2013.09.30 / Niedziela / 22:11 - Do zobaczenia za cztery dni

Maja zgodziła się jechać ze mną na najbliższy weekend do Puław, więc widzimy się już w piątek wieczorem. Spędziliśmy razem cztery dni, zażyliśmy trochę szarej rzeczywistości, poprzytulaliśmy się, poznaliśmy lepiej, posprzeczaliśmy, okazaliśmy sobie uczucia i udowodniliśmy chyba, że nam na sobie zależy. To był naprawdę dobry, prawdziwy czas, bez zbędnych słodkości, który będę bardzo miło wspominał. Dobrze mi z Mają, chcę ją mieć przy sobie i czuję, że jest tą właściwą dziewczyną, odpowiednio dobrą, odpowiednio dziwną, ciekawą, piękną i zgrabną, taką jakiej chciałem. Dostrzegam w niej też wady, takie, których się obawiam i takie, które nic nie znaczą, ale po niecałym miesiącu znajomości już mogę stwierdzić - jest najlepszą dziewczyną jaką mialem. Oby nie odeszła, oby nadal chciała ze mną być, choć cały czas zastanawiam się co we mnie widzi...

W drodze powrotnej z Sulejówka nagrałem bardzo fajną rozmowę pijanego robotnika wracającego właśnie z Niemiec, którą prowadził z panią kierownik pociągu. Opowiadał, że zarobił w Niemczech 50 tysięcy złotych, z czego 20 tysięcy wpłacił ojcu na konto, a 30 tysięcy zostawił sobie. Ze swojej sumy w ciągu jednego dnia zdążył wydać 2000 złotych, jak powiedział - na alkohol, narkotyki i dziwki. Super rozmowa, wszyscy się śmieli, przede wszystkim pani kierownik, którą chyba próbował poderwać.

W autobusie od przystanku w Izabelinie zaangażowano mnie do ręcznego otwierania drzwi. Autobus miał awarię, drzwi nie chciały się otwierać i ktoś musiał to robić ręcznie, kręcąc na kazdym przystanku pokrętłem i ciągnąc je. Facet, który się tym zajmował wysiadł w Izabelinie i na jego następcę wyznaczono mnie, jako jedynego faceta, który jechał do końca trasy. Fajna zabawa. W Truskawiu nawet otworzyłem drzwi dziewczynie, którą kiedyś nazwałem najpiękniejszą, i której wyznałem, że się w niej zakochałem. Wtedy obraziła się na mnie, ale w tym roku mi wybaczyła, a teraz po prostu już nie rozmawiamy ze sobą. Nieważne, stare dzieje...

Teraz mam Maję. Planowałem do końca roku nie mieć żadnej dziewczyny, ale plany moje uległy zmianie, gdy poczułem, że takiej dziewczyny jak Maja za nic w świecie nie można ot tak oddać innemu facetowi, który być może nie pokochałby jej tak jak ja.

Idę spać. Jutro dentysta i lekarz, choć wizyta u lekarza wydaje mi się być trochę bezcelowa, odkąd ból gardła tak po prostu znikł, pokonany tajemniczymi tabletkami przywiezionymi przez Maję z Niemiec. :) Czyżbym nie miał raka?

I na koniec jeszcze coś - trochę mnie mój własny blog denerwuje... Chyba z niego wyrastam, chyba staję się poważniejszym człowiekiem, może nawet staję się wreszcie... Mężczyzną? Zachodzą we mnie takie zmiany, jakie nie zachodziły nigdy wcześniej. Dorastam, dojrzewam, lub po prostu starzeję się. Podobno siwieję w szybkim tempie...


2013.09.30 / Niedziela / 22:08 - Warszawskie podwórze

Bardzo lubię podwórko, na którym znajduje się sklep z Martensami, ale nie wygląda ono już tak klimatycznie jak podczas tego szczególnego, deszczowego dnia roku 2008, w którym byłem na nim po raz pierwszy, gdy wszędzie stały rusztowania i tak pięknie kapała z nich woda. Miałem sobie kupić w tym roku buty na zimę, ale wolę ostatnio wydawać pieniądze na kobietę, lub oszczędzać, zamiast inwestować je w siebie samego. ;) Przechodzę kolejną zimę w glanach, zakładając trzy pary skarpet. Szkoda tylko, że jedynie Wojasy nadają się na zimę, a Martensy są zupełnie do kitu, ze względu na bardzo śliskie podeszwy, które na lodzie stają się zabójcze. Ogólnie firmę Martens odradzam totalnie i absolutnie, jako drogą, a tak naprawdę marną.

Maja wypaliła papierosa w bramie, ja zrobiłem jej kilka zdjęć i poszliśmy na dworzec Warszawa Śródmieście, z którego jeżdżą pociągi do Siedlec. Teraz Maja za dojazd do Siedlec płaci jedyne 8 złotych i 33 grosze, ponieważ do stacji Sulejówek Miłosna jeździ na Warszawskiej Karcie Miejskiej, tak samo jak ja, zawsze odwożący ją właśnie do tego miejsca. Obiecuję, że zawsze będę to robił, by spędzić z nią trochę więcej czasu i by dać z siebie więcej.


2013.09.30 / Niedziela / 22:06 - Glany dla Mai

Zła niedziela przeminęła, nie wracajmy do niej. Maja w ciągu dwóch dni zajeć zrobiła niemal sto stron notatek w swoim zeszycie. Będzie teraz łączyć pracę z nauką, będzie zdobywać wykształcenie, piąć się w górę, dążyć do konkretnego celu, w konkretnym kierunku, czyli robić coś czego ja chyba nigdy nie robiłem. Powtórzę się, ale muszę - Maja bardzo mi imponuje, podziwiam ją i zasłużenie wychwalam. Zadaję sobie też pytanie - za co ona może podziwiać mnie? Zacznę skromnie - w piątek zapiszę się na egzamin teoretyczny z prawa jazdy. Z czasem będę się starał robić więcej, by być lepszym facetem. Szkoda, że przytyć nie mogę. ;)

Poniedziałek rozpoczął się od mojego złego stanu zdrowia - katar, ból głowy i gardła. Bałem się, że zarażę Maję i będzie miała przez to problemy. Na szczęście Maja podała mi jakąś tajemniczą tabletkę, po której zażyciu niemal natychmiast ozdrowiałem, dzięki czemu poniedziałek upłynął mi bardzo przyjemnie. Rano obejrzeliśmy film Sama Mendesa, który oglądałem po raz pierwszy kilka dni wcześniej - "Para na życie", bardzo dobry, aktualny dla nas, myslących o poczęciu dziecka w ciągu kilku najbliższych lat. Wiem, że jest za wcześnie na takie plany, znamy się przecież zaledwie od mesiaca, ale... Skoro mamy takie same marzenia to możemy marzyć wspólnie, a w przyszłości razem możemy te marzenia zrealizować, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Maja byłaby cudowną mamą i mam nadzieję, że w przyszłości spełni się w tej roli kilkukrotnie. :)

Po obejrzeniu filmu i zjedzeniu frytek pojechaliśmy do Warszawy, tym razem już samochodem, ponieważ Tata powrócił szczęślwie z Puław w niedzielę wieczorem. Najpierw udaliśmy się do punktu ZTM na Młocinach, po odbiór Warszawskiej Karty Miejskiej, którą Maja wyrobiła sobie przez internet, umieszczając na niej zdjęcie grzyba, zrobione tydzień temu w Palmirach. Na miejscu zastaliśmy bardzo długą kolejkę, w której spędziliśmy ponad godzinę czasu. O tak, kolejki w punktach ZTM są ogromne, ale nie narzekaliśmy za bardzo, bo ostatecznie nie było aż tak źle. Ciekawa przygoda. ;) Sfinansowałem trzymiesięczny bilet Mai, by wygodniej było nam się poruszać po Warszawie, bez konieczności kasowania biletów kartonikowych. Maja nie musiałaby w ogóle kupować biletów, gdyby mnie nie poznała i gdyby do mnie nie przyjeżdżała, więc poczułem, że to właśnie ja powinienem zapłacić za jej bilet. Na szczęście ma już legitymację studencką upoważniającą ją do 50% zniżki.

Z punktu ZTM pojechaliśmy do centrum, do sklepu z glanami, gdyż już wcześniej powiedziałem Mai, że kupię jej glany. Moim zdaniem glany do niej pasują, szczególnie kolorowe, nie czarne, tylko na przykład żółte. Maja właśnie te uznała za najładniejsze, ale spodobały jej się też te czerwone, o wiele wygodniejsze, zrobione z innego rodzaju skóry. Maja miała dylemat, zastanawiała się które wybrać, ale ostatecznie zdecydowała się na żółte, mniej wygodne, ale za to efektowniejsze i zarazem bardziej wodoszczelne, co może mieć znaczenie na mojej leśnej drodze. Kupiłem bilet, kupiłem buty, wydałem trochę kasy, choć powinienem być oszczędny, ale mam nadzieję, że uszczęśliwiłem Maję i poczuje się ona przeze mnie doceniona, bo naprawdę cholernie ją doceniam, jest taką dziewczyną, o jakiej marzyłem i jeśli tylko nigdy ode mnie nie odejdzie, moje życie będzie dokładnie takie jakiego pragnąłem. Hah, mam dziewczynę noszącą glany! ;) To pierwsze glany Mai i być może ostatnie. :)


2013.09.30 / Niedziela / 10:09 - Michał dostał termofor

Niedziela była o wiele gorsza od soboty. Ledwo wstałem o 3:50, kanapki dla Mai robiłem z mniejszym zapałem, a dla siebie już w ogóle nie miałem siły ich zrobić. Zjadłem jedną parówkę zamiast dwóch, bo po pięciogodzinnym śnie nie miałem na nic siły. Maja co prawda jakoś wstała, ale była w tak złym nastroju, że aż bałem się do niej zbliżac. Ponownie oOdwiozłem ja na uczelnię i usłyszałem tam bardzo miłe życzenia, które złożyła mi z okazji imienin. Poczłapałem do swojej pracy, wkurzając się na to, że po drodze nie zastałem ani jednego otwartego sklepu spożywczego, w którym mógłbym kupić cos do zjedzenia w pracy. Musiałem na miejscu posilać się marnymi waflami i batonami z automatu, którymi wcale się nie najadłem. W pracy było ciężko, z kazdą godziną traciłem siły i coraz bardziej przysypiałem. W połowie dyżuru poczułem, że łapie mnie przeziębienie, a pod koniec ledwo się trzymałem klawiatury. Jakoś dobrnąłem do godziny 17:00, mimo tych męczarni robiąc najlepszy wynik ze wszystkich pracowników i o 17:20 byłem juz na uczelni, ponownie wypatrując Mai. W drodze powrotnej nie za bardzo chciało mi się z nią rozmawiac, ponownie nawiedziły mnie złe wizje i ponownie zacząłem uważać, że wszystko to na nic, całe moje poświęcenie, zaangażowanie i uczuce nie ma sensu, ponieważ Maja w przyszłości i tak odejdzie do faceta, z którym będzie się jej wygodniej żyło. Rano rozmawialiśmy o tym, że Maja będzie kiedyś chciała wziąć kredyt na mieszkanie lub dom i własnie wtedy, dowiedziała się ona, że jestem zatrudniony na umowę zlecenie, a nie na umowę o pracę, co oznacza, że nigdy żadnego kredytu nie dostanę. Właściwie i tak nigdy w życiu nie chciałbym się w żaden kredyt pakować, nigdy nie było to moim zamiarem. Zmęczony niewyspaniem oraz zbliżającym się przeziębieniem zacząłem dopatrywać się tylko tego co nas dzieli, pomijając zupełnie to co nas łączy, oddaliłem się od Mai, przestałem jej okazywać czułość i miałem ochotę się z nią pokłócić, o cokolwiek. Niedziela nie była więc dobrym dniem, tylko i wyłącznie z mojego powodu, bo Maja była w sumie bardzo miła, opowiadała mi o wszystim co wydarzyło się na uczelni, a po pewnym czasie zaczęła się niepokoić moim chłodem i zaczęła pytać się czy jestem z nią szczęśliwy. Powiedziałem o swoich obawach i od razu głupio się poczułem, jako maruda, który stale powtarza - i tak ode mnie odejdziesz i tak skończy się porzuceniem, jak zwykle w moim życiu. Ech, cóż te dziewczyny ze mnie zrobiły. W nic już nie wierzę, ani w romantzm, ani w miłość, ani w wierność. Trzeba we mnie odbudować wszystko to co zostało wcześniej zburzone, przede wszystkim wiarę w to, że świat nie jest wcale tak chujowy jak mógłby się wydawać, że wcale nie rządzi nim tylko pieniądz, seks i materializm, że istnieje też prawdziwa miłość, bezinteresowna, szczera, naprawdę piekna. Kiedyś wierzyłem we wszystko, byłem przekonany, że spotkam kobietę, która będzie miała tak pozytywne podejście do miłości, do związku, do życia razem, jakie mam ja sam. Z biegiem czasu zacząłem podejrzewać, że świat naprawdę jest okropnym miejscem, a współczesne kobiety są tylko i wyłącznie okrutne, szczególnie te piekne. Ciężko jest odrzucić wszystko to co złe, ciężko jest odzyskać wiarę w miłość i ciężko zaufać kobiecie, po tym wszystkim czego się doświadczyło, o czym się słyszało i co się widziało. W niedzielę poszliśmy spać wcześniej, bardzo zmęczeni... Takie były moje imieniny. Wcale nie tak złe jak to tutaj opisałem, bo i tak będę je miło wspominał, ale jednak najbardziej szare spośród wszystkich dni, które spędziłem z Maja.

