2013.04.30 / Wtorek / 22:34 - Kładka na czarnym szlaku

Do Truskawia wróciliśmy czarnym szlakiem, który w niektórych miejscach biegnie po takich oto kładkach. Jak widać na zdjęciu, są one bardzo przydatne, a nawet niezbędne. Kilka lat temu ich nie było, ale teraz woda jakoś inaczej się rozlewa i bez nich byłoby marnie. W Truskawiu spotkaliśmy Tatę i siostrę, która akurat przyjechała z Puław, dzięki czemu nie musieliśmy iść pieszo przez las do domu. Spędziliśmy razem drugą noc, która skończyła się bardzo wcześnie, bo o godzinie 3:40, gdy musiałem wstać do pracy. Fajnie jest mieć Asię w łóżku, móc się do niej przytulić. I już nawet potrafię się wyspać, gdy leży obok mnie. :) Wcześniej trochę brakowało mi luzu, bałem się przekręcać z boku na bok, bo nie chciałem budzić swojej ukochanej, ale teraz jakoś przywykłem do jej obecności. :P

Szkoda tylko, że dom jest tak zasyfiony, taki zgrzybiały i śmierdzący. Dla normalnego człowieka wizyta w moim domu musi być traumatycznym przeżyciem. :) W tym roku chyba będę musiał sobie wymienić okno w pokoju, bo stare zupełnie zgniło i rozsypało się w kilku miejsach. Nawet klamka odpadła. Nowe okno to w pewnym sensie strata kasy, bo przecież i tak nie będziemy tu w przyszłości mieszkać, ale cóż... Chyba nie widzę innego wyjścia.


2013.04.30 / Wtorek / 22:23 - Asia w muzeum w Palmirach

Przeszliśmy się po cmentarzu, przeczytaliśmy na grobach kim byli ludzie, których Hitlerowcy zamordowali w tym miejscu nie tak dawno temu, a następnie zwiedziliśmy muzeum, do którego wstęp jest zupełnie darmowy. Być może nie jest ono okazałe, ale dobrze, że powstało w tym miejscu. Ciekawe ile kosztuje jego utrzymanie? Zdaje się, że nie tak mało. W muzeum w ciągu dnia przebywa troje pracowników, jeden ochroniarz i dwie panie w recepcji. Ciekawą mają pracę - siedzą na takim odludziu... Jest to filia Muzem Powstania Warszawskiego, którego do dziś nie zwiedziłem. Może kiedyś wreszcie się tam wybiorę, z Asią oczywiście. :)


2013.04.30 / Wtorek / 21:42 - Michał i Asia pod wiatą

Wiata przy rezerwacie Cyganka. Posiedzieliśmy sobie trochę, regenerując siły, ale niestety nie mieliśmy niczego do jedzenia, więc nie mogłem się wgryźć w jakąś smaczną kanapkę. Na szczęście dwa kilometry dalej, w muzeum przy cmentarzu w Palmirach, znaleźliśmy automat z batonikami, z którego wyjąłem Twixa i jeszcze jeden batonik, którego nazwy już nie pamiętam. Po drodze mineliśmy tylko kilka osób, ponieważ był to piątek, a turyści do Kampinoskiego Parku Narodowego przyjeżdżają głównie w weekendy. :) Zresztą... Pogoda nie była bardzo zachęcająca.


2013.04.30 / Wtorek / 20:02 - Asia zamordowała kwiatuszka

Zdjęcie zrobione pod Mogiłą Powstańców, która nie zmieściła się w kadrze. Zresztą nie ma czego załować, gdyż jest ona raczej nieciekawa. Asia zerwała jakiegoś kwiatka, po czym zamęczyła go swoimi małymi łapkami, a ja miałem okazję zrobić jej kilka zdjęć. Fajnie się idzie przez las o tej porze roku, gdy jeszcze nie ma komarów. Myślałem, że może pojedziemy na rowerach, ale okazało się, że każdy rower w naszym domu jest dla Asi za duży. :) Całą trasę pokonaliśmy więc pieszo, robiąc w ten sposób jakieś piętnaście kilometrów. Przydałyby mi się na takie warunki buty trekkingowe, ale jeszcze ich nie posiadam. Musiały mi wystarczyć glany.


2013.04.30 / Wtorek / 20:00 - Asia i kładka w Zaborowie Leśnym

Asia odwiedziła mnie w mojej puszczy. Przyjechała ze mną do domu wieczorem, a następnego dnia, mimo zastanawiającej pogody, wyruszyliśmy na szlak turystyczny biegnący do Mogiły Powstańców, oraz do Palmir. Pod Mogiłą Powstańców odbywały się niedawno uroczystości, na które przyjechało kilka znanych osobistości. Nie mogli brnąć przez błoto, które zazwyczaj o tej porze roku znajduje się w tym miejscu, dlatego wybudowano dla nich specjalną kładkę, z której teraz będą mogli korzystać także zwykli turyści. Jak miło. Na zdjęciu uwieczniłem ową kładkę, znak i Asię. Bardzo przyjemnie się z nią spacerowało po lesie, który spenetrowaliśmy razem po raz pierwszy. :)


2013.04.29 / Poniedziałek / 07:11 - Po wypłacie będę na zerze

Zdjęcie dodałem 29 kwietnia, w 35 urodziny swojej siostry. Wszystkiego najlepszego. :) Niestety wpis robię dopiero teraz, 6 maja, gdy niewiele pamiętam z tego co robiłem 29 kwietnia. Zdaje się, że jechałem windą z aparatem i robiłem sobie zdjęcie. ;) Chyba coś o finansach chciałem napisać. Tak, po wypłacie bedę na zerze. Uważacie, że głupio postępuję będąc cały czas na minusie? No to pamiętajcie, że jako naród my wszyscy jesteśmy stale na minusie, obecnie każdy mieszkaniec naszego kraju, niezależnie od wieku, jest winny 22 tysiące złotych, bo tyle właśnie wynosi nasz dług publiczny przypadający na jednego mieszkańca. Komu jesteśmy winni te pieniądze? Tym, którzy władają większością pieniędzy tego świata, zdaje się, że można ich nazwać Żydami. :) Cóż, byli sprytni i oszczędni, przez setki lat, dzięki czemu teraz rządzą wszystkim. Pamiętaj drogi Polaku - gdy urodzi Ci się dziecko, to już od pierwszego dnia będzie ono miało dług, obecnie 22 tysiące złotych, a ten dług stale rośnie. Rok temu wynosił 20 tysięcy złotych na mieszkańca, a dwa lata temu 18 tysięcy złotych. Może trzecia wojna światowa coś zmieni?

Ja w każdym razie postanawiam żyć oszczędnie. :P Tym razem mi się uda. Za pół roku będę bogaty. ;)


2013.04.26 / Piątek / 23:22 - Trzy dyski Western Digital

W moim komputerze zamieszkał trzeci dysk twardy, gdyż miejsce na dwóch poprzednich już zaczynało się kończyć. Mam więc łącznie 1320 GB pojemności dyskowej, co na razie w zupełności mi wystarcza. Dobrze, że ceny dysków w końcu spadły, bo rok temu były zdecydowanie zbyt wysokie. Kupuję dyski o pojemności 500 GB, a nie większe, ponieważ mój system operacyjny Windows XP, którego nie planuję póki co zmieniać, nie współpracuje z większymi. Oprócz dysków wewnętrznych mam trzy dyski zewnętrzne, wszystkie po 500 GB, dwa firmy Western Digital i jeden Seagate. Do tego doliczyć można 180 GB dysku w netbooku oraz 8 GB na pendrivie. ;)

Przyjemnie było rozkręcić komputer i przypomnieć sobie jak to jest grzebać w jego wnętrzu. Kiedyś duże, stacjonarne pecety były na porządku dziennym, obecnie sprzedaje się ich mniej, ludzie wolą laptopy, ale ja na zawsze pozostanę zwolennikiem zwykłych pecetów, w których można sobie wymienić dowolną część. Mój komputer nadal dobrze się trzyma, nadal ma niezły procesor, zadowalającą mnie pamięć RAM i przyjemną kartę graficzną. Komputery dzisiaj nie starzeją się już tak jak na początku minionej dekady, gdyż postęp techniczny zdecydowanie zwolnił, a raczej skupił się na minaturyzacji. No i dobrze.


2013.04.24 / Środa / 21:23 - Asia pod Kopą Cwila

W tle słynna Kopa Cwila. Jeszcze nigdy na nią nie wszedłem, ale przejeżdżałem pod nią wiele razy. To najwyższy punkt na Ursynowie. Spod kopy jest już niedaleko na kampus SGGW, więc po kolejnych kilku minutach jazdy byliśmy już na miejscu i wycieczka się zakończyła. Odprowadziłem Asię pod akademik i stwierdziłem tam, że powinienem napełnić jej brzuszek jedzonkiem, bo moja ukochana jeszcze nie jadła obiadu. Wcześniej dostałem ulotkę znajdującego się w pobliżu kampusu Da Grasso, spojrzałem na nią i stwierdzając, że pizza jest tam dosyć tania, postanowiłem zabrać Asię na wyżerkę. Rowerek poczekał na zewnątrz, a my w środku zjedliśmy sobie jedną dużą pizzę. W przeciwieństwie do tej z La Tomatina, w której ciasto jest cienkie, pizza z Da Grasso okazała się być bardzo sycąca, a nawet zapychająca. Zapchałem się nią już po zjedzeniu połowy swojej połowy, więc resztę musiałem oddać Asi. Może gdybym wcześniej nie objadał sie Snickersem i Twixem, dałbym radę.

