2013.06.29 / Sobota / 22:48 - Ostatnie chwile z Asią

Było mi bardzo przykro, że Asia po raz kolejny traktuje mnie jak idiotę i po raz kolejny bawi się moimi uczuciami. Nie przyznała się do tego, że kogoś ma, choć najzwyczajniej w świecie jechała na spotkanie z nim. Tym samym metrem, którym ja jechałem do domu. Na stacji Ursynów wyciągnąłem w kierunku Asi rękę i powiedziałem, że w tej sytuacji powinniśmy się rozstać ostatecznie, powinniśmy pójść swoimi drogami, pożegnać się na zawsze. Poczułem wielki zawód, a nawet niechęć do dziewczyny, która okazała się być zwyczajną kłamczuchą. Asia wahała się przez chwilę, ale jednak ona także wyciągnęła rękę i tym sposobem zakończyły się nasze relacje. Nie przyznała się do tego, że kogoś ma, nie potrafiła wyznać mi prawdy. Zaproponowała, że mimo wszystko nadal może oddać krew dla mojego Taty w poniedziałek, ale ja podziękowałem, odrzucając tę propozycję. Asia wsiadła do innego wagonu niż ja, ale na następnej stacji przesiadłem się i dołączyłem do niej. Chciałem te ostatnie chwile spędzić u jej boku, wyżalić jej się troszkę, oskarżyć o to, że ukrywała przede mną kogoś, i że się mną bawiła. Zrobiłem jej ostatnie zdjęcie, które zamieszczam powyżej. Widać na nim piękną, ale jednak złą dziewczynę, z którą nie chcę się już nigdy spotkać. Możliwe, że nadal możemy się przyjaźnić, że nie usuniemy się ze znajomych na Facebooku, co zawsze uważam za bardzo złe rozwiązanie, że będziemy od czasu do czasu rozmawiać na odległość. Dziewczyna, która wydawała mi się być aniołem, okazała się być taka sama jak te, z którymi nigdy nie chciałem miec nic wspólnego. Może to prawda, że dziewczyna, która całuje się na pierwszej randce, a nawet pozwala wtedy obejrzeć swoje nagie piersi, która tak chętnie wskakuje facetowi do łóżka i robi z nim wszystko na co on ma ochotę, nie jest godna zaufania. To było bardzo przyjemne, że pół roku temu tak szybko zdobyłem Asię, że tak szybko zostaliśmy parą, ale co dobrego z tego wynikło? Całe moje poświęcenie, całe zaangażowanie, okazało się być ostatecznie błędem, a może nawet głupotą. Pora zakończyć to wszystko, pora zrobić sobie pół roku wolnego od wszelkiej miłości, od kobiet i od własnego głupiego romantyzmu. Ja siedzę teraz tu, Asia jest tam, z jakimś mężczyzną, który być może też jej zaufa i też ją pokocha. Może Asia będzie z nim szczęśliwa, bo najwidoczniej ze mną nie mogła taka być. Pozostaje mi tylko wierzyć w to, że kiedyś znajdę właściwą kobietę.

Koniec tegorocznych urodzin, będący zarazem końcem ważnego okresu w moim życiu, okazał się być bardzo smutny. Szkoda, chciałem mieć za żonę kobietę, którą Asia wydawała się być. Po raz kolejny w swoim życiu kochałem. Po raz kolejny niepotrzebnie. Warto pamiętać to co było dobre. Amen.


2013.06.29 / Sobota / 22:33 - Martwe róże

Asia zachowała trzy róże, które podarowałem jej w pierwszych miesiącach naszej znajomości, a raczej naszego związku. Miło z jej strony, tak samo miło jak to, że zostawiła na półce zdjęcie w ramce, na którym jesteśmy razem. Misiek z Krakowa także nadal tam siedzi, przypominając o moim poświęceniu i uczuciu. Co z tego? Wszystko to dziś wydaje mi się zupełnie puste i nic nie znaczące. Dzisiaj, w swoje urodziny, zrozumiałem, że Asia jest dziewczyną, której nie powinienem poświęcać już więcej uwagi, i której nie powinienem darzyć już żadnym uczuciem.

Po wyjściu z akademika poszliśmy razem na stację metra. Po drodze zadzwonił Asi telefon, co nawet mam uwiecznione na filmie. W słuchawce usłyszałem męski głos, a Asia odpowiedziała, że spotkają się zaraz, że nie wie za ile czasu, bo to nie zależy od niej. Odezwałem się, mówiąc specjalnie do mikrofonu, że to zależy ode mnie, od jej chłopaka. :P Asia zdenerwowała się, zakończyła rozmowę, a na moje pytania kto to był, kim jest dla Asi i czemu się spotykają, nie odpowiedziała. Zaczęło się typowe dla tak wielu kobiet kręcenie, ściemnianie i wykręcanie się. Asia nie mogła mi powiedzieć wprost, że ma już kogoś z kim się spotyka, że powinienem dać sobie spokój i przestać się angażować uczuciowo. Jak można to postrzegać, jeśli nie w ten sposób, że Asia po prostu chciała mnie nadal wykorzystywać, przyjmując ode mnie prezenty, kwiaty, chodząc ze mną w różne miejsca, dając mi zupełnie zbędną nadzieję na to, że do mnie wróci. Przecież godziła się nawet na wyjazd do Puław, za który ja bym zapłacił i chciała, bym szedł z nia w sierpniu na wesele. I to wszystko robiłaby spotykając się z kimś nowym.

Moje obawy się potwierdziły. Jest już inny facet, już zostałem zastapiony. Nie mam pewności, ale domyślam się, że tydzień temu Asia dlatego tak milczała, dlatego nie odpisywała na moje smsy i nie odbierała ode mnie telefonu, bo była z nim. W końcu dzisiaj też mamy sobotę, tak samo jak tydzień temu. Idąc dalej można uznać, że Asia poznała tego faceta już miesiąc temu i może nawet to właśnie przez niego mnie rzuciła. Może najpierw mnie z nim zdradziła? Wtedy też tak milczała, straciłem z nią kontakt niemal na dwa dni. Od razu było wiadomo, że coś jest nie tak. Nie chcę wiedzieć kim on jest, czy to ten chłopak z praktyk, czy ten, od którego Asia kupowała książki. Wiem tylko, że on także jest teraz oszukiwany. Nie wie, że dziewczyna, z którą spędza dzisiejszy wieczór, kilka godzin wcześniej była w intymnej sytuacji ze swoim byłym partnerem. To wszystko jest żałosne i smutne, po raz kolejny zawiodłem się na kobiecie i po raz pierwszy tak poważnie zawiodłem się na Asi. Nawet porzucenie mnie tak nie zabolało. Szczerość widocznie nie ma u dzisiejszych dziewczyn żadnego znaczenia...


2013.06.29 / Sobota / 22:20 - Urodzinowe spotkanie w akademiku

Asia zachowywała się dziwnie, gdy do niej jechałem. Od samego rana wykręcała się od spotkania, które jeszcze dzień wcześniej nie było dla niej żadnym problemem. Twierdziła, że jest zmęczona, że chce jej się spać, napisała, że mogę wpaść na kilka minutek, a później wrócić do domu, że powinniśmy spotkać się dopiero w poniedziałek. Mimo wszystko przyjechałem na miejsce, na kampus SGGW, na którym się spotkaliśmy, bo Asia z jakiegoś powodu wyszła z akademika, choć jeszcze chwilę wcześniej była podobno bardzo zmęczona. Nie wyglądała na zmęczoną...

Nie miałem już pieniędzy, by wybrać się z Asią w jakiekolwiek miejsce, ponieważ prawie 500 złotych wydałem na bilet kwartalny. Poza tym nie chciałem wydawać pieniędzy na tak niepewną dziewczynę, która zresztą nawet nie jest moja. Poza tym to moje urodziny, więc czemu to ja miałbym płacić? Na miejscu, w akademiku, potwierdziło się, że Asia nie ma dla mnie żadnego prezentu. Nie zdążyła uciułać przez ostatnie kilka miesięcy nawet niewielkiej sumy na jakikolwiek drobiazg. Ode mnie dostała na swoje urodziny cztery dosyć kosztowne prezenty, a mnie potraktowała... Tak jak widać. Rozumiem, że nie jest bogata, ale o urodzinach wiedziała przecież od dawna.

Nieważne. Zjedliśmy sobie czekolady, które przywiozłem, a także pyszne orzeszki, które ostatnio bardzo lubię. Wypiliśmy piwo, porozmawialiśmy, spędziliśmy czas w przyjemny dla mnie sposób. Fajnie było spotkać się z Asią bez takiego zaangażowania uczuciowego jakim wykazywałem się wcześniej. Zaangażowania nie ma, bo tak jak pisałem, stałem się na Asię dosyć obojętny, po wszystkich jej wyczynach.

Mimo wszystko Asia nadal bardzo mi się podoba, więc nie powtrzymywałem się przed fizycznym zbliżeniem do niej. Po dłuższej przerwie znowu zaznałem z Asią przyjemności, korzystając z jej umiejętności, które zawsze bardzo mi się podobały. ;) Asia co jakiś czas odbierała od kogoś smsy, a w czasie naszego zbliżenia intymnego musiała nawet wyjść na korytarz, by odebrać telefon. Zawsze rozmawiała przez telefon przy mnie, a tym razem postąpiła inaczej, co w jasny sposób wskazało na to, że Asia ma przede mną jakis sekret. Myślałem, że rozmawia ze znienawidzoną przez mnie koleżanką, ale później zrozumiałem, że był to, jak najbardziej, mężczyzna.

Asia chciała zakończyć spotkanie ze mną, nie miała zamiaru spędzić ze mną całego wieczoru i widać było, ża ma zaplanowane coś innego. Nie dostałem żadnego prezentu, jeśli nie liczyć przyjemności seksualnej, ale to nie znaczy, że wyszedłem z pustymi rękoma - wziąłem sobie od Asi szachy, które dostała ode mnie na gwiazdkę, jako jeden z kilku podarków. Asia nie gra w szachy, więc uznałem, że lepiej będzie je sobie przywłaszczyć. ;)

Na koniec Asia wzięła ze sobą torebkę i wyszła z akademika razem ze mną, najwidoczniej z zamiarem odprowadzenia mnie do metra. Ważne, że podczas spotkania nie wyznawaliśmy sobie uczuć, Asia nie powróciła do mnie w żaden oficjalny i wyraźny sposób, a przyjemności seksualnej skosztowałem jako wolny mężczyzna, obdarowany nią przez wolną dziewczynę. Nie podobało mi się to, bo wolę pełne zaangażowanie, ale... Najważniejsze, że urodziny spędziłem ostatecznie przy dziewczynie, która przez ostatnie pół roku była dla mnie najważniejsza i jedyna.


