2013.10.30 / Środa / 22:20 - Więcej pracy

Moje stanowisko pracy. Każdego dnia inne, w innym boksie. Paźdzernik się kończy, wyniki w pracy zaledwie niezłe, średnia spadła mi pod koniec miesiąca, podczas kilku naprawdę kiepskich dyżurów. Tak czy siak, obserwując pracowitych kolegów, wpadłem na pomysł, że ja sam też mogę pracować więcej. Na przyszły tydzień podałem więc inne dyspozycje niż zwykle - wziąłem sobie tylko jeden dzień wolny i poprosiłem o zmiany dwunastogodzinne. Planuję do końca listopada pracować intensywniej, robiąć w ten sposób około 250 godzin. Muszę więcej zarabiać, a teraz jest na to dobra pora. Szkoda tylko, że na początku listopada odpadną mi trzy dni pracy, bo pierwszy dyżur mam dopiero w poniedziałek. Szkoda też, że nie załapię się na premię za święto... Cóż, pieniądze nie są najważniejsze.

Jutro po pracy wsiada do pociągu, jadę do Siedlec po Maję, a chwilę później wracam razem z nią do stolicy. W piątek wcześnie rano samochodem wyjeżdżamy do Puław. Maja stresuje się tym wszystkim bardzo, a przecież nie ma się czym stresować...

Idę spać. Wkrótce będę chodził spać zaraz po powrocie do domu, by mieć siłę na te dwanaście godzin pracy dziennie. Czasu miałbym więcej, gdybym pracował w domu, przez internet, ale póki co muszę tracić po cztery godziny dziennie na dojazdy do firmy i powroty do lasu.


2013.10.27 / Niedziela / 21:46 - Maja w Harendzie

Dzień był wyjątkowo ciepły jak na koniec października, chwilami można było nawet odnieść wrażenie, że jest... Gorąco. Pogoda bardzo nietypowa jak na tę porę roku, na ulicach widziałem wiele osób, które chodziły w krótkim rękawie, trafiali się też tacy, którzy byli w krótkich spodenkach. Jak dla mnie rewelacja, nie narzekam. :)

Po wizycie w Harendzie miałem odwieźć Maję do pociągu i pociągiem do Sulejówka Miłosnej, ale Maja zaproponowała byśmy zmienili plany, by pojechała do mojego domu ponownie, zamiast do Siedlec. Poczatkowo uznałem to za zły pomysł, ale po chwili pomyślałem, że jednak chcę spędzić kolejny wspólny wieczór i kolejną wspólną noc, nawet jeśli będzie to oznaczało konieczność wstania rano o kilka godzin wcześniej. :P Tak zrobiliśmy.

Przeszliśmy się Krakowskim Przedmieściem, które wyglądało wspaniale, jak zwykle zresztą. Pojechaliśmy do domu, położyliśmy się grzecznie spać, a rano odwiozłem swoją piękną i kochaną dziewczynę do Sulejówka Miłosnej, z którego wróciłem do Warszawy dokładnie wtedy, gdy Maja dotarła do Siedlec. Tak skończył się ważny dla nas weekend, jeden z wielu, październikowy, roku 2013. W nocy z soboty na niedzielę spaliśmy godzinę dłużej, ze względu na zmianę czasu.

W drodze powrotnej z Harendy Maja opowiadała mi o tym jak zajmowała się dzieckiem w Niemczech, gdzie spędziła dwa lata i uświadomiłem sobie, że praca z dziećmi to coś w czym Maja powinna się w przyszłości spełniać, wydaje się być do tego stworzona. Nigdy nie poznałem pod tym względem tak twórczej i zaangażowanej osoby, mam nadzieję, że talent Mai się nie zmarnuje, tak jak zmarnowały się moje liczne talenty. ;)

Maja powróci już w czwartek, by w piątek zawieźć mnie i Anię do Puław, w których czeka na nas siostra i... Mama. Mamo, jestem teraz taki szczęśliwy... W roku Twojej śmerci.


2013.10.27 / Niedziela / 21:44 - Michał i Maja w Harendzie

W Harendzie zjedliśmy oboje to samo co jadłem z siostrą kilka dni wcześniej - kurczaka z frytkami i surówką, choć Maja zamówiła sobie na początku placek zbójnicki, którego jednak nie było. Usiedliśmy w moim ulubionym miejscu, na kanapie pod oknem, i długo czekaliśmy na to, aż jakiś kelner do nas podejdzie, zdecydowanie zbyt długo. Z tego powodu nie daliśmy żadnego napiwku mimo tego, że pan kelner był tak miły, że zrobił nam powyższe zdjęcie. :P

W Harendzie jest fajnie, lubię tam chodzić i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze pójdę tam z Mają, choćby po to, by mogła ona skosztować najlepszej na świecie szarlotki, o ile nadal smakuje ona tak samo jak niemal dwa lata temu. Kurczak z frytkami i surówką wyglądał zupełnie inaczej niż kilka dni wcześniej, gdy jadłem go z siostrą. Dziwne, widocznie wszystko zależy od kucharza. Najdziwniejsze, że za tę samą cenę było go teraz dwa razy więcej. :P

Pasujemy do siebie wizualnie? :)


2013.10.27 / Niedziela / 21:40 - Drzewo Michała

Ja także narysowałem drzewo, w Harendzie, do której wybraliśmy się po zajęciach. Miało to być drzewo owocowe, ale żadnych owóców nie widać, co pewnie oznacza tyle, że jestem człowiekiem przekornym. Maja nie dokonała jeszcze wnikliwej analizy mojego charakteru na podstawie powyższego rysunku, ale chyba nie jest to konieczne, znam przecież samego siebie i myślę, że ten rysunek dobrze oddaje moją osobowość. Osobowość czy charakter? Nigdy nie wiem co jest czym i jaka jest różnica. :)


2013.10.27 / Niedziela / 21:39 - Drzewo Mai

Sobotę Maja spędziła na uczelni, a ja w pracy. Poranne odwożenie Mai na uczelnię cały czas sprawia mi dużą przyjemność, tak samo jak przyjeżdżanie po nią po zajęciach. Od razu wrócililiśmy do domu, spędzając wieczór trochę razem, a trochę osobno, bo kręciłem się po domu i siedziałem przy komputerach, instalując router, który odebrałem wcześniej z Komputronika. W moim domu pojawiła się sieć wi-fi i wszystko działa zgodnie z planem. Koniec soboty był bardzo przyjemny, z muzyką This Mortal Coil i naszą bliskością... Maja jest wspaniałą dziewczyną. :)

W niedzielę znowu wstałem wcześnie rano, znowu zrobiłem swojej Myszce kanapki, ale Maja nie była w stanie zwlec się z łóżka i powiedziała, że dzisiaj może spóźnić się na uczelnię, więc możemy jechać następnym autobusem, co dało nam dodatkową godzinę wypoczynku w domu. Maja w tym czasie spała, a ja siedziałem przy komputerze, który jest już cały złożony i działa w pełni sprawnie.

