę. Po kilkudziesięciu minutach spaceru zrobiło się na tyle ciemno i zimno, że postanowiłem odnaleźć drogę powrotną do mieszkania, co nie było wcale takie łatwe, gdyż zapuściłem się dziś w nieznane sobie rejony Puław. Tak, mimo że miasto jest małe, nie znam go całego, głównie dlatego, że nie mam z kim po nim spacerować. Oczywiście to się zmieni, gdy doprowadzę spojrzenie Fassbendera do perfekcji! No dobrze, a teraz, jak typowy seksoholik, zanurzam się w pornografii i serwisie Fotka.pl, na którym jedna szesnastolatka napisała mi dziś, że szuka sponsora. Czyżbym wyglądał na mężczyznę z grubym portfelem? Czy może na totalnego desperata? Na szczęście odmówiłem, ponieważ jestem seksoholikiem, owszem, ale bardzo porządnym. Poza tym przy złych kobietach bywam impotentem - to taki mój mechanizm obronny, bardzo skuteczny. Cieszę się, że natura mnie w niego wyposażyła, choć z drugiej strony, trochę przez niego straciłem.


"Sunday was a bright day yesterday
Dark cloud has come into the way

They sing to the darkest night
Long before"

Moby "Sunday (The day before my birthday)"


2012.10.29 / Poniedziałek / 18:51 - Łyszczoki

Tym, którzy nie wiedzą co to są łyszczoki, wyjaśniam i pokazuję. Nie mam pojęcia jak się je robi, ale kiedyś się tego nauczę, by pieścić kubeczki smakowe swojej kobiety. ;) Mama już w ogóle nie gotuje, ale starsza siostra jest w tym fachu bardzo dobra, dzięki czemu nawet po śmierci Mamy, będę miał możliwość zajadania się pierożkami lubelskimi, które z niewiadomych przyczyn są znane tylko naszej rodzinie, mimo tego że są najlepsze ze wszystkich pierozków na świecie. Byłbym zajebistym kucharzem, czuję to. :P Na pewno jest wiele rzeczy, w których byłbym zajebisty, gdybym się za nie wziął, ale przecież... Czasu tak mało, życia coraz mniej... Może właśnie dlatego wartoby było żyć intensywniej i prawdziwiej?


"You're my head You're my heart

No light, no light in your bright blue eyes
I never knew daylight could be so violent
A revelation in the light of day

You can't choose what stays and what fades away
And I'd do anything to make you stay

No light, no light
No light

Tell me what you want me to say"

Florence And The Machine "No light, no light"


2012.10.29 / Poniedziałek / 18:40 - Puławiacy zaskoczeni śniegiem

W Warszawie i okolicach śnieg spadł już kilka dni temu i z tego co mi wiadomo, nie roztopił się. Puławy do dzisiaj cieszyły się jesienną pogodą, ale wieczorem zaczęło mocno sypać, akurat wtedy, gdy usiałem pójść na pocztę, by wysłać dwa numery "Planów modelarskich" z lat siedemdziesiątych, które sprzedałem na Allegro za 95 zł. Trzeba sobie jakoś radzić w czasach bezrobocia i kryzysu, dlatego za dwa dni sprzedam także swoje buty. ;) Moją aukcję obserwuje jedenaście osób, z czego dwie już licytują. Co by tu jeszcze sprzedać? Szkoda, że nie mogę sprzedać swojego dziewictwa... Gdybym był kobietą-dziewicą, wystawiłbym swoją niewinność czym prędzej na Allegro. ;)

Poza śniegiem spokój, o ile przy Mamie może być jeszcze spokojnie. Leki od psychiatry działają dobrze, zwłaszcza te, które trzeba stosować z umiarem, bo są uzależniające, ale czas ich działa jest ograniczony, więc póki co nie jest tak jak dawniej. Pewnie już nigdy nie będzie tak jak dawniej...

Ameryka szykuje się na uderzenie wielkiego huraganu. Siostra i Tata w Truskawiu odzyskali prąd, po dwóch dniach przerwy. Ja właśnie dostałem od siostry pyszne "łyszczoki" ze skwarkami, którymi się zajadam. Końcówka października nie jest taka zła... Dużo rozkosznego lenistwa.

Skasowałem swój trzeci blog, zawierający zdjęcia sprzed trzech lat, ponieważ postanowiłem wykorzystać nieszczęsny Facebook do gromadzenia zdjęć upamiętniających ważne dla mnie miejsca, czas i ludzi. Założyłem albumy noszące nazwę Puławy, Warszawa, Truskaw, Kraków, Bieszczady, Lublina, Brzezinka i tak dalej, by w nich gromadzić w nich setki zdjęć. Tym sposobem moje zdjęcia wpadły w ręcę CIA, lub czegoś jeszcze gorszego. :>


2012.10.26 / Piątek / 16:42 - Ucieczka do Mc Donalda

Nareszcie wyrwałem się z mieszkania, choćby na chwilę. Wsiadłem na rower i mimo niskiej temperatury dojechałem do Mc Donalda, w którym nadal można kupić hamburgery po dwa złote. Zjadłem je sobie na obiad, posiedziałem trochę samotnie nad Wisłą i powróciłem. Dzisiaj rano obejrzałem kolejny film Woody'ego Allena, kolejny rewelacyjny - "Sleeper". Wspaniale jest odkryć złoże dobrych filmów i powoli je eksploatować. Myślałem, że widziałem już wszystko co dobre, ale na szczęście się myliłem. Ach, gdybym był tak inteligentny jak Allen... Gdybym był Żydem... Miałbym kobiet na pęczki, dzięki czemu mógłbym wybrać jedną, najlepszą, na całe życie. :> W zasadzie to na połowę życia, bo już tylko tyle mi pozostało. Zdołowałem się pamiętnikiem Gombrowicza, w którym napisał, że po trzydziestce człowiek zaczyna umierać. :( To prawda... Przekroczenie trzydziestki było najgorszym doświadczeniem mojego życia. Na chwilkę pocieszyło mnie dzisiaj zdobycie numeru GG fajnej szesnastolatki z Puław. Złoże szesnastolatek jest niewyczerpywalne. ;) Niestety po przekroczeniu trzydziestki zdają się one być poza zasięgiem człowieka... A raczej zboczeńca, którym chyba jestem. ;)



2012.10.25 / Czwartek / 13:42 - Niegrzeczne dziewczynki

Dwa dni temu skończyłem czytać książkę, którą dostałem w prezencie na urodziny od Kasi z Lublina. Książkę uznaję obecnie za jedną z moich ulubionych i nie ma się czemu dziwić - smutna i dramatyczna historia mężczyzny beznadziejnie zakochanego w złej kobiecie, która bawi się nim przez całe życie nie mogła mi nie przypaść do gustu. Szkoda, że ja nie zmarnowałem całego swojego życia dla jakiejś złej kobiety... To byłoby takie romantyczne... W każdym razie po przeczytaniu tej książki nabrałem ogromnej ochoty na lizanie cipki. Niestety nie mam w pobliżu żadnej. ;(

