2013.11.27 / Środa / 14:56 - Kartka imieninowa od Mai

Robię w pokoju pożądek przed nocnym dyżurem w pracy i odnalazłem kartkę imieninową od Mai, którą dostałem wraz z termoforem, a której wtedy tutaj nie uwieczniłem. Przed nami dziesięć dni, które spędzimy razem. Maja robi sobie urlop, ja podaję w dyspozycjach dni wolne i jesteśmy razem przez najdłuższy jak dotychczas okres czasu. Na przyszły weekend jedziemy samochodem do Puław, odwiedzając po drodze mieszkającą w Grójcu siostrę Mai. W najbliższą niedzielę odwiedzamy kolegę-perkusistę, jednego z moich ulubionych ludzi, którego nie widziałem już ze dwa lata, a który obecnie mieszka z dziewczyną na Starym Mieście. W tygodniu prawdopodobnie odwiedzimy różne muzea, albo Centrum Nauki Kopernik, a plany wyjazdu do Torunia, Wrocławia, Sandomierza, Berlina lub Hamburga, zostawimy sobie na wiosnę, bo zimą podróżowanie nie jest tak przyjemne jak wiosną, latem i jesienią...

Kilka dni temu było dosyć dramatycznie, ale sytuacja została załagodzona i znowu jest dobrze, bezkonfliktowo, bezproblemowo. Oboje chcemy by było dobrze i zapewne tak będzie w przyszłości. Najdziwniejsze, że źle policzyłem długość naszego związku. Ogłaszałem, że trwa on już trzy miesiące, gdy tymczasem trzy miesiące miną dopiero 10 grudnia! Ach, to właśnie wtedy Maja pozna wyniki konkursu fotograficznego, na który zgłosiła dwa swoje zdjęcia.

Tymczasem koleżanka Joanna, na której ślubie robiłem we wrześniu zdjęcia, stwierdziła, że zdjęcia mojego autorstwa są lepsze niż zdjęcia zrobione przez głównego fotografa, który wziął za to pieniądze. Nie widziałem ich, ale patrząc na to jak się zachowywał stwierdzam, że prawdopodobnie jest to prawda. Robienie zdjęć na ślubie było bardzo przyjemne.

Warto jeszcze wspomnieć o czymś, o czym nie wspominałem - obraziła się na mnie Kasia z Lublina i chyba już mnie nie lubi. Obraziła się za to, że nie chciałem się z nią spotkać, a nie chciałem, ponieważ mam Maję. Później, gdy poróżniłem się jednego dnia z Mają, napisałem Kasi, że jednak się z nią spotkam, co chciałem zrobić głównie po to, by wzbudzić w Mai zazdrość. Kasia nie jest głupia i wyczuła to, że chcę się nią posłużyć jak narzędziem do wzbudzania zazdroci i tym sposobem moja przjaźń z Kasią zosała zrujnowana. :) Ech...

Tak samo stało się z moją przyjaźnią z Kasią z poprzedniej firmy, która przecież była mi tak bliska, i którą tak wychwalałem. Kasia obraziła się na mnie i kompletnie mnie wyklęła, gdy nie dałem jej hasła do swojego bloga. Nie dałem go, bo nie chciałem, by hasło w jakikolwiek sposób przedostało się do ludzi pracujących w poprzedniej firmie, a Kasia jest bliską znajomą pracującego tam informatyka. Kasia z powodu nie otrzymania hasła uznała mnie za okropnego człowieka i tym sposobem moja przyjaźń z nią przeszła w niepamięć.

Wszystkim tym nie przejąłem się za bardzo, bo zawsze stawiałem na związek z jedną kobietą, planując po jej znalezieniu oddalić się od wszystkich swoich przyjaciółek. Zdecydowanie stawiam miłość ponad przyjaźnią, choć teoretycznie z miłością i ze związkami różnie bywa, a przyjaźnie trwają całymi latami, do końca życia.

Urocza ta kartka, urocza ta Maja... :)

Oby Maja nigdy nie przeszła na drugą stronę, dołączając do grona kobiet, które mnie znielubiły, a nawet znienawidziły. Do grona dziewczyn, które mnie porzuciły. Znielubienie mnie jest na pewno bardzo łatwe, ale nie przejmuję się tym, bo uważam, że zabieganie o przyjaźń nie za bardzo ma sens - kogoś się lubi nie za to jaki jest w stosunku do nas, tylko po prostu, za to jaki jest. Tak dziwnie to postrzegam. Lubienie kogoś za to jaki jest w stosunku do nas jest tak naprawdę lubieniem samego siebie.


2013.11.24 / Niedziela / 17:54 - Profesorowie

Poliglota ze mnie. Angielski mam w małym palcu, ale wystarczy, że jakiś turysta zapyta mnie o drogę, a zacinam się i wpadam w językową panikę, bełkocząc coś bez ładu i składu. Słówka opanowałem - gramatyki nie. Program do nauki hiszpańskiego mam od ponad roku, a poznałem dopiero kilkanaście słówek, włączając w tym czasie Profesora Pedro mniej niż dziesięc razy. Program do nauki niemieckiego, Profesora Klausa, mam od kilku dni, włączyłem go dwa razy i powinienem znać już dziesięć słowek. Powiedzmy, że zostały w mojej głowie. :P Język niemiecki teoretycznie zawsze lubiłem i zawsze krytykowałem tych, którzy go krytykują, ale tak naprawdę nie miałem z nim nic wspólnego, nawet w szkole się go nie uczyłem. Teraz mam dziewczynę, która biegle mówi po niemiecku, więc uznałem, że to dobra okazja do nauki, szczególnie, że w przyszłości, po trzeciej wojnie światowej, zamieszkamy razem w Niemczech, gdy Polska znajdzie się pod zaborem rosyjskim. Hmm, może w przyszłym roku pojadę z Mają zwiedzić Berlin, albo Hamburg? Najchętniej rowerem! ;)

Tak czy siak programy z serii Profesor są dobre, bardzo lubię ich używać i obiecuję, że każdego dnia odpalę sobie Profesora Klausa, by przyswajać sobie coraz większą ilość słówek, aż będę władał językiem niemieckim lepiej niż sama Maja! :P

Przydałoby się także wrócić do nauki słówek angielskich - dwa lata temu bardzo ładnie uczyłem się kilkudziesięciu słówek dziennie, podczas moich autobusowych dojazdów do pracy. Później się pod tym względem rozleniwiłem i proces mądrzenia Pana Michała został zatrzymany. Chyba zaraz położę się do łóżka, włączę sobie google translator i sięgnę po trzecią książkę o Adrianie Mole, spisując i tłumacząc te słówka, których nie znam. To naprawdę świetna metoda.

Guten Abend. Ich heisse Michal Gorka. Dalej nie umiem. ;)

Lubiłem fotoblog Mai, szkoda, że tak krótko go prowadziła. Podobno teraz postanowiła przeczytać cały mój fotoblog i mam nadzieję, że po tej lekturze nie uzna mnie za kompletnego szaleńca i nie przestanie mnie darzyć uczuciem. ;) Tęsknię za Mają, a widzimy się dopiero za sześć dni.


2013.11.24 / Niedziela / 08:20 - Ach, moja śliczna Majeczka!

