2013.03.31 / Niedziela / 17:40 - Śnieżne Święta Wielkanocne

Święta Wielkanocne mamy w tym roku nietypowe - śnieżne. W związku z zanikaniem pory roku zwanej wiosną, mamy przedłużoną zimę, co oczywiście nikogo nie cieszy. Ja w tej chwili leżę sobie w swoim łóżku z netbookiem na kolanach i nareszcie mam czas na napisanie tej notki i kilku zaległych. Mam czas, ponieważ nie mogę się zająć niczym innym, gdyż kilkanaście minut temu wyłączył się u nas prąd. Do awarii doszło zapewne z powodu ilości śniegu, którego stale przybywa. Domyślam się, że obciążone nim gałęzie dotknęły do przewodów, co spowodowało wyłączenie prądu w całej okolicy. Netbook jest obecnie jedynym powaniejszym urządzeniem elektronicznym działającym w naszym domu, a baterii wystarczy mi jeszcze na nieco ponad trzy godziny. Myślę jednak, że z notkami uporam się o wiele szybciej i pójdę spać. Nareszcie jest okazja, żeby się wyspać...

Święta spędzam oczywiście w pracy, korzystając z tego, że za każdy dyżr mamy bonusowe 100 złotych. W firmie doszło do jednej ważnej zmiany, czyli do odejścia, a może wyrzucenia dotychczasowej szefowej, która była przez pracowników totalnie znienawidzona. Ja nie miałem okazji jej dobrze poznać i nie odczułem jej tyranii, ale z tego co ludzie mówią, była to naprawdę okropna kobieta, która zwalniała pracowników za byle co, w dodatku tych dobrych. Obecnie do firmy wracają ludzie, których ona zwolniła. Wracając mówią, że sytuacja na rynku pracy jest fatalna i poza telemarketingiem oraz właśnie smsami ciężko cokolwiek znaleźć.

Jeszcze tylko jutro i odpocznę sobie podczas dwóch dni wolnych. Marnie się ostatnio czuje, boli mnie serce i mam kilka innych kłopotów zdrowotnych, ale może to normalne w moim wieku? Oby jutro naprawiono awarię prądu i włączono go na moje dwa dni wolne, bo bez prądu żyć trudno i nudno.


2013.03.28 / Czwartek / 21:13 - Piwko na zadupiu

Mama zepsuła sobie telefon. W roku 2007 kupiłem jej tandetną Nokię 6070, bardzo przeciętny, a nawet zły model, który w tamym czasie kosztował 400 złotych. Początkowo Mama protestowała, że jest już za stara na telefon komórkowy i nie będzie go umiała używać, ale z czasem nauczyła się wszystkiego i telefon stał się jedną z najważniejszych rzeczy jakie posiadała. Teraz doszło do awarii, zepsuł się przycisk i Nokia nie dała się już włączyć. Mama wpadła w typową dla swojego obecnego stanu psychicznego histerię, ale zaproponowałem jej szybko kupienie nowego-używanego telefonu, innego, lepszego modelu. Niestety Mama musiałaby się uczyć jego obsługi od nowa, co byłoby zbyt trudne, więc kupiłem na Allegro taki sam model, by nic się nie zmieniło.

Telefon trzeba było odebrać w Warszawie, w jednym ze sklepów, a ja bałem się, że wychodząc z pracy zbyt późno nie będę mógł tam zdążyć przed zamknięciem, przez co Mama zostanie bez telefonu na całe święta - byłoby to dla niej tramatyczne doświadczenie. Na szczęście mam teraz wspaniałą dziewczynę, na którą mogę liczyć w każdej sprawie i to właśnie Asia pojechała do sklepu, odebrała telefon i dostarczyła mi go na Śródmieście. Spotkaliśmy się na stacji Metro Centrum i razem pojechaliśmy na Młociny.

Ponieważ zbliżały się święta i Asia miała następnego dnia wyjechać do swojej rodziny na ponad tydzień, postanowiłem się z nią pożegnać, wypijając piwko na widocznym powyżej zadupiu. To okolice Młocin, ulica Nocznickiego, nowo powstałe osiedla i lasek, w którym mieszkają bezdomni. Naprawdę - mają tam rozłożone namioty i to włąśnie w nich śpią, nawet w zimę. Smutne. Pierdolony kapitalizm. Czy w socjaliźmie w ogóle byli jacyś bezdomni?

Wypiliśmy na tym mrozie i wietrze dwa czarne piwka, zrobiliśmy sobie kilka średnio udanych zdjęć, a następnie pożegnaliśmy się i zobaczymy się dopiero w tym tygodniu, w którym mamy razem jechać do Puław. Tak, po raz drugi pojadę z Asią do Puław na weekend i mam nadzieję, że będzie wtedy znacznie cieplej niż teraz. Zabieram ze sobą dosyć ciężki telewizor, a na miejsce dostaniemy się dwoma pociągami osobowymi, z przesiadką w Dęblinie.

Fajnie, że siostra będzie miała porząniejszy telewizor, ale szkoda, że zabierzemy go Mamie. Mama będzie musiała wrócić do malutkiego, 21 calowego telewizora starego typu, który jej niedawno kupiłem...

Jeśli już umierać na raka, to przynajmniej z porządnym telewizorem w pokoju, prawda? Ech... :(


2013.03.28 / Czwartek / 06:10 - Moje nowe buty Ecco

Oto buty, które mi się spodobały. Producent - firma Ecco. Model - cholera wie. :) Skórzane, wygodne, elegancko-sportowe. Jeśli się nie rozlecą zbyt szybko, będą mi służyć przez wiele lat, tak jak poprzednie Vansy. Na razie nie mogę w nich chodzić, bo wiosny jak nie było tak nie ma. Zanim je założę po raz pierwszy minie trochę czasu.

Najważniejsze, że mając te buty mogę wrócić na kurs prawa jazdy, a raczej na pięć godzin, które muszę wyjeździć, jeśli ponownie chcę podchodzić do egzaminów. W glanach nie daje się jeździć samochodem, bo w ogóle nie czuć przez nie pedałów. Trzeba mieć buty z miękką podeszwą, taką jak te.

