2013.02.28 / Czwartek / 11:58 - Strach przed upublicznianiem

Bawi mnie to, że ludzie nie wiedzący gdzie się podział mój blog, naprawdę wierzą, że go skasowałem. :) Niektórzy mi tego gratulują, inni rozpaczają... :)

Podobno kilka dni temu w telewizji publicznej był program opowiadający o działalności pierwszej firmy smsowej, w której pracowałem, słynnego MNI. Niestety nie miałem okazji go obejrzeć, a szkoda, bo mogło to być ciekawe. W związku z tym programem, a także w związku z zamieszaniem wywołanym przeze mnie, oraz przez kilka osób wypowiadających się na pewnym forum, ustanowiono w mojej obecnej firmie nową zasadę, widoczną powyżej. Będą wydalać. :)

Wczoraj pojawiła się kolejna informacja, dotycząca przedłużania umów dla pracowników, pod koniec marca. Osoby, które źle pracują, które łamią pewne zasady, które są niepokorne, nie będą miały przedłużonej umowy na kolejne miesiące, będą musiały szukać sobie nowej pracy. Czy będę wśród tych osób? Jest mi to coraz bardziej obojętne... Samej branży na pewno nie da się zniszczyć, tak samo jak nie da się zniszczyć głupoty. Klienci nie raczą nawet zajrzeć do regulaminu umieszczonego w telegazecie, w której jest jasno napisane, że postacie występujące w rozmowie mogą być fikcyjne. Zresztą po co niszczyć branżę, z której utrzymuje się tylu młodych ludzi, po co powiększać bezrobocie? Często mówi się, że ta praca jest idealna dla studentów. Niektórzy zostają w niej na długo, ale takich osób jest niewiele... Kilkanaście?

Muszę się dzisiaj zapisać do dentysty, na usuwanie kamienia, które zalecano mi już ponad rok temu. Myślę, że dalsze zwlekanie mogłoby doprowadzić do paradontozy, której początki chyba już u mnie wystepują. Dziąsła tak jakby mi się zmniejszyły, czasami krwawią, mam w nich także dosyć dziwne... Swędzenie? Na razie nie bolą, ale do dentysty i tak zaraz zadzwonię, gdy będę szedł do pracy przez las. Dzisiaj ostatnie osiem godzin pracy w lutym. Pod względem wyników znajduje się w pierwszej dziesiątce, ale nie jest już tak dobrze jak wcześniej.

Jutro i pojutrze mam nareszcie wolne, z czego jutrzejszy dzień mam spędzić z Asią. W sobotę przyjeżdża do nas siostra z Puław, by zostać u nas na pięć dni. W środę Mama ma kolejną wizytę w szpitalu na Ursynowie, tym razem poważniejszą, z poważniejszymi badaniami. Dla Mamy to duży stres, ale miejmy nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie i jakoś to będzie... Ja w przyszłym tygodniu mam trzy dni wolne, a ostatni z nich, czwartek, to dzień, w którym miną trzy miesiące mojego związku z Asią. :) Trzy miesiące to zdecydowanie niewiele, chcę więcej, dużo więcej. :)

Najnowszy album Nick Cave And The Bad Seeds jest jednak bardzo, bardzo dobry, mroczny i piękny, trzeba się tylko w niego wsłuchać i wczytać...


"And if you feel you got everything you came for
If you got everything and you don't want no more
You've gotta just keep on pushing
Keep on pushing
Push the sky away"

Nick Cave And The Bad Seeds "Push the sky away"


2013.02.27 / Środa / 01:13 - Pożegnanie z czytalnikami bloga

Dziś rano, po otrzymaniu od kolegi z firmy pewnej informacji, usunąłem swoje konto na Facebooku, a następnie zmieniłem nazwę swojego bloga, przenosząc go tym samym w wymiar, w którym, mam nadzieję, niewtajemniczone osoby nie będą mogły go znaleźć. Odciąłem się tym sposobem od wielu różnych ludzi, dobrych i złych, w większości mi nieznanych, którzy w ciągu tych pięciu lat dołączyli do grona czytelników i zaglądali tutaj regularnie. Obecnie dostęp do mojego bloga mają tylko wybrańcy, osoby, które uważam za niegroźne, za porządne, moi przyjaciele, nie związani w żaden sposób z tymi, których nie lubię. Nareszcie skończy się głupie trollowanie w komentarzach, żałosne, puste krytykowanie, pierdolenie typowe chyba tylko dla Polaków. Ukryłem swojego bloga także przed ludźmi władającymi branżą, w której niestety nadal pracuję, a przede wszystkim przed moim byłym szefem, który niegdyś nazywał mnie swoim ulubionym pracownikiem, a teraz najprawdopodobniej mnie nienawidzi. Cieszę się, że wracam do sytuacji sprzed niemal pięciu lat, do samych początków, gdy blog był przeznaczony tylko dla mnie i kilku znajomych, przyjaznych osób. Im większa ilość czytelników, tym większy ciężar i tym mniejsza przyjemność z pisania, upamiętniania, uwieczniania tego wszystkiego. Im większa ilość czytelników, tym większa ilość kretynów, którzy wśród ogółu niestety zawsze się znajdą. Pół biedy, gdyby byli to tylko kretyni, czasami są to po prostu zwykli skurwiele, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. Nie chcę, by tacy pseudo-ludzie mieli wgląd w życie moje i bliskich mi osób. Pozdrawiam obecnych czytelników, którzy otrzymali ode mnie hasło i zapraszam do zaglądania. Od teraz zastanowię się dziesięc razy zanim dam komukolwiek hasło, nie mówiąc o tym, że z bloga nie zdejmę go już nigdy. Google także jest bardzo wredne, bo przetacza się przez bloga i wszystko upublicznia, sprawia, że wszystko staje się łatwe do odnalezienia, także to, czego nie chcemy udostępniać. Tak czy siak, życie trwa nadal, a za kilka miesięcy blog będzie obchodził piąte urodziny. Moje życie jest coraz trudniejsze, ale opisywanie go nadal pozwala mi je porządkować w swojej głowie, nadal uważam, że bez opisywania życie miałoby trochę mniejszy sens, o ile w ogóle jakiś ma. Poza tym bloga chcę też pisać po to, by moje dzieci mogły w przyszłości poczytać o młodości swojego ojca. Wyobrażam sobie też siebie, starego, schorowanego, udręczonego życiem, ze łzami w oczach czytającego wpisy sprzed czterdziestu, pięćdziesięciu lat, gdy wszystko było takie piękne...


2013.02.25 / Poniedziałek / 22:48 - Nagły wyjazd do szpitala z Tatą

Jest godzina 22:50. Właśnie wróciłem ze szpitala, z Warszawy. Około godziny 20:00 Tata powiedział ze strachem w oczach, że będziemy musieli wezwać po niego karetkę. Taka sytuacja zdażyła się w naszej rodzinie po raz pierwszy, Tata chyba nigdy nie był w swojej sprawie w szpitalu, w sumie w ogóle nie chodzi do lekarza. Od pewnego czasu ma jednak problemy z pęcherzem, z wypróżnianiem się, czy z prostatą... Oddaje mocz w małych ilościach, ale za to bardzo często. Dzisiaj jednak poczuł, że nie może tego zrobić, a później zamiast moczu pojawiła się krew. Wpadliśmy w małą, a może całkiem dużą panikę, ja musiałem zadzwonić pod numer 999, ale najpierw zadzwoniłem do siostry w Puławach. Pod numer 999 powiedziano mi, że nie jest to przypadek będący zagrożeniem życia, zapytano czy Tata jest osobą sprawną ruchowo i polecono wezwać taksówkę, lub znaleźć inny transport. Szybko pobiegłem do sąsiada, który musiał się ubrać, gdyż był już w piżamach, przygotowany do snu, ale który jest zawsze pomocny i bardzo miły, więc nie narzekał. Wzięliśmy naszego Fiata Punto i pomkneliśmy szybko do Warszawy, do Szpitala Bielańskiego, na ostry dyżur. Właściwie to mogłem sam prowadzić samochód, nie angażować do tego sąsiada, ale w razie wypadku mielibyśmy duże kłopoty, więc może dobrze, że tego nie zrobiłem. Oczywiście najlepiej byłoby gdybym sam miał prawo jazdy, ale... Jestem łajza i nadal nie mam. W takich sytuacjach jak ta widać, że marny ze mnie mężczyzna. Wstyd i żal.

