2012.12.31 / Poniedziałek / 21:07 - Podsumowanie roku 2012

Już nie robię podsumowań roku, tak jak dawniej, ale tradycję zbierania i fotografowania kasztanków wciąż podtrzymuję. Ten malutki kasztanek roku 2012 znalazłem w Radomiu. Był to przede wszystkim rok choroby mojej Mamy. Rok bardzo smutny pod względem rodzinnym, ale zarazem uzmysławiający mi, że muszę wydorośleć, bo rodzice nie są wieczni. Był to także rok zmiany pracy, z gorszej na lepszą, rok przeklętej Białołęki, rok wyjazdu we wspaniałe bieszczady, rok trzymiesięcznego wypoczynku na bezrobociu, rok zakupu pierwszego samochodu rodzinnego, rok pogorszenia się mojego stanu zdrowia. Był to też rok miłości. Trzy związki, spośród których pierwszy był najmniej prawdziwy i najbardziej niepoważny, drugi był dobry, ale niepełny i nieco pokręcony, z mojego powodu, a trzeci wydaje się być taki o jakim zawsze marzyłem. Jestem zakochany i czuję, że jestem kochany. Przyjemnie było poczuć coś tak dobrego na koniec tego dziwnego roku. Przyjemnie było obserwować jak spełniają się moje marzenia...

Kasztanek roku 2013 powinienem znaleźć w okolicach Płońska...


2012.12.31 / Poniedziałek / 21:05 - Michał i Asia forever

Asia chwyciła za długopis i zdewastowała cegłę, znajdującą się na Placu Po Farze. Co prawda deszcz szybko zmyje nasze imiona, datę i serce, ale moja miłość do Asi nie przeminie, gdyż jestem człowiekiem bardzo upartym pod względem miłości. :) Mam nadzieję, że miłość Asi do mnie będzie równie trwała i natrętna... ;) Chyba są na tym świecie kobiety, którym można zaufać? Może właśnie Asia jest jedną z nich?


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:54 - Nimfomanka

To zdjęcie podoba mi się najbardziej, ze względu na latarnię widoczną za plecami Asi. Oczywiście sama Asia także jest piękna, nadal jestem nią zafascynowany, uważam, że ma urodę nimfomanki, o ile istnieje w ogóle taki typ urody. ;) W każdym razie Asia nie obraża się, gdy nazywam ją nimfomanką, stwierdza jedynie, że ja jestem erotomanem, co mnie osobiście bardzo cieszy. Innymi słowy - pasujemy do siebie. ;) Marzyłem o takiej dziewczynie, ciekawej seksualnie. :)


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:52 - Asia i Michał w Lublinie

Po kilkunastu minutach spacerowania po Starym Mieście dotarliśmy do Placu Po Farze. Na miejscu nagraliśmy odcinek VideoBloga, który niestety z przyczyn technicznych nie nadaje się do emisji. Na zdjęciu widać nas uśmiechniętych na tle kamienicy Palikota, słynnego mieszkańca Lublina.


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:50 - Asia w Archikatedrze w Lublinie

Na Starym Mieście było jak zwykle bardzo klimatycznie i nastrojowo, typowo lubelsko. Niestety Asia tego nie zauważała, dopóki nie wytrzeźwiała. Pokazałem jej wszystkie ważniejsze miejsca, łącznie z placem przy Teatrze Andersena i Archikatedrą, w której zrobiłem powyższe zdjęcie. Niestety okazało się, że kawiarnia, do której chciałem zabrać Asię, czyli Między Słowami, jest zamknięta, podobnie jak większość lokali w tym dniu.


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:46 - Asia prosto z Toi-Toi

Asia po chlaniu musiała udać się do Toi-Toi. Na szczęście znalazła ich kilkanaście, ponieważ ustawiono je na Placu Litewskim, na którym kilka godzin później miał się odbyć Sylwester z udziałem Budki Suflera. Po wizycie w przenośnej ubikacji ruszyliśmy dalej, w kierunku Starego Miasta.


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:44 - Asia prosto z gwinta

Kobieta czynu w akcji, ukryta za murkiem, połyka aż miło. Dziesięć łyków moich to mniej niż dziesięć łyków Asi, niemniej oboje poczuliśmy przyjemne ciepło w żółądku i byliśmy gotowi na zwiedzanie Lublina, który po wódce na pewno wydawał się być piękniejszy. Podróż do Lublina trwała jakby krócej niż zazwyczaj... Wspaniale było mieć obok siebie piękną i nietrzeźwą kobietę.


2012.12.31 / Poniedziałek / 20:41 - Z Asią busem do Lublina

Sylwestrowe popołudnie postanowiliśmy spędzić w Lublinie, korzystając z ładnej, słonecznej pogody. Jako człowiek aktywny, pełen życia, choć umierający, zaproponowałem, byśmy przed wejściem do busa kupili sobie wódkę. Asia, jako kobieta czynu, powiedziała - dobrze. Kupiliśmy sobie dwusetkę Żołądkowej Gorzkiej De Luxe, a następnie opróżniliśmy ją razem, co widać na następnym zdjęciu.


2012.12.30 / Niedziela / 15:16 - Romantyczny obiad w Mc Donaldzie

Asia prawie w ogóle nie je, dbając zabewne w ten sposób o swoje powabne kształty, niemniej zabrałem ją na romantyczny obiad do Mc Donalda, składający się z WieśMaka. Ja zjadłem sobie Cheeseburgera, ale nie mieliśmy nic do picia, bo jestem zbyt oszczędny, by płacić w Mc Donaldzie za napoje.

Do mieszkania wróciliśmy nadwiślańskim deptakiem, na którym było dosyć zimno i wietrznie. Po drodze mijaliśmy piękną toaletę, którą od dawna planuję zwiedzić. Niestety wstęp do niej jest płatny, ale Asia obiecała mi, że na urodziny mnie tam zaprosi. Hurra!


2012.12.30 / Niedziela / 15:15 - Pomnik

Wraz z Asią wspieliśmy się po schodach, by obejrzeć pomnik na cmentarzu. Odwiedzam go od trzydziestu lat, ale do dziś nie wiem komu jest poświęcony, bo jeszcze nie zdążyłem tego przeczytać. Niestety wspinanie się po tych schodach nie jest dla mnie już tak łatwe jak dwadzieścia lat temu, gdy byłem zdrowym, przystojnym chłopczykiem. Jako stary, chudy, schorowany dziad, ledwo się tam wtoczyłem. Na szczęście młoda dziewczyna u boku dodaje mi sił i chęci do dbania o swoje ciało. Po powrocie do mieszkania, w ramach gimnastyki, zrobiłem trzy przysiady.


2012.12.30 / Niedziela / 15:14 - Asia na cmentarzu

Asia stwierdziła na cmentarzu, że nie jestem podobny ani do ś.p. Dziadka, ani do ś.p. Babci. Zdziwiła się też, gdy wyjaśniłem jej, że moi rodzice będą po śmierci leżeć osobno - Tata w Warszawie, a Mama w Puławach. W zasadzie jeszcze nie jest to przesądzone, być może Tata po śmierci da się namówić na złożenie w puławskim grobie wraz z teściami i żoną. Później ja także do nich dołączę i ponownie stworzymy rodzinę. Jedyna różnica, że będziemy martwi. Asia, jako moja żona, także będzie mogła spocząć w tym dole. Mi to miejsce podoba się z dwóch względów - blisko do Wisły i do Mc Donalda.


2012.12.30 / Niedziela / 15:13 - Stary chory i młoda zdrowa

Trzeciego dnia, po pięćdziesięciu minutach śniadania, ponownie wyprowadziłem swoją suczkę na spacer. Tym razem poszliśmy na cmentarz, obejrzeć miejsce mojego przyszłego spoczynku. O śmierci zacząłem myśleć nie bez powodu - po nocy z Asią strasznie rozbolały mnie żebra, a nawet cała prawa strona ciała, łącznie z kręgosłupem. Prawdopodobnie umieram na raka kości, ale nikt nie chce w to wierzyć, bo do dzisiaj nie poszedłem na badania. Pewnego dnia, podczas stosunku z Asią, rozpadnę się na kawałki, złamię się wpół, jak sucha gałąź na silnym wietrze. Mam nadzieję, że chociaż zdążę jej wtedy dać orgazm, po którym będę mógł umrzeć, jako mężczyzna spełniony.


2012.12.29 / Sobota / 17:10 - Przyszła mamusia

Po długim spacerze wstąpiliśmy do najważniejszego sklepu w Puławach, czyli do Stokrotki. Tam zakupiliśmy produkty spożywcze i alkoholowe, niezbędne i zbędne. Asię najbardziej zainteresował dział z pokarmem dla dzieci, zaczęła rozmarzonym wzrokiem oglądać słoiczki z paskudnymi papkami typu Gerber, myśląc już o swoim macierzyństwie. Asia jako kobieta prorodzinna planuje w przyszłości od jednego do dwóch porodów. Na więcej dzieciaczków nie chce się zgodzić, choć ja najchętniej spłodziłbym szóstkę. Żartuję, tak naprawdę także planuję dwa porody, z czego pierwszy bliźniaczy. ;)

W dzieciństwie nie byłem karmiony Gerberami, tylko kaszką manną, a jak w sklepach nie było kaszki, to Mama podawała mi tak zwane mleczko z mączką. Mimo tego wyrosłem na zdrowego i silnego mężczyznę, z dużą potencją seksualną, która przydała się po powrocie ze spaceru.


2012.12.29 / Sobota / 17:09 - Asia na tle Włostowic

Żeby spacer nie był za krótki, zaciągnąłem Asię na sam kraniec Puław, z którego następnie powróciliśmy do czegoś co można nazwać centrum. Asia po wyjściu z parku ślizgała się na lodzie, cudem unikając upadku, a ja, zamiast podać swojej ukochanej dłoń i ocalić jej zgrabny tyłeczek przed uderzeniem o lód, filmowałem ją w jakości Full HD. Niestety Asia nie upadła ani razu. ;(


2012.12.29 / Sobota / 17:07 - Asia pod Świątynią Sybilli

Nie mogłem nie zaprowadzić Asi pod Świątynię Sybilli w parku, przy której znajduje się coś co można nazwać punktem widokowym. Niestety sama Świątynia nadal jest remontowana, zdaje się, że to już drugi rok remontu...

