2013.05.31 / Piątek / 23:13 - Masa Krytyczna na Świętokrzyskim

Najatrakcyjniejszy moment na majowej Masie Krytycznej - przejazd Mostem Świętokrzyskim w kierunku Śródmieścia. Akurat to zdjęcie nie oddaje owej atrakcyjności, ale na żywo było bardzo ładnie, wierzcie mi. Kilkanaście minut później zrobiło się ciemno, gdy słońce zaszło na dobre, a Masa powróciła pod Kolumnę Zygmunta. Wróciłem do domu myślać nadal o Asi i o dziwnym bólu gardła, który odczuwam og kilku dni, a który oczywiście uznaję za zwiastun raka krtani.

Ludzie zabierają ze sobą na przejazd małe dzieci, które dzielnie pedałują na swoich małych rowerkach. Ja jako ojciec chyba bałbym się zabierać ze sobą kilkuletnie dziecko na tak masowe wydarzenie, bo lubię postępować ostrożnie, lubię bezpieczeństwo i ogólnie o wszystko się martwię, ale podziwiam te młode rodziny, które są tak przebojowe. Po drodze zdarzyło się jak zwykle kilka wypadków, tym razem niewielkich, ale ja na szczęście nie zaliczyłem gleby tak jak w roku 2008, gdy wyruszyłem na Masę nie mając jeszcze opanowanego nawyku wypinania butów SPD z pedałów. Kierowcy mający pecha natknąć się na Masę byli zazwyczaj mocno wkurwieni, bo przejazd całej Masy trwa jakieś 20 minut, które oni muszą przeczekać w swoich samochodach. Najbardziej dziwi mnie to, że nie wyłączają w tym czasie silników... Na szczęście trafiało się też sporo uśmiechniętych kierowców, którzy oddawali się po prostu relaksowi, odrywając się na chwilę od tego ciągłego, warszawskiego pośpiechu.

Kolejna Masa Krytyczna już w ostatni piątek czerwca, w przeddzień moich urodzin. Wyliczyłem, że na nia nie pojadę, ponieważ będę w tym czasie wypoczywać wraz ze swoją dziewczyną Puławach, ale wziąwszy pod uwagę to czego się dowiedziałem po powrocie do domu i po wejściu na Facebooka, stwierdzam, że jednak na kolejną Masę mogę jechać, bo najwidoczniej nie będzie mnie wtedy ani w Puławach, ani nie będę z Asią.

To była bardzo smutna noc...


2013.05.31 / Piątek / 23:12 - Masa Krytyczna na Pradze Północ

Największe wrażenie podczas tej odsłony Masy Krytycznej robili na wszystkich dwaj maratończycy, widoczni na tym zdjęciu po prawej stronie. Przez ponad dwie godziny biegli bez przerwy, a ponieważ tempo Masy było różne, biegali tak od jej początku, na koniec, po czym ponowne wracali na początek i tak w kółko. Skoro my na rowerach zrobiliśmy około dwudziestu kilometrów, to oni musieli w ten sposób zrobić jakieś czterdześci. Wykazali się niezwykłą kondycją, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałem na żywo. Co ważne, wcale nie biegli truchtem, powoli, tylko rozpędzali się do jakichś dwudziestu kilometrów na godzinę. Mięśnie nóg mieli potężne. Pod koniec Masy już każdy uczestnich zwracał na nich uwagę i chyba każdy ich podziwiał.

Zdjęć zrobiłem niewiele, filmików nakręciłem tylko kilka. W tłumie patrzyłem na rowery, dochodząc do wniosku, że ludzie jeżdżą na coraz lepszych sprzętach, o wiele ładniejszych niż sześć, czy siedem lat temu. Patrzyłem też na dziewczyny, szczególnie na ich pośladki, które na rowerze zawsze prezentują się najlepiej, ale także na ich twarze, porównując je z twarzą swojej dziewczyny, ciesząc się z tego, że mam tak piękną partnerkę, na którą tak bardzo lubię patrzeć. Niestety stale powracała do mnie myśl, że Asia dziwnie się zachowuje, myślałem, że może poszła bez telefonu na Ursynalia, które rozpoczęły się tego samego dnia, choć twierdziła, że sprzedała swój karnet za pięćdziesiąt złotych. Jadąc przez miasto patrzyłem także na reakcje mieszkańców, którzy nadal potrafią reagować na przejazd Masy z dużym entuzjazmem, ale także coraz częściej z dużym zdenerwowaniem. Myślę, że tej dobrej energii, uśmiechów i pozdrowień jest jednak więcej, dzięki czemu wzięcie udziało w Masie Krytycznej nadal jest sporą przyjemnością.


2013.05.31 / Piątek / 23:10 - Początek Masy Krytycznej

Na ostatni piątek maja specjalnie podałem takie dyspozycje, by skończyć dyżur o godzinie 17:00. Postanowiłem, że po kilkuletniej przerwie ponownie wybiorę się na Masę Krytyczną, którą kiedyś zaliczałem dosyć regularnie, niekiedy nawet w tak zimnym miesiącu jak luty. Tym razem Masa Krytyczna obchodziła akurat piętnastą rocznicę swojego istnienia, a pogoda szczęśliwie dopisała, choć wcześniej, w ciągu dnia, padał deszcz. Asi ze mną nie było, mimo tego, że miała dużo wolnego czasu, ponieważ nie jest aż taką miłośniczką rowerów jak ja. Co więcej, Asia przestała się do mnie odzywać przez smsy, nie odpisywała mi, ani nie odebrała telefonu, gdy do niej zadzwoniłem. Nieco zmartwiony tym stanem rzeczy wyruszyłem jednak pod Kolumnę Zygmunta, by przypomnieć sobie dawne lata i przekonać się jakie zmiany zaszły na Warszawskiej Masie Krytycznej.

Żaden z moich kolegów nie zjawił się na miejscu, nie wypatrzyłem żadnej znajomej osoby, ani też nikt ze znajomych nie przyjął mojego zaproszenia wysłanego przeze mnie na Facebooku. Ruszyłem sam, w tłumie głównie młodych ludzi, a trasa biegła tym razem przez nieładne Bródno i jeszcze brzydszą Pragę Północ. Początkowo tempo było jak zwykle żałosne, Masa poruszała się w tempie żółwia, albo stała po kilka minut w miejscu, ale po opuszczeniu okolic Starego Miasta nabrała rozpędu. Przyjemnie było się znaleźć po tak długiej przerwie w tłumie ludzi lubiących tak samo jak ja jeździć na rowerze, niekiedy mocno alternatywnych. Lubię takich alternatywnych, odstających od schematu ludzi... Być może sam taki jestem.


2013.05.29 / Środa / 23:33 - Na pizzę pod Politechnikę

Nareszcie ponownie spotkałem się z Asią. Skończyłem dyżur o godzinie 19:00, gdy jeszcze świeciło słońce i było ciepło. Asia zjawiła się po kilku minutach pod firmą i razem poszliśmy do pobliskiego marketu w przejściu podziemnym, którego jakoś nigdy nie zauważałem. Bardzo fajnie, że mam pod firmą taki normalny market, z akceptowalnymi cenami. Dziwne, że tak go ukryto między różnymi mniej atrakcyjnymi atrakcjami. ;) Po wizycie w sklepie poszliśmy do Mc Donalda, z którego jednak szybko wyszliśmy, gdy dowiedziałem się, że najpyszniejszy burger świata, czyli Big Western, został wycofany z oferty. Ech, zdążyłem taki zjeść tylko raz, a teraz już nie można go kupić.

