2014.01.31 / Piątek / 15:03 - Zimno i pusto

Zimno jakoś na tym świecie i tak pusto...


2014.01.31 / Piątek / 10:04 - Bez Mai do Puław

Jadę. Smutno mi.


2014.01.30 / Czwartek / 22:27 - Porzuciłem dobrą dziewczynę

Dzisiaj rozstałem się ze swoją ukochaną Mają, to była moja decyzja. Powodów jest mnóstwo i zarazem nie ma ani jednego. Wszystko zależy od której strony spojrzy się na nas jako parę, czego chce się doszukać wnikając w miłość. Od tego czym człowiek chce się kierować w życu, co jest według niego najważniejsze. Moje życie z Mają jako żoną mogłoby być piękne, szczególnie gdybym zmienił nieco samego siebie. Mieszkalibyśmy w Siedlcach, mielibyśmy gromadkę dzieci, Maja byłaby wzorową partnerką. Pod koniec trudno byłoby mi uwierzyć, że spotkało mnie tak wielkie szczęście. Mogłoby też być zupełnie inaczej, po latach chciałbym cofnąć czas, by móc pójść zupełnie inną drogą. Zastanawiałbym się czemu nie poznałem Edyty, skoro od początku wydawała mi się ona być tą właściwą dziewczyną. Nie można poznać swojej przyszłości, trzeba o nią walczyć każdego dnia, lub po prostu pozwolić, by wszystko działo się samo. Dzisiaj podjąłem decyzję, która sprawia, że jest mi w tej chwili bardzo smutno. Wspominam to co było dobre, a było tego wiele, i żałuję tego wszystkiego czego nigdy nie będzie. Maja na pewno też cierpi, ale to przecież tylko przejściowy stan, który nie powinien rozciągnąć się na długie lata, a tym bardziej na resztę życia. Zawsze istnieje taka obawa, zawsze w takich chwilach patrzy się w pustkę, porównywalną tylko ze śmiercią bliskiej osoby. Na osiemdziesiąt procent podjąłem dzisiaj najgorszą decyzję swojego życia i tylko na dwadzieścia tą właściwą. Niemniej stawiam na bardziej ryzykowny wariant, bo czasem tak trzeba. Czuję, że sam Bóg mi to podpowiada. Przede mną mrok, zimna pustka, wielki dół lub wielkie szczęście, wiosna wypełniona miłością. Najpewniej po prostu życie, takie jak zawsze.


"Zamieniłem ciebie na kawałek cienia

Tak jak gdyby nigdy nic"

Marek Dyjak "Na krawędzi szkła"


2014.01.25 / Sobota / 22:27 - Dzień trzech egzaminów

Przez kilka ostatnich dni nie dodawałem nowych wpisów, ponieważ musiałem sformatować dysk twardy w komputerze i od nowa zainstalować system operacyjny. Wszystkiemu winne złośliwe oprogramowanie, które zawładnęło w szczególności przeglądarkami internetowymi. Owo oprogramowanie sam sobie zainstalowałem, mimo że program antywirusowy ostrzegał mnie przed nierozpoznanym plikiem mogącym stanowić zagrożenie dla komputera. Plik ściągnąłem z portalu dobreprogramy.pl, mając zamiar zainstalować Real Player Alternative, zupełnie nieszkodliwy, od dawna mi znany odtwarzacz plików rmvb. Niestety, instalator programu był w istocie przykrywką dla działającego w tle szkodliwego oprogramowania, które władowało mi się na komputer doprowadzając do totalnego syfu. Próbowałem czyścić system kilkoma sprytnymi programami do usuwania różnego typu zagrożeń, ale nie przyniosło to spodziewanych efektów i ostatecznie zdecydowałem się zainstalować cały system Windows 7 od nowa. Pobieranie z Internetu poprawek i aktualizacji zajęło mi kilka dni, ze względu na moje wolne łącze internetowe, ale obecnie wszystko jest już w porządku. Na pewno będę w przyszłości ostrożniej instalował nowe programy, w szczególności unikając tak zwanych asystentów pobierania. Oprogramowanie najlepiej pobierać prosto ze strony producenta, a nie z portai typu dobreprogramy.pl.

