2013.08.29 / Czwartek / 12:23 - Amortyzatory wymienione

Ponownie musiałem wstać rano, by trzeciego dnia swojej sierpniowej wolności zabrać się za wymianę lewego amortyzatora. Tym razem poszło nam z Tatą zdecydowanie łatwiej, po godzinie amortyzator był już zdjęty, a po drugiej nowy znajdował się już na miejscu. Samochód ma teraz dwa nowe, sprawne amortyzatory, dzięki którym trzyma się drogi i nie huśta się tak jak na poprzednich, które sam zakatowałem, zbyt szybką jazdą. Pozostaje problem rozbierzności przednich kół, który trzeba będzie załatwić w warsztacie, oraz najpoważniejszy problem tego samochodu - sypiąca się, rdzewiejąca podłoga. Tata postukał w lewy próg i od razu posypały się metalowe, przerdzewiałe kawałki, odsłaniając dziesięciocentymetrową dziurę. Zgroza. Samochód za rok lub dwa może już nie nadawać się w ogóle do użytkowania :) Kto go wtedy od nas kupi? :P Tak czy siak za kilka dni będziemy musieli go ubezpieczyć na kolejny rok. Płaci za to Tata, starsza siostra i ja.

Ach tak, zapomniałem zupełnie o prawie jazdy... Zdanie praktyki to pikuś, ale ta teoria... W ogóle nie chce mi się do niej uczyć. Jestem tak bardzo leniwy... Zresztą mam prawo - jak wolność to wolność. :P Idę coś zjeść...

Siostra skończyła malować pokój po Mamie. W domu czuć charakterystyczny zapach farby, który kojarzy mi się z październikiem roku 1992, w którym się tutaj sprowadziliśmy. Dawne dzieje, nieudokumentowane niestety na blogu... ;)

Wracając do tematu miłości i związków... Dawać mi tu tę Edytę. :P Po półtora roku znajomości pojawia się cień szansy na to, że dojdzie do naszego spotkania!


2013.08.28 / Środa / 20:28 - Niespodziewane spotkanie rodziny

Idę Krakowskim Przedmieściem, mijam Pałac Prezydencki, fotografuję trabanta stojącego pod kościołem, idę dalej, odwracam głowę w prawo i nagle dostrzegam, że na ławce siedzi moja ciocia z Puław, siostra Mamy, ciocia Grażynka. :) Cóż za zbieg okoliczności, cóż za wyczucie miejsca i czasu - ciocia mieszka przecież w Puławach i akurat w tym dniu przyjechała do stolicy z mężem, moim wujkiem i chrzestnym oraz wnukiem, by tutaj wypocząć. Ich wnuka nie widziałem od roku 2009, zdecydowanie podróśł od tego czasu, chodzi obecnie do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Sama ciocia i wujek są już dosyć starzy, widać to po nich, w dodatku wujek ma poważne problemy zdrowotne, przede wszystkim nowotrów, który na początku tego roku zwalczał naświetlaniem. Spędził w lubelskim szpitalu onkologicznym półtora miesiąca... Ech.

Miło było zobaczyć rodzinę, a ciocia w pewnym momencie, w odpowiednim świetle i pod odpowiednim kątem, bardzo przypominała Mamę, o której także porozmawialiśmy. Później miałem ochotę zadzwonić do Mamy i opowiedzieć o tym jak niespodziewanie natknąłem się na ciocię i wujka, ale... No właśnie. Mamy już nie ma, a czasem jeszcze zdarza mi się o tym zapominać.

Spędziłem z wujkiem i ciocią jakieś pół godziny i poszedłem w swoją stronę. Po wizycie w sklepie stomijnym pojechałem do Merlina, spod którego tramwajem dostałem się na przystanek 708. W tramwaju ponownie spotkałem podobną do Asi i Doroty nastolatkę, o której już tu kiedyś wspominałem. Serce znowu mi mocno zabiło, miałem przy sobie lustrzankę, więc pomyślałem, że może poproszę ją o zapozowanie do kilku zdjęć, wyjaśniając, że jest podobna do moich pięknych, byłych dziewczyn, ale jakoś się na to nie zebrałem... Byłem blisko i bardzo chciałem się odezwać, ale tego nie zrobiłem. Wysiedliśmy z trwamwaju na tym samym przystanku, ja poszedłem do paczkomatu, by odebrać paczkę z płytami Sneaker Pimps i IAMX, na którą czekałem ponad miesiąc, a po powrocie okazało się, że dziewczyna jeszcze czeka na autobus, nie odjechała. Znowu zapragnąłęm się odezwać i znowu tego nie zrobiłem, ale oto po raz pierwszy w moim życiu dziewczyna, która tak bardzo mi się spodobała, i na którą tak bardzo zwróciłem uwage, zaczęła się do mnie uśmiechać. Z jednej strony się ucieszyłem, a z drugiej całkiem zamknąłem się w sobie, próbując pojąć czemu ona się uśmiecha. :) Oj, pięknie patrzyła mi w oczy i pięknie się uśmiechała, ale nie byłem w stanie do niej podejść i się odezwać, zupełnie jak za dawnych lat, gdy moja nieśmiałość blokowała mi dostęp do wszystkich interesujących mnie dziewczyn. Po chwili nadjechał mój autobus i okazało się, że ona także nim jedzie. W autobusie staliśmy obok siebie, ja snułem w głowie plan wyjścia razem z nią na jej przystanku i odezwania się, ale w Laskach wsiadła kolejna piękność, Karina z Truskawia, o której także już tu wiele razy pisałem - przywitałem ją skinieniem głowy, bo akurat ona wie jak bardzo mi się podoba - pisałem jej to na Facebooku. ;) Z jednej strony Karina, z drugiej ta tajemnicza, w sumie wesoła i spontaniczna dziewczyna, pośrodku ja, czujący po raz kolejny tą samą ekscytację, którą odczuwałem w swoim życiu zawsze tylko wtedy, gdy byłem zakochany. :) No dobrze, zauroczony... Tak, za tym głupim uczuciem, za tym mocnym waleniem serca chcę iść, chcę się ponownie naprawdę zakochać w kolejnej dziewczynie z piękną buźką, wierząc w to, że kiedyś zakocham się we właściwej - nie tylko pieknej, ale i dobrej. :) Takie w ogóle istnieją?

Dziewczyna wysiadła w Izabelinie, ja zostałem w autobusie... Pewnie spotkam ją jeszcze kilka razy i może kiedyś się do niej odezwę. Jest bardzo podobna do Asi, także niewysoka, także lekko.... Pyzata. :) Niestety, jest od Asi o kilka lat młodsza, chodzi dopiero do liceum... Ech. Dam sobie spokój... Przecież tak bardzo podoba mi się moja obecna wolność. Do końca tego roku nie szukam nikogo, tak tak. :P Ach, serca bicie...

Właśnie. Karinę też kiedyś powinienem zapytać, czy przypadkiem nie zapozuje mi do kilku zdjęć, bo czas mija i powoli zaczyna się ona starzeć. ;)

Poza tym od czasu do czasu tęskni mi się za samą Asią... Wiem, była niedobra, kłamała i chyba więcej nas dzieliło niż łączyło, ale... Tęsknię trochę.


2013.08.28 / Środa / 20:26 - Dziwna wolność

Po wyjściu z kina poszedłem na Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście, by porobić kilka zdjęć. Zabrałem ze sobą lustrzankę, na której zamontowałem filtr polaryzacyjny. Bardzo fajnie można nim regulować odcień błękitnego nieba, ale przyznam, że efekty i tak są mizerne, bo marny ze mnie fotograf. Szedłem w kierunku sklepu z artykułami stomijnymi, w którym miałem kupić Tacie buteleczkę płynu służącego do usuwania kleju ze skóry. Buteleczkę kupiłem, ale w domu okazało się, że nie taką jaką miałem kupić, przez co będę się tam musiał wybrać ponownie. Gapa ze mnie, a i pani tam pracująca nie słuchała chyba w ogóle co do niej mówiłem. Ech...

Zastanawiałem się czy nie powinienem zajśc do Harendy, by kupić sobie coś do jedzenia, ale nie mogłem tego zrobić, bo nie zdążyłbym do sklepu. Szedłem więc, mijając setki pięknych, wartych sfotografowania dziewczyn, których jedna nie fotografowałem, cieszyłem się kolejnym słonecznym popołudniem kończącego się sierpnia i swoją wolnością. Bardzo, bardzo przyjemnie... Szkoda, że lato powoli się już kończy i tak niewiele go zostało.