Po zajęciach spotkaliśmy się w tramwaju pod Dworcem Centralnym, wcześniej mijając się nieco z mojej winy. Przed spotkaniem wymieniliśmy sporo smsów, w których podzieliłem się z Mają swoimi obawami i nie wspominam tej rozmowy zbyt dobrze, ale chyba nie była ona potrzebna. Chyba czasem za bardzo panikuję bez powodu, lub doszukuję się problemów tam gdzie być może wcale ich nie ma... Postaram się więcej tego nie robić.

Najbardziej podoba mi się to, że Maja zawsze podczas rozmowy potrafi wszystko załagodzić, ma w sobie mnóstwo ciepła i rozsądku. Chyba po raz pierwszy w życiu zauważam, że sensowna rozmowa naprawdę może pomóc, że dzięki niej to co wydawało się być problemem, przestaje mieć znaczenie. W rozmowach ze mną Maja okazuje mi mnóstwo uczucia i zrozumienia, nie jest kłótliwa, nie jest w żaden sposób negatywna. Ja jestem gorszy od niej. :P

Na zdjęciu drzewo, które narysowała Maja na zajęciach. Na podstawie analizy rysunku można określić jaką jest osobą. Kto się na tym zna, przeprowadzi charakterystykę, dopatrując się z pewnością wielu pozytywnych cech. :)


2013.10.26 / Sobota / 21:56 - Trainspotting

Siedlce wydają się być bardzo nieprzyjemnym i niebezpiecznym miastem podczas piątkowego wieczoru, szczególnie w okolicach dworca PKP. Maja pokazała mi kładkę nad torami i powiedziała, że zgwałcono tam kilka dziewczyn. Bardzo nieciekawie wyglądają wszelkie ciemne bramy przy ulicach, których w Siedlcach jest tak dużo jak w żadnym innym znanym mi mieście. Ogólnie zacząłe się bać tego miasta i chyba przestałem je lubić, jeśli w ogóle kiedykolwiek polubiłem. Szkoda, bo rodzina Mai i jej dom przypadły mi do gustu, ale samo miasto jednak mnie nie przekonuje. Poczułem, że chyba nie chciałbym tam mieszkać i odechciało mi się tak optymistycznie podchodzić do wynajmowania tam mieszkania, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość. Jako człowiek, który przepuścił wszystkie zarobione przez siebie w ciągu siedmiu lat pieniądze nie mogę wybrzydzać i nie mogę zaprosić Mai do swojego własnego mieszkania w stolicy, które pewnie już bym miał, gdybym potrafił żyć skromnie i oszczędnie. :P

Do Warszawy pojechaliśmy pociągiem, późniejszym niż planowaliśmy, ponieważ przeciągnęła się trochę wizyta w ośrodku zdrowia, czy jak to nazwać... Maja przez cały dzień wyglądała świetnie i była kochana, ale najbardziej podobała mi się wtedy, gdy na swoim podwórku wieszała pranie. :) Nie wiem czemu, ale gdy ją zobaczyłem, w takich domowych warunkach, rozwieszającą coś na sznurkach, poczułem się tak bardzo, bardzo dobrze, rozmawiając z jej tatą, stojąc obok jej domu, patrząc na nią jak na część rodziny... A może jak na przyszłą żonę, albo przyszłą mamę... Dużo pozytywnych odczuć, mnóstwo uczucia, ale i ciągłe obawy, czy na pewno wszystko będzie się dobrze układać, czy nie skończy się tak jak zawsze się kończyło. Kocham Maję i nie chciałbym żeby znikała...

W domu byliśmy zdecydowanie późno, przez co spaliśmy tylko cztery godziny, zmuszeni do porannej pobudki. Nie szkodzi, było bardzo przyjemnie...


2013.10.26 / Sobota / 21:44 - Maja w siedleckim parku

Siedlecki park jest dosyć skromny, tak jak całe Siedlce. Tym razem miasto z jakiegoś powodu podobało mi się mniej niż za pierwszym razem, mimo tego że pogoda dopisała, świeciło słońce i było ciepło. Posiedzieliśmy na ławce, zrobiłem to mało udane zdjęcie, a nastepnie wsiedliśmy na rower i pojechaliśmy nim do domu rodzinnego Mai, w którym poznałem najpierw jej tatę, a później jej mamę i sześcioletnią siostrę Marzenkę. Szczególnie z tatą spędziłem dużo czasu, rozmawiając, a raczej słuchając tego co miał do powiedzenia o swoich poważnych problemach zdrowotnych. Tata Mai był jakiś czas temu w fatalnym stanie, lekarze dawali mu trzy dni życia, ale wyszedł z tego i dzisiaj opowiada o tym jak dostał od losu nowe życie. Z tatą Mai spędziłem chyba ponad godzinę, wymieniając rączki w rowerze swojej ukochanej, które jej kupiłem (bo rączki powinny być mięciutkie, a nie takie twarde, jakie Maja miała wcześniej) oraz oglądając podwórko.

Pokazaniem mi wnętrza domu zajęła się Maja, która zrobiła mi na obiad parówki. :) Najbardziej spodobał mi się jej pokój, z jej dużym łóżkiem i ładnym kolorem na ścianach. Mamę Mai widziałem tylko przez chwilę, gdy przyjechała z Warszawy i poszła do kościoła. Od pierwszej chwili rzucił mi się w oczy fakt, że Maja jest istną kopią swojej mamy, jest do niej bardzo podobna pod względem wyglądu i ma nawet taki sam głos. Mam nadzieję, że rodzice mojej dziewczyny polubią mnie i zaakceptują. Póki co nie zrobiłem przy nich chyba niczego głupiego. :P Ogólnie jestem pozytywnie zaskoczony wizytą w tym domu i chętnie będę tam gościł częściej, choć wiem, że póki co nie będę mógł tam spędzić nocy, z różnych powodów, a raczej z jednego powodu, który na tym blogu przemilczę. :P

Po kilku godzinach opuściliśmy domostwo i poszliśmy w miejsce, w którym spędziliśmy chyba godzinę, czekając w kolejce po orzeczenie niepełnosprawności Mai. Problemy ze słuchem są na tyle poważne, by miała ona przyznany jakiś stopień niepełnosprawności. Oby słuch zachowała do końca życia, tak samo jak i mnie.


