2013.12.30 / Poniedziałek / 00:24 - Koniec 2013

W dniu sześćdziesątych urodzin mojej Mamy zmarł Wojciech Kilar. Niestety, Mama zmarła trochę wcześniej, czwartego lipca roku 2013.

Rok 2013 kończy się. Święta przesiedziałem w pracy, Sylwester i Nowy Rok to dla mnie dni wolne. Jak źle pójdzie to w ogóle będę wolny, ponownie samotny, gdy Maja pójdzie inną drogą, uznając, że z Panem Michałem, takim jakim jest, nie daje się żyć. Pan Michał powie wtedy - a nie mówiłem? Być może Pan Michał tak często wątpił w uczucie swojej dziewczyny do niego, aż swymi wątpliwościami całkiem to uczucie zadeptał i nie pozwolił mu rosnąć, kwitnąć i wydawać owoców? Było jednak też duuużo dobrego i dzięki temu wszystkiemu druga połowa roku 2013 była bardzo szczęśliwa i pozytywna.

Dalsze losy Pana Michała śledzić będzie można na jego fotoblogu, najciekawszym z całego serwisu, jedynym w swoim rodzaju, przez cały rok 2014 i dalsze lata, aż po smutny dzień jego śmierci. Oby nie na raka, oby nie na raka...


2013.12.24 / Wtorek / 19:40 - Świeczka Mamy

Mamie zapaliliśmy symboliczną świeczkę, by choć trochę poczuć Jej obecność na Wigilii. Jedzenia było odpowiednio dużo, Tata i obie siostry jadły normalnie, ale ja skosztowałem tylko dwa racuchy, popijając je winem. Wódki już nigdy nie tknę, po ostatnim kacu. Nawet podczas Sylwestra nie wezmę alkoholu do ust, powracam do abstynencji. Jak powiedział mój dawny znajomy z pracy, który był w szponach alkoholowego nałogu i nawet w trakcie dyżuru znajdował się w stanie upojenia - bez alkoholu żyło mu się lepiej, był wtedy szczęśliwszy. Nie palę, nie piję... Mało też jadam. Dużo kocham. :) Zmykam do pracy.


2013.12.24 / Wtorek / 19:35 - Wigilia 2013

Wigilia odbyła się. Tata snuł opowieści różnej treści, skupiając się głównie na tematyce duchów i zjawisk paranormalnych oraz tematyce wojennej. Próbowałem zrobić jakieś dobre zdjęcia, ale okazało się, że lustrzanką jeszcze trudniej to zrobić niż zwykłym kompaktem. Za chwilę zmykam do pracy, na całonocny dyżur...


2013.12.24 / Wtorek / 16:57 - Przed Wigilią

Wszystko przygotowane, za piętnaście minut mamy siadać do stołu. W kuchni znajduje się mnóstwo jedzenia, którego ja nie tknę. Jak zwykle zjem tylko racuchy, posiedzę przy stole z pół godziny i pójdę sobie, tym bardziej, że po 20:00 muszę wyjść z domu, bo noc spędzę w pracy, dostając sto złotych bonusu. Prezentów jak zwykle nie będzie, co uważam za dobre i oszczędne rozwiązanie. Mamy także nie będzie, choć kto wie, może w jakiś sposób spędzi z nami ten podobno szczególny czas. Zupełnie brakuje świątecznego nastroju, mimo wszystkich tych światełek, co jest spowodowane mało zimową pogodą, lub jakimś innym, trudnym do określenia czynikiem. Czytelniczkom i czytelnikom życzę tego, by byli coraz mądrzejsi, w niegłupi sposób.


2013.12.22 / Niedziela / 19:45 - Płyty kupione w roku 2013

Kierując się oszczędnością, nasycony muzyką ściągniętą z Internetu, postanowiłem w roku 2013 kupować tylko jedną płytę na miesiąc. Z tego co widzę kupiłem 15 płyt, więc nie do końca udało się zrealizować szlachetne założenie, ale w porównaniu z poprzednimi latami i tak jest nieźle. Nie był to dobry rok pod względem muzycznym, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę poszczególne utwory. Nie słyszałem w tym roku żadnego tak dobrego utworu, który uznałbym z miejsca za godny zapamiętania po wsze czasy, a przecież dotychczas każdy rok przynosił po kilka takich utworów. Gdybym miał wybrać jeden, najlepszy tegoroczny utwór, wskazałbym "I come with knives", zespołu IAMX. W tym roku trzy moje ukochane zespoły wydały nowe albmy - Nick Cave and the Bad Seeds, The Knife i właśnie IAMX. O dziwo są to płyty bardzo dobre, co oznacza, że jednak po trzydziestu lub dwudziestu latach tworzenia muzyki nadal można stworzyć coś stojącego na wysokim poziomie. Szczególnie nowy album Nick Cave and The Bad Seeds zasługuje na uwagę, jako najlepszy od ponad dziesięciu lat. The Knife przeniosło się na grunt bardziej awangardowej muzyki, bardziej eksperymentalnej, której nie słucha się już tak łatwo jak wcześniejszych dokonań, ale która jest jednak bardzo, bardzo dobra. IAMX trzyma dotychczasowy poziom, tylko szkoda, że wokalista rozchorował się i odwołał wszystkie koncerty, łącznie z tym, na który już miałem kupiony bilet. Biedaczysko, chudy tak jak ja, zaczął cierpieć na zaburzenia snu.

Pierwsza płyta jaką kupiłem, styczniowa, to zarazem najlepsza płyt kupiona przez mnie w tym roku - pierwszy z dwóch albumów Die Antwoord, zatytułowany "$O$", wydany w roku 2009. Die Antwoord to moim zdaniem najbardziej interesujący współczesny zespół, najbardziej wyróżniający się na tle innych - połączenie muzyki elektronicznej i hip-hopu, mocno pokręcone, miejscami delikatne, miejscami wulgarne, wyjątkowe za sprawą pochodzenia zespołu z kraju, z którego dotychczas nie docierała do nas muzyka - RPA.

Druga płyta, kupiona w lutym to "Penny sparkle" rewelacyjnego zespołu Blonde Redhead, który tworzy jedna Japonka i dwóch Włochów - braci bliźniaków. Nagrywają od niemal dwudziestu lat, zmierzając coraz bardziej w kierunku dream popu, choć zaczynali od indie-rockowego brzmienia bardzo podobnego do Sonic Youth. "Penny sparkle" to ich ostatni album, najdelikatniejszy i zarazem najpiękniejszy ze wszystkich, po prostu magiczny.

Trzecia płyta, podarowana mi na Walentynki przez moją ówczesną dziewczynę - "Push the sky away" zespołu Nick Cave and the Bad Seeds. Spokojna, klimatyczna, ważna pod względem tekstów, świetnie zaaranżowana. Nick Cave zaskoczył mnie po raz kolejny, choć potrzebowałem trochę czasu, by w pełni pokochać jego najnowsze dzieło. Mój idol mnie nie zawiódł i mogę tylko żałować, że nie mogłem zjawić się na tegorocznym koncercie.