Na tym skończyła się nasza rowerowa randka. Odprowadziłem Asię do akademika, czując, że popełniłem błąd sprzedając swój bilet na Ursynalia. W drodze do domu pomyślałem nawet, że w takim razie może kupię sobie nowy, ale przecież ceny biletów skoczyły w górę, a wkrótce będą jeszcze droższe. Ja za swój zapłaciłem 259 złotych, a jego obecna cena to już 299 złotych. Trudno, nie idziemy... :P Co prawda namawiałem Asię, by szła tam sama, lub z koleżanką, ale Asia odmawiała, co w zasadzie wydaje się dosyć rozsądne... No nic, ważne, że jestem bogaty. Mam już tylko minus tysiąc złotych. ;)

Koniec wydatków, koniec. Oszczędzam, do jasnej cholery. Podobno już za kilka lat mamy mieć dziecko. :P Musze tak wykombinować, żeby dziecko było mądre i w przyszłości dużo zarabiało. Następnie obłożę je podatkiem i będę sączył z niego kasę. ;) A gdyby tak mieć dużo bogatych dzieci? Ho ho. :)


2013.04.24 / Środa / 21:22 - Asia na rowerze Veturilo

Asia oddała mi swój bilet na Ursynalia, zawiedziona, a może nawet wewnętrznie wkurwiona na mnie za to, że najpierw jej go dałem, a później odebrałem, dlatego postanowiłem ją jakoś pocieszyć. Kupiłem jej widoczny na powyższym zdjęciu bukiet błękitnych kwiatów. Był tani, ale to nie znaczy, że nieładny. ;) Nie pamiętam tylko jak nazywają się te kwiatki... Asia mi mówiła, ale zapomniałem.

Z Wilanowa pojechaliśmy w kolejne miejsce, które kocham, czyli w Dolinę Służewiecką. Tam także chciałbym mieszkać. :P Dolina Służewiecka przypomina mi trochę okolice wąwozu w Lublinie i jest naprawdę urocza. Asia na rowerku także prezentowała się uroczo, choć chyba trochę się zmęczyła, bo w sumie razem ze mną zrobiła z 15 kilometrów. :)


2013.04.24 / Środa / 21:20 - Asia na skraju Ursynowa

Daleko w tle widać ursynowskie bloki, wszystkie ładne, wszystkie dosyć nowoczesne, jak przystało na nowoczesną dzielnicę, a na pierwszym planie widać wciąż-moją-dziewczynę, Asię Lewandowską. :) Asia na rowerze jeździ całkiem sprawnie, tylko raz wjechała na jezdnię, gdy świeciło się czerwone światło i tylko raz wjechała na mnie. :P Rowery Veturilo są dosyć ciężkie i podobno nie nadają się za bardzo do jazdy po lesie, ale myślę, że i tak są niezłe. Mają nawet wewnętrzną przerzutkę, z trzema biegami, które można zmieniać nawet na postoju (dzięki temu, że jest wewnętrzna). Po zrobieniu tego zdjęcia wjechaliśmy do Lasu Kabackiego i dojechaliśmy do Powsina, w którym byłem tylko raz w życiu. Z Powsina mogliśmy jechać tylko w jednym kierunku, czyli na Wilanów. Piękne okolice i bardzo przez mnie lubiane. Po drodze Asia zapytała się mnie jak wyobrażam sobie nasze życie, a raczej jak wyobrażam sobie to, że będziemy mieć dzieci. Dobre pytanie, wiedziałem, że Asia wcześniej czy później zacznie się zastanawiać jak można budować sensowny z wiązek z tak biednym mężczyzną jak ja. ;) A jak sobie wyobrażam naszą przyszłość? Spoko, pracując siedem dni w tygodniu, zdalnie, w mieszkaniu, jestem w stanie zarobić jakieś 4000 zł. :P Asię też zagoni się do jakiejś pracy i będzie bosko. ;) A tak naprawdę... Nie jestem bardzo poważnym facetem, i nie jestem bardzo dobrym kandydatem na partnera, ale znam wielu gorszych.


2013.04.24 / Środa / 21:19 - Pierwsza wycieczka rowerowa

Po załatwieniu spraw w Izabelinie (poczta, lekarz, apteka), wybrałem się do w dalszą drogę rowerem, do Warszawy. Tam wstąpiłem do PZU i do Merlina. W Merlinie.pl nadal trwa wspaniała promocja, polegająca na tym, że dokładnie każdą książkę można kupić o 30% taniej. Skorzystałem z tego zamawiając kolejnego Pratchetta i kolejną Musierowicz. Na więcej nie było mnie stać...

Spod Merlina ruszyłem dalej na południe, na ukochane Ursynów. Wiatr wiał mi w plecy, więc jechało się rewelacyjnie, a moim ostatecznym celem był oczywiście kampus SGGW, a konkretnie akademik Asi, który tym razem niechący minąłem, jadąc dalej. Na wiosnę wszystko jakoś inaczej wygląda. ;)

Asia wypożyczyła rower Veturilo, dzięki czemu dowiedziałem się jak wygląda ta skomplikowana operacja. Po chwili jechaliśmy już razem przez Ursynów, kierując się dalej na południe, moją ukochaną aleją Komisji Edukacji Narodowej, przy której kiedyś chciałbym zamieszkać. Po kilkunastu minutach miasto się skończyło i wjechaliśmy na pola pod lasem Kabackim, widoczne na powyższym zdjęcie. Tam także bardzo mi się podoba. Nie wiem co ja mam z tym Ursynowem i jego okolicami, że tak bardzo je wielbię, od zawsze.


2013.04.24 / Środa / 10:23 - Sójki na Google Street View

Od dzisiaj na Google Street View można znaleźć takie miasta jak Puławy, Kutno, Płońsk czy Dęblin, a przede wszystkim taką wieś jak Sójki! :) Na powyższym zdjęciu widać nasz stary dom, po prawej stronie ekranu. Widać też mur, na który się wspinałem, i po którym chodziłem. Był dużo wyższy ode mnie. Mieszkałem tam do dziesiątego roku swojego życia i mam do tego miejsca wielki sentyment. W tym roku powinienem tam w końcu pojechać, najchętniej rowerem. :P Mała, skromna wieś, ale dla mnie - wyjątkowa. Miejsce, w którym spędziło się dzieciństwo na zawsze już pozostaje wyjątkowe. Łezka się w oku kręci.

Puławy także bardzo ładnie się prezentują. Teraz każdy może je sobie zwiedzić, podobnie jak piękne miasto, jakim jest Deblin. ;) Ja wciąż czekam na swoją śmierć, po której, mam nadzieję, będę mógl podróżować w czasie. Wtedy zwiedzę sobie Sójki roku 1990 i zobaczę tam samego siebie, ośmioletniego, wcale nie chudego, grzecznego chłopczyka. :P

Za chwilę wsiadam na rower i jadę załatwiać różne sprawy w Izabelinie i Warszawie. Muszę poprawić swoją kondycję, jeśli planuję dojechać rowerem do Sójek. Zakładam strój kolarski, który nadal dobrze mi służy i mknę przed siebie, mimo dosyć deszczowej pogody... Może nawet dojadę na Ursynów, do Asi?

Wiadomość z ostatniej chwili - Truskaw także jest na Google Street View! :)


2013.04.23 / Wtorek / 14:30 - Ostre rżnięcie w Truskawiu

Dzisiaj są imieniny Taty. O godzinie 9:00 zacząłem piłować piłą łańcuchową drewno na opał. :) Myślałem, że skończę po dwóch godzinkach, ale minęło już pięć, a ja jestem dopiero w połowie roboty. Aktualnie mam przerwę na parówki, czyli na obiad. Świetna sprawa takie cięcie drewna. Przyjemnie jest popracować fizycznie, szczególnie, gdy pracuje się dla samego siebie. Fajnie byłoby być pilarzem, albo drwalem. Nie musiałbym nikogo oszukiwać w pracy... ;) Tata przeszkolił mnie w posługiwaniu się piłą łańcuchową i dzięki jego radom piłowanie idzie mi całkiem sprawnie. Na początku bardzo bolały mnie stawy w dłoniach i palce, ale po przekroczeniu pewnej granicy ból zaczął zanikać i obecnie nie odczuwam żadnych dolegliwości. Problemem jest jedynie stale przegrzewający się silnik piły, który co jakiś czas automatycznie się wyłącza, zmuszając mnie niepotrzebnie do przerw. Po drewnie chodzi mnóstwo owadów, takich, które lubią się w nie wgryzać. Jeden z nich wszedł mi do majtek i wgryzł się w czułą częśc mojego ciała. ;( Bolało, a przez chwilę myślałem nawet, że to pszczoła mnie użądliła, co byłoby straszne, ale po zajrzeniu do majtek znalazłem tam mrówkopodobnego, kolorowego owada, którego nazwy już nie pamiętam, choć Tata mi ją podał. Zaraz idę kontynuować swoje dzieło. Pogoda jest piękna, choć rano padał deszcz. Szkoda tylko, że upieprzyłem sobie spodnie żywicą. Będę musiał kupić kilka nowych par. ;)