Bardzo podoba mi się to zdjęcie. Lubię wszystkie zdjęcia, na których jest Asia, ale niektóre niechcący wychodzą mi lepiej od pozostałych. ;)


2012.12.29 / Sobota / 17:07 - Asia na mostku nad Głęboką

Nie jestem mężczyzną, który tylko leżałby z ukochaną kobietą w łóżku od rana do nocy, dlatego po zjedzeniu śniadania udaliśmy się na spacer po Puławach. Pokazałem Asi wszystkie atrakcje tego pięknego, zielonego miasta, które zimową wydaje się być brzydkie i szare. Udaliśmy się do parku, gdzie niedawno sprowadzono pawie, dzięki którym będzie wyglądał niemal tak samo jak Łazienki. Asia co kilka chwil musiała pozować mi do zdjęć, bym miał co wrzucić na swojego bloga, bym miał co wspominać... Nasze początki.


2012.12.29 / Sobota / 17:07 - Dziewczynka

Rozpoczęło się molestowanie Asi. Molestowanie fotograficzne. Po lewej stronie miś pluszowy mojej starszej siostry. Uznałem, że skoro należy do niej już od lat siedemdziesątych, to powinna go mieć tutaj, w Puławach, dlatego zapakowałem go do torby i przywiozłem, wraz z Asią.

Asia szybko rozgościła się w Puławach, w mieszkaniu i w łóżku. Bardzo się cieszę, że już po trzech tygodniach znajomości spędzamy ze sobą tyle czasu. Kilka dni, kilka nocy... Zawsze uważałem, że najlepiej można się poznać w takich domowych warunkach. W łóżku oczywiście także warto się poznać. Przekonać się jak wygląda wspólna... Egzystencja.


2012.12.29 / Sobota / 12:15 - Oko Asi

Przybyliśmy do Puław. Jedna prezerwatywa już zużyta. Asia wrzucona bezczelnie w ubraniu do wanny, rozebrana i umyta. Nakarmiona płatkami z mlekiem. W tej chwili znudzona, gdyż jej mężczyzna zajmuje się fotoblogiem zamiast nią samą. Asia stwierdza, że chyba musi do tego przywyknąć... Piękne oko. Drugie też.


2012.12.28 / Piątek / 00:00 - Dyżur na Śródmieściu

Po świętach w pracy męka - ruch ogromny, bo firma musi nadrobić straty spowodowane okresem świątecznym. To był mój siódmy dzień pracy, ale ja nie narzekam specjalnie, jest dobrze, pracuję w swoim ukochanym miejscu, w samym centrum Warszawy, a już po jutrzejszym dużurze, w holu na dole, trzy tygodnie po naszym pierwszym spotkaniu, ponownie będzie na mnie czekać moja dziewczyna, piękna Asia, przygotowana na pięciodniowy wyjazd do Puław. :) Sama rozkosz. Razem przywitamy rok 2013. Wspaniałe zakończenie dziwnego roku 2012. Dziwnego, ale chyba całkiem dobrego?


2012.12.25 / Wtorek / 11:49 - Powigilijny Pan Michał

Lubię wigilijne spacery po opuszczonej Warszawie. Wszyscy normalni ludzie siedzą wtedy w domach, na ulicach jest pusto, w okolicach Pałacu Kutlruy spotkać można kilka, najwyżej kilkanaście osób. W tym roku mgła dodatkowo potęgowała nastrój niezwykłości. Najważniejsze, że zrobiło się ciepło, dzięki czemu mogłem chodzić bez czapki i szalika. Powiedziałbym, że w powietrzu czuć już wiosnę. ;)

Szkoda tylko, że ominęła mnie Wigilia z rodziną.


2012.12.25 / Wtorek / 11:47 - Powigilijna pustka w Warszawie

Pałac Kultury ładnie wyglądał, zakryty przez mgłę, podświetlony na niebiesko... Wigilia w pracy była trochę inna niż w poprzednich firmach. Nie przygotowano żadnego poczęstunku, nie było nawet żadnych ciasteczek. Lipa. ;) Klienci pisali tak samo jak w każdym innym dniu, przedstawiając swoje zboczone historie, które w taki świąteczny wieczór są strasznie denerwujące. Jeszcze bardziej denerwujące są życzenia, które nam składają. Nie szkodzi, najważniejsze, że nie musiałem wróżyć...


2012.12.24 / Poniedziałek / 11:29 - Na Wigilię do pracy, z racuchami

Nadeszła Wigilia, którą przez ostatnie pół roku planowałem spędzić w domu. Plany uległy zmianie, sam podałem pełne dyspozycje w pracy na całe święta i na każdy dzień dostałem dyżur od 14:00 do 22:00. Jest to więc już moja czwarta Wigilia, którą spędzę w pracy i właściwie nie mam nic przeciwko temu.

W tym roku, z powodu choroby Mamy, obowiązek przygotowania wszystkich potraw spadł na siostrę. Dla mnie najważniejsze są racuchy, które być może nie mają wiele wspólnego ze Świętami Bożego Narodzenia, kojarzą się raczej z Tłustym Czwartkiem, ale tak się jakoś składa, że jeśli już w ogóle coś jadłem przy wigilijnym stole to właśnie racuchy. Dzisiaj zabieram je do plecaka, by móc ich skosztować w pracy, gdzieś w środku ośmiogodzinnego dyżuru. Może za rok zasiądę wreszcie przy wigilijnym stole?

Czytelniczkom i czytelnikom mojego bloga życzę wesołych świąt, a przede wszystkim zdrowia w rodzinie. Dbajcie o siebie i swoich bliskich.

Panu Michałowi życzyć możecie tego, żeby Asia nie okazała się być tylko temporarnym snem. :) By marzenia spełniały się nadal...


2012.12.23 / Niedziela / 01:10 - Durex

Na szczęścia, wbrew moim wcześniejszym obawom, kolorowa przesyłka z Allegro dotarła na czas, jeszcze przed wyjazdem do Puław... ;)

W pracy przez cały dyżur obciągałem i dawałem dupy jak szalony, by zająć pierwsze miejsce w rankingu dziennym i w końcu się udało, na godzinę przed końcem. Miałem dobrych klientów. Niestety, sukcesem nie cieszyłem się zbyt długo, gdyż w ostatniej godzinie pracy wszystko zostało stracone, wraz z pojawieniem się nowych klientów, którzy sami nie wiedzieli czego chą. Czy ostatecznie utrzymałem pierwsze miejsce, okaże się jutro, gdy obejrzę statystyki. W żadnej innej firmie wyścig szczurów, a raczej operatorów, nie był tak ekscytujący jak w tej. Zależy mi na każdej głupiej premii, bo przecież takie 10 złotych za zajęcie pierwszego miejsca w danym dniu to 0,5% pierścionka zaręczynowego dla Asi! :P

Zaraz kładę się do zimnego łóżka, by wreszcie się ogrzać (suszarką), po przejściu dwóch kilometrów przez las, w temperaturze -17 stopni Celcjusza. Na szczęście na same święta zapowiadają ocieplenie i odwilż. To dobrze, bo bardzo marnie znoszę mrozy...

Siostra przyjechała i w tym roku zostaje u nas na cały tydzień. Pozostaje tylko pytanie - gdzie spędzi Sylwestra? Ja najwidoczniej w Puławach, przytulając mocno Asię. :)


"But I'm
I'm gonna hold on to you
I'm gonna hold on to you
You"

Madrugada "Hold on to you"


2012.12.21 / Piątek / 20:53 - Suszarkawex 5000

Wstaliśmy z Asią już po godzinie 5:00, bym mógł na 9:00 zameldować się w pracy. Przejście przez las nie było łatwe, bo temperatura spadła do -15 stopni Celcjusza, ale jakoś daliśmy radę. Miałem okazję wypróbować jeden z prezentów gwiazdkowych od Asi - skarpetki ocieplane, specjalnie na zimę. :)

W pracy cieszę się ostatnio za każdym razem, gdy nie muszę się logować na ezoteryce. Dwa dyżury ezoteryczne przypomniały mi dlaczego przez tyle lat nienawidziłem wróżb. Nadal ich nienawidzę, podobnie jak ezoterycznych klientek... Ech.

Po pracy udałem się do ogarniętych przedświątecznym, zakupowym szałem Złotych Tarasów, a konkretnie do Saturna, w którym kupiłem swojej siostrze z Puław widoczną na powyższym zdjęciu machinę suszącą, z jonizatorem i dużą mocą. Suszarki to mój ulubiony sprzęt AGD, ponieważ kojarzą mi się ogrzewaniem mojego zmarzniętego ciała w okresie jesienno-ziomowym. W tak zimnym domu jak nasz bez suszarki ciężko byłoby przetrwać, choć ostatnio odkryłem, że najlepszym grzejniczkiem jest jednak gorąca kobieta w łóżku, do której można się przytulić. Ach. :) Jakże jestem szczęśliwy... Teraz.


"I married my wife on the day of the eclipse
Our friends awarded her courage with gifts
Now as the nights grow longer and the season shifts
I look to my sorrowful wife
Who is quietly tending her flowers
Who is quietly tending her..."