Tata w samochodzie tak cierpiał, że nie mógł już nawet mówić. Podobno czuł silny ucisk nie tylko na pęcherz, ale także na nerki, więc sytuacja była naprawdę nieprzyjemna. Pomyślałem sobie - jaka to smutna sytuacja, jak w filmach. Mój silny Tata nie jest już silny, jest słaby i ma problem. W samym szpitalu ja poszedłem do rejestracji, wyjasniając o co chodzi, a Tata poszedł do ubikacji, by podjąć jeszcze jedną próbę oddania moczu. Jak się okazało - udaną. Pani w rejestracji akurat poprosiła mnie o dowód osobisty Taty, gdy wyszedł on z ubikacji i powiedział, że możemy wracać do domu. Podobno wydalił nie coś twardego i krwistego, jakiś skrzep, który najwidoczniej blokował drogi moczowe. Straszne.

Zdjęcie zrobiłem po wyjściu ze szpitala, gdy Tata odczuł wielką ulgę, podobnie zresztą jak ja. Póki co była to najtrudniejsza sytuacja związana ze zdrowiem najważniejszego członka naszej rodziny, naszego głównego żywiciela, siedemdziesięciolatka, który przez całe swoje życie był zdrowy i silny, a obecnie jest już zwyczajnie... Stary. Coraz starszy. Po raz pierwszy zrozumiałem, że Tata jest stary parę lat temu, gdy podczas ogniska urządzenego przez siostrę na podwórku nie słyszał głosów ptaków odlatujących do ciepłych krajów, które były bardzo wyraźnie słyszalne dla człowieka mającego normalny słuch. Tak, to kolejny problem mojego Taty - słyszy coraz gorzej.

Po powrocie z pracy, przed całą tą akcją, oglądałem właśnie zdjęcia rodzinne, zrobione w latach 2004-2005. Wszyscy jesteśmy na nich tacy młodzi, a przecież było to tak niedawno. Przynajmniej wydaje się, że niedawno, bo od tego czasu minęło już przecież prawie dziewięć lat. Jak powiedział Tata - to już wszystko przeszłość, to już tylko wspomnienia. Faktycznie, nasza obecna rzeczywistość jest o wiele marniejsza, na tym chyba polega życie, że jest coraz gorzej i gorzej, jest się coraz dalej od radości związanej z młodością. Ach, gdyby tak można było wrócić do dawnych lat...

Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i dzisiaj obyło się bez tragedii. Dostaliśmy kolejny znak, że powinniśmy już być przygotowani na życie bez rodziców, którzy prędzej czy później odejdą. Mama ma raka, ale wcale nie jest powiedziane, że odejdzie szybciej niż Tata. Powinniśmy być samodzielni, ale czy jesteśmy? Nawet jeśli tak, to życie bez rodziców, bez ich wsparcia, jest dużo smutniejsze i trudniejsze. Poza tym, ech, zawsze chciałem, by moje dzieci miały jednak dziadka i babcię, w postaci mojego Taty i mojej Mamy. To byliby fajni dziadkowie...

W tym wszystkim mogę sobie powiedzieć - dobrze, że mam rodzeństwo, dobrze, że mamy siebie. Dobrze też, że mam Asię. Szkoda, że nie mam wykształcenia, pieniędzy, mieszkania lub domu, a nawet prawa jazdy... Wiem, że za mało się starałem przez całe życie, ale... Taki już jestem.

Wielkie podziękowania dla sąsiada. Nie przeczyta ich, ale warto tu wspomnieć, że jest porządnym człowiekiem, zawsze gotowym nam pomóc. Prawdziwych sąsiadów poznaje się w biedzie. Prawdziwych mężczyzn też.


2013.02.24 / Niedziela / 18:06 - Ze swoją kobietą u boku

Po raz koleny moja wierna kobieta przyszła do Orco Tower, by odprowadzić mnie do metra i odwieźć na Młociny. :) Tym razem nie mogłem jej zabrać na pizzę, gdyż staram się żyć oszczędnie, a przede wszystkim byłem zbyt zmęczony pracą, by iść gdziekolwiek. Asia po raz drugi na spotkanie ze mną założyła zwykłe spodnie, nie rajstopy, czy leginsy, ale nie powstrzymało mnie to od obmacywania jej. ;) We wszystkim jest piękna i zgrabna. Przede mną nadal wizyta w akademiku, w którym wreszcie mam poznać współlokatorki Asi, a kilka miesięcy poźniej - Ursynalia! Wykupiłem bowiem trzydniowy karnet, dzięki któremu na przełomie maja i czerwca będziemy z Asią uczestniczyć w tym wydarzeniu. Ursynalia odbywają się na kampusie SGGW, więc warto się tam pojawić, skoro Asia mieszka dwieście metrów od sceny. ;) Jako studentka SGGW moja ukochana dziewczyna ma bilet dużo, dużo tańszy od mojego, czyli jednak warto studiować, szczególnie na SGGW.

Ja cieszę się z tego, że po siedemdziesiątym roku życia będę mógł jeździć komunikacją miejską za darmo. ;) Cieszę się także z tego, że nadchodzi wiosna i znowu będę mógł jeździć na rowerze. Yes yes yes! W tym roku nie będę musiał jeździć sam - niekiedy będzie mi towrzyszyć najwspanialsza kobieta jaką mogłem poznać - moja kochana Asia. :) Tylko siodełko jej maksymalnie obniżę, by dosiągała do pedałów. ;P


"Ah let the damn day break
Rainy days always make me sad
Mylie Cyrus floats in a swimming pool in Taluca Lake
And you are the best girl I ever had

I can't remember anything at all"

Nick Cave And The Bad Seeds "Higgs Boson Blues"


2013.02.21 / Czwartek / 19:08 - Afera na dwie firmy

Rozpętałem aferę, zupełnie niechcący i właściwie w bardzo głupi sposób. Afera, która ogarnęła dwie firmy, zaczęła się od dziewczyn z Białołeki, koleżanek z poprzedniej pracy, które bały się, że wystawiony tam przeze mnie klient zrobi im coś złego, zgwałci je, a na koniec pokroi nożem. Jedna dziewczyna zapowiedziała na fejsie, że "tak tego nie zostawi" i poszła na następny dzień ze skargą do szefa. Szef ucieszył się zapewne, że nareszcie będzie mógł dokopać swojemu byłemu, zbuntowanemu pracownikowi, i szybko zadzwonił do firmy, w której pracuję obecnie. Jak się później okazało, nie zadzwonił do samego centrum sms, tylko jeszcze wyżej, do dyrekcji, w której ma znajomości. Nie wiem co powiedział, ale następnego dnia miałem rozmowę z moją nową, całkiem fajną i młodą szefową, oraz z najstarszym koordynatorem, bardzo porządnym człowiekiem. Powiedzieli, że dyrekcja chciała, aby mnie zwolnić, ale oni mnie wybronili, bo jestem jednym z ich najlepszych pracowników. Powiedzieli, że mogę sobie wystawiać klientów gdzie zechcę, że każdego mogę wystawiać na ulicy, przy której znajduje się stara firma, ale nie mogę wrzucać ich zdjęć na Facebooka. Rozmowa była z jednej strony nieprzyjemna, ale z drugiej dała mi poczucie, że nareszcie pracuję w firmie, w której broni się pracownika, a nie tylko gnoi. Ogólnie ucieszyłem się, że jednak nie stracę pracy, bo ma ona wiele zalet, ale tak naprawdę jestem nią już potwornie znudzony, nie daje mi już tyle radości jak choćby trzy miesiące temu, gdy firma była dla mnie nowością. Być może nawet ucieszyłbym się, gdybym ją utracił, dostałbym swoją szansę na bycie naprawdę porządnym człowiekiem, a nie takim, który ma się za porządnego, ale codziennie czyni zło, oszukując, kłamiąc, wystawiając...

Po całej tej aferze przestałem lubić ludzi. Ludzie, których uważasz za swoich kolegów i koleżanki w jednej chwili mogą chcieć cię zniszczyć z byle powodu. Ich uśmiechy i słowa są fałszywe, podają ci dłoń, na którą tak naprawdę powinieneś napluć. Są prawdziwi przyjaciele, wartościowi, na których można polegać, którym warto się stale odwdzięczać, ale są też ci fałszywi, z którymi widujesz się niemal każdego dnia, z którymi rozmawiasz, ale którzy nie są nic warci. Będę teraz bardzo uważał na ludzi, którzy mnie otaczają. Dobrych na szczęście potrafię ropoznawać, jest ich kilku na kilkudziesięciu, ale z pozostałymi chcę mieć jak najmniej wspólnego. Chwała tym, których uważałem za dobrych, i którzy naprawdę się tacy okazali. Chwała rozsądnym.