Postanowiłem zabrać Asię do pizzerii na południowym Śródmieściu, które tak bardzo lubię, i na którym niegdyś pracowałem. Odpiąłem rower, którym przyjechałem dzisiaj do pracy i poszliśmy pieszo w kierunku Politechniki. Proponowałem Asi żeby usiadła na bagażniku, bym mógł ją podwieźć, ale Asia jest przeciwna tak prymitywnym formom transportu. ;) Pod Politechniką rozsiedliśmy się w pizzerii, w której zjedliśmy bardzo przeciętną, a może nawet dosyć marną pizzę. Może to przez La Tomatina mam zawyżone wymagania w stosunku do pizzy? Tamtejsza jest jednak najlepsza. :P

Na koniec nadciągnęły czarne chmury, zaczęło się błyskać i padać. No tak, dawno już nie padało, stęskniliśmy się za deszczem... W takich warunkach nie mogłem wracać rowerem do domu, dlatego z rowerem wlazłem do metra, a następnie do autobusu. Na stacji Metro Politechnika rozstałem się z Asią, ona pojechała w swoją stronę, a ja w swoją. Przyjemnie było znowu zobaczyć swoją dziewczynę. Mam nadzieję, że teraz będę się z nią widywał trochę częściej, bo nic się nie zmieniła, nadal jest tak wspaniała jak była. Jedynie ja stałem się jakiś taki... Pusty. :P

Zdjęcie musiałem zrobić sobie sam, bo na Asię nie mogę w tej dziedzinie liczyć. Z niezrozumiałych przyczyn nie bierze ona aparatu do ręki, nawet wtedy, gdy tego od niej wymagam. Oczywiście mógłbym ją o to bardzo ładnie poprosić, może wtedy by poskutkowało, ale wolę wymagać, jak pan i władca. ;)

Jutro święto. W pracy liczba godzin będzie mnożona razy dwa. Dzięki temu nadrobię straty, które poniosłem w ciągu ostatnich dwóch dni z powodu jednego, głupiego spóźnienia.

W piątek rozpoczynają się Ursynalia, na które na szczęście nie idę. Istne cyrki się z nimi dzieją w tym roku. Dobrze, że ja nie mam z tym nic wspólnego, odkąd sprzedałem swój bilet. :P Asia bilet nadal posiada, ale jeszcze nie wie czy pójdzie na jakikolwiek koncert. Pogoda raczej nie dopisze. Oby podczas mojego urlopu była ładniejsza.


2013.05.29 / Środa / 08:56 - Straciłem 50 zł przez wazon

Wczoraj jechałem sobie spokojnie do pracy środkami komunikacji miejskiej, ponieważ rower odstawiłem na pewien czas z powodu opadów deszczu. wsiadłem do metra na Młocinach i po chwili nadano komunikat mówiący o tym, że pociąg jedzie tylko do stacji Dworzec Gdański, ponieważ następna stacja, Ratusz Aresnał, została wyłączona. Pomyślałem, że pewnie woda zalała stację i stąd te problemy. Wysiadłem na Placu Wilsona i tam popełniłem duży błąd - zamiast wsiąść do tramwaju, którym sprawnie dojechałbym do Centrum, wsiadłem do autobusu zastępczego, który podstawiono z okazji zamknięcia stacji. Na początku ucieszyłem się, że ZTM tak sprawnie działa, że od razu uruchamia autobusową linię zastępczą, ale już minutę później okazało się, że nie jest tak różowo - utknąłem w gigantycznym korku, w którym spędziłem kolejną godzinę. Najdłużej stałem na wiadukcie przy swojej starej szkole na Zajączka. Tym sposobem po raz pierwszy spóźniłem się do pracy w tej firmie, co poskutkowało tym, że miałem zmianę płatną po 8 złotych brutto za godzinę, zamiast po 13 lub 12 złotych. Do tego następna zmiana, czyli dzisiejsza, będzie tak samo marnie płatna - takie są u nas konsekwencje spóźnienia się o więcej niż 15 minut. W sumie daje to jakieś 50 złotych strat. Wszystko przez to, że na stacj Ratusz Aresnał znalezino porzuconą dużą paczkę, którą oczywście od razu uznano za bombę. Po dwóch godzinach okazało się, że w paczce był... Wazon.


2013.05.27 / Poniedziałek / 13:38 - Dobrze zaopatrzona lodówka

Nie ma to jak dobrze zaopatrzona lodówka. Co prawda ja i tak mam niewielkie wymagania spożywcze, wystarczą mi parówki, żółty ser, pasztet i kawałek kiełbasy, co zresztą nie wychodzi mi na zdrowie, ale gdy otwieram lodówkę i widzę, że jest wypełniona po brzegi to serce mi się raduje. Jakże cudowny musiałby być to widok dla ludzi, którzy trafili do Auchwitz, nie tak dawno temu... Lub dla tak wielu współcześnie żyjących ludzi, którzy żyją tuż obok nas, w tej naszej kapitalistycznej biedzie.

W naszym domu nadal panuje piękna zasada, która polega na tym, że pieniądze na jedzenie sączymy z emerytury Taty, tak jak wcześniej sączyliśmy z jego pensji. Sam praktycznie w ogóle nie dokładam się do jedzenia, przez całe moje siedem lat pracy nie musiałem tego robić, całe pieniądze mogłem wydawać po prostu na siebie. Czyż to nie cudowne rozwiązanie? Gdy ja będę miał dzieci, nałożę na nich podatek, który będą mi regularnie płacić. ;) Można pomyśleć ile przez te siedem lat byłem w stanie oszczędzić, żyjąc skromnie, nic nie wydając i nic nie mając. Z pewnością wystarczyłoby nawet na zakup własnego mieszkania w Warszawie, lub przynajmniej na jego połowę. Mamy w firmie kolegę, który na pieniądze na mieszkanie uzbierał samodzielnie, żyjąc oszczędnie przez wiele lat. Od czasu do czasu starałem się kupić coś potrzebnego całej rodzinie, by nie przeznaczać wszystkich funduszy tylko na siebie, ale w sumie niewiele tego było. Moje piękne i wygodne życie-bajka, która powoli się kończy...

Obejrzałem dwa kolejne odcinki "Z archiwum X". Bardzo ładna ta Scully, zdaje się, że występując w tym serialu, była w moim obecnym wieku. Ech, ta ciągła obsesja polegająca na porównywaniu wieku aktorów do swojego własnego i obliczaniu za ile lat będę miał tyle co oni. Aż w końcu będę w wieku dziadka z "Prostej historii", o ile przeżyję tak długo...

Asia martwi się o mnie. Odczuwa podobno jakąś moją niechęć, jakieś moje wypalenie... A ja jestem po prostu zmęczony życiem. Być może minie mi to podczas urlopu, albo wtedy, gdy pogoda się poprawi. Swoją Asię nadal kocham i nie zamierzam przestawać. Fajnie byłoby ją mieć przy sobie cały czas, ale ja jestem tu, a ona tam. Niedaleko zresztą...


2013.05.27 / Poniedziałek / 11:11 - Resztki trzydziestolatka

Zdjęcie sprzed kilku dni. Dzisiaj mam dzień wolny, nie zamierzam wychodzić z domu, bo pada deszcz. Zwiezieniem węgla zajmę się chyba dopiero podczas urlopu, jeśli zostanie mi on przyznany. Planuję wziąć dwa tygodnie wolne, z których pierwszy spędzę tutaj, a drugi w Puławach. Tam także będę obchodził swoje 31 urodziny. Czym się dzisiaj zajmę? Obejrzę kolejne odcinki "Z archiwum X", do tego jakiś filmy, poczytam książkę, bo mam kilka, lub nawet kilkanaście do przeczytania. Pokręcę się trochę przy Mamie, która o dziwo dzisiaj zjadła nieco więcej na śniadanie - całą jedną połówkę bułki z serkiem i kawałeczek drugiej... Mama bierze już leki przeciwbólowe, na razie zwyczajne, takie jak Ketonal. Na początku czerwca znowu jedziemy do szpitala na Ursynów i tym razem będzie naprawdę ciężko sie tam dostać, bo nie wyobrażam sobie nawet tego, jak Mama wsiądzie do samochodu...

Ach tak, na prawo jazdy miałem iść się zapisać. Zdaje się, że do egzaminu z teorii można podejść nawet wtedy, gdy nie przejeździło się pięciu godzin doszkalających. Tylko skąd czerpać wiedzę potrzebną na egzaminie z teorii? Z kodeksu ruchu drogowego?

Jaka witamina sprawi, że włosy przestaną mi wypadać?