Kilka dni temu pojechałem do lekarza, w sprawie mojej nowej dolegliwości i w rezultacie otrzymałem skierowanie do urologa, do którego niebawem się wybiorę. W WORDzie na Bemowie zapisałem się po raz drugi na nowy egzamin z teorii i będę próbował go zdać trzeciego lutego, w przyszły poniedziałek. Specjalnie wyznaczyłem sobie tak odległy termin, by mieć czas na naukę, choć póki co jeszcze niczego się nie uczyłem. Wiadomo. ;) Egzamin to dla mnie żaden kłopot i żaden stres, jedynie pieniędzy będzie szkoda, gdy znowu mi się nie uda, martwi mnie natomiast wizyta u urologa. Jak zwykle pozostaje mieć nadzieję, że to nie rak... Póki co kilka obstawianych przeze mnie raków okazało się być moim wymysłem. :P

W tej chwili jestem na uczelni Mai, siedzę sobie z netbookiem na pierwszym piętrze w budynku C, gdzie odbieram bardzo dobry sygnał bezprzewodowego internetu. Maja jest w budynku A, na egzaminie ze statystyki - przedmiotu dosyć luźno powiązanego z jej kierunkiem. Wcześniej moja dziewczyna miała podobno dosyć łatwy egzamin na auli C, natomiast po statystyce czeka ją trzeci, z jakiegoś pedagogicznego przedmiotu. Za dwa tygodnie ostatni egzamin, podobno najtrudniejszy, kończący sesję zimową.

Wczoraj po raz kolejny dosyć szkodliwie wpłynąłem na moje relacje z Mają, wyjaśniając, że nie czuję, aby mogła mnie ona naprawdę pokochać, lub po prostu, że nie czuję się kochany. Ostatnio Maja coraz częściej ma do mnie różnego rodzaju pretensje, coraz częściej odnoszę wrażenie, że uważa mnie za denerwującego ją głupka. Zarazem zacząłem wczoraj wspominać o Edycie, czyli dziewczynie, z którą od dwóch lat mam praktycznie najlepszy kontakt, mimo tego że nigdy nie poznałem jej na żywo i nawet nie mam jej numeru telefonu. Nigdy nie skrytykowałem Edyty, a Edyta nigdy nie skrytykowała mnie, dobrze się rozumiemy i chyba jesteśmy do siebie dosyć podobni. Mój związek z Mają jest z jakiegoś powodu troszkę dziwny. Może powodem tym jest dzieląca nas odległość, a może różnice między nami, których jest całkiem sporo. Oczywiście dużo jest też podobieństw i chyba dlatego cały czas jesteśmy razem. Kochamy się zapewne za to, że jesteśmy dobrymi ludźmi. Znaleźć dla siebie dobrego człowieka na całe życie - to najważniejsze zadanie. Różnice niepokoiły mnie od początku, dlatego nasz związek rozpoczął się od rozstania na drugim spotkaniu. Po drugim spotkaniu, tym podczas którego byliśmy z Mają po raz pierwszy pod budynkiem uczelni, wyjaśniłem, że nie czuję, abyśmy do siebie pasowali, ale po kilku godzinach zmieniłem zdanie, a może dałem się przekonać, by dać nam szansę. Szansę dałem, a Maja kilka razy udowodniła, że jest w stanie zrobić dla mnie bardzo dużo, i że bardzo jej zależy, abyśmy byli razem. Udowodniła, że jest dobrą dziewczyną, choć po pierwszych dwóch spotkaniach szczerze w to wątpiłem.

Najgorsze dla mnie jest to, że Maja mieszka w Siedlcach, a nie w Warszawie. W sierpniu i wrześniu, gdy się poznawaliśmy, nie sądziłem, że właśnie jej miasto i jego odległość od Warszawy będzie dla mnie problemem. Z drugiej strony wiosną zeszłego roku, gdy miałem dziewczynę mieszkającą w Warszawie i mogłem się z nią regularnie widywać, powiedziałem sobie - nigdy więcej dziewczyn spoza stolicy.

Kiedyś nie rozumiałem czemu Mama zawsze wypominała Tacie, że musiała przez niego opuścić ukochane Puławy i zamieszkać za murem w Sójkach. Sójki były wtedy moim domem, były całym moim życiem, kochałem je i dlatego narzekanie Mamy było dla mnie dziwne. Teraz, gdy myślę o tym, że miałbym się kiedyś wyprowadzić do Siedlec, doskonale Mamę rozumiem i zarazem podziwiam fakt, że w imię miłości była w stanie porzucić całe swoje dotychczasowe życie. Ja nie wiem, czy bym tak potrafił. Cóż, Mama ostatecznie wróciła do Puław, a Tata niebawem do Niej dołączy...

Można powiedzieć tak - gdybym przez ostatnie osiem lat oszczędzał intensywnie pieniądze, mógłbym teraz kupić mieszkanie w stolicy i żyć zgodnie ze swoimi marzeniami. Nie tylko z ukochaną dziewczyną, ale także w ukochanym miejscu, robiąc przy okazji coś bardzo ważnego dla swojej kobiety. Co prawda Maja twierdzi, że nie wyobraża sobie życia w bloku, że chciałaby żyć w domku jednorodzinnym, ale gdybym odkładał pieniądze to i na to mógłbym coś poradzić. Oszczędności nie mam, a raczej mam ich tyle, że mogę zrobić dla swojej dziewczyny coś innego - zapłacić jej za drugi rok studiów. Jeśli myślę o naszej przyszłości jako wspólnej, taki czyn wydaje się być bardzo logiczny i bardzo w porządku.