Dzisiaj sprzedałem bilety na Ursynalia. W zasadzie to tylko swój bilet, bo ten Asi dopiero zamierzam sprzedać. Postanowiłem, że nie idziemy na ten żałosny festiwal, bo gwiazdy, które w tym roku będą na nim występować są naprawdę beznadziejne... Chyba już dawno nie było tam takiej kaszany. Orange Warsaw Festival zapowiada się świetnie, podobnie jak Impact Festival na Bemowie. Asia zapewne jest trochę zawiedziona, ale cóż... Część oszczędzonych w ten sposób pieniędzy wrzucę do skarbonki, w której stale odkładam fundusze na pierścionek zaręczynowy. Reszta oszczędzonych pieniędzy pokryje moje wydatki, takie jak choćby zakup kolejnego, trzeciego już dysku twardego do mojego komputera. ;)

Cholera, zrobiłem przechylone zdjęcie, co strasznie mnie denerwuje. Dziwne, przechyliłem zdjęcie mimo tego że używałem statywu. :P


2013.04.22 / Poniedziałek / 22:29 - Widok na Aleje Jerozolimskie

Oj, Orco Tower sie schowało za Marriotta. Kolega zrobił mi kilka zdjęć, ale żadne z nich nie nadaje sie do publikacji, być może dlatego, że wyglądam zastanawiająco marnie. Chyba powinienem się częściej golić, bo broda dodaje mi lat. Bez niej czuję się jak nastolatek. ;)

Stolica obecnie prezentuje się pięknie, w promieniach słońca, z błękitnym niebem i tymi wszystkimi radosnymi ludźmi na ulicach. Przede mną dwa dni wolne, podczas których będę musiał pociąć piłą łańcuchową drewno na opał. Jeśli pogoda się utrzyma to chętnie oba popołudnia spędzę na rowerze. Połączenie roweru i Warszawy to rozkosz.

Niestety, Mama coraz gorzej się czuje. W ciągu kilku dni jej sprawność ruchowa spadła o jakieś kilkadziesiąt procent... Znacznie mniej też je. I pomyśleć, że jeszcze rok temu przyszła z pracy pieszo, pokonując dziesięć kilometrów.

Wiosna jest radosna tylko dla zdrowych ludzi...


2013.04.22 / Poniedziałek / 22:23 - Ulubiony park kolegi

Piękna pogoda powróciła. Może nie jest tak ciepło jak kilka dni temu, ale za to trawa już się zazieleniła, a na drzewach pojawiły się pączki. Po pracy wybrałem się do widocznego powyżej parku, w którym znajduje się pomnik sapera. Spotkałem się tam z kolegą Łukaszem, który w owym parku zjawia się chyba codziennie, mimo że mieszka dosyć daleko od niego, bo na Muranowie. Nie widzieliśmy sie kilka miesięcy, a przez ten czas kolega zdążył wyłysieć na tyle, bym od razu zwrócił uwagę na jego przyrost łysiny. ;) Straszne... Mam nadzieję, że do mojego łysienia zostało jeszcze trochę czasu, choć ostatnio w lustrze zauważyłem dosyć niepokojące oznaki.

Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, a później przeszliśmy pisze własnie na Muranów. Po drodze wstąpiliśmy do Burger Kinga, w którym zamowiłem niepotrzebnie zbyt drogiego Whoopera.


2013.04.21 / Niedziela / 22:17 - I jeszcze raz na ławeczce

Cudownie artystyczny efekt strzeliłem, nie ma co. ;) Tonowanie sepią. Poważna sprawa. Czysty profesjonalizm. ;)

Planujemy już wspólną majówkę. Ja planuję ją spędzić w pracy, załapując się na bonusy, Asia natomiast będzie w tym czasie w Warszawie, czekając na weekend, który z pewnością spędzimy razem. Pozostaje pytanie w jaki sposób. Zaproponowałem, byśmy wsiedli na rowery i pojechali do rodzinnego domu Asi, który znajduje się nad Puszczą Kampinoską, po drugiej stronie Wisły. Nadal tam nie byłem i nadal nie poznałem rodzinców swojej wybranki, ale czy poznam już teraz? Czas pokaże.

Jeśli ten plan się nie uda, Asia spędzi ze mną weekend w równie przyjemny sposób - odwiedzając mnie w leśnym domu i jeżdżąc ze mna wycieczki rowerowe. Przez dwa dni zdążymy sobie urządzić... Dwie. No cóż, może jednak wezmę trzy dni wolne, poświęcając soczystego bonusa pieniężnego w imię miłości, która przecież w życiu jest najważniejsza. A może jednak zdrowie jest najważniejsze? Nigdy nie mogę się zdecydować...

Tata czuje się już chyba troszkę lepiej, tymczasowo. Mama niestety coraz gorzej. Ja, o dziwo, jeszcze żyję. Zdrowia życzę nie tylko swoim rodzicom, ale także mojemu przyjacielowi Jackowi, który ostatnio źle się czuje. Moje serce też od czasu do czasu boli, ale chyba jeszcze nie jest z nim tak źle. Jacka odwiedzimy wkrótce z Asią, wybieram się do niego od jakiegoś... Roku?

Wracając do zdjęć - proszę czytelników i czytelniczki mojego bloga o nakłonienie Asi do tego, by robiła mi jakiekolwiek zdjęcia. W przeciwnym razie moja szlachetna twarz będzie się tu pojawiać coraz rzadziej i rzadzej, aż w końcu blog Pana Michała stanie się blogiem Pani Asi. :P A może to już jest wspólny blog? Może wszystko jest wspólne, a Asia już prawie należy do mojej rodziny? :) Tak czy siak - domagam się fotografowania mnie samego! :)


2013.04.21 / Niedziela / 22:11 - Sun in her mouth

Moje robienie zdjęć polega na tym, że kieruję obiektyw w pożądaną przez siebie stronę, ustawiam jako taki kadr, a następnie zaczynam napierdalać dziesiątki zdjęć, licząc na to, że choć jedno będzie udane. ;) Zazwyczaj żadne nie jest udane, ale mniejsza z tym... Dobrze, że Asia od czasu do czasu pozwala się fotografować, bo gdyby mi tego zabroniła, usechłbym z żalu i smutku. ;) Wszak fotografowanie kobiety jest ważniejsze od samego jej posiadania.

Jako właściciel Asi chcę wydać z siebie okrzyk radości, gdyż za kilkanaście dni minie pięć miesięcy naszego związku. Mam zamiar posiadać Asię do końca życia i nikomu jej nie udostępniać. Samego siebie także nie planuję udostępniać innym kobietom, dybiącym na moje atrakcyjne jestestwo. :)


2013.04.21 / Niedziela / 22:04 - Asia na ławeczce

Proszę się nie dziwić, że ostatnio częściej można tu oglądać Asię, niż mnie samego. O ile ja jestem prawdziwym maniakiem fotografowania wszystkiego co się rusza i co się nie rusza, o tyle Asia nigdy nie bierze aparatu w ręce, nawet wtedy, gdy ją o to proszę, lub gdy tego żądam. W zasadzie Asia zawsze robi tylko to na co ma ochotę, co z pewnościa oznacza, że nie sprawdzam się jako jej pan i władca. Jeszcze trochę i Asia całkowicie podporządkuje mnie sobie i sam będę chodził jak w zegarku. ;) O nie, Pan Michał na zawsze pozostanie zbuntowany, nawet jeśli miałby się buntować przeciwko temu co wcale nie jest złe. ;)

Asia usiadła na ławeczce znajdujacej się w pobliżu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, a ja molestowałem ją fotograficznie, osiągając raczej przeciętne wyniki. Cóż, fotograf ze mnie marny, a i aparat przydałoby się wymienić... Na taki sam, tylko nie posiadający porysowanego obiektywu. ;)

Dobrze, mniejsza z tym, że zdjęcie jest takie sobie. Uwielbiam te nóżki i tę buźkę! :) Radosną, a zarazem trochę niegrzeczną. ;)


2013.04.21 / Niedziela / 21:57 - Z Asią nad Wisłą

W pracy ponownie poszło mi nieźle, ponownie napatoczyli mi się naiwni klienci... Nie trafiłem niestety na najlepszą klientkę, czyli słynną dziewicę Joannę, która do swojego nieistniejącego ukochanego pisze już ponad 10 lat. Ile ona wydała pieniędzy, ile czasu straciła, ilu pracowników naszej firmy uszczęśliwiła, poprawiając im wyniki... Kobieta masakra.