Nick Cave And The Bad Seeds "The sorrowful wife"


2012.12.20 / Czwartek / 20:28 - Pan Michał z żonką

Cudowna Asiunia, siedząca teraz obok mnie, eksponująca swoje śliczne nóżki, czytająca książkę o okropnościach z Auchwitz, przed chwilą wysuszyła mi włosy. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy, ponieważ obudziłem się i będę zasypiał obok swojej ukochanej, którą od teraz nazywam także żonką. Z jakiegoś tajemniczego powodu Asia jeszcze ode mnie nie uciekła, a co jeszcze bardziej podejrzane, jest uśmiechnięta i wygląda na szczęśliwą. Właściwie nie wychodziliśmy dzisiaj z łóżka, obejrzeliśmy razem trzy bardzo dobre filmy - "Witaj Święty Mikołaju, "Książę w Nowym Jorku" i "Wstrząsy" - i o dziwo Asia była nawet skupiona na tym co działo się na ekranie telewizora. To dobrze, bo wcześniej śmiałem wątpić, czy będę mógł z nią oglądać filmy, tak jak lubię. :) Wspólne oglądanie filmów to podstawa dobrego związku. :P

Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy i zaczynam wierzyć, że Asia zostanie w moim życiu już na zawsze. Muszę uważać, by nie popełnić błędu kolegi, który swojej ukochanej dziewczynie oświadczył się dopiero po siedmiu latach, w kilka miesięcy po tym, jak postanowiła od niego odejść. Już zaczynam ciułanie na pierścionek zaręczynowy. Po przyjęciu oświadczyn rozpocznę pięcioletni okres ciułania pieniędzy na wesele. ;) Jak dobrze pójdzie, to przed śmiercią zdążę jeszcze począć dziecko.

Za chwilę Asia wejdzie pod moje kołdry, przytuli się do mojego nagiego ciała i razem obejrzymy jak Leonardo Di Caprio idzie na dno oceanu, w filmie, który bardzo lubię, jako miłośnik romantycznych i zarazem dramatycznych historii. Oby tylko moja obecna, romantyczna historia, okazała się być pozbawiona dramatu, ponieważ jestem tak szczęśliwy i spełniony jak nigdy wcześniej. Może się udać, gdyż Asia, w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich dziewczyn, nie ma w swoich pięknych, piwnych oczach dramatu. Asia w nich przede wszystkim radość i ciepło. Ach, w moim zimnym łóżku zrobiło się nagle tak cieplutko...


2012.12.20 / Czwartek / 13:42 - Zabieram Asię do puszczy

Po dyżurze zdjechałem na dół windą i na słynnej już kanapie, ujrzałem po raz kolejny spełnione marzenie, mierzące 155 centymetrów wzrostu, śliczne zjawisko zwane Asią. :) Porwałem ją do Puszczy Kampinoskiej, wykorzystując to, że z jakiegoś powodu mnie lubi i chce spędzać ze mną swój wolny czas.

Czy pasujemy do siebie wizualnie? ;)


2012.12.20 / Czwartek / 11:59 - Bonus godzinowy

Nareszcie udało mi się zdobyć zaszczytny bonus. Mimo tego, że znajduję się blisko szczytu rankingu, nigdy wcześniej nie udało mi się zdobyć bonusu godzinowego. Toż to jakieś 10 złotych do ręki! ;) Najbardziej się cieszę, że w tej firmie nie ma kar, które były tak bardzo upierdliwe i tak bardzo zniechęcały w poprzedniej... Ale dość już wracania do tego co było, kończy się rok 2012, zacznie się nowy, które pewnie spędzę od początku do końca w obecnej firmie. Przez cały rok powinienem zarobić jakieś 20 tysięcy złotych. Nędza... Nie chciało się uczyć, więc ma się marne zarobki, ale z drugiej strony... Dobre i to.


2012.12.19 / Środa / 08:48 - Wciąż dobrze

Dziesięciogodzinny dyżur minął mi na intensywnym, ale całkiem sympatycznym stukaniu w klawisze. Trafiło się wielu klientów, którzy dali się wystawić, dzięki czemu było znacznie ciekawiej niż podczas zwykłego, rutynowego obciągania. ;) Teksty typu "szybciej kochanie, bo mi już nos odpada", albo "wracam do domu, załamany i smutny, nie było cię, a myślałem, że w końcu znajdę dziewczynę" zawsze mnie rozbawiają. Na koniec dyżuru aż żal było iść do domu, bo udało mi się wyrobić wysoką średnią, a jeszcze kilku klientów czekało na mnie w różnych miejscach naszego kraju. Niestety zaliczyłem wpadkę, pisząc klientowi z Raciborza, że spóźnię się na spotkanie, bo utknąłem w śniegu. Okazało się, że na Śląsku w dniu wczorajszym w ogóle nie było śniegu. :P Jakoś się jednak wytłumaczyłem... Jak zwykle.

Do widoku z firmowego okna zdążyłem się już przyzwyczaić i nie robi on już na mnie takiego wrażenia jak na początku pracy, ale nadal lubię wyjrzeć za okno i zobaczyć, że pracuję w swoim wymarzonym miejscu. :)

Pod koniec dzisiejszego dyżuru, po zjechaniu windą do holu, ujrzę w nim czekającą na mnie, piękną dziewczynę, Asię, zwaną ostatnio przeze mnie ideałkiem. ;)


2012.12.19 / Środa / 08:47 - Mokre banknoty

Miałem pechowy dzień, tym razem nie znalazłem żadnych banknotów na Dworcu Centralnym, mimo że dokładnie skanowałem oczami całą powierzchnię podziemnych korytarzy. Trudno, tym razem mi się nie udało, ale każdy następny dzień przynosi nową nadzieję, że tym razem uda mi się znaleźć całą stówkę. ;)


2012.12.19 / Środa / 08:46 - Zima w Truskawiu

Śnieg spadł, na drodze znowu zrobiło się ślisko. Muszę uważać, by po raz pierwszy w życiu nie skręcić, lub nie złamać sobie nogi. Ile to już razy przewracałem się na niej w ciągu ostatnich dwudziestu lat? Sto? Tysiąc? Przejść dwa kilometry po lodzie to nie lada wyzwanie... Na szczęście śnieg to także pewnego rodzaju ułatwienie - dzięki niemu w nocy jest jaśniej i można iść bez latarki. ;) Poza tym wygląda całkiem ładnie.

Czyżby miały to być święta ze śniegiem? Miło, ale ja całe święta i tak spędzę w pracy...


2012.12.18 / Wtorek / 00:35 - Świąteczne Młociny

Pięknie oświetlono naszą stację metra Młociny, pod hutą. Chyba nawet lepiej niż cały Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście razem wzięte. ;)

Do Warszawy pojechałem razem z Asią, wcześniej przeprowadzając ją przez nieszczęsną drogę w lesie, którą jednak przebyła bez żadnego marudzenia. Pożegnaliśmy się w metrze, a ja pomknąłem do pracy, na krótki, siedmiogodzinny dyżur. Przy wejściu szanowna Paulina zapytała się, czy mogę dzisiaj pisać wróżby, zamiast obciągać kutasy, a jako pracownik uniwersalny, specjalista od wszystkiego, nie mogłem odmówić. Posiedziałem więc na ezoteryce, przypominając sobie jak bardzo jej nie lubię, ale nie było tak źle. W tej firmie nawet wróży się przyjemniej niż w dwóch poprzednich.

Przed dyżurem znalazłem 20 złotych w banknocie, zaraz po wejściu do Mc Donalda w podziemiu przy Dworcu Centralnym. Zabawne, bo kilka dni wcześniej znalazłem 10 złotych w banknocie, także na Dworcu Centralnym. Być może bardziej opłaca się tam chodzić i patrzeć pod nogi, niż siedzeć na dyżurach w Orco Tower? ;) Dziwne, że ludzie nie zauważają pieniędzy leżących na ziemi, tuż obok nich. Ja mam szczeście do takich bankotów, czekam na 50, 100 lub nawet 200 złotych. Widział ktoś ostatnio bankot 200 złotowy? Zdaje się, że ja takiego nie widziałem już od kilku lat.

Okazało się, że mimo pracy w święta, nie załapię się na żadne bonusy, bo dostaną je tylko ci operatorzy, którzy przyjdą na dyżury w dniach 29, 30 i 31 grudnia, czyli akurat w tych, w których ja będę w Puławach, z Asią. Nie szkodzi, to i tak będzie najlepsze zakończenie roku w moim życiu.

Czy wiecie, że mój blog ma już ponad 2000 wpisów? Nie uczciłem tego w żaden sposób, nie wspominałem ostatniego tysiąca, gdyż byłem zajęty swoją ukochaną. Niemniej zaznaczam to teraz i zarazem ogłaszam, że według moich spostrzeżeń mój blog jest najobszerniejszy pod względem treści na całym tym serwisie. Nikt tyle nie pisze, nikt tak nie leje wody. :) Ciekawe czy moje dzieci kiedyś będą go chciały przeczytać. ;) Ciekawe, czy będą miały swoje blogi... Może nie, może jednak będą normalne. ;)


2012.12.17 / Poniedziałek / 12:42 - Asiunia i pasztet

Rano także miałem piękne widoki. :) Bez rajstopek chyba nawet lepiej... Ach. Na śniadanie przygotowałem słynne tosty z pasztetem podlaskim, które mi osobiście już się przejadły, ale Asia spróbowała ich pierwszy raz w życiu. Podobno były smaczne. Po godzinie wypoczynku trzeba było się ubrać i pójść do Truskawia, do autobusu. Na szczęście moja, nadal moja Asiunia, być może tymczasowo moja Asiunia, wraca do mnie już w środę. Spotykamy się po pracy, jedziemy razem do leśnego domu i spędzamy razem dwie noce i jeden dzień. Później mam aż siedem dni pracy, po których udaję się ze swoją śliczną ukochaną do Puław.

Ciekaw jestem jaki dostanę dyżur w Wigilię... Miałem ją spędzić w domu, ale pomyślałem sobie, że i tak nic już nie jest takie jak kilka lat temu, gdy Mama była jeszcze zdrowa. W tym roku moje życie zmieniało się kilka razy, ale ta ostatnia zmiana, znalezienie dziewczyny, była jedną z najlepszych zmian w moim życiu. Niestety w tym roku zaszła także najgorsza zmiana mojego życia... Najgorsza zmiana życia mojej Mamy. Rok kontrastów.