W firmie szykuje się przeprowadzka całego centrum operatorskiego. Opuścimy siedemnaste piętro i przeniesiemy się na drugie. Szkoda, bo widok będzie mniej efektowny, a i prestiż jakby mniejszy, ale najważniejsze, że nie opuszczamy Orco Tower, które już zdążyłem pokochać.

Wyłączam netbooka, wstaję i idę do budynku A, bo egzamin Mai zaraz się skończy. Idę do mojej ukochanej, dzielnej dziewczyny. Sam także myślę, o pójściu w tym roku na studia, ale... Czy zniósłbym taką ilość stresu?


2014.01.19 / Niedziela / 22:27 - Seagate is dead

Mój pierwszy przenośny dysk twardy, o pojemności 500 gigabajtów, kupiony w roku 2008, duży, zasilany prądem z normalnego kontaktu, a nie przez port usb, właśnie się zepsuł. Nie wiem czy awarii uległ sam dysk, czy tylko zasilacz do niego, ale dowiem się tego, gdy Maja przywiezie mi swój zasilacz. Tak się składa, że ma ona dokładnie taki sam dysk w domu. Zastępczy zasilacz można kupić za około 50 złotych.

Dysk miałem podłączony do odtwarzacza blu-ray pod telewizorem i trzymałem na nim kilkaset filmów ściągniętych z internetu, oraz swoje filmy nagrane kilkoma aparatami fotograficznymi. Na szczęście nic mi nie przepadło, ponieważ mam zwyczaj tworzenia podwójnych kopii zapasowych, lub nawet potrójnych. Przydałby mi się kolejny przenośny dysk twardy - piąty, licząc z tym zepsutym. ;)

Mam dzisiaj dzień wolny. Odwiozłem starszą siostrę do autobusu, a teraz spędzam kolejną godzinę w swoim pokoju. Obejrzeliśmy z siostrą "Mad Max 2" na dvd i "Aliens" na blu-ray. Świetne kino. Obudziłem się o godzinie 15:00, a za kilka godzin muszę iść spać, by jutro przed południem pojechać do ośrodka zdrowia w Izabelinie. Po wizycie w ośrodku przejadę się na Bemowo, do WORDu, by po raz kolejny zapisać się na egzamin teoretyczny na prawo jazdy. Podobno od lipca tego roku będzie można zdawać egzamin praktyczny w Puławach, ale mi osobiście jazda po Warszawie w ogóle nie przeszkadza. Największym problemem jest prawidłowe przejechanie po łuku, co przecież na jazdach szkoleniowych udawało mi się za każdym razem.

Zdobycie prawa jazdy nie powinno być dla mnie problemem... W tym roku się uda. ;)


2014.01.17 / Piątek / 09:34 - Więcej śniegu

Piękny ten śnieg, szkoda, że kilka godzin po zrobieniu tego zdjęcia zaczął padać deszcz i zrobiła się straszna plucha. Tak czy owak nadal jest biało i nadal mi się to podoba. Nareszcie mamy świateczny klimat. Proponuję, by zrobić powtórkę świąt. Chodzę sobie do pracy na nocki, co nie jest wcale takie złe. Siostra przybyła z Puław i od razu zrobiło się cieplej. Im więcej osób w domu, tym lepiej. :) Przydałoby się więcej rodzeństwa. I żona. I dziecko. ;)


2014.01.16 / Czwartek / 14:17 - Ze śniegiem lepiej

Przypomniałem sobie wczoraj podczas spaceru przez las o północy, że zimą, ze śniegiem leżącym na ziemi i na drzewach, jest jaśniej. Nawet nie trzeba włączać latarki w telefonie, który swoją drogą mi się właśnie rozwalił. Telefon się rozpadł, ale przynajmniej telewizor już jakiś cza temu się naprawił. Pionowy pasek wygaszonych pikseli po prostu się włączył i znowu wszystko jest w porządku, co bardzo mnie cieszy. Tymczasem żyję oszczędnie...


2014.01.16 / Czwartek / 14:10 - Zima w końcu nadeszła

W końcu spadł śnieg i o dziwo uradowałem się z tego powodu. Najwyższa pora na prawdziwą, białą zimę. Oby skończyła się najpóźniej w kwietniu, bo od połowy kwietnia planuję już dojeżdżać do pracy rowerem, by pracować nad kondycją. Przede mną trzy nocki i dwa dni wolne, z tym, że w poniedziałek idę do lekarza rodzinnego, by ratować swoje kruche życie.