2013.08.28 / Środa / 20:23 - Blue Jasmine w kinie Atlantic

Po pierwszym dniu wolności, nadszedł drugi, który spędziłem również w dosyć intensywny sposób. Pojechałem do Warszawy, by załatwić kilka spraw i odebrać kilka rzeczy z Merlina, na przykład toster, który w przyszłą sobotę podaruję koleżance Joannie z Płońska, jako prezent ślubny. ;) W pierwszej kolejności odwiedziłem Wolumen, na którym kupiłem dwa wzmacniacze antenowe, by znowu mieć możliwość oglądania telewizji w swoim pokoju. Poprzedni wzmacniacz spalił się podczas burzy... Często tak się dzieje. Kupiłem też zestaw małych torxów, czyli kluczy, którymi będę mógł rozkręcić laptopa siostry, by rozwiązać zagadkę jego przegrzewania się.

W drugiej kolejności odwiedziłem Empik na Marszałowskiej, w którym zwróciłem zakupiony tam bilet na odwołany koncert IAMX. Stan zdrowia wokalisty jest na tyle marny, że zespół odwołał wszystkie swoje koncerty do końca roku. Dobrze, że zachowałem paragon, dzięki czemu zwrócienie biletu było w ogóle możliwe.

Wyszedłem z Empiku i przeszedłem się pod kino Atlantic, by sprawdzić, o której godzinie grają najnowszy film Woody'ego Allena "Blue Jasmine". Okazało się, że dobrze trafiłem, bo projekcja rozpocznie się za pół godziny. Kupiłem bilet, za który zapłaciłem 21 złotych i poszedłem do pobliskiego Dedalusa, czyli do odpowiednika krakowskiego Składu Tanich Książek, w którym można kupić... Tanie książki. :) Wybrałem sobie "Trainspotting" Irvina Welsha, za który zapłaciłem 12 złotych.

Kino nie zachwyca mnie już tak jak dawniej, ale przyjemnie było znowu poczuć jego zapach i przypomnieć sobie te wszystkie piękne wagary, podczas których obejrzałem te wszystkie filmy w młodości. Po wielu latach przerwy ponownie znalazłem się na sali C kina Atlantic, na której oglądałem po raz pierwszy choćby "American Beauty"... Ach, tyle filmowych wspomnień. Najnowszy film Allena bardzo mi się spodobał i ostatecznie oceniłem go na 8/10, choć mógłbym ocenić i wyżej, gdyby nie pewnego rodzaju uproszczenia, ułatwiające prowadzenie fabuły. Ogólnie jednak film jest cholernie dobry, zdecydowanie najlepsze jego dzieło od czasu "Vicky Christiny Barcelony", tym razem ciężkie, smutne i przygnębiające. Po filmie odechciewa się mieć jakąkolwiek kobietę, dlatego jest on dobrą propozycją dla takich radosnych singli, jak ja. ;)

Ania wspomniała o tym, że chciałaby ze mną pójść na ten film do kina, bo także bardzo lubi Allena, ale nie zabrałem jej ze sobą, nie tylko dlatego, że była akurat w pracy, ale też z tego powodu, że nie jesteśmy parą i ja w ogóle nie chcę dążyć d tego, byśmy byli razem. Bo jak to tak, bez miłości z mojej strony? Dla mnie Ania jest po prostu bardzo fajną koleżanką i tyle...

Musze szukać swojej Jasmine, która zechce mnie mieć ze względu na moją pozycję społeczną, pieniądze i umiejętności łóżkowe. ;)


2013.08.27 / Wtorek / 21:17 - Wycieczka na wieś

Pierwszy dzień wolności spędziłem bardzo intensywnie. O godzinie 9:00 zacząłem z Tatą wymieniać prawy przedni amortyzator w samochodzie. Tata kupił amortyzatory za własne pieniądze, a ja miałem wraz z nim zająć się ich wymianą, choć nigdy czegoś takiego nie robiliśmy. Tata wiedzę na temat wszelkich napraw i wymian czerpie z Internetu, z instrukcji obsługi oraz od naszego sąsiada, który w pewnym momencie przyszedł na chwilę, by nieco nam pomóc, gdy utknęliśmy w martwym punkcie. W sumie wymiana jednego amortyzatora zajęła nam sześć godzin i była zdecydowanie ciężka. Natyrałem się fizycznie, odkręcając różnego rodzaju śruby, ale nie narzekam, bo było to całkiem ciekawe doświadczenie. Miło pracować razem z Tatą, póki ma siłę i póki żyje. :) Po trzech godzinach szarpania się z amortyzatorem Tacie odkleił się worek stomijny i trzeba było się zająć jego wymianą.

Po godzinie 15:00 nowy amortyzator był już na miejscu, ale o wymianie drugiego w tym samym dniu nawet nie myśleliśmy. Pomyślałem, że skorzystam z ładnej pogody, wsiadłem na swój rower górski, którego ostatnio prawie w ogóle nie używam, i pojechałem nim na wycieczkę w miejsce, którego ostatnio prawie wcale nie odwiedzam. Piękne, otwarte tereny rolnicze pod Zaborowem, to zdecydowanie jedno z najfajniejszych miejsc w naszej okolicy. Czuję się tam tak jak na wsi, na której mieszkaliśmy kiedyś, i którą w tym roku miałem wreszcie odwiedzić. Planowałem nawet teraz tam pojechać rowerem, wynajmując na dwie noce pokój w hotelu, który powstał w mojej starej szkole, ale zrezygnowałem z tego pomysłu, właśnie ze względu na konieczność wymiany amortyzatorów. Cóż... Jeszcze kiedyś odwiedzę Sójki. Może nawet w tym roku...

Bardzo fajnie było przejechać się na rowerze, w słoneczne, sierpniowe popołudnie, by przyponieć sobie wszystkie dawne wycieczki po okolicy, na które jako nastolatek jeździłem sam, lub ze starszą siostrą. Nic się tam nie zmieniło, wszystko wygląda tak samo jak wtedy, a i ja niewiele się zmieniłem.


2013.08.26 / Poniedziałek / 23:04 - Czternastogodzinny dyżur

Na ostatni dzień pracy przed tygodniem wolności wyznaczono mi bardzo dziwny dyżur, trwający 14 godzin. Nie protestowałem, jako dobry pracownik, lubiący swoją firmę. :) Zabrałem ze sobą tylko jedną kanapkę, ponieważ wiedziałem, że Ania przyniesie mi torebkę pełną słodyczy i tak się stało, Ania nie zawiodła, otrzymałem od niej trzy czekolady i cztery różne wafelki. :) Dzięki temu miałem siłę stukać w klawisze z dużą intensywnością, która była potrzebna tego dnia, ponieważ ruch był zdecydowanie duży. Miałem szczęście, trafiłem na dobrych klientów, przede wszystkim na maniaka, któremu opisywałem przez cały dyżur jego stosunek z psem. ;) Zakończyłem z najlepszym wynikiem ze wszystkich praconików, przeskakując o jeden próg miesięczny w górę, co oznacza, że zarobię o jedną złotówkę za godzinę więcej. Miałem pracować od 8:00 do 22:00, ale o 21:00 ruch był już na tyle mały, że puszczono mnie do domu. Nie było cieżko, serce zaczęło mnie boleć jak zwykle po dziesięciu godzinach pracy, ale po dwunatu przestało. ;)

Tak zakończyłem pracę w sierpniu i rozpocząłem swój siedmiodniowy okres wolności, taki mały jakby-urlop. Przyda mi się, bo jestem wykończony...


2013.08.22 / Czwartek / 20:29 - Powrót metra

Doczekaliśmy się - od jutra metro powraca. Przez ostatnie dwa miesiące jeździłem do pracy tramwajem 33, tłukąc się powoli przez pół Warszawy, ale od jutra znowu będę mógł śmigać metrem. Jeszcze niech się skończą wakacje, niech powróci normalny rozkład jazdy i będzie słodko. Niestety, trzecia podwyżka cen biletów od stycznia i tak nas nie ominie. Jebane PO. W dodatku wprowadzone będą pewne zmiany, na przykład zlikwidowany będzie bilet czterdziestominutowy, z którego zawsze korzystała moja siostra przyjeżdżająca z Puław.

Właściwie przyzwyczaiłem się do linii 33 na tyle, by nawet nie powracać do metra... Bądź co bądź tramwajem dostaję się pod samo Orco Tower, dzięki czemu mam do przejścia tylko parę kroków. Tak czy siak i tak jestem szczęśliwy, że pracuję na Śródmieściu. Pisałem o tym już setkę razy...

Na poniedziałek wyznaczono mi bardzo ciekawy dyżur, trwająca 14 godzin. :) Pewnie dlatego, że od wtorku wziąłem sobie siedem dni wolnych... Nareszcie wypocznę, albo przynajmniej spróbuję wypocząć. Nie wiem czy na weekend pojadę do Puław. Sam? Jakaś dziewczyna by się przydała...