Skoro mam takie eleganckie buty, to może zmienię cały swój styl na bardziej... Elegancki? ;) W końcu jestem już starszym, poważnym panem. ;)

Szkoda tylko, ze buty były tak drogie - równe 400 złotych. :( Przecież miałem żyć oszczędnie... Jeśli rozpadną się zbyt szybko, przeklnijcie firmę Ecco na wieki wieków i omijajcie ją z daleka. Podobno teraz specjalnie robi się tandetę... Spisek żarówkowy - sami wiecie.


2013.03.28 / Czwartek / 06:09 - Z Asią w Antykwariacie

Zdjęcie zrobione w Antykwariacie, który znajduje się przy ulicy Żurawiej, w samym sercu Warszawy. Miejsce bardzo popularne, szczególnie wśród młodych ludzi, zawsze zatłoczone, dosyć klimatyczne, posiadające duży wybór nietypowych piw. Kiedyś właściciel obraził się na mnie, gdy zapytany o to jakiego piwa chcę się napić, odpowiedziałem, że jest mi to obojętne. Stwierdził, że ten lokal dlatego jest tak popularny, ponieważ nie podają w nim byle jakiego piwa. :) Trochę się wtedy na niego wkurwiłem i chciałem powiedzieć - w takim razie wychodzę, ale tego nie zrobiłem. :P Tym razem zamówiłem sobie ciemne piwo Heban, ponieważ ostatnio gustuję właśnie w ciemnych piwach, natomiast dla Asi wybrałem jakieś mętne, jasne piwo, którego nazwy już nie pamiętam. Heban zdecydowanie lepszy. :P

Zanim trafiliśmy do Antykwariatu, spotkaliśmy się na stacji metra, o czym wspominałem w poprzedniej notce. Miałem przy sobie zeznania podatkowe, swoje i rodziców, z którymi musiałem się udać do znajdującego się w pobliżu urzędu skarbowego. Tak, dostanę prawie 600 złotych zwrotu podatku - jak co rok. W tym roku pieniądze te przeznaczę na... Bilety kwartalne. :( W urzędzie wszystko poszło sprawnie i po minucie stania w kolejce mogliśmy ruszyć dalej. Pojechalśmy w okolice Politechniki, do bardzo nowoczesnego biurowca Focus, by przekazać tam nabywcy mój plecak, którego nigdy nie polubiłem, i którego nigdy nie użyłem. Plecak kupiłem w styczniu, za nieco ponad sto złotych i za niemal tyle samo go teraz sprzedałem. Był naprawdę okropny i zdecydowanie odradzam kupowanie plecaków polskiej firmy Spokey. Kiedyś kupię sobie jakiś porządny... Choć w sumie na podróżowanie i tak nie mam już pieniędzy.

Nowy właściciel plecaka, kulturalny mężczyna w garniturze wręczył mi stówkę, zabrał plecak, a my mogliśmy pójść dalej, konkretnie na tramwaj przy GUSie. W przejściu podziemnym kupiłem sobie bardzo smaczną babeczkę wielkanocną z budyniem, za którą zapłaciłem złotówkę. Najadłem się i dzięki temu nie musieliśmy iść na obiad do restauracji. ;) Tramwajem pojechaliśmy na Marymont, gdzie wstąpiliśmy do oddziału PZU, w którym regularnie opłacam ubezpieczenie Mamy - siedemdziesiąt złotych co miesiąc. Gwoli ścisłości - opłacam je z pieniędzy Mamy, nie swoich. Po śmierci Mamy będziemy bogaci.

Z PZU pojechaliśmy do Arkadii, w której oddałem się poszukiwaniu butów na wiosnę i lato. Odkąd firma Vans zaczęła robić bardzo nieładne i tandetne obuwie, zdecydowałem się wybrać inną, choć jeszcze nie wiedziałem jaką. Spodobała mi się jedna para Lacoste, ale okazało się, że nie ma mojego rozmiaru. Pokręciliśmy się jeszcze po New Yorkerze, gdzie chciałem namówić Asię na zakup nieco zdzirowatych szortów, które w atrakcyjny sposób eksponowałyby jej pupę, ale Asia stwierdziła, że sama sobie kupuje ubrania. Zresztą po ostatniej aferze finansowej Asia zabroniła mi kupowania dla niej czegokolwiek, łącznie z prezentem urodzinowym. ;) Jaka szkoda. Pocieszyłem się cheeseburgerem z Burger Kinga, (Asia nie chciała), a następnie opuściliśmy Arkadię z zamiarem udania się na Śródmieście, gdzie zamierzałem wreszcie znaleźć jakieś porządne buty.

Na Śródmieściu odwiedziliśmy uwielbiany przeze mnie sklep, w którym faktycznie znajdują się same piękne buty, niestety głównie glany, a konkretnie Martensy. Jest to oczywiście słynny sklep Martensy.pl, w którym kupiłem swoją parę butów tej firmy, w roku 2008. Do dziś się trzymają, ale mało w nich chodzę, bo mają bardzo śliskie podeszwy, przez co nie nadają się na łód i śnieg. Mnóstwo pięknych butów można znaleźć na tamtejszych półkach, ale ich cena zazwyczaj wynosi około 500 złotych, a nowe glany na razie nie są mi potrzebne, więc po kilku minutach wyszliśmy. Asia glanów nie chce - nie jest typem dziewczyny, która nosi glany lub trampki, która ma tatę zbuntowanego-rockmana. :) Szkoda? :P Nieeee. :)

Ze sklepu poszliśmy do wspomnianego już Antykwariatu, a następnie pod budynek TVNu, do ostatniego sklepu z butami, w którym ostatecznie znalazłem to czego szukałem!