2014.01.14 / Wtorek / 17:55 - Z Łukaszem do Harendy

Po trzech dniach wolnych, w poniedziałek, trochę popracowałem, by już we wtorek móc ponownie cieszyć się wolnością. Nie zostałem w domu, ponieważ musiałem pojechać na uczelnię Mai, by złożyć tam pewne dokumenty. Załatwiłem to raz dwa, a następnie podjechałem pod kino Muranów, gdzie spotkałem się z kolegą Łukaszem, obecnie ogolonym prawie na zero. Jak zwykle przeszliśmy się po Śródmieściu, tym razem udając się w konkretne miejsce, czyli do Harendy. Postawiłem koledze piwo, podzieliłem się z nim wielkim burgerem, którego sam nie byłbym w stanie zjeść, posiedzieliśmy, pogadaliśmy ponad dwie godziny i było bardzo fajnie. Po wyjściu stwierdziliśmy, że przydałby się jeszcze jakiś spacer, więc przeszliśmy z ulicy Browarnej aż na Plac Wilsona, oglądając po drodze zniszczony/wyremontowany Park Krasińskich. Lubię bardzo te wszystkie spacery z Łukaszem, podczas których dowiaduje się całego mnóstwa ciekawych rzeczy. Fajnie, że mam kolegę z otwartym umysłem, gdy wokół tak wielu jest ślepców, totalnie ogłupionych przez media, wierzących chociażby w to, że Lepper popełnił samobójstwo, a WTC zburzyła Al-Ka'ida... Żal i smutek. Chwała wszystkim myślącym.

Powróciłem do domu, zasiadłem przy komputerze i napisałem powyższą notkę. Powróciłem ostatnio do poprzedniego monitora, zachwycając się jego jakością, a nowy, który kupiłem kilka miesięcy temu, wstawiłem do pokoju siostry, bo ja osobiście nie jestem już w stanie oglądać tych jego spranych, mdłych kolorów. To jeden z najgorszych zakupów w moim życiu, kosztujący ponad tysiąc złotych produkt, który nie spełnia moich oczekiwań. Zastanawiam się, czy nie powinienem go sprzedać na Allegro, ale raczej tego nie zrobię, bo przy drugim komputerze musi być jakiś monitor. Taki duży jest w sam raz dla mojego Taty, który z wiekiem ma coraz słabszy wzrok. Przydadzą mu się większe literki. Dobry monitor sprawia, że przy komputerze aż chce się siedzieć, marny natomiast skutecznie odstrasza, a zarazem psuje jakość wszystkich zdjęć, niezależnie od tego jak dobrym aparatem były robione.

Na koniec afera. W Truskawiu, w naszej spokojnej i bezpiecznej miejscowości, miał wczoraj miejsce napad na sklep. Złodzieje uzbrojeni w kije bejzbolowe wtargneli tuż przed godziną 21:00 do sklepu znajdującego się na środku wsi, w którym kupuję swoje ukochane parówki, sterroryzowali sprzedawczynię, opróżnili kasę i zabrali alkohol. Straszne, nigdy wcześniej nie działy się tu takie rzeczy, jestem zdruzgotany, a swoje rowery stojące w komórce będę teraz przypinał pięcioma zabezpieczeniami, by tylko nikt mi ich nie ukradł. Miejmy nadzieję, że to jednorazowy wybryk i takie akcje nie będą się tu powtarzać.


2014.01.12 / Niedziela / 20:20 - WOŚP 2014

W niedzielę Maja nie musiała jechać na uczelnię, więc spędziliśmy cały dzień razem, bez żadnych obowiązków. Zgodnie z planami pojechaliśmy na Ursynów do kina, na drugą część "Hobbita", która niestety średnio przypadła mi do gustu, i której wystawiłem ocenę 5/10. Film jest przeciętny, ponieważ nie wzbudza takich emocji, jakie wzbudzała część pierwsza, a wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki rozmywają się w nieciekawy sposób, tak samo jak bledną wszystkie poznane wcześniej postacie. Najgorszy jednak jest sam smok - od czasu, gdy pojawia się na ekranie, film zaczyna się robić naprawdę nudny i żadna akcja, a raczej pseudo-akcja nie jest w stanie go uratować. Tak, film wypełniony jest czymś, co nazwałbym pseudo-akcjami, czyli momentami, gdy na ekranie dzieje się dużo, a nawet bardzo dużo, ale widz zupełnie się tym nie emocjonuje, wiedząc, że głównym bohaterom i tak nic złego się nie przydaży. Oczywiście trafia się kilka lepszych momentów, kilka sprytnych żartów, kilka bardzo ładnych scen, ale fakt jest taki, że filmu nie chciałbym oglądać po raz drugi i nie chciałbym go mieć na blu-ray. Póki co jest to najgorszy film Petera Jacksona, gorszy od wszystkich części "Władcy Pierścieni", które przecież i tak nie były rewelacyjne. "Władca Pierścieni" był nierówny, świetne i emocjonujące sceny, mieszały się z beznadziejnymi i nudnymi, natomiast druga część "Hobbita" jest równa, ale trzyma cały czas dosyć przeciętny poziom. Trudno, widziałem w kinie gorsze filmy, a ten dało się raz obejrzeć, w czym usilnie przeszkadzały dwie kretynki siedzące po mojej prawej stronie, gadające przez cały czas, od początku do końca, a nawet naśladujące głosy postaci z ekranu. Człowiek miał ochotę chwycić wielki miecz i ściąć te ich durne łepetyny. Właśnie przez takich ludzi nie lubię ostatnio chodzić do kina...

