2012.11.29 / Czwartek / 19:07 - Ze śliczną Martą spotkanie

Ach, nareszcie mogę zrobić coś co tak bardzo lubię, czyli zaprezentować na swoim blogu piękną dziewczynę. Co prawda patrząc na powyższe zdjęcie nie można w pełni docenić jej urody, gdyż postanowiła zakryć sobie twarz rękawiczkami z Finlandii, ale można na przykład podziwiać jej zgrabne nogi, wyeksponowane specjalnie na moją prośbę. ;) Butki nowe, podobno pierwszy raz założone, bardzo fajne. :P

Spotkanie, zwane przeze mnie randką, odbyło się na Mokotowie, w okolicy, w której nie pojawiam się zbyt często, i która nie jest mi dobrze znana. Marta sama wskazała lokal, w którym chciała się ze mną spotkać i tym razem, w przeciwieństwie do pechowego poniedziałku, naprawdę się w nim zjawiła. :P Na miejsce przybyłem jako pierwszy, wszedłem do środka, wybrałem zdecydowanie najgorszy ze wszystkich stolik, stojący w najzimniejszym miejscu i zamówiłem sobie piwo, którym próbowałem szybko wprowadzić się w stan upojenia. Marta zakazała mi pić wódkę przed randką, więc byłem okrutnie trzeźwy, a co się z tym wiąże - nieco zestresowany.

Siedząc w Re-Generacji, nerwowo wyglądając za okno, wypatrując dziewczyny, która na zdjęciach na Sympatii bardzo mi się spodobała, przypomniałem sobie, że są ta bardzo szczególne chwile, gdy człowiek umawia się z kimś po raz pierwszy i z biciem serca oczekuje chwili prawdy. Ten pierwszy moment jest bardzo ważny i wydaje mi się, że on w zupełności wystarczy, aby ocenić, czy ktoś się nam podoba, czy nie. Bardzo stresujące, ale i ciekawe doświadczenie, które pewnie powtórzy się w moim życiu jeszcze wiele razy. Na szczęście kilka minut później, gdy moim oczom ukazała się zgrabna, atrakcyjna postać Marty, wiedziałem, że jest to jedna z piękniejszych dziewczyn, z jakimi przyszło mi się spotkać. Zdjęcia jednak nie oddawały w pełni jej oryginalnej, nietypowej urody. Tak, przyznać trzeba, że Marta ma rysy twarzy bardzo oryginalne, takie jakie lubię najbardziej - nie tylko zwyczajnie piękne, ale także intrygująco ciekawe. :) Takie troszeczkę, w bardzo przyjemny sposób, dziwne. :)

Podczas rozmowy szybko okazało się też, że Marta jest nie tylko piękna, ale także mądra, ale nie powinno to nikogo dziwić, gdy weźmie się pod uwagę, że jest ona podwójną panią magister, o czym już chyba z dumą wspominałem (tak, jestem z tego dumny w jej imieniu). ;) Jeśli miałbym użyć jeszcze jakiegoś przymiotnika opisującego osobowość Marty, to wybrałbym słowo - światowa. Wielu młodych ludzi żyje zupełnie inaczej niż ja, korzystając z życia w sposób, o jakim ja tylko marzę... Przy Marcie przypomniała mi się moja była, równie światowa dziewczyna... Pomieszczenie było zimne, ale sama Marta okazała się być ciepłą, miłą dziewczyną, u której oczywiście nie mam szans jako dziwny, niewykształcony, mało męski chudzielec. :) Na szczęście obok słowa "dziwny", Marta raczyła użyć zwrotu "w pozytywny sposób", co było dosyć miłym akcentem na koniec randki, która z mojej strony chyba się nie udała. Nie udało mi się zrobić wrażenia na dziewczynie, która na mnie zrobiła wrażenie bardzo duże. Taki już mój los. :)

Zawsze powtarzam, że nie szukam tylko i wyłącznie partnerki, ale przede wszystkim przyjaciółki, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Niestety idea przyjaźni zdaje się być dla warszawskich dziewczyn niezrozumiała, lub nawet zbędna, przynajmniej jeśli chodzi o przyjaźń ze mną. ;) Czy z Martą jeszcze kiedykolwiek się spotkam? Czas pokaże. Póki co chciała mnie zaprosić na sobotę, na Stare Miasto, gdzie ma sie odbyć coroczna uroczystość iluminacji, ale pech chciał, że akurat w sobotę w tych godzinach pracuję... Tym sposobem ominęła mnie kolejna okazja na wpatrywanie się w te piękne, brązowe oczy, które mogłem dzisiaj podziwiać przez nieco ponad godzinę... Wiedzieliście, że nie ma już Jugosławii?

Przede mną kolejne dni pracy. W wolny poniedziałek nie będę się mógł z nikim spotkać, gdyż jest to dzień wyjazdu razem z Mamą na Ursynów, do szpitala onkologicznego. Podobno ma spaść śnieg, ale mam nadzieję, że jakoś damy radę dojechać naszym Fiatem Punto z uniwersalnymi, letnio-zimowymi oponami.


2012.11.28 / Środa / 10:20 - Ostatnie kilometry w Vansach

Butów śmierć... Butów, w których szedłem przez życie od siedmiu lat. Kupiła mi je Babcia, na kilka miesięcy przed swoją śmiercią. Mam do nich sentyment i ciężko będzie mi się z nimi rozstać, ale kilka dziur, odpadająca podeszwa i sznurowadła zerwane w czterech miejscach to naprawdę za wiele, by podejmować się reanimacji. Pora kupić nowe buty i być może zrobię to w czwartek. Szkoda tylko, że już nie robią takich Vansów jak dawniej...