Dostałem od niej wspaniały prezent, który właśnie teraz, gdy piszę te słowa, mam pod nogami - termofor z czerwonym serduszkiem. Maja napisała mi też kartkę z życzeniami, którą oczywiście zachowam do końca życia. Oby nigdy nie zostały mi po niej tylko wspomnienia, prezenty, kartki i notki na blogu, oby naprawdę została ze mną i nigdy nie odchodziła, bo ja, tak jak zawsze, chcę dać z siebie wszystko, zaangażować się i totalnie zatonąć w miłości. Nie mam mieszkania, nie mam zdolności kredytowej, nie mam oszczędności, nie mam perspektyw na dobrą pracę, ponieważ nie mam i nie zdobywam wykształcenia. Mam jednak wielkie serce, które jest moim najważniejszym organem i pod które podporządkowuję całą resztę. Mam też dosyć spory chaos w głowie, skoro piszę takie notki. :)


2013.09.30 / Niedziela / 10:08 - Maja przy śmietniku

Sobota, dzień pierwszego zjazdu na studiach Mai. Moja pobudka odbyła się o 3:50 rano, Maja pospała sobie 40 minut dłużej. Zrobiłem jej pięć kanapek, pamiętając o tym, by były przygotowane tak jak lubi - malutko masła i niewiele pasztetu, niewiele żółtego sera, niewiele powideł. Zdziwiłem się, że o 4:30 Maja w ogóle wyszła z łóżka i do tego na nic nie narzekała - byłem z niej bardzo dumny. ;) Po godzinie 5:15 wsiedliśmy na rowery i dojechaliśmy nimi do Truskawia. W lesie jest wtedy ciemno i zimno, ale Maja dzielnie pokonywała wszystkie trudności, nie marudząc przy tym zbyt dużo, a może w ogóle. ;) 40 minut jazdy jednym autobusem, 45 minut jazdy drugim i o godzinie 7:00 byliśmy na miejscu, pod uczelnią znajdującą się przy ulicy Szczęśliwickiej, na Starej Ochocie. Bardzo spodobała mi się uczelnia, na której Maja będzie przez dwa kolejne lata zdobywać wykształcenie w interesującym ją zawodzie i z przyjemnościa będę tam wpadał co dwa tygodnie - rano i wieczorem, odwożąc Maję przed zajęciami i odbierając ją po zajęciach. Po kilkunastu minutach poszukiwania odnaleźliśmy właściwą aulę i patrzyliśmy na schodzących się ludzi - głównie dziewczyny. Studia pedagogiczne gromadzą dzisiątki pięknych, młodych dziewczyn, choć oczywiście najpiękniejsza z całej uczelni jest moja Maja, która poczatkowo była dosyć przerażona wszystkim tym co nowe i nieznane, ale szybko znalazła sobie nowe koleżanki i zaaklimatyzowała się.

Na zdjęciu uwieczniłem Maję stojącą przed wejściem na teren uczelni, podczas przerwy na papieroska. Zostawiłem Maję w auli, a sam poszedłem do pracy, by po odbyciu ośmiogodzinnego dyżuru zjawić się ponownie na ulicy Szczęśliwickiej. Jestem dumny z tego, że Maja studiuje, że jest na kierunku, który lubi i na który doskonale się nadaje, a zarazem czuję się przy niej troszkę głupi i leniwy, troszkę mało ambitny, troszkę na niewłaściwym miejscu. Żałuję teraz, że w swoim czasie nie poszedłem na żadne studia, ale wiem, że nigdy nie byłem na nie tak naprawdę gotowy. Czy kiedyś będę? Życie jest takie krótkie, a czasu na wszystko jest tak mało... Nie wiem, nie wiem. Kiedyś byłem naprawdę mądry, ale stoczyłem się tak nisko, że już nigdy nie zdołałem się pozbierać. Niekiedy mądrzy, ale leniwi kończą naprawdę marnie.

Dziwię się, że Maja, studentka Maja, chce kogoś takiego jak ja, ale nie mogę o tym za dużo myśleć, bo od czegoś dobrego nie można się odwracać. Skoro chce, to jest dobrze, to jest rewelacyjnie. O godzinie 17:20 czekałem już na Maję na dziedzińcu uczelni, by następnie przejść z nią pieszo do metra, kawał drogi. Psychicznie czułem się marnie, zmalałem nieco przy Mai i zacząłem myśleć o tym, że kiedyś i tak ode mnie odejdzie, znajdując sobie kogoś mądrzejszego, lepszego i bogatszego, kogoś kto będzie mógł jej więcej dać. W tym złym nastroju zacząłem z Maja rozmawiać o jej byłem partnerze, który obecnie jest jej przyjacielem, a o którego ja jestem cholernie zazdrosny. Wyjąsniłem, że nie podoba mi się to, że chce się ona z nim w przyszłości spotykać, nawet jeśli mają to być spotkania przyjacielskie. To moim zdaniem nie w porządku, by spotykać się z byłem lub byłą, gdy ma się już kogoś nowego. Troszkę się o to posprzeczaliśmy, ja poczułem, że chyba robię źle, stawiając Mai takie warunki, zabraniając jej się spotykać z jej byłym, dając jej do wyboru - albo on, albo ja, ale właściwie czemu miałbym tego nie robić? Trzeba mówić otwarcie o tym co się myśli, a przede wszystkim nie można być takim frajerem jakim zawsze byłem w swoich związkach. Akurat byliśmy na stacji Warszawa Śródmieście i byłem przekonany, że obrażona na mnie Maja za chwilę wsiądzie do pociągu i odjedzie, wybierze przyjacielskie spotykanie się ze swoim byłym, uznając mnie za nietolerancyjnego, nadgorliwego wariata, ale o dziwo podjęła inną decyzję, którą bardzo mnie zaskoczyła - zapytała czy ma wysłać mu teraz smsa, w którym napisze, że nie będzie się z nim spotykać? Odpowiedziałem, że tak, że właśnie tego bym chciał i Maja naprawdę to zrobiła - napisała przy mnie smsa, w którym wyjaśniła, że kogoś ma i nie chce niejasnych sytuacji. Bardzo, bardzo mi tym zaimponowała i coś podobnego zrobiła tylko jedna dziewczyna, jedyna, która była dla mnie naprawdę dobra - Marzenka. Wiem, że nie było to dla Mai łatwe, ale jestem jej bardzo wdzięczny za podjętą decyzję. Póki co najbardziej obawiam się w Mai tego, że po prostu lubi mężczyzn, lubi się podobać mężczyznom i lubi mieć z nimi kontakt. Zaczynam jednak wierzyć w jej wierność, zaczynam jej ufać i zaczynam ją bardzo cenić za to, że naprawdę potrafi liczyć się z moim zdaniem. Obym tylko nigdy nie stał się chorym z zazdrości maniakiem, węszącym na każdym kroku zagrożenie, widzącym w kazdym koledze Mai konkurenta dla samego siebie. Muszę uważać... Od czasu gdy zostałem zdradzony, od czasu gdy zostałem ot tak zamieniony na innego, straciłem zaufanie do kobiet i mam tendencję do bycia zazdrosnym, a nie jest to chyba nic dobrego. Z drugiej strony - zazdrość oznacza po prostu, że bardzo mi zależy... Zazwyczaj jest ona naturalną oznaką zaangażowania i miłości.


2013.09.30 / Niedziela / 10:06 - Maja i Michał i w kuchni

Ponownie dotarliśmy z Mają do mojego domu, tym razem drogę w lesie pokonując pieszo i na rowerze, to znaczy ja szedłem, a Maja jechała. Rower to nie nowość dla Mai, podobno bardzo lubi nim jeździć i przede wszystkim dojeżdża nim codziennie do swojej pracy, niezależnie od pogody. Słodko, bardzo to popieram i bardzo mi to imponuje. Za zamiłowanie Mai do glanów i rowerów dwa wielkie plusy. ;) Trzeci wielki plus za słuchanie Renaty Przemyk.

W domu jak zwykle było zimno, ale to przecież smutna norma. Właściwie teraz może tu być zimniej niż zimą, ponieważ jeszcze nie palimy węglem, by nie zużyć całego zbyt wcześnie. Tata był akurat w Puławach, więc w domu zastaliśmy tylko młodszą siostrę. Siostra zapisała się ostatnio do studium, w którym będzie próbowała zdobyć wykształcenie techniczne na jakimś zupełnie niepotrzebnym kierunku.

Z Mają poszliśmy wcześnie spać, ponieważ następnego dnia musieliśmy wstać o bardzo nieprzyjemnej godzinie - ja o 3:50, a Maja o 4:30. Zgroza. Wszystko z powodu rozkładu jazdy autobusów - jeden z nich jest za wcześnie, a drugi za późno. Maja nie może się spóźniać na uczelnię, więc pozostaje nam tylko ten autobus, który odjeżdża o godzinę za wcześnie. Wykład rozpoczyna się o 8:00, a my na miejscu jesteśmy już o 7:00...


2013.09.27 / Czwartek / 21:19 - Majeczka

Lustrzankę nadal mam zepsutą, nadal nie działa w niej jedna mała funkcja, ale wkrótce zawiozę ją do serwisu i wszystko powinno być w porządku. Póki co nie miałem na to czasu, pracując przez siedem dni w tygodniu, zarabiając wytrwale pieniądze, w tym miesiącu niezbyt duże, ze względu na bardzo małą ilość wysyłanych smsów na godzinę. Obiecuję sobie, że w październiku będzie znacznie lepiej. System jest prosty i uczciwy - im więcej nastukasz, tym więcej zarobisz. Tylko palce mogą boleć.

Zrobiłem Mai zdjęcie na Młocinach, na których zazwyczaj wypala papieroska, przed wejściem do autobusu. Tak, Maja pali, ale mi jest to obojętne. Uważam, że z papierosem wygląda bardzo fotogenicznie. ;) Statystyki mówią, że połowa palaczy zachoruje w przyszłości na raka płuc lub krtani, ale miejmy nadzieję, że Maja znajduje się w tej drugiej, szczęśliwej grupie palaczy, którym nic nie będzie. ;) Moja Mama nie paliła, a i tak odeszła...


2013.09.27 / Czwartek / 21:17 - Maja z torbami

Po wyjściu z firmy przeszliśmy się do metra, wstępując po drodze do sklepu Mertensy.pl, znajdującego się przy Alejach Jerozolimskich. To ten sam sklep, który w roku 2008 opisałem na swoim blogu, gdy kupowałem w nim swoje pierwsze w życiu Martensy, jeden z moich ulubionych. Póki co kupiłem w nim dziesięciodziurkowe Martensy, które do dziś mi służą, oraz regularnie przeze mnie noszone, trzydziurkowe Wojasy, które były o połowę tańsze od Martenstów, a zarazem lepiej wykonane. Mai spodobało się wiele par butów, a ja pomyślałem, że fajnie wyglądałaby w glanach i postanowiłem, że w przyszłości kupię jej tu jakieś. Lubię przecież gdy dziewczyna nosi glany lub trampki. :)

Po wyjściu ze sklepu poszliśmy kawałek dalej, na ulicę Kruczą, do słynnej na moim blogu pizzerii La Tomatina. Maja czuła się trochę nieswojo z tego powodu, że zabieram ją tam, gdzie zabrałem wcześniej kilka innych koleżanek i sadzam na miejscu, na którym siedziałem ze swoją poprzednia dziewczyną, ale ostatecznie jakoś to zniosła. Pizza była jak zwykle pyszna, więc zjedliśmy całą, dużą, napełniając nią swoje brzuszki. Maja stwierdziła, że ciasto mogłoby być trochę bardziej kruche, bo faktycznie, jest ono dosyć miękkie, ale mi pasuje takie jakie mają. Najważniejsze, że La Tomatina z Mają została zaliczona, a ja wreszcie porządnie się najadłem. :)


2013.09.27 / Czwartek / 21:16 - Uwielbiam warszawskie poranki

Wiem, pisałem o tym już wiele razy, ale ja naprawdę uwielbiam poranki, szczególnie warszawskie. Kocham patrzeć jak zaczyna się nowy dzień. Po raz kolejny zrobiłem takie samo zdjęcie, uwieczniając ten sam widok, którym nadal się zachwycam. Piątkowy dyżur w pracy rozpoczałem o siódmej rano, ciesząc się tym, że za osiem godzin ponownie zobaczę swoję dziewczynę. Maja zjawiła się w stolicy trzy godziny przed końcem mojego dyżuru, zrobiła małe zakupy, posiedziała krótko na kanapie w holu Orco Tower, a kilka minut przed 15:00 wjechała windą na piętro, na którym pracuję i własnie tam się spotkaliśmy, przy windach, rozpoczynając tym samym kolejny, dopiero trzeci, wspólny weekend.