Czekam aż Edyta rzuci swojego Mareczka i spotka się wreszcie ze mną. Może też najpierw się spotkać, a później go rzucić. ;) Czeka na nas tyle dobrego...


2013.08.20 / Wtorek / 23:17 - Tygrysy

Jeden z najfajniejszych dni tego roku zbliżał się do końca. Zoo zamykano, opuściliśmy je więc, wychodząc bramą od strony Mostu Gdańskiego. Uznaliśmy razem, że przydałoby się coś zjeść, a Ania poleciła mi pizzerię w Złotych Tarasach, w której kiedyś była. Udaliśmy się tam, jadąc tramwajem i idąc pieszo, zahaczając podczas spaceru o siedzibę mojej starej firmy na ulicy Miedzianej. W Złotych Tarasach okazało się, że pizzeria zbankrutowała, a jej miejsce zajęła jakaś restauracja. Opuściliśmy tą okropną galerię, by przejść się o pizzerii, która na szczęście nadal jest na swoim miejscu - La Tomatina. Tuż przed wejściem powiedziałem, że Ania płaci za piwo, a ja za pizzę i od tego zaczęła się kłótnia, a raczej oskarżanie mnie. Było naprawdę beznadziejnie, zamówiliśmy pizzę, która okazała się nie być normalną pizzą, tylko calzone, czyli czymś w stylu wielkiego pieroga zrobionego ze zwiniętej pizzy. Smakowała tak samo, ale jadłem głównie ja, bo Ania straciła ochotę na cokolwiek. Zaczęła się niemal godzinna rozmowa na różne tematy, którą mógłbym odebrać jako jeden wielki atak na moją osobę, jedno wielkie oskarżenie. Wszystko sprowadzało się chyba do tego, że nie jestem w Ani zakochany. Myślę, że Ania bardzo by tego chciała, bym się w niej zakochał, wszystko byłoby wtedy łatwe i piękne, ale niestety nie czuję do niej tego, co czułem do innych dziewczyn w przeszłości, a nawet do niektórych dziewczyn, które mnie teraz otaczają, tu i tam. W pizzerii uznałem Anię za dziewczynę bardzo konfliktową, dopatrującą się we wszystkim tylko tego co złe, która potrafi nagle wybuchnąć, nie w sposób agresywny i przykry, tylko pełen żalu i boleści. Poczułem tam, że bez zakochania nie da się jednak niczego zbudować, a nawet można kogoś zupełnie niepotrzebnie skrzywdzić. Ania zapłaciła za pizzę i za piwo, a po wyjściu rozstaliśmy się, jadąc do domów dwoma różnymi tramwajami. Wieczorem znowu się pogodziliśmy, żale i smutki przeminęły, bo Ania potrafi się pogodzić równie szybko jak obrazić i pokłócić. To dobra, wrażliwa dziewczyna, ale nie byłem i nie jestem w niej zakochany, i właśnie z tego powodu kolejnych randek nie będzie, bo nie mają one sensu. Trochę szkoda, bo gdy oddala się ode mnie, to zaczynam za nią w jakiś sposób tęsknić, odczuwając pustkę, którą Ania bardzo ładnie potrafi wypełnić... Cóż, będę musiał znaleźć sobie inną dziewczynę. Będę musiał się zakochać. Jeszcze raz.


2013.08.20 / Wtorek / 23:10 - Ania na pomoście

W sumie w zoo spędziliśmy jakieś cztery godziny, bo o 18:00 jest ono zamykane. Czas mijał szybko, było bardzo przyjemnie, Ania to bardzo fajna towarzyszka i rozmówczyni, mądra, w przeciwieństwie do niektórych dziewczyn, które mogą się wykazać głównie urodą. Każda minuta spędzona w jej towarzystwie zbliżała mnie do uzmysłowienia sobie, że jest to dziewczyna, z którą można związać, będąc pewnym, że podjęło się właściwą decyzję. Tylko jak można wiązać się z kimś, w kim się nie zakochało? Oto jest problem...


2013.08.20 / Wtorek / 23:09 - Ania je batona

Przy wybiegu dla małp Ania zjadła batonik, dała jeden mi, ale ja nie miałem siły jeść, bo właśnie wtedy rozbolał mnie pęcherz. Fajne spotkanie zmieniło się dla mnie z tego powodu mękę, ale na szczęście po około godzinie wszystko wróciło do normy. Ech, stary już jestem i schorowany... Moje marne zdrowie coraz częściej przeszkadza mi się cieszyć chwilami spędzanymi u boku kobiet. Jest to szczególnie uciążliwe, gdy ból przeszkadza w łóżku. Buu.

Ania podarowała mi wafelki, którymi obdarowuje mnie regularnie od pewnego czasu, dzięki czemu mam w pracy co jeść. ;) Liczę na to, że wkrótce zacznie mi robić pyszne kanapki. ;)


2013.08.20 / Wtorek / 23:08 - Surykatki

Kolejne bardzo ciekawe zwierzątka, które można oglądać i oglądać. Są też bardzo fotogeniczne, choć akurat powyższe zdjęcie jest do kitu, wiem. ;) Najciekawsze są więc hipopotamy, niedźwiedzie, foczki i surykatki. Właśnie te zwierzęta najlepiej wchodzą w interakcję z ludźmi. Ja wchodziłem w interakcję z Anią, obmacując ją, przytulając i trzymając za rękę. Było to chyba błędem, bo przecież nie jestem w niej zakochany, a swoim zachowaniem mogłem jej dać do zrozumienia, że jest inaczej... Może obmacywanie dziewczyn to u mnie odruch bezwarunkowy? Tak właśnie kiedyś powiedziała Ania...


2013.08.20 / Wtorek / 23:04 - Hipcie

Hipopotamy są jednymi z najfajniejszych zwierząt w zoo, szczególnie wtedy, gdy urządzają pokaz srania. Rozrzucają kupę po całej okolicy, machając szybko ogonem w trakcie wydalania... Fuj. Zdaje się, że w Warszawie mamy dwie samice, dwie hipopotamice, ale pewności nie mam. Bardzo ładnie pływają. Fajnie się fotografuje zwierzęta lustrzanką, ale z obecnym obiektywem nie ma ona tak dobrego zbliżenia jak mój kompakt. Szkoda.


2013.08.20 / Wtorek / 23:00 - Ania płaci

Ania zapłaciła za mój bilet, to bardzo miło z jej strony. Przyjemna odmiana po spotkanich ze wszystkimi innymi dziewczynami, za które to ja musiałem płacić. ;) Automat nie działał, przyjął jeden bankot, a drugiego już nie chciał, na szczęście po kliknięciu przycisku "anuluj", oddał ten pierwszy. Ania kupiła bilety w normalny sposób, w kasie i chwilkę później byliśmy już na terenie Zoo. To zabawne jak wielkie wydaje się ono, gdy jest się dzieckiem i jak małe się okazuje, gdy odwiedza się je już jako dorosły człowiek. Ostatnio w Zoo byłem w roku 2008, z siostrą, a w sumie wizyta z Anią była moją czwartą wizytą w Warszawskim Ogrodzie Zoologicznym. Fajnie, że Ania chciała właśnie tam iść, bo moim zdaniem jest to bardzo fajne miejsce, nadające się nawet na randkę. ;) Mnóstwo tam rodzin, dzieci, par... Niestety od 2008 roku bilety zdrożały o 100 procent.


2013.08.20 / Wtorek / 22:53 - Dzień wolny spędzony z Anią

Nadeszły moje dwa dni wolne. Pierwszy z nich, wtorek, postanowiłem spędzić aktywnie - z Anią z firmy. Zanim się spotkaliśmy, odwiedziłem Arkadię, a konkretnie dział fotografiny w Euro RTV/AGD. To wcale nie jest tak drogi sklep jak myślałem, często to właśnie tam można znaleźć produkty w najlepszej cenie na rynku. Po dokonaniu tajemniczego zakupu wyszedłem z Arkadii, by stwierdzić, że zaczął padać deszcz. Zaplanowana z Anią wizyta w Zoo stanęła pod znakiem zapytania, ale Ania kazała mi wrócić do Arkadii i czekać na nią. Usiadłem na ławce w środku, poczekałem, gapiąc się na kręcącę się po galerii piękne dziewczyny i w końcu doczekałem się Ani - ubranej specjalnie dla mnie w szałowe rajstopy. ;) Pojechaliśmy do Merlina, znajdującego się obok naszego Orco Tower, odebrałem stamtąd jeden film, a następnie tramwajem przejechaliśmy pod palmę, spod której przeszliśmy pieszo na Stare Miasto, dołem, ulicą Browarną i kilkoma innymi. Pogoda poprawiła się, w ogóle już nie padało, więc tramwajem podjechaliśmy pod Zoo na Pradze. Ganiałem Anię ze swoją lustrzanką, choć nie bardzo chciała mi pozować do zdjęć, twierdząc, że nie jest fotogeniczna. Nie szkodzi, fotografuję nawet niefotogeniczne kobiety. ;)


2013.08.18 / Niedziela / 23:00 - Corridor

Słynny widok z okna. Ciężko będzie kiedyś opuścić to miejsce, przenosząc się na jakieś zadupie... W zasadzie to nie wyobrażam sobie, bym kiedyś miał się przenieść do innej branży. Nie mam żadnego rozsądnego wykształcenia, jestem już stary i do wielu zajęć po prostu się nie nadaję. Gdy wybiegam myślami w przyszłość, wpadam w panikę, zarazem myśląc, że nie ma to sensu, bo i tak pewnie za kilka lat będę już wąchał kwiatki od spodu. Póki co umowę w tej firmie przedłużają mi co trzy miesiące, własnie na taki okres czasu. Wystarczy, że spadną mi wyniki, lub szef z poprzedniej firmy będzie miał za duże wpływy w tej, i będę zmuszony szukać nowej pracy... Znowu trafię do takiej, w której nawet nie ma ubezpieczenia zdrowotnego... Ech, lepiej o tym nie myśleć.