2013.03.28 / Czwartek / 06:07 - Gogol Bordello w Stodole

Kolejny ważny koncert ważnego zespołu, na który nie idę. W tym roku ominie mnie też Portishead w Krakowie... Ciekawe jak będzie z jakością ich nowej, czwartej płyty. Wkrótce także premiera czwartego albumu Yeah Yeah Yeahs. Tymczasem Nick Cave jest w trasie koncertowej, ale wszystko wskazuje na to, że do Polski jednak nie zawita. Nadal nie wiadomo jakie gwiazdy wystąpią na Ursynaliach. Może żadne? :)

Środę spędziłem aktywnie, załatwiając różne sprawy w Izabelinie i Warszawie. Zacząłem od odwiedzenia poczty, z któej wysłałem książkę "Inny chłopiec" sprzedaną przeze mnie na Allegro. Z poczty przeszedłem parę kroków do izabelińskiego ośrodka zdrowia, by odebrać receptę dla Mamy, a następnie wykupiłem te leki w aptece. Zakupiłem sobie także szczoteczkę do zębów, co zdarza mi się naprawdę rzadko - zazwyczaj jedna szczoteczka wystarcza mi na kilka lat. ;) Po załatwieniu tych spraw wsiadłem do autobusu 708 i pojechałem do Warszawy, gdzie na stacji metra Stare Bielany spotkałem się z Asią. :) Asia towarzyszyła mi podczas załatwiania kolejnych, jakże ważnych, spraw.


2013.03.25 / Poniedziałek / 18:33 - Prawie jak Mulder

To był pracowity, wolny dzień. Od samego rana paliłem w piecu, by Tata nie musiał się z tym męczyć. Po południu pojechałem samochodem do Truskawia po zakupy, podwożąc przy tym siostrę do autobusu. Po powrocie intensywnie odkurzyłem cały dom, który kiedyś, gdy Mama była zdrowa, był odkurzany co dwa, trzy dni, a obecnie jest odkurzany... Chyba raz na miesiąc.

Przy tym wszystkim zdążyłem się jednak nacieszyć wolnością i obejrzałem kilka odcinków kultowego w latach dziewięćdziesiątych serialu "Z archiwum X". Zadziwiające, że mam już prawie tyle lat co Mulder. Nie jest tak źle być trzedziestolatkiem, ale jednak... Nie jest to tak fajne, jak bycie dwudziestolatkiem. W każdym razie Mulder i Scully byli zajebiści, a serial do dziś się przyjemnie ogląda. Dażę lata dziewięćdziesiąte coraz większym sentymentem i coraz częściej wracam do nich myślami, zasmucony tym, że są coraz bardziej odległe...

Ostatnio ustaliłem nawet, że moje życie można podzielić, póki co, na cztery etapy.

Etap pierwszy - od narodzin do pierwszych w życiu samodzielnych wagarów, czyli do pierwszego samodzielnego wyjazdu do Warszawy w roku 1996.
Etap drugi - od pierwszych wagarów do nawiązania pierwszego poważnego kontaktu z dziewczyną, czyli z Owcą w 2008 roku.
Etap trzeci - od poznania Owcy i spotkania się z nią, do maja zeszłego roku, w którym dowiedziałem się, że Mama ma raka i wszystko się zmieni.
Etap czwarty - od choroby Mamy do...

Nie wiadomo do kiedy. Może do śmierci jednego z rodziców? Tak czy siak nie zamierzam teraz zagłębiać się w istotę każdego z tych etapów. Zaraz będę szedł spać, by jutro mieć siłę obudzić się wcześnie rano i pójść do pracy. Pojutrze ponownie mam wolny dzień, który jednak spędzę po części w Warszawie. Muszę załatwić kilka spraw, choćby w Urzędzie Skarbowym.

Wiosny nadal nie ma, ale po obejrzeniu zdjęć z poprzednich lat stwierdziłem, że w tym roku wcale nie jest wyjątkowo. Na wiosnę trzeba po prostu jeszcze trochę poczekać... Czekam więc. Na nieznane.

Cholera, mam tyle lat co Mulder. Jestem zajebisty. No i przede wszystkim - mam już swoją Scully. :) Kocham Asię bardzo, bardzo, bardzo. Niezwykłe, że trafiła mi się taka dziewczyna. Przez wszystkie etapy na taką właśnie czekałem. :)


2013.03.24 / Niedziela / 10:15 - Telefon dla seniora

Kupiłem Tacie taki oto telefon, z dużymi klawiszami, prostą obsługą i głośną słuchawką. Co prawda jedynym miejscem, w którym Tata używa telefonu jest szpital, ale skoro wkrótce ponownie do niego zawita to pomyślałem, że powinien mieć model odpowiedni dla siebie. Dla seniora. Dla starca. Dla człowieka kończącego życie.

Póki co Tata jest w niezłej formie, nawet sam pali w piecu, by w naszym domu było ciepło i przyjemnie. Jutro postaram się go w tym wyręczyć, bo mam dzień wolny, a palecnie w piecu jest w zasadzie przyjemnością. Lubię swoje dni wolne, podczas których zajmuję się tylko domem i Mamą. Palić trzeba nadal i to intensywnie, bo zima trzyma się mocno, mimo wiosny.

Zaraz wychodzę z domu i idę na kolejny dyżur. Ciężko jest, praca mnie męczy i nudzi, ale przynajmniej pracuję na Śródmieściu, tak jak chciałem. Ważne jest też to, że zęby i nogi mnie nie bolą, a rodzina jest nadal w komplecie.

Na wiosnę wyprowadzę rodzinę na podwórko i zrobię kolejne zdjęcie z nami wszystkimi, na którym co prawda już nie będziemy wyglądać tak zdrowo i radośnie jak cztery lata temu...

Auu, serce mnie kłuje...


2013.03.22 / Piątek / 09:10 - Telewizor mi się powiększył

Wczoraj, po sześciogodzinnym dyżurze, pojechałem na stację Metro Wilanowska, by odebrać tam nowy-używany, większy telewizor, który wypatrzyłem na Allegro. Czaiłem się na ten model Sony od dawna, bo dokładnie taki sam, tylko mniejszy o osiem cali, miałem dotychczas i byłem z jego jakości bardzo zadowolony. Poprzedni telewizor pojedzie do Puław, do mojej siostry, która nadal używa starego, malutkiego, 21 calowego telewizorka Thomson kupionego w roku 1999. Ja od wczoraj cieszę się bardzo komfortowym, 40 calowym obrazem, który całkowicie mnie satysfakcjonuje. Co prawda tak duży telewizor wymaga dobrego źródła, co sprowadza się do tego, że jedynie filmy z płyt Blu-Ray wyglądają na nim naprawdę rewelacyjnie. Zwykły, telewizyjny obraz, filmy DVD, lub DivX wyglądają dosyć... Przeciętnie. Szkoda więc, że filmy na Blu-Ray nadal są dosyć drogie... Dopiero teraz widać ich prawdziwą jakość. Niemniej i tak żyjemy w bardzo fajnych czasach - za nieco ponad 1000 złotych można kupić zajebisty, używany, duży telewizor. Gorąco polecam właśnie Sony, tak samo jak odradzam wszelkie Samsungi, których podobno teraz sprzedaje się najwięcej. Szkoda, że firma Sony ma kłopoty finansowe, bo zawsze robiła dobry sprzęt.