Dostałem od Mai takie śliczne zdjęcie, które włożyłem sobie do swojego starego, zniszczonego, ale lubianego przeze mnie portfela. Uważam, że wygląda na nim świetnie i ma rewelacyjną fryzurę. :) Ja w przyszłym roku też będę mógł dać Mai swoje zdjęcie, choć śliczny nie jestem. ;) Na razie nie mam żadnego dobrego, a w przyszłym roku będę musiał zrobić nowe, ponieważ czeka mnie wymiana dowodu osobistego. Nareszcie zostanie uaktualniony mój wzrost, który dziesięć lat temu błędnie podałem jako 174 cm. Każdy wie i potwierdzają to najnowsze badania, że mam równo 180 centymetrów wzrostu! :P

Nie widzę się z Mają przez dwa tygodnie i tęsknię za nią, ale cały czas mamy kontakt przez telefon, co bardzo, bardzo mnie cieszy. Maja jest dziewczyną utrzymującą ze mną najbliższy kontakt telefoniczny ze wszystkich, które miałem, co uznaję po prostu za oznakę zaangazowania i uczucia. To miłe, bardzo miłe i bardzo mi z tego powodu ciepło na sercu. :) Tęsknię i czekam na kolejny wspólny weekend oraz na pięć dni wolnych na początku grudnia, które spędzimy razem. :)

Postanowiłem, za namową siostry, że w tym roku Wigilię spędzę jednak w domu, z rodziną, nie patrząc na żadne bonusy, bo pieniądze nie są przecież najważniejsze. Będziemy spędzać Wigilię przy naszym małym stole, w mniejszym gronie niż zwykle, choć może Mama będzie gdzieś w pobliżu i poczujemy jej obecność. Starsza siostra jest tą osobą, która daje nam najwięcej ciepła, jest teraz główną kobietą w naszej rodzinie, a jak wiadomo - kobieta w rodzinie jest najważniejsza. Gdyby nie ona, byłoby dużo gorzej, choć w sumie... Każdy członek rodziny jest tak samo ważny. Jaką rolę w rodzinie pełnię ja?

Najważniejsze, by myśleć o przyszłości, o rodzinie, którą założę z wybranką mego serca, jeśli wszystko dobrze pójdzie. Byłoby rewelacyjnie... Tak będzie. Chyba. :)


2013.11.23 / Sobota / 01:19 - Nocny spacer przed dyżurem

Powróciłem z Puław. Postanowiłem robić sobie takie wyjazdy do siostry raz w miesiącu, bo w sumie bardzo lubię tam jeździć, tak jak za dawnych, dobrych lat. Do Warszawy przyjechałem ostatnim busem, nie mogąc po drodze słuchać muzyki, gdyż swoje słuchawki oddałem, a może sprzedałem, siostrze, podobnie jak żałosny odtwarzacz mp3 firmy Lenco, który kupiłem ponad miesiąc temu Mai, ale zdecydowałem się go jej nie dawać, gdy uznałem go za totalne gówno. ;)

W swojej ukochanej stolicy znalazłem się trochę za wcześnie, bo dyżur rozpoczynałem o godzinie 22:00, a na miejscu byłem już o 19:00. Myślałem o tym, by pójść do Harendy, w której mógłbym zjeść pysznego kurczaka z frytkami, ale pożałowałem na taką przyjemność pieniędzy, zadowalając się paczką chipsów, które zjadłem kręcąc się po południowym Śródmieściu. Spacerując zaszedłem pod Politechnikę, spod której przejechałem tramwajem na lubianą ostatnio przez mnie Starą Ochotę, czyli w okolice uczelni Mai. Tęsknota za Mają doprowadziła mnie do tego, że podszedłem pod uczelnię, przywitałem pustkę i ciemność, a następnie poczłapałem w kierunku Orco Tower Alejami Jerozolimskimi, przy których zrobiłem to zdjęcie. Oczywiście cały czas mam kontakt z Mają, Maja często dzwoni, lub ja dzwonię do niej, ale tęsknota i tak jest silna.

Żałuję tego, że nie zamieszkam na razie w Siedlcach i nie będę spędzał ze swoją ukochaną każdego dnia i każdej nocy, ale zarazem czuję, że póki co powstrzymanie się od przeprowadzki to dobra decyzja. Ciężko to zrozumieć, ale... Cholera, ciężko mi się wyprowadzić z domu akurat w roku, w którym odeszła Mama. Chcę tu jeszcze trochę pomieszkać, nie wspominając o tym, że muszę nadrobić straty finansowe, które pojawiły się po kupieniu lustrzanki i komputera.

Odbyłem w firmie nocny dyżur, przypominając sobie, że kiedyś, dawno temu, pracowałem przez cały rok głównie w nocy. Nie narzekam, lubię nocki, choć najbardziej lubię dyżury zaczynające się przed południem i kończące się wieczorem. Najważniejsze, że firma, w której obecnie pracuję, jest naprawdę bardzo w porządku. Marzyłem o pracowaniu w samym centrum stolicy i cały czas cieszę się tym spełnionym marzeniem, tak samo jak cały czas bardzo, bardzo cieszę się tym, że mam Maję.


2013.11.20 / Środa / 19:25 - Wzruszająca wizyta u cioci Jadzi

Po powrocie z cmentarza, widząc, że mam jeszcze godzinę do powrotu siostry z pracy, postanowiłem odwiedzić ciocię Jadzię, najstarszą z sióstr Mamy, mieszkającą w tym samym bloku co siostra. Ostatnio pogorszył się cioci stan zdrowia, bardzo schudła i ma poważne problemy z poruszaniem się, przez co nie odwiedza nas już w naszym mieszkaniu, nie można jej też spotkać na mieście, choć kiedyś wszędzie było jej pełno, bo zawsze była najbardziej żywiołową ze wszystkich cioć. Wizyta była dosyć smutna, bo widząc ciocię w marnym stanie poczułem ponownie, że wszystko przemija, że to co było już nie wróci, że czas szybko płynie. Smutno zrobiło się też wtedy, gdy zacząłem opowiadać o Mamie, o chorobie, o wszystkich tych mękach, które przeżyła, o hospicjum, w którym zakończyła swoje życie. Przeżyłem to wszystko na nowo, a opowiadając o tym głośno doznałem wrażenia, że to wszystko wydaje mi się bardziej smutne niż kiedykolwiek. Zdaje się, że nawet uroniłem kilka łez, podobnie zresztą jak ciocia. Po godzinie musiałem już wracać do domu, zjawił się też wtedy wujek, który nadal jest w dobrej formie, mimo swoich siedemdziesięciu-siedmiu lat na karku. Mama była pierwszą osobą z pokolenia cioć i wujków, która odeszła i na pewno nikt się czegoś takiego nie spodziewał. Najmłodsza siostra umarła jako pierwsza. A przecież kiedyś, kilka, kilkanaście lat temu, nie tak dawno, wszyscy byli tacy silni, zdrowi i młodzi... Cóż, w przyszłości będę tak samo myślał o obecnym czasie, będę wspominał jak fajne było moje życie w roku 2013, w roku, w którym umarła Mama, ale w którym ja miałem dopiero 31 lat, Tata miał 71, starsza siostra 35, młodsza 23, a Maja 24. Trzeba się cieszyć czasem obecnym i myślę, że cały czas to potrafię, co zresztą nie jest trudne, bo przecież... Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.


2013.11.20 / Środa / 19:24 - Sklep Tommix

Zadziwia mnie to, że ten sklep nadal znajduje się na swoim miejscu, przy ulicy Piłsudskiego w Puławach, od lat z tym samym szyldem. To miejsce, które darzę wielkim sentymentem od poczatku lat dziewięćdziesiątych, bo kiedyś kupowałem tam gry komputerowe, jeszcze w czasach, gdy w Polsce nie było żadnej ustawy dotyczącej ochrony praw autorskich. W sklepie można było kupić skopiowane, pirackie gry, płacąc 3000 złotych za dyskietkę 5/25 cala, czyli obecne 3 złote. W dzieciństwie cierpiałem na niedostatek gier, czytałem o nich w czasopismach, oglądałem programy w telewizji, takie jak "Telekomputer", lub "Joystick", ale nie miałem jak zdobyć konkretnych, wymarzonych gier. Dopiero po odkryciu w Puławach tego sklepu zacząłem je po prostu kupować i tym sposobem w moje ręce wpadły tak cudowne tytuły jak "Another world" czy "Test drive 3". Później, gdy koledzy też kupili sobie komputery, pecety, zdobywanie gier było już o wiele łatwiejsze, ale najlepiej wspominam właśnie rok 1993, w którym spełniły się moje komputerowe marzenia. Do dzisiaj potrafię włączyć sobie "Another world" i przejść całe, przypominając sobie swoje cudowne lata beztroskiego dzieciństwa. No tak, gdybym mniej grał, a więcej czasu poświęcał na naukę, byłbym teraz zapewne kimś innym, zarabiałbym więcej i trzymałbym wyższy poziom, co oczywiście wcale nie musiałoby być równoznaczne z tym, że byłbym szczęśliwszy.