2013.05.22 / Środa / 19:25 - 23 urodziny Asi

Dwudzieste trzecie urodziny Asi nadeszły i szybko przeminęły. Spędziliśmy razem tylko dwie, a może trzy godzinki w La Tomatina. Spotkaliśmy się pod akademikiem, gdzie zjawiłem się bez tortu, ale za to z Torcikiem Wedlowskim. ;) Asia dostała ode mnie nawet świeczki, które miały trafić na prawdziwy tort, lecz samego tortu nie było, gdyż nie znalazłem nigdzie żadnego fajnego. Co prawda zamówiłem wstępnie tort urodzinowy u pewnej Mariolki z dawnej firmy, ale ostatecznie wycofałem się z tego pomysłu, bo musiałbym odebrać tort o 7:00 rano, a z Asią spotykałem się dopiero po południu. Mniejsza z tym... Najlepszy i tak byłby taki upieczony przeze mnie samego, taki od serca, tylko czy ktoś byłby w stanie go zjeść? ;)

Pogoda w urodziny Asi była dosyć marna, bo padał deszcz. Głównie z tego powodu nasze spotknie tak szybko się zakończyło. W La Tomatina ja zamówiłem sobie małą pizzę, a Asia coś bardziej przypominającego normalne danie, ryż z bekonem i dodatkami, o ile mnie pamieć nie myli. Oczywiście sam nie zjadłbym nawet małej pizzy, dlatego Asia musiała mi pomóc ją dokończyć, zjadając połowę, a na koniec wspólnie osłodziliśmy sobie życie przepysznym i zdecydowanie drogim deserem - maluteńkim, kilkucentymetrowym torcikiem czekoladowym, kosztującym 19 złotych. Chyba nigdy nie jadłem czegoś równie smacznego - torcik przebił nawet słynną szarlotkę z Harendy, oraz super-naleśnika z Bieszczad. ;) A może tylko sugerowałem się ceną? :P

Asia dostała w prezencie "Trylogię Husycką" Sapkowskiego, oraz grę komputerową "Wiedźmin 2", choć do spisu prezentów należy także dodać słuchawki, podarowane kilkanaście dni wcześniej. Dobrze, że Asia kilka razy wspominała o tym co chciałaby mieć, albo co zamierza kiedyś kupić, bo to ułatwiło mi wybranie odpowiednich prezentów. ;) Ale... To tylko rzeczy i mam pełną tego świadomość.

Już nie mam 22 letniej dziewczyny, Asia wkroczyła w okres wiekowy zwany przeze mnie okresem starszej studentki. Ja osobiście czuję się trochę jakbym tkwił na etapie starszego licealisty, choć tak naprawdę coś się zmieniło. Muszę przyznać, że nie czuję się już tak dziecinnie jak jeszcze kilka lat temu. Na wszystkich tych dwudziestolatków z firmy patrzę jakby z góry, coraz bardziej lubię przebywać z ludźmi w swoim wieku, coraz poważniej do wszystkiego podchodzę. Na pewno wpływ na to ma choroba rodziców i świadomość, że bajka niebawem się skończy, a ja będę musiał sam się jakoś utrzymać na tym świecie. Co gorsze, w przyszłości być może będę musiał utrzymać także dziecko - o ile nie jestem bezpłodny, a pewnie jestem, jak duża część mężczyzn obecnie.

Tak więc Asia jest już dużą dziewczynką, ja jestem dużym dzieckiem, a może poważnym panem w średnim wieku, z coraz większą ilością siwych włosów i coraz większą łysiną. Od czasu do czasu wspominam dawne lata beztroskiej głupoty, gdy nic nie było przeze mnie traktowane na poważnie, gdy w każdej chwili można było wszystko po prostu porzucić, mieć wszystko w dupie, kryjąc się pod skrzydłami rodziców.

W zasadzie swoje życie, jako dorosłego człowieka, uważam za niewiele warte. Nie podoba mi się ani dojrzałość, ani dorosłość, bo cały czas mam świadomość jak niewiele już zostało do końca. To głupie, że przez całą młodość, przez cały okres szkoły, człowiek szykuje się do jakiegoś wielkiego, długiego życia, które tak naprawdę okazuje się być bardzo krótkie. Bo ile trwa życie dorosłego człowieka? Tyle samo ile trwa podstawówka, gimnazjum, liceum i studia. Przez połowę życia przygotowujemy się więc do drugiej połowy, która jednak jest od tej pierwszej o wiele mniej zabawna. Po pięćdziesiątce w ogóle wszystko się kończy, a emerytury po prostu nie będzie. To tak jak z wakacjami, które docenia się tym bardziej im bliżej jest do pierwszego września. Przez ostatnie ich dni człowiek chce wstawać wcześnie rano, by nie stracić ani chwili z resztek wolnego czasu. Czy wakacje nie mają pełnej wartości tylko na początku, w czerwcu? Tylko wtedy czuje się prawdziwą wolność, ale już w połowie, już w sierpniu, człowiek zaczyna myśleć o tym, że niebawem nastąpi koniec, zaczyna odliczać dni. I właśnie to ciągłe myślenie, liczenie, panikowanie, jest w dorosłym życiu najgorsze. Nic już przez to nie smakuje tak jak dawniej, cały czas ma się poczucie marnowania czasu, który z kolei zdaje się coraz szybciej płynąć. Myśli się - powinienem coś robić do cholery, powinienem jakoś intensywniej żyć. Niestety, cokolwiek by się robiło, nic już nie jest takie jak dawniej, lub coraz trudniej jest być tak szczęśliwym jak kiedyś.

Stale ostatnio wracam do młodości - nie gram w nowe gry, tylko uruchamiam te same, w które grałem w dzieciństwie. Nie ogladam nowych, współczesnych filmów, bo wolę po raz setny obejrzeć film, który oglądałem jako nastolatek. Nie szukam nowych wyzwań, tylko tkwię w bezruchu, wspominając to co było i już nie wróci. Staję się dziwny, obojętny na wszystko co mnie otacza... Odliczam już nie lata, ale miesiące, a może nawet dni do odejścia Mamy, będącej najważniejszym łącznikiem ze światem, który już prawie całkowicie przeminął. Mama znika o wiele szybciej, niż się spodziewałem, z każdym dniem jest Jej coraz mniej i z każdym dniem jest Jej trudniej. Już nawet położenie się do łóżka jest dla Niej wielkim wyzwaniem, choć wciąż ma siłę sama to robić. Chyba powoli staje się już na wszystko obojętna, choć na pewno badzo się boi... Ostatnim etapem będzie pogodzenie się z tym, że trzeba odejść. Jak Babcia, która na koniec po prostu przestała jeść. Ja z odejściem pogodziłem się chyba już dawno temu, może już wtedy, gdy byłem nastolatkiem, gdy uznałem, że nie opłaca się robić niczego, skoro i tak trzeba będzie zniknąć...

Tak oto notka o urodzinach Asi, pisana z kilkudniowym opóźnieniem, stała się tym czym jest. Ostatnio nie za bardzo chce mi się pisać bloga. Gdybym był mądrzejszy napisałbym książkę... Chyba po to kupiłem teraz kolumny i radio, by przypomnieć sobie jeszcze te beztroskie lata, które lada moment odejdą w przeszłość, zupełnie już niedostępną, o której będę już mógł tylko poczytać na swoim blogu i w swoim pamiętniku. Chyba właśnie przekraczam najważniejszy próg w swoim życiu, robię najważniejszy krok, trzymając za rękę dziewczynę, która mnie pokochała, i która z jakiegoś dziwnego powodu chce ze mną iść. Bez niej wydawałoby mi się chyba, że spadam w przepaść, w otchłań, stanowiącą kres wszystkiego. Na szczęście mam Asię, dwudziesto-trzy-latkę, wciąż młodą starszą-studentkę, dziewczynę o złotym sercu i wielkiej cierpliwości - skoro nadal ze mną jest. Z innymi też byłoby mi dobrze, gdyby mnie pokochały, lub gdybym ja pokochał je, ale tak się nie stało. To na Asię czekałem.