Na stacji metra dołączyła do mnie wczoraj niezawodna Asia, która ostatnio troche się na mnie denerwuje, za to co napisałem i powiedziałem. Mam nadzieję, że nadal mnie kocha, tak jak ja ją i nie będzie mnie zamieniać na inny model. ;) Asia asystowała mi przy transportowaniu telewizora, który musiałem przewieźć metrem i autobusem. Ciężko było go nieść, ale jakoś dałem radę i teraz pozostaje już tylko dostarczenie poprzedniego telewizora do Puław. Najpewniej zawiezie się go tam pociągiem, albo po prostu wyśle kurierem, bo nadal mam do niego oryginalne opakowanie. Siostra będzie musiała przejść z analogowej telewizji kablowej na cyfrową, a to kosztuje o 10 złotych więcej.

Wydałem 1200 złotych, ale załatwiłem sprawę telewizora, a przy okazji uszczęśliwiłem samego siebie, w materialny sposób. :) Oglądanie filmów stało się o wiele bardziej ekscytujące i wygodne. Cała moja wypłata za marzec pokryje dług, który właśnie powstał, ale już od kwietnia... Zacznę oszczędzać. ;)

Zaraz idę do pracy. Dobrze, że młodsza siostra też już pracuje. Pisze smsy w mojej pierwszej firmie, w której warunki zdecydowanie się pogorszyły. Za moich czasów na stażu zarabiało się tam 9 złotych za godzinę, teraz zarabia się 6 złotych. Ja w marcu mam kiepskie wyniki, więc także zarobię mało. Dość jednak o pieniądzach, nadchodzi wspaniała wiosna, której póki co zupełnie nie widać. Śniegu napadało tyle, że ciężko przejść przez podwórko. :)

Ktoś wie jaki wspaniały, jeden z moich ukochanych filmów, widac na ekranie? :) Cholera, niebawem będę w wieku głównego bohatera!


2013.03.19 / Wtorek / 22:18 - Wyjście Taty ze szpitala

W końcu, po dwóch tygodniach pobytu na oddziale urologicznym Szpitala Bielańskiego, Tata został wypuszczony do domu. Miałem akurat dzień wolny, więc to ja pojechałem go odebrać i była to moja pierwsza wizyta w Szpitalu Bielańskim, a raczej w jego głównej części. Właściwy pokój znalazłem szybko i szybko zauważyłem, że Tata schudł i ogólnie zmarniał. Przez dwa tygodnie Tata straił 10 kilogramów, a więc zmiana w wyglądzie jest całkiem spora. Na szczęście jego obecny stan fizyczny nie jest bardzo zły, miał siłę wrócić ze mną tramwajem i autobusem, choć oczywiście porusza się dużo wolniej niż wcześniej. Zanim opuściliśmy oddział Tata pożegnał się z połową personelu, dziękując lekarzom, pielęgniarkom i kucharkom. Pożegnał się też z kolegami z pokoju, a z jednym z nich chciał nawet zrobić sobie zdjęcie. Widoczny na powyższym zdjęciu mężczyzna powiedział mi, że mam wyjątkowego Tatę, co było bardzo miłe. Podczas powrotu poczułem się trochę tak jak dawno, dawno temu, w czasach, gdy przyjeżdżałem z Tatą do Warszawy z naszych Sójek, albo jak wtedy, gdy pojechaliśmy razem do miasta Nysa po nowy, służbowy samochód - Nysę. :) Dobrze, że Tata jest już z nami w domu, choć oczywiście nie może już robić tego co dawniej - w tym roku to ja będę palił w piecu, to ja będę piłował i rąbał drewno na opał, to ja będę musiał zwieźć węgiel do garażu... Tata pewnie już nawet nie będzie miał siły na to, by uprawiać warzywa na naszej podwórkowej działce. Najważniejsze, że nie ma już takich problemów, jakie miał jeszcze dwa tygodnie temu i dzielnie się trzyma psychicznie. Ma dobre, pozytywne, optymistyczne i zarazem walczene podejście. W szpitalu powiedział kolegom, że będzie walczył, bo jeszcze jakieś pięć lat może pożyć... A jeśli chodzi o problemy, cóż, one nadal istnieją. Tata ma guza, który może być złośliwy. Proponowano mu usunięcie całego pęcherza, ale Tata nie zdecydował się na ten radykalny krok. Będzie jeździł na zabiegi innego rodzaju, będzie jeszcze odwiedzał szpital. Przez siedemdziesiąt las swojego życia udawało mu się tego unikać...


2013.03.17 / Niedziela / 21:02 - Z Asią w Bombaj Masala

Randkujemy nadal, mniej więcej raz na tydzień. :) Resztką sił dociągnąłem do końca trzech dni pracy, które totalnie mnie wykończyły, ze względu na to, że dwa dyżury trwały po 12 godzin, a w domu pozostawało mi tylko 5 godzin na sen. Ostatni dyżur trwał tylko osiem godzin, z pracy wyszedłem o 17:00, dzięki czemu mogłm się spotkać z Asią, by pójść z nią do restauracji. Spod firmy ruszyliśmy na spacer po tej części Śródmieścia, w której znajduje się moja pierwsza firma, czyli MNI. Pokazałem Asi gdzie pracowałem, i gdzie pracuje teraz moja siostra, a także gdzie mieszkał Tata, gdy był dzieckiem. Niestety w tej części miasta nie ma żadnej ciekawej restauracji, więc spacer nieco sę przeciągnął, aż w końcu dotarliśmy do Bombaj Masala, przy al. Jana Pawła II. Dawniej codziennie przejeżdżałem obok tego miejsca rowerem, w drodze do pracy, ale nigdy nie byłem wśrodku, gdyż nie miałem z kim się wybrać. Na miejscu przywitano nas po angielsku, ale szybko ustaliliśmy, że jesteśmy jednak zwykłymi, szarymi Polakami. :) Zabrano nam kurtki, posadzono przy stoliku i podano menu. Dla siebie znalazłem w nim tylko piwo Kasztelan, nieco droższe niż w zwykłym pubie - 12 złotych za 0,5 l, Asia natomiast znalazła jagnięcinę, kosztującą chyba 39 złotych. Ja piłem, Asia jadła, czas mijał szybko i przyjemnie. Gdyby w menu były jakieś hinduskie frytki to pewnie i ja bym coś zjadł, ale nie było. Spróbowałem kawałeczek jagnięciny z ryżem i stwierdziłem, że ma bardzo neutralny smak, dzięki czemu zdołałem ją przełknąć, jednak sam osobiście nigdy nie zamówiłbym tego mięsa. Na koniec pozostała mi tylko wizyta w ubikacji, co było o tyle zabawne, że mieści się ona w zupełnie innej części budynku, do której trzeba się dostać przez lobby. Musiałem nawet zapytać siedzącego tam ochroniarza o drogę, aby się trafić we właściwe miejsce. ;)