Nie ma się co smucić. Trzeba się wtulić w te uda, wysunąć język i posmakować tej ślicznej brzoskwinki... :)


2012.12.16 / Niedziela / 18:06 - Rozkoszna Brzoskwinka

Nic tylko rozbierać i dobierać się, co oczywiście uczyniłem. Na razie nie mogliśmy sobie na zbyt wiele pozwolić, bo rodzina za drzwiami jednak strasznie mnie krępuje i nie wypada, by chora Mama i leniwa siostra, zmuszone były wysłuchiwać jęków dobiegających zza drzwi, ale jak tylko pojedziemy do Puław... Co prawda z chorym kręgosłupem ciężko mi się sprawnie poruszać, a z chorą psychiką ciężko mi się naprawdę rozluźnić przy tak pięknej dziewczynie, ale trzeba być dobrej myśli i wierzyć w to, że się uda. Jeżeli w tym miejscu ktoś zadaje sobie pytanie, czy w czasie swojej nocy poślubnej także będę wrzucał foty na bloga i robił notki to potwierdzam - oczywiście, że tak. ;) Póki co dziwi mnie niezwykle to, że Asia nie protestuje, gdy robię jej zdjęcia i gdy je tutaj wrzucam. Przemiła dziewczyna.

Obejrzeliśmy trzy filmy, dwa na blu-ray, jeden na dvd, ale jestem przekonany, że Asia niewiele z nich pamięta. Być może zostały jej w pamięci piosenki The Beatles, które śpiewali aktorzy występujący w drugim filmie, doskonałym "Across the universe". Ja na zawsze zapamiętam te chwile, gdy rozkoszowałem się jej bliskością, jej obecnością w moim pokoju i moim łóżku. Być może niebawem umrę, ale tuż przed śmiercią przypomnę sobie jak było przyjemnie i uśmiechnę się, jak człowiek, któremu spełniły się marzenia...

Przed snem podarowałem Asi pierwszy prezent gwiazdkowy, który ozdobił ją w bardzo miły dla oka sposób. Srebro do niej pasuje. ;) Mam nadzieje, że skarpetki, które Asia ma mi kupić na gwiazdkę, także będą na mnie pasować. :P


2012.12.16 / Niedziela / 18:03 - Asia w moim domu

Jak zwykle piękna, jak zwykle pięknie umalowana, pachnąca i smaczna. :) Moim zdaniem to, że Asia zechciała mnie po tak krótkim czasie odwiedzić w moim domu jest oznaką jej zaangażowania. Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że taka wspaniała dzewczyna poczuła coś do mnie, polubiła mnie i dała mi szansę. Cud jakiś świąteczny, czy jak? ;) Obym tylko okazał się być godny tego, by iść z nią przez życie, by nie skończyło się na kilku tygodniach, miesiącach, lub nawet latach. Jak wiecznośc to wiecznośc. ;) Tylko kto by wytrzymał tak długo z Michałem Górką?


2012.12.16 / Niedziela / 17:57 - Śliczne nóżki Asiuni

Szybko spełniło się moje kolejne Marzenie, zaledwie po tygodniu i dwóch dniach znajomości, Asia przyjechała do mojego domu rodzinnego. Trafiła akurat na dzień powrotu starszej siostry do Puław, więc przez las nie musiała iść, gdyż przewiózł nas Tata, akurat odwożący siostrę. Swoją ukochaną szybko nakarmiłem pierożkami zrobionymi przez siostrę, a następnie szybko zabrałem ją do swojego pokoju, gdzie odizolowaliśmy sie od reszty świata. ;)

Niestety kilka dni wcześniej doszło do tragedii, spiesząc się na pociąg metra, którym zdążyłbym na swój nocny autobus, zbiegałem po schodkach pod Pałacem Kultury i pokonanie każdego kolejnego z nich wywoływało w moim kręgosłupie i mojej miednicy coraz silniejszy ból. Po trzech schodkach nie byłem już w stanie się ruszać, musiałem chwilę poczekać, a następnie pokuśtykałem strasznie obolały na stację metra. Pociąg uciekł, autobus nocny też, a ja musiałem jeździć przez dwie godziny metrem, by doczekać się przyjazdu kolejnego autobusu nocnego. Pojechałem na Ursynów, gdzie na stacji Imielin obejrzałem akcję ratunkową policji i pogotowia, które zbierało przewróconego, zakrwawionego i połamanego, pijanego mężczyznę. Czułem się okropnie, każdy ruch wywoływał u mnie taki ból, jakiego nie zaznałem nigdy wcześniej. Na szczęście następnego dnia było już lepiej, a w dniu przyjazdu Asi już niemal całkiem dobrze. Niestety w chwili gdy pisze te słowa nadal odczuwam ból w kręgosłupie, miednicy i nodze. Moje kości są w opłakanym stanie, mam tylko nadzieję, że nie z powodu raka... ;(

Wstyd. Przy takiej młodej, pełnej życia dziewczynie jak Asia, powinienem być zdrowy i silny, a tymczasem z dnia na dzień zmieniłem się we wrak człowieka, wspominający czasy, gdy można było biegać i skakać bez żadnych obaw. Ech...

Króciutkie nóżki Asi strasznie mi się podobają, są bardzo zgrabne, kształtne i jędrne. :) Obecnie Asia nosi na nich nowe rajstopki, które także strasznie mi się podobają. :) Sam jestem chudzielcem, ale bardzo lubię kobiety, które mają trochę więcej ciałka, które jest za co złapać. ;) Ach, te uda...


2012.12.14 / Piątek / 15:34 - Każdy dyżur taki sam

Przepracowałem już ponad miesiąc w nowej firmie i nadal sobie ją chwalę. Każdy dyżur jest taki sam, zawsze stukam w klawisze z taką samą intensywnością, osiągając różne wyniki, raz dobre, raz przeciętne. Wczorajszy dyżur o tyle różnił się od innych, że była to tak zwana noc serwisowa, podczas której informatycy grzebią coś przy serwerach, dzięki czemu przez niemal dwie godziny siedzieliśmy, nic nie robiąc. Czas płynie wolniej, gdy nic się nie robi... W przyszłym tygodniu mam tylko jeden dzień wolny, bo muszę wyrobić limit 150 godzin na miesiąc, a może to być trudne, jeśli pod koniec miesiąca wezmę sobie więcej wolnego, by móc spędzić ze swoją piękną ukochaną kilka dni w Puławach.

Asia pojechała na weekend do swojej rodziny pod Płońskiem, a do nas na weeknd przyjeżdża siostra z Puław, która tym razem naprawdę ubierze choinkę i rozwiesi światełka w całym domu. Póki co tylko ja mam łańcuch ze światełkami w swoim pokoju, skutecznie wprowadzający bardzo przyjemny, świąteczny nastrój. Szkoda tylko, że w domu jest tak strasznie zimno.

Mama wczoraj osiągnęła swój obecny szczyt normalności, udało jej się nawet napisać do mnie dwa smsy, uśmiechała się i nie marudziła prawie w ogóle, ale dzisiaj zdaje się już wracać do swojego marnego stanu psychicznego... Ja zastanawiam się czy święta powinienem spędzić w domu, czy jednak w pracy, załapując się na wszystkie bonusy.


"A purple little little lady will be perfect
For dirty old and useless clown..."

Gogol Bordello "Start wearing purple"


2012.12.13 / Czwartek / 09:25 - Randka czwarta

Randka czwarta. Tym razem przyjechałem do Warszawy nieco wcześniej, osiem godzin przed rozpoczęciem swojego nocnego dyżuru, bo chciałem spędzić z Asią więcej czasu. :) Przy okazji wstąpiłem też po odbiór prezentów gwiazdkowych (dla Asi, bo rodzina jak zwykle nic nie dostanie - zgodnie z naszym rodzinnym zwyczajem). Już przed godziną 15:00 byłem na Ursynowie, na swoim ulubionym kampusie SGGW, gdzie minąłem się z dziwnie się do mnie uśmiechającymi grupkami dziewczyn w Asi wieku. Pomyślałem, że muszą to być jej znajome z Facebooka, która widziały mnie z nią na zdjęciach, lub ewentualnie jej współlokatorki. :) Najważniejsze, że pod akademikiem ponownie ujrzałem swoją przepiękną dziewczynę, jak zwykle bardzo ładnie umalowaną, pachnącą, podkreślającą swoją (konkretną) figurę rajstopami i butami na wysokim obcasie. :) Ach, jakże raduje się moje serce, gdy ją widzę. :)

Tym razem postanowiłem zabrać Asię na Śródmieście, do jakiejś fajnej pizzerii. Wysiedliśmy na stacji Politechnika i rozpoczeliśmy poszukiwania pizzerii, którą można uznawać za fajną - przede wszystkim zależało nam na tym, by oprócz stolików i krzeseł znalazła się w niej jakaś wygodna kanapa, na której można się miętosić. ;) Dopiero po trzydziestu minutach spaceru uliczkami południowego Śródmieścia, po minięciu trzech pizzerii, które nie miały kanapy, znaleźliśmy tą właściwą, przy ulicy Kruczej. Pizza była pyszna, zawierała składniki, których nigdy wcześniej nie jadłem, takie jak rukola, która z wyglądu zupełnie przypomina mlecz. :) Asia zaimponowała mi swoją wiedzą kulinarną - udzieliła mi odpowiedzi na każde pytanie typu "co to jest anchois?", wiedziała wszystko o wszystkich składnikach każdej pizzy i wszelkich innych dań, zupełnie jakby sama prowadziła restaurację, lub planowała w przyszłości ją otworzyć. :) Absolutnie wierzę jej, gdy mówi, że potrafi świetnie gotować, i że umiałaby ugotować wszystko. Taka kobieta to prawdziwy skarb, do tego jest piękna, zgrabna, ciepła, sympatyczna i najprawdopodobniej także dobra. :) Jestem niezwykle szczęśliwy, że trafiliśmy na siebie. Uwielbiam wpatrywać się w jej piwne oczy, głaszcząć ją po policzku. :)

Przed godziną 22:00 zostałem przez Asię ponownie odprowadzony do Orco Tower, gdzie ciężko mi było wypuścić ją z rąk. Przytulanie, całowanie i obmacywane Asi to moje nowe ulubione zajęcia. ;) Niestety wzywał mnie dyżur, który okazał się być później jednym z najkoszmarniejszych w moim życiu, z tego powodu, że wstałem już o godzinie 8:00 rano, a w pracy musiałem spędzić dziewięć godzin od 22:00 do 7:00. Już po północy zacząłem przysypiać i nie mogłem wyrabiać limitu 90 smsów na godzinę, całkowicie sobie odpuściłem tym razem... Dobrze, że do połowy stycznia jestem na stażu i mogę nie wyrabiać limitu bez żadnych konsekwencji finansowych. Tak, nocki, na których chce się spać, są zdecydowanie ciężkie.