Czwarta płyta - "Shaking the habitual" zespołu The Knife, trudna w odbiorze, ale piękna i doskonale zrealizowana, którą po pierwszym przesłuchaniu niemal zupełnie odrzuciłem, zastnawiając się po co powstało coś tak chaotycznego. The Knife postanowili odrzucić wszelkie zasady panujące w muzyce pop, stając się przez to jeszcze bardziej alternatywnym i awangardowym zespołem, choć trzeba przyznać, że stracili w ten sposób to czym mnie wcześniej zachwycali - umiejętność łączenia muzyki pop z awangardą. Została sama awangarda.

Piąta płyta - "Mosquito" mojego ukochanego Yeah Yeah Yeahs, który to zespoł przestałem kochać właśnie teraz, gdy wydali nie tylko przeciętną, ale wręcz marną płytę. Jak twierdzą - nagrali ją spontanicznie, niewiele czasu poświęcając na jej przygotowanie. Cóż, efekt jest taki, że płyty nie słucham wcale, a przecież dotychczas był to zespół idealny, z trzema wspaniałymi albumami na koncie. Wielka szkoda.

Szósta płyta - "Raw like sushi" Neneh Cherry, wydana w 1988 roku, zawierająca dwa rewelacyjne utwory artystki, ale poza nimi wypełniona raczej standardową muzyką, będącą połączeniem popu i hip-hopu, takim, jakiego dzisiaj już nie ma.

Siódma płyta - "Ceremonials" słynnego obecnie Florence And The Machine, z jednym z najlepszych utworów ostatnich lat, czyli "No light, no light". Płyta bardzo dobra, bardzo charakterystyczna, szczególnie pod względem wokalu, choć także nieco męcząca, przez co nieczęsto do niej wracam.

Ósma płyta - "The unified field" zespołu IAMX. Spodziewałem się totalnej klapy, ale o dziwo jest to bardzo równy, bardzo ładny album, rozpoczynający się najlepszym utworem tego roku. IAMX nie zwolniło tempa, nie nagrało spokojnej, delikatnej płyty, utrzymało poziom znany z poprzednich lat.

Dziewiąta płyta - "Violatile times" zeposłu IAMX - wcześniejszy album, jeden z najlepszych w ich dorobku, z którego pochodzi większość utworów granych na koncercie, na którym byłem w Krakowie w roku 2011. Wtedy nie znałem tej płyty, nie doceniałem jej, ale teraz stawiam ją bardzo wysoko.

Dziesiąta płyta - "The alternative" zespołu IAMX - ich największe dzieło, drugi album, od którego zaczynałem słuchanie IAMX. Za pierwszym razem odbiłem się od niego uważając, że jest to zespoł zbyt hałaśliwy i zbyt chaotyczny, ale po kilku kolejnych razach pokochałem go całym sercem i dzisiaj z dumą noszę dwie koszulki IAMX, uważając Chrisa Cornera za jednego z najważniejszych współczesnych wokalistów.

Jedenasta płyta - "Becoming X" zespołu Sneaker Pimps, z którego wywodzi się Chris Corner. Na pierwszej płycie w ogóle nie udzielał się wokalnie, a jest ona jednym z największych dzieł muzyki trip-hopowej, choć niektórym może się wydawać zbyt prosta i zbyt oczywista. Jak dla mnie - esencja trip-hopu, jakiego dzisiaj już nie ma.

Dwunasta płyta - "Splinter" zespołu Sneker Pimps - drugi album, na którym do głosu doszedł Chris Corner, sprawiając, że ten album Sneaker Pimps bardzo przypomina samo IAMX, które wtedy jeszcze nie istniało. Ponownie rewelacja, ponownie mnóstwo dobrego trip-hopu.

Trzynasta płyta - "Bloodsport" zespołu Sneaker Pimps - ich trzeci i zarazem ostatni album, absolutnie nie odstający poziomem od dwóch poprzednich. Tym sposobem zespół można uznać za rewelacyjny, mający na swoim koncie same świetne albumy, które z przyjemnością kupiłem.

Czternasta płyta - "Go right" zespołu Andrzej Kurylewicz Quintet - pierwsza jazzowa płyta w mojej kolekcji, pełna życia, pozytywna i głęboka zarazem, w której zakochałem się podczas słuchania jej na mp3. Płyta z lat sześćdziesiątych, która potrafi wprawić mnie w doskonały nastrój, i którą bardzo lubię słuchać w słuchawkach, idąc, lub jadąc przez Warszawę. Myślę, że będę w przyszłości kupował więcej jazzowych płyt - chyba jestem już odpowiednio dojrzały, a może po prostu stary.

Piętnastna płyta - "Night of hunters" niegdyś najlepszej wokalistki, mojej ukochanej artystki - Tori Amos. Niestety to jej najgorszy album, który kupiłem tylko ze względów kolekcjonerskich. Tori jest już zupełnie wypalona, jej poziom spadał przez ostatnie lata powoli, ale ten album jest gwoździem do jej trumny. Nudy na pudy, których nie kupiłbym, gdyby nie bardzo niska cena. Obecnie Tori szykuje już nowy album, po którym nie spodziewam się niczego dobrego. To dlatego nie wybieram się na przyszłoroczny, czerwcowy koncert, który ma się odbyć w Sali Kongresowej.

W tym roku kupiłem więc pełną dyskografię Sneaker Pimps i próbowałem kupić wszystkie płyty IAMX, ale akurat to się nie udało, gdyż ich pierwszy album jest obecnie niedostępny. Na przyszły rok planuję zakup wszystkich płyt tak świetnych zespołów jak Muse, Archive i Blonde Redhead. Znowu jedna płyta na miesiąc? Może jedna, może dwie... Płyty nadal pięknie odmierzają czas, a tegoroczne mogę podzielić na te, które kupiłem przed śmiercią Mamy i po śmierci. O dziwo niektóre z tych płyt miały na mnie inny wpływ, gdy słuchałem ich już po zajściu tej najważniejszej zmiany w moim życiu, a mam tu na myśli przede wszystkim "Push the sky away". Tak czy siak już rok temu nastały czasy mojego piractwa, dużą ilość muzyki po prostu pobieram z sieci, lub dostaję od znajomych i dopiero wtedy, gdy uznaję ją za naprawdę rewelacyjną, kupuję na CD.

Nick Cave and the Bad Seeds mieli w tym roku koncert w Polsce, dokładnie w dniu, w którym umarła moja Mama... Kto by pomyślał.