Życzę Ci na urodziny żebyś była szczęśliwa, spokojna i jak najdłużej zdrowa, żebyś nigdy nie spadała z krawędzi przepaści prosto w otchłań. Choć... Na końcu chyba i tak nas wszystkich to czeka... Może zresztą w tej otchłani nie będzie nawet aż tak źle. Wszyscy połączymy się w niej w jedną piękną energię, którą i tak jesteśmy.

Kładę się do łóżka. Obejrzę kolejny odcinek Z Archiwum X, przypominając sobie beztroskie lata dziewięćdziesiąte. Za trzy tygodnie mam urlop. Takie małe wakacje.


2013.05.18 / Sobota / 23:28 - Tuner Cambridge Audio T100

Od dawien dawna myślałem o zakupie tunera radiowego do swojego sprzętu audio i właśnie teraz, na Allegro wypatrzyłem całkiem przyjemny model Cambridge Audio z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. W swoim czasie kosztował 1300 złotych, natomiast ja nabyłem go za 200 złotych. Póki co radio w naszym kraju nadal mamy analogowe i raczej nic nie wskazuje na to, by prędko miało się ono stać cyfrowe. Może to i lepiej, bo dzięki temu wszystkie odbiorniki radiowe, w samochodach, odtwarzaczach mp3, wieżach, czy amplitunerach, pozostaną nadal w pełni funkcjonalne i nie trzeba będzie ich wymieniać.

Niestety trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach większość stacji radiowych nadaje totalne gówno - komercyjną kaszankę naszpikowaną dodatkowo reklamami w nieprzyzwoitych ilościach. Oczywiście przoduje w tym jeden z najgorszych syfów obecnych czasów - nieszczęsne i odmóżdżające Radio Eska. Na szczęście są też porządne stacje radiowe, takie jak choćby stara, dobra Trójka, której słucham najczęściej. W zasadzie to na swoim nowym tunerze słucham tylko Trójki. Zadziwiające, że Marek Niedźwiedzki nadal prowadzi piątkową listę przebojów, tak samo jak wiele, wiele lat temu. Cholera, on to prowadzi dłużej niż ja żyję. Radio nie jest już tak ważne jak kiedyś, ale jednak jest pewnym wyjątkowym typem medium, które chciałem odbierać w swoim pokoju, i które od teraz mogę odbierać w dobrej jakości. Włączam je sobie przy śniadaniu, lub podczas presiadywania przed komputerem... Jest miło.

Jak widać, mój sprzęt audio nadal jest mocno brytyjski - składa się ze wzmacniacza i odtwarzacza brytyjskiej firmy NAD, z tunera brytyjskiej firmy Cambridge Audio, oraz kolumny brytyjskiej firmy Monitor Audio. Jedynie kable Real Cable są francuskie. Ach, jakże lubię ten audiofilski światek...

Wiem, wiem, wszyscy czytający te słowa mają gdzieś to całe audio, ale dla mnie te sprzęty pozostaną na zawsze jedną z moich życiowych pasji, obok rowerów, komputerów, muzyki, filmów i kobiet, rzecz jasna. ;)


2013.05.18 / Sobota / 23:08 - Monitor Audio Bronze BR2

Na Allegro ktoś wystawił kolumny stojące o jedną klasę, a raczej o jeden rozmiar wyżej od moich, za całkiem przyzwoitą cenę 790 złotych. Nie zastanawiałem się długo, bo myślałem o zakupie tego modelu już od dawna, kliknąłem "kup teraz" i chwilę później byłem już posiadaczem nowych kolumn Monitor Audio, tym razem oznaczonych symbolem BR2. Poprzednie BR1 zosaną przeze mnie sprzedane na Allegro za ponad 500 złotych, dzięki czemu cała wymiana będzie mnie kosztować jakieś... 300 złotych.

Dźwięk jest teraz lepszy, mam więcej basu, który jest zarazem niższy, można grać naprawdę głośno i wszystko jest tak jak być powinno na sprzęcie tej klasy - z wymiany jestem więc zadowolony. Oczywiście najchętniej wstawiłbym sobie do pokoju model BR6, ale BR2 także są bardzo, bardzo w porządku. Kolor może trochę mniej mi się podoba, bo pasuje bardziej do moich mebli, niż do reszty sprzętu, ale nie ma co wybrzydzać, bo ich wygląd i tak jest bardzo ładny. Źle wspominam tyko swoje stare kolumny B&W, za które zapłaciłem przecież trzykrotnie więcej niż za te obecne.

Tym oto sposobem wykonałem kolejny krok ku lepszej jakości dźwięku w swoim domu. Gdy w przyszłości zapragnę zamienić te kolumny na jeszcze lepsze, nie będzie to trudne. Sprzęt audio, a w szczególności kolumny, można sprzedawać za taką samą cenę, za jaką się go kupiło na Allegro, nic na nim nie tracąc. Co prawda miałem żyć w tym miesiącu oszczędnie, ale... Może w następnym się uda. ;)


2013.05.17 / Piątek / 21:04 - Stary kampus SGGW

Po opuszczeniu kampusu, zawitaniu na Śródmieście i odbyciu małego spaceru w celu poszukania ciekawego miejsca, w którym moglibyśmy coś zjeść, trafiliśmy w końcu do... La Tomatina. :) Chciałem co prawda iść do innej pizzerii, ale okazało się, że jest zamknięta, a że byliśmy akurat na ulicy Kruczej...

W La Tomatina mają nowe menu, wypróbowaliśmy więc nową pizzę, która była równie dobra jak wszystkie stare. Napełniłem swój obolały, zaatakowany przez robaki brzuszek, a następnie zacząłem Asię denerwować swoim wykładem na temat klas społecznych, ludzi ze wsi i z miasta, artystów i nie-artystów. Asia zastanawiała się już nad tym, by wyjść i zostawić mnie samego, ale ostatecznie tego nie zrobiła, dzięki czemu nadal jesteśmy parą. ;) Myślę, że nas związek nie rozpadnie się nigdy z powodu mojego gadnia. Lubię sobie pleść od rzeczy i zdaje się, że jest to nawyk wyniesiony z mojej pracy, w której plotę bzdury codziennie przez wiele godzin, ale moich słów nie można traktować poważnie. Asia zdaje się to coraz lepiej rozumieć. :)

W sumie nie wiem czemu Asia nadal ze mną jest, czemu akceptuje mnie takiego jakim jestem i nawet twierdzi, że mnie kocha. :) Mogłaby przecież mieć kogoś lepszego ode mnie, lub przynajmniej kogoś normalniejszego. Ale co tam... Nie będe za dużo o tym myślał. Ostatnio prawie niczego nie traktuję poważnie, co nie znaczy, że chcę postępować źle. Nie jestem przecież złym facetem... A mimo tego, że gadam głupotki, nie jestem też głupi.

Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i za kilka dni znowu zawitamy z Asią w La Tomatina, tym razem na jej urodzinach. :) Kilka tygodni później minie pół roku naszego związku. Tymczasem w czerwcu będę już miał połowę sumy na pierścionek zaręczynowy. :P


2013.05.17 / Piątek / 21:01 - Uczelnia bliska naturze

Dużo zwierząt, dużo roślin, dużo ciekawostek. Asia bała się nałożyć sobie węża na szyję, bym mógł ją z nim sfotografować. Szkoda. :) Byczek z Quo Vadis stał spokojnie, nafaszerowany chyba jakimiś proszkami otępiającymi. :) Gdyby chciał, mógłby pogonić wszystkich zwiedzających i wziąć rektora na rogi, ale tego nie zrobił. :P

Obejrzeliśmy tańce ludowe, posłuchaliśmy zespołu grającego na instrumentach myśliwskich, ale nie udało się nam załapać na wykład o historii Ursynowa, ponieważ poza nami, a raczej nikt poza mną, nie był nim zainteresowany. :) Myślałem o tym, by zjeść kiełbaskę z bułką i musztardą, ale w tak upalny dzień nie chciało mi się jednak jeść niczego gorącego. Pokręciliśmy się po kampusie przez jakieś dwie godziny, a następnie opuściliśmy jego teren, by udać się na Śródmieście.