Dzisiaj wszystkie te gry dostępne są w internecie, jako tak zwany abandonware, czyli oprogramowanie, którego producent wyzbył się praw autorskich. Wystarczy jedno kliknięcie, jedna sekunda i gra ląduje na dysku, a te najlepsze nadal cieszą, tak samo jak wtedy, a nawet bardziej, bo dzięki nim można się cofnąć w czasie. Ja uwielbiam cofanie się w czasie.


2013.11.20 / Środa / 19:22 - Nowy dom Mamy

Mama ma się nieźle, przynajmniej na tym zdjęciu. Na grobie nadal leży kasztanek i chyba zostanie tam do przyszłego roku. Ewentualnie mogę każdego roku przynosić jeden kasztanek, zastawiając cały grób tym gnijącym badziewiem. ;) Drugiego dnia mojego wypoczynku ponownie musiałem pojechać na cmentarz, by położyć na grobie wiązankę, którą dzień wcześniej sam przełożyłem na sąsiedni grób, nie wiedząc, że jest ona nasza. Wiązanę zwiał wiatr i leżała między grobami, a mnie w ogóle nie zastanowiło, że na naszym jest tak pusto. Mama ma nowych sąsiadów, cmentarz stopniowo zapełnia się nowymi ludźmi, którzy odeszli. Ciekawe gdzie ja kiedyś spocznę i z kim w jednym grobie. I pomyśleć, że tam pod ziemią naprawdę, fizycznie znajduje się ciało mojej Mamy, a raczej same kości. Dłoń, która kiedyś mnie dotykała, ciało, które już nie czuje bólu...


2013.11.20 / Środa / 19:18 - Droga na Cmentarz Komunalny

Kiedyś tą trasa jeździłem do Dęblina. Teraz jeżdżę nią głównie na cmentarz, choć wiosną lub latem Dęblin też chętnie odwiedzę. Czy w ogóle pojechałem w tym roku choć raz rowerem do Dęblina? Nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć, więc pewnie nie... W każdym razie każda moja wizyta w Puławach będzie teraz połączona z wizytą na cmentarzu, bo przecież nie można nie odwiedzić Mamy. Kiedyś w końcu pojadę na niego autobusem, ale póki nie jest bardzo zimno, wystarczy rower. Rowerem zawsze jest przyjemnie... Samochodem zresztą też.


2013.11.19 / Wtorek / 14:46 - Z Mamą w tle

Pan Michał w trochę smutnym nastroju. Odwiedziłem Mamę, po raz pierwszy samotnie. Dużo myślałem o Mai, o Siedlcach, o przeprowadzce, której na razie nie będzie. Na cmentarz przejechałem się rowerem i na miejscu bardzo zmarzłem, bo nie wziąłem ze sobą czapki i rękawiczek. Sporo czasu spędziłem na cmentarzu, porozmyślałem, popatrzyłem, pooddychałem cmentarnym powietrzem i wróciłem do ciepłego mieszkania. Relaks.


2013.11.16 / Sobota / 22:35 - Koniec kryzysu

Już sam przyjazn Mai do mnie oznaczał, że kryzys jednak mija, a sobota zakończyła ten kryzys całkowicie. Dawna radość, beztroska i szczęście związane z moim uczuciem do Mai i uczuciem Mai do mnie, powróciły, przynajmniej ja tak to odczułem. Maja jest dziewczyną, która doskonale potrafi łagodzić wszelkie konflikty, jest łagodna i ugodowa, a zarazem ma swoje zdanie i charakter. Ja jestem dosyć okropny, zmienny, chaotyczny i doszukujący się problemów, ale mam nadzieję, że jakieś zalety też można we mnie znaleźć. Dużo myślałem o wynajęciu z Mają mieszkania w Siedlcach, co w naturalny sposób zbliżyłoby nas do siebie i dzięki czemu spędzalibyśmy ze sobą każdy dzień. Przeszukaliśmy oferty wynajmu kawalerek i mieszkań dwupokojowych, Maja zadzwoniła do kilku osób i nawet umówiła się na spotkania. Wiem, że bardzo jej na tym zależy, abym się do niej przeniósł, do jej miasta, którego z jakiegoś powodu bardzo nie lubię. Ja raz jestem przekonany, że to dobry wybór, a raz, że absolutnie nie powinienem tego robić. Miotam się między uczuciem do Mai, między radością z tego, że bylibyśmy tak blisko siebie, a niechęcią do tego miasta i tak poważnej odmiany swojego życia. Pojawia się problem, który kiedyś znajdzie swoje rozwiązanie. Oby nasz związek nigdy się nie... Rozwiązał. Tego bym nie chciał, tak samo jak nie chcę obecnie przeprowadzać się do Siedlec. Maja jest nieszczęśliwa.


2013.11.16 / Sobota / 22:29 - Wspólna sobota

Nowa fryzura Mai oficjalnie zaprezentowana na blogu. :) Nie widać tylko tej strony, która jest wygolona. Zdjęcie zrobione w tramwaju 22, którym przejechaliśmy z Arkadii do Złotych Tarasów. Spędziliśmy wspólnie sobotę, Maja zrezygnowała z pójścia na jakiekolwiek zajęcia, ale do Warszawy i tak pojechaliśmy. Pierwsze pół dnia spędziliśmy w moim pokoju, a drugie w Warszawie, odwiedzając Arkadię i Złote Tarasy. W Arkadii załatwiłem sprawę akumulatora do odtwarzacza MP3 Sony, za który ponad miesiąc wpłaciłem zaliczkę. Okazało się, że będzie on dostępny dopiero po 24 stycznia, więc zdecydowałem się odebrać pieniądze i zgłosić się do nich ponownie dopiero w styczniu. Ogólnie jednak Centrum Sony jest bardzo dobrze zorganizowane i wszystko bardzo mi sie tam podoba. W Złotych Tarasach obejrzeliśmy to i owo, ja odebrałem z Komputronika wymieniony w ramach gwarancji dysk twardy, Maja przymierzyła jakąś bluzkę, ale nie chciało jej się stać w długiej kolejce, więc jej nie kupiła, pokazała mi, który zegarek od dawna jej się podoba, ja zaś nie myślałem już w ogóle o kupieniu sobie butów zimowych, bo naprawdę nie są mi one do szczęścia potrzebne, a kosztują sporo. Ze Złotych Tarasów podjechaliśmy tramwajem do pizzerii La Tomatina, którą z Mają odwiedziłem po raz drugi. Maja wybrała lepszą pizzę niz ja podczas poprzedniej wizyty, więc zjedliśmy ją ze smakiem prawie całą. W La Tomatina zmieniono wygląd menu, dzięki czemu calzone już nie znajduje się tam gdzie pizze i nie można go niechcący zamówić, będąc przekonanym, że dostanie się pizze. Nie każdy przecież musi wiedzieć co oznacza nazwa calzone. Z pizzerii wróciliśmy do domu, spóźniając się na ulubiony program Mai - nieszczęsne The Voice Of Poland. :P


2013.11.15 / Piątek / 23:24 - Maja śpi

Maja przyjechała. Zasnęła na moim ramieniu, gdy przeglądaliśmy w łóżku oferty wynajmu mieszkań w Siedlcach. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, zamieszkamy razem w wynajmowanym mieszkaniu już w grudniu i będziemy mogli poznać się tak naprawdę, w zwykłym, codziennym życiu. Dobrze, że mieszkania w Siedlcach są tak tanie i dobrze, że mogę pracować zdalnie, przez Internet. Między nami jest trochę inaczej niż wcześniej, nie tak radośnie, nie tak beztrosko, ale nie żałuję niczego co zrobiłem. Najważniejsze, że Maja dzisiaj po raz pierwszy postawiła mnie tak wysoko, bym poczuł, że naprawdę jestem dla niej najważniejszy. Przynajmniej w teorii. Po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła... Pokręciliśmy się po Złotych Tarasach, Maja kupiła sobie leginsy i swetr w New Yorkerze, w a ja przymierzyłem dwie pary butów trekkingowych, ale żadna mi nie podpasowała, więc zrezygnowałem całkowicie z zakupów. W przymierzalni Maja wyglądała rewelacyjnie, w tych nowych włosach, w odpowiednim świetle. Za chwilę kładę się obok swojej dziewczyny i zasypiam, bo jestem zmęczony, a przez ostatnie dni przeciętnie się czułem. Jutrzejszy dzień, wolny dla mnie, spędzimy po części razem, a po części osobno, bo wybieram się do Arkadii, gdy Maja będzie na uczelni. Możliwe, że na pierwsze trzy godziny wejdę na aulę, by posłuchać wykładu. Nigdy jeszcze nie byłem na żadnym wykładzie i ostatecznie nigdy nie poszedłem na studia, choć powinienem. Może w końcu w miłości dobrze mi się ułoży, po tylu latach poszukiwań. Trafiłem na naprawdę dobrą, choć dosyć dziwną dziewczynę i chcę jej zaufać w pełni. Czyż związek z właściwą kobietą nie był moim największym marzeniem?