Wizyty w restauracjach z ukochaną dziewczyną są przyjemne, ale trzeba przyznać, że także dosyć drogie. Oczywiście ludzie wykształceni, mający dobrą pracę, dobrze zarabiający, mogą sobie chodzić w takie miejsca bardzo często, ale my, malutcy ludzie z lower middle class, możemy wizytować w takich miejscach raz, dwa razy w miesiącu, jeśli mamy oszczędzać pieniądze na przyszłe, wspólne życie. Stale obiecuję sobie, że zminimalizuję wydatki na takie przyjemności, ale ciężko się powstrzymać. Bardzo się cieszę z tego, że mam taką fajną dziewczynę i chcę ją uszczęśliwiać, ale... Jeśli mamy w przyszłości żyć razem w wynajmowanym mieszkaniu, jeśli mamy mieć dziecko, jeśli moja własna rodzina także potrzebuje pieniędzy... Musimy żyć trochę oszczędniej.

Asia za półtora roku kończy studia, a wtedy, jako pani pedagog, będzie zarabiać fortunę... ;) Ja nigdy nie zrobiłem niczego, by dobrze zarabiać, choć na pewno miałm wiele możliwości. Co więcej - możliwości mam nadal, ale i tak niczego nie robię, by żyło mi się lepiej. Pracuję dosyć wygodnie, skromnie, tchórzliwie, leniwie. Można powiedzieć - wytrwale, uczciwie, regularnie... Jakoś tak nijak.

Takie dziwne przemyślenia okołofinansowe mnie naszły... Miłość jest najważniejsza, ale pieniądze także są potrzebne, aby dawać to co dobre swoim bliskim, których się kocha...

Żyć oszczędnie, a zarazem dawać, dawać, dawać... Kupić siostrze telewizor, której na niego nie stać, bo nigdy nie zadbała o to, by więcej zarabiać. Bo nigdy jej się nie chciało... Tak jak mi.

Poza tym.... Czasy są popierdolone, a socjalizm już nie wróci, bo poprzednie pokolenie było zbyt głupie, by go doceniać. Zaraz wstaję z łóżka i idę do swojej kapitalistycznej pracy, by mieć pieniądze na... Wszystko i nic.

Zastanawiam się kiedy Asia zrozumie, że warto mieć bogatego faceta i odejdzie. :) Gdy myślę o tym, że w przyszłości mamy mieć razem dziecko, żyjąc przy tym w wynajmowanym mieszkaniu, za które trzeba płacić miesięcznie ponad 1200 złotych, to pytam jak ma to być możiwe, przy moich zarobkach wahających się od 1300 do 2500 złotych. A gdy zachoruję i nie będę w stanie pracować? A gdy mnie zwolnią? A jeśli dziecko urodzi się chore, lub upośledzone i będzie wymagało kosztownej opieki?

I przy tym wszystkim miałbym jeszcze urządzać wesele kosztujące mnie jakieś 30 tysięcy złotych? Za jedną noc? I z jakiegoś powodu miałbym kupować drogi pierścionek zaręczynowy? Bo tak chce... Kto? System? Co prawda dwa lata temu wydałem 2300 złotych na subwoofer B&W, który okazał się być kupą gówna, i który szybko postanowiłem sprzedać. Można zapytać - kochasz sprzęt audio bardziej niż swoją idealną dziewczynę? Nie, kocham dziewczynę... Ale kocham też rozsądek. I nienawidzę, gdy ludzie robią coś tylko dlatego, że takie... Są zasady? Narzucone przez chuj wie co.

Można powiedzieć - miałeś siedem lat na oszczędzanie, trzeba było to robić, jeśli chcesz zostać ojcem i mężem. Niby tak... Ale to było naprawdę piękne siedem lat życia. Przyszłość chyba nie będzie tak piękna, mimo tego, że odnalazłem kobietę, którą chyba mogę nazwać idealną.

Życie jest kurewsko ciężkie, ale cóż, ostatnie trzydzieści lat wcale takie nie było. Było totalnie piękne...

Koniec chaotycznej notki. Bombaj Masala nie polecam. Drogie, kapitalistyczne kurestwo. Jeść można taniej.


2013.03.12 / Wtorek / 18:26 - W gabinecie dentystycznym

Dwa dni wolne. Leżę, wypoczywam, palę w piecu, oglądam filmy, takie jak choćby wspaniałe "Co się wydarzyło w Madison County" Clinta Eastwooda i dobre "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Marka Koterskiego. Dzisiaj pojechałem do Izabelina, na kolejne oczyszczanie zębów z kamienia, tym razem krótsze, ale równie nieprzyjemne. Pani dentystka powiedziała, że normalni ludzie powinni przychodzić na usuwanie kamienia co pół roku, ale mnie zaprasza na kolejne już za trzy miesiące. Cóż, lepsze kilkanaście minut nieprzyjemności niż paradontoza. Dobrze, że jej uniknąłem. Przede mną jeszcze poczwórne borowanie i wyrywanie ósemki rosnącej bokiem. Będzie strasznie.

Starsza siostra wczoraj powróciła do Puław, młodsza czeka do piątku na pierwszy dyżur w mojej pierwszej firmie. Tata nadal jest w szpitalu, a Mama oczywiście w domu, z którego raczej nigdzie się nie ruszy. Ja najbliższe pięć dni spędzę w pracy.