2013.10.26 / Sobota / 21:32 - Michał na huśtawce

W dzieciństwie za mało się huśtałem, dlatego do dziś odczuwam huśtawkowy głód. :) Niestety ta huśtawka nie była zbyt wygodna, stworzono ją raczej z myślą o kilkuletnich dzieciach, ale i tak się na niej trochę pobawiłem. :P Maja robiła mi w tym czasie zdjęcia, choć fotografowanie huśtającego się obiektu nie jest łatwe, o czym przekonałem się wcześniej, kierując obiektyw Nikona na swoją rozhuśtaną ukochaną. :) Najfaniej byłoby pójść na taki plac zabaw z własnym dzieckiem, lub dziećmi... :)


2013.10.26 / Sobota / 21:18 - Maja na huśtawce

Wstałem w miarę wcześnie, ogarnąłem się i pojechłem do Siedlec. Na miejscu byłem o godzinie 13:00, a na stację przyjechała po mnie Maja, swoim rowerem, prezentując po raz pierwszy żółte rajstopy, które bardzo polubiłem. :) Załatwiliśmy kilka spraw na mieście, takich jak na przykład odebranie od fotografa wywołanych zdjęć na konkurs fotograficzny, w którym Maja bierze udział, a następnie poszliśmy do siedleckiego parku. Pohuśtaliśmy się trochę na huśtawkach, porobiliśmy sobie zdjęcia, posiedzieliśmy na ławce i tak minęła nam część dnia spędzanego na mieście.


2013.10.25 / Piątek / 01:18 - Jesiennie

Pogoda tej jesieni jest dosyć zaskakująca, w pozytywny sposób. Zrobiło się tak ciepło, że mogłem jeszcze pojechać rowerem do pracy. Na drzewach prawie nie ma już liści, ale leżą na ziemi, co także ładnie wygląda.

Czwartek w pracy, piątek w Siedlcach, z Mają. :) To dopiero mój drugi wyjazd do Siedlec.


2013.10.22 / Wtorek / 09:48 - Z siostrą w Harendzie

Ania nigdy jeszcze nie była w Harendzie, bo w ogóle jest taką osobą, która prawie nigdzie nie bywa, jak ja kiedyś, jak ja w jej wieku... Zamówiliśmy sobie kurczaka z frytkami i surówką, bardzo smaczne danie kosztujące tylko 19 złotych. Najedliśmy się, a następnie pieszo spod Harendy dotarliśmy aż na Plac Wilsona, robiąc sobie w ten sposób bardzo przyjemny, nieco sentymentalny spacer. Poczułem się tak jakbym znowu był dziewiętnastolatkiem. Uwielbiam długie spacery po Warszawie i wspominanie tego co było, oraz dostrzeganie tego jak wiele się zmieniło. Tylko nogi trochę rozbolały...


2013.10.21 / Poniedziałek / 19:48 - Poniedziałek z siostrami

Poniedziałek był dosyć intensywnym dniem jak na moje skromne życie. Pojechałem rano do Warszawy, by o godzinie 10:00 oblać egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Byłem naprawdę blisko tego, żeby zdać, ale w bardzo głupi sposób odpowiedziałem na jedno całkiem proste pytanie i dlatego egzamin zakończył się wynikiem negatywnym. Zabrakło mi dwóch punktów. Zapoznałem się jednak z nowym sposobem egzaminowania i stwierdziłem, że nie jest wcale taki zły, ale z całą pewnością nie jest już tak łatwo jak dawniej. Cóż, będę musiał podejść do kolejnego egzaminu, płacąc 34 złote...

Z WORDu na Bemowie pojechałem na Starą Ochotę, a stamtąd dostałem się do serwisu Nikona na Łopuszańskiej. Odebrałem swój aparat i dowiedziałem się, że wcale nie był zepsuty. Wszystko było w nim w porządku, a funkcja, która według mnie nie działała, po prostu nie jest w nim dostępna, co można przeczytać w instrukcji. Panowie serwisanci wydrukowali mi jedną stronę instrukcji obsługi, na której jest to wyjaśnione i zaznaczyli właściwe zdanie markerem. Cóż, popełniłem błąd, a firma Nikon nie jest wcale tak zła jak pisałem. :) Znowu mam lustrzankę i to jest najważniejsze.

Z Łupuszańskiej przejechałem się tramwajem do PZU na Marymoncie, w którym spotkałem się następnie z moimi dwiema siostrami. Załatwialiśmy tam sprawę odszkodowania po śmierci Mamy, dopiero teraz, bo nie było powodu, by się z tym spieszyć. Wszystko poszło sprawnie, a spotkanie się w trójkę było ciekawym doświadczeniem. Właściwie nieczęsto się tak spotykamy, nieczęsto jesteśmy w trójkę w Warszawie. Właściwie to nigdy...

Odwieźliśmy starszą siostrę na busa do Puław, a nastepnie poszliśmy, ja i Ania, do Harendy, by zjeść coś porządniejszego niż to co jadamy w domu.


2013.10.21 / Poniedziałek / 07:19 - Krótka wizyta Mai

Maja zrobiła coś bardzo pięknego - wpadła do mnie na jedną, krótką noc. Przyjechała do mnie w sobotę wieczorem, spotkaliśmy się po moim dyżurze, o godzinie 22:00, a do Siedlec wróciła następnego dnia rano, odwożąc mnie do pracy, odprowadzając pod Orco Tower. Było bardzo przyjemnie i poczułem się świetnie wiedząc, że mojej dziewczynie chce się iść ponad trzy kilometry na dworzec PKP, jechać ponad sto kilometrów i czekać, tylko po to, by spędzić ze mną trochę czasu. Jako człowiek myślący logidznie odradzałem jej ten przyjazd, nie chciałem by się męczyła, przez co Maja nawet troszeczkę obraziła się na mnie, ale ostatecznie wyraziłem zgodę na odwiedziny i kilka godzin później spotkaliśmy się w holu Orco Tower. Rano Maja poznała moją starszą siostrę, która akurat spędzała u nas weekend. Wszystko pięknie, wszystko świetnie... Romantycznie. :)


2013.10.19 / Sobota / 08:53 - Komputer złożony

Poprzedni komputer, który do dziś jest rewelacyjny, złożyłem na początku roku 2008, inwestując w niego dosyć duże pieniądze, kupując tylko podzespoły z górnej półki. Teraz, w roku 2013 postanowiłem złożyć nowy komputer, znacznie tańszy, który ostatecznie, ze względu na postęp techniczny, powinien i tak być szybszy od poprzedniego. Na zdjęciu widać świeżo wstawiony procesor, jeden z tańszych dostępnych na rynku - dwurdzeniowy Celeron 2700 GHz. Tuż obok widać pamięć ram typu DDR3, 4 gigabajty, czyli dwa razy tyle co w poprzednim komputerze. Wybierając płytę główną zdecydowałem się ponownie na zaufaną i lubianą przeze mnie firmę Gigabyte, z tym, że płyta pozbawiona jest jakichkolwiek bajerów. Najskromniej wypada obudowa, w którą włożyłem skandalicznie mało pieniędzy i która okazała się być taka sobie.