2013.11.14 / Czwartek / 12:00 - Górka dołuje

Wczoraj wieczorem zdołowałem Maję. Nie zrobiła niczego złego, ale ja zacząłem drążyć temat tego jak ważną rolę odgrywam w jej życiu. Przekonałem się wtedy, że jej przejście od stanu zakochania we mnie i bycia ze mną w związku do stanu, w którym myśli o rozstaniu może być bardzo szybkie. Raz-dwa i związku nie-ma. Nie, spokojnie, związek się nie rozpadł, ale chyba było blisko. Dowiedziałem się też czegoś co mnie dosyć poważnie zmartwiło, mianowicie tego na jakim poziomie ważności znajduje się w życiu Mai nasz związek i ja sam, co jest ponad nim, a raczej kto - dwóch Niemców, ojciec i syn, prawdopodobnie naprawdę fajni ludzie, prawdziwi przyjaciele, prawie jak rodzina. Cóż, nasz związek trwa dopiero trzy miesiące, to zrozumiałe, potrzeba więcej czasu, bym mógł się równać z tymi, których Maja pokochała wcześniej, i którzy tak dużo dla niej zrobili. Nie chcę z nimi konkurować, nie chcę być ponad nimi, chcę być im chociaż równy, skoro mam być partnerem Mai na całe życie. Tak, jestem dosyć okropny, bo jestem dociekliwy, jeszcze nie ufam Mai w pełni, a w jej miłość do mnie wierzę na jakieś siedemdziesiąt pięć procent. Maja jest kobietą, której muszę przyglądać się z większą uwagą, ze względu na to co stało się w jej życiu cztery lata temu. Nie chcę skończyć tak jak ktoś kto wtedy najwidoczniej w pełni Mai zaufał, a po krótkim czasie został z niczym. Nie chcę skończyć jako samotny facet, z alimentami do opłacenia w każdym miesiącu. Muszę być zajebiście ostrożny, przynajmniej na początku, przez pierwsze pół roku, przez pierwszy rok. Pewnie, najlepsza miłość to taka, w której nie patrzy się na nic, na przeszłość, na problemy, na zagrożenia, i taka miłość w moim sercu jest moim marzeniem, ale czas tak naiwnej miłości w moim przypadku już się skończył, bo zbyt wiele razy się na niej przejechałem. Bezwarunkową miłość jestem w stanie wzbudzić w sobie dopiero po pewnym czasie, ale wymaga to od mojej partnerki cierpliwości i wielkiego, szczerego uczucia. Maja jest świetną dziewczyną, pewnie, ale to nie znaczy, że powinienem paść u jej stóp i dziękować jej za to, że zechciała się mną zainteresować. Wymagam od niej dojrzałości uczuciowej, prawdziwej miłości, na której będziemy mogli zbudować nasz związek, który nigdy się nie rozpadnie. Póki co usunąłem wczoraj jedną cegiełkę i zobaczyłem, że konstrukcja zaczęła się chwiać, choć na szczęście nie popadła jeszcze w ruinę i nadal stoi. Pewnie powinienem zająć się dokładaniem cementu, zamiast wyciągać kolejne cegły... Tak też planuję zrobić. Moja dziewczyna ma słabą psychikę i powinienem o nią bardziej dbać, powinienem ją tylko i wyłącznie rozpieszczać. Przepraszam za swoje wczorajsze zachowanie, ale czasem trzebu uderzyć tu i tam, by zobaczyć jak solidną miłość się razem zbudowało. Jak na trzy miesiące, trzyma się całkiem nieźle, choć marzy mi sie istna Wieża Eiffla, której nie powali już nic i nikt, a przede wszystkim, której nie powalimy my sami. Nadal jesteśmy razem i jutro Maja przyjedzie do mnie po pracy, byśmy mogli pójść razem na zakupy. Jeśli nie przyjedzie, będzie to znaczyło, że wybrała inną drogę, na której nie ma żadnych górek.


2013.11.12 / Wtorek / 10:48 - Trzy miesiące z Mają!

10 listopada minęły trzy miesiące mojego związku z Mają. :) To już połowa mojego rekordu, choć czuję, że tym razem naprawdę się uda i zostaniemy ze sobą już na zawsze. Maja przyjechała do Warszawy, gdy ja byłem jeszcze w pracy i pojechała najpierw na pragę, do swojej przyjaciółki, u której mamy spędzić tegorocznego Sylwestra. O godzinie 15:00 wyszedłem z pracy i po raz pierwszy zobaczyłem Maję w nowej fryzurze, przy wejściu na stację Metro Centrum. Początkowo nowa fryzura nie przypadła mi do gustu, szybko wyliczyłem jej wady i skrytykowałem ją wzorowo, zasmucając tym swoją ukochaną dziewczynę. Chwilę później zjawiły się trzy dziewczyny, które rozpoznały Maję, przywitały ją i zarazem sprawiły w stan totalnej zawiechy. Maja zaczerwieniła się i nie wiedziała co mówić, coś tam opowiedziała o swojej obecnej sytuacji, że studiuje w Warszawie i tutaj bywa. Dziewczyny szybko sobie poszły i jak się okazało, były to trzy siostry, a jedna z nich jest żoną brata byłego partnera Mai. Po wyjąśnieniu tego wszystko udaliśmy się do Złotych Tarasów, w których mieliśmy znaleźć nowy plecak dla Mai, za który zdecydowałem się zapłacić - taki praktyczny prezent na trzy-miesięcznicę. Odwiedziliśmy sklep Jack Wolfskin, ale odpowiedni plecak znaleźliśmy w sklepie znanej firmy produkującej walizki, torby i plecaki - Samsonite. Maja wybrała pojemny, trzydziestolitrowy plecak, który na tym zdjęciu wyglada mało efektownie, ale w rzeczywistości prezentuje się bardzo dobrze. Oby służył mojej ukochanej jak najdłużej.

Z Tarasów prześliśmy się przez Plac Grzybowski na stację metra, a po drodze Maja zadzwoniła do pewnej pani z Siedlec, w sprawie pewnej oferty pracy. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale gdyby sytuacja była troszkę inna to Maja dzięki swoim zdolnościom i swojemu wykształceniu mogłaby zarobić całkiem niezłe pieniądze. Nie poszliśmy do Harendy, mimo że wcześniej o tym wspominałem, zmieniliśmy plany i pojechaliśmy od razu do domu. Na miejscu Maja usmażyła placki ziemniaczane, przygotowane przez Tatę. Zjedliśmy je i położyliśmy się do łóżka, w którym obejrzeliśmy film "Siedem". Nareszcie puściłem film, który przypadł Mai do gustu, gdyż wcześniej oglądaliśmy takie, które najwidoczniej nie były dla niej odpowiednie. ;) Po filmie zaprezentowałem Mai grono moich ukochanych artystów muzycznych, z Nickiem Cave'm na czele. Maja stwierdziła, że Nick jest atrakcyjnym, ładnym facetem, ale muzycznie spodobały jej się tylko jego delikatniejsze utwory. Tori Amos i Portishead zmęczyły Maję szybko, natomiast Róisin Murphy z zespołem Moloko została przez nią chyba zaakceptowana. Nie puszczałem tylko swojego ukochanego Sonic Youth, gdyż zdecydowanie nie jest to muzyka, która mogłaby się spodobać mojej ukochanej. :) Bardzo lubię oglądać filmy, które dobrze znam, z kimś kto nigdy jeszcze ich nie oglądał. To sprawia, że po raz kolejny przeżywam takie emocje, jakie przeżywałem podczas pierwszego seansu. Dobrze ogląda mi się filmy z Mają.