Właściwie nigdy nie uważałem, że czas spędzony z jakąkolwiek dziewczyną był zmarnowany. Jestem teraz samotny i zdaje się, że nikt mnie nie kocha, ale doceniam to co przeżyłem u boku Kaś, Dorot, Marzenek... Teraz staram się o to, by dziewczyna, z którą ostatnio najwięcej rozmawiam, czyli Edyta, otworzyła się na mnie tak jak jej poprzedniczki, ale na razie zdaję się być daleki od celu, czyli od jej... Majtek. ;) Żartuję. Chodzi o jej serce oczywiście. Wspaniale mi się z nią pisze, myślę, że bardzo dobrze się rozumiemy, choć zdarza mi się ją zdenerwować swoimi głupotkami. Na razie jest mi miło, że poświęca tyle swojego czasu na rozmowy ze mną, i że według niej jestem... Ładny. ;D Uwielbiam podobać się dziewczynom! :D Niestety Edyta z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu uważa mnie za zboczeńca. :)

Dni mijają w Puławach powoli. O Mamie żal pisać, ale myślę, że nie jest jeszcze tak źle, jak mogłoby być. Niestety jest o wiele gorzej niż choćby miesiąc temu, a nawet tydzień temu... Właściwie z każdym dniej jest gorzej, każdy dzień przynosi nowe wariactwo. Ja jednak niewiele mam tu do roboty, podaję jedynie obiady przygotowane przez siostrę i to właścwie wszystko. Resztę czasu mogę spędzać przy Internecie, kolejnym filmie Woody'ego Allena, lub przy książce, konkretnie przy "Dzienniku" Gomrowicza. Pogoda całkiem ładna, ale nie mogę ruszyć się z mieszkania...


2012.10.23 / Wtorek / 11:28 - Malfunction

Po dwóch dniach normalnego i w miarę szybkiego funkcjonowania Nowe GG rozsypało się tak po prostu, wyświetlając powyższy komunikat. Zabawne. :) Niemniej po bliższym zapoznaniu się z nową wersją oceniam ją pozytywnie. Przyzwyczaiłem się już do zmian i za największy minus uważam teraz inne rozmieszczenie emotikonek, którego trzeba się uczyć od nowa. Udało mi się włączyć opcję dzielenia znajomych na grupy, więc ten problem przestał istnieć. Ciekawą opcją jest sprawdzanie czy dana osoba ma mnie w znajomych, czy nie. Ogólnie jestem zadowolony i do starej wersji nie chcę już wracać.

Dzień trzeci mojego pobytu w Puławach jest podobny do wczorajszego. Mama jest męcząca, przede wszystkim dla samej siebie. Jest coraz bardziej nerwowa, z tygodnia na tydzień jest gorzej, ale nie bierze żadnych leków uspokajających, ani nie zamierza iść do psychiatry. Niewiele możemy w tej sprawie zrobić.

Staram się korzystać z wolnego czasu w taki sposób, by oderwać się trochę od szarej rzeczywistości. Czytam książki, oglądam filmy... Wczoraj wieczorem obejrzałem "Manhattan" Woody'ego Allena, któremu dałem maksymalną ocenę 10/10. Rewelacja. No i to zakończenie, w którym ukochana Allena, młodsza od niego o 25 lat, wyjeżdża na sześć miesięcy za granicę - coś mi to przypomina. Ale ona tak ładnie mówi na konec - powinieneś mieć odrobinę zaufania do ludzi. O tak, trzeba ufać, trzeba wierzyć, że będzie dobrze, nawet jeśli doświadczenia zyciowe pokazują, że marnie się na tym wyjdzie...

Wierząc więc i ufając, piszę dzisiaj - będzie dobrze.

Na koniec napomknę, że druga najładnejsza dzieczyna z Truskawia, Karina, olała moją wiadomość na Facebooku. Szkoda, bo nie wiem za bardzo, którą dziewczynę z Truskawia uznać za trzecią najładniejszą. ;) Znam jednak najładniejszą dziewczynę z Warszawy...

I nadal jestem w niej zakochany.


2012.10.22 / Poniedziałek / 15:39 - Znienawidzony Michał

Z roku na rok rośnie liczba kobiet, które twierdzą, że mnie nienawidzą i każą mi spierdalać. Ja osobiście nie znienawidziłem jeszcze żadnej spośród tych, które obdarzyłem uczuciem. Nie rozumiem jak można jednego dnia mówić, że się kocha, lub w jakikolwiek sposób to okazywać, choćby w łóżku, a drugiego kazać spierdalać i wyzywać od idiotów. Kobiety naprawdę są dziwne i lubię je teraz o wiele mniej niż jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynałem z nimi swoją przygodę, jako przepełniony romantyzmem prawiczek. Po jednym trzymiesięcznym związku i dwóch półrocznych czekam na kolejny, który zgodnie ze statystykami zakończy się wyzwiskami i nienawiścią. I tylko ja każdej z moich byłych i niedoszłych będę zawsze mógł powiedzieć "kocham Cię", niezależnie od tego ile czasu minie. Kocham Was wszystkie - nienawidzące mnie, niedoceniające, złośliwe i fałszywe żmijki.


"You're a bitch, I'm a jerk
I don't think that we can work"

Neurotic Outsiders "Jerk"


2012.10.21 / Niedziela / 18:14 - Migracja archiwum

Moje archiwum GG wyemigrowało! :o Nie wiem dokąd, być może do ciepłych krajów, niczym ptaki na zimę. Kliknąłem przycisk "Sprawdź dostępne aktualizacje" w programie GG10 i okazało się, że jest dostępna nowa wersja, nazwana NoweGG. Trochę to dziwne, bo kiedyś było już jedno GG, które nazywało się NoweGG, być może więc to obecne powinno nazywać się JeszczeNowszeGG? Niewiele myśląc zainstalowałem sobie najnowszą wersję i teraz trochę tego żałuję. Po kilku minutach użytkowania zauważyłem kilka istotnych zmian - teraz dostaje się wirtualny dysku o pojemności 3GB, na który na próbę wrzuciłem nagie zdjęcia swoich koleżanek. Faktycznie, pliki zapisały się na serwerze i mam do nich dostęp z każdego komputera, na którym będzie zainstalowana nowa wersja GG. Co więcej, mogę gromadzić pliki w specjalnych folderach, do których dostęp będą mieli moi znajomi, albo po prostu wszyscy. Drugą nowością jest zapisywanie historii rozmów na serwerze GG, o czym myślałem już od dawna. Nareszcie wszystkie rozmowy z całego mojego życia, ze wszystkich moich komputerów będą zgromadzone w jednym miejscu! Zastanawiam się tylko czemu moje archiwum GG, które zajmuje raptem kilka megabajtów, "migruje" już od trzydziestu minut i zamierza to robić przez kolejne czterdzieści? Zdecydowanym minusem nowej wersji jest to, że znikły mi gdzieś grupy, w których znajdowali się moi znajomi, na przykład "Koledzy", "Koleżanki". Wszyscy trafili do jednego wora i taki na przykład Jacek styka się z Kasią, za którą nigdy nie przepadał. Mam nadzieję, że się nie obrazi. ;) NoweGG działą strasznie ślamazarnie i zdążyło mi się zaciąć w kilka minut po pierwszym uruchomieniu. Na szczęście uruchamia się w kilka sekund, a nie w kilka minut, jak stara wersja. Trudno, trzeba się będzie przyzwyczaić do nowości, tak samo jak do Windows 8. Ludzie kiedyś nie chcieli się przyzwyczaić do nowego wyglądu najlepszego serwisu społecznościowego jaki istniał - Grono.net, zaczęli go bojkotować i w kilka miesięcy później serwis ten był już trupem, którego ostatecznie zlikwidowano całkowicie. Wielka strata. Jedno jest pewne - nie wyobrażam sobie życia bez GG. O ile z Facebooka mogę zrezygnować w każdej chwili, o tyle swojego profilu GG nie usunę nigdy, przynigdy!