Film jest jaki jest, ale wielką nowinką techniczą podczas tego seansu była jego płynność. Nakręcono go we wspomnianych już przeze mnie 48 klatkach na sekundę, co sprawia, że obraz jest niezwykle płynny i naturalny. Do tego jest on nakręcony w 3D, a ja po raz pierwszy byłem na filmie fabularnym nakręconym w tej technice. Spodziewałem się czegoś znacznie marniejszego, ale w sumie jest się czym zachwycać - w połączeniu z płynnością wszystko wygląda tak jakby w kinie nie było ekranu, tylko najprawdziwszy świat, jakby znajdowała się tam prawdziwa przestrzeń, scena teatralna, z namacalnymi postaciami i scenografią, którą ma się ochotę dotknąć. Jedyną wadą jest to, że po założeniu okularów obraz staje się o połowę ciemniejszy, ale nie przeszkadza to aż tak bardzo jak myślałem. Film w 3D odbiera się zupełnie inaczej niż w normalnym 2D, aż ciężko nadal nazywać go filmem i w sumie bardzo mi się to podoba. Szkoda, że większość produkcji nakręconych w trzech wymiarach to filmy przeładowane efekciarstwem i akcją. Bardzo żałuję, że nie poszedłem do kina na pierwszą część "Hobbita", która z płynnością i w 3D musiała prezentować się rewelacyjnie.

Po wyjściu z kina powróciliśmy na Śródmieście, udaliśmy się do Harendy i zjedliśmy w niej na spółkę wielkiego burgera. Po wizycie w Harendzie poszliśmy do kościoła przy Placu Grzybowskim, w którym w czasie wojny chrzczony był mój Tata. Maja była tak zmęczona, że usnęła podczas kazania, ale rozbudziła się po mszy, gdy poszliśmy obejrzeć Światełko Do Nieba przy Pałacu Kultury. Pokaz fajerwerków, bardzo efektowny i miły dla oka, trwał około pięć minut. Ludzi zebrało się jak zwykle bardzo dużo, a gdy wszystko było już skończone, wielu z nich udało się na stację Warszawa Śródmieście, z której Maja odjechała do Siedlec, dopadając ostatnie wolne miejsce w pociągu. ;) Tak skończyła się nasza wspólna niedziela. Maja powróci za dwa tygodnie, na weekend z czterema egzaminami. Będę ją jak zwykle dzielnie wspierał, siedząc wygodnie na korytarzu. ;)


2014.01.11 / Sobota / 20:20 - Maja zdała

Mądra dziewczyna z tej Mai - zdała! :) Stresuje się, denerwuje, ale nie daje za wygraną, nie rezygnuje, dąży wytrwale do celu i wszystko dobrze się kończy. Wkrótce będzie panią magister. Po kilku godzinach spędzonych na uczelni wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o Lidla. Nie wiem czemu, ale zmęczyłem się i rozbolała mnie głowa... Może za mało jadłem, a może tak wyczerpało mnie siedzenie na tych wszystkich korytarzach. ;) Wieczorem dokończyliśmy oglądać rozpoczęty dzień wcześniej film Woody Allena, o mężczyźnie, który zabija będącą z nim w ciąży kochankę, by jego żona o niczym się nie dowiedziała, i by mógł żyć wygodnie w bogatej rodzinie. Jeśli o mnie chodzi to nigdy w życiu nie chciałbym mieć kochanki, brzydzę się zdradą i Maja jako moja partnerka może być pod tym względem spokojna. To przecież oczywiste.


2014.01.11 / Sobota / 20:19 - Maja zdaje, Michał czeka

Maja przyjechała, po raz pierwszy w roku 2014. :) Piątek spędziłem po części w domu, zapoznając się z nowym wzmacniaczem stereo, który kupiła sobie siostra, a po części w Warszawie, wyjeżdżając po swoją dziewczynę. Sobota była dniem, który spędziliśmy z Mają na uczelni - ja po prostu czekałem sobie na korytarzu, a Maja sprawdzała swoją wiedzę na dwóch egzaminach. Na powyższym zdjęciu uwieczniłem właśnie moment czekania... W trakcie trwania drugiego egzaminu niemal całkowicie zasnąłem. :P


2014.01.10 / Piątek / 11:58 - Do Multikina na Hobbita 2

Miałem dzisiaj pracować, ale zmęczyłem się pracą na tyle, że postanowiłem oddać swój dyżur koledze. Mam dzięki temu trzy dni wolne, które spędzę ze swoją ukochaną. Jutro kolejny dzień egzaminów na uczelni Mai, a w niedzielę dzień wolny dla nas obojga, w którym wybieramy się do kina na drugą część Hobbita. Będzie to mój pierwszy film fabularny w wersji 3D i zarazem pierwszy film oglądany w wersji z 48 klatkami na sekundę. Wiem, że ten drugi efekt może być dosyć nieprzyjemny dla oka nieprzyzwyczajonego do tak dużej płynności na kinowym ekranie, ale z ciekawości wybrałem właśnie tę wersję. Możliwe, że w przyszłości wszystkie filmy będą nagrywane w tej technice, choć mi w zupełności wystarcza tradycyjne, 24 klatkowe kino.

