2014.01.01 / Środa / 23:44 - Sylwester z Jengą

Zmieniliśmy zmienione plany i ostatecznie spędziliśmy Sylwestra u znajomych Mai na warszawskiej Pradze Północ. Wcześniej Maja odwołała to spotkanie, bo niepotrzebnie narobiłem trochę zamętu, po części stwarzając problemy tam gdzie ich nie ma, a po części wyolbrzymiając te, które są, ale nie powinny mieć zbyt dużego znaczenia. Sylwester minął bardzo spokojnie, towrzystwo było kulturalne, czterosobowe, licząc razem z nami. Skupiliśmy się na grze w Jengę, którą zabrałem ze sobą. W tym miejscu muszę się pochwalić, że tylko ja nie popełniłem żadnego błędu i ani razu nie zawaliłem konstrukcji z drewnianych klocków, choć wszyscy bardzo mi tego życzli. Być może moje przewaga nad innymi graczami wynikała z tego, że jako jedyny byłem trzeźwy, ponieważ zgodnie ze swoim założeniem nie wypiłem ani kropelki alkoholu. Spodobało mi się to, ten powrót do pełnej abstynencji i czułem się z tym bardzo dobrze. O północy wyszliśmy z Mają na przystanek tramwajowy, by oglądac fajerwerki, a nasi gospodarze zostali w mieszkaniu. Fajerwerków nad Stadionem Narodowym, pod którym odbywała się główna stołeczna impreza nie było za bardzo widać z Placu Hallera, na którym staliśmy, ale niewątpliwą atrakcją było nasze uskakiwanie przed fajerwerkami, które się przewróciły i poleciały w naszą stronę zamiast w górę. Przez chwilę poczuliśmy się z Mają jak na wojnie, pod ostrzałem artylerii i były takie momenty, gdy praktycznie centymetry dzieliły nas od tragedii. Wróciliśmy do mieszkania, w którym zastaliśmy zmęczonych, sennych gospodarzy i o godzinie 1:00 poszliśmy wszyscy spać - oni na wersalce, a my na podłodze, a raczej na kilku kołdrach i kocach, na których było nam całkiem wygodnie. Zwyczajny, normalny Sylwester. Razem weszliśmy w rok 2014 i to jest najważniejsze.