Praktycznie całą niedzielę spędziliśmy w łóżku i było bardzo, bardzo przyjemnie. Naprzytulałem się i nacieszyłem Mają do granic możliwości, ale wieczorem musiliśmy wyjść z domu, bo miałem dyżur rozpoczynający się o godzinie 20:00. Przez las przeszliśmy pieszo, co dla Mai nie jest takie łatwe, gdy ma na sobie glany. Buty starły ją trochę, a las po zmroku był dla niej miejscem zdecydowanie strasznym. W Warszawie tego wieczoru nie było zbyt fajnie, akurat skończyły się marsze, które z roku na rok są coraz bardziej nieprzyjemne. Wszędzie pełno było ludzi, którzy mi osobiście w ogóle się nie podobają, którzy sprawiają, że nabieram pewnego obrzydzenia do naszych barw narodowoych i zaczynam myśleć o wyjechaniu z tego kraju. Kto powiedział, że Polska jest fajna? Maja szybko opuściła stolicę, wsiadając do pociągu, a ja poszedłem do pracy, tracąc trzy złote w automacie, który nie wydał mi zakupionego przeze mnie napoju energetycznego i podarowując cztery złote dwóm bezdomnym alkoholikom. W pracy niespodzianka - wyszedłem już po dwóch godzinach i trzydziestu minutach, bo informatycy uznali, że muszą przeprowadzić tak zwaną noc serwisową, podczas której system w ogóle przestaje działać. Dobrze, że zdjążyłem na ostatni autobus, bo inaczej musiałbym iść z Młocin pieszo, albo dzwoniłbym po Tatę, by po mnie przyjechał samochodem do Warszawy. W metrze jechałem z Antonim Macierewiczem, który rozmawiał sobie przez komórkę, wywołując zainteresowanie wszystkich pasażerów. Na koniec pozostł mi już tylko spacer przez las, ze słuchawkami na uszach i muzyką Editors.

To był rewelacyjny weekend, a raczej rewelacyjne dwa dni spędzone z Mają. Nową fryzurę już zaakceptowałem, polubiłem, a może nawet pokochałem. Maja nadal wygląda pięknie, choć w długich włosach wyglądała chyba jeszcze piękniej. Zbliżyliśmy się do siebie, a ja poczułem się przy Mai tak jak nie czułem się przy żadnej innej dziewczynie. To rewelacyjne uczucie i myślę, że nie może być inaczej, w przyszłym roku musimy zamieszkać razem. :)

Przede mną cztery krótkie dyżury w pracy, a w piątek kolejny przyjazd Mai na weekend. W sobotę mam dzień wolny, który spędzę ze swoją dziewczyną na uczelni. Jestem teraz bardzo szczęśliwym mężczyzną. :) Bardzo szczęśliwym człowiekiem. Trzy miesiące życia za nami, cała reszta przed nami. Oby.

W piątek idziemy kupić dla mnie buty zimowe, za które Maja zapłaci część pieniędzy. :) Milutko. Jack Wolfskin? Salomon? Wojas? Geox? Coś wybiorę.


2013.11.09 / Sobota / 20:13 - Komputer złożony w roku 2013

Pora podsumować tegoroczne złożenie nowego komputera, przede wszystkim pod względem finansowym. Początkowo planowałem złożenie taniego komputera, który nadawałby się do surfowania po Internecie i innych mało wymagających czynności, ale w trakcie składania moje plany uległy zmianie i nie jest to tak tani komputer jak zakładałem. Najważniejsze, że wszystko się udało, jestem z niego zadowolony i mam nadzieję, że będzie mi on służył przez wiele kolejnych lat. W naszym domu znajduje się obecnie pięć komputerów, jeden stoi w szafie i nie jest używany, drugi ma jedenaście lat, działa bez zarzutów, a kupowałem go z Tatą za duże jak na tamte czasy pieniądze, trzeci to mój komputer złożony za jeszcze większe pieniądze w roku 2008, czwarty to bardzo użyteczny netbook, a piąty to widoczny na powyższym zdjęciu komputer ni-to-drogi-ni-to-tani.

Zacząłem od wybrania obudowy i zdecydowałem się na coś wyjątkowo taniego - Ibox za 77 złotych. Obudowa jest jak za te pieniądze całkiem przyzwoita, choć nie czuć takiego prestiżu i nie widać takiej jakości jak w przypadku obudowy w moim poprzednim komputerze. Do obudowy włożyłem zasilacz i mój wybór padł na zaufaną firmę Chieftec, zasilacz mający 500 watów, dwukrotnie tańszy od zasilacza z poprzedniego komputera, co niestety słychać - jest mniej więcej dwukrotnie głośniejszy od tamtego. Zasilacz kosztował 160 złotych. Pora na podstawę, czyli płytę główną. Ponownie wybrałem firmę Gigabyte, może dlatego, że lubię ten ich niebieski kolor. Płyta ma wszystko co potrzebne, w tym kilka rzeczy, których płyta w poprzednim komputerze nie miała, takich jak złącza USB 3.0, czy wyjście na monitor. Współczesne płyty główne posiadają wyjście na monitor, mimo tego, że nie mają zintegrowanych kart graficznych. Karta graficzna znajduje się obecnie w procesorze i to od jego typu zależy typ karty. Płyta główna kosztowała 250 złotych. Jądro komputera, czyli procesor potraktowałem tym razem po macoszemu, zdecydowałem się na skromny, jeden z najtańszych procesorów, czyli Celeron, w najszybszej wersji 2700 GHz, z dwoma rdzeniami. Procesor nie powala prędkością, ale kosztował tylko 150 złotych. Jest on sprzedawany oczywiście z firmowym wentylatorem, który sprawuje się bardzo dobrze, a zamontowanie go jest bardzo proste. Trzecią najważniejszą rzeczą w komputerze jest pamięć ram, a ja uznałem, że w zupełności wystarczyć mi będą 4 gigabajty. Jest to pamięć typu DDR3, dwie kości po 2 gigabajty działające w trybie dual, firmy Corsair, z ładnym radiatorem. Za cztery gigabajty pamięci zapłaciłem tylko 200 złotych. Kolejną rzeczą niezbędną w każdym komputerze jest dysk twardy, a ja wybrałem dosyć mały jak na dzisiejsze czasy, mający pojemność 500GB, firmy Western Digital, niezbyt szybki, działający w zwykłym trybie SATA, co niechcący przeoczyłem. Dysk kosztował 220 złotych. Za niezbędną uznałem też nagrywarkę/napęd DVD, wybierając tani Samsung za 67 złotych. Po zakupie tych rzeczy, gdy komputer osiągnął już gotowość do odpalenia i zainstalowania systemu, uznałem, że nadal jestem graczem, choć na gry nie mam już czasu. Zapragnąłem zainstalować w komputerze całkiem porządną kartę graficzną, choć do zastosowań internetowych w zupełności wystarczałaby zintegrowana karta graficzna w procesorze. Wybrałem wcale nie tanią, kosztującą 470 złotych kartę firmy Gigabyte, z kością GeForce GTX650 i dwoma gigabajtami pamięci, bardzo cichą i porzadnie wykonaną. Za 30 złotych wymieniłem wiatraczek w obudowie, ponieważ ten, który w niej zainstalowano był zdecydowanie zbyt głośny. Stary wiatraczek zastąpiłem nowym, firmy Noiseblocker, który zresztą też nie jest jakoś szczególnie cichy. Komputer jest niewiele wart bez systemu operacyjnego i tu pojawił się problem, ponieważ ceny systemów Windows są naprawdę wysokie, tym bardziej, że nie ryzykowałem już tak jak poprzednio i postawiłem na system w wersji pudełkowej, którą można instalować na każdym kolejnym komputerze złożonym w przyszłości. Musiałem dokonać wyboru między Windowsem 7 i aktualnym, najnowszym Windowsem 8, decydując się ostatecznie na ten starszy. O dziwo jest on o dwieście złotych droższy i w sumie kosztuje aż 705 złotych. Okropna, skandaliczna cena, którą jednak trzeba było zapłacić Microsoftowi. Nie żałuję, że wybrałem Windows 7, choć pewnie wyboru Windowsa 8 też bym nie żałował. Na koniec pozostał największy wydatek, monitor. W poprzednim komputerze miałem dosyć duży, 24 calowy monitor FullHD ukochanej firmy Iiyama, z którego byłem bardzo zadowolony. Postanowiłem pozostać wierny tej japońskiej firmie, kupując jednak jeszcze większy monitor, mający 27 cali. Większych obecnie nie robią. Jego obudowa wygląda dokładnie tak samo, ale jakościowo monitor jest niestety trochę słabszy od poprzedniego, ma kilka wad, których tamten nie miał i ma on po prostu nieco gorszą jakość obrazu, więc moja sympatia do firmy Iiyama trochę zmalała. Za monitor zapłaciłem straszną sumę 1070 złotych, nie decydując się na przedłużenie gwarancji do pięciu lat, co jeszcze bardziej podniosłoby jego cenę. To jednak nie ostatni zakup. Po złożeniu i podłączeniu wszystkiego, oraz po zainstalowaniu systemu operacyjnego stwierdziłem, że potrzbuję drugiego dysku twardego, na którym będę mógł trzymać wszystkie zdjęcia, filmy i muzykę. Ponownie postawiłem na firmę Western Digital, decydując się na 2 terabajty, czyli 2000 gigabajtów. Dysk kosztował 340 złotych i była to tańsza seria, oznaczona zielonym kolorem, obsługująca jednak SATAIII. Niestety zakup okazał się pechowy - dysk od pierwszej chwili sprawiał problemy, nie był widziany przez system, zaczęły się z niego wydobywać dziwne dźwięki, aż w końcu system windows zaczął wyświetlać komunikat, że dysk należy odłączyć, gdyż jest on zepsuty. Oddałem go już na gwarancji i mam nadzieję, że otrzymam nowy, by nie przeklnąć na wieki firmy Western Digital, do tej pory tak zaufanej. Na sam koniec kupiłem router, czyli urządzenie, którego nigdy jeszcze nie miałem, a które okazało się być bardzo przydatne. Współczesne routery pięknie obsługują modemy 3G, zapewaniając w ten sposób stałe połączenie z Internetem, dostępne w całym domu. Router firmy TP-Link kosztował 150 złotych. Karty dźwiękowej nie kupowałem, gdyż w dzisiejszych czasach nie mają one już takiego znaczenia jak dawniej.