Zresztą wszystko nieważne, bo przecież i tak powoli, ale nieubłaganie zbliża się trzecia wojna światowa. Co prawda moje zapowiedzi dotyczące inwazji wojsk Korei Północnej nie sprawdziły się, ale moje rewelacje związane z trzecią wojną światową na pewno się potwierdzą. :P Wtedy przypomnicie sobie moje słowa. ;)

Już kilka lat temu rozpowiadałem naokoło jaką podstepną maszyną szpiegującą jest Facebook, ale nikt mnie nie słuchał. Byłem jak Snowden. ;) Mimo wszystko sam mam do dziś konto na Facebooku, czując, że po prostu nie mogę go skasować... Straciłbym kontakt ze zbyt dużą liczbą tak zwanych znajomych. Z telefonu także nie zrezygnuję, mimo tego jak bardzo jest rakotwórczy, szczególnie wtedy, gdy nosi się go w kieszeni spodni...

Właśnie, jądra mnie bolą. To mnie obecnie najbardziej niepokoi. Ból jąder, ból węzłów chłonnych, ból szyi, gardła, krtani, oraz ból tajemniczej plamki na moim brzuchu, która pojawiła się kilka lat temu i od czasu do czasu dzieje się z nią coś bardzo dziwnego...

Niech mnie Ania mocno przytuli. Boję się tego wszystko co może nastąpić... :(


2013.08.17 / Sobota / 21:42 - Widok

Słynny widok z okna. Ciężko będzie kiedyś opuścić to miejsce, przenosząc się na jakieś zadupie... W zasadzie to nie wyobrażam sobie, bym kiedyś miał się przenieść do innej branży. Nie mam żadnego rozsądnego wykształcenia, jestem już stary i do wielu zajęć po prostu się nie nadaję. Gdy wybiegam myślami w przyszłość, wpadam w panikę, zarazem myśląc, że nie ma to sensu, bo i tak pewnie za kilka lat będę już wąchał kwiatki od spodu. Póki co umowę w tej firmie przedłużają mi co trzy miesiące, własnie na taki okres czasu. Wystarczy, że spadną mi wyniki, lub szef z poprzedniej firmy będzie miał za duże wpływy w tej, i będę zmuszony szukać nowej pracy... Znowu trafię do takiej, w której nawet nie ma ubezpieczenia zdrowotnego... Ech, lepiej o tym nie myśleć.

Zresztą wszystko nieważne, bo przecież i tak powoli, ale nieubłaganie zbliża się trzecia wojna światowa. Co prawda moje zapowiedzi dotyczące inwazji wojsk Korei Północnej nie sprawdziły się, ale moje rewelacje związane z trzecią wojną światową na pewno się potwierdzą. :P Wtedy przypomnicie sobie moje słowa. ;)

Już kilka lat temu rozpowiadałem naokoło jaką podstepną maszyną szpiegującą jest Facebook, ale nikt mnie nie słuchał. Byłem jak Snowden. ;) Mimo wszystko sam mam do dziś konto na Facebooku, czując, że po prostu nie mogę go skasować... Straciłbym kontakt ze zbyt dużą liczbą tak zwanych znajomych. Z telefonu także nie zrezygnuję, mimo tego jak bardzo jest rakotwórczy, szczególnie wtedy, gdy nosi się go w kieszeni spodni...

Właśnie, jądra mnie bolą. To mnie obecnie najbardziej niepokoi. Ból jąder, ból węzłów chłonnych, ból szyi, gardła, krtani, oraz ból tajemniczej plamki na moim brzuchu, która pojawiła się kilka lat temu i od czasu do czasu dzieje się z nią coś bardzo dziwnego...

Niech mnie Ania mocno przytuli. Boję się tego wszystko co może nastąpić... :(


2013.08.17 / Sobota / 21:28 - Pracujemy

Na pierwszym planie kolega Paweł, z którym pracowałem w poprzedniej firmie, i który kiedyś miał swój program ezoteryczny w telewizji, na drugim bliżej nieznana mi koleżanka pachnąca najlepszymi perfumami świata, czyli Yves Rocher Evidence, na trzecim, z kubkiem kawy w ręku, najważniejsza dla mnie osoba w całej firmie, Ania, z którą mimo ostatnich nieporozumień we wtorek udaję się do Zoo. :) Ania jest jednak bardzo fajną dziewczyną... Może do Puław też ze mną pojedzie.

Po lewej stronie drzwi do pokoju "sapaczek", czyli pań pracujących na 0700, jęczących do słuchawek, badzo przebojowych, odważnych i śmiałych kobiet. Na wprost drzwi do kuchni i drzwi do pokoju koordynacji, czyli tak zwanych "korków", naszych przełożonych. Na szczęście wszyscy przełożeni w obecnej firmie są całkowicie w porządku. Nie mam nikomu, z kim współpracuję, nic do zarzucenia. To już nie białołęckie bagno na szczęście.

Czas w pracy mija szybko. Pracuję ciągle na erotyce, na ezoterykę trafiając raz na kilka miesięcy, w sytuacjach awaryjnych. Wyniki mam w tym miesiącu trochę tylko lepsze od przeciętnych, ale śmiem twierdzić, że nie jest to moja wina. To raczej kwestia szczęścia, jak zwykle. Zależy na jakich klientów się trafi. Najważniejsze, że za trzy lub cztery dni wyrobię wymagane 150 godzin w miesiącu i będę mógł sobie po prostu zrobić wolne! Ach, tydzień wolnego - tego właśnie mi trzeba. Może wreszcie podreperuję swoje zdrowie, choć myślę, że to już niemożliwe. Już do końca życia będę obolały i zmęczony, zastanawiając się przede wszystkim kiedy ten koniec nadejdzie i czemu tak szybko.

Ach tak, miałem nie robić sobie wolnego, miałem zarobić więcej pieniędzy, by odzyskać to co wydałem na aparat... Mimo wszystko i tak wezmę tydzień wolnego. ;)


2013.08.17 / Sobota / 21:07 - Pracuję tam gdzie lubię

Mam wielkie szczęście pracując w tak lubianym przez siebie miejscu, w dobrych warunkach. Młodsza siostra planuje już zwolnić się z firmy, w której praowałem na początku, bo obecne warunki są tam beznadziejne. Żal mówić za jaką stawkę godzinową pracowała siostra w zeszłym miesiącu... Zdradzę tylko, że więcej zarabiałem w roku 2009 w ochronie, mając umowę o pracę.

Natomiast z firmy na Białołęce zwolniono ostatnio starych pracowników, zarazem blokując im dostęp do firmy, w której pracuję teraz. Pojebane. W każdej chwili macki mojego złego szefa z Białołęki mogą mnie dosięgnąć i moja umowa nie będzie przedłużona. :) A chuj...

Zdjęcie beznadziejne, ale dokumentujące obecny stan okolicy, którą bardzo lubię. Niebawem hotel Mercure zniknie, by jego miejsce mógł zająć kolejny biurowiec. Niezwykle chaotyczne to centrum Warszawy, ale swój urok ma. Szczególnie w porannych promieniach słońca, w których zawsze wszystko wygląda piękniej.

Marnie się czuję... Boli mnie kilka miejsc mojego marnego ciała... Wszyscy wiemy, że to rak, prawda?