Wczoraj po pracy udałem się zgodnie z planem na stację Metro Politechnika, gdzie w drodze powrotnej do domu miałem się spotkać z mająca 21 lat Madzią. Po pięciu minutach oczekiwania, po nadejściu umówionej godziny, jasne stało się, że przeczucie mnie nie myliło i Madzia jednak nie przyjdzie, a to, że nie raczyła mnie o tym w żaden sposób poinformować, było oczywiście bardzo sympatyczne. Ech, tym sposobem spisałem cholerną Madzię na straty i postanowiłem przestrzegać nowej zasady - nigdy nie umawiać się z dziewczyną, która nie podała swojego numeru telefonu. :P Zamiast pizzy miałem zwykły powrót do domu, wypełniony muzyką...

Dzisiaj idę na siedem godzin do pracy, do której tym razem wejdę bez używania dzwonka, gdyż od wczoraj mam już swoją kartę-identyfikator. Jutro mam dzień wolny, który po części mogę spędzić w Warszawie, razem z Martą, z którą nie udało mi się spotkać w poniedziałek. Ona jest zdecydowanie najładniejsza, a raczej wpasowująca się w mój gust. Napisałem "spotkanie"? Oj przepraszam, miałem używać słowa "randka", by było wznioślej. ;)

Gdzieś tam w oddali majaczą kolejne spotkania, z kolejnymi dziewczynami... Na przykład pojawiła się jeszcze jedna Kasia, tym razem naprawdę wiekowa - mająca aż 31 lat. ;)

Kto wie, może od takich nic nie znaczących randek, z coraz to nowszymi dziewczynami, można się uzależnić? Sądzę, że nie będzie tak źle i w przypadku, gdy poza koleżeństwem pojawi się coś poważniejszego, jakiś rodzaj uczucia, będę w stanie usunąć swoje konto z Sympatii, tak jak to robiłem już kilka razy w życiu, dla kilku dziewczyn, które zazwyczaj nie robiły tego samego dla mnie...


"Here I am, here I am waiting to hold you.
Did I dream you dreamed about me?
Were you here when I was full sail?"

This Mortal Coil "Song to the siren"


2012.11.26 / Poniedziałek / 19:44 - Jedna randka zamiast dwóch

To miał być szczególny dzień - zaplanowałem na dzisiaj dwie randki, z dwiema różnymi dziewczynami z Sympatii. O godzinie 14:00 miała sie odbyć randka z panną Kasią, a o godzinie 16:00 randka z panną Martą. Obie dziewczyny wzajemnie o sobie wiedziały, wszystko było jawne, jak to zwykle u mnie bywa. Myślałem nawet, że moglibyśmy spotkać się w trójkę, ale to chyba byłoby już przegięcie. ;)

Ostatecznie nie było aż tak dobrze, jak mogłoby być - do skutku doszła tylko pierwsza randka, gdyż druga została odwołana z powodu nieprzewidzianego zdarzenia. Nie udało mi sie więc pobić rekordu polegającego na poznaniu dwóch dziewczyn w jednym dniu, ale przynajmniej pobiłem rekord polegający na spotkaniu się z najstarszą dziewczyną, z jaką kiedykolwiek przyszło mi się umówić, gdyż Kasia ma aż trzydzieści lat. ;)

Nie poszło aż tak źle, było o wiele sympatyczniej niż podczas ostatniej randki, z panną Anną, tak niechętnie do mnie nastawioną i tak nisko mnie oceniającą. Kasia okazała się być dziewczyną niewysoką dziewczyną, podobną z twarzy nieco do mojego stryjecznego brata (uwielbiam ten wcale nie złośliwy komplement), wesołą, rozmowną, ciekawą, ciepłą. Jest zodiakalnym rakiem, więc łatwiej było mi się z nią dogadać niż z lwicą z zeszłego tygodnia - rak to jednak rak. Pokręciliśmy się trochę po Politechnice, posiedzieliśmy na ławce, poromawialiśmy...

Chętnie zapisałbym Kasię do grona swoich nowych koleżanek i spotykał się z nią od czasu do czasu, ale czy tak będzie? Czas pokaże. Tym razem odbyło się bez oceniania, choć z góry wiedziałem, że nie jestem mężczyzną, który u Kasi miałby jakiekolwiek szanse, choćby z powodu braku wyższego wykształcenia. Oto jest prawdziwy problem dla poszukującego miłości trzydziestolatka - dojrzałe dziewczyny, mające własne mieszkanie i ambitne plany na przyszłość, szukają kogoś mądrego, kto ma na to papiery. ;) Ja niestety studia cały czas mam dopiero w planach, więc jestem w beznadziejnej sytuacji. :)

Druga randka, z ciekawie się zapowiadającą i podobającą mi się na zdjęciach panną Martą, podwójną panią magister, u której i tak nie mam na nic szans, nie odbyła się, więc nie mam tu czego opisywać. Zamiast randki miałem spacer, a dzień dzisiaj był bardzo ładny i ciepły, jak na tę porę roku.

Jutro po pracy mam randkę z bardzo ładną, 21 letnią studentką WUMu, którą nazwałem Króliczkiem, ale po tej randce nie spodziewam się niczego dobrego, z różnych przyczyn. Całkiem prawdopodobne, że wcale do niego nie dojdzie, ale do tego już się przyzwyczaiłem... Zniosę wszystko. :)

Najbardziej chciałbym się spotkać z Edytą, którą wirtualnie lubię tak bardzo, że bardziej już nie możnaj. Niestety Edyta nadal nie jest skłonna się ze mną umówić, nie chce iść na żaden spacer, ani na żadną kawkę... To dla mnie naprawdę bardzo smutne i dołujące. Nie rozumiem jej postępowania.