2013.09.26 / Środa / 20:03 - Zło czai się w gardle

Rozmyślania o krtani i o końcu wszystkiego ciąg dalszy. Ból narasta, przyjmuje nowe formy, kaszlę, chrypię i panikuję, zamęczając tym wszystkich dookoła. Na tym zdjęciu krtań wygląda całkiem normalnie, znacznie gorzej się prezentuje, gdy patrzy się na nią od boku, ale może zawsze miałem taką dużą i zawsze miałem dwa jabłka Adama?

W przerwach między myśleniem o śmierci, myślę o życiu, także o nowym życiu, które mógłbym stworzyć razem z ukochaną kobietą. Raz-dwa i pojawia się dziecko, odmieniajac całkowicie życie rodziców, nadając mu sens i cel, ale też zwiększając poziom trudności. Jasne, że nie jestem gotowy na dziecko, przede wszystkim finansowo i lokalowo, ale człowiek chyba zawsze będzie tak myślał, nigdy nie będzie się uważał za w pełni gotowego na sprowadzenie dziecka. Zawsze może być lepiej. Najlepiej więc zrobić ten spontaniczny krok, pójść do łóżka z ukochaną, począć dziecko, a o resztę martwić się później. ;) Już widzę siebie, pracującego siedem dni w tygodniu, by jako szczęsliwy tatuś zarobić pieniądze na utrzymanie dziecka i żony. ;)

Zaraz, zaraz, właściwie to w tym tygodniu także nie mam ani jednego dnia wolnego, ponieważ wolną sobotę i wolną niedzielę zamieniłem sobie na zwykłe dni pracy, zapisując się na dyżury. W końcu trzeba skądś brać pieniądze na wszystkie te okołomiłosne cele... Ze swoich butów zimowych na razie rezygnuję, bo mając dobrą kobietę, nie potrafię już samolubnie myśleć o sobie samym. :P

Tak sobie dzisiaj myślałem, że fajnie jest wstawać z łóżka każdego dnia z poczuciem, że ma się dla kogo to wszystko robić, że ma się kogoś, dla kogo warto się starać. Tak jest lepiej, niż żyć tylko dla siebie samego, wygodnie, ale jednak trochę bezsensownie. Problemem jest tylko znalezienie właściwej osoby, zakochanie się, sprawienie, by nie odeszła... Ja nawalałem zawsze w tym trzecim punkcie.

Jutro przyjeżdża moja ukochana Maja. Będzie na mnie czekać w holu Orco Tower i tak rozpocznie się kilka naszych wspólnych dni. Maja w sobotę i niedzielę będzie na swoich studiach, a ja w tym czasie będę w pracy, oczywiście po uprzednim odwiezieniu jej pod samą uczlenię. Spotykamy się czwarty raz, tyle że nigdy nie mieliśmy jednodniowego spotkania, wspólnie spędzane dni zawsze łączą się u nas w pary lub trójkąty. Maja cały czas udowadnia mi swoimi słowami, że jest taką dziewczyną, jakiej szukałem, a zarazem, że jest troszkę dziwna, ale ja przede wszystkim cały czas zastanawiam się dlaczego spośród tylu fajnych facetów wybrała właśnie mnie, czyli w sumie kogoś, kto wcale nie jest facetem, tylko raczej... Chłopcem. Dobrym chłopcem, owszem, godnym zaufania, wiernym i kochającym, ale mającym takie małe możliwości życiowe, że aż żal. Bronić potrafię się tylko stwierdzeniem - jest tylu gorszych ode mnie, tylu łajdaków, niewiernych oszustów, zawodzących w trudnych momentach.

Przyszłotygodniowy weekend prawdopodobnie spędzimy z Mają w Puławach. Mama ma już postawiony pomnik, na pomniku znajduje się już Jej zdjęcie, a ja niczego jeszcze nie widziałem. Póki co na grobie Mamy byłem tylko dwa razy - w czasie pogrzebu i podczas ostatniego pobytu w Puławach. Jutro do Puław jedzie Tata, samochodem, razem ze swoim bratem, na cały weekend. Szkoda, że Taty nie było na samym pogrzebie, ale tak wyszło, że był akurat w szpitalu... Problemy w tym roku zwaliły się nam na głowę tak jak nigdy wcześniej. Jeśli do tego okaże się, że i ja mam raka... Cóż, wszystko będzie na swoim miejscu. Mama przetarła szlak na tamten świat, umrę, wierząc, że po drugiej stronie znowu się z Nią spotkam.

Najważniejsze, że mam teraz Maję, dzięki której znowu nabrałem chęci do życia, dzięki której zdaje mi się, że mam w życiu jakiś cel i mogę jeszcze spełnić kilka swoich marzeń. Owszem, o umieraniu myślę non stop, ale to chyba u mnie całkiem normalne. Maja... Ładne imię. Na koniec przytoczę imiennik z pierwszej firmy, w której pracowałem, zadziwiająco trafny.

Maja - Kobieta ta jest konserwatywna w swych przekonaniach. Jej charakter jest spokojny, rozsądny, prostolinijny, sprawiedliwy. Jest kobietą subtelną, postępującą intuicyjnie, zgodnie ze wszystkimi regułami prawdy. Zna doskonale naturę ludzką oraz różne charaktery. Szybko podejmuje decyzje, które w zasadzie są trafne. Nigdy nie zmienia raz danego słowa. Ponosi pełną odpowiedzialność za rodzinę i dom. Lubi rodzić i wychowywać dzieci. Męża traktuje jako głowę domu, która musi zabezpieczyć rodzinie warunki materialne.

To zabezpieczenie warunków materialnych trochę mnie martwi, ale trudno, takie życie. Wcale nie jest tak fajnie być mężczyzną. :P Wolałbym rodzenie dzieci.


2013.09.25 / Środa / 18:13 - Akcja z autobusem

Ojej, właśnie przeczytałem na tvn24.pl artykuł "Czteromiesięczna chrypka okazała się być rakiem". Ja mam chrypkę i ból gardła już od pięciu miesięcy! W tym roku w mediach trwa bardzo intensywna kampania ostrzegająca przed rakiem gardła i szyi, ponieważ ostatnio odnotowuje się wzrost zachorowań na tego typu raka. Doprowadza mnie to do stanu paniki zdrowotnej. Mam wrażenie, że moja krtań zwiększyła swój rozmiar! Może po prostu naprawdę mam raka...

Jeszcze tylko dwa dni do przyjazdu Mai, tym razem pojawi się ona w stolicy, aby rozpocząć naukę na swojej uczelni. Ciężko jej będzie tam jeździć ode mnie, przedzierając się wcześnie rano przez las i wracając do niego wieczorem, tym ciężej, że początkowo miała ona nocować u swojego przystojnego kolegi, który mieszka niedaleko uczelni. Czuję się jakbym utrudnił jej życie. ;) Znowu coraz częściej myślę o wynajęciu mieszkania w Warszawie, ale chyba jeszcze nie nadeszła na to pora... Mam teraz dobry okres pozwalający mi na oszczędzanie pieniędzy na przyszłość. Właściwie całe ostatnie siedem lat było dobrym okresem na oszczędzanie, tyle że nic nie oszczędziłem. :P

Od piątku mam cztery dni wolne, z czego ostatniego dnia idę do dentysty i do lekarza. Byłbym ostatnio totalnie szczęśliwym człowiekiem, bo Maja sprawiła, że w moim życiu rozpoczął się jeden z najlepszych okresów, gdyby nie ten mój ból krtani, który cały czas mnie straszy tym co najgorsze.

Ach tak, dzisiaj w metrze po raz pierwszy dał o sobie znać mój rosnący bokiem ząb mądrości, ósemka, która według pani dentystki powinna być jak najszybciej wyrwana. Pobolał przez minutę i dał mi spokój, ale wiem już, że najprawdopodobniej w tym roku będę się go musiał pozbyć.

Na zdjęciu autobus 708, którym wracałem dziś z pracy do domu. W Hornówku kierowca próbował przejechać przez odcinek szosy, na którym trwały akurat roboty drogowe. Nie zmieścił się, wpadł tylnym kołem w dół wykopany przez robotników i utknął. Było trochę zamieszania, zrezygnowani pasażerowie postanowili konynuować podróż na piechotę, a na miejscu zostałem tylko ja, mój sąsiad i jeden pasażer. Robotnicy zasypali dół, ubili łopatami ziemię i autobus jakoś wyjechał, ale zaczęła się kłótnia i bójka mojego sąsiada z pasażerem. Bluzgi i bijatyka były z pewnością warte tego, by je filmować, ale powstrzymałem się przed kierowaniem obiektywu w kierunku tego żenującego widowiska. :) Nikt nie został ranny.

Pochodziłem dzisiaj po sklepach, obejrzałem kilka par eleganckich butów, przymierzyłem kilka kurtek i swetrów, ale ostatecznie nic mi się nie spodobało i niczego nie kupiłem. Dobrze, bo przecież powinienem teraz żyć jak najoszczędniej. Właściwie zawsze powinno się tak żyć... Albo inaczej - powinno się dużo zarabiać. ;)

Obejrzę jakiś film, pomyślę o Mai i o bólu krtani, o pięknym związku, miłości i umieraniu na raka... Maja pisze bloga po niemiecku, przez co nic z niego nie rozumiem. Chyba zacznę się uczyć tego języka... Z hiszpańskim nie poszło mi najlepiej, głównie z tego powodu, że jestem leniem. ;)


2013.09.25 / Środa / 18:13 - Akcja z autobusem

Ojej, właśnie przeczytałem na tvn24.pl artykuł "Czteromiesięczna chrypka okazała się być rakiem". Ja mam chrypkę i ból gardła już od pięciu miesięcy! W tym roku w mediach trwa bardzo intensywna kampania ostrzegająca przed rakiem gardła i szyi, ponieważ ostatnio odnotowuje się wzrost zachorowań na tego typu raka. Doprowadza mnie to do stanu paniki zdrowotnej. Mam wrażenie, że moja krtań zwiększyła swój rozmiar! Może po prostu naprawdę mam raka...

Jeszcze tylko dwa dni do przyjazdu Mai, tym razem pojawi się ona w stolicy, aby rozpocząć naukę na swojej uczelni. Ciężko jej będzie tam jeździć ode mnie, przedzierając się wcześnie rano przez las i wracając do niego wieczorem, tym ciężej, że początkowo miała ona nocować u swojego przystojnego kolegi, który mieszka niedaleko uczelni. Czuję się jakbym utrudnił jej życie. ;) Znowu coraz częściej myślę o wynajęciu mieszkania w Warszawie, ale chyba jeszcze nie nadeszła na to pora... Mam teraz dobry okres pozwalający mi na oszczędzanie pieniędzy na przyszłość. Właściwie całe ostatnie siedem lat było dobrym okresem na oszczędzanie, tyle że nic nie oszczędziłem. :P

Od piątku mam cztery dni wolne, z czego ostatniego dnia idę do dentysty i do lekarza. Byłbym ostatnio totalnie szczęśliwym człowiekiem, bo Maja sprawiła, że w moim życiu rozpoczął się jeden z najlepszych okresów, gdyby nie ten mój ból krtani, który cały czas mnie straszy tym co najgorsze.

Ach tak, dzisiaj w metrze po raz pierwszy dał o sobie znać mój rosnący bokiem ząb mądrości, ósemka, która według pani dentystki powinna być jak najszybciej wyrwana. Pobolał przez minutę i dał mi spokój, ale wiem już, że najprawdopodobniej w tym roku będę się go musiał pozbyć.

Na zdjęciu autobus 708, którym wracałem dziś z pracy do domu. W Hornówku kierowca próbował przejechać przez odcinek szosy, na którym trwały akurat roboty drogowe. Nie zmieścił się, wpadł tylnym kołem w dół wykopany przez robotników i utknął. Było trochę zamieszania, zrezygnowani pasażerowie postanowili konynuować podróż na piechotę, a na miejscu zostałem tylko ja, mój sąsiad i jeden pasażer. Robotnicy zasypali dół, ubili łopatami ziemię i autobus jakoś wyjechał, ale zaczęła się kłótnia i bójka mojego sąsiada z pasażerem. Bluzgi i bijatyka były z pewnością warte tego, by je filmować, ale powstrzymałem się przed kierowaniem obiektywu w kierunku tego żenującego widowiska. :) Nikt nie został ranny.