Z pracy wyszedłem po siedmiu godzinach i zwabiony przez Asię, wybrałem się na Ursynów. :) Asia myślała, że jutro mam dzień wolny, ale to nieprawda, gdyż jutro musze wstać wcześnie rano, by móc udać się na kolejny dyżur. Gdybym jutrzejszy dzień miał wolny, dzisiejszy wieczór z pewnością spędziłbym w towarzystwie Asi, ale z powodu mojej pracy musieliśmy się rozstać nieco wcześniej, zadledwie po dwóch godzinach.

Przeszliśmy przez ursynowskie osiedla, które bardzo chętnie bym zamieszkiwał (wszystkie) i doszliśmy do stacji Metro Stokłosy, skąd pojechaliśmy na Śródmieście. Tramwajem dostaliśmy się w okolice Mostu Poniatowskiego, z którego zeszliśmy na nadwiślański wał-deptak. Budowa metra i zamknięty tunel na Wisłostradzie nadal utrudniają spacerowanie po tej części miasta, ale jakoś daliśmy radę. Wszędzie wokół roiło się od młodych ludzi pijących piwo, ale ja nie miałem przy sobie żadnego alkoholu - skupiałem się więc na Asi, głównie na fotografowaniu jej. ;)


2013.04.19 / Piątek / 18:19 - Wiosenna szarzyzna

Ładna pogoda przeminęła. Po kilku cudownych dniach nadeszły dni ponure i szare. W pracy także gorzej - przez trzy ostatnie dyżury byłem najlepszy, zajmując pierwsze miejsce, a dzisiaj. Zająłem jedno z ostatnich. :) To pokazuje jak niewiele ode mnie zależy - najważniejsze jest to na jakich klientów się w danym dniu trafi. Na szczęście w firmie zaszły zmiany i teraz można zarabiać dużo nie tylko dzięki dobrej średniej, ale także dzięki dużej ilości wysłanych smsów. Próbowałem przez kilka dni wysyłać po 150 smsów na godzinę, ale szybko mi się to znudziło.... Zarobię tyle ile mam zarobić. Najważniejsze, że w rankingu miesięcznym znajduję się w pierwszej dziesiątce.

Po pracy nie było już żadnej randki, Asia pojechała do swojej rodziny, a ja wróciłem do domu. Wyszedłem z dyżuru już po sześciu godzinach, dzięki czemu miałem wolny cały wieczór. Na weekend ponownie przyjechała do nas siostra, a ja odebrałem ją z Truskawia, jadąć po nią samochodem.

Wkrótce będę musiał powrócić do robienia prawa jazdy, ale... Nie chce mi się w ogóle. :P Samochód najchętniej bym sprzedał w cholerę. Po co mi on?


2013.04.18 / Czwartek / 21:31 - Asia na obcasie

W Harendzie zamówiłem kurczaka z frytkami i surówką, a Asia jakąś rybę, której nazwy już nie pamiętam. Ja kurczaka jadłem po raz pierwszy i właściwie zjadłem całego - przeniosłem się więc na wyższy etap kulinarny, osiągnąłem nowy poziom wtajemniczenia spożywczego. ;) W Harendzie było bardzo przyjemnie, stoliki są już oczywiście rozstawione na dworze, dzięki czemu nie trzeba siedzieć w środku, który zresztą też jest całkiem fajny. Po najedzeniu się i wypiciu piwka wyruszliśmy na dalszy spacer - zeszliśmy na dół, na ulicę Smolną, którą doszliśmy do Starego Miasta. Przeszliśmy je całe, po drodze znajdując różyczkę leżącą na bruku, w którą niechcący wdepnąłem. Podarowałem ją Asi, więc ogólnie można stwierdzić, że Asia dostała ode mnie już trzy kwiatki. ;) Bukiet dostanie w przyszłości... Bliskiej, lub dalszej.

Po wyjściu ze Starego Miasta chciałem odwieźć Asię autobusm na Ursynów, ale ona nie chciała, co poskutkowało tym, że ja odjechałem autobusem w kierunku Ursynowa, a Asia została na miejscu. :) Uparta dziewczyna. Musiałem wysiąść na następnym przystanku i wrócić się do niej, ale trudno, mam dziewczynę z charakterkiem i muszę się z tym liczyć, że robi to co chce. ;) Może kiedyś ulegnie i będzie chodzić jak w zegarku, słuchając się swojego pana. ;> Do zdjeć też nie chciała pozować, dlatego na powyższej fotce nie widać jej buźki. :)

Rozstaliśmy się na stacji Metro Ratusz-Arsenał i każde z nas pojechało w swoim kierunku. Bardzo, bardzo fajnie, że to słoneczne popołudnie miałem z kim spędzić. Asia po raz pierwszy miała buty na wysokim obcasie, dzięki czemu prezentowała się jeszcze bardziej kobieco niż na każdej wcześniejszej randce. Najważniejsze, że w końcu mogłem jej zamówić coś do zjedzenia i zapłacić za nią, jak przystało na prawdziwego dżentelmena. ;) Koniec afery Bombaj Masala? ;)


2013.04.18 / Czwartek / 21:27 - Widok z góry

Drugi dzień pracy także okazał się być pozytywny, wynik miałem jeszcze lepszy, ponownie zająłem pierwsze miejsce, dzięki czemu dostałem bonusa. Po sześciu godzinach wyszedłem z pracy, z postanowieniem zaproszenia Asi na spacer i na coś obiad. Tym razem zgodziła się coś ze mną zjeść, mądrze odrzucając swoją niemądrą zasadę finansową. ;) Najpierw pojechałem po nią na Ursynów, a nastepnie razem dostaliśmy się na Śródmieście, gdzie przeszliśmy sobie przez Ogród Saski i Plac Piłsudskiego do Harendy. Pogoda była jeszcze lepsza niż dzień wcześniej. Czysta rozkosz słoneczna. Wszyscy ludzie cieszyli się z prawdziwej wiosny, jak małe dzieci. :)


2013.04.17 / Środa / 21:10 - Z Asią na Polu Mokotowskim

Powrót do pracy po czterech wolnych dniach był bezbolesny i przyniósł rewelacyjne wyniki, a sam dyżur skończył się o godzinie 16:30, dzięki czemu po pracy miałem czas na spotkanie się z moją ukochaną kobietą. :) Wcześniej pojechałem do Merlina.pl, odebrać najnowszą płytę Yeah Yeah Yeahs, która po przesłuchaniu okazała się być niestety bardzo przeciętna, mało angażująca, a nawet nudna. Szkoda. Z Merlina.pl dostałem się na stację Metro Ursynów, na której czekała na mnie Asia. Razem pojechaliśmy na Pole Mokotowskie, które widać na powyższym zdjęciu. Posiedzieliśmy sobie na miejscu, popatrzyliśmy na ludzi i psy, nacieszyliśmy się promieniami słonecznymi. Namawiałem Asię na to, byśmy wstąpili do jakiegoś baru, na cokolwiek do zjedzenia, ale Asia odmawiała, trzymając się swojej nowej zasady finansowej. Nakarmiłem ją więc kanapką z żółtym serem, która została mi po dyżurze. ;)

Z pięknego Pola Mokotowskiego pojechaliśmy tramwajem do Złotych Tarasów. W tym dniu po raz pierwszy miałem na nogach swoje nowe buty Ecco, które okazały się być wygodne, ale niestety bardzo delikatne i wrażliwe na otarcia. Można powiedzieć, że ściachałem je sobie już po jednym dniu użytkowania, bo ocierając się niechcący o różne kamienie i inne miejskie elementy, zrobiłem na nich wiele rysek, które sprawiają, że buty nie wyglądają już tak elegancko. Czyżby bardzo droga tanteda? :/ W Złotych Tarasach poszliśmy do Komputronika, w którym odebrałem nowy napęd DVD do swojego komputera (poprzedni przestał czytać płyty CD), a także do sklepu InterSport, w którym oglądaliśmy wszelkie sportowe akceroria i ubiory. Powinienem kupić swojej dziewczynie rolki, ale na razie mnie na nie nie stać... Może na przyszłe urodziny? ;) W dziale z hantlami wypatrzyłem odpowiednie dla siebie, ważące 3 kg hantelki, które postanowiłem nabyć. Szybko podjąłem decyzję i zaniosłem je do kasy - tym sposobem zrobiłem pierwszy krok w kierunku budowania muskulatury. ;) 3 kg to całkiem sporo jak na moje mizerne ciałko pozbawione jakichkolwiek tkanek, ale lżejsze ciężarki byłyby jednak zbyt... Lekkie. ;)

Na koniec naszej randki pojechaliśmy do paczkomatu na Bielanach, gdzie zosawiłem Asię samą, wskazując jej drogę do metra i wracając do domu swoim autobusem. :P Na szczęście nie zgubiła się, trafiła na miejsce, przeżyła. Pogoda była rewelacyjna, Asia jak zwykle była rozkoszna, a ja po prostu radosny i szczęśliwy.