Bilety do kina można teraz kupować przez internet, płacąc przelewem i drukując bilet na drukarce. Bardzo podoba mi się ten nowoczesny sposób, szczególnie gdy pomyślę o czasach, gdy internet praktycznie nie istniał i ciężko było zdobyć informację na temat repertuaru w warszawskich kinach. Idąc na wagary z zamiarem objerzenia jakiegoś filmu warto było się wyposażyć w gazetę, w której umieszczony był repertuar.

Wybrałem Multikino na Ursynowie, w którym byłem dotychczas pięć razy - po raz pierwszy na filmie "Girl, interrupted" latem roku 2000, z młodszą siostrą, mającą wtedy zaledwie 10 lat. Pamiętam każdy seans, każde wagary, każdą kinową chwilę swojego dzieciństwa. Wtedy kino było dla mnie czymś wielkim, dzisiaj znaczy już o wiele mniej, ale nareszcie mam dziewczynę, z którą mogę pójść na film. Jako nastolatek zawsze zazdrościłem tym wszystkich facetom, którzy zjawiali się w kinie ze swoimi dziewczynami i zastanawiałem się czy ja kiedyś także będę kogoś miał. Dochodziłem do wniosku, że zawsze będę samotny, choć dzisiaj nie potrafię wytłumaczyć czemu tak myślałem... Chyba byłem po prostu bardzo nieśmiały.

Najnowszy film Petera Jacksona jest ryzykowny, może okazać się chałą, choć pierwsza część mi się podobała. Na szczęście to nie ja płaciłem za bilety, tylko moja ukochana Maja, która ma bardzo mało pieniędzy, ale mimo tego stać ją na taki piękny gest, by zaprosić swojego mężczyznę do kina. Doceniam to bardzo i przyjmuję zaproszenie z uśmiechem na twarzy. :)

Jeśli chodzi i filmy to jestem ostatnio po uszy zatopiony w twórczości Woody Allena, zachwycając się coraz bardziej zarówno jego filmami jak i jego postacią. Szkoda, że ma już 78 lat i może niebawem odejść z tego świata. Tak niedawno był zupełnie młodym facetem po trzydziestce, a nawet zupełnie młodym facetem po czterdziestce. To będzie wielka strata, gdy odejdzie, śmierć Allena bardzo mnie zdołuje, bo do dzisiaj robi on wspaniałe filmy, trochę tylko ustępujące tym totalnie genialnym, tworzonym przez niego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. To wyjątkowy człowieki i czuję, że jestem w jakiś sposób do niego podobny, co oczywiście oznacza tylko tyle, że samego siebie także uważam za wyjątkowego. ;)

Kończę pisać notkę i włączam program do montażu, by zacząć wreszcie montować teledysk z Mają. Mam już sporo ujęć, choć będę musiał nakręcić ich znacznie więcej, by efekt końcowy był zadowalający. Najważniejsze, że wybrałem już odpowiedni utwór muzyczny. Krótki, więc montaż musi być dosyć szybki. Dobrze, że mam teraz dwa razy więcej pamięci ram, dzięki czemu program nie będzie się zacinał tak jak na starszym komputerze. Uwielbiam montować. :)

Dzisiaj mijają cztery miesiące naszego związku.


2014.01.07 / Wtorek / 20:58 - Bilety na koncert Garou

Garou powrócił. W zasadzie nigdy nie znikł, tylko na pewien czas stał się mniej popularny niż za czasów swojego debiutu. Siostra słuchała go zawsze, nawet wtedy gdy jego dawne fanki, a raczej pseudo-fanki przestały go słuchać. Garou, mający wtedy tyle lat ile ja mam teraz, zafascynował siostrę w roku 2003, a objawiało się to tym, że poszła na pierwszy w życiu koncert, kupowała jego płyty, w tym także pierwsze dvd z koncertu jakie miałem oglądać i razem ze mną pojechała do Empiku na Marszałkowskiej, gdzie Garou spotkał się z fanami, a raczej fankami. Były to czasy, gdy z zachwytem patrzyłem na zyskujące wtedy na popularności cyfrowe aparaty fotograficzne, marząc o tak cudownym sprzęcie. Tylko kilka osób podczas spotkania w Empiku takie miało. Miło wspominam tamten wieczorny, spontaniczny wyjazd na spotkanie z Garou...