2013.08.16 / Piątek / 06:26 - Siostra w busie

W czwartkowy poranek powróciliśmy razem z siostrą do Warszawy. Ja pomaszerowałem do pracy, a siostra pojechała do leśnego domu, w którym młodsza siostra akurat urządza malowanie pokoju Mamy. Malowanie jak zwykle potrwa z miesiąc, bo siostra jak zwykle pracuje dosyć wolno. Ja na jesienie będę jednak musiał wymienić okno w swoim pokoju, bo wieczory, noce i poranki zrobiły się już naprawdę chłodne, co odczuwam dosyć dotkliwie przez to, że moje obecne okno-wrak w ogóle się nie zamyka.

Po całkiem dobrym dyżurze porozmawiałem z Anią z firmy, a raczej wysłuchałem od niej jakim to jestem okropnym kłamcą i oszustem, choć później zostałem za to przeposzony. Wrażliwa dziewczyna ta Ania...


2013.08.14 / Środa / 19:37 - Puławskie pawie

Pawie zaczęły się całować, pieścić czule dziubkami, ale akurat tego momentu nie udało mi się uwiecznić w zadowalający sposób. W ogóle jeszcze nie zrobiłem tą lustrzanką zdjęcia, z którego byłbym dumny, lub chociaż zadowolony. Nie mam talentu, nie mam umiejetności, ale za to mam Nikona. ;)

Wczoraj w telewizji, późnym wieczorem, puszczono film dokumentalny o Marcinie Różyckim. Bardzo ładny, bardzo porządny. Szkoda, że już nie będziemy nigdy mogli pojechać z siostrą na żaden jego koncert, ale przynajmniej możemy pojechać do Lublina, by odwiedzić grób Marcina. Jeszcze na nim nie byłem, ale się wybieram... To już ponad rok od jego śmierci.

Do Puław zapraszam koleżankę z pracy, Anię, która jest obecnie najciekawszą dziewczyną z tych, które mam w swoim otoczeniu... Zobaczymy czy przyjmie zaproszenie, zobaczymy co będziemy razem robić w przyszłym tygodniu. Dobrze mi samemu, ale trzeba myśleć o przyszłości, a z Anią czuję się najlepiej... ;) Gdyby tylko była łatwiejsza w obsłudze...

No i jeszcze jest Edyta, tak zamnięta na mą miłość... Półtora roku czekam na jej numer telefonu, a ona nic... :)


2013.08.14 / Środa / 19:36 - Pani paw i małe pawiki

Mamusia paw i jej dzieci. Ciekawe czy pasztet z nich byłby smaczny... ;) Pawie stanowią atrakcję dla zwiedzających, przyciągają ludzi z aparatami fotograficznymi i w ogóle sprawiają, że w na dziecińcu jest ciekawiej. Pracująca tam siostra nudzi się więc może troszkę mniej... ;) Bardzo złe zdjęcie, wiem. Takie zdjęcia można robić telefonem, ale za to o ile poważniej traktują mnie ludzie, gdy przechadzam się z lustrzanką. Jeden facet pytał mnie nawet, czy robię może zdjęcia do gazety. Dziewczyny też teraz chętniej dają mi się fotografować. Mogę podejść do każdej i zgodzi się mi pozować... Co prawda do żadnej jeszcze nie podszedłem, ale domyślam się, że tak jest. ;)


2013.08.14 / Środa / 19:34 - Pan paw

Rower zostawiłem w mieszkaniu, dopiłem resztę wódki i poszedłem do parku, fotografować tamtejsze pawie. Zrobiłem im setkę zdjęć, ale żadne z nich mnie nie zadowala. Może nie powinienem tyle pić przed robieniem zdjęć? :P

Pan paw jest kolorowy, głównie niebieski i ma piękny ogon, którego ja niestety nie widziałem. Siostra mówi, że właściwie to nie ma on już ogona, ponieważ skusił jedną samiczkę, spłodził gromadkę dzieci i ogon nie jest mu już potrzebny... Pan paw jest jeden, samiczki są trzy.


2013.08.14 / Środa / 19:33 - Stary most w Puławach

Obejrzałem sobie z góry puławską marinę, a następnie podjechałem pod most. Nie przejeżdżałem nim na drugą stronę, bo nie miałem powodu, ale zdjęcie na pamiątkę cyknąłem. W drodze z mostu do mieszkania minąłem bijących się ludzi, jakieś siedem osób napieprzało się ostro po ryjach, na przystanku autobusowym w kierunku Radomia. Jeden dziadek dołączył się do bijących, próbując ich rozdzielić, co skończyło się tym, że oberwał po pysku od jednej dziewczyny ubranej w dres. ;) Mogłem to wszystko fotografować.

O, Mama ma fajne zdjęcie z młodości, zrobione na tym moście...


2013.08.14 / Środa / 19:33 - Puławska toaleta

Puławska toaleta wysokiej jakości. Niestety nie stać mnie na skorzystanie z niej, zdaje się, że wstęp kosztuje złotówkę. :P Pamiętam, że Asia miała mi sfinansować wizytę w tej toalecie, ale Asia to już przeszłość, więc będę musiał sobie znaleźć inną dziewczynę, która mnie tam zaprosi. ;) Może na imieniny...

Do grobu Mamy od mieszkania siostry jest ponad 5 kilometrów. Najprościej odległość tę pokonać rowerem, tak jak ja dzisiaj, jadąc pięknym, nadwiślańskim bulwarem. Bulwar niestety nie dochodzi do samego cmentarza, kończy się dwa kilometry przed nim. :P


2013.08.14 / Środa / 19:32 - U Mamy bez zmian

Środa. Miałem wstać wcześnie rano, by pojechać jeszcze przed południem rowerem do Dęblina. Ostatnio śniła mi się Dorota i znowu poczułem chęć znalezienia się na osiedlu Lotnisko. ;) Po pierwsze nie wstałem wcześnie - obudziłem się dopiero o 9:00, ponieważ poszedłem spać o godzinie 3:00. Po drugie pogoda nie była tak dobra jak się spodziewałem, wiał chłodny wiatr i co jakiś czas słońce chowało się za ciemnymi chmurami. Po trzecie siostra miała rozregulowany rower, przez co poświęciłem pół godziny na samą regulację przedniej przerzutki. Z mieszkania na rowerze wytoczyłem się ostatecznie około południa i stwierdziłem, że dojadę nim tylko na cmentarz komunalny, na którym pochowana jest Mama. Pomnika nadal nie ma, wciąż nie dokonaliśmy wyboru, ale w końcu odwiedziłem grób Mamy, na którym nic się nie zmieniło. Smutno było zobaczyć znajome i tak bliskie imię i nazwisko wśród wszystkich tych grobów nieznanych mi ludzi. Smutek na chwilę powrócił, Mama się przypomniała...


2013.08.13 / Wtorek / 18:54 - Zbliżenie na Ilonkę

Tak jak myślałem - posiadanie lustrzanki wcale nie zwiększyło moich umiejętności fotograficznych. :) Powiedziałbym nawet, że Ilonka robiła lepsze zdjęcia niż ja, choć z jakiegoś powodu większość z nich była przechylona w prawo. ;) Nie szkodzi, kocham robić zdjęcia lustrzanką, jest to o wiele przyjemniejsze niż fotografowanie kompaktem, a efekt końcowy jest nieważny. ;)

Na koniec wróciliśmy do Puław busem. W Puławach spędziliśmy jeszcze godzinę na ławce, bo autobus Ilonki uciekł akurat chwilę przed naszym przyjazdem. Niczego nie ustaliliśmy, żadnych kolejnych spotkań. Ja zacząłem trzeźwieć, przez co zacząłem też dotykać Ilonkę tu i tam, ale szybko się uspokoiłem, jako grzeczny i kulturalny chłopiec... To znaczy, mężczyzna.

Bardzo przyjemny dzień, podczas którego odzyskałem dużo pozytywnej energii, którą w tym roku z różnych powodów utraciłem...


2013.08.13 / Wtorek / 18:53 - Ostatnia siedemnastolatka

Ilonka ma liczne rodzeństwo, mieszka sobie w Gołębiu, czyli miejscowości, którą bardzo lubię, bo mijałem ją zawsze w drodze do Dęblina. Kto by pomyślał, że spotkam się jeszcze z dziewczyną mającą 17 lat. Właściwie to Ilonka ma prawie 16 lat, bo siedemnaste urodziny miała jakiś tydzień temu. ;) Jest w wieku Owcy i Doroty, z mojego ulubionego okresu ich życia. Ach, Owca i Dorota... Ach, Dęblin. Ach, moja młodość w latach 2008 i 2009... Wszystko przeminęło. :P

Ilonka chodzi nawet do tej samej szkoły co Dorota wtedy... Do tej samej, do której chodziła moja Mama... Bywałem tam.