2013.04.16 / Wtorek / 21:57 - Rowerowa rozkosz

To była jedna z najprzyjemniejszych wycieczek rowerowych w moim życiu. Zima ciągnęła się tak długo, że w końcu nadejście prawdziwie ciepłego, słonecznego dnia, było prawdziwą rozkoszą. Wsiadłem na swój czerwony rower i pojechałem nim przez Truskaw, Hornówek, Lipków i Babice Stare do Warszawy. Udałem się na Bemowo, na teren ukochanej od lat Wojskowej Akademii Technicznej. Odwiedzenie miejsca, w którym spędzałem tak wiele czasu w młodości, a raczej w dzieciństwie, przywołało wspomnienia i sprawiło, że poczułem się jak za dawnych lat. Co prawda wszędzie zaszły zmiany, wszystko wygląda nieco inaczej, wybudowano nowe budynki, powstały nowe osiedla, zrobiono nowe ścieżki rowerowe, ale dużo miejsc pozostało bez zmian i utrzymał się w nich stary klimat. Na terenie samej akademii spotkać można obecnie więcej cywilnych dziewczyn, studentek, niż studentów w wojskowych mundurach, ale mi to nie przeszkadza. :P Z WATu pojechałem na Bemowo, z Bemowa na Chomiczówkę, a z Chomiczówki wróciłem do domu, słuchając po drodze pierwszej płyty Cool Kids Of Death, która bardzo przypadła mi do gustu. Dawno już nie czułem takiej przyjemności, dawno już tak się nie cieszyłem światem, rowerem, piękną pogodą i zdrowiem. Chciałem pojechać też do Asi, na Ursynów, ale obliczyłem, że dojazd tam zająłby zbyt wiele czasu i do domu wróciłbym zbyt późno. Cóż, pojeżdżę z Asią na rowerach w jakimś innym dniu, słonecznym i ciepłym, a może nawet gorącym. :)

Wielka szkoda, że do pracy nie mogę dojeżdżać rowerem, ale może coś wykombinuję w tej sprawie... Niech ktoś mi kupi składanego Dahona, którego mógłbym chować do firmowej szafy. ;)


2013.04.16 / Wtorek / 14:51 - Mizerny efekt końcowy

Po położeniu wykładziny okazało się, że folia jednak nie była dostatecznie sztywno ułożona, przez co zagięła się na środku, co poskutkowało tym, że wykładzina nie trafiała dokładnie w kształt przedpokoju. Po prawej stronie, przy wejściu do kuchni, mieliśmy niewielki nadmiar, a po lewej niewielki brak. Nadmiar dało się przyciąć, brak pozostał, ale jest on zaledwie kilkumilimetrowy, więc nie jest tak źle. Najgorzej, że po środku także występuje pewien nadmiar, przez co wykładzina się marszczy i naprawdę ciężko byłoby ją teraz przyciąć do odpowiednich rozmiarów. Mamy kilka fałdek przed wejściem do kuchni, ale już nic nie będziemy z nimi robić. Niech będzie tak jak jest. :P

Po czterech godzinach męczarnia z wykładziną była skończona. Przyciąłem jeszcze tylko kawałek na samym dole, inną metodą, prostszą, którą stosowałbym następnym razem. Cała ta folia była według mnie zbędna, znacznie lepiej było przyciąć wykładzinę do rozmiarów przedpokoju zgodnie z pomiarami, z niewielką zakładką, a następnie, już na miejscu, dociąć ją tak, by dotykała do ścian. Po co utrudniać sobie życie jakąś folią? Trudno... To był pomysł Taty.

Niemniej fajnie było sobie popracować, zrobić coś dla swojego paskudnego domu, dla swojej rodziny. To, że Tata nigdy wcześniej nawet nie pomyślał o kupieniu nowej wykładziny jest żałosne i pokazuje, jaki marazm panuje, a raczej panował, w naszym domu przez wszystkie te lata. Szkoda gadać, szkoda pisać.

Pracę skończyłem o godzinie 14:00 i po zjedzeniu obiadu wsiadłem na rower, by wykorzystać resztę pięknego, słonecznego dnia. :)


2013.04.16 / Wtorek / 14:50 - Przycinanie wykładziny

Pogoda była rewelacyjna, słońce świeciło tak mocno i było tak ciepło jak nigdy wcześniej w tym roku. Tata instruował mnie i pouczał, dokładnie tak jak przez wszystkie wcześniejsze lata. Ogólnie poczułem się jak za starych, dobrych czasów, gdy nasza rodzina skupiała się na czymś innym niż tylko chorobach i umieraniu. Po wycięciu w folii kształtu przedpokoju, ułożyiśmy ją na wykładzinie, która okazała się być nieco mniejsza niż napisano na niej w sklepie. To bardzo denerwujące, że zapłaciłem za konkretny rozmiar wykładziny, a dostałem mniejszy - duży minus dla Komfortu. :/ Zabrakło kawałków, które miały zakryć podłogę przy drzwiach do pokoju i do kotłowni. Na długość wykładzina także była nieco za krótka. Szkoda.

Na szczęście jej przycinanie okazało się dużo łatwiejsze od przycinania folii, stary scyzoryk Taty, naostrzony do granic możliwości, okazał się być doskonałym narzędziem. Po kilkunastu minutach wykładzina uzyskała docelowy kształt i była gotowa do położenia jej we właściwym miejscu.


2013.04.16 / Wtorek / 14:47 - Przycinanie folii

Zimą kupiłem w Komforcie nową wykładzinę, którą postanowiłem zastąpić trzy stare kawałki wykładziny leżące w przedpokoju na dole od dwudziestu lat. Tata opracował sposób przycięcia wykładziny do rozmiarów przedpokoju, który polegał na tym, że najpierw ułożyliśmy na podłodzę folię i właśnie ją przycieliśmy do odpowiednich rozmiarów, zgodnie z kształtem przedpokoju. Samo układanie i przycinanie folii zajęło nam ponad dwie godziny i była to bardzo ciężka robota. Okazało się, że naprawdę niełatwo jest ciąć folię scyzorykiem. Najważniejsze było unieruchomienie jej, bo jakiekolwiek zagięcie skutkować mogło uzyskaniem niewłaściwego kształtu.


2013.04.15 / Poniedziałek / 12:03 - Łosie też kochają wiosnę

Powróciłem do domu w lesie i mam dwa dni wolne. Do domu wróciliśmy z Asią PKSem, przez Dęblin i Maciejowice. Pogoda jest piękna, taka na jaką czekaliśmy. Modem mam już wywieszony za okno, dzięki czemu łączę się z Internetem z dużo większą prędkością.

Dzień zacząłem od pojechania z sąsiadem do Borzęcina, do warsztatu samochodwego, w którym nareszcie naprawiono moje zepsute koło. Powietrze z opony schodziło dlatego, że felga była uderzona i zagięta do środka, ale za jedyne 20 złotych wszystko naprawiono i mamy teraz święty spokój. Po powrocie pojechałem samochodem po zakupy do Truskawia, a następnie odstawiłem samochód do garażu sąsiada, by mógł on dokonać wymiany tylnego wahacza. Nie wiem dokładnie co to takiego, ale najważniejsze, że sąsiad wie, tak samo jak mój Tata, który za własne pieniądze kupił ów wahacz już kilka miesięcy temu. Taka wymiana zajmuje jakieś pięć godzin, więc będziemy musieli zapłacić sąsiadowi odpowiednią sumę, bo nie można mu się stale odwdzięczać piwem. ;)

Po powrocie od sąsiada wsiadłem na rower i pojechałem nim do Truskawia, by po raz drugi zrobić zakupy. Wcześniej zapomniałem kilku rzeczy... Stwierdziłem, że w taką pogodę rowerem jedzie się o wiele przyjemniej niż samochodem, nawet wtedy, gdy wiezie się nim duże, ciężkie torby z zakupami. Po drodze spotkałem trzy łosie, spośród których jednego, a raczej jedną, bo to samica, czyli klempa, uwieczniłem na powyższym zdjęciu. Kiedyś podochodziłem do łosi naprawdę blisko, by zrobić im zdjęcie, ale od czasu gdy jeden zdenerwowany łoś mnie pognił, staram się trzymać od nich z daleka.

Dzisiaj na naszej łące pasły się owce i kozy, przyprowadzone przez ludzi z Budy, czyli z pobliskiej miejscowości. Mama nawet wyszła na dwór, by popatrzeć na zwierzęta, ale szybko wróciła do domu. Mam nadzieję, że będzie wychodzić częściej, gdy zrobi się ciepło. Tata w środę znowu jedzie do szpitala, i być może znowu tam zostanie... Ogólnie w rodzinie jest ciężko, ale nareszcie nadeszła wiosna, która choć trochę poprawia nam nastrój.

Za chwilę idę na dwór napompować koła w swoich rowerach, i umyć glany, a następnie, korzystając z ładnej pogody... Pogram w GTA IV? ;) Właśnie je sobie kupiłem...