2012.10.21 / Niedziela / 13:25 - Fiat Punto na osiedlu w Puławach

Tata został w Puławach na dwie godziny, zjadł obiad, odpoczął i ruszył samotnie w trasę powrotną. Nie wiem jak sobie poradzi bez mojego gps'owego wsparcia, ale może da radę. Po drodze ma wstąpić do swojej rodziny w Jasieńcu pod Grójcem, ale nie sądzę, by tam nocował. Raczej pokona całą trasę za jednym zamachem i wieczorem znajdzie się w domu.

Ja będę teraz całe dni spędzał z Mamą, bo nie może Ona zostać sama w mieszkaniu. Siostra będzie codziennie chodzić do pracy i dopiero po jej powrocie będę mógł się gdziekolwiek ruszyć. Miejmy nadzieję, że nie zwariuję kompletnie siedząc tutaj z Mamą, która przestała być normalna już jakiś miesiąc temu. Przede mną wypoczynek - to już trzeci miesiąc mojego słodkiego bezrobocia. Mam nadzieję, że po nim nadejdzie czas słodkiej pracy. Czas słodkich pieniążków, za którymi się stęskniłem.


2012.10.21 / Niedziela / 13:20 - Podróż z Mamą i Tatą do Puław

Wbrew obawom udało nam się namówić Mamę do tego, by wsiadła do samochodu i pozwoliła się zawieźć do Puław, w których jesteśmy już od trzech godzin. Po raz pierwszy jechaliśmy swoim samochodem, jak normalna rodzina, tak jak zawsze chciała tego Mama, która obecnie niestety nie potrafi się z niczego cieszyć. Tata kierował, Mama siediała zamknięta w sobie, a ja podziwiałem kolorowe drzewa mijane po drodze, a w krytycznych momentach patrzyłem się na ekran telefonu z włączonym Google Maps i przy pomocy GPS'a wskazywałem Tacie właściwą drogę. Do Puław dostaliśmy się trasą całkowicie omijającą Warszawę, którą nigdy jeszcze nie jechałem. Wiedzie ona przez Pruszków, Nadarzyn, Wolę Kosowską, Tarczyn, Grójec, Warkę, Głowaczów, Kozienice i Gniewoszów. Rano jazdę utrudniała nam gęsta mgła, która ograniczała widoczność do jakichś stu metrów, ale około południa, gdy znaleźliśmy się przed Puławami mgła całkowicie ustąpiła i wyszło piękne słońce. Wydawało się, że trafiliśmy do jakiegoś innego, radośniejszego świata. Być może nawet Mama się troszeczkę rozpogodziła? Jaka szkoda, że nie jest już zdrowa, jak dawniej... Samochód sprawuje się dobrze, Tata nauczył się jeździć nim w taki sposób, by nie gasł mu silnik i ogólnie wszystko poszło zgodnie z planem.


2012.10.20 / Sobota / 18:07 - Windows 3.11

Jesienny weekend z piękną pogodą, Puszczę Kampinoską odwiedziły dziś tłumy ludzi, ale ja nie ruszyłem się z domu od kilku dni. Dzisiaj zająłem się na przykład zwalczaniem grzyba na ścianach swojego pokoju, specjalnym środkiem grzybobójczym zawierającym chlor, wystawieniem na Allegro butów wojskowych, które dostałem trzy lata temu podczas pracy w ochronie, albo instalacją Windows 3.11 na starym komputerze, który ostatecznie okazał się być jednak zbyt nowoczesny, by Windows chciał się na nim uruchomić. Spakowałem też do torby rzeczy Mamy, która ponownie jest w okropnym stanie psychicznym i traci zupełnie kontakt z rzeczywistością, dręczona stanami lękowymi. Mama twierdzi, że jutro nie jedzie do Puław, prawdopodobnie będzie się przed tym bronić, a przecież nie będziemy Jej na siłę wpychać do samochodu... Chyba. Mama wydaje się być w gorszym stanie niż najgorsze klientki ezoteryki, z którymi pisałem przez tyle lat. Może choroba Mamy jest także karą dla mnie za to co robiłem? Dzisiaj o 5:00 rano Mama zadzwoniła do siostry w Puławach i powiedziała coś w stylu "zabiłam swoje dzieci", przez co musiałem wstawać i w jakiś sposób spróbować pomóc, ale właściwie niewiele mogłem zrobić. Stany lękowe mijają same, po jakimś czasie. Pojawiają się mniej więcej dwa razy na dzień i na pewno wpływają źle także na zdrowie fizyczne Mamy. Czy wiecie, że w Polsce rocznie na raka umiera 40 tysięcy kobiet? To daje około 110 kobiet dziennie.

Wracając do normalności - wczoraj owinąłem modem workiem foliowym, który zakleiłem szczelnie taśmą samoprzylepną i taki pakunek wywiesiłem na pięciometrowym przedłurzaczu USB za okno swojego pokoju, dzięki czemu modem łatpie teraz bez problemu zasięg szybkiego Internetu. Wszystko działa pięknie, ale zastanawiam się jak będzie wyglądac sytuacja po pierwszym deszczu, a zwłaszcza po pierwszym śniegu i temperaturze minus dwudziestu stopni. Czy modem przetrwa te tortury? Przekonam się niebawem, bo śnieg ma spaść już za tydzień, w rocznicę mojego drugiego pobytu w Krakowie...

Marzenka nadal mnie nie chce, ale miło rozmawia mi się z Edytą, a także miło wspomina mi się inne partnerki z przeszłości i czasem z nimi rozmawia... Wczoraj napisałem na Facebooku do dziewczyny, którą uważam za drugą najładniejszą w Truskawiu. Nie bardzo wiem po co to zrobiłem, ale jakoś nie mogłem się powstrzymać. Wygląda naprawdę świetnie, nietypowo, intrygująco, ale to tylko taka wizualna fascynacja... Fascynuje mnie też jej imię - Karina. Tęsknię już nie tylko za Marzenką, ale ogólnie - za miłością i za tym, by miec kogoś przy sobie. Marzenka byłaby idealna, ale odeszła ode mnie w najtrudniejszym momencie mojego życia, do czego zresztą sam się przyczyniłem, by teraz bardzo tego żałować. Co ja narobiłem?