Zastanawiam się tylko po co mi drugi komputer? Chyba z nudów, choć twierdzę, że nowy komputer był mi potrzebny, by po wyprowadzeniu się z domu rodzinnego nie zostawić rodziny z niczym. Tata musi mieć na emeryturze dostęp do Internetu, by nie zanudzić się na śmierć. ;) Poprzedni komputer trafi do pokoju siostry i będzie łączyć się z internetem za pomocą routera znajdującego się w moim pokoju. Cóż, komputery w naszym domu zawsze były ważne i są z nami od mojego wczesnego dzieciństwa, są niemalże członkami naszej rodziny. ;)


2013.10.16 / Środa / 14:09 - Badanie techniczne 2013

Dokładnie cztery lata temu miałem pierwsze jazdy na kursie. Zaraz będę się uczył do poniedziałkowego egzaminu z teorii, choć nie sądzę bym go zdał za pierwszym razem. Nieważne, nie spieszy mi się, mam czas, jak zawsze... :P

Właśnie wróciłem z Tatą z badania technicznego samochodu. Zapłaciłem sto złotych i przez kolejny rok możemy jeździć naszym Fiatem Punto, wymieniając w nim co chwila psujące się części. Mechanik powiedział, że mamy problem ze zbieżnością kół, ponieważ pojawiły się luzy na czymś tam i nie mieścimy się w normie, ale jednak nas przepuścił. Wyjaśnił też, że tylne hamulce słabo hamują, w związku z czym powinniśmy od czasu do czasu porządnie przyhamować podczas szybkiej jazdy, by poprawić ich właściwości.

Pan przeprowadzający badanie okazał się być znajomym kolegi Taty, do którego też dzisiaj pojechaliśmy. Kolega Taty mieszka wraz z żoną w Lesznie, w domku na osiedlu dla leśniczych, na którym my też mogliśmy mieszkać, gdyby Tata nie wybrał dla nas domu w Truskawiu. W zasadzie tu jest lepiej, bliżej Warszawy, za to domki w Lesznie są... Nowocześniejsze i ogrzewane gazem. Posiedzieliśmy pół godzinki, posłuchałem ciekawej rozmowy, Tata wziął winorośl z zamiarem posadzenia jej u nas i wróciliśmy do domu. Tata jutro jedzie do szpitala w Wieliszewie, na zdjęcie szwów, które pewnie już całkowicie wrosły mu w ciało. Patrzę na Tatę i zadziwiam się tym w jak dobrym jest stanie. Dziś rano kładł się pod samochód, by zobaczyć gdzie jest przeciek oleju.

Mam dwa dni wolne, które spędzam w domu. Za chwilę idę pod prysznic, a następnie zabieram się za naukę tego co kiedyś umiałem wzorowo. Maja pracuje, uczy się, ma problem z uszami i podobno tęskni za mną. Wczoraj się okazało, że nie jest jednak w ciąży. ;) Wspaniale, doczekałem się dziewczyny, która za mną tęskni, i która jest o mnie zazdrosna (bez powodu). Zaczynam wierzyć w to, że naprawdę coś do mnie czuje. Ja o nią także jestem zazdrosny, ale myślę, że nigdy nie zawiodę się na niej, tak jak na niektórych poprzednich... Już za tydzień i jeden dzień ponownie się spotkamy. Najbliższego weekendu nie spędzamy razem, ponieważ jeden weekend w miesiącu muszę przepracować, podając pełne dyspozycje.


2013.10.15 / Wtorek / 06:01 - Rondo ONZ prawie gotowe

Praca, praca, praca. Pod koniec dyżuru zrobiłem takie oto zdjęcie, uwieczniające prace przeprowadzane na Rondzie ONZ. Pierwszy odcinek drugiej linii metra jest już prawie gotowy, na zdjęciu widać nawet schody prowadzące na stację. Przeprowadzka do Siedlec byłaby fajna, ale Warszawa jest tym miastem, które zdecydowanie kocham. Szkoda, że wynajęcie kawalerki w Warszawie nie kosztuje 750 złotych miesięcznie... :)


2013.10.13 / Niedziela / 21:31 - Sulejówek Miłosna

Po wspólnej godzinie pod Pałacem Kultury wsiedliśmy do pociągu i odjechaliśmy w kierunku Siedlec. Ja jak zwykle wysiadłem po trzydziestu minutach, na stacji Sulejówek Miłosna, na której zawsze żegnam się z Mają. Jak zwykle przeszedłem na drugą stronę do pociągu SKM S2, który kilkanaście minut później zawiózł mnie do Warszawy. Lubię to wszystko, te nasze weekendowy spotkania, poranne wstawanie, dojazdy na uczelnię, oglądanie telewizji w łóżku i okazywanie sobie czułości. Mam świetną dziewczynę i z każdym naszym spotkaniem jest lepiej, wszystko układa się więc tak jak sobie wymarzyłem. Najfajniej byłoby jednak razem zamieszkać i zacząłem poważniej myśleć o przeniesieniu się do siedlec, gdzie wynajęcie kawalerki kosztuje razem z opłatami zaledwie 750 złotych. Możliwość zdalnej pracy, przez Internet, pozwala mi podjąć decyzję o przeprowadzce w każdej chwili. Maja póki co ma w Siedlcach pracę i myślę, że po ukończeniu stażu może w niej zostać, choć jej docelowa dziedzina to na pewno opieka nad dziećmi upośledzonymi umysłowo - do tego Maja na pewno nadaje się najlepiej, w tym by się spełniła, choć podobno praca biurowa także daje jej dużo satysfakcji. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Decyzja o przeprowadzce należy do mnie, póki co jednak zostaję w puszczy, z Tatą i siostrą, ale już wkrótce, już za jakiś czas, gdy wszystko będzie dobrze się układać... :)


2013.10.13 / Niedziela / 20:41 - Maja z różyczką

Po pięknym wieczorze i sześciogodzinnym śnie obudziłem się w niedzielę, o godzinie 4:50 rano. Zrobiłem pięć kanapek dla Mai, w tym dwie z Nutellą, a sam zjadłem byle co. Tym razem po odwiezieniu swojej ukochanej na uczelnię musiałem szybko opuścić jej teren, jeszcze przed rozpoczęciem wykładów, ponieważ o godzinie 8:00 rozpoczynałem swój dyżur w pracy. Obiecywałem sobie, że będę robił dużą ilość smsów na godzinę, ale po trzech godzinach intensywnego pisania zmęczyłem się i znudziłem, sprowadzając swoją wydajność do standardowego wyniku leniwego Pana Michała. Siedem godzin później skończyłem dyżur.