Pochodziłem dzisiaj po sklepach, obejrzałem kilka par eleganckich butów, przymierzyłem kilka kurtek i swetrów, ale ostatecznie nic mi się nie spodobało i niczego nie kupiłem. Dobrze, bo przecież powinienem teraz żyć jak najoszczędniej. Właściwie zawsze powinno się tak żyć... Albo inaczej - powinno się dużo zarabiać. ;)

Obejrzę jakiś film, pomyślę o Mai i o bólu krtani, o pięknym związku, miłości i umieraniu na raka... Maja pisze bloga po niemiecku, przez co nic z niego nie rozumiem. Chyba zacznę się uczyć tego języka... Z hiszpańskim nie poszło mi najlepiej, głównie z tego powodu, że jestem leniem. ;)


2013.09.24 / Wtorek / 22:26 - Kurewsko drogi bilet

Po dzisiejszym dyżurze musiałem wyjebać 475 złotych na bilet kwartalny. Pół tysiąca złotych za możliwość jeżdżenia przez trzy miesiące autobusem, tramwajem, metrem i niektórymi pociągami. Kurewsko drogo, a od przyszłego roku kolejna podwyżka. Rocznie na bilety ZTM trzeba wyjebać 1900 złotych, od stycznia będą to już ponad 2000 złotych rocznie, co oznacza, że przez cały jeden miesiąc w roku pracuje tylko po to, by opłacić same bilety. Nic mnie tak nie wkurwia jak te wszystkie podwyżki, sprezentowane nam przez Platformę Obywatelską, której nienawidzę od zawsze. Żyć się człowiekowi odechciewa, gdy tyle pieniędzy wydaje na bielet. Gdybym mieszkał w Warszawie, mógłbym olać temat, nie kupując w ogóle żadnych biletów, wszędzie dostając się rowerem, nawet zimą. Niestety, mieszkam tu gdzie mieszkam i nic na to nie poradzę, za drugą strefę płaci się cholernie dużo.

Chciałem sfotografować kasztanka, którego otrzymałem od Mai podczas jej pierwszych odwiedzin, ale nie za bardzo wiem, który z nich jest tym przywiezionym z Siedlec. To milutkie, że Maja wręczyła mi tegorocznego kasztanka, nie wiedząc nic o tym, że co roku pochwycam jednego kasztanka i nigdy się go nie pozbywam. Pamiętajcie Wy, którzy będziecie kiedyś chować moje zwłoki - kasztanki włóżcie do mojej trumny...

Maja podobno zakochała się we mnie, co z jednej strony uznaję za wspaniałą wiadomość, bo na to, by zakochała się we mnie dobra dziewczyna, która mi także się podoba, czekałem całe życie, ale z drugiej strony jestem pewien nieufności, wątpliwości i obaw. Biorą się one przede wszystkim stąd że pół roku temu też byłem mamiony miłością, która okazała się ostatecznie stekiem bzdur. Pozostaje tylko wierzyć w to, że tym razem będzie inaczej, opierając się na dosyć ważnym spostrzeżeniu - poprzedniej dziewczynie źle z oczu patrzyło, a obecnej patrzy raczej dobrze.

Ostatnie dni to przede wszystkim moje bóle krtani i moje doszukiwanie się problemów w związku z Mają. Dzisiaj odczułem poważną obawę, która pojawia się bardzo często wtedy, gdy jestem w związku, a jest to obawa przed tym, że będę się musiał zmienić dla kobiety, że będę musiał przestać być samym sobą, będe musiał dostosować się do ogólnoludzkich standardów, by moja dziewczyna nie miała wrażenia, że związała się z dziwakiem. Trudno, jestem dziwny i jesli ktokolwiek ma mnie naprawdę pokochać to tylko takiego jakim jestem naprawdę.

Mieliśmy iść na ślub, mieliśmy iść na wesele, ale chyba nie idziemy. Nadal uważam, że wesela, takie jakie mamy teraz w Polsce, są jedną z największych głupot ludzkości. Taniec uważam za zjawisko podobnie głupie jak same wesela. Zawsze marzyło mi się poznanie kobiety, która ma takie samo zdanie na ten temat, ale nigdy takiej bliżej nie poznałem. Outsiderek, rebeliantek, anarchistek na tym świecie nie ma chyba wcale. Pozostaje kochać te standardowe, typowe, wyprodukowane według jednego wzorca kobiety, która oczywiście mają wiele zalet, i które warte są kochania...

Tysiące różnych dróg, którymi mogę pójść z Mają, tysiące sposóbów na to, by sprawić, by dzięki mnie była szczęśliwa, tysiące sposobów na to, by wszystko się udało i tysiące sposobów na to, by rozpierdolić to co nas łączy, stracić jej uczucie, zaufanie, stracić wszystko... Nie wiem czy zniósłbym odejście z mojego życia kolejnej kobiety, do której coś poczułem. Piszę coś, bo przed jakimkolwiek zakochaniem bronię się teraz tak jak mogę, wiedząc, że w przyszłości moja miłość do niczego dobrego nie prowadziła i w ostateczności zawsze wychodziłem tylko na romantycznego głupka.

Kiedyś chyba zamkną trafię do psychiatryka... Z dziesiątką wyimaginowanych raków i chaosem w głowie. Idę spać. Przed zaśnięciem wyjaśniam jeszcze jednym. prostym zdaniem - Maja jest naprawdę świetna, jest taką dziewczyną o jakiej marzyłem, nie mogę jej nic zarzucić, to niezwykłe, że tak po prostu pojawiła się w moim życiu.


2013.09.22 / Niedziela / 20:32 - Koniec wspólnego weekendu

Niedzilne przedpołudnie było dla mnie dosyć nietypowe, ponieważ zrobiłem coś czego już od dawna nie robiłem - byłem w kościele na mszy. Oczywiście towarzyszyła mi Maja, która mnie do tego dobrego czynu namówiła, i która zawiozła mnie na miejsce. Odwiedzenie kościoła, w którym dawno, dawno temu zjawiałem się co tydzień, było bardzo przyjemnym doświadczeniem, szczególnie z tak dobrą kobietą u boku. Cieszę się, że Maja jest wierząca.

Po południu, po obejrzeniu nieszczęsnego You Can Dance na Polsacie, nadeszła pora powrotu Mai do Siedlec. Odwiozłem ją oczywiście na dworzec Warszawa Śródmieście, na którym poczułem, że chętnie przedłużę wspólnie spędzony czas o kilkanaście minut, jadąc razem z nią pociągiem do stacji Sulejówek Miłosna. Dzisiaj mieliśmy tak zwany dzień bez samochodu, dzięki czemu komunikacją miejską mogliśmy jeździć zupełnie za darmo.

Wspólnie spędzony weekend był z jednej strony bardzo przyjemny, a z drugiej dosyć trudny, ze względu na stan zdrowotny Mai i towarzyszące temu zmartwienie, moje i jej. Jutro bardzo ważny dzień dla Mai, podczas którego dowie się co dalej z jej zdrowiem. Od tego zależeć będzie także co dalej z naszymi spotkaniami, gdzie będą się one odbywać i jak będzie wyglądać najbliższe pół roku. Możliwe, że już wkrótce będę odwiedzał Maję w szpitalu...

Poznaliśmy się lepiej, zbliżyliśmy się do siebie, ja doceniłem Maję jeszcze bardziej, żałując zarazem tego co pisałem tydzień wcześniej, gdy tak bliski byłem pożegnania się z nią na zawsze. Zobaczymy jak to wszystko będzie się układać. Maja troszeczkę odbudowała we mnie wiarę w miłość i w to, że moje życie jeszcze może mieć sens. To dobra dziewczyna, która zasługuje na dobrego faceta...

Przede mną pięć dni pracy, pięć dyżurów rozpoczynających się o godzinie siódmej. Po jutrzejszym dyżurze zapiszę się do swojego lekarza na wizytę. Gardło raz boli, raz nie boli... Gardło, szyja, przełyk... Sam nie stwierdzę co mi dolega. Oby problemy zdrowotne Mai znalazły jakieś pozytywne rozwiązanie...


2013.09.21 / Sobota / 16:43 - Zrobiłem Mai obiad

Po powrocie z wycieczki samochodewej, podczas której wypaliliśmy parę litrów zakupionego przez Tatę paliwa, zrobiłem Mai obiad. Nie wiem czy to co zrobiłem można nazwać prawdziwym Spaghetti i nie wiem czy można to nazwać prawdziwym obiadem, ale Maja zjadła całkiem sporo i stwierdziła, że jej smakuje. :) Jakże przyjemnie jest być dobrym dla dobrej kobiety... Maja ogólnie źle się czuła, a ja cały czas się o nią martwiłem, smucąc się, że i tak nic nie moge na jej stan zdrowia poradzić.


2013.09.21 / Sobota / 16:42 - I am the passanger

Po wyjściu z muzeum w Palmirach pomyślałem, że nie będziemy ponownie jechać brukowaną drogą do Truskawia, tylko pojedziemy naokoło, nadrabiając przy tym jakieś pięćdziesiąt kilometrów. ;) Tym sposobem objechaliśmy połowę Puszczy Kampinoskiej, zahaczając o takie miejscowości jak Łomna, Czosnów, Truskawka, Wiersze, Roztoka, Kępiaste, Julinek, czy Leszno. Maja dobrze kieruje i czułem się obok niej fantastycznie, w roli pasażera i dumnego z niej partnera. Byłoby świetnie, gdybyśmy zostali parą tak na serio i na zawsze. W każdym razie prawo jazdy muszę wreszcie zrobić.


2013.09.21 / Sobota / 16:38 - Nie tak piękny jak Maja

Mam coraz więcej zmarszczek i jestem coraz brzydszy, ale Maja mimo wszystko dostrzega we mnie jakieś zalety i jest dla mnie bardzo, bardzo miła. Nie idealizuje mnie bezsensownie, ale mówi w taki sposób, który pozwala mi jej wierzyć i ufać, choć moje zaufanie do kobiet spadło w tym roku o jakieś osiemdziesiąt procent. ;) Bardzo mi zależy na tym, by była szczęśliwa i by nie zawiodła się na mnie nigdy. Miło jest słyszeć, że według niej samej i według jej znajomych dobrze mi patrzy z oczu. To samo mogę powiedzieć o Mai i to samo pisały mi niektóre moje znajome - dobrze jej z oczu patrzy.


2013.09.21 / Sobota / 16:36 - Zepsuł mi się Nikon

Przeszliśmy się trochę po lesie przy cmentarzu, Maja robiła zdjęcia dwóm grzybom - mnie samemu i normalnemu grzybowi i właśnie wtedy w moim Nikonie przestał działać autofocus. Początkowo tylko w jednym trybie, ale później, w domu, całkowicie odmówił posłuszeństwa. Najwidoczniej trafiłem na pechowy egzemplarz, który po niecałych dwóch miesiącach od zakupu zaliczył poważną awarię. Będę musiał teraz jechać z aparatem do serwisu Nikona, który znajduje sie daleko od mojej firmy, bo aż na ulicy Łopuszańskiej. Mam nadzieję, że wszystko zostanie ładnie naprawione i nie będę miał podobnych problemów w przyszłości. :( Ech, wybrałem Nikona głównie z tego powodu, że Canony uważałem za zbyt awaryjne...


2013.09.21 / Sobota / 16:32 - Uwielbiam Cię fotografować

Maja pozwala mi na to, bym ją fotografował, za co ma u mnie ogromnego plusa, bo fotografowanie pięknych kobiet to jedno z moich ulubionych zajęć. :) Oczywiście od teraz będę fotografował już tylko Maję... :P Wrzuciłem to zdjęcie, ale w sumie niezbyt mi się ono podoba, bo za bardzo przyciąłem samą Maję, a za dużo pokazałem nic nie znaczącego nieba. No cóż, dopiero uczę się posługiwać swoim Nikonem. ;) Niemniej bardzo, bardzo się cieszę, że Maja lubi być fotografowana, że sama lubi robić zdjęcia i do tego wszystkiego pozwala mi tutaj publikować swój atrakcyjny wizerunek. Co więcej, w piątek założyła swojego własnego fotobloga! :)


2013.09.21 / Sobota / 16:30 - Maja w Palmirach

Cmentarz w Palmirach jest dosyć nietypowym miejscem na randkę, troszkę smutnym, przez co Maja się zdołowała, ale chyba nie było aż tak źle. Przeszliśmy się po terenie cmetarza i kawałek poza nim, zrobiliśmy kilkadziesiąt zdjeć, a na koniec weszliśmy do muzeum, którego zwiedzanie zawsze jest darmowe. Maja marnie się czuła, przez co cały czas się o nią martwiłem, ale cóż więcej mogłem na to poradzić... Smutno mi, że jest tak poważnie chora.


2013.09.21 / Sobota / 16:29 - Maja w roli kierowcy

Maja udowodniła, że jest dobrym kierowcą. W sobotnie przedpołudnie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na Cmentarz w Palmirach, pokonując po drodze odcinek brukowanej nawierzchni. Podoba mi się to, że Maja ma prawo jazdy, jeszcze nigdy nie miałem dziewczyny z prawem jazdy. ;) Po raz kolejny zostałem zmotywowany do tego, by powrócić na egzaminy i po czterech latach od rozpoczęcia kursu zdobyć uprawnienia do kierowania swoim własnym pojzdem.