2013.06.29 / Sobota / 21:53 - Tata po raz czwarty w szpitalu

29 czerwca. Moje 31 urodziny. Zacząłem je od napalenia w piecu, co jest konieczne nawet latem, jeśli chcemy mieć ciepłą wodę. Piec jest połączony z boilerem, w którym kiedyś woda była podgrzewana przy pomocy elektryczności. Zrezygnowaliśmy z tej metody, bo co prawda była wygodna, ale kosztowała nas około 300 złotych miesięcznie. Boiler zużywa niestety dużo prądu. Kilka lat temu przeszliśmy na oszczędniejszy system, w którym prąd został zastąpiony ogniem i jest to metoda bardzo tania, ale wymagająca trochę wysiłku. Palenie latem jest na szczęście dużo łatwiejsze niż palenie zimą i do podgrzania wody wystarczy zaledwie kilka kawałków drewna.

Po napaleniu w piecu o godzinie piątej rano, położyłem się ponownie do łóżka. Otrzymałem wtedy pierwsze życzenia urodzinowe, od koleżanki z pracy, która najwidoczniej mnie lubi. Tak, to ta sama, która pożycza mi filmy na dvd, przynosząc je w torebce w serduszka. Miło. Obudziłem się po kilkugodzinnej drzemce i po zjedzeniu śniadania zabrałem się za zwiezienie reszty węgla do garażu. Zajęło mi to ponad godzinę, ale było o tyle mniej męczące, że w ogóle nie przeszkadzały mi komary, które z jakiegoś powodu były zupełnie nieaktywne. Może spały.

Około południa wybrałem się do Warszawy, przede wszystkim z zamiarem spotkania się z Asią, w której towarzystwie zamierzałem spędzić urodziny. Gdy byłem na pętli Młociny, zadzwoniła do mnie siostra i wyjaśniła, że w szpitalu potrzebują krwi, bo dali Tacie już kilka woreczków i powinniśmy w jakiś sposób, że tak powiem, spłacić ten dług. Przestraszyłem się, że za chwilę będę musiał pojechać do szpiala i natychmiast oddać krew, ale okazało się, że to tak nie działa. Po prostu powinniśmy znaleźć kogoś chętnego, z dowolną grupą krwi, kto chciałby w przyszłym tygodniu oddać jedną jednostkę. Asia była na tyle miłe, że zgłosiła się na ochotniczkę, czym dużo zyskała w moich oczach.

Zmieniłem nieco plany i zamiast jechać od razu do Asi na Ursynów, postanowiłem odwiedzić Tatę w szpitalu. Wcześniej planowałem to zrobić w drodze powrotnej. Tata znajduje się pod bardzo dobrą opieką, bardzo sympatycznych pielęgniarek i lekarzy, którzy pomogli mu po raz kolejny. Podobno wczoraj, gdy Tata trafił do szpitala, było bardzo ciężko, a krwotok był większy niż kiedykolwiek wcześniej. Na szczęście pod okiem specjalistów wszystko powoli wraca do jako takiej normy i niebawem Tata powinien opuścić szpital, by móc udać się na wyznaczoną operację.

Miło było odwiedzić Tatę, który w szpitalu zawsze zachowuje się nieco inaczej niż wtedy, gdy jest w domu. Powiedziałbym, że tam mam z nim dużo lepszy kontakt niż tutaj i nie wiem do końca czym jest to spowodowane. Może w trudnych, dramatycznych sytuacjach ludzie stają się bardziej... Ludzcy. Zrobiłem Tacie kilka zdjęć i jedno z nich wrzucam na bloga. Tata leży sam w małej sali, a w całym szpitalu w taki sobotni dzień jest dziwnie pusto. Ogólnie Szpital Bielański robi na mnie bardzo dobre wrażenie i wręcz miło jest tam wpaść w odwiedziny. Tata ucieszył się, że Asia będzie chciała w poniedziałek oddać krew, nie rozumiejąc do końca jakie obecnie relacje mnie z nią łączą. Ja sam też tego nie rozumiejąc opuściłem szpital i pojechałem na Ursynów, na które obecnie znacznie trudniej się dostać, z powodu zamknięcia na okres wakacji dwóch bardzo ważnych stacji - Świętokrzyska i Centrum. Trzeba się przesiadać do tramwaju co jest bardzo upierdliwe. W dodatku metro jeździ rzadziej.


2013.06.28 / Piątek / 22:46 - Atak komarów

Po powrocie z Grodziska Mazowieckiego spotkałem się z siostrą, która akurat przyjechała z Puław. Siostra wspaniale się zajmuje Mamą i bardzo nam pomaga. W Truskawiu nie czekał na nas Tata, nie przyjechał po nas samochodem, ponieważ jest w szpitalu. Na nieco ponad tydzień przed operacją trafił do szpitala, z tym samym problemem, z którym trafiał tam wcześniej. Miejmy nadzieję, że to nie zmieni niczego w sprawie operacji. Skoro nie było samochodu to przez las musieliśmy przejść pieszo, a dzisiaj było to wielkie wyzwanie. Komary były dzisiaj przerażająco uciążliwe. Wystarczyło zatrzymać się na krótką chwilkę, by totalnie obsiadły człowieka. W takich chwilach marzę o posiadaniu małego miotacza ognia, którym mógłbym te wszystkie cholery spalić. Może wystarczy dezodorant i zapalniczka?

Udało mi się uwiecznić kilkanaście komarów na zdjęciu, ale wierzcie mi - to tylko częśc chmary, która latała wokół mnie i siostry. Zabawne, że Jacek rok temu stwierdził, że komary są u nas uciążliwe, gdy tymczasem rok temu mieliśmy rok niemale zupełni bez komarów. Zapraszam teraz do Puszczy Kampinoskiej każdego, kto chce oszaleć. Przyroda nie zawsze jest piękna.


2013.06.28 / Piątek / 20:47 - Jacek jako szczęsliwy tatuś

Jacek wygląda obecnie na bardzo szczęśliwego człowieka. Dręczą go pewne problemy, przede wszystkim zdrowotne, ale mimo tego uśmiecha się tak często jak nigdy wcześniej. Źródłem radości jest jego synek, bardzo spokojny i radosny, którego widziałem dzisiaj po raz pierwszy. Jacek wyszedł z nim po mnie na osiedle, gdy zjawiłem się na miejscu, sadzając go sobie na ramionach. Miło było zobaczyć Jacka w roli tatusia i miło było gościc w jego mieszkaniu. Pod koniec mojej wizyty przyszła nawet jego partnerka, która poznałem co prawda jakieś pięć lat temu, ale której od tamtego czasu ani razu nie widziałem.

Obserwując Jacka i jego syna szybko doszedłem do wniosku, a raczej umocniłem się w przekonaniu, że warto mieć dzieci, że ojcostwo to coś wspaniałego, coś, czego kiedyś chciałbym posmakować. w czym chciałbym się całkowicie zanurzyć. Póki co nie jest mi do tego śpieszno, ale gdyby ktoś mnie pytał, czy chę mieć dziecko, bez wahania odpowiem, że tak. Co prawda przydałyby się odpowiednie ku temu warunki i pieniądze, a przede wszystkim odpowiednia kobieta, która zostanie matką, ale kto wie co przyniesie przyszłość. Może warunki, pieniądze i kobiety dopiszą. ;) Pozostaje pytanie - czy ja aby nie jestem bezpłodny? Moje nasienie jest jakieś takie... Wodniste. ;) Jakby w ogóle nie było w nim plemników. Kiedyś było inne. Hmm. :P

Bycie rodzicem jest trudne, bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność, ale z tego co widzę ma to wielki sens. Chyba największy ze wszystkiego.

Nie mogłem zostać w Grodzisku zbyt długo, bo siostra kazała mi natychmiast wracać do domu, gdy tylko dowiedziała się, że Tata pojechał do szpitala. Jacek odprowadził mnie na dworzec, zabierając ze sobą synka w wózki i tym sposobem pożegnałem się z nim na jakiś czas. Obym ponownie zobaczył go wcześniej niż po roku przerwy, bo własnie przez tyle czasu się nie widzialiśmy. Trochę długo jak na jednego z moich zaledwie dwóch przyjaciół. Może wpadnę do Jacka niebawem ponownie, tym razem z jakąś swoją kobietą, to znaczy z Asią.

Dzisiejszy piątek to ostatni dzień mojego bycia trzydziestolatkiem. Jutro moje trzydzieste-pierwsze urodziny, którę spędzę prawdopodobnie w Warszawie.


2013.06.28 / Piątek / 20:37 - Wizyta u Jacka w Grodzisku

Dzisiaj miałem kilka zadań do wykonania. Przede wszystkim zdecydowałem się w końcu odwiedzić Jacka w jego Grodzisku Mazowieckim i po raz pierwszy zobaczyć jego synka, który obecnie ma już rok i jeden miesiąc. Ode mnie do Grodziska jest całkiem niedaleko, rowerem dojechałbym tam w jakieś dwie godziny, a pociągiem w czterdzieści minut, niemniej od dawna nie mogłem się za to zabrać i stale obiecywałem Jackowi, że kiedyś go odwiedzę. W końcu dzisiaj, korzystając z nadal trwającego urlopu, postanowiłem dotrzymać obietnicy. Po południu wyruszyłem w podróż do Grodziska Mazowieckiego.

Planowałem wyjechać dzisiaj wieczorem razem z Asią do Puław, by uczcić tam swoje urodziny, ale ostatecznie uznałem, że taki wyjazd będzie za drogi i za krótki, nieopłacalny w obecnej sytuacji, w której powinienem żyć oszczędnie. To miłe, że Asia zgodziła się ze mną jechać, ale... Może jeszcze będziemy mieć okazję.

Dzień zacząłem od odwiedzenia ośrodka zdrowia w Izabelinie, w którym odbierałem wyniki badania krwi. Odbieranie jakichkolwiek wyników badań jest ostatnio bardzo stresujące, bo za każdym razem spodziewam najgorszego, ale tym razem kamień ponownie spadł mi z serca - wyniki mam dobre, zupełnie w normie, czyli takie same jak czternaście lat temu, gdy robiłem sobie badanie po raz ostatni. Świetnie. Warto jednak zauważyć, że Mama rok temu też miała dobre wyniki badania krwi...