2013.05.17 / Piątek / 20:56 - Michał i Asia na Dniach SGGW

Wolny piątek. Na Ursynowie, na kampusie SGGW wielka atrakcja - Dni SGGW. :) Podjechałem samochodem do Izabelina, by dogonić uciekający mi autobus, a przy okazji odebrać kolejną dużą paczkę ze sklepu, dostarczoną tam przez listonosza, zawierającą tuner radiowy do mojego zestawu audio. W Warszawie, pod akademikiem spotkałem się ze swoją dziewczyną, jak zwykle piękną i uśmiechniętą Asią, a następnie poszliśmy razem na stary kampus, zanurzając się w licznych atrakcjach Dni SGGW. Najbardziej podobały mi się oswojone ptaki drapieżne, węże, pająki, byczek z filmu Quo Vadis, osiołek, prosiaczki, kury, a także pogoda i sama Asia. :) Stary kampus ogólnie jest bardzo ładnym miejscem.


2013.05.16 / Czwartek / 06:51 - Śródmiejskie zachody słońca

Zachody słońca oglądane przez kuchenne okno w firmie wyglądają bardzo ładnie. :) Zdjęcia oczywiście nie są w stanie tego oddać. Ech, nasiedziałem się w pracy przez dwa dni na długich i męczących dyżurach dziesięciogodzinnych. Dzisiaj na szczęście będę pracował krócej, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo mam dyżur ze znakiem zapytania.

Do firmy nie jadę dziś rowerem, ponieważ wczoraj zeszło mi powietrze z tylnego koła. Pewnie dętkę mam przebitą, albo przetartą w jakiś tajemniczy sposób. Na szczęście nie musiałem iść pieszo z Warszawy, bo powietrze schodziło bardzo powoli i udało mi się jeszcze dojechać do domu. Dojazd do pracy autobusem nie jest taki zły, można sobie książkę poczytać, ale przejście przez las w czasie takiej aktywności komarów to istny koszmar.

Jutro spotkanie z Asią na SGGW. Później dwa dni pracy i wolny poniedziałek, który poświęcę na zwiezienie do garażu reszty węgla. Po takim zwożeniu wszystkie członki mojego ciała sa obolałe... Nie narzekam jednak.

Jeśli ktoś w moim otoczeniu może narzekać, to tylko moi rodzice, szczególnie Mama. Tata ma się na oko całkiem dobrze, do szpitala już nie jeździ, choć niebawem będzie się kierował na Ursynów, do Centrum Onkologii. Mama wygląda marnie, a czuje się bardzo, bardzo źle. Już nawet nie schodzi na dół po schodach, cały czas siedzi na górze. Na początku czerwca musi jednak dostać się na Ursynów i pewnie po raz pierwszy zabierzemy ją na wózku inwalidzkim.


2013.05.15 / Środa / 08:41 - Rowerem do Orco Tower

Dojazdy do pracy w taką pogode to sama przyjemność. :) Na Śródmieście mam może i dalej niż na Białołękę, na którą jeździłem w zeszłym roku, ale mi to w ogóle nie przeszkadza. Wolę przejechać się do samego centrum stolicy, niż na drugą stronę Wisły, do lasu. Ale... Tyle razy o tym pisałem. :P Nudy.

W pracy przesiedziałem dziesięć godzin i dzisiaj jadę na taki sam dyżur. Zastanawiam się czy nie wziąć sobie tygodnia wolnego pod koniec czerwca i nie wyjechać gdzieś z Asią - nad morze, albo do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Z jednej strony byłoby to fajne, a drugiej jest to jednak pewien wydatek. W dodatku podczas takich wycieczek wcale nie odpoczywam i do pracy wracam po nich zazwyczaj jeszcze bardziej zmęczony niż przed wyjazdem. :) No i Mama, która ma się coraz gorzej. Ciężko jest jej się nawet kłaść do łóżka. Chyba powinienem tu być i jakoś pomagać... Zobaczymy jak to będzie...

Od jakiegoś miesiąca boli mnie brzuch, a raczej kiszki. Ostatnio mocniej... :/


2013.05.13 / Poniedziałek / 18:44 - Monitor Audio Bronze BR1

Miałem szczęście z tymi kolumnami kupionymi dwa lata temu. Zapłaciłem za nie około 450 złotych, a ich obecna cena to 900 złotych. Producent uznał, że są na tyle dobre, by mógł za nie żądać dwukrotnie większej sumy. Potwierdzam - kolumny są rewelacyjne, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę ile kosztują, a raczej ile kosztowały. Chętnie kupiłbym sobie ich podłogową wersję za 3000 złotych, ale... To już nie te czasy, gdy mogłem tak szaleć. Chociaż w sumie... Czemu nie? Zawsze można wrzucać trochę do skarbonki po stówce, by po kilkunastu, lub kilkudziesięciu miesiącach kupić sobie coś droższego. :P

W pracy w tym miesiącu idzie mi zadziwiająco dobrze. Zdaje się, że jestem obecnie na drugim, lub na pierwszym miejscu w rankingu ogólnym, więc ponownie mogę liczyć na całkiem dobrą wypłatę. Przydałoby się wyrabiać więcej godzin w miesiącu, ale jakoś nie mam do tego zapału... Może kiedyś, gdy będę już pracował zdalnie, czyli z wynajmowanego wraz z Asią mieszkania, będę brał po siedem zmian w tygodniu. Pracowanie zdalne, przez Internet, otwiera przed człowiekiem dużo ciekawych możliwości. Można na przykład mieszkać w dowolnym miejscu w Polsce, a pracować w warszawskiej firmie, za warszawską stawkę. :P Jest u nas zatrudnionych kilka osób, które mieszkają w innych miastach, na przykład w Rzeszowie, i nie znamy ich nawet z widzenia.

Tak w ogóle to do firmy przesniosła się dwójka pracowników z poprzedniej firmy, z Białołęki. Koleżanka Justyna, którą bardzo lubię, bo jest dziewczyną z bardzo silnym charakterem, powiedziałbym nawet - z jajami, oraz jeden z najzabawniejszych ludzi jakich kiedykolwiek poznałem, Emil. Zarówno Justyna jak i Emil ładnie i rozsądnie trzymali moją stronę w wywołanej przeze mnie aferze. W firmie pojawił się na tescie także Mateusz, także dosyć słynny pracownik, który jest mi raczej zupełnie obojętny, ale jego akurat jeszcze nie przyjęto. Mateusz pragnie uciec z poprzedniej firmy, bo to co się tam wyprawia, przechodzi podobno ludzkie pojęcie. Szef wymyślił teraz, że będzie dawał kary po 15 złotych. Pojebane - siedzi człowiek na dyżurze i nagle dostaje karę, co oznacza, że poprzednie półtorej godziny pracował za darmo. Dobrze, że spierdoliłem stamtąd w odpowiednim czasie.

Dzisiaj mam dzień wolny, który powoli dobiega końca. Trzy godzine poświęciłem na zwiezienie węgla do garażu. Ciężkie zajęcie fizyczne, ale zarazem dosyć przyjemne. Co prawda byłoby fajniej, gdyby wokoło nie latały chamry komarów, ale i tak dzisiaj nie były już tak dokuczliwe jak kilka dni temu. Przed wrzuceniem węgla zamontowałem sobie błotniki w rowerze i teraz mogę nim dojeżdżać do pracy także w deszczowe dni. Zresztą od końca maja już nie będę miał wyboru, jako człowiek, który zrezygnował z kupienia biletu kwartalnego ZTM.