Teraz Garou wydał kolejną płytę, moim zdaniem całkiem niezłą, zdaje się, że już dziewiątą w swojej karierze, i wyruszył w trasę koncertową, podczas której odwiedzi także Polskę. Ciężko powiedzieć co się zmieniło i czemu własnie teraz kobiety znowu chętnie kupiły bilety na jego koncert. Może nadszedł dobry czas na jego powrót, a może po prostu jest lepiej promowany na plakatach?

Jakkolwiek by nie było już 20 lutego Garou zagra koncert w Sali Kongresowej. Na koncercie będzie oczywiście moja siostra, która kupiła sobie dosyć drogi bilet w niezłym miejscu, ale będziemy tam także my - ja i Maja. Dla Mai będzie to pierwszy koncert w jej życiu i pomyślałem, że skoro polubiła Garou to fajnie będzie pójśc do Sali Kongresowej. Mi także będzie miło przypomnieć sobie dawne lata i zobaczyć po raz pierwszy jak Garou świewa na żywo. Na koncercie obecna będzie także mieszkająca pod Grójcem siostra Mai, która bilet otrzymała za darmo od swojej szefowej. My z Mają mamy najgorsze miejscówki, z lewej strony sali, niemal dokładnie w tym samym miejscu, z którego ja obserwowałem swój pierwszy w życiu koncert - Tori Amos w 2007 roku.

Szkoda, że żadne z nas nie będzie mogło już nigdy pójść na koncert Marcina Różyckiego. Był człowiek i nie ma człowieka... My jeszcze jesteśmy. Garou też.


2014.01.06 / Poniedziałek / 21:40 - Shimano LX, XT i XTR

Rowerek się ucieszy. :) W tym roku założę mu nowe klamki, nowe manetki, nową kasetę trybów i nowy łańcuch. Rower z ośmiobiegowego zmieni się w dziewięciobiegowy, a przy okazji poprawi się klasa osprzętu, z Alivio na trzy najwyższe półki. Takim rowerkiem będę mógł wyruszyć na całotygodniową wyprawę, którą ostatnio planuję przenieść z czerwca na maj, ale wszystko zależy przecież od pogody.

W roku 2014 dużo pracuję. Oddaję się pracy z uśmiechem na twarzy, starając się wyrobić w każdej godzinie ponad sto smsów na godzinę, by mieć zapewnioną całkiem niezłą stawkę. Między mną a Mają jest dobrze, nawet bardzo dobrze, a we mnie zaszła pewna zmiana, choć ciężko powiedzieć z czego ona wynika i czym konkretnie się objawia. Zdaje się, że postanowiłem w pełni zaufać swojej ukochanej, wierząc, że jest prawdziwie dobrą dziewczyną, która nigdy mnie nie skrzywdzi. Czyżby wpłynęło tak na mnie obejrzenie filmu "Gandhi"? A może po prostu mijający czas? Może to, że Maja jest wyjątkową dziewczyną, która wytrzymała ze mną już cztery miesiące i wygląda po tym czasie tak jakby jej uczucie tylko się wzmocniło?

Dobro rodzi dobro, zło rodzi zło... My z Mają jesteśmy dobrymi ludźmi, prawda? Nie licząc tego, że w pracy oszukuję, naciągam i psuje zepsutą już ludzkość, a przynajmniej jej mniej inteligentną część. Poza pracą jestem dobry... Na swój sposób.

Jest pięknie. Ale i tak muszę iść do lekarza. Wkrótce się wybiorę. Na egzamin prawa jazdy też się zapiszę... A wiosną lub latem pojadę na Mazury.


2014.01.01 / Środa / 23:53 - Maja & Magda

Nasi sylwestrowi gospodarze to Magda i jej wieloletni partner Daniel. Magda to jedna z najlepszych przyjaciółek Mai, jej koleżanka z liceum, a może nawet z gimnazjum, nie jestem pewien. Całkiem ładna dziewczyna swoją drogą. Daniel to dosyć pozytywny człowiek, z którym nawiązałem jako taki kontakt. Wszystko było dobrze przygotowane, jedzenia było nawet za dużo i sporo go zostało po Sylwestrze. Ja jadłem tylko chipsy. Zabrałem ze sobą dużą butelkę Finlandii, ale do niczego się nie przydała, więc przywiozłem ją z powrotem do domu. Maja, Magda i Daniel pili drinki, ja natomiast piłem herbatę i sok jabłkowy. Pobawiłem się trochę iPadem, który Magda dostała z pracy i stwierdziłem, że jest to pięknie wykonany sprzęt, ale bardzo niepraktyczny ze względu na brak możliwości skorzystania z karty sim, dzięki której można byłoby się łączyć z Internetem tak jak w normalnym netbooku, czy nawet telefonie. Gdybym kupował kiedyś tablet to nie wybierałbym na pewno produktu Apple, tylko jakiś inny, z Windowsem 8 i możliwością włożenia do niego karty sim.