Po wizycie w ośrodku zdrowia musiałem pojechać na ukochany, zielony, warszawski Żoliborz, a konkretnie na Plac Inwalidów, czyli w okolice mojej szkoły przy ulicy Zajączka. Znajduje się tam oddział hospicjum, którym kieruje pewna pani pomagająca nam w sprawie Mamy. Załatwiałem u niej sprawy związane z przeniesieniem Mamy do hospicjum w Wołominie. W poniedziałek będę musiał pojechać z otrzymanymi papierami w dwa miejsca - do lekarza rodzinnego i na Ursynów, do słynnego już Centrum Onkologii. Nie ma sprawy, nie ma problemu... Sama przyjemność.

Z Placu Inwalidów przeszedłem się do Arkadii, a w niej udałem się do New Yorkera, by zakupić tam spodnie - dokładnie takie same, jakie kupiłem sobie niedawno, bo bardzo mi się one spodobały. Na miejscu spodobały mi się także dwie kolejne pary, więc postanowiłem je sobie kupić, korzystając z przeceny. Mam zapas fajnych, dobrze na mnie leżących spodni, który będzie mi wystarczył na kolejne lata. Tym razem wybrałem naprawdę obcisłe spodnie, nie tylko typu slim, ale także skinny. No tak, moja budowa ciała jest zdecydowanie skinny...

Z Arkadii pojechałem metrem na dworzec Warszawa Śródmieście, na którym stałem w kolejce do kasy przez dwadzieścia minut. Po zakupieniu biletu poczekałem trochę na pociąg, rozglądając się dookoła, podziwiając urodę wszystkich atrakcyjnych dziewczyn kończących w dniu dzisiejszym rok szkolny, a nastepnie wyruszyłem do Grodziska. Na miejscu, korzystając z GPSa, dotarłem na osiedle, na którym mieszka Jacek. Po drodze odebrałem telefon od siostry, która poinformowała mnie, że Tata znowu miał krwotok z pęcherza... Szkoda, bo przez dłuższy czas było dobrze.


2013.06.26 / Środa / 14:24 - Malowanie w pokoju siostry

Dokładnie za tydzień wracam do pracy po urlopie. Jego resztki wykorzystuję głównie śpiąc i oglądając filmy w swoim pokoju. Tymczasem pokój młodszej siostry jest przez nią remontowany - kupiła farbę i dzisiaj zabrała się za malowanie. Moim zdaniem wybrała dziwny kolor, ja jestem tradycjonalistą i preferuję biały. Zresztą siostrze ten kolor także się nie podoba i już na niego narzeka. U mnie także przydałoby się zrobic malowanie, ale ewentualnie zabiorę się za nie wtedy, gdy Mama pojedzie do hospicjum, a Tata do szpitala na operację. Najpierw będę musiał użyć skutecznego, ale strasznie śmierdzącego chloru, który zlikwiduje okropny grzyb zamieszkujący moje ściany, a później będę mógł się zabrać za malowanie. Tyle tylko, że w ogóle mi się tego nie chce robić... Za kilka dni będę miał 31 lat. Nadal nie mam pewności jak i gdzie spędzę urodziny. Ach tak, rano byłem na pobraniu krwi. Nie bolało, ale boję się wyniku.


2013.06.25 / Wtorek / 17:30 - Ostatni podpis Mamy

Przeniesienie Mamy do hospicjum w ogóle mi się nie podoba, ale nie mogę protestować. Nie mogę, ponieważ nie potrafię niczego przy Niej robić. Gdybym potrafił, wziąłbym kilkumiesięczny urlop i był przy Niej aż do końca. Obecnie wszystkim zajmuje się Tata i starsza siostra. Ja tylko nalewam wodę i herbatę do szklanek, no i rozmawiam z Mamą od czasu do czasu... Tata niestety już w lipcu jedzie na operację, więc nie będzie mógł kontynuować swojej opieki. Bardzo się cieszę, że Mama nadal jest w domu, ale to nie ja robię zastrzyki, to nie ja zmieniam pieluchy, to nie ja przygotowuję jedzenie. Tak, na miejscu Mamy chciałbym zostać w domu, wyobrażam sobie jak okropne musi być zawitanie do hospicjum, ze świadomością, że to właśnie w tym miejscu się umrze, jak okropne musi być opuszczenie domu i rodziny ze świadomością, że już nigdy się nie powróci. Będziemy odwiedzać Mamę tak często jak to możliwe, ale leczenie musieliśmy przerwać, gdyż rezultaty były mizerne. Po roku leczenia Mama zmieniła się w kompletny wrak człowieka i obecnie może już tylko poruszać prawą ręką i prawą nogą oraz obracać lekko głową na lewo i prawo. Bardzo to wszystko smutne, koniec nadszedł chyba wcześniej niż się spodziewałem, ale od początku było wiadomo, że taki właśnie będzie... Tak poważny rak, z tak poważnymi przerzutami to wyrok śmierci. Każdy kolejny miesiąc był gorszy, choć najtrudniej było chyba w październiku i listopadzie, gdy Mama nie przyjmowała jeszcze leków od psychiatry. Wtedy przeszła przez największe załamanie, ocierające się o kompletne szaleństwo. Leki od psychiatry pomogły, ale leki ze szpitala onkologicznego nie przyniosły dobrych rezultatów... Na koniec pozostało Mamie już tylko podpisać się na dokumencie będącym zgodą na umieszczenie w hospicjum i przerwanie leczenia. Mama złożyła podpis zupełnie inny niż ten, który znamy z poprzednich lat Jej życia. Podpisała się jak dziecko. Te literki doskonale ukazują stan, w jakim się obecnie znajduje... Wierzę, że śmierć to jednak nie koniec, że Mama odzyska po niej wszystko to co straciła i będzie bardzo, bardzo szczęśliwą duszą. Swoim życiem zasłużyła na szczęście.


2013.06.24 / Poniedziałek / 22:38 - Pierwszy dzień pracy Asi

W poniedziałek wróciłem z Puław do Warszawy. Najpierw pojechałem na Ursynów, do Centrum Onkologii, do pani doktor, która zajmowała się Mamą. Na miejscu okazało się, że zdążę zrobić to na czym mi bardzo zależało - zdążę odebrać Asię z jej pierwszej pracy. Szybko udałem się autobusem na Mokotów i odnalazłem nowoczesny, piękny biurowiec, w którym mieści się firma zatrudniająca Asię w roli ankieterki telefonicznej. Asia akurat wychodziła z budynku, gdy ja do niego wszedłem i tym sposobem spotkaliśmy się po raz kolejny. :) Byłem bardzo szczęśliwy, ale Asia była przede wszystkim podekscytowana pracą, czemu zresztą wcale się nie dziwiłem. Ja po pierwszym dniu na smsach także byłem bardzo podekscytowany. ;)

Nadal czekała na mnie wizyta u pani doktor na Ursynowie, a Asia była tak miła, że zechciała mi towarzyszyć w szpitalu. Po drodze kupiłem jej widoczny na zdjęciu bukiet dziwnych kwiatków, będący kolejnym rzeczowym dowodem mojej miłości i mojego zaangażowania. ;) W szpitalu okazało się, że w kolejce nadal czeka wielu pacjentów, więc uznaliśmy, że zdążymy jeszcze pójść na pizzę do pobliskiej pizzerii. Pizza była smaczna i niedroga. Bardzo się cieszyłem, że znowu mam przy sobie Asię, że udało mi się ją odzyskać i jest prawie tak samo jak dawniej. Po pizzy poszliśmy do szpitala, a po szpitalu pojechaliśmy do Biedronki.

Tam wszystko się popsuło. Asia odebrała wiadomość od znienawidzonej przeze mnie przyjaciółki-współlokatorki, w której zarzucała ona Asi, że się ze mną spotkała. Co gorsze, Asia nie stanęła po mojej stronie, nie broniła mnie, mimo tego, że spotkała się ze mną, przyjęła kwiaty i obiecała, że pojedzie ze mną na weekend do Puław. Powiedziała, że lepiej będzie jeśli nie wejdę na teren kampusu, bo mógłbym tam natknąć się na koleżankę. Poczułem się trochę jak jakieś zbędne ogniwo, ewentualnie jak zabawka lub śmieć, no ale cóż... Zdenerwowany odprowadziłem Asię tylko do przejścia dla pieszych znajdującego się przed główną bramą i pożegnawszy się, powróciłem do domu.

Dowiedziałem się, że koleżanka Asi ma w kontaktach zapisany mój numer gadu-gadu i śledzi moje opisy. Strasznie mnie to wkurwiło, więc jadąc metrem postanowiłem ustawić sobie opis "Krysia won z mojego gg!". Asia natychmiast na to zareagowała, siejąc straszną panikę, zachowując się tak jakby Krysia była wszystkim, a ja niczym. Padły z jej strony bardzo przykre i obraźliwe słowa pod moim adresem, które totalnie mnie rozpierdoliły. Poczułem, że najwidoczniej nic dla Asi nie znaczę, że ma ona gdzieś całe moje uczucie i wszystkie moje starania... Było mi bardzo, bardzo smutno. Po smutku przyszło zobojętnienie... Poczułem, że nie przez to co zrobiła, nie cenię już Asi tak jak przez ostatnie pół roku. Zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle warto mieć z nią cokolwiek wspólnego, czy warto choć trochę się starać... Mimo wszystko wieczorem napisałem, że wybaczam. Pisałem kiedyś, że w miłości nie liczą się słowa, a nawet nie liczą się czyny. Liczy się sam człowiek. Trzymając się tej zasady, całkiem mądrej moim zdaniem, wybaczyłem... Przede wszystkim jednak po tym wszystkim, po kolejnym ciosie zadanym mi przez Asię, nadal czułem i nadal czuję, że Asię po prostu... Kocham.

Głupi romantyk ze mnie, wiem. Zresztą tak jak kiedyś już pisałem - głupi i romantyk to dwa słowa, które zawsze idą ze sobą w parze. Nie szkodzi. Chyba taka powinna być prawdziwa miłość... Głupia. Mimo wszystko chciałbym być traktowany poważnie, chciałbym czuć, że warto kochać. Chciałbym też, żeby dziecinada rozpętana przez durną koleżankę Asi wreszcie się skończyła. Ona nawet nie chce się ze mną spotkać, by porozmawiać o tym wszystkim co ma mi do zarzucenia, nie znając mnie tak naprawdę. Chciałbym żeby Asia była dorosłą kobietą, świadomą tego czego chce od życia i ode mnie. Przecież nikt tu nikogo do niczego nie zmusza...