2013.05.09 / Czwartek / 21:57 - Randka na Kopie Cwila

W tle Kopa Cwila, jedno z fajniejszym miejsc na Ursynowie, o ile nie najfajniejsze. Będąc tam uznałem, że chciałbym mieszkać w pobliżu, tak żeby do Kopy Cwila mieć tylko kilka minut spaceru. Możliwe, że w przyszłości wynajmiemy jakieś mieszkanko w tej właśnie okolicy, gdzieś tak za... Rok. Właśnie dlatego teraz muszę być oszczędny. :P

Na sam szczyt nie weszliśmy, bo nie chciałem tam ciągnąć Asi w szpilkach, ale posiedzieliśmy na wolnej ławce tuż pod szczytem, z której i tak całkiem dużo widać, bo znajduje się ona mniej więcej na wysokości piątego piętra. Asia miała ze sobą słuchawki, które kupiłem jej na urodziny, ale po posłuchaniu na nich muzyki stwierdziłęm, że jednak moje AKG są dużo lepsze. :P Wygodniejsze, cieplej brzmiące, z większą ilością basu, mniejsze i solidniej zbudowane. Cóż, dobrze, że Asia dostanie na urodziny jeszcze to i owo, dzięki czemu złe wrażenie wywarte słuchawkami zostanie... Zatarte. ;)

Sukienka Asi bardzo fajna, bardzo łatwo można pod nią wkładać ręce i zadzierać ją do góry. :P Świetna zabawa dla takiego prymitywnego samca jak ja. ;) Wyjaśniłem już Asi jaką mniej więcej powinna sobie kupić sukienkę na sierpniowe wesele. Właściwie to mam nadzieję, że będę obecny przy dokonywaniu tego zakupu, jako specjalista od odsłaniania kobiecego ciała. Cholera, gdybym był kobietą ubierałbym się jak zdzira. :D

Ja na weselę idę w tym co mam, ewentualnie kupię sobie jakąś elegancką koszulę. Najfajniej by było, gdybym się wyróżniał czymś z weselnego tłumu. wiadomo, że będę się wyróżniał idiotycznym sposobem tańca, ale jeśli chodzi o ubiór, to hmm... Glany odpadają, bo tym razem w nich nie pójdę. :P


2013.05.09 / Czwartek / 21:56 - Na swoim ukochanym Ursynowie

Poranny spacer do autobusu przez las dał mi się we znaki. Z dnia na dzień pojawiły się komary, których agresja, jak zwykle o tej porze roku, jest ogromna. Odganiałem się jak mogłem, ale i tak szybko pożałowałem, że wierząc w prognozę pogody nie pojechałem do pracy rowerem. Zawsze dziwi mnie fakt, że komary gonią człowieka w lesie, a gdy tylko dojdzie się do zabudowań w Truskawiu to komary w tajemniczy sposób odpuszczają i zupełnie znikają.

W pracy miałem marny dyżur, jedyny marny w tym miesiącu, bo póki co jestem stale na pierwszym miejscu w rankingu ogólnym, a po dyżurze wsiadłem do metra i pojechałem do Asi na Ursynów. Tym razem Asia po raz pierwszy wystąpiła w sukience i po raz drugi miała buty na wysokim obcasie. :) Prawdopodobnie spodziewała się, że zabiorę ją w jakieś kulturalne miejsce na Śródmieściu, ale ja upatrzyłem sobie inny cel - Kopę Cwila, znajdującą się obok stacji Metro Ursynów. :P Biedna Asia musiała tam wdreptać w szpilkach, ale jakoś dała radę, dzięki czemu mogliśmy posiedzieć na górze, ciesząc się promieniami słońca i sobą nawzajem. Byliśmy głodni, ale na jedzenie nie mogłem nic wydać, jako człowiek oszczędny, który dzień wcześniej kupił sobie dwie poduszki. :P


2013.05.08 / Środa / 19:58 - Author Traction

Po zjechaniu z żółtego szlaku wjechałem na długą, asfaltową drogę biegnącą przez takie piękne, malownicze wsie jak Wiersze, Truskawka i Janówek w kierunku szosy gdańskiej. To tak zwany Trakt Partyzancki, którym na rowerze jedzie się bardzo, bardzo przyjemnie, szczególnie wtedy, gdy wiatr wieje w plecy, a tak było tym razem. Niedawno wytyczono tam dziwną i raczej niepotrzebną ścieżkę rowerową, która co kilkaset metrów przeskakuje z lewej strony asfaltu na prawą i na odwrót. Tworzenie ścieżek rowerowych ma sens raczej w Warszawie, ale po co wytyczać pas tylko dla rowerów na wsi, po której prawie w ogóle nie jeżdżą samochody? Albo w jakim celu za Janówkiem powstało rondo, skoro ruch w tym miejscu jest mniej więcej taki jak w naszym Truskawiu? Zdaje się, że Unia Europejska dofinansowuje ronda. Ostatnio wszędzie ich pełno. :P

Wzdłuż szosy gdańskiej dojechałem do Palmir, które także się nieco zmieniły przez kilka ostatnich lat. Wielu majętnych ludzi wybudowało tam sobie piękne, eleganckie domy. Szkoda, że nie jestem jednym z nich. ;) Z Palmir do Truskawia dostałem się słynną drogą biegnącą przez las, wyasfaltowaną na odcinku dziewięciu kilometrów, którą niegdyś często pkkazywano w telewizji, z racji tego, że nagrywano na niej program, w którym testowano samochody. Nie pamiętam jak on się nazywał, ale było to wieki temu... Droga z Palmir do Truskawia zazwyczaj kojarzy mi się ze zmęczeniem, bo najczęściej wracam nią z długich wycieczek rowerowych, gdy jestem już pozbawiony wszelkich sił. Tym razem wycieczka była krótka, więc jechało mi się po prostu dobrze. Zatrzymałem się na mostku, by zrobić to zdjęcie, ponieważ chciałem uwiecznić swój rower z nowymi oponami. :P Przy okazji uwieczniłem też chmarę komarów, którą widać nad rowerem, w postaci swiecących kropek. Zgroza. Paliłbym je wszystkie palnikiem, lub miotaczem ognia, gdybym taki posiadał...

Rower nadal dobrze się trzyma, nadal go bardzo lubię, a z nowymi oponami wygląda dużo ładniej. Mam go już prawie siedem lat, a przecież zdaje się, że tak niedawno go składałem, część po części. Chyba zostawię go sobie do końca życia, wymieniając w nim od czasu do czasu tą czy tamtą część.

Jeździłem samotnie, bez Asi, która i tak nie chyba nie przepada za jeżdżeniem na rowerze, i która przede wszystkim bałaby się jeździć po wydmach Puszczy Kampinoskiej. Fajnie jednak jest zrobić coś samemu, bez swojej kobiety, jak za dawnych lat, wyruszyć przed siebie i na chwilkę zapomnieć, że poszukiwania tej jedynej już dobiegły końca, a zarazem mieć świadomość, że ona tam jest, czeka i... Kocha. Bez niej świat nie byłby jednak tak piękny.


2013.05.08 / Środa / 19:57 - Miejsce po spalonym lesie

Dalej, przy tym samym żółtym szlaku, znajduje się miejsce, w którym kiedyś rósł normalny las sosnowy, a później pojawiła się tam wielka pustka. To efekt pożaru, który wybuchł jakieś osiem lat temu, za sprawą podpalacza mieszkającego w okolicy. Nigdy nie widziałem pożaru na żywo, ale byłem raz w miejscu, w którym straż pracowała nad dogaszaniem.

Pogoda rewelacyjna, brak komarów i przyjemny, lekki wiaterek na otwartych przestrzeniach. W lesie oczywiście nie ma wiatru, co ja osobiście bardzo lubię. Niestety był to ostatni dzień bez komarów tej wiosny. Kilkanaście godzin później te paskudne stworzenia wypezły na świat, siejąc spustoszenie wsród turystów i mieszkańców puszczy. Szkoda, świat bez komarów byłby o wiele przyjemniejszy.


2013.05.08 / Środa / 19:47 - Na żółtym szlaku

Żółty szlak, bardzo przeze mnie lubiany, przede wszystkim w tym właśnie miejscu. Wygodna, prosta droga, wznosząca się w górę i opadająca na kilku odcinkach, jedna z najprzyjemniejszych dróg w całej Puszczy Kampinoskiej. Bardzo fajnie było się tak przejechać, jak dawniej, jak kilka i kilkanaście lat temu, gdy poznawałem Kampinoski Park Narodowy z perspektywy roweru. Dzisiaj mam dużo więcej siły, jeżdżę szybciej, nie męczę się tak jak dawniej i mam o wiele lepszy rower, a przede wszystkim mam w domu problemy, od których lubię sobie uciekać. Tam na szlaku ma się wrażenie, że nic się nie zmieniło, że w domu czeka zdrowa Mama i silny Tata, a ja mam, tak jak dawniej, osiemnaście lat. Cudowne popołudnie, cudowne miejsce... Oby więcej takich wypadów rowerowych. Mam na nie znacznie mniej czasu niż kiedyś.