Poza tym wszystkim planuję oświadczyć się Marzence, za którą bardzo tęsknię. Co prawda ma ona obecnie chłopaka, ale to chyba nie oznacza, że nie mogę się jej oświadczyć? ;) Gdyby rzuciła go w diabły i wróciła do mnie, byłbym mega-szczęśliwy i spełniony, naprawiłbym największy błąd swojego życia, odzyskałbym swoją drugą połówkę, dziewczynę, która pasowała do mnie tak jak żadna inna. Moglibyśmy zamieszkać razem, wziąć ślub, rozmnożyć się...

Szczęscię, które pół roku temu znajdowało się w zasięgu mojej ręki, obecnie zdaje się być już zupełnie niedostępne. Szkoda. Czemu byłem taki głupi?


2012.11.24 / Sobota / 02:24 - Samotna noc w leśnym domu

Samotną noc w zimnym, leśnym domu umila mi swoim skype'owym towarzystwem Natalia ze Śląska, konkretnie z Raciborza, obecnie studiująca prawo w Opolu. Nasz dom stoi w środku lasu, więc nikomu nie przeszkadza, że puszczam o tej godzinie bardzo głośno muzykę klasyczną. Aktualnie Wagnera. Natalia zna tytuły większości utworów, które puszczam, widocznie jest znawczynią w tej dziedzinie... Wirtualnie znamy się już ponad cztery lata, ale dzieląca nas odległość sprawiła, że nigdy się nie spotkaliśmy. Należy tu wspomnieć, że to właśnie dzięki Natalii, w pamiętnym roku 2009, Dorota dowiedziała się o tym, że jestem nią zafascynowany. Sam pewnie nigdy bym jej tego nie wyznał, ale Natalia uprzejmie doniosła o moim zakochaniu i tym sposobem przyczyniła się w pewien sposób do mojego rozprawiczenia. ;) Chwała Natalii! Należy też wspomnieć o tym, że ma duże i na pewno fajne cycki. ;) Może kiedyś się nawet spotkamy, gdy wybiorę się na południe Polski. Skype jest bardzo fajny, został dopracowany do perfekcji, stając się tym sposobem jedną z moich ulubionych aplikacji, szkoda tylko, że mogę go używać tylko wtedy, gdy mam modem za oknem i tylko po północy.

Miałem iść po jedzenie, ale jeszcze tego nie zrobiłem... Ostatnio bywa tak, że jadam raz dziennie. Jeszcze trochę i będę ważył 40 kilogramów.


2012.11.24 / Sobota / 01:39 - Dyżur ze znakiem

O godzinie 23:15 na ekranie mojego komputera pojawił się taki oto sympatyczny komunikat, oznaczający, że w domu będę już o godzinie 1:00 w środku nocy. :) W tej firmie często dostaje się tak zwane dyżury ze znakiem, chodzi o to, że wiadomo, o której godzinie dyżur się rozpocznie, ale nie wiadomo, o której się skończy, gdyż zamiast godziny wyjścia do domu na grafiku widnieje znak zapytania. Ja swój dyżur rozpocząłem o 15:00, a zakończyć mogłem go o dowolnej godzinie, zależnie od natężenia ruchu. Podobno najdłuższy dyżur może trwać 12 godzin, więc najpóźniej z pracy wyszełdbym o godzinie 3:00 w nocy, z palcami nie nadającymi się już do niczego...

Przed chwilą wróciłem do całkiem pustego domu. Po raz pierwszy od dwudziestu lat, odkąd się tu sprowadziliśmy, spędzam samotną noc w naszym domu rodzinnym. Tata pojechał wczoraj po południu do Puław, jestem więc sam nie ma ze mną żadnej dziewczyny, gdyż nie zdołałem żadnej nakłonić do spędzenia ze mną tej nocy. Zresztą i tak za jakieś dwie godzinki idę spać, bo jutro kolejny dyżur ze znakiem.

Na koniec notki wspomnieć muszę o Marcie, czyli dziewczynie z Sympatii, która zajmuje obecnie pierwsze miejsce w rankingu, wyprzedzając nawet Kasię, która znajdowała się na pierwszym miejscu do wczoraj. Marta jest dobrze wykształconą dwudziesto-sześcio latką o pociągłej twarzy (nie mylić z pociągającą), intrygującym wyglądzie, zastanawiającej urodzie, interesujących zębach, fajnych nogach, ciekawym wnętrzu, bardzo przyjemnym dystansie do siebie, a jak dobrze pójdzie to może się nawet okazać, że ma dobre serducho. Moje serce podbiła długimi i zabawnymi wiadomościami, które pisała na Sympatii. Zaprawdę powiadam wam, że różniły się one od tych pisanych przez inne kobiety. Chyba dobra z niej dziewczyna, gdyż obiecała mi, że oceni mnie podczas spotkania przynajmniej na 3/10... Jestem wzruszony. Dzisiaj nawet dałem jej hasło do swojego konta na Sympiatii, by mogła napisać do kilku kobiet w moim imieniu, bo ja nie jestem już w stanie tego robić, ze względu na silny ból palców.

Natomiast Edyta, która twierdzi, że mnie lubi, i którą ja tak bardzo lubię, nadal nie chce mi dać nawet swojego numeru telefonu... Uważam, że to bardzo smutne, gdy osoba, która uważa się za przyjaciółkę, nie potrafi zrobić kroku ku realnej przyjaźni, pragnąc pozostawać jedynie w tej wirtualnej. Wirtualna też ma swoją wartość, ale do cholery... Ech, idę jeść...