Dobrze, że mam teraz naprawdę dobrą dziewczynę. :) Na zdjęciu najnowszy album Nick Cave And The Bad Seeds - prezent walentynkowi od Asi.


2013.02.20 / Środa / 11:44 - Klient wystawiony na Białołęce

Bardzo ładne zdjęcie wystawionego przeze mnie klienta, 65 letniego idioty, naiwniaka, frajera, zaproszonego przeze mnie na ulicę, przy której znajduje się moja poprzednia firma. Kolega Sebastian zrobił to zdjęcie i myślę, że udało mu się ładnie uchwycić moment, w którym klient wysyła smsa do nieistniejącej dziewczyny. Zdjęcie pokazuje jego samotność, pustkę, która go otacza, jego naiwność i smutną głupotę. Nawet kolorystyka mi się podoba. Klient nie zdaje sobie sprawy, że w budynku, obok którego stoi, pracują ludzie zajmujący się okłamywaniem ludzi, wystawianiem ich, okradaniem. W ową dziewczynę, na którą czekam, wcieliłem się ja, podczas mojego dyżuru, który skończył się o godzinie 15:00. Zdjęcie zostało zrobione o 17:00, bo klient należał do tych najbardziej naiwnych, którzy potrafią czekać we wskazanym miejscu przez kilka godzin. Dla mnie jest to sytuacja dosyć zabawna, choć oczywiście w glupocie ludzkiej zawsze jest też coś smutnego, szczególnie wtedy, gdy ktoś inny na niej zarabia. Czym innym jest czytanie na ekranie komputera smsów przysyłanych przez klienta, a czym innym zobaczenie na zdjęciu jak stoi i czeka, jak naprawdę wierzy w te bzdury. Zrobiło mi się go trochę żal... Tylko trochę.

Najważniejszy jednak w tej całej sprawie nie jest klient, tylko idiotyczna afera, która rozpętała się, gdy na Facebooka wstawiłem powyższe zdjęcie. Ludziom rozsądnym zdjęcie się spodobało i zareagowali na nie w pozytywny sposób, ale na świecie żyją także ludzie pozbawieni rozsądku, traktujący wszystko ze śmiertelną powagą, przepełnieni głupimi obawami i okazały się nimi być niektóre dziewczyny z firmy oraz jeden chłopak, partner życiowy jednej z koleżanek. Dziewczyny zaczęły się obawiać, że coś im teraz będzie grozić przez wystawienie klienta pod firmą, że w drodze do pracy, lub z pracy napotkają tego staruszka i będzie on chciał je zgwałcić. Jak dla mnie to idiotyzm. Jednak najgorsze było podejście owego chłopaka, który postanowił bronić dziewczyn w jego zdaniem najlepszy sposób - wyzywając mnie od pajaców, idiotów i nie wiedzieć czemu - pedałów, oraz obiecując tak zwany wpierdol. :)

Zarówno tych dziewczyn jak i owego agresywnego osobnika nie mam już w znajomych na Facebooku, usunąłem także kilka innych osób, wobec których miałem pewne wątpliwości, lub za którymi nie przepadałem. Pana Jarosława, który chciał mi spuścić wpierdol (mam nadzieję, że tego nie zrobi), uznałem za jednego z najmniej miłych ludzi spośród wszystkich, których poznałem. Zupełnie nie dało się z nim porozmawiać, nie trafiały do niego żadne argumenty, a słowo przepraszam nic dla niego nie znaczyło.

Klient postał, pojechał, problemu żadnego nie było, bo dostał ode mnie informację, że mieszkam w domu znajdującym się mniej więcej na środku tej długiej ulicy. Sam chciał stać przy pierwszym po prawej, w którym mieści się firma. Jeśli dziewczynom cokolwiek groziło to na pewno nie ten 65 letni, samotny frajerek. Powinny mieć pretensje do szefa, że przeniósł firmę w takie miejsce, albo do samych siebie, że tam pracują, choć tak naprawdę niedawny przypadek z Łodzi, w której w samym centrum miasta zadźgano na śmierć chłopaka broniącego swojej dziewczyny pokazuje, że las nie musi być wcale najniebezpieczniejszym miejscem.

Chwała wszystkim ludziom obdarzonym rozumem, potrafiącym żartować i rozumiejącym żarty, mającym dystans do świata i do samych siebie. Jako człowiek, którego wczoraj wyzywano od pedałów staję się w tej chwili absolutnym przeciwnikiem homofobii i zażartym przeciwnikiem ogólnej agresji. Jestem też przeciwnikiem kapitalistów, którzy dla zarobienia marnych pieniędzy potrafią oszukiwać, okłamywać, wystawiać naiwnych i głupich ludzi. Jestem przeciwny samemu sobie, swojej pracy, której tak naprawdę nigdy nie polubiłem. Siedem lat kapitalistycznego gówna.

Jak napisałem wczoraj na Facebooku, każdy pracujący w tej branży zasługuje na to, by jakiś zboczeniec porządnie wyruchał go w dupę. Jeśli zaś chodzi o ezoterykę - śmiałem się z ludzi psychicznie chorych, z kobiet, które mają ze sobą poważne problemy i do nas piszą. Śmiałem się do czasu, gdy moja Mama sama zaczęła mieć problemy z własną psychiką i stała się do nich trochę podobna. Za wszystkie złe czyny przyjdzie nam kiedyś zapłacić?


"Nieskończone są pokłady ludzkiej niekumacji"

Kazik Na Żywo "Idę tam gdzie idę"


2013.02.17 / Niedziela / 20:20 - Warszawiak śródmiejski

Ciekawe jak długo będę pracował w obecnej firmie. Rok, dwa lata, dziesięc? ;) Rozbawiła mnie dzisiaj wiadomość z poprzedniej firmy, mówiąca o tym, że szef oszczędza tam na ogrzewaniu, przez co pracownicy marzną przy komputerach, stukając w klawisze zimnymi palcami. Tak, to zdecydowanie zachowanie w jego stylu... Nigdy nie polubiłem tego faceta. Możliwe, że niebawem na Śródmieście powrócą niektórzy operatorzy z Białołęki, gdy wkurwią się całkowicie na tamtejszą firmę, tak jak niegdyś ja. Jestem bardzo zadowolny z tego, że pewnego dnia, po wypiciu piwa przed dyżurem, wkurwiłem się na nowe zasady, nakazy i kary, zbuntowałem się i odszedłem raz na zawsze. Ciekawe czy zrobiłbym to, gdybym nie wypił wtedy piwa? ;) Ach, to było latem... Late zeszłego roku było dziwne i marne.

W tym roku czekam na lato tak, jak nigdy wcześniej.


2013.02.17 / Niedziela / 20:16 - Ostatnia czynna firma

W niedzielę w Orco Tower pracują pracownicy tylko jednej firmy. ;) Powrót do pracy po krakowskim wypoczynku był udany, udało mi się bowiem wyrobić najlepszy wynik ze wszystkich pracowników, co ostatnio niestety coraz rzadziej sią zdarza. Luty pod względem wyników nie jest dla mnie już tak dobry jak poprzednie trzy miesiące, jestem obecnie na jedenastym miejscu, co oczywiście odbije sie na mojej wypłacie. Podobno niebawem mogą zwalniać pracowników z kiepskimi wynikami, którzy mają średnią poniżej czwórki, ale ja na szczęście jeszcze do nich nie należę, bliżej mi do piątki niż do czwórki. W tym roku minie siedem lat mojej pracy na smsach.