2013.05.08 / Środa / 19:44 - Bagno w Zaborowie Leśnym

Późnym popołudniem wreszcie postanowiłem ruszyć się z domu. Nie wiem czemu zmarnowałem większość dnia na siedzenie w czterech ścianach, skoro pogoda była tak piękna, ale najważniejsze, że poszedłem po rozum do głowy około godziny 16:00 i wybrałem się na wycieczkę rowerową po puszczy. Początkowo planowałem przejechać krótką trasę, którą kilka dni temu przebyłem pieszo z Asią, ale ostatecznie wybrałem się zdecydowanie dalej, w miejsca, w których już dawno nie byłem. Akurat miejsce uwiecznione na powyższym zdjęciu do nich nie należy, ale... Uwieczniłem. Dla miłośników bagien. ;)


2013.05.08 / Środa / 19:31 - Cztery tony węgla

Dostarczono nam dzisiaj węgiel, cztery tony, za duuuże pieniądze. Teraz ktoś będzie musiał przenieść te cztery tony do garażu i tym kimś będę ja. Wcześniej zawsze robił to Tata i zajmowało mu to zazwyczaj dwa dni. Ja tą ilość zwiozę do garażu w jakiś... Miesiąc. ;) Tyle węgla nam potrzeba na zimę. W zasadzie to można uznać, że potrzeba nam więcej i przydałoby się o wiele intensywniejsze palenie, ale Tata woli palić oszczędnie. Ja marzę tylko o tym, by zamieszkać wreszcie w cieplutkim mieszkaniu w Warszawie i nie musieć już nigdy więcej palić w piecu. Wieś nie jest dobrym miejscem dla leniwych ludzi. ;)


2013.05.06 / Poniedziałek / 20:09 - Nóżki Asi

Piękne nóżki Asi. :) Asia twierdzi, że wcale nie są piękne, ale ja wiem swoje. :P Ustawiłem sobie to zdjęcie jako tło na swoim Facebooku. Najbardziej lubię właśnie tła z nóżkami. :> Śliczna ta moja Asia i kochana. Zadziwia mnie to, że już pięć miesięcy ze mną wytrzymuje. :)

SGGW wydaje się być bardzo fajną uczelnią, lub przynajmniej miejsce, w którym się znajduje, takie jest. Zielono, dużo przestrzeni, niezły dojazd metrem i autobusami, atrakcyjne otoczenie, nowoczesne budynki na nowym kampusie i zabytkowe na starym. Mając dziewczynę z SGGW czuję się prawie tak jakbym sam tam studiował! ;)

Piękne chwile dobiegły końca i po kilka godzinach wróciłem do swojego równie zielonego Truskawia. Przede mną jeden dzień pracy, siedmogodzinny dyżur i w środę kolejny dzień wolny. Pogoda niestety ma być już gorsza...


2013.05.06 / Poniedziałek / 20:05 - Pozycja leżąca

Wspaniale się składa, że Asia studiuje akurat na SGGW, na Ursynowie. Dzięki temu mogę odwiedzać swoją ukochaną dziewczynę, na swojej ukochanej dzielnicy. Coraz bardziej zżywam się z Ursynowem i mam nadzieję, że w przyszłym roku, albo w dalszej przyszłości, zamieszkamy razem właśnie tam, w jednym z Ursynowskich bloków, w wynajętej kawalerce. Uważam, że warto wydawać trochę więcej, ale za to mieszkać w dobrych warunkach, a nie w takich, jakie miałem na Nowolipiu. Tam mieszkanko było raczej... Marne.

Opaliłem się już troszkę. :)


2013.05.06 / Poniedziałek / 20:02 - Asia na zielonej trawce

Po jakiejś godzinie leżenia z Asią na kurtce, stwierdziłem, że jestem głodny. Nie zamówiliśmy pizzy, tylko pojechałem do Żabki po pierwsze w tym roku lody, które następnie skonsumowaliśmy. Pycha. :) Chwilę później na zieloną trawkę przyjechał traktor ciągnący za sobą kosiarkę, przeganiając nas tym sposobem z miejsca naszego relaksu.


2013.05.06 / Poniedziałek / 20:01 - Asia na tle akademików

Pogoda była piękna, zielona trawka z żółtymi mleczami też, nie wspominając już o kobiecie, więc popołudnie mijało bardzo, bardzo przyjemnie. :) Pomolestowałem Asię aparatem fotograficznym, jak zwykle, dzięki czemu mam teraz całą serię zdjęć, takich jak to powyższe. Na Ursynów zabrałem ze sobą słuchawki, które wręczyłem Asi jako prezent... Chyba urodzinowy. ;) Choć urodziny Asia ma dopiero za dwa tygodnie. Skończy wtedy 23 lata. Ja miesiąc później skończę 31.


2013.05.06 / Poniedziałek / 20:00 - Wiosna na kampusie SGGW

Planowałem wycieczkę rowerową w zupełnie innym kierunku niż Ursynów, na przykład nad Zalew Zegrzyński, ale ostatecznie stwierdziłem, że jednak jestem już stęskniony za swoją Asią i pragnę ją ponownie odwiedzić. :) Wsiadłem na czarny rower, w czarnym stroju kolarskim i pomknąłem do metra na Młocinach. Na Ursynów dostałem się właśnie metrem, razem z rowerem, by oszczędzić trochę czasu i sił. Ponownie zwiedziliśmy razem stary kampus, tym razem dokładniej, a następnie rozłożyliśmy się na zielonej trawce na nowym kampusie, w miejscu, w którym odbywają się Ursynalia. Po lewej strojnie zdjęcia widak akademiki, a po prawej wydział... Biologii i rolnictwa, o ile dobrze pamiętam. :) Na pierwszym planie mój rower z nowymi oponami i moja dziewczyna, z nowymi rajstopami. ;)


2013.05.05 / Niedziela / 23:09 - Z Asią w Łazienkach Królewskich

Po pracowitej sobocie, którą spędziłem tnąc drewno i myjąc rowery, nadeszła piękna, wolna niedziela, słoneczna i ciepła. Wsiadłem na rower i dwie godziny później byłem już pod akademikiem Asi. Tym razem pojechałem na Ursynów inną trasą, zjeżdżając w dół ulicą Belwederską. To chyba lepszy sposób, bo tam przynajmniej jest ścieżka rowerowa. W domu założyłem na siebie wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju koszulkę, tak wściekle jaskrawą, że każdy z daleka ją zauważa. W zasadzie na nikim nigdy nie widziałem tak świetlistej koszulki, posiadam chyba jedyny taki egzemplarz w całej Polsce. ;) Niektórzy ludzie na ulicy komentowali mój przejazd słowami "ja pierdolę", większość ogladała się za mną, a sama Asia zamarła z przerażenia na mój widok, gdy ujrzała mnie pod akademikiem. ;) Ja natomiast na widok Asi doznałem natychmiastowej erekcji, jako wielbiciel rajstop, w których ujrzałem ją po raz pierwszy. ;) Nóżki Asi są króciutkie, ale jak dla mnie - śliczne, jak cała ona. :)

Rower zostawiłem przypięty przed wejściem do akademika, zabezpieczając go swoim potężnym u-lockiem i na miasto ruszyliśmy zwyczajnie, autobusem. Wręczyłem Asi wagę cyfrową, którą jej przywiozłem jako prezent na naszą piątą miesięcznicę, a do tego dorzuciłem bilet na Ursynalia, na które Asia chyba jednak pójdzie, sama, ;) Ja najchętniej wybrałbym się na Open'er Festival, na którym w tym roku zagra między innymi Nick Cave and the Bad Seeds, a także Crystal Castles. Niestety karnet na cztery dni kosztuję 450 złotych, a do tego trzeba doliczyć koszty noclegu w Gdyni. Nie stać mnie, jako człowieka oszczędnego. :P

Najpierw poszliśmy zwiedzić okolice starej części kampusu, bardzo ładne, szczególnie o tej zielonej porze roku. Następnie autobusem podjechaliśmy do Łazienek, w których spędziliśmy kilka godzin, przede wszystkim siedząc na ławce i oglądając ludzi, których wzrok przyciągała bardzo skutecznie moja świetlista koszulka. W Łazienkach o tej porze roku jest przepieknie, ale ludzi jest naprawdę mnóstwo. Na szczęście daje się znaleźć wolne ławeczki, na których można sobie przysiąść. W tym dniu na pobliskim stadionie Legii rozgrywał się mecz, który było słychać w całych Łazienkach. Na szczęście po wyjściu nie natkneliśmy się nigdzie na kibiców.