Zaraz idę podłożyć do pieca, a później kładę się w łóżku i oglądam kolejne dwa filmy. Mama ma już swój własny telewizor, mały, ale całkiem fajny Panasonic Quintrix, który kupiłem jej na Allegro, dołączając do niego dekoder telewizji cyfrowej DVB-T i antenę. Za kilka dni telewizja analogowa, którą odbieraliśmy przez kilkadziesiąt lat, zostanie u nas wyłączona raz na zawsze.


2013.03.10 / Niedziela / 20:45 - Trzy miesiące i trzy dni

Postanowiłem zadbać o image Asi, zmieniając nieco jej fryzurę. Uznałem, że z grzywką wygląda jeszcze lepiej, niż bez niej, dlatego zaczesałem jej włosy na twarz, w taki sposób, że zakryły mniej więcej połowę ślicznej buźki. ;) Chwilę później jednak wszystko powróciło do normy, pięknej normy. Bardzo spodobał mi się sweterek, który Asia nałożyła na naszą randkę. Zresztą w mojej dziewczynie wszystko mi się podoba i zapewne będzie mi się podobać już zawsze.

Do sierpnia mamy czas na to, by przygotować się na wesele kuzynki Asi, na które się wybieramy. Ja muszę kupić sobie tylko eleganckie buty, a Asia sukienkę i buty. Z przyjemnością będę z nią chodził po sklepach jako doradca, próbując przekonać Asię do tego, by kupiła sukienkę jak najbardziej odsłaniającą jej zgrabne ciałko. :) Wkrótce wiosna i lato - krótkie spódniczki, szorty, pół-nagość. Ach. :)

Podczas naszej randki doszliśmy do wniosku, że wesele jest stratą kasy i nie będziemy go robić, jeśli nie przyjmie się pomysł z biletami. ;) Ja osobiście jestem przeciwny weselom, nawet bardzo, natomiast Asia do niedawna marzyła o swoim własnym. Doszliśmy do porozumienia? ;)

Bardzo mi się podoba to zdjęcie. :) A raczej bardzo podoba mi się Asia. :)


2013.03.10 / Niedziela / 20:37 - Pizza za pizzą

Kolejna pizza w La Tomatina. Z Asią swiętowaliśmy nasze trzy wspólne miesiące, a najlepszym miejscem na świętowanie jest właśnie La Tomatina. ;) Pizza była pyszna, najadłem się do syta i zniknął mój problem z zawrotami głowy, spowodowanymi głodem. Fakt, ostatnio marnie jadam... Głównie dlatego, że nie chce mi się brać kanapek do pracy. ;)

Skandaliczne było to, że za dodatkowy skład do pizzy, moje ulubione salami, dopłaciłem 6 złotych. Tak mnie to zdenerwowało, że aż potanowiłem nie dawać kelnerowi napiwku. Asia tym razem zapłaciła za połowę pizzy, przyczyniając się do mniejszej degradacji stanu moich finansów. Przy okazji zabrała mi także cztery złote za karę, że wspominałem o innych dziewczynach. Podobno teraz za każdym razem, gdy wspomnę o jakiejkolwiek byłej dziewczynie, albo skomentuję jakiekolwiek zgrabne nogi na mieście, Asia zabierze mi złotówkę. Straszne. :P

Z okazji naszej trzy-miesięcznicy wręczyłem Asi bilet na Ursynalia, jako prezent, sam zaś otrzymałem od swojej ukochanej kolejny tom Wędrowycza. Słodko. :) Nie kupiłem jednak kwiatka na Dzień Kobiet, bo... Hmm. Kwiaty są za drogie i mało praktyczne. ;)


2013.03.09 / Sobota / 19:53 - Jeszcze trzydziestolatek

Dzisiaj odkryłem, że mam dużo siwych włosów... Starzeję się. Za kilka miesięcy nie będę już młodym trzydziestolatkiem, tylko starym trzydziesto-jedno-latkiem. Jedyne pocieszenie, że mam młodą dziewczynę. :)

Mój Tata też jest już stary, w tym roku będzie miał siedemdziesiąt jeden lat. Tata został w szpitalu, leży w łóżku, poddaje się badaniom. Nadal ma krew w moczu, więc nie może wrócić do domu. Lekarze podejrzewają, że może mieć złośliwego raka, ponieważ ma guza w pęcherzu. Guz jest takiej wielkości, że prawdopodobnie nie będzie można go usunąć, trzeba będzie wyciać cały pęcherz. W takim przypadku człowiek chodzi z rurką wystającą z brzucha, a mocz zbiera się woreczku foliowym. Straszne.

Nawet z sikania i srania trzeba się cieszyć, póki jest się zdrowym. Ja się cieszę ze wszystkiego... W zasadzie jestem jeszcze całkiem młody.


2013.03.07 / Czwartek / 21:53 - Druga marcowa wizyta w szpitalu

Dzień po wizycie w szpitalu na Ursynowie musieliśmy pojechać do... Szpitala na Ursynowie. Tym razem w sprawiach zdrowia psychicznego, o które należy dbać tak samo jak o normalne, szczegołnie wtedy, gdy bierze się takie leki jakie bierze moja Mama. Wizyta u pani psychiatry przebiegła sprawnie, leki zostały przepisane i wszystko jest w porządku. Mama oczywiście przez oba te dni bardzo się wszystkim martwiła i stresowała, ale myślę, że ruszenie się z domu było dla niej dobrym urozmaiceniem. Czasem trzeba wyjść z domu, nawet wtedy, gdy jest się w tak marnym stanie jak moja Mama...

Ursynów nadal bardzo, bardzo lubię. Nadal jest moją ulubioną dzielnicą stolicy. Najchętniej właśnie tam bym zamieszkał w przyszłości... Ja, bezdomny.