2013.09.21 / Sobota / 09:25 - Maja w swojej nowej pidżamie

Po raz drugi Maja obudziła się w moim łóżku. Tym razem odziana była w nową pidżamkę, którą kupiła sobie kilka dni wczesniej na Allegro. Piękne ciało Mai najbardziej jednak podoba mi się w body, w którym niestety nie pozwoliła mi się sfotografować. ;) Przed nami wspólnie spędzona sobota. Maja zabierze mnie gdzieś moim samochodem... :)


2013.09.20 / Piątek / 22:53 - Maja pocinająca w gierę

Maja, mimo skrajnego wycieńczenia organizmu spowodowanego chorobą, ku mojemu zaskoczeniu, przybyła dzisiaj do mojego domu w lesie. :) Spotkaliśmy się zaraz po moim dyżurze, na peronie Dworca Centralnego. Maja spędzi ze mną cały weekend, cierpiąc z powodu swojej choroby i z powodu znalezienia się w tak nieprzyjemnym środowisku jakim jest mój dom. ;) Po niecałej godzinie pobytu w moim pokoju Maja przykleiła się do komputera, grając w GTA IV. :P Mam nadzieję, że mojego Fiata Punto nie będzie prowadzić z taką fantazją jak samochodu w grze. ;)


2013.09.19 / Czwartek / 00:15 - Kanapki z podziemia

Musiałem się wyposażyć w kanapki, by być przygotowanym na dziesięciogodzinny dyżur. Kupiłem trzy, ale zjadłem tylko dwie, być może dlatego, że przed samym dyżurem zjadłem jeszcze cheeseburgera z frytkami. Przed dyżurem spotkałem się pod firmą z Michałem Dąbrowskim, pisarzem, który napisał "Dłoń" i "Transgresję". Kupił on ode mnie toster, który miałem podarować Joannie z Płońska jako prezent ślubny, ale nie podarowałem. Spotkanie z Michałem, którego nigdy wcześniej osobiście nie poznałem, a który jest mężem mojej koleżanki z liceum, było bardzo ciekawym przeżyciem. Jest coś niezwykłego w spotkaniu się sam na sam z człowiekiem, którego dwie książki się przeczytało. Jego myśli zostały podczas czytania zaszczepione w moim mózgu i już w nim zostały, od tego czasu część Michała Dąbrowskiego jest pewną malutką częścią mnie samego. O książkach w ogóle nie rozmawialiśmy, nie prosiłem go o autograf, ani o zapozowanie do wspólnego zdjęcia. Najważniejsza była jego tytułowa dłoń, której Michał po prostu nie ma, urodził się bowiem bez niej. Szczerze mówiąc nie do końca wiedziałem, czy Michał naprawdę nie ma dłoni, czy to tylko postać z jego książki jej nie miała. W razie czego byłem przygotowany na przywitanie się z nim lewą ręką, tak jak było powiedziane w książce. Michał wyszedł z metra i faktycznie, w jednej chwili okazało się, że główny bohater "Dłoni" to po prostu on sam, że wszystkie opisane tam przeżycia są jego własnymi przeżyciami. Spotkanie go było dosyć niezwykłym doświadczeniem, przy okazji uświadomiłem sobie, że jest on bardzo wrażliwy, co zresztą było wyczuwalne także podczas czytania obu książek. Z niecierpliwością czekam na trzecią, która jest już napisana, ale jeszcze nie znalazła wydawcy. Oby toster jak najdłuzej służył Michałowi i jego żonie, czyli Oli, która w liceum imponowała mi strasznie tym, że słucha zespołu Marilyn Manson i chodziła w jego bluzach. Obym ja nigdy nie skończył tak jak jeden z bohaterów "Transgresji", także Michał, dowiadujący się nagle o tym, że ma białaczkę, umierający na nią. To pewnie także realna postać...

Maja pisze do mnie tyle, ile nie pisała nigdy żadna dziewczyna. Dzwoni do mnie i chce byśmy rozmawiali jak najdłużej. Chce przyjeżdżać jak najczęściej. Zdaje się, że użyła już słowa "kochanie", więc mogę wnioskować, że uważa się za zakochaną. Nie pojmę dlaczego wybrała właśnie mnie, ale lepiej, żebym się nad tym za dużo nie zastanawiał, mi to pasuje. Niestety pojawiły się poważne problemy zdrowotne, Maja przestała chodzić do pracy, dostała tygodniowe zwolnienie, leży w łóżku i cierpi z powodu zapalenia ucha środkowego. Bardzo prawdopodobne, że czeka ją wkrótce operacja, ale wszystko okaże się w poniedziałek. Po takiej operacji Maja może przestać słyszeć, a kolejna operacja, która pozwoli jej odzyskać słuch, możliwa będzie dopiero po sześciu miesiącach. Czekamy na werdykt lekarzy.

Ja także mam problemy, gardło, szyja, krtań, oraz przede wszystkim coś co uznałem za raka - guzek przypominający ziarno fasoli znajdujący się kilka centymetrów nad krtanią. Przeraziłem się nim okropnie, ciężko mi jest przełykać ślinę i cały czas go czuję. Nigdy wcześniej go nie miałem, dopiero teraz się pojawił. Szykowałem się na najgorsze, ale poczytałem o tym w internecie i trochę się uspokoiłem. W tym miejscu znajduje się węzeł chłonny, który mógl się powiększyć w wyniku infekcji. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że taki powiększony węzeł to przerzut raka, na przykład z krtani, ale nie będę przesadzał z paniką. Możliwości jest dużo, a jutro zapiszę się na wizytę do lekarza rodzinnego i zacznę się badać w tym kierunku. Zapisałem się też do dentysty na październik, na razie tylko na usuwanie kamienia, ale wkrótce będę musiał także usunąć obie ósemki. Zgroza.

Wszystko jednak lepsze jest niż rak...


2013.09.16 / Poniedziałek / 09:48 - Maja o poranku

Z Mają w łóżku spało się bardzo fajnie i chętnie będę z nią sypiał także w przyszłości. :) Rano szybki wybyliśmy z domu, nie jedząc żadnego śniadania, bym na godzinę 10:00 mógł zdążyć do pracy. Przed dyżurem zawiozłem jednak Maję na jej uczelnię, na której była pierwszy raz. Nie bardzo wiedziałem gdzie dokładnie ta uczelnia się znajduje, ale mapa w telefonie jak zwykle okazała się być pomocna. Maja została na miejscu, by załatwiać swoje sprawy, a ja poszedłem pieszo do firmy. Tak zakończyła się nasza druga, dwudniowa randka, jeśli za pierwszą randkę uważać pierwsze dwa dni spędzone razem w Siedlcach. :)

Maja pojechała do Siedlec, a w mojej głowie powstał chaos. Jej opowieści o różnych mężczyznach, którzy się w niej zakochwiali doprowadziły mnie do różnych nieciekawych wniosków i ogólnie zachęciły mnie do tego, bym ja sam się nie zakochał - tak na przekór. Nastepnie zacząłem zastanawiać się, czy z Mają nie będzie tak jak z innymi dziewczynami - na początku pięknie, kobieta godna zaufania, szczera, o dobrym sercu, mądra i wierna, a później tylko ruiny i zgliszcza tego wszystkiego. Doszedłem nawet do wniosku, że nie zakochałem się w Mai i nie powinniśmy być razem, Maja zaczeła rozpaczać, zarazem ani razu się na mnie nie wkurwiając w jakiś drastyczny sposób. Chyba właśnie tym mnie tak ujęła, uparła się, że bardzo mnie lubi i udało jej się to udowodnić. Stwierdziła, że chce być ze mną i bylibyśmy dobrą parą, wyjaśniła, że od trzech lat nikt jej tak nie zainteresował jak ja. Byłem uparty, zamierzałem się wycofać, uważałem, że muszę szukać dalej, ale gdy pomyślałem jak ciężko będzie wszystkim innym dziewczynom dorównać Mai, gdy przypomniałem sobie swoje byłe, które, z jednym wyjątkiem, traktowały mnie dosyć okropnie, poczułem, że nie mogę postąpić tak głupio, nie mogę nie chcieć Mai.

Dziwne to wszystko było, ale i ja jestem teraz dziwnym człowiekiem. Zawiodłem się na kobietach już tyle razy, wszystkie po kolei zabijały we mnie romantyka, wszystkie udowadniały mi, że kobietom nie można ufać. W sumie nie było ich znowu tak wiele... Najważniejsze, że teraz jest Maja, dokonałem wyboru i w chwili gdy piszę te słowa, czyli kilka dni po dodaniu tego zdjęcia, wiem, że dokonałem właściwego wyboru i miałem wielkie szczęście trafiając na Maję. Obym nigdy nie musiał odwoływać tego, co teraz piszę.

Patrzę co się dzieję, czytam co Maja pisze, słucham co mówi i stwierdzam, że jeszcze żadna dziewczyna nie była mną tak zainteresowana jak ona. Fajnie, spodobałem się pięknej, ciekawej, pozytywnej dziewczynie, która pod wieloma względami jest dokładnie taka jak sobie wymarzyłem. Cuda.


2013.09.15 / Niedziela / 20:34 - Wizyta Mai w Truskawiu

Maja przyjechała. :) Zgodnie z zapowiedzią, zgodnie z planem, odwiedziła mnie w moim leśnym, rodzinnym domu. Przyjechała do Warszawy po pracy, opóźnionym pociągiem z samych Siedlec. Po skończonym dyzurze pojechałem nawet pociągiem na spotkanie Mai, do stacji Sulejówek Wesoła, do której można jeździć na Warszawskiej Karcie Miejskiej, ale pogoda była okropna a w Sulejówku w ogóle mi sie nie podobało, więc zamiast czekać tam na pociąg wiozący Maję, wsiadłem do pociągu SKM i powróciłem nim na cywilizowaną stację Warszawa Śródmieście. Maja zjawiła się po niecałej godzinie.

Po krótkiej podróży metrem i autobusem dotarliśmy do Truskawia, w którym czekał na nas mój samochód. Maja ma prawo jazdy, ja nie mam, ale to ja zasiadłem za kierownicą i przewiozłem nas przez las. Tata zawczasu obrał dla nas ziemniaki, z których zrobiliśmy frytki. Fajnie, dawno już nie jadłem frytek domowej roboty, a takie są najlepsze. Niestety po niecałych trzech godzinach musieliśmy zasnąć, ponieważ następnego dnia wstawaliśmy wcześnie rano. W łóżku przytuliłem Maję, bo było jej bardzo zimno w moim bardzo zimnym domu, szczególnie wtedy, gdy wyszła spod prysznica. Dałem jej nawet do snu moją bluzę Dezertera, przez co czułem się trochę tak jakbym spał z samym soba. ;) Niestety, Tata rozpoczął sezon grzewczy dopiero nastepnego dnia, gdy Maja już powróciła do domu. :)


2013.09.11 / Środa / 12:30 - Do zobaczenia za dwa dni

Zdjęcie zrobione na siedleckim dworcu PKP, który oczywiście jest tak piękny, jak wszystkie stare dworce kolejowe w Polsce. :) Powróciłem do Warszawy, poszedłem do firmy i podałem dyspozycje, na kolejny tydzień, biorąc dwa dni wolne na weekend. Planujemy je spędzić z Mają w Puławach i Kazimierzu Dolnym, mając nadzieję, że pogoda może jeszcze dopisać o tej porze roku. Maja przyjeżdża do mnie także na ten weekend, do mojego domu rodzinnego w mrocznej puszczy. Wpadnie w piątek po pracy, późnym wieczorem, szybko pójdziemy spać, a rano wstaniemy, by pojechać do Warszawy. Maja pojedzie na swoją uczelnię, ja natomiast do pracy, ponieważ dyżur mam już wyznaczony i nie mogę nic z nim zrobić. Fajnie, podoba mi się to, że Maja tak spontanicznie i szybko zgodziła się odwiedzić mój dom. W puszczy zdołuje się na tyle, by porzucić plany zostania moją kobietą. ;) Pierwszą wizytę w Sieldcach będę wspominał bardzo dobrze i mogę napisać, że polubiłem to miasto, choć nie wyróżnia się ono niczym, poza tym, że mieszka w nim Maja. :) Ach nie, Siedlce wyróżniają sie czymś jeszcze - prawie w ogóle nie ma w nich świateł na skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych, co tak naprawdę bardzo ułatwia wszelki ruch.


2013.09.11 / Środa / 12:29 - Siedlecki poranek

Łóżko w hotelu była bardzo wygodne, więc spało mi się rewelacyjnie. :) Uwielbiam takie duże łóżka i żałuję, że nie mogę sobie podobnego wstawić do pokoju. Obudziłem się wcześnie rano i wyszedłem na mały spacer po okolicy, oczekując na przyjazd Mai na rowerze. Dotarłem do pobliskiego Pałacu Ogińskich, w którym obecnie znajduje się jakiś uniwersytet. Zdjęcie niestety wyszło trochę za jasne, mimo delikatnego, porannego światła. Maja zjawiła się kilkanaście minut później i spędziliśmy razem kolejną godzinę w hotelu. Przed 9:00 odprowadziłem ją do pracy, kupiłem sobie rogaliki z czekoladą i zjadłem je na śniadanie, zamiast tego co miałem przygotowane w hotelu. Do południa posiedziałem w pokoju i pół godziny później opuściłem Siedlce, pociągiem osobowym. Po drodze oczywiście zaszedłem do Mai, wręczając jej przy okazji rogaliki, których nie miałem już siły zjeść. Martwię się o Maję, bo je ona znacznie mniej niż ja... Mam nadzieję, że nic złego się jej nie stanie. O swoje zdrowie, szczególnie o bolące od kilku miesięcy gardło, też się martwię, ale to normalne... Chyba już nigdy, od czasu choroby Mamy, nie będę spokojny o swój stan zdrowia.