Wszystkie zakupy dokonałem w Komputroniku, odbierając towar ze sklepu w Złotych Tarasach, które z tego powodu bardzo często nawiedzałem. Znam już na pamięć wszystkich sprzedawców i oceniam ten sklep bardzo, bardzo dobrze. Pora na ustalenie ceny komputera, której do dziś nie znam. Włączam kalkulator i sumuję...

W sumie za komputer zapłaciłem 3739 złotych. Sporo, jak na człowieka, który miał żyć oszczędnie. Trochę mi wstyd, ale z drugiej strony... Komputer to nie byle co, to niezwykle wartościowe narzędzie, z którego korzysta się dosłownie codziennie. Cenę obecnego komputera najbardziej podniósł monitor, system operacyjny i karta graficzna. Komputer i tak jednak jest sporo tańszy od poprzedniego, za który w roku 2008 zapłaciłem około 6000 złotych. Sprzedaż stacjonarnych komputerów podobno stale spada, ich miejsce zajmują laptopy i tablety, ale ja mam sentyment do własnoręcznie składanych komputerów, w których każdą część jest dokładnie taka jakiej się zapragnęło. Cóż, gdy w przyszłości będę się wyprowadzał, zabiorę ten komputer ze sobą, poprzedni zostawiając siostrze i Tacie. Lubię obydwa bardzo, z czego ten poprzedni cenię bardziej, jako sprzęt składający się z naprawdę świetnych, choć obecnie już nieco przestarzałych podzespołów.


2013.11.09 / Sobota / 10:08 - Zmiany w pokoju siostry

Ach, jak przyjemnie jest mieć dzień wolny. Jak przyjemnie jest nie musieć nastawiać budzika. Co prawda wcale nie spałem długo, już około 8:00 rano otworzyłem oczy i nie mogłem ich zamknąć, choć wcale nie byłem wyspany.

Popisałem z Mają, obejrzałem jej kolejne zdjęcie, na którym wyglądała bardzo ładnie, dowiedziałem się, że chce spędzić święta w Niemczech, ze swoim ponad pięćdziesięcioletnim niemieckim przyjacielem i jego synem, u których żyła przez dwa lata. Wyraziłem na to zgodę, bo akurat o tego przyjaciela nie jestem zazdrosny i mam nawet nadzieję, że kiedyś poznam go osobiście. Ja nachętniej całe święta bym przepracował, by załapać się w pracy na bonusy, choć z drugiej strony mam już trochę dosyć tej świątecznej rozłąki z rodziną. Od pięciu lat pracuję w tym czasie i ominęły mnie przez to trzy ostatnie Wigilie z Mamą, o ile dobrze liczę. W każdym razie Maja nie spędzi świąt z przyjacielem, ponieważ wyjeżdża on w tym czasie do Hiszpanii. Mama Mai twierdzi, że jej córka powinna w takim razie pojechać z nimi do Hiszpanii, ale czemuś takiemu jestem już chyba przeciwny... Czym innym jest odwiedzenie przyjaciela i jego syna w domu, w którym się żyło przez dwa lata, a czym innym wożenie się z nim po świecie. Właśnie przez takie pomysły czuję się czasem tak jak się czuję... Jakbym był z troszkę innego świata niż ten, w którym żyję Maja. To chyba z tego powodu mam od czasu do czasu czarne myśli. Na szczęście Maja uspokoiła mnie, że nie planuje takiego wyjazdu. Szkoda, że jej mama mnie raczej nigdy nie polubi... Zawsze chciałem być lubiany przez teściów i zawsze raczej byłem przez rodziców swoich dziewczyn lubiany. ;)

Młodsza siostra zakończyła wreszcie wszelkie remonty w obu pokojach. Rozpoczęła je jeszcze w czerwcu gdy żyła Mama, a skończyła teraz, pomalowaniem parapetu, polakierowaniem mebli i ułożeniem na podłodze wykładziny. Moim zdaniem w jej pokoju zapanował teraz bardzo fajny klimat, jestem wielkim zwolennikiem wykładzin i najchętniej wyłożyłbym nimi cały dom. W pokoju siostry stoi teraz mój poprzedni komputer, który nadal jest zajebisty, i który sprawuje się bardzo dobrze. Łączy się on z Internetem dzięki temu, że w całym domu mamy rozprowadzony sygnał z routera. Przy kaloryferze widać antenę wi-fi, dzięki której komputer nawiązuje połączenie z routerem. Wszystko działa tak jak sobie zaplanowałem i można miec tylko obawy, że fale o tej częstotliwości naprawdę są rakotwórcze, ale myślę, że w naszym domu o wiele bardziej rakotwórczym czynnikiem jest wszędobylski grzyb i wilgoć. Kto wie czy Mama nie dostała raka właśnie od tego...

Cholera, mogłem wziąć jutro wolny dzień i spędzić w ten sposób cały długi weekend z Mają. Możliwe, że przyjedzie ona do mnie jutro i zobaczę jej włosy na żywo. Ja Maję zapraszam, a czy przyjedzie? Zobaczymy. Tęsknię bardzo.