"When the party's over
You got no way to go

When the party's over
You got no way to go"

Morcheeba "Fragments of freedom"


2012.10.18 / Czwartek / 12:36 - Samochód przebadany

Kolejny słoneczny, jesienny dzień. O godzinie 10:00 pojechaliśmy z Tatą na pobliską stację kontroli pojazdów, na której za moje sto złotych nasz pojazd został zbadany technicznie i dopuszczony do ruchu na kolejne dwanaście miesięcy. Wszystkie mechanizmy są sprawne, wszystkie światła się świecą, możemy nim przebyć tysiące kilometrów, nie spodziewając się przy tym żadnej awarii. ;) Po badaniu technicznym uniknęliśmy czołowego zdeżenia z nieostrożnym kierowcą, który nie patrząc na drogę wjechał na nasz pas ruchu, a następnie zatankowaliśmy do pełna, co trwało bardzo długo, ze względu na usterkę wlewu paliwa. Drzewa nadal są kolorowe i wszędzie wokół jest bardzo ładnie. W niedzielę wyruszamy, by zabrać Mamę tam gdzie kiedyś była szczęśliwa. Ja odkryłem dzisiaj, że w styczniu załapię się chyba jeszcze na stary egzamin teoretyczny z prawa jazdy, który będzie obowiązywał przez pół roku. Spoko loko więc - wiosną ostatecznie zdobędę prawko!


"Wake to see - your true emancipation is a fantasy.
All the seas have risen up and overcome the brave.

Greatness dies, unsung and lost, invisible to history.
Embedded spies brainwashing our children to be mean.

You don't have long,
I am on to you
The time, it has come to destroy...

Your supremacy
Supremacy"

Muse "Supremacy"


2012.10.17 / Środa / 18:37 - Jeszcze jesień

W ogóle nie widać, że to zdjęcie sam sobie zrobiłem, z ręki... ;) Piękna pogoda, piękne kolory na drzewach, błękitne niebo, wódka w kieszeni i hamburgery w promocji w Mc Donaldzie, do którego się dzisiaj udałem. Właściwie pojechałem do Warszawy tylko po to, by zjeść dwa hamburgery, które stały się moim obiadem. Wybrałem Mc Donalda znajdującego się w przejściu podziemnym przy Dworcu Centralnym, przy Orco Tower, by zajadając je móc pospacerować po dzielnicy, którą bardzo lubię. Przeszedłem się koło filtrów, zahaczyłem o okolicę dawnej siedziby mojej byłej firmy, a pod Politechniką postałem kilkadziesiąt minut, opierając się o słup, gapiąc się na dziewczyny, ciesząc się tym, że nie mam żadnych obowiązków, że nie musze nigdzie iść, tak jak Ci wszyscy ludzie dookoła. Muszę cieszyć się resztkami wolności, które mi pozostały przed powrotem do pracy. Gdyby jednak zdrowie mi dopisywało i ból palców nie powracał, bardzo chętnie zanurzył bym się w zawodowych obowiązkach, zarabiając pieniądze, które są mi teraz potrzebne tak bardzo jak nigdy wcześniej w życiu. Oczywiście stałem się oszczędnym człowiekiem i nie będę już tak przepierdzielał wszystkiego co zarobię.

Z Mamą ostatnio jest nieco lepiej, choć nadal ma stany lękowe. Według planu Tata ma zawieźć w niedzielę mnie i Mamę do Puław, samochodem, który tam zostanie. Tata powróci do domu, a ja z Mamą zostanę na ponad tydzień w mieszkaniu siostry, w rodzinnym mieście Mamy. Moim zdaniem to dobry pomysł... Gdybym zdał w poniedziałek egzamin, mógłbym sam poprowadzić samochód...

Marzenka nadal mnie nie chce, kazała nawet usunąć avatar, na którym znajdowaliśmy się razem. :( Edyta natomiast stwierdziła, że zakochała się we mnie, co zresztą daje się od pewnego czasu odczuć. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że Edyta jeszcze nigdy się ze mną nie spotkała, choć raz widziała z daleka mnie i Marzenkę na Starym Mieście w Warszawie. Ja po prostu bardzo lubię z nią pisać, uważam ją za zabawną, bystrą i porządną dziewczynę. Niewiele jest takich, ale w tym roku poznałem aż dwie z tej kategorii. ;) Mam szczęście.

Zabawny rzeczy działy się wczoraj na Stadionie Narodowym. :) Podoba mi się to jak szybko reaguje Internet na takie wydarzenia. Na Facebooku przeżywamy teraz wszystko wspólnie, jako naród, jako ludzkość... Chciałem się usunąć z tego podstępnego serwisu, ale poczułem, że jest to trudniejsze, niż choćby rok temu. Coraz trudniej nam funkcjonować bez Facebooka. Może kiedyś znajdę w sobie siłę, by usunąć profil i naprawdę już nigdy nie wrócić. Fotobloga nigdy nie usunę. W przyszłym roku będzie obchodził piąte urodziny!


"Its that nigga Ren back for the 9-5
They say real niggaz was dead
But this nigga be alive
So I'm puttin' it down wit that nigga E uh-huh
For all of my niggaz in the C-P-T
So here we go again with part 3 of the script
Makin bitch made niggaz bite they lip, when we dip
So tell me how the phuck do it feel
Tah get hit wit Tha Muthaphukkin Real"

Eazy-E "Tha muthaphukkin' real"


2012.10.15 / Poniedziałek / 11:16 - Wstyd się przyznawać

Egzamin praktycznie nie trwał długo, zakończyłem go tak samo jak pierwszy - przez najechanie na tyczkę podczas jazdy po łuku tyłem. Podszedłem do tego manewru ze zbyt dużym luzem, bez stresu, myślami będąc już przy jazdach po mieście i nie zauważyłem, że minąłem już tyczkę przy której powinienem wykonać jeden pełny obrót kierownicą w prawo. Wypatrywałem kolejnej i dopiero przy niej zacząłem skręcać, ale w tym momencie mój samochód znalazł się już poza łukiem, kosząc przy okazji inną tyczkę. Żal, wstyd, hańba. :( Szkoda, bo trafiłem na wyjątkowo wesołego egzaminatora, z którym chętnie pojeździłbym po mieście. Jutro mijają dokładnie trzy lata od czasu mojej pierwszej jazdy na kursie. Dzisiaj nie zdałem, bo zapomniałem pójść do kościoła i się pomodlić Damn. :P

Na razie daję sobie spokój z prawem jazdy, nie idę na pięć godzin jazd doszkalających, głównie dlatego, że nie mam na to pieniędzy, a nie chcę wydawać cudzych. Poza tym zimą prawo jazdy i tak mi się nie przyda. ;) Najwidoczniej załapię się na egzamin teoretyczny nowego typu, ale z tego co wiem, praktyczny ma pozostać bez zmian. Rozważam także opcję, by po prostu porzucić robienie prawa jazdy, a samochód sprzedać, gdy nie będzie już potrzebny.

Najgorzej wygląda obecnie sytuacja z Mamą i nie chodzi o zdrowie fizyczne, tylko o psychiczne. Mama przekroczyła już próg normalności i bardzo ciężko z nią teraz wytrzymać. Wydaje jej się, że Tata chce ją zabić, albo, że skończy się jedzenie, przez cały czas wynajduje setki problemów, żyje w ciągłym stresie... Z każdym tygodniem jest gorzej i Mama praktycznie nie jest już sobą, tylko wrakiem psychicznym z nerwicą i początkami jakiejś... Schizofrenii. Oto co z człowiekiem robi hormonoterapia, która podobno jest lepsza od chemioterapii. Myślę, że sytuacja wróciłaby do normy, gdyby Mama odstawiła hormony, ale one mają leczyć raka, więc teoretycznie nie jest to możliwe. Nasza rodzina ma teraz wielki problem, a rak, którego wcześniej tak się obawialiśmy to tylko jego część. :( Może psychiatra pomoże choć trochę...