Kolejne spotkanie z Asią już w niedzielę, gdy będę odwoził starszą siostrę do Warszawy. Asia i siostra zapoznają się wtedy ze sobą, bo trzeba powoli przedstawiać rodzinie moją wybrankę. :) Przede wszystkim rodzicom, których Asia nazywa już teraz "przyszłymi teściami". ;) Marzycielka. :P

Przed nami piąta randka, a w czwartek obdarowanie siebie prezentami i tygodniowe rozstanie związane z okresem świątecznym. Następnie kilkudniowy wyjazd do Puław, w których być może przywitamy razem rok 2013. :) Rok 2012 był dla mnie ciężki, ale kończy się w sposób wyjątkowy.

Po powrocie do lasu zastałem całkowicie pusty dom rodzinny, gdyż rodzina pojechała do Warszawy. Najpierw samochodem do autobusu, a następnie autobusem i metrem w okolice Teatru Narodowego, na badanie Mamy, związane z jej ubieganiem się o rentę. Pan doktor uznał Mamę za kompletnie niezdolną do pracy, ale renta i tak może Mamie nie przysługiwać, gdyż zabrakło jej dokładnie jednego miesiąca pracy do pełnych pięciu lat wymaganych przez przepisy. Pech.

Książkowo właśnie skończyłem trzecią część Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, pod tytułem "Kwiat kalafiora", książkę nieco infantylną, przeznaczoną raczej dla dzieci, opowiadającą o tym jak to jest, gdy mama nagle trafia do szpitala, a rodzina musi się nauczyć radzić sobie bez niej, natomiast zaczałem czytać książkę "Ciotka Julia i skryba" Mario Vargasa Llosy, którego tak bardzo polubiłem po przeczytaniu "Szelmostw niegrzecznej dziewczynki". "Ciotka Julia i skryba" opowiada o miłości autora do starszej od siebie rozwódki, siostry własnego wujka. Ja osobiście zawsze interesowałem się dziewczynami młodszymi ode mnie, zdaje się, że od czasu, gdy poszedłem do liceum swojej młodszej siostry i napotkałem tam dziewczyny z roczników 1990, 1991 i 1992. Pomyślałem - to jest to! ;) Optymalna, nie za duża, a wciąż ekscytująca różnica wieku to mniej więcej osiem lat. :)


2012.12.11 / Wtorek / 20:46 - Płyty zakupione w roku 2012


2012.12.10 / Poniedziałek / 09:03 - Asia i jej słynny dekolt

Proszę bardzo jakie mam ładne widoki, siedząc przed Asią. :) Najbardziej lubię patrzeć prosto w jej piękne, piwne oczy, ale muszę przyznać, że te dwie brzoskwinki widocznie nieco poniżej, także przyciągają moją uwagę i moje dłonie. ;) Nie, tych piersi nie można nazywać brzoskwinkami, powinienem użyć nazwy jakiegoś większego owocu. Melony? ;)

Pierwsza randka w Harendzie, druga w Klepsydrze, trzecia w CoffeHeaven. Na koniec Asia odwiozła mnie do mojej firmy, co było bardzo miłe z jej strony. W ogóle jej nastawienie do mnie jest niezwykłe, lub raczej takie jakie powinno być, takie jakiego poszukiwałem przez tyle lat. Czytelnicy mojego bloga dziwią się, co taka młoda dziewczyna we mnie widzi, sami pewnie chcieli by mieć partnerki młodsze od siebie o osiem lat, czytelniczki są zazdrosne, ale życzą nam powodzenia. Rodzina jest zadowolona z tego, że poznałem Asię, wszyscy uważają ją za bardzo ładną dziewczynę, a przy bliższym poznaniu będą mogli przekonać się jak bardzo jest sympatyczna. Możliwe, że Sylwestra spędzimy razem w Puławach, albo moim leśnym, zimnym domu rodzinnym. :) Póki co, po trzech randkach chwila przerwy, bo muszę oddać się pracy. Kolejne spotkanie przed dyżurem w środę. Fajnie, że nocne zmiany zaczynają się dopiero o 22:00, dzięki czemu mam przed nimi czas na spotkanie i fajnie, że firma znajduję się na Śródmieściu, dzięki czemu po spotkaniu nie muszę jechać na beznadziejną Białołękę.

W pracy w ciągu nocy udało mi się wyrobić bardzo dobrą średnią, która pozwoliła mi zagościć na pierwszym miejscu w ogólnym rankingu. Na niemal setkę osób jestem pierwszy, kto by się tego spodziewał? Niestety wydaje mi się, że sukcesem tym mogłem się cieszyć tylko do godziny 6:30, o której przyszła do mnie koordynatorka, by mi pograulować, a w chwilę później wpadło do mnie kilkadziesięciu nowych klientów, spośród których prawie żaden nie odpisał. Tym właśnie charakteryzuje się ta branża, starasz się, starasz, a na koniec wszystko okazuje się być niewiele warte. :) Nie szkodzi, ja te smsy piszę raczej hobbystycznie. Wystarczą mi dogodne warunki pracy i lokalizacja firmy, kwestia miejsca w rankingu nie ma dużego znaczenia. Niemniej tego, który mnie wyprzedzi chętnie zatłukę na śmierć gołymi rękami. ;)

Najważniejsze, że dzięki Asi cały czas czuję się tak jakbym zajął pierwsze miejsce. Czuję się niezwykle wyróżniony tym, że taka dziewczyna obdarzyła mnie tak ciepłym uczuciem. Wspaniale jest być docenianym za to, że jest się po prostu sobą.


2012.12.10 / Poniedziałek / 09:02 - W CoffeeHeaven na Kabatach

Trzeci dzień realnej znajomości, randka numer trzy, trzeci dzień zakochania. :) Na dworze strasznie zimno, ale za to w sercu jakże ciepło. Zaczęło się od mojej wizyty w ursynowskiej kwiaciarni całodobowej, w której kupiłem różę, największą z dostępnych. Wiele razy wspominałem tu o tym, że w moim przypadku kwiat podarowany dziewczynie, stanowi naprawdę ważny symbol mojego zaangażowania uczuciowego, nie wspominając już o całym bukiecie. Stwierdziłem, że Asia już na trzeciej randce powinna dostać czerwoną różę, więc wstąpiłem do kawiaciarni, dokonałem zakupu, a z niej udałem się prosto na kampus SGGW. Po drodze mało nie zamarzłem, pomiędzy internatami wieje zimny wiatr, ale w końcu szczęśliwie dobrnąłem pod wejście do właściwego akademika, by następnie móc razem ze swoją piękną dziewczyną pojechać do CoffeeHeaven na samym końcu trasy metra, czyli na Kabatach. Ludzie w metrze patrzyli na nas w bardzo przyjemny sposób, uśmiechając się, jakbyśmy roztaczali wokół siebie ciepłą aurę zakochania. :) Bardzo mi się to podoba.

Zamówiliśmy cappuccino, napatrzyliśmy się na siebie, porozmawialiśmy, wycałowaliśmy tak, że aż rozbolały mnie usta. Prawiłem Asi wyjątkowe komplementy, wśród których można było usłyszeć takie perełki jak "z tego kąta jesteś podobna do Laleczki Chucky", albo "a teraz przypominasz mi trochę robota z teledysku Technologic, zespołu Daft Punk". ;) Tak naprawdę Asia jednak na pewno wie, że jest według mnie ślicznym skarbem, którego nie chciałbym już nigdy wypuścić z rąk. Zaplanowaliśmy wspólne zamieszkanie, ślub i maksymalnie dwójkę dzieci. Chyba powinienem już zacząć ciułać na pierścionek zaręczynowy, jak mój przyjaciel Jacek, który miesiąc temu się oświadczył swojej wieloletniej dziewczynie. Gratuluję mu serdecznie, a sobie życzę, by los w przyszłości był dla mnie tak samo łaskawy jak teraz, pod koniec tego dziwnego roku 2012, który w przyszłości mogę także nazywać najszczęśliwszym rokiem, w którym odnalazłem miłość. Jak zacznę teraz ciułać na wesele, to już w roku 2035 będzie ono mogło się odbyć. ;)

Niesamowita dziewczyna. Podobno napisałem do niej dwa dni po tym, jak założyła konto na Sympatii.pl, z której dzisiaj oboje się usuneliśmy. Ja usunąłem też zdjęcia wszystkich poprzednich dziewczyn z albumów na Facebooku, bo teraz liczy się dla mnie tylko jedna. :) Przepraszam załamane fanki. ;)


2012.12.09 / Niedziela / 02:19 - Pan Michał i Asia w Klepsydrze

Przed randką numer dwa kolejny dyżur, dłuższy, podczas którego nie mogłem sie skupić... Po dyżurze ponownie ten sam widok - na sofie siedzi piękna dziewczyna i czeka właśnie na mnie. Nie na żadnego innego faceta, przystojniejszego, lepiej wykształconego, tylko na mnie. To naprawdę wspaniałe uczucie.