2013.02.17 / Niedziela / 08:02 - Skład Tanich Książek

Na koniec zostało mi tylko odwiezienie Asi do jej akademika na Ursynowie. Do Warszawy dotarliśmy godzinę później niż planowaliśmy, ponieważ opóźnił się nasz Polski Bus, dokładnie o 60 minut. Utknął na zatłoczonej Zakopiance, której nigdy na własne oczy nie widziałem, i której wcale nie chcę oglądać, zważając na korki, które się na niej tworzą. :) Posiedzieliśmy godzinę na Dworcu Regionalnym w Krakowie, pokręciliśmy się w kółko, zdążyliśmy kupić kanapki i Polski Bus wreszcie zjawił się na miejscu. Na początku siedzieliśmy na dwóch osobnych siedzeniach, nie obok siebie, ponieważ brakowało wolnych podwójnych miejsc. Po kilkunastu minutach okazało się, że ktoś wysiadający w Krakowie zapomniał zabrać ze sobą bagaż i to właśnie ten bagaż zajmował ostatnie podwójne miejsce w autobusie. Po zabraniu toreb przez kierowcę mogliśmy się usadowić wreszcie obok siebie, a Asia nie miała już powodu złościć się na mnie, że usiadłem obok jakiejś obcej dziewczyny, zamiast obok jakiegoś obcego faceta. ;) W sumie ta ciągła zazdrość Asi o mnie jest bardzo przyjemna... :) Oczywiście ja o nią także jestem zazdrosny, ale najważniejsze, że darzę Asię pełnym zaufaniem. Wspaniale jest móc ufać dziewczynie, z którą się tworzy związek.

Bardzo kocham swoją Asię i mam nadzieję, że co jakiś czas to udowadniam. :)

Walentynkowa wyprawa do Krakowa zakończona. Przyjemny czas szybko minął, pora wracać do zwykłej codzienności. Za chwilę wychodzę z domu, by udać się na kolejny dyżur ze znakiem zapytania na końcu.

Wszędzie dobrze, ale w Warszawie najlepiej. :)


2013.02.15 / Piątek / 18:48 - Skład Tanich Książek

Skład Tanich Książek, księgarnia z tanimi, nowymi książkami, znajdująca się przy ulicy Grodzkiej w Krakowie. Ksiażki z niej można także kupować przez Internet, ale nam jeszcze wygodniej jest wybrać się do jednej z dwóch księgarni ulokowanych w Warszawie - jedna znajduje się przy ulicy Chmielnej, druga przy Koszykowej. Asia kupiła mi "Kiedy oślica ujrzała anioła" Nicka Cave'a, książkę, która normalnie kosztuje 29,90 zł, natomiast w tej księgarni można ją nabyć za jedyne 15 zł. Sobie Asia kupiła "Encyklopedię Śródziemia" za 25 złotych, która normalnie kosztuje... Nie wiem ile. :) Faktycznie, ceny w Dedalus.pl są bardzo dobre, ale tylko dla wybranych pozycji. Wielu książek po prostu brakuje. Nie można na przykład kupić żadnego Pilipiuka, żadnego Pratchetta, lub żadnej Musierowicz. Niemniej razem z Asią polecamy gorąco Skład Tanich Książek, robiąc kolejną reklamę kolejnej firmie. :)

Dziękuję Asi za książkę Nicka Cave'a, który jutro ma premierę swojej nowej płyty. Ciekawe czy Nick przyjedzie w tym lub przyszłym roku do Polski.


2013.02.15 / Piątek / 18:40 - Asia na Wawelu

Jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie. Niewiele mogę napisać, wspomnę więc o tym, że dzień wcześniej, wieczorem, obejrzeliśmy na YouTube wywiad z Pilipiukiem. Bardzo mądry człowiek. Z przyjemnością przeczytam jego wszystkie książki. :P

Tymczasem Asia gromadzi książki Tolkiena. Kilku jej jeszcze brakuje, ale z każdym miesiącem do jej kolekcji dołączają kolejne. Ja wciąż czytam Władcę Pierścieni, powoli, ale sukcesywnie. Im bardziej podoba mi się książka, tym mniej podoba mi się film. Nigdy go nie lubiłem...


2013.02.15 / Piątek / 18:33 - Asia i Michał na Wawelu

Trzeciego dnia doszliśmy na Wawel. Nie zwiedzaliśmy wnętrza, gdyż nie mieliśmy na to czasu i ochoty. Pokręciliśmy się tylko po okolicy, przeszliśmy dołem, obok Smoka Wawelskiego ziejącego ogniem, by po raz kolejny powrócić na Plac Mariacki. Po drodze zahaczyliśmy o bardzo przyjemną księgarnię z tanimi książkami, ale o tym więcej w innej notce...

Może kiedyś wreszcie zwiedzę Wawel od środka? Zobaczę Szczerbiec... I inne takie... Choć w sumie macanie Asi po tyłku jest fajniejsze. ;)


2013.02.15 / Piątek / 17:50 - Największa atrakcja Krakowa 2

Tej notki nie dodaję już w Polskim Busie, tylko następnego dnia, w swoim domu, do którego szczęśliwie powróciłem. Cóż mogę napisać? Oto drugie zdjęcie mojego krakowskiego ulubieńca. Asia twierdzi, że gdzieś obok niego stała taca, na którą ludzie rzucali mu pieniądze i on podobno dopiero wtedy się poruszał. Ja tej tacy nie zauważyłem, wydawało mi się, że rusza się wtedy, kiedy sam ma na to ochotę. ;) Mniejsza z tym. Zastanawiam się czy jest to mundur z Pierwszej Wojny Światowej, czy z Drugiej? Zastanawiam się też czy niebawem nadejdzie trzecia wojna światowa, gdy Rosja urośnie w siłę, Chiny zdecydują się zaatakować, a czwarta najpotężniejsza armia świata, należąca do Korei Północnej... Trzeba będzie uciekać do Kanady.


2013.02.15 / Piątek / 17:47 - Największa atrakcja Krakowa 1

Trzeciego dnia napotkaliśmy na największą atrakcję. Zaraz po wyjściu z Kościoła Mariackiego ujrzeliśmy stojącego nieruchomo żołnierza, który zdawał się być posągiem. Wyglądał świetnie - jakby przeniesiony tu z zupełnie innej rzeczywistości. Żołnierz wpatrywał się w niebo, ze szlachetną miną widoczną na powyższym zdjęciu, a następnie zdawał się coś dostrzegać, ogarniała go chęć walki i zaczynał się poruszać, strzelając do wyimaginowanych obiektów. Po oddaniu kilku bezdzwięcznych strzałów salutował i ponownie wpatrywał się w dal, w nieco innej pozie. Nie wiem czemu, ale bardzo mi się to wszystko spodobało, jego zaangażowanie w odgrywaną przez siebie rolę, jej bajkowość, nierealność... Nagle poczułem się trochę tak, jakbym był na wojennym froncie. :) Aktor? Mim? Dla mnie... Artysta. :) Zapamiętam tego człowieka na zawsze.


2013.02.15 / Piątek / 12:09 - Misia i Asia w hotelu

Mała dziewczynka dostała pluszaka... Może teraz nie będzie marudzić, że zamiast żyć oszczędnie, chcę kupić siostrze nowy telewizor. :P Rodzina rzecz święta - telewizor dla rodziny rzecz święta. Zanim Asia zostanie moją rodziną musi minąć jeszcze parę lat... Doczekamy tych czasów? :P

Póki co, mamy już dziecko. :P Co prawda misia nie ma jeszcze żadnego imienia, ale... Podobno chomiczka Asi także nie ma imienia, mimo tego, że żyje z nią już dwa lata. Miejmy nadzieję, że nasze prawdziwe dzieci dostaną imiona. ;) Córka - Julia, a syn... Już nie Piotr, gdyż to złe imię. Muszę wymyśić nowe, dobre imię dla syna. Proponuję - Michał Junior.

Ach, wracając do mojej ulubionej kwestii finansów - źle odczytałem swój rachunek w pracy, myląc brutto z netto. W dniu otrzymania przelewu okazało się, że zamiast spodziewanych 2500 złotych dostałem tylko 1900 złotych. Jaka szkoda... No cóż, na plus wyjdę w przyszłym miesiącu. Po powrocie do domu będę żył bardzo oszczędnie. Nie licząc telewizora dla siostry...