2013.12.22 / Niedziela / 14:22 - Jak umyłem okno na święta

Maja zadzwoniła do mnie i opowiedziała o tym ile rzeczy robi w swoim domu przed świętami, jak cięzko pracuje, nie mając nawet czasu na to, by zabrać się za naukę. Ja powiedziałem, że my czekamy na siostrę, która za kilka godzin ma przyjechać z Puław, i która się wszystkim zajmie. Maja stwierdziła, że powinniśmy pomóc siostrze, ale ja odparłem, że siostra lubi sobie popracować w kuchni i przy ozdobach, więc nie planuję jej przeszkadzać. ;) Podczas rozmowy spojrzałem na okno w swoim pokoju i dostrzegłem, że szyby są trochę brudne, ich przejrzystość jest słaba, a warstwa kurzu na parapecie wynosi około pół centymetra. Przez chwilę pomyślałem, że może faktycznie powinienem się zabrać za sprzątanie, ale szybko minęła mi na to ochota i postanowiłem powrócić do słuchania muzyki, katalogowania jej i pisania mikro-recenzji, by nie pogubić się w swoich zbiorach. Po raz kolejny powtarzam - mam cholernie dużo ciekawej muzyki na komputerze, co jest głównie zasługą kolegi Piotra. Póki co nawet nie sięgnąłem jeszcze do katalogu z muzyką, którą od niego ostatnio skopiowałem, wgryzam się powoli w tą, którą zdobyłem wczesniej. W tej chwli słucham człowieka tworzącego pod pseudnimem Badawi, lub może jego zespół tak się nazywa, a jest to Żyd urodzony w Jerozolimie, obecnie mieszkający w Nowym Jorku. Muzyki słucha się zdecydowanie lepiej, gdy wie się coś na temat osoby lub osób, które ją tworzą, a w dzisiejszych czasach, dzięki internetowy, można dowiedzieć się bardzo, bardzo dużo. Szczególnie dobrze oceniam społecznościowy portal muzyczny, z bardzo obszerną bazą danych - Last.fm. Można tam znaleźć informację chyba o każdym zespole, nawet takim jak łotewski Auli, a wszystko napisane jest po polsku. Nawet Allmusic.com wymięka przy Last.fm.

Ale zaraz, miało być o czym innym niż muzyka... O tym, że jestem leniem. Maja zresztą tak mnie nazwała, stwierdzając jednocześnie, że jako jej mężczyzna, a może nawet mąż, będę musiał intensywniej pracować. Miło, że wreszcie ktoś się za mnie weźmie. ;) Póki co zastanawiam się jak przekazać Mai wiadomość, że jej piękne pidżamki pofarbowały się z jakiegoś powodu na czarno podczas prania ręcznego i ulegly przez to totalnemu zapaskudzeniu. Maja będzie bardzo niezadowolona, a przecież chciałem dobrze. :D Specjalnie prałem pidżamki osobno, w misce, w proszku przeznaczonym do białych materiałów. Najwidoczniej zafarbowały się podczas suszenia, ale nie wiem jak to możliwe.

Obejrzałem wczoraj z siostrą Hobbita, ja ogladałem go po raz drugi, tym razem także z bardzo dobrymi dodatkami, trwającymi ponad dwie godziny. Za chwilę odchodzę od komputera, porzucam na godzinkę muzykę, by przygotować dla siebie i młodszej siostry spaghetti, którego dawno już nie jadłem. Później wyjadę po drugą siostrę do Truskawia i pewnie razem z nią zrobię zakupy. Doczekaliśmy się świątecznego tygodnia, który ja spędzę w całości w pracy. Nawet w Wigilię będę pracował, choć tym razem od godziny 22:00, co oznacza, że załapię się na naszą rodzinną wieczerzę. Dzisiaj mam dzień wolny, bardzo przyjemny. Okna umyję na te drugie święta... Albo nigdy.


2013.12.19 / Czwartek / 20:20 - Na skwerku z bombką

Zdjęcie ze źle ustawionym kadrem, bo robiła je siostra. ;) Poszliśmy razem do osiedlowej pizzerii, zamówiliśmy dwie małe pizze, które ledwo zdołaliśmy zjeść. Popijaliśmy piwem Koźlak, które zawsze zamawiamy w tej pizzerii. W czasie gdy my się objadaliśmy, Maja w Siedlcach cierpiała z powodu bólu zębów i wizytu u dentystki, która miała przeprowadzić borowanie. Ostatecznie okazało się, że próchnicy nie ma, więc i borowania nie będzie, ale jutro czeka Maję prześwietlenie, bo możliwe, że ma ona jakiś problem z ósemkami. Ja także powinienem zająć się swoimi zębami, szczególnie ósemką, która czeka na usunięcie, ale zacznę się tym wszystkim dopiero w roku 2014.

Wczoraj przyjechałem do Puław, a jutro już je opuszczam, bo o godzinie 12:00 muszę być w firmie. Za dnia zdążyłem pojechać na cmentarz, by odwiedzić Mamę i życzyć Jej wesołych świąt. Tym razem na miejsce pojechałem autobusem, bo na jazdę rowerem jest już zdecydowanie za zimno, szczególnie, że nie zabrałem z domu rękawiczek.

Zapuszczam brodę, by zimą było mi cieplej. :)


2013.12.19 / Czwartek / 18:00 - Trasa wyprawy rowerowej 2014

Zaplanowałem trasę swojej przyszłorocznej, sześciodniowej wyprawy rowerowej, na którą mam zamiar wyruszyć w czerwcu. Pod koniec roku 2010 też planowałem tygodniowy wyjazd rowerowy, na lato roku 2011, który ostatecznie nie doszedł do skutku, głównie z powodu zmiany pracy. Może to i lepiej, bo miesiąc, w którym chciałem wyruszyć w trasę był totalnie deszczowo-burzowy, więc jazda byłaby raczej średnią przyjemnością. Tym razem moje marzenie o takim wyjeździe jest jeszcze silniejsze i tym razem się uda, bo przecież nie jest to nic trudnego.

Póki co zamówiłem wszystkie rzeczy, które są mi potrzebne do wymiany napędu w swoim rowerze. Stary, ośmiobiegowy napęd zużył się przez ostatnie osiem siedem lat, więc postanowiłem wymienić go na dziewięciobiegowy, klasy LX, XT i XTR. W podróż mam zamiar wyruszyć swoim czarnym rowerem górskim, który być może nie jest idealny na szosę, bo ma mniejsze koła stawiające większy opór, ale z jakiegoś powodu właśnie na tym rowerze najlepiej mi się jeździ. Będę tylko musiał założyć bagażnik i sakwy, a może także błotniki, na wypadek opadów deszczu. Ach, nie mogę się już doczekać. :)


2013.12.18 / Środa / 17:00 - Łuków

Z Łukowa do Puław co kilka godzin odjeżdża pociąg i tym sposobem dostałem się do siostry. Najpierw jednak musiałem poczekać na godzinę odjazdu, spacerując sobie w tym czasie po mieście, poznając zaledwie kilka uliczek, które, podobnie jak okolice dworca, przypadły mi do gustu. Wstąpiłem do widocznego na zdjęciu kościoła, pomodliłem się i chwilę później zaświeciło słońce. :) Może to znak, że wszystko będzie dobrze?

Dziwne to Łuków - w całym mieście nie spotkałem ani jednego dresiarza, mimo tego, że było tam wielu młodych chłopaków. W ogóle ludzie byli tam jacyś tacy uśmiechnięci, nikt mnie nie opierdalał za to, że robię zdjęcia, a w pewnym momencie nawet przypałętał się do mnie śliczny, mały kotek, który chyba by się ode mnie nie odczepił, gdyby nie dziecko, które bardziej go zainteresowało.