Pomyślałem, że nadeszła pora na to, bym kupił Mai pierwszego kwiatka, zaszedłem więc do pobliskiej kwiaciarni i wybrałem standardową, nieco zmęczoną życiem różyczkę w kolorze czerwonym. Z Mają spotkałem się na ulicy Częstochowskiej, na Starej Ochocie, gdy szła pieszo ze swojej uczelni w kierunku tramwaju. Nie spędziliśmy razem całego wieczoru, tylko posiedzieliśmy trochę na Śródmieściu, pod Pałacem Kultury, bo musiałem szybko wrócić do domu ze względu na awarię naszego samochodu - coś zaczęło stukać w tylnych kołach, co usłyszałem rano, w drodze przez las. Awaria goni awarię w tym moim Fiacie Punto... :P

Jedna różyczka to niewiele, ale dla mnie jest ważnym symbolem zaangażowania. A tak w ogóle to dlaczego my, mężczyźni, nie dostajemy kwiatów od dziewczyn? :P


2013.10.13 / Niedziela / 20:34 - Dziedziniec uczelni

W sobotę wstaliśmy nieco później niż w zwykły dzień zjazdu na uczelni Mai, ponieważ zajęcia rozpoczynała tym razem o godzinie 10:00. Maja postanowiła nie iść na wszystkie zajęcia, szczególnie wtedy, gdy jej bliska koleżanka napisała smsa, w którym wyjaśniła, że wali jej się świat. Na uczelni posiedzielismy razem przez dwie i pół godziny - Maja na zajęciach, a ja na korytarzu i w bibliotece. Zająłem się fotografowaniem książek, które Maja chciała przekserować, by oszczędzić pieniądze. W efekcie zużyłem cały toner swojej drukarki laserowej, drukując zaledwie połowę materiału. Nowy zamówiłem za 50 złotych. Warto zapamiętać - xero jest bardziej opłacalne od drukowania na drukarce laserowej. Oszczędza też mnóstwo czasu.

Pokręciłem się po uczelni, posiedziałem, popatrzyłem na setki studentek. Po południu Maja wyszła ze swoich "ulubionych" zajęć (statystyka) i pojechaliśmy do Arkadii, w której szukaliśmy czegoś co mogłoby pocieszyć przyjaciółkę Mai. Wybór padł na słoik Nutelli i kartkę z Empiku. Dobra przyjaciółka z tej mojej dziewczyny - dba o swoich znajomych, o swoich bliskich, potrafi się poświęcić. Ja olałbym zupełnie rozpaczającego kolegę. ;)

Po zrobieniu zakupów posiedzieliśmy na ławce w Arkadii, popatrzyliśmy na ludzi, a godzinę później poszliśmy pod pobliską stację metra, na której rozpoczęło się spotkanie z przyjaciółką Magdą. Wróciliśmy do centrum handlowego, dziewczyny poszły sobie rozmawiać, a ja czekałem cierpliwie, odwiedzając przy okazji centrum Sony, w którym zamówiłem sobie akumulator do swojego odtwarzacza mp3 za cenę 150 złotych! Dałem sto złotych zaliczki, ale nie wiadomo, czy akumulator tego typu jest jeszcze produkowany, dlatego muszę czekać. Jeśli już takiego nie mają w magazynie dostanę zwrot zaliczki i będę musiał kupić sobie nowy Sony, za ponad 300 złotych. Szkoda, bo ten, który mam, spisuje się doskonale, po sześciu latach intensywnego użytokowania nawet nie ma pościeranych napisów.

Po półgodzinnej wizycie w centrum Sony, w którym prezentują ostatnio telewizory typu 4K - o czterokrotnie większej rozdzielczości niż Full HD, poszedłem sobie na ławeczkę, wyciągnąłem netbooka i zacząłem pisać zaległe notki na blogu. Nie lubię siedzieć w Arkadii, nie lubię patrzeć na tych wszystkich próżnych ludzi omamionych kapitalizmem. Arkadia to dobre miejsce, aby tam wpaść i coś kupić, ale nie po to, by siedzieć i gapić się na wszechobecny handel. Na dziewczyny ostatnio za bardzo się nie gapię, bo mam swoją Maję i żadna inna nie jest mi potrzebna, więc ta atrakcja już mnie nie bawi.

Maja zadzwoniła do mnie i powiedziała, że możemy iść. Spotkałem ją z jej przyjaciółką w Grycanie i kilkanaście minut później jechaliśmy już metren do centrum. Odprowadziliśmy Magdę na busa, a sami wróciliśmy do lasu, w którym spędziliśmy bardzo przyjemny i zarazem ważny wieczór. Było super. :)

Maja dziękowała mi za to, że tak wytrwale czekałem na nią na uczelni i w Arkadii, a przecież była to dla mnie czysta przyjemność. To był bardzo, bardzo fajny dzień i żałować można jedynie tego, że Maja opuściła wykłady na uczelni. Byłem przekonany, że będzie chodzić na wszystkie. :) Ja bym chodził. :P


2013.10.11 / Piątek / 23:07 - Ja Maja

Maja powiedziała, że to zdjęcie jest okropne, ale i tak je tu wrzuciłem. :P Sama je sobie zrobiła, moim malutkim kompaktem, tym mniejszym, niebieskim, który tak naprawdę jest bardzo przyjemnym aparatem. :)

Po pracy poczekałem na Maję dwie godzinki, siedząc pod Pałacem Kultury, pod Salą Kongresową, w której właśnie odbywał się koncert Serj Tankiana. Wstąpiłem też do Komputronika, do którego ostatnio regularnie wstępuję po części do nowego, składanego przeze mnie komputera. Z Mają przywitałem się jak zwykle na dworcu Warszawa Śródmieście, z którego przeszliśmy się kawałecze do metra i pojechaliśmy do domu. Tym razem nie miała nogach glanów, tylko lekkie, białe buty, przypominające trampki. Słusznie. :) Też wolę chodzić w swoich Ecco niż w glanach. Ecco są zajebiste.