2013.04.13 / Sobota / 21:20 - W Mięćmierzu bez zmian

Piękne tereny. Patrząc na tą okolicę mam ochotę wsiąść na rower i pojechać tam daleko, na horyzont, w jakiś piękny, słoneczny dzień. Obecnie poziom Wisły podniósł się, ale nie wygląda na niebezpieczny. Do Kazimirza wróciliśmy ścieżką idącą wzdłuż Wisły, choć planowałem zabrać Asię do Zajazdu Piastowskiego, na jakiś obiad... Ostatecznie w mieście wstąpiliśmy do skromnej restauracyjki Widok, w której zamówiłem dla siebie cztery placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym. Asia, trzymając się dosyć dziwnej zasady, według której nie zezwala mi na kupienie sobie czegokolwiek, nie zamówiła niczego do jedzenia. Podzieliłem się więc z nią plackami, które były całkiem niezłe i w sumie całkiem tanie. ;)

Gdzieś w międzyczasie zaczął padać deszcz i nadeszła krótka burza. Szybko jednak przestało padać, powróciło słońce i na koniec naszej wizyty posiedzieliśmy na rynku, patrząc na ludzi, psy oraz Cyganki, stale uprzykrzające życie każdej osobie odwiedzającej Kazimierz Dolny nad Wisłą.

Do Puław powróciliśmy po godzinie 15:00, być może zbyt wcześnie, ale dzięki temu miałem czas na dorwanie się do Internetu i ściągnięcie dziesiątek filmów z Chomika. Pieniądze na transfer miałem dzięki temu, że utrzymanie mojej Asi nagle zmalało, odkąd zabroniła mi cokolwiek dla siebie kupować. ;) Martwię się jednak, bo jako materialista, lubię wydawać pieniądze na swoją kobietę. Mam nadzieje, że Asia niebawem porzuci swoją zasadę. :P


2013.04.13 / Sobota / 21:19 - Asia w Mięćmierzu

Tej kapliczki wcześniej chyba tutaj nie było... Nie pamiętam. Na pewno znikła gdzieś niepokojąca tabliczka z napisem "teren prywatny", która wisiała tu wcześniej. Dobrze, bo ogrodzenie tego terenu i przywłaszczenie go przez kogokolwiek, byłoby czymś okropnym. Miejmy nadzieję, że nigdy tak się nie stanie, choć w kapitaliźmie takie gówna są jednak możliwe...

Wspaniale było mieć przy sobie Asię w Kazimierzu i Miećmierzu. :) Wspaniale było miec Asię w Puławach, bo tak w ogóle to... Wspaniale jest mieć Asię. :)


2013.04.13 / Sobota / 21:18 - Z Asią i piwkiem w Mięćmierzu

Przed przyjściem do Mięćmierza odwiedziliśmy stary, opuszczony dom, w którym Asia wybrudziła sobie kurtkę, ocierając się niechcący o ścianę. Tuż przed samą górką wdepneliśmy ponownie w błocko, które upaskudziło nam buty po raz drugi. Cały spacer był jednak jak zwykle piękny, pogoda nadal dopisywała i z rozkoszą rozsiadłem się w swoim ukochanym miejscu, ze swoją ukochaną kobiety, by wypić to niedobre piwo, ze skromną zawartością alkoholu. Zdecydowanie odradzam ten dziwny, amerykański twór smakujący jak siki... :/ Drugie piwko było lepsze, ale także miało skromną zawartość alkoholu - ciemne, łagodne Książęce, o nieco kawowym aromacie. Aromat Asi był taki jak zawsze - ładny, przyjemny, słodki. ;)

Postanowiliśmy nie iść do wiatraka i na kolejną górkę, znajdującą się za wsią. Posiedzieliśmy sobie, porozglądaliśmy się, zrelaksowaliśmy. Jednym słowem - Mięćmierz.


2013.04.13 / Sobota / 21:17 - Wałem do Mięćmierza

Po zejściu z błotnistej drogi weszliśmy na ładnie wybetonowany wał nad Wisłą. Po lewej stronie znajduje się stary kamieniołom i po minięciu go można już zacząć krótką wspinaczkę do Mięćmierza. Moje zdrowie fizyczne jest nadal bardzo marne, bo po wejściu na tą niewielką przecież górkę znowu zacząłem odczuwać bóle kręgosłupa i miednicy, które na szczęście szybko minęły. Poza tym ostatnio już od kilku dni boli mnie brzuch... Nie wiem czemu. :( To takie samo uczucie jak wtedy, gdy człowieka złapie kolka, tylko odczuwam ją z obu stron.


2013.04.13 / Sobota / 21:14 - Kazimierskie błoto

Na drodze do Miećmierza napotakliśmy pewne problemy natury bardzo błotnistej. Asia wdepła w sam środek miękkiego, ciepłego, wilgotnego błotka, które oblepiło jej but. Moje glany też się zabrudziły, ale wiadomo, glany to glany, są niezniszczalne. Swoją drogą, ta kazimierska uliczka jest bardzo, bardzo ładna i znajdują się przy niej naprawdę rewelacyjne domy.


2013.04.13 / Sobota / 21:09 - Asia w Kazimierzu Dolnym

Z rynku udaliśmy się do sanktuarium, do którego wchodzi się po słynnych, drewnianych schodach. Na górze można spojrzeć na miasto przez widoczną na powyższym zdjęciu wnękę w murze. Z sanktuarium wyruszyliśmy na nieco dłuższy spacer, do mojego ukochanego Mięćmierza. Miasto o tej porze roku wygląda pięknie, tak samo zresztą jak o każdej innej. ;) Co prawda na drzewach nie ma jeszcze liści, ale dzięki temu wszystko jest bardziej przejrzyste.


2013.04.13 / Sobota / 21:05 - Kazimierz Dolny przed inwazją

W piątek pogoda była okropna, ale nasza wspólna sobota okazała się być dniem pięknym, słonecznym i ciepłym, dzięki czemu nie musieliśmy siedzieć w mieszkaniu, tylko pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego, w którym Asia nigdy jeszcze nie była. Wybraliśmy się tam dosyć wcześnie, dzięki czemu na miejscu zastaliśmy bardzo niewielką liczbę osób, zdaje się, że samych tubylców. Na rynku nie kupiliśmy lodów, gdyż o tej godzinie lodziarnia była jeszcze zamknięta, ale poszliśmy do Polskiego Jarmarku, w którym, jak zawsze, chciałem kupić laskę. Kosztuje ona 88 złotych i jest bardzo ładna, zrobiona z bambusa, z kulką na górze. Kiedyś w końcu ją sobie kupię! :P Asia nie chciała bym cokolwiek jej kupował, gdyż ostatnio, po pewnej notce, którą tutaj umieściłem, zabrania mi wydawać na siebie pieniądze. Udowadnia w ten sposób, że nie jest materialistką, co przecież i tak dobrze wiem. ;)



2013.04.13 / Sobota / 07:38 - Asia Michał i TV w Dęblinie

W piątek, po moim rewelacyjnym dyżurze, wyruszyliśmy w podróż do Puław. Miałem przy sobie telewizor, który przywiozłem z sobą do firmy wcześnie rano, więc Asia od czasu do czasu pomagała mi go nieść. Nie jest bardzo ciężki, ale jednak... Było ciężko. ;) Pociąg jechał bardzo powoli, ponieważ był to pociąg Kolei Mazowieckich, który zatrzymuje się na każdej, nawet najmniejszej stacji. Jechaliśmy w przedziale rowerowym, w którym łatwo przewozi się różne większe bagaże, i w którym trzej całkiem sympatyczni mężczyżni pili wódkę, palili papierosy i grali w karty. W końcu, po niemal trzech godzinach, dotarliśmy do Dęblina, w którym akurat padał deszcz. Tam kupiliśmy bilety na kolejny pociąg osobowy, którym dostaliśmy się do Puław. Na miejscu wsiedliśmy do taksówki, która za 13 złotych przewiozła nas z dworca na osiedle. Ostatnim zadaniem było zrobienie zakupów w Stokrotce, na które wydałem sto złotych. Tym sposobem rozpoczął się nasz wspólny czas wolny... Dzięki telewizorowi mieszkanie siostry jest dużo przyjemniejsze i od teraz będę tam jeździł jeszcze chętniej. :P Czekam tylko, aż siostra przejdzie z analogowej telewizji kablowej na cyfrową. Jej abonament miesięczny wzrośnie wtedy o 10 złotych.


2013.04.09 / Wtorek / 22:56 - Jutro piąte urodziny bloga

Zdjęcie nieaktualne - sprzed trzech dni. Dzisiaj pogoda znowu była marna, słońce gdzieś się schowało i zrobiło się zimniej. :(

Jutro piąte urodziny mojego bloga. Chciałem zrobić wielkie podsumowanie ostatnich pięciu lat, miesiąc po miesiącu, ale nie mam na to czasu. Poza tym byłoby tam za dużo wspominania różnych dziewczyn z przeszłości, co nie jest to wskazane ze względu na to, że Asia bardzo nie lubi jakichkolwiek wspomnien uczuciowych. W sumie mnie to cieszy, bo jest to oznaką zaangażowania z jej strony. Oby Asia nie została nigdy jedynie wspomnienem...