Do Puław dostałem się przez Ryki i Dęblin, jadąc prawie dwie godziny. Najdziwniejsze, że po drodze w ogóle nie było zasięgu internetu. Jak ludzie mogą tam żyć, skoro nie ma nawet zasięgu klasy Edge? :P

Przyjemnie było wysiąść na stacji w Puławach i przejść się przez nie, porównując je z Siedlcami i Łukowem. To pewnie przez sentyment, ale stwierdzam, że Puławy są jednak bardzo, bardzo fajne. :)


2013.12.18 / Środa / 16:54 - Stacja PKP w Łukowie

Wstaliśmy z Mają o godzinie 7:00, udając się na wliczone w koszta śniadanie. Maja jadła ze smakiem, ja niczego nie chciałem, wiedząc, że mam w pokoju suche bułki i napój bakoma. :P Odprowadziłem swoją ukochaną pod firmę na godzinę 9:00 i wróciłem do hotelu, by zjeść swoje własne, skromne śniadanie i przygotować się do wyjścia. O 10:30 opuściłem hotel Villa Park, do którego pewnie jeszcze kiedyś wrócę, by wypróbować z Maja inny pokój. Poszedłem na stację PKP, zahaczając po drodze o firmę Mai, by dać jej pożegnalnego buziaka. Z Siedlec odjechałem pociągiem do Łukowa, czyli mniejszego miasteczka znajdującego się około 30 kilometrów na południe. Spodziewałem się, że będzie tam okropnie, ale na miejscu przeżyłem miłe zaskoczenie, bo wszystko co widziałem mi się spodobało, łącznie z ludźmi mówiącymi z nieco innym akcentem niż ten, który znam, zdecydowanie bardziej wschodnio-rosyjskim. :)


2013.12.17 / Wtorek / 20:24 - Pod Villa Park Hotel

Około 17:00 byliśmy już w hotelu, spędzając razem bardzo fajny, a nawet wyjątkowy wieczór. Przed godziną 22:00 Maja już spała, a ja oglądałem telewizję, czując, jak ogarnia mnie senność. Wyłączyłem telewizor i sam zapadłem w sen, mając wspaniałą świadomość, że jest obok mnie ukochana dziewczyna, najlepsza ze wszystkich jakie miałem, która przy odrobinie szczęścia nigdy mnie nie opuści...


2013.12.17 / Wtorek / 17:56 - Maja i Michał w Cafe Brama

Bardzo się cieszę, że zdecydowałem się odwiedzić Maję w Siedlcach. Pewnie będę tam wpadał co jakiś czas, choć nocleg w hotelu nie jest tani, bo kosztuje 200 złotych, nie wspominając już o kosztach dojazdu. Ciekawe, czy kiedyś tam zamieszkam, pewnie tak i pewnie będę wtedy twierdził, że była to dobra decyzja. Póki co następnego dnia po raz pierwszy obudziłem się w jednym łóżku z Mają w Siedlcach. :)


2013.12.17 / Wtorek / 17:53 - Pan Michał w Cafe Brama

Raz mam dużo siwych włosów, innym razem mniej... Nie wiem o co w tym chodzi. :) Maja nie nosi już przy sobie swojego aparatu - miała go tylko na naszym pierwszym spotkaniu, więc widocznie nie jest tak wielką miłośniczką fotografowania jak ja. Cały czas kręcę też filmiki, które za jakiś czas będę mógł zmontować w tak zwany teledysk. Najważniejsze, by Maja nie opuściła mnie tak jak inne dziewczyny z przeszłości, by została ze mną już na zawsze, by była po prostu moją Mają, a ja bym był jej Michałem. Ważne też byśmy byli zdrowi i by omijały nas wszelkie nieszczęścia życiowe.


2013.12.17 / Wtorek / 17:50 - Maja w Cafe Brama

O godzinie 15:00 Maja skończyła pracę, specjalnie dla mnie wychodząc z niej dwie godziny wcześniej. Ja zdążyłem się do tego czasu rozgościć w hotelu Villa Park, który uznałem za troszkę gorszy od hotelu Janusz, w którym byłem wcześniej, ale za to bardziej nowoczesny pod względem wyglądu. Maja chciała mnie zabrać do swojego ulubionego pubu, który z jakiegoś powodu był jednak zamknięty, dlatego poszliśmy do Cafe Brama, w której już byliśmy podczas naszej pierwszej randki. Maja zjadła pierożki, ja wypiłem piwo i godzinę później poszliśmy razem do hotelu, by spędzić razem wieczór, noc i poranek. Nie wiem czemu, ale uważam, że nowa fryzura Mai jest seksowna, czego nie mogłem powiedzieć o poprzedniej, niesymetrycznej, z podgoleniem z jednej strony. :) Ja swoje włosy zapuszczam, podobnie jak brodę.


2013.12.17 / Wtorek / 14:45 - Kawałek Siedlec

Siedlce nadal mi się nie podobają. Najprościej mógłbym je opisać w ten sposób - całe Siedlce są takie jak najgorsza część Lublina, czyli okolice dworca PKS i ulicy Lubartowskiej. Jeśli miałbym je opisać jednym prostym słowem, użyłbym słowa grajdoł, które podczas pobytu najczęściej przychodziło mi do głowy. Nie bardzo wiem skąd u mnie tak negatywne zdanie na temat tego miasta, w końcu jeszcze nikt mnie tam nie napadł, nikt nie dał mi w mordę i nie spadł na mnie żaden obsypujący się z jakiejś rudery tynk, co raz miało miejsce w Warszawie. ;) Na powyższym zdjęciu widać nawet, ze Siedlce w niektórych miejscach są całkiem ładne, a jest to akurat część parku, w którym byliśmy z Mają podczas mojej drugiej wizyty w tym mieście. Jedno jest pewne - za Siedlcami nadal nie przepadam, ale polubiłem je trochę bardziej niż podczas wcześniejszych wizyt, a może po prostu się do nich przyzwyczaiłem. Jeszcze kilka takich odwiedzin i dojdę do wniosku, że mógłbym tam nawet zamieszkać.


2013.12.17 / Wtorek / 14:36 - Maja nagrodzona

W Miejskim Ośrodku Kultury w Siedlcach wywieszono dwa zdjęcia zrobione przez Maję, zgłoszone przez nią do konkursu "Zdjęcie z tatą". Ja po obejrzeniu tych zdjęć trzy miesiące temu stwierdziłem, że są one całkowicie zwyczajne i nie mają dużych szans na zdobycie jakiejkolwiek nagrody, jestem bowiem człowiekiem wymagającym, ale jury zadecydowało inaczej, przyznając jednej z tych prac wyróżnienie. Chodzi o zdjęcie widoczne poniżej, z dziewczynką i trzema mężczyznami, zatytułowane przez Maję "Tata, mój obrońca". Zdjęcie wiszące nad nim, zatytułowane "Vater und Sohn", przedstawia niemieckiego przyjaciela Mai i jego syna, u których Maja mieszkała przez dwa lata. To właśnie do tych interesujących i zdaje się, sympatycznych ludzi, Maja jedzie w marcu na siedem dni. Portret nie zdobył wyróżnienia, choć ja obstawiałem, że właśnie to zdjęcie je zdobyło, gdy dowiedzieliśmy się o przyznanej nagrodzie. Założyliśmy się nawet z Mają o to, które zdjęcie wygrało, i jak się okazało, ja przegrałem zakład. Już się z niego wywiązałem, kupując Mai tydzień temu paczkę pysznego Ferrero Rocher (choć Maja chciała Rafello). Ja także dostałem to co miałem dostać w razie wygranej, czyli tubkę chipsów Pringles, choć jak się teraz okazało - niesłusznie, bo wcale nie wygrałem. Skomplikowane to wszystko. :P Najważniejsze jednak, że Maja została wyróżniona, a gdy zobaczyłem inne prace konkursowe, zmieniłem zdanie i uznałem, że jej zdjęcia były jednymi z najlepszych. Życzę dalszych sukcesów w robieniu zdjęć, lub ewentualnie, w pozowaniu do nich. :)