Z Łazienek wróciliśmy w okolice kampusu, gdzie zjedliśmy pizzę w Da Grasso. Co prawda miałem żyć oszczędnie, ale postanowiłem, że nie można oszczędzać na swojej kobiecie, szczególnie gdy jest tak wspaniała i wartościowa jak Asia. :) Mój wybór padł na pizzę, którą ciężko było zjeść, a to z tego powodu, że była bardzo pikantna. Jednym z jej składników były jakieś tam papryczki, które są zdecydowanie palące. Jakimś cudem zjadłem całą swoją połówkę, tak samo jak Asia, ale w przyszłości raczej nie będę zamawiał tego typu pizzy. Dobrze, że nie zamówiłem tej oznaczonej dwoma znaczkami papryczki jako wyjątkowo pikantnej. :P

Powrót do domu zajął mi kolejne dwie godziny. Kawał drogi na to Ursynów, ale warto tam jeździć, warto cieszyć się każdą chwilą spędzaną o boku tej wstpaniałej kobietki, widocznej na zdjęciu. :) Za chwilę znowu do niej jadę. :) Tylko słońce właśnie zaszło...


2013.05.03 / Piątek / 23:20 - Wizyta w akademiku Asi

Po dyżurze pojechałem na Ursynów, do swojej ukochanej, małej kobietki, do jej pokoju w akademiku. Współlokatorek nie było, gdyż wyjechały do swoich domów na majówkę, dzięki czemu mogliśmy się z Asią niegrzecznie bawić w... 0700 bez użycia telefonu. ;) Nawet prysznic wziąłem w tamtejszej łazience. Asia na moje życzenie założyła szorty, które oczywiście są bardzo ładne, ale jak na mój gust, mogłyby być krótsze. :P Tak gdzieś do połowy pośladków mogłyby sięgać. ;)

Przywiozłem ze sobą dysk twardy, by skopiować filmy z komputera Asi, ale nie zrobiłem tego, gdyż komputer nie został mi udostępniony. ;( Asia uważa, że stale krytykuję jej gust muzyczny i filmowy, a nawet, że uważam ją za prostą, lub głupiutką dziewczynę, co oczywiście jest nieprawdą. :P Krytykuję tylko część jej gustu, a jej mądrość oceniam bardzo wysoko. :) W każdym razie filmów nie dostałem, przez co musiałem się zadowolić samą Asią. ;)

Po odwiedzinach zostałem odwieziony przez swoją drugą połówkę na Młociny, z których powróciłem do domu. W ten sposób rozpocząłem swoje trzy dni wolne.


2013.05.02 / Czwartek / 20:46 - Moje nowe buty Specialized

Po raz pierwszy w tym roku wybrałem się do pracy rowerem i w ogóle po raz pierwszy pojechałem nim do pracy w Orco Tower. Co prawda w budynku nie ma wyznczonego żadnego miejsca, w którym można byłoby bezpiecznie zostawiać rower, ale przed budynkiem jest stojak rowerowy pod nadzorem kamer. Mimo obecności kamery nie odważyłbym się tam zostawić żadnego roweru, gdyby nie to, że kupiłem sobie mocne zabezpieczenie przed kradzieżą, kosztujące 200 złotych, firmy Kryptonite - według opinii znawców niemal niezawodne. Waży co prawda aż dwa kilogramy i nie jest elastyczne, bo to zabezpieczenie typu u-lock, ale mam nadzieję, że dzięki niemu mój rower nigdy nie zmieni właściciela. Chyba łatwiej przepiłować stojak niż tego u-locka. ;) Szkoda tylko, że nad stojakiem nie ma żadnego daszku, bo w przypadku opadów deszczu biedny rowerek stoi i moknie, a w upalne dni niepotrzebnie praży się na słońcu. Najważniejsze jednak, że mogę jeździć rowerem do swojej aktualnej firmy.

Skoro o deszczu mowa, to wybrałem sobie zły dzień na pierwszy dojazd do pracy rowerem. Do Warszawy jechało się całkiem przyjemnie, bo rano o 5:00 było sucho, choć chłodno. Niestety, dokładnie o 17:00, czyli wtedy, kiedy zakończyłem dyżur, zaczęło padać. Padało solidnie i nieprzyjemnie przez całą drogę, co odczuwałem coraz dotkliwiej, mimo tego że posiadam kurtkę przeciwdeszczową. Najbardziej we znaki dał mi się brak błotników. Dawno już nie najadłem się tyle błota. Błotników nie mam od czasu gdy zepsułem sobie jeden z nich, wkładając w niego niechcący nogę w czasie jazdy. ;) Przed chwilą zakupiłem sobie nowe przez Allegro, więc w przyszłości, podczas jazdy w deszczu, nieprzyjemny będzie tylko deszcz, a nie błoto chlapiące spod kół, brudzące dokładnie wszystko, całego mnie i cały rower. Na zdjęciu zresztą widać co stało się z moim plecakiem, choć właściwie wygląda tak dopiero po wstępnym wyczyszczeniu... Wcześniej był w koszmarnym stanie. Jutro do pracy pojadę autobusem, bo bilet mam i tak do końca maja. W czerwcu i przez całe lato biletu żadnego nie kupuję, zrobię to dopiero pod koniec września. Od początku przyszłego roku kolejna, pierdolona podwyżka cen biletów.

W domu czekały na mnie nowe buty do mojego czerwonego roweru, nie posiadającego pedałów w systemie SPD. W glanach ciężko się jeździ, a moje eleganckie Ecco nie nadają się do jazdy na rowerze. Jeśli chodzi o buty i ubrania rowerowe to najbardziej cenię dwie firmy - Specialized i Scott. Z produktów obu tych firm jestem bardzo, bardzo zadowolony. Buty, które kupiłem są jednymi z tańszych modeli Specializeda i nie będę do nich montował bloków spd, właśnie po to, by używać ich wraz z czerwonym rowerem. Nadal mam swoje stare buty Specialized, droższe i o wiele lepsze, które z przyjemnością użytkuję już osiem lat, jeśli dobrze liczę. Nadal są w bardzo dobrym stanie. Te nowe mają bardzo fajne odblaski, dzięki którym w nocy będę widoczny z daleka. ;)

W pracy miałem rewelacyjny wynik, podobnie jak wczoraj. Dowiedziałem się, że za kwiecień zarobię całkiem sporo, jak na 162 godziny pracy, bo pracowałem za 12 złotych netto za godzinę, a do tego dostałem premię za przeciąg powyżej piątki i za pracę w Lany Poniedziałek. Moim planem jest wyjście z długu, a nawet znalezienie się na dużym plusie w miesiącu czerwcu. W maju wychodzę na zero, w czerwcu pnę się do dwóch tysięcy. Pomóc może zwrot podatku. Niniejszym ogłaszam miesiąc maj miesiącem oszczędzania! :) Co prawda musiałem kupić błotniki, ale obiecuję sobie, że to ostatni wydatek. Choć potrzebne są mi też rękawiczki rowerowe Specialized, bo Mama zabrała mi poprzednie, by używać je do kul... Hmm. :P

Idę uprać plecak.