2012.10.13 / Sobota / 13:40 - Leśny samochód

Jestem już w lesie, czyli w domu. Tydzień wystarczy, aby po powrocie odczuć niechęć do tego zimnego, zawilgoconego domu w samym sercu puszczy. Na szczęście po godzinie człowiek sie przyzwyczaja i daje radę tu wytrzymać, a na następny dzień może nawet być szczęśliwy. W domu niewiele się nie zmieniło, Mama nadal jest w złym stanie psychicznym, siostra nadal nie ma pracy i nie przygotowuje się w żaden sposób do zdania matury, ja nadal wypoczywam. Tata zajął się samochodem w profesjonalny sposób, samodzielnie wymieniając w nim pasek rozrządu i kilka innych rzeczy. Ja umiem najwyżej ustawić lusterka. ;) Pojeździłem dzisiaj po okolicy, by przypomnieć sobie przed egzaminem jak się prowadzi samochód. Na etapie, na którym jestem, wystarczy tydzień bez jeżdżenia, by stracić prawidłowe odruchy i pewność siebie. Za kilka dni musimy się udać z Tatą na przegląd techniczny.

W miłości bez zmian. Tęsknię za Marzenką, inne dziewczyny niewiele mnie obchodzą, jest mi smutno i wracam myślami do niedalekiej przyszłości. Jakże pięknej! :( Wpędziłem się w pustkę, z której zapewne nieprędko wyjdę. Czasu niestety nie mogę cofnąć. :( Spieprzyłem naszą piękną historię! :(

Należałoby zacząć myśleć o powrocie do pracy... Podobno w listopadzie mam iść tam, gdzie na mnie czekają. W sumie oni czekają tam na każdego chętnego...

Wczoraj podczas powrotu busem do domu odkryłem Sneaker Pimps! Poza tym zapoznałem się z nową płytą Muse, która nie jest już tak rewelacyjna jak poprzednie, ale jednak ciekawa. Dubstep przenika do wszystkich rodzajów muzyki - nawet do rocka! Może nawet poszedłbym na koncert Muse, który odbędzie się w Łodzi, ale po pierwsze boję się tego miasta, a po drugie nie mam pieniędzy. Nadal czekam na trzecią płytę Crystal Castles i na ich koncert, na którym pójdę na sto procent! Wystarczy, że przegapiłem kilka poprzednich...


"Just to find yourself
I hope you find yourself
In a low place like home
Low place like home"

Sneaker Pimps "Low place like home"


2012.10.12 / Piątek / 10:03 - Droga do Marzenki

Obudziłem się w pustym łóżku, bez Marzenki u boku, samotny. Zjadłem płatki z mlekiem na śniadanie i zasnąłem na ponad godzinę. Teraz ponownie się obudziłem i wiedziony tęsknotą postanowiłem wrzucić tu zdjęcie z wczorajszego dnia, zrobione na radomskim Idalinie, na którym mieszka moja ukochana kobieta. Tyle razy już tam byłem... Dokładnie pięć. :P Zaledwie.

Zaraz zjem drugie śniadanie - tosty z pasztetem i pomidorem. Obejrzę jakiś stary film w wersji oryginalnej, pójdę na małe zakupy, a następnie powrócę do domu w lesie, przede wszystkim dlatego, że w poniedziałek muszę stawić się na egzaminie praktycznym z prawa jazdy. Młodsza siostra za trzy tygodnie będzie się zapisywać na swój egzamin.

Najchętniej zostałbym w Puławach dłużej, albo powrócił do nich na jeszcze jeden tydzień. Fajnie tu. :)


2012.10.11 / Czwartek / 20:55 - Zakochałem się w Marzence!

Radom. Dzisiaj ponownie odwiedziłem to miasto i ponownie spotkałem się z Marzenką, po ponad miesięcznej przerwie. Na miejscu przede wszystkim okazało się, że Marzenka nie zmyślała i naprawdę ma teraz nowego mężczyznę, który wyznaje jej miłość i jest blisko niej. Swojego następcy nie poznałem osobiście, ale miałem okazję przeczytać dwa smsy od niego, uznając go bardzo szybko za człowieka niegodnego uwagi, tak zwanego człowieka-farmazona, typowego mężczyznę, jakich wiele. ;) Po tylu latach pracy na smsach jestem w stanie zidentyfikować człowieka zaledwie po kilkunastu słowach. :P Nie ma to jak Michał Górka, mężczyzna z nietypową klasą, człowiek nieszablonowy, mężczyzna zagadka, romantyczny szaleniec, idiota w pozytywnym znaczeniu tego słowa, mężczyzna stanowiący dla kobiety wyzwanie, kochający tak jak inni nie kochają. ;) Nie rozumiem jak Marzenka jest w stanie zadowolić się kimś innym. :P

W każdym razie u Marzenki nie mam teraz szans, ale nie przeszkodziło mi to w spędzeniu z nią kilku godzin, podczas których starałem się opowiedzieć wszystko o wszystkim, a zarazem udowodnić, że nie jestem już taką mendą jak wcześniej, w co sam osobiście głęboko wierzę. Wiem, że kilka miesięcy temu zmarnowałem coś bardzo wartościowego, postępowałem głupio, byłem frajerem, niewdzięcznikiem i niegodziwcem, ale wszystko to wynikało z mojego przeciętnego zakochania w Marzence. Sam nie wiem czemu takie było, może miała na to wpływ poprzednia miłość, która jeszcze nie zdążyła we mnie wygasnąć, a może chciałem zdobyć w swoim życiu jeszcze kilka pięknych dziewczyn, zanim zestarzeję się i poczuję, że młodość naprawdę już przeminęła. Nie można też zapominać, że był to dla mnie ciężki rok, ze względu na chorobę Mamy. W miłości byłem niedoświadczony, można powiedzieć, że wiosną tego roku stawiałem w niej pierwsze kroki i po raz pierwszy znalazłem się w prawdziwym związku. Dopiero zacząłem się uczyć jak być mężczyzną i jeszcze nie porzuciłem swojej dziecinności. Przede wszystkim jednak nie byłem zakochany, nie czułem tego, co najważniejsze, lub nie czułem tego w pełni. Poczułem dopiero dziś, a uświadomiłem to sobie dopiero wtedy, gdy nadeszła pora pożegnania i w chwilę po wyjściu z domu Marzenki zacząłem za nią tęsknić, tak jak nigdy wcześniej. Tęsknota przeszyła mnie na wylot i ból, który wtedy poczułem, bym bólem prawdziwej miłości. :( Zrozumiałem, że chciałbym mieć Marzenkę już zawsze przy sobie, nie tylko dlatego, że dzisiaj wyglądała piękniej niż kiedykolwiek, prawdopodobnie ze względu na makijaż, ale dlatego, że sam wydoroślałem i spoważniałem. Doceniłem to co jest naprawdę ważne i doceniłem kobietę, która od teraz, gdyby mnie naprawdę zechciała, byłaby najważniejszą i jedyną w moim życiu. Kobietę, której przecież nigdy nie rzuciłem, z którą nigdy nie chciałem się rozstawać, ale której uczucie do mnie zwyczajnie zmarnowałem... :(