2013.03.07 / Czwartek / 10:30 - Trzy miesiące z Asią

Dokładnie trzy miesiące temu poznaliśmy się na żywo. Nasz związek nie trwa długo, ale trzy miesiące to jednak nie byle co. Jak widać, nadal jesteśmy razem, wbrew obawom Asi, że po trzech miesiącach znajdę sobie jakąś inną dziewczynę. ;) Wszystko bardzo dobrze się układa, Asia jest wzorową dziewczyną i nadal jestem zadziwiony tym, że w ogóle mnie chce. Oczywiście jestem też bardzo szczęśliwy. Pocztą przyszły już bilety na Ursynalia, na które wybieramy się razem na przełomie maja i czerwca. Mniej więcej wtedy będzie mijać pół roku naszego związku. Wspaniale.


2013.03.06 / Środa / 11:49 - Marcowa wizyta w szpitalu

W szpitalu na Ursynowie spędziliśmy cały dzień. Tym razem dostaliśmy się tam inaczej niż zwykle, nie prywatnym samochodem, tyko autobusami i metrem. Zawiozłem nas samochodem do Truskawia, gdzie zostawiliśmy go pod sklepem, a dalej wyruszyliśmy komunikacją miejską. Mama dzielnie znosiła trudy podróży i rano byliśmy już na miejscu. Najpierw Mama miała zrobione USG, które wykryło kamień w woreczku żółciowym, a następnie przez kilka godzin czekaliśmy na wizytę u pani doktor, która sprawuje opiekę nad Mamy... Rakiem. Pogoda tego dnia była wyjątkowo piękna, dlatego dużą część czasu spędzałem przed szpitalem, korzystając z promieni słońca. Około godziny 15:00, tuż przed końcem naszego pobytu na Ursynowie, dołączyła do nas Asia, wezwana przez znudzonego mnie. Miło z jej strony, że przyjechała, mimo tego że nie zdążyła przez to zjeść obiadu. Właśnie w tym dniu mijały trzy miesiące naszego związku, ale nie świętowaliśmy tego w żaden wyjątkowy sposób. Asia po prostu pojechała z nami na Młociny i tam się pożegnaliśmy. Dzień minął dobrze, badania poszły sprawnie, a czekanie nie było takie złe. Stan Mamy jest raczej stabilny, jeśli nie liczyć tego kamienia w woreczku żółciowym. Tata cały dzień spędził w swoim szpitalu, ze swoim problemem, który okazał się być poważniejszy niż przypuszczaliśmy.


2013.03.05 / Wtorek / 17:05 - 40 minut usuwania kamienia

Piękna, słoneczna pogoda, piękne, błękitne niebo. Do Izabelina pojechałem samochodem, prowadząc go ostrożnie, by po drodze nikogo nie rozjechać. Jeżdżenie bez prawa jazdy z pewnością nie jest mądre, ale muszę znowu trenować, jeśi w tym roku naprawdę mam zdać egzamin. Po wyjściu z samochodu pokręciłem się trochę po Izabelinie, wspominając dawne czasy, a następnie udałem się do dentysty, a raczej do dentystki. Spodziewałem się, że posiedzę tam najwyżej dziesięć minut, bo podobno tyle czasu trwa usuwanie kamienia, ale okazało się, że mój przypadek jest trochę bardziej skomplikowany i ostatecznie na fotelu dentystycznym spędziłem czterdzieści bolesnych minut. Było dużo krwi i dużo nieprzyjemnego oczyszczania między zębami i w okolicach dziąseł, ale efekt wydaje się być zadowalający. Kamień faktycznie był dosyć duży, a ujrzałem go po raz pierwszy, gdy pani dentystka podała mi lusterko. Teraz już wiem, że zęby trzeba czyścić też od wewnętrznej strony jamy ustnej, a nie tylko z zewnątrz. ;) Dziąsła krwawiły mi z powodu stanu zapalnego, który teraz, mam nadzieję, minie. Za wizytę zapłaciłem 120 złotych, ale we wtorek muszę tam jechać po raz drugi, by pani dentystka mogła usunąć resztki kamienia, które dzisiaj były niewidoczne z powodu krwawienia. Wtorkowa wizyta będzie już darmowa... Jak się okazało mam też cztery zęby wymagające borowania, z czego jeden powinno się wyrwać, ponieważ jest to słynna, rosnąca bokiem ósemka. Robi mi się słabo, gdy pomyślę sobie o usuwaniu tego zęba... To będzie koszmar, choć szczerze mówiąc dzisiejszy zabieg był bardziej bolesny od zeszłorocznego usuwania siódemki. Nic dziwnego, skoro wtedy zastosowano solidne znieczulenie.

Najważniejsze, że nie mam jeszcze paradontozy i nie będę jej miał, jeśli zadbam o zęby w należyty sposób. Problem rozwiązany. Dobrze, że mam pracę i mało wydatków, dzięki czemu stać mnie na leczenie zębów...

Dzisiaj idę wcześnie spać, by jutro rano móc wcześnie wyruszyć z Mamą i siostrą na badania. W szpitalu spędzimy cały dzień...


2013.03.05 / Wtorek / 11:57 - Health

Tata został w szpitalu na kilka dni. Nie wiemy dokładnie na ile, ale musiał zostać, bo już podczas wychodzenia ze szpitala po raz kolejny zauważył, że zatkał mu się cewnik. Oznacza to, że występuje u niego jakieś poważniejsze krwawienie i konieczne są dalsze badania. Dzisiaj ma mieć robioną tomografię komputerową, która być może wyjaśni co jest przyczyną tych problemów i oczywiście może się okazać, że jest nią... Rak.

Na zdjęciu widać wynik prześwietlenia mojego kręgosłupa. Jeszcze nie byłem u lekarza z tą karteczką, ale chyba nie ma z czym iść... Bóle na szczęście ustąpiły, choć od czasu do czasu czuję coś w biodrze, lub w żebrach. Pamiętam, że w dniu, w którym jechałem odebrać wyniki, po pracy, nagle uświadomiłem sobie, że za chwilę mogę się dowiedzieć, że mam raka. Pomyślałem, że w takim przypadku są to moje ostatnie minuty normalnego życia i nagle wszystko zaczeło mnie boleć. Jak widać psychika ma bardzo duży wpływ na zdrowie fizyczne, na szczęście po odebraniu karteczki dowiedziałem się, że nie jest źle i poczułem się jak nowo narodzony. Cieszę się teraz każdym bezbolesnym dniem...