2012.11.22 / Czwartek / 09:09 - Randkowa porażka

Randka z najstarszą dziewczyną, z jaką się kiedykolwiek spotkałem, a zarazem najwyższą, mierzącą ponad 180 cm i mającą 29 lat panną Anną, okazała się być klapą jakich mało. Żeby w skali od 1 do 10 ocenić Pana Michała na 2 i skrytykować praktycznie za wszystko? ;D Muszę unikać kobiet spod znaku lwa, bo są dokładnie tak straszne jak mówią o nich horoskopy, w które zresztą nie wierzę. Przydałaby się jakaś zodiakalna raczyca, najlepiej młodsza ode mnie o dziesięć lat... ;) Mimo tej porażki i tak było całkiem sympatycznie, moja ocena panny Anny to jakieś 4 na 10, bo nie jest to dziewczyna w moim typie, choć bystra, szczera i wesoła. Nie mógłbym spotkać się po raz drugi z kimś, kto twierdzi, że "Pokłosie" to dobry film, a Radio Eska to dobra stacja. :P Była to pierwsza randka z tegorocznej, jesienno-zimowej serii randek, które zamierzam teraz rozpętać. Czekam na kolejną, lepszą, na przykład z panną Kasią. ;) Może ona da mi ocenę 3 na 10? ;) Na koniec panna Anna poszła na lekcję Salsy, a ja do firmy, na całonocny dyżur. Tymczasem idę spać, gdyż padam totanie.


2012.11.21 / Środa / 16:01 - Tankowanie Fiata Punto

Tym razem wybraliśmy stację benzynową znajdującą się pod górą śmieci na granicy Bemowa i Mościsk. Tankowanie naszego samochodu jest trudne, ponieważ w Fiatach Punto po pewnym czasie psuje się wlew paliwa i w naszym ten problem oczywiście też występuje. Nie można tak po prostu włożyć tego metalowego fiuta do otworu, trzeba użyć kilku sztuczek i poświęcić na tankowanie jakieś dziesięć minut, by wypełnić bak do pełna. Tym razem płacił Tata, gdyż ja finansowo stanę na nogi dopiero w przyszłym roku. Prawka nadal nie mam i nadal się za nie nie zabieram... Pod konec tygodnia Tata ponownie jedzie do Puław, by przywieźć Mamę do zimnego, niewygodnego dla Niej domu w lesie, w którym chyba zostanie na pewien czas...

Jadąc ostatnio pociągiem z Lublina do Warszawy przypomniałem sobie czasy, gdy jako dzieci jeździliśmy z Mamą pociągami do Puław i z powrotem. To były takie fajne, szczęśliwe czasy, które niestety już nigdy nie wrócą...


2012.11.21 / Środa / 15:55 - Nocny spacer po mieście

Fajnie jest tak iść w nocy, gdy na ulicach pustki. W autobusach nocnych sami zmelanżowani, lub zmęczeni pracą ludzie. Podałem dyspozycje tak obszerne, że wpisano mi kilka zmian kończących się po północy. W przyszłości będę podawał bardziej rozsądne, by już tyle nie spacerować. Zima nadchodzi, a wtedy nie jest już tak przyjemnie...

Depeche Mode w przyszłym roku przyjeżdża do stolicy. Ja nie chcę iść na koncert tak starych ludzi, żałuję jedynie, że nie poszedłem na Garbage kilka dni temu, a raczej nie pojechałem, bo koncert odbywał się w Krakowie, w klubie, w którym byłem na IAMX.

Najgorsze jest to, że trzecia płyta Crystal Castles okazała się być bardzo przeciętna. Tym sposobem ten idealny dotychczas zespół zepsuł swoją piękną historię, ale po wódce i na koncertach ta płyta pewnie i tak dobrze wypada...


2012.11.20 / Wtorek / 19:16 - Pierwsze zetknięcie z Windows 8

Zainstalowałem wersję testową nowego systemu operacyjnego Microsoftu - Windows 8, zapoznałem się z nią, pobawiłem troszeczkę... Wygląd mi się spodobał, kilka pomysłów również, ale za chwilę z przyjemnością sformatuję dysk i uruchomię starego, dobrego Windowsa XP, który już niemal pięć lat siedzi sobie wygodnie na moim dysku.

Nie piszę tutaj już zbyt wiele... Zbyt obolałe mam palce, zbyt wiele innych czynności mnie teraz pochłania... Dziewczyny dużo piszą. A może za stary jestem?


2012.11.20 / Wtorek / 04:33 - Po północy pod firmą

Trzy godziny po wyjściu z pracy dotarłem do domu... Spacer przez nocną Warszawę był niezwykle przyjemny. Niestety na przystanku nocnego autobusu, blisko starej firmy na ulicy Miedzianej, okazało się, że zmieniono jego trasę i musiałem zrobić pieszo kolejne kilka kilometrów, by dojść w miejsce, z którego autobus zabrał mnie na wieś... Z owej wsi musiałem przejść jeszcze osiem kilometrów i przejechać rowerem dwa kolejne, by w końcu móc ułożyć się na swojej wygodnej wersalce...