2013.06.22 / Sobota / 22:22 - Rower lekiem na samotność

Po godzinie 19:00, gdy zrobiło się troszkę chłodniej, wsiadłem na rower i zacząłem nim krążyć po Puławach. Powietrze z przedniego koła schodzi bardzo powoli, więc można sobie trochę pojeździć. Najpierw pojechałem w kierunku Dęblina, ale oczywiście nie jechałem tak daleko, tylko zaraz za rondem skręciłem w prawo, zwiedzając miejsca zupełnie mi nieznane. Na powyższym zdjęciu uwieczniłem tajemniczą ulicę ze ścieżką rowerową i chodnikiem, przy której zupełnie nic się nie znajduje. Są nawet porobione dojazdy do posesji, ale samych posesji jeszcze nie ma, widocznie dopiero będą budowane. Ulica kończy się tak po prostu, w lesie.

Swoją samotność koiłem bardzo dobrą muzyką z cudownego filmu "Broken flowers", oraz ostatnio lubianą przeze mnie Florence + The Machine. W tym roku będzie ona na krakowskim Coke Live Festival, na który się jednak nie wybieram. Niestety nie wybieram się także na Open'er, choć pieniądze przecież mam.

Wkrótce, a konkretnie 10 lipca, Tata wybiera się na operację usunięcia pęcherza. Dostał już termin, więc wszyscy czekamy na ten ważny dzień. Podobno po operacji spędzi w szpitalu przynajmniej miesiąc. Gdzie będzie wtedy Mama i kto będzie się nią opiekował? Tego jeszcze nie wiemy. Wciąż jesteśmy na etapie załatwiania hospicjum. Wszystko tak szybko się potoczyło - w jeden rok Mama całkowicie upadła, powalona przez raka.

W Puławach jestem sam, bo siostra od ponad tygodnia jest w naszym domu rodzinnym, gdzie zajmuje się Mamą. Robi to wszystko wspaniale. Jutro wróci jednak do Puław, a ja prawdopodobnie w poniedziałek pojadę do domu. Zajmowanie się Mamą jest bardzo trudne, ja póki co robiłem niewiele... Jestem pod tym względem dosyć żałosny. To wszystko jest takie... Smutne i bolesne. Mama odchodzi na naszych oczach, rodzina już nigdy nie będzie taka sama, cudowne lata przemijają...

Chciałbym mieć przy sobie kobietę, partnerkę, na którą mogę liczyć, która traktuje mnie poważnie, i która wie czego chce. Niezdecydowanie, niepewność, bawienie sie moimi uczuciami... To wszystko dodatkowo odbiera mi siły... Oby było dobrze.

Edyta, moja ulubiona rozmówczyni z gadu gadu, którą znam od półtora roku, a która do dziś nie chce mi nawet dać swojego numeru telefonu - ona często dodaje mi sił. Dzięki niej odzyskuję wiarę w kobiety, może dlatego, że jest tak zupełnie... Nietypowa. Jest jednak tylko rozmówczynią, bo nigdy nie chciała być nikim więcej, być może dlatego, że zna mój gust i uważa, że po prostu by mi się nie spodobała pod względem wyglądu. Nie wiem jak by było gdybyśmy się kiedyś spotkali i być może nigdy się tego nie dowiem. O Edycie wspominam jednak, bo często jest blisko mnie, na ekranie komputera w formie literek, mogę z nią zawsze szczerze i fajnie porozmawiać.

Dobrze. Tymczasem - gdzie jest Asia? Milczy, nie odbiera telefonów, ignoruje mnie. A przecież dzisiaj Wianki, czyli święto puszczania się! Aaaaaaaaa! :P


2013.06.22 / Sobota / 21:44 - Kawiarnia na skwerku

Kolejna atrakcja na skwerze znajdującym się mniej więcej między blokiem siostry, a Pałacem Czartoryskich - kawiarnia oraz coś w stylu amfiteatru. Póki co nie słyszałem o tym, aby urządzano tam jakieś koncerty, ale miejsce jest. ;)

Nie wiem jak siostra wytrzymuje to samotne mieszkanie w Puławach. Ja jestem tu dopiero drugi dzień, Asia nie odzywa się dopiero, albo aż, od kilku godzin, a ja już wariuję z samotności. Wyobrażam sobie różne straszne rzeczy, do których dochodzi teraz w Warszawie. Czy to nie dzisiaj mamy Wianki? Odczuwam taką samotność już po raz któryś w swoim życiu i zawsze związana ona była z milczeniem dziewczyny, z którą akurat byłem w jakiś sposób związany.

Trzeba przyznać jedno - dziewczyny zazwyczaj mnie olewały. :) Będąc z Asią czułem, że jest pierwszą, która traktuje mnie poważnie, pierwszą, która mnie nie olewa. Oczywiście tylko do czasu, gdy zaczęła mnie olewać. ;)

W zeszłym tygodniu, gdy byłem jeszcze kompletnie wolny, kompletnie porzucony przez Asię, miałem już umówione trzy spotkania, z trzema dziewczynami - koleżanką z pracy, Anią, której bardzo się spodobałem, i która bardzo chętnie by ze mną porandkowała, Mariolką, obecnie porzuconą po pięciu latach przez swojego Michała, która już w 2009 roku pojawiłą się na moim blogu, wychwalana przeze mnie jako najładniejsza dziewczyna z firmy (choć później uświadomiłem sobie, że najładnejsza była jednak Rozalka), oraz Kasią z Sympatii, z którą spotkałbym się pół roku temu, gdyby nie to, że w moim życiu pojawiła się Asia, starszą ode mnie o rok, bardzo mądrą dziewczyną, która właśnie kupuje sobie działkę i buduje dom, za własne, zarobione przez siebie pieniądze.

Będąc już wstępnie umówionym na te spotkania poczułem, że wcale ich nie chcę, że już dokonałem wyboru i chcę walczyć o miłość, którą utraciłem. Zawalczyłem, wsiadłem na rower, pojechałem z gorączką ku swojemu przeznaczeniu. Chcę dalej iść w tym kierunku, chcę postawić właśnie na tę dziewczynę, na Asię. Tylko czy mogę jej ufać? Czy będzie traktować mnie poważnie? Czy będzie mnie szczerze kochać?

Wczoraj, po bardzo udanym spotkaniu, napisała, że brakowało jej mnie. Może więc naprawdę wróci i może naprawdę przy mnie zostanie? Chciałbym konkretnie wiedzieć.


2013.06.22 / Sobota / 21:42 - Bardziej samotny niż zwykle

Boże, jak gorąco i duszno. W puławskim mieszkaniu poza sprawną spłuczką przy sedesie, brakuje jeszcze jednej rzeczy - wentylatora, którym można byłoby się chłodzić w tak upalne dni. Jest godzina 21:30, właśnie wróciłem z przejażdżki rowerowej po Puławach. Po południu byłem na krótkim spacerze, ale w parku znalazłem tylko jednego pawia, który w dodatku nie chciał mi pokazać swoich piór. Z parku poszedłem na przeprojektowany skwer, którego częśc uwieczniłem na powyższym zdjęciu. Bardzo ładna fontanna, bardzo ładne ławeczki, alejki i kilka innych atrakcji. Tak, jest zdecydowanie lepiej niż dotychczas. Może projekt nie był zgodny z wizją księżnej Izabeli, ale i tak jest bardzo ładnie. Szkoda, że nie miałem dziś przy sobie Asi, z którą mógłbym się poprzytulać na ławce przy fontannie, tak jak widoczna na zdjęciu para. O tak, samotność mi dzisiaj doskwiera, poczułem pustkę, spotęgowaną milczeniem Asi, która spędza dzisiejszy dzień ze swoją najlepszą przyjaciółką. Takie milczenie zawsze było zwiastunem czegoś złego. Oby przyjaciółka nie napuszczała na Asię jakichś, według niej, lepszych ode mnie kandydatów na partnera. Jestem w bardzo głupiej sytuacji - nie wiem czy mam dziewczynę, czy nie.


2013.06.22 / Sobota / 11:14 - Nowe barwy puławskiego bloku

Blok w Puławach przechodzi właśnie remont. Obłożono go stryropianem, pomalowano i założono nowe balkony. Jest teraz ładniejszy, ale remont nadal trwa i od strony klatki, w której mieszka siostra, nadal wszystko jest po staremu.

Miałem dzisiaj pojechać do Dęblina, ale okazało się, że rower naprawdę ma przebitą dętkę. Cholera, znowu trzeba będzie kupić nową. Myślałem o tym, by pojechać tam busem, poszedłem nawet na przystanek na Wojska Polskiego, po drodze kupując sobie małą wódkę, ale na miejscu okazało się, że zmieniono rozkład jazdy i na busa musiałbym czekać ponad godzinę. Zmieniłem więc zdanie, dałem sobie spokój ze świętowaniem pięciolecia mojej pierwszej w życiu randki i po prostu pospacerowałem sobie po Puławach. Posiedziałem na ławce, wysączyłem trochę wódki, a następnie odwiedziłem Galerię Zieloną, w której wypatrzyłem słynny koncert unplugged Nirvany na dvd, którego w zasadzie jeszcze nigdy nie oglądałem. Kosztował tylko 20 złotych, więc go sobie kupiłem. Co mi tam. Kocham Nirvanę, a Kurta Cobaina uważam za jednego z najbardziej niezwykłych ludzi ever. To niezwykłe, że pozostanie wiecznie młody...

Koncert obejrzałem, jest piękny, piękniejszy niż myślałem, a obecnie siedzę sobie przy laptopie, który ostatnio bardzo mocno się grzeje. Wybieram się za chwilę na drugi spacer, tym razem do parku, w którym od tego roku mieszkają pawie, zupełnie jak w Łazienkach.

Brakuje mi Asi, która pewnie spędza dzisiejszy dzień ze swoją cudowną przyjaciółką... Męczy mnie ten temat Krysi i nie podoba mi się w ogóle. To tak jakbym ja kierował się radami Jacka lub Łukasza dotyczącymi mojej dziewczyny. Jakbym nie miał własnego serca i rozumu. Do kurwy nędzy - trzeba mieć jaja. Kobiety też powinny je mieć. W tej kwestii zachowanie Asi mi się nie podoba... Póki co jednak zdaje się trzymać moją stronę, choć nie w taki sposób, jakiego bym sobie życzył. Za dużo w tym wszystkim ściemniania. Jak można ukrywać przed przyjaciółką, że spotkało się ze swoim mężczyzną?

Idę spacerować. Pogoda piękna, tylko strasznie gorąco.