2013.02.15 / Piątek / 12:03 - Misia z Krakowa

Spóźniony prezent walentynkowy. Kolejny. Czwarty, piąty, szósty? :P Zdjęcie wzorowane na zdjęciach krasnala z filmu "Amelia". Wybrałem panią misiową z serduszkiem - tylko ta jedna takie miała. Jak Walentynki, to Walentynki, jak kochać, to kochać. Wyjątkowa dziewczyna zasługuje na wyjątkowego... Mężczyznę? Nieeee, na wyjątkowego pluszaka. ;)

Dobra, dobra, Asia ma mi kupić na urodziny trylogię "Powrotu do przyszłości" na Blu-Ray, któa kosztuję więcej niż ten misiek. :P Biznses is biznes. Dobry bilans to taki, który wynosi zero. ;)

Kiedyś w Galerii Bukowski będę musiał kupić równie śliczną, pluszową foczkę... Ale to już może nie dla Asi. Może dla naszej... Córci? ;)


2013.02.15 / Piątek / 11:58 - Spacer do Galerii Bukowski

Sklep z wyjątkowymi pluszakami, cel mojego porannego spaceru. Muszę przyznać, że maskotki te są wyjątkowe nie tylko ze względu na cenę, ale także na ich wygląd. Od czasu do czasu, albo raz w życiu, można tam zrobić zakupy, gdy jest się zakochanym w jakiejś niewiaście miłującej pluszowe piękno. ;) Wybrałem dużą panią misiową, zapłaciłem kartą i wróciłem do hotelu, wstępując po drodze do piekarni...


2013.02.15 / Piątek / 11:55 - Ulica Floriańska

Trzeciego dnia wstałem rano z myślą, że jednak powinienem udowodnić Asi jak wiele dla mnie znaczy, kupując jej misia ze sklepu, w któym byliśmy w Walentynki. Najlepiej byłoby gdybym zrobił z tego niespodziankę, ale jak zwykle niespodziankę szlag trafił, gdy zacząłem mówić, że muszę iść po misia do sklepu. Asia oczywiście niby mi zabraniała, mówiła, że nie trzeba, że powinienem żyć oszczędnie, ale tak naprawdę było wiadomo, że nie może się doczekać kiedy dostanie w swoje łapki pięknego pluszaka. :P Poszedłem po bułki do sklepu spożywczego, ale doszedłem aż na Stare Miasto i powyższe zdjęcie zrobiłem właśnie podczas tego samotnego, niemal godzinnego spaceru. Fajnie tak sobie samemu pochodzić, przed południem, zostawiając ukochaną kobietę w hotelu, idąc po prezent dla niej. ;)


2013.02.14 / Czwartek / 17:52 - Pyszne mleczko

Na śniadania i kolacje jadłem w hotelu różne ciasteczka i bułeczki, popijając moim nowym odkryciem - mleczkiem Bakoma. Każdy z widocznych tutaj smaków jest dobry. Miałem także duże kakao Krasnystaw - na podróż coś takiego jest jak znalazł. Pycha. :)

Notka zawierała lokowanie produktu, tak tak.


2013.02.14 / Czwartek / 17:49 - Ulica Grodzka w Krakowie

Cyknąłem sobie taką zwyczajną fotkę ulicy Grodzkiej, która odchodzi od Placu Mariackiego i prowadzi na Wawel. W Walentynki co prawda nie poszliśmy z Asią na Wawel, ale udaliśmy się tam trzeciego dnia naszego pobytu w Krakowie. Ładne, ładne, bardzo ładne te wszystkie uliczki na Starym Mieście. Jest tylko jeden denerwujący problem, za dużo jest tam wszelkiego rodzaju zachęcaczy i rozdawaczy ulotek. Nie można spokojnie przejść, na każdym kroku ktoś podchodzi do człowieka i zaprasza go do jakiejś restauracji lub kawiarni... To tylko zniechęca.


2013.02.14 / Czwartek / 17:46 - Krakowskie Planty zimą

O, proszę bardzo, jakie ładne są Planty, nawet zimą. Tyle tam ławeczek, tyle miejsca do jeżdżenia na rowerze, lub do spacerowania. Przeprowdzę się do Krakowa tylko ze względu na to, że znajdują się w nim Planty. ;) Właściwie całe miasto mi się podoba, przynajmniej ta część bez blokowisk, która przylega do Starego Miasta.


2013.02.14 / Czwartek / 17:43 - Asia na Plantach

Na Kazimierz dostaliśmy się przez bardzo przeze mnie lubiane Planty. Bardzo żałuję, że w Warszawie nie mamy czegoś podobnego i zawsze z chęcią spaceruję po Plantach, gdy jestem w Krakowie. To, że otaczają one całe Stare Miasto jest naprawdę bardzo, bardzo fajne.

Asia usiadła sobie na słupku, jedząc rogala, a ja zrobiłem jej kilkadziesiąt zdjęć. Gdyby to nie była zima, w ogóle nie wypuszczałbym aparatu z rąk, doprowadzając tym swoją dziewczynę do komplentego znudzenia. :) Cóż na to poradzę, że mam pasję? ;) Co prawda nie umiem dobrze fotografować, ale... Lubię. I to jest najważniejsze.


2013.02.14 / Czwartek / 17:40 - Asia pod Kościołem św. Wojciecha

W Walentynki nie robiliśmy niczego wyjątkowego. Tym razem poszliśmy na Kazimierz, który o tej porze roku nie wygląda zbyt dobrze. Można zresztą powiedzieć, że o tej porze roku nic nie wygląda dobrze... Na Kazimierzu obejrzeliśmy to i owo, ale nie wchodziliśmy do żadnej synagogi, ani nawet do żadnej restauracji. Chciałem kupić sobie jarmułkę, lecz kosztowała 40 złotych, więc z niej zrezygnowałem. Z Kazimierza powróciliśmy na Stare Miasto, gdzie odkryliśmy sklep z bardzo drogimi, ale także bardzo ładnymi misiami puszowymi. Każdy się nimi zachwycał, ale nikt ich nie kupował, gdyż nawet za najmniejsze trzeba było zapłacić ponad 30 złotych. Najdroższy koszował równy tysiąc, choć zdecydowanie nie był tyle wart... Niemniej sklep jest bardzo przyjemny i szczególny. Oczywiście Asia bardzo napaliła się na te miśki, ale uznałem, że zachowam jednak zdrowy rozsądek i wykażę się mądrym skąpstwem, uciekając stamtąd czym prędzej. :)

Na Starym Mieście długo szukaliśmy miejsca, w któym moglibyśmy coś zjeść i ostatecznie trafiliśmy do pizzerii, której nazwy już nie pamiętam, ale w której zjedliśmy tanią i całkiem niezłą pizzę. Wieczorem powróciliśmy do hotelu i w taki właśnie zwyczajny sposób spędziliśmy Walentynki, któych właściwie oboje nie uznajemy. W hotelu zmagaliśmy się z winem, które kupiłem pierwszego dnia. Mieliśmy dwie butelki - słodką Malagę i wytrawne cholerstwo, którego już nigdy nie kupię. Malagi zresztą też już nie zamierzam kupować, gdyż nie jest na tyle smaczna, by płacić za nią ponad 30 złotych. :P Do diabła z winem, wolę wódkę. :)

Na każdym kroku w Krakowie trzeba uważać na śnieg spadający z dachu, czyli tak zwane zwisy. Nie oberwaliśmy czymś takim ani razu, ale obok nas często dochodziło do małego, śnieżnego kataklizmu. :)


2013.02.14 / Czwartek / 17:37 - Lustereczko, powiedz przecie...

Pierwszego dnia pobytu w Krakowie kupiłem Asi widoczne na powyższym zdjęciu lusterko, kosztujące aż pięć złotych. ;) W Krakowie pełno jest sklepów z różnymi duperelkami, zdaje się, że znacznie więcej niż w Warszawie. Ogólnie tutaj wszystko wydaje się być lepiej zorganizowane, lub po prostu - bardziej nastawione na turystów. Warszawa jest jednak jakby bardziej... Użytkowa. Kraków zaś przypomina mi miejscowość wypoczynkową, pewnie dlatego, że jeżdżę tam wyłącznie po to, by wypoczywać. ;)


2013.02.14 / Czwartek / 17:35 - Piękny widok z hotelowego okna

Widok niezbyt imponujący, ale lokalizacja hotelu naprawdę nie jest zła. Po dziesięciu minutach spaceru jest się już na Starym Mieście, przy Bramie Floriańskiej. Drugiego dnia udaliśmy się jednak w pierwszej kolejności na pobliską pocztę, by Asia mogłą kupić widokówkę i wysłać ją do swojej przyjaciółki-współlokatorki, która ma być świadkową na naszym, lub Asi, ślubie. Jak się później okazało dla owej przyjaciółki były to wyjątkowe Walentynki - po pięciu latach związku ze swoim chłopakiem doczekała się oświadczyn! Widziałem jej faceta na zdjęciach w akademiku - bardzo fajny. Gratuluję i pozdrawiam. :)