2012.11.20 / Wtorek / 04:32 - Elevator

Po pracy w windą w dół... W firmie nadal mi się podoba. Jest wiele ładnych dziewczyn, smsy pisze się zupełnie inaczej niż w dwóch poprzednich firmach, dużo przyjemniej... Jestem zawsze na szczycie listy pod względem smsów napisanych na godzinę, a raczej byłem, bo dzisiaj na dyżur przyszedł pracownik, którego wcześniej nie widziałem, a który posługuje się klawiaturą z taką prędkością, że nie jestem w stanie go dogonić. Udało mi się to tylko raz - ja napisałem w ciągu godziny 144 smsy, a on 140, ale tylko dlatego, że poszedł sobie na pięciominutową przerwę... Wyzywam go na pojedynek - moje chore, ale wciąż zwinne palce w połączeniu z szybkim mózgiem przekroczą kiedyś granicę 200 smsów na godzinę. :P Tylko po co, skoro trzeba wyrabiać zaledwie 90? ;)


2012.11.17 / Sobota / 22:26 - W Puławach, w Lublinie, w lesie

Powróciłem skacowany... Idę spać. :) Najciekawszym wątkiem jest ostatnio mój zadziwiająco skuteczny, zmasowany podryw na Sympatii.pl. Mimo że kobiety są okropne, dam im jeszcze szansę. Ze czterdzieści szans... W sobotę na Sympatii siedziałem od 9:00 rano do 23:00 w nocy. Na początku dnia w skrzynce odbiorczej miałem 10 wiadomości, pod koniec 300. Nauczyłem się wreszcie jak postępować z kobietami, przynajmniej w fazie wirtualnego zapoznawania się. ;)

W Puławach bez zmian, w Lublinie jak zwykle przyjemnie. Kupiłem Kasi podarek imieninowy, zapakowany w podłóżne pudełko, ale tym razem nie był to wibrator. :P Spędziliśmy razem dwie godziny w jej mieszkaniu i na widocznym powyżej osiedlu. To była moja ostatnia w tym roku wizyta w Lublinie, tak mi się przynajmniej wydaje...


2012.11.13 / Wtorek / 22:02 - Kobieta widmo

Kobiety są pojebane. Ale widok z okna to mam zakurwisty. Czuję się jakbym panował nad całą Warszawą, nad całą Polską. Jestem w samym centrum!

Randki po pracy nie było, bo została odwołana już po południu. Widocznie dziewczyna uznała, że nie warto tracić czasu na kogoś takiego jak Pan Michał. :) Po pracy zwyczajowo poszedłem do ubikacji, w której wziąłem piętnaście głębokich łyków wódki. Szkoda, że nie jestem uzależniony od narkotyków, byłoby tak dramatycznie, tak pięknie. Postanowiłem się nie poddawać i nie przerywać poszukiwań wymarzonej kobiety. Co prawda znam kilka wymarzonych, których wcale nie muszę poszukiwać, bo wiem gdzie są, ale ja niestety nie jestem ich wymarzonym mężczyzną.

Ponieważ nie było już miejsca w grafiku, dostałem cztery dni wolne. W czwartek wybywam do Puław, w których zostanę do soboty lub do niedzielnego poranka. Jeśli będzie taka możliwość, odwiedzę w sobotę Lublin, by spotkać się jedną z niewielu dziewczyn, która nadal potrafi być moją przyjaciółką.

Ogólnie jest teraz dobrze. Fajnie jest mieć pracę, która nie wkurwia, do której idzie się z pozytywnym nastawieniem. Fajnie jest pracować na Śródmieściu.


"Gdy byłem mały, chciałem mieć psa. Ale moi rodzice byli na to za biedni i
kupili mi mrówkę."

Cytat z filmu Woody'ego Allena


2012.11.12 / Poniedziałek / 22:14 - Widok z okna lepszej firmy

W niektórych firmach warto zatrudnić się już dla samego widoku z okna. ;) Co prawda można się spierać, czy ten parking i te rudery widoczne po lewej stronie zdjęcia to obiekty cieszące oko, ale ogólnie widok jest świetny. Niestety niewiele mam czasu na wyglądanie przez okno, gdyż od początku do końca dyżuru stukam w klawisze z taką samą częstotliwością, niezależnie od tego jaki jest ruch. Palce bolą mnie trochę mniej, ponieważ dzisiaj nauczyłem się obsługiwać panel bez używania myszki, a z tego co zauważyłem to głównie myszka jest przyczyną bólu palców. Przede mną już tylko jeden dyżur szkoleniowy, a następnie biorę sobie dzień wolny, by dać palcom odpocząć.

Po zakończeniu dyżuru, wypiciu ośmiu łyków wódki i zjechaniu windą na parter, poczekałem sobie przed budynkiem przez piętnaście minut, gdyż według zapowiedzi miała się tam zjawić koleżanka poznana na Sympatii, która ma tuż obok lekcje angielskiego. Mieliśmy razem dojść... Na stację metra. Może nawet odwiózłbym ją na Ursynów, lecz niestety nie zjawiła się, a jej telefon milczał zupełnie, więc albo mnie totalnie olała, albo coś jej wypadło. Tak czy siak straciła moje zaufanie po tym jak zmieniła mnie w wystawionego klienta i raczej nie będę jej traktował poważnie. :P Dobrze, że w przeciwieństwie do naszych firmowych klientów ja czekałem tylko piętnaście minut. W trakcie dyżuru jeden klient czekał na moje wirtualne, kobiece wcielenie przez jakieś siedem godzin... Ponownie pojawiły się u mnie delikatne wyrzuty sumienia, ale trudno, dla pieniędzy i takiego widoku, muszę wyzbywać się resztek człowieczeństwa. ;)

Muszę uważać z alkoholem, bo ostatnio sięgam po niego chyba zbyt często. Konkretnie po wciąż tą samą, małą butelkę wódki. ;) Jeszcze mi trochę zostało, a będzie mi potrzebna, bo jutro kolejna "randka", tym razem z 22 letnią miłośniczką Crystal Castles, bardzo rozgarniętą dziewczyną, którą chętnie poznam, i którą chętnie do siebie zniechęcę. ;) Może ona mnie nie wystawi, choć tak naprawdę nie mam nic przeciwko wystawianiu - całkiem przyjemnie jest sobie tak postać i poczekać, ciesząc się samym sercem Śródmieścia. Bycie wystawionym może nawet niekiedy być przyjemniejsze niż bycie na randce... ;) Osobiście najbardziej chciałbym wreszcie poznać Edytę, która niestety nadal nie daje się namówić na spotkanie, a może po prostu się boi.