2013.06.21 / Piątek / 19:11 - Nieplanowany wyjazd do Puław

Choroba minęła. Ciężko było w poniedziałek, po powrocie ze słynnej już wyprawy rowerowej, oraz we wtorek, a szczególnie w nocy z poniedziałku na wtorek. Tak okropnie czułem się ostatnio kilka lat temu, nie pamiętam dokładnie kiedy. Na szczęście środa przyniosła zauważalną poprawę mojego stanu zdrowotnego, przestałem mieć dreszcze i mogłem nawet wyjść z łóżka. Niestety nie byłem jeszcze w stanie pojechać do Warszawy, przez co nie spotkałem się z Asią, która w tym dniu jechała akurat do pewnej firmy, w sprawie rozmowy o pracę. Nie poszedłem także na wyznaczony i opłacony egzamin teoretyczny z prawa jazd, na który zresztą nie byłem odpowiednio przygotowany. Trudno, tak wyszło... Najważniejsze, że Asia chciała się ze mną znowu spotkać - poczułem, że jestem na dobrej drodze do jej odzyskania.

W czwartek wybrałem się do swojego lekarza rodzinnego, od którego dostałem skierowanie na badanie krwi. Odbędzie się ono w najbliższą środę, wcześnie rano. Lekarz opieprzył mnie trochę za to, że nie przyniosłem mu wyników prześwietlenia kręgosłupa, na które skierował mnie jeszcze zimą. No cóż... Najważniejsze, że już nie odczuwam takiego bólu jak wtedy, pod warunkiem, że nie wchodzę na żadne górki. Nie wiem do końca po co robię sobie badanie krwi i zdaje się, że lekarz także tego nie wie. Chyba bardziej przydałoby mi się jakieś prześwietlenie brzucha...

W czwartek uzgodniliśmy z Asią, że spotkamy się następnego dnia - w piątek. Bardzo się cieszyłem, planowałem zabrać Asię na obiad i spędzić z nią resztę dnia, cały wieczór, a nawet kawałek nocy. MIałem nawet zamiar zabrać Asię do klubu, by po raz pierwszy z nią potańczyć. Niestety w piątek rano okazało się, że Asia już nie chce się ze mną spotkać, zaczęła się wykręcać twierdząc, że jest za gorąco, choć dzień wcześniej, w taką samą pogodę wybrała sie na rowerze na wycieczkę do Wilanowa ze swoją współlokatorką - przeklętą przeze mnie Krysią. Zasmuciłem się tym, że Asia znowu się ode mnie odwraca, a do tego wciska mi kit. Zdenerwowany spakowałem swój plecak i postanowiłem uciec od tego wszystkiego do Puław. Poczułem, że Asia jest niepoważna i bawi się moim uczuciem, najpierw będąc dla mnie bardzo miłą i kochaną, zapraszając mnie do swojego życia, a dzień później traktując mnie jakbym był zupełnie nieważny.

Zamówiłem sobie busa na godzinę 14:45, ale w Warszawie zjawiłem się już około południa. Asia napisała mi, że wyszła z akademika i pojechała na Stare Miasto. Początkowo chciałem ją zingorować, udając sie na zakupy do Złotych Tarasów, ale tęsknota okazała sie być silniejsza. Świadomość, że Asia spaceruje sama tak niedaleko mnie sprawiła, że zaraz po wyjściu z metra skierowałem się w jej stronę. Z muzyką Insurge w słuchawkach (cudowny zespół), zmęczony upałem, mijając po drodze Macieja Orłosia, dotarłem na Krakowskie Przedmieście i tam, w tłumie skąpo ubranych dziewczyn, wypatrzyłem swoją malutką ukochaną, w seksownej, niebieskiej koszulce i szortach. Nawet bez makijażu wygląda pięknie. Poczułem, że oto właśnie jest moja kobieta, że nie chcę, by znikała z mojego życia, zapragnąłem ją przytulić i spędzić z nią przynajmniej godzinę. Asia zareagowała na mnie bardzo pozytywnie, tak jak podczas wszystkich naszych pierwszych spotkań sprzed pół roku. Poszliśmy do Harendy, usiedliśmy na sofie, na której siedzieliśmy pdoczas naszej pierwszej randki i było zupełnie tak jak wtedy, jak podczas pierwszych randek, a nawet lepiej - intensywniej. Poczułem, że kocham Asię tak jak nigdy jeszcze nie kochałem i ucieszyłem się, że znowu jest obok mnie. Pragnąłem okazać jej swoje uczucia tak szczerze i prawdziwie jak tylko potrafię, cieszyłem się każdą chwilą, którą razem dzieliliśmy i chyba po raz pierwszy powiedziałem z takim przekonaniem te najważniejsze słowa - kocham Cię. Wcześniej zawsze miałem wrażenie, że brzmią troszkę sztucznie, lub nie mają odpowiednij siły. Teraz brzmiały w moich ustach zupełnie inaczej - tak jak zawsze tego chciałem.

Najważniejsze, że Asia wydawała się być u mego boku szczęśliwa, że chyba zauważyła moją odmianę i być może poczuła z mojej strony to zaangażowanie, którego pragnęła wcześniej, przez brak którego mnie porzuciła. To prawda, nasze ostatnie randki, a może nawet kilka ostatnich miesięcy naszych randek nie miało tej intensywności, a ja nie byłem tak zaangażowany, jak na początku. Sam nie wiem dlaczego... Może wydawało mi się, że nawet nie muszę się starać. Może to przez wielkie problemy w domu? Teraz chcę się starać każdego dnia...

Niestety pojawił się jeden problem - Asia wyjaśniła, że nie chciała się ze mną spotkać, bo jej wspołlokatorka, która bardzo mnie nie lubi, odradza jej sie ze mną kontaktować. Tu zaczyna się całkiem nowy, obszerny temat i tutaj także zaczyna się moje wkurwienie. Wygląda na to, że mam rywalizować o Asię z jej współlokatorką, którą mało obchodzi to, że szczerze kocham Asię, która uważa, że jestem jakimś totalnie okropnym człowiekiem, a przede wszystkim - która mnie nie poznała osobiście. Podobno wyrobiła sobie zdanie na mój temat już po sekundzie patrzenia na mnie, gdy minęła mnie gdzieś na kampusie, nie podając mi nawet ręki. Zna mnie z mojego bloga, którego nie wiem po cholerę czyta, skoro mnie tak nie lubi, oraz z opowieści Asi. Krysia - bo tak brzmi jej przeklęte imię, uważa najwidoczniej, że Asia nie może mieć własnego zdania na mój temat, lub nie może go zmienić, że powinna się jej słuchać jakby była jakimś posłusznym pieskiem, albo cielakiem, a nie człowiekiem.

Szczęście, że odzyskałem Asię, a chyba tak się stało, miesza się więc teraz we mnie z poważnym wkurwieniem. Mam nadzieję, że Asia będzie mnie traktować poważnie, jak dorosła kobieta, którą przecież jest, a nie jak jakaś nastolatka, słuchająca się swoich koleżanek. To ze mną spędzi resztę życia, jeśli się na to zdecyduje, a nie z Krysią, która ma już narzeczonego i w przyszłości będzie skupiona na sobie samej. Podobno Krysia jest dla Asi jak siostra, ale co to za siostra, przed którą trzeba ukrywać, że spotkało się ze swoim partnerem? No tak, tylko czy ja już jestem ponownie partnerem Asi? Może wcale nie... Usunąłem się z Facebooka, więc nie wiadomo jaki mam oficjalny status. ;)

Żaden kolega nigdy nie decydował za mnie w żadnej sprawie. Żaden nie wpieprzał się w moje życie, dostawałem najwyżej jakieś rady lub opinie, to wszystko. U kobiet najwidoczniej jest inaczej i nie będę się nawet starał tego zrozumieć. W Krysi nie ma ani odrobiny dobrej woli, czytała mojego bloga przez pół roku i nie dopatrzyła się we mnie niczego dobrego, a wszystko co pisałem tutaj o uczuciu do Asi najwidoczniej w ogóle do niej nie dotarło. :/

Pozostaje mi się tylko cieszyć tym, że mama Asi mnie polubiła. Rodzice moich dziewczyn zawsze mnie lubili. Nie rozumiem co jest we mnie tak okropnego, by mnie tak nienawidzieć jak Krysia. Asia poprosiła mnie o zmianę hasła, by Krysia nie mogła już wchodzić na mojego bloga. Bardzo dobrze, bo nie mam zamiaru, by moje słowa czytali ludzie pozbawieni serca, dobrej woli i rozumu.


2013.06.18 / Wtorek / 13:53 - Fatalne skutki zdrowotne wyjazdu

Po zwymiotowaniu poczułem się trochę lepiej. Przejechałem trzy kolejne miejscowości, wytrząsłem się na polnej drodze, widocznej na wcześniejszym zdjęciu i po dojechaniu do szosy gdańskiej usiadłem w cieniu na przystanku PKS. Tam zrobiłem powyższe zdjęcie. Byłem bardzo słaby i bardzo głodny, wyjąłem więc drugą kanapkę, obrałem ją ze skórki, której wydawała mi się ohydna i spróbowałem się nieco posilić. Dałem radę ugryć tylko kilka kęsów... Już sam zapach pasztetu wywoływał u mnie mdłości... Z przystanku zadzwoniłem do siostry i przyznałem się do tego, że pojechałem do Asi. Wcześniej robiłem z tego tajemnicę, twierdząc, że po prostu jadę na zwykłą wycieczkę. Powiedziałem, że nie będę w stanie pojechać na Ursynów, bo okropnie się czuję, więc przynajmniej ten problem miałem z głowy. Na przystanku, w cieniu, poczułem się troszkę lepiej, ale zaraz musiałem wyjechać na szosę, na slońce, które szybko doprowadziło mnie do kolejnego wymiotowania na poboczu. Po nim także na chwilkę zrobiło mi się lepiej i do Palmir dojechałem bez kolejnych postojów, tym razem pchany wiatrem wiejącym prosto w plecy, który znacznie skrócił moją podróż. O tak - wiatr ma wielkie znaczenie podczas podróży rowerowych.

Pod Palmirami położyłem się na trawie, na której przeleżałem jakieś 20 minut. NIe odzyskałem w ten sposób sił, nie poczułem się dzięki temu lepiej - pozostał mi do przejechania ostatni, trzynastokilometrowy odcinek przez las. Do cmentarza jedzie się asfaltem, ale od cmentarza zaczął się koszmar. Brukowana, wyboista droga, a następnie szutrowa, prowadząca do Truskawia i w końcu ostatnie dwa kilometry od Truskawia do naszeg domu - to był istny horror. Byłem w takim stanie, że już niemal zaczynałem mieć omamy wzrokowe, strasznie kręciło mi się w głowie i cały czas chciało mi się wymiotować. Resztką sił dotarlem do domu, gdzie od razu położyłem się do łóżka... 38,3 stopnie gorączki.