Nikt się nie upił do nieprzytomności, nikt nie wymiotował, wszyscy byli we w miarę dobrych nastrojach. Zaobserwowano tylko jedną mikrokłótnię, będącą moją reakcją na zachowanie dziewczyn. Podobno jestem dosyć kłótliwym człowiekiem, Maja ostatnio często to powtarza, ale ja twierdzę, że raczej nigdy nie kłócę się bez powodu. Będę starał się z tym walczyć, choć nie oznacza to, że będę pchał się pod pantofel Mai. Trzeba dążyć do równowagi.

W południe byliśmy już znowu w lesie, w domu, w którym spędziliśmy kilka godzin. Następnie odwiozłem Maję do Sulejówka Miłosnej, po drodze zaliczająć dosyć poważną kłótnię dotyczącą ewentualej możliwości dwumiesięcznego wyjazdu Mai do pracy w Niemczech. Na taki wyjazd nigdy się nie zgodzę, gdyż z mojej obserwacji wynika, że zbyt wiele związków zepsuło się przez takie wyjazdy. Taka rozłąka jest przeze mnie zupełnie nieakceptowalna. Jeśli Maja wyjedzie kiedyś za granicę do pracy, to tylko ze mną, chyba że naprawdę nie będzie już innych możliwości i będzie musiała jechać sama. Ktoś może pytać czemu taki wyjazd aż tak bardzo mi przeszkadza. Romantycy będą mnie rozumieć, a romantyzm, owszem, jest często sprzeczny z logiką, ale od zawsze mam nim przepełnione serce i rozum. Gdy Maja wspomniała o tym, że mogłaby ot tak wyjechać za granicę na dwa mesiące, zacząłem się poważniej niż dotychczas zastanawiać kiedy przegram z Niemcami. Deutschland uber alles? Już marcowy wyjazd Mai będzie dla mnie raczej trudnym doświadczeniem.

Na sam koniec dnia pogodziliśmy się, po raz kolejny w historii naszego burzliwego związku, a ja wskazałem Mai drogę, jaką chciałbym z nią iść. Wyborów dokonwać będzie Maja, ona będzie ustalać co jest dla niej priorytetem, kogo i co stawiać nade mną, kiedy i w jakich sprawach się ze mną zgadzać. Ja nadal wiem, że chcę iść przez życie razem z Mają, pokochałem ją i uznałem za najlepszą dziewczynę, inaczej nie byłoby tego wszystkiego, o czym można tu czytać od czterech miesięcy...

Życzę sobie jak najłatwiejszego roku - przyda mi się taki po dosyć trudnych latach 2012 - 2013. Mai życzę jak największego romantyzmu i wiary we mnie.


2014.01.01 / Środa / 23:44 - Sylwester z Jengą

Zmieniliśmy zmienione plany i ostatecznie spędziliśmy Sylwestra u znajomych Mai na warszawskiej Pradze Północ. Wcześniej Maja odwołała to spotkanie, bo niepotrzebnie narobiłem trochę zamętu, po części stwarzając problemy tam gdzie ich nie ma, a po części wyolbrzymiając te, które są, ale nie powinny mieć zbyt dużego znaczenia. Sylwester minął bardzo spokojnie, towrzystwo było kulturalne, czterosobowe, licząc razem z nami. Skupiliśmy się na grze w Jengę, którą zabrałem ze sobą. W tym miejscu muszę się pochwalić, że tylko ja nie popełniłem żadnego błędu i ani razu nie zawaliłem konstrukcji z drewnianych klocków, choć wszyscy bardzo mi tego życzli. Być może moje przewaga nad innymi graczami wynikała z tego, że jako jedyny byłem trzeźwy, ponieważ zgodnie ze swoim założeniem nie wypiłem ani kropelki alkoholu. Spodobało mi się to, ten powrót do pełnej abstynencji i czułem się z tym bardzo dobrze. O północy wyszliśmy z Mają na przystanek tramwajowy, by oglądac fajerwerki, a nasi gospodarze zostali w mieszkaniu. Fajerwerków nad Stadionem Narodowym, pod którym odbywała się główna stołeczna impreza nie było za bardzo widać z Placu Hallera, na którym staliśmy, ale niewątpliwą atrakcją było nasze uskakiwanie przed fajerwerkami, które się przewróciły i poleciały w naszą stronę zamiast w górę. Przez chwilę poczuliśmy się z Mają jak na wojnie, pod ostrzałem artylerii i były takie momenty, gdy praktycznie centymetry dzieliły nas od tragedii. Wróciliśmy do mieszkania, w którym zastaliśmy zmęczonych, sennych gospodarzy i o godzinie 1:00 poszliśmy wszyscy spać - oni na wersalce, a my na podłodze, a raczej na kilku kołdrach i kocach, na których było nam całkiem wygodnie. Zwyczajny, normalny Sylwester. Razem weszliśmy w rok 2014 i to jest najważniejsze.