Podjechaliśmy tramwajem do palmy, a stamtąd przeszliśmy w zaproponowane przeze mnie miejsce, które poznałem w zeszłym roku, czyli do Klepsydry. To taka nora, w sumie piwnica, mająca jednak tę zaletę, że w środku znajduje się kilka kanap, na których można się rozsiąść, a nawet rozłożyć. Ponownie zamówiliśmy piwo i ponownie oddaliśmy się temu co poprzednio - sobie nawzajem. :) Miałem okazję zobaczyć rodzinę Asi na zdjęciach, dzięki którym stwierdziłem, że Asia nie jest podobna ani do swojej mamy, ani do taty. Ja swoich zdjęć rodzinnych niestety nie przyniosłem. ;)

Kolejne godziny spędzone u boku Asi mijały równie przyjemnie jak dzień wcześniej. Dostaję dreszczy za każdym razem gdy Asia daje mi zwykłego buziaka w policzek lub szyję. Zwróćcie uwagę na jej namiętną i wydatną dolną wagę. Ach. :) Poza tym po zadaniu pewnego pytania poznałem jedną tajemnicę Asi, której nie mogę tutaj zdradzić, ale która sprawiała, że łzy radości pociekły mi po policzku. ;)

Ustaliliśmy, że pod koniec grudnia pojedziemy razem do Puław, gdzie akurat nie będzie mojej siostry (mam nadzieję). Asia zgodziła się także odwiedzić kiedyś mój leśny dom, by spędzić ze mną noc na mojej jakże gościnnej wersalce. ;) Jak miło jest mieć dziewczynę, która na wszelkie propozycje mówi TAK. Taka dziewczyna na TAK. To naprawdę zadziwiające.

Poprosiłem Brzoskwinkę o to, by została moją dziewczyną i także się zgodziła, druga randka przyniosła więc początek naszego związku. Niech ktoś napisze, że to za szybko, za głupio, ale ja jako człowiek spontaniczny, lubiący słuchać głosu swojego otwartego serca, zapragnąłem zmienić Asię z koleżanki, w swoją dziewczynę. Facebook twierdzi, że jesteśmy parą. ;) Zresztą serce jak serce, ale rozum podpowiada mi, że tej dziewczynie można zaufać. Niezwykle dobrze czuję się mając ją u swego boku.

W tramwaju pewien lekko wstawiony jegomość powiedział - widać, że jesteście w sobie zakochani. Odpowiedziałem - to dopiero drugi dzień, co przywołało uśmieszki na twarzach innych osób jadących tramwajem. W sumie to wszystko naprawdę jest zabawne. Może właśnie takie powinno być zakochiwanie się.

Pożegnaliśmy się ponownie pod akademikiem na SGGW, mówiąc sobie - do jutra. Skoro pierwsza randka była w piątek, a druga w sobotę, to trzecia powinna być w niedzielę. Układ idealny. :)



2012.12.08 / Sobota / 00:53 - Buuuuuzi

Po siedmiu godzinach randka się skończyła, a ja trzy godziny później byłem już w domu, po spacerze przez ciemny, ośnieżony las. Drugą randkę wyznaczyliśmy na kolejny dzień, na sobotę, by spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu. Nigdy w życiu nie miałem tak udanej pierwszej randki, co może oznaczać, że jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak Asia. Bardzo przyjemne zaskoczenie pod koniec tego niezbyt przyjemnego roku.


2012.12.08 / Sobota / 00:45 - Już mi tęskno

Spojrzenie charakterystyczne dla rozkochanego Pana Michała. Głupi uśmiech na twarzy, oczy wpatrzone w dziewczynę, pragnienie zrobienia dla niej wszystko co najlepsze. Właśnie tej fascynacji brakowało mi w poprzednim związku, w którym także dostałem bardzo, bardzo dużo, ale nie potrafiłem zbyt wiele dać. Może po prostu potrzebuję dziewczyny młodszej ode mnie o osiem lat? Asia, tak samo jak moja młodsza siostra, tak samo jak pamiętna Kasia z firmy, urodziła się w roku 1990, ma dzisiaj 22 lata, co oznacza dla mnie idealną różnicę wieku. ;)

Po tym można poznać, że randka była bardzo udana - druga osoba jest jeszcze obok ciebie, a ty już za nią tęsknisz, myśląc o tym, że zaraz nadejdzie czas rozstania, a wcale tego nie chcesz. W domu czeka na ciebie puste łózko, do którego nie chcesz wracać. Ja jednak musiałem, gdyż następnego dnia musiałem się stawić przed południem w pracy. Pracy, którą nadal bardzo lubię.

Na koniec odwiozłem Asię na mój ukochany Ursynów, do internatu SGGW, czyli uczelni, na której Asia studiuje pedagogikę. Niebawem zacznie pisać pracę magisterską. Zdaje się, że już w styczniu ma mieć gotowy pierszy rozdział. Kampus bardzo mi się spodobał i z wielką przyjemnością będę odwoził Asię w to miejsce, odprowadzając ją pod drzwi internatu. Zaczynam się dzięki temu czuć prawie jak student. ;)


2012.12.08 / Sobota / 00:44 - Pan Michał i Asia w Harendzie

Po zimnym spacerze z przyjemnością rozgościliśmy się w Harendzie, tak dobrze mi znanej, w której byłem już tyle razy. Udało nam się zdobyć najlepszą miejscówkę, wprost idelną na taką sytuację, jedną z dwóch kanap stojących w pierwszym pomieszczeniu. Z jednej strony ogrzewało mnie ciepło gorącej, żekłbym nawet namiętnej, Asi, a z drugiej ciepło 15-sto kilowatowego piecyka. Zamówiliśmy dwa litrowe kufle piwa i zaczeliśmy je sączyć, poznając się coraz lepiej, patrząc na siebie, przytulając, rozmawiając. Oczywiście w tak sprzyjających warunkach szybko doszło także do pocałunku, pierwszego, drugiego, dziesiątkek kolejnych. Po pierwsze nie chciałem, a po drugie nie mogłem się powstrzymać, tak bardzo spodobała mi się Asia. W Harendzie spędziliśmy prawie cztery godziny, przesiadając się na koniec z kanapy na fotel, na którym wtuleni w siebie, zmieściliśmy się bez problemu.

Piękne oczy, piękny uśmiech, zapach perfum Kalvin Kline, smak błyszczyka z ust Asi, jej sympatyczny głos, jej malutkie dłonie, duży dekolt, wisiorek wsuwający się między piersi, mnóstwo ludzi wokół, których jednak niemal zupełnie nie zauważaliśmy i świąteczne utwory puszczane z głośników, to wszystko pozostanie w mojej pamięci na zawsze i będzie niezwykle przyjemnym wspomnieniem. Kiedyś pewnie będę twierdził, że to właśnie wtedy zakochałem się w tej dziewczynie, która pojawiła się tak nagle i dała mi tak wiele radości, w tak krótkim czasie.


2012.12.08 / Sobota / 00:43 - Spóźniony prezent mikołajkowy

Randka z Asią to taki prezent mikołajkowy, opóźniony co prawda o jeden dzień, ale za to jakże wspaniały. Szkoda tylko, że nadchodzi zima i na dworze jest tak bardzo, bardzo zimno. Postanowiłem ogrzewać swoje dłonie także poprzez kładzenie ich na pośladkach Asi, co było metodą być może niezbyt skuteczną, ale za to bardzo przyjemną.

Asia nie jest chudzinką, ma dosyć konkretne ciało, dobrze zbudowane, działające przyciągająco na wszystkie moje członki. :) Okazuje się też, że Asia potrafi gotować, czego póki co nie mogę potwierdzić. Podobno przygotuje mi kiedyś coś smacznego do jedzenia, na przykład wtedy, gdy będziemy razem w Puławach, choć zdążyłem jej już wyjaśnić, że tak naprawdę wymagania kulinarne mam niewielkie, podobnie jak wagę swojego ciała. ;)

Oczywiście zaglądanie w dekolt Asi szybko stało się jednym z moich ulubionych zajęć. Najbardziej fascynujące jest jednak patrzenie w te przepiękne, piwne oczy.


2012.12.08 / Sobota / 00:28 - Brzoskwinka

Asię szybko nazwałem Brzoskwinką, nie ze względu na to, że czasami na smsach w ten sposób nazywam cipkę, lecz ze względu na jej pseudonim z Sympatii.pl. Tak więc razem z Brzoskwinką poszliśmy pod Zamek Królewski, który w tym roku oświetlony jest projektorami rzucającymi na niego ruchomy, świąteczny obraz. Nowy Świat jest ozdobiony tak samo jak przez wszystkie poprzednie lata, ale na Krakowskim Przemieściu użyto nowych ozdób, bardzo ładnych, kolorowych, przy których każdy chce się fotografować. :) Świąteczny nastrój, piękna dziewczyna o boku, która trzymała mnie za ręce, by mi je ogrzać i mówiła o tym, że ogrzeje mnie całego, gdy pójdziemy już na piwo, sama radość. Z każdą chwilą stawałem się coraz ciekawszy tego, co będzie dalej.