W sumie przejechałem ponad 80 kilometrów. Wyjazd był głupi, nie powinienem był jechać, czując się tak marnie po przebudzeniu. Powinienem był zawrócić po przejechaniu dwóch kilometrów, gdy wiedziałem już, że coś jest nie tak z moim organizmem. Nie mogłem jednak tego zrobić. Asia pomyślałaby, że tylko dużo gadam, dużo piszę, a niewiele robię. Pomślałaby, że wcale jej nie kocham, a przecież...

Nigdy nie chciałem naszego rozstania. Kocham ją tak bardzo. Tym wyjazdem chciałem to udowodnić... Mam nadzieję, że się udało. Mam nadzieję, że wrócimy do siebie. Tylko tego chcę.


2013.06.18 / Wtorek / 13:52 - Asia przed swoim domem rodzinnym

Po niemal trzech godzinach jazdy dotarłem do celu. Asia wyszła po mnie na drogę, przywitaliśmy się po niemal trzech tygodniach przerwy, przytuliliśmy i chyba nawet pocałowaliśmy. Poznałem sympatyczną mamę Asi, której wręczyłem czekoladę kupioną w pobliskim sklepie. Poznałem też agresywnego, dużego psa, który sprawił, że za nic w świecie nie chciałbym wejść na podwórko. Nie wchodziłem więc ani do domu, ani na podworko, pokręciłem się z Asią dookoła jej rodzinnej posiadłości, poznałem jej niesłyszącego brata i drugiego, małego pieska. Podobno przypadłem do gustu mamie Asi, co mnie bardzo cieszy, choć nie wiem jak to się stało, bo niewiele mówiłem, głównie z powodu hałaśliwych psów. Taty i dziadka nie było w domu, gdyż akurat pojechali do miasta. Może poznam ich nastepnym razem...

Znowu mogłem przytulić Asię, znowu mogłem ją pocałować. Przypomniałem sobie jak to jest mieć ją obok siebie i wiedziałem, że warto było przejechać te czterdzieści kilometrów. Od dawna chciałem poznać jej dom i jej rodzinę, bo dla mnie zawsze jest to bardzo ważne, ale jakoś nie było okazji... Szkoda, że nie mam jeszcze pierścionka zaręczynowego, bo mógłbym się tam na miejscu oświadczyć, padając przed Asią na kolana. Na kolana i tak padłem, ale oświadczyn jednak nie było... Oświadczyny nie powinny chyba następować w takim niepewnym momencie - po porzuceniu.

Na miejscu postanowiłem posilić się swoją kanapką z pasztetem, ale po jednym gryzie poczułem, że coś jest nie tak. Od razu rozbolał mnie brzuch i zrobiło mi się słabo. Kanapki nie byłem już w stanie dalej jeść, przekazałem ją więc Asi (trzyma ją na zdjęciu), by nakarmiła nią psa. Nagle zrobiło mi się niedobrze, zaczęło mi się kręcić w głowie... Poczułem, że powrót do domu będzie bardzo trudny.

Wiedziałem, że na miejscu mogę zostać jeszcze tylko przez kilkanaście minut, bo śpieszyłem się do szpitala na Ursynowie. Pożegnałem się z Asią, pożegnałem się z uśmiechniętą mamą i szczekającym psem. Wsiadłem na rower i ruszyłem w stronę Warszawy. Nie ujechałem jednak daleko, bo już kilkaset metrów dalej musiałem się zatrzymać i najzwyczajniej zwymiotować na pobocze. Okropność. Powrót do domu okazał się być jednym z najkoszmarniejszych doświadczeń mojego życia.


2013.06.17 / Poniedziałek / 16:41 - Wyprawa do domu rodzinnego Asi

Asia porzuciła mnie ponad dwa tygodnie temu, ale to nie znaczy, że się nie odzywa. Wprost przeciwnie, cały czas mam z nią dobry kontakt, cały czas jest dla mnie bardzo miła... Jest też zazdrosna o dziewczyny, które zaczęły ze mną rozmawiać, gdy tylko dowiedziały się, że jestem już wolny... Samotny.

W niedzielę wieczorem, gdy dowiedziałem się, że Asia jest w swoim domu rodzinnym, w którym pozostanie do wtorku, postanowiłem wykorzystać szansę i odwiedzić ją tam po raz pierwszy, poznając tym samym jej rodzinę i miejscowość, w której się wychowywała. Miałem też oddać Asi skarbonkę-kotka, w której kiedyś zbierałem pieniądze na pierścionek zaręczynowy dla niej. Wiedziałem, że będę musiał wyjechać wcześnie rano, ponieważ w poniedziałek miałem jeszcze udać się na Ursynów, do Centrum Onkologii, mniej więcej na godzinę 15:00. Spałem tylko pięć godzin i obudziłem się bardzo zmęczony, zjadłem tylko dwa niewielkie tosty z pasztetm i o godzinie 7:30 wyruszyłem rowerem w kierunku Palmir, w kierunku szosy gdańskiej, którą miałem się dostać na drugą stronę Wisły.

Ode mnie do Asi jest w sumie 40 kilometrów. Już na samym początku jechało mi się ciężko, miałem dziwne zawroty głowy, ograniczone pole widzenia, odczuwałem ból w całym ciele. Uznałem jednak, że to wszystko są objawy niewyspania i jechałem dalej. Już kilometr od domu uświadomiłem sobie, że zapomniałem zabrać skarbonki, która oficjalnie była najważniejszym powodem mojego wyjazdu do domu Asi.

Dojazd szosą gdanską do mostu na Wiśle był łatwy, ale po drugiej stronie musiałem korzystać z GPSa, by trafić na miejsce. Nigdy nie jechałem rowerem tak daleko w tamtym kierunku, są to dla mnie nieznane tereny, ale moduł GPS w połaczeniu z moją Nokią to zestaw gwarantujący dotarcie do celu. :) Po zjechaniu z szosy gdańskiej wjechałem na polną drogę widoczną na powyższym zdjęciu i bardzo, bardzo mi się tam spodobało. Piękne, wiejskie tereny, rozległe łąki i pola. Czułem się już lepiej, pogoda była bardzo ładna, ale wiatr wiał prosto w twarz, znacznie utrudniając jazdę.

Przede wszystkim jednak byłem szczęśliwy, że Asia zaprosiła mnie do swojej miejscowości, że chciała się spotkać, że była dla mnie tak samo miła jak dawniej...


2013.06.16 / Niedziela / 22:35 - Początek smutnego urlopu

Najpiękniejsze zawsze są pierwsze minuty urlopu. :) Nie żegnając się z nikim, nie mówiąc cześć, wyszedłem z firmy, zjechałem windą na dół, przeszedłem przez hol i obrotowe drzwi, by znaleźć się na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich z ulicą Chałubińskiego. Poszedłem na tyły Orco Tower, gdzie zrobiłem to zdjęcie i gdzie rozpocząłem spacer ku dwutygodniowej wolności. Pogoda piękna, ale urlop nie będzie tak wesoły jak przez wszystkie poprzednie lata. Mama chora, Tata szykujący się na operację, dziewczyna odeszła, mimo że ją kocham... Mogłoby być lepiej.


2013.06.15 / Sobota / 22:41 - Jutro początek urlopu

Kartka z pomocami ortograficznymi wisząca na jednym stanowisku w firmie... Muszę przyznać, że wszelkie starania o dobry wynik w czerwcu sobie odpuściłem. Uznałem, że skoro przez dwa tygodnie będę miał urlop to średnia i tak nie będzie ważna - jakakolwiek by nie była, zarobię mniej niż 1000 złotych. W sumie będzie dobrze, jeśli zarobię chociaż ponad 500 złotych.

Smutno mi jakoś w czerwcu... Pracować ciężko. W staraniach sensu nie widać. Na szczęście urlop już blisko.


2013.06.12 / Środa / 16:55 - Niepotrzebnie kochałem

Nadal jestem w szpitalu, czekam i czekam, kolejka jest długa. To bardzo ładny, ciepły dzień, pogoda nareszcie jest rewelacyjna... Siedziałem sobie szczęśliwy, mając świadomość, że wieczór spędzę z Asią, ale nastąpiła szybka odmiana, nagle dostałem od niej wiadomość mówiącą o tym, że przykro jej, ale dzisiaj się nie zobaczymy. Godzinę później dostałem drugą wiadomość, w której Asia stwierdziła, że powinniśmy dać sobie więcej czasu, oraz jeszcze jedną, z której dowiedziałem się, że teraz tej miłości już nie ma. Wszystko jasne... Bardzo ważna zasada - ktoś kto kocha, nie rzuca. Zwłaszcza nie w taki sposób. Więc jednak do siebie nie wrócimy. W takich przypadkach mówi się, że zostaniemy przyjaciółmi, ale nie ma się co oszukiwać, prawdopodobnie już nigdy się nie spotkamy. Ludzie, którzy byli ze sobą tak blisko, już nigdy ze sobą nie porozmawiają... To bardzo smutne.

Po raz ostatni widziałem Asię, gdy wsiadała do metra na stacji Politechnika, chwilę po tym, gdy powiedziała, że bardzo mnie kocha... Powiedziała to bez przekonania, jak zawsze, ale słodko, tak jak tylko ona to mówiła... Wtedy w metrze patrzyłem na Asię, odprowadzałem ją wzrokiem, chciałem, żeby w wagonie spojrzała raz jeszcze w moją stronę, tak jak zawsze to robiła, co zawsze bardzo mnie cieszyło, ale tym razem... Nie spojrzała.

Pozostaje mi się wycofać. Kochać warto tylko tych, którzy kochają. Minie trochę czasu i przestanie boleć, jak zwykle... Aż w końcu znajdzie się kolejna dziewczyna... Tylko że ja sam, wbrew pozorom, niełatwo się zakochuję.

Dziękuję Asiu. Było miło, zwłaszcza mi, ale się skończyło...


2013.06.12 / Środa / 12:49 - Mama już nie wstaje z łóżka

Zdjęcie z wczoraj. Na nogach mam nowe spodnie, które kupiłem sobie kilka dni temu w New Yorkerze, razem z dwiema koszulami. Odkryłem, że w New Yorkerze znajdują się spodnie w odpowiednim dla mnie rozmiarze, to jest 29 na 30, a nawet mniejsze, w które nawet ja nie mogłem się wcisnąć. Będę sobie musiał kupić kilka par, bo większość starych już się ściachała, a przede wszystkim spodnie kupowane przeze mnie w poprzednich latach są na mnie za duże, nie dlatego, że schudłem, tylko dlatego, że nie byłem kiedyś świadom tego, jaki powinienem nosić rozmiar. :) Odpowiednie są po prostu te, które nie spadają ze mnie bez paska.