2013.12.17 / Wtorek / 14:31 - Maja z Plusa

Dotarłem do centrum Siedlec, do miejsca, w którym znajduje się firma Mai. Wstąpiłem do pobliskiego sklepu po małe zakupy i podczas wychodzenia natknąłem się na swoją ukochaną, nieco odmienioną, z krótkimi włosami. Od razu stwierdziłem, że nowa fryzura bardziej mi się podoba od poprzedniej, ponieważ w przeciewieństwie do tamtej jest równa. Maja poszła do firmy, by założyć szary strój Pani Mikołajowej, który musi nosić podczas rozdawania ulotek i cukierków na ulicy. Kilkanaście minut później wyruszyliśmy na miasto, by Maja mogła przystąpić do akcji. Wcześniej wstąpiliśmy jednak na pocztę, na której Maja wysłała paczkę do Niemiec, z prezentem dla chłopca, którym opiekowała się przez dwa lata. Sam prezent kosztował trzykrotnie mniej niż wysłanie paczki, które okazało się być zdecydowanie drogie. Za niewielką paczkę trzeba zapłacić ponad 60 złotych!

Sama akcja rozdawania ulotek była bardzo interesująca - Maja wręczała ludziom ulotkę, częstując jednocześnie cukierkiem i właśnie owe cukierki sprawiały, że na twarzach ludzi pojawiał się uśmiech. Przyjemnie było na to patrzeć i przyjemnie było fotografować Maję w tym świątecznym stroju. W sumie po mieście kręciliśmy się przez jakieś dwie godziny, wstępując przy okazji do banku, do galerii, do Miejskiego Ośrodka Kultury i na pysznego hot doga, z którym poszedłem do hotelu.

Właśnie, jadąc do Siedlec nie wiedziałem czy zostanę w nich na całą noc, myślałem o tanim hotelu na obrzeżach miasta, ale ostatecznie zdecydowałem, że podobnie jak trzy miesiące temu, podczas naszego pierwszego spotkania, wezmę pokój w porządnym hotelu znajdującym się w centrum. Maja stwierdziła, że woli teraz wypróbować inny hotel, za takie same pieniądze, ale wyglądający na zdjęciach w internecie nowocześniej i właśnie tam wynająłem dwuosobowy pokój. Bardzo fajnie było ponownie znaleźć się w Siedlcach na takich samych zasadach jak we wrześniu, a nawet na lepszych, bo przecież tym razem Maja miała ze mną zostać na noc w hotelu. :)


2013.12.17 / Wtorek / 14:26 - Zalew w Siedlcach

Wczoraj po pracy kupiłem sobie starer Plusa z internetem na kartę. Płaci się przykładowo 20 złotych i ma się 1 gigabajt transferu do wykorzystania przez 14 dni. Takie połączenie z internetem przyda mi się podczas wszelkich wyjazdów, takich jak dzisiejszy, do Siedlec, bym nie musiał zabierać Tacie i siostrze podstawowego modemu. Dom w lesie musi być stale on-line. ;)

Wstałem wcześnie rano, po czterech godzinach snu i po 7:00 byłem już na stacji Warszawa Śródmieście, a dwie godziny później wysiadłem z pociągu w Siedlcach, na wcześniejszej stacji - Siedlce Zachodnie. Kilka kroków od stacji znajduje się całkiem ładne, strzeżone osiedle, które postanowiłem sfotografować. Niestety, natknąłem się akurat na jakiegoś pieniącego się kretyna, mieszkańca owych bloków, mającego się za wielkiego pana, który wziął mnie najwidoczniej za przestępcę planującego napad, albo terrorystę i zaczął pierdolić coś pod nosem, udowadniając swoje siedleckie buractwo. Gdybym tylko był silnym facetem, obiłbym mu ryja, ale niestety jestem tylko słabym chudzielcem, mogłem więc odpowiedzieć, że robienie zdjęć miasta nie jest przecież zabronione. Cóż, jechałem do Siedlec z pozytywnym nastawieniem, by wreszcie się do nich przekonać, ale już na początku dostałem kurwicy i w dalszą drogę ruszyłem z pragnieniem szybkiego powrotu do Warszawy. Na szczęście nie wróciłem tak szybko, bo wiedziałem, że w centrum miasta czeka na mnie Maja.

Po przejściu kilkuset metrów od stacji i po minięciu kilku typowo siedleckich dresiarzy, stanowiących kolejny element zniechęcający mnie do tego miasta, doszedłem do hotelu Hetman, znajdującego się nad zalewem. Zalew faktycznie jest ładny, znajduje się nad nim całkiem fajne molo i o poranku całość wyglądała dosyć przyjemnie. Pokręciłem się tam trochę, porobiłem zdjęcia, zakłądając na obiektyw filtr polaryzacyjny, a następnie poszedłem w kierunku centrum miasta, do którego miałem jakieś dwa kilometry.


2013.12.16 / Poniedziałek / 18:10 - Wyruszam na wschód

Jutro wcześnie rano ruszam ku przygodzie. ;)


2013.12.16 / Poniedziałek / 12:38 - Hobbit na blu-ray od Mai

Dostałem od Mai prezenty świąteczne - film "Hobbit" na blu-ray oraz elektryczną szczoteczkę do zębów Oral-B. :) Z obydwu jestem bardzo zadowolony, szczoteczka sprawuje się bardzo dobrze, a film właśnie obejrzałem, wystawiając mu ocenę 8/10. Widziałem go po raz pierwszy w całości i potwierdziłem, że jest znacznie lepszy od wszystkich trzech części Władcy Pierścieni. Podobno na drugą część mamy iść z Mają do kina. Spoko. Moglibyśmy też iść do teatru, ale bilet na godzinny spektakl kosztuje aż 70 złotych od osoby. :( Może pójdziemy na "Koty", kupując tanie bilety na dostawki... :P

Maja spędziła u nas weekend, podobnie jak starsza siostra, która w sobotę zamontowała w całym domu ozdoby świąteczne i światełka. Dzięki nim jest o wiele przytulniej i jakby cieplej - uwielbiam światełka świąteczne w domu. Sobota była dla Mai dniem egzaminu pisemnego z etyki, którego bardzo się bała i na który dużo się uczyła. Wyniki egzaminu będą dostępne dopiero za dwa tygodnie, ale myślę, że Maja go zdała. Podobno bardzo jej pomogłem poprzez przesyłanie odpowiedzi na pytania telefonem komórkowym. :P Emocje były takie, że sam czułem się jakbym zdawał egzamin i byłem po nim równie wyczerpany jak Maja. Po egzaminie poszliśmy razem na wykład i był to mój pierwszy wykład na studiach. Spodobało mi się i sam chętnie zapisałbym się na jakąś uczelnię, gdybym był bardziej pracowity... Oczywiście na inny, interesujący mnie kierunek. Żałuję troszkę, że nigdy nie studiowałem, ale... Mnóstwo stresu mnie dzięki temu ominęło.