2013.10.09 / Środa / 21:46 - Pogodowe ach

To był przepiękny dzień, jeden z najlepszych w tym roku, przynajmniej pod względem pogodowym. Dobrze się złożyło, że akurat na środę wyznaczyłem sobie wolne w pracy, bo dzięki temu mogłem wskoczyć na rower i załatwić parę ważnych spraw. Odwiedziłem Izabelin, dyrekcję Kampinoskiego Parku Narodowego, w której płacimy czynsz za dom, a później pomknąłem na swoim czerwonym rumaku marki Author do Warszawy, choć po wrześniowych mrozach nie sądziłem, że w tym roku jeszcze będę jeździł na rowerze. W sumie przejechałem około 70 kilometrów, bo musiałem pojechać aż na ulicę Łopuszańską, do serwisu Nikona. Oddałem aparat i mam się go spodziewać za dwa tygodnie, gdy wszystko już będzie w nim naprawione. Bardzo fajne miejsce, ten serwis Nikona, ale strasznie daleko od centrum. Jazda rowerem w taką pogodę, gdy temperatura sięgała niemal dwudziestu stopni celcjusza, była jednym wielkim zachwytem nad światem i tym miastem, które tak bardzo kocham. Szkoda tylko, że nie było przy mnie Mai, ale najważniejsze, że ją mam, najważniejsza jest świadomość, że Maja gdzieś tam jest, czeka na mnie i nadal mnie... Lubi. :) Zastanawiam się tylko dlaczego i za co. :)

To był jeden z najpiękniejszych dni tego roku, a zatem także jeden z najpiękniejszych dni mojego życia... Osatnio już nie twierdzę, że niebawem umrę. Teraz stwierdzam chętnie, że przeżyłem już połowę swoich dni. Czas mija coraz szybciej...


2013.10.09 / Środa / 21:43 - Ponownie zapisany na teorię

WORD na Bemowie. Miejsce wielkiego stresu dla tysięcy ludzi. Ja póki co zdawałem tam jakiekolwiek egzaminy pięć razy - dwa razy teorię i trzy razy praktykę. Z teorią szło mi zawsze idealnie, ale nic dziwnego, skoro była ona wtedy tak łatwa. Z praktyką za pierwszym razem poszło fatalnie, za drugim prawie rewelacyjnie, a za trzecim jeszcze gorzej niż za pierwszym. Teraz przede mną kolejna próba - 21 października, o godzinie 10:00 zostanę poddany sprawdzeniu mojej wiedzy teoretycznej. Zmotywowany przez Maję zapisałem się wreszice po raz drugi na nową teorię. Pierwsze podejście przepadło w czerwcu, gdy podczas urlopu pochorowałem się strasznie...


2013.10.08 / Wtorek / 17:00 - AKG K420 Denim

Kupiłem sobie po raz drugi takie same słuchawki, ukochanej austriackiej firmy AKG. Poprzednie zdechły, a raczej sam je zamordowałem, używając ich w niewłaściwy sposób. Ach, o ile przyjemniejsze jest życie, o ile przyjemniejszy jest każdy dzień, gdy ma się porządne słuchawki. Przez ostatnie miesiące męczyłem się z tanimi pchełkami od telefonu Sony Ericsson i teraz bardzo doceniam brzmienie AKG. Gorąco polecam wszystkim model K420.

Dwa dni pracy minęły dosyć szybko, ale byłem podczas nich totalnie zaspany, z powodu konieczności wstawania o godzinie 4:40 rano. Najważniejsze, że przedłużono mi umowę na kolejne trzy miesiące, a za wrzesień zarobiłem więcej niż się spodziewałem, bo zamiast marnej stawki przyznano mi najwyższą. Trochę to niesprawiedliwe, że tak się obijając, wysyłając minimalną ilość smsów na godzinę, dostałem najwyższą stawkę, ale nie będę z tego powodu narzekał. ;) Czuję się doceniony i w pełni usatysfakcjonowany.

Dzisiaj ustaliłem z Mają, że 1 listopada zabierze mnie ona do Puław moim samochodem. Zawsze pracowałem 1 listopada, załapując się w ten sposób na bonus, ale w tym roku, w roku śmierci mojej Mamy nie mogę tak postąpić, muszę jechać. Muszę i chcę.

W Puławach Maja pozna moją starszą siostrę, a starsza siostra pozna Maję. Z jakiegoś powodu Maja stresuje się tym wydarzeniem, choć każdy kto zna moją siostrę wie, że nie ma powodu. Kiedy ja poznam osobiście rodzinę Mai? Na to jeszcze przyjdzie czas... Rodzina mojej ukochanej zawsze jest dla mnie prawie tak samo ważna jak ona sama. Taki już ze mnie rodzinny człowiek...


2013.10.05 / Sobota / 23:54 - Maja i Michał na skwerku

Sobota spędzona z Mają w Puławach była bardzo, bardzo przyjemna. Chyba nie wierzyłem, że mogę być jeszcze tak szczęśliwy w swoim życiu. Jestem już dosyć stary, mało atrakcyjny, mam mało zalet i dużo wad, uważałem, że nadaję się już tylko na śmietnik, albo na cmentarz, ale dzięki Mai odzyskałem wiarę we wszystko i przede wszystkim ponownie poczułem to ciepło w sercu, które jest podstawą każdego związku. Bez ciepła w sercu nie da się niczego zbudować, a ja je tam wyczuwam, jestem więc gotowy na wszystko to co przed nami, pragnę wzmacniać związek, kochać, być kochanym, być bliżej i bliżej, stać się jednością. :)

W niedzielę zrobiłem tylko jedno bardzo dobre zdjęcie, którego jednak nie mogę tutaj zamieścić. Zostanie na moim dysku twardym, jako pamiątka kolejnego ważnego dnia dla naszego związku, dla mnie samego i mam nadzieję, dla Mai. Z mieszkania wyszliśmy dopiero na pociąg, bo to właśnie pociągiem wróciliśmy do Warszawy, bardzo zapchanym, wiozącym setki studentów po weekendzie. Siedzieliśmy na korytarzu, przytulaliśmy się, rozmawialiśmy... Chciałbym żeby Maja mogła wejść do mojej głowy, odczytać moje myśli i zrozumieć jak bardzo jest dla mnie ważna i jak poważnie o niej myślę, z jakim uczuciem.

Kolejne spotkanie już w piątek, kiedy rozpocznie się nasz kolejny wspólny weekend. Od weekendu do weekendu, od spotkania do spotkania. Moje życie znowu jest dobre.