2012.12.08 / Sobota / 00:26 - Lights

Po zrobieniu sobie słitaśnych zdjęć na tle Pałacu Kultury, gdzie Asia mnie po raz pierwszy przytuliła, poszliśmy na Nowy Świat, zobaczyć tegoroczne światełka świąteczne, dokładnie te same, które wisiały tam rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu, itd. Po drodze dopatrzyłem się w Asi kolejnej, bardzo przeze mnie lubianej zalety - Asia nie protestuje, gdy ją fotografuje, a zapytana o to, czy zdjęcia będę mógł umieścić w Internecie, odpowiada, że tak. :)

Od razu na początku spotkania wyszło na jaw, że Asia sama namierzyła mojego fotobloga, dzięki czemu nie musiałem jej o nim opowiadać. Zawsze zastanawiam się, który moment jest odpowiedni na to, by powiedzieć dziewczynie - wiesz, prowadzę od pięciu lat fotobloga i wszystko co powiesz i zrobisz, może na niego trafić. ;) Asia zaskoczyła mnie po raz kolejny, stwierdziła, że mój blog się jej podoba, że bardzo przyjemnie czyta się moje wpisy. Ze wzruszenia łezka zakręciła mi się w oku. ;)


2012.12.08 / Sobota / 00:25 - Dzień spełnionych marzeń

Piątek, 7 grudnia 2012 roku, niespodziewanie okazał się być dla mnie wyjątkowo szczęśliwym dniem, w którym spełniły się moje marzenia. Po siedmiogodzinnym dyżurze zastałem w holu Orco Tower dziewczynę, z którą byłem umówiony na spotkanie, nazywane przeze mnie randką. Zawsze marzyłem o tym, bym po skończonej pracy zastał pod firmą czekającą na mnie dzewczynę, by to ona przyjechała do mnie, a nie ja do niej, tak dla odstępu od reguły. Tak właśnie się stało, marzenie numer jeden zostało w prosty sposób spełnione. Pierwszy rzut oka na siedzącą na sofie Asię i pierwsza myśl w mojej głowie - jest dużo bardziej efektowna niż na jedynym jej zdjęciu znanym z Internetu. Druga myśl - cóż za piękne, piwne oczy! Trzecia myśl - nie mam u niej szans.

Kolejne myśli były mniej więcej takie: Głos też ma fajny. Założyła rajstopy i buty na wysokim obcasie, tak jak lubię. Jest naprawdę niziutka! W sumie przypomina mi trochę Dorotę. Zdaje się, że nawet ma piersi. Jaka fajna fryzura. Ładnie makijaż zrobiony. Jaki zajebiaszczy tyłek! Czemu taka piękna dziewczyna jest wolna? Muszę sobie szybko przypomnieć jak ma na imię! Za ile minut ucieknie ze spotkania? ;)

Po wyjściu z firmy udaliśmy się do Merlina, z którego musiałem odebrać płytę zespołu Kamp. Być może nie jest to idealne miejsce na początek randki, ale nie miałem wyboru - termin odbioru miał upłynąć za kilka godzin. Na ulicy, w tramwaju, w metrze - zaczęliśmy rozmawiać. Początki jak zwykle nieco trudne, szczególnie dla mnie, gdyż tym razem nie wypiłem przed randką wódki, z bardzo prostego powodu - w pracy nie mogłem tego zrobić. :) Wymiana kolejnych zdań z Asią bardzo szybko doprowadziła mnie do zazwyczaj niespotykanego na moich randkach spostrzeżenia - ta dziewczyna jest do mnie bardzo pozytywnie nastawiona, praktycznie pod każdym względem, najzwyczajniej w świecie czuję, że się jej podobam. Stopniowo myśl, że nie mam u niej szans, zaczęła znikać, a w jej miejsce pojawiło się pytanie - a może to właśnie na nią czekałem?

Z Merlina, w którym dawno temu pracował Jacek, udaliśmy się pod Pałac Kultury, spod którego przeszliśmy się na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, a ja z każdą kolejną minutą byłem coraz bardziej zainteresowany tą uroczą, niską dziewczyną, u boku której szybko poczułem się zadziwiająco dobrze...


2012.12.06 / Czwartek / 17:04 - Graveyard shift

Zmęczony pracownik nocnej zmiany, garbaty, rozczochrany, przejedzony delicjami. W grudniu jakimś cudem udaje mi się osiągać naprawdę dobre wyniki, dzięki którym mogę zarabiać 12 lub 14 zł za godzinę, zamiast 8 lub 10. W nocy byłem nawet przez pewien czas na pierwszym miejscu, ale rano chyba jednak je straciłem, gdy obudzili się wszyscy klienci z poranną erekcją, którzy zazwyczaj wysyłają tylko jednego smsa, domagając się nagich zdjęć, przy których będą mogli sobie ulżyć. Bardzo ich nie lubię...

Wczorajszy dyżur urozmaicały mi jęki pań z pokoju obok, które obsługują linię 0700... One to dopiero mają dziwną pracę. Moje zajęcie zawodowe jest tylko zabawą, w porównaniu z tym co robią te urocze kobiety, natomiast ich zajęcie jest zabawą w porównaniu z pracą prawdziwych prostytutek. Wszyscy jednak robimy mniej więcej w tym samym biznesie. ;)

Pracuje się fajnie, bez kar, bez idiotycznych pomysłów przełożonych, bez obowiązków nie związanych z pisaniem smsów, a nawet bez firmowego maila. W tej chwili pracuję niemal zupełnie tak samo jak sześć lat temu, mam wręcz wrażenie, że cofnąłem się w czasie. :) Jedynie palce tak wtedy nie bolały...

Dzisiaj dzień wolny, bardzo krótki, bo po powrocie z nocki musiałem pospać kilka godzin, a wieczorem muszę już iść spać, by jutro obudzić się na poranny dyżur. Po dyżurze będę miał randkę z 22 letnią panną Joanną, niziutką, piwnooką miłośniczką książek i zwierząt. Zobaczę z nią światełka na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu, a później może wstąpię z nią do Harendy. W przyszłym tygodniu natomiast mam się spotkać z 31 letnią Kasią, przesympatyczną, ciepłą miłośniczką masażu. ;) Za dwa tygodnie zobaczę po raz drugi śliczną Martę, którą zabieram do Muzeum Powstania Warszawskiego, na kawę i na obmacywanie. ;)

Ogólnie jednak skończył mi się już abonament na Sympatii, dzięki czemu wreszcie miałem pretekst to zakończenia swojej wzmożonej aktywności na tym portalu miłości. Złowiłem w swoją sieć kilka motylków i skupię się na nich. :) Ostatecznie przecież i tak będę sam, tak jak tego natura chciała. :)


2012.12.05 / Środa / 09:13 - Top

Spaaaać... Dobrze, że w tej firmie nocne zmiany trwają tylko dziewięć godzin, zamiast jedenastu, jak w poprzedniej. W tym miesiącu, który trwa dopiero kilka dni, jestem na trzecim miejscu spośród wszystkich pracowników pod względem średniej. Zawsze uważałem, że tak naprawdę w tej branży wszystko zależy od klientów - gdy trafiają się dobrzy, ma się wysoki wynik, gdy trafiają się marni, ma się wynik niski. Teorię tę zdaje się podważać fakt, że mój kolega, z którym pracowałem w poprzedniej firmie, a który obecnie pracuje w tej, ma zawsze dobre wyniki, niezależnie od tego na jakich klientów trafi. To oznacza, że jednak się mylę, tak naprawdę wszystko zależy od nas, operatorów. Najważniejsze, że w tej firmie chce mi się robić coś, czego w poprzedniej nie robiłem już na kilka miesięcy przed odejściem, zniechęcony głupotą przełożonych. Chce mi się starać.


2012.12.03 / Poniedziałek / 00:24 - Z rodziną w Centrum Onkologii

Opady śniegu nie powstrzymały nas, wsiedliśmy do samochodu, który dzięki zaangażowaniu Taty jest w coraz lepszym stanie, i przyjechaliśmy prawie całą rodziną na Ursynów, gdzie Mama jest umówiona na kolejne spotkanie z panią doktor. Przed chwilą pobrano Mamie krew, a teraz czekamy na umówioną godzinę i trochę sobie poczekamy, bo przyjechaliśmy nieco za wcześnie, obawiając się śliskiej nawierzchni i problemów po drodze..

Smutno tu trochę. Wszędzie wokół ludzie, których spotkało nieszczęście, którzy dostali "wyrok" i zaczęli żyć w zupełnie inny sposób. Nikt z nas nie chce być w tej sytuacji, ale niestety niektórzy się w niej znajdą. W zasadzie ciężko powiedzieć, czy życie z rakiem można jeszcze nazwać życiem. Cała przyjemność z życia polega na tym, że nie wiemy kiedy umrzemy, że naszym zdaniem do śmierci jest jeszcze daleko.

Patrzę w prawo i widzę Mamę idącą przez korytarz, podpierającą się dwiema kulami. Nie wygląda źle, choć straciła ponad 30 kilogramów i pod względem budowy ciała bardziej przypomina teraz mnie niż moją starszą siostrę. Włosy nie wypadły Jej tak jak wypadają po chemioterapii, ale jest ich zdecydowanie mniej. Nie jest więc dobrze, ale na pewno może być dużo, dużo gorzej i za jakiś czas tak będzie... Najważniejsze, że póki co Mama wciąż jest znami, że tegoroczne święta spędzimy razem, że nadal jesteśmy pełną rodziną.

Ja żyję nadal, przekonany o tym, że jestem zdrowy, ciesząc się każdym dniem, nie przejmując się bólem palców i niepowodzeniami w miłości, brakiem dobrego wykształcenia i związanego z tym brakiem dobrej przyszłości. Patrząc na tych wszystkich opiekuńczych mężczyzn, którzy przyjechali tutaj ze swoimi chorymi kobietami po raz kolejny dostrzegam jak wielkie znaczenie ma w życiu miłość, ta prawdziwa, dojrzała, która jest realną wartością. Spośród moich znajomych chyba tylko kolega Jacek potrafił obdarzyć kobietę taką miłością. Na świecie jest tak dużo pseudo-miłości, zabawy uczuciami, głupiego wykorzystywania się nawzajem i oszukiwania, myślania tylko o sobie, a ja chciałbym kiedyś poczuć tą prawdziwą miłość, która jest moim celem. Chciałbym poczuć nie tylko to, że jestem kochany, ale także to, że sam kocham naprawdę i nigdy nie przestanę.

Patrzę na Tatę siedzącego na ławce przede mną, który przed chwilą zjadł kanapkę przygotowaną przez siostrę, i myślę sobie, że jest on dla mnie dobrym wzorem tego jakim powinno się być mężczyzną. Co prawda nie był idealny, ale żył z Mamą przez ponad 35 lat i żyje z Nią nadal, bo wciąż ma taką możliwość. Jakże trudniej by nam było, gdyby nie Tata. Utrzymujemy się z jego emerytury, mieszkamy w domu, który dostał dzięki swojemu wykształceniu...