2013.11.08 / Piątek / 22:38 - Po trzynastogodzinnym dyżurze

Zły dzień, zły dzień... Przekonałem się w pracy, że 13 godzin dyżuru to dla mnie jednak za wiele. Zrozumiałem to już w jedenastej godzinie, gdy ze zmęczenia zaczęło mi się kręcić w głowie zupełnie tak jak po alkoholu. Ostatnie dwie godziny były dosyć koszmarne, ale dałem radę i wróciłem szczęśliwie do domu. Nigdy więcej dyżurów trzynastogodzinnych! Dobrze, że w przyszłym tygodniu takich nie dostałem i będę mógł trochę wypocząć... Mój sen o bogactwie się nie ziści, będę standardowo zarabiającym operatorem sms, a mój podziw dla kolegi, który pracuje codziennie po piętnaście godzin będzie jeszcze większy.

Przez cały dyżur pisałem z Mają smsy. Byłem w dosyć złym nastroju, ponieważ doszedłem do wniosku, że w nowej fryzurze Maja wygląda gorzej niż w poprzedniej. Uwielbiam duże fryzury, a Maja ma świetne, gęste i zdrowe włosy. Podczas rozmowy złe napięcie między nami zaczeło narastać, zacząłem wskazywać różnice, które nas dzielą, przedstawiać swoje obawy, siać zamęt i wynajdować całkiem z dupy wysrane problemy. W pewnym momencie doprowadziłem do tego, że Maja była już całkiem blisko podjęcia decyzji o porzuceniu mnie, ale ostatecznie wszystko powróciło do jakiej takiej normy, a nasza codzienność jest jak najbardziej dobra. Nadal mi smutno, że Maja nie ma już długich włosów, dziwnie się z tym czuje, bo jest trochę tak jakby dziewczyna, którą pokochałem, i którą się zauroczyłem, nagle znikła, a w jej miejsce pojawił się podobny do niej chłopiec. Za tydzień przekonam się jak na żywo reaguję na nową fryzurę, o ile do tego czasu Maja ode mnie nie odejdzie. Dopatruję się problemów i różnic, nie rozumiem z jakiego powodu Maja cokolwiek do mnie czuje, ale o jakimkolwiek kończeniu związku z mojej strony nie ma w ogóle mowy, absolutnie tego nie chcę. Są obawy z mojej strony, dużo obaw, ale jest też mnóstwo pozytywnych słów i czynów, Maja nadal jest najlepszą dziewczyną jaką miałem. W niedzielę miną trzy miesiące naszego związku i oceniając podejście Mai do mnie przez cały ten okres, mogę je ocenić jako wzorowe. Ciekawe czy kiedyś nadejdzie dzień, w którym Maja wyzna mi miłość...

Doczekałem się jednego dnia wolnego, który spędzę tylko z Tatą. Obie siostry są w Puławach, starsza tam została, a młodsza pojechała do niej dzisiaj po południu. W domu zimno, nieprzyjemnie, a do tego wszystkiego dopadł mnie dzisiaj dziwny smutek, gdy przypomniałem sobie, że Mama nie żyje. Smutno jest bez Mamy, pusto i zimno.

Chciałbym już mieszkać z Mają, chciałbym z nią spędzać każdy dzień i przekonać się jak to jest mieć ją za współlokatorkę. Niestety jest jeden podstawowy problem, dosyć znaczący - ja naprawdę nie lubię Siedlec. Mógłbym się tam przenieść nawet teraz, czy choćby od stycznia, ale mimo całej radości wynikającej z bliskości ukochanej kobiety, nie wiem czy mógłbym być szczęśliwym człowiekiem żyjąc w mieście, którego nie polubiłem. Może je jeszcze polubię, może się do niego przekonam... Ale to chyba po prostu nie jest dobre miasto. Najważniejsze, żeby Maja tak naprawdę okazała się być dobrą dziewczyną. Kolejnej złej nie już nie zniosę.


2013.11.07 / Czwartek / 20:33 - Maja obcięła włosy

Dzisiaj po pracy Maja poszła do pani fryzjerki i za trzydzieści złotych odmieniła swój wizerunek, obcinając włosy, a nawet goląc je z jednej strony. :) Na początku przeraziłem się jej nowym wcieleniem, ale szok dosyć szybko minął i obecnie już nie tylko akceptuję tę chłopięcą fryzurę, ale nawet ją lubię. :P Jakość powyższego wizerunku dlatego jest tak marna, ponieważ zrobiłem zdjęcie podczas rozmowy przez Skype, a u mnie Skype działa tak jak działa, szczególnie wtedy, gdy w tle ściąga się coś z internetu. :P

Leżę już w łóżku, tęsknię za moją nową Mają, która obecnie wygląda trochę jak Nikita z filmu Bessona, i za chwilę będę zasypiał, ponieważ jutro czeka mnie kolejny trzynastogodzinny dyżur. Może ten jutrzejszy naprawdę potrwa trzynaście godzin, w przeciwieństwie do poprzedniego, który trwał tylko jedenaście. W przyszłym tygodniu nie mam już długich dyżurów, bo takich nie dostałem, będę pracował tylko po siedem i osiem godzin, jak jakiś leń. :P


2013.11.07 / Czwartek / 05:54 - Telewizor mi się popsuł

Po czterech godzinach snu w nocy z poniedziałku na wtorek pomknąłem do firmy na godzinę 7:00 i miałem pracować przez kolejne 13 godzin, ale plany mi się nieco zmieniły, gdy kolega zapytał mnie czy zechciałbym mu oddać swoje dwie ostatnie godziny. Wahałem się tylko przez chwilę, bo zmęczenie wzięło jednak górę nad pragnieniem zarobienia jak największej ilości pieniędzy - ostatecznie w pracy spędziłem tylko 11 godzin. Wstyd. ;)

Najbliższy trzynastogodzinny dyżur już w piątek, a po piątku nastanie moja wolna sobota, którą spędzę w towarzystwie starszej siostry i Taty. Młodsza siostra na ten weekend jedzie do Puław, by zobaczyć wreszcie grób Mamy.

Tymczasem wczoraj wszedłem na Allegro, by jak zwykle sprawdzić czy ktoś może sprzedaje większy od mojego telewizor marki Sony, model Ex500. Okazało się, że tak, że ktoś oferuje wersję 46-cio calową i w dodatku jest to mieszkaniec Izabelina. Cena, której rząda za ten telewizor jest zbyt wysoka, więc wyjaśniłem mu, że byłbym zainteresowany kupnem, gdyby obniżył ją o kilka setek. Kupiłbym wtedy za 1500 złotych jego telewizor, a swój, mniejszy o sześć cali, sprzedałbym za jakieś 1200 złotych, otrzymując w ten sposób sześć dodatkowych cali za 300 złotych. Niestety, w chwilę po wysłaniu temu człowiekowi wiadomości zauważyłem, że na moim ukochanym telewizorku właśnie pojawiła się wada, którą można nazwać usterką, a nawet wielką awarią! Zupełnie wyłączył się jeden pionowy rządek subpikseli, albo nawet zwykłych pikseli, przez co teraz widać bardzo wąską kreskę czarnego koloru przebiegającą przez środek telewizora z góry na dół. :( W sumie z daleka jej nie widać, ale nie zmienia to faktu, że telewizor, który był idealny, zmienił się obecnie w wadliwy, którego nie uda mi się już sprzedać. :(

Co zrobić z tym fantem? Telewizor ma niecałe trzy lata, a kupiłem go jako używany wiosną tego roku. Pół biedy jeśli nic więcej się w nim nie popsuje, jeśli nie wyłączą mu się kolejne rzędy subpikseli, ale ze współczesnymi sprzętami wszystko jest możliwe, z powodu spisku żarówkowego psują się kiedy chcą, a raczej wtedy, kiedy producent tego chce. :( Mam dylemat.