2013.10.05 / Sobota / 23:53 - Maja na skwerku

Maja twierdzi, że to zdjęcie jest bardzo złe, ja nie widzę w nim niczego złego. :) Maja stale krytykuje swoje nogi, ja natomiast je uwielbiam i wychwalam przy każdej możliwej okazji. :) Całą Maję wychwalam i robię to zupełnie szczerze. Nie potrafię wychwalać nieszczerze, po prostu nie jestem w stanie tego robić, należy mi więc wierzyć i ufać mi w stu procentach. :P

Zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy zbyt słoną jajecznicę przygotowaną przez Maję i wieczór spędziliśmy w mieszkaniu, pijąc wódkę. Właściwie to ja piłem, a Maja patrzyła jak się upiajam, dostrzegając we mnie zapewne przyszłego alkoholika. Na szczęście nim nie jestem, mało piję, rzadko, niczego nie palę i przede wszystkim - w stu procentach dochowuję wierności. Mam nadzieję, że Maja zaufa mi kiedyś tak jak na to zasługuję. Ja ufam jej coraz bardziej.


2013.10.05 / Sobota / 23:52 - Maja na rowerze

W drodze powrotnej z cmentarza wstąpiliśmy do Mc Donalda, na coś w stylu obiadu. Wieś Mac, frytki, coca cola... Spod Mc Donalda przejechaliśmy nadwiślańskim bulwarem pod kościół na górce, do którego planowaliśmy pójść w niedzielę rano. Odwiedziliśmy park, w którym powoli kończą się trwające od kilku lat remonty, Maja przejechała rowerem po dziedzińcu, a na koniec usiedliśmy przy fotnannie na skwerku. Kilka miesięc temu, przed swoimi urodzinami, podczas weekendowej wizyty w Puławach, patrzyłem na tę fontannę i marzyłem o tym, by mieć dziewczynę i usiąść z nią na znajdującej się obok łatwce. Byłem wtedy porzucony, niekochany, niepotrzebny, teraz moje marzenie się spełniło. Ze skweru powróciliśmy do mieszkania, robiąc wcześniej małe zakupy.


2013.10.05 / Sobota / 23:48 - Maja na cmentarzu

Lubię te Azoty na horyzoncie, widoczne z cmentarza. Ponownie miałem problem ze znalezieniem grobu Mamy, ale teraz już pamiętam gdzie on się znajduje. Trzeba skręcić w prawo dopiero przy końcu murku. Zawsze mi się robi smutno, gdy znajduję wzrokiem imię i nazwisko swojej Mamy wśród wszystkich tych grobów... I pomyśleć, że półtora roku temu Mama normalnie chodziła do pracy, była według nas zdrową, radosną osobą. Z Mamą w domu zawsze było ciepło, nawet przy temperaturze 14 stopni Celcjusza. Ech... Niemniej na cmentarzu, przy pomniku, nie czuję nic, zero obecności, zero czegokolwiek. Tylko odrobina smutku. Myślę, że Mama bardzo by się ucieszyła, gdyby wiedziała, że znalazłem taką dziewczynę jak Maja. Najbardziej by się cieszyła, gdyby została babcią...


2013.10.05 / Sobota / 23:38 - Maja zawiozła mnie na cmentarz

Po powrocie z Galerii wsiedliśmy na rower i pojechaliśmy na oddalony o sześć kilometrów cmentarz. Najlepsze jest to, że pojechaliśmy tam razem, na jednym rowerze - Maja kierowała i pedałowała, a ja pełniłem rolę balastu. ;) Dobrze, że siostra ma w rowerze solidny bagażnik, który utrzymuje bez problemów moje 52 kilogramy. Maja zresztą też na nim siadała, gdy nie miała już siły pedałować i zamienialiśmy się miejscami. Super jest mieć dziewczynę, która wiezie swojego faceta na rowerze. :P

Odwiedziliśmy najpierw grób Babci i Dziadka, a następnie opuściliśmy Puławy, by odwiedzić grób Mamy. Pomnik jest w porządku, całkiem zwyczajny, zdjęcie jest ładne, ale nie podoba mi się to, że Mama patrzy na nim w prawo, zamiast w lewo, w stronę pomnika. Zawsze będzie mnie to denerwować i zawsze podczas wizyty na grobie Mamy będę o tym gadał. :P Nie zrobiłem zdjęcia pomnika i nie wrzuciłem go tutaj, bo obok kręcili się robotnicy, wchodzący mi ciągle w kadr. Maja na cmentarzu popadła w jakiś smutny nastrój, ja zresztą troszkę też. Myślę, że Maja to naprawdę wrażliwa dziewczyna, która często się smuci. Kilka godzin wcześniej, w mieszkaniu, zapłakała na zakończeniu filmu "Marzyciel", na którym zresztą ja sam też troszkę popłakałem, oglądając go po raz pierwszy... To dobry znak - zawsze chciałem mieć wrażliwą dziewczynę. To może oznaczać, że ma dobre serce. Jak ja. :)


2013.10.05 / Sobota / 23:37 - Halo Mama

Maja tym razem miała inne okulary, te same, w których widziałem ją po raz pierwszy, w Siedlcach, i które chyba bardziej mi się podobają. W sumie obie pary są ładne. Maja w żółtych glanach chodzi póki co nieco powoli, bo ma pościerane pięty. Cóż, nie ma innego wyjścia, glany na początku muszą sprawiać ból. Po jakimś miesiącu intensywnego chodzenia jest już lepiej. ;) Najważniejsze, że mam dziewczynę, którą uważam za piękną, i której gust uważam za dobry. Maja ma styl. ;) Może zwracanie uwagi na powierzchowność jest głupie, ale mimo wszystko zawsze miała ona dla mnie znaczenie.


2013.10.05 / Sobota / 23:36 - Puławski buziak od Mai

Obudziliśmy się w sobotę rano, poleżeliśmy trochę w łóżku i ustaliliśmy, że nie pojedziemy do Kazimierz Dolnego, tylko wybierzemy się na cmentarz. Pogoda była świetna, zdrowie mi dopisywało, przeziębienie minęło i nic mnie nie bolało, a u boku miałem swoją ukochaną Maję, która z jakiegoś powodu do końca nie wierzy w moje uczucie do niej. Hmm.

W pierwszej kolejności udaliśmy się pieszo do Galerii Zielonej, bo Maja chciała sobie kupić cieplejsze legginsy, a ja sznurowadła do glanów. W galerii spędziliśmy jakąś godzinę, nabyliśmy to co mieliśmy nabyć, a nawet więcej - na przykład Maja kupiła mi trzy pary czarnych skarpet, a sobie jedną parę żółtych. :) Legginsy też się znalazły, ale w mieszkaniu okazało się, że są one porwane, mają wielką dziurę na szwie i trzeba je wymienić. Wsiadłem na rower, podjechałem szybko do galerii, wymieniłem dziurawe legginsy na całe i wręczyłem je Mai. Trzeba uważać nawet na zakupach w porządnych sklepach i nigdy nie można wyrzucać paragonów.