Jeśli chodzi o moje oświadczyny to do nich jeszcze daleko, gdyż nawet po uzbieraniu odpowiedniej sumy na pierścionek zaręczynowy będę dokonywał analizy, będę testował, sprawdzał i rozmyślał. Aż w końcu Asia ucieknie. ;)


2013.02.14 / Czwartek / 11:54 - Pora wyruszyć na miasto

Asia pod prysznicem, a ja z aparatem, fotografujący się w lustrze. Dobrze, że zabrałem ze sobą netbooka i dobrze, że nie zabierałem ze sobą modemu, gdyż zarówno w autobusie jak i w hotelu dostęp do Internetu był zapewniony dzięki sprawnie działającemu Wi-Fi. W hotelu dostaliśmy inny pokój niż planowałem, nieco gorszy, z gorszym prysznicem, ale jednak nadal trzyosobowy. Dwuosobowe pokoje w tym hotelu to małe klitki, natomiast trzyosobowe są zupełnie w porządku. W nocy przydała mi się dodatkowa kołdra z trzeciego łóżka, gdyż pod jedną byłoby mi zdecydowanie za zimno. Obsługa hotelowa nie spisała się zbyt dobrze - w łazience brakowało mydła i papieru toaletowego, pod łóżkiem Asi leżał kapsel od piwa, a w szufladzie jednej z szafek leżały bardzo stare i podobno bardzo śmierdzące nachosy. ;)


2013.02.14 / Czwartek / 10:54 - Skromne śniadanie walentynkowe

Dzień drugi, Walentynki. Dzień zacząłem od szlachetnego wyjścia po zakupy. Kupiłem kilka bułek oraz kilka różnych napojów Bakoma - bardzo smacznych. Chciałem także znaleźć w okolicy jakiegoś kwiatka, lub chociaż lizaka z napisem Kocham Cię, ale w pobliżu hotelu znajdują się głównie sklepy z częściami samochodowi, nawigacją satelitarną itp. Asi musiały więc wystarczyć zwykłe, suche bułki. ;) Po śniadaniu ponownie poszliśmy na spacer, tym razem dłuższy.


2013.02.13 / Środa / 20:20 - Asia pomaga Panu Michałowi jeść

Na Stare Miasto udaliśmy się przede wszystkim w jednym celu - aby się najeść. Przy samym Placu Mariackim znaleźliśmy restaurację Yummie, w której ja zamówiłm wielkiego burgera z wołowiną, frytkami i warzywami, a Asia sałatkę z grillowanym kurczakiem i innymi rarytasami. Ja burgerem najadłem się już po kilku gryzach, stwierdzając, że nie dam rady więcej zjeść, choć muszę przyznać, że był naprawdę smaczny. Asia zjadła swoją sałatkę, a także resztę, czyli większość, mojego burgera. Zdrowa dziewczyna. :) Yummie zdecydowanie polecam, ze względu na smaczne jedzenie, niewygórowane ceny i bardzo dobrą lokalizację. Kibelek też bardzo fajny, można srać i w tym samym czasie przeglądać się w lustrze... Hmm. ;)


2013.02.13 / Środa / 20:18 - Pan Michał na Placu Mariackim

Po zostawieniu bagaży w hotelu poszliśmy na Stare Miasto, po którym pokręciliśmy się przez chwil kilka. Zdjęcie musiałem sobie zrobić sam, bo Asia ponownie nie chciała wziąć do ręki apratu, ale nie szkodzi, bo wyszedłem całkiem dobrze i nawet złapałem w kadr Kościół Mariacki. ;) Pogoda jak na luty nie była zła, nie padało, nie było bardzo zimno, do pełni szczęścia brakowało tylko słońca, które podobno i tak byłoby przykryte przez wszechobecny w Krakowie smog. Faktycznie, jakoś tam siwo... Ludzi znacznie mniej niż latem, ale klimat ten sam. Klimat, który ja osobiście bardzo lubię.


2013.02.13 / Środa / 20:08 - Po wyjściu z dworca

Podróż Polskim Busem trwała zgodnie z planem pięć godzin. Autobus zatrzymał się na Dworcu Regionalnym, a do hotelu dostaliśmy się pieszo. W Krakowie byłem wcześniej dwa razy i za każdym razem nocowałem w tym samym hotelu, do którego tym razem zabrałem Asię - w hotelu Delta przy ulicy Warszawskiej. Od dworca to około 25 minut spacerem.

Na zdjęciu widać Asię po wyjściu z dworca PKP, a raczej z galerii handlowej, która jest z dworcem zintegrowana.


2013.02.13 / Środa / 11:24 - Na żywo z Polskiego Busa

W końcu nadszedł dzień naszego wyjazdu do Krakowa. :) Wstaliśmy wcześnie rano, zjedliśmy pożywne śniadanie - ja dwie parówki, a Asia sześć tostów z pasztetem. Przeszliśmy z ciężkimi torbami przez las, a następnie dojechaliśmy do Warszawy autobusem 708, w którym pan kanar prawie złapał Asię za jazdę bez wżnego biletu, gdyż Asia skasowała bilet 20 minutowy, którego czas ważności kończyła się minutę po rozpoczęciem kontroli. Metrem dostaliśmy się na Wilanowską, skąd odjechaliśmy Polskim Busem w kierunku Krakowa.

Warunki w autobusie są całkiem normalne, bez rewelacji, ale ważne jest to, że można się w nim łączyć z Internetem dzieki Wi-Fi. Asia siedzi obok mnie kompletnie znudzona - tak skutecznie ją zabawiałem, że niemal usnęła. Przez chwilę pobawiła się telefonem, a teraz założyła na głowę słuchawki i słucha muzyki na swoim odtwarzaczu firmy Creative. Ja po napisaniu notki będę musiał znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie, ale jeszcze nie wiem po co sięgnę - książkę Pilipiuka, odtwarzacz mp3, czy film Allena na netbooku. Mogę też sięgnąć do seksownych, cudownie zgrabnych ud Asi, do jej pośladków i dekoltu, ale wolę to zrobić dopiero w Krakowie, w hotelu, w którym spędzimy cztery dni i trzy noce.

Oczywiście będziemy też zwiedzać... Zwiedzimy to i owo, zjemy coś smacznego, nacieszymy się pięknym miastem. Ja cieszę się jednak przede wszystkim tym, że mam przy sobie tak wspaniałą, kochaną i kochającą kobietę. :) Wspólny wyjazd do Krakowa jest kolejnym spełnionym marzeniem. :)


2013.02.12 / Wtorek / 18:48 - Frytki z Asią w Harendzie

Po wizycie w ośrodku zdrowia pojechaliśmy na Śródmieście, choć nie miałem żadnego konkretnego planu. Weszliśmy na chwilę do Kinoteki, by stwierdzić, że "Django" rozpoczął się dwadzieścia minut temu i nie możemy już na niego iść. Przespacerowaliśmy się więc aż do Harendy, w której odbyła się nasza pierwsza randka, by posilić się tam pysznymi frytkami. Co prawda zdrożały one o jedną złotówkę, ale nadal są tak samo smaczne, przynajmniej dla mnie.

Prosto z Harendy powróciliśmy do domu w lesie, w którym obejrzeliśmy jakieś filmy, albo przynajmniej urywki filmów...

Bardzo lubię to zdjęcie, widać na nim jaka Asia jest malutka w porównaniu ze mną. ;) Dla mnie cały czas, nadal i wciąż, piękna. :)


2013.02.12 / Wtorek / 18:47 - Prześwietlenie Pana Michała

Prześwietlenie odbyło się w ośrodku przy ulicy Czumy, na Bemowie. Na miejscu zjawialiśmy się w niezbyt szczęśliwym czasie, kilka minut po zakończeniu pierwszej części rejestracji. Trafiliśmy akurat na półtoragodzinną przerwę, a wolny czas wykorzystaliśmy na wizytę w pobliskim centrum handlowym, w którym skupiłem się głównie na oglądaniu wykładzin. Wykładzinę powinienem kupić, ponieważ przydałaby się ona w naszym domu, konkretnie w przedpokoju na dole. W sklepie Comfort akurat znalazłem wykładzinę o odpowiednich wymiarach, 4 na 2 metry i długo zastanawiałem się czy jej nie kupić. Asia pomogłaby mi ją nieść przez miasto, z czego co prawda nie była zadowolona, ale do czego i tak bym ją zmusił. ;) Ostatecznie jednak stwierdziłem, że wykładzina jest za jasna i zbyt cętkowana. Wolałbym ciemniejsząo, o jednolitej barwie.