"Wieczność jest bardzo nudna, szczególnie pod koniec."

Z filmu Woody'ego Allena


2012.11.10 / Sobota / 20:11 - Wymarzona lokalizacja

Ach, doczekałem się spełnienia zawodowych marzeń. ;) Po nasilającym się w poprzedniej firmie marudzeniu i niezadowoleniu, oraz słusznej decyzji o porzuceniu tego białołęckiego szajsu, trafiłem w miejsce, które po dwóch dyżurach nadal bardzo mi się podoba. Podoba mi się to jak firma jest zorganizowana, w jaki sposób się w niej pracuje, że jest w niej płacona składka emerytalna i zdrowotna, a przede wszystkim zachwyca mnie lokalizacja. W tak ścisłym centrum jeszcze nigdy nie pracowałem! :) Co prawda w pracy trzeba dużo pisać, aby wyrobić limit dziewięćdziesięciu smsów na godzinę, co więcej, wszystko trzeba pisać ręcznie, nie można wklejać żadnych standardówek, jak w innych firmach tego typu, ale przynajmniej siedzi się tylko ne jednym, prostym serwisie rozrywkowym, na którym praktycznie w ogóle nie trzeba używać mózgu. ;) Póki co cały czas siedzę obok szkolącej mnie dziewczyny, bardzo ładnej i miłej, którą pierwszego dnia uznałem za blondynkę, a która ostatecznie okazała się być rudowłosa - wtedy, gdy spojrzałem na nią trzeźwym, nie otępionym wódką, wzrokiem. ;) Drugiego dnia także musiałem się wspomóc alkoholem, przez co miałem drobne problemy z pierwszymi smsami i przez chwilę myślałem, że wyjdę na kompletnego idiotę, ale trzeciego dnia nie piłem już niczego, byłem w pełni świadomy tego gdzie się znajduję i co należy do moich obowiązków. Przypomniałem sobie jak mało stresująca jest praca na rozrywce i jak bardzo nie lubiłem kiedyś ezoteryki. Wróciłem do korzeni. ;)

Przede mną jeszcze dwa ośmiogodzinne dyżury testowe, po których dostanę już swój własny login i będę już oceniany jak normalny pracownik, choć przez pierwsze dwa miesiąca i tak mam pewnego rodzaju okres ochronny, podczas którego moja efektywność nie ma żadnego wpływu na wypłatę. Jak wysoka będzie wypłata? Dowiem się tego dopiero w grudniu. Jedno jest pewne - połowa wypłaty pójdzie na sześciomiesięczny bilet ZTM, który muszę kupić, aby załapać się na obecną, i tak już zbyt wysoką, ale ekceptowalną cenę. Od stycznia bilety drożeją o 30 złotych na miesiąc, a za rok czeka nas jeszcze większa podwyżka, dzięki której bilet miesięczny będzie mnie kosztował 250 złotych! Wszystko dzięki PO, które podwyżkę cen biletów przegłosowało już kilka lat temu - dziękuję wszystkim wyborcom. Jeszcze półtora roku temu za bilet miesięczny płaciłem 116 złotych. Nie ma to jak podwyżka o 100%.

Trzeba więc zarabiać, trzeba stukać w klawiaturę, nie zważając za bardzo na ból palców, który już na drugim dyżurze zaczął dawać mi się we znaki. Jeśli kiedykolwiek będę musiał odejść z obecnej firmy, to zapewne będzie to spowodowane moimi reumatycznymi dolegliwościami. Szkoda, bo ciężko będzie znaleźć firmę z takim widokiem na calutką Warszawę. ;) Daleko na horyzoncie widać nawet Białołekę, na którą w ogóle niepotrzebnie się przenosiłem w maju tego roku... Dobrze, że w stolicy, nawet w przypadku tak głupiej branży, ma się wybór i można podjąć decyzję, w której firmie będzie się pracować. Każda ma swoje wady i zalety, ale ta póki co wydaje się być najlepsza.


"Wyglądacie na szczęśliwych. Jak to robicie?
Ona: Ja jestem bezmyślna, ograniczona, nie mam poglądów ani nic ciekawego do powiedzenia.
On: I ja też."

Z filmu Woody'ego Allena


2012.11.08 / Czwartek / 18:51 - Żużelek

Zaraz sobie takie zjem. Kiełbaska, aby była dla mnie przyswajalna i pyszna, musi być tak przysmażona na patelni, jak widać na powyższym obrazku. Całkiem fajnie tak sobie siedzieć w leśnym domu tylko z Tatą, oglądać filmy, słuchać muzyki, jeździć po zakupy. Tata co prawda będzie od jutra często zostawał całkiem sam, a raczej z kotkiem i pieskiem, bo ja na nowo zacznę się poświęcać karierze w korporacji. ;) Nie chce mi się wcale pracować, a poza tym nadal stresuję się tym co nowe i dzisiaj zaczął mnie ogarniać strach przed dniem jutrzejszym. Bez wódki się nie obędzie. Może zacznę ją pić już dziś, by nie myśleć o tym co będzie jutro? Może już zawsze będę pił? Gdybym zaczął pić w wieku dwunastu lat moje życie mogłoby być teraz zupełnie inne, lepsze. ;)

Zamiast iść do pracy wolałbym sobie ponownie pojechac do Puław, by leżeć tam po całych dniach w łóżku i oglądać filmy, tak jak teraz moja młodsza siostra. Siostra zakończyła już jazdy na kursie prawa jazdy, ale jeszcze nie zapisała się na egzamin. Ciekawe kto pierwszy zda - ona, czy ja? Jak typujecie? :P