2013.08.13 / Wtorek / 18:50 - Lustrzanka dodaje mi urody

Buty rowerowe, spodnie dopasowane do mojej chudości, koszulka portishead, dwumilimetrowe włosy... Image Pana Michała na lato roku 2013. ;) Ostatnio lubię siebie z krótkimi włosami, ale i tak pozwolę im odrosnąć... Niech rosną, póki je mam.

Ach, ten plecak, firmy Simond, kupiony przeze mnie w roku 2012, przed wyjazdem z Marzenką w Góry Świętokrzystkie. Najlepszy plecak jaki miałem w życiu. ;) Mogłem kupić od razu dwa.


2013.08.13 / Wtorek / 18:49 - Jak nie jeść loda

Nie rozumiem czemu lód skończył w ten sposób... Widocznie za wolno liżę. ;) Przez cały dzień popijałem małą wódkę, konkretnie żubrówkę, bo wódka wpływa na mnie uspokajająco. Po jej wypiciu nie obmacuję, nie całuję, nie głaszczę... Robię to wszystko dopiero wtedy, gdy zaczynam trzeźwieć. ;)

Odwiedziliśmy Jarmark Polski, klasztor, przeszliśmy się piekną uliczką biegnącą w stronę Mięćmierza, ale do samego Mięćmierza nie szliśmy, bo byliśmy już zbyt zmęczeni tymi trzema kilometrami spaceru do Kazimierza. ;) Ogólnie pokręciliśmy się tu i tam, bez żadnych wielkich atrakcji. Niemniej już sam fakt, że jest przy mnie dziewczyna z rocznika 1996, był dla mnie atrakcją. ;)


2013.08.13 / Wtorek / 18:48 - Lodolizanie

Siedzenie na rynku jak zwykle było najprzyjemniejszą czynnością. Mógłbym tak siedzieć cały dzień... Szczególnie z lustrzanką w ręku i młodą dziewczyną u boku. ;) Kupiłem sobie loda, ale z jakiegoś powodu zaczął się bardzo szybko rozpuszczać, przez co cały się nim umazałem... Ilonka nie chciała loda. W ogóle nic nie chciała, ale i nie protestowała, gdy robiłem jej zdjęcia. :P


2013.08.13 / Wtorek / 18:47 - Pan Michał okiem Ilonki

Ilonka chętnie wzięła do ręki mój aparat i mimo że był to jej pierwszy raz w życiu, radzła sobie bardzo dobrze. :) Okazało się, że robienie zdjęć lustrzanką przypadło jej do gustu, dzięki czemu mam teraz o kilkanaście zdjęć Pana Michała więcej. Fajne są dziewczyny, które lubią fotografować... Lubię takie. :P

Pogoda była całkiem niezła, po porannym deszczu wyszło jako takie słońce i obyło się bez kolejnych opadów.


2013.08.13 / Wtorek / 18:44 - Ilonka pokochała lustrzankę

Spokojnie, to nie jest moja nowa dziewczyna. To siedemnastoletnia koleżanka z Sympatii, mieszkająca w Gołębiu pod Puławami - Ilonka. Ładna, miła, zgrabna, młoda. Zapytałem czy taki 31 latek jak ja może poznać taką 17 letnią dziewczynę jak ona, na co Ilonka odpisała, że tak. Poinformowałem, że przyjeżdżam do Puław wypocząć, zapytałem, czy zechce się ze mną spotkać, na co Ilonka odpowiedziała, że tak. Prosta, bezkonfliktowa dziewczyna, nie dopatrująca się we wszystkim czegoś złego. :)

Do Puław dotarłem w poniedziałek, razem z siostrą, busem odjeżdżającym spod Pałacu Kultury. Byłem akurat po całonocnym dyżurze, więc po prostu poszedłem spać, przesypiając w ten sposób cenne godziny tego słonecznego dnia.

We wtorek wstałem rano, ogarnąłem to i owo, a następnie poczekałem na przystanku przy ulicy Piaskowej na Ilonkę, która nadjechała zaraz po opadach deszczu. Autobus zawiózł nas do Kazimierza Dolnego, ale wysiedliśmy wcześniej, gdy autobus skręcił na rondzie w lewo, jadąc objazdem. Od ronda w Bochotnicy do samego Kazimierza Dolnego musieliśmy więc przejść pieszo, a nie jest to wcale mała odległość. Na szczęście Ilonka nie była bardzo zdenerwowana. ;)


2013.08.11 / Niedziela / 15:52 - Mój pokój w roku 2013

Siedzę sobie przy komputerze, obok na łóżku, a raczej na wersalce, leży starsza siostra i ogląda genialne "American beauty" na blu-ray, na którym byliśmy razem w kinie w pamiętnym roku 2000. Do pracy idę na godzinę 22:00, a gdy stamtąd wyjdę o 7:00 rano, siostra będzie na mnie czekać w okoliach firmy i razem pojedziemy busem do Puław. We wtorek, o ile pogoda na to pozwoli, mam się spotkać z Iloną i pojechać razem z nią do Kazimierza, z którego przejdziemy się razem do Mięćmierza. Oczywiście zabieram ze sobą lustrzankę, którą nadal jestem zachwycony. Szkoda tylko, że na jednym akumulatorze można zrobić tylko około trzystu zdjęć. Będę musiał dokupić więcej akumulatorów. :P I filtry na obiektyw... I obiektyw do portretów... ;)

Miałem dziś pojechać do Warszawy wcześniej, by pospacerować z koleżanką Anią, ale po tym męczącym tygodniu, w którym nie miałem ani jednego dnia wolnego, jestem tak wykończony, że postanowiłem zostać w domu tak długo jak się da. Padam ze zmęczenia. Wiem już, że siedem dni pracy w tygodniu to za dużo jak dla mnie. Ania to silna dziewczyna, skoro daje pracować bez dni wolnych. Marny jestem, nie będę tak bogaty jak ona. ;) Ciekawe czy kiedyś odwiedzi mnie w puszczy i obejrzy ze mną jakiś dobry film w moim pokoju. :P Póki co mamy iść razem do zoo.

Tak jak pisałem - na razie dobrze mi samemu. Na jakąkolwiek miłość jeszcze przyjdzie czas...


2013.08.11 / Niedziela / 15:38 - Według Kajtka jest za gorąco

Tata zmarniał, schudł, zestarzał się, ale mimo wszystko nadal dobrze się trzyma. Pozytywnie podchodzi do życia i dzielnie stawia czoła wszystkim problemom. Od tego roku jest wdowcem, nie ma pęcherza, może spodziewać się raka w dowolnym miejscu swojego siedemdziesięcioletniego ciała, ale wciąż ma nas i jako-tako mu się żyje. Do stomii już się przyzwyczailiśmy i nie jest ona dla nas takim problemem jak mogłem się spodziewać. Razem z młodszą siostrą żyjemy Taty emerytury, w ogóle nie wydajemy swoich pieniędzy na jedzenie, ani na żadne rachunki, co jest dla nas bardzo, bardzo wygodne. Młodsza siostra nie wydaje zarabianych pieniędzy, jest bardzo oszczędna, a nawet skąpa, ja natomiast żyję tak jak zawsze, choć coraz częściej stwierdzam, że mam już wszystko i niczego więcej mi nie trzeba. Jeszcze tylko dobra, piękna kobieta u mego boku i będę spełniony. ;)


2013.08.08 / Czwartek / 15:59 - Według Kajtka jest za gorąco

Kajtek ledwo żyje od tego upału. :) Poleżał na podwórku, a później przeniósł się do nieco chłodniejszego garażu. Ja obudziłem się jeszcze przed południem, a przecież powinienem przespać cały dzień, by później nie usypiać w pracy. Jak zwykle się nie udało. Pokręciłem się trochę po podwórku z aparatem, sfotografowałem słoneczniki, winogrona, Kajtka i Tatę, a teraz zjem coś na tak zwany obiad. Najprawdopodobniej odsmażaną kiełbaskę z chlebem... Jeszcze tylko cztery dni pracy i uciekam do Puław. Niewiele czasu tam spędzę, fakt, ale zawsze miło jest wyjechać. Odwiedzę Mamę.

Moja młodsza siostra zdała egzamin teoretyczny z prawa jazdy. Teraz jeszcze tylko praktyka i będzie lepsza ode mnie. Buuu. ;) A myślałem, że tej nowej teorii nie da się zdać. :P Zresztą... Nasz samochód to jednak wrak.