W niedzielę Maja ponownie pojechała na uczelnię, ale ja musiałem pracować, więc spotkaliśmy się dopiero przed godziną 16:00 i od razu odwiozłem swoją ukochaną pociągiem tak daleko jak pozwala mi na to Warszawska Karta Miejska - do Sulejówka Miłosnej. Na stacji Warszawa Zachodnia automat biletowy okradł Maję z siedmiu złotych, czego moja ukochana nie mogła przeboleć przez całą następną godzinę. Cóż, tak to już jest z automatami - okradają od czasu do czasu i nie należy im ufać.

Weekend z Mają był bardzo przyjemny i już za nią tęsknię, ale możliwe, że zobaczę ją już jutro, jeśli wybiorę się do Puław przez Siedlce, Łuków i Lublin. :) Niestety z Siedlec nie można busami dojechać bezpośrednio do Puław, trzeba odwiedzić Łuków i Lublin, ale może to być całkiem przyjemna przejażdżka. Maja dostała od swojego szefa ciekawe zadanie, co daje mi okazję na spotkanie się z nią na mieście i zrobienie jej kilku zdjęć w czapce Świętego Mikołaja. ;)

Ach tak, ogłoszono wyniki konkursu fotograficznego, w którym Maja brała udział. Obydwa jej zdjęcia dostały wyróżnienie. :) Gratuluję. Być może kiedyś zdjęcie ze mną w roli głównej, zrobione przez Maję, otrzyma jakąś nagrodę, choć nie sądzę, bo mam raczej mało intrygującą facjatę. ;)

Po powrocie z Sulejówka do Warszawy spotkałem się z powracającą właśnie do Puław siostrą. Wysiadłem na stacji Powiśle i przeszliśmy się po Nowym Świecie, oświetlonym w tym roku nowymi światełkami, moim zdaniem mniej efektownymi niż w poprzednich latach. Po przejściu się Nowym Światem i ulicą Chmielną wstąpiliśmy do Burger Kinga, w którym kupiłem najsmaczniejszego obecnie i zarazem najtańszego burgera - Kuraka. Siostra pojechała do Puław, ja powróciłem do puszczy i tak skończył się kolejny tydzień.

Za chwilę wychodzę do pracy na wieczorny dyżur. Wyniki w tym miesiącu mam okropne, dlatego staram się nadrabiać ilością smsów na godzinę, przekraczając setkę. Nieważne, bo w tym miesiącu i tak niewiele zarobię, ze względu na to, że miałem siedem dni wolnych w pierwszym tygodniu grudnia i będę miał aż cztery dni wolne w tygodniu obecnym. Dostałem tak mało zmian, ponieważ byłem na końcu listy w dyspozycjach, a znalazłem się na końcu właśnie dlatego, że miałem wolny tydzień. :) Nie szkodzi, wykorzystam wolne dni na wypoczynek w Puławach, do których jadę jutro, i z których wracam w piątek, prosto do firmy.


2013.12.10 / Wtorek / 21:31 - Nowa, niemiecka pralka

Poprzednia pralka, polska Amica kupiona w roku 2000, raz już naprawiana, kilkanaście dni temu wyzionęła ducha. Tata chciał się bawić w jej naprawianie, ale ja przekonałem go, że powinniśmy kupić nową pralkę - sprawdzoną u siostry, niemiecką, firmy Bosch. Problemem poprzedniej pralki był brak stabilności - podczas wirowania pralka robiła sobie spacery po łazience, szalała, trzęsła się i obijała o wannę. Nowa pralka, zgodnie z ocenami w internecie, jest bardzo stabilna i podczas wirowania nawet nie drgnie. Niestety, podczas drugiego prania wyłączyła się, wyświętlając komunikat E17 - co w instrukcji obsługi jest opisane jako zbyt niskie ciśnienie w kranie. Możliwe, że nowa pralka ma większe wymagania względem ciśnienia w kranie i co jakiś czas może się wyłączać. Szkoda, ale na to akurat nic nie możemy poradzić. Na szczęście wystarczy odczekać minutkę i ponownie uruchomić pralkę, by pranie było kontynuowane. Póki co jestem zadowolony z zakupu, na który Tata przeznaczył swoje 800 złotych, a ja swoje 400. Gorąco polecam wszystkim pralki firmy Bosch, szczególnie tym, którzy nie lubią, gdy pralka tańcuje po całej łazience. Można zrobić coś dobrze i można zrobić coś byle jak.

W domu jest bardzo, bardzo zimno - termometr wskazuje 13 stopni. Masakra, bo na dworze przecież nie ma jeszcze silnych mrozów. Ten dom z każdym kolejnym rokiem upada, z każdym kolejnym rokiem staje się coraz większą, zgrzybiałą norą, którą z przyjemnością opuszczę. Tacie polecałbym przeniesienie się do Puław, do siostry, ale myślę, że tak poważny krok nie jest jeszcze gotowy. Musi znacznie podupaść na zdrowiu, by się na to zdecydować, ale na szczęście pod względem zdrowotnym trzyma się bardzo dobrze. Wyraźnie widać, że na emeryturze Tata nudzi się strasznie i najzwyczajniej w świecie nie ma z kim pogadać - we mnie nie znajduje dobrego rozmówcy, a żony już nie ma... Nie ma się z kim kłócić. :P

Kolega Piotr napisał mi ostatnio po przejrzeniu mojego bloga, że najwidoczniej ostatni rok był dla mnie bardzo trudny. Nie odczuwałem tego w ten sposób, przeczytałem więc kilka wpisów, szczególnie te z lipca, czyli miesiąca, w którym umarła Mama i zalałem się łzami w autobusie, wracając do domu. Dziwne, jak skutecznie można przenieść się w czasie czytając swoje własne wpisy i jak bolesne może być to doświadczenie. Już zapomniałem jak było ciężko... Trudny rok 2013 niedługo się zakończy - to dobrze.