Wczoraj poznałem na Sympatii nową dziewczynę, która dzisiaj dała mi nawet swój numer telefonu i stwierdziła, że chętnie pójdzie ze mną na spacer. Fajnie, nareszcie jakaś dziewczyna chce iść ze mną na spacer! Szkoda, że pogoda mało spacerowa... Iwona ma 25 lat, trójkę kilkuletnich dzieci, właśnie się rozwodzi i mieszka na Ursynowie, w moim ukochanym miejscu, które tak dobrze poznałem w zeszłym roku. Zdaje się być ona bardzo sympatyczną, pozytywną dziewczyną, więc chętnie zostanę jej kolegą, a przede wszystkim udam się na spacer po Ursynowie. ;)

Edyta nadal nie chce mi dać numeru telefonu, nie chce ze mną nigdzie iść, jest kochana i wredna zarazem. Najważniejsze, że każdego dnia znajduje czas, by ze mną popisać, zazwyczaj trzy, cztery godziny... Rozmowy są teraz dla mnie ważne, bo czuję się tak samotny jak nigdy wcześniej w życiu, nie za bardzo wiem dlaczego, pewnie z powodu choroby Mamy. Tym bardziej żałuję, że spartoliłem wszystko z Marzenką, bo teraz byłoby mi z nią wspaniale... :(

Niemniej na dzień obecny najbardziej fascynuję się Kariną, którą w mniejszym stopniu fascynowałem się przez ostatnie... Piętnaście lat? Trzeba sobie zadać pytanie dlaczego nie odezwałem się do niej piętnaście lat temu? ;) Ani do najpiękniejszej dziewczyny z Izabelina... Ani do najpiękniejszej dziewczyny z Lasek... Ani do najpiękniejszej dziewczyny z Mościsk...

Najbardziej przeraża mnie to, że niektórzy traktują mojego bloga poważnie, tak jakbym był poważnym człowiekiem.


"Pamiętam, że jako mały chłopiec
ukradłem kiedyś pornograficzną książkę
wydrukowaną w Braille'u.
Często pocierałem świńskie fragmenty."

Zdanie z filmu Woody'ego Allena


2012.11.06 / Wtorek / 15:51 - Back to the business

Radosny dzień. :) Zacząłem od porannego zdenerwowania i stresu, ponieważ zawsze stresuję się tym co nowe i nieznane, a poza tym nie lubię zbyt wcześnie wstawać. Na szczęście w Warszawie znalazłem sposób na stres - wstąpiłem do Żabki, kupiłem sobie małą butelkę wódki i miętowe gumy do żucia, a następnie idąc na stację metra odmierzyłem sześć głębokich łyków, poprawiłem czterema kolejnymi i stres bardzo szybko znikł. Do firmy przybyłem z pozytywnym nastawieniem, nie chwiejąc się ani trochę, wjechałem szybką windą na bardzo wysokie piętro, na którym mieści się centrum operatorskie i zostałem przywitany przez bardzo ładną, sympatyczną, młodą blondynkę. Okazało się, że obecnie firma najbardziej potrzebuje operatorów erotycznych, więc w czasie testu musiałem napisać 25 zboczonych i całkiem normalnych odpowiedzi na przykładowe smsy. Dziewczyna, która mnie przyjmowała powiedziała, że zazwyczaj oddzwaniają po jakimś czasie, ale w moim przypadku od razu widać, że się nadaję i od piątku mogę zaczynać pracę. Firma bardzo mi się spodobała, widok z okna mają zabójczy i ogólnie jest to najfajniej wyglądające miejsce spośród tych, w których pracowałem. Lokalizacja także jest fenomenalna. Na koniec przywitałem się z kolegą, z którym pracowałem także w poprzedniej firmie, a który opuścił ją gdy przeniesiono nas na Białołękę. Po zjechaniu jeszcze szybszą windą na sam dół, wyszedłem z Orco Tower.

Nie chciało mi się od razu wracać do domu więc wyciągnąłem na spacer kolegę Łukasza, tego samego, który niedawno odwiedził mnie w Truskawiu. Ponownie mówił on głównie o swojej dziewczynie, z którą rozstał się na początku tego roku, a ja ponownie z przyjemnością go wysłuchałem. Spacer był bardzo długi, bo kolega lubi ostatnio chodzić pieszo nawet z Muranowa na Wilanów, ale mnie na szczęście nie prowadził aż tam, a zaledwie do pomnika sapera, który znajduje się nad Wisłą. Po drodze okazało się, że moje nogi jednak nie są w dobrym stanie, bo znowu zaczęły mnie boleć, ale mogła to być także wina niezbyt wygodnych glanów, które i tak są obecnie jedynymi sensownymi butami jakie posiadam. Po spacerze kolega wrócił do swojego mieszkania, a ja udałem się do Mc Donalda po dwa cheeseburgery, które były dzisiaj moim obiadem.

Po wizycie w Warszawie została mi jeszcze wizyta na poczcie w Izabelinie, a najbardziej wzniosłą chwilę spośród całego dnia przeżyłem, gdy do autobusu wsiadła Karina, wspominana już przeze mnie druga-najpiękniejsza-dziewczyna-w-Truskawiu, i uśmiechnęła się do mnie, mówiąc cześć. Wcześniej dowiedziałem się, że Karina niestety jest już zajęta, ale najważniejsze, że w końcu doczekałem się od niej odpowiedzi na Facebooku, a teraz wita się ze mną w autobusie, z uśmiechem na twarzy. :) Być może kiedyś nawet z nią porozmawiam, gdy okoliczności będą sprzyjające, a ja będę miał w sobie odpowiednią ilość wódki, chociaż w sumie jest to trochę bezcelowe, skoro jest zajęta... W każdym razie jest ona oryginalnie przepiękna i ponownie poczułem jak fajnie jest być zakochanym w ten najprostszy, najglupszy i zarazem najsensowniejszy sposób - w wyglądzie. :P Szkoda, że nie mogę wam jej pokazać na zdjęciu... Lubię chwalić się swoim, podobno dziwnym, gustem. ;)