Potwierdzeniem tego, że od teraz jestem zakochany był coś co mogę nazwać testem muzycznym, który Marzenka po raz pierwszy przeszła pomyślnie. Ten wymysł polega na tym, że po spotkaniu z dziewczyną zakłada się na głowę słuchawki i słucha się muzyki. Jeśli nie doświadcza się niczego niezwykłego, gdy muzyka brzmi jak zawsze, wtedy należy uznać, że miłości brak. Jeśli jednak doświadcza się w tym momencie pewnego rodzaju katharsis, gdy życie zaczyna mieć sens, a muzyka miesza się z miłością, tworząc jedyną w swoim rodzaju mieszankę dostającą się przez uszy do mózgu i serca, wtedy ma się pewność - jest się zakochanym. Doświadczałem tego po spotkaniach z Dorotą, po spotkaniach z Kasią, jedną i drugą, a nawet po pierwszych spotkaniach z Owcą, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłęm tego po spotkaniu z Marzenką, aż do dziś. Jechałem busem, tęskniłem, a świat wydawał się być inny niż zaledwie kilka godzin wcześniej. Pozostaje mi tylko powiedzieć, że jestem otwarty, czekam i kocham, a do samego siebie mam wielki żal, że pokochałem Marzenkę dopiero teraz, gdy prawdopodobnie na wszystko to czego pragnę, na związek, być może małeżeństwo i dzieci, jest już za późno. Po raz kolejny mogę zapłakać nad własnym losem, ale po raz pierwszy mogę za ten los winić samego siebie.

Moja utracona druga połówko, Marzenko - kocham Cię! Zrozumiałem dzisiaj, że w moim życiu brakuje właśnie Ciebie. :(


2012.10.10 / Środa / 21:28 - Wyjazd, którego nie było

Znudzony rozkoszowaniem się wolnością, możliwością spania tak długo jak tylko zechcę, oglądaniem dobrych filmów w wersji bez lektora i bez napisów, czytaniem książki i przesiadywaniem przed laptopem, postanowiłem wybrać się do Radomia, by spotkać się z Marzenką, którą ostatnio widziałem ponad miesiąc temu. Marzenka wciąż ma kilka moich rzeczy, które jej pożyczyłem, gdy byliśmy razem, ale to nie po nie chciałem się wybrać do Radomia, tylko po coś ważniejszego. Nie do końca wiem co chciałbym osiągnąć, nie wiem czy mam jakikolwiek cel, a przede wszystkim wyczuwam niechęć, a nawet wrogość ze strony tej dziewczyny o złotym sercu, która podobno mnie kochała, ale jednak nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś całkowicie znikła z mojego życia. Nigdy nie zrozumiem jak można najpierw iść z kimś do łóżka, a później nie chcieć mieć z tą osobą nic wspólnego. Takie podejście nie pasuje do mojej wizji świata, która mimo wszystko nadal jest romantyczna.

Najważniejsze, że do Radomia ostatecznie nie dojechałem, a nawet nie wsiadłem do busa, który miał mnie tam zawieść. Nie wsiadłem, gdyż bus ten w ogóle się nie zjawił na przystanku, na którym czekałem przez dwadzieścia minut. Po dwudziestu minutach marznięcia stwierdziłem, że dalsze czekanie nie ma sensu i udałem się na spacer po Puławach, przekładając ewentualny wyjazd na dzień jutrzejszy. Skończyło się więc na samotnym spacerze ze słuchawkami na głowie i było to bardzo przyjemne doświadczenie. Jestem wolny, nie mam żadnych zobowiązań, nie muszę pracować, nie muszę się przejmować Mamą, która jest daleko ode mnie, mogę po prostu chodzić po kolorowych Puławach i cieszyć się moja ulubioną porą roku. Niestety chore nogi rozbolały mnie po przejściu zaledwie kilku kilometrów, ale nie szkodzi, dobre i to, kilka kilometrów spaceru to i tak wielka radość. Po drodze minąłem pub, który być może kiedyś odwiedzę, najchętniej wtedy, gdy ponownie przestanę być samotny.

Przed chwilą obejrzałem "Annie Hall" - wyśmienity film Woody'ego Allena, którego chyba dopiero teraz mogę zaliczyć do grona swoich idoli. Ostatnio rozsmakowałem się w starszych filmach, sprzed pięćdziesięciu, czterdziestu i trzydziestu lat. Oglądam je w wersji oryginalnej i jestem bardzo zadowolony z faktu, że w tym roku poznałem dwa tysiące angielskich słów, których jeszcze rok temu nie umiałbym przetłumaczyć. Możliwość oglądania z pełnym zrozumieniem filmów w wersji bez napisów i lektora to dla mnie coś nowego, czego wcześniej nie mogłem doświadczać, a co bardzo mi się podoba. Niestety w grudniu do egzaminu FCE nie przystąpię, tak samo jak nie zapisałem się na żaden kurs jężyka angielskiego, mimo planów, które miałem na początku roku. Może kiedyś do nich wrócę...

Gdybym mógł swoje życie przeżyć od nowa i coś w nim zmienić to z pewnością chciałbym się uczyć kilku języków, już od dziecka, by w przyszłości móc pracować jako tłumacz, niczym bohater książki "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki", którą dostałem na urodziny od Kasi z Lublina, którą właśnie czytam, i która bardzo mi się podoba. Niestety w wieku trzydziestu lat nauka czegokolwiek nie jest już tak łatwa jak w dzieciństwie, lub ja po prostu jestem zwykłym leniem, takim jakim byłem zawsze.

Od kilku dni korzystam z przeglądarki internetowej w trybie pełnoekranowym, do czego nakłoniła mnie premiera Windows 8, w którym taki tryb jest standardem. Windowsa 8 na razie nie mam na żadnym ze swoich komputerów, ale tryb pełnoekranowy zdecydowanie polubiłem i sam nie wiem czemu nie zacząłem go używać wcześniej. Nie wiem jednak czy kiedykolwiek polubię ten kolorowy, kafelkowy interface Metro. Najchętniej pozostałbym przy Windowsie XP na zawsze, lub chociaż przy Windowsie 7, który przecież całkiem niedawno był nowością, ale nie jest to takie łatwe. Świat pędzi do przodu, czy tego chcemy, czy nie. Tymczasem idę spać.