2013.09.10 / Wtorek / 23:39 - Michał i Maja

Przytulani się do Mai także jest bardzo przyjemne, więc starałem się to robić w miarę często. ;) Maja opowiedziała mi o sobie i o swoim życiu, ale oczywiście nie będę tutaj niczego upubliczniał. Posiedzieliśmy w Cafe Brama, ale Maja stała się głodna, co wcale mnie nie dziwi, bo w ciągu całego dnia zjadła podobno tylko dwa serki waniliowe, więc poszliśmy do znajdującej się nieopodal pizzerii. Pizza była tania, ale jej smak pozostawiał moim zdaniem wiele do życzenia. Przywykłem do pysznych pizz w La Tomatina i stałem się przez to bardzo wybredny. ;) Zamówiliśmy dużą, a zjedliśmy tylko połowę... O godzinie 21:30 Maja podwiozła mnie pod hotel, na bagażniku roweru. Weszła do środka i została w moim pokoju przez pół godziny. Dłużej nie mogła, ponieważ odwiedziny po godzinie 22:00 są oficjalnie zabronione. ;) Randka skończyła się przed hotelem, gdy Maja wsiadł na rower i pojechała do swojego domu. Uzgodniliśmy, że spodkamy się natępnego dnia rano, że wpadnie do hotelu raz jeszcze, a później odprowadzę ją do pracy... To był bardzo przyjemny, wyjątkowy dzień, przede wszystkim za sprawą wspaniale się zapowiadającej dziewczyny, której jeszcze tydzień temu nie znałem.

Po powrocie do pokoju zablokowałem swoje konto na Sympatii.pl i zakończyłem poszukiwania. Chcę poznać Maję lepiej, chcę z nią spędzić więcej czasu, chcę jej pokazać kawałek swojego zgrzybiałego świata. Życzę nam szczęścia. :P

Znalazłem już ulubiony komplement, który mogę prawić Mai. Kilka razy powtórzyłem, że jest podobna do Marilyna Mansona. ;) No co? Zawsze podobały mi sę dziewczyny podobne do niego. ;) Dostałem już pierwszy, delikatny opieprz - za malinkę. :P


2013.09.10 / Wtorek / 23:38 - Randka z detektywem Rutkowskim

Akurat celowaliśmy w siebie z Mają Nikonami, gdy do kawiarni wszedł detektyw Rutkowski ze swoją świtą, komentując mnie i maję zwrotem - paparazzi. :) Udało mi się go uwiecznić na powyższym zdjęciu, a później nawet minąłem się z detektywem Rutkowskim w ubikacji. ;) Szarpał za klamkę, wyszedłem i okazało się, że to akurat on, podziękował mi za to, że udostępniłem mu kibel. Gdybym nie wyszedł, narobiłby w gacie. ;) Maja jako jedyna nie była podekscytowana wizytą Rutkowsiego, zdawało się, że jego obecność nie ma dla niej żadnego znaczenia. :P


2013.09.10 / Wtorek / 23:31 - Maja

Oto i Maja. :) Dwudziesto-cztero latka, piękna, zgrabna, mądra i interesująca, mająca dosyć ciekawą przeszłość. Wydaje się być dobra i godna zaufania, ale muszę ją lepiej poznać, by mieć pewność, że przeczucie mnie nie myli. Już kilka razy się pomyliłem i jestem teraz ostrożniejszy. Maja jest bardzo fotogeniczna, robienie jej zdjęć to wielka przyjemność, ale starałem się jej nie zamęczać kierowaniem na nią obiektywu swojego Nikona. ;) Oboje mamy Nikony, niemalże takie same.

Polubiłem Maję na żywo, tak samo jak wcześniej na odległość. W zasadzie okazała się być dokładnie taka jak ją sobie wyobrażałem, jestem szczęśliwy, że na siebie trafiliśmy i mam nadzieję, że połączy nas coś więcej niż koleżeństwo, niż przyjaźń. Dobrze się z nią rozmawia, jest kontaktowa, otwarta, szczera i konkretna. Ma w sobie dużo radości i optymizmu, najwidoczniej jest także wytrwała w dążeniu do wyznaczonego celu, pracowita i odważna. Z niezrozumiałych dla mnie powodów Maja jest mną zainteresowana, z czego oczywiście bardzo się cieszę i co jest bardzo, bardzo miłe. :)


2013.09.10 / Wtorek / 23:30 - Katedra w Siedlcach

Maja do pracy przyjeżdża rowerem, podobnie jak ja, ale zostawiła go pod jednym z siedleckich urzędów i dalej poszliśmy pieszo. Na początek Maja załatwiła kilka spraw związanych z finansami, a później weszliśmy do zajdującej się w pobliżu, bardzo ładnej Katedry. Z Katedry przeszliśmy do znajdującej się także bardzo blisko kawiarni, w której spędziliśmy ponad godzinę, pijąc piwo, fotografując się, rozmawiając i poznając...


2013.09.10 / Wtorek / 23:27 - Hotel Janusz w Siedlcach

Coraz częściej się przekonuję, że prognozy pogody to głupota. Miało padać, a świeci słońce. :P Wyszedłem z hotelu, sforografowałem go i poszedłem w miejsce, w którym pracuje Maja. To naprawdę blisko, dwie, trzy minuty spaceru. Maja nadal obsługiwała klientów, wyglądając przy tym bardzo profesjonalnie, ale o 17:00 skończyła pracę i mogliśmy rozpocząć randkę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, gdy stanęła obok mnie to fakt, że jest naprawdę wysoka. Gdy się porządnie wyprostuję, mam tylko o kilka centymetrów więcej niż ona. :) Wysoka i piękna. :)


2013.09.10 / Wtorek / 15:42 - Ściana w hotelowym pokoju

Ładne te Siedlce. :P Na razie jeszcze nie wyszedłem z hotelu, wciąż czekam aż Maja skończy pracę. Postanowiłem w międzyczasie sfotografować ścianę. Ostatnio podoba mi się robienie zdjęć czarno-białych.


2013.09.10 / Wtorek / 14:32 - Hotelowy pokój w Siedlcach

Godzinę temu przybyłem pociągiem do Siedlec, zgodnie z planem. Pogoda dopisała, jest więcej słońca niż deszczu, przynajmniej na razie. Już w pociągu, po wejściu na stronę internetową hotelu Janusz, stwierdziłem, że jednak zostanę w Siedlcach na noc i opuszczę je dopiero jutro, późnym popołudniem. Przyjemniej jest poznawać miasto, gdy ma się wynajęty pokój w hotelu. Strasznie lubię hotele. :)

Widziałem już Maję, ponieważ pracuje ona w pewnym sklepie i mogłem ją podziwiać przez szybę. :) Niestety była zajęta obsługą klientów, więc nie mogła do mnie wyjść, ale i tak zobaczymy się za niecałe trzy godziny. Maja póki co, przez szybę, zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, pięknie się uśmiecha, jest efektowna i elegancka. :) Lepiej poznam ją wieczorem, a jutro rano nawet zdążę ją odprowadzić do pracy. Nocy oczywiście nie spędzamy razem, w wielkim hotelowym łożu będę spał sam. :P Jaka szkoda. ;)

Siedlce są bardzo małe i ogólnie przypominają mi Puławy. Wystarczy kilkanaście minut, by przejść przez kilka najważniejszych ulic w mieście, co mi się podoba, bo lubię takie niewielkie miasteczka, pod warunkiem, że nie gnieżdżą się w nich bandy meneli i dresów. ;)

Zjadłem już obiad - zamówiłem sobie gofra tuż obok miejsca, w którym pracje Maja. :P Na kolację zjem jakieś ciastko, a śniadanie mam wliczone w cenę pokoju. Hotel jest bardzo ładny od środka i bardzo przeciętny od zewnątrz, a cena za pokój jest... Znośna. :P

Idę pod prysznic, a następnie wyruszam na miasto, na spotkanie z Mają, na randkę... Nawet jeśli się w sobie nie zakochamy to i tak fajnie było tu przyjechać. ;)


2013.09.09 / Poniedziałek / 18:01 - Sam na pizzy w La Tomatina

Sprzedałem słuchawki i za otrzymane w ten sposó pieniądze kupiłem sobie pizzę i piwo. :P No, nie za całą sumę... Po raz pierwszy byłem sam na pizzy, sam w La Tomatina i rzekłbym, że było równie przyjemnie jak ze wszystkimi dziewczynami, które tam zabrałem. Tym razem zamówiłem małą pizzę, której oczywiście i tak nie dałem rady w całości zjeść. Pizza była dobra, ale jadałem tam lepsze, w tej za bardzo dominował jeden nietypowy składnik - ser kozi. Wyjąłem sobie netbooka, wrzuciłem do Internetu kilka rzeczy, których nie mógłbym wrzucić z domu, posiedziałem, popisałem, zrobiłem kilka zdjęć i wróciłem do domu. Fajnie jest samemu, ale z dziewczyną jednak jakby lepiej... Tak ogólnie.


2013.09.09 / Poniedziałek / 17:56 - Wymiana przystanku w Truskawiu

Przystanek autobusowy na pętli w Truskawiu był jednym z najpaskudniejszych miejsc jakie dane mi było oglądać. Na szczęście został kompletnie rozmontowany i w jego miejscu powstanie nowy, być może piękny przystanek, godny tak wspaniałej miejscowości jak Truskaw. ;) Głupi jest ten ciągły wandalizm, to niszczenie wszystkiego co przecież służy nam wszystkim. Z drugiej strony wandalizm to coś w stylu odrzucenia materializmu, prawda? ;)


2013.09.09 / Poniedziałek / 17:54 - Fiat Punto członkiem rodziny

Toster sprzedany. Kupił go ode mnie znany polski pisarz, Michał Dąbrowski. ;) Mąż koleżanki z liceum. Mogę dostarczyć toster do ich mieszkania na Ochocie, dzięki czemu po raz pierwszy w życiu poznam osobiście człowieka, którego dwie książki miałem okazję czytać. Może nawet dostanę autograf i zrobię sobie z nim zdjęcie? :P Może kiedyś sprzedam coś Pilipiukowi? ;)

Siostra wymyła samochód, Tata pojechał do kolegi, a ja udałem się do Warszawy, ze słuchawkami, które sprzedałem za zaledwie 60 złotych.


2013.09.09 / Poniedziałek / 11:27 - Toster mi został

Trzy dni wolne. Pogoda powoli się psuje, zaczyna wiać silny wiatr, z zachodu nadciągną czarne chmury i pewnie zacznie padać... We wtorek do Siedlec koniecznie muszę zabrać parasol, stary i popsuty, ale nadal skuteczny. Zła aura pogodowa mnie nie powstrzyma, bo jestem zbyt spontaniczny. ;)

Na ślub Joanny i Radka kupiłem prezent - widoczny na powyższym zdjęciu toster, bo uważałem, że wręczanie kopert z pieniędzmi jest nudne. Skończyło się tym, że toster został u mnie w domu, a ja i tak wręczyłem kopertę. ;) Musiałem nawet podchodzić do pary młodej dwa razy, bo za pierwszym razem złożyłem życzenia i pozdrowiłem, a zapomniałem o kopercie, została w moim ręku. Tostera nie zawiozłem na ślub, bo nie zdążyłem kupić żadnego papieru ozdobnego, w którym mógłbym go zapakować. Miałem za mało czasu po pracy. :P

Nie wiem co teraz zrobię z tosterem, sprzedam go na Allegro, lub komuś znajomemu, czy po prostu podaruję w prezencie... Niech sobie stoi i czeka na swój czas, na swoje przeznaczenie. ;)

Moja dzisiejsza randka została właśnie anulowana. Paulina zadzwoniła i powiedziała, że kończy pracę o zbyt późnej godzinie, a ponieważ nie mam czasu w pozostałe dni, bo do pracy będę chodził na siódmą rano i muszę być wcześnie w domu, spotkamy się najwcześniej w niedzielę, pod warunkiem, że jutro w Siedlcach się nie zakocham i nie zajmę. ;) Ja nigdy nie ciągnę dwóch srok za ogon, choć przyznać muszę, że w moim życiu dziewczyny często pojawiają się parami i muszę dokonywać wyboru. ;) Ostatecznie i tak zawsze jestem sam, porzucony i niekochany, jak chciał los. :P

Pozostaje mi więc tylko pojechać dzisiaj do Warszawy, by wręczyć facetowi z Allegro słuchawki, które ode mnie kupił. Wymieniłem w nich ostatnio przewód, po awarii kolejnego, na taki wypasiony, mocny i pięknie wyglądający, który miał mi służyć do końca życia. Wymianą zajmuje się człowiek, który robi to specjalnie na zamówienie, ale pojawił się jeden, znaczący problem - słuchawki po wymienia przewodu zaczęły brzmieć koszmarnie, całkowicie straciły swój charakter, który tak bardzo ceniłem. Zdenerwowałem się i wystawiłem je na Allegro. Od pewnego czasu muzyki słucham tylko w domu, nie jest mi już tak potrzebna poza domem jak dawniej. W autobusie wolę sobie poczytać książkę... Poza tym mój słuch też chyba już nie jest taki jak dawniej, choć w sumie zawsze miałem marny.