Z marketu wróciliśmy do ośrodka, w którym po rejestracji dostałem się na badanie. Trwało ono krótko i polegało na leżeniu bez spodni na stole. Zrobiono mi dwa zdjęcia dolnego odcinka kręgosłupa i po wyniki mam się zgłosić niebawem. Zabawne było to, że zgubiłem gdzieś karteczkę z numerem badania i musiałem iść do recepcji po kolejną. Już zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą gdzie się owa karteczka podziała i jakim cudem zgubiłem ją w pomieszczeniu o powierzchni dwóch metrów kwadratowych... Jestem jakiś dziwny. ;)


2013.02.12 / Wtorek / 18:46 - Asia na drodze do Mariewa

Kolejny wpis tworzę już siedząc obok Asi w Polskim Busie. Zwolniły się dwa miejsca, któe były zajęte przez bagaże pozostawione bez opieki - ktoś zapomniał ich ze sobą zabrać. Jest godzina 15:00, za oknem przesuwa się monotonny, zimowy krajobraz. Zbliżamy się do Kielc, gdyż właśnie widzę zamek w Chęcinach, na którym byłem wiosną zeszłego roku.

Zdjęcie widoczne powyżej zostało zrobione drugiego dnia wizyty Asi w moim leśnym domu. Do Warszawy dostaliśmy się tym razem inaczej - autobusem jadącym z Mariewa, czyli miejscowości leżącej kilometr od mojego domu w kierunku przeciwnym niż Truskaw. Podróż przez las tym razem była krótka i w ogóle niestraszna. Szkoda. ;)

Asia już nie chce pozować do zdjęć tak jak na początku naszej znajomości - zdążyłem ją zamęczyć ciągłym kierowaniem w jej stronę obiektywu. ;) Muszę więc robić niepozowane zdjęcia w ruchu, co wcale nie jest łatwe. Najgorsze, że Asia nie chce brać aparatu ode mnie, by fotografować mnie samego. Gdyby raz się na to zgodziła, musiałaby mnie fotografować do końca zycia.


2013.02.12 / Wtorek / 00:41 - Asia na Młocinach

Zdjęcie dodałem 12 lutego, ale wpis tworzę dopiero teraz, 16 lutego, o godzinie 13:40, jadać Polskim Busem z Krakowa, opóźnionym o całą godzinę. Asia nie siedzi obok mnie, tylko przede mną, ponieważ w Busie było już mnóstwo ludzi, którzy zajęli wszystkie podwójne miejsca. Mówiłem Asi żeby nie oddawała swojej małej torby do luku bagażowego, tylko trzymała ją pod fotelem, ale nie chciała mnie słuchać. ;)

Ciasno tu, niewygodnie, ale i tak muszę stworzyć kilkanaście notek do zdjęć, które zrobiłem i wrzuciłem w Krakowie. Powyższe zdjęcie nie dotyczy jednak Krakowa, bo zrobiłem je na stacji Metro Młociny, przed godziną 23:00, w dniu, w którym Asia po raz kolejny odwiedziła mój leśny dom.

Podczas spaceru o północy przez las nie mogłem się powstrzymać i zacząłem straszyć Asię opowieściami o ludziach, którzy się tam powiesili, lub o innych strasznych rzeczach, wampirach, wilkołakach, demonach i szczekających koziołkach, jak prawdziwy dżentelmen-opiekun. ;) W domu od razu poszliśmy spać, by następnego dnia móc pojechać rano do Warszawy, w celu prześwietlenia mnie w ośrodku zdrowia.


2013.02.11 / Poniedziałek / 12:33 - P is for Portishead

Kupiłem sobie koszulkę jednego ze swoich ukochanych zespołów - Portishead! Koszulek nigdy za dużo. :) Ale tak, pamiętam, mam żyć oszczędnie... I tak właśnie żyję. ;)

Asia ma mi dzisiaj dostarczyć skarbonkę, w której będę mógł gromadzić pieniądze na pierścionek zaręczynowy dla niej. Jeśli się rozmyślę, co jest raczej niemożliwe, lub Asia mnie opuści - będę miał kasę na zakup czegoś fajnego. ;)

Krótki, siedmiogodzinny dyżur kończę dziś o 22:00 i zaraz po nim spotykam się z Asią, która będzie na mnie czekać jak zwykle w holu Orco Tower. Razem jedziemy do lasu, gdzie czeka nas długi spacer o północy, z ciężką torbą, którą Asia zabiera do Krakowa. Jutro wybieramy się razem do Warszawy, do ośrodka zdrowia na Jelonkach, na prześwietlenie mojego kręgosłupa. Fizycznie co prawda czuję się już naprawdę dobrze i jest to prawdziwie rozkoszne, że mogę się cieszyć każdą normalną chwilą swojego życia, niemniej kręgosłup trzeba przebadać. Po badaniach pokręcimy się trochę po stolicy, a następnie wrócimy do domu w lesie. W środę rano wyruszamy już w podróż do Krakowa. :) Ciekawe czy to miasto zimą jest tak samo fajne jak latem i jesienią.

Przede mną pięć dni wolnych - pięć dni z moją ukochaną Asią. :)

W telewizji mówią właśnie o abdykacji papieża Benedykta któregoś-tam... Chcę zostać nowym papieżem. Gdzie wysłać CV?


"Living in the dim light
Living in the dim dim light
There are people saying
It's going to be a long long night
So we should be holding hands "

Blonde Redhead "Will there be stars"


2013.02.09 / Sobota / 22:55 - Zima w puszczy

Śniego nasypało, ładnie jest... Poza tym śnieg jest praktyczny, gdy trzeba iść w nocy przez las. Z białym śniegiem na ziemi jest o wiele jaśniej.


2013.02.07 / Czwartek / 18:51 - Wysokie stanowisko

W końcu, po tylu latach pracy, zająłem wysokie stanowisko. ;) Niestety wysokie tylko pod względem piętra, na którym znajduje się firma. Nie szkodzi, dobre i to. Niestety w lutym nie idzie mi już tak dobrze jak w poprzednich miesiącach, więc spodziewam się znacznie mniejszej wypłaty. Cóż, trzeba żyć oszczędnie...


2013.02.06 / Środa / 19:55 - Czerwony Pałac

Padam po pracy... Na szczęście podpisując rachunek dowiedziałem się, że ponownie zarobię ponad 2500 złotych, co w sumie daje ponad 5000 złotych za dwa miesiące pracy, co dałoby 10000 złotych po czterech miesiącach pracy i 100000 złotych po czterdziestu miesiącach pracy i 250000 złotych po stu miesiącach pracy. Po stu miesiącach pracy mógłbym sobie kupić jakieś małe mieszkanko w Warszawie, gdybym nie miał żadnych wydatków. Niewykonalne? Ależ wykonalne, tyle że trudne... Niemniej po powrocie z Krakowa zacznę żyć oszczędnie. Nie będzie to łatwe, gdyż muszę sobie kupić nowe buty wiosenno-letnio-jesienne, a także muszę pójść do dentysty, gdyż od wczoraj odczuwam ból w zębie mądrości - pora na borowanie, lub nawet na wyrwanie.