2012.10.08 / Poniedziałek / 15:34 - Umieranie jest fajne

Istnieje teoria mówiąca o tym, że Michaela Jacksona specjalnie uśmiercono, by zarobić na nim miliony, a może miliardy dolarów. Jako trup, król muzyki pop był więcej wart, niż jako niemal pięćdziesięcioletni, wypalony artysta, którego dni świetności już dawno przeminęły. Powyższy wykres ukazuje liczbę odtworzeń nakręconego przeze mnie w tym roku filmiku z piosenką Marcina Różyckiego, którą śpiewa razem ze swoją żoną (wówczas przyszłą), podczas przedostatniego koncertu w swoim życiu, w czerwcu. Póki co jest to największy sukces mojego kanału YouTube i na dzień dzisiejszy piosenka "Spowiedź" została odtworzona niemal piętnaśce tysięcy razy. Uważam, że udało mi się nagrać coś ważnego i pięknego, niezwykle smutne pożegnanie z ukochaną, z publicznością, z całą swoją przeszłością, z życiem... Bardzo lubię patrzeć na Marcina, wkładającego tyle wysiłku w to, by zaśpiewać pod koniec jedną zwrotkę, i na jego żonę, wkładającą tyle wysiłku w to, by się nie rozpłakać. Niestety nie mogę zarabiać na reklamach, które ewentualnie pojawiałyby się przed filmikiem, gdybym wyraził na to zgodę, ponieważ nie posiadam praw autorskich do tego utworu. Na takiej ilości widzów na pewno zarobiłbym jakieś... Dwa złote. ;) To co przede wszystkim chcę tutaj pokazać to fenomen śmierci, która niekiedy bywa siłą sprawczą, napędem, źródłem zmian. Oglądalność filmiku wzrosła niesamowicie w dniu, w którym Marcin Różycki przegrał walkę z rakiem i odszedł do, miejmy nadzieję, lepszego świata. Nie mogę się doczekać momentu, w którym sam umrę i oglądalność mojego bloga wzrośnie o kilkaset procent! :> Muszę tylko przygotować zawczasu notkę, którą moja siostra wklei tutaj po mojej śmierci. Notka musi być odpowiednio dramatyczna, a zarazem głupia, jak przystało na Michałą Górkę. Na zdjęciu mogę pokazać swój goły tyłek, a w treści wpisu powinno się w niej znaleźć zdanie w stylu "Spełniło się największe marzenie mojego życia - umarłem", albo "Nie żyję i prawdopodobnie mam to w dupie". Czy każdy człowiek ma przeczucie, że jego życie zakończy się samobójstwem, czy tylko ja? Czy na tamtym świecie też można pisać bloga? Czy na tamtym świecie będę miał ukochaną kobietę? Wydaje mi się, że moja Mama będzie szczęśliwa w swoim życiu już tylko wtedy, gdy umrze.


2012.10.06 / Sobota / 19:02 - Pusty w środku

Widziony nudą i głodem, postanowiłem wybrać się ponownie do Mc Donalda, oddalonego o dwa i pół kilometra od naszego osiedla. Chciałem skorzystać z październikowej promocji, podczas której jeden hamburger kosztuje tylko dwa złote, ale po dotarciu na miejscu uznałem, że wolę spróbować czegoś nowego i po raz pierwszy w życiu kupiłem Big Maca. Okazał się być bardzo smaczny, ale nieco nieporęczny, a przede wszystkim drogi - niemal dziewięć złotych! Po zjedzeniu go stwierdziłem, że wolę jednak zjeść dwa cheeseburgery, niż jednego Big Maca. Do miasta powróciłem nadwiślańskim deptakiem, podziwiając piękny zachód słońca. Jaka szkoda, że nie było przy mnie żadnej dziewczyny, która mogłaby zmienić ten całkiem przyjemny wieczór w rewelacyjny. Marzenka mogłaby się zlitować i dać mi jeszcze jedną szansę, której tym razem już bym nie zmarnował. Prawda? Ostatnio uznałem nawet, że jednk ją kocham i zostałbym z nią na zawsze, gdyby wróciła. :( Kto wypełni pustkę, w którą sam się wpędziłem?


2012.10.06 / Sobota / 19:01 - Opakowane zabytki

Od wielu miesięcy, a może nawet od kilku lat, niektóre zabytki znajdujące się w puławskim parku wyglądają tak jak na powyższym zdjęciu. Kiedy skończy się ten wszechobecny remont? Już dwie moje dziewczyny nie mogły w pełni docenić piękna Puław, z powodu tych nieładnych opakowań...

Samotną sobotę spędziłem po części w parku, w którym odbywały się jakieś tajemnicze biegi na orientację, dzięki którym park wypełniony był atrakcyjnymi nastolatka w obcisłych legginsach. Rano przed pałacem miała miejsce wystawa zabytkowych samochodów, ale niestety spóźniłem się na nią o kilka godzin. Z wódką w kieszeni wyszedłem z mieszkania dopiero po południu, by posiedzieć na ławkach, pospacerować i nacieszyć się samotną wolnością. Wesoło zrobiło mi się dopiero po opróżnieniu butelki. Pogoda była przepiękna, świeciło słońce, a temperatur dochodziła do dwudziestu stopni. Niestety nikt nie chciał do mnie dołączyć, by cieszyć się tym wszystkim, nawet koleżanka mojej siostry, obecnie już niemal czterdziestoletnia. Wieczorem poznałem za to szesnastoletnią Kasię, z sąsiedniego osiedla. ;) Ładną, zgrabną, pełną życia, świeżą, daleką od śmierci... Jak większość szesnastolatek.


2012.10.05 / Piątek / 17:59 - Samotny weekend w Puławach

Siostra pojechała do leśnego domu. Odprowadziłem ją na przystanek, pojeździłem trochę na rowerze po Puławach i porozmawiałem pod naszym blokiem z ciocią, która opowiedziała mi wszystko o wszystkim. Przede mną samotny weekend, pustka, brak seksu. Nie odwiedzi mnie ani Marzenka, ani Kasia, ani Edyta, ani Malwina, ani Dorota (mam na myśli tę z Warszawy). Mogę jednak upić się i następnie wyruszyć na miasto na łowy, by w ciągu jednego dnia poznać jakąś piękną i młodą dziewczynę, zafascynować ją swoją osobą, a następnie zaprosić ją do mieszkania i przeżyć z nią niezapomnianą, namiętną przygodę. Niestety nie lubię puszczalskich dziewczyn, które po kilku godzinach znajomości wskakują facetowi do łóżka (lub robią cokolwiek związanego z seksem, niekoniecznie w łóżku), więc ten plan odpada. Pozostaje samotność i wspomnienia, które przywołał zapach perfum używanych teraz przez siostrę. Mój umysł i moje serce nawiedzają obrazy sprzed roku - Kraków, Wieliczka, Ursynów, Oświęcim, Lublin, Kazimierz Dolny, Puławy, Majdanek, Truskaw, koncerty, kawiarnie, puby, spacery, filmy w kinie, zakupy, wspólne oglądanie "Peep show" na dvd, pocałunki, czułość, wrażliwość, piękno, mądrość... I zapach, zapach kobiety z klasą.

Marzenkę zresztą też miło wspominam. Właśnie, jedynie miło. Ale to przecież nic złego... Chyba zaraz do niej zadzwonię, choć pewnie nie odbierze, albo po prostu każe mi spierdalać. Niektóre kobiety nie mają poszanowania dla przyjaźni...


2012.10.04 / Czwartek / 21:19 - The end of my world

Jestem już w Puławach. Dzień był piękny, słoneczny, ciepły. Oto jesień jaką lubię najbadziej. Podróż busem w taką pogodę to czysta przyjemnością. Niemal rozkosz. Oderwanie się od nieciekawej obecnie, domowej rzeczywistości było mi potrzebne. Książka na kolanach, muzyka w słuchawkach, w miarę zdrowe nogi, które mogą mnie poprowadzić gdzie tylko zechcę. Muszę zregenerować wszelkie siły, by niebawem móc powrócić do pracy, a także do domu, w którym już nie wypoczywam tak jak dawniej. Najblizszy tydzień to taki mój mały urlop, kolejny w tym roku... Niestety samotny.