Wracając do Piotra - jego kolekcja płyt nie jest trzykrotnie mniejsza od mojej - ja mam czterysta płyt, a on trzysta. :P Coś mi się przewidziało. :)


2013.12.10 / Wtorek / 21:30 - Ponownie trzy miesiące z Mają

Po raz drugi mijają moje trzy miesiące z Mają. :) Za pierwszym razem po prostu źle policzyłem mijający czas - z dwóch miesięcy zrobiłem trzy i nie wiem jak to się stało. Maja twierdzi, że trzy miesiące to mało, ja jestem innego zdania, ponieważ moje związki trwały zawsze tylko sześć miesięcy. Dosyć to żałosne. :)

Przeczytałem niedawno swoje wpisy na blogu z czasu, w którym umarła Mama i przypomniałem sobie, że za swój główny cel stawiałem wtedy znalezienie dobrej dziewczyny. Cel udało mi się osiągnąć, jestem szczęśliwy, a obawy, które od czasu do czasu się pojawiały przez te trzy miesiące, raczej już zanikły. Spora w tym zasługa samej Mai, która cały czas udowadnia mi, że jestem dla niej ważny. Przed nami zima, przed nami długie miesiące, podczas których będziemy widywać się tak jak dotychczas - co tydzień, niekiedy co dwa tygodnie. Póki co nie zamieszkaliśmy razem, ja nie przeniosłem się do Siedlec, a Maja raczej nie polubiła Warszawy i nie myśli o niej poważnie. Muszą minąć kolejne trzy miesiące, musi się wyjaśnić sprawa pracy Mai, byśmy mogli zadecydować, w którym kierunku idziemy dalej. Na pewno razem - ale jak? Tak sobie myślę, że obecna zima jest ostatnią, którą spędzam w domu w Truskawiu. Za rok będę już pewnie mieszkał gdzie indziej, po raz pierwszy zamieszkam z dziewczyną, tak jak zawsze marzyłem.

Maję zesłał Bóg. :)


2013.12.06 / Piątek / 21:44 - Prezent mikołajkowy od Mai

W Mikołajki obdarowaliśmy się prezentami, choć mieliśmy tego nie robić. Maja poszła do Empiku, kupić prezenty dla swojej rodziny, a na miejscu uznała, że powinniśmy także kupić coś mojej siostrze - wybraliśmy noże kuchenne. Ja wypatrzyłem na półce książkę z wywiadami z moim idolem - Woodym Allenem, która bardzo mi się spodobała, a Maja powiedziała, że mi ją kupi i tak zrobiła! :) Juppi! Ja także kupiłem Mai prezent, kalendarz-notatnik, w promocji, aczkolwiek kilka dni wcześniej Maja i tak dostała ode mnie przedwcześnie ten prezent, który miała dostać dopiero przed samymi świętami - zegarek Timex, ten, który kiedyś się jej bardzo podobał. :)

W Puławach nie zostaliśmy sami, bo siostra została w swoim mieszkaniu. Za oknem szalał huragan i w Truskawiu w tym czasie nie było prądu, więc bardzo się cieszę, że ta awaria mnie ominęła. Nasze dni wolne minęły dosyć szybko, były dosyć leniwe, ale przyjemne. Maja dużo się uczyła, ja dużo wypoczywałem - żyć nie umierać. :) To bardzo miłe, że Maja postanowiła swój urlop wykorzystać na spędzenie czasu ze mną, a nie na wyjazd do Niemiec - doceniam to, choć wiem, że tam byłoby mojej dziewczynie o wiele ciekawiej. :P

Zacząłem planować przyszłoroczną, kilkudniową wyprawę rowerową... Zawsze zimą marzę o wyprawie rowerowej i tym razem nie skończy się na samym planowaniu - wsiądę na rower i ruszę w Polskę! Wcześniej muszę tylko troszkę zmodernizować swój rower... :P


2013.12.05 / Czwartek / 21:13 - Z Mają i siostrą na pizzy

W czwartek przyjechaliśmy z Mają busem do Puław. Na początku odwiedziliśmy siostrę w pracy, bo myślałem, że nie zabrałem ze sobą kluczy. Nie, jeszcze wcześniej kupiliśmy sobie na stoisku w galerii słodkości - ja bezę, a Maja... Coś innego, nie pamętam co. Dopiero z galerii poszliśmy do siostry do pracy, a wieczorem udaliśmy się we trójkę do osiedlowej pizzerii, w której zjedliśmy dużą pizzę prosto z pieca opalanego drewnem. Jej podstawową zaletą jest cena - tylko 30 złotych, smakowo jednak także jest w porządku. Maja i siostra dosyć fajnie się zintegrowały i jestem zadowolony z tego, że dziewczyny się w jakiś tam sposób polubiły, lub chociaż zaakceptowały. :) To nasza trzecia wspólna wizyta w Puławach.


2013.12.04 / Środa / 22:31 - Mindball

Największa atrakcja Centrum Nauki Kopernik - Mindball, czyli walka na nie-myślenie. Wygrywa ten zawodnik, który o niczym nie myśli, trzeba nauczyć się oczyszczać umysł z wszelkich myśli, co wcale nie jest łatwe, szczególnie wtedy, gdy już się jest blisko wygranej. Wydawać by się mogło, że jest to sterowanie piłeczką przy pomocy umysłu, ale to tylko taki atrakcyjny trick, bo tak naprawdę urządzenie odczytuje tylko poziom aktywności mózgu, a sama piłeczka przesuwana jest za pomocą elektromagnesów. Za pierwszym razem, przy publice, pokonałem Maję w pięknym stylu, ratując się z sytuacji, w której byłem już o krok od przegranej. Za drugim razem, gdy nasza wizyta już się kończyła i na miejscu prawie w ogóle nie było ludzi, przegrałem.

Po Koperniku poszliśmy do Harendy, bo oboje byliśmy już bardzo głodni. Maja zjadła Placek Zbójnicki, bardzo szybko, w całości, ja zaś po raz pierwszy skosztowałem bardzo dużego Harenda-Burgera z frytkami, którego zjadłem tylko połowę. Tak zakończył się nasz warszawski, bardzo fajny dzień.


2013.12.04 / Środa / 22:10 - This girl is bigger than others

Znana sztuczka wizualna, o ile można tak nazwać to zjawisko. Lepsza była inna wersja tego zdjęcia, na którym to ja stoję pozornie bliżej, ale wrzuciłem tutaj inne... Poczułem się przez moment jak w teledysku Michela Gondry.


2013.12.04 / Środa / 22:10 - Maja w CNK

Kolejny eksponat - Maja wybiera słowa, które usłyszała wcześniej podczas rozmów odsłuchiwanych w słuchawkach. Atrakcji było wiele i nie będę ich tu opisywał - kto chce je poznać, niech wybierze się osobiście do CNK. Ja byłem raczej obserwatorem, Maja zaś chciała wszystkiego dotknąć i popróbować - taką widocznie ma naturę. :)


2013.12.04 / Środa / 22:09 - Pan Michał w CNK

Przed południem byliśmy już na miejscu - w Centrum Nauki Kopernik. Całość można opisać jako miejsce bardzo fajne i interesujące, wymagające dużego zaangażowania, a także czasu. Sześć godzin to minimum czasu jaki trzeba mieć na zwiedzenie całości. Na powyższym zdjęciu rozwiązuję mały test psychologiczny, którego celem było opisanie mojej osobowości. Komputer ustalił, że mój typ osobowości to - flegmatyk.