Wracając do ślubu - chyba źle oceniłem odczucia Joanny i Radka, bo dopiero teraz, na filmie, który nakręciłem, zobaczyłem jakie mieli miny podczas przysięgi i zakładania obrączek. Oboje byli bardzo szczęśliwi i ładnie się uśmiechali. Czasem trzeba się lepiej przyjrzeć i dopiero wtedy oceniać... Look closer, jak mówi hasło filmu American Beauty. Podczas mszy wyszedłem z kościoła zaraz po kazaniu, stanąłem przed wejściem i kręciłem film, używając dużego zbliżenia. Moim zdaniem wyszło lepiej niż na jakimkolwiek filmie nagrywanym w typowy sposób, z bliska.

Tata jedzie dzisiaj do swojego kolegi, do pobliskiej miejscowości, tego samego, który wraz z żoną był na pogrzebie Mamy. Kolega ten doznał jakiś czas temu tymczasowej utraty pamięci. Smutne i niepokojące - w jednej chwili wszystkie wspomnienia przepadają. Gdy ja utracę kiedyś pamięć, zawsze będę mógł poczytać swojego bloga, by spróbować sobie wszystko przypomnieć... Chyba że blog też przepadnie, na przykład na skutek działań wojennych. :P Serwery zawsze się gdzieś fizycznie znajdują, Internet to nie inny wymiar, nie zaświaty, tylko realne dyski twarde, które mogą przestać działać. Można nawet powiedzieć, że "wirtualne" równa się "realne", że nie ma żadnej różnicy. Idąc dalej tym tropem można powiedzieć, że życie po życiu też jest realne, namacalne i fizyczne. O ile naprawdę istnieje...

Mama do dziś nie dała żadnego znaku, choć przed śmiercią umówiliśmy się przecież, że jeśli po śmierci coś jest, to Mama spróbuje nas o tym powiadomić. Może trzymają Ją pod specjalnym nadzorem, by tego nie robiła? ;) A może Mama znikła na zawsze, tak jak to logika podpowiada.

Wracając na ziemię - ostatnie trzy dni stoją u mnie przede wszystkim pod znakiem dziewczyny noszącej imię Maja. Chętnie opowiedziałbym jaka jest wyjątkowa, ale jeszcze jej osobiście nie poznałem, więc może się wstrzymam. :) Niemniej bardzo się cieszę, że na kogoś takiego trafiłem. Pierwszą wiadomość napisaliśmy do siebie w tej samej chwili, ona do mnie, a ja do niej.


"I put my trust in you
In you, in you, in you
Put my trust in you, in you"

Joy Division "A means to an end"


2013.09.07 / Sobota / 22:56 - Jeszcze jedno zdjęcie piekności

W sumie zrobiłem prawie czterysta zdjęć, z czego tylko setkę uznałem za akceptowalną. Nawet główny fotograf nie zrobił tylu zdjęć, a gdybym miał takie możliwości jak on, gdybym chodził po kościele i mógł robić zbliżenia, zrobiłbym mnóstwo naprawdę niezłych zdjęć. Może warto byłoby kiedyś pójść na całość i na jakimś ślubie zostać głównym fotografem? :P Lustrzankę już mam, po tylu latach gadania o niej...

Po ślubie nie było wesela, ale podobno było przyjęcie, dla osób, które miały z kim na nie iść, dla par. Zaproszenie dostałem już kilka miesięcy temu, gdy byłem jeszcze z Asią i początkowo mieliśmy na ten ślub iść razem, ale wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej i jestem obecnie singlem. Szczęśliwym singlem, który może wrzucać na swojego bloga zdjęcie pięknej natolatki, nie wysłuchując przy tym marudzenia zazdrosnej partnerki.

I jeszcze coś - ja nie umiem robić zdjęć, wychodzą one przeciętnie, lub najwyżej nieźle, nie mam wyczucia, ani warsztatu, ale po prostu kocham to robić. Mógłbym robić zdjęcia cały czas, od rana do wieczora, mógłbym fotografować tysiące ludzi, setki dziewczyn i nigdy by mi się to nie znudziło. Uwielbiam trzymać w ręku aparat i uwieczniać każdą drobną chwilę, każdy ułamek sekundy. Gdybym mógł, sfotografowałbym całe swoje życie i życia wszystkich otaczających mnie ludzi. Oczywiście najchętniej pięknych dziewczyn. ;)

Chyba założę nowego fotobloga, na którym będę umieszczał tylko i wyłącznie zdjęcia dziewczyn, którym wcześniej zaproponuje zrobienie kilku zdjęć. Widząc jakąś piękną będę do niej podchodził i pytał, czy pozwoli się sfotografować oraz upublicznić na moim fotoblogu. Myślę o tym od jakiegoś czasu, a odkąd mam lusrzankę, mogę ten plan wprowadzić w życie. To byłoby lepsze niż fotoblog z nogami, który skasowałem. ;)

Tymczasem idę spać, przede mną trzy dni wolne. W poniedziałek randka, we wtorek randka, w środę wypoczynek... Choć randka to także forma wypoczynku. Jedno jest pewne - muszę szukać ukochanej kobiety, nie zatrzymam się w miejscu, tak jak robią to inni, czekając Bóg wie na co.


2013.09.07 / Sobota / 22:55 - Największa atrakcja ślubu

Na koniec największa atrakcja ślubu. Na każdym trafi się jedna dziewczyna, która będzie się wyróżniać na tle innych i mój wzrok wypatrzył tym razem tę oto blond nastolatkę. Zauważyłem ją z daleka, gdy szła ze swoją rodziną w stronę kościoła i nie mogłem od niej oderwać ani wzroku, ani obiektywu. :)

Zawsze będę uważał, że szesnaście, siedemnaście lat, to wiek, w którym dziewczyna wygląda najatrakcyjniej. Później coś traci, powoli gaśnie dojrzewając, tak jak piękna, jasna, wiosenna zieleń szybko zmienia się w całkiem zwyczajną, ciemną zieleń letnią. Nie chodzi zresztą tylko o wygląd, chodzi o coś więcej, choć nie do końca wiem o co. Może naoglądałem się za dużo serialu "Cudowne lata", gdy byłem dzieckiem? Wszystko można streścić zwrotem - młodość jest piękna. Oczywiście nie każda młoda dziewczyna jest piękna, ale ta z powyzszego zdjęcia zasługuje moim zdaniem na użycie tego, jakże przeze mnie, wbrew pozorom, rzadko używanego przymiotnika. Między zwrotami "jesteś ładna", a "jesteś piękna", padającymi z moich ust, znajduje się przepaść. Błogosławione dziewczyny, które kiedykolwiek nazwałem pięknymi, one bowiem należą do wąskiego grona tych, przy których moje serce zabiło mocniej. ;) A przecież liczy się tylko serca bicie, serca bicie, serca bicie... Jak to ostatnio powtarzam.

Oczywiście najpiękniejszym człowiekiem na tym świecie jest wiecznie młody Pan Michał. ;)


2013.09.07 / Sobota / 22:52 - Zdystansowana panna młoda

Joanna co jakiś czas puszczała mi oczko, a podczas składania życzeń podziękowała mi bardzo za to, że się zjawiłem. Dziwnie było oglądać tę dziewczynę otoczoną przez swoją rodzinę, przez znajomych, z mężem u boku, bo przez wszystkie lata naszej znajomości funkcjonowała ona dla mnie jako jednostka. Była Joanną z Płońska, a całe jej otoczenie zdawało się być tylko jej opowieścią. W zasadzie Joanna przez wszystkie te lata funkcjonowała jako tekst na ekranie mojego monitora, jako literki w moim telefonie. Ogólnie podczas ślubu Asia zdawała się być trochę na uboczu tego wszystkiego, jakby mówiła - dajcie spokój, nie róbcie cyrku, to tylko ślub. Gdybym przyjrzał się bardziej wnikliwie, dodając od siebie to co być może wcale nie jest prawdą, powiedziałbym, że nie była ona tak szczęśliwa jak powinna być panna młoda podczas swojego ślubu z ukochanym. Gdybym był wręcz złośliwy, powiedziałbym, że wzięła ślub głównie z tego powodu, że coraz szybciej zbliżała się do momentu, w którym kobieta nie może już mieć dzieci. Ale może się mylę, może jestem złym obserwatorem i nie znam jej dobrze. Radek chce mieć gromadkę dzieci, Asia też. Są ze sobą raczej szczęśliwi...

Często jednak ci, których kochamy najbardziej, nie zostają naszymi mężami, żonami, nie idą z nami jedną drogą, wybierając swoje własne. Świat jest źle i dziwnie zorganizowany. Jak wielu mężów tęskni za swoimi miłościami z młodości, jak wiele żon wzdycha do faceta, który był w przeszłości poza ich zasięgiem? Za kim ja będę tęsknił i kogo ja będę wspominał, gdy zostanę mężem? Jest tak wiele możliwych dróg, ale trzeba wybrać jedną, niektórzy natomiast nie wybierają żadnej, stoją w miejscu, wegetują, zostają sami... Jezus powiedział zresztą, że nie wszyscy nadają się do małżeństwa, że są ludzie, którym nie jest ono pisane.


2013.09.07 / Sobota / 22:49 - Zaślubieni

Szczęśliwa para młoda. Odbębnili wszystkie punkty ceremonii, bezsensownie powtarzając słowa przysięgi, co uwieczniłem na filmiku, i są już małżeństwem. Życzę im, żeby małżeństwo przetrwało, żeby nie zakończyło się tak jak połowa ogółu małżeństw - rozwodem. Patrząc na tę chwilę, w której zostaje się małżeństwem, pomyślałem, że ja osobiście bardzo bym się w tym momencie zdołował, czując, że moje obecne życie, moja wolnośc, odchodzi do przeszłości. Szczególnie, gdybym brał ślub z dziewczyną, której bym nie kochał tak bardzo jak te, które kochałem najbardziej ze wszytkich. Miłość jest miłości nierówna, ale czas ucieka i człowiek może w końcu zdecydować się na związek tylko dlatego, że nie ma już czasu na szukanie nikogo lepszego. Mam nadzieję, że ja swoją ewentualną żonę będę bardzo kochał, będę nią zachwycony, a ślub będzie dla mnie powodem do wielkiej radości. O ile randkować, przytulać się i całować można z każdą choćby trochę fajną, o tyle za żonę trzeba sobie wybrać dziewczynę absolutnie wyjątkową, by nie myśleć o ucieczce sprzed ołtarza. O tak, mógłbym wyciąć taki numer - w ostatniej chwili porzucić wszystko, wycofać się, powiedzieć - pierdolę, wracam do swojej młodości.

Póki śmierć was nie rozłączy. Prawda. Miłość może być piękna, ale prędzej czy później małżeństwo i tak się zakończy, śmiercią. Można znaleźć cudowną, wyjątkową kobietę, wziąć z nią ślub, żyć szczęśliwie, ale to wszystko i tak tymczasowe, po jakimś czasie zostanie się samemu, tak jak mój Tata. Jak powiedział Jezus, gdy pytano się go jak będzie na tamtym świecie, jeśli jeden mężczyzna miał tu na Ziemii kilka żon, z którą żoną będzie związany po śmierci - na tamtym świecie nie ma małżeństw, one obowiązują tylko tutaj. Tam jest się czymś zupełnie innym, moja Mama i mój Tata nie będą tam już razem, a my być może już nie będziemy ich dziećmi. Wszyscy będziemy tworzyć jakąś wielką kulę pozytywnej energii. Równie dobrze można chyba powiedzieć - nie będzie niczego.

Pozostaje się cieszyć tym wszystkim czego doświadczamy tutaj. Para młoda była szczęśliwa, goście byli szczęśliwi, ja też, fotografując, ciesząc się piękną pogodą i lustrzanką, którą wreszcie zacząłem w pełni doceniać. Za nic w świecie nie chciałbym już wrócić do fotografowania kompaktem.


2013.09.07 / Sobota / 22:49 - Ślub w toku

Nie wiem czemu ale na początku odczuwałem stres. Może to przez lustrzankę i przez to, że ludzie patrzyli się na mnie jakbym był głównym fotografem na ślubie. Później zacząłem sobie myśleć jak bardzo stresowałbym się na swoim ślubie i doszedłem do wniosku, że mogłoby się skończyć tak jak w szpitalu w Wieliszewie, gdy mdlałem podczas pokazu stomii Taty. Mdlejący pan młody to żenada, więc chyba najlepiej zrobię, gdy przed swoim ewentualnym ślubem napiję się odpowiedniej ilości wódki. ;) Na szczęście nie planuję ślubu kościelnego, mimo że kiedyś zdecydowanie chciałbym taki mieć. Obecnie odwracam się od kościoła, wszystkie te pieśni i ceremonie, uważam za sztuczne, zbędne i puste. Mój ślub, moje małżeństwo, moje życie, to moja sprawa i księdzu wara od tego. Ceremonia ślubna jest jedną z najgłupszych rzeczy jakie można oglądać, choć kiedyś tego nie zauważałem. Interesująca jest para młoda, interesujący są goście, rodzina i znajomi, którzy zbierają się w jednym miejscu by uczestniczyć w tym połączeniu dwóch ludzi, którzy od tego czasu tworzyć będą jedność, ale to co pochodzi od kościoła jest sztuczne i zwyczajnie głupie.