Przed chwilą popadłem w melancholijny dołek, gdy w moim najbliższym otoczeniu znalazł sie obiekt widoczny na powyższym zdjęciu - zapach zeszłorocznej miłości, jeden z najpiękniej kojarzących mi się zapachów tego świata, zapach Kasi z Ursynowa, który czułem zawsze, gdy ją przytulałem. :( Wszystkie wspomnienia powróciły w jednej chwili i zrozumiałem ponownie, dlaczego druga połowa zeszłego roku była tak wspaniała. Ech, wszystko miało wtedy sens, a ja byłem bardzo szczęśliwy... I zarazem zaniepokojony, przeczuwając jaki będzie koniec.

Siostra postanowiła kupić sobie perfumy Yves Rocher Evidence, słuchając mojej rady i odstawiając te, których używała wcześniej, a które są według mnie jednymi z najpaskudniejszych perfum jakie kiedykolwiek powstały. Te poprzednie miałem okazję poznać także dzięki Marzence, która używała ich przed kilkoma pierwszymi randkami ze mną, tracąc przez nie nieco w moich oczach (i nosie). Miło, ze siostra kupiła porządne perfumy, ale trochę szkoda, że przez ich zapach odechciało mi się wszystkiego... I want to die. :(

Szkoda, że nie możemy żyć tak jak chcemy, że nie spełniają się nasze marzenia. Szkoda, że nie kochają nas ci, których my kochamy...Czasami, zazwyczaj, zawsze...

Chciałbym się znowu przytulić, choć wiem, że to nie miałoby sensu... :( Jesteśmy z dwóch różnych światów i nie pasujemy do siebie, a ja jestem za mało atrakcyjny, pod wieloma względami. Dlatego nasze drogi się rozeszły...

Muszę jednak przyznać, że Dorota pachniała jeszcze piękniej. :) Niestety jej zapachu już nie pamiętam... :(


"Why does the sun go on shining
Why does the sea rush the shore
Don't they know it's the end of the world
'Cause you don't love me anymore

Why do the birds go on singing
Why do the stars glow above
Don't they know it's the end of the world
It ended when I lost your love"

Skeeter Davis "The end of the world"


2012.10.03 / Środa / 20:02 - Kolorowe drzewa

Na zdjęciu ulica Sierakowska w Izabelinie, który dzisiaj dwukrotnie odwiedziłem. Moja ulubiona pora roku charakteryzuje się tym, że liście na drzewach przybierają piękne kolory. Tak, to bardzo odkrywcze. Niemniej jest ładnie. Na wiosnę myślałem, że na jesieni pojadę razem z moją dziewczyną, Marzenką, w Bieszczady. Nadeszła jesień, a ja nie mam już ani Marzenki, ani możliwości wyjazdu w Bieszczady... Mam jednak możliwość wyjechania do Puław, by odpocząć przez ponad tydzień od domu, który obecnie nie jest już taki jak dawniej. Wyjeżdżam jutro, a do lasu wracam w piątek. Kilka dni później mam trzecie podejście do prawa jazdy.


2012.10.01 / Poniedziałek / 17:53 - Czas ucieka!

Jutro skończy mi się abonament na Sympatii, a na opłacenie kolejnego mnie nie stać! Koniec z miłością, w moim życiu. ;) Zostały mi tylko 24 godziny na znalezienie tej jedynej!

Aktualnie najbardziej interesuje mnie kochająca jazdę na rowerze Malwina, z którą mam się wkrótce spotkać... Ładna, interesująca, zgrabna. Nie dojdzie natomiast do mojego spotkania z Marysią, która w jednej chwili z dziewczyny prawiącej mi komplementy przeszła do dziewczyny każącej mi spierdalać! :D Wszystko przez to, że po otrzymaniu od niej zdjęć napisałem jej - jesteś podobna do mojego brata. Nie rozumiem o co się obraziła, po piewsze nigdy nie widziała mojego brata, a po drugie naprawdę jest do niego podobna. ;) Lucynka spod Lublina, a obecnie już z Warszawy, która zdawała prawo jazdy w tym samym dniu, w którym zdawałem ja, także oblała. Jest jeszcze Dorota, była operatorka sms, podobna nieco do Kasi z Ursynowa, która obecnie pisuje do mnie maile. Ładna i ciekawa dziewczyna. No, w każdym razie obecnie najbardziej ciekawi mnie owa Malwina, z którą być może jeszcze w październiku zdążę się spotkać.

Skoro mowa o październiku, który własnie się rozpoczął, to muszę wspomnieć, że dzisiaj mija dokładnie 20 lat od czasu naszej rodzinnej przeprowadzki do Puszczy Kampinoskiej, do Truskawia pod Warszawą, do miejsca, w którym mieszkam nadal. Przeprowadziliśmy się tu ze wsi Sójki pod Kutnem i w zasadzie nie było nam tu źle. Najważniejszą zaletą była i jest bliskość stolicy. Przez te dwadzieścia lat wiele się zmieniło w naszych życiach, ale niewiele w samym domu, który nadal ma te same okna, te same drzwi, te same niedoróbki. Na podłogach leżą te same dywany, lub pseudodywany, które przez każdego rozsądnego człowieka powinny być wymienione na coś porządnego. Szczerze mówiąc nie podoba mi się standard naszego rodzinnego życia, zawsze uważałem ten dom za paskudną norę, ale zarazem zawsze go kochałem, jako miejsce, w którym mogę znaleźć zrozumienie, bezpieczeństwo i spokój. Gdy się tu przeprowadziliśmy Tata miał 49 lat, Mama 38, starsza siostra 14, a młodsza 2. Ja byłem wcale-nie-chudym dziesięciolatkiem chodzącym do czwartej klasy, bardzo dobrym uczniem, piątkowym i czwórkowym. W poprzedniej szkole, wyjątkowej szkole podstawowej w Sojkach, moja klasa składała się z pięciu osób, w nowej, takiej jak tysiące innych szkół w Polsce, z niemal trzydziestu.

Wracając do dnia dzisiejszego, nie jest dobrze. Nie jest dobrze przede wszystkim z Mamą, która bardzo zmieniła się przez ostatnie dwa tygodnie. Nie chodzi o zdrowie fizyczne, gdyż ono utrzymuje się na stałym poziomie, ale o zdrowie psychiczne, które znacznie się pogorszyło. Hormony, które Mama bierze wpływają na jej mózg w taki sposób, że obecnie znajduje problem na każdym kroku, przede wszystkim tam, gdzie go nie ma. Trzeba mieć dużo cierpliwości, żeby to wszystko wytrzymać, ale cierpliwość szkoliłem przez wiele lat pracy na ezoteryce, podczas rozmów ze wszystkimi zwariowanymi klientkami. Mama niestety coraz bardziej przypomina jedną z takich kobiet i nic nie możemy na to poradzić.

Smutne było, gdy Mama powiedziała, że w nocy śni jej się, że jest zdrowa, robi zakupy, przymierza buty, ubrania w sklepach, a później budzi się i wraca do brutalnej rzeczywistości. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że śmierć też jest takim pięknym snem, który trwa wiecznie. Wieczność nie byłaby taka zła, gdyby naprawdę istniała...

Wolę nie myśleć co przyniesie kolejne dwadzieścia lat mojego życia. Będzie ono dobre tylko wtedy, gdy znajdę... Miłość. Marzenko wróć!!! :D