Siostra odwiedziła wczoraj Tatę w szpitalu, ale dzisiaj chyba nikt się do niego nie wybiera. Ja na godzinę 15:00 jadę do dentysty, a młodsza siostra pojechała dzisiaj do mojej pierwszej firmy smsowej, by zapisać się na test. Jeśli pójdzie jej dobrze, zostanie przyjęta i pójdzie w moje ślady, co raczej nie jest powodem do dumy.

W domu mamy więc dosyć ciężką sytuację, a jutro najważniejszy dzień, w którym jedziemy z Mamą na badania. W normalnej sytuacji pojechalibyśmy z Tatą samochodem, ale teraz prawie nic nie jest normalne... Czy kiedykolwiek było?


2013.03.03 / Niedziela / 19:46 - Kolorowe balerinki Asi

Po dwóch dniach wolnych powróciłem do pracy. Nowy miesiąc okazał się bardzo trudny dla operatorów sms, średnie są niskie, a ruch bardzo duży. Pocieszające jest to, że w lutym udało mi się wspiąć na niezłe, siódme miejsce, ratując swoją średnią na ostatnim, dobrym dyżurze. Nie wiem tylko jaką stawkę godzinową mi przyznano, może dostanę najniższą, jako karę za wywołanie afery? ;)

Po ośmiu godzinach pracy trafiłem dziś prosto w ramiona Asi, która po raz sam-już-nie-wiem-który czekała na mnie w holu Orco Tower. Tym razem Asia wracała od swojej cioci, u której dowiedziała się, że 2 sierpnia w jej rodzinie odbędzie się ślub i wesele. Fajnie - idziemy. :) Muszę tylko kupić sobie eleganckie buty, by nie pojawiać się na kolejnym weselu w glanach...

Asia pojawiła się dzisiaj w nieco innych butach, kolorowych balerinkach, które są zwiastunem nadchodzącej wiosny. ;) Pogoda coraz lepsza, coraz więcej słońca, ale nadal zimno...

Po powrocie do domu kolejne złe wydarzenie - Tata po raz trzeci musiał jechać z sąsiadem do szpitala, tym razem z powodu zatkanego cewnika. W tej chwili Tata nadal jest w szpitalu, a towarzyszy mu, poza sąsiadem prowadzącym nasz samochód, siostra z Puław. Biedny Tata... Akurat jutro miał jechać na badania.

Jutro znowu praca, nastepnie trzy dni wolne - urozmaicone. Ogólnie jest dobrze, ogólnie jest źle... Mogłoby być lepiej.


2013.03.02 / Sobota / 14:26 - Nasz dom w Truskawiu Małym

Wciąż stoi, jeszcze się nie rozpadł. Zgrzybiały, stary i zaniedbany, ale nadal dobrze mi się kojarzący. Starzeje się dom, starzeje się nasz pies, starzejemy się my i nasi sąsiedzi. Ciekawe kiedy będziemy musieli opuścić nasz dom na zawsze i ciekawe, czy jeszcze ktoś w nim po nas zamieszka. Jeśli tak to współczuję. ;) Droga, jak zwykle o tej porze roku, zrobiła się interesująca...

Jakiś czas temu kupiłem wykładzinę, którą trzeba będzie przyciąć do odpowiednich rozmiarów, gdy śnieg stopnieje i będzie sucho. Będziemy ją przycinać na podwórku i domyślam się, że nie będzie to łatwe zadanie. Wykładzinę ułożymy w przedpokoju na dole, zastępując nią poprzednie trzy kawałki, prowizorycznie przycięte i dopasowane byle jak ponad dwadzieścia lat temu. Chyba już o tym pisałem... W naszym domu wszystko jest byle jak, podobnie jak w rodzinie... Niemniej w wielu rodzinach na pewno jest dużo, dużo gorzej. Najważniejsze, że nadal wszyscy żyjemy.


2013.03.02 / Sobota / 14:21 - Lisia Góra

Zachęcony promieniami słońca poszedłem dzisiaj na mały spacer po lesie. Już dawno minęły lata, gdy w to miejsce chodziliśmy całą rodziną, ale ja co jakiś czas lubię się przejść po szlakach turystycznych znajdujących się w bezpośrednim otoczeniu naszego domu. Na zdjęciu najwyższa wydma w okolicy - Lisia Góra. Ostatecznie spacer okazał się być mało przyjemny, bo nadal jest zimno, a las wciąż jest szary i nieciekawy. Jak we wszystkim - czekam na wiosnę. ;)

Z Asią dzisiaj się nie spotkałem, choć oboje mamy wolny dzień, ponieważ czekam cały czas na przyjazd siostry z Puław, po którą mam wyjechać samochodem. Przyjazd siostry opóźnił się, a ja czekam, czekam, czekam... Z rodziną.

Tata ma się lepiej, chodzi co jakiś czas do łazienki z cewnikiem i duży pije. W poniedziałek ma wizytę u urologa. Mama boi się cały czas środowego wyjazdu na badania, na które jedzie razem z całą rodziną. Ja we wtorek mam umówioną wizytę u dentysty w Izabelinie. Dobrze, że już się nie boję dentysty, po zeszłorocznych przejściach z usuwaniem zęba. Twardy facet ze mnie. ;)


2013.03.01 / Piątek / 20:46 - Karta z jedzeniami

Kolejne takie samo zdjęcie. ;) Tym razem zrobione w autobusie 708. Musiałem powrócić szybko z randki do domu, do Mamy, która została w nim sama, bo Tata ponownie trafił do szpitala, z takim samym problemem jak ostatnio. Teraz jest już w domu, z jakąś tajemniczą rurką sięgającą mu do pęcherza... Okropieństwo.

Na randce byliśmy po raz kolejny w Harendzie, w której ja ponownie zamówiłem frytki, a Asia pierś z kurczaka. Co prawda namawiałem Asię na Sandacza, ale odmówiła, mając na względzie moje finanse. ;) Po wizycie w Harendzie planowałem zabrać swoją kobietę do jakiegoś klubu, by trochę z nią potańczyć, ale niespodziewany telefon od Mamy wezwał mnie do domu i przerwał naszą zabawę. Trudno, na pewno jeszcze będziemy mieli okazję potańczyć w przyszłości. Po litrze piwa jestem niczym Patrick Swayze z "Dirty Dancing". ;)

Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Jutro kolejny dzień wolny.