Pałac Kultury bardzo ładnie dziś oświetlono. Lubię połączenie czerni i czerwieni, dlatego mój blog ma taką kolorystykę. Ech, szkoda, że nie ma już wielkich marszy pierwszomajowych, poszedłbym na taki, by uczcić socjalizm. ;)

Kapitalizmu nikt nie czci... O właśnie. W firmie podobno znacznie pogorszyły się warunki i zwiększyły się wymagania, co na szczęście mnie nie dotyczy, gdyż dzieje się to tylko na ezoteryce. Wcześniej nie było tam żadnych wymagań odnośnie ilości smsów pisanych na godzinę, ale teraz trzeba ich napisać przynajmniej osiemdziesiąt (podwójnych). Oby ludzie z ezoteryki się nie zbuntowali i nie zaczęli odchodzić z pracy, bo szefowa może wpaść na pomysł, by mnie przenieść na te pieprzone wróżby, których nigdy nie lubiłem. Ja chcę tylko obciągać, wystawiać i kochać klientów płci męskiej. ;)


2013.02.04 / Poniedziałek / 21:51 - A my wciąż randkujemy

Nadal randkujemy. Nie wiem, która to randka, ale po pracy ponownie spotkałem się z Asią, by spędzić z nią kilka godzin. :) Mieliśmy iść do kina na "Django" Quentina Tarantino, ale wyszedłem z pracy za późno i byłem zbyt głodny, byśmy mogli zrealizować ten plan. Postanowiłem ponownie zabrać Asię do "naszej" pizzerri La Tomatina. Tym razem ja wybierałem pizzę i zdecydowałem się na jedną z najdroższych, z jakąś wymyślną szynką, paroma składnikami, których nazw już nie pamiętam oraz pastą truflową, która akurat smakowała mi najmniej. Na pizzę wydałem pieniądze z funduszu na pierścionek zaręczynowy, więc zaręczyny mogą trochę się opóźnić. ;)

Nadal cieszę się jak dziecko, ewentualnie jak głupek, gdy umawiam się z Asią na zwykłą, klasyczną randkę. ;) Asia zapytała mnie za co właściwie ją kocham, więc musiałem jej wymienić kilka cech, którymi mnie w sobie rozkochała, ale myślę, że najważniejsza z nich to ciepło. :) Zawsze szukałem ciepłej dziewczyny... Mogę się tylko zastanawiać za co Asia kocha mnie. :P

Fajnie, że czuję się już lepiej i nie narzekam co kilka minut na ból w kręgosłupie, lub na brak możliwości normalnego poruszania się. Nareszcie mogę normalnie przytulić Asię i ją pocałować, normalnie chodzić i siedzieć. Oby taki stan zdrowia utrzymał się do przyszłotygodniowego pobytu w Krakowie.

We wtorek idę do lekarza po skierowanie na prześwietlenie kręgosłupa, lub całego mnie... Z moim szkieletem jest coś nie tak, ale przecież wiem to od dawien dawna. Na samo prześwietlenie prawdopodobnie udam się w piątek, który także mam wolny.

Randka zakończyła się na Młocinach, na które Asia odwiozła mnie po raz kolejny. W przyszłym tygodniu mijają dwa miesiące naszej znajomości, dwa miesiące naszego związku, ale spędzamy ten dzień osobno, gdyż Asia wybyła z Warszawy na cały tydzień, by czas ten spędzić u swojej rodziny.

To zdjęcie mi się nie podoba, ale trudno, nie mam innego. :P Od wczoraj na Facebooka wrzucam teraz zdjęcia zrobione telefonem, uwieczniając swoje otoczenie, dodając do zdjęć bardzo krótkie opisy. Trochę to przypomina skromne początki mojego photobloga, które dawały mi więcej radości niż obecna pisanina, z długimi notkami i dużą ilością czytelników, sięgającą kilku setek. W tym roku, w kwietniu, mój blog skończy pięć lat.


"As I walked into the bar
A man came up to me and said:
You know the older you will get
The more perverted you will get"

Gogol Bordello "When the trickster starts a-poking (Bordello kind of guy)"


2013.02.03 / Niedziela / 19:49 - Tak zwane spaghetti

Znudziło mi się jedzenie ciągle tego samego. Po powrocie z pracy, po raz pierwszy w życiu samodzielnie przygotowałem sobie spaghetti, a raczej to co w mojej rodzinie jest tak nazywane. Asia twierdzi, że to tylko makaron z koncentratem i kiełbaskami, ale dla mnie to prawdziwe spaghetti. Wow, pierwszy raz sam ugotowałem makaron! :> Respect me.


2013.02.03 / Niedziela / 19:47 - Widok na MNI

Na tym zdjęciu widać nawet górną część budynku, w którym znajduje się moja stara firma - MNI. Widać czwarte piętro, na którym pracowałem, i które dobrze wspominam. Może nie tak dobrze jak pracę w budynku Radia Zet, ale jedak... W miejsach widocznych na tym zdjęciu rozgrywała się spora częśc mojego życia, kilka lat temu, gdy byłem młody, zdrowy i poszukujący...


2013.02.03 / Niedziela / 19:45 - Kierunek północno-zachodni

Widok z okna w kuchni, w firmie. Kierunek północno-zachodni, albo zachodnio-północny, czyli kierunek na mój dom w Truskawiu. Między wieżowcami widać nawet górę śmieci na Radiowie, którą mijam w drodze do domu i do pracy. Widok z okna nadal mnie fascynuje, ale jest naprawdę imponujący tylko wtedy, gdy nie ma mgły, gdy dobra widoczność pozwala dostrzegać nawet najbardziej odległe miejsca. Chciałbym mieć mieszkanie z takim widokiem. ;)


2013.02.03 / Niedziela / 19:44 - Piętra, których nie ma

Na piętrach 23 i 24 na pewno mieści się jakaś tajna loża masońska... Albo dwie! Dlatego nie można się tam dostać windą. :)

Winda jedzie na siedemnaste piętro tylko kilka sekund, a gdy już znajdzie się na samej górze, należy przełknąć ślinę, by wyrównać ciśnienie w uszach z tym, które znajduje się na zewnątrz. Zmiana ciśnienia jest bowiem zauważalna i po części także trochę nieprzyjemna. Najgorsze w Orco Tower jest jednak powietrze, strasznie suche i jakby... Sztuczne. Drapie w gardle cały czas.

Oczywiście... Nie narzekam. :) Nadal bardzo sobie chwalę firmę i nawet dostałem po raz kolejny premię uznaniową. :) Pod wględem wyników miesięcznych byłem na czwartym miejscu.


2013.02.03 / Niedziela / 19:42 - Painless

Ból przeminął. Cudownie jest się poczuć dobrze, cudownie jest coś utracić na jakiś czas, a później to odzyskać. Właściwie każdy człowiek powinien przejść w swoim życiu przez okres bólu, by móc się w pełni cieszyć z tego co jest tak normalne, a jednak tak wspaniałe - choćby możliwość normalnego chodzenia po mieście. Nagle schody przestały być dla mnie problemem, buty przestały wydawać się zbyt twarde i zbyt ciężkie, odległości przestały być straszne. Bardzo lubię swoje obecne miejse pracy i wszystkie drogi, które do niego prowadzą. Tym razem do firmy dostałem się ulicą Świętokrzyską i aleją Jana Pawła II, z uśmiechem na twarzy.


2013.02.02 / Sobota / 07:53 - Nowy członek rodziny

Musiałem utworzyć Asi konto na swoim komputerze, by mogła z niego swobodnie korzystać kiedy tylko zechce. :) Z całej naszej rodziny jedynie Mama nie ma konta na komputerze, ponieważ nigdy z niego nie korzysta. Co prawda był taki okres dawno temu, gdy Mama siadała do komputera, a nawet grała w gry, przede wszystkim w GTA Vice City, ale szybko się skończył - trwał raptem tydzień. Windows XP póki co nadal działa, zainstalowany w 2008 roku nadal trzyma się dzielnie na moim dysku, choć mam go zamiar zainstalować od nowa, gdy tylko nabędę trzeci dysk twardy i potrójną licencję na Norton Internet Security, który i tak muszę kupić na początku kwietnia.

Zrobiłem Asi avatara, założyłem jej konto i tym sposobem dołączyła do mojej rodziny, niczym po ślubie. ;) Asia Górka. Asia Lewandowska-Górka.


2013.02.02 / Sobota / 00:06 - The pain gets worse

Dzień, w którym wizyta Asi dobiegła końca, w którym powróciłem do pracy, był jednym z najgorszych pod względem mojego stanu fizycznego. W drodze do firmy kręgosłup bolał mnie tak, że każda nierówność na drodze, pokonywana przez autobus, była przeze mnie odczuwalna jako coś okropnego. Ból wzmacniał się także na ruchomych schodach, które dla człowieka w takim stanie trzesą się i wibrują w bardzo nieprzyjemny sposób, a nawet w metrze, które przecież zawsze tak bardzo lubiłem... W pracy miałem spędzić aż dziesięć godzin, więc nastawiałem się na prawdziwą mękę, ale okazało się, że przy komputerze ból mija, pozycja siedząca okazała się być dla mnie lepsza niż pozycja leżąca, w której znajdowałem się przez cztery poprzednie dni. Z pracy wyszedłem już w znacznie lepszym stanie... Na szczęście.