2013.08.08 / Czwartek / 01:45 - Północ w lesie

Przez całe swoje życie nie bałem się tego lasu nocą, pokonanie naszej drogi nie było dla mnie straszne nawet po północy. Zmieniło się to jednak jakiś rok temu, gdy w okolicy zaczęły się pojawiać stada dzików, które w godzinach północnych bardzo lubią wychodzić na drogę. Ujrzenie dzika w świetle rowerowej lampki, biegnącego wzdłuż drogi, lub wsłuchiwanie się w ich odłosy po lewej i prawej stronie, w krzakach, to doświadczenia dosyć nieprzyjemne. Od tego czasu przez las chodzę nieco przestraszony, nasłuchując zbliżającego się niebezpieczeństwa. Niemniej nie mam wyboru, kończąc dyżur po zmroku jestem zmuszony do pokonania tych dwóch kilometrów pieszo lub na rowerze. Zdecydowanie preferuję ten drugi sposób, bo dość już się nabiegałem, uciekając przed hałasami w lesie... :) A gdybym tak kiedyś ujrzał w lesie jadącą na swoim rowerze Mamę? Aaaaaaaaaa!

Ciekaw jestem jak wielu czytelników mojego bloga zesrałoby się ze strachu, gdyby znaleźli się w środku lasu po północy. Kiedyś, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy w Truskawiu, nocna wyprawa do lasu była dla mnie w ogóle niewyobrażalna. Do wszystkiego jednak można przywyknąć... Las nocą jest na pewno lepszy niż Praga Północ. ;)

Jest godzina 1:45, ale ja nie idę spać. Powinienem położyć się jak najpóźniej, by przespać cały jutrzejszy, a raczej dzisiejszy dzień. Im później się obudzę, tym bardziej będę wypoczęty podczas jutrzejszego, nocnego dyżuru. Dawno już nie miałem nocki...


2013.08.08 / Czwartek / 01:38 - Kapliczka w Izabelinie

Ale nieładny, zbyt ciasny kadr. To, że mam porządny aparat wcale nie oznacza, że umiem teraz robić porządne zdjęcia. One po prostu mają dobrą jakość, to wszystko. ;) Piękne, ciepłe kolory. Nareszcie.

Do domu wróciłem nietypowo, przez Babice Stare, Lipków i Izabelin południowy. Pokonanie ciemnego, nieoświetlonego odcinka między Lipkowem a Izabelinem południowym było dosyć emocjonujące, zwłaszcza dzięki hałasującym w krzakach zwierzętom, bestiom dzikim, gotowym rozszarpać chudego pana Michał, jego rower i jego lustrzankę...

W Izabelinie południowym znajduje się jeden z najbardziej zachwycających mnie domów w całej gminie. Gdy kiedyś zostanę milonerem, odkupię go od właściciela i zamieszkam tam razem ze swoimi żonami. ;)


2013.08.08 / Czwartek / 01:31 - Jezu ufam Tobie

Jezus Chrystus. Zachwycony możliwością robienia porządnych zdjęć nocnych spędziłem na Moczydle kilkanaście minut. Z Warszawy wyjechałem ulicą Górczewską, która nareszcie została w pełni przebudowana, poszerzona i ogólnie odpicowana. Kilka miejsc zmieniło się nie do poznania, ale na szczęście na lepsze. Ładne ścieżki rowerowe, ładne nowe bloki, ładnie wszystko usprawnione. Chyba będę tamtędy częściej jeździł. W ogóle cała okolica się zmieniła, także ta dalsza, pozawarszawska.

Jako posiadacz lustrzanki marzę o namówieniu jakiejś dziewczyny na nagą sesję fotograficzną. ;) Póki co fotografuję nogi warszawskich dziewczyn telefonem. :P Mój blog z nogami cieszy się większą popularnością niż blog główny. ;( Najlepiej na tym świecie sprzedają się kobiety.


2013.08.08 / Czwartek / 01:17 - Uwielbiam ten park

Park Moczydło, jedno z najfajniejszych miejsc mijanych przeze mnie rowerem w drodze do pracy i z pracy, gdy wybieram trasę przez Wolę. Jacek mieszkał kiedyś w pobliżu, ale dzisiaj już nie można go tam spotkać. W nocy spotkałem natomiast dziesiątki ludzi aktywnie spędzających swój wolny czas - biegających i jeżdżących na rolkach. To zjawisko, które szybko się nasila, w poprzednich latach nie było tylu biegaczy i rolkarzy. Bardzo dobrze.

Ach, chciałbym mieć dziewczynę, mieszkać z nią w Warszawie i wieczorami chodzić na spacery po takim parku jak ten.


2013.08.08 / Czwartek / 00:34 - Zdjęcia nocne

Po wyjściu z pracy o godzinie 21:00 wsiadłem na rower, zawiesiłem sobie aparat wraz z torbą na szyi i pomknąłem przez miasto trasą, którą już dawno nie jechałem, czyli przez Wolę. Odkryłem tam kolejną wspaniłą zaletę lustrzanki - możliwość robienia porządnych zdjęć także w nocy. W tak trudnych warunkach oświetleniowych lustrzanka po prostu miażdży każdy kompakt. Noc jest dzisiaj bardzo ciepła, taka za jakimi tęskniłem.

Na zdjęciu ulica Kasprzaka w kierunku Bemowa. Jedna z fajniejszych ścieżek rowerowych w mieście, niestety dosyć krótka.


2013.08.08 / Czwartek / 00:32 - Moje ulubiona firma

Wnętrze mojego ulubionego centrum operatorskiego. Cholernie dobrą decyzję podjąłem w zeszłym roku, gdy zdecydowałem się odejść z białołęckiego bagna i przenieść się do swojej obecnej firmy. Póki co chwalę sobie w niej wszystko.

Przed dyżurem zdążyłem jeszcze wstąpić do sklepu Nikona, w którym wydałem kolejne pieniądze, tym razem na torbę, w której mogę nosić i wozić swoją lustrzankę. Bez torby ani rusz. Zapłaciłem 120 złotych i otrzymałem bardzo wygodną, porządnie wykonaną torbę, w której aparacik na pewno będzie się dobrze czuł. ;)

Jedna rzecz mnie denerwuje w Nikonie - dekielek od obiektywu. Zakładanie go jest niezbyt przyjemną czynnością, o wiele lepiej jest to rozwiązane w Canonach. Wiedziałem o tym już wcześniej, ale kto by się przejmował dekielkiem...


2013.08.08 / Czwartek / 00:15 - Pociąg do huty

Po standardowym, sześciogodzinnym śnie, pojechałem do pracy. Oczywiście zabrałem ze sobą aparat, by po drodze uweczniać wszystko co wyda mi się interesujące i testować jego możliwości. Po zgraniu zdjęc na dysk mogę potwierdzić po raz kolejny - ich jakość w pełni mnie zadowalająca, a nawet zachwyca. To naprawdę świetna lustrzanka, o wiele lepsza niż myślałem.

Na powyższym zdjęciu uwieczniłem pociąg towarowy, przetaczający się powoli przez Radiowo w kierunku huty. W tle góra śmieci, najwidoczniej stale aktywna, co wnioskuję po ilości samochodów, które się tam kręcą i po zwiększającej się wysokości samej góry.


2013.08.07 / Środa / 08:48 - Nikon D5100

Ach! :) Tylko że nie mam czasu robić zdjęć, bo muszę jechać do pracy. :( Nie szkodzi, aparat wypróbuję dokładniej na początku przyszłego tygodnia, bo wziąłem sobie trzy dni wolne i jadę do Puław. Może ktoś mi będzie ładnie pozował do zdjęć. ;)

Muszę sobie kupić torbę, by mieć w czym nosić swojego Nikona... Aparat kosztował 2299 złotych, a jego cena była o 100 złotych niższa dlatego, że wszedłem na Euro RTV/AGD poprzez Ceneo.pl, otwierając w ten sposób dostęp do kodu promocyjnego. Wybrałem Nikona, a nie Canona, ponieważ prawie każdy mój znajomy posiadający Canona zaliczył jakąś awarię i wizytę w serwisie, a pamiętna Kasia z poprzedniej firmy chwaliła sobie swojego Nikona i nigdy nie miała z nim problemów. Obym ja też nie miał, bo za te pieniądze mogłem sobie na przykład wymienić okno w pokoju. ;)


2013.08.07 / Środa / 02:13 - Od teraz fotografuję lustrzanką

Po wielu latach pisania i gadania o tym, że kiedyś kupię sobie lustrzankę, zdecydowałem się to naprawdę zrobić. Zamówiłem odpowiedni model w Euro RTV/AGD, wypłaciłem pieniądze z banku i przed dyżurem odebrałem duże pudło z aparatem. Tym sposobem stałem się posiadaczem Nikona D5100, bo to właśnie na tę markę i na ten model się zdecydowałem. Teraz będę musiał trochę intensywniej popracować, żeby zarobić pieniądze na ten zakup. Zresztą, nie mam dziewczyny, nie mam wydatków, pójdzie łatwo. ;)

Jakoś zdjęć jest piękna, ale zobaczyłem to dopiero po skopiowaniu ich do komputera i wyświetleniu na monitorze Full HD. Niestety tutaj, na serwisie photoblog.pl, po zmniejszeniu i skompresowaniu fotki, dużą część jakości po prostu trafia szlag. Powyższe zdjęcie zrobiłem z czułością ISO 1600, która w moim kompakcie była niemal zupełnie bezużyteczna, tak duże wprowadzała ziarno i różnego rodzaju przekłamania. W lustrzance przy tak wysokiej czułości ziarna prawie w ogóle nie widać. A przecież to tylko jedna z wielu zalet tego sprzętu... Ach. ;)

Dobrze, zjem coś szybko i idę spać, bo za nieco ponad sześć godzin wstaję i idę do pracy. W tym tygodniu nie mam żadnego dnia wolnego i w ogóle na to nie narzekam. Praca jest łatwa, lekka, przyjemna i wcale nieźle płatna.