Zresztą, jak mamy to rozumieć? Przez tysiące lat ludzie żyli, łączyli się w pary, mieli dzieci, wszystko zgodnie z naturą, z planem Stwórcy, a nagle pojawia się Chrześcijaństwo i twierdzi się, że trzeba postepować tak a tak, urządzać taki a taki teatrzyk, żyć według takich a nie innych zasad? A co z innymi cywilizacjami, z innymi rasami, z innymi narodami, które nie są chrześcijańskie? Im dłużej żyję, tym jaśniej dostrzegam jak głupie są religie, jak głupia jest instytucja zwana kościołem.

Oczywiście, miłość jest piękna, rodzina jest czymś wspaniałym, przyjaciele to wielka wartość. Jako ludzie wiemy w naturalny sposób co dla nas dobre, wiemy jak być ludźmi dobrymi, porządnymi i uczciwymi. A po co w tym wszystkim kościół ze swoimi teatrzykami? Gdyby nie było kościoła, to bylibyśmy okrutni, podli, źli? No i jeszcze jedno pytanie - ile trzeba zapłacić księdzu za ślub kościelny? Musiałbym bardzo kochać swoją przyszłą żonę, żeby zgodzić się na ślub kościelny. Moi rodzice go nie mieli i mimo tego, że Mama później bardzo tego żałowała, ja uważam, że to powód do dumy i oznaka mądrości.

Na kościół przestanę pewnie narzekać dopiero po wybuchu trzeciej wojny światowej. Właśnie, nawet ksiądz wspomniał na mszy, że ona się zbliża... Amen.


2013.09.07 / Sobota / 22:39 - Ślub Asi i Radka w Legionowie

Zabawiłem się w fotografa. Na początku w ogóle się nie starałem, rozkręciłem się dopiero pod koniec, podczas składania życzeń, gdy miałem okazje zrobić zbliżenia twarzy wszystkich ludzi podchodzących do pary młodej. Oczywiście najchętniej fotografowałem wszystkie atrakcyjne dziewczyny. ;) Na początku rodzina zbierała się powoli, a ja robiłem tylko takie ogólne zdjęcia jak to zamieszczone powyżej. Para młoda, Joanna i Radek, wyszli nagle zza kościoła, Asia wyglądała lepiej niż na naszym jedynym spotkaniu w roku 2012, w dniu, w którym odbyłem ostatni dyżur na Białołęce. Jej mąż sprawia dosyć sympatyczne wrażenie i powiedziałbym, że pasuje do Asi. Fajnie, że spełniło się jej marzenie i znalazła kogoś, z kim teraz się rozmnoży. :)


2013.09.07 / Sobota / 20:59 - Bez netbooka ani rusz

Netbook ma się dobrze i nadal jest jednym z najważniejszych gadżetów przeze mnie kupionych. Dziś ciężko mi sobie wyobrazić bez niego życie - zabieram go na wszystkie wyjazdy, by nie tracić łączności z Internetem. Jacek pomylił się twierdząc, że netbook jest mi niepotrzebny.

Zawarłem trzy nowe znajomości, z czego każda kolejna okazała się być ważniejsza od poprzedniej. Wszystkie dzięki niezawodnej Sympatii.pl. Pierwsza dziewczyna to starsza ode mnie o dwa trzy lata Ania, kompletnie-totalnie nie w moim guście pod względem wyglądu, ale bardzo sympatyczna rozmówczyni, pracująca w szkole. Druga to młodsza o dziewięć lat Paulina z Żoliborza, czyli ładna, miła, seksowna dziewczyna, z którą byłem umówiony na piątkowe popołudnie. Trzecia, najważniejsza, to Maja z Siedlec, młodsza ode mnie o siedem lat, zdecydowanie się wyróżniająca na tle wszystkich dziewczyn poznanych przeze mnie na Sympati.pl, przez wszystkie te lata. Zobaczymy co z tego wyjdzie... Póki co wyszło tyle, że zaplanowałem wyjazd do Siedlec - udam się tam we wtorek, by poznać Maję osobiście i na żywo. Miałem wynająć pokój w hotelu i zostać tam dwa dni, ale stwierdziłem, że lepiej będzie, jeśli tego samego dnia wrócę jednym z ostatnich pociągów do Warszawy. Szkoda, że pogoda nie będzie już tak ładna jak w ten weekend.

Tymczasem sobota była dniem mojego wyjazdu do Legionowa, na ślub Joanny z Płońska, tej samej, która w roku 2010 mnie wystawiła w swoim niepięknym mieście. :P Pogoda dopisała cudownie, pozostaje tylko pozazdrościć. Najpierw pojechałem na Dworzec Gdański, bo myślałem, że do Legionowa dostanę się stamtąd pociągiem. W przejściu podziemnym niespodzianka, zrządzenie losu - idę sobie, skręcam na rogu i natykam się na Paulinę - tę samą, z którą dzień wcześniej byłem umówiony, i z którą mam się spotkać w poniedziałek. Mieszka co prawda blisko, ale to i tak dosyć niezwykłe, że znaleźliśmy się w tym miejscu dokładnie w tej samej chwili. Odprowadziłem ją do Arkadii i wróciłem na dworzec, by na miejscu dowiedzieć się, że w weekendy pociągi nie jeżdżą. Lipa. Musiałem pojechać spod Hali Marymonckiej autobusem na Białołękę, zupełnie jak ponad rok temu, gdy miałem nieprzyjemność tam pracować. Z Białołęki pojechałem jednym autobusem prosto do Legionowa, które jest całkiem ładnym, porządnym miasteczkiem, z klimatym takim samym jaki znaleźć można w Warszawie.

Dotarcie do kościoła zajęło mi kilkanaście minut, a spacer był bardzo przyjemny, głównie ze względu na pogodę. Na miejscu zjawiłem się dwie godziny przed czasem, posiedziałem więc sobie z netbookiem przed kościołem, popatrzyłem na inny ślub, na nogi wszystkich odpicowanych kobiet. W pewnym momencie jakiś mężczyzną zapytał się mnie, czy wiem jak ten kościół się nazywa, bo o 16:00 ma on być na ślubie swojej chrześnicy, a nie wie gdzie znajduje się właściwy kościół. Spytałem szybko jak chrześnica ma na nazwisko i okazało się, że jest to chrzestny Joanny. :) Niemniej zaznaczam jeszcze raz - to ja byłem pierwszy na miejscu. :P


2013.09.06 / Piątek / 00:43 - W La Tomatina raz jeszcze

Dyżur od godziny 7:00. Strasznie wcześnie musiałem wstać, już dawno tak nie wstawałem. W lesie i w autobusie było bardzo zimno o tej porannej porze, przypomniałem sobie dlaczego nie lubię zimy i dlaczego tak się cieszyłem kilka miesięcy temu z nadejścia wiosny. Po dyżurze miałem się spotkać z dwiema dziewczynami, takie dwie jakby-randki, ale plany uległy zmianie, przede wszystkim z powodu tego, że po sześciu godzinach pracy przesadzono mnie na ezoterykę, na której pomagałem ogarnąć wielki ruch. Cztery godziny ezoteryki wymęczyły mnie niezwykle, ale w końcu o 17:00 wyszedłem na wolność. Randka numer jeden została odwołana już wcześniej, a raczej przeniesiona na poniedziałek, ja zaś poszedłem sobie pod Pałac Kultury, napić się piwa pod Kinoteką. Posiedziałem, poczytałem "Trainspotting", poczekałem na randkę numer dwa, a raczej na spotkanie przyjacielskie, które odbyło się zgodnie z planem. Pizza w La Tomatina była jak zwykle smaczna... W poniedziałek, z dziewczyną z randki numere jeden, chyba też tam pójdę. Powinienem dostać jakiś kupon zniżkowy na tamtejszą pizzę. Już cztery dziewczyny tam zaciągnąłem... Wieczór był bardzo miły, sentymentalny.


2013.09.05 / Czwartek / 00:43 - Żydowskie muzeum w nocy

Muzeum ładnie wygląda z zewnątrz, ale w środku podobno nadal niewiele jest do oglądania. Może to tylko taki żydowski biznes, służący zarobieniu pieniędzy? ;) W każdym razie nocą budynek prezentuje się bardzo ładnie, szczególnie z tym drzewem na pierwszym planie. Lato w tym roku skończyło się jakby szybciej... Trwało jakby krócej... Może odnoszę takie wrażenie, bo było ono dosyć nietypowe i trudne? Szczególnie w czerwcu i lipcu...


2013.09.05 / Czwartek / 00:41 - Pan Michał dostał pizzę

Fajnie byłoby mieć taką kawalerkę w Warszawie, ale tylko pod warunkiem, że nie mieszkałoby się w niej samotnie. :) Ja się zupełnie nie nadaję do samotności. Zjadłem pizzę, posiedziałem z godzinkę, przejrzałem razem z Ewą Sympatię.pl, na której jednak można znaleźć naprawdę fajne, ciekawe dziewczyny. Po godzinie wsiadłem na rower i wróciłem do domu. Szkoda, że lato już się kończy i skończą się wraz z nim moje dojazdy do pracy rowerem.


2013.09.05 / Czwartek / 00:38 - W kuchni u Ewy

Powrót do pracy po siedmiu dniach wolnych był w miarę bezbolesny, dyżury mam krótkie i mijają mi dosyć szybko. Po jednym z nich postanowiłem spotkać się ponownie z Ewą, czyli koleżanką mieszkającą niedaleko Placu Zbawiciela. Jest ona bardzo gościnna i miła, więc pozwoliła mi na to, bym odwiedził ją w mieszkaniu i nawet przygotowała mi mrozoną pizzę. Tata pizza może nie smakuje jak ta z La Tomatina, ale można ją zjeść i się nie otruć. ;)


2013.09.01 / Niedziela / 12:56 - IHAR

W drodze powrotnej natknąłem się na tablicę wskazującą droge do IHAR'u, czyli instytutu, w którym kiedyś pracowała Mama, gdy jeszcze mieszkaliśmy w Sójkach. Instytut ten znajdował się w Strzelcach, oddalonych o cztery kilometry od Sójek, a inna jego placówka znajdowała i nadal znajduje się w Radzikowie. Pamiętam, jak Mama dawno temu wspominała o Radzikowie i chyba nawet jeździła tam w delegację...

Wróciłem do domu i zdążyłem jeszcze wsiaść do samochodu, by pojechać po siostrę, która akurat przyjechała z Puław. W tej rodzinnej atmosferze spędziłem kilka kolejnych, wolnych dni, a we wtorek powróciłem do pracy. Sierpniowy pseudo-urlop był bardzo przyjemny i dobrze na mnie wpłynął.


2013.09.01 / Niedziela / 12:42 - Adam

Obserwując Jacka i jego syna po raz kolejny doszedłem do wniosku, że warto mieć dziecko, że ma to sens. Kiedyś się rozmnożę, może. ;) Ciekawe jakie byłyby moje dzieci... Hmm. Jacek zaprowadził mnie na uliczkę widoczną powyżej, przy której stoi osiedle bliźniaków. W drodze powrotnej wyjasnił mi czemu nie należy się przejmoawać utratą połowy mózgu. Mam nadzieję, że będzie mu się powodzić jak najlepiej, bo to porządny facet jest. Dużo lepszy ode mnie. ;) Ciekawe kim zostanie jego syn w przyszłości...


2013.09.01 / Niedziela / 12:23 - Wyprawa rowerowa do Grodziska

Synek Jacka trochę podrósł, a Jackowi trochę zarosła łysina. ;) Posiedzieliśmy w mieszkaniu, a następnie poszliśmy na spacer, po drodze zahaczając o Mc Donalda, w którym się posiliłem Wieś Makiem i frytkami. Wcześniej pojeździłem sam rowerem po Grodzisku, stwierdzając, że nie jest to wcale takie brzydkie miasto.


2013.09.01 / Niedziela / 12:17 - Autostrada do Sójek

Między Błoniem, a Grodziskiem Mazowieckim przejeżdża się nad autostradą A2, która prowadzi między innymi do Sójek. Pogoda faktycznie dopisała, słoneczko ładnie świeciło, jechało się bardzo przyjemnie, nie licząc wąskiej szosy za Błoniem, z której co chwila musiałem zjeżdżać na trawę, by przepuścić kolejnego tira. W sumie do Grodziska Mazowieckiego mam 33 kilometry, więc jest to wycieczka mniej więcej na dwie godziny. Blisko.


2013.09.01 / Niedziela / 00:12 - Błonie

Czwarty dzień wolności. Zastanawiałem się czy jechać do Puław, czy zostać w domu i wybrałem tę drugą opcję. Rozważałem także odwiedzenie Ani w jej mieszkaniu, bo miałem pomóc jej w montażu półek, ale osatecznie zdecydowałem, że skorzystam z ładnej pogody, wsiądę na rower i pojadę do Jacka, do Grodziska Mazowieckiego. W połowie drogi przejeżdża się przez małe, smętne miasteczko z całkiem fajnym ryneczkiem - Błonie, widoczne na powyższym zdjęciu.