Idę do pracy, zarobić więcej pieniędzy, za które będę mógł kupić kolejne rzeczy, lub za które wynajmę mieszkanie, by być bliżej mojej wspaniałej kobiety, za którą tęsknię, a która nie odwiedzi mnie w ten weekend. Nie szkodzi, widzimy się przecież już za tydzień. :P


2013.11.03 / Niedziela / 22:14 - Do domu przez Kozienice

Wróciliśmy szczęśliwie, po drodze rozjeżdżając jedną wiewiórkę. Maja musiała ostro przyhamować i dobrze, że samochód jadący za nami zdażył zrobić to samo. Wybrałem trasę biegnącą przez Gniewoszów, Kozienice, Magnuszew, Góre Kalwarię i Konstancin-Jeziorna, obawiając się, że nawierzchnia będzie w bardzo marnym stanie. Szczęśliwie okazało się, że niemal na całem trasie dokonano wymiany asfaltu i teraz jedzie się po prostu rewelacyjnie. To moim zdaniem zdecydowanie najwygodniejsza trasa do Puław i sam będę nią jeździł w przyszłości, gdy już zrobię prawo jazdy. ;) Ach właśnie, powinienem się znowu zapisać na egzamin teoretyczny...


2013.11.03 / Niedziela / 22:08 - HTC Pro Touch 2

Maja oddała swój stary, bardzo fajny telefon na dwie karty sim, swojej mamie i użytkuje teraz nowy, nieco niewygodny i ciężki HTC Pro Touch 2. Drugiego dnia pobytu w Puławach siedzieliśmy w mieszkaniu, ja ściągałem z Chomika wszystkie odcinki Muminków, a Maja nie zajmowała się niczym konkretnym. Bardzo posmakowała jej zupa, którą przygotowała starsza siostra. Faktycznie, zupa pomidorowa była pyszna. Tuż przed naszym wyjazdem przyjechała nasza rodzina z Rzeszowa, więc Maja miała okazję poznać także ciocię Lucynkę, która zaprosiła nas do Rzeszowa, pochwaliła Maję na kilka różnych sposobów i stwierdziła, że jesteśmy piękną parą. ;)


2013.11.02 / Sobota / 09:24 - Maja i wujek

Maja wciągnięta w rozmowę o Niemczech i Iraku. :) Wujek jak zacznie coś opowiadać, to ciężko go powstrzymać, ale tym razem trafił na dobrą słuchaczkę, która naprawdę interesowała się tym co mówił. Ja skupiłem się na ustawianiu różnych funkcji w telewizorach cioci i wujka, piciu wódki i jedzeniu żelków, ciocia puszczała muzykę jazzową i opowiadała ogólnie o wszystkim, a siostra martwiła się o los naszej młodszej siostry, bo ona zawsze się o wszystko martwi. Maja dobrze się odnalazła w rodzinnym gronie, chyba nawet lepiej ode mnie, gdyż ja osobiście na koniec miałem ochotę pokłócić się z własnym wujkiem, który zawsze uważa, że ma rację. :P Cóż, często ma. Mądrzy ludzie z tej mojej cioci i mojego wujka.


2013.11.02 / Sobota / 09:21 - Lichter

Wieczorem wybraliśmy na cmentarz - siostra z ciocią poszła pieszo, a my z Mają pojechaliśmy rowerem. Na cmentarzu jak zwykle w tym dniu wieczorem panowała niezwykła atmosfera. Na początek weszliśmy na górę pod pomnik, skąd zrobiłem powyższe zdjęcie, a później stanęliśmy wraz z ciocią i siostrą przy grobie Babci i Dziadka. Ciocia zaprosiła nas do swojego mieszkania na wieczór, a my zgodziliśmy się ją odwiedzić.


2013.11.01 / Piątek / 11:46 - Punto daje radę

Pogoda bardzo ładna, moglibyśmy nawet pojechać do Kazimierza Dolnego w celach wypoczynkowych. :) Fiat punto jeszcze się trzyma, choć Maja narzeka na brak wspomagania kierownicy i ciężko wskakujące biegi, szczególnie bieg piąty. Jutro wracamy do domu, ale pojedziemy inną trasa, sam jeszcze nie wiem czy przez Dęblin, czy przez Kozienice. Tymczasem idę jeść zupę pomidorową, którą podała siostra. Przede mną trzy dni wolne, a od poniedziałku dużo pracy, trzynastogodzinne dyżury i brak czasu na sen. Trzeba się starać...


2013.11.01 / Piątek / 11:42 - Się zapoznały

Siostra zapoznałą Maję, Maja zapoznała siostrę. Miło, bo z przyjemnością wprowadzam Maję do swojej rodziny. ;) Wujek powiedział, że o kobietę trzeba stale walczyć, trzeba jej udowadniać jak bardzo chcę się ją mieć przy sobie. Cóż, reszta mojego życia będzie zatem jednym wielkim staraniem się o to, by Maja ze mną została i byśmy oboje byli szczęśliwi. Faktycznie, miałem już nie ufać kobietom i miałem się już nigdy nie starać, ale zmieniłem zdanie. Póki co jest wspaniale, jest najlepiej ze wszystkich moich dotychczasowych związków, z tym, że znamy się dopiero dwa miesiące. Bardzo dobre dwa miesiące.

Siostra pięknie nas ugościła i w chwili gdy piszę te słowa, przygotowuje nam jedzenie. Maja zasnęła na wersalce obok.


2013.11.01 / Piątek / 11:38 - Nie mamy już Mamy

Maja uwieczniła nas przy grobie Mamy. Miała z nami być druga siostra i zdjęcie miało być dzięki temu ciekawsze, ale trudno, została w domu. Z nowego cmentarza pojechaliśmy na stary, na którym odwiedziliśmy grób Babci i Dziadzia.


2013.11.01 / Piątek / 11:33 - Pomnik Mamy

Godzinę po przyjeździe do Puław wybraliśmy się razem z siostrą samochodem na cmentarz. Samochodów było oczywiście sporo, ale Maja sprytnie wypatrzyła samochód zwalniający po sobie miejsce, które szybko zajeliśmy. Przy grobie Mamy spotkaliśmy ciocię Grażynkę i wujka Romka, więc Maja miałą okazję poznać moją puławską rodzinę, a puławska rodzina poznała Maję. Pomnik Mamy jest juz gotowy i mogę po raz pierwszy umieścić tu jego zdjęcie. Kasztanek, który położyliśmy podczas naszej ostatniej wizyty nadal leży na swoim miejscu.


2013.11.01 / Piątek / 11:26 - Z Mają samochodem do Puław

Mglisty, ale słoneczny poranek. Na drogach dosyć mały ruch, zgodnie z przewidywaniami. Musieliśmy zmienić nieco trasę dojazdu, ponieważ 10 km od mojego domu zamknięto całkowicie szosę, którą na codzień dostaję się do Warszawy. Pojechaliśmy przez Bemowo, Wolę i Śródmieście. Maja podobno po raz pierwszy prowadziła samochód przez samo centrum stolicy i oczywiście poradziła sobie z tym świetnie. Do Pułąw pojechaliśmy najdłuższą, ale zarazem najwygodniejszą trasą, z najlepszą nawierzchnią, czyli przez Garwolin i Ryki. W sumie łącznie z dwukrotnym sikaniem Mai i tankowaniem podróż zajęła nam nieco ponad dwie i pół godziny. Fiat punto daje radę, a Maja bardzo dobrze prowadzi.


2013.11.01 / Piątek / 11:22 - Pierwszolistopadowa pobudka

Wczoraj o godzinie 15:00 wyszedłem z pracy i bardzo zatłoczonym pociągiem pojechałem do Siedlec. Na miejscu zrobiłem zakupy w Rossmanie i przeszedłem się ciemnymi ulicami tego mrocznego miasta do sklepu, w którym pracuje Maja. Posiedziałem trochę na miejscu, a niecałą godzinę później byliśmy już razem w pociągu jadącym do Warszawy.

Obudziliśmy się dziś wcześnie rano, by do Puław pojechać o jak najwcześniejszej godzinie. Pobudka o 4:45, żadnego śniadania, tylko kawka wypita przez Maję i o 6:00 byliśmy już w trasie. Ania zmieniła plany i stwierdziła, że z nami nie jedzie, została więc w domu, a Maja stwierdziła, że moja młodsza siostra jest dziwna. Dobrze, że nie znała mnie sprzed ponad sześciu lat, bo byłem tak samo dziwny jak obecnie siostra. :P

Maja nie zawiodła, obudziła się dzielnie i bez marudzenia wsiadła do samochodu, którego nie zdążyłem umyć.