Na Sympatii przychodzą do mnie kolejne wiadomości, jestem już umówiony na kolejne spotkania, wśród tłumu wolnych dziewczyn odnajduję takie, które wydają się być naprawdę wartościowe. Marzenka nadal nie chce do mnie wrócić, choć wiem co teraz do niej czuję i doceniam ją teraz tak, jak powinienem doceniać wtedy, gdy byliśmy razem. Powinienem był ją wtedy wielbić. Kochać po prostu...

Skoro jej już nie mogę kochać, bo ona już tego nie chce, będę musiał szukać dalej, by w przyszłości mieć kogoś, kim można się opiekować, lub mieć kogoś, kto zaopiekuje się mną. Najważniejsze, że wiem czym jest prawdziwa miłość i będę się jej trzymał.

Idę zobaczyć co u Mamy i siostry...


2012.12.03 / Poniedziałek / 00:24 - Prawie jak Manhattan

Nowe wieżowce nam wyrastają w Warszawie... W niektórych miejscach Śródmieścia czuję się prawie jak na Manhattanie z filmów Woody'ego Allena. Nadal nadrabiam zaległości oglądając wszystkie jego filmy i nadal mnie one zachwycają, ale tylko wtedy, gdy oglądam je bez lektora i napisów. To widocznie konieczność u Allena.

W pracy każdy dzień wyglada tak samo. Jest to firma z najmniejszym ruchem ze wszystkich, w jakich dotychczas pracowałem, zazwyczaj pisze do mnie w tym samym czasie tylko kilku, najwyżej kilkunastu klientów. Nie oznacza to jednak, że pisania jest mniej, wprost przeciwnie, w tej firmie pisania jest najwięcej, ale ja na to nie narzekam. Klienci tej firmy nie są zniechęceni standardówkami, chętnie wdają się w rozmowę i łatwo z nimi wyrobić dobrą średnią. Są zupełnie tacy sami jak klienci znani mi jeszcze z początków mojej pracy w tej branży, a myślałem, że tacy już dawno wygineli. Znacznie bardziej podoba mi się prowadzenie indywidualnych rozmów z klientami niż wklejanie im setek takich samych standardówek, jak to ma miejsce w innych firmach tego typu. Palce co prawda bardzo mnie bolą, ale cieszy mnie to, że przed pracą nie muszę niczego przygotowywać na dyżur, i że nie dostaję żadnych kar, które tak bardzo zniechęcały w poprzedniej firmie. Po prostu przychodzę na dyżur, piszę setkę smsów na godzinę, po siedmiu, ośmiu lub dziewięciu wychodzę do domu i mam wszystko w dupie. Kończę dyżur i jestem na swoim ukochanym Śródmieściu. Przydałaby się jeszcze jakaś kobieta po pracy, do której mógłbym się przytulić...


2012.12.02 / Niedziela / 01:29 - Dobrze znowu tu pracować

Po wyjściu z pracy trafiam w podziemia Dworca Centralnego, które zostały niedawno odnowione. Wyglądają teraz napawdę ładnie, nie mają już tego dworcowego klimatu z czasów PRL, a w weekend o północy, mimo późnej pory, jest w nich naprawdę mnóstwo ludzi. Najwięcej w Mc Donaldzie, w którym od wczoraj obowiązuje nowa promocja - małe frytki tylko za 2 złote. Ja frytek z Mc Donalda nie lubię, więc nadal będe kupował cheeseburgery. Wiedzieliście o tym, że pracownikom Mc Donalda obniżono niedawno zarobki? W ramach protestu powinno się przestać tam cokolwiek kupować.

Sobotnie noce charakteryzują się też tym, że wszędzie można natknąć się na dziewczyny zmierzające do wszelkiego rodzaju klubów, efektownie ubrane, eksponujące zgrabne nogi na wysokich obcasach, pachnące drogimi perfumami, pijane... Wydają się być takie nudne i puste, wszystkie takie same...


2012.12.02 / Niedziela / 01:26 - Czarna wieża

Orco Tower jest przeze mnie lubiane, ale po kilku tygodniach pracy doszedłem do wniosku, że jednak nie aż tak bardzo jak budynek Radia Zet, w którym przestałem pracować wiosną roku 2009. Pewną wadą Orco Tower jest suche powietrze, pochodzące z klimatyzacji. Ciągle drapie mnie przez to w gardle i chce mi się przez to więcej pić. Najpoważniejszą wadą jest oczywiście jeden sedes przypadający na całe piętro, co już raz dało mi się we znaki. Nie ma to jak wyjść z sali za potrzebą, udać się szybkim krokiem do ubikacji i na miejscu przekonać się, że nie ma dostępu do sedesu, bo w środku zabarykadował się jakiś stękający facet. :) Tragedia. Jakim trzeba być idiotą, by zaprojektować coś takiego?


2012.12.01 / Sobota / 12:17 - Świąteczny młyn

Bardzo ładna, świecąca różnymi kolorami, wprowadzaca swiąteczny nastrój, karuzela stoi od wczoraj pod Pałacem Kultury. Będę ją mijał każdego dnia przed pracą i po pracy, bo właśnie tuż pod Pałacem Kultury biegnie teraz moja najkrótsza droga do firmy. Spełniło się moje marzenie z Białołęki - powróciłem na ukochane Śródmieście! Niestety radość jest ograniczona, bo moje palce bardzo marnie znoszą obowiązki zawodowe. Domyślam się, że niebawem będę musiał zmienić branżę, mimo tego, że nową firmę bardzo polubiłem. Dni mojej szlachetnej działalności w branży Premium Rate są policzone, a przecież innej pracy nie ma, bo kryzys, bo bezrobocie, bo nędza ogólna, przynajmniej dla nas wszystkich - ludzi, którzy nie chcieli się uczyć. ;)

Dzisiaj przyjeżdża siostra i mam nadzieję, że rozwiesi w całym domu światełka świąteczne, rozłoży i ubierze choinkę, wprowadzając tym sposobem nieco ciepła i radości. Szkoda, że trzy ostatnie Wigilie spędziłem w pracy, zamiast w domu. Gdybym wiedział, że są to ostatnie Wigilie ze zdrową Mamą, postąpiłbym inaczej... Tegoroczna Wigilia nie będzie niestety już taka jak poprzednie, ale przynajmniej nadal będzie to Wigilia z Mamą.

Zmykam do pracy, na dyżur ze znakiem zapytania. Ból palców, a raczej całego ciała, jest naprawdę okropny. Nie sądziłem, że komputer może tak wykończyć człowieka. Ludzie, strzeżcie się tych maszyn...


2012.12.01 / Sobota / 12:11 - Bez Sympatii ani rusz

Tak marnie wyglądałem na randce z Martą. Muszę zmienić stylówę, bo te stare ubrania odbierają mi resztki przebojowości. ;) Przede wszystkim jednak - muszę pić wódkę, przed każdą randką, bez wyjątku. Ostatnio jedna z dziewczyn zapytała się mnie na ilu randkach z Sympatii.pl już byłem, a ja powiedziałem, że pewnie na około dwudziestu. Później zacząłem liczyć w myślach, ale się nie doliczyłem, dlatego teraz zrobię to porządnie, wymieniając te dziewczyny, które poznałem na Sympatii.pl, i z którymi się spotkałem. Po raz pierwszy na Sympatię wszedłem jesienią roku 2007, używając bardzo marnego telefonu mojej Mamy.

2008:
- Aleksandra, Ola, Owca z Dęblina (16 lat) - spotkanie po czterech miesiącach znajomości

2009:
- Ewa, Ewczi z Borowej pod Dęblinem (21 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości

2010:
- Dominika z Warszawy (20 lat) - spotkanie po dwóch dniach znajomości
- Agnieszka z Radzymina (17 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości
- Paulina z Warszawy (18 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości
- Sylwia z Kielc (18 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości

2011:
- Kasia z Lublina (27 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości
- Kasia z Warszawy (27 lat) - spotkanie po dziesięciu miesiącach znajomości
- Ewa z Warszawy (26 lat) - spotkanie po miesiącu znajomości

2012:
- Marzenka z radomia (28 lat) - spotkanie po trzech tygodniach znajomości
- Ola z Lublina (21 lat) - spotkanie po tygodniu znajomości
- Joanna z Płońska (28 lat) - spotkanie po czterech latach znajomości
- Ania z Warszawy (29 lat) - spotkanie po tygodniu znajomości
- Kasia z Warszawy (30 lat) - spotkanie dwóch tygodniach znajomości
- Marta z Warszawy (26 lat) - spotkanie po dwóch tygodniach znajomości

Przeliczyłem się więc z tymi dwudziestoma dziewczynami. Było ich piętnaście, ale warto zaznaczyć, że dwie z nich zostały moimi partnerkami na pewien czas (pół roku), a dzięki jednej poznałem tą najpiękniejszą, która była moją pierwszą partnerką przez trzy miesiące. Gdybym się starał i bardzo tego chciał, jeden z tych związków mógłbym zamienić na związek małżeński. Niestety, a może stety, nadal jestem mężczyzną poszukującym, nadal umawiam się z dziewczynami, niekiedy bardzo pięknymi, jak wczorajsza Marta, która napisała mi nawet, że kiedyś pójdziemy razem do Muzeum Powstania Warszawskiego, do którego wybieram się już od czterech lat. Jeeee! ;)

Oczywiście były też dziewczyny, które poznałem poza Sympatią, ale poświęcę im inną notkę, kiedyś, gdy nazbiera się ich więcej. ;) Zmykam do pracy, wypatrując wszędzie, w realu i wirtualu, mojej przyszłej żony. :) Gdzieś na tym świecie musi być dziewczyna tak pechowa, by ostatecznie została moją żoną. ;)