Tak czy siak, nie ma potrzeby robienia podsumowania, bo przecież każdy może teraz przejść do pierwszego wpisu i poświęcić kilkanaście, lub kilkadziesiąt godzin na przeczytanie bloga od deski do deski. Ostatnio wracam sobie do starych wpisów, by przypomnieć sobie tamte dobre czasy i jest to bardzo przyjemne doświadczenie, choć także trochę smutne. Moim ulubionym okresem jest jesień i zima pierwszego roku pisania bloga, czyli 2008 - czasu mojego przebudzenia. Miałem wtedy dużo swobodniejszy umysł niż teraz. Wiosna roku 2009 także była interesująca, także był to czas realnego przebudzenia i zarazem jeden z najszczęśliwszych okresów mojego życia... Dość. Było, minęło i nie wróci. Poczytać jednak zawsze można...

W pracy podpisałem rachunek i uśmiechnąłem się przy tym, bo okazało się, że zarobię o kilkaset złotych więcej niż szacowałem. Bardzo fajnie, że nie sama średnia jest brana pod uwagę, ale także inne czynniki, jak na przykład ilość napisanych smsów, czy poważne podejście do pracy. W ogóle w firmie jest coraz lepiej, od kwietnia obowiązują nowe, lepsze zasady...

Kupiłem dzisiaj bilety na pociąg, którym razem z Asią dostanę się za trzy dni do Puław. Fajnie będzie chociaż na chwilę uciec od tych wszystkich problemów rodzinnych, wyjechać z Warszawy i odpocząć wraz z ukochaną dziewczyną. Asi nie widziałem już ze dwa tygodnie, przez co stęskniłem się za nią trochę, a nawet bardziej. :) Chciałbym mieć Asię cały czas przy sobie, chciałbym z nią mieszkać, ale na razie nie jest to możliwe... To jeszcze nie ten okres naszego życia.

Za niecałą godzinę będę mógł mówić, że mam Tatę-siedemdziesięciolatka. Chętnie poznam go jako trzydziestolatka, po śmierci, gdy wszystko będzie możliwe...

Kładę się do wyrka. Obejrzę sobie "Terminatora" na swoim dużym telewizorze...


2013.04.08 / Poniedziałek / 14:15 - Dwa Sony

Ten mniejszy, z prawej strony, pojedzie w piątek do Puław. Najrozsądniej byłoby go wysłać kurierem, ale ja jestem na tyle porąbany, że będę go wiózł pociągiem osobowym i taksówką. W sumie za tę operację zapłacę więcej niż za kuriera, ale za to wszystko zrobię osobiście. Ach, jaki będę z siebie dumny... ;)

Mój nowy telewizor już zmalał. Nie wydaje się być tak duży jak pierwszego dnia. Wszystko wskazuje więc na to, że niezależnie od tego jak duży telewizor się kupi, po pewnym czasie i tak okaże się on być za mały. Nie marudzę jednak ani trochę, jestem teraz w pełni zadowolony, usatysfakcjonowany, spełniony technologicznie. ;) Niekiedy nawet znajduję chwilę wolnego czasu na to, by obejrzeć jakiś film! Woody Allen - ostatnio on jest moim mistrzem, każdy jego film jest dobry, bardzo dobry, lub wspaniały. Nieważne, że wszystkie są do siebie podobne...

Dzisiaj mam dzień wolny, jutro powracam na kilka dni do pracy, a następnie wypoczywam, z Asią w Puławach i w domu, z Mamą. Mama czuje się gorzej, bóle kości podobno przybierają na sile, a do tego dochodzą różne inne problemy... Cóż jednak można na to poradzić? Kupiłbym Mamie wygodniejszy fotel, z oparciem pod głowę, gdybym miał pieniądze...

Jeszcze rok temu myślałem o tym, by kupić Mamie nowy rower, by wygodniej się jej jeździło do pracy i po zakupy. Tacie chciałem kupić nowy aparat fotograficzny, by mógł robić zdjęcia podczas swoich wycieczek rowerowych po puszczy. Minął jednak rok i wszystko się zmieniło - rzeczy okazały się niepotrzebne, z rodziców ulotniło się życie, została tylko cząstka... Niedawno czytałem stare wpisy ze swojego bloga, z jesieni roku 2008. Pisałem wtedy, że jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że w naszej rodzinie wszystko jest w porządku i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Nie ma tak łatwo... O to chodzi w życiu, że stale się coś zmienia, że nic nie trwa wiecznie, że wszystko zmierza do końca. Powinienem się teraz cieszyć, że jestem w miarę młodym człowiekiem, trzydziestolatkiem, który ma przed sobą jeszcze tak wiele dobrego... Cieszę się, naprawdę się cieszę. Jestem szczęśliwy. Tyle że po prostu kiedyś byłem szczęśliwszy...

Za trzy dni minie pięć lat pisania mojego bloga. Dziwne. Przecież niedawno mijał rok... Później wszystko jakby przyspieszyło. Wszystko stale przyspiesza. Jeszcze chwilka i blog będzie miał dziesięć lat, a wpis, który teraz tworzę, będzie odległym wspomnieniem piękniejszej przeszłości...

Dosyć tego lania wody. Idę się czymś zająć. Wiem, że mógłbym się zająć czymś, co w przyszłości być może doprowadziło mnie do większych zarobków, ale... Nawet jeśli będę dużo zarabiał, moje życie skończy się w ten sam sposób, a dzieciństwo i młodość, będą najpiękniejszym okresem, do którego niestety nie można już powrócić. Zajmę się więc czymś głupim, dam swojemu staremu mózgowi odpoczać, mimo tego że odpoczywał przez całe życie...

Dzisiaj zmarła Margaret Thatcher, ta od Adriana Mole'a. Za dwa dni premiera czwartej płyty mojego ukochanego The Knife. Już ją sobie zamówiłem. The Needle Drop, mój ulubiony krytyk muzyczny z YouTube, wystawił jej ocenę 9/10. Spodziewam się rewelacji, jakiej zawsze można się spodziewać po Karin Dreijer i jej bracie Olafie.

W tym całym świecie, który szybko przemija i stale umiera, muzyka zdaje się być dla mnie czymś najważniejszym. Obym nigdy nie stracił słuchu...

Czy wspominałem o tym, że minęły cztery miesiące mojego związku z Asią? Jeśli nie - wspominam. I powtarzam - wspaniale, że mam Asię.

Jeden z najlepszych utworów ever...


2013.04.08 / Poniedziałek / 12:40 - Rowerem na spotkanie z wiosną

Nareszcie zrobiło się słonecznie i ciepło, choć nie na tyle, by śnieg się od razu rozpuścił. Mamy w tej chwili coś pomiędzy zimą, a wiosną, z czego ja osobiście bardzo się cieszę. Skorzystałem z ładniejszej niż ostatnio pogody i pojeździłem sobie rowerem po naszej gminie Izabelin, gdyż miałem kilka spraw do załatwienia. Co prawda początkowo chciałem pojechać do Izabelina samochodem, ale okazało się, że powietrze schodzi z koła szybciej niż przypuszczałem, tak szybko, że nawet słychać syczenie. Chyba jeszcze o tym nie wspominałem, ale mamy kolejną awarię w samochodzie - pewnego dnia okazało się, że w prawym, przednim kole mamy kapcia. Na szczęście oponę dało się jeszcze napompować i powietrze jako tako się w niej trzyma, ale samochodem nie można wybrać się na żadną dłuższą wyprawę, co zresztą i tak nie jest możliwe, gdy nie ma się prawa jazdy. ;) Oponę trzeba będzie jakoś naprawić, w czym pomóc ma nasz niezawodny sąsiad... Niestety możliwe to będzie dopiero po moim powrocie z Puław, bo na piątkowy poranek potrzebuję samochodu, aby dostać się nim do Truskawia, wraz z telewizorem, który będę wtedy wiózł do Puław. Młodsza siostra wstanie wcześnie rano i mnie przewiezie... Naprawdę wolałbym nie dźwigać tego tv przez las. ;)

Dość jednak o samochodzie - rower jest lepszy. Dzisiaj przypomniałem sobie jaką przyjemnością jest jazda na moim Authorze Thema. :) Rozkosz porównywalna z seksem. Od razu zapragnąłem pojechać nim gdzies dalej, do Warszawy, do Puław, lub do Indii, w których zgwałciłaby mnie banda facetów (albo kobiet), ale z powodu marnej kondycji dojechałem tylko do Izabelina. Wstąpiłem na pocztę, by wysłac paczką telefon Taty, ten super-zajebisty telefon dla seniora, który kupiłem niecały miesiąc temu. Zepsuł się już podczas pierwszego ładowania baterii, wyłączając się i nie chcąc się włączyć. Albo trafiłem na lipny egzemplarz, albo firma MaxCom produkuje i sprzedaje gówno. Najważniejsze, że dają dwa lata gwarancji na to badziewie. Niestety, Tata jest w szpitalu bez swojego nowego telefonu, który tak szlachetnie mu kupiłem... Musi się męczyć z malutkim Siemensem.