2013.12.03 / Wtorek / 23:08 - Szachistka

Od poniedziałku rozpoczął się nasz wolny tydzień - siedem wolnych dni spędzonych razem. W poniedziałek leczyliśmy kaca i niewiele zrobiliśmy. We wtorek zagraliśmy w szachy, mimo tego że Maja nie umiała w nie grać. Później zajeliśmy się swietnymi Kalamburami na bardzo przeze mnie lubianym serwisie Kurnik.pl - Maja bardzo ładnie i sprawnie rysowała. Wieczorem wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do Truskawia po zakupy, choć było już bardzo zimno. Wyjazd do Centrum Nauki Kopernik odłożyliśmy na kolejny dzień - środę.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:27 - Płyty Piotra i Ewy

Piotr i Ewa są tym rodzajem ludzi, którzy kupują płyty kompaktowe, czym zdecydowanie mi imponują. Co prawda ich kolekcja jest na oko trzykrotnie mniejsza od mojej, ale myślę, że jakościowo stoi na bardzo wysokim poziomie. Chciałem zrobić im prezent, kupując w prezencie najnowszą płytę nieznanych mi Świetlików, o której wspominał Piotr, ale okazało się, ze prezent nie był trafiony, ponieważ taka płyta już znajdowała się w ich kolekcji. Cóż... Przy kolejnej okazji kupię taką, której nie mają, tym razem gramofonową, bo z tego co wiem Piotr i Ewa planują rozwijać się także w tym analogowym kierunku. Ja kiedyś planowałem kupić sobie gramofon, miałem nawet jedną płytę, ale stwierdziłem, że nie mam w pokoju na niego miejsca, więc wycofałem się z tych szlachetnych planów.

Z mieszkania na Starych Bielanach wyszliśmy około godziny 22:00, a przez las musieliśmy przejść pieszo, ponieważ samochód z przebitą oponą powrócił do domu razem z Tatą. Powrót był dosyć koszmarny, nie wspominając już o kolejnych godzinach, a szczególnie o poranku, gdy po raz kolejny postanowiłem - nigdy więcej wódki!


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:26 - Artystyczne towarzystwo

Od lewej - Błażej, Piotr i Ewa. Przyjechałem ze swoim przenośnym dyskiem twardym, by skopiować od kolegi muzykę. Przez kolejne lata będę tę muzykę poznawał, choć nie słucham aż tak alternatywnej i mało popularnej muzyki jak Piotr - ja jestem zdecydowanie bardziej mainstreamowy - aż mi wstyd. Na moim dysku wylądowało 9000 utworów, które dołączył do jeszcze większej ilości plików mp3, które skopiowałem od Piotra we wcześniejszych latach.

Bardzo się cieszę, że towarzyszyła mi Maja, która chyba całkiem dobrze czuła się w tym towarzystwie, i która partnerowała mi w piciu wódki. Następnego dnia Maja dzieliła ze mną także kaca, który strasznie nas wymęczył.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:25 - Pan Michał zażywa tabakę

Brat dziewczyny Piotra - Błażej, poczęstował mnie tabaką, która bardzo przypadła mi do gustu. Przeczyściłem sobie nią kilka razy drogi oddechowe, postanawiając osobiście kupić sobie kiedyś ten specyfik. Podobno tabakę można dostać w każdym kiosku ruchu, o czym nie mialem pojęcia. Jako jedyny piłem wódkę bez mieszania jej z colą, co kilka godzin później przyniosło koszmarne efekty. Wspomniany przez mnie Błażej to także postać bardzo interesująca, bardzo artystyczna, najwidoczniej kolejny wartościowy człowiek, którego bardzo miło było poznać. Na świecie jest zdecydowanie za mało tak fajnych ludzi, albo po prostu ja ich za mało znam. ;)


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:24 - Pan Michał i Pan Piotr

W zasadzie mam tylko trzech kolegów - Jacka, Łukasza i właśnie Piotra, perkusistę, którego widuję średnio raz na dwa lata, a którego zawsze będę uważał za takiego swojego kolegę-idola. Niegdyś niemal każda czytelniczka mojego bloga chciała poznać Piotra osobiście, ale te czasy juz minęły - Piotr ma teraz bardzo fajną dziewczynę, Ewę, którą miałem okazję poznać dopiero teraz. Wynajmują razem kawalerkę na Starych Bielanach, bardzo porządną kawalerkę, którą sam wynająłbym bez mrugnięcia okiem. Wieczór spędziliśmy w miłym towarzystwie mądrych ludzi z artystyczną duszą, pijąc wódkę i jedząc chipsy. Rewelacja. :) Mam nadzieję, że raz na jakiś czas będę odwiedzał Piotra, nie tracąc z nim nigdy kontaktu, bo jest to człek bardzo wartościowy.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:21 - Maja na auli

Popiersie Janusza Korczaka. Na moim dysku nadal czeka film "Korczak" Andrzeja Wajdy i zapewne w końcu go obejrzę. Na tym zdjęciu Maja przypomina mi troszkę mojego idola z młodości - Marilyna Mansona, a raczej Marilyn Manson. ;) Z uczelni udaliśmy się na Śródmieście, na którym odwiedziliśmy sklep Smyk. Musieliśmy poczekać dwie godzinki na spotkanie z Piotrem i jego dziewczyną, u których postanowiliśmy spędzić wieczór. Specjalnie na tę okazję kupiliśmy wódkę Finlandię.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:21 - Maja na auli

Maja na auli C, na swojej uczelni, którą ja osobiście bardzo lubię. Moja mądra dziewczyna radzi sobie na studiach bardzo dobrze, tak mi się przynajmniej wydaje. Daj Boże, by po ich ukończeniu znalazła pracę w swoim zawodzie, taką o jakiej marzy i taką do jakiej moim zdaniem najlepiej się nadaje. Mnóstwo dzieci czeka na Maję, jej zdolności i umiejętności. Na jej ciepło i pomysłowość.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:20 - Maja pod ziemią

Maja na swoją uczelnię dostaje się teraz pociągiem, bo jest to najlepszy sposób, by szybko dojechać ze Śródmieścia na Starą Ochotę. Ja poszedłem do firmy na siedmiogodzinny dyżur, a Maja spędziła ten czas na uczelni. Pierwsze zaliczenia już za dwa tygodnie.


2013.12.02 / Poniedziałek / 12:19 - Flak

Maja przyjechała w piątek. W sobotę posiedziałem z Mają na uczelni, ale też pojeździłem samotnie po Warszawie, robiąc niewielkie zakupy. W niedzielę rano, po dojechaniu samochodem Truskawia, zobaczyliśmy, że dwa kilometry przez las przejechaliśmy na zupełnym flaku. Cóż, powietrze z koła musiało zejść w nocy, a ja tego nie zauważyłem podczas wyjeżdżania z garażu. Szybko stało się jasne, że dojazd samochodem do Puław i odwiedzenie po drodze siostry Mai w Grójcu jest już niemożliwe. Nastąpiła zmiana planów. Samochód do domu przyprowadził Tata wraz z sąsiadem, gdy ja byłem w pracy, a Maja na uczelni. Założynie koła zapasowego podobno wcale nie było łatwe.