Dzień był więc bardzo przyjemny, a przede mną jeszcze dwa dni wolności, które także mogę spędzić w Warszawie, bo bardzo lubię w niej być - na Śródmieściu, a nie na obsranej Białołęce. ;) Nie mam niestety z kim się umówić, Edyta nadal jest temu przeciwna, czym nadal bardzo mnie zasmuca, innych dziewczyn praktycznie nie ma... Najważniejsze, że teraz, jako pracujący i zarabiający człowiek, znowu mogę wrócić do gry. Wierzę, że kiedyś w końcu ją wygram. :)


"Last night I dreamt
That somebody loved me"

The Smiths "Last night I dreamt that somebody loved me"


2012.11.05 / Poniedziałek / 18:32 - I am miserable

Powrót do leśnego do mu nie był zły. Bez Mamy jest tu spokojnie, ale zarazem bardzo pusto. Młodsza siostra pojechała dziś do Puław, w których tak rzadko bywa, więc zostałem z Tatą sam. Z tego co słyszę, Tata właśnie myje z nudów talerze. Ja wziąłem prysznic, sfotografowałem swój usiany coraz liczniejszymi zmarszczkami pysk i piszę kolejną notkę, prawdopodobnie także z nudów. Szkoda, że umieszczanie tu wpisów nie daje mi już takiej prostej radości jak dawniej. Chyba prawie nic już mi nie daje mi takiej radości jak dawniej, zaledwie cztery, trzy lata temu... Wtedy wystarczyło tak niewiele do szczęścia...

Jutro nie będę siedział w domu, wstanę wcześnie rano i pojadę do Warszawy, ponieważ dzisiaj wreszcie zadzwoniłem do firmy, która od razu zapragnęła mnie wchłonąć, by nasycić mną swoje zapotrzebowanie na nowych pracowników. Jutro o godzinie 10:00 przejdę próbę, podczas której nowi pracodawcy określą do czego się nadaję, a do czego nie. Nie lubię zmian, nie lubię tego co nowe, nowego otoczenia, nowych ludzi, nowych wyzwań, ale zazwyczaj po jakimś czasie okazuje się, że nie było tak źle, że miejsce zaczyna się lubić, z niektórymi ludźmi daje się przyjaźnic, a wyzwaniom udaje się sprostać. Jeśli jutro mnie przyjmą - dobrze, będą pieniądze, będzie praca w centrum stolicy, jeśli nie - też dobrze, bo wreszcie zmienię branżę, a przy okazji zyskam jeszcze więcej wolnego czasu.

Ogólnie jestem zdołowany i samotny. Chciałem się spotkać z Edytą, którą tak bardzo lubię, chciałem, by została moją przyjaciółką w rzeczywistości, nie tylko w świecie wirtualnym, ale nie chce się ona ze mną spotkać, z powodów, których nie rozumiem. Może po prostu jest dziwna... Dotknęło mnie to bardzo i zasmuciło, na pewno bardziej, niż może się jej wydawać, ale mimo tego nadal rozmawiam z nią każdego dnia, bo jest najfajniejszą rozmówczynią jaką mogłem sobie wyobrazić. W zasadzie ciężko nazywać ją rozmówczynią, skoro tylko piszemy, niemniej to pisanie poprawia mi nastrój jak nic innego. Bardzo pozytywna jest też Emilia z Poznania, z którą wymieniam się wiadomościami na żałosnym, ale świetnie zorganizowanym serwisie, jakim jest Fotka.pl. To chyba jedyna znana mi starsza ode mnie dziewczyna, która ma w sobie tyle młodzieńczej, dobrej energii i radości życia. Przy okazji jest zwyczajnie piękna... Szkoda, że mieszka aż w Poznaniu, bo chętnie poznałbym ją też na żywo. Póki co jednak jestem totalnie samotny i odczuwam to nadzwyczaj dotkliwie, nie wiem czemu...

Nastrój poprawiam sobie kolejnymi filmami Woody'ego Allena, zachwycając się nim coraz bardziej i bardziej. Jest tak genialny, jak ja chciałbym być. To żalosne, że spośród moich znajomych prawie nikt nie zna jego starych filmów. No właśnie, Edyta zna, i prawdopodobnie także je docenia. Mądra dziewczyna.

Może mój nastrój poprawi się, gdy pójdę do pracy, ponownie znajdę się wśród młodych ludzi i będę pisał każdego dnia zboczone smsy, albo idiotyczne wróżby... Przez ostatnie sześć lat wpływało to na mnie, o dziwo, pozytywnie.


"I was looking for a job, and then I found a job
and heaven knows I'm miserable now

In my life
why do I give valuable time
to people who don't care if I live or die"

The Smiths "Heaven knows I'm miserable now"


2012.11.03 / Sobota / 09:12 - Ja wracam, Mama zostaje

Za pół godziny wychodzę z mieszkania i wracam busem do Warszawy. Jutro następuje zamiana, do Puław przyjeżdża młodsza siostra, a ja będę siedział w lesie sam z Tatą. Podobno mam wreszcie iść do pracy, mam zadzwonić do firmy, która ma mnie przyjąć z otwartymi ramionami, jako specjalistę od wróżb z wieloletnim stażem i obolałymi palcami. Absolutnie nie chce mi się pracować, wolałbym nadal leżeć w łóżku po całych dniach, oglądać filmy, flirtować z dziewczynami, marzyć o lepszej przyszłości...