2013.10.04 / Piątek / 23:34 - Maja zasnęła

Godzinę temu przyjechaliśmy do Puław. Zjedliśmy kanapki z żołtym serem, popijając je gorącym kakao. Maja była tak zmęczona, że zasnęła na wersalce. Za chwilę ją zbudzę, pościelę i razem pójdziemy spać. Jutro wspólny dzień wolny.


2013.10.04 / Piątek / 15:26 - Kto kupi mój aparat?

Na Allegro trwa licytacja mojego zepsutego aparatu, cena stale rośnie i obecnie wynosi już 55 złotych. Canon SX220 HS był bardzo fajny, szczególnie dobrze nadawał się do kręcenia filmów Full HD, ale w roku 2012 zrobiłem mu niechcący rysę na obiektywie, a kilka miesięcy temu zepsuła się w nim dźwignia zoomu, a konkretnie sprężynka w dźwigni. Szkoda, bo do tego czasu aparat dobrze mi służył i pięknie uwieczniał wszystkie ważne, lub nieważne chwile. Może to głupie, ale ja do sprzetów przywiązuję się tak samo jak do ludzi. ;) Miesiąc temu kupiłem sobie nowego Canona, wyższy model, który obecnie jest już dosyć tani, bo przecież nie mogłem zostać bez sprzętu do nagrywania filmów. Za ten, które teraz sprzedaję, zapłaciłem w swoim czasie dziewięćset złotych, a sprzedam go pewnie za jakieś sto, jeśli dobrze pójdzie. Uszkodzone aparaty są chętnie skupowane na części, przez ludzi zajmujących się ich naprawą. Szkoda, że ten niby wyższej klasy, tak napawdę robi gorsze zdjęcia. Niepotrzebnie wpakowano do niego odbiornik GPS, który jest mało przydatny, a tylko podnosi jego cenę.

Za jakąś godzinę opuszczam dom w Truskawiu, spotykam się z moją ukochaną Mają na stacji Warszawa Śródmieście, a następnie busem jedziemy do Puław, w których spędzimy cały weekend. :) Wczoraj i przedwczoraj dopadło mnie przeziębienie, ale dzisiaj jest już o wiele lepiej, więc w Puławach mogę być tak romantyczny jak chciałem. :) Dzisiaj podczas snu poparzyłem sobie nogę termoforem - trzeba uważać. Strasznie piekło i zrobił się bąbel.

Maja jest cudowna, chyba nawet nie marzyłem o tym, że znajdę tak wspaniałą dziewczynę. W niedzielę pójdę znowu do kościoła, dziękować Bogu za to, że mi ją zesłał, poprzez Sympatię.pl. ;) Kiedyś nawet się wyspowiadam...

Dzisiaj rano, gdy wracałem z pracy o 4:30, było strasznie zimno, czyli konkretnie -6 stopni Celcjusza. Pora zakładać zimową kurtkę?


2013.10.01 / Wtorek / 17:15 - Izabeliński dzień wolny

Wstałem rano, pojechałem samochodem do Izabelina, zostawiając go na parkingu przy cmentarzu i poszedłem do pani stomatolog. Usuwanie kamienia tym razem także trwało około 45 minut, ale nie było już tak bolesne, bo dziąsła mam już w całkiem dobrym stanie i krew nie lała się z nich tak jak ostatnio. Mam kilka przyszyjkowych ubytków, które trzeba będzie załatać oraz kilka zębów z malutką próchnicą, więc za miesiąc zgłaszam się na borowanie. Najważniejsza jest oczywiście psująca się coraz bardziej, rosnąca bokiem ósemka, która nadaje się już tylko do wyrwania.

Po wizycie w gabinecie stomatologicznym podjechałem samochodem do centrum Izabelina, zrobiłem zakupy, pospacerowałem, wygrzewając się w promieniach jesiennego słońca, a nastepnie odwiedziłem swojego lekarza. Opowiedziałem mu o dolegliwościach, które miałem, ale które kilka dni temu całkiem zanikły, na co doktor Borowski odpowiedział, że bardzo się cieszy. Pokazałem mu także wyniki prześwietlenia kręgosłupa, które robiłem sobie na początku roku i dowiedziałem się, że urodziłem się z pewną wadą, która skutkuje tym, że przy dużym wysiłku, na przykład w górach, mogę odczuwać różnego typu bóle. W przyszłości takie bóle mogą pojawiać się nawet wtedy, gdy nie będę się wysilał, szczególnie jeśli nie przejdę rehabilitacji. Dostałem na nią skierowanie i powinienem się tam w bliskiej przyszłości zgłosić, co oczywiście zrobię. Wyniki krwi mam bardzo dobre, doktor potwierdził dziś to, co powiedziała mi kilka miesięcy temu pani pielęgniarka w okienku. Najważniejsze, że ból gardła zupełnie znikł, nie mam już kaszlu, ani nawet powiększonych węzłów chłonnych. Najwidoczniej było to jakieś... Nietypowe przeziębienie?

Maja powróciła po dłuższej przerwie do pracy, w której nie za bardzo jej się podoba, i do której w obecnym stanie zdrowia nie za bardzo się nadaje. Rozważam wynajęcie mieszkania w Warszawie, by mogła się tu do mnie sprowadzić, i byśmy mogli popróbować prawdziwego życia we dwoje. Gdybyśmy razem zarabiali w miarę rozsądne pieniądze, byłoby nas razem stać na wybulenie około 1400 złotych miesięcznie za kawalerkę, licząc razem z rachunkami.

Póki co jednak Maja pracuje tam, a ja tutaj, mogę odkładać pieniądze, możemy się odwiedzać regularnie, możemy poznawać się lepiej każdego dnia. Podobno najlepiej poznaje się człowieka wtedy, gdy się z nim zamieszka.

Ach, Izabelin wyglądał dziś pięknie. Przyjemnie było pospacerować tymi wszystkimi uliczkami, którymi tak często się chodziło w czasach podstawówki. Bardzo lubię swoją gminę i gdybym w przyszłości miał wybrać jedno miejsce, w którym chciałbym zamieszkać już na zawsze, wybrałbym właśnie Izabelin. Znacznie mniej lubię sam Truskaw Mały, znajdujący się jak na mój gust zbyt daleko od cywilizacji. Najważniejsze, że nadal mogę tu mieszkać całkowicie za darmo, na koszt Taty, co jest dla mnie bardzo, bardzo wygodne.