Jestem właśnie w szpitalu na Ursynowie, tym razem sam, w sprawie transportu sanitarnego. Na razie czekam aż wszyscy pacjenci zapisani do pani doktor zakończą swoje wizyty, a jest ich jeszcze całkiem sporo. Potrwa to na pewno jeszcze ponad godzinę. Transport sanitarny przysługuje za darmo właśnie takim osobom jak Mama, które nie mogą się dostać do szpitala środkami komunikacji miejskiej lub własnym samochodem. Przyjeżdża karetka i pacjent jest transportowany na noszach do szpitala, a następnie do domu. Mama ma wyznaczone dosyć poważne badanie na 25 czerwca i właśnie na ten dzień należy zamówić transport, najpierw u pani doktor ze szpitala, a następnie u lekarza rodzinnego.

Byłem dzisiaj w Izabelinie w ośrodku zdrowia, gdzie zapisałem się na swoją własną wizytę u lekarza rodzinnego. Postanowiłem wreszcie wziąć się za swoje zdrowie, bo w ciągu ostatnich miesięcy boł pojawiał się i znikał w kilku miejscach mojego marnego ciała - w kościach (zwiastun przerzutów raka na kości), w kiszkach (zwiastun raka żołądka), w gardle (zwiastun raka krtani) i w sercu (zwiastun zbliżającego się zawału). Właścwie gardło nadal mnie boli, od kilku tygodni, choć na pewien czas przestało, gdy brałem lek Septolete, a serce po raz pierwszy zaczęło mnie bardzo mocno kłuć kilka dni temu. Gdy w pracy pojawia się ból, to ciężko mi z nim wysiedzieć, strasznie się męczę i marzę o jak najszybszym wyjściu do domu, boli mnie cała lewa część klatki piersiowej i drętwieje mi lewa ręka, a nawet noga. Przede wszystkim do lekarza idę jednak po skierowanie na badanie krwi, bo ostatni raz miałem je robione w wieku 18 lat. Wyniki miałem wtedy bardzo dobre. ;) Do lekarza idę w przyszłym tygodniu, w czwartek.

Za jakąś godzine, lub później, opszczę Centrum Onkologii i pojadę w kierunku kampusu SGGW, by po dwutygodniowej przerwie spotkać się z Asią. Zdaje się, żę pójdziemy razem na pizzę do La Tomatina...

Bez Asi ciężko żyć i ciężko myśleć o przyszłości. Póki co przyszłość jest nieznana, bardziej niż zwykle.


2013.06.12 / Środa / 12:47 - Pokolenie Bajtka i Top Secretu

Tę notkę napiszę, gdy będę w odpowiednim nastroju...


2013.06.09 / Niedziela / 20:15 - Asia tu była

Po raz kolejny notkę piszę kilka dni po zamieszczeniu zdjęcia. Chyba po raz ostatni tak robię, bo akurat w tym przypadku to co chciałem napisać wtedy jest zupełnie inne od tego co chcę napisać teraz. Przede wszystkim bardzo szybko zmieniła się sytuacja związana ze zdrowiem i sprawnością Mamy. Następnego dnia po wizycie w szpitalu na Ursynowie Mama straciła możliwość poruszania się. Nawet dojście do łazienki okazało się być niemożliwe, a posadzenie Mamy na wózek i zawiezienie Jej tam bardzo trudne. Kilka dni później Mama położyła się do łóżka, ale już z niego nie wstała i tak właśnie wygląda obecna sytuacja, Mama leży w łóżku, odczuwając ból w każdym miejscu swojego ciała, a przede wszystkim w miednicy, lewej nodze i lewej ręce.

W takim przypadku pisanie o problemach sercowych, o dziewczynie, o tym co było i tym co może być, wydaje się być nieco nie na miejscu. O Asi mogę najzwyczajniej i najprościej napisać - chciałbym, żeby wróciła i mam nadzieję, że tak się stanie.

Wszyscy chcielibyśmy, żeby Mama wróciła chociaż do stanu sprzed dwóćh tygodni, ale to chyba nie jest już możliwe... W życiu jedne rzeczy można naprawić, w dodatku samodzielnie, tylko dzięki dobrej woli, ale na niektóre nie ma się żadnego wpływu...


"Day after day, love turns grey
Like the skin of a dying man.
Night after night, we pretend its all right
But I have grown older and
You have grown colder and
Nothing is very much fun any more."

Pink Floyd "One of my turns"


2013.06.07 / Piątek / 09:00 - Pół roku czegoś

Pół roku za nami. Sześć miesięcy temu o godzinie 15:00 wszystko się zaczęło, podczas mojego dnia spełnionych marzeń... Byłem wtedy bardzo, bardzo szczęśliwy, podobnie jak przez wszystkie kolejne dni naszego związku. Obecnie związku nie ma, ale nie ma też nicości, nie ma pustki, która byłaby nie do zniesienia. Jest nadzieja, jest pocieszająca chęć ze strony Asi, są jej miłe słowa, wirtualne pocałunki, jest... Uczucie. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń, nie wiedząc do końca co z tego wszystkiego będzie i jak wiele zależy ode mnie. We mnie nic się nie zmieniło, ja nadal jestem taki jaki byłem i nadal chcę tego samego. Możliwe, że jest we mnie mniej pewności siebie, więcej strachu i niestety także mniej zaufania. To okropne, gdy ktoś komu tak bardzo ufasz i kogo kochasz, ktoś kto odmienił twoje życie na lepsze i bardzo szczęśliwe, z dnia na dzień odchodzi, w tak nieprzyjemny sposób. Rozstania są głupie i bardzo ich nie lubię, ale patrząc na takiego Jacka i jego dziewczynę, przyszłą żonę, z którą kiedyś się rozstał, a z którą dzisiaj jest najwidoczniej bardzo szczęśliwy, stwierdzam, że powroty są jak najbardziej możliwe. To dobrze... Jednak odpowiedź na to jak będzie, jest obecnie jeszcze nieznana.


2013.06.05 / Środa / 17:49 - Impact Festival na Bemowie

Zdający w tym dniu egzamin praktyczny na prawo jazdy mieli urozmaicony przejazd, ponieważ tuż obok WORDu odbywał się całkiem porządny, rockowo-metalowy, dwudniowy festiwal - Impact Festival, na którym wystąpiły takie gwiazdy jak choćby Rammstein lub 30 Seconds To Mars. Gdybym dysponował nadmiarem pieniędzy, chętnie bym się tam wybrał, ale przecież... Żyję oszczędnie. ;)

Zdanie egzaminu praktycznego nie jest takie trudne, sam w zeszłym roku byłem tak blisko udanego przejazdu i zaliczenia egazaminu, że do dziś nie moge się z tym pogodzić. :) Jak mogłem popełnić tak prosty i głupi błąd na skrzyżowaniu... No i jak mogłem popełnić jeszcze głupszy i beznadziejny błąd na placu manewrowym, podczas trzeciego egzaminu? :P

Tak czy siak czuję, że w tym roku ostatecznie zdobędę prawo jazdy. Niebawem minie rok od czasu zakupu samochodu i wypadałoby wreszcie zacząć z niego naprawdę korzystać.


2013.06.05 / Środa / 17:41 - Teoria po raz trzeci

Wstałem wcześnie rano z zamiarem spotkania się z Asią w Warszawie, ponieważ dzień wcześniej wyjaśniła, że możemy się spotkać, by porozmawiać o nas poważnie. Bardz tego chciałem, bo wszystko wskazuje na to, że nadzieja jeszcze całkiem nie umarła... Rano okazało się jednak, że Asia ma za dużo roboty na studiach, musi pisać jakieś prace zaliczeniowe, więc spotkania jednak nie będzie. Trudno, spotkamy się później, a ja i tak postanowiłem pojechać do Warszawy, by korzystając z wolnego czasu odwiedzić po dłuższej przerwie WORD na Bemowie. Zaszła tam jedna poważna zmiana - ludzie gdzieś wyparowali, znikły kolejki, w których wcześniej czekało się nawet po dwie godziny. Najwidoczniej nowe egzaminy teortetyczne odstraszają wszystkich zainteresowanych zdobyciem prawda jazdy, ale mnie tym razem nie odstraszyły, postanowiłem się zapisać, zapłaciłem 30 złotych i wybrałem sobie dogodny termin - 19 czerwca, na początku mojego urlopu. Przy okazji okazało się, że po zmianie przepisów nie trzeba już podchodzić do pięciu godzin jazd szkoleniowych, za które płaciło się ponad 200 złotych, jeśli oblało się praktykę trzy razy. Bardzo fajnie - będe mógł przystąpić do egzaminu praktycznego, gdy mi się już zaliczyć teorię, co obecnie podobno jest dosyć trudne. Wiedzę jakąś na pewno już posiadam, bo egzaminy teoretyczne zdawałem bezbłędnie już dwa razy, ale obecnie pytań jest więcej i w zasadzie nie wiadomo z czego się do nich uczyć. Postanowiłem korzystać z Kodeksu Ruchu Drogowego, w który wczytuję się dokładnie, i który wbrew pozorom jest całkiem ciekawy. Myślę, że czytając Kodeks można dowiedzieć się więcej niż podczas rozwiązywania testów z poprzedniej wersjii egazminu. Może się uda, może się nie uda... Próbuję.


2013.06.03 / Poniedziałek / 11:40 - Trudny wyjazd z Mamą do szpitala

Zdjęcie wkleiłem przed wyjazdem, a samą notkę jak zwykle dodaję później, po wyjeździe. Początkowo planowaliśmy wieźć Mamę do szpitala sami, przez las samochodem, a dalej autobusem i metrem. Poszliśmy jednak po rozum do głowy i ostatecznie namówiliśmy naszego zawsze pomocnego i życzliwego sąsiada, by zawiózł nas naszym samochodem na Ursynów, pod sam szpital. Sąsiad zgodził się, dzięki czemu całość była dla Mamy znacznie mniej męcząca, niż gdyby musiała się tłuc komunikacją miejską, siedząc na wózku. Szczególnie ciężko byłoby na stacji Metro Stokłosy, gdzie winda nie wyjeżdża z peronu na samą górę, a jedynie na poziom sklepów. Bezsensowne rozwiązanie. Mama jest w bardzo złym stanie, nie może nawet sama zejść po schodach, w domu od miesiąca, albo dłużej, siedzi już tylko na piętrze, dlatego musieliśmy ją znosić na wózku, demontując z niego koła. Daliśmy radę i nie było to takie trudne jak mogłoby się wydawać. Drugim poważnym problemem dla Mamy było wsiadanie i wysiadanie z samochodu. Z tym także jakoś sobie poradziła. W samym szpitalu było najłatwiej, woziliśmy Mamę na wózku, zabraliśmy Ją na pobranie krwi, które wykazało, że Mama ma za gęstą krew i będzie musiała brać każdego dnia jeden zastrzyk w brzuch. Będę musiał się nauczyć robić zastrzyki, by wejść na wyższy poziom opieki nad Mamą. Zrobimy jeszcze kilka takich kroków na wyższe i trudniejsze poziomy, Mama będzie wymagała coraz poważniejszej opieki, aż do nieubłagalnego końca.