Na poczcie zapłaciłem także rachunek za prąd - na miesiąc płacimy nieco ponad 100 złotych. Wyjąłem sobie też swojego netbooka i skorzystałem z szybkiego, izabelińskiego Internetu, aby zaktualizować swój program antywirusowy Norton Internet Securiy. W tym roku postąpiłem inaczej niż w poprzednich - kupiłem na Allegro wersję Nortona z Niemiec, która jest o połowę tańsza od polskiej. Polska kosztuje około 130 złotych, a niemiecka nieco ponad 60. Funkcjonalność - taka sama. Język - taki sam, polski. Po co przepłacać?

Po wizycie na poczcie pojechałem do znajdującej się kilkaset metrów dalej dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, w której pracował Tata. Tam opłaciłem czynsz za kwartał, który ku mojemu zdziwieniu, a nawet przerażeniu, wynosi ponad 1000 złotych. Oznacza to, że czynsz za rok kosztuje nas ponad 4000 złotych! Przez ostatnie dwadzieścia lat byłem przekonany, że mieszkamy tu całkowicie za darmo, skoro jest to służbowy dom. Życie jest cholernie drogie - dobrze, że mamy Tatę i jego emeryturę. Dodajmy do tego, że węgiel na zimę także kosztuje około 4000 złotych i oto mamy w sumie jakieś 10000 złotych opłac na rok, licząc z prądem, śmieciami i abonamentem RTV. Trzeba być bogatym, trzeba się uczyć, trzeba umieć zarabiać pieniądze. Ja nie umiem. Niestety. :)

W drodze powrotnej minąłem się z dwójką znanych mi ludzi, których nie widziałem od czasu ukończenia podstawówki. Pan Kieniarski i pani Kieniarska - mój wychowawca ze szkoły w Izabelinie, oraz jego żona, nauczycielka fizyki. Myślałem, że może już nie żyją, ale jednak się myliłem, są jak najbardziej żywi i nadal podobni do siebie, choć oczywiście zestarzeli się dosyć poważnie. Pan Kieniarski odwiedził nawet kiedyś naszą rodzinę, gdy moje wyniki w szkole bardzo się pogorszyły. To było w szóstej, lub siódmej klasie. Mniej więcej wtedy rozminąłem się ze swoim... Właściwym losem mądrego człowieka. Ech, szkoda. Pewnie już nigdy nie będę mgr. inż. jak moja dziewczyna. :)

Podobno bezrobocie wśród młodych ludzi wynosi obecnie 30% i ich sytuacja na rynku pracy jest tak zła jak nigdy wcześniej. Wspaniały kapitalizm... Choć z drugiej strony - mniej więcej 30% tych młodych ludzi to kompletni idioci, którzy nie nadają się do jakiejkolwiek pracy, więc w sumie... Wszystko jest w porządku.

Dobrze, że dostałem kategorię D i nie byłem porwany do wojska, bo teraz mógłbym dostac wezwanie na szkolenie rezerwistów. Widzicie? Nadchodzi wojna. Rosja zwiększyła swoje wydatki na wojsko o sto sryliardów rubli, Unia Europejska okazała się kupą, w którą zupełnie niepotrzebnie wdepneliśmy (ja zawsze byłem jej przeciwny), Chiny są przyszłym hiper-mocarstwem, a Żydzi twierdzą, że jeszcze nigdy nie byli tak potężni jak teraz.

Tymczasem za trzy dni mój Tata skończy 70 lat. Przywita ten piękny wiek w Szpitalu Bielańskim. Jutro będzie miał robiony drugi zabieg... Nie jest dobrze.


2013.04.05 / Piątek / 13:14 - Prezent urodzinowy dla Asi

Kupiłem Asi prezent urodzinowy, mimo że do jej urodzin pozostało więcej niż półtora miesiąca. Bardzo porządne słuchawki Sony - sam chciałbym takie mieć, gdyby nie to, że mam równie świetne AKG. ;) Tylko nie mówcie mojej ukochanej, co dostanie, to ma być niespodzianka. ;)

Ach, a ja na swoje urodzinki mam od Asi dostać trylogię "Back to the future" na Blu-Ray. :) :) :) Szkoda tylko, że od 29 czerwca będę miał już 31 lat... :(

Wczoraj po raz pierwszy skorzystałem z paczkomatów In-Post. Bardzo fajna sprawa, bardzo fajna firma. Będę używał częściej tej metody dostarczania towaru.

Siostra oblała wczoraj egzamin na prawo jazdy. Wyjechała z WORDu i zaraz na pierwszym skrzyżowaniu popełniła poważny błąd - jechała lewym pasem, zamiast prawym. Dobrze, że przynajmniej wyjechała z placu manewrowego.

W pracy po sześciu godzinach przyjemnej erotyki przesadzono mnie na ezoterykę, z powodu dużego ruchu. Przypomniałem sobie dlaczego nienawidzę ezoteryki, a zarazem zdziwiłem się, że wytrzymywałem na niej tak długo w poprzedniej firmie...

I na koniec najważniejsza wiadomość, mało wesoła - dzisiaj rano przyjechało po Tatę pogotowie. Znowu miał krew w moczu, sytuacja wygląda więc źle, ale w tej chwili Tata jest już w Szpitalu Bielańskim, w którym ponownie się nim zaopiekują. Dzisiaj po raz pierwszy w życiu widziałem, jak mój Tata, chudszy niż zwykle, bezsilny, wsiada do karetki... Smutny widok.

Życzę wszystkim zdrowia i zmykam do pracy. Obym dzisiaj nie musiał wróżyć...


2013.04.02 / Wtorek / 09:30 - Była sobie rodzina

Podarowałem starszej siostrze tę oto ramkę ze zdjęciem, które zrobiłem w roku 2009. Ach, to były szczęśliwe lata... Co prawda Mama już wtedy miała raka, ale przynajmniej o tym nie wiedziała. Ja miałem jakby więcej włosów... I jakby mniej siwych? ;) Obiecuję sobie, że w tym roku zrobimy nową wersję tego zdjęcia, niezbyt wesołą, ale prawdziwą.

Prąd włączono w naszej okolicy już drugiego dnia, gdy byłem w pracy na świątecznym dyżurze. Teraz mam dwa dni wolne, które spędzam na pięknym relaksie połączonym z paleniem w piecu. W południe pojechałem do Truskawia ze starszą siostrą, która dzisiaj wróciła do Puław. Przed wyjazdem okazało się, że zeszło powietrze z przedniego koła w samochodzie, ale po napompowaniu go od nowa dało się dojechać do Truskawia. Zobaczymy czy do jutra powietrze znowu zejdzie, czy wszystko się naprawi... Samo.

Cholera, w drugiej połowie roku znowu trzeba będzie zapłacić za ubezpieczenie samochodu. Poprzednio zrobił to Tata, ale jak będzie w tym roku? Mało to mam wydatków? :P Przede wszystkim mało zarabiam. Za mało, za mało, za mało...

Z drugiej strony - Jezus Chrystus zalecał odrzucenie materializmu. Precz z pieniędzmi, precz z dobrami, a nawet ze zdrowiem. Trzeba zmienić sposób patrzenia na to wszystko. Trzeba gromadzić skarby duchowe. :) Amen.

Rzeczywistość jest przereklamowana, jak głosił niegdyś tytuł mojego bloga...


2013.04.01 / Poniedziałek / 10:35 - Wiosenny śnieg

Zdjęcia zrobiłem podczas spaceru do Truskawia. Nie poszliśmy tam z siostrą dla zabawy - po prostu jechaliśmy razem do pracy, na tą samą godzinę. Ania pracuje w mojej starej firmie już ze dwa tygodnie, ja pracuję w swojej nowej firmie już prawie pięć miesięcy. Ostatnio spotkałem kolegę z pierwszej firmy, który pracował ze mną także w drugiej firmie, ale po wkurwieniu się powrócił do tej pierwszej. Zdecydowanie chwali sobie tamtejsze warunki i mówi, że teraz jest tam o wiele lepiej niż dawniej. Ja jednak nie żałuję, że stamtąd odszedłem, moje obecne warunki zawodowe zdecydowanie mi się podobają. Ciekawe jaką siostra zrobi karierę...

Drogę naprawdę porządnie zasypało. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak było. Zwłaszcza w kwietniu. ;)


2013.04.01 / Poniedziałek / 10:33 - Kwietniowy kataklizm śnieżny

Prądu nie było w całej okolicy także drugiego dnia. Nie zdziwiło mnie to jednak, gdy ujrzałem sytuację na drodze do Truskawia - poprzewracane drzewa, zwisające aż do ziemii gałęzie, obciążone śniegiem. W takich warunkach nietrudno o zerwanie linii. Zresztą nie tylko my nie mieliśmy prądu - całe Mazowsze zostało dotknięte tą tymczasową tragedią. ;)

Ostatnio czytam Pismo Święte - Nowy Testament. Odbieram je inaczej niż wtedy, gdy czytałem je ostatnio, w szkole podstawowej. Nie będę się jednak rozpisywał na ten temat, gdyż sprawy wiary są dla mnie czymś ważnym, czym nie chcę się dzielić z czytelnikami swojego bloga.

Jedno mnie martwi - seks przedmałżeński był przez Jezusa Chrystusa zdecydowanie zakazany. Cholerka, nie sposób było się powstrzymać... :) Będzie płacz i zgrzytanie zębów. ;)