2013.08.04 / Niedziela / 20:33 - Z Anią na Placu Grzybowskim

Taka jakby randka. ;) Kręcimy się... Kolejne przyjemne chwile po pracy spędzone z Anią... Dzisiaj minął dokładnie miesiąc od czasu śmierci Mamy. Ech...


2013.08.04 / Niedziela / 20:27 - Powrót do domu przez Laski

Jadąc z Warszawy przejeżdżam przez takie miejscowości jak Mościska, Laski, Izabelin i Truskaw. Na powyższym zdjęciu zrobionym moim nowym/używanym telefonem komórkowym, uwieczniłem główną ulicę naszej gminy w miejscowości Laski. Bardzo dobrze, że kilka lat temu zrobiono te chodniki, bo bez nich było dosyć nieprzyjemnie.

Zdjęcia będę teraz robił chyba głównie aparatem w telefonie, skoro zepsuł mi się mój piękny ultrazoom Canona kupiony dwa lata temu za 900 złotych. :( Muszę kupić coś nowego... Może lustrzankę? A co z mobilnością?


2013.08.03 / Sobota / 23:17 - I am not in love

Po pracy randka z Anią, zakończona wnioskiem, że jednak nic z tego nie będzie, bo bez miłości nie ma niczego. :) Tak Ania twierdzi. Ja myślenie wyłączyłem jakiś czas temu i w życiu kieruję się już tylko chaosem. ;) To było bardzo przyjemny wieczór, który zapamiętam na zawsze.


2013.08.01 / Czwartek / 22:39 - La Tomatina już mi się przejadła

Znudziły mi się już te wizyty w La Tomatina. :) Poza tym latem nie chce się tak jeść pizzy jak zimą, co zresztą potwierdza Ewa, analizująca w swojej pracy sprzedaż pizzy w ciągu roku. Niestety ze względu na chore gardło, z którym cały czas jest bardzo marnie, nie mogę jadać w tym roku lodów.

Trzeba podsumować sferę uczuciową. Jest więc zakochana we mnie Ania z firmy, której nie uważam za piękną, ale która jest mądra, seksowna i bardzo, bardzo fajna. Dobrze, a nawet rewelacyjnie się z nią czuję, dobrze się z nią dogaduję i najchętniej zaprosiłbym ją tu do pusczy, gdyby tylko miała ona jakiś dzień wolny w pracy. Niestety nie ma. :P Jest też widoczna na zdjęciu Ewa, która nie jest w moim guście i zostaje tylko moją koleżanką. Może kiedyś pojedziemy gdzieś na rowerach, choć ma już ona swojego ukochanego kolegę, z którym jeździ dosyć intensywnie. :P Jest 21 letnia Kasia, którą poznałem na sympatii, bardzo ładna, mająca obecnie skomplikowaną sytuaję życiową, znajdująca się przez następne półtora tygodnia na Podkarpaciu. Po tym czasie wróci do Warszawy, bo tutaj mieszka i tutaj studiuje, więc może się wtedy spotkamy. Póki co rozmawialiśmy dwa razy przez telefon i jesteśmy w kontakcie smsowym - nasza znajomość rozpoczęła się właśnie od półgodzinnej rozmowy telefonicznej, a nie od pisania wiadomości przez internet - nietypowo. Jest też bardzo pozytywnie mnie zaskakująca, bardzo ładna, nietypowa siedemnastolatka z miejscowości znajdującej się między Puławami i Dęblinem, ucząca się w Liceum Czartoryskich. Podobno mam z nią kiedyś iść na spacer z Puław do Kazimierza Dolnego. ;) Jest też niezwykle atrakcyjna, mająca bardzo medialny wygląd modelki i dłuuuuugie nogi, mierząca 185 cm Paulina znad morza, mająca... 15 lat. :P Ona także bardzo pozytywnie mnie zaskakuje i jest żywym dowodem na to, że niektóre piętnastolatki są naprawdę mądre. Uroda niekiedy łączy się z mądrością. Prowadzi zresztą porządnego bloga.

To już wszystkie. Najchętniej poznałbym osobiście Kasię i Ilonę, tę drugą oczywiście po koleżeńsku, ze względu na jej wiek. :) Kasi się boję, bo jest dosyć dziwną dziewczyną, ma pokręconą sytuację życiową, z jaką do tej pory się jeszcze nie spotkałem osobiście, ale z drugiej srony... Zawsze lubiłem to co dziwne. :P Najlepiej dla mnie byłoby jednak, gdybym już teraz związał się z Anią. :) Oto dziewczyna, której można zaufać, gotowa na związanie się z kimś na stałe, doskonale do mnie pasująca pod wieloma względami, pragnąca mieć w najbliższym czasie trójkę dzieci, mająca własne mieszkanie, które kupiła po części za pieniądze zarobione w firmie... Przede wszystkim jednak - zakochana we mnie. ;)

A tak naprawdę to całkiem mi teraz dobrze samemu, podoba mi się wolność, którą mam. Może nie powinienem tego zmieniać, przynajmniej do końca roku.


2013.08.01 / Czwartek / 22:37 - Ewa i pizza

Bardzo sympatyczna dziewczyna ta Ewa. Odszufladkowuję ją. ;) Nie jest wcale typową przedstawicielką inteligencji Warszawskiej, która zaczyna pięknie, ale kończy w nudnym, pustym stylu yuppie. Jest dziewczyną o dobrym sercu, doszukującą się w każdym człowieku czegoś pozytywnego, choć nie wiem czego dopatrzyła się we mnie poza tym, że jestem chudy i garbaty. ;) Ewa nie jest w moim guście, ale na koleżankę na pewno się nadaje. Zjedliśmy pizzę w La Tomatina, dużą, a nawet za dużą, dlatego w sumie jej nie zjedliśmy... :P


2013.08.01 / Czwartek / 22:31 - Kolega Łukasz still alive

Już prawie trzydziestoletni, wciąż żywy, jeden z moich dwóch przyjaciół - Łukasz. Mądry, ciekawy człowiek, który podczas spaceru pokazał mi dzisiaj na jakiej korupcji i kłamstwie stoi to miasto. W sumie to żadna nowość, ale dobrze znać szczegóły. Na koniec poznałem babcię Łukasza, którą uznałem za najładniejszą starszą kobietę jaką widziałem - najwidoczniej niekiedy uroda nie przemija. Siostry Łukasza, Klaudii, z którą się kiedyś spotykałem, nie było. Ma już 24 lata... Gdy randkowaliśmy sobie skromnie, miała 20. My z Łukaszem stale narzekamy na to, że mamy coraz mniej włosów i jesteśmy coraz starsi...


2013.08.01 / Czwartek / 22:26 - Wolny Pan Michał w Warszawie

Bardzo przyjemny i ciekawy dzień wolny. Na początek wizyta w NFZ, długa kolejka, godzina czekania. Później dziewczyna bez majtek na ulicy. Cóż za emocje. Następnie Sony Centre, w którym się dowiedziałem, że bateria do mojego ukochanego odtwarzacza mp3 kosztuje 135 złotych. Drogo. Spacerek na Anielewicza, spotkanie z kolegą Łukszem i spacer na Podwale, do sklepu stomijnego. Zakup stu worków stomijnych, dźwiganie ich przez miasto podczas dalszej, pouczającej i przyjemnej części spaceru. Wizyta na poczcie - wysłanie słuchawek AKG do jednego człowieka, zajmującego się wymianą zepsutych przewodów słuchawkowych. Krótka rozmowa przez telefon z całkiem nową Kasią, zakończona jej zdenerwowaniem. Koniec spaceru pod Torwarem, przejazd autobusem na Muranów, pożegnanie kolegi, wpadnięcie do Merlina.pl po filmy Woody'ego Allena, podjechanie pod kino Luna - miejsce spotkania z koleżanką Ewą. Cały czas ciepło, słonecznie i bardzo przyjemnie.