Następny wyjazd pod koniec czerwca, na trudne i męczące badanie z kontrastem. Następnie Mama może być skierowana na kolejne naświetlenia... W tej chwili jest w stanie naprawdę bardzo marnym, ale możliwe, że problemy z poruszaniem się są także wynikiem zbyt dużej gęstości krwi.

Na koniec wypada mi chyba napisać, że straszna ze mnie łajza, bo nadal nie mam prawa jazdy i nadal musimy niepotrzebnie zawracać głowę sąsiadowi. No cóż... Przynajmniej samochód kupiłem, czego mój Tata nie zdołał zrobić przez całe życie, a może po prostu nie chciał...


2013.06.03 / Poniedziałek / 00:50 - Random Access Memories

Znikła radość z mojej twarzy. Jeszcze kilka dni temu byłem szczęśliwy, a teraz... Powróciłem do normy? Po półrocznej bajce znowu znalazłem się w punkcie wyjścia. Odechciało mi się pracować, odechciało mi się robić cokolwiek... Znowu odczułem potrzebę słuchania muzyki przepełnionej smutkiem. Ściągnąłem sobie najnowszy, pięknie dojrzały album Daft Punk, który bardzo, bardzo mi się spodobał, i który pomógł mi przetrwać ten ciężki dzień.

Kupiłem sobie bilet miesięczny, bo pogoda utrudnia dojazdy do pracy rowerem... Trochę to głupie, bo bilet mam na miesiąc, a do pracy będę jeździł jeszcze tylko przez dwa tygodnie. Urlop będzie w tym roku jednak smutny...


"This is a game of love
And it was you
And it was you the one that would be breaking my heart
When you decided to walk away
When I wanted you to stay"

Daft Punk "The game of love"


2013.06.01 / Sobota / 10:20 - Asia mnie porzuciła

Koniec związku, Asia tak zdecydowała...

Odczekałem kilka dni i mogę napisać notkę. Gdybym pisał ją w dniu, w którym dowiedziałem się, ze to koniec związku, z pewnością byłaby bardziej bolesna. Po kilku dniach myślenia o tym wszystkim jest we mnie mniej bólu, smutku i żalu, dzięki czemu mogę spojrzeć krytycznym okiem także na samego siebie.

O tym, że Asia nie jest już moją dziewczyną, dowiedziałem się po wejściu na Facebook. Profil Asi zmienił się, znikły z niego wszystkie nasze wspólne zdjęcia i to właśnie w tym momencie zrozumiałem co się stało. Sprawdzenie statusu związku potwierdziło tylko moje obawy - wolna - dziewczyna, która była w związku z Michałem Górką, nagle stałą się tak po prostu wolna. Podobno rozstanie się z kimś poprzez smsa jest paskudnym zachowaniem, jak więc można nazwać porzucenie kogoś poprzez Facebook? Asia wytłumaczyła, że nie potrafiła mi tego powiedzieć wprost, nie potrafiła ze mną poważnie porozmawiać. Stwierdziła, że już od pewnego czasu nie była ze mną szczęśliwa i nie mogła dłużej udawać.

Smutne to tym bardziej, że do samego końca zachowywała się tak jak zawsze, tak jak wtedy, gdy patrzyła na mnie wzrokiem zakochanej kobiety, gdy udowadniała mi, że mnie kocha. Podczas naszego ostatniego spotkania na pizzy pod Politechniką miałem okazję usłyszeć te piękne słowa - bardzo cię kocham. Piękne, ale chyba puste i nic nie znaczące w takim przypadku...

Zdecydowanie łatwiej jest zakończyć związek, który sypie się od pewnego czasu, w którym pojawiają się jakieś oznaki zbliżającego się końca, a taka nagła odmiana, takie przejście od szczęścia do nicości, od radości i spełnienia do pustki, jest bardzo bolesne. Kilka dni temu pytałem Asię, czy pojedzie ze mną do Puław na urlop i twierdziła, że bardzo chętnie. Wcześniej często powtarzała, że zawsze mogę na nią liczyć, że zawsze przy mnie będzie, że bardzo mnie kocha, chce ze mną zamieszkać, a podczas oświadczyn powie tak.

Myślę, że Asia po prostu lepiej mnie poznała, z czasem coraz więcej rzeczy się jej we mnie nie podobało, być może coraz bardziej żałowała wszystkich wyznań, które można chyba teraz uznać za przedwczesne. Na pewno miała dobre chęci, na pewno chciała żebyśmy oboje byli tak samo szczęśliwi, ale coraz bardziej ją irytowałem, coraz bardziej denerwowało ją moje podejście do życia i do niej samej.

Chyba wszystko zaczęło się psuć od czasu pamiętej wizyty w Bombaj Masala, po której napisałem dosyć ważną notkę. Sama wizyta tam była przyjemna, ale notkę pisałem ją pod wpływem uświadomienia sobie, że mnie i Asię różni więcej niż początkowo myślałem. Różnice były oczywiste, ale moim zdaniem nieszkodliwe. Co z tego, że uważałem Asię za dosyć prostą dziewczynę, skoro właśnie z taką chciałem być? Po wizycie tam poczułem się jak mężczyzna, który nie będzie w stanie zapewnić Asi bezpiecznego życia na odpowiednim poziomie, szczególnie wtedy, gdy będziemy chcieli mieć dzieci.

Asia najbardziej zdenerwowała się wtedy, gdy wyjaśniłem jej swój pogląd na ludzi pochodzących ze wsi, gdy opisałem ją jako nie-artystkę, gdy stwierdziłem, że mi nie imponuje, że nie podziwiam jej gustu muzycznego lub filmowego. Przez to wszystko Asia na pewno poczuła się źle, poczuła się ode mnie gorsza, choć nigdy jej za taką nie uważałem. Sam o sobie mam bardzo marne zdanie, sam czułem się jak głupek przy dziewczynie, która studiuje, która nie tylko snuje plany na przyszłość, ale także coś robi w tym kierunku, by móc je realizować. Powiedziałem co powiedziałem, moje słowa były wtedy szczere, ale tak samo szczery byłem wtedy, gdy mówiłem, że Asia jest wyjątkowa. Czułem to przez cały czas i uważałem się za wielkiego szczęściarza mając taką dziewczynę.

Gdy znajomi pytali się mnie czemu chcę się tak szybko oświadczyć, wyjaśniałem im, że jak się spotyka wyjątkową dziewczynę, to nie ma się co zastanawiać. Asia jako partnerka była wzorowa, dostałem od niej to wszystko czego nie dawały mi poprzednie dziewczyny, przede wszystkim w pełni jej ufałem, czułem się przy niej bezpiecznie, uważałem ją za poważną, dobrą dziewczynę, na której będę mógł polegać przez całe życie. Prawdziwy skarb.

Pewnie mogłem się bardziej starać, mogłem nie gadać głupot, mogłem bardziej dać Asi do zrozumienia jak bardzo mi na niej zależy, jak bardzo ją kocham, mogłem próbować jakoś silniej dać jej to odczuć. Moim zdaniem i tak robiłem dużo, choć pewnie za dużo było w tym wszystkim prezentów materialnych, a za mało... Właśnie. Nie wiem do końca czego było za mało. Gdybym widział, może bylibyśmy nadal razem.

A może Asia uświadomiła sobie, że wolałaby mieć bogatszego faceta, z własnym mieszkaniem, dobrym samochodem i pieniędzmi? Takiego, którego byłoby stać na wesele, na dzieci, na zapewnienie stabilizacji swojej rodzinie, z którym żyłoby się po prostu łatwiej niż ze mną. Tak, wiem, że jestem marnym kandydatem na męża, ale...

Mógłbym jeszcze długo pisać, mam dużo myśli w swojej głowie, nadal mam w sobie to samo uczucie do Asi, które miałem przez ostatnie pół roku. To wszystko tak pięknie się zaczęło i tak pięknie trwało... Chciałbym żeby Asia wróciła, bo tak prawdziwie i ostatecznie zacząłem ją doceniać dopiero wtedy, gdy znikła. Chyba zawsze tak jest. Człowiek bardzo się rozleniwia w swoich uczuciach, gdy wydaje mu się, że osoba, którą kocha, będzie przy nim zawsze. Zwrot "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" nabiera w tym przypadku nowego znaczenia... Po raz kolejny w swoim życiu chciałbym cofanąć czas.

Jestem właśnie z Mamą i siostrą w szpitalu na Ursynowie. Być może jest to ostatnia nasza wizyta w tym miejscu, bo od dwóch dni Mama nie jest już w stanie sama wstawać z łóżka. Będziemy musieli jej pomagać coraz intensywniej i intensywniej. Cała ta sytuacja z Mamą miała oczywiście także wpływ na moje mniejsze zaangażowanie w miłość, bo było mi po prostu... Trudniej. Zwłaszcza przez ostatni miesiąc. Teraz, gdy Asia odeszła jest jeszcze trudniej, pusta przyszłość mnie przeraża, ale widocznie tak musiało być. Znajomi pocieszają mnie mówiąc, że widocznie Asia nie była mi pisana. Jeśli to prawda - szkoda. Po raz pierwszy czułem, że trafiłem właśnie na tę dziewczynę, z którą spędzę reszte życia. Już wyobrażałem sobie jak przyjemnie będzie razem zamieszkać, jak uroczo będzie mieć taką żonę i taką matkę dla dziecka, lub dzieci. Czułem, że moja przyszłość jest pewna i ułożona, ale okazało się, że o swoją przyszłość trzeba stale walczyć, a swoją dziewczynę trzeba kochać każdego dnia.

W jednym mądrym filmie usłyszałem dawno temu, że ludzi nie kocha się za słowa, nie kocha się za czyny, tylko po prostu, za samo to, że są. Chciałbym być kiedyś tak pokochany przez jakąś dziewczynę. To chyba jedyny prawdziwy sposób na miłość.


"When you told me you didn't need me anymore
Well you know I nearly broke down and cried
When you told me you didn't need me anymore
Well you know I nearly broke down and died"

